
Wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa w najnowszym wywiadzie dla Financial Times pokazują serię uderzających sprzeczności w amerykańskiej narracji dotyczącej wojny z Iranem. Trump ogłasza całkowite zwycięstwo nad Teheranem, a jednocześnie próbuje zmusić sojuszników z NATO, a nawet Chiny, do wysłania sił wojskowych, by pomogły mu rozwiązać problem, który – według jego własnych słów – właściwie już nie istnieje.
Rozmowa z Financial Times trwała zaledwie osiem minut, ale padło w niej kilka deklaracji, które trudno pogodzić z rzeczywistością. Trump przekonywał, że Iran został praktycznie zniszczony militarnie. Jak stwierdził: „W zasadzie rozbiliśmy Iran. Nie mają już marynarki, obrony przeciwlotniczej ani lotnictwa. Wszystko zostało zniszczone”. Jednocześnie dodał jednak, że Teheran nadal może sprawiać kłopoty w rejonie Cieśniny Ormuz, gdzie – według niego – „mogą jeszcze wrzucić minę do wody i zrobić trochę zamieszania”.
Problem polega na tym, że właśnie ta cieśnina stała się kluczowym punktem obecnego kryzysu. Jak opisuje Financial Times, Iran faktycznie sparaliżował żeglugę na tym strategicznym szlaku po rozpoczęciu wojny przez Stany Zjednoczone i Izrael ponad dwa tygodnie temu. Próby jego odblokowania nie przyniosły dotąd skutku, a cena ropy wzrosła już do około 106 dolarów za baryłkę, czyli o blisko 45 procent od początku konfliktu. Innymi słowy, wojna – wbrew triumfalnym deklaracjom Białego Domu – wcale nie wygląda na zakończoną.
Właśnie dlatego Trump zaczął publicznie domagać się pomocy innych państw. W rozmowie z Financial Times wezwał Wielką Brytanię, Francję, Japonię, Koreę Południową oraz Chiny do wysłania okrętów i trałowców min, które miałyby zabezpieczać Cieśninę Ormuz. „To powinien być wspólny wysiłek. Kraje, które korzystają z tej cieśniny, powinny pomóc dopilnować, żeby nic złego się tam nie wydarzyło” – powiedział.
Jednocześnie zagroził, że brak reakcji może mieć konsekwencje polityczne. „Jeśli nie będzie odpowiedzi albo będzie negatywna, to może to być bardzo złe dla przyszłości NATO” – stwierdził. W tej samej rozmowie narzekał, że sojusz działa jego zdaniem tylko w jedną stronę. „Pomogliśmy im w Ukrainie, chociaż jest tysiące kilometrów od nas. Teraz zobaczymy, czy oni pomogą nam”.
Trump skarżył się także na postawę Wielkiej Brytanii. Jak powiedział, gdy prosił Londyn o wsparcie, Brytyjczycy początkowo nie chcieli wysyłać okrętów. Kiedy później zaproponowali wysłanie dwóch jednostek, było już – jego zdaniem – za późno. „Powiedziałem im: potrzebujemy tych okrętów zanim wygramy, a nie po zwycięstwie”.
Ta wypowiedź pokazuje kolejną sprzeczność w narracji prezydenta USA. W tym samym wywiadzie twierdzi bowiem jednocześnie, że Iran został już pokonany i nie stanowi realnego zagrożenia. Skoro więc – według Trumpa – wojna została właściwie wygrana, trudno zrozumieć, dlaczego tak intensywnie domaga się wsparcia militarnego od innych państw.
Jeszcze bardziej zdumiewający jest fragment dotyczący Chin. Trump oświadczył, że oczekuje od Pekinu pomocy w odblokowaniu Cieśniny Ormuz, ponieważ – jak stwierdził – „Chiny dostają 90 procent swojej ropy z tego szlaku”. Dodał przy tym, że jeśli Pekin nie pokaże gotowości do współpracy, może odłożyć planowane spotkanie z przywódcą Chin Xi Jinpingiem.
Tymczasem Iran jest jednym z najważniejszych partnerów energetycznych Chin, a oba państwa współpracują ze sobą gospodarczo i strategicznie. W praktyce oznacza to, że Trump próbuje skłonić Pekin do udziału w operacji wojskowej przeciwko krajowi, który jest dla niego kluczowym dostawcą surowców. Jednocześnie właśnie z tym samym państwem planuje w najbliższych tygodniach prowadzić rozmowy na najwyższym szczeblu.
Prezydent USA nie ograniczył się jednak do presji dyplomatycznej. W wywiadzie zapowiedział możliwość kolejnych ataków na infrastrukturę energetyczną Iranu. Wspomniał o niedawnym bombardowaniu terminalu eksportowego ropy na wyspie Kharg i stwierdził, że Stany Zjednoczone mogą go zniszczyć w każdej chwili. „Możemy uderzyć w to w pięć minut i oni nie mogą z tym nic zrobić” – powiedział.
Jakby tego było mało, w trakcie rozmowy z dziennikarzami na pokładzie Air Force One Trump poruszył jeszcze jeden wątek – zupełnie niezwiązany z obecną wojną. Mówiąc o Kubie, nazwał ją „upadłym państwem” i zasugerował, że po Iranie może przyjść czas właśnie na ten kraj. „Rozmawiamy z Kubą, ale najpierw zajmiemy się Iranem, a dopiero potem Kubą” – powiedział.
W efekcie wypowiedzi Trumpa tworzą obraz strategii pełnej sprzeczności. Z jednej strony prezydent USA ogłasza, że Iran został „kompletnie zniszczony militarnie i gospodarczo”. Z drugiej – naciska na sojuszników, by wysłali flotę i siły specjalne do regionu, grozi NATO konsekwencjami politycznymi, a jednocześnie próbuje wciągnąć Chiny w działania przeciwko ich własnemu partnerowi.
W tym samym czasie wojna, która według Trumpa miała być już rozstrzygnięta, nadal destabilizuje światowy rynek energii, a blokada Cieśniny Ormuz pozostaje jednym z największych zagrożeń dla globalnej gospodarki. W rezultacie coraz trudniej oddzielić realną strategię Stanów Zjednoczonych od chaotycznej retoryki, która zmienia się z dnia na dzień.









