
Administracja Donalda Trumpa stworzyła wewnętrzny dokument, w którym klasyfikuje amerykańskie korporacje i grupy lobbystyczne pod kątem tego, jak bardzo wspierają jego politykę. Krytycy mówią wprost: to kolejny dowód autorytarnego stylu zarządzania państwem – i gospodarką.
Jak donosi portal Axios, dokument obejmuje 553 firmy i organizacje branżowe, oceniane według zaangażowania w promowanie tzw. One Big Beautiful Bill – sztandarowego projektu legislacyjnego Trumpa, zawierającego m.in. gigantyczne ulgi podatkowe dla biznesu i brutalne cięcia w programach socjalnych.
Na liście premiowane są: obecność na wydarzeniach organizowanych przez Biały Dom, posty w mediach społecznościowych, oficjalne oświadczenia, reklamy, filmiki promocyjne i inne formy zaangażowania. Poparcie dla projektu oceniane jest jako silne, umiarkowane lub słabe. Jak dowiedział się Axios, „wzorowi partnerzy” to m.in. Uber, DoorDash, United, Delta, AT&T, Cisco oraz stowarzyszenia branży lotniczej i hutniczej.
Lista lojalnych krąży już wśród najważniejszych doradców prezydenta i ma być aktualizowana w miarę rozwijania kolejnych projektów legislacyjnych. Firmy, które nie okażą dostatecznego entuzjazmu – albo, nie daj Boże, odważą się skrytykować politykę prezydenta – mogą liczyć się z sankcjami ze strony państwa.
Rachel Barnhart, lokalna radna z ramienia Partii Demokratycznej w hrabstwie Monroe w stanie Nowy Jork – komentując doniesienia Axios – napisała krótko: „Po prostu jedno autorytarne zagranie po drugim.”
Zaledwie kilka dni wcześniej Trump zawarł bezprecedensową umowę z gigantami branży półprzewodników – Nvidią i AMD. Firmy zgodziły się oddawać państwu 15% przychodów z eksportu do Chin, w zamian za możliwość dalszej sprzedaży na tym rynku – czyli dostęp do zezwoleń eksportowych, wcześniej skutecznie zablokowanych przez amerykańskie restrykcje. Formalnie wygląda to jak forma opodatkowania – silne państwo nakłada warunki, wielkie korporacje muszą się podporządkować. Ale tylko pozornie.
Po pierwsze: umowa nie została uchwalona przez Kongres, nie była częścią żadnej polityki przemysłowej, nie podlegała publicznej debacie ani konsultacjom. Została wynegocjowana bezpośrednio przez prezydenta – w jego imieniu, z jego inicjatywy i na jego warunkach. Po drugie: to nie był ruch bezinteresowny. Trump ma znaczne udziały w Nvidii. Gdy firma odzyskuje dostęp do rynku chińskiego – a więc do miliardowych przychodów – jej akcje zyskują na wartości. Inwestorzy nie patrzą na to, ile firma oddaje państwu, tylko ile dzięki temu może zarobić. A tu rachunek jest prosty: lepiej otrzymać 85% z eksportu niż stracić 100%.
W efekcie – dzięki decyzji głowy państwa – zyskuje nie tylko budżet USA, ale i sam Trump jako prywatny udziałowiec. Tego nie można nazwać ani sprawiedliwym opodatkowaniem, ani strategią państwową. To klasyczny konflikt interesów w skali kontynentalnej – połączenie władzy politycznej i kapitału, które służy nie społeczeństwu, tylko jego własnemu właścicielowi. Prezes Nvidii Jensen Huang – jeden z najbogatszych ludzi na świecie – już dwukrotnie gościł w Białym Domu i chwalił prezydenta USA za „wizjonerską politykę”.
To tylko jeden z przykładów, jak prezesi największych firm prześcigają się w pochwałach pod adresem Trumpa. Wiedzą, że gra toczy się o wielką stawkę – i że prezydent nie zawaha się zaatakować tych, którzy mu podpadną. Publiczne połajanki, żądania rezygnacji, zakulisowe naciski – to już norma.
Tydzień wcześniej, jak podaje Fortune, Tim Cook, szef Apple, wręczył Trumpowi… szklaną plakietkę zamontowaną na 24-karatowym złotym stojaku. Wszystko przy okazji ogłoszenia inwestycji Apple’a na kwotę 100 miliardów dolarów w produkcję krajową. Wcześniej wpłacił też milion dolarów na inaugurację Trumpa.
Firmy, które odpowiednio nisko się kłaniają, otrzymują realne profity
Jak wynika z analizy organizacji Public Citizen, korporacje wydające fortuny na lobbowanie za agendą Trumpa należą do głównych beneficjentów jego rządów: deregulacji i osłabienia egzekwowania prawa wobec przestępstw korporacyjnych.
Szczególne zyski czerpią wielkie firmy technologiczne – te same, które mają otwarte postępowania federalne lub są zamieszane w skandale: Amazon, Apple, Google, Meta, OpenAI, Snap, Zoom, Uber, ByteDance oraz firmy Elona Muska – Tesla, SpaceX, Neuralink, X i xAI.
Biznesowy publicysta „New York Timesa” Bill Saporito skwitował: „Trump nie tyle znosi regulacje gospodarcze, co zastępuje je sobą.”
„Niektóre firmy może i nie chcą, by Trump wtrącał się w ich sprawy – zwłaszcza przy jego groteskowym podejściu do ekonomii – ale nie mają jak od niego uciec” – dodał.
cd/jm/ja









