Nie chce siedzieć

Kruchy rozejm po izraelskich atakach na Gazę nie trwał długo: izraelskie lotnictwo znów bombarduje Strefę, Jest już co najmniej kilkadziesiąt ofiar, w tym całe rodziny po stronie palestyńskiej i jedna osoba lekko ranna po izraelskiej, gdy ruch oporu ripostował wystrzeliwując swe niecelne „rakiety”. Premier Benjamin Netanjahu liczy, że napad na Gazę pozwoli mu zostać u władzy i uniknąć więzienia za przekupstwo i oszustwa.

Tym razem Izraelczycy postanowili celować również w Hamas, który rządzi w Gazie, gdyż w Izraelu rozległa się krytyka rywali Netanjahu, że bombardowania skupiają się na siłach PDI (Palestyńskiego Dżihadu Islamskiego), zamiast iść po całości. Przed samym rozejmem Izraelczycy zrównali z ziemią dom Rasmiego Abu Malhusa, razem z nim, dwiema kobietami i pięciorgiem dzieci. Twierdzili, że to dowódca PDI, co zdementowali Palestyńczycy. W końcu wojsko przyznało, że są „nieoczekiwane” ofiary śmiertelne wśród cywilów.
Napad na Gazę to sprytny ruch polityczny premiera Izraela, któremu nie udało się po wrześniowych wyborach sformować rządzącej koalicji. Miał to być sposób na zachowanie immunitetu i uniknięcie aresztowania jako oskarżonego w kilku sprawach. Jego ostatnia nadzieja to rząd „jedności narodowej”, w którym rządziłby na zmianę ze swoim politycznym konkurentem gen. Bennym Gantzem, który na zlecenie prezydenta próbuje teraz zmontować swoją, niezależną od Netanjahu koalicję rządzącą. Potrzeba do tego choćby częściowego udziału posłów palestyńskich Izraela, do czego Netanjahu nie ma zamiaru dopuścić: wojna usztywni postawy i Gantzowi nie powinno się udać. Wtedy Netanjahu uniknie więzienia, będzie „musiał” rządzić dalej.
W zamkniętej Strefie Gazy ponad połowa populacji nie ma pracy, 90 proc. sklepów zamknięto, bo jest blokada, a 96 proc. wody pitnej nie nadaje się do picia, z powodu zniszczonej kanalizacji – nawet bez bombardowań Strefa jest na krawędzi zapaści. Po ostatnim dużym napadzie na Strefę w 2014 r. (2250 zabitych cywilów, w tym ok. 500 dzieci) władze izraelskie obiecały ulgi w blokadzie, ale nigdy do nich nie doszło. W tym roku, od stycznia do września izraelskie wojsko 54 razy wtargnęło do Strefy, razem z nalotami.

Izrael znów atakuje

Według informacji podanych przez syryjskie media wojsko izraelskie przeprowadziło ostrzał rakietowy w okolicach Damaszku i Hims. Ofiarami są wyłącznie cywile.

Według informacji przedstawionych agencji SANA przez Syryjską Armię Arabską pociski wystrzelone zostały z libańskiej przestrzeni powietrznej. Gdy doszło do incydentu zarejestrowano tam obecność izraelskich samolotów wojskowych operujących na nietypowo niskiej wysokości. Potwierdzili to dziennikarze regionalnych mediów, między innymi dziennikarze telewizji Al Majadin i kanału informacyjnego Al Masdar.
Rakiety, które spadły na przedmieścia Damaszku zabiły cztery osoby, w tym jednomiesięczne dziecko. Zmarło ono wkrótce po przewiezieniu do szpitala z ciężkimi poparzeniami poparzeniami tułowia i ranami na twarzy i głowie. Oprócz tego 21 osób odniosło obrażenia.
Do incydentu doszło 30 czerwca.
Izrael wielokrotnie atakował syryjskie lub irańskie cele w Syrii. Rzadko jednak Tel Awiw się do tego przyznawał. Ani izraelska armia, ani tamtejsze władze nie odniosły się jeszcze do informacji o wczorajszym ostrzale. W ciągu ostatnich kilku tygodni jednak strona izraelska oficjalnie potwierdzała, że atakowano syryjskie instalacje wojskowe uzasadniając to „zwiększeniem napięć transgranicznych” wokół Wzgórz Golan, terytorium okupowanego przez Izrael, które Trump niedawno uznał na przynależne temu państwu.

Będzie wojna?

Izraelskie samoloty zbombardowały trzydzieści celów na terenie Strefy Gazy. Wojsko w oficjalnym komunikacie poinformowało, że jest to odpowiedź na atak moździerzowy z tego obszaru, największy od 2014 r.

 

Organizacje Islamski Dżihad oraz Brygady al-Kassama (zbrojne skrzydło Hamasu) oświadczyły, że biorą wspólną odpowiedzialność za „uderzenie na pozycje wojskowe i na syjonistyczne osiedla sąsiadujące ze Strefą Gazy”. Islamski Dżihad zapowiadał wcześniej odwet za krwawe rozpędzenie manifestacji Palestyńczyków w ramach Wielkiego Marszu Powrotu. Podczas pacyfikacji zginęło 116 osób, w tym kobiet i dzieci, większość – od kul izraelskich snajperów.

Izrael zbombardował dziś 30 celów związanych ze zbrojnymi ugrupowaniami palestyńskimi, w tym budowany przez bojowników Hamasu tunel. Nie ma jeszcze informacji o tym, czy ktokolwiek z cywilów został zabity lub ranny. Wiadomo natomiast, że setki mieszkańców enklawy zostało całkowicie odciętych od elektryczności.

Większość z 25 pocisków wystrzelonych ze Strefy Gazy zostało przechwyconych przez system Żelazna Kopuła bądź spadła na tereny niezagospodarowane.

Izraelski minister wywiadu Israel Katz stwierdził, że od czasu bombardowania Gazy w 2014 r. jeszcze nigdy kraj nie był tak blisko wybuchu otwartej wojny. – Jeśli ostrzały nie ustaną, będziemy zmuszeni do eskalacji naszej odpowiedzi, a to doprowadzi do pogorszenia sytuacji – powiedział w wojskowym radiu. Przedstawiciele Islamskiego Dżihadu w odpowiedzi oznajmili, że zachowają spokój, jeśli Izrael zaprzestanie stosowania agresji wobec Palestyńczyków z Gazy, zaś rzecznik Hamasu stwierdził, że ostrzał południowego Izraela był „naturalną odpowiedzią na zbrodnie” popełnione na Palestyńczykach.

Ze Strefy Gazy wypłynęła łódź, na której poza odciętą od świata enklawę zamierzała wydostać się grupa rannych i chorych, którzy w szpitalach w zrujnowanej Gazie nie mają szans na właściwe leczenie. Została otoczona przez izraelskie okręty i zatrzymana, a następnie skierowana do portu w Aszdod. Osoby płynące łodzią zmuszono do powrotu.
Stany Zjednoczone zażądały, w związku z rozwojem sytuacji w Izraelu, zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ.