Francja posłała Sarkozy’ego za kraty

Zdjęcie: Aurelien Morissard/Xinhua

Mimo złożonej apelacji nie potraktowano go ulgowo. Były prezydent Francji Nicolas Sarkozy trafił dziś do paryskiego więzienia La Santé, by rozpocząć odbywanie kary pięciu lat pozbawienia wolności. To pierwszy w historii Unii Europejskiej przypadek, gdy była głowa państwa trafia za kratki.

Wyrok zapadł 25 września 2025 roku. Sąd w Paryżu uznał Sarkozy’ego za winnego udziału w przestępczym spisku mającym na celu przyjęcie nielegalnych środków finansowych od reżimu Muammara Kaddafiego. Chodziło o kampanię prezydencką z 2007 roku, gdy Sarkozy obejmował urząd głowy państwa. Śledczy ustalili, że jeszcze jako minister spraw wewnętrznych, miał wejść w układ z Trypolisem. W zamian za pomoc w poprawie reputacji Libii na arenie międzynarodowej, jego otoczenie mogło otrzymać nawet 50 milionów euro w gotówce. Ostatecznie sąd uniewinnił Sarkozy’ego od nielegalnego finansowania kampanii, korupcji pasywnej i defraudacji libijskich środków, ale uznał go za uczestnika „porozumienia o charakterze przestępczym”. Wymierzył mu pięć lat więzienia, z czego dwa bez możliwości warunkowego zwolnienia, oraz grzywnę w wysokości 100 tysięcy euro. Wyrok, choć zaskarżony, został zakwalifikowany do natychmiastowego wykonania.

To pierwszy przypadek w historii V Republiki, w którym były prezydent Francji trafia do więzienia z wyroku sądu. Poprzednik Sarkozy’ego, Jacques Chirac, został w 2011 roku skazany za nadużycia finansowe z czasów, gdy był merem Paryża, ale odbył karę w zawieszeniu. Wcześniej zdarzyło się to tylko raz – marszałek Philippe Pétain, który po II wojnie światowej został skazany za zdradę stanu i kolaborację z nazistami, dożył swoich dni w więzieniu na wyspie Île d’Yeu.

Cela w cieniu historii i hałasu

Opuszczając swój dom w 16. dzielnicy Paryża, Nicolas Sarkozy był żegnany przez setki zwolenników śpiewających Marsyliankę i machających francuskimi flagami. Wsiadł do czarnego samochodu wraz z żoną Carlą Bruni, a konwój eskortowany przez policję ruszył w kierunku więzienia La Santé. Jeszcze przed osadzeniem były prezydent opublikował w mediach społecznościowych list otwarty do Francuzów. Pisał w nim:

„W chwili, gdy mam przekroczyć mury więzienia La Santé, moje myśli kieruję ku Francuzkom i Francuzom – ze wszystkich środowisk i o wszystkich poglądach.
Chcę im powiedzieć z niezachwianą siłą, która mnie prowadzi, że to nie byłego prezydenta Republiki zamyka się dziś w więzieniu, lecz człowieka niewinnego.
Będę nadal potępiać ten sądowy skandal – tę drogę krzyżową, którą znoszę od ponad dziesięciu lat. Oto więc sprawa o ‘nielegalne finansowanie’, w której nie ma najmniejszego finansowania! Postępowanie sądowe oparte na dokumencie, którego fałszywość jest dziś bezsporna.
Nie proszę o żadne przywileje ani łaski. Nie narzekam, bo mój głos jest słyszany. Nie mam powodu się użalać, ponieważ moja żona i dzieci są przy mnie, a przyjaciół mam wielu.
Ale dziś czuję głęboki smutek z powodu Francji, która została upokorzona przez wyraz zemsty doprowadzonej do niespotykanego poziomu nienawiści.
Nie mam wątpliwości – prawda zwycięży. Ale cena, jaką przyjdzie za to zapłacić, będzie ogromna.”

Zakład La Santé, otwarty w 1867 roku, to jedno z najbardziej znanych francuskich więzień. Przebywali w nim m.in. Jacques Mesrine — uznany za „wroga publicznego numer jeden” we Francji, niesłusznie skazany oficer Alfred Dreyfus czy poeta Guillaume Apollinaire. W ostatnich latach osadzono tam także Alexandre’a Benallę – byłego ochroniarza Emmanuela Macrona, który pobił demonstranta podczas protestów „żółtych kamizelek”. Po ekstradycji z USA w tym samym więzieniu przetrzymywano też byłego dyktatora Panamy – Manuela Noriegę.

Obecnie, mimo nominalnej pojemności 657 osób, La Santé mieści ponad 1200 więźniów. W skrzydle dla szczególnych osadzonych przebywa m.in. lewicowy terrorysta Ilich Ramírez Sánchez, znany jako „Szakal”. Sarkozy trafił właśnie do tego pawilonu VIP — do pojedynczej celi o powierzchni 9 metrów kwadratowych, z prysznicem, kuchenką, lodówką i telefonem stacjonarnym. Część skrzydła VIP przeszła czteroletni remont zakończony w 2019 roku, a warunki oceniane są przez byłych osadzonych jako relatywnie komfortowe. „To coś jak hotel Ibis” – mówił w filmie dokumentalnym były więzień Marco Mouly, który odsiadywał tam wyrok w latach 2020–2021. Patrząc na zdjęcia, można odnieść wrażenie, że warunki są lepsze niż w niejednym warszawskim pokoju studenckim wynajmowanym za 1500 zł miesięcznie.

Każde wyjście Sarkozy’ego z celi odbywa się w asyście trzech strażników, nie ma też kontaktu z innymi więźniami. Ma prawo do dwóch wizyt rodzinnych tygodniowo i godziny samotnego spaceru dziennie na odizolowanym dziedzińcu.

Były prezydent zabrał do celi fotografie rodziny, biografię Jezusa Chrystusa autorstwa Jeana-Christiana Petitfilsa oraz dwutomowego „Hrabiego Monte Christo” Aleksandra Dumasa – klasyczną opowieść o niesłusznie skazanym więźniu, który planuje zemstę i odzyskanie honoru. Sarkozy przyznał, że wybrał te książki nieprzypadkowo, a czas za kratami chce wykorzystać na refleksję i pisanie własnej. W wywiadzie dla Le Figaro zdradził, że doradzono mu zabrać także zatyczki do uszu, ponieważ „w nocy słychać krzyki – głównie od więźniów uzależnionych od cracku”. Jak mówi, to doświadczenie, które przyjmuje z pokorą, choć uważa sprawę za motywowaną politycznie.

Wyjątek, który tylko podkreśla regułę

Sprawa Sarkozy’ego wstrząsnęła opinią publiczną we Francji i podzieliła społeczeństwo wzdłuż starych linii politycznych. Według sondażu instytutu Elabe, około 60 procent Francuzów uznało wyrok za sprawiedliwy, widząc w nim dowód, że państwo prawa działa także wobec najsilniejszych. Dla tej części społeczeństwa uwięzienie byłego prezydenta to symbol dojrzałości francuskiej demokracji i sygnał, że władza nie jest przywilejem, lecz odpowiedzialnością. Inaczej reaguje prawica — wśród dawnych zwolenników Sarkozy’ego dominuje gniew i poczucie upokorzenia. Politycy z jego obozu mówią o „polowaniu na człowieka” i „zemście wymiaru sprawiedliwości”, oskarżając sądy o przekroczenie granic niezależności.

Zwolennicy Sarkozy’ego organizowali manifestacje poparcia pod jego domem i pod murami więzienia La Santé, skandując „Nicolas, on est avec toi!” („Nicolas, jesteśmy z tobą!”). W sieciach społecznościowych krążyły hasła o „hańbie wymiaru sprawiedliwości” i „złamanej Republice”. Dla wielu Francuzów sprawa stała się testem zaufania do instytucji. Choć większość nie odczuwa satysfakcji z upadku byłego prezydenta, wielu przyznało, że po raz pierwszy od dawna uwierzyło, iż prawo może być naprawdę równe dla wszystkich.

Tymczasem prawnicy Sarkozy’ego niemal natychmiast po jego osadzeniu złożyli wniosek o tymczasowe zwolnienie do czasu rozpatrzenia apelacji. Sąd ma na decyzję dwa miesiące. Jeśli wniosek zostanie odrzucony, były prezydent może spędzić w celi nawet kilkanaście kolejnych miesięcy. Niezależnie od wyniku postępowania, człowiek, który przez lata należał do najpotężniejszych osób w państwie, dziś żyje według więziennego rytmu – z wyznaczonymi godzinami widzeń i samotnymi spacerami po betonowym dziedzińcu.

To z pewnością wydarzenie bez precedensu, przypominające, jak rzadko politycy naprawdę ponoszą odpowiedzialność za swoje czyny. Nie oznacza to jednak końca bezkarności elit — przeciwnie, przypadek Sarkozy’ego tylko pokazuje, jak wyjątkowe są takie sytuacje. W Polsce coś takiego wydaje się wręcz nie do wyobrażenia. Od lat, za każdy rządów, słyszymy o aferach, komisjach i obietnicach rozliczeń, ale nikt z czołowych polityków nigdy nie trafia za kraty. Co musiałoby się stać, żeby wreszcie ktoś naprawdę odpowiedział za swoje decyzje? Sarkozy siedzi, bo francuski wymiar sprawiedliwości tym razem zadziałał — i właśnie dlatego jego historia robi na nas tak duże wrażenie.

Redakcja

Poprzedni

Oni

Następny

Lewacki spisek u notariusza