1 marca 2024

loader

Trwa zwycięska seria Górnika Zabrze

Fot. Dariusz-Nermiersz - Gornik-Zabrze

Górnik Zabrze pokonał Pogoń Szczecin 2:1 w spotkaniu 33. kolejki piłkarskiej ekstraklasy i odniósł szóste z rzędu zwycięstwo. Tak udanej serii ten zespół nie miał od 1987 roku. Na innych stadionach kibice oglądali dwa gole z połowy boiska, a z polską ligą pożegnał się Flavio Paixao.

Spotkanie w Zabrzu przyniosło sporo emocji, a końcówka mogła rozgrzać najbardziej spokojnych spośród 21 148 fanów futbolu, jacy zasiedli w sobotę na trybunach. W roli głównej wystąpił Lukas Podolski, mistrz świata z 2014 roku, który w piątek podpisał nowy kontrakt, obowiązujący do czerwca 2025 roku. Urodzony w Gliwicach były reprezentant Niemiec, który 4 czerwca skończy 38 lat, najpierw „zarobił” dla gospodarzy rzut karny, gdyż po jego strzale głową piłka trafiła w rękę Pawła Stolarskiego, a na gola zamienił go Szymon Włodarczyk, ciesząc się z dziewiątej bramki w sezonie, ale pierwszej od 4 lutego.

Chwilę później po kontrze wyrównał Szwed Pontus Almqvist. W końcówce najpierw „Poldi” trafił w poprzeczkę, a następnie uderzeniem z lewej nogi wykorzystał dośrodkowanie jednego z kolegów. To jego szóste trafienie w sezonie. Chwilę wcześniej do kontrowersji doszło w polu karnym gospodarzy, ale sędzia Tomasz Kwiatkowski nie zdecydował się podyktować „jedenastki”. Górnik jeszcze po 27. kolejce był w strefie spadkowej, ale później zaczęła się imponująca seria piłkarzy trenera Jana Urbana, którzy kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa, a obecnie licznik wskazuje już sześć. Taką passą zabrzanie mogli się poprzednio pochwalić na początku sezonie 1987/88, gdy obecnie szkoleniowiec był jeszcze zawodnikiem.

Po meczu trener nie krył zadowolenia i komplementował… kibiców. „Na pewno grać przy takich kibicach to supersprawa, to jest jakiś argument. A jeszcze jak się wygrywa… Być może taką dobrą passą kręci się bicz na samego siebie, kiedy coś w przyszłości pójdzie nie tak… – zastanawiał się szkoleniowiec Górnika. Zapytany, czy w związku z dobrą passą pozostanie na stanowisku, odpowiedział dość enigmatycznie. „To się rozstrzygnie w najbliższym czasie, nie będę przeciągać tej sytuacji. Będzie odpowiedź” – zakończył Teraz Górnik ma 47 punktów i przesunął się na szóstą lokatę. „Portowców” porażka na Śląsku kosztowała stratę trzeciej pozycji w tabeli. Punkt więcej ma Lech.

Inne ważne wydarzenie miało w sobotę miejsce w Gdańsku. Lechia, która już wcześniej pożegnała się z ekstraklasą, pokonała Legię Warszawa 1:0. Był to ostatni występ Flavio Paixao. 38-letni Portugalczyk, który barwy Lechii reprezentował od 2016 roku, a wcześniej grał też w Śląsku Wrocław, z dorobkiem 108 goli jako jedyny obcokrajowiec należy do elitarnego Klubu 100, zrzeszającego strzelców co najmniej 100 bramek w polskiej ekstraklasie. Sobotni występ był jego 310. w tej lidze.

Tuż przed przerwą Paixao, który rozpoczął mecz w podstawowej jedenastce, opuścił boisko ze łzami w oczach i przez szpaler, który utworzyli zawodnicy i sztaby obu zespołów. Jedynego gola zdobył tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego Szymona Marciniaka Maciej Gajos. Pomocnik miejscowych z własnej połowy przelobował wysuniętego daleko przed linię bramkową Kacpra Tobiasza.

Po meczu trener „wojskowych” Kosta Runjaic komplementował zespół Lechii. „Gratulujemy zwycięstwa Lechii Gdańsk. Piłka potrafi tworzyć historie takie, jak ta dzisiejsza. Wielka szkoda, że klub z Gdańska spada do pierwszej ligi. Rywale na pewno musieli wiele wycierpieć. Scenariusz tego spotkania był niesamowity. O zwycięstwie zadecydował nasz błąd. Lechia zdobyła piękną bramkę i ma swój moment radości. W pierwszej połowie graliśmy solidnie. Zabrakło jednego, tego najważniejszego – zdobycia bramki” W szczególności wyróżnił jednego zawodnika gdańszczan, w przeszłości legionistę. „Wyróżnić trzeba zwłaszcza Dusana Kuciaka, który zatrzymał wiele naszych ataków. W drugiej odsłonie zagraliśmy gorzej. Takie rzeczy się jednak zdarzają. Musimy o tym zapomnieć. Koncentrujemy się na meczu ze Śląskiem. Chcemy zachować status drużyny niepokonanej na własnym boisku. Życzę wszystkiego, co najlepsze dla drużyny Lechii. Mam nadzieję, że rywale niebawem wrócą na boiska Ekstraklasy” – zakończył trener Legii. Legia mimo porażki może być pewna tytułu wicemistrza kraju.

Los Lechii był już przesądzony, a nie poprawiła swojej pozycji w walce o utrzymanie Korona. Zespół trenera Kamila Kuzery po raz pierwszy w rundzie wiosennej przegrał na własnym stadionie – 0:3 z Lechem Poznań – i pozostał na 14. pozycji z dorobkiem 38 punktów. Plasująca się tuż za nią Wisła Płock (37 pkt) w niedzielę podejmie nowego mistrza kraju – Raków Częstochowa, który przegrał dwie poprzednie ligowe potyczki. To spotkanie zakończyło się po zamknięciu tego wydania Dziennika Trybuna. Mający 38 „oczek” Śląsk wygrał we Wrocławiu z Miedzią Legnica, która zamyka tabelę i jej los jest już przesądzony. Może się zdarzyć, że wszystkie trzy zagrożone spadkiem zespoły będą mieć po 38 pkt i wtedy w strefie spadkowej znajdą się „Nafciarze”, gdyż mają najsłabszy bilans bezpośrednich pojedynków z drużynami z Kielc i Wrocławia.

„Dzisiaj Lech był poza naszym zasięgiem, trzeba sprawy nazywać po imieniu. Dawno nie widziałem zespołu z Poznania grającego w taki sposób, wygrał całkowicie zasłużenie. Mamy jeszcze jeden mecz przed sobą. Musimy się zregenerować i zagrać najlepiej jak potrafimy w Łodzi. Mocno wierzę, że ten cel, który sobie założyliśmy – utrzymanie w ekstraklasie – osiągniemy” – przyznał Kuzera. Inne zgoła nastroje panują w Poznaniu, bo „Kolejorz” na finiszu sezonu prezentuje wysoką dyspozycję. Piątkowa wygrana była trzecią z rzędu, wszystkie bez straty bramki. Pierwszoplanową postacią ekipy z Poznania był w tych spotkaniach Kristoffer Velde. Norweg uzyskał w nich cztery gole – dwa w piątek – i miał trzy asysty.

Kropkę nad i w walce o utrzymanie postawiły Zagłębie Lubin i Jagiellonia Białystok. „Miedziowi” pokonali na własnym stadionie Stal Mielec 2:0 i po czwartym z rzędu zwycięstwie z 44 pkt awansowali na ósmą lokatę. Rywale mają 40 i co najmniej do niedzieli nie mogą spać spokojnie. Z kolei Jagiellonia zremisowała z Cracovią 1:1, a ozdobą spotkania był efektowny gol hiszpańskiego napastnika gospodarzy Jesusa Imaza, który przelobował bramkarza rywali niemal z połowy z boiska. To jego 14. trafienie w sezonie i w klasyfikacji strzelców lepszy jego tylko jego rodak i partner z klubu jednocześnie – Marc Gual z 16.

Imaz z 55 golami jest najskuteczniejszym zawodnikiem „Jagi” w ekstraklasie i śrubuje klubowy rekord. Poza spotkaniami we Wrocławiu i Płocku, w niedzielę Radomiak zagra z Widzewem Łódź. Na zakończenie kolejki w poniedziałek Warta Poznań w Grodzisk Wlkp. podejmie Piasta Gliwice.

BN/pap

Redakcja

Poprzedni

Polski finał dla Zaksy

Następny

Najlepsi szachiści w Warszawie