Tanzania. Wybory w cieniu krwi i przemocy

Samia Suluhu Hassan / fot. Facebook

Po trzech dniach brutalnych zamieszek ogłoszono zwycięstwo Samii Suluhu Hassan w wyborach prezydenckich w Tanzanii. Urzędująca przywódczyni zdobyła 97,66 proc. głosów – wynik, który nie pozostawia złudzeń co do braku jakiejkolwiek konkurencji. Głosowanie odbyło się w atmosferze strachu, a według opozycji w jego trakcie i po nim mogło zginąć nawet 700 osób. Władze nie podały dotąd żadnych oficjalnych danych o liczbie ofiar.

Państwowa telewizja poinformowała w sobotę 1 listopada, że Samia Suluhu Hassan uzyskała 31,9 miliona głosów spośród 32,7 miliona oddanych. „Ogłaszam Samię Suluhu Hassan prezydentką Zjednoczonej Republiki Tanzanii, reprezentującą partię CCM” – oświadczył na antenie przewodniczący komisji wyborczej Jacobs Mwambegele. Media państwowe zapowiedziały, że ceremonia zaprzysiężenia odbędzie się jeszcze tego samego dnia.

Kraj pogrążył się w przemocy już w środę, w dniu wyborów prezydenckich i parlamentarnych, które przebiegły bez udziału realnej opozycji. Dwóch głównych przeciwników prezydentki zostało wcześniej aresztowanych lub pozbawionych prawa kandydowania. Opozycja poinformowała o 700 ofiarach śmiertelnych, lecz rząd do tej pory nie odniósł się do tych doniesień.

Pomimo protestów i chaosu, komisja wyborcza utrzymała wyniki. „Nie było żadnych nieprawidłowości, wybory przebiegły spokojnie” – twierdzą władze. Według relacji AFP, w stolicy gospodarczej kraju – Dar es Salaam – frekwencja była zaskakująco niska. Tam, gdzie zwykle kolejki do urn ciągnęły się przez całe ulice, tym razem panowała cisza. Wkrótce potem w mieście wybuchły gwałtowne protesty – słychać było serie z broni automatycznej, a tłumy podpalały budynki publiczne, w tym jeden z komisariatów policji.

„W chwili, gdy rozmawiamy, liczba ofiar w Dar es Salaam sięga około 350, w Mwanzie ponad 200. W skali całego kraju można mówić o blisko 700 zabitych” – powiedział w czwartek rzecznik partii opozycyjnej Chadema, John Kitoka. Partia ta została wykluczona z wyborów i wezwała do ich bojkotu. Jej lider, Tundu Lissu, aresztowany w kwietniu, jest obecnie sądzony za zdradę – przestępstwo zagrożone karą śmierci.

Minister spraw zagranicznych Tanzanii, Mahmoud Thabit Kombo, zaprzeczył doniesieniom o masowych zabójstwach. „Nie było żadnego nadmiernego użycia siły. W kraju doszło jedynie do kilku lokalnych ognisk przemocy. Nie widziałem tych 700 ciał” – powiedział w rozmowie z Al-Jazeerą, dodając, że rząd „nie dysponuje jeszcze żadnymi oficjalnymi danymi o ofiarach”.

Samia Suluhu Hassan objęła władzę po śmierci swojego poprzednika, Johna Magufuliego, w 2021 roku. Początkowo była chwalona za złagodzenie autorytarnych restrykcji i otwarcie kraju na dialog. Z czasem jednak sama zaczęła stosować coraz ostrzejsze metody wobec krytyków, a tegoroczne wybory potwierdziły jej zamiar utrzymania pełnej kontroli nad państwem.

Redakcja

Poprzedni

USA uderzają w prezydenta Kolumbii

Następny

Kiedy wróci Ziobro?