Wioska Minzhu – rewitalizacja z myślą o mieszkańcach

Mieszkańcy wioski Minzhu w wolnym czasie grają na instrumentach

W Polsce, gdy słyszymy „rewitalizacja”, zwykle chodzi o nową kostkę brukową, odmalowaną elewację, kolorowy mural i tablicę z napisem „Sfinansowano ze środków…”. Ładnie wygląda to na zdjęciach, ale często nie zmienia niczego istotnego w codziennym życiu mieszkańców. Przestrzeń jest odświeżona, ale nadal obca. Tymczasem w wiosce Minzhu oznacza to coś zupełnie innego – proces, który zaczyna się od ludzi, ich potrzeb, rytmu życia i pomysłów. Chodzi o to, żeby chcieli tu żyć nie tylko dziś, ale przez długie lata.

Minzhu to dawne osiedle robotnicze z lat 50. – ceglane budynki, proste i solidne, które z czasem wymagały lepszego dostosowania do współczesnych realiów. Zamiast je zburzyć i zastąpić nowymi blokami, władze postanowiły je zachować i odnowić – tak, żeby nadal służyły mieszkańcom. Od początku ważną rolę odgrywała tu tzw. „Skrzynka nr 1” – specjalne miejsce, do którego mieszkańcy wrzucali kartki z pomysłami, problemami lub sugestiami dotyczącymi życia w dzielnicy. Coś w rodzaju stałej, dostępnej dla każdego książki skarg i wniosków, ale działającej naprawdę. Dziś funkcjonuje też w wersji elektronicznej. I co najważniejsze – te głosy są brane na serio. Władze je analizują i uwzględniają. Dlatego zmiany nie zostały narzucone z góry, ale wypracowane razem z mieszkańcami.

Wioska Minzhu przed i po rewitalizacji

Sekretarz osiedla organizuje również regularne spotkania – przy stole, na dziedzińcu, w spokojnej atmosferze. Biorą w nich udział zarówno seniorzy, jak i młodsi. Padają konkretne propozycje – jak wykorzystać puste lokale, gdzie ustawić ławkę, co poprawić w przestrzeni dla dzieci, jak zadbać o czystość i bezpieczeństwo. Takie rozmowy budują zaufanie i dają poczucie wpływu na otoczenie.

W odnowionym Minzhu działają stołówki, gdzie za 10–15 juanów (około 5,70–8,50 zł) można zjeść ciepły, domowy obiad. Są nowe toalety – czyste, dostępne i wygodne, także dla osób starszych czy z niepełnosprawnościami. W kilku punktach osiedla funkcjonują też Red Heart Volunteer Service Stations – miejsca, gdzie można liczyć na pomoc wolontariuszy, zapytać o drogę, skorzystać z podstawowych usług czy po prostu porozmawiać. Powstały parki, alejki spacerowe i miejsca spotkań. Ławki stoją tam, gdzie naprawdę się z nich korzysta. Minzhu to miejsce, w którym dobrze się mieszka.

Wprowadzono też czteropoziomowy system segregacji śmieci. Mieszkańcy są w to realnie zaangażowani. Dzieci uczą się zasad w świetlicach, seniorzy mają dostęp do drukowanych instrukcji. Estetyczne punkty zbiorcze są czyste, zadaszone, dobrze oznaczone. Wspólna odpowiedzialność działa.

Publiczna toaleta w Minzhu Village – estetyczna, schludna i łatwo dostępna, stanowi wzór do naśladowania. Warszawa mogłaby się uczyć – u nas toalety publiczne są rzadkością, zwykle ukryte w metrze lub centrach handlowych.

Nie zapomniano o historii. Dawne budynki fabryczne stały się muzeami i galeriami. Można zobaczyć zdjęcia sprzed rewitalizacji, przedmioty codziennego użytku, wspomnienia dawnych mieszkańców. W weekendy odbywają się wystawy, wieczory filmowe, zajęcia – często prowadzone przez samych mieszkańców.

Minzhu to osiedle dla każdego pokolenia. Są świetlice, biblioteki, przedszkola, centra dla seniorów. Wszystko w zasięgu 15 minut spaceru. Nie trzeba mieć samochodu, żeby żyć wygodnie i aktywnie. Taka organizacja przestrzeni sprawia, że ludzie czują się tu dobrze – bez względu na wiek.

Na zdjęciu widzimy placówkę w Minzhu Village, pełniącą rolę punktu informacyjnego lub recepcyjnego, łączącego funkcje administracyjne, turystyczne i biznesowe. Nad wejściem widnieje napis „服务面对面沟通心连心” (Usługi twarzą w twarz, komunikacja sercem w serce), podkreślający przyjazne podejście do mieszkańców i gości.

Modernizacja z pamięcią o historii

Jestem w Chinach po raz pierwszy i Minzhu naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyło. Widać, że powstało z myślą o codziennym życiu. Że technologia może ułatwiać, a nie komplikować. Że można zachować historię, a jednocześnie iść z duchem czasu.

W Polsce często planuje się przestrzeń „dla kogoś” – najczęściej z myślą o inwestorach, nie o tych, którzy tam mieszkają. W Minzhu widać, że projektowano ją z uwzględnieniem głosu społeczności – to bardzo dobry przykład, że można inaczej. I że warto rozmawiać z ludźmi – bo to oni najlepiej wiedzą, co jest dobre dla ich dzielnicy.

Julian Mordarski

Redaktor naczelny „Dziennika Trybuna”, publicysta i komentator polityczny. Członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej. Absolwent studiów licencjackich z polityki społecznej na Uniwersytecie Warszawskim; obecnie studiuje dziennikarstwo i medioznawstwo na tej samej uczelni. Z „Dziennikiem Trybuna” związany od 2022 roku, początkowo jako szef działu zagranicznego. W 2025 roku objął funkcję redaktora naczelnego. Od pięciu lat współpracuje z mediami lewicowymi, specjalizując się w tematyce społecznej i międzynarodowej.

Poprzedni

Agenci AI już tu są – państwo musi się obudzić

Następny

Facing the end, their way: more Chinese people embracing conversations about death