TRUMP ŻĄDA MILIARDÓW, EUROPA KUPUJE BROŃ. Czy NATO stało się wielkim biznesem USA?

24 paź 2026

Donald Trump domaga się od Europy miliardów na zbrojenia, a amerykańskie koncerny zbrojeniowe zarabiają na europejskich zamówieniach. Polska wydaje na obronność około 200 miliardów złotych rocznie, lecz znaczna część kupowanego uzbrojenia pochodzi z USA i Korei Południowej. Unijny program SAFE ma pomóc zmienić ten model, rozwijając europejską produkcję i ograniczając zależność od zagranicznych dostawców. Tymczasem prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę dotyczącą SAFE, proponując własny program „0%”. Warto przy tym przypomnieć, że za rządów PiS na zakup zagranicznej broni zaciągano wielomiliardowe kredyty, a Najwyższa Izba Kontroli wykazała poważne błędy w planowaniu ich finansowania.

Trump żąda pieniędzy. Amerykański przemysł zbrojeniowy zdobywa kontrakty

Donald Trump od lat przedstawia NATO niemal jak przedsiębiorstwo, w którym europejscy sojusznicy powinni płacić więcej za wspólne bezpieczeństwo.

Amerykański prezydent wielokrotnie sugerował, że gotowość Stanów Zjednoczonych do obrony poszczególnych państw może zależeć od wysokości ich wydatków wojskowych.

Jednak za tymi wypowiedziami kryje się znacznie szerszy problem.

Stany Zjednoczone są największym eksporterem uzbrojenia na świecie. Amerykańskie przedsiębiorstwa dostarczają europejskim armiom samoloty, czołgi, rakiety oraz systemy obrony przeciwlotniczej.

Według raportu SIPRI z marca 2026 roku USA odpowiadały za 42 procent światowego eksportu głównych systemów uzbrojenia w latach 2021–2025.

Jeszcze bardziej wymowna jest inna informacja: 58 procent uzbrojenia importowanego przez europejskie państwa NATO pochodziło ze Stanów Zjednoczonych.

Dane dotyczą wolumenu transferów uzbrojenia, a nie wartości finansowej kontraktów.

To pokazuje skalę gospodarczego powiązania Europy z amerykańskim przemysłem zbrojeniowym.

Nie oznacza to, że NATO istnieje po to, aby sprzedawać amerykańską broń. Sojusz powstał przede wszystkim jako system zbiorowego bezpieczeństwa.

Jednak współpraca wojskowa od dziesięcioleci przynosi Stanom Zjednoczonym również ogromne korzyści gospodarcze.

Problem zaczyna się wtedy, gdy bezpieczeństwo europejskich państw w coraz większym stopniu zależy nie tylko od politycznych decyzji Waszyngtonu, ale również od amerykańskich dostawców uzbrojenia, części zamiennych i technologii.

Polska kupuje amerykańską i koreańską broń. Ale kto będzie ją utrzymywał?

Polska od lat zwiększa wydatki na obronność. W 2026 roku zaplanowano na ten cel około 200 miliardów złotych, uwzględniając środki Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych.

Kupujemy między innymi amerykańskie samoloty F-35, czołgi Abrams i systemy Patriot oraz południowokoreańskie czołgi K2, armatohaubice K9 i samoloty FA-50.

Według SIPRI w latach 2021–2025 Korea Południowa odpowiadała za 47 procent wolumenu polskiego importu głównych systemów uzbrojenia, a USA za 44 procent.

W obliczu rosyjskiego zagrożenia szybka modernizacja wojska jest potrzebna.

Ale zakup uzbrojenia to dopiero początek wydatków.

Przez kolejne dziesięciolecia trzeba finansować jego naprawy, części zamienne, aktualizacje oprogramowania, amunicję i modernizacje.

W sierpniu 2025 roku amerykańska administracja zaakceptowała możliwość sprzedaży Polsce pakietu wsparcia eksploatacyjnego F-35 o szacunkowej maksymalnej wartości 1,85 miliarda dolarów. Nie oznaczało to jeszcze zawarcia ostatecznego kontraktu na taką kwotę.

Ten przykład pokazuje jednak, że współczesna armia może przez dziesięciolecia pozostawać związana z producentem zakupionego sprzętu.

Czy Polska, wydając ogromne pieniądze, nie powinna równocześnie inwestować w możliwość samodzielnego produkowania, serwisowania i modernizowania uzbrojenia?

To właśnie tutaj pojawia się znaczenie europejskiego programu SAFE.

SAFE ma zmniejszyć zależność Europy od USA. Na tym polega jego strategiczne znaczenie

Program SAFE to nie tylko kolejna możliwość pożyczenia pieniędzy na zakup broni.

Jednym z jego najważniejszych celów jest rozwój europejskiego przemysłu zbrojeniowego, a w dłuższej perspektywie ograniczenie zależności Europy od dostawców spoza kontynentu, w tym Stanów Zjednoczonych.

Unia Europejska przeznaczyła na ten mechanizm do 150 miliardów euro długoterminowych pożyczek.

Pieniądze mają finansować rozwój zdolności obronnych, wspólne zamówienia i produkcję uzbrojenia.

Kluczowe są jednak warunki programu.

Zgodnie z zasadami SAFE nie więcej niż 35 procent kosztów komponentów zamawianego sprzętu może zasadniczo pochodzić spoza UE, Ukrainy oraz uprawnionych państw EOG/EFTA.

Oznacza to, że co najmniej 65 procent wartości komponentów musi pochodzić z tego określonego obszaru.

W przypadku części bardziej zaawansowanego uzbrojenia obowiązują dodatkowe wymagania dotyczące możliwości samodzielnego modyfikowania sprzętu bez ograniczeń narzucanych przez dostawców zewnętrznych.

Dlaczego to takie ważne?

Ponieważ Europa nie może opierać całego swojego bezpieczeństwa na założeniu, że każdy kolejny amerykański prezydent będzie prowadził taką samą politykę wobec sojuszników.

SAFE ma pomóc budować europejskie fabryki, rozwijać technologie, zwiększać produkcję amunicji i tworzyć miejsca pracy.

To nie jest program wymierzony w NATO. Silniejszy europejski przemysł obronny może również wzmacniać cały Sojusz.

Europa nie musi zrywać współpracy wojskowej ze Stanami Zjednoczonymi, aby zwiększać własną niezależność. Powinna jednak posiadać zdolności pozwalające jej działać także wtedy, gdy pomoc z Waszyngtonu będzie ograniczona.

Nawrocki zawetował ustawę SAFE. Zaproponował „0 procent”

W marcu 2026 roku prezydent Karol Nawrocki zdecydował się zawetować ustawę przygotowaną w celu wdrożenia unijnego mechanizmu SAFE.

Argumentował, że pożyczka może ograniczać suwerenność Polski, ponieważ wypłata środków podlega określonym warunkom i kontroli instytucji europejskich.

Prezydent wskazywał również na wieloletnie zobowiązania finansowe.

To argumenty, które powinny być przedmiotem publicznej debaty. SAFE jest bowiem pożyczką, a nie bezzwrotną dotacją. Polska będzie musiała zwrócić wykorzystane pieniądze wraz z należnymi odsetkami.

Jednak przed wetem Nawrocki ogłosił własną propozycję.

4 marca 2026 roku, wspólnie z prezesem Narodowego Banku Polskiego Adamem Glapińskim, przedstawił koncepcję określaną jako „Polski SAFE 0%”.

Zapowiadał, że Polska będzie mogła pozyskać około 185 miliardów złotych bez ponoszenia kosztów odsetkowych związanych z unijną pożyczką.

10 marca skierował do Sejmu projekt ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych.

Dwa dni później zawetował ustawę wdrażającą unijny SAFE.

„SAFE 0%”. Tylko skąd miały pochodzić pieniądze?

Tutaj pojawia się zasadniczy problem.

Prezydencki projekt zakładał wykorzystanie zysków Narodowego Banku Polskiego.

Jednak zysk NBP nie jest zagwarantowaną kwotą, którą można dowolnie wypłacić w każdym momencie. Bank centralny może również wykazywać straty.

Co więcej, projekt przewidywał możliwość finansowania funduszu także poprzez kredyty, pożyczki i emisję obligacji.

Jeżeli wpłata z zysku NBP okazałaby się niewystarczająca, Bank Gospodarstwa Krajowego miał udzielać funduszowi pożyczek gwarantowanych przez Skarb Państwa.

A więc program reklamowany jako „0 procent” przewidywał również korzystanie z instrumentów dłużnych, które mogą generować koszty.

Nie była to zatem gwarancja otrzymania 185 miliardów złotych bez jakichkolwiek obciążeń finansowych.

Powstaje pytanie, czy prezydencka propozycja była rzeczywiście gotową alternatywą wobec unijnego mechanizmu, czy przede wszystkim projektem wymagającym dopiero zapewnienia finansowania.

Mówiono o SAFE 0%. Tymczasem prawdziwy SAFE już finansuje polską armię

W tej sprawie warto oddzielić polityczne deklaracje od rzeczywistych przelewów i kontraktów.

Prezydencki „SAFE 0%” nie zapewnił w chwili ogłoszenia potwierdzonego finansowania w wysokości obiecanych 185 miliardów złotych.

Tymczasem pomimo prezydenckiego weta rząd skorzystał z możliwości uruchomienia unijnego programu na podstawie obowiązujących przepisów.

8 maja 2026 roku Polska podpisała umowę pożyczkową SAFE na 43,7 miliarda euro.

29 maja Komisja Europejska przekazała Polsce pierwszą transzę w wysokości 6,6 miliarda euro.

Polska została pierwszym państwem, które otrzymało środki w ramach tego programu.

Pod koniec maja podpisano również 62 umowy z polskim przemysłem zbrojeniowym o łącznej wartości około 120 miliardów złotych.

Dotyczyły one między innymi artylerii, dronów, obrony przeciwlotniczej, systemów łączności i wyposażenia żołnierzy.

Część kontraktów obejmowała refinansowanie wcześniej zaplanowanych zakupów, a więc nie wszystkie oznaczały zupełnie nowe zamówienia.

W sierpniu 2026 roku podpisano ponadto umowę ramową dotyczącą systemów przeciwlotniczych Piorun, o wartości około 8 miliardów złotych, realizowaną z wykorzystaniem mechanizmu SAFE.

To istotne rozróżnienie.

Unijny SAFE przyniósł już Polsce rzeczywiste finansowanie i wielomiliardowe kontrakty. Prezydencki „SAFE 0%” pozostał propozycją, której przedstawione założenia finansowe budziły poważne pytania.

Nie można więc twierdzić, że weto Nawrockiego zatrzymało unijny program w Polsce. Można natomiast pytać, dlaczego prezydent sprzeciwił się ustawie dotyczącej mechanizmu, z którego Polska ostatecznie skutecznie skorzystała.

PiS krytykuje unijne pożyczki. A jak finansował zakupy uzbrojenia?

W debacie o SAFE nie można pominąć wcześniejszych decyzji rządów Prawa i Sprawiedliwości.

W latach 2022–2023, kiedy ministrem obrony narodowej był Mariusz Błaszczak, Polska podpisała ogromne kontrakty na zagraniczne uzbrojenie.

Szczególnie duże zamówienia złożono w Korei Południowej.

Zakupiono między innymi czołgi K2, armatohaubice K9 i samoloty FA-50.

Rząd PiS argumentował, że po rosyjskiej inwazji na Ukrainę Polska musi jak najszybciej zwiększyć swoje zdolności obronne.

Potrzeba modernizacji armii była rzeczywista.

Jednak szybkość podpisywania umów nie zwalniała rządu z obowiązku zapewnienia odpowiedniego finansowania.

I właśnie tutaj Najwyższa Izba Kontroli wykazała poważne nieprawidłowości w planowaniu wydatków.

We wrześniu 2025 roku NIK opublikowała wyniki kontroli Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, utworzonego w 2022 roku.

Izba wskazała na nierzetelne przygotowanie finansowania modernizacji armii oraz brak właściwego zabezpieczenia przyszłych kosztów obsługi zadłużenia.

Co więcej, w harmonogramie wydatków na 2023 rok uwzględniono planowane finansowanie trzech kolejnych kontraktów koreańskich o wartości ponad 16 miliardów dolarów, mimo że nie zakończono jeszcze pozyskiwania finansowania dla wcześniejszych umów.

W tym czasie Fundusz dysponował zapewnionym kredytem pomostowym do 5 miliardów dolarów, a finansowanie docelowe wcześniejszych zakupów pozostawało przedmiotem negocjacji.

NIK uznała przyjęte założenia za nierealne.

W 2023 roku Fundusz planował wydać na zakupy obronne około 45,9 miliarda złotych, ale faktycznie zrealizował wydatki w wysokości 23,3 miliarda złotych. Na tę różnicę wpłynęły również zmiany harmonogramów dostaw i płatności oraz kwestie formalne dotyczące kontrahentów.

To nie jest ocena politycznych przeciwników PiS.

To ustalenia państwowego organu kontroli.

Kredyty za PiS były potrzebne, a pożyczki z SAFE stały się problemem?

Powstaje więc pytanie o konsekwencję politycznej argumentacji.

Za rządów PiS finansowano modernizację wojska między innymi z kredytów, pożyczek i obligacji emitowanych przez BGK.

Podpisywano kontrakty, dla których nie zawsze zapewniono wcześniej pełne finansowanie.

Nie oznacza to, że kupowany sprzęt był niepotrzebny lub nieskuteczny. Oznacza jednak, że proces planowania finansowego budził poważne zastrzeżenia.

Tymczasem w 2026 roku prezydent Nawrocki krytykował unijny SAFE właśnie ze względu na zadłużenie i długoterminowe zobowiązania.

Dlaczego kredyty zaciągane na zagraniczne uzbrojenie miały być uzasadnionym narzędziem modernizacji armii, a preferencyjna pożyczka europejska stała się przedmiotem tak ostrego sporu politycznego?

Różnice między warunkami finansowania oczywiście istnieją i trzeba je porównywać. SAFE obejmuje również określone zasady europejskiej kontroli i kwalifikowania wydatków.

Jednak samo zaciąganie długu na obronność nie jest rozwiązaniem, którego wcześniej unikano.

Przeciwnie — rządy PiS szeroko wykorzystywały takie instrumenty.

Polski przemysł czy zagraniczne koncerny? Tu rozstrzyga się przyszłość naszej armii

Polska nie może zrezygnować ze współpracy ze Stanami Zjednoczonymi ani z zakupów zagranicznego uzbrojenia.

Nie wszystkie potrzebne systemy jesteśmy w stanie wyprodukować samodzielnie.

Ale mamy własne fabryki, konstruktorów, inżynierów i pracowników przemysłu zbrojeniowego.

Produkujemy armatohaubice Krab, systemy Piorun, drony, amunicję i rozwijamy bojowe wozy piechoty Borsuk.

SAFE daje możliwość zwiększania zamówień w europejskim przemyśle, w tym w polskich zakładach.

Według deklaracji rządu około 89 procent środków z polskiej części SAFE miało wspierać krajowy przemysł i gospodarkę. Realizację tej zapowiedzi należy oceniać na podstawie faktycznych wydatków, wartości krajowej produkcji oraz efektów gospodarczych.

To ważne również z punktu widzenia podatników.

Pieniądze wydane w polskiej fabryce mogą oznaczać wynagrodzenia dla pracowników, rozwój zaplecza badawczego, zamówienia dla podwykonawców i wpływy podatkowe.

Pieniądze wydane za granicą również mogą przynosić korzyści bezpieczeństwa, ale nie muszą w takim samym stopniu rozwijać krajowego przemysłu.

Dlatego przy każdym wielomiliardowym kontrakcie powinniśmy pytać nie tylko o cenę uzbrojenia, lecz także o to, ile technologii, produkcji i kompetencji pozostanie w Polsce.

Europa nie może być uzależniona od decyzji kolejnego prezydenta USA

Donald Trump nie ukrywa, że interesy Stanów Zjednoczonych stawia na pierwszym miejscu.

To naturalne, że każde państwo prowadzi politykę uwzględniającą własne bezpieczeństwo i gospodarkę.

Europa powinna jednak wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski.

Nie może zakładać, że niezależnie od przyszłych zmian politycznych Waszyngton zawsze będzie gotowy udzielać jej pomocy na dotychczasowych warunkach.

Potrzebujemy silnego NATO, ale również europejskich fabryk broni, własnej produkcji amunicji, zaplecza technologicznego i zdolności do samodzielnego działania.

Właśnie temu ma służyć rozwijanie europejskiego przemysłu obronnego, między innymi poprzez SAFE.

Polska powinna aktywnie uczestniczyć w tych inwestycjach, ponieważ jest jednym z państw najbardziej zainteresowanych skutecznym odstraszaniem Rosji.

Nie chodzi o wybór między NATO a Unią Europejską. Chodzi o to, aby Polska nie była bezradna, jeżeli w przyszłości interesy naszego kraju i Stanów Zjednoczonych zaczną się różnić.

Czy bezpieczeństwo Polski ma zależeć od zakupów w USA, czy również od siły polskich fabryk?

Historia programu SAFE pokazuje, że spór o obronność nie dotyczy wyłącznie pieniędzy.

Dotyczy również tego, kto będzie produkował uzbrojenie, kto będzie kontrolował technologie i kto otrzyma wieloletnie zamówienia.

Za rządów PiS Polska zaciągała kredyty na zagraniczny sprzęt wojskowy, a NIK wykazała poważne błędy w planowaniu finansowania tych zakupów.

W 2026 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę dotyczącą europejskiego SAFE, wskazując między innymi na ryzyko zadłużenia i ograniczenia suwerenności.

Zaproponował również własny „SAFE 0%”, którego projekt dopuszczał jednak korzystanie z kredytów, pożyczek i obligacji.

Tymczasem unijny SAFE został uruchomiony, Polska otrzymała pierwsze 6,6 miliarda euro i podpisała kontrakty z krajowymi producentami.

To fakty, które powinny stanowić punkt wyjścia do oceny politycznych decyzji.

Prawdziwa niezależność państwa nie polega na tym, że kupuje ono najdroższy i najnowocześniejszy sprzęt za granicą. Polega również na tym, że potrafi go utrzymać, naprawić, produkować potrzebne części i rozwijać własne technologie.

Dlatego najważniejsze pytanie brzmi:

Czy Polska chce pozostać przede wszystkim wielkim klientem zagranicznych koncernów zbrojeniowych, czy wykorzystać historyczne wydatki na obronność do zbudowania również silnego, nowoczesnego przemysłu w kraju?

Od odpowiedzi na to pytanie zależy nie tylko przyszłość polskiej armii, lecz także przyszłość polskiej gospodarki i naszej rzeczywistej samodzielności.

Najnowsze

46,7 proc. Polaków popiera wykorzystywanie AI jako wsparcia dla lekarzy

46,7 proc. Polaków popiera wykorzystywanie AI jako wsparcia dla lekarzy

Blisko połowa Polaków popiera wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI) jako wsparcia dla lekarzy, wskazując na potrzebę efektywniejszej organizacji pracy w systemie ochrony zdrowia. W badaniach 46,7% dorosłych Polaków akceptuje AI w medycynie, a 30,6% się jej sprzeciwia, obawiając się sposobu wykorzystania technologii. Eksperci podkreślają, że AI ma wspierać lekarzy, a nie ich zastępować, co budzi nadzieję na lepszy dostęp do świadczeń. Wysoki odsetek osób niezdecydowanych może świadczyć o potrzebie wzrostu wiedzy na temat praktycznych zastosowań AI w medycynie.

Wielkie granie w innej siedzibie

Wielkie granie w innej siedzibie

Szalone Dni Muzyki zyskały nowy dom w siedzibie Sinfonii Varsovia na Grochowskiej, po rewitalizacji Instytutu Weterynarii. Festiwal trwał sześć dni i przyciągnął tłumy, w tym koncerty kameralne, orkiestrowe oraz występy dla dzieci. Na programie znalazły się dzieła klasyków takich jak Mozart, Chopin i Bach, a także młodzi wykonawcy z polskich szkół muzycznych pokazali swoje umiejętności. Wystąpiły znane zespoły oraz artyści solowi, pokazując potencjał muzyczny w Polsce. Wkrótce festiwal wejdzie w nową erę, mając nadzieję na dalszy rozwój.

Pokolenie wychowane przez algorytmy. Jak media społecznościowe zmieniają psychikę i życie młodych ludzi?

Pokolenie wychowane przez algorytmy. Jak media społecznościowe zmieniają psychikę i życie młodych ludzi?

Media społecznościowe zdominowały życie dzieci, przyćmiewając wpływ rodziców i szkół. Algorytmy TikToka, Instagrama i YouTube’a stały się nowymi wychowawcami, prowadząc do długich godzin spędzanych online, gdzie przemoc, idealizowane ciała oraz presja społeczna są na porządku dziennym. Zjawisko to nie pozostaje bez wpływu na zdrowie psychiczne młodzieży, z rosnącym odsetkiem problematycznego korzystania z sieci. Polski rząd próbuje ograniczyć dostęp do tych platform, ale sama granica wiekowa to za mało. Społeczeństwo musi zająć się odpowiedzialnością korporacji, które zyskują kosztem dobrostanu młodych ludzi.

Polska gospodarka zachwyca na G20. Ale czy Polacy odczuwają ten sukces?

Polska gospodarka zachwyca na G20. Ale czy Polacy odczuwają ten sukces?

Polska to gospodarczy fenomen, bijący na głowę Niemców, Francuzów i Włochów w tempie wzrostu PKB. Jednak za imponującymi statystykami kryje się smutna prawda: większość obywateli wciąż żyje poniżej unijnej średniej zamożności, a deficyt finansów publicznych hukowo rośnie. Sukces gospodarczy to coś więcej niż tylko liczby.

Europa Środkowa, korzyści z integracji

Europa Środkowa, korzyści z integracji

Integracja Europy Środkowej przynosi korzyści w zakresie bezpieczeństwa i współpracy gospodarczej. Kluczowe przykłady to Grupa Wyszehradzka, Inicjatywa Trójmorza oraz Bukareszteńska Dziewiątka. Wyzwania obejmują różnice w podejściu do Rosji oraz kwestie gospodarcze i historyczne, które mogą utrudniać współpracę między państwami regionu.

Sprawdź również

Dlaczego Bogaci mogą płacić mniej podatków niż Biedni?

Dlaczego Bogaci mogą płacić mniej podatków niż Biedni?

Polska ma problem ze sprawiedliwością podatkową Pracownik zarabiający kilka tysięcy złotych miesięcznie nie ma wyboru — państwo regularnie pobiera z jego pensji podatki i składki. Tymczasem milionerzy, właściciele firm i osoby zarabiające na kapitale mogą korzystać z...

Wielkie granie w innej siedzibie

Wielkie granie w innej siedzibie

Szalone Dni Muzyki znalazły swój dom. Nowe otwarcie spodobało się publiczności. Można się było nieco obawiać, jak tegoroczne Szalone Dni Muzyki odnajdą się i zaklimatyzują w zupełnie nowym miejscu. A przede wszystkim: jak tę zmianę powita publiczność, przyzwyczajona...