Lech ujarzmił Wisłę

W hicie 8. kolejki ekstraklasy Lech Poznań rozgromił Wisłę Kraków 5:0. Nigdy wcześniej zespół „Kolejorza” tak wysoko nie pokonał ekipy „Białej Gwiazdy” w ligowej potyczce. Poznańska drużyna utrzymał status niepokonanej w tym sezonie PKO Ekstraklasy i oczywiście pozycję lidera. Spotkanie obejrzało ponad 26 tysięcy widzów.

Bezdyskusyjnie najlepszym zawodnikiem na boisku był Portugalczyk Joao Amaral, który strzelił pierwszego gola w meczu, a ponadto zanotował dwie asysty i jedno kluczowe podanie. W ekipie trenera Macieja Skorży świetnie zagrali wszyscy piłkarze, ale na wyróżnienie zasłużył też Szwed Mikael Ishak, który zdobył dwie bramki – drugą na 5:0 po efektownie wykonanym rzucie karnym w stylu zapoczątkowanym w 1976 roku przez czeskiego gracza Antonina Panenkę. Na trybunach stadionu przy Bułgarskiej zjawiło się ponad 26 tysięcy widzów, co było najlepszym dowodem, iż trwający od początku sezonu bojkot naprawdę został przez fanów „Kolejorza” odwołany. Jednym z powodów protestu były zastrzeżenia sympatyków poznańskiej drużyny do władz klubu o brak solidnych wzmocnień. Tezie tej w meczu z Wisłą zaprzeczyli dwaj pozyskani w ostatnim czasie zawodnicy. W swoim drugim występie w polskiej lidze swoje pierwsze trafienie zaliczył pozyskany 27 sierpnia tego roku z Viktorii Pilzno Iworyjczyk Adriel Ba Loua. Także pierwszego gola na polskich stadionach strzelił debiutujący w barwach Lecha portugalski obrońca Pedro Rebocho, pozyskany z francuskiego Guingamp. Nowi gracze chyba lepiej przedstawić się poznańskim kibicom nie mogli. W historii potyczek Lecha z Wisłą Kraków tak wysokiego zwycięstwa poznański zespół jeszcze nie odniósł. Do tej pory jego najwyższa wygrana z wiślakami to było 4:0. Lechici ponieśli jednak w przeszłości kilka klęsk, z których największa była doznana w 1976 roku
porażka 0:8.
Co ciekawe, pięciobramkowe zwycięstwo wcale nie ucieszyło trenera lechitów Macieja Skorżę, chociaż powinno po dwóch wcześniejszych remisach, z Pogonią Szczecin (1:1) i Rakowem Częstochowa (2:2). „Oczywiście jestem zadowolony z postawy zespołu, lecz nie do przesady, bo to dopiero ósma ligowa kolejka, a takie wysokie zwycięstwo stwarza też niebezpieczeństwo popadnięcia w samozadowolenie i nadmierną pewność siebie. Nie chcę, żeby moi piłkarze nabrali przekonania, że Lech jest już maszynką do wygrywania” – podkreślił szkoleniowiec „Kolejorza”, który w sezonach 2007/2008 i 2008/2009 jako trener zdobył z Wisła Kraków tytuły mistrza Polski. Z Lechem mistrzostwo zdobył jak dotąd tylko raz, w sezonie 2014/2015, ale w obecnych rozgrywkach wprowadził „Kolejorza” na dobrą drogę do powtórzenia tego wyczynu.
Wysoka porażka Wisły Kraków jest sporą niespodzianką, bowiem w tym sezonie krakowski zespół, który w poprzednich rozgrywkach musiał walczyć o utrzymanie w ekstraklasie, pod wodzą słowackiego trenera Adriana Guli spisywał się dotąd dobrze i przed starciem z „Kolejorzem” w Poznaniu zajmował w tabeli wysoką czwartą pozycję. Szkoleniowiec „Białej Gwiazdy” przyznał, że jego zdaniem na wysoką porażkę w takim samym stopniu złożyła się znakomita postawa poznańskiego zespołu, jak słaba gra jego podopiecznych. „Mieliśmy zły dzień. Wierzę, że szybko wrócimy do tego, co demonstrowaliśmy w poprzednich kolejkach. Wysoka porażka boli, lecz daje nam też dużo informacji, które po analizie pozwolą nam na podjęcie działań korzystnych dla zespołu” – stwierdził 45-letni słowacki szkoleniowiec.
Ekipa „Kolejorza” powoli powiększa przewagę nad konkurentami. Drugi w tabeli Śląsk Wrocław podobnie jak lechici także jest jeszcze niepokonany w tym ligowym sezonie, ale ponieważ częściej remisuje niż wygrywa, ma już cztery punkty straty do drużyny trenera Skorży. Zajmująca trzecią lokatę Pogoń w 8. kolejce na swoim boisku tylko zremisowała 1:1 z przeciętną Cracovią, a był to trzeci z rzędu mecz „Portowców” z takim wynikiem (wcześniej 1:1 uzyskali z Radomiakiem i Lechem), przez co mają już do poznańskiej drużyny pięć punktów straty. Reszta drużyn, w tym zwłaszcza mające dwa zaległe mecze do rozegrania Legia i Raków, za chwilę mogą utracić kontakt wzrokowy z lechitami i już go nie odzyskać do końca rozgrywek.