Z jednej strony napływają wiadomości, że Państwo Islamskie (PI) traci terytorium w Syrii i Iraku, podobnie w Libii, ale z drugiej znawcy terroryzmu ostrzegają, że tysiące dżihadystów nie złożą po prostu broni i pójdą do domu, lecz zmienią taktykę działania i uderzą poza Bliskim Wschodem, głównie w Europie, z której wielu zresztą przybyło walczyć w szeregach PI.
Unijny koordynator ds. walki z terroryzmem Gilles de Kerchove powiedział na spotkaniu z komisją Parlamentu Europejskiego ds. Wolności Obywatelskich, że terroryści sterowani przez PI mogą zacząć zmieniać „krok po kroku sposób działania” i zaczną wykorzystywać do zamachów samochody pułapki, a nawet broń chemiczną.
Samochody pułapki, w których wysadzają się w Iraku i gdzie indziej dżihadyści zabijający ludność szyicką, czy kurdyjską to zjawisko niemal codzienne i świat już na to zwraca niewiele uwagi, choć masakruje się za każdym razem kilkanaście, kilkadziesiąt przypadkowych ludzi.
Gilles de Kerchove podkreślił, że PI uczy swych ludzi konstruowania samochodowych ładunków wybuchowych. Obawia się też, że mogą oni posłużyć się bronią chemiczną, a w posiadanie takiej weszli w Syrii. Są też doniesienia, że użyli jej już w Syrii i Iraku. „Nie sugeruję, że to się wydarzy, ale są informacje, które przynajmniej musimy traktować bardzo poważnie”, podkreślił koordynator.
Zauważył, że w wielu państwach UE groźba terroryzmu jest najwyższa od dwóch dekad, „głównie z uwagi na bardzo złożony charakter tego zagrożenia”. „Sprawcami są z jednej strony grupy wysłane ze sztabu Państwa Islamskiego w syryjskim mieście ar-Rakka, a z drugiej 'samotne wilki’, sterowane albo inspirowane przez propagandę PI”. Dodajmy, że zwłaszcza poprzez Internet.
De Kerchove zauważył również, że setki członków grup terrorystycznych mają kryminalną przeszłość, a dochody z działalności przestępczej służą też finansowaniu terroryzmu. Z drugiej strony pocieszał się, że co prawda terroryści dostali się do Europy z falą migrantów, ale „to zjawisko marginalne”.












