Auschwitz i Holokaust jako tło targów politycznych

Andrzej Duda narzeka, że nie dano mu przemówić na wielkim zjeździe głów państw, jakiego Izrael nigdy jeszcze w swej historii nie widział. Jeśli to mogłoby go pocieszyć, to organizatorzy nie przewidzieli też udziału ocalonych z Holokaustu, byłych więźniów Auschwitz i innych hitlerowskich obozów. „To nie jest wydarzenie publiczne, lecz dyplomatyczne” – argumentowali organizatorzy. Po prostu ów światowy szczyt służy raczej załatwianiu spraw bieżących.

Kiedy kilka miesięcy temu wyszło na jaw, że ocaleni będą mogli obejrzeć uroczystości w Jad Waszem najwyżej w telewizji, podniósł się w Izraelu krzyk. Trójka oficjalnych organizatorów szczytu – kancelaria izraelskiego prezydenta Reuvena Rivlina, jerozolimskie Jad Waszem i prywatna Fundacja Światowego Forum Holokaustu rosyjsko-izraelskiego miliardera Mosze Kantora – przyznała w końcu owym ocalonym 30 miejsc. Krzyk nie minął, bo 30 miejsc na 800 wydawało się zbyt symboliczne („to tylko ozdóbka!”), ale protesty i petycje nic nie pomogły. W zamian obiecano, że wszystkie przemówienia będą zaczynać się od witania ocalonych (co nie zostało jednak całkiem dotrzymane).
Gdybyśmy szukali innego pocieszenia, to zawsze możemy powiedzieć, że jednak polski prezydent przemówił na uroczystości: mianowicie w krótkim klipie otwierającym szczyt pokazano m.in. przemawiającego Aleksandra Kwaśniewskiego, jak krytykuje antysemityzm. Cóż, Kwaśniewski niedługo przed zakończeniem swej prezydencji uhonorował Mosze Kantora Orderem Zasługi RP, a potem został mianowany przez Kantora na czele jego Europejskiej Rady na rzecz Tolerancji i Pojednania, która ma walczyć z antysemityzmem (w 2015 r. Kwaśniewskiego zmienił Tony Blair, jednak Mosze Kantor pozostaje właścicielem).
Mosze Kantor należy (według Jerusalem Post) do ścisłej czołówki najbardziej wpływowych Żydów na świecie. Nie trzeba zresztą prasy, by to zauważyć: to m.in. szef Rady Politycznej Światowego Kongresu Żydów, szef Europejskiego Kongresu Żydów, szef Europejskiej Fundacji Żydów i szef Fundacji Światowego Forum Holokaustu, która należy do organizatorów dzisiejszych uroczystości. To również przekonany syjonista oraz dobry znajomy m.in. premiera Benjamina Netanjahu i prezydenta Władimira Putina. Kantor został rosyjskim miliarderem w czasach jelcynowskiego chaosu, kiedy wielu rzutkich i bezwzględnych ludzi błyskawicznie uwłaszczało się na poradzieckiej gospodarce.
Przytaknijmy PO-PiSowi!
W Polsce uważa się, że okazja do milczenia, którą organizatorzy szczytu koronowanych głów, prezydentów i premierów dawali Andrzejowi Dudzie, to spisek Putina. Prawda jest jednak taka, że nikt na świecie nie pragnął go tej okazji pozbawiać, nikt nie protestował. Zatrzymajmy się na oficjalnym wyjaśnieniu, dlaczego Duda ma siedzieć cicho: bo oprócz przywódców izraelskich i prezydenta niemieckiego, przemówią jedynie ci, którzy pokonali hitlerowskie Niemcy – alianci.
W odbiorze międzynarodowym Polska od wielu lat stawia się w rzędzie przegranych, a nie zwycięzców wojny. Jeśli cokolwiek zostało u nas wyzwolone, to najwyżej obóz Auschwitz, a i to – według Schetyny – wyzwolili go jacyś Ukraińcy. Według naszej polityki historycznej, byliśmy przegrani, gdyż po wojnie dalej byliśmy w niewoli. Do tego doszło polskie czczenie kolaborantów Hitlera, jak Brygada Świętokrzyska oraz niszczenie miejsc pamięci żołnierzy radzieckich, którzy zginęli walcząc z hitlerowcami. Tu trzeba powiedzieć, że pomysł, który Kantor podsunął Putinowi, był na swój sposób genialny. Pamiętajmy, że w Rosji krytykowano władze za milczące tolerowanie polskich wyskoków, jakby cokolwiek pijanych.
Pomysł więc, by w końcu przytaknąć naszemu PO-PiSowi: „tak, jesteście przegrani, jak Hitler i nazizm” nie miał problemu z zadziałaniem. Reakcja Putina nie była przecież pierwsza. Zimą zeszłego roku, przy okazji ustawy „pamięciowej” PiSu już premier Netanjahu oskarżał Polaków o kolaborację z hitlerowskimi Niemcami, a minister Katz powtarzał bon-mot o Polakach, którzy wyssali antysemityzm z matczynym mlekiem. Putin dorzucił, że już nasze dawne władze, te przedwojenne, przyklaskiwały Hitlerowi w kwestii żydowskiej. Kilka dni temu prezydent Rivlin przestrzegał „kraje Europy środkowo-wschodniej” przed chwaleniem hitlerowskich kolaborantów i chodziło mu m.in. o zdobycze umysłowe Morawieckiego i spółki. Dla innych podobnie: Polska sama, przez swą niepojętą politykę historyczną wypisała się z grupy aliantów i jeśli przegrała, to „tak, słusznie!”. Niech więc milczy.
Oczywiście nikt się przegranej Polski nie czepiał na jerozolimskich uroczystościach. Ze światowego punktu widzenia polskie kompleksy są nieistotne. Izraelowi bardzo zależy na przyjaźni Putina, bo jego wojsko jest po sąsiedzku, w Syrii. Izrael jest więc niejako w sytuacji Polski, lecz działa inaczej: nie ma np. problemu z postawieniem u siebie pomnika obrońcom Leningradu, który Putin z Netanjahu odsłaniali bezpośrednio przed uroczystością w Jad Waszem. Zresztą stawką szczytu są zupełnie inne sprawy.
Dyplomacja Izraela
Na dwa dni przed szczytem, który obfituje w wielostronne rozmowy bilateralne izraelskiej dyplomacji, Netanjahu ogłosił, że jego kraj anektuje całość żydowskich kolonii na palestyńskich terytoriach okupowanych. Doskonale wiedział, że nikt z zaproszonych nawet nie zapiszczy z jakimś protestem, kiedy jest mowa o Holokauście. Chodzi tu o walkę wyborczą: jego wyborczy rywal gen. Gantz obiecuje jedynie aneksję doliny Jordanu, więc Netanjahu poszedł z licytacją na całość, całość Zachodniego Brzegu Jordanu. Cóż, walczy o zwycięstwo wyborcze, bo inaczej pójdzie do więzienia: ciążą na nim oskarżenia prokuratury generalnej o różne przestępstwa finansowo-polityczne, więc musi ubiegać się o immunitet.
O tych planach się nie mówi. Natomiast Netanjahu z Rivlinem i Katzem rozmawiają seryjnie z delegacjami mocarstw o Iranie, który ich zdaniem należałoby jednak zaatakować. Innym tematem rozmów jest „skandal” związany z Międzynarodowym Trybunałem Karnym (MTK), który zastanawia się, czy nie wszcząć oficjalnego śledztwa przeciw Izraelowi o zbrodnie wojenne. Wtedy Netanjahu nie byłby oskarżony tylko o złodziejstwo i oszustwa, lecz również o masowe zbrodnie, tak samo zresztą jak Gantz i inni izraelscy politycy. Co prawda oskarżona o antysemityzm prokurator, która to prowadzi w MTK, tydzień temu grzecznie ogłosiła, że póki co „zawiesza” procedurę, ale Izraelczycy chcą się upewnić, że z niczym takim już nie wyskoczy.
W związku z nowymi planowanymi aneksjami, o których na razie wszyscy grzecznie milczą, Izrael i organizacje syjonistyczne na świecie ubiegają się o trwałe włączenie antysyjonizmu do definicji antysemityzmu. To był refren dzisiejszych uroczystości. Zdaniem Izraela, krytyka polityki izraelskiej powinna być zakazana i w zasadzie światowi przywódcy są w stanie się z tym zgodzić, w imię tzw. realpolitik. W końcu zależy na tym również Stanom Zjednoczonym. Uznały one w zeszłym roku, że w sumie żydowska kolonizacja terytoriów okupowanych „nie jest niezgodna” z prawem międzynarodowym. Na razie inne państwa zachodnie oficjalnie nie podzielają tego poglądu, ale to raczej kwestia czasu: mogą przełknąć też aneksje.
Izrael i Hitler
Bodaj największą ciekawostką bieżącego szczytu jest zgoda Izraela na inną politykę historyczną w kwestii antysemityzmu. Tuż przed szczytem amerykańscy republikanie podjęli rezolucję na temat jak najszerszego nauczania o Holokauście w USA i przyjęli tam punkt widzenia b. prezydenta Obamy, który 10 lat temu w tzw. przemówieniu kairskim powiązał utworzenie kolonialnego państwa żydowskiego z Holokaustem, co zostało zakwalifikowane jako antysemityzm. Mówienie, że państwo narodu żydowskiego powstało w ostatecznym rozrachunku jako konsekwencja Holokaustu, a więc morderczych myśli i czynów Adolfa Hitlera, było bardzo tępione. Oficjalnie to po prostu determinacja syjonistów doprowadziła do zgody świata na pojawienie się Izraela w Palestynie.
Rozumowanie republikanów zostało jednak bez problemu zaakceptowane, w przeciwieństwie do słów Obamy, gdyż wiąże się z podejściem do tego problemu izraelskiego dobroczyńcy Donalda Trumpa. Trump przekonuje, że czas rozwiązać problem palestyńsko-izraelski, jak to eufemistycznie ujmuje, poprzez ostateczne uznanie, że Palestyńczycy przegrali i już. Owszem, Holokaust wpłynął na powstanie Izraela, a zapłacić za to europejskie wydarzenie muszą Palestyńczycy. Mają stracić swoją ziemię i marzenie o swoim kraju, gdyż są przegranymi.
Ma się rozumieć, żaden Palestyńczyk, jako winny antysemityzmu, nie został zaproszony na dzisiejsze uroczystości. W czasie ich trwania armia izraelskiego reżimu apartheidu rutynowo zabiła kilku następnych w Strefie Gazy. Tak to pojęcie antysemityzmu przekształca się na naszych oczach wraz z polityką bliskowschodnią imperium amerykańskiego. Dzisiejszy zjazd w Jerozolimie jest wzruszającym wstępem do aneksji i wojny.