Popis Lewandowskiego w reprezentacji

Reprezentacja Polski meczami z Austrią (1:0) i Łotwą (2:0) rozpoczęła rywalizacje o awans do mistrzostw Europy w 2020 roku. To trzecie z rzędu kwalifikacje do wielkiej piłkarskiej imprezy, w których kluczowym graczem biało-czerwonych jest Robert Lewandowski – teraz już nie tylko kapitan i najskuteczniejszy strzelec drużyny, lecz także jej najlepszy gracz. Sześć zdobytych punktów i pozycja lidera grupy to gównie jego zasługa.

Lewandowski najwięcej stracił wizerunkowo na nieudanym występie naszej drużyny w ubiegłorocznym mundialu w Rosji. Jego kariera, dotąd znajdująca się na kursie wznoszącym, mocno wyhamowała, do czego przyczyniły się także jego plany odejścia z Bayernu Monachium, przez które stał się dla niemieckich mediów workiem do bicia. „Lewy” latem ubiegłego roku gruntownie jednak przemyślał swoją strategię kariery i zmienił w niej pryncypia – zamiast odchodzić z Bayernu, zaczął zabiegać o przedłużenie kontraktu, a nawet okazywać przywiązanie do barw tego klubu, czego wcześniej nie robił. Zaczął też wprowadzać zmiany w swoim stylu gry – nadal był pazernym na gole snajperem, ale coraz częściej i z coraz lepszym skutkiem zaczął też stwarzać okazje bramkowe kolegom.

Lewy wciąż stanowi o sile zespołu

Na zgrupowanie przed marcowymi meczami reprezentacji Lewandowski nie jechał jednak z taką pewnością, bo eksplozja strzeleckiej mocy Krzysztofa Piątka w Serie A wznieciła w Polsce dyskusję, czy wobec przeciągającego się braku skuteczności „Lewego” w reprezentacji (osiem kolejnych meczów bez gola) aby nie nadszedł już czas na zmianę w obsadzie pozycji środkowego napastnika na korzyść gracza AC Milan. Poza tym nie jest chyba tajemnicą, że kilku piłkarzy kadry ma duży kłopot z zaakceptowaniem wiodącej roli Lewandowskiego w kadrze, co zresztą doskonale było widać w meczach z Austrią i Łotwą.
Te mecze pokazały jednak dobitnie, że kapitan naszej reprezentacji wciąż stanowi co najmniej połowę piłkarskiej wartości zespołu i ten oczywisty fakt, potwierdzany zresztą w oficjalnych wypowiedziach przez najważniejszych ludzi w polskim futbolu, czyli prezesa PZPN Zbigniewa Bońka i jego zastępcę Marka Koźmińskiego, nie pozwala jego oponentom na podniesienie jawnego buntu.

Wspomniany Koźmiński, przypomnijmy – wiceprezes PZPN ds. szkoleniowych, w jednym z wywiadów udzielonych po meczu Polska – Łotwa stwierdził: „Nie rozumiem osób, które podważają niezaprzeczalną rolę Lewandowskiego w kadrze. Oczywiście Robert nie strzelał goli w kilku meczach, zdarzyły mu się też słabe występy, ale to wciąż lider tej drużyny. Od niego oczekuje się nieprawdopodobnych rzeczy, ale w tych oczekiwaniach trzeba zachować trochę rozsądku. W Wiedniu też grał bardzo dobrze, wypracował fantastyczną sytuację Piątkowi, a z Łotwą oprócz zdobycia kluczowej bramki na 1:0, przez cały mecz ofiarnie walczył i miał jeszcze trzy znakomite podania do kolegów, którym stworzył okazje bramkowe. Jemu takich podań dostarczono mało. Robert dzisiaj jest już trochę innym graczem, nie skupia się wyłącznie na strzelaniu goli, lecz podejmuje się kreować grę zespołu i wypracowuje okazje innym. Nie twierdzę, że nie można go krytykować jeśli zagra słabiej, tylko co u niego znaczy słabiej? Nawet wtedy jest przecież znacznie lepszy od wielu innych zawodników”. Naprawdę trzeba wiele złej woli, żeby nie przyznać Koźmińskiemu racji. Nie ma też podstaw sądzić, że nie zna się na rzeczy.

Dla PZPN awans do Euro 2020 nie jest może kwestią życia i śmierci, ma jednak znaczenie na tyle ważne, żeby nie zostawiać losów awansu wyłącznie w gestii Jerzego Brzęczka. Także dlatego, że jego personalne decyzje i niezrozumiały upór, z jakim przy niektórych obstaje, nie budzą do niego jak na razie pełnego zaufania. Zwycięstwa w spotkaniach z Austrią i Łotwą z pewnością nie da się uznać jako efekt jego trenerskich umiejętności. Biało-czerwoni wygrali te spotkania dosyć szczęśliwie. Nawet Łotysze, chociaż mieli w swoich szeregach graczy z klubów naszej ekstraklasy, a nawet I ligi, sprawiali wrażenie zespołu lepiej przygotowanego do meczu pod względem taktycznym.

Prosta droga do awansu

Po meczu jednak tylko Lewandowski miał odwagę powiedzieć, co w grze biało-czerwonych szwankowała najbardziej. „Parę rzeczy musimy poprawić. Przede wszystkim utrzymywanie się przy piłce i jej rozgrywanie. Musimy szybciej operować piłką, wypracować automatyzmy, dzięki którym będziemy mogli grać „w ciemno”. w meczu z Łotwą zbyt często przyjmowaliśmy piłkę i potem staliśmy z nią w miejscu, a jak wiadomo bez szybkości trudno jest zaskoczyć przeciwnika i stworzyć sytuację do strzelenia gola. Ogólnie rzecz biorąc mamy powody do zadowolenia, bo zrealizowaliśmy założony plan i mamy na koncie komplet punktów. Na kolejnym zgrupowaniu, w czerwcu, będzie trochę więcej czasu na przećwiczenie kilku elementów. Musimy bez przerwy doskonalić naszą grę z myślą nie tylko o eliminacjach, lecz także w kontekście występu w mistrzostwach Europy, do których, w co głęboko wierzę, nasza drużyna awansuje” – zapewniał „Lewy”.

Po pierwszej turze spotkań w grupie G biało-czerwoni znaleźli się na prostej drodze do tego celu, ale sądząc po wynikach innych spotkań to chyba jednak nie Austria będzie ich najtrudniejszym rywalem. Aspiracje do walki o awans z pierwszego miejsca zgłosiły też zespoły Izraela i Macedonii Północnej, a właśnie z tymi zespołami nasza reprezentacja zmierzy się w czerwcu. Najtrudniejszy będzie zapewne mecz z Izraelem na Stadionie Narodowym w Warszawie, niekoniecznie tylko w warstwie sportowej.

Nie mają z kim przegrać?

Po pierwszej turze spotkań nasza reprezentacja ustawiła się w roli faworyta do zwycięstwa w grupie. Gdyby wygrała oba spotkania w czerwcu, pozostałe do rozegrania mecze trener Brzęczek mógłby wykorzystać na przećwiczenie różnych schematów taktycznych, także tych z grą na trzech obrońców i trójkę napastników. Na razie pod tym względem możliwości naszej reprezentacji prezentują się bardzo ubogo. Z Austrią i Łotwą biało-czerwoni zagrali w ustawieniu 1-4-4-2, co łatwo rozszyfrowali i zneutralizowali nawet Łotysze, chociaż to zespół z drugiej setki rankingu FIFA. Przy maksymalnym zaangażowaniu Lewandowskiego, strzeleckim szczęściu Piątka i bramkarskim Wojciecha Szczęsnego polski zespół wyszedł z opresji zwycięsko, lecz bez znaczącej poprawy jakości gry swój ewentualny występ w Euro 2020 zakończy takim samym blamażem jak występ na mundialu w Rosji.

Tylko czy z Arkadiuszem Recą na lewej obronie (jego asysta przy golu Lewandowskiego nie zmienia niskiej oceny jego występu), chaotycznym i bezproduktywnym Kamilem Grosickim, przewidywalnymi w swojej grze Mateuszem Klichem i Grzegorzem Krychowiakiem, zespół tworzony obecnie przez Brzęczka może w ogóle wznieść się na wyższy poziom?

Grupa G
Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna – Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1;
Polska – Łotwa 2:0; Słowenia – Macedonia Płn 1:1; Izrael – Austria 4:2.
1. Polska                   2    6    3:0
2. Izrael                    2    4    5:3
3. Macedonia Płn   2    4    4:2
4. Słowenia             2     2    2:2
5. Austria                2     0    2:5
6. Łotwa                  2     0    1:5
Następne mecze
7 czerwca 2019: Macedonia Płn – Polska; Austria – Słowenia; Łotwa – Izrael.
10 czerwca 2019: Polska – Izrael; Łotwa – Słowenia; Macedonia Płn – Austria

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *