Która to białoruska faza?

Pewne historyczne wydarzenia powtarzają się wielokrotnie, ale nie koniecznie jako tragedia, a później farsa, także jako nadzieja.

„Gazeta Krakowska” w pierwszej dekadzie grudnia 1981 roku opublikowała za prof. Jerzym Wiatrem cztery możliwe scenariusze rozwoju aktualnej sytuacji w Polsce: pierwszy – powrót do stanu sprzed Sierpnia (prawdopodobieństwo zaistnienia najniższe); drugi – przeciwnicy socjalizmu przejmują władzę (nieco wyższy stopień prawdopodobieństwa); trzeci – długotrwałe rządy wojskowe (wariant o stopniu prawdopodobieństwa wyższym, niż dwa poprzednie) i czwarty – porozumienie i rezygnacja partii z monopolu władzy (prawdopodobieństwo najwyższe) – cytuję za M. Rakowski, „Dzienniki polityczne 1981-1983”. Przebieg wydarzeń w tamtym czasie żadną miarą nie wskazywał na spełnienie się czwartego scenariusza, a jednak tak się stało.

„Mamy do czynienia

– pisał w Onecie Sławomir Sierakowski 14 Sierpnia – z trzecią fazą protestu. Pierwsza to były nocne demonstracje po ogłoszeniu zwycięstwa Łukaszenki, brutalnie tłumione. Druga to prewencyjna przemoc milicji, bicie kierowców i masowe aresztowania. Zastraszenie się nie udało, dzięki kobietom, które wtedy przejęły protest. To był najtrudniejszy moment. Gdyby nie wyszły na ulice – a tylko one się odważyły! – byłoby po sprawie. Kobiety ośmieliły…Zaczęły się strajki największych fabryk, kluczowych dla gospodarki, zatrudniających po kilka-, kilkanaście tys. robotników. Z kobietami, lekarzami i robotnikami OMON nie wie, co ma robić. Nawet nie próbuje. Tym bardziej, że zaczęły się coraz liczniejsze odejścia funkcjonariuszy.”

Odrodzenie narodowej tożsamości

Białorusinów, podobnie jak i innych narodów w tej części Europy, przypadają na wiek XIX i początki XX co zaowocuje powołaniem w marcu 1918 roku Białoruskiej Republiki Ludowej. Ten bardzo krótko istniejący twór państwowy, z którym Józef Piłsudski wiązał, podobnie jak z Ukraińską Republiką Ludową, nadzieję na stworzenie kordonu sanitarnego wobec bolszewickiej Rosji, zakończył ostatecznie swój żywot po traktacie ryskim, w którym tereny białoruskie przypadły Polsce i Białoruskiej SRR. Po II wojnie światowej będąca częścią ZSRR Białoruś, podobnie jak Ukraina, stała się pełnoprawnym członkiem ONZ, co oczywiście w żadnym stopniu nie oznaczało jej niepodległości. Co prawda Deklaracja suwerenności została uchwalona przez Radę Najwyższą Białorusi w 1990 roku, ale rzeczywistą uzyskała dopiero po Układzie białowieskim w grudniu 1991 roku, kiedy to przestał istnieć ZSRR.

Symbolami odrodzonego państwa

stały się biało-czerwono-biała flaga i herb Pogoń białoruska (w nawiązaniu do czasów BRL), ale tylko do 1996 roku gdy doszło do zmiany Konstytucji, powrotu poprzedniej flagi państwowej, na której gwiazdę zastąpił ludowy szlaczek, jednak w starym-nowym herbie czerwona gwiazda została. Dużo jednak ważniejszym był rozpoczęty i rozwijający się proces łamania konstytucji, praw człowieka i zasad demokracji, ograniczania politycznej opozycji, łącznie z likwidacją jej przedstawicieli. Wg licznych informacji, także rosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej im. Jurija Lewady kolejne wybory prezydenckie były fałszowane. Republika Białorusi za sprawą Aleksandra Łukaszenki, pełniącego przez kolejne 26 lat funkcję prezydenta stała się państwem quasi-autorytarnym.

Aleksander Łukaszenka

doszedł do władzy w latach dziewięćdziesiątych na fali protestów przeciw złodziejskiej prywatyzacji, żądań rozliczenia afer gospodarczych z lat 1991–1994 oraz z hasłem zacieśnieniem związków politycznych i ekonomicznych z Rosją. Przez cały okres prezydentury dzięki niewątpliwie umiejętnej grze z Rosją zyskał bardzo wiele korzyści dla Białorusi, także odpowiednimi gestami w stronę zachodu doprowadził – co przyznać koniecznie należy – do poważnego podniesienia stopy życiowej obywateli, ich bezpieczeństwa socjalnego. Unowocześniany przemysł białoruski miał zapewniony stały rynek zbytu w chłonnej Rosji, a postęp wyraził się nie tylko licznym wysokim wykształceniem Białorusinów, ale i powszechnością dostępu do technologii informatycznych. Pomimo charakteru państwa kontakt ze światem, także zachodnim był dla obywateli na ogół otwarty, tak osobisty, jak też dzięki licznym źródłom informacji. Nie wykształciła się tu, z wielu powodów, nowa klasa oligarchów Wiele z tych elementów zasadniczo różni Białoruś od Ukrainy.

Cóż wiec się stało,

że letnia fala spontanicznych protestów aż tak wezbrała, że zaskoczyła nie tylko samych Białorusinów ale i polityczny świat ? Wśród ponawianych żądań nigdzie nie pojawiły się kwestie ekonomiczne czy socjalne, bo nie one np. w odróżnieniu od sierpniowych polskich protestów z 1981 roku, grają tu liczącą się rolę. Tym razem, jak wielokrotnie w takich sytuacjach ma miejsce, zadziałało kilka czynników jednocześnie.

Już kilka miesięcy przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi wiadomym było, że Łukaszenko nie tylko będzie kandydować, ale i zrobi wiele dla swojego zwycięstwa. Eliminacja kontrkandydatów dokonana została bądź przez nie wpisanie ich na listy wyborcze, bądź aresztowanie, jak w przypadku Siarheja Cichanouskiego. Potwierdzone w ten sposób powszechne przekonanie o nadchodzących wyborczych matactwach połączyło się z lekceważącymi i wręcz idiotycznymi wypowiedziami Łukaszenki na temat epidemii COVID-19. To przelało szalę krytyki prezydenta, który częstokroć wygłaszał podobne opinie, będąc przez wiele lat stałym obrazem miejscowej TV i zapewne wszędzie indziej. Młode, otwarte na świat, wykształcone i krytyczne pokolenia, które w epoce Łukaszenki dorosły do aktywnego działania w życiu publicznym, wyniosły na kontrkandydata Swietłanę Cichanouską, liczyły oddane głosy i w masowych protestach wyrażały sprzeciw kolejnym wyborczym fałszerstwom.

Zagubienie Łukaszenki,

który nie może zrozumieć, że jako polityk po prostu zużył się po tych prawie trzech dekadach, w zaistniałej sytuacji obrazuje sprzeczność i nieudolność decyzji : rozpędzanie i katowanie manifestantów, później przepraszanie i wypuszczenie uwięzionych, a zaraz po tym pełna swoboda publicznych wielkich zgromadzeń, organizacja nieudanej zresztą afirmacji dla swojej osoby przypominająca wiece poparcia po wydarzeniach w Radomiu w 1976 roku, straszenie wojskiem amerykańskimi i swoim, rozmieszczonym przy polsko-białoruskiej granicy oraz nadzwyczajnymi manewrami, wreszcie rozmowy z Władimirem Putinem, z których tak naprawdę nic nie wynika.

Rosja nie tylko w tle

Z bardzo wielu względów Rosja jest żywotnie zainteresowana rozwojem sytuacji na Białorusi, ale najmniej militarnym wkroczeniem na jej terytorium, też z równie ważnych powodów. Krytyczna ocena Łukaszenki w rosyjskich, nie tylko rządowych, kręgach znana jest od lat, ale tolerowano jego poczynania w myśl akceptowanej przez wielkie mocarstwa praktyki. Wg. pewnej anegdoty prezydent Franklin Delano Roosevelt, zapytany w 1939 o stosunek do łamiącego prawa dyktatora Nikaragui Anastasio Somozy Garci rzekł: „Somoza może jest skurwysynem, ale to nasz skurwysyn”. Podobnie zapewne myślano i na Kremlu o Łukaszence, ale do czasu, bo teraz sytuacja na Białorusi może potoczyć się w niepożądanym dla Rosji kierunku. Władimir Putin, poza ogólnymi deklaracjami po prostu czeka, ale zapewne nie bezczynnie.

Kolejne fazy protestów na Białorusi,

a w konsekwencji scenariusze wydarzeń, zależne są od wielu czynników, wśród których bardzo ważnym byłoby zorganizowanie centrum kierowniczego tych spontanicznych protestów, bo samo oświadczenie Cichanouskiej, że jest gotowa wziąć na siebie odpowiedzialność za losy swojego kraju, już nie wystarcza. Budzi więc nadzieję zapowiedziane powołanie Komitetu Koordynacyjnego. Dopóki nie powstanie wspomniane przedstawicielstwo reprezentujące protestujących, ale i zjednoczoną politycznie opozycję Łukaszenko może mieć nadzieję, że i ta, co prawda największa fala sprzeciwu, rozpłynie się z czasem, ze zmęczenia, wobec braku nowych impulsów do działania, a może nawet z uwagi na bardziej trwałą, nieprzychylną pogodę.

Hipotetyczne scenariusze wydarzeń:

Najmniej prawdopodobny – wkroczenie wojsk rosyjskich na Białoruś bądź sprowokowanie białoruskiej burdy granicznej z Polską celem skierowania opinii publicznej na potencjalne zagrożenie państwa i przykrycie nim idei protestów;

Bardzo wątpliwy – wprowadzenie coś na kształt stanu wojennego czy też wyjątkowego, co jednak wymaga przyzwolenia i poparcia większości społeczeństwa bardzo zmęczonego stanem spraw codziennych. Taka sytuacja, nadto połączona z realnym zewnętrznym zagrożeniem miała miejsce w Polsce w 1981 roku, ale nie aktualnie na Białorusi;
Raczej wątpliwy – rezygnacja Łukaszenki z funkcji państwowych w wyniku porozumienia z kierownictwem opozycji – z uwagi na dążność utrzymania władzy przez tego pierwszego i na razie brak tego drugiego, z którym by można jakieś negocjacje prowadzić;

Trochę prawdopodobny – wewnętrzny zamach stanu i obalenie Łukaszenki przez jego najbliższych współpracowników (coś na kształt sytuacji w Rumunii z Nicolae Ceaușescu, ale nie koniecznie z takim końcowym wynikiem) co stanowiłoby dla jego byłych akolitów szansę na ratunek, a może i zachowanie pewnych stanowisk;

Prawdopodobny – wojskowy zamach stanu, na kształt wydarzeń w Portugali w 1974, które doprowadziły do obalenia dyktatury Marcela Caetana, nazywany rewolucją goździków wkładanych powszechnie do luf karabinów i bardzo bliski białym kwiatom na mińskich ulicach, które czasem wręczały kobiety funkcjonariuszom OMON-u. Z uwagi na niewątpliwie ścisłe związki kierownictwa białoruskiej armii z dowództwem armii rosyjskiej, nie wspominając już o agenturze i infiltracji, określony sygnał z uzasadnieniem jako jedynego w aktualnej sytuacji najlepszego rozwiązania, może taką reakcję uruchomić.

Najbardziej prawdopodobny – tak, czy owak ale nie Łukaszenka, który straci władzę.

Oczywiście są to tylko przypuszczenia, niektóre wydarzenia jak w polskiej niedawnej historii, mogą być rozciągnięte w czasie, a nadto życie na ogół przynosi nam jeszcze większe zaskoczenie.

Godzi się koniecznie

powrócić do wyjątkowej aktywności pań, kobiet i dziewczyn podczas mińskich protestów. Odważne i kreacyjne podczas różnych wydarzeń w rozwiniętych krajach zachodu, Amerykanki i Europejki, Polki na manifestacjach czarnych parasolek, ale żeby Białorusinki ? Kto by pomyślał ? Te nasze dotychczasowe wyobrażenia dowodzą braku wiedzy i naiwnego widzenia świata, bo do tych dni kobiety na Białorusi to tylko były zapewne dojarki w sowchozach, a w najlepszym razie nauczycielki. Ale poza oceną kraju dużo ważniejszym jest przyjęcie do trwałej wiadomości faktu, że właśnie następuje fundamentalna zmiana roli i znaczenia kobiet w życiu już nie tylko domowym, ale przede wszystkim publicznym. To one być może, jak te na ulicach Mińska, stają się awangardową siłą, która zmieni ten niezbyt udany, męski świat.

A dla nas w Polsce

jeszcze jedna lekcja jak prowadzić walkę z niechcianym reżimem, która właśnie trwa na ulicach Mińska.

Aleksandrze! Co będzie gdy Ciebie zabraknie?

Ulice białoruskich miast pełne są kontestujących wyniki niedzielnych wyborów prezydenckich. Wśród nich wciąż ciężko dopatrzeć się zwolenników samozwańczego przywódcy niemal 10 milionowego państwa. Choć tak niewielkiego, to w tym momencie skupiającego uwagę niemal całego świata.

Już wiadomo, że wszystkich, którzy oddali głos na Aleksandra Łukaszenkę było 5 proc.. Pozostali wyszli na ulice. Przeciwko nim stanęli wykonujący polecenia wciąż rządzącego przewódcy, niedoszłego cara Wszechrosji, żołnierze i milicjanci. O tym jak bardzo są bezwzględni, dowiadujemy się z wciąż tylko wyrywkowych relacji świadków. Skutki użycia gumowych kul, granatów hukowych, armatek wodnych czy pałek są oczywiste. Raporty szpitali potwierdzają liczne skomplikowane urazy, amputacje, a także zgony. 6 tysięcy osób zostało aresztowanych i jest przetrzymywanych bez dostępu do jedzenia i pomocy. Obserwatorzy tych zdarzeń, w tym Polacy, bardzo głośno wypowiadają swój brak zgody na masakrę, która, pomimo czasu „pokoju”, rozgrywa się tam na oczach milionów obywateli innych państw.
To tyle z informacji, do których mamy dostęp. To, czego nie wiemy, to to, jaka będzie przyszłość Białorusi, gdy rząd Łukaszenki zacznie ustalać warunki kapitulacji.
Problem wydaje się być o tyle istotny, że na ten moment ciężko wskazać osobę, która mogłaby i chciała przejąć jego miejsce. Swietłana Cichanouska, choć zdobyła niemal 70 proc. głosów wyborców, wciąż nie jest tą osobą, która chętnie podjęłaby się tego wyzwania. O tyle ciężkiego, że objęcie rządów na Białorusi będzie musiało być związane ze ścisłą współpracą z Kremlem. Oczywiście tak długo, jak żyć będzie Putin. Ciężko więc mówić o tym, że po wyczekiwanym ustąpieniu Łukaszenki, Białoruś będzie krajem wolnym od wpływów. A na obecny moment trudno wskazać w tym kontekście kraj inny niż Rosja. Mając w pamięci zdarzenia na Ukrainie i błędy Rosji jakie miały wówczas miejsce, jej działania będą teraz znacznie „bardziej neutralne” i tym samym mylące obserwatorów. Prędzej czy później to jednak ona będzie gotowa podjąć się „misji stabilizacyjnej”.
Choć więc obecne sceny na ulicach białoruskich miast i miasteczek burzą do walki o pokój i sprawiedliwość, nie można zapominać o tym, że to, co dalej zadzieje się na Białorusi nie pozostanie bez wpływu na polskie sprawy. Samo doprowadzenie do zatrzymania rozlewu krwi nie wystarczy, aby mogło powrócić poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości.
Za naszą granicą rozgrywa się tragedia, która relacjonowana jest prze media na całym świecie. Właśnie z tego samego powodu, choć wydaje się to niezwykle trudne, nie należy spuszczać z oczu polskiego interesu.

Białoruś, czyli co konkretnie?

To, co się wydarzyło na Białorusi w związku z wyborami, nie było dla nikogo żadnym zaskoczeniem. Zaskoczyło mnie natomiast to, że wśród lewicowych komentatorów nie zabrakło zdań, że Białoruś to ostatni bastion europejskiego socjalizmu.

Politolodzy spierają się dziś głównie, czy Białoruś jest krajem autorytarnym, czy semi-autorytarnym. Jeżeli iść za najnowszym raportem Freedom House, to jest to kraj zdecydowanie i jednogłośnie autorytarny. Wskazuje na to wiele czynników: brak wolnych mediów, oszustwa przy liczeniu głosów, ograniczenie wolności słowa, rządzenie państwem poprzez dekrety prezydenckie, ograniczona możliwość protestowania, etc. Ale czy jest to państwo socjalistyczne?
Zarówno Ci, co myślą, że Białoruś to ostatni bastion europejskiego socjalizmu, i ci co myślą, że z socjalizmem nie ma zupełnie nic wspólnego – obydwie grupy nie mają racji.
Białoruś ma jeden z najniższych w Europie współczynników osób mieszkających w ubóstwie – ponad trzykrotnie niższy niż średnia w Unii Europejskiej. W tym względzie radzi sobie lepiej nawet niż Dania, często wskazywana przez socjaldemokratów jako idealny wzór.
PKB w przeliczeniu na mieszkańca jest dwukrotnie wyższe niż w sąsiedniej ultra-kapitalistycznej Ukrainie. Co ciekawe, około połowa gospodarki Białorusi nadal znajduje się w rękach państwa – model którego pozazdrościłoby zapewne wielu zachodnich socjalistów. Ale, aby w pełni zrozumieć jak dzisiaj funkcjonuje Białoruś, trzeba zrozumieć współczesną historię tego kraju.
W momencie systemowych przemian lat 90-tych Łukaszenka, w przeciwieństwie do swoich sąsiadów, nie zdecydował się na masową prywatyzację i co za tym idzie na Białorusi nie ma klasy oligarchów na taką skalę jak ma to miejsce np. w Rosji czy na Ukrainie. Białorusini utworzyli swój własny hybrydowy system gospodarczy i zdają się być w nim konsekwentni.
Ale na tym kończy się sen o socjalistycznej Białorusi. Przypomnieć tu należy chociażby tzw. “podatek od społecznych pasożytów”. To drakońskie prawo, będące autorskim projektem Łukaszenki, nałożyło zwrot zaległych podatków osobom najmniej uprzywilejowanym, doprowadzając wiele najbiedniejszych rodzin do ruiny,
Władzę w Mińsku do dziś sprawuje dawna elita z czasów Związku Radzieckiego, której daleko do jakiejkolwiek ideologii, a szczególnie tej lewicowej. Są to ludzie, których interesuje przede wszystkim bogacenie się i władza. Stąd też na Białorusi mamy do czynienia z modelem kapitalizmu państwowego – znanym nam między innymi z Chin. Mała grupa osób u steru, kontroluje dobra narodowe i się na tym bogaci, handlując towarami na wolnych rynkach.
Oczywiście, aby utrzymać ten przestępczy system trzeba było nie tylko zlikwidować wolną prasę i spacyfikować opozycję, ale także rozprawić się z prawami pracowniczymi i związkami zawodowymi. I tutaj Łukaszenka był bezwzględny.
Uśmieciowiono rynek pracy, wprowadzając tzw. tymczasowe umowy o pracę, sprawiając, że pracownicy są całkowicie uzależnieni od osób zatrudniających. W poprzednim systemie mieszkańcy Białorusi mieli znacznie lepszą opiekę socjalną i usługi publiczne na wyższym poziomie niż to ma miejsce obecnie. Za czasów ZSRR wybudowano miliony tanich mieszkań, a dzisiaj mamy do czynienia z tragiczną sytuacją mieszkaniową, szczególnie poza stolicą. Dodatkowo, wszelkie protesty pracownicze są tłumione z niesamowitą brutalnością. A jeżeli myślisz o założeniu niezależnego związku zawodowego i walczeniu o swoje prawa, to możesz spodziewać się łagru.
Upadek Związku Radzieckiego pogrzebał nadzieje na równościowe społeczeństwo i dał prawicowcom i liberałom pole do prezentowania swojej alternatywnej wizji, opartej na wolnych rynkach, jako jedynemu właściwemu kierunkowi. Rząd tymczasem dawno odpuścił sobie socjalizm, ale jednocześnie zawłaszczył sobie symbole lewicy oraz jej język i skutecznie gra przeszłością sowiecką i sentymentem za dawnymi czasami.
Łukaszenka od wielu lat pokazuje antypracownicze nastawienie, niechęć do rozbudowywania programów socjalnych i upór w niszczeniu związków zawodowych. Narracja, że Białoruś to ostatni bastion socjalizmu w Europie ma swoje potwierdzenie jedynie w warstwie symbolicznej. Godło państwowe, jak i flaga są jak najbardziej socjalistyczne i nawet dosyć ładne, ale rzeczywistość jest zupełnie inna.

Flaczki tygodnia

To był tydzień klęsk. I obchodów zwycięstwa sprzed stu lat. Ale one też zakończyły się klęską. I kolejne wygenerowały.

Obiecywane, przygotowywane od ponad dwóch lat obchody Stulecia Bitwy Warszawskiej bezlitośnie obnażyły nieskuteczność i nędzę umysłową elit PiS. Nie zbudowano hucznie zapowiadanego pomnika zwycięstwa, ani obiecywanego muzeum w Ossowie.

Aby oszukać ten przysłowiowy „ciemny ludu” dokonano otwarcia muzeum Józefa Piłsudskiego w dworku w Milusin. Otwarto uroczyście i głośno, aby w przyszłym miesiącu zamknąć je po cichu. Bo restaurowany od lat dworek potrzebuje dalszego, gruntownego remontu. Obecny stan wyklucza przyjmowanie dużych grup zwiedzających. x/ Od totalnej klęski uratował PiS-oców korona wirus. Dzięki pandemii można było nie organizować tradycyjnej defilady wojskowej. Dzięki wirusowi elity PiS uniknęły kompromitacji, szyderstw i zasadnej krytyki ich polityki wojskowej. Polityki gigantycznych, hurra patriotycznych obietnic i zakonserwowania wojska polskiego w stanie muzealnym. Dzisiaj, przy tak archaicznym, wysłużonym i zużytym sprzęcie wojsko polskie żadnej poważnej bitwy by nie wygrało. Dziś nawet na cud nikt już nie liczy.

Centralnym punktem artystycznych obchodów miał być multimedialny koncert „1920.Wdzięczni bohaterom”. I odbył się on na warszawskim stadionie PGE Narodowy. I był uroczyście transmitowany przez TVPiS. Koncert wzbudził wiele emocji i opinii, zwykle krytycznych. Nawet ze strony dziennikarz związanych z PiS. Niedawny dyrektor pierwszego programu TVPiS określił go dosadnie. Jako „ G..no pomalowane na biało- czerwono”. Cóż, nawet „Flaczki”, nie nazwałby tej PiS chałtury patriotycznym gównem.

Najważniejszą osobą obchodów Stulecia polskiego zwycięstwa był amerykański urzędnik średniego szczebla. Sekretarz stanu USA. Pieszczotliwie zwany przez polskie media „Pompeom”.

Ów Pompeom poruszał się po naszym kraju z gracją i wdziękiem rosyjskiego rewizora. Najwięcej czasu spędził z panem ministrem spraw zagranicznych Jackiem Czaputowiczem, który od tygodni deklaruje swą silną wolę rezygnacji z wykonywanej pracy. Nie trudno zgadnąć, że po przewidywanej klęsce wyborczej szefa Pompoeo, tenże Pomopeom również swoje stanowisko straci. Zatem o przyszłości Polski rozmawiali w Warszawie dwaj urzędnicy bez przyszłości na swych stanowiskach pracy.

Podczas konferencji prasowej obaj panowie bez przyszłości zachowywali się jakby rozmawiali jedynie ze sobą. Pan minister Czputowicz utrzymywał, że rozmowy dotyczyły przede wszystkim sytuacji na Białorusi oraz zaangażowania wojskowego USA w Polsce i budowy polskiej elektrowni atomowej wedle amerykańskiej technologii. Sekretarz Pompeo unikał deklaracji wobec konfliktu na Białorusi. Skupiał się na walce z chińskimi komunistami i oferowaną przez nich technologią 5G. Chwalił Polskę za przyłączenie się do antychińskiej krucjaty i sprzeciw wobec budowy gazociągu Nord Stream 2, konkurencji wobec ich gazu. Obaj zgodnie mówili o rozszerzonej współpracy wojskowej i umowie regulującej czasowe stacjonowanie wojsk USA na ziemiach polskich.

Choć wszystkich szczegółów jej jeszcze nie ujawiono, to wytycza ona nowy kierunek rozwoju wojska polskiego. Wzorowany na reformie króla Władysława IV. Wtedy, w XVII wieku ustalono, że nowoczesne wojsko będzie dzieliło się na autorament narodowy i cudzoziemski. Uzupełniony pospolitym ruszeniem. Dzisiaj autorament narodowy stanowi wojsko polskie, które przekształcane jest w grupy konserwujące i rekonstruujące stary sprzęt. Oczkiem w głowie elit PiS jest pospolite ruszenie, czyli Wojska Obrony Terytorialnej. Oraz autorament cudzoziemski, czyli wojska USA. One mają odstraszać rosyjskiego agresora. One będą pochłaniać najwięcej pieniędzy z zwiększonego budżetu na obronę „narodową”. Za sam pobyt i szkolenie wojsk USA na polskich poligonach polscy podatnicy mogą zapłacić rocznie pomad 2 miliardy USD. To zrozumiałe, że na modernizację autoramentu narodowego kasy może nie wystarczać.
Nie trudno zauważyć, że na przywiezionej przez Pompeo umowie wygrał budżet USA i politycy PiS, który zaprezentują ją jako swe wielkie zwycięstwo w obiecanej, ale nie wybuchłej wojnie z Rosja. Przegrało zmarginalizowane wojsko polskie.

Kto wygra na Białorusi? Administracja USA, politycy Unii Europejskiej i elity PiS modlą się aby nie była to frakcja prorosyjska. Stary Łukaszenka nie jest demokratą, ale skutecznie opierał się przed aneksją Białorusi przez Rosję. Jeśli jednak wygra na Białorusi demokracja i demokratyczną wolą naród opowie się za zaproszeniem wojsk rosyjskich na Białoruś, skoro Polacy zaprosili armię USA, to niejeden polski demokrata zatęskni za autorytarnym Saszą Ł.

Bez wątpienia podwyżki polskiej klasie politycznej należały się. Ale to jeszcze nie powód aby przeprowadzać je w takim terminie i w takim wkurwiającym społeczeństwo stylu.
Polityka nie opiera się tylko na racjonalnych argumentach. Czasem emocje biorą górę.

Na podwyżkach politycznych uposażeń najmniej politycznie straci PiS, bo jego elektorat darzy go miłością sekciarsko-kibolską. Najwięcej straci lewica, bo jej elektorat zwykle przyjmuje postawę krytyka teatralnego. Bezlitosnego wobec ulubieńców, mściwego nawet. Przekonanego, że sam zgrałby te role znacznie lepiej.

Łukaszenka szarżuje

Na całym świecie tysiące ludzi umiera każdego dnia z powodu zarażenia wirusem Covid-19, ale jedynym chyba krajem na świecie, w którym nikt się tym nie przejmuje, jest Białoruś.

Prezydent tego kraju, Aleksandr Łukaszenka, najpierw pozwolił sobie na kilka wygłoszony publicznie opinii lekceważących zagrożenie koronowirusem, pod koniec marca ostentacyjnie zagrał w amatorskim turnieju hokeja na lodzie w Mińsku, który kazał swoim współpracownikom zorganizować. „Nie widzę żadnego wirusa. Sport, a zwłaszcza hokej, to najlepsze lekarstwo przeciwwirusowe” – stwierdził żartobliwie Łukaszenka. Turniej wygrał rzecz jasna jego drużyna, w której występował z numerem 01 na koszulce. W zagranicznych mediach pojawiły się nawet starannie wyselekcjonowane zdjęcia z tej imprezy, ale nawet na nich widać, że obecni na trybunach widzowie siedzą blisko siebie i nie maja na twarzach masek, a na rękach gumowych rękawiczek. W Europie takich obrazków nigdzie się już nie zobaczy, bo tylko na Białorusi nie wprowadzono jeszcze zakazów organizowania imprez sportowych. To jedyny kraj na naszym kontynencie, w którym rozgrywane są mecze ligowe w piłce nożnej czy hokeju na lodzie.
Covid-19 jest już jednak w tym kraju obecny, chociaż wedle oficjalnych danych w niewielkim zakresie, bo do minionej niedzieli na Białorusi potwierdzono 94 przypadki zachorowania na koronawirusa. Władze w Mińsku nie zdecydowały się jednak na wprowadzenie wzorem innych krajów kwarantanny, zakazu imprez masowych, zamknięcia szkół i granic. Nie wszystkim Białorusinom podoba się taka swoboda w czasach zarazy. Co ciekawe, jako pierwsi przeciwko przychodzeniu na mecze zaprotestowali kibice Niemna Grodno, którzy wystosowali apel do władz o zawieszenie ligowych rozgrywek. „Wiemy, że ktoś nas okłamuje. Ze względu na trudną sytuację epidemiczną w kraju przestajemy odwiedzać mecze domowe i wyjazdowe. Wzywamy wszystkie ruchy kibicowskie na Białorusi – zostańmy w domach i zmniejszmy ryzyko związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa”. Ktoś posłucha tego apelu?

Mają w nosie Covid-19

Na Białorusi na razie nie ma lęku przed koronawirusem SARS-CoV-2. Ponieważ rząd nie wydał żadnych zakazów, ligi w tym kraju, w tym także piłkarskie, grają nada. I to z udziałem kibiców.

Za naszą wschodnią granicą do pandemii koronawirusa zarówno władze, jak i obywatele podchodzą ze spokojem i traktują SARS-CoV-2 jak jedna z odmian zwykłej grypy. Przykład narodowi daje sam prezydent Aleksandr Łukaszenka, który stwierdził niedawno, że „świat oszalał na tym punkcie”. Białoruski przywódca podkreślił przy tym, że dla jego kraju „na pewno nie jest to główna i najstraszniejsza rzecz”. W mediach więcej uwagi poświęca się sytuacji gospodarczej na świecie i słabnący niepokojąco kurs rosyjskiego rubla.
Nie tylko piłkarskie rozgrywki toczą się tam bez ograniczeń. Z wydarzeń sportowych na Białorusi odwołano w tych dniach jedynie turniej tenisowy, a i to tylko dlatego, że zabrakło chętnych do wzięcia w nim udziału. Normalnie ligowe kolejki rozgrywają piłkarze ręczni, a w hokejowej ekstraklasie trwają zmagania w play off. Co istotne, rywalizacja sportowa wszędzie odbywa się z udziałem kibiców na trybunach. Wedle oficjalnych danych na Białorusi jak do tej pory wykryto 60 przypadków zarażenia koronawirusem. Władze uspokajają, że jeśli tylko sytuacja zacznie się znacząco pogarszać, to natychmiast podejmą odpowiednie działania.
Na razie jednak nikt się na Białorusi zbytnio nie przejmuje szalejącą w Europie i na świecie pandemią. Piłkarska ekstraklasa w tym kraju gra systemem wiosna-jesień, zatem dopiero rozpoczęła nowy sezon i zdążyła rozegrać na razie pierwszą kolejkę. Władze futbolowej federacji rozważały nawet odłożenie startu rozgrywek lub rozpoczęcie ich bez udziału widzów, lecz ostatecznie za namową władz państwowych wybrały opcję bez żadnych ograniczeń. Ale w miniony weekend w Europie mecze piłkarskie grano już tylko na Białorusi, bo nawet w Turcji, gdzie jeszcze przed tygodniem kopano w piłkę bez udziału publiczności, także rozgrywki zostały wstrzymane.

48 godzin – gospodarka

Więcej szerokich torów

W ramach poprawiania relacji z Rosją oraz Białorusią, PKP Polskie Linie Kolejowe przygotują szeroki tor od stacji Geniusze przez Sokółkę i Kuźnicę Bialostocką, właśnie do granicy z Białorusią (dalej szerokie tory już są). Podpisano umowę na opracowanie dokumentacji i prace. Modernizacja szerokotorowej linii Kuźnica – Geniusze poprawi przepustowość trasy, przeznaczonej dla pociągów towarowych o rozstawie kół 1520 mm. Inwestycja na Podlasiu o wartości 195 mln zł (w tym dofinansowanie unijne) zwiększy sprawność kolei w transporcie ładunków wschód – zachód. Pociągi będą mogły przewozić więcej towarów przez granice pomiędzy naszymi wschodnimi sąsiadami, a Polską. Przebudowa ma zacząć się pod koniec przyszłego roku. Po wyremontowaniu szerokotorowej linii kolejowej powrócą na nią, po kilkunastu latach, pociągi towarowe. Na polskiej granicy wagony nie będą już musiały być ustawiane na podwoziach o innym rozstawie kół. Inwestycja zwiększy ruch na kolejowym przejściu granicznym w Kuźnicy Białostockiej, krótszy będzie czas przewozu ładunków ze wschodu na zachód, wzrośnie atrakcyjność kolei jako środka transportu. Roboty obejmą wymianę torów oraz montaż 34 nowych rozjazdów, powstanie 10 wiaduktów. Nastawnie na stacjach Kuźnica Białostocka, Sokółka i Geniusze zostaną wyposażone w nowe systemy i urządzenia sterowania ruchem, Po szerokich torach będą mogły kursować ciężkie pociągi o długości przekraczającej nawet kilometr. Składy pojadą szybciej, gdyż prędkość pociągów towarowych zwiększy się do 60 km/h. Przewoźnicy będą zaś mogli uruchomić ich więcej. Równocześnie z pracami na trasie Geniusze – Sokółka – Kuźnica Białostocka, przebudowana będzie odnoga do terminala paliw PKN Orlen w Sokółce.

W ekspresowym tempie

PKP Intercity ogłosiły, że podróżni mogą już korzystać z Wi-Fi we wszystkich pociągach Pendolino (czyli w 19). Rozmowy o zainstalowaniu w nich dostępu do intrnetu trwały wiele lat. Już wiosną 2017 r., w wyniku interpelacji poselskiej, szefowie PKP Intercity oświadczali, że podjęli działania “zmierzające do optymalizacji czasu realizacji w możliwie najkrótszym terminie, który zostanie określony po zakończeniu prac technicznych związanych z przygotowaniem stosownej dokumentacji”. Jak widać, ów “możliwie najkrótszy termin” był jednak dosyć długi. W sumie, doprowadzenie do zainstalowania Wi – Fi w kilkunastu składach Pendolino trwało około 5 lat, ale lepiej późno niż wcale. Trudno natomiast przewidzieć, jak długo potrwa, zanim dostęp do bezprzewodowego internetu będzie we wszystkich pociągach PKP Intercity. Na razie jest on w Pendolino, 20 zestawach PesaDart, 20 Flirtach oraz 282 wagonach należących do Intercity. Do 2023 r. bezprzewodowy internet ma zostać założony zaledwie w 77 proc. pociągów PKP Intercity.

Rozpoznawalna marka na Białorusi

TIS Group, firma z Podlasia produkująca kotły C. O., która od lat ma ugruntowaną pozycję na krajowym rynku, znakomicie sprzedaje się także na Białorusi.

– Współpracujemy z kontrahentami ze Wschodu od dawna, a perspektywy są ciągle rozwojowe– ocenia Tomasz Mańczuk prezes TIS Grup.
TIS Group funkcjonuje od 2007 roku. Zakłady produkcyjne usytuowane ma po dwóch stronach naszej wschodniej granicy. Najpierw powstała fabryka na Białorusi, a ponad trzy lata temu w Lipsku na Podlasiu. Spółka słynie z solidnych kotłów C.O., które znakomicie wytrzymują niskie temperatury i nadają się do długiej i intensywnej eksploatacji. Dlatego też cieszą się powodzeniem wśród klientów w takich krajach jak Kazachstan, Rosja, Ukraina, a przede wszystkim Białoruś.
Ujmując rzecz statystycznie – blisko 70 proc. kontrahentów TIS Group to klienci ze Wschodu, głównie z Białorusi, a około 30 to pozostali, w tym polscy odbiorcy.Firma chce utrzymać dobrą pozycję w krajach, w których jest największy popyt na jej produkty. Dlatego regularnie bierze udział w branżowych targach na Wschodzie – w Mińsku, Wilnie, Moskwie czy Rydze.
– Na nasze kotły klienci zza wschodniej granicy niekiedy muszą poczekać nawet trzy czy cztery tygodnie, ponieważ tak dużym cieszą się powodzeniem. Ale wiedzą, że warto, bo potem będą działały bezawaryjnie przez wiele lat – mówi Tomasz Mańczuk prezes TIS Grup.–Dobrze sprzedają się starsze, sprawdzone modele, ale jest duże zainteresowanie także tymi najnowszymi, spełniającymi europejskie normy emisji. Aktualnie posiadamy w ofercie doskonały kocioł C.O. 5 klasy, który przetestowaliśmy też w trudnych, zimowych warunkach na Wschodzie.
Nowe kotły C.O. produkowane przez TIS Group przystosowane są do spalania paliwa typu pellet. Wyposażone zostały w palnik z automatycznym zapłonem oraz elektronicznie sterowany system precyzyjnego dozowania paliwa. Jednym z największych jego atutów, szczególnie docenianym przez użytkowników, jest system samoczyszczący, dzięki któremu pozostałości paliwa usuwane są z palnika. Kocioł TIS nadaje się do ogrzewania budynków o powierzchni wielu tysięcy metrów kwadratowych i można go instalować w domach jednorodzinnych.
– Nasze ceny są konkurencyjne w porównaniu z urządzeniami tej klasy produkowanymi na Białorusi, a ich jakość jest jednak dużo lepsza – dodajeTomasz Mańczuk, prezes TIS Group.–Mamy w tym kraju wyrobią markę, także dlatego, że jeden z naszych zakładów mieści się na terenie Republiki Białoruś. Bardzo cenię sobie białoruskich pracowników, zarówno niższego szczebla jak i kadrę zarządzającą. Znakomicie układa się też współpraca z firmami dystrybuującymi nasz produkt, jak i z odbiorcami. Z kolei oni budują dobrą opinię o naszej firmie i produkowany kotłach w swoim kraju. Zysk jest więc obopólny.

Amnestia na 75(25)-lecie

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka podpisał ustawę o amnestii.

Z nadzwyczajnego złagodzenia kary będzie mogło skorzystać ok. 6 tys. osób, w tym ponad 2 tys. przebywających w zakładach karnych. Dobrodziejstwo amnestii obejmie osoby niepełnosprawne i przewlekle chore, kobiety w ciąży, samotnych rodziców, niepełnoletnich, weteranów wojennych, emerytów oraz zaangażowanych w likwidację skutków awarii w elektrowni w Czarnobylu, Usankcjonowana już przez Aleksandra Łukaszenkę ustawa o amnestii pewne kategorie przestępców wyklucza. Nie będą mogli z niej skorzystać osądzeni za morderstwo, zdradę stanu, korupcję i przestępcy seksualni.
Akt masowego ułaskawienia związany jest z przypadającą na 3 lipca rocznicą wyzwolenia Białorusi spod okupacji hitlerowskiej. Stało się to dokładnie 75 lat temu. Poprzednią amnestię Aleksandr Łukaszenko ogłosił w 2015 r., a okolicznością była 70. rocznica zwycięstwa w drugiej wojnie światowej.
Warto zauważyć, że dzień, w którym biuro prasowe prezydenta Białorusi podało informację o sygnowaniu przez Łukaszenkę ustawy amnestyjnej zbiega się także z 25. rocznicą objęcia przez niego urzędu głowy państwa.

Białoruś: NIE dla kary śmierci

Białoruś jest ostatnim europejskim krajem, w którym stosowana jest kara śmierci, co stawiało ten kraj poza nawiasem krajów cywilizowanych. Teraz może się to zmienić.

Deputowana niższej izby parlamentu białoruskiego, Elena Anisim, skierowała do białoruskiego ministerstwa sprawiedliwości projekt ustawy, która znosiłaby karę śmierci. Jak podaje białoruski portal naviny.by, organizacja Amnesty International ocenia, że od 1991 roku w Białorusi wykonano około 400 wyroków śmierci. Dane te nie są dokładne, bo, jak podaje ten sam portal, „nasz kraj nie publikuje danych statystycznych o liczbie orzeczonych i wykonanych wyroków śmierci”.
Projekt ustawy, zaproponowany przez Anisim, może być, po otrzymaniu pozytywnej weryfikacji ze strony ministerstwa, rozpatrzony przez parlament jesienią tego roku.
Co ciekawe, Jak donoszą białoruskie źródła, to nie sama Anisim jest autorką propozycji zmian w prawie, do czego sama się przyznaje twierdząc, że prawdziwy autor propozycji chce pozostać anonimowy.
„Ten dokument został wysłany na moją poselską skrzynkę mailową. Po tym, kiedy naniosłam poprawki do tego projektu i przetłumaczyłam go na język białoruski, otrzymałam prawa autorskie tego projektu” powiedziała Anisim.
Obecnie jest on rozpatrywany przez Ministerstwo Sprawiedliwości i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.
Dokument składa się z dwóch jedynie artykułów. Pierwszy mówi o zawieszeniu artykułu 175 kodeksu karnego Białorusi o wykonaniu kary śmierci do czasu, kiedy zostanie ona całkowicie uchylona. Drugi przewiduje, że osoby już skazane na tę karę, zostaną przeniesione do kolonii karnych, w których przebywają skazani na dożywocie.
„Powinnam doczekać się odpowiedzi z ministerstw, przeanalizować je i jeśli będzie taka potrzeba, wprowadzić poprawki i skierować projekt do Izby Reprezentantów z propozycją rozpatrzenia w czasie sesji jesiennej”.