Haaland jest za drogi dla Bayernu

Niemiecki tabloid „Sport Bild” uznał za nieaktualne wcześniejsze spekulacje, że Erling Haaland po tym sezonie zostanie następcą Roberta Lewandowskiego w Bayernie Monachium. Norweskiego napastnika w przyszłorocznym letnim oknie transferowym będzie można wykupić za 75 mln euro, ale szefów bawarskiego klubu zniechęciły jego żądania finansowe.

Nikt w Niemczech nie żywi złudzeń, że 20-letniego norweskiego snajpera uda się Borussii Dortmund zatrzymać na na dłużej, chociaż ma z nim kontrakt ważny do końca czerwca 2024 roku. Ale szefowie tego klubu nie chcą powtórzyć błędu jaki popełnili w przypadku Roberta Lewandowskiego, którego nie chcieli puścić do Bayernu rok przed zakończeniem jego kontraktu i w efekcie polski piłkarz, którego rynkową wartość szacowano wtedy na ponad 100 mln euro, przeszedł do bawarskiego klubu za darmo. „Sport Bild” przekonuje, iż Haaland opuści Borussię Dortmund najpóźniej latem 2022 roku, bo wtedy zostanie uruchomiona tzw. klauzula wykupu. Wedle nieoficjalnych danych wynosi ona 75 mln euro plus 10 mln euro tzw. bonusów, co zważywszy na skalę talentu tego piłkarza jest bez wątpienia ceną bardzo promocyjną. Problem w tym, że agent Haalanda Mino Raiola żąda dla swojego klienta pensji na poziomie 50 mln euro rocznie, a do tego dla siebie dodatkowe 40 mln euro prowizji oraz kolejne 20 mln euro dla rodziny piłkarza. Tani zatem ten transfer wcale nie będzie, ale dla szefów Bayernu największą przeszkodą w staraniach o pozyskanie norweskiego piłkarza są jego wygórowane oczekiwania co do zarobków. Dlatego mimo iż uważają, że jest on idealnym kandydatem do zastąpienia Lewandowskiego, to po wstępnych negocjacjach z Raiolą wycofali się , że norweski napastnik mógłby zostać naturalnym następcą Roberta Lewandowskiego, ale nigdy do tego nie dojdzie z powodu wielkich żądań finansowych Raioli. „Pensja 50 mln euro rocznie zniszczyłaby strukturę płac Bayernu” – twierdzi „Sport Bild”.
Tak też by było, bowiem w tej chwili najlepiej opłacani w tym klubie piłkarze – Robert Lewandowski, Thomas Mueller i Manuel Neuer, zarabiają rocznie w granicach 22 mln euro. A Haaland póki co nie jest graczem dwukrotnie lepszym od „Lewego” czy Muellera i na pewno nie jest zawodnikiem klasy Leo Messiego czy Cristiano Ronaldo, żeby tworzyć dla niego niebotyczny komin płacowy kosztem reszty zespołu, jak zrobiono to w Barcelonie dla Argentyńczyka i w Juventusie dla Portugalczyka. A już na pewno nie w dobie pandemii. Dlatego nie przedłużono kontraktu z Davidem Alabą, bo uznano żądania jego agenta za wygórowane. A tym agentem jest Izraelczyk Phini Zahavi, ten sam, który reprezentuje też interesy Lewandowskiego. To też tłumaczy dlaczego Bayern jeszcze nie przedłużył z „Lewym” wygasającej z końcem czerwca 2023 roku umowy. Bayern nie ma bezdennego worka katarskich petrodolarów jak Paris Saint-Germain czy nie mniej hojnego wsparcia szejków z ZEA jak Manchester City. Ale per saldo bardziej mu się opłaca przytrzymać „Lewego” u siebie do końca kariery, niż zamieniać go w ciemno na zmanierowanego już przez pieniądze norweskiego młodzika.