Ameryka Południowa zmienia front

16 sie 2025

W ciągu najbliższego roku niemal 90 milionów mieszkańców Ameryki Południowej weźmie udział w wyborach prezydenckich. Głosowanie odbędzie się m.in. w Boliwii, Chile i Peru – krajach, w których od lat rządzi lewica lub centrolewica. Stawką tych wyborów nie będzie jednak tylko zmiana władzy. To moment rozliczenia – z niespełnionych obietnic, z pogłębiających się nierówności, z kryzysu bezpieczeństwa i rozpadu usług publicznych.

Sondaże pokazują trend niepokojący – w każdym z tych krajów wyraźnie rośnie poparcie dla prawicy, a nierzadko – dla jej najbardziej autorytarnych i populistycznych odłamów. Lewica, zepchnięta w defensywę, płaci dziś cenę za własne błędy, ale także za systemowe ograniczenia, które nie pozwoliły jej w pełni zrealizować społecznych postulatów.

Symboliczny początek tej zmiany nastąpił w kwietniu 2024 roku w Ekwadorze, gdzie prezydentem został ponownie Daniel Noboa. Kampanię oparł na obsesji bezpieczeństwa i obietnicy „zero tolerancji” wobec przestępczości. W kraju rozbitym przez gangi narkotykowe jego narracja trafiła na podatny grunt. Noboa nie ukrywał inspiracji autorytarnymi metodami prezydenta Salwadoru Nayiba Bukele – którego odwiedził oficjalnie w maju tego samego roku.

Problem w tym, że model bukelizmu oznacza masowe łamanie praw człowieka, brutalne pacyfikacje i tworzenie systemu policyjnej kontroli nad życiem obywateli. A mimo to ten wzór zaczyna się rozlewać po kontynencie jak wzorzec sukcesu. W tle milczy jedno pytanie: czy społeczne bezpieczeństwo musi oznaczać zbiorową zgodę na represję?

Boliwia. Prawica wykorzystuje okazję

Już 17 sierpnia Boliwijczycy wybiorą nowego prezydenta. Po dwóch dekadach rządów lewicy sytuacja jest dramatyczna: inflacja, spadek wartości waluty, braki leków i paliw, państwo niemal bez rezerw. To nie efekt „ideologii socjalistycznej”, jak chce prawica, lecz splot kryzysów globalnych, nieudolności rządowej i brutalnej presji rynków finansowych.

Prawica ma teraz okazję – i chętnie ją wykorzysta. Na czele sondaży są multimilioner Samuel Doria Medina oraz były prezydent Jorge Quiroga. Obaj obiecują powrót do „realizmu gospodarczego”, co w praktyce może oznaczać cięcia społeczne, reprywatyzację i wzrost nierówności.

Tymczasem lewica jest podzielona. Brak wspólnego kandydata, wykluczenie Evo Moralesa, chaos w szeregach MAS – wszystko to zwiększa ryzyko powrotu konserwatywnej oligarchii do władzy. A to oznacza krok wstecz dla klasy pracującej, rdzennych społeczności i ruchów emancypacyjnych.

Chile. Zatrzymana rewolucja

W Chile prezydent Gabriel Boric miał być twarzą pokolenia zmian. Młody, progresywny, antysystemowy. Niestety – jego prezydentura zderzyła się z murami instytucjonalnego oporu. Kluczowa reforma – nowa konstytucja, która miała znieść dziedzictwo dyktatury Pinocheta – została odrzucona w referendum. Rząd Borica utknął w martwym punkcie. Lewica, zamiast iść naprzód, zaczęła administrować stagnacją.

Efekt? Na czoło sondaży wysuwa się José Antonio Kast – polityk skrajnej prawicy, jawnie wrogi wobec migrantów, kobiet, osób LGBTQ+. Głosi kult „silnego państwa”, a jego gospodarcze postulaty to ultraliberalny demontaż resztek państwa opiekuńczego.

Jeśli w drugiej turze dostanie poparcie centroprawicy, może wygrać. A Chile stanie się kolejnym krajem, gdzie „porządek” stanie się pretekstem do ograniczenia praw obywatelskich i politycznej zemsty na wszystkich, którzy walczyli o zmianę.

Peru. Państwo w rozsypce

Peru to dziś przykład, jak państwo może się rozpaść – bez puczu, bez rewolucji, za to przez zwykłą obojętność wobec problemów zwykłych ludzi. Od początku 2025 roku trwa tam fala przemocy – wymuszenia, porwania, zabójstwa. Policja nie nadąża, służby nie funkcjonują, a rząd tylko reaguje, nigdy nie uprzedza.

W tym klimacie wraca Keiko Fujimori – córka byłego dyktatora, trzykrotna przegrana w wyborach prezydenckich. Dziś przedstawia się jako jedyna, która „zawsze mówiła o bezpieczeństwie”. I wielu jej wierzy – bo system przez lata ignorował ich lęki.

Coraz częściej słychać głosy, że Peru powinno „zrobić to, co Salwador” – czyli brutalnie oczyścić ulice z przestępczości, bez oglądania się na prawa człowieka. Ale to niebezpieczna iluzja. Salwador to niewielkie państwo o powierzchni 25 tysięcy kilometrów kwadratowych, gdzie Bukele uwięził 2% dorosłej populacji – około 70 tysięcy ludzi. Peru jest sześćdziesięciokrotnie większe i ma wielokrotnie bardziej złożoną strukturę społeczną oraz geograficzną. Aby powielić ten model, trzeba by osadzić ponad pół miliona obywateli – fizycznie, logistycznie i moralnie niewykonalne. Taki „plan” oznaczałby całkowitą rezygnację z państwa prawa, instytucji demokratycznych i podstawowych wolności. Ale skoro debata publiczna toczy się dziś w języku lęku i odwetu – kto jeszcze ma odwagę mówić o prawie i godności?

W Ameryce Południowej nie obserwujemy nagłego zwrotu ideologicznego, lecz desperacki bunt tych, których państwo porzuciło. To reakcja na rozpad usług publicznych, rosnące nierówności i politykę, która od lat ignorowała głos zwykłych ludzi. Jeśli na te potrzeby znów odpowie się pałką policyjną, kaznodziejstwem i neoliberalnym „porządkiem”, kontynent pogrąży się w nowej fali represji, prywatyzacji i społecznej atomizacji. Skrajna prawica nie przychodzi z programem – przychodzi z ukrytym batem.

Najnowsze

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny...

Sprawdź również

Prawicowy kosmopolityzm

Prawicowy kosmopolityzm

Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości, jakoś nie spieszy się do powrotu na łono umiłowanej ojczyzny. Najpierw udał się na długą wycieczkę do Węgier, a teraz kiedy klimat polityczny uległ zmianie, odnalazł się na lotnisku Newark w New Jersey w USA. Warto...

Trump leci z Big Techem do Pekinu. Chodzi o chipy, rynek i AI

Trump leci z Big Techem do Pekinu. Chodzi o chipy, rynek i AI

Donald Trump leci do Pekinu z delegacją, w której polityka spotyka się z interesami największych amerykańskich korporacji. Obok urzędników administracji USA do Chin jadą ludzie, dla których wynik rozmów z Xi Jinpingiem może oznaczać miliardy dolarów w kontraktach,...

Burmistrz Nowego Jorku wybrał krawców zamiast balu miliarderów

Burmistrz Nowego Jorku wybrał krawców zamiast balu miliarderów

Zohran Mamdani, lewicowy burmistrz Nowego Jorku, nie pojawił się na dorocznym balu mody w Metropolitan Museum of Art. W wieczór, gdy muzeum wypełniły gwiazdy, projektanci i miliarderzy, jego biuro pokazało krawców, sprzedawców, dostawców i związkowców. Ludzi, bez...

Kryzys na Kubie. Wyspa bez paliwa, turystów i złudzeń

Kryzys na Kubie. Wyspa bez paliwa, turystów i złudzeń

Kryzys na Kubie wszedł w codzienne życie mieszkańców głębiej niż kolejne rządowe komunikaty i zagraniczne sankcje. Brak paliwa oznacza dziś problemy z dojazdem do pracy, dostawami żywności, odbiorem śmieci, funkcjonowaniem szpitali i obsługą turystów. Do tego dochodzą...

Bomby i pokój

Bomby i pokój

Im bardziej Amerykanie przegrywali politycznie, tym więcej zrzucali bomb. Kolejne wietnamskie piekło zaczęło się od pokojowym rokowań. Konferencja genewska w 1954 podzieliła „tymczasowo” Wietnam wzdłuż 17 równoleżnika na północną Demokratyczną Republikę Wietnamu,...