May się ugina

We wtorek premier Wielkiej Brytanii zapowiedziała, że zamierza starać się o przedłużenie procesu rozwodu z UE w celu wypracowania ponadpartyjnego porozumienia. Zapowiedziała współpracę z Jeremym Corbynem.

Co na to lider Partii Pracy? Zapowiedział, że spotka się z szefową rządu, ponieważ „zdaje sobie sprawę z tego, że ma odpowiedzialność związaną z reprezentowaniem ludzi, którzy wsparli Partię Pracy w ostatnich wyborach, a także tych, którzy tego nie zrobili, ale oczekują pewności i bezpieczeństwa co do swojej przyszłości”. Powszechnie wiadomo, że Corbyn jest zwolennikiem miękkiego brexitu.
Partyjni koledzy premier May nie są zachwyceni takim obrotem sprawy. Twierdzą, że May oddała negocjacje w ręce opozycji. „To niebezpieczna próba odwrócenia brexitu przez dobicie targu z socjalistami” – stwierdził eurosceptyczny milioner Jacob Rees-Mogg. Podobne stanowisko wyraził Boris Johnson.
May stwierdziła, że „rząd szuka rozwiązania, które pomoże wyjść z Unii Europejskiej z umową. Podkreśliła jednak, że musi być ona zgodna z porozumieniem, które wynegocjowała już ze Wspólnotą”. Oraz, że „rozumie zmęczenie tych, którzy chcieliby już wyjść bez umowy”.
Wygląda więc na to, że w partii konserwatywnej znów szykują się konflikty – zwłaszcza, że oliwy do ognia dolała Szkocja, która chce pozostać w UE.
– Szkocka Partia Narodowa wykazała się gotowością do znalezienia kompromisu, aby przełamać ten impas, ale naszym priorytetem pozostaje zatrzymanie brexitu – stwierdził lider partii Ian Blackford. Ogłosił, że wkrótce podejmie kolejne próby wywalczenia niepodległości.
Emmanuel Macron tuż przed wtorkowym przemówieniem May nie szczędził złośliwości pod adresem Wielkiej Brytanii. Stwierdził, że zgoda Brukseli na dalsze opóźnienia nie powinna być brana za pewnik. – Jeśli Wielka Brytania nie będzie w stanie zaproponować w trzy lata po referendum rozwiązania mającego poparcie większości, to de facto sama wybierze, że chce wyjść bez porozumienia – stwierdził. Poparł go premier Irlandii Leo Varadkar.
Na razie nie znamy żadnych konkretów. Mamy jedynie deklarację May, że chce dalej pracować nad porozumieniem na bazie „starej” umowy – i że warunkiem przyjęcia nowego planu jest poparcie opozycji, co wydaje się w miarę optymistyczną wiadomością. Zwłaszcza że w głosowaniu 1 kwietnia Izba Gmin jednak najbardziej przychylała się do pozostanie z UE w unii celnej. Niestety wyniki poniedziałkowych głosowań nie były wiążące prawnie.
Komisja Europejska podtrzymuje tymczasem stanowisko, że zgoda na przełożenie daty brexitu na 22 maja jest uzależniona od zatwierdzenia umowy między Brukselą a Londynem do 12 kwietnia. Dalsze przesuwanie daty wyjścia Wielkiej Brytanii z UE nie będzie możliwa, gdyż Londyn nie chce organizować wyborów do Parlamentu Europejskiego, zatem musi opuścić Unię przed nimi. W takiej sytuacji premier May nie ma wyjścia – musi układać się choćby i Jeremym Corbynem, gdyż alternatywą jest brexit bezumowny.