Żużel: Łaguta wyprzedził Zmarzlika w Danii

Rosyjski żużlowiec Sparty Wrocław Artiom Łaguta wygrał drugi z rzędu turniej Speedway Grand Prix, tym razem w duńskim Vojens i objął prowadzenie z klasyfikacji generalnej cyklu, spychając z pozycji lidera obrońcę tytułu Bartosza Zmarzlika. Ale obu żużlowców dzieli tylko jeden punkt i w ostatnich dwóch turniejach będą mieli równe szanse na zwycięstwo.

Turniej w Danii miał być kolejną odsłoną wojny polsko – rosyjskiej o tytuł indywidualnego mistrza świata w sezonie 2021. Przewaga psychologiczna była po stronie Bartosza Zmarzlika, który wygrał na torze Vojens dwa lata temu. Artiom Łaguta jest jednak w wybornej formie, a na dodatek ma znakomicie przygotowane silniki przez uważanego za najlepszego na świecie tunera Ryszarda Kowalskiego. Ponieważ Bartosz Zmarzlik także korzysta z usług tego świetnego mechanika, żaden z dwóch najlepszych w tegorocznej edycji SGP jeźdźców nie ma przewagi w mocy swoich maszyn. O wygranej Łaguty w Vojens przesądziła odrobinkę lepsza dyspozycja dnia, podobnie jak miało to miejsce w poprzednim turnieju w Togliatii, gdzie Zmarzlik także był drugi. Dzięki dodatkowym punktom za wygranie obu turniejów rosyjski żużlowiec zniwelował różnicę jednego „oczka” dzielącą go od prowadzącego Zmarzlika i po zawodach w Vojens wyszedł w klasyfikacji generalnej przed obrońcę tytułu z jednym punktem przewagi. Reszta stawki już od dawna się nie liczy w walce o mistrzostwo świata i pozostaje jej walka o brązowy medal i utrzymanie miejsce w czołowej szóstce gwarantującego start w przyszłorocznej edycji Speedway Grand Prix.
W inauguracyjnej serii faworyci do złota nie mieli ani grama problemów z wygraniem swoich wyścigów. Wszyscy czekali jednak na bieg ósmy, w którym Zmarzlik i Łaguta mieli powalczyć w bezpośrednim starciu. Wygrał je Rosjanina, na dodatek z dużą przewagą nad Polakiem, który niemal do samego końca tego wyścigu musiał walczyć o drugą lokatę z Australijczykiem z Maksem Fricke. Inna sprawa, że w pierwszych trzech swoich biegach Łaguta wyglądał na tle wszystkich rywali tak, jakby miał w silniku jakąś niedostępną innym rezerwę mocy, bo odjeżdżał wszystkim jak rakieta. Przegrał dopiero w swoim czwartym wyścigu, a w piątym był nawet trzeci, za to Zmarzlik dwa ostatnie biegi pewnie wygrał i z dorobkiem 13 punktów zakończył fazę zasadniczą na pierwszym miejscu. Wraz z nim w pierwszym półfinale pojechali Rosjanin Emil Sajfutdinow, Brytyjczyk Robert Lambert i Duńczyk Leon Madsen, zaś w drugim półfinale Łaguta ścigał się z Brytyjczykiem Taiem Woffindenem, Szwedem Fredrikiem Lindgren i Duńczykiem Mikkelem
Michelsenem.
Zmarzlik zwyciężył w pierwszym półfinale i czekał na występ Łaguty. Jego wygraną w drugim półfinale opóźnił dramatycznie wyglądający karambol Michelsena z Lindgrenem. Na wyjściu z drugiego łuku trzeciego okrążenia Duńczyka mocno podniosło do góry, a przy okazji z ogromną siłą uderzył w Szweda, który stracił panowanie nad motocyklem i uderzył z całym impetem w bandę. Ale jakimś cudem nie stało mu się nic złego, bo wstał o własnych siłach i skończyło się na strachu.
Finał tradycyjnie i zgodnie z oczekiwaniami był rozgrywką wyłącznie między Zmarzlikiem i Łagutą. Polak wybrał najbardziej korzystne czerwone pole, ale Łaguta lepiej wystartował i wyszedł na wirażu przed Zmarzlika, a potem już nie dał mu się nawet zbliżyć na odległość dającą choćby cień szansy na skuteczny atak. Łaguta po triumfie w Vojens zasiadł na fotelu lidera klasyfikacji generalnej SGP, ale przed dwoma turniejami na MotoArenie w Toruniu 30-letni rosyjski żużlowiec ma tylko jeden punkt przewagi nad 24-letnim Zmarzlikiem. Pozostali nasi reprezentanci nie liczyli się w walce o czołowe lokaty. Znów zawód swoim fanom zrobił lider Sparty Wrocław Maciej Janowski, który z dorobkiem 5 pkt zajął w Vojens dopiero 13. miejsce i w klasyfikacji generalnej cyklu zjechał na szóstą pozycję, ostatnią gwarantującą start w przyszłorocznej rywalizacji w Speedway Grand Prix.
Ostatnie dwa turnieje tegorocznego cyklu zostaną rozegrane w Toruniu 1 i 2 października.

Klasyfikacja generalna SGP 2021:

  1. Artiom Łaguta (Rosja) – 158 pkt
  2. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 157
  3. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 121
  4. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 119
  5. Tai Woffinden (W. Brytania) – 96
  6. Maciej Janowski (Polska) – 95
  7. Leon Madsen (Dania) – 82
  8. Max Fricke (Australia) – 77
  9. Jason Doyle (Australia) – 74
  10. Anders Thomsen (Dania) – 63
  11. Robert Lambert (W. Brytania) – 60
  12. Martin Vaculik (Słowacja) – 53
  13. Dominik Kubera (Polska) – 44
  14. Matej Zagar (Słowenia) – 41
  15. Oliver Berntzon (Szwecja) – 20
  16. Krzysztof Kasprzak (Polska) – 19
  17. Mikkel Michelsen (Dania) – 9
  18. Gleb Czugunow (Polska) – 8
  19. Jan Kvech (Czechy) – 7
  20. Aleksandr Łoktajew (Ukraina – 6
  21. Wadim Tarasienko (Rosja) – 4

SGP 2021: Już tylko Łaguta zagraża Zmarzlikowi

Turniej o Grand Prix Rosju w Togliatti wygrał rosyjski żużlowiec Artiom Łaguta, drugie miejsce zajął broniący tytułu Bartosz Zmarzlik, a trzecie Duńczyk Anders Thomsen. Na trzy turnieje przed końcem zmagań w Speedway Grand Prix prowadzi Zmarzlik, który o jeden punkt wyprzedza Łagutę. Trzeci w stawce Szwed Fredrik Lindgren ma już do Polaka 31 pkt straty.

Po sobotnich zawodach w Togliatti Zmarzlik i Łaguta mają już tak dużą przewagę nad resztą stawki, że jeśli w trzech ostatnich turniejach nie przydarzy im się jakiś katastrofalny występ, to któryś z tej dwójki sięgnie po mistrzowski tytuł – Zmarzlik po raz trzeci z rzędu, a Łaguta po raz pierwszy w karierze. Turniej w Togliatti był trzecim z rzędu w tegorocznym cyklu SGP, w którym Zmarzlik i Łaguta zajęli dwie pierwsze lokaty, a tym sezonie taka sytuacja miała miejsce w sumie już po raz piąty. Dominacja tych dwóch żużlowców jest więc przytłaczająca. Trzeci w klasyfikacji Lindgren traci do Łaguty już 30 punktów, a do prowadzącego Zmarzlika 31, więc żeby wyprzedzić któregoś z nich musiałby w trzech ostatnich turniejach odrabiać do nich po 10 punktów. W praktyce jest to nierealne, ale w wyścigach na torze czasem decyduje przypadek, więc przesądzać jeszcze niczego nie można.
Szanse na mistrzowski tytuł stracił już definitywnie Maciej Janowski, który po pierwszych zawodach w tegorocznej edycji był liderem klasyfikacji generalnej. Żużlowiec Sparty Wrocław zajmuje obecnie piątą lokatę ze stratą 17 pkt do trzeciego w stawce Lindgrena. Z pozostałych polskich żużlowców na 13. pozycji jest Dominik Kubera, na 16. Krzysztof Kasprzak, a na 17. startujący w polskich barwach Rosjanin Gleb Czugunow. Następna runda tegorocznych IMŚ zaplanowana jest na 11 września w Vojens.


Klasyfikacja generalna Speedway Grand Prix 2021:

  1. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 139 pkt; 2. Artiom Łaguta (Rosja) – 138; 3. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 108; 4. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 105; 5. Maciej Janowski (Polska) – 91; 6. Tai Woffinden (Wielka Brytania) – 82; 7. Leon Madsen (Dania) – 72; 8. Max Fricke (Australia) – 70; 9. Jason Doyle (Australia) – 68; 10. Anders Thomsen (Dania) – 60; 11. Robert Lambert (Wielka Brytania) – 48; 12. Martin Vaculik (Słowacja) – 45; 13. Dominik Kubera (Polska) – 44; 14. Matej Zagar (Słowenia) – 36; 15. Oliver Berntzon (Szwecja) – 18; 16. Krzysztof Kasprzak (Polska) – 18; 17. Gleb Czugunow (Polska) – 8; 18. Jan Kvech (Czechy) – 7; 19. Aleksandr Łoktajew (Ukraina) – 6; 20. Wadim Tarasienko (Rosja) – 4; 21. Pontus Aspgren (Szwecja) – 1.

Zmarzlik coraz bliżej trzeciego mistrzostwa

Rozegrany w minioną sobotę na torze w Malilli turniej o Grand Prix Szwecji wygrał Bartosz Zmarzlik, który dzięki temu umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej tegorocznych zmaganiach o tytuł indywidualnego mistrza świata. Drugą lokatę zajął Rosjanin Artiom Łaguta, a trzecią Szwed Fredrik Lindgren.

W sobotę w Malilli lało jak z cebra i warunki do ścigania były jednak bardzo trudne i praktycznie wykluczały ściganie się na dystansie, więc o kolejności w poszczególnych biegach decydowała kolejność ustalona po starcie. Czwórce polskich żużlowców (Bartosza Zamrzlik, Maciej Janowski, Krzysztof Kasprzak, Dominik Kubera) na początku zawodów wiodło się kiepsko, lecz szarże w ostatnich dwóch biegach zmieniły sytuację na korzyść biało-czerwonych – do półfinału awansowali Zmarzlik, Kubera i Janowski, a opróćz nich jeszcze Rosjanie Artiom Łaguta i Emil Sajfutdinow, Szwed Fredik Lindgren, Australijczyk Jason Doyle i Duńczyk Anders Thomsen.
W pierwszym półfinale wystartował kwartet: Zmarzlik, Łaguta, Sajfutdinow, Kubera i w takiej też kolejności minął linię mety. Drugi bieg półfinałowy wygrał Doyle przed Lindgrenem, Janowskim i Thomsenem, tak więc do walki w finałowym wyścigu z Polaków stanął tylko Zmarzlik. Broniący tytułu dwukrotny mistrz świata nie dał konkurentom żadnych szans i powiększył swój punktowy dorobek do 121 punktów. Za jego plecami linię mety miną Łaguta, który po zawodach w Malilli ma w klasyfikacji generalnej tylko trzy punkt straty. Zdecydowanie większe ma zajmujący trzecią lokatę Fredrik Lindgren, który do Zmarzlika traci już 25 punktów. Janowski jest 5. z dorobkiem 83 pkt, Kubera 13. (44 pkt), a Kasprzak 15. (16 pkt). Do końca rywalizacji pozostały tylko cztery turnieje. Kolejny odbędzie się 28 sierpnia w Rosji, w Togliatti.

Żużlowcy zaczęli walkę o mistrzostwo świata

W miniony weekend w Pradze odbyły się pierwsze zawody tegorocznego cyklu Grand Prix na żużlu. Rywalizację o tytuł indywidualnego mistrza świata udanie rozpoczął żużlowiec Sparty Wrocław Maciej Janowski, który w piątek triumfował w stolicy Czech, a w niedzielę zajął drugą lokatę i objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Broniący tytułu indywidualnego mistrza świata Bartosz Zmarzlik po dwóch turniejach rozegranych w stolicy Czech zajmuje na razie szóstą lokatę.

Tegoroczna edycja zawodów Grand Prix, która wyłoni indywidualnego mistrza świata na żużlu, składać się ma z jedenastu rund. Pandemia koronawirusa już drugi sezon z rzędu powoduje komplikacje w kalendarzu. Zmagania zamiast jak zawsze w kwietniu, rozpoczęto dopiero od połowy lipca, przez co aż na czterech torach odbędą się podwójne turnieje. I właśnie taki dublet na inaugurację zmagań odbył się w Pradze, gdzie w piątek oraz przełożonych z powodu deszczu z soboty na niedzielę zawodach żużlowcy na torze Marketa walczyli o punkty do klasyfikacji generalnej. Podwójne turnieje odbędą się także na trzech polskich stadionach – we Wrocławiu, Lublinie i Toruniu. Cykl Speedway Grand Prix potrwa do 2 października. Tytułu mistrzowskiego broni Bartosz Zmarzlik, a z polskich żużlowców uczestniczą w rywalizacji jeszcze Maciej Janowski i Krzysztof Kasprzak. Zwycięzca pojedynczych zawodów otrzymuje 20 punktów do klasyfikacji generalnej, drugi 18, trzeci – 16, a ostatni w stawce szesnasty zawodnik jeden punkt.
Najwięcej triumfów w organizowanym od 1997 roku turnieju o Grand Prix Czech ma na koncie trzech żużlowców – na torze w Pradze po trzy razy zwyciężali Australijczyk Jason Crump (2002, 2003, 2004), Duńczyk Nicki Pedersen (2007, 2008, 2012) i Brytyjczyk Tai Woffinden (2013, 2014, 2015). Z Polaków po dwa zwycięstwa mieli na koncie Tomasz Gollob (1999, 2010) i Bartosz Zmarzlik (dwa razy w 2020), a jedno Janusz Kołodziej (2019).
Na liście medalistów z dorobkiem jednego trzeciego miejsca znajdował się też Maciej Janowski, lecz ten rezultat żużlowiec Sparty Wrocław osiągnął dawno, bo w 2015 roku. Bartosz Zmarzlik, dwukrotny indywidualny mistrz świata, w ubiegłym roku wygrał podwójne zawody w Pradze, ale w inaugurującym zmagania w tegorocznej edycji piątkowym turnieju gwiazdor Stali Gorzów zamierzonego celu nie osiągnął, bo zajął dopiero szóstą lokatę.
Polscy kibice nie mieli jednak powodu do narzekania, bowiem w walce o najwyższe miejsce na podium dzielnie zastąpił go inny z reprezentantów Polski, Maciej Janowski, który zwyciężył przed jeżdżącym na co dzień w barwach Unii Leszno Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem oraz kolegą z zespołu Sparty Wrocław Brytyjczykiem Taiem Woffindenem. Najsłabiej w trójki naszych zawodników wypadł zawodnik GKM Grudziądz Krzysztof Kasprzak, któremu nie pomogło nawet wsparcie w parku maszyn znakomitego duńskiego specjalisty od silników Flemminga Graversena. Kasprzakowi pokrzyżował szyki groźny wypadek w drugiej serii, gdy bez kontaktu z rywalem z dużym impetem wpakował się w dmuchaną bandę i uszkodził ramę motocykla, przez co nie mógł używać swojego najlepszego silnika. „Niepotrzebnie tak mocno zbronowali zewnętrzny łuk toru. Dopiero po moim wypadku to poprawili” – żalił się Kasprzak.
Janowskiego w tym sezonie mocno wspiera z kolei wybitny amerykański żużlowiec Greg Hancock, który sam dwukrotnie wygrywał GP Czech oraz kilka razy stawał na niższych stopniach podium. 29-letni reprezentant Polski nie kryje aspiracji do zdobycia pierwszego w karierze tytułu indywidualnego mistrza świata i liczy, że doświadczony Amerykanin, który zakończył już sportową karierę, w osiągnięciu tego celu mu pomoże. „My tak naprawdę nigdy nie przestaliśmy współpracować, ale Greg po zakończeniu kariery ma dużo więcej czasu i teraz najwięcej pomaga mi w sprawach technicznych. On ma ogromne doświadczenie, a ja próbuję wszystkiego, co proponuje, chociaż nie wszystko co jemu przynosiło sukcesy działa równie skuteczne u mnie. Ale jestem otwarty na testowanie nowych rozwiązań. Moja obecna forma nie wzięła się znikąd. Musiałem wykonać wiele okrążeń i treningów, aby być w miejscu, w którym jestem. Teraz ciężko pracuję, żeby utrzymać formę do końca sezonu”
– zapewnia Janowski.
As wrocławskiej Sparty imponował w piątek potężnym przyspieszeniem i w stolicy Czech, gdzie nie potrafił stanąć na podium od 2015 roku, pewnie dotarł do finału, w którym pokonał po wspaniałej walce Emila Sajfutdunowa. Zmarzlik natomiast nie trafił z ustawieniem swoich motocykli i w tej sytuacji już awans do półfinału mógł uznać za sukces. Na wywalczenie miejsca w najlepszej czwórce szans nie miał, bo w swoim półfinale startował z najgorszego czwartego pola i w rywalizacji z dobrze dysponowanymi Sajfutdinowem oraz dwójką zawodników Włókniarza Częstochowa – Szwedem Fredrikiem Lindgrenem i Duńczykiem Leonem Madsenem, zdołał pokonać tylko ostatniego z wymienionych.
W drugim półfinale jeżdżący na co dzień w Falubazie Zielona Góra Australijczyk Max Fricke nie miał większych szans w potyczce z trójką zawodników Sparty Wrocław i do finału awansowali pewnie Janowski oraz Woffinden, a ich klubowy kolega Rosjanin Artiom Łaguta tym razem odwalił „czarną robotę” i pilnując trzeciej lokaty poświęcił własne ambicje na blokowanie australijskiego zawodnika.
W finale z rywalizacji wykluczył się Lindgren wjeżdżając przy starcie w siatkę. Powtórka odbyła się już bez niego i w niej świetnie wystartował Sajfutdinow, ale piekielni szybki Janowski dopadł Rosjanina na trzecim okrążeniu i zdołał wyprzedzić, a potem odparł jego atak i dojechał do końca na pierwszej pozycji. Tym samym Janowski wygra ósmy turniej Grand Prix w karierze.
W sobotę drugiego z zaplanowanych w Pradze turniejów nie udało się przeprowadzić do końca. Z powodu ulewnego deszczu zawody przerwano po 11. wyścigu i przeniesiono na niedzielę. Do tego momentu na torze brylował Leon Madsen, a na drugim miejscu był Bartosz Zmarzlik, który wreszcie dobrał odpowiednie ustawienia w motocyklu. Decyzja organizatorów wywołała wiele kontrowersji w żużlowym środowisku. Władysław Komarnicki, były prezes Stali Gorzów, w wypowiedzi na łamach portalu SportoweFakty nie zostawił na nich suchej nitki: „To jest dla mnie niepojęte. Promotorzy cyklu biorą za to wielkie pieniądze, a nie potrafią profesjonalnie zorganizować imprezy rangi mistrzostw świata. To był pokaz braku profesjonalizmu. Najpierw tempo było szalone, bo po zakończeniu jednego biegu zapalało się zielone światło do kolejnego. Po 11. wyścigach wszystko zostało zatrzymane. W Polsce to nie do pomyślenia. Cieszę się, że za rok zmieni się promotor cyklu Grand Prix i miejsce BSI zajmie Eurosport Events” – stwierdził Komarnicki.
Przełożone na niedzielę zawody rozpoczęły się o 13:00. Od pierwszych wyścigów pierwsze skrzypce na torze znów grali Janowski, Sajfutdinow, Woffinden i Łaguta, ale tym razem Zmarzlik już toczył z nimi wyrównaną walkę, do której włączył się jeszcze Australijczyk Jason Doyle. Ostatecznie jednak w turnieju triumfowali zawodnicy Sparty Wrocław – wygrał tym razem Artiom Łaguta, który w finale pokonał Macieja Janowskiego, Fredrika Lindgrena i Emila Sajfutdinowa. Bartosz Zmarzlik w półfinale popełnił błąd i zakończył wyścig na trzeciej pozycji, nie wchodząc do finału. Obrońca tytułu ma już po dwóch turniejach 15 punktów straty do Janowskiego w klasyfikacji generalnej SGP.

Klasyfikacja generalna po 2. turniejach:

  1. Janowski – 38 punktów;
  2. Łaguta – 32,
  3. Sajfutdinow – 32,
  4. Lindgren – 30,
  5. Woffinden – 24,
  6. Zmarzlik – 23,
  7. Vaculik – 18,
  8. Madsen – 17,
  9. Doyle – 16,
  10. Fricke – 15,
  11. Thomsen – 12,
  12. Zagar – 11,
  13. Lambert – 9,
  14. Kvech – 5,
  15. Kasprzak – 4,
  16. Berntzon – 3
    Terminy kolejnych rund SGP 2021:
    30 lipca (piątek) – III runda, GP Polski (Wrocław); 31 lipca (sobota) – IV runda, GP Polski (Wrocław); 6 sierpnia (piątek) – V runda, GP Polski (Lublin); 7 sierpnia (sobota) – VI runda, GP Polski (Lublin); 14 sierpnia (sobota) – VII runda, GP Szwecji (Malilla); 28 sierpnia (sobota) – VIII runda, GP Togliatti (Togliatti); 11 września (sobota) – IX runda, GP Danii (Vojens); 1 października (piątek) – X runda, GP Polski (Toruń); 2 października (sobota) – XI runda, GP Polski (Toruń).

Janowski liderem pod dwóch rundach

Po rozegranych na torze we Wrocławiu dwóch rundach Speedway Grand Prix 2020 liderem klasyfikacji generalnej został Maciej Janowski, który w piątek zajął drugą lokatę, a w sobotę był pierwszy. Broniący tytułu indywidualnego mistrza świata Bartosz Zmarzlik pierwszego dnia był szósty, a drugiego trzeci i ze stratą 11 punktów do Janowskiego jest na piątym miejscu. Przed nim sa jeszcze Brytyjczyk Tai Woffinden i Szwed Fredrik Lindgren.

W piątek królem wrocławskiego toru był jeżdżący w polskiej lidze w barwach GKM Grudziądz rosyjski żużlowiec Artiom Łaguta, który tego wieczoru przegrał tylko raz, z Maciejem Janowskim (Sparta Wrocław), ale w fazie eliminacji. W biegu finałowym zrewanżował się Polakowi, który był drugi i wygrał pierwszy turniej tegorocznego cyklu SGP. Trzeci linię mety minął Szwed Fredrik Lindgren (Włókniarz Częstochowa), zaś na czwartej pozycji Brytyjczyk Tai Woffinden (Sparta Wrocław).
W tym sezonie dokonano zmiany w regulaminie indywidualnych mistrzostw świata. Punkty do klasyfikacji generalnej są przyznawane za miejsca wywalczone w turnieju, natomiast w poprzednich latach sumowano zdobycze punktowe z całych zawodów. Teraz triumfator każdej z eliminacji otrzymuje 20 punktów, drugi zawodnik 18, trzeci 16, czwarty 14, piąty 12 i tak aż do 16. miejsca, za które przyznawany jest jeden punkt. Takie zasady punktacji powodują, że decydujące znaczenie ma awans do finału i zajęte w nim miejsce, natomiast liczba wywalczonych punktów w eliminacjach i półfinale ma znaczenie jedynie porządkowe. I tak np. Janowski do swojego ostatniego, piątego biegu w eliminacjach mógł podejść treningowo, bo po czterech startach miał dziewięć punktów na koncie i pewne miejsce w półfinale. Ale już Zmarzlik musiał do ostatniego biegu walczyć o zakwalifikowanie się do najlepszej ósemki, lecz niewiele mu to dało, bo w półfinale trafił na lepiej tego dnia dysponowanych Łagutę i Woffindena, z którymi przegrał walkę o finał. Z drugiej półfinałowej czwórki do finałowego biegu awansowali Janowski i Lindgren. Dla zwycięskiego w finale Łaguty był to pierwszy triumf w zawodach cyklu SGP, ale obaj zawodnicy wrocławskiej Sparty, czyli Maciej Janowski i Tai Wofinden, w sobotę zamierzali lepiej wykorzystać atut dobrze im znanego toru.
Lepiej z obietnicy wywiązał się Janowski, który w sobotę zdominował rywalizację na Stadionie Olimpijskim i pewnie wygrał drugą rundę tegorocznego cyklu SGP. W półfinale znów wystrzelił spod taśmy jak z armaty i nie dał sobie odebrać prowadzenia. Za nim linię mety minął Lindgren. Szwed podobnie jak w piątek znów wymęczył awans do finału, ale liczy się efekt. W drugim półfinale porywający pojedynek stoczyli mistrzowie świata – Woffinden i Zmarzlik. Tasowali się niemal do ostatniego wirażu, ale ostatecznie na mecie jako pierwszy zameldował się Brytyjczyk. Tym razem ścigający się z nimi Artiom Łaguta wystąpił w roli statysty.
Finałowy wyścig był popisem jednego aktora. Janowski prowadził niezagrożony od startu do mety, a za jego plecami trwała porywająca walka o dwa pozostałe miejsca na podium. Zamknięty na pierwszym wirażu Zmarzlik wręcz szalał na torze, zdołał jednak wyprzedzić tylko Lindgrena, bo Woffindenowi udało się odeprzeć jego ataki. Tak więc sobotni turniej zakończył się podwójnym zwycięstwem żużlowców Sparty Wrocław, po którym Janowski awansował na pozycję lidera klasyfikacji generalnej cyklu SGP, a Woffinden podzielił się drugą lokata z Łagutą. Za tym tercetem uplasował się Fredrik Lindgren, który oba wrocławskie turnieje ukończył na czwartej pozycji.
Aktualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik w „generalce” przesunął się na piątą lokatę, ale kolejne dwa turnieje odbędą się 11 i 12 września w Gorzowie, co będzie na pewno jego atutem, bo przecież na co dzień ściga się w barwach gorzowskiej Stali. Potem karuzela SGP przeniesię się do czeskiej Pragi, gdzie powalczy o punkty 18 i 19 września, zaś tegoroczny cykl SGP, okrojony z powodu pandemii do ośmiu turniejów, zakończą 2 i 3 października zmagania na Motoarenie w Toruniu.

Klasyfikacja generalna SGP 2020:

  1. Maciej Janowski (Polska) – 38 pkt
  2. Artiom Łaguta (Rosja) – 32 pkt
    – Tai Woffinden (W. Brytania) – 32 pkt
  3. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 30 pkt
  4. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 27 pkt
  5. Leon Madsen (Dania) – 18 pkt
  6. Gleb Czugunow (Polska) – 16 pkt
  7. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 15 pkt
  8. Niels Kristian Iversen (Dania) – 14 pkt
  9. Patryk Dudek (Polska) – 13 pkt
  10. Martin Vaculik (Słowacja) – 12 pkt
  11. Matej Zagar (Słowenia) – 12 pkt
  12. Max Fricke (Australia) – 12 pkt
  13. Mikkel Michelsen (Dania) – 11 pkt
  14. Jason Doyl (Australia) – 8 pkt
  15. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 2 pkt

Memoriał Edwarda Jancarza

W miniony weekend W Gorzowie Wlkp. rozegrano 16. edycję Memoriału Edwarda Jancarza. Wygrał żużlowiec GKM Grudziądz Przemysław Pawlicki, drugie miejsce zajął gwiazdor Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik.

Patron turnieju Edward Jancarz, urodzony w 1946 roku w Gorzowie, uważany jest za jednego z najwybitniejszych polskich żużlowców w historii. Przez całą sportową karierę trwającą od 1965 do 1986 roku był wierny barwom Stali. W latach 1977-1983 łączył starty w gorzowskim klubie z jazdą w angielskim Wimbledonie. W 1968 roku zdobył brązowy medal indywidualnych mistrzostw świata, był też siedmiokrotnie medalistą w mistrzostwach drużynowych, także złotym (1969) oraz m.in. dwukrotnie indywidualnym mistrzem Polski. Po zakończeniu kariery został trenerem – prowadził Stal Gorzów, KKŻ Krosno i krótko był też selekcjonerem kadry narodowej. Zmarł w styczniu 1992 roku od rany nożem zadanej przez żonę w trakcie kłótni domowej.

W 16. edycji Memoriału Edwarda Jancarza rywalizacja szykujących się do sezonu żużlowców stała na wysokim poziomie. Po 20-biegowej fazie zasadniczej najwyżej sklasyfikowany był Zmarzlik. Lider Stali Gorzów stracił jeden punkt, przegrywając w 5. wyścigu z Woryną. W finałowej ósemce zabrakło m.in. Patryka Dudka, który wygrywał Memoriał w latach 2016 i 17, a przed rokiem był drugi. W decydującym biegu najlepiej wystartował Pawlicki i mimo ataków Zmarzlika nie oddał prowadzenia do mety. Za ich plecami równie ciekawą walkę stoczyli Kacper Woryna (ROW Rybnik) i Szwed Antonio Lindback (GKM Grudziądz). Zawody były pechowe dla rosyjskich żużlowców. Artiom Łaguta doznał kontuzji obojczyka po upadku w swoim pierwszym wyścigu, a w 19. biegu poturbowali się wzajemnie Grigorij Łaguta i Emil Sajfutdinow.

 

Zmarzlik wciąż za Woffindenem

Tai Woffinden wygrał Grand Prix Niemiec w Teterow, pokonując w finale m.in. Bartosza Zmarzlika, najgroźniejszego konkurenta w rywalizacji o tytuł indywidualnego mistrza świata. Brytyjczyk powiększył swoją przewagę na Polakiem do 10 punktów.

 

Pogoda w Teterow, co już jest normą w tym turnieju, nie rozpieszczała żużlowców. Przed zawodami mocno popadało i tor w zasadzie nie nadawał się do ścigania. Organizatorzy dopiero po kraksach w 4. wyścigu zdecydowali się na zdjęcie lemieszem górnej warstwy nawierzchni. Najpierw groźny upadek zaliczyli Maciej Janowski i Craig Cook, a w powtórce Martin Vaculika. Słowak uszkodził rękę i był zmuszony wycofać się z turnieju.Po ponad półgodzinnych pracach nad poprawą toru udało się wznowić zawody. Polskich kibiców interesował przede wszystkim pościg Bartosza Zmarzlika za liderem klasyfikacji generalnej cyklu Taiem Woffindenem. Polak był szybki i zdobywał dużo punktów, ale Brytyjczyk mu nie ustępował.

Przed finałem gorzowianin był o jeden punkt lepszy, lecz słabo wystartował i ostatecznie minął metę na trzeciej pozycji, przez co nie tylko że nie odrobił straty do Woffindena, ale jeszcze rywal ją powiększył do 10 punktów, co przed ostatnimi tegorocznymi zawodami, Grand Prix Polski w Toruniu, stawia brytyjskiego żużlowca w komfortowej sytuacji. Jeśli nie przydarzy mu się jakaś kontuzja czy inny losowy przypadek, to jest już raczej przesądzone, że zdobędzie trzeci w karierze tytułu indywidualnego mistrza świata.

Równie zażarta była rywalizacja trzeciego w klasyfikacji generalnej Macieja Janowskiego z czwartym Fredrikiem Lindgrenem. Poobijany w czwartym biegu wrocławianin ostatecznie zdobył tyle samo punktów co Szwed, więc w klasyfikacji generalnej obaj zachowali status quo. Po udanym występie w Teterow do walki o brązowy medal może się jeszcze włączyć Greg Hancock, który do tej dwójki traci pięć punktów. Amerykanin w sobotę zaliczył swój 92 finał w cyklu Grand Prix. Wypada też odnotować drugie miejsce na podium Australijczyka Jasona Doyle’a, który we wszystkich turniejach rozegranych w Teterow zajmował miejsce na podium. Wiadomo już jednak, że Dole nie ma żadnych szans na obronę mistrzowskiego tytułu i w Toruniu odda go w ręce Woffindena lub Zmarzlika, co przecież wciąż jest możliwe.

 

Klasyfikacja generalna IMŚ:

1. Tai Woffinden (W. Brytania) – 124 pkt
2. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 114
3. Maciej Janowski (Polska) – 98
– Fredrik Lindgren (Szwecja) – 98
5. Greg Hancock (USA) – 93
6. Jason Doyle (Australia) – 86
7. Patryk Dudek (Polska) – 84
8. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 78
9. Artiom Łaguta (Rosja) – 77
10. Matej Zagar (Słowenia) – 73
11. Nicki Pedersen (Dania) – 67
12. Chris Holder (Australia) – 60
13. Martin Vaculik (Słowacja) – 44
14. Przemysław Pawlicki (Polska) – 35
15. Craig Cook (W. Brytania) – 30

17. Szymon Woźniak (Polska) – 8
18. Krzysztof Kasprzak (Polska) – 7
26. Maksym Drabik (Polska) – 2
27. Bartosz Smektała (Polska) – 2.

 

 

Zmarzlik goni Woffindena

Zawody o Grand Prix Słowenii w Krsko wygrał Patryk Dudek, ale kibiców czarnego sportu w naszym kraju bardziej ucieszyło to, że drugi w klasyfikacji generalnej Bartosz Zmarzlik do prowadzącego Taia Woffindena ma już tylko 9 punktów straty.

 

W Krsko Zmarzlik odrobił do Brytyjczyka siedem punktów. Przed Grand Prix Słowenii miał 16 punktów straty, teraz ma ich dziewięć. Gorzowianinowi trochę pomógł polski sędzia Artur Kuśmierz, który wykluczył Woffindena w 16. biegu za przekroczenie limitu dwóch minut na przygotowanie do startu, ale nie zmienia to faktu, iż na trudnym torze w Krsko Zmarzlik jeździł po prostu lepiej od brytyjskiego żużlowca. Polak jeździł agresywnie i walczył o punkty w każdym wyścigu. A nie były to łatwe zawody, bo organizatorzy w tym roku nie popisali się z przygotowaniem toru.

W czołowej ósemce zabrakło Woffindena i była to spora sensacja, bo w obecnej edycji cyklu Grand Prix Brytyjczyk aż w siedmiu turniejach dochodził do półfinałów, a sześć razy ścigał się w finale. W Krsko w awansie przeszkodziło mu wspomniane wykluczenie w 16. biegu, ale jego bilans krzywd i korzyści wychodzi w tym sezonie na zero, bo w GP Szwecji w Malilli sędzia nie ukarał Brytyjczyka za przejechanie dwoma kołami wewnętrznej, białej linii, czyli w pewnym sensie podarował mu punkty. Z naszych żużlowców wszyscy na słoweńskim torze pokazali się z dobrej strony. Pecha miał Janowskiego, który przez defekt na prowadzeniu w pierwszym starcie musiał jechać w powtórce z czwartego pola w półfinale. Patryk Dudek awans do półfinału wywalczył rzutem na taśmę, a w decydujących biegach przypomniał rywalom, że w Krsko akurat lubi i potrafi się ścigać. To tu wywalczył po raz pierwszy miejsce na podium w cyklu SGP.

Woffinden, choć w Grand Prix Słowenii zdobył tylko pięć punktów, to jednak utrzymał fotel lidera w klasyfikacji generalnej i nadal jest faworytem do zdobycia tytułu indywidualnego mistrza świata. Dziewięć punktów przewagi nad Zmarzlikiem może mu wystarczyć do zwycięstwa, ale wcale nie musi. Do rozegrania zostały jeszcze dwa turnieje. Trzecie miejsce utrzymał Maciej Janowski, ale czwarty Fredrik Lindgren ma już tyle samo punktów. Zwycięzca GP Słowenii Patryk Dudek awansował na piątą pozycję. Następna runda Grand Prix odbędzie się 22 września na Bergring Arena w Teterow. Zawody sędziować będzie Brytyjczyk Craig Ackroyd, co nie jest dobrą wiadomością dla Zmarzlika i Janowskiego.

 

Czołówka klasyfikacji generalnej:

1. Tai Woffinden (W. Brytania) 108 pkt; 2. Bartosz Zmarzlik (Polska) 99; 3. Maciej Janowski (Polska) 89; 4. Fredrik Lindgren (Szwecja) 89; 5. Patryk Dudek (Polska) 84; 6. Greg Hancock (USA) 81; 7. Artiom Łaguta (Rosja) 73; 8. Jason Doyle (Australia) 70; 9. Emil Sajfutdinow (Rosja) 70; 10. Matej Zagar (Słowenia) 61.

 

Zmarzlik już jest drugi

Bartosz Zmarzlik był o krok od zwycięstwa w Grand Prix Polski w Gorzowie. Polak przegrał w finale z Czechem Martinem Vaculikiem. Trzecie miejsce zajął lider klasyfikacji generalnej Brytyjczyk Tai Woffinden, a czwarte Patryk Dudek.

 

Z siedmiu triumfatorów zawodów cyklu Grand Prix Polski rozgrywanych wcześniej w Gorzowie w minioną sobotę na torze im. Edwarda Jancarza zabrakło jedynie Jarosława Hampela, zwycięzcy z 2013 roku. Pozostała szóstka przybyła powalczyć o drugie w karierze zwycięstwo na gorzowskim torze: Greg Hancock (wygrał w 2011), Martin Vaculik (2012), Bartosz Zmarzlik (2014), Matej Zagar (2015), Jason Doyle (2016) i Tai Woffinden (2017). Ulewny deszcz tuż przed zawodami trochę utrudnił życie organizatorom turnieju.

Na szczęście udało się przygotować tor i zawody rozpoczęły się jedynie z półgodzinnym poślizgiem. Początek rywalizacji nie zapowiadał wielkich emocji, bo w pierwszej serii o sukcesie decydował start i wyjście z pierwszego łuku, bo potem zawodnicy jechali już aż do końca gęsiego.W kolejnych biegach emocji jednak nie zabrakło. Z pięciu naszych reprezentantów do półfinałów gorzowskiej imprezy awansowało ostatecznie trzech – Zmarzlik, Dudek i Janowski. Szymon Woźniak i Przemysław Pawlicki odpadli po rundzie zasadniczej. W pierwszym półfinale wystartowała cała trójka Polaków. Wyścig wygrał Zmarzlik przed Dudkiem, a Janowski zamknął stawkę przegrywając z Zagarem. W drugim biegu półfinałowym najszybszy był Martin Vaculik, który wyprzedził lidera klasyfikacji generalnej cyklu Gran Prix Taia Woffindena, Artioma Łagutę i Amerykanina Grega Hanckocka.

Finał rozegrano w nerwowej atmosferze. Z powodu falstartu zawodnicy musieli raz jeszcze ustawić się przed taśmą. Tym razem start był udany, ale zaraz po nim Zmarzlik zderzył się z Dudkiem. Na szczęście nic im się nie stało i sędzia nie wykluczył żadnego z powtórki biegu. Start wygrał Zmarzlik, ale zaskakujący atak przy bandzie zapewnił zwycięstwo Vaculikowi, który jest teraz jedynym żużlowcem, który ma na koncie dwa triumfy na gorzowskim torze w zawodach cyklu Grand Prix.
Zmarzlik musiał zadowolić się drugim miejscem. Trzeci był Tai Woffinden, a czwarty Patryk Dudek. Do końca rywalizacji w GP zostały już tylko trzy starty. Prowadzenie w klasyfikacji generalnej utrzymał Woffinden (103 pkt), na drugie miejsce awansował Zmarzlik (87), który wciąż ma szansę na odrobienie 16 punktów straty do Brytyjczyka.

Janowski z dorobkiem 79 pkt utrzymał trzecią pozycję, czwartą zajmuje zaś Szwed Fredrik Lindgren (76 pkt), a Dudek (68 pkt) przesunął się z szóstego na na piąte miejsce. Za nim ze stratą dwóch „oczek” są 6. Hancock, Łaguta i Sajfutdinow.

 

Klęska żużlowców w półfinale

Żużlowy turniej Grand Prix Skandynawii w szwedzkiej Malilli wygrał Duńczyk Nicki Pedersen. Drugie miejsce zajął Słoweniec Matej Zagar, a trzecie Szwed Fredrik Lindgren. Polscy żużlowcy, Bartosz Zmarzlik, Patryk Dudek i Maciej Janowski, odpadli w półfinale.

 

Lindgren obronił się przed ścigającymi go w klasyfikacji generalnej Maciejem Janowskim i Bartoszem Zmarzlikiem, a jeszcze odrobił trzy punkty straty do prowadzącego w zestawieniu Brytyjczyka Taia Woffindena. Znaczny awans w klasyfikacji Grand Prix zanotowali najlepsi w Malilli Nicki Pedersen i Matej Zagar. Przed Grand Prix Skandynawii Woffinden miał 20 punktów przewagi nad Lindgrenem, po zawodach ma ich 17. Janowski traci do Lindgrena cztery punkty, a Bartosz Zmarzlik pięć. Na torze w Malilli swoja pozycje poprawił nasz aktualny wicemistrz świata Patryk Dudek, który wykorzystał słabszy występ Amerykanina Grega Hancocka i Rosjanina Artioma Łaguty, ale jego strata do zawodników zajmujących miejsca medalowe jest jeszcze spora. Najlepsi w sobotę także poprawili swoje lokaty, bo za plecy Słoweńca i Duńczyka spadli Australijczycy Jason Doyle i Chris Holder. Kolejny z naszych żużlowców, Przemysław Pawlicki, utrzymał się na 13. miejscu.

Wyniki polskich żużlowców mogły być dużo lepsze, gdyby nie sędzia zawodów Craig Ackroyd. Anglika już po kilku pierwszych biegach należało odesłać do okulisty, bo zupełnie nie reagował na wykroczenia zawodników, którzy dwoma kołami wyjeżdżali poza białą linię. Ale skompromitował się zaliczając Woffindenowi zwycięstwo w drugiej serii, co było decyzją skandaliczną, bo Ackroyd zwyczajnie sprezentował swojemu rodakowi awans do półfinału. Te trzy punkty, których brytyjski żużlowiec nie powinien dostać, mogą mieć w ostatecznym rozrachunku kluczowe znaczenia. A co będzie, jeśli się okaże, że przez błąd stronniczego rodaka Woffinden zostanie mistrzem świata?

Angielski arbiter nie popisał się też w pierwszym półfinale, wykluczając Bartosza Zmarzlika po upadku na pierwszym łuku. Żużlowiec Stali Gorzów, który w fazie zasadniczej zawodów ogrywał rywali koncertowo, wywrócił się chwilę po tym, jak przejechał obok niego Fredrik Lindgren. Polak zapewniał, że został przez Szweda wytrącony z równowagi, ale telewizyjne powtórki jednoznacznie tego nie potwierdzały. Sędzia mógł nakazać powtórkę biegu w pełnej obsadzie, ale wybrał opcję z wykluczeniem Zmarzlika, wypaczając w ten sposób ideę uczciwej rywalizacji. Drugi bieg półfinałowy z udziałem dwóch naszych żużlowców, Macieja Janowskiego i Patryka Dudka, też nie zakończył się po myśli biało-czerwonych. Może dlatego, że Janowski i Dudek skupili się na rywalizacji między sobą, co skwapliwie wykorzystali Matej Zagar i Martin Vaculik, którzy minęli metę mając obu Polaków za plecami.