Słowo na „T”

Czy lewica powinna brać udział w marszach równości organizowanych przez środowiska LGBT?

Tydzień temu premier Morawiecki odwiedził Wałbrzych i tamtejszą fabrykę Toyoty produkującą napędy elektryczne do samochodów hybrydowych. Jak donosiły media, otoczenie premiera skrupulatnie zadbało o jego bezpieczeństwo i dobre samopoczucie. Z jednej ze skrzynek elektrycznych zdrapano nalepki z opisem kabli. Powód był prozaiczny: kable były różnokolorowe, a opisująca je tabliczka zbytnio kojarzyła się z kolorami tęczy. Nie pomogły tłumaczenia pracowników fabryki, że w prawdziwej tęczy kolejność kolorów jest zupełnie inna. Tęcza to tęcza. Wróg numer jeden!

Tęczowy Białystok

Przez ostatnie dwa tygodnie o Białymstoku mówiono częściej niż o Warszawie. Najpierw były zdecydowane słowa lokalnego arcybiskupa Tadeusza Wojdy. „Non possumus – nie możemy się na to zgodzić” – we wszystkich białostockich kościołach odczytano odezwę metropolity. I zaordynowano całodzienne modły przebłagalne za to co miało się zdarzyć w sobotę 20 lipca.
I zdarzyło się. Przez miasto przeszedł pierwszy w historii Białegostoku Marsz Równości. Słowa hierarchów kościelnych o sprzeciwie wobec marszu wzięli sobie do serca lokalni kibole, nacjonaliści i pospolici bandyci. Próbując pięściami i kamieniami zatrzymać legalną i pokojową manifestację.
Przez parę godzin władze milczały. Zastanawiając się, jak zareagować na bandyckie działania, mające bądź co bądź błogosławieństwo Kościoła. W końcu zaczęła się wyliczanka. Ilu napastników zidentyfikowano? Ilu zatrzymano? Informacje o napaści na białostocki Marsz Równości podały najważniejsze agencje światowe. I nie można było ryzykować załatwienia całej sprawy po cichu z głównym prowodyrem awantury. Czyli białostockim klerem.
W kolejny weekend w Białymstoku pojawili się w komplecie liderzy lewicy: Adrian Zandberg, Robert Biedroń i Włodzimierz Czarzasty. „Chcemy normalnej Polski” – apelował Robert Biedroń podczas manifestacji przeciwko przemocy. „Nie wolno wyzywać i atakować innych, bez względu czy są to mniejszości narodowe, wyznaniowe, osoby o innym kolorze skóry, innych poglądach” – mówiła w swoim wystąpieniu jedna z mieszkanek Białegostoku.
Dwa tygodnie po burzliwych wydarzeniach w Białymstoku, spróbujmy odpowiedzieć sobie na proste pytanie. Czy polska tolerancja jest naprawdę tolerancją? Czy tylko gestem politycznej poprawności?

Po stronie słabszych

To jedno z częściej zadawanych pytań na spotkaniach sympatyków lewicy. Po co znowu zajmujecie się tymi… I nierzadko pada słowo na „p”. Lepiej zajmijcie się pracującymi na „śmieciówkach”. Emerytami. Służbą zdrowia. Moja odpowiedź jest zawsze taka sama.
Zadaniem lewicy jest stawanie po stronie słabszych. Niezależnie od tego, kim są. Czy są to pracownicy zakładu, w którym pracodawca nie przestrzega praw zapisanych w kodeksie pracy? Czy są to wyrzuceni przez „czyścicieli kamienic” na bruk lokatorzy? Taksówkarze – nie mogący sobie poradzić z nielegalną konkurencją. Drobni przedsiębiorcy – gnębieni przez fiskusa. Czekający w wielomiesięcznych kolejkach pacjenci. Frankowicze – ograbiani przez banki. Czy właśnie geje, lesbijki, osoby transseksualne. Chcące – jak to powiedział Biedroń – żyć w normalnej Polsce. Rzecznikami praw ich wszystkich powinna być lewica.
Nie dajmy sobie wmówić, że istnieje coś takiego jak „ideologia LGBT”. To wyłącznie zabieg przydatny w kampanijnej walce przed zbliżającymi się wyborami. „Osoby LGBT stały się »nowymi uchodźcami«. Mechanizm kreacji wroga jest zawsze ten sam: trzeba wskazać »obcego«, który chce nas zniszczyć, który nam zagraża. Mogą to być Żydzi, uchodźcy, ludzie innej kultury czy wyznania” – pisała niedawno na łamach Gazety Wyborczej socjolożka prof. Iwona Jakubowska-Branicka. Niestety, straszenie tęczową flagą i ludźmi spod znaku LGBT trafia w naszym kraju na podatny grunt. Pokazuje to niedawne badanie CBOS.

Polska nietolerancyjna

Badanie zatytułowane „Stosunek Polaków do związków homoseksualnych” CBOS wykonał w kwietniu tego roku. Niedługo po tym, jak prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał deklarację LGBT+. A prawicowe media zaczęły mówić o rzekomym „propagowaniu ideologii LGBT” i zamiarze „seksualizacji” dzieci. Kogo te bzdury przekonały? Niestety, bardzo wielu.
Co prawda od szeregu lat spada odsetek Polek i Polaków nastawionych negatywnie do zachowań homoseksualnych. Na początku tego wieku prawie co druga osoba (41 proc.) w gejach i lesbijkach widziała wyłącznie „dewiantów” i „zboczeńców”. Obecnie już niemal 70 proc. naszego społeczeństwa uważa się za osoby tolerancyjne wobec homoseksualistów. Ale jednocześnie nadal co czwarty badany przez CBOS twierdzi, że zachowań homoseksualnych tolerować w społeczeństwie nie wolno. W liczbach bezwzględnych to 8 milionów Polek i Polaków. Których poglądy nie mają nic wspólnego z tolerancją.
Jeszcze gorzej sytuacja wygląda wśród wyborców PiS-u. Tam odsetek tych, którzy uważają, że w Polsce nie powinno być miejsca dla gejów i lesbijek wzrasta aż do 38 proc. Równie nietolerancyjna jest wieś. W badaniu CBOS aż 42 proc. rolników uznało stosunki homoseksualne za niedopuszczalne. Nie przypadkiem w tym środowisku tylko jedna osoba na siedem przyznaje, że zna osobiście jakiegoś geja lub lesbijkę. Wyobraźcie sobie odwagę młodego chłopaka lub dziewczyny decydujących się na coming-out w tak wrogim sobie otoczeniu.
Podane liczby szokują. Gdyż mówimy o poglądach naszych rodaków u progu trzeciej dekady XXI wieku. A nie 100 lat temu. I właśnie te liczby powinny dać wiele do myślenia tym, którzy uparcie twierdzą, że lewica zbyt dużo czasu poświęca walce o prawa mniejszości seksualnych.

Minister na nie

Po wydarzeniach w Białymstoku minister edukacji Dariusz Piontkowski zasugerował, że w przyszłości marsze i parady równości nie powinny być organizowane. Przedstawiciel rządu powinien znać Konstytucję. I wiedzieć, że artykuł 57 Konstytucji zapewnia każdemu prawo do organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Ale niestety, słowa ministra – mniej czy bardziej jawnie – popiera znaczna część polskiego społeczeństwa.
Nie mam nic przeciwko gejom. Nie mam nic przeciwko parze lesbijek. Ale niech siedzą w domu. I nie afiszują się swoją orientacją seksualną. Badanie CBOS pokazało, że takie rozumowanie jest bliskie przeważającej części Polek i Polaków. Zapytano respondentów, czy para gejów lub lesbijek może publicznie pokazywać swój sposób życia? I kolejne szokujące wyniki. Ponad 2/3 pytanych odpowiedziało, że nie. Wśród rolników, ludzi starszych i osób o poglądach prawicowych ten odsetek wzrósł do 80 procent. A wśród uczęszczających do kościoła kilka razy w tygodniu niemal do 90 procent.
Podsumujmy przytoczone dane przykładem, bo same liczby nie oddają skali polskiej nietolerancji. Jeśli na ławce w parku, na przystanku w oczekiwaniu na autobus, spotkamy parę całujących się ludzi – to wszystko jest w porządku. Pod jednym wszak warunkiem. Że będzie to chłopak i dziewczyna. Dwóm chłopakom albo dwóm dziewczynom w miejscu publicznym całować się nie wolno. Tak uważa przytłaczająca większość Polek i Polaków.

Krucjata homofobów

Kościelna i pisowska krucjata przeciwko środowisku LGBT+ zaczyna powoli przynosić owoce. Zatrute owoce. Autorzy badania CBOS-u zwracają uwagę, że o ile dotychczas w polskim społeczeństwie obserwowaliśmy wzrost otwartości wobec gejów i lesbijek, to w ostatnim czasie nastąpiło wyhamowanie tego trendu. Coraz więcej osób nie życzy sobie, by pary homoseksualne pokazywały publicznie swój sposób życia.
Niepokój może też budzić ostatnie badanie IBRiS-u dla „Rzeczpospolitej” dotyczące głównych postulatów środowisk LGBT: związków partnerskich, małżeństw homoseksualnych i prawa do adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. Związki partnerskie jest gotowe zaakceptować 44 proc. respondentów, małżeństwa homoseksualne – 32 proc., zaś adopcję dzieci 12 procent. Podobne pytania zadał pół roku temu IPSOS w badaniu przeprowadzonym na zlecenie OKO.press. Uzyskane wówczas wyniki to odpowiednio: 56, 41 i 18 procent. A więc we wszystkich kategoriach (związki partnerskie, małżeństwa homoseksualne i adopcja dzieci) odnotowano spadek poparcia dla postulatów środowisk LGBT.
Wniosek jest jeden. Pod rządami PiS-u i przychylnej tej partii znacznej części duchowieństwa katolickiego stajemy się społeczeństwem coraz bardziej homofobicznym. Nietolerancyjnym. Idącym w przeciwnym kierunku niż obywatele i obywatelki innych krajów europejskich.

Dwa wilki i owca

Mówi się, że demokracja to rządy większości przy poszanowaniu praw mniejszości. Ale często to tylko pusty slogan. Prawa mniejszości seksualnych do zawierania związków partnerskich nie uszanował żaden polski rząd sprawujący władzę i mający większość w parlamencie. Również lewicowy rząd SLD. Jeśli na jesieni wyborcy zadecydują o kontynuacji rządów Prawa i Sprawiedliwości, nie ma się co łudzić, że w kolejnych latach rządzący pochylą się nad którymkolwiek z postulatów środowisk LGBT.
Demokracja? Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w demokratycznej Ameryce na autobusach, w miejskich toaletach i przy wejściach do restauracji widniały tabliczki „tylko dla białych”. Polscy naśladowcy segregacji właśnie usiłują upowszechnić w Polsce „strefy wolne od LGBT”.
Beniamin Franklin powiedział kiedyś: „Demokracja jest wtedy, gdy dwa wilki i owca głosują, co zjeść na obiad. Wolność jest wtedy, gdy uzbrojona po zęby owca może się bronić przed demokratycznie podjętą decyzją”. Zadaniem lewicy jest „uzbroić po zęby” wszystkich tych, którzy muszą na co dzień stawiać czoła nietolerancyjnej i homofobicznej większości. By zapewnić im wolność. Prawo do związków partnerskich. Do małżeństw. Prawo do maszerowania. Kochania się. Do normalnego życia.
I niech nikt więcej nie twierdzi, że są to sprawy, które lewica powinna odpuścić.

Bigos tygodniowy

To, co się stało w Białymstoku, to jak dotąd najbardziej zatruty owoc prowadzonej przez PiS od wielu lat polityki obłaskawiania, zjednywania sobie i co gorsza mobilizowania kryminalnych elementów prawolsko-kibolsko-faszolskich. Teraz pisiory mogą się wypchać tą swoją wspaniałą akcją policji przeciwko białostockim agresorom i bandziorom. Pisiory przestraszyły się własnego dzieła – dlatego nakazały tak zadziałać policji. Tylko minister edukacji Piontkowski puścił farbę, pokazując co oni naprawdę myślą.
*****
Zawsze miałem Kuchcika za nielota, ale się pomyliłem. Okazało się, że nie tylko sam latał jak szatan, ale pod skrzydła brał rodzinkę, jako że grunt to rodzinka. Kuchcik, który woził (to chyba niezbyt dobre słowo w odniesieniu do aeroplanu?) swoją familię z Warszawy do Rzeszowa i z powrotem, podobno ugiął się pod presją mediów (a może przede wszystkim Kaczora) i zadeklarował, że zwróci pieniądze za nienależne loty rodzinki. Tylko, po pierwsze, dlaczego da Caritasowi, a nie zwróci Skarbowi Państwa, czyli nam, podatnikom, a to na nas przecież żerował. Gdzie tu sens i logika? Po drugie, czy naprawdę zwróci? Pisiorom nie sposób ufać. Mieli zwrócić nagrody Szydło, ale do tej pory nie ma pewności, że wszyscy je zwrócili. I jeszcze jedna kwestia na którą nikt dotąd nie zwrócił uwagi – skoro rodzina Kuchcika leciała nieformalnie, bez trybu, na doczepkę, tzn. leciała bez ubezpieczenia. A to znaczy na koszt podatników. I co z odpowiedzialnością tych, którzy ten lot zorganizowali czyli Kancelarii Sejmu? I dlaczego dowódca lotu nie zakwestionował obecności na pokładzie osób nieuprawnionych?
*****
Pisiorstwo idzie w zaparte także w innych sprawach. Nie zajmie się niewygodnym listem Falenty i mimo jednoznacznego wyroku sądu nie ujawni list poparcia dla członków neo-KRS. Według zasady: nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?
*****
Sąd Rejonowy w Warszawie zabezpieczył nalepki dołączone do tygodnika „Gapolo” czyli gazety „Sakwy” (towarzyska ksywa Sakiewicza), zakazując ich dystrybucji. Podobno różnie było w kraju z respektowaniem sądowego nakazu, ale akurat w Iławie, gdzie dokonałem obywatelskiej inspekcji w niektórych punktach sprzedaży prasy, było w porzo – w egzemplarzach „Gapola” nie znalazłem nalepek.
*****
Manifestacja niedzielna przeciw przemocy w Białymstoku. Niestety, mimo szumnych zapowiedzi, bardzo nieliczna. Róbmy tak dalej.
*****
Jakubowska Aleksandra, ex-„lwica lewicy” w rozmowie z Anną Zawadzką z LGBT: „Ale przecież nikt w czasie marszu nie zginął”. Chodziło o Marsz Równości w Białymstoku. A mówią, że kto za młodu był socjalistą, ten na starość nie będzie świnią. A może pani Jakubowska nigdy nie była socjalistką, tylko oportunistką i karierowiczką?
*****
182 tysięcy dzieci urodziło się do połowy bieżącego roku czyli o 5,8 procenta mniej niż w zeszłym roku. W całym roku ma się urodzić 370-375 tysięcy dzieci. Oznacza to zapaść demograficzną, bo to najmniejsza liczba urodzeń od czterech i fiasko 500 plus jako impulsu do dzietności.
*****
Kaja Urszula Godek zamieściła w internecie rozpaczliwy apel o pomoc finansową, bo musi opłacić adwokata, jako że organizacje LGBT zasypują ją pozwami sądowymi za zniewagi. Było nie podskakiwać Kaczorowi i nie próbować robić mu koło pióra tymi naciskami w sprawie totalnego zakazu aborcji, to by się nadal było na posadzie w spółce Skarbu Państwa i miałoby się kasę na procesy. Cierp ciało, skoroś chciało.
*****
Krakowska młodzież szkolna nie zostanie wyposażona w elementarną wiedzę o seksualności, w tym wiedzę o „złym dotyku” i o sposobach zapobieganie niechcianej ciąży. Wojewoda krakowski wycofał to, co do szkół od najbliższego roku szkolnego wprowadził samorząd. Czy Boy-Żeleński nadal mieszka w Krakowie?
*****
Najarane czymś czy naprute bandziorki, które niecnie napadły na księdza w Szczecinie, zażądały od niego ornatu twierdząc, że chcą udzielić ślubu i odprawić mszę. Czyżby już i do menelików dotarła idea „wir sind kirche” (my jesteśmy kościołem)?
*****
Pisiory oburzają się na emblemat w postaci znaku Polski Walczącej na tle barw tęczy. Niesłusznie. Powinni przyjąć z uznaniem, że środowiska LGBT, na ogół raczej indyferentne w stosunku do rezerwuaru tzw. patriotycznych i tradycyjnych wartości, oddały szacunek tej formacji.

Faszyzm po polsku

To było jednak za wcześnie, aby opinia Bratkowskiego spotkała się ze zrozumieniem. Pamiętam reakcję Jadwigi Staniszkis i jej odpowiedź na moje pytanie, czy zgadza się z Bratkowskim. Nie podzielała ani opinii Bratkowskiego, ani moich obaw, że on ma rację. Że mamy do czynienia z odradzaniem się faszystowskich symboli, faszystowskich treści, organizacji odwołujących się wprost do faszyzmu.
Minęło osiem lat. Przez wszystkie te lata narastały problemy z organizacjami odwołującymi się do treści narodowych, budującymi postawy nacjonalistyczne wśród swoich członków. W wyborach roku 2015 to z list Pawła Kukiza do Sejmu weszli posłowie – reprezentanci takich organizacji. Jak łatwo było przewidzieć – opuścili szeregi formacji Kukiza, mają własne koło poselskie. Są w formacji marszałka – seniora Kornela Morawieckiego, ojca obecnego premiera. Jeden z tych posłów został wiceministrem w jego rządzie. W wyborach do parlamentu europejskiego startowali już pod własnym znakiem, w wyborach na prezydenta Gdańska ich reprezentant też startował w wyborczym wyścigu.
Obecność polskich faszystów na krajowej scenie politycznej nie podlega dyskusji. Oni po prostu są tutaj i mają się dobrze. To jest prosty fakt, rzecz niepodlegająca dyskusji – musi to przyznać każdy, komu ideologiczne klapki na oczach nie odebrały zdolności do logicznego rozumowania i wyciągania poprawnych wniosków z oczywistych faktów.
Nie czas teraz na drobiazgowe omawianie zdarzeń medialnych takich jak ujawnienie różnych stowarzyszeń i organizacji odwołujących się wprost do niemieckiego nazizmu – najgorszej odmiany faszyzmu. Wszyscy widzieliśmy słynne uroczystości ku czci urodzin Adolfa Hitlera. Film o nich obejrzała cała Polska dzięki dziennikarzom telewizji TVN, nie służb specjalnych polskiego państwa — jak to być powinno.
Pamiętamy, jak wymiar sprawiedliwości sterowany przez polityka formacji rządzącej zabierał się do tej sprawy.
Pamiętamy, że prokuratura zamierzała postawić zarzut propagowania treści faszystowskich… dziennikarzowi. Widzimy do dziś, z jak „wielką sprawnością i zaangażowaniem” prokuratura prowadzi tę sprawę.
Pamiętamy, jak inni „bohaterowie”, w tym były ksiądz Międlar, publicznie dziękowali Zbigniewowi Ziobrze. Jak mimo upływu wielu miesięcy prokuratura nie postawiła zarzutów osobom wieszającym na szubienicach portrety europosłów z Platformy – podobno z powodu trudności w identyfikacji sprawców. Których cała Polska mogła zobaczyć na filmie.
Pamiętamy, jak prokurator prokuratury białostockiej odmówił wszczęcia dochodzenia wobec osób i organizacji posługujących się swastyką, uznając ją za starohinduski symbol słońca, jak wreszcie gesty klasycznego „hajlowania” prokurator potraktował jako… zamawianie piwa.
To tylko najprostsze przykłady z naszej politycznej rzeczywistości. Jest ich znacznie, znacznie więcej. Ale jako przykład – wystarczy.
A co w relacjach polskich faszystów z polskim kościołem katolickim?
Tu jeszcze lepiej. Kościół katolicki w Polsce, pretendujący do rządu dusz Polaków, wspiera i propaguje organizacje narodowców i kiboli nazywając je wprost emanacją polskiego ducha; a ich członków nazywa obrońcami wiary. Szczytowym wydarzeniem jest coroczna pielgrzymka tych organizacji i środowisk na Jasną Górę – do najważniejszego polskiego sanktuarium. To, co się dzieje na Jasnej Górze — przechodzi wszelkie wyobrażenia o całkowitym oderwaniu polskiego kleru od elementarnych wartości chrześcijańskich, od nauczania papieża Franciszka.
Ostatnie wydarzenia w Białymstoku, o których informacje poszły w świat i przyprawiły nam gębę fanatyków i faszystów — dowiodły wyraźnie: to, co tam się stało, jest prostą konsekwencją długotrwałych procesów odradzania się polskiego faszyzmu. To, co zaczęło od marszu z pochodniami prawie dziesięć lat temu — rośnie w siłę i ma się dobrze.
I niech nikt mi nie mówi, że polskich faszystów nie ma w Sejmie. To nieprawda, są i wiele wskazuje na to, że będzie ich więcej. Przy takim jak dziś klimacie politycznym, takiej ostrej walce politycznej — narodowcy i w ogóle ekstremiści wszelkiej maści są tam potrzebni.
Potrzebni oczywiście władzy, która rozpętuje nienawiść celowo — czy to do uchodźców, czy gejów i lesbijek. Potrzeba wroga zawsze pomaga wzmocnić poczucie więzi swoich, naszych, polskich patriotów co to dadzą odpór światowemu lewactwu i zachodniemu zepsuciu.
Przyglądając się, jak Jarosław Kaczyński reżyseruje kampanię wyborczą swojego ugrupowania, wiem jedno — nie będzie odwrotu, nie będzie odcięcia się od nacjonalistów i faszyzujących organizacji. To jest bowiem jego zaplecze, jego żołnierze. Polski kościół katolicki też nie odetnie się od ludzi, którzy z nienawiścią w sercu, bluzgami na ustach noszą koszulki z napisem „Armia Boga”.
Tak, to jest armia ich boga, boga władzy i mamony.
To im, w niedzielę po wydarzeniach sobotnich w Białymstoku dziękowali księża z ambon. To był prawdziwy obraz kościoła, a nie wymuszone polityczną kalkulacją słowne odcięcie się od wydarzeń. Jak można w ciągu kilku dni głosić tak diametralnie różne treści, jak nastąpiło w wypowiedziach białostockiego arcybiskupa? Przypomnę – przed marszem równości arcybiskup Białegostoku wprost wzywał, aby dać odpór zgorszeniu i lewactwu. Kibole i narodowcy po prostu posłuchali.
Lament niektórych duchownych nad obrazkami bicia i kopania leżących jest cichy i nie jest szczery. Szczere były słowa proboszczów, którzy w niedzielę w dzień po zajściach dziękowali obrońcom wiary.
I na koniec jeszcze jeden wątek. Początki tych złych zjawisk, odradzania się polskiego faszyzmu, moim zdaniem, biorą się z nieopanowania ruchu kibolskiego.
To, co było objawem profesjonalizacji działań kibiców piłkarskich: tworzenie organizacji kibiców poszczególnych drużyn, budowanie silnych więzi ze „swoim” klubem i jego zawodnikami — już bardzo dawno stało się patologią. Zrzeszenia kibiców zmieniły się w gangi kiboli – ludzi zdolnych do wszystkiego. Zdolnych do łamania prawa, do tworzenia mafijnych powiązań ze światem piłki. Piłki, w której dzisiaj roli głównej nie grają zawodnicy, a pieniądze. Duże, a nawet wielkie.
Odwołam się do własnej pamięci – jeszcze na początku lat 90, jako poseł na Sejm II kadencji, gdzieś w jakimś studiu radiowym czy telewizyjnym zaproponowałem, bazując na swoich wiadomościach o tym, co dzieje się w klubie kibiców Lechii Gdańsk, żeby uznać go (ten klub kibiców) za organizację przestępczą.
Ten — przyznaję, ostry postulat — opierałem na wiedzy o tym, jakimi metodami starsi członkowie klubu kibica Lechii werbowali młodzież, często dzieci. Były to lata, w których radia samochodowe były wyjmowane, nie montowane na stałe, jak jest to dziś. Kandydaci na członków klubu kibica otrzymywali proste zadanie – przynieś radio z tego i tego samochodu, a będziesz przyjęty. I to było skuteczne, dziecko przynosiło radio z kradzieży i zostawało członkiem klubu kibica Lechii Gdańsk. Gdy następowała „wsypa”, jako dziecko nie stawało przed sądem, a zdobycz zasilała kasę klubu.
To były początki przestępczej działalności kibiców piłkarskich. Teraz to inny świat, inne interesy, inne pieniądze. Większe. Wspólne jest tylko jedno — przestępczy charakter.
Pamiętam, jakie były reperkusje tej mojej oceny. Nie były przyjemne, ale przeżyłem. To już coś.
Stawiam tezę, że tam jest początek. To z tego ruchu, z tych środowisk rekrutują się ludzie potrzebujący poczucia wspólnoty, szukający wsparcia. Patriotyzm klubowy to prawdziwe poczucie więzi ze swoim klubem, myślenie o innych klubach jako o wrażych państwach. Wszyscy są wrogami — chyba że akurat zawarliśmy sojusz. Ale ten nigdy nie trwa długo, patrz sojusz najbardziej zwaśnionych klubów kibiców piłkarskich w dniach pogrzebu papieża Wojtyły – trwał chyba dwa tygodnie.
Nie da się zrobić porządku z jawnie faszyzującymi organizacjami bez wyprostowania sytuacji pozornie odległej od polityki: sytuacji w klubach kibiców piłki nożnej.
No to co, ktoś teraz powie Idziemy po was?
Powiedzieć — może i powie. Ale czy pójdzie?

Inny Białystok

…jest możliwy!

Potrzebujemy lewicy w Sejmie, żeby sytuacje takie jak ta z Białegostoku już nigdy nie miały miejsca.
300-tysięczna stolica Podlasia (pod względem populacji niedawno wyprzedziła Katowice),miasto wielokulturowe, pokazała dziś swe inne-tolerancyjne-oblicze.
Po 8 dniach od Marszu Równości,w trakcie którego doszło do zamieszek i aktów brutalności wobec przedstawicieli mniejszości seksualnych,odbyła się tam spokojna manifestacja pod hasłem „Polska przeciw przemocy”. Powiało ostrożnym optymizmem.
Do rangi symbolu urasta to, że owo wydarzenie zorganizowały 3 ugrupowania lewicowe-Sojusz Lewicy Demokratycznej, Wiosna i Partia Razem, których liderzy: Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń oraz Adrian Zandberg zabierali głos w tym samym duchu. Przeciw dyskryminacji,za tolerancją,równym traktowaniem oraz przestrzeganiem Konstytucji RP.
To również dobry prognostyk przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, gdyż wspólny start lewicy w październiku wyraźnie zwiększyłby szanse tej formacji. Wiadomo, iż lewica społeczna nad Wisłą stanowi znaczącą siłę, zaś z lewicą polityczną bywa różnie… Często bywała ona podzielona,a niekiedy sprawdzało się nawet gorzkie i ironiczne powiedzenie – „więcej wodzów niż Indian”.
Wnioski należy wyciągać choćby z ostatnich wyborów do Sejmu i Senatu
25 października 2015r.Wtedy Zjednoczona Lewica (SLD i 4 mniejsze ugrupowania) zarejestrowała się (błędnie) jako koalicja z progiem 8-procentowym.Niestety uzyskała tylko 7,55 proc. głosów (1,15 mln). Na Partię Razem idącą – wbrew nazwie – osobno oddano 3,62 proc. głosów (ponad pół miliona). W sumie do kosza wyrzucono prawie 1,7 mln głosów zwolenników lewicy i TYLKO DLATEGO Prawo i Sprawiedliwość (Zjednoczona Prawica) zdobyła samodzielną większość w Sejmie.
Gdyby obie formacje połączyły swe szeregi, w Sejmie lewica dysponowałaby 47 mandatami,zaś losy naszego kraju w ostatnich czterech latach wyglądałyby inaczej. Stare powiedzenie mówi, iż najmądrzejsi uczą się tylko na cudzych błędach, rozsądni-na błędach innych i własnych, a najgłupsi na żadnych. Wnioski nasuwają się przeto same!

Dlaczego nas biją

Polemika Piotra Nowaka z Piotrem Figlem, który analizując wydarzenia z Białegostoku. popełnia częsty na lewicy grzech ekonomizmu.

Tydzień temu grupa kiboli i nacjonalistów napadła na Marsz Równości w Białymstoku. Dwa dni temu nazi-grafficiarz skatował mojego przyjaciela Przemysława Witkowskiego. Tony ksenofobicznego gnoju wylewają anonimowe konta na Twitterze i Facebooku. Produkują setki komentarzy o takiej samej treści. Reagują natychmiast po wydarzeniu, narzucając społeczeństwu odpowiednią interpretację. Krzeszą iskrę gniewu i podsuwają zdania do jego werbalizacji. Przekaz reżimu jest następujący: lewacy i LGBT najpierw szargają świętości, atakują nasze dzieci, więc niech potem się nie dziwią, że porządni ludzie im się przeciwstawiają. Zresztą, sami na nas napadają. Np. powiedzą coś nieuprzejmego, albo nakleją coś na szybę w redakcji Gazety Polskiej. Zasłużyli.
Przenikliwy obserwator politycznej rzeczywistości Piotr Figiel w swoim tekście stawia tezę, że erupcja agresji, bicie ludzi i ogólna degeneracja, jaka objawiła nam się w Białymstoku to skutek procesów ekonomicznych, mających skutki społeczne. „Bieda, brak perspektyw, niewyobrażalnie niska dla mieszkańca stolicy jakość służby zdrowia i innych usług publicznych odciskają się piętnem na mieszkańcach Podlasia. Traumę spotęgowało rozbicie rodzin, spowodowane koniecznością emigracji za chlebem” – twierdzi, dodając, że walcząc z przemocą trzeba „wziąć pod uwagę cały kontekst i wszystkie czynniki. Inaczej walka nigdy skuteczną nie będzie”.
Figiel sam jednak sprowadza wszystko do jednego czynnika, popełniając grzech ekonomizmu. Polityka neoliberalna i jej skutek w postaci nierówności, upadku usług publicznych i poczucia osamotnienia wytwarza oczywiście poczucie niesprawiedliwości i gniewu. Jednak gniew ten może zostać uzbrojony w różne narracje sprzeciwu. Nienawiść do gejów, polowania na lewaków, plucie na równość społeczną i egalitarne wartości są efektem oddziaływania ideologicznych aparatów państwowych. Jeden z najzdolniejszych uczniów Marksa, Louis Althusser wyróżnił w tej kategorii następującej instytucje: kościoły, partie, związki zawodowe, rodziny, niektóre szkoły, większość gazet, placówek kulturalnych. Teraz możemy dorzucić do tego dwa niezwykle ważne narzędzia – media społecznościowe i telewizję publiczną.
Moment, w którym homofob skrzykuje się z innymi homofobami na bicie ludzi jest wypadkową bodźców informacyjnych, które wytwarzają w mózgownicach stan emocjonalnego wrzenia. Będąc w Białymstoku stałem twarzą w twarz z takimi ludźmi. Byli to mężczyźni z cechami osobowości autorytarnej, miłujący hierarchiczną wizję świata, konserwatywny porządek społeczny i pogardę dla słabości. „A jakby pedał twoje dziecko zgwałcił” – krzyczeli wymachując mi przed twarzą kończynami. Oni naprawdę wierzyli, że stają w obronie dzieci.
A teraz posłuchajmy Jarosława Kaczyńskiego: „To jest właśnie socjotechnika mająca zmienić człowieka. Co jest w jej centrum? Otóż w jej centrum jest bardzo wczesna seksualizacja dzieci. To jest nie do uwierzenia; ja sam póki nie przeczytałem, nie mogłem w to uwierzyć, ale to ma się zacząć w okresie 0-4, czyli od urodzenia do czwartego roku życia” – mówił prezes PiS w marcu br na konwencji regionalnej PiS w Jasionce pod Rzeszowem. Te słowa były powtarzane w Wiadomościach, Panoramie, Teleekspresie, Telewizji Trwam, Telewizji Republika, Polskim Radiu i Radiu Maryja, a także przez niezliczonej ilość profili w social mediach przez kolejne dwa miesiące – aż do wyborów europarlamentarnych. To chyba najczęściej cytowana wypowiedź 2019 roku. Ale to jedynie promil ładunku propagandowego. Wyrwane z kontekstu wypowiedzi polityków opozycji i działaczy LGBT,w których domagali się wprowadzenia czy to karty LGBT (czytaj: seksualizacja), czy to prawa do adopcji dzieci przez pary jednopłciowe były również serwowane z ogromnym natężeniem. Oczywiście wraz z komentarzem narzucającym interpretacje – atakują nasze pociechy, nasz model rodziny, chcą zniszczyć nasz styl życia, depczą nasze wartości. Cel – pozbawienie odbiorcy wątpliwości – mamy do czynienia z wojną.
Czasy, w których władza posiadała swoje bojówki, używane do bicia i zastraszania przeciwników dawno odeszły już do lamusa. Również aparat państwowy nie może sobie pozwolić na bezpośrednie stosowanie przemocy wobec ideologicznych wrogów. Teraz instrumentem zadawania krzywdy jest informacja. Narzędziem natomiast – grupy społeczne jak kibole czy nacjonaliści, posiadające zdolność bojową i niewiele szarych komórek, co daje pewność, że nie połapią się, że są tylko pionkami.
To obecna władza i ideologiczne aparaty państwowe odpowiadają za dantejskie sceny na Marszu Równości, pobicie Przemysława Witkowskiego i kolejne akty agresji, które, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, będą mieć miejsce już wkrótce. Jedynym rozwiązaniem jest zniszczenie ideologicznych aparatów wroga i stworzenie swoich. Ale to już temat na osobny komentarz.

Do dobrych ludzi z Białegostoku (komentarz Piotra Figla)

Ten, kto zna realia życia na Podlasiu, doskonale zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później brunatny Białystok pokaże Polsce i światu swoje prawdziwe oblicze: ksenofobiczne, pełne przemocy oraz braku szacunku do drugiego człowieka. Parada Równości była tylko pretekstem.
Nie jest moim celem linczowanie białostoczan, ale chcę Wami wstrząsnąć. Dobrzy ludzie, którzy jeszcze jesteście w tym mieście, nie bójcie się i zróbcie coś z żółto – czerwonym motłochem rządzącym ulicami stolicy Podlasia, zanim bandyci wejdą do Waszych domów!
Żeby zrozumieć tragiczne wydarzenia z minionej soboty, trzeba zdać sobie sprawę z kilku faktów. Przyjąć je z pokorą i żalem, ale ich nie odrzucać. Po pierwsze, lokalna społeczność nie wyciągnęła wniosków z pogromów i zbrodni, jakie na Podlasiu w czasie drugiej wojny światowej Polacy popełnili na swoich żydowskich sąsiadach. Jedwabne nie było incydentem, a miejsc jemu podobnych w regionie jest wiele. Poradzenie sobie z trudnym brzemieniem historii przerosło Polaków. Zamiast wyrażenia żalu, nosimy w sobie butne przekonanie o czystości i niewinności naszego narodu.
Próba rozbicia białostockiej Parady Równości miała w sobie wszystkie cechy pogromów. Była zaplanowana przez zorganizowaną grupę bandytów, do której spontanicznie przyłączali się postronni mieszkańcy, doszło do fizycznej agresji, którą poprzedziły słowa wsparcia lokalnych autorytetów: Kościoła oraz klubu piłkarskiego Jagiellonia. Kapłani, czy nam się to podoba, czy nie, są autorytetami dla większości mieszkańców Polski. W Białymstoku namawiali do fizycznej agresji – i to zarówno katoliccy, jak i prawosławni.
Bieda, brak perspektyw, niewyobrażalnie niska dla mieszkańca stolicy jakość służby zdrowia i innych usług publicznych odciskają się piętnem na mieszkańcach Podlasia. Traumę spotęgowało rozbicie rodzin, spowodowane koniecznością emigracji za chlebem. Lokalne życie przesycone jest nieustannym paranoicznym lękiem o pracę czy mieszkanie. Procesom wykluczenia społecznego, oprócz lęku, towarzyszą przemoc i agresja.Wykluczeniem nie należy przemocy usprawiedliwiać – ale jeśli się z tą przemocą walczy, to wypada wziąć pod uwagę cały kontekst i wszystkie czynniki. Inaczej walka nigdy skuteczną nie będzie.
Obawiam się jednak, że z przestrogi tej nikt nie wyciągnie właściwych wniosków. Kościół nawet nie myśli o przeprosinach za haniebne słowa. Prezydent Białegostoku potraktował sobotnie wydarzenia instrumentalnie w walce z polityczną konkurencją, a potem, 24 lipca, zwołał konferencję prasową… na stadionie, by ogłosić konkurs na jego nazwę. Prezes Jagiellonii Cezary Kulesza, zamiast potępić bandytów w klubowych koszulkach, cynicznie stwierdził, że klub nie może odpowiadać za każdy karygodny czyn popełniony przez osoby ubrane w jego barwy. Stowarzyszenia bojówkarzy Jagiellonii chwalą się, że Białystok i jego ulice są ich. A gdzie są porządni mieszkańcy tego miasta? Boją się wyjść z domów.
W tym świetle, organizowana przez szukającą tożsamości lewicę, demonstracja przeciw przemocy nic nie zmieni. Impuls do protestu powinien wyjść od Białostoczan. To Wy powinniście odrzucić strach, policzyć się na ulicach i zmienić brunatne oblicze tej ziemi.

Białystok po ośmiu dniach

W niedzielę w Białymstoku odbył się protest przeciwko nienawiści. Organizatorami wiecu były partie bloku lewicowego  – Sojusz Lewicy Demokratycznej, Razem i Wiosna. Tym razem nie doszło od aktów przemocy, jak w poprzednią sobotę podczas pierwszego Marszu Równości zorganizowanego w stolicy Podlasia.

Ogłaszając manifestację liderzy partii lewicowych – Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń i Adam Zandberg napisali: „Chcemy wspólnie zaprotestować przeciwko przemocy, dyskryminacji i homofobii w przestrzeni publicznej oraz okazać solidarność z mieszkańcami miasta i ofiarami nienawiści”. „Mówimy jednym głosem: nie ma naszej zgody na przemoc i dyskryminację ze względu na orientację seksualną (czy z jakiegokolwiek innego powodu). Polska jest naszym wspólnym domem. Każda oraz każdy z nas ma prawo czuć się tu bezpiecznie” – zapowiedzieli organizatorzy wydarzenia.
Uczestnicy manifestacji demonstrowali pod hasłami „Polska dla wszystkich”, „Polska przeciw przemocy”, „Stop nienawiści”, Miłość nie wyklucza”, nieśli flagi tęczowe i flagi Unii Europejskiej. Na obrzeżach zgromadzenia gromadziły się grupki kontrmanifestantów, ale do aktów agresji nie dochodziło – nie powtórzyły się sceny, które osiem dni temu wstrząsnęły świadomością Polaków. Wówczas dochodziło do bezpośrednich ataków na uczestników marszu, lżenia ich, obrzucania jajkami, butelkami i innymi przedmiotami. Sobotni marsz odbywała się pod hasłem „Białystok domem dla wszystkich”. W świetle brutalnych ataków na jugo uczestników hasło to wydało się ponurą ironią, jakby rozbijający marsz kibole chcieli mu tym bardziej zadać kłam. W następstwie tych wydarzeń policja zidentyfikowała 112 osób i prowadzone są 84 postępowania.
„W pierwotnym założeniu manifestacja miała odbywać się również jako marsz, jednak organizatorzy nie dostali na to zgody” mówi przewodniczący podlaskich struktur SLD Piotr Kusznieruk, który specjalnie dla „Dziennika Trybuna” relacjonował przebieg odbywającej się na białostockim pl. Piłsudskiego demonstracji. Zwracał także uwagę, że spokojny przebieg niedzielnej manifestacji to również efekt reakcji mieszkańców Białegostoku, którzy poczuli, że skandaliczne wydarzenia – w których skądinąd brało udział wielu przyjezdnych, którzy specjalnie pojawili się w mieście aby blokować marsz – w konsekwencji są wyjątkowo szkodliwe dla wizerunku miasta w całej Polsce a nawet za granicą. Bo świadomość, że nazwa Białegostoku stała się znana w jednoznacznie negatywnym kontekście stała się czymś oczywistym. Poza protestem przeciw przemocy i dyskryminacji, taki był też cel zorganizowania niedzielnego wiecu – aby choć w części zatrzeć fatalne wrażenie jakie wywołały burdy i homofobiczna agresja.
Na wiecu występowali liderzy partii-organizatorek. „Nigdy nie myślałem, że będę skandował solidarność naszą bronią – powiedział mówił szef SLD Włodzimierz Czarzasty. – Nie będziemy nigdy tolerowali tego, że ktoś wiesza zdjęcia posłów, że dzieli Polskę na sorty, że idzie obok faszystów i mówi, że ich nie widzi”. Z kolei Adrian Zandberg z Razem mówił: „Wolność to życie bez strachu, to możliwość wyjścia na ulicę za rękę z tym, kogo się kocha. (…) Wierzę, że większość Polek i Polaków, po tym, co zobaczyła w zeszłym tygodniu, będzie solidarna z ofiarami przemocy. Kiedy biją, jest tylko jeden wybór – albo się jest po stronie bijących albo bitych. Innego wyboru nie ma”. Robert Biedroń dzielił się natomiast swoimi wspomnieniami, aby wykazać, że zmiana jest możliwa, że do akceptacji odmienności można dojść.
Dzień wcześniej, 27 lipca, przeciwko przemocy protestowały metropolie: Warszawa, Katowice, Szczecin i Wrocław. O „strefę wolną od nienawiści” zaapelowały również mniejsze miejscowości w całej Polsce: demonstracje odbyły się w Pile, Białowieży, Węgorzewie, Zgorzelcu, Wałbrzychu czy Gryficach.
Stołeczny wiec rozpoczęło przemówienie Ewy Hołuszko – działaczki „Solidarności” i osoby transpłciowej, która tydzień temu w Białymstoku była na czele zaatakowanego przez nacjonalistów i kiboli marszu.
– Spotkały się dwie Polski. Jedna to ta europejska, dążąca do wolności. Druga to ta pseudochrześcijańska, która chce nas cofnąć o dziesiątki lat – tak kobieta mówiła o wydarzeniach w stolicy Podlasia. Kolejne przemawiające osoby, które również uczestniczyły w tamtym marszu, mówiły o agresji i strachu, ale również o tym, że to politycy zawiedli, przeliczając poparcie społeczności LGBT na procenty poparcia i ignorując jej postulaty. Pisarka Sylwia Chutnik ostrzegała, że jeśli przemoc nacjonalistycznych bojówek będzie nadal tolerowana, to jej poziom będzie tylko rosnąć i dojdzie do prawdziwej tragedii.
Za to, że sprawy związków partnerskich nie zostały dotąd uregulowane prawnie, przepraszała reprezentantka SLD Anna-Maria Żukowska. „Chcę i marzę o tym, by w Marszach Równości nie trzeba już było chodzić po to, by walczyć o równe prawa, tylko po to, by podczas nich po prostu radośnie celebrować równość” – powiedziała, zaś Adrian Zandberg z Razem, przypominając o zniszczeniach, jakich faszyści dokonali w Warszawie, apelował o udział w jutrzejszym lewicowym marszu przeciw przemocy w Białymstoku oraz w marszu równości w Płocku 10 sierpnia.
Około 200 osób zebrało się na proteście w Katowicach, pod hasłami „Kożdy inkszy, wszyscy równi” oraz „Wolność, równość, tolerancja” Blisko tysiąc osób zgromadził marsz pod kurię archidiecezjalną we Wrocławiu. Podobnie jak w Warszawie, i tam w tłumie widoczne były flagi Razem, Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, Wiosny, sztandary tęczowe.
W niedzielę 28 lipca w Białymstoku lewicowi działacze wspólnie zaprotestowali przeciwko przemocy w przestrzeni publicznej oraz okazali solidarność z ofiarami nienawiści.

Siejesz nienawiść – zbierasz burzę

Kilka dni temu białostocki abp Tadeusz Wojda wydał osobliwe oświadczenie zaopatrzone w magiczne non possumus. Myślałem, że się sprzeciwia mowie nienawiści, korupcji polityków, albo niechęci wobec uchodźców. Jak wiadomo, te przymioty dość często są wytykane jego podwładnym. Wiadomo przecież, że jest człowiekiem światowym i na wielu salonach się obracał. Znalazł się w Białymstoku zesłany niemal z Watykanu, gdzie robił błyskotliwą karierę jako podsekretarz Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów w latach 2012-2017. Miałem nadzieję, że właśnie ten światły duchowny wprowadzi nowego ducha do tej, niegdyś wielokulturowej, wieloetnicznej i wieloreligijnej metropolii. Nic tylko przekładać rzymskie i światowe doświadczenia na polski grunt.
Nic z tego, owo non possumus dotyczyło pierwszego Marszu Równości, który mimo dramatycznego apelu metropolity się odbył w sobotę 20 lipca 2019.
Był to pierwszy marsz i mieszkańcy Białegostoku zapamiętają go na długo. Relacje medialne są bogate w szczegóły, więc ich oszczędzę, zwrócę jednak uwagę na poetycki reportaż Jacka Dehnela, który brał udział w tym wydarzeniu, a wrażenie opisał na swoim fb (nie mam, więc czytałem na portalu ogólnodostępnym, któremu pisarz uprzystępnił swój tekst opatrzony adnotacją: Powyższy tekst Jacka Dehnela ukazał się dziś na jego profilu na Facebooku. Tekst publikujemy za zgodą autora. Na prośbę autora honorarium za niniejszy tekst przekażemy na organizację przyszłorocznego Marszu Równości w Białymstoku).
Myślę, że Henryk Sienkiewicz nie powstydziłby się opisu tych doprawdy dramatycznych wydarzeń. Jednak Dehnelowi udało się uchwycić głębię (dość jednak płytkich) portretów psychologicznych bandziorów, którzy próbowali marsz zakłócić.
I jak najsłuszniej zwrócił uwagę na główne źródło inspiracji – właśnie abpa Wojdy.
Pisze Dehnel na portalu Onet.pl:
„Katedra jest przecież bijącym źródłem tej furii; to stamtąd biskup Wojda rozesłał swój komunikat, że „Non possumus”, że „nie możemy się zgodzić”, żeby marsz przeszedł, żeby wolni obywatele Polski korzystali ze swojego konstytucyjnego prawa. Teraz wszyscy ci panowie Staszkowie i panie Łucje w kretonowych sukienkach, i sebiksy z prawem wilka na koszulkach i w oczach, stoją wzdłuż marszu, biegną, pokazują faki, ten uniwersalny znak pokoju, wylewają z siebie tę homilię wulgaryzmów, to biskup Wojda stoi za tymi lecącymi kamieniami i butelkami, za guzem dziewczyny, która przeczesuje palcami włosy na drugą stronę. Biskup Wojda nie musi rzucać sam, zapewne „brzydzi się przemocą” i „pochyla się z troską”, wystarczy, że ma od tego kibolskie bojówki, które głoszą jego ewangelię.
I ma rację. Pewnie jego reportażu Wojda nie przeczyta i na przyszły roku znowu wyda swoje „non possumus”, uruchamiając potoki nienawiści i wzmacniając już i tak potężne uprzedzenia powierzonych jego opiece owieczek, miast je blokować, mitygować i cywilizować. A po tym, co się stało, mam nadzieję, że choć trochę arcybiskup się zawstydzi, a może nawet przeprosi?”
No cóż, to też są rozżarzone węgle, które Kościół gromadzi na swojej głowie.

Stanisław Obirek (Studio Opinii)

Sieją faszyzm

Dzięki polskim kibolom i katolickim księżom miliony ludzi na całym świecie znowu uwierzyło w istnienie „polskich obozów śmierci”.
Elity PiS za swój punkt honoru przyjęły zadanie poprawy wizerunku Polski za granicą. Najpierw skrytykowały „pedagogikę wstydu” uprawianą rzekomo przez poprzednio rządzących, prowadzącą do zgody na prezentowane w zagranicznych mediach negatywne wizerunki Polski i Polaków. Zwłaszcza prezentowania tam stereotyp antysemickiego Polaka – katolika i Polski jako kraju ksenofobicznego. Matecznika polskiego antysemityzmu i ksenofobi , czyli idealnego miejsca dla lokalizacji „obozów śmierci” dla milionów Żydów podczas II wojny światowej.
Aby poprawić wizerunek Polski za granicami politycy PiS wykonali wiele działań. Powołali liczne „narodowe” fundacje , przeróżne „reduty” zajmujące się obroną „dobrego imienia Polski i Polaków”. Wielu z zatrudnionych tam „zawodowych patriotów” i „obrońców dobrego imienia” zostało suto zasilonych dotacjami z opanowanych przez elity PiS spółek skarbu państwa. Dotacje takie sięgnęły rzędu miliardów złotych !
Parlamentarzyści PiS , wraz z klubem Kukiz15, specjalnie znowelizowali ustawę o IPN. Aby surowo karać wszystkich zarzucających przedwojennym Polakom antysemityzm i wspomaganie niemieckich faszystów w organizowaniu zagłady narodu żydowskiego.
Niestety ustawa okazała się wyjątkowym bublem prawnym, bo wprowadzała cenzurę mediów i badań naukowych. Wstydliwie zmieniono ją po ostrych interwencjach administracji USA i rządu Izraela.
Wysiłki elit PiS przyniosły też pozytywne rezultaty. Kilkakrotnie, z wielkim rozgłosem, upomniano zagranicznych polityków i dziennikarzy, aby nie używali nieprawdziwego określenia „polskie obozy śmierci” zamiast ”niemieckie, nazistowskie obozy śmierci”.
I zdawałoby się, że krok po kroku następuje poprawa światowego wizerunku Polski, tak ważna dla pozyskiwania turystów i inwestycji zagranicznych dla naszego kraju, że Polska będzie postrzegana tam jako kraj gościnnych, przyjaznych ludzi . Jednak wystarczył jeden dzień, aby wieloletnie wysiłki i miliardy złotych wydane na promocję Polski , zostały utopione w narodowo- katolickim błocie.
Bo polscy, faszyzujący kibole błogosławieni przez księży katolickich i polityków PiS postanowili dać pokazową lekcję swego patriotyzmu. Zatrzymać „pochód ideologii LGBT”, czyli białostocką Paradę Równości. Parady nie zatrzymali, ale rozzuchwaleni poparciem najwyższych władz kościelno- państwowych poczęli robić to co potrafią. Czyli grupowo bić kobiety, młodszych i słabszych chłopaków. I rabować im cenne przedmioty.
Widać zrabowane telefony komórkowe ci nacjonalistyczni patrioci, mieniący się spadkobiercami „ Żołnierzy Wyklętych”, potraktowali jak wojenne trofea.
A wszystko zaczęło się od kłamstwa narodowo- katolickiego.
W 2014 roku propagandziści PiS wymyślili zagrażające Polsce „hordy muzułmańskich uchodźców” rzekomo najeżdżające nasz kraj z Syrii i innych krajów Bliskiego Wschodu. W czasie kampanii wyborczej 2015 roku skutecznie wystraszyli polskich wyborców groźbą wymyślonego przez siebie uchodźczego najazdu. A potem triumfalnie ogłosili, że to tylko dzięki ich wysiłkowi Polska uniknęła muzułmańskiemu najazdu. Pomimo iż, Polska nie była i nie jest celem afrykańskiej migracji.
Ale propagandziści PiS mistrzowsko opanowali sztukę kreowania nieistniejących problemów i potem triumfalnego ogłaszania rozwiązywania przez nich tegoż, nieistniejącego w rzeczywistości problemu.
Skoro udało się w 2015 , to przed kolejnymi wyborami propagandziści PiS poczęli szukać kolejnego straszaka. Najpierw straszyli „ideologią gender”. Ale nawet ci straszący nie potrafili jasno wyjaśnić cóż to ten „żender” jest. Niektórzy tłumaczyli, że „gender – żender” polega na tym, że kobiety chodzą w spodniach, a faceci w sukienkach.
Ale kiedy przypomniano im , że w sukienkach chodzą w Polsce najczęściej katolicy księża i ministranci , to szybko grożący nam „gender- żender” z PiS propagandy zniknął.
Puste miejsce,po muzułmańskich uchodźcach i „żender – gender”, zajęła „ Ideologia LGBT”. Aby znów wystraszyć przysłowiowy „ciemny lud” . Aby teraz zagłosowali oni na pogromców „ Ideologii LGBT” . Czyli kandydatów PiS.
Prawda jest taka, że „Ideologia LGBT” nie istnieje. Bo ludzie o homoseksualnej orientacji mieszkający w Polsce mają przeróżne poglądy, także polityczne. Znam homoseksualistów, którzy są narodowcami. Jeden z nich nawet jest ich prominentnym politykiem. Znam homoseksualistów, którzy głosowali w 2015 roku na PiS. Bo chcieli obniżenia wieku emerytalnego. Znam homoseksualistów, którzy są rasistami. Większość znanym mi homoseksualistów głosowało wcześniej na PO. Mniejszość na partie lewicowe.
Postulat równych praw dla osób homoseksualnych i heteroseksualnych to nie jest „Ideologia LGBT” . To ideologia podstawowych praw człowieka. Jeśli uznamy i zgodzimy się, że wszyscy ludzie są równi, niezależnie od ich rasy, wyznania, orientacji seksualnej, poglądów politycznych, to wszyscy oni powinni mieć takie same prawa. Należą im się one jak przysłowiowa miska zupy.
Warto przypomnieć, że trzysta lat temu podobnych praw nie mieli polscy chłopi. O tym czy mogą zawrzeć związek małżeński decydowali wtedy ich panowie. Bo chłopów uznawano za istoty gorsze, potomków biblijnego „ Chama”.
Dwieście lat temu równych praw nie miały kobiety. To ich rodzice albo mężowie decydowali o tym, co one mają robić. Bo powszechnie uważano kobiety za istoty głupsze od mężczyzn i z natury nieodpowiedzialne, niezdolne do decydowania o swoim losie.
Tamten stan rzeczy uważano wtedy za „naturalny porządek”. Był on sankcjonowany przez ówczesne władze i błogosławiony przez kościół katolicki.
Teraz w IV Rzeczpospolitej rolę dawnych chłopów pańszczyźnianych i kobiet przypisano środowiskom LGBT i ich bliskim. Stali się współczesnymi „czarownicami”, na które powinni polować przykładni obywatele. Takie polowanie urządzono w Białymstoku.
Niestety wizerunki polskich nazioli bijących spokojnych uczestników Parady Równości w Białymstoku pokazano we wszystkich telewizjach świata. Pokazywano też trzymane przez bandytów różańce i eksponowane przez nich faszyzujące symbole.
Poinformowano , że bijący pokojowo nastawionych uczestników Parady mieli błogosławieństwo polskich księży katolicki i rządzącego PiS.
W ten sposób Białystok, szybko rozwijające się miasto, stało się symbolem wschodnioeuropejskiego faszyzmu i ksenofobii.
Czyli miejsca nieprzyjaznego dla studentów zagranicznych, dla poważnych zagranicznych inwestorów. Bo trudno będzie poważnym, nie spekulacyjnym, firmom znaleźć kadrę zarządzającą gotową osiedlić się w mieście gdzie biją tylko za inny kolor włosów albo spodni.
Straty wizerunkowe jakie w wyniku faszystowskich rozrób poniosła Polska i Białystok będą trudne do szybkiego odrobienia i bardzo kosztowne.
Co gorsza elity PiS nie potępiły jednoznacznie i zdecydowanie tych kibolskich bojówek.
Krytyczne słowa pani minister spraw wewnętrznych i pana premiera nie zostały wsparte przez potępienie przemocy przez pana prezesa Kaczyńskiego.
Milczy w tej sprawie pan minister Adam Lipiński , jeden z najbliższych, wieloletnich współpracowników pana prezesa, sprawujący obecnie funkcje pełnomocnika rządu do spraw społeczeństwa obywatelskiego i pełnomocnika rządu do spraw równego traktowania!!!
Niektórzy prominenci obozu rządzącego, jak pan minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski, próbowali nawet usprawiedliwić faszystowskie bojówki. Stawiać znak równania pomiędzy bijącymi a bitymi.
Takie postawy prominentnych polityków PiS sprawiają, że uzasadnione są podejrzenia o potajemne flirtowanie elit PiS, zwłaszcza związanych z „Gazetą Polską” i jej Klubami, z faszyzującymi środowiskami kibolskimi. Podejrzenia o używanie kibolskich bojówek przez elity PiS na wzór ukraińskich „Tituszek”. Wynajmowanych przez ukraińskich oligarchów chuliganów dla rozbijania wieców i obchodów organizowanych przez ich przeciwników. A także do obstawiania lokali wyborczych , aby wywierać presję na glosujących.
I tak w efekcie przedwyborczych intryg PiS, sianiu przez nich nienawiści, nasz kraj zyskał w światowych mediach opinie matecznika ksenofobii, nietolerancji i nienawistnego katolicyzmu.
Idealnego miejsca dla lokalizacji byłych i przyszłych obozów śmierci.

Głos Przeciwko Przemocy

Żyjąc w demokratycznym kraju, gdzie wszystko co ważne opiera się na dokonywaniu wyborów, nie podejmując głosu w sprawie mimo wszystko podejmuje się decyzje. W najbliższą niedzielę Polacy w Białymstoku i w wielu innych miastach Polski, po raz kolejny będą mogli oddać swój głos. Będzie nim Marsz Przeciwko Przemocy.
Marsz to jeden zjednoczony głos przeciwko jawnemu przyzwoleniu na krzywdę i nienawiść, jaka ostatnio panuje w Polsce. Koalicja Lewicy, którą stanowią Sojusz Lewicy Demokratycznej, Wiosna oraz Razem, zamierza oddać ten głos wspólnie, w pełni jawnie i ze świadomością dalszych konsekwencji swojej decyzji. Nie ma tu miejsca na anonimowość i ukrywanie się pod polityczną zachowawczością. Teraz kiedy na wolność człowieka podnoszona jest ręka władzy nie ma miejsca na ostrożne i wyważone politycznie strategie. Głos ten brzmi jasno: „Nie ma naszej zgody na przemoc i dyskryminację ze względu na orientację seksualną (czy z jakiegokolwiek innego powodu). Polska jest naszym wspólnym domem. Każda oraz każdy z nas ma prawo czuć się tu bezpiecznie.”
Jak daleko pójdziemy w tym Marszu? Kto do niego dołączy, a kto pozostanie mu obojętny?
Polityka obozu rządzącego od lat polega na strategii dwóch miażdzących kroków w przód, a następnie na szybkim wycofywaniu się z dramatycznych w skutkach decyzji. Swój odwrót komentują po fakcie, jako gest swej szlachetności i troski o obywateli. Możliwe jest więc, że w ramach odgrywanego teatru nie będą tym razem tak intensywnie nawoływać swoich żołnierzy do ataku, umniejszając przy tym rangę wydarzenia. Są jednak i tacy, którzy nie zrezygnują z szansy pojawienia się po drugiej stronie barykady. Są nimi ci, którym nie pasuje przyjęcie do wiadomości faktu, że nie mają prawa do wyłączności dla swojego faszystowskiego światopoglądu. Nie ulega więc wątpliwości, że dojdzie do starcia. Wychowane i odkarmione przez prawicę środowiska nazistowskie czy kibolskie nie zamierzają bowiem powstrzymać się od planowanych działań. Wreszcie ktoś ich popiera i daje przyzwolenie dla realizacji najbardziej obrzydliwych zamiarów. Ludzie tacy jak oni, pozbawieni poczucia wewnętrznej wartości pójdą wszędzie tam, gdzie ktoś zauważy ich osobę. To właśnie te grupy są niezwykle łatwe do przejęcia w wojnie o większość i tak łatwo pozwalają sobą sterować.
Trudno mi uwierzyć, że działacze ruchów prawicowych naprawdę wierzą, że można Polskę wyczyścić ze środowisk LGBT. Bardziej przekonuje mnie argument, że krwawe spory okazują się doskonałym paliwem dla rozpędzonej już politycznej machiny. Rządzący (mam tu na myśli połączone siły obozu rządzącego oraz Kościoła) nie mają więc skrupułów aby zaprząc do swojej politycznej wojny każdego, kto chce po prostu zrobić zadymę. Obserwując bieg wydarzeń, niech nie umknie uwadze jeszcze jeden aspekt całej tej sprawy. Ci, którzy rzeczywiście stoją po stronie zła, które zadziało się i z pewnością jeszcze zadzieje na ulicach Białegostoku nie będą obecni. Relacje ze starć z udziałem swoich otumanionych żołnierzy będą spokojnie śledzić z zaciszy swoich domów czy plebanii.
Wobec wszystkiego co się wydarzyło i wydarzy w stolicy Podlasia data Marszu Przeciwko Przemocy 28 lipca 2019 roku przejdzie do historii. To nie będzie zwykły pochód osób, którym po prostu nie podoba się obecny system przyzwalający na gesty przemocy i nienawiści. To manifestacja wszystkich tych, którzy już wiedzą jakim zagrożeniem dla Polski jest bycie obojętnym na krzywdę drugiego człowieka.

Nie wkurzaj mnie, bo zamówię u LGBT zniszczenie Twojej rodziny

20 lipca 2019 przez Białystok przeszedł marsz dewiantów. To nachalna, agresywna propaganda, która próbuje wedrzeć się do naszych domostw i zburzyć wielowiekową tradycję szacunku i godności, na której opiera się europejska cywilizacja. Ekscesy marszu nienormalnych przeszły najśmielsze oczekiwania. Po drugiej stronie szedł zaś Marsz Równości. Na starcie marszu pojawili się „kibice” skandujący agresywne i wulgarne hasła. Poleciały petardy, race, kamienie, butelki. Takie owoce przynosi kościelna nagonka na osoby LGBT.
Orientacja seksualna nie jest przedmiotem wyboru, zaś nienawiść – już tak. Nienawiść nie jest właściwie nawet poglądem – jest aktem agresji, wymierzonym w świat; jest antyspołeczna, antyhumanistyczna, antyludzka. Rzucanie petard, rac, kamieni, wyzwisk, butelek i innych przedmiotów w stronę uczestników białostockiego Marszu Równości to efekt wielu lat polityki nienawiści uprawianej przez polski kościół katolicki i prawicowe ugrupowania polityczne. Homofobiczna przemoc to też efekt zakazywania marszów przez prezydentów z Platformy Obywatelskiej. Tego, że przez 8 lat PO nie wprowadziła nawet związków partnerskich, że głaskała hierarchów kościelnych po głowach.
Nie istnieje coś takiego jak „ideologia LGBT”. O prawa LGBT upominają się ludzie należący do różnych grup społecznych i o różnych poglądach. Nie oferują całościowego, pożądanego obrazu świata, a jedynie upominają się o prawa jednostek, w ramach istniejącego porządku. Ci, którzy szczują przeciwko „ideologii LGBT” albo usprawiedliwiają szczucie – czy to z sejmowej trybuny, w mediach czy z ambony – są współwinni tym odrażającym aktom agresji z Białegostoku. Wyzwiska i groźby. Oplucia. Pobicia. Obrzucanie śmieciami, kamieniami, petardami i jajkami. Oblewanie moczem z butelek. To wszystko stało się ludziom z krwi i kości – osobom LGBT i ich sojusznikom, a nie żadnej „ideologii”. Bici byli geje, lesbijki, osoby niebinarne. Marsz był Marszem Równości. A przemoc – skutkiem homofobii, którą nie mniej niż propaganda PiS i Kościoła, zasila brak odwagi centrowych polityków do nazywania rzeczy po imieniu, którzy mówią, że z homoseksualizmem „nie należy się obnosić”.
Od kilku dni polska opinia publiczna zelektryzowana była słynnymi wlepkami Gazety Polskiej „Strefa Wolna od LGBT”. W ten sposób finansowana przez rząd, prawicowa gadzinówka nawiązała do tradycji ruchów politycznych, w roli których spadkobierców polska prawica się obsadziła już kilka lat temu – faszystów, narodowych socjalistów i innych grup ksenofobicznych i homofobicznych. Redaktor Sakiewicz widocznie uznał, że tak, jak w okresie okupacji niemieckiej istniały strefy tylko dla Niemców, oraz strefy „Judenfrei” (wolne od Żydów), tak analogiczne rozwiązania są dlań pożądane i teraz, i nie ma co specjalnie kryć się z nazistowskimi źródłami inspiracji polskiej prawicy. Pikanterii sprawie dodaje fakt, iż Gazeta Polska dopuściła się plagiatu naklejek wyprodukowanych wcześniej w Londynie przez fundamentalistyczne organizacje radykalnego islamu w 2011 roku. Haniebna akcja „Strefa wolna od LGBT” pokazuje, że są Polacy niemogący znieść wokół siebie czyichś odmiennych poglądów na życie i miłość – muszą usunąć te poglądy i ludzi ich głoszących ze wspólnoty. To myślenie faszystowskie w czystej postaci.
Kościół widząc ataki na osoby nieheteronormatywne i nie zabierając głosu, zachowuje się tak, jak ci, którzy widząc zło, odwracają się od niego plecami. Lecz biskupi właśnie to zło wzniecają. Strefy wolne od LGBT to praktyczna realizacja ich nienawistnej, katolickiej ideologii. Zatem żyjemy w państwie, w którym za założenie koszulki „Konstytucja” na pomniku Lecha Kaczyńskiego otrzymuje się zarzut znieważenia pomnika, a policja puka do Twoich drzwi o 6:00 rano, a za zrobienie grafiki, z Matką Boską z tęczową aureolą – dochodzi do zatrzymania Elżbiety
Podleśnej z podejrzeniem o profanację; jednakże czym jest pobicie uczestników Marszu Równości? Aktem patriotycznym wspartym różańcem.
Konserwatywny radykalizm jest niebezpieczny w każdej formie. Na ulicach Białegostoku zobaczyliśmy jaką Polskę proponuje nam prawica. Nie ma istotnościowej różnicy pomiędzy terrorystami z Al-Kaidy, działaczami partii nazistowskiej i SS-mannami, fundamentalistami katolickimi, odpowiedzialnymi za liczne, brutalne zamachy przedstawicielami radykalnego chrześcijaństwa czy politykami PiS, pod których polityczną kuratelą wstecznictwo podnosi łeb coraz wyżej. Polska prawica próbuje wejść w buty niespełnionego malarza z Austrii. Białystok pokazał światu, że jest europejską stolicą nazioli, hołoty i bydła. Kaczyński powinien przenieść tam swój rząd i dwór. Bandyterka poniżająca kobiety i plująca na innych jest przejawem wsparcia i osłony przez PiS i kościół. To przyzwolenie na najdziksze instynkty. To nie państwo, to szariat prymitywnego katolicyzmu w interesie PiS. Niestety, sytuacja nie wygląda znacznie lepiej po stronie Platformy Obywatelskiej, w której wciąż znajduje się miejsce dla konserwatywnych fundamentalistów, takich jak Roman Giertych, Michał Kamiński czy Antoni Mężydło.
Przed kilkoma laty rozmawiałem z moim niemal 90-letnim wtedy pradziadkiem, który walczył podczas II Wojny Światowej i był partyzantem Armii Krajowej. Nigdy nie przeszkadzały mu tęczowe flagi, nie chciał zamykać osób nieheteronormatywnych w gettach LGBT. Powiedział jednakże, że walczył za to, by w Polsce już nigdy nie było segregacji społecznej ani nazizmu. Ludzie walczący za Polskę oddawali za nią życie, by każdy w naszym kraju mógł być kim tylko chce. Polacy bronili narodowości żydowskiej, a gdyby osoba, która wtedy oddała życie za osobę tej narodowości, zobaczyła co teraz robią Polacy, byłaby zrozpaczona.
Tymczasem prawicowi publicyści pokroju Rafała Ziemkiewicza, swoim gadaniem o „prowokacji” wybielają bandziorów, którzy skopali przypadkowego nastolatka, pobili kobietę. Tylko czekać, jak komuś rozwalą czaszkę. Przecież to Abp Wojda podżegał do przemocy krzycząc „Non possumus – nie możemy się na to zgodzić!” Ponosicie pełną moralność odpowiedzialność za krzywdę osób, które bito i opluwano w czasie pokojowego marszu. Tak się kończy szczucie na drugiego człowieka. Dzisiaj Bóg patronuje instytucji globalnie chroniącej pedofilów i szerzącej nienawiść, w czasach biblijnych był patronem zabójców i krwawych mścicieli (Ez 9,5-7). Niemoralna religia tłumaczy jedno i drugie. Nieszczęściem jest to, że wielu ludzi wierzy w te wyjaśnienia.
Brawa dla społeczności LGBTQ, mieszkańców Białegostoku, sojuszników z całej Polski, obywateli, organizatorów i aktywistów, którzy głośno i jednoznacznie upominają się o swoje prawa. Wasza odwaga w obliczu niebezpiecznego fanatyzmu katolickiego jest inspirująca. Idziecie mimo kamieni, rac i wyzwisk. Zmieniacie Polskę na lepsze.