Zostawieni przez sojusznika

8 paź 2019

Amerykańskie wojska opuszczają północno-wschodnią Syrię, turecka inwazja jest już praktycznie przesądzona. Kurdowie przygotowują się do obrony, a Erdoğan straszy, że jego wojska mogą „uderzyć w każdej chwili”.

W oficjalnym oświadczeniu Białego Domu czytamy, że wojska amerykańskie nie będą wspierać tureckiej operacji w północnej Syrii, ale też, że nie będą znajdowały się na terenie, który ma ona objąć. Media pokazują już fotografie pustych obiektów wojskowych, gdzie do niedawna znajdowali się amerykańscy żołnierze. Kurdowie zaś nie mają wątpliwości: zostali ponownie zdradzeni. Waszyngton, który nazywał ich „najlepszym sojusznikiem” w walce z Państwem Islamskim, zostawia ich na pastwę losu, gdy kalifat już upadł. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan powtórzył dziś, że Turcja jest gotowa uderzyć na kurdyjską autonomię w północnej Syrii w dowolnym momencie. Zapewne jednak nie nastąpi to przed odejściem Amerykanów, co zdaniem analityków nie potrwa dłużej niż tydzień.
Prezydent USA uzasadnił podjęte przez siebie decyzje w typowym stylu. Wspieranie Kurdów podobno było zbyt kosztowne.
– Kurdowie walczyli razem z nami, ale płaciliśmy im ogromne sumy w pieniądzach i sprzęcie, aby to robili. Oni walczą z Turcją od dziesięcioleci. Teraz Turcja, Europa, Syria, Iran, Irak Rosja i Kurdowie będą musieli rozwiązać sytuację – napisał na Twitterze w serii wiadomości. W najmniejszym stopniu nie wzruszają go komentarze kurdyjskich polityków i dowódców, przypominających Amerykanom gwarancje, jakie mieli dać Kurdom. Ochrona przed Turcją, dla której wszyscy bojownicy o wolność Kurdystanu są terrorystami, miała być najważniejszą z nich.
Organizacja Narodów Zjednoczonych skomentowała w poniedziałek, że „szykuje się na najgorsze”… i w zasadzie wiele więcej robić nie może. Bezradność międzynarodowego gremium wyraził oenzetowski koordynator ds. humanitarnych w Syrii Panos Mumtzis, oznajmiając, że nie wie, co się stanie, a wokół operacji tureckiej pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi. Turcy za to nie kryją się bynajmniej z tym, że ich operacja ma być bezwzględna. Minister spraw zagranicznych Mevlüt Çavuşoğlu również na Twitterze zapowiedział „wyczyszczenie” północnej Syrii z „terrorystów”. Na tereny, z których zostaną wypędzeni Kurdowie, Turcja chce przewieźć 2 mln uchodźców z Syrii, którzy w poprzednich latach szukali u północnego sąsiada schronienia przez wojną niszczącą ich kraj.
Kurdowie zapowiadają, że będą walczyli do końca, chociaż przeciwnik jest silniejszy i chociaż, wierząc w amerykańskie gwarancje, sami swojego czasu zniszczyli umocnienia na granicy między terytorium syryjskim a Turcją.
W podzięce za zielone światło na ofensywę Turcja miała zgodzić się przyjąć do swoich więzień byłych bojowników Państwa Islamskiego, pojmanych po jego upadku, których nie chcą wpuścić na powrót kraje europejskie, z których na Bliski Wschód przyjechali. Warto pamiętać, że podczas inwazji na kurdyjski Afrin Turcja nie miała żadnych problemów, by „przekwalifikować” byłych dżihadystów na członków swoich paramilitarnych, „ochotniczych” oddziałów.

Sojusznik, na którego można „liczyć”

Każda kolejna rozmowa Trumpa z Erdoganem ma coraz tragiczniejsze skutki. W wyniku wczorajszej USA zgodziły się na inwazję(!) turecką na Rożawę. Od rana Amerykanie opuszczają swoje bazy. Wszystko to po tym jak przekonali SDF do likwidacji umocnień na granicy gwarantując ochronę przed Turcją. W tym kontekście poniższe zdjęcie Chamberlain wracającego z Monachium po zdradzie Czechosłowacji nieprzypadkowe. Tak jak wtedy, tchórzliwa decyzja politycznych dyletantów będzie miała tragiczne konsekwencje. Wojna, czystka etniczna, którą wprost zapowiada Erdogan, masowe migracje, ustanowienie Rosji jako hegemona w Syrii, uwolnienie tysięcy fanatyków z ISIS (bo Kurdowie nie są w stanie jednocześnie ich pilnować i walczyć z Turkami). Dla Polski i wszystkich innych sojuszników USA na świecie powinno to być jasnym sygnałem – żadna baza nic nie gwarantuje. Jeden telefon i amerykańscy chłopcy zostawiają Cie sam na sam z agresorem.

Kurdystan.info (Facebook)

Najnowsze

Bomby i pokój

Bomby i pokój

Im bardziej Amerykanie przegrywali politycznie, tym więcej zrzucali bomb. Kolejne wietnamskie piekło zaczęło się od...

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny...

Sprawdź również

Spotkanie Xi Jinpinga i Trumpa w Pekinie. Kurs na stabilność

Spotkanie Xi Jinpinga i Trumpa w Pekinie. Kurs na stabilność

Na to spotkanie patrzyły nie tylko Pekin i Waszyngton. Patrzył świat zmęczony wojnami, cłami, niepewnością na rynkach energii i rosnącymi kosztami życia. Donald Trump wrócił do Pekinu po ośmiu i pół roku od poprzedniej wizyty w Chinach. Kiedy przy jednym stole siadają...

Trump leci z Big Techem do Pekinu. Chodzi o chipy, rynek i AI

Trump leci z Big Techem do Pekinu. Chodzi o chipy, rynek i AI

Donald Trump leci do Pekinu z delegacją, w której polityka spotyka się z interesami największych amerykańskich korporacji. Obok urzędników administracji USA do Chin jadą ludzie, dla których wynik rozmów z Xi Jinpingiem może oznaczać miliardy dolarów w kontraktach,...

Burmistrz Nowego Jorku wybrał krawców zamiast balu miliarderów

Burmistrz Nowego Jorku wybrał krawców zamiast balu miliarderów

Zohran Mamdani, lewicowy burmistrz Nowego Jorku, nie pojawił się na dorocznym balu mody w Metropolitan Museum of Art. W wieczór, gdy muzeum wypełniły gwiazdy, projektanci i miliarderzy, jego biuro pokazało krawców, sprzedawców, dostawców i związkowców. Ludzi, bez...

Kryzys na Kubie. Wyspa bez paliwa, turystów i złudzeń

Kryzys na Kubie. Wyspa bez paliwa, turystów i złudzeń

Kryzys na Kubie wszedł w codzienne życie mieszkańców głębiej niż kolejne rządowe komunikaty i zagraniczne sankcje. Brak paliwa oznacza dziś problemy z dojazdem do pracy, dostawami żywności, odbiorem śmieci, funkcjonowaniem szpitali i obsługą turystów. Do tego dochodzą...