Antyszczepionkowcy to ludzie chorzy na atrofię mózgu

Należy wreszcie skończyć z głoszeniem oczywistych bzdur wynikających ze złych intencji oraz z braku wiedzy.
Warto spojrzeć na wciąż istniejącą w Polsce patologię “bojowników antyszczepionkowych”. Otóż antyszczepionkowcy nie tak dawno opowiadali, że miliarder Gates – w rzeczywistości zagorzały promotor szczepień – jakoby odmówił szczepienia swych dzieci. Miał ponoć stwierdzić, że będą one zdrowe i bez szczepień, i nie potrzebują żadnych substancji wstrzykiwanych.
Pojawiła się też neurobiolog, prof. Maria Dorota Majewska importowana z USA, która z przejęciem głosiła (przy okazji „rewelacji”, iż rząd amerykański miał wypłacić ok. 4 miliardy dolarów odszkodowań za „okaleczenia i zabójstwa szczepienne”), że większość chorych lub zmarłych na grypę to osoby zaszczepione przeciw tej chorobie. Ciekawe skąd, bez powoływania się na statystyki, wiedziała ona, że większość chorych lub zmarłych była zaszczepiona?
Ożywił się również wtedy mój (były) kolega z Vancouver, dr (zarządzania techniką) Piotr Bein. Wieścił on szczepionkowe ludobójstwo przygotowywane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO).
W tym kontekście należy przypomnieć, że najbardziej zabójcza w XX wieku grypa hiszpanka zbierała śmiertelne żniwo pod koniec I Wojny Światowej właśnie przed pojawieniem się szczepień (szacuje się, że było nawet ok. 50 milionów zgonów na „hiszpankę”).
A jeśli chodzi o tego „obłudnika Gatesa”, który propaguje szczepienia choć swych dzieci miał jakoby nie zaszczepić, to głównie dzięki obowiązkowym w Polsce szczepieniom moja dorosła córka nie chorowała na żadną dziecięcą zakaźną chorobę – co mnie się zdarzyło prawie 70 lat temu. Do dziś pamiętam straszną dusznicę dyfterytu. Omal wtedy nie umarłem, ponoć uratowała mnie penicylina.
Antyszczepionkowcy, głoszący m.in, że do produkcji szczepionek używa się trujących metali ciężkich, mają wysterylizowaną korę mózgową i nie są w stanie pojąć, że niewielkie ilości trucizn w organizmie, zwłaszcza we wczesnej jego młodości, przyczyniają się do ćwiczenia endogennego systemu odpornościowego. Systemu, który zabezpiecza tak ćwiczony organizm przed poważnymi zagrożeniami i to nie tylko bakteryjno-wirusowymi. Są dokładne dane na ten temat.
Sam, z przyzwyczajenia starego geofizyka lubiącego dokładne pomiary, sprawdziłem dane w kilkunastu doświadczeniach o wpływie na zdrowie małych dawek rtęci w pożywieniu, którym karmiono doświadczalne myszy oraz szczury. Na te wyniki powoływała się profesor Majewska w swym „Liście otwartym do polskich wakcynologów”.
Ale w rzeczywistości wyszło z tych doświadczeń, że małe – a nawet i średnie – dawki trucizny, jaką jest rtęć, dość wyraźnie zwiększają przeżywalność zwierząt karmionych takim „zatrutym” pożywieniem i zmniejszają ilość patologii w ich budowie. Dopiero dawki duże powodują choroby, w tym nowotwory oraz przedwczesną śmierć ludzi i zwierząt doświadczalnych.
Dlaczego prof. Majewska pomijała w swych elaboratach tak ważny szczegół? Odważę się napisać, że jest to wręcz przykład naukowej podłości, która całkowicie zasłaniała mechanizm powstawania odporności na rozmaite patologie. Profesor neurobiologii Maria Dorota Majewska twierdziła na przykład, że „epidemia autyzmu” jest następstwem stosowania szczepień!
Przy okazji warto zwrócić uwagę na dane z ukraińsko-polskiego opracowania szkód, jakie wywołała awaria w Czarnobylu. W tym opracowaniu możemy przeczytać, że nawet dość silne dawki napromieniowania mogą mieć efekt poprawiający zdrowotność oraz długowieczność. Jak piszą autorzy „w szczególności w wypadku ssaków wzmacniają się reakcje obronne przed zachorowaniami neoplastycznymi oraz infekcyjnymi, wzrasta długość życia oraz płodność”.
Czyli, to wszystko o czym bajdurzą nam chorzy na atrofię mózgu antyszczepionkowcy to bzdury, wynikające z braku wiedzy. A eliminacja szczepień gwarantuje nam między innymi nadejście epidemii nowotworów młodzieżowych.
I jeszcze jedna, końcowa uwaga na temat antyszczepionkowej „choroby cywilizacyjnej”. Przecież szczepienia już przed blisko 200 laty zaczęto stosować po to, aby chronić ludność przed wielkimi epidemiami, a zatem i przed koniecznością stosowania leków na których zarabiają koncerny medyczne. Z tego powodu jednorazowe zazwyczaj szczepienia stanowią cios w biznesy koncernów chcących „utopić” ludność w farmaceutykach.

Tęczowa chmura nad Dudą

Andrzej Duda lubi Półwysep Apeniński. Po tym jak w 2015 roku wygrał wybory prezydenckie pojechał na urlop właśnie do Toskanii. Następnie już po przeprowadzce do Pałacu Prezydenckiego na jesieni 2015 przyjechał z oficjalną wizytą do Włoch i Watykanu. Wtedy włoskie media traktowały go jako ciekawostkę, po niespodziewanej wygranej z pewniakiem, czyli Bronisławem Komorowskim i nawet nazywali go „delfinem polskiej prawicy”, który w przyszłości być może przejmie stery i będzie rozgrywającym na polskiej arenie politycznej.

Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Włochy jednak tak szybko nie wyszły panu prezydentowi z pamięci, bo już w trakcie tegorocznej kampanii obiecał, że pierwszą wizytę zagraniczną odbędzie właśnie w Watykanie. W konsekwencji tego, niedługo po reelekcji zawitał do słonecznej Italii.

W ramach wizyty Andrzej Duda spotkał się z przedstawicielami władz Włoch, czyli z prezydentem Sergio Mattarellą, premierem Giuseppe Conte i szefem włoskiej dyplomacji Luigim Di Maio. W polskiej ambasadzie, odsłonił popiersie gen. Władysława Andersa, a także na Monte Cassino oddał hołd polskim żołnierzom. Ale jak wiadomo głównym elementem pobytu w Italii była wizyta w Watykanie, gdzie spotkał się z papieżem Franciszkiem. Kancelaria Prezydenta próbowała za wszelką cenę też przedstawić tą wizytę jako oddanie hołdu ofiarom COVID-19 na terenie Półwyspu Apenińskiego. Możliwe, ale prawda jest taka że włoskie media specjalnie nie zajmowały się tematem wizyty prezydenta Dudy, ale odnotowały przy jej okazji coś zupełnie innego.

Jeśli już włoskie media wspominały o wizycie Dudy, to z powodu rozpętanego przez jego otoczenie polityczne i polski Kościół homofobicznej nagonce. O tym jak pod koniec sierpnia Episkopat zgłosił pomysł otwarcia klinik dla „pragnących odzyskać naturalną orientację płciową”, a sam Duda użył w odniesieniu do osób LGBT określenia „ideologia zła”, powołując się na słowa Karola Wojtyły. W tekście dziennika „Domani” nie zabrakło wzmianek o kolejnych elementach współczesnej prawicowej rewolucji: „strefach wolnych od LGBT”, działalności Fundacji Ordo Iuris. Tygodnik „L’Espresso” pisze o „bezprecedensowej kampanii nienawiści” przypominając wypowiedzi prezydenta na temat LGBT z kampanii wyborczej i o tym, co się działo na ulicach Warszawy w sierpniu, a także o małych społecznościach, w których homoseksualiści po prostu czują się zagrożeni (czytaj strefy wolne od LGBT). Dziennik „La Stampa” zaczęła tekst od słów: „wszystkiemu winna tęcza”, w którym również wspomniano o pacyfikowaniu na ulicach Warszawy demonstracji aktywistów LGBT, jak i straszeniu przez Kościół wiernych „zarazą homo”, oraz o pojazdach propagujących na ulicach polskich miast hasła anty-LGBT jeżdżące często pod eskortą policji. Na sam koniec reportaż „La Stampy” kończy się słowami „przyszłość Polaków jest niepewna”. Jedyną grupą, poza parlamentarzystami z prawicowej Ligii Matteo Salviniego oraz romansującymi z faszyzmem Braćmi Włoch Giorgii Meloni, która ciepło mówiła o przyjeździe Andrzeja Dudy byli włoscy antyszczepionkowcy, a wynika to z deklaracji z debaty prezydenckiej zorganizowanej przez TVP w Końskich, podczas której prezydent poinformował, że nigdy nie szczepił się i nie zamierza tego robić w przyszłości.

Jakby nie patrzeć, nad głową prezydenta Dudy w oczach włoskiej prasy pojawiła się śledząca go podczas pobytu we Włoszech tęczowa chmura piorunami. Bo jak wiadomo, słów wypowiedzianych w trakcie kampanii nie da się zwyczajnie wymazać i nawet tysiąc wizyt w tym nie pomoże. Włoskie media dość mocno zaznaczyły, że w 2015 roku kwestia uchodźców była czynnikiem, który wykorzystano do osiągnięcia politycznego sukcesu, a że temat wygasł, to polska prawica znalazła sobie już innego wroga „polskich rodzin” – środowisko LGBT. W tej sytuacji pojawia się pytanie która kolejna grupa będzie zagrażać spokojnemu życiu obywateli. Wachlarz może być szeroki, tylko pytanie komu przypadnie rola maszyny losującej i ogłoszenie kolejnego wroga publicznego numer, jeden przed którym konserwatyści będą bronić „polskich rodzin”.

Andrzej Duda we włoskich mediach nie miał różowo, ale to właściwie nie jest dla jego otoczenia tak istotne jak zrobienie dobrego wrażenia na włoskiej Polonii jak i zaakcentowanie w polskich mediach (czytaj w TVP) wielkiego sukcesu związanego z tą wizytą. A jak jeszcze pierścień papieża ucałował, to dopiero był „news”.

Samouczek aktywisty

Zostań aktywistą. Bo jak dobrze wybierzesz dziedzinę, to masz szansę na dobrze płatną fuchę, w magistracie, ratuszu, a kto wie, czy nie w rządzie.

Aktywista – chce dobrze, a dla siebie nawet jeszcze lepiej. Ale najbardziej efektywny jest, gdy podrzuci mu się do wierzenia jakaś myśl podbudowaną autorytetem naukowym. Można też próbować stosować wierzenia religijne, albo polityczne, ale wtedy często nie można już mówić o aktywistach, tylko o działaczach politycznych.

Działacz polityczny – od aktywistów różni się tym, że zazwyczaj robi to czego w danym momencie potrzebuje jakaś partia. Patrz Godek Kaja, Ordo Iuris, Elbanowscy.

Godek Kaja – chcąca uchodzić za aktywistkę antyaborcyjną działaczka partyjna. Matka niepełnosprawnego dziecka. Zarabiała na życie zasiadając od czasu wygrania przez PiS wyborów jako członek rady nadzorczej państwowej spółki o nazwie Warszawskie Zakłady Mechaniczne.
Ordo Iuris – kryptoaktywiści polityczni, którzy na potrzeby twardego jądra PiS przygotują każdy akt prawny. Byle tylko chodziło w nim o to, aby wszystko, co nie wiąże się z rozmnażaniem, a ma związek z seksem, było prawem zakazane.
Elbanowscy – promowani przez PiS kryptoaktywiści, dzięki którym wiele lat trwała zadyma z pójściem sześciolatków do szkół. Gdy PiS wygrał, zamiast ciepłych posadek ministerialnych zostali opędzeni stanowiskami doradczymi w MEN.
Erbel Joanna – aktywistka miejska zwalczająca to, co w Warszawie robiła Hanna Gronkiewicz-Waltz. Od paru lat pracująca w Warszawskim Ratuszu, w związku z czym na aktywność brak jej czasu.
Jaśkowiak Jacek – niegdysiejszy aktywista miejski, który awansował na prezydenta Poznania. Robi ścieżki rowerowe. Nie robi nowych linii tramwajowych.
Bazylak Marcin – zastępca prezydenta Dąbrowy Górniczej, dokooptowany do władzy z ruchu miejskiego.
Wójcicki Jacek – popierany przez aktywistów został prezydentem Gorzowa i od tej pory nie chciał mieć z nimi już nic wspólnego.
Leśniak Tomasz – lider protestu aktywistów o nazwie „Kraków przeciwko igrzyskom” wygrywa referendum z Majchrowskim i dołącza do wymyślonego przez Majchrowskiego miejskiego zespołu ds. innowacji.
Komunikacja publiczna – coś o czym aktywista miejski ma mówić wyłącznie dobrze. Niedopuszczalne przy tym są takie słowa jak spóźnienia, zaduch, smród czy tłok.
Tworzenie przestrzeni publicznej – wyrażenie pod które aktywista może podłożyć wszystko. Od ograniczania prędkości dla samochodów, przez zwężanie jezdni, likwidację pasów ruchu i parkingów Nie od rzeczy jest też użycie tego terminu w odniesieniu do budowania przejść ze światłami co kilkanaście metrów i w uzasadnieniu dla likwidacji przystankowych zatok dla autobusów, tudzież zasypywania podziemnych przejść dla pieszych. I gdy demontuje się kładki nad ulicami, albo na chodnikach stawia się las z roślin w donicach, to aktywista ma mówić i pisać, że to też tworzenie przestrzeni publicznej.
Korki – kara dla kierowców za korzystanie z samochodów. Rosnąca z ich powodu emisja zanieczyszczeń z rur wydechowych w wypowiedziach aktywisty miejskiego mieć miejsca nie może. Tak jak wymieranie ulic, przy których z powodu zakazu parkowania, a co za tym idzie – braku klientów, plajtują wszystkie sklepy i punkty usługowe.
Ruch miejski – wbrew słownikowemu znaczeniu nie ma nic wspólnego z przemieszczaniem się przez zurbanizowany teren. Oznacza jedną, bądź wiele organizacji zrzeszających aktywistów miejskich.
Opłaty za parkowanie – coś co gdyby było drogie, powodowałoby, że ci, co mają do załatwienia w obrębie miast swoje sprawy mogli szybko znaleźć miejsca parkingowe, dzięki czemu wzrosła by ich biznesowa wydajność, zaś ci, którzy wożą się tylko do i z pracy, korzystaliby z komunikacji publicznej. Tego jednak aktywiście nie wolno mówić. Dla niego podniesienie cen parkometrów to zamykanie centrów miast przed biednymi ludźmi. Czyli zmotoryzowanymi aktywistami.
Ścieżki rowerowe – zdaniem aktywistów remedium na wszystko. Aktywista ma mówić jak dzięki rowerom dzieje się fantastycznie w kilku przywoływanych przez nich miastach. Nie należy zaś wspominać, że miasta te są nieduże, a na dodatek niemal nie spotyka się tam zim.
Ruch rowerowy – coś co zdaniem aktywistów winno wynosić 50 proc. Nie wspominać, że nie ma się na myśli zimy, ani dni kiedy pada deszcz. Ani tego, że większość jeżdżących rowerami nie znając zasad poruszania się po drogach łamie wszystkie możliwe przepisy. Nie należy też w tym kontekście używać takich słów, jak nieświeżość, pot, zmęczenie lub smród w pracy.
Prozwierzątkowiec – typ aktywisty walczącego o dobrostan zwierząt.
Udział dzieci w polowaniu – zakazana przez Sejm w formie ustawy sankcja dla myśliwych, uchodząca za największy sukces aktywistów prozwierzątkowych. Dzięki temu nieletni nie będą teraz oglądali jak zabita sarna płacze.
Myśliwy – aktywista prozwierzęcy używa tego słowa wymiennie z określeniem morderca.
Dzikie zwierzę – w zależności od kontekstu, to albo – koniecznie użyć słowa biedna – ofiara, albo stworzenie czekające na twoją pomoc/twoje pieniądze.
Szkodnik – słowo dla aktywisty prozwierzątkowego zabronione. Tak jak wspominanie o myszach, szczurach, pchłach, wszach, komarach i kleszczach.
Kornik – dla każdego aktywisty to synonim samoregulacji w przyrodzie.
Zakaz zbiorowych polowań – aktualny postulat.
Całkowity zakaz polowań – strategiczny cel aktywistów prozwierzątkowych.
Nadmierny rozrost populacji dzikich zwierząt – zwrot dla aktywistów zabroniony, ale najlepiej oddający ten stan pogłowia jeleniowatych, dzików i łosi, jakiego na ziemiach polskich nie było od 10 tys lat.
Gospodarka leśna – coś z czym każdy aktywista winien walczyć. Przeciwstawiać się zaś temu należy opowiadaniem, że przyroda ma wbudowane mechanizmy samoregulacji.
Wilk – łagodne zwierzę stroniące od ludzi, uwielbiające biegać za sarnami i jeleniami, nienawidzące zbliżania się do siedzib ludzkich i mające wrodzony wstręt do zjadania zwierząt hodowanych przez człowieka. Opowieści o watasze wilków z Dolnego Śląska, które tej definicji nie znały, w związku z czym zamiast jak głupie biegać za leśną rogacizną, postanowiły uszczknąć nieco wolnostojącej cielęciny, aktywista winien traktować jak dzieje Czerwonego Kapturka.
Dzik – zwierzę leśne, stroniące od ludzi. Zadowala się tym, co ukopie sobie w kniei. Na pola się nie zapędza. Zaś zdjęcia dzików w miastach to fotomontaże. Zaś opowieści tysięcy osób o tym, że dzik stał się już trwałym elementem fauny miejskiej trzeba składać na karb ignorancji. Bo po prostu te osoby mylą dzika z dorodnym psem.
Fermy zwierząt futerkowych – aktywista może wymiennie z tym określeniem używać terminu obozy koncentracyjne lub obozy śmierci. Przy każdej okazji winien też pokazywać film Stowarzyszenia Otwarte Klatki sprzed 6 lat pokazujący, że fermy zwierząt futerkowych, to „nieleczone rany, gnijące zwłoki zwierząt razem z żywymi, norki i lisy z objawami chorób psychicznych”. Aktywista winien też unikać wdawania się w dyskusje, że zamiast zamykać fermy lepiej wysłać tam kontrolerów, aby sprawdzili czy hodowla odbywa się zgodnie z polskim, spełniającym humanitarne unijne standardy prawem. Aktywista prozwierzątkowy, gdyby ktoś zadał mu pytanie, czy hodowcy lisów i norek traktują tak źle zwierzęta, bo najwyższe ceny osiągają skórki przeżarte rakiem, wyleniałe i ponadgryzane, ma nie odpowiadać. Bo ktoś, kto tak mówi, to prowokator.
Fermy kur – obozy koncentracyjne. Gdy PiS zakaże istnienia ferm zwierząt futerkowych Stowarzyszenie Otwarte Klatki zaprezentuje odpowiedni film.
Chlewnie – patrz fermy zwierząt futerkowych i kur.
Antyszczepionkowiec – aktywista, który źle wyczuł koniunkturę i postawił na coś, co poza kłopotami z prawem, nie przełoży się na osobisty sukces.

Efekt antyszczepionkowców

Już 142 tysiące osób zmarło w zeszłym roku na odrę, jedną z najbardziej zaraźliwych chorób na świecie.

Zaraziło się wirusem 10 milionów ludzi. Warto pamiętać, co jest istotą „sukcesu” ruchów antyszczepionkowych – większość zmarłych na tę chorobę, to dzieci poniżej 5 roku życia.
Rok 2019 to kolejny rok wzrostu zachorowań na odrę.
Liderami zachorowań są najbiedniejsze państwa afrykańskie – Liberia, Demokratyczna Republika Konga, Madagaskar i Somalia. Ale wśród nich jest jedno państwo europejskie – to Ukraina. Procent szczepionych dzieci spadł tam z 95 proc. do zaledwie 31 proc. Jednak i w bogatych USA odnotowano po raz pierwszy od 25 lat wzrost zachorowalności na tę chorobę. Zaś w całej Europie już w zeszłym roku lekarze podnieśli alarm – nastąpił trzykrotny wzrost zachorowalności. A w tym roku jest ich więcej. Dowodem na skuteczność szczepionek jest fakt, że na Madagaskarze zachorowalność raptownie się załamała po ogólnokrajowej kampanii szczepień. Bogata Wielka Brytania straciła status kraju wolnego od odry.
Problemem jest też to, że pełną odporność osiąga się po podaniu drugiej dawki szczepionki, a tę otrzymuje mniej niż 70 proc dzieci. 95 proc. to próg, od którego można mówić od odporności zbiorowej.
W Polsce wzrost zachorowań ma charakter wybuchowy – jeżeli w zeszłym roku odnotowano 187 przypadków odry, to w tym roku, w takim samym okresie zachorowało już 1381 ludzi.
Problem polega na tym, że szczepienia są w gruncie rzeczy jedynym skutecznym sposobem ochrony przez odrą. W latach 2000-2017 dzięki szczepieniom przeciwko odrze uratowano życie 21 mln ludzi na świecie.
Ruch przeciwko szczepieniom rozpoczął się od artykułu Adrew Wakefielda, opublikowanego w 1998 roku na łamach prestiżowego „The Lancet”, w którym autor podawał wyniki swoich badań, z których miało wynikać, że szczepionki są źródłem autyzmu. Dopiero po 12 latach pismo zdjęło wspomniany artykuł, kiedy udowodniono, że Wakefield manipulował wynikami swoich badań, oraz podawał nieprawdziwe dane.

 

Zdelegalizują antyszczepionkowców?

– Jeżeli nasze ustalenia wykażą rażące lub uporczywe naruszanie prawa albo postanowień statutu stowarzyszenia, prezydent wystąpi do sądu z wnioskiem o rozwiązanie STOP NOP – potwierdza Joanna Żabierek, rzeczniczka prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka.

O odważnych krokach Jaśkowiaka informuje Gazeta Wyborcza. STOP NOP to jeden z filarów antyszczepionkowego obłędu, zajmuje się szerzeniem teorii spiskowych. Ostatnio w apelu pod tytułem „Stop Eutanazji” sugerowało, że na oddziałach intensywnej terapii w polskich szpitalach lekarze doprowadzają do śmierci pacjentów, podając im śmiertelne dawki morfiny.
„Sprawdźcie, jakie leki zostały podane chorym w ostatnich dniach. Jeśli będzie tam morfina, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że lekarze doprowadzili do eutanazji w szpitalu. (…) Lekarze wprowadzają najpierw pacjenta w stan sedacji za pomocą leków – propofol, fentanyl, kwetapina, morfina, oxynorm, to podstawowa farmakoterapia pacjentów na OIT [oddział intensywnej terapii] (…) Ostatnim krokiem jest podanie śmiertelnej dawki środka przeciwbólowego z grupy silnych opiatów, tj. morfina, oksykodon, żeby ulżyć choremu w cierpieniu” – czytamy w apelu.
Po publikacji tego czegoś Ministerstwo Zdrowia złożyło w Prokuraturze Rejonowej w Poznaniu zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez STOP NOP. Ze swojej strony działa też urząd prezydenta miasta Poznania, gdzie stowarzyszenie to jest zarejestrowane. W tym roku Jaśkowiak udzielił już raz ostrzeżenia antyszczepionkowcom, a wczoraj (24 października) uczynił kolejny krok – wystąpił do Prokuratury Rejonowej Poznań – Stare Miasto o udzielenie informacji na temat statusu zawiadomienia złożonego przez ministra zdrowia. Złożył także w Sądzie Rejonowym na Nowym Mieście wniosek o informację, czy stowarzyszenie dokonuje zgodnie z przepisami zmian w Krajowym Rejestrze Sądowym. Postąpił tak, gdyż – jak podaje GW – „z informacji miasta wynika, że w składzie zarządu wbrew prawu figuruje osoba, która złożyła rezygnację z pełnionej funkcji”.
– Rozwiązanie stowarzyszenia przez sąd na wniosek organu nadzorującego lub prokuratora może nastąpić tylko w przypadku jednoczesnego zaistnienia dwóch przesłanek. Po pierwsze działalność stowarzyszenia musi wykazywać rażące lub uporczywe naruszanie prawa albo postanowień statutu. Drugą przesłanką jest brak warunków do przywrócenia działalności zgodnej z prawem lub statutem – wyjaśniła Joanna Żabierek w rozmowie z dziennikarzami Wyborczej.
Prezeska STOP NOP Justyna Socha odmówiła komentarza, zapowiedziała jedynie wydanie oświadczenia. Dodała jednak, że już niedługo na łamach Gazety Warszawskiej, ekstremistycznego pisma, w którym Socha publikuje ukaże się obszerny tekst na temat oddziałów intensywnej terapii.
– Ujawnimy w nim więcej informacji niż w apelu „Stop eutanazji” – cytuje ją portal Wyborcza.pl. Socha gromadzi też fundusze na prowadzone śledztwo dziennikarskie o czarownym roboczym tytule: „Czy lobbyści koncernów farmaceutycznych są obecni w administracji publicznej i posiadają narzędzia do niszczenia ludzi, w tym lekarzy?”.

Ostro za antyszczepionkowców

Nieszczepione dzieci nie mają już wstępu do żłobków i przedszkoli. To dalszy ciąg reform, które rząd nad Sekwaną zaczął wprowadzać w styczniu 2018. Wówczas do listy obowiązkowych szczepień dopisane zostały dodatkowe: m.in. przeciwko odrze oraz meningokokom grupy C.

 

Według sondaży, we Francji ponad jedna trzecia społeczeństwa nie ufa szczepionkom – dlatego rząd postanowił położyć kres samowolce. Nowe prawo przewiduje surowe kary za niekompletny wykaz szczepień dziecka: grzywnę w wysokości nawet 30 tys. euro oraz kary do 2 lat pozbawienia wolności.

Dzieci, których rodzice uchylali się od obowiązku szczepień nie będą mogły zostać zapisane nie tylko do państwowych placówek – przedszkoli i żłobków, ale nawet prywatnych. Bez okazania kompletnej książeczki zdrowia dzieci nie będą mogły nawet pobawić się w klubikach czy centrach zabaw. Ewentualne wyjątki w kalendarzu szczepień możliwe są wyłącznie za zgodą lekarza – a dziecko będzie mogło pójść do żłobka po dokonaniu w dokumentach odpowiedniej adnotacji.

Podobne prawo z początkiem 2018 wprowadzono również we Włoszech. W obu przypadkach jest to reakcja na drastyczny wzrost zachorowań na odrę. Francuskie ministerstwo zdrowia twierdzi, że aby zbiorowa odporność nad Sekwaną nie spadła, konieczna jest wyszczepialność na poziomie 95 procent.

W ostatni weekend w Warszawie odbył się protest polskich antyszczepionkowców – oburzonych wprowadzeniem nowych regulacji w europejskich krajach. Wspierał ich poseł Kukiz’15 Paweł Skutecki, który stwierdził: – Od kilku dziesięciu lat – ja pamiętam, jak jeszcze byłem małym chłopcem – cały czas mówi się o tym, że pacjent powinien być wyedukowany, świadomy, odpowiedzialny. No to Polacy tacy się stali. Zaczęli czytać ulotki, nie tylko po polsku, zaczęli pytać, zaczęli drążyć, zaczęli szukać informacji, i się okazało, że zbyt często niestety są lepiej wyedukowani niż lekarze, którzy szczepią ich dzieci. To trzeba zmienić.