Kownacki lepszy od Arreoli

Adam Kownacki w nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu podczas pięściarskiej gali w Nowym Jorku pokonał jednogłośnie na punkty Amerykanina Chrisa Arreolę i zdobył wakujący tytuł interkontynentalnego mistrza federacji IBF w wadze ciężkiej. Sędziowie punktowali jednogłośnie na korzyść Polaka – 118:110 i dwukrotnie 117:111.

Pojedynek Kownackiego z Arreolą, wyznaczony przez organizatorów gali w Nowym Jorku jako walka wieczoru, nie zawiódł oczekiwań kibiców, zwłaszcza Polaków, którzy licznie stawili się w hali Barclay’s Center. Lubiany przez nich „Babyface” miał nawet z tego powodu lekkiego pietra, bo chociaż na tym słynnym obiekcie stawał do walki już po raz dziewiąty, to po raz pierwszy w roli gwiazdy wieczoru i pięściarza, którego nazwiskiem impreza była promowana. „Adam udowodnił, że jego marka i pozycja w wadze ciężkiej są tak mocne, że jest już magnesem przyciągającym ludzi na trybuny. W życiu nie widziałem tylu biało-czerwonych koszulek, co dzisiaj” – stwierdził z niekłamanym zadowoleniem menedżer polskiego boksera Keith Connolly.

Pojedynek urodzonego w Polsce po Łomżą, ale większość życia mieszkającego w USA 30-letniego Kownackiego, był jego dwudziestą zawodową walką w karierze. Piętnaście z nich wygrał przed czasem i jak na razie jest niepokonany. Jego rywal, pochodzący z Kalifornii 38-letni Arreola, to doświadczony bokser z 38 zwycięstwami na koncie (w tym 33 przez nokaut). Na rozkładzie ma m. in. Travisa Walkera, Jameela McCline’a, Briana Minto czy Erica Molinę. Trzykrotnie walczył o pas mistrzowski WBC – w 2009 z Witalijem Kliczko, w 2014 z Bermanem Stiverne i w 2016 roku z Deontayem Wilderem. Wszystkie te walki przegrał przez nokaut. Porażkę poniósł też w 2010 roku w starciu z Tomaszem Adamkiem w Ontario w Kalifornii.

Arreola, mimo groźnej postury i pokrytego tatuażami ciała – jeden z nich głosi „Nie obawiaj się żadnego człowieka, tylko Boga” – przed walką z Kownackim zapowiedział, że jeśli przegra, odejdzie na sportową emeryturę. Bukmacherzy nie dawali mu szans, za jednego postawionego na zwycięstwo Amerykanina dolara można było zarobić nawet czternaście. Kownacki, cięższy od rywala o ponad 10 kg, w ringu był bardziej aktywny i wyprowadził znacznie więcej ciosów. Sam też jednak sporo przyjął, o co miał do niego pretensje jego trener Keith Trimble. „Mówiłem mu, żeby nie przyjmował tylu głupich ciosów. Ale on lubi mieć pod górkę, bo twierdzi, że tak jest fajniej dla kibiców” – narzekał po walce szkoleniowiec polskiego pięściarza.

Jednym z telewizyjnych komentatorów pojedynku Kownackiego z Arreolą był panujący mistrz świata wagi ciężkiej federacji WBC, Deontay Wilder. Obaj panowie ucięli sobie nawet przed kamerami krótką pogawędkę. Wilder pogratulował Polakowi zwycięstwa i pochwalił za ambitną postawę. Kownacki skorzystał z okazji i rzucił mistrzowi wyzwanie. „Chcę przejść do historii i zostać pierwszym polskim mistrzem świata wagi ciężkiej, tak więc Deontay, idę po ciebie” – powiedział do Wildera z uśmiechem.

Amerykanin też się uśmiechnął i zapytał – a jak zamierzasz mnie pokonać? „Ciągłym pressingiem i dużą ilością ciosów. Ty bijesz bardzo mocno, więc będę też musiał kontrolować dystans i wreszcie poprawić balans ciałem i uniki głową” – zdradził swój plan Polak.

Wilder zakończył rozmowę z Kownackim obiecująco: „Kiedy już przyjdzie odpowiedni moment, spotkamy się w ringu, a nasza walka na pewno będzie świetna”. Szybko jednak do niej nie dojdzie. Jeśli już, to pod koniec 2020 roku.