Pierwszy milion kibiców w ekstraklasie

Jan T. Kowalski
Pierwszy milion kibiców w ekstraklasie

Wśród osób, które wybrały się w sobotę na stadion w Łęcznej na mecz 16. kolejki między zespołem miejscowego Górnika, a ekipą Górnika Zabrze, był milionowy kibic w obecnym sezonie PKO Ekstraklasy. Do osiągnięcie takiej frekwencji potrzebne było 135 ligowych spotkań.

W poprzednim sezonie w naszej piłkarskiej ekstraklasie rozegrano jedynie 53 mecze z udziałem publiczności, na dodatek w limitowanej liczebności narzuconej przez surowe przepisy epidemiczne. W sumie więc łączna frekwencja na tych spotkaniach nie była wysoka i zamknęła się liczbą 248 549 widzów, co daje średnią 4689 na jedno spotkanie. Przed pandemią frekwencja była czterokrotnie wyższa – w sezonie 2019/2020 wszystkie mecze obejrzało z perspektywy trybun ponad 2 miliony kibiców, co dało średnią ponad 8 tysięcy osób na mecz. W tym sezonie fani jak na razie mogą przychodzić na mecze bez ograniczeń, oczywiście nie licząc konieczności dopełnienia wymogów epidemicznych.
Na meczu Górnik Łęczna z Górnikiem Zabrze, 135. spotkaniu w obecnych rozgrywkach ekstraklasy z 306 do rozegrania, przekroczona została bariera miliona widzów na trybunach, co daje średnią 7400 kibiców na mecz. Warto jednak wspomnieć, że Wisła Płock, Pogoń Szczecin i Radomiak Radom swoje domowe mecze rozgrywają na stadionach znajdujących się w budowie, przez co mają ograniczoną pojemność trybun, a Warta Poznań w roli gospodarza występuje w Grodzisku Wielkopolskim. Ponadto Raków Częstochowa i Bruk-Bet Nieciecza dysponują małymi, kameralnymi stadionami z pojemnością poniżej pięciu tysięcy miejsc, a na stadionie Górnika Łęczna maksymalnie może wejść siedem tysięcy widzów.
W tym sezonie najwyższą średnią frekwencję notuje na swoim stadionie Wisła Kraków. Na jej domowe mecze przychodzi średnio 17 495 widzów. Niewiele gorzej tym względem nie mają też Legia Warszawa (średnia widzów 15 949), Lech Poznań (15 920) i Górnik Zabrze (14 104), ale na pewno nie posiadające stadiony na ponad 40 tysięcy miejsc Śląsk Wrocław (10 875) i Lechia Gdańsk (10 423). Także Jagiellonia ma powody do narzekania, bo średnia frekwencja na jej domowych meczach wynosi 7 055 widzów, a stadion w Białymstoku ma pojemność przekraczającą 22 tys. miejsc.
Wracając do meczu Górnika Łęczna z Górnikiem Zabrze, to ów umowny miliony kibic ekstraklasy, nawet jeśli był to zagorzały fan miejscowej drużyny, z pewnością zapamięta na długo bramkę Lukasa Podolskiego zdobytą po fenomenalny strzale z 20 metrów. Mistrz świata z 2014 roku z reprezentacją Niemiec ma już swoje lata (36), ale nie sposób odmówić mu piłkarskich umiejętności. Trener zabrzańskiej drużyny Jan Urban ostatnio przyznał, że jest wręcz zachwycony fizyczną formą 130-krotnego reprezentanta Niemiec. I chyba nie rzucał słów na wiatr, bo w poprzedniej kolejce w meczu z Legią w Zabrzu Podolski zdobył wreszcie swoją pierwszą bramkę w polskiej ekstraklasie, a jak to czasem bywa nawet u klasowych napastników, najtrudniejszy jest ten pierwszy raz. W Łęcznej Podolski swoja bramkę numer dwa na polskich boiskach, a sądząc po tym jak porusza się po boisku i jaką rolę pełni w zespole, raczej na pewno nie będą to jego jedyne trafienia w tym sezonie. Dla PKO Ekstraklasy odzyskanie skuteczności przez tego wybitnego piłkarza to dodatkowa promocja, która niewątpliwie podniesie atrakcyjność rozgrywek.
Z tego samego powodu cieszy znakomity wreszcie występ Kamila Grosickiego w barwach Pogoni Szczecin. Co prawda skrzydłowy reprezentacji Polski wciąż nie jest jeszcze w takiej fizycznej dyspozycji, żeby trener „Portowców” Kosta Runjaić mógł bez obaw op wynik od niego zaczynać ustalanie meczowych składów, ale w wygranym przez szczeciński zespół 5:1 spotkaniu z Lechią Gdańsk „Grosik” pojawił się na boisku już w 22. minucie zastępując Rafał Kurzawę, innego z zapomnianych reprezentantów Polski, których ostatnio przygarnęła Pogoń. Grosicki zaliczył w tym meczu trzy asysty i chociaż sam gola nie strzelił, zasłużył na miano bohatera spotkania. Czy także na powrót do reprezentacji, tego nie wiadomo, ale wykluczyć nie można, bo Paulo Sousa będzie o powołaniach na mecze barażowe do mistrzostw świata decydował dopiero na początku marca.

Poprzedni

Komu przypadnie Złota Piłka?

Następny

Warta słabsza od ZAKSY w PlusLidze