Koronawirus po niemiecku

Berlin, Monachium, Stuttgart, Dortmund… tysiące osób zbierało się w miastach i miasteczkach Niemiec, by protestować przeciw przepisom kwarantannowym, które według nich „łamią konstytucję”. Rząd jest zaniepokojony rosnącym w siłę ruchem kontestacji, który przestał być już marginalny. Represjonowanie spontanicznych ludzkich zachowań przybiera na sile również w świecie sportu. Przekonali się o tym piłkarze Herthy Berlin, którzy celebrując radośnie strzelonego gola ściągnęli na siebie falę krytyki.

Zjawisko nasilania się protestów, które ogarnęło niemal cały kraj, zaskoczyło władze, bo w związku ze znaczącym cofaniem się epidemii rozpoczęły one proces znoszenia kolejnych restrykcji. Zaczęło się już piątek w Stralsundzie (na północnym wschodzie kraju), gdzie od 30 lat CDU – partia kanclerz Merkel wygrywa wybory. Prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) zorganizowała tam manifestację pod biurem poselskim Merkel: pojawił się tam jej kamień nagrobny przewiązany dużą maseczką. Według Bildu, zdenerwowana kanclerz zareagowała na to rytualnym oskarżeniem Rosjan o „szerzenie dezinformacji” i „podburzanie społeczeństwa”.
Skład polityczny tych protestów pozostaje dość różnorodny. We Frankfurcie nad Menem, gdzie uliczny przemarsz odbywał się również pod kolorami AfD, doszło do kontrmanifestacji pod hasłem „Precz z nazistami!”, w której brali też udział manifestanci lewicowi, wśród których, jak raportują media, byli – paradoksalnie – również przeciwnicy restrykcji, którzy nie chcą jednak, by protesty „zawłaszczyła prawica”. W Bremie, Norymberdze, Lipsku i Hamburgu było podobnie. W tym ostatnim mieście na czele kontrpochodu widniał transparent „To teorie spiskowe zagrażają waszemu zdrowiu!”.
Gdzie indziej manifestanci przeciwni restrykcjom wysuwali głównie hasła „w obronie demokracji”, zagrożonej „faszystowską dyktaturą” sanitarną, która jak się obawiają, miałaby trwać po epidemii. Byli wśród nich ludzie rzeczywiście zaniepokojeni rozmiarem ograniczenia praw obywatelskich, przeciwnicy noszenia maseczek z różnych opcji politycznych, wyznawcy „teorii spiskowych”, antyszczepionkowcy i ogólnie ludzie „zmęczeni” (jak deklarują) przesadną ich zdaniem reakcją rządu na epidemię. Na razie ten zróżnicowany ruch popiera nieco ponad jedna czwarta Niemców. Reszta popiera raczej kanclerz za sprawne zarządzanie w czasie epidemii, lecz według popularnych komentatorów lepiej, by rząd przyspieszył znoszenie restrykcji. Na dzisiaj przeciwnicy przepisów wyjątkowych zaplanowali kolejne manifestacje.
Jak wygląda gra w piłkę nożną – wie chyba każdy. Futbol to sport kontaktowy, podczas meczu przez 90 minut 22 facetów walczy o piłkę. Jeśli więc jeden z zawodników jest zarażony koronawirusem, sytuacji, w których może dość do transmisji wirusa jest podczas potyczki piłkarskiej mnóstwo.
W ten weekend rozgrywki wznowiła Bundesliga – najwyższa klasa rozgrywek piłkarskiej w Niemczech. Oczywiście, z pełnym reżimem sanitarnym – zawodnicy, szkoleniowcy, lekarze, masażyści i sędziowie są poddawani badaniom na obecność wirusa przed każdym meczem.
W 74. minucie wczorajszego spotkania pomiędzy berlińską Herthą a Hoffenheim miało miejsce zdarzenie jakie można uświadczyć na niemal każdym meczu piłki nożnej. Matheus Cunha strzelił trzecią bramkę dla gospodarzy, po czym świętował ten fakt z kolegami z zespołu. Jeden z nich – Vedad Ibisević wskoczył na plecy Brazylijczyka. W tym samym meczu kamery zarejestrowały również jak Dedryck Boyata w przypływie radości dał buziaka Marko Grujiciowi.
Na zawodników Herthy spadła zmasowana krytyka. Zarówno kibice, jak i przedstawiciele niemieckiej federacji oraz dziennikarze stwierdzili, że piłkarze dopuścili się rażącego naruszenia obowiązujących zasad bezpieczeństwa. Organizator rozgrywek rozważał również nałożenie na nich kary finansowej, a nawet dyskwalifikacji. Oficjele argumentowali, że piłkarze zostali zobowiązani do utrzymywania dystansu między sobą. Z tego powodu zaniechano tradycyjnego podawania sobie dłoni przez kapitanów drużyn przed rozpoczęciem meczów. Ostatecznie skończyło się jednak na upomnieniu.
Vedad Ibisević był zmuszony tłumaczyć się przed mediami.
– Nie jest w naszej naturze cieszyć się z bramek samemu. Ta sytuacja jest trudna, a jeszcze trudniejsza, gdy strzelasz gola i nie wiesz, co masz zrobić. Podbiegłem nawet do lekarza drużyny i zapytałem, czy bramka została zaliczona, skoro złamaliśmy przepisy. Emocje są tak duże i tak długo czekaliśmy na mecze, że to po prostu w nas eksplodowało – przyznał reprezentant Bośni i Hercegowiny. Bundesliga jest pierwszą europejską ligą piłkarską, która zdecydowała się wznowić rozgrywki. Mecze odbywają się bez publiczności.