Legia traci moc, Lech traci kibiców

W najbliższy weekend rozpoczyna rozgrywki PKO Ekstraklasa. Dla broniącej mistrzowskiego tytułu Legii Warszawa sobotnia potyczka ligowa z Wisłą Płock będzie już piątym meczem o stawkę rozegranym w lipcu – po wygranych spotkaniach w kwalifikacjach Ligi Mistrzów oraz porażce w rzutach karnych z Rakowem Częstochowa w meczu o Superpuchar Polski. Pierwsze pucharowe potyczki mają za sobą już także Śląsk Wrocław, Pogoń Szczecin i Raków.

Po dwóch wygranych spotkaniach z mistrzem Norwegii FK Bodo/Glimt (3:2 i 2:0) w I rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów chyba nikt nie przypuszczał, że piłkarze Legii mogą mieć jakieś problemy z pokonaniem mistrza dużo niżej od polskiej ekstraklasy plasującej się w rankingu UEFA ligi estońskiej. Tymczasem w środowy wieczór na stadionie przy Łazienkowskiej 20 tysięcy fanów warszawskiej drużyny było świadkami wyrównanego meczu, bo zespół Flory Tallin stawił legionistom mocny opór i chociaż przegrał ostatecznie 1:2, to zostawił wrażenie, że w rewanżu może odrobić stratę i pozbawić Legię upragnionego awansu do III rundy. A to jest cel minimum na ten sezon wyznaczony zespołowi przez właściciela klubu Dariusza Mioduskiego, albowiem dotarcie do trzeciej rundy w kwalifikacjach Champions League w najgorszym wariancie zapewnia drużynie prawo gry w fazie grupowej debiutujących w tym sezonie nowych rozgrywek pucharowych – Lidze Konferencji Europy. Nic dziwnego, że Mioduski końcówkę meczu z Florą oglądał na stojąco i z marsową miną, bo nic nie zapowiadało, że legioniści wyjdą z tej konfrontacji zwycięsko. Na szczęście już w doliczonym czasie gry obrońca estońskiej drużyny niefortunnie wybił piłkę po dośrodkowaniu z rzutu wolnego wprost pod nogę nabiegającego Rafaela Lopeza, a hiszpański piłkarz nie sknocił tej wymarzonej okazji i potężnym strzałem pokonał bramkarza Flory Tallin.
Trener warszawskiej drużyny Czesław Michniewicz mógł więc odetchnąć z ulgą, ale tylko na moment, bo jeśli w rewanżowym spotkaniu 28 lipca w Tallinie jego piłkarze zagrają na równie zwolnionych obrotach jak u siebie, może dojść do sensacji. Szkoleniowiec mistrzów Polski w meczu z Florą ustawił swój zespół ofensywnie, na co nie decydował się w obu potyczkach z Bodo/Glimt. Na ławce posadził defensywnego pomocnika Bartosza Slisz, w którego miejsce w środka boiska miał operować Bartosz Kapustka, czyli gracz ofensywny, a jego miejsce w linii ataku zajął pozyskany latem Mahir Emreli, który miał wspomagać środkowego napastnika Tomasa Pekharta. Pomysł przyniósł efekt już w 3. minucie, bo niemrawo powstrzymywany przez rywali Kapustka urządził sobie rajd przez trzy czwarte boiska i zdobył bramkę po precyzyjnym strzale. Dokonał tego na oczach obecnego na stadionie selekcjonera reprezentacji Polski Paulo Sousy.
Niestety, na powołanie do kadry na wrześniowe mecze biało-czerwonych raczej się nie załapie, bo celebrując gola tak niefortunnie przeskoczył przez baner reklamowy, że uszkodził sobie kolano. Jego zejście z boiska już w 7. minucie (zastąpił go Slisz) rozwaliło cały taktyczny plan Michniewicza, a jeszcze na domiar złego trener dokonał złych wyborów personalnych, zwłaszcza w przypadku Mateusza Hołowni, który przez godzinę gry był dwunastym zawodnikiem Flory. Poza tym wszyscy gracze Legii byli wolniejsi i mniej biegali od przeciwników, czego nie da się wytłumaczyć tym, że grająca w estońskiej lidze w systemie wiosna-jesień ekipa z Tallina jest w połowie sezonu, a gracze Legii dopiero na początku. W najbliższą sobotę polska ekstraklasa zaczyna swoje rozgrywki i w pierwszej kolejce czeka ich potyczka w derbach Mazowsza z Wisłą Płock, więc powinni być już w optymalnej formie fizycznej, a widać było wyraźnie, że nie są.
Kibice Legii wykazują na razie cierpliwość i stoją murem za zespołem, chociaż porażka z Rakowem w meczu o Superpuchar trochę już ich poirytowała. Na wojenną ścieżkę z właścicielami i władzami klubu wkroczyli natomiast kibice Lecha Poznań, których najbardziej radykalny odłam zamieścił w mediach społecznościowych oświadczenie, w którym skrytykowali politykę władz klubu i ogłosili bojkot domowych meczów Lecha. Jak dalece ich protest wpłynie na frekwencję na stadionie przy Bułgarskiej, przekonamy się już w piątek, gdy lechici zmierzą się u siebie z beniaminkiem ekstraklasy Radomiakiem Radom.

Zestaw par 1. kolejki PKO Ekstraklasy:
Piątek: Bruk-Bet Nieciecza – Stal Mielec, godz. 18:00; Lech Poznań – Radomiak Radom, 20:30. Sobota: Górnik Łęczna – Cracovia, godz. 15:00; Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk, 17:30; Legia Warszawa – Wisła Płock, 20:00. Niedziela: Piast Gliwice – Raków Częstochowa, 15:00; Śląsk Wrocław – Warta Poznań, 17:30; Pogoń Szczecin – Górnik Zabrze, 20:00. Poniedziałek: Wisła Kraków – Zagłębie Lubin, 18:00.