Mieszkaniówka kwitła na tle zapaści

Niedobór mieszkań w Polsce jest tak dotkliwy, ze nawet kryzys spowodowany pandemią nie zdołał zahamować rozwoju budownictwa i zmniejszyć dochodów deweloperów.
W III kwartale ubiegłego roku nastąpił powrót do aktywności na rynku mieszkaniowym, po restrykcjach wynikających z pandemii COVID-19, obowiązujących od marca 2020 r. Liczba zawartych kontraktów na budowę mieszkań na największych rynkach pierwotnych była o połowę wyższa w porównaniu do historycznie niskiego, poprzedniego kwartału.
W wspomnianym III kwartale 2020 r. odnotowano zaś w Polsce historycznie wysoką liczbę zarówno mieszkań oddanych do użytkowania (59,1 tys.), jak i tych, których budowę rozpoczęto (67,3 tys.).
Wyższe stopy zwrotu z projektów mieszkaniowych oraz utrzymujący się popyt przyczyniały się do występowania inwestorów o wydawanie kolejnych pozwoleń na budowę mieszkań. Mimo tego udzielono ich mniej niż w II kwartale oraz rok do roku, na co wpływ miały ograniczenia pracy urzędów związane z COVID-19. Takie są podstawowe wnioski, zawarte w analizie sytuacji na rynku nieruchomości w Polsce sporządzonej przez Narodowy Bank Polski.
Koszty budowy mieszkań nieznacznie wzrosły, jednak tempo tego wzrostu było znacznie niższe, natomiast ceny ziemi nadal istotnie rosły. Zaobserwowano nieznaczny wzrost średnich, transakcyjnych cen mieszkań na rynku pierwotnym większych miast oraz ich stagnację lub spadek na rynku wtórnym.
Wpływ pandemii na rynek mieszkaniowy jest złożony, a ceny na rynku pierwotnym i wtórnym zmieniały się w różnych kierunkach. Ceny ofertowe nowo wprowadzanych mieszkań na rynku pierwotnym wyhamowały wzrost, a jednocześnie deweloperzy zwiększyli nieco podaż mieszkań. Wysokie ceny ofertowe mogą też podlegać różnego rodzaju promocjom, co ułatwia sprzedaż.
Ceny transakcyjne na rynku pierwotnym wzrosły we wszystkich grupach miast, zwłaszcza w Warszawie (efekt częstszej sprzedaży lepiej zlokalizowanych mieszkań). Na rynku wtórnym w największych miastach spadł nieco popyt na kupowanie mieszkań na własność. Podobne mieszkania sprzedawane były drożej niż miało to miejsce kwartał wcześniej.
W Warszawie spadły w trzecim kwartale średnie (ofertowe i transakcyjne) stawki najmu metra kwadratowego mieszkań (nie uwzględniające opłat eksploatacyjnych i opłat za media). Nastąpił też spadek stawek czynszów w najmie długoterminowym w 6 największych miastach Polski, co wpłynęło też na spadek opłacalności najmu mieszkań. Nadal jednak inwestycja mieszkaniowa (nie uwzględniając kosztów transakcyjnych) była konkurencyjna na tle oprocentowania lokat gospodarstw domowych, inwestycji w 10-letnie obligacje skarbowe, bądź w nieruchomości komercyjne.
W największych miastach systematycznie rośnie oferta internetowa mieszkań na rynkach najmu długoterminowego, w tym nabywanych w celach inwestycyjnych. Może to sprzyjać spadkom stawek najmu w przyszłości.
Kwartalna sprzedaż mieszkań i kontraktów na ich budowę na 6 największych rynkach pierwotnych w Polsce wyniosła w trzecim kwartale ponad 13,3 tys. lokali – co znaczy, że podwoiła się wobec poprzedniego kwartału, mimo skutków obowiązywania ograniczeń związanych z pandemią COVID-19. Nie osiągnęła jednak poziomu sprzed pandemii.
Zapas niesprzedanych mieszkań wystawionych na rynek zwiększył się wobec poprzedniego kwartału o 0,4 tys. lokali i wyniósł na koniec okresu 49,3 tys. Liczba mieszkań gotowych do zamieszkania w ofercie sprzedaży w 6 największych miastach wzrosła wobec poprzedniego kwartału o 0,2 tys. (do 5,5 tys.), a czas sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym w tych miastach się wydłużył.
Wskaźnik tak zwanej szacowanej dostępności mieszkań w dużych miastach (bazujący na przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw) wyniósł w trzecim kwartale 0,76 metra kwadratowego czyli nieznacznie zmniejszył się wobec poprzedniego kwartału. Nadal jednak był wyższy o 0,28 m.kw. w porównaniu z minimum zanotowanym w III kwartale 2007 r., za poprzednich rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Wskaźniki szacowanego maksymalnego dostępnego kredytu mieszkaniowego oraz kredytowej dostępności mieszkania dla przeciętnego gospodarstwa domowego również nieznacznie wzrosły. Głównym powodem lekkiego zwiększenia się tych dwóch wskaźników dostępności były niskie stopy procentowe kredytu mieszkaniowego.
Do końca III kwartału 2020 r. obserwowano tylko nieznaczny wpływ ograniczeń związanych z pandemią COVID-19 na dotychczasowe wypłaty kredytów. Wartość nowych, złotowych umów kredytów mieszkaniowych dla gospodarstw domowych według danych NBP wyniosła w III kwartale ok. 13,9 mld zł, tj. była wyższa o ok. 0,9 mld zł (6,5 proc.) wobec wielkości z poprzedniego kwartału oraz niższa o ok. 0,7 mld zł (- 4,8 proc.) względem III kwartału 2019 r. Łącznie w trzech kwartałach 2020 r. udzielono ok. 41,7 mld zł kredytów mieszkaniowych, czyli o 0,7 mld zł więcej w porównaniu do tego samego okresu 2019 r.
Wyniki ankiety NBP na temat sytuacji na rynku kredytowym w III kwartale ubiegłego roku wskazują, że banki złagodziły nieco kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych ale zarazem kolejny raz podniosły marżę kredytową oraz marżę dla kredytów obarczonych wyższym ryzykiem. W IV kwartale 2020 r. banki spodziewały się nieznacznego łagodzenia polityki kredytowej i kontynuacji wzrostu popytu na kredyty mieszkaniowe.
„Należy dodać, że przejściowe trudności ze spłatą kredytu mieszkaniowego, będące skutkiem wyjątkowo dużego szoku na początku epidemii, nie skutkowały niewypłacalnością kredytobiorców” – podkreśla NBP. Wpływ na to miały moratoria kredytowe i obniżki stóp procentowych.
Szacowana stopa zwrotu kapitału własnego z projektów inwestycyjnych deweloperów mieszkaniowych wyniosła w III kwartale 2020 r. około 21 proc. Na tle innych branż pozostaje ona na bardzo wysokim poziomie. To skutkek wzrostu cen transakcyjnych, pokrywających z nadwyżką wzrost kosztów producentów mieszkań.
Według ekspertów Coface liczba upadłości i postępowań restrukturyzacyjnych w branży budowlanej nieznacznie zmniejszyła się rok do roku. Spadł także udział budownictwa w ogólnej liczbie upadłości i restrukturyzacji (o 1,2 p.p). Dane te, jak stwierdza NBP, są jednak obarczone niedoszacowaniem wynikającym z zaburzonej pracy sądów. Jak widać, także i instytucje będące w rękach PiS-u zauważają fatalny wpływ zmian narzucanych polskiemu sądownictwu na sprawność postępowań.
Rynek nieruchomości komercyjnych również został dotknięty przez pandemię COVID-19, a związane z tym ograniczenia w działalności przedsiębiorstw będą mieć jeszcze długo wpływ na czynsze i transakcje sprzedaży nieruchomości. Należy pamiętać, że czynsze w obiektach komercyjnych są podpisywane na kilka lat, a zerwanie tych kontraktów wiąże się z kosztami. Gdy jednak najemca powierzchni staje się niewypłacalny, nie jest w stanie płacić czynszu i próbuje obniżyć jego poziom. Natomiast transakcje kupna i sprzedaży nieruchomości są wynikiem długich negocjacji, zatem na rynku inwestycyjnym ewentualny wpływ pandemii widoczny będzie z opóźnieniem.
Pandemia przyspieszyła zmiany zachodzące na rynku biurowym. „Obserwujemy wzrost pustostanów i zmniejszenie popytu na powierzchnie biurowe. Firmy w celu ograniczenia kosztów związanych z wynajmem powierzchni biurowej decydują się na model pracy zdalnej lub pracy hybrydowej” – zauważa NBP. Wiele firm jednak nie chce całkowicie rezygnować z powierzchni biurowej.
Na rynkach nieruchomości biurowych w IIIkwartale 2020 r. zwiększyła się nierównowaga, wynikająca z nadmiaru podaży powierzchni do wynajęcia w stosunku do popytu na nią. Podaż nowych powierzchni oraz powierzchni w budowie nadal utrzymuje się na wysokim poziomie. Wynika to z rozpoczęcia budowy bardzo dużej ilości obiektów jeszcze przed pandemią. Inwestorzy chcą zakończyć te budowy – i prawdopodobnie oczekują, że przyciągną najemców nowoczesną powierzchnią.
Według informacji firm doradczych, na koniec III kwartału ub.r. zasoby powierzchni biurowej na dziewięciu największych rynkach biurowych wyniosły ok. 11,5 mln m.kw., a w budowie było 1,4 mln m.kw. Stopa pustostanów biurowych wzrosła do 10,7 proc. wobec 9,0 proc. na koniec II kw. Liczba pustostanów w powierzchni biurowej zależy od wieku oraz od lokalizacji biurowca. Stopy zwrotu z nowo wybudowanych nieruchomości biurowych pokazują jednak, że taka inwestycja jest wciąż opłacalna.
Czynsze transakcyjne (w euro/mk.kw) powierzchni biurowych klasy A w Warszawie oraz w innych dużych polskich miastach nieznacznie spadały. W stolicy wynosiły ok. 19 euro/m. kw., a w 8 największych miastach wojewódzkich od 11 do 14 euro/m.kw. Czynsze w budynkach biurowych klasy B na największych rynkach także nieznacznie spadły. Umowy najmu podpisywane są zazwyczaj na kilka lat, zatem ewentualne zmiany w nowo podpisanych czynszach tylko nieznacznie wpływają na średnią z czynszów obowiązujących w danym okresie.
Pandemia COVID-19 dotknęła sektor nieruchomości w okresie szczytu koniunktury, kiedy zarówno sprzedaż, jak i ceny były na wysokim poziomie. Dotychczas jednak przedsiębiorcy z tej branży nie ucierpieli.

Gospodarka 48 godzin

Strata zostanie

Aktywność gospodarcza w Polsce wyraźnie wzrosła w III kwartale 2020 r., ale nowa „pełzająca” blokada gospodarki, wprowadzona przez rząd Prawa i Sprawiedliwości doprowadziła kraj do drugiego dna recesji w IV kwartale. Krótkoterminowy koszt ekonomiczny drugiej blokady będzie stanowił jednak tylko niewielką część negatywnych skutków gospodarczych, jakie Polska poniosła w dotychczasowym okresie pandemii. Analitycy Euler Hermes prognozują spadek realnego produktu krajowego brutto w Polsce o około 4,3 proc. w IV kwartale w porównaniu z trzecim kwartałem. W całym 2020 roku nasz PKB, wedle tych przewidywań, ma spaść o 3,7 proc. Natomiast całoroczna prognoza wzrostu gospodarczego w Polsce w 2021 r. przewiduje, że PKB zwiększy się o 3,2 proc. Czyli, w przyszłym roku polska gospodarka jeszcze nie odrobi wszystkich strat.

Znowu drożej
Wzrost cen w Polsce wciąż jest wysoki. W listopadzie średnio towary i usługi konsumpcyjne były wyższe o 3 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku. Wpływ na to mają w największym stopniu ceny energii podwyższone na początku roku. Inflacja może spaść do 2,5 proc. w przyszłym roku. Ponadto nastąpiły podwyżki cen wywozu śmieci oraz opłat mieszkaniowych.

Chcą się dogadać
Jak było do przewidzenia, PiS-owska ekipa zaczęła rakiem wycofywać się z konfliktu z Unią Europejską. Do zapoczątkowania tej tendencji odkomenderowany został wicepremier Jarosław Gowin, który w rozmowie z Business Insider oświadczył, że Polska nie powinna skorzystać z opcji atomowej wetowania budżetu UE. Powiedział także: „Polska do dynamicznego rozwoju potrzebuje środków unijnych, w tym także środków z Funduszu Odbudowy. Liczę zatem, że rzutem na taśmę uda się wypracować kompromis w sprawie ostatecznego kształtu „zasady praworządności”/…/ Podkreślam raz jeszcze: należy zrobić wszystko, by uniknąć weta budżetowego, a tym samym i zawieszenia Recovery Fund”.

Lepiej od oczekiwań
Wskaźnik koniunktury PMI dla sektora produkcyjnego w Polsce pozostał w listopadzie na poziomie z poprzedniego miesiąca i wyniósł 50,8 proc., co wskazuje na tendencje rozwojowe (powyżej 50 proc.). Przedsiębiorcy, nieco wbrew oczekiwaniom nadal zwiększali zatrudnienie. Wzrost liczby nowych miejsc pracy w przemyśle był w listopadzie najszybszy od czerwca 2018 – wynika z raportu firmy badawczej IHS Markit. To jeden z czynników, który mimo spadku nowych zamówień pomógł we wzroście wskaźnika PMI, obrazującego koniunkturę w produkcji. Pomimo spadku liczby zamówień, przedsiębiorcy z sektora wytwórczego zwiększyli zatrudnienie, do czego przyczyniła się pandemia. Trzeba było bowiem zastąpić pracowników przebywających na kwarantannie. Ponadto, oprócz wysokiego wzrostu zatrudnienia w przemyśle, przyczyną lepszej koniunktury był też wzrost zapasów. Widmo kolejnych restrykcji związanych z pandemią koronawirusa spowodowało bowiem zapełnienie stanów magazynowych w polskich fabrykach – wskazuje IHS Markit. Nastąpił także piąty miesiąc spadku zapasów wyrobów gotowych, co spowodowane zostało ograniczonymi mocami przerobowymi. Te zapasy trzeba będzie odtworzyć, co także może poprawiać koniunkturę.

Czarny dzień dla naszych portfeli?

Nie dajmy się oszukiwać przy okazji Black Friday – apeluje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
70 proc. zniżki na wszystko? Drugi produkt gratis? – to często zwykłe bajki. Ruszyły wyprzedaże, które niejednokrotnie są próbą nabierania klientów. Handlowcy już od kilku tygodni kuszą konsumentów różnymi ofertami.
W tym roku Black Friday nie ma takiego rozmachu jak w poprzednich latach, bo większość sklepów w galeriach handlowych pozostaje zamknięta ze względu na obostrzenia związane z COVID-19. Akcja wielkich wyprzedaży przenosi się więc w dużej mierze do internetu. Odbywa się tam Cyber Monday – internetowy odpowiednik Black Friday. W wielu e-sklepach również reklamowane są zniżki, rabaty i promocje.
Co roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów otrzymuje skargi dotyczące rzekomych promocji, wyprzedaży i specjalnych okazji. Stanowią one ok. 10 proc. wszystkich zgłaszanych nieprawidłowości. – Kilka tygodni temu, wspólnie z Inspekcją Handlową, rozpoczęliśmy monitoring najpopularniejszych sklepów internetowych aby sprawdzić, czy nie oszukują oni konsumentów, wprowadzając w błąd co do rzeczywistego opustu cenowego. Może się zdarzyć, że któryś z przedsiębiorców będzie podnosił ceny przed wyprzedażą aby uatrakcyjnić zakup poprzez prezentację nieprawdziwej wartości obniżki ceny. Podobne działania mogą stanowić naruszenie zbiorowych interesów konsumentów, dlatego konsumentom zalecamy ostrożność, zaś przedsiębiorców zachęcamy do rzetelności i uczciwości – oświadczył prezes UOKiK Tomasz Chróstny, który nie powiedział jednak, jakie rezultaty przyniósł ten kilkutygodniowy monitoring sklepów internetowych.
Z jakimi problemami najczęściej mierzą się konsumenci? To przede wszystkim żonglerka cenami – czyli stwarzanie pozoru, że promocja jest atrakcyjna poprzez podnoszenie cen kilka dni wcześniej, by przy okazji słynnego święta zakupowego je obniżyć.
Zastawiane są też promocyjne „przynęty” – czyli zachęcanie rzekomo wysoką obniżką do zakupu różnych artykułów, podczas gdy w rzeczywistości promocja dotyczy jedynie wybranych produktów. Klient widzi informację „drugi produkt za 50 proc”, po czym okazuje się, że chodzi wyłącznie o towary konkretnej marki a nie cały asortyment sklepu – podkreśla UOKiK.
Niejasne bywa naliczanie rabatów – zamiast deklarowanej wysokiej obniżki ceny, klient otrzymuje w istocie znacznie mniejszy upust. Zdarza się także anulowanie już opłaconych zamówień – najczęściej rzekomo z powodu „błędu systemu”.
Black Friday i Cyber Monday to okazje nie tylko do zakupów w Polsce, ale i poza nią. Prawa e-konsumenta są w całej Unii Europejskiej jednolite. Problemy z dochodzeniem roszczeń mogą się natomiast pojawić przy zakupach poza Unią, np. w krajach azjatyckich.
Jak wyjść cało z szału zakupów i wyprzedaży? UOKiK zaleca porównanie cen w wiarygodnych porównywarkach. Niektóre porównywarki oferują też sprawdzenie historii cen, dzięki którym można ocenić, czy promocja jest faktycznie korzystna.
Warto sprawdzić opinie o produkcie na niezależnych portalach, ponieważ zdarza się, że sklep usuwa niekorzystne komentarze z własnej strony. Należy też zwrócić uwagę na cechy charakterystyczne produktu, bo w dzień masowych wyprzedaży łatwo nabrać się na przykład na produkty łudząco podobne do znanej marki lub podrobione.
Wreszcie, trzeba uważać na reklamy i zawarte w nich informacje, szczególnie te wyglądające na nieformalne, które przychodzą w mediach społecznościowych – mogą pochodzić od oszustów.

Jeszcze drożeją ale wolniej

Ceny ofertowe mieszkań używanych wskazują na rynki dwóch prędkości. W stolicach obecnych województw stawki ofert są nawet trzykrotnie wyższe ale rosną znacznie wolniej, niż w mniejszych miastach które w 1999 r. przestały być stolicami wojewódzkimi. Naturalnie realne ceny transakcyjne są zwykle sporo niższe.
W trzynastu spośród obecnych miast wojewódzkich ceny ofertowe mieszkań wzrosły w ciągu roku poniżej 10 proc. Znacznie większe wzrosty panują w mniejszych miastach, które utraciły statusy stolic województw – ocenia Bankier.pl na podstawie danych udostępnionych przez serwis nieruchomości Otodom.pl
We wrześniu 2020 r. średnie stawki dyktowane w Warszawie, Krakowie i Gdańsku wyraźnie odskoczyły od pozostałych. To jedyne trzy polskie miasta, w których średnia cena ofertowa przekroczyła lub zbliżyła się do bariery 10 000 zł/mkw..
W stolicach obecnych szesnastu województw wraz z wyższymi stawkami ofertowymi idą w parze mniejsze wzrosty. W miastach, które w 1999 r. utraciły status wojewódzkich stolic, stawki są niższe nawet trzykrotnie, lecz wzrosły w ciągu ostatniego roku zdecydowanie mocniej.
Na 15. miejscu w zestawieniu polskich miast z najwyższymi cenami ofertowymi są Skierniewice (stolica b. woj. skierniewickiego), gdzie we wrześniu sprzedający oczekiwali średnio 5908 zł/mkw. – więcej, niż w posiadających wciąż status miast wojewódzkich Kielcach (5901 zł/mkw.), Opolu (5813 zł/mkw.), oraz w dwóch stolicach woj. lubuskiego (które i przed 1999 r były stolicami województw): Zielonej Górze (5230 zł/mkw) i Gorzowie Wielkopolskim (4759 zł/mkw).
Najniższą średnią cenę ofertową odnotowano we wrześniu w Wałbrzychu na Dolnym Śląsku. Oferujący mieszkania położone w tym mieście oczekiwali średnio 2982 zł/mkw. – niemal trzykrotnie mniej niż w Warszawie. Najniższe średnie stawki można było znaleźć także w byłych miastach wojewódzkich znajdujących się obecnie w woj. podkarpackim: Krośnie – 4121 zł/mkw., Tarnobrzegu – 3718 zł/mkw. i Przemyślu – 3378 zł/mkw. oraz w łódzkim: Piotrkowie Trybunalskim – 4207 zł/mkw. i Sieradzu – 3367 zł/mkw.
W blisko połowie – dwudziestu spośród analizowanych miast – średnia cena ofertowa nie przekroczyła bariery 5000 zł/mkw., natomiast w 36 (73 proc. ogółu) była niższa niż 6000 zł/mkw.
W miastach z najniższymi średnimi stawkami, sprzedający mieszkania najmocniej podnieśli swoje oczekiwania.
Wzrost w relacji rocznej powyżej 10 proc. odnotowano w ponad połowie analizowanych miast (27 spośród 49). Wśród nich znalazło się pięć obecnych miast wojewódzkich, w tym Kraków (plus 11,6 proc., wrost o 932 zł/mkw. r/r) i Łódź (plus 10,3 proc., wzrost o 563 zł/mkw. r/r).
Najbardziej znaczący wzrost średniej ceny ofertowej odnotowano jednak w Białej Podlaskiej (woj. lubelskie), gdzie mieszkania wyceniano średnio na 4409 zł/mkw. – o 17,3 proc. wyżej niż rok wcześniej. Nominalnie wzrost wyniósł 715 zł/mkw. Na podium pod względem najwyższych rocznych wzrostów średnich stawek ofertowych znalazła się jeszcze Jelenia Góra (plus 17,5 proc. czyli 691 zł/mkw. r/r) oraz Kalisz (plus 16,7 proc. i 684 zł/mkw. r/r).
Najmniej wzrosła średnia cena ofertowa w Piotrkowie Trybunalskim – o 0,5 proc. więcej niż we wrześniu 2019 r. Wzrost o 3,6 proc. odnotowano w Elblągu (woj. warmińsko-mazurskie), gdzie oczekiwano średnio 4971 zł/mkw., a o 4 proc. w Olsztynie (5996 zł/mkw.).
W dwóch miastach miały miejsce spadki oczekiwań sprzedających. Lokale oferowane w Sieradzu były wyceniane średnio aż o 24,4 proc. niżej niż rok wcześniej (3367 zł/mkw.) a w Ciechanowie średnia wycena obniżyła się w tym czasie o 6,7 proc. (3719 zł/mkw.).
Mocniejsze wzrosty można zaobserwować, porównując średnie stawki z września 2020 r. z tymi sprzed dwóch lat. Najbardziej wybija się Zamość (woj. lubelskie), gdzie średnia cena ofertowa w ciągu wzrosła w tym czasie o 45,7 proc. (do 5251 zł/mkw.). Wzrost powyżej 30 proc. odnotowano jeszcze w siedmiu innych byłych miastach wojewódzkich: Legnicy (38,3 proc. r/r), Radomiu (32,9 proc. r/r), Siedlcach (32,7 proc. r/r), Chełmie (32,4 proc. r/r), Włocławku (32,3 proc. r/r), Jeleniej Górze (31 proc. r/r) oraz Białej Podlaskiej (30,8 proc. r/r).
Obecne miasta wojewódzkie dominowały wśród rynków, na których w relacji dwuletniej odnotowano wzrosty średnich cen ofertowych pomiędzy 15 a 25 proc. Jednak w Katowicach e sprzedający oczekiwali we wrześniu średnio o 27,8 proc. więcej niż dwa lata wcześniej, a w Szczecinie i Toruniu o ok. 26 proc. więcej.
Najstabilniejsze stawki w ciągu ostatnich dwóch lat panowały w Tarnobrzegu (woj. podkarpackie) oraz Pile (woj. wielkopolskie). Wzrost średniej stawki ofertowej w relacji do września 2018 r. wyniósł w tych miastach odpowiednio 0,7 proc. i 8,2 proc. Generalnie, im mniejsze miasto, tym większy wzrost – ocenia Bankier.pl.
Podobnie jak w przypadku relacji rocznej, tak i wobec września 2018 r. spadek oczekiwań sprzedających zanotowano w Sieradzu: minus 31,2 proc.
W większości analizowanych miast (30 spośród 49) wzrost średnich stawek zwolnił w porównaniu z 2019 r. W Ciechanowie średnia cena ofertowa w relacji do września 2019 r. spadła o 6,7 proc., a rok wcześniej wzrost roczny wyniósł 20,5 proc.
W Zamościu (woj. lubelskie) nastąpił wzrost o 11 proc. r/r we wrześniu 2020 r. w porównaniu z 31,2 proc. r/r we wrześniu 2019 r. Ponad 10-procentowy skok w relacji rocznej odnotowano także w Nowym Sączu (woj. małopolskie): plus 13,9 proc. r/r we wrześniu 2020 r. wobec plus 1,2 proc. we wrześniu 2019 r. oraz w Krośnie (woj. podkarpackie): plus 16,6 proc. r/r we wrześniu 2020 r. wobec 5,4 proc. r/r we wrześniu 2019 r.
Natomiast w Tarnobrzegu wycena nowych mieszkań względem września 2019 r. wzrosła o 13,4 proc., podczas gdy pomiędzy wrześniem 2018 a wrześniem 2019 r. odnotowany został spadek o 11,2 proc.
W dwóch miastach na identycznym poziomie utrzymuje się wzrost oczekiwań sprzedających mieszkania: w Krakowie zarówno we wrześniu 2020 r. jak i 2019 r. mieszkania były wyceniane średnio o 10,3 proc. r/r wyżej, a w Siedlcach o 15,2 proc. wyżej.
Wzrost cen mieszkań na podobnym poziomie jak w ubiegłym roku utrzymuje się w Lublinie (plus 11 proc. r/r we wrześniu 2020 r. wobec plus 10,8 proc. r/r we wrześniu 2019 r.) oraz Warszawie (plus 8,9 proc. r/r we wrześniu 2020 r. wobec plus 10,1 proc. r/r we wrześniu 2019 r.). Wśród obecnych miast wojewódzkich, w Katowicach oczekiwania sprzedających nie rosły tak mocno jak w 2019 r. (plus 6,6 proc. r/r w 2020 r. w porównaniu z plus 19,9 proc. r/r we wrześniu 2019 r.).
Najmocniej drożeją mikromieszkania i największe apartamenty. Wycena najmniejszych lokali (do 24 mkw.) w relacji do września 2019 r. najbardziej wzrosła w Radomiu, gdzie we wrześniu 2020 r. oczekiwano średnio 5888 zł/mkw. (plus 26,5 proc. r/r) oraz Kielcach (średnio 7165 zł/mkw., wzrost o 26,5 proc. r/r).
Na drugim biegunie znalazły się najmniejsze mieszkania w Płocku (woj. mazowieckie) oraz Wałbrzychu. Sprzedający w ogłoszeniach wpisywali tam średnio 4533 zł/mkw. oraz 3257 zł/mkw., co oznaczało spadek średniej stawki w relacji rocznej odpowiednio o 7 proc. oraz 6,9 proc.
W przypadku nieco większych mieszkań o powierzchni od 25 do 39 mkw. średnie żądania sprzedających najmocniej, o 40 proc. wzrosły w Krośnie, gdzie oczekiwali oni średnio 5908 zł/mkw. Spadek średniej stawki w tym segmencie zanotowano jedynie w Elblągu (średnio 4884 zł/mkw. i minus 4,8 proc. r/r). W obecnych miastach wojewódzkich wzrost średnich cen ofertowych tych mieszkań w skali roku wahał się pomiędzy 3,9 proc. w Olsztynie przez 8,5 proc. w Warszawie po 15 proc. w Gorzowie Wielkopolskim.
Zmiana średnich stawek za największe apartamenty, o powierzchni przekraczającej 100 mkw. w obecnych miastach wojewódzkich wahała się od minus 6 proc. r/r w Bydgoszczy (cena 4904 zł/mkw.) po plus 17 proc. r/r w Poznaniu, gdzie za metr kwadratowy sprzedający oczekiwali średnio 7310 zł.
Wśród byłych miast wojewódzkich najmocniej obniżyły się oczekiwania sprzedających największe mieszkania w Siedlcach (woj. mazowieckie). Oczekiwali oni średnio 3750 zł/mkw. – o 32,9 proc. i 1836 zł/mkw. mniej niż we wrześniu 2019 r. Niezmienna pozostała średnia cena ofertowa tego typu lokali w Ciechanowie (średnio 2350 zł/mkw.).
W przypadku pozostałych metraży panowały znacznie mniejsze dysproporcje dotyczące zmian średnich stawek ofertowych. Największy spadek średniej ceny ofertowej odnotowano w Sieradzu (woj. łódzkie). Lokale o tej powierzchni wyceniano tam we wrześniu 2020 r. średnio na 3673 zł/mkw. – o 12,7 proc. niżej niż we wrześniu 2019 r. Z kolei w Jeleniej Górze, Skierniewicach, Tarnobrzegu i Łomży szukający tego typu metraży musieli liczyć się ze wzrostem średnich stawek względem ubiegłego roku o ponad 20 proc.
Wycena większych mieszkań o powierzchni od 60 do 79 mkw. najmocniej obniżyła się w Sieradzu (średnio 3928 zł/mkw. i minus 23,7 proc. r/r) oraz Ciechanowie (średnio 3462 zł/mkw. i minus 12,7 proc. r/r). Wśród obecnych miast wojewódzkich nie zanotowano spadków w skali roku. Najstabilniej średnie stawki prezentowały się w Gdańsku (średnio 9438 zł/mkw. i plus 3,9 proc. r/r) oraz Olsztynie (średnio 5815 zł/mkw., o 4 proc. wiecej).
Można zatem znaleźć miasta, w których oczekiwania sprzedających oraz ceny mieszkań spadły w relacji do ubiegłego roku.

Gospodarka 48 godzin

PKB w dół, ceny rosną

Według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego polski produkt krajowy brutto w III kwartale 2020 r. był niższy niż przed rokiem o 2,0 proc. Natomiast w porównaniu z drugim kwartałem obecnego roku zwiększył się realnie o 7,7 proc, do czego przyczyniło się odmrożenie polskiej gospodarki w drugiej połowie tego roku. Nasz PKB spadł w porównaniu z tym samym kwartałem 2019 r., natomiast ceny rosną. .Jak podaje GUS, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w październiku 2020 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosły o 3,1 proc., przy wzroście cen samych usług aż o 7,3 proc. Ten wzrost cen najdotkliwiej odczuwają oczywiście ubożsi mieszkańcy naszego kraju. Ceny wzrosły także w stosunku do poprzedniego miesiąca, września. W październiku, w porównaniu z poprzednim miesiącem największy wpływ na wskaźnik cen towarów i usług miały wyższe ceny odzieży i obuwia (o 3,0 proc.), a także wzrost ceny związanych z mieszkaniem (o 6,0 proc.), cen żywności (o 2,5 proc.) oraz usług restauracyjnych i hotelarskich (o 5,1 proc.). Niższe były natomiast ceny transportu (o 0,4 proc), rekreacji i kultury (o 0,6 proc) i łączności (o 0,9 proc.

Samorządy w kłopotach
Inwestycje samorządów mogą spaść nawet o 30 proc. w związku z pandemią – oceniają włodarze miast w badaniu Banku Gospodarstwa Krajowego. Epidemia eskaluje, a wraz z nią ryzyko wzrostu cięć w wydatkach bieżących i inwestycjach. Z badania BGK “Sytuacja finansowa jednostek samorządu terytorialnego w Polsce w świetle COVID-19” wynika, że samorządy przewidują znaczące spadki przychodów z tytułu wpływów z podatków. Efektem będzie ograniczenie wydatków bieżących i inwestycji rozwojowych. Eksperci zwracają także uwagę, że spadnie efektywność funkcjonowania jednostek samorządu terytorialnego jako organizacji – w tym ich zdolność świadczenia usług publicznych w dobie pandemii. Wyniki badania wskazują, że w czerwcu i lipcu tego roku, czyli po wycofaniu większości obostrzeń, samorządy przewidywały, że ich dochody z tytułu wpływów z podatków dochodowych od firm (CIT) i od osób fizycznych (PIT) spadną odpowiednio o 15 proc. i 11 proc. Przewidywany spadek podatku od nieruchomości wynosił 4 proc. W sumie w skali kraju może to oznaczać zmniejszenie dochodów samorządów o około 8 – 9 mld PLN. Z badania wynika także, że znaczny odsetek samorządów (przeciętnie od 15 proc. do 25 proc.) spodziewał się dużych spadków dochodów własnych z innych źródeł, takich jak pozostałe podatki, opłaty lokalne i dochody z majątku. W odpowiedzi na spadki dochodów własnych oraz wzrost wydatków z tytułu przeciwdziałania skutkom COVID-19 samorządy w pierwszej kolejności ograniczają wydatki bieżące oraz inwestycje. W zależności od regionu kraju redukcję inwestycji zaplanowało od ok. 10 proc. do ok. 30 proc.samorządów.

Ruszą z CPK?
Rada Ministrów wydłużyła czas obowiązania ustawy o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie lotnisk użytku publicznego. Dotychczasowe przepisy umożliwiały korzystanie ze specustawy lotniskowej jedynie do 31 grudnia 2020 r. Teraz będzie to możliwe do końca 2025 r. Wydłużenie czasu obowiązywania spec-przepisów ma pomóc w rozpoczęciu prac związanych z Centralnym Portem Komunikacyjnym, bo na razie w sprawie jego budowy nic się nie dzieje.

Gospodarka 48 godzin

Ważny jak Jacek Kurski
Prezes PIS-owskiej telewizji „publicznej” Jacek Kurski otrzymał obstawę Służby Ochrony Państwa. Zgodnie z ustawą osobami, którym przysługuje ochrona SOP są: Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Marszałek Sejmu, Marszałek Senatu, Prezes Rady Ministrów, wiceprezes Rady Ministrów, minister spraw wewnętrznych, minister spraw zagranicznych, a także byli prezydenci RP oraz dygnitarze wchodzący w skład delegacji państw obcych przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
Jacek Kurski nie należy do żadnej z tych zaszczytnych kategorii, lecz otrzymał ochronę SOP na mocy przepisu, mówiącego, iż minister spraw wewnętrznych, z zachowaniem przepisów o ochronie informacji niejawnych, podejmuje decyzję o objęciu ochroną innych osób ze względu na dobro państwa. W tym przypadku jak widać, ochrona informacji niejawnych nie miała miejsca. Czyżby Jacek Kurski nie wytrzymał i pękając z dumy zawiadomił świat o tym, iż uznano go za tak ważnego, że przyznano mu ochronę?. Telewizja oświadczyła tylko, że przyznanie ochrony Jackowi Kurskiemu nastąpiło bez udziału spółki, a „Pan Prezes Jacek Kurski zastosował się do tej decyzji” – podaje komunikat TVP.
Jak widać, Mariusz Kamiński uznał, iż nachalna, propisowska propaganda uprawiana w TVP jest tak ważna dla „dobra państwa”, że jej animator zasługuje na szczególną troskę, aby broń Boże nic mu się nie stało. Do tej sytuacji bardzo dobrze nadaje się cytat z Fredry: ” Kto by się tam i łakomił na waszmości nędzne życie”. Ktoś mógłby tu powiedzieć: ale przecież zdarzały się w Polsce okrutne morderstwa na tle politycznym, by wspomnieć osobę Pawła Adamowicza? No tak, ale pamiętajmy, że Prezydent Adamowicz przez lata był pod szczególną „opieką” propagandystów z telewizji Jacka Kurskiego.

Kolej się zwija

Państwowy przewoźnik pasażerski PKP Intercity zawiesił kursowanie 62 pociągów. To zapewne nie koniec, gdyż oświadczenie PKP Intercity głosi, że przewoźnik „może wprowadzać dalsze zmiany w siatce połączeń”. Odwołanie pociągów nastąpiło ze względu na spadek liczby podróżnych w czasie epidemii.

Inflacja i kryzys

Według ocen Komisji Europejskiej, ceny w Polsce rosną najszybciej w całej Unii Europejskiej. Na koniec tego roku wskaźnik wzrostu cen pójdzie w górę o 3,6 proc. przy średniej dla całej UE wynoszącej tylko 0,7 proc. Najnowsze prognozy Komisji Europejskiej mówią zaś, że w bieżącym roku produkt krajowy brutto naszego kraju spadnie o 3,6 proc. Mamy więc do czynienia z klasyczną, acz nieczęstą stagflacją. Natomiast w przyszłym roku nasz PKB ma wzrosnąć o o 3,3 proc. Są to oceny jeszcze sprzed ostatniego skoku zakażeń i zgonów z powodu koronawirusa, który bardzo boleśnie uderzył w nieprzygotowaną Polskę. KE, mimo dość optymistycznych przewidywań, uważa, że odrabianie strat po pandemicznym zamknięciu gospodarki potrwa u nas dłużej niż jeden rok. Polskie inwestycje mają w tym roku zmniejszyć się o 6,2 proc. ale w przyszłym roku powinny wzrosnąć o 4,2 proc. Największej recesji w tym roku Komisja Europejska spodziewa się w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i we Włoszech, gdzie spadki PKB mają wynieść odpowiednio 12,4, 10,3 i 9,9 proc. Najniższe zaś mają być na Litwie, w Irlandii i Szwecji.

Rządy PiS drenują kieszenie Polaków

Wywóz śmieci jest o ponad połowę droższy niż przed rokiem, ceny usług bankowych są o prawie 43 proc. wyższe, opieka społeczna zdrożała o 12,4 proc. Tę listę ciągnąć można długo, a tempo wzrostu cen przyśpiesza z roku na rok.
Główny Urząd Statystyczny zaprezentował dane o inflacji w sierpniu 2020. W miesiącu tym ceny okazały się przeciętnie o 0,1 proc. niższe w lipcu i jednocześnie wyższe niż przed rokiem o 2,9 proc. (w lipcu ten wzrost wynosił 3,0 proc.).
Ceny towarów okazały się o 0,3 proc. niższe niż w ubiegłym miesiącu i były o 1,5 proc. wyższe niż w sierpniu przed rokiem. Natomiast w przypadku usług ceny w sierpniu wzrosły o 0,2 proc., zaś w skali roku zwiększyły się aż o 6,6 proc.
Generalnie, ceny w sierpniu 2020 tak w ujęciu miesięcznym, jak i rocznym okazały się zbliżone do prognozowanych wcześniej oraz publikowanych jako wstępny szacunek inflacji w sierpniu. Szczególnie zwracają uwagę głębsze sezonowe spadki cen żywności, odzieży i obuwia, a także obserwowane w grupie rekreacja i kultura – wskazuje raport Krajowej Izby Gospodarczej
Jak wynika z szczegółowej analizy przygotowanej przez KIG, wzrosty cen w obszarze usług, to połączenie wprowadzania nowych cenników po otwarciu części działalności, uwzględniające konieczność sprostania dodatkowym kosztom (choćby związanym z wymaganiami sanitarnymi) – ale również próba choć częściowego odrobienia strat z okresu zamknięcia. W usługach wciąż też odczuwalny jest efekt wzrostu płacy minimalnej z początku roku (w większości usług udział kosztu pracownika w ogółach kosztów jest znaczący).
W ujęciu miesięcznym najbardziej odczuwalny był wzrost cen w transporcie (o 1,9 proc od lipca 2020). Rosły też ceny w grupach: użytkowanie mieszkania (0,3 proc.), restauracje i hotele (0,2 proc.), łączność (0,2 proc.), zdrowie (0,2 proc.), edukacja (0,1 proc.). W przypadku alkoholu i tytoniu oraz innych towarów i usług ceny w sierpniu pozostały na tym samym poziomie co miesiąc wcześniej.
Spadki cen miały miejsce w grupach: odzież i obuwie (minus 1,5 proc.), żywność i napoje bezalkoholowe (- 1,1 proc.) oraz rekreacja i kultura (- 0,4 proc.). We wszystkich trzech przypadkach spadki miały charakter typowo sezonowy. Do tego taniały też artykuły z grupy wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego (- 0,3 proc.).
Inaczej już wygląda porównanie z sierpniem 2019 r. Istotnie wyższe niż przed rokiem były ceny towarów oraz usługi w następujących grupach: użytkowanie mieszkania (7,2 proc.), edukacja (5,8 proc.), restauracje i hotele (5,7 proc.), zdrowie (5,4 proc.), alkohol i tytoń (4,8 proc.), inne towary i usługi (4,4 proc.), łączność (3,4 proc.).
Umiarkowany wzrost zanotowano w grupach: żywność i napoje bezalkoholowe (3,0 proc.), rekreacja i kultura (2,2 proc.), wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego (0,9 proc.). Skalę inflacji spłycały zaś spadki cen w grupach transport ( – 7,1 proc.) oraz odzież i obuwie ( – 1,9 proc.).
Spośród towarów i usług, które szczególnie mocno podrożały od ubiegłego roku, wypada wymienić: wywóz śmieci (aż 50,5 proc.), usługi finansowe (42,9 proc.), owoce (18,5 proc.).
Wzrost cen ma też swoje źródła w zmianach notowanych w innych grupach towarów i usług. Wystarczy wspomnieć kategorię zdrowie, gdzie największe wzrosty odnotowano w grupie usługi lekarskie (o 9,3 proc.) i stomatologiczne (14,5 proc.), albo rekreację i kulturę, gdzie przykładowo w ujęciu rocznym ceny usług związanych z rekreacją i sportem wrosły o 6,5 proc., a turystyka zorganizowana w kraju o 6,6 proc. Sporo drożały też usługi fryzjerskie: o 13,5 proc., czy opieka społeczna (12,4 proc.).
Kolejne miesiące roku powinny przynieść nieznaczny wzrost rocznego wskaźnika inflacji, do około 3,3 proc. − 3,4 proc., a później wyraźniejszy jego spadek w grudniu do około 2,8 proc.
Średnioroczny wskaźnik inflacji w roku 2020 wyniesie około 3,5 proc. – wobec 2,3 proc. z roku 2019 i 1,7 proc. z roku 2018.
Czynnikami ryzyka są tu kurs walutowy (w sytuacji silnego osłabienia się złotego inflacja może wzrosnąć, umocnienie złotego zaś może zbijać inflację), sytuacja na rynkach surowców (obecnie inflację coraz słabiej zbijają niskie ceny paliw) – ale również skala recesji spowodowanej wpływem na gospodarkę koronawirusa wraz z mogącymi nastąpić silnymi zmianami w strukturze popytu, tak konsumentów jak i klientów biznesowych oraz instytucjonalnych.

Gospodarka 48 godzin

Budżet bez reguły

Od czasu przygotowywania ustawy budżetowej na 2015 r. głównym czynnikiem, który określa dopuszczalną wysokość wydatków budżetu państwa jest stabilizująca reguła wydatkowa, która, mówiąc w uproszczeniu, określa jakie maksymalnie mogą być wydatki budżetu, by nie spowodowały nadmiernego zadłużenia. Rząd PiS nie chce jednak być krępowany przepisami ograniczającymi swobodę jego wydatków. Dlatego, pod pretekstem pandemii COVID-19 wprowadzono przepisy, które rozszerzają katalog zdarzeń wyłączających przestrzeganie stabilizującej reguły wydatkowej. „Rozwiązanie to umożliwia wsparcie gospodarki dodatkowymi środkami i skuteczne przeciwdziałanie epidemii oraz jej skutkom gospodarczym” – stwierdza Rada Ministrów. Tak więc, stabilizującej reguły wydatkowej nie będzie już trzeba stosować w stanie epidemii. Natomiast po oficjalnym zakończeniu stanu epidemii, nastąpiłby automatyczny powrót do stosowania reguły wydatkowej. Należy więc przypuszczać, że epidemia koronawirusa potrwa w Polsce bardzo długo, bo rząd woli nie być krępowany jakimikolwiek regułami. Rada Ministrów już teraz zapowiedziała, że można założyć, iż powrót do stosowania stabilizującej reguły wydatkowej nastąpi najwcześniej za dwa lata.

Ci upadają, ci powstają

Koronawirus coraz mocniej dławi polską gospodarkę. W drugim kwartale 2020 r. (kwiecień – czerwiec) Główny Urząd Statystyczny odnotował, że liczba rejestracji nowych firm spadła o 31,8 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Liczba upadłości zwiększyła się zaś o 19,8 proc. W liczbach bezwzględnych wygląda to tak, że liczba rejestracji podmiotów gospodarczych w II kwartale 2020 r. wyniosła 64 410 – wobec 94 385 w II kwartale ubiegłego roku. Natomiast liczba upadłości w tym samym czasie wzrosła z 129 do 157.
Ten wzrost upadłości nie ma nadmiernego znaczenia – choć nigdy nie jest dobrze, jesli liczba plajt rośnie (największy wzrost liczby upadłości odnotowano w przemyśle: 40 wobec 26). Coraz mniej rejestracji nowych firm stanowi jednak poważny sygnał ostrzegawczy, wskazujący na nieuniknione pogarszanie się koniunktury w polskiej gospodarce.
W II kwartale 2020 r. było mniej rejestracji niż rok wcześniej we wszystkich rodzajach działalności. I tak, w budownictwie nastąpił spadek o 35,0 proc., w usługach o 34,3 proc., w informacji i komunikacji o 32,5 proc., w zakwaterowaniu i gastronomii o 31,8 proc., w sekcji transport i gospodarka magazynowa o 31,0 proc., w przemyśle o 30,4 proc, w handlu o 17,9 proc. Warto jeszcze dodać, że w Polsce osoby fizyczne prowadzące jednoosobową działalność stanowią 83 proc. wszystkich podmiotów gospodarczych. Wśród upadających firm zdecydowaną większość stanowią jednak spółki – ponad 70 proc. Plajtują więc głównie raczej te większe podmioty gospodarcze, co będzie mieć rosnący, ujemny wpływ na kondycję polskiej gospodarki.

Więcej płacimy

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w lipcu 2020 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosły o 3,0 proc. (z czego usługi zdrożały o 7,3 proc., a towary o 1,5 proc.). Pandemia spowodowała więc wprawdzie kryzys w Polsce, ale nie zahamowała inflacji. W porównaniu z lipcem poprzedniego roku najbardziej poszły w górę ceny związane z mieszkaniem (o 5,8 proc.), ceny żywności (o 4,1 proc.) oraz usług restauracyjnych i hotelowych (o 6,0 proc. ).

Biedronka oberwała po skrzydełkach

Przez kilka lat z kilku złotych zawyżania cen towarów można uzbierać niemało.

Cena w kasie wyższa niż umieszczona na półce lub brak informacji o cenie produktu – w ten sposób przez kilka lat Biedronka naruszała prawa konsumentów – zauważa Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
W rezultacie, prezes UOKiK Tomasz Chróstny nałożył na właściciela sieci Biedronka – spółkę Jeronimo Martins Polska – karę w wysokości aż 115 milionów złotych.

Do UOKiK nie od dziś napływały liczne skargi klientów oraz informacje z wojewódzkich placówek Inspekcji Handlowej, dotyczące nieprawidłowego uwidaczniania cen w sklepach sieci Biedronka. Setki sygnałów dotyczyły wyższych cen w kasie, niż na sklepowych półkach, lub braku cen przy towarze.
Skargi dały podstawę do wszczęcia postępowania przeciwko Jeronimo Martins Polska. W jego trakcie prezes Urzędu zlecił kontrole Inspekcji Handlowej, które potwierdziły skalę nieprawidłowego informowania o cenach w sklepach należących do JMP. Z ustaleń UOKiK wynika, że praktyka trwa co najmniej od 2016 r.
Dopiero wszczęcie postępowania pod koniec ubiegłego roku przyczyniło się do podjęcia przez właścicieli Biedronki działań, których celem ma być naprawa stwierdzonych nieprawidłowości. UOKiK zapowiada, że będzie monitorował skutki wdrażanych zmian, mających usunąć naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. – Cena jest jednym z najważniejszych kryteriów jakimi kierują się konsumenci przy wyborze produktów. Niedopuszczalne jest wprowadzanie konsumentów w błąd co do właściwej ceny towarów. W przypadku Biedronki klienci przez długi czas płacili najczęściej więcej niż wynikało to z ceny na sklepowych półkach. Nie zawsze mieli nawet tego świadomość – mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny. Tu należy poprawić szefa UOKiK: raczej bardzo rzadko mieli tego świadomość.
Ci co ją mieli, próbowali protestować. Oto przykładowe skargi konsumentów (pisownia oryginalna):

Cena umieszczona na lodówce w sklepie informowała o tym, że do dnia 31.08.19 r. cena za lody Carte D’Or wynosi 10,99 PLN. Lody te były objęte promocją do tego dnia i też tego dnia dokonałem ich zakupu (…). Niestety po płatności okazało się, że na paragonie została naliczona cena w wysokości 15,99 PLN.

Zachęcony gazetka oraz kartką nad produktem postanowiłem zakupić pierś z kurczaka w promocyjnej cenie 9.99 zł. Po zrobieniu zakupów udałem się do kasy, za towar zapłaciłem lecz w chwili zapłaty nie zauważyłem na paragonie że piersi są w cenie regularnej czyli 16.89 za kg (…)Poprosiłem o możliwość zwrotu towaru, lecz usłyszałem że niestety nie, bo z tym towarem opuściłem sklep i pani nie przyjmie go. Więc powiedziałem że to oszustwo, tego tak nie zostawię i zgłoszę to do UOKiK. Inna z pań obsługi powiedziała „i co z tego, co nam zrobią”.

Wieczorna wizyta w Biedronce (…) Widzę lody Marletto 1litr za 3,45 (przecenione z 4,99). W kasie: 10,99zł. Wracam do zamrażarki sprawdzić… nie ma ani innych lodów Marletto 1 L, ani innej ceny dla tych lodów.
Jak widać, różnice w cenie jednego produktu mogły sięgać kilku złotych. Biorąc pod uwagę, że praktyka trwała kilka lat, to konsumenci mogli ponieść przez nią dotkliwe straty, a właściciel sieci Biedronka bezpodstawnie wzbogacił się ich kosztem.
Ze skarg wynika również, że zdarzały się sytuacje, w których sprzedawcy nie chcieli uznać roszczeń klientów, którzy zgodnie z przysługującym im prawem domagali się sprzedaży produktu w korzystniejszej dla nich cenie, którą widzieli na półce:

Chciałem zakupić kwiatek prymulka za 2.89. A przy kasie naliczyło mi 7.99. Poprosiłem kierownika o wyjaśnienie i zwrot nadpłaconej kwoty. Niestety nie wyraził zgody. Poinformowano mnie żebym dzwonił na infolinię sklepu.

Papier toaletowy z wystawioną ceną 9,99 zł sprzedawano po 16,99 zł. Co gorsza, w przypadku zauważenia tego oszustwa, nie było możliwości zakupu papieru po cenie zgodnej z wystawioną.

Na palecie ze zniczami wisiała duża kartka z ceną za znicz. Przy zakupie dwóch zniczy miała być cena 7.99 zł za sztukę. W kasie została naliczona inna cena: 12,99 zł za sztukę. Po zwróceniu uwagi Pani kierowniczce, poinformowała mnie że mogę jedynie zwrócić zakupione znicze.
Każdy sprzedawca ma obowiązek uwidocznienia ceny towaru. Uniemożliwienie konsumentowi zapoznania się z ceną na etapie wyboru produktu jest naruszeniem jego prawa do rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji. Tymczasem kontrole Inspekcji Handlowej wykazały, że w sklepach Biedronka średnio aż 14 proc. towarów nie miało informacji o cenie. Liczba i treść skarg konsumentów, które dotychczas otrzymał UOKiK, a także wyniki kontroli prowadzonych przez Inspekcję Handlową nie wskazywały, żeby podobny problem na tak dużą skalę istniał w innych, dużych sieciach handlowych.

– Długotrwała praktyka spowodowała realne straty w portfelach konsumentów i bezpodstawne wzbogacenie się właściciela sieci ich kosztem. Dlatego zdecydowałem o nałożeniu na Jeronimo Martins Polska kary w wysokości 115 mln zł. Istnienie nieprawidłowości potwierdziła również sama spółka tłumacząc je błędami ludzkimi wynikającymi z dużej skali działalności. Nie wykluczamy, że tak rzeczywiście mogło być, nie usprawiedliwia to jednak w żadnym stopniu działania na niekorzyść klientów, tym bardziej, że przez długi czas przedsiębiorca – pomimo licznych nieprawidłowości wykrywanych przez Inspekcję Handlową – nie starał się systemowo rozwiązać tego problemu. Tak duży podmiot powinien dochować należytej staranności w swojej działalności, aby błędy w oznaczeniu nie dotykały osób kupujących w jego sklepach – dodaje prezes Tomasz Chróstny.
Poza sankcją pieniężną, w sklepach Biedronki będzie musiała znaleźć się również informacja o prawach przysługujących konsumentom w przypadku różnicy w cenie na półce i w kasie.
A prawa są takie, że w przypadku rozbieżności lub wątpliwości co do ceny za oferowany towar konsument ma prawo do żądania sprzedaży towaru po cenie dla niego najkorzystniejszej (ustawa z dnia 9 maja 2014 r. o informowaniu o cenach towarów i usług).
Ceny powinny być umieszczone na towarze lub w jego pobliżu, np. na wywieszce na półce. Sprzedawca musi informować o nich w jednoznaczny sposób i w widocznym miejscu. Jeśli podaje je tylko ustnie albo nie podaje ich wcale, to łamie prawo. Musi też podawać tzw. ceny jednostkowe – za kilogram, litr, 100 gramów, sztukę.
Jeśli cena w kasie jest wyższa od tej na towarze lub na półce, mamy prawo kupić daną rzecz po niższej cenie. Gdy różnicę zauważymy dopiero na paragonie, możemy domagać się zwrotu nadpłaconej kwoty. W takiej sytuacji należy mieć dowody, na przykład zdjęcie wywieszki na sklepowej półce oraz paragon.

Pokazowe nabieranie wiecznie żywe

Wciąż wykrywane są kolejne przypadki oszukańczych pokazów handlowych dla seniorów. I wciąż organizowane są następne. To zjawisko nie do zwalczenia.
Tym razem spółka Topmed Plus wprowadzała ludzi w błąd sugerując, że kupują na pokazach zestawy produktów z dużym rabatem. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nakazał natychmiast zaniechać nieuczciwej praktyki. Nałożył też na spółkę karę w wysokości 614 tys. zł.
Topmed Plus sprzedaje na pokazach handlowych zestawy produktów, w skład których wchodzą maty masujące, materace, wyciskarki do soków czy garnki. Jej klientami są głównie seniorzy. Zarzut dotyczył sugerowania konsumentom, że kupują po promocyjnych cenach, podczas gdy była to standardowa oferta Topmed Plus wynikająca ze stosowanego cennika. Przykładowo w umowie jako cenę wyjściową zestawu firma podawała 7990 zł, a jako cenę po uzyskaniu upustu – 2790 zł. Dokładnie tyle samo widniało w cenniku, ale klient wierzył, że „zaoszczędził” 5200 zł. -Sugerowanie konsumentom fikcyjnej korzyści cenowej to nieuczciwa praktyka rynkowa. Z ankiet, które przeprowadziliśmy wśród klientów Topmed Plus wynika, że ponad 90 proc. z nich zdecydowało się na zakup właśnie ze względu na oferowany upust. Ponad 80 proc. klientów potwierdziło, że sprzedawca przekonywał ich, że rabat obowiązuje tylko w dniu pokazu. W ten sposób spółka oszukiwała konsumentów – mówi Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.
Potwierdzają to opinie indywidualnych klientów. 63-letnia konsumentka: Pokaz to gra psychologiczna Ceny, o których mówił pracownik w czasie pokazu, były mocno zawyżone – wielokrotnie. 82-latek powiedział zaś: Obserwując ceny rynkowe tych produktów, które kupiłem, widzę, że na pokazie nie zastosowano upustów.
Prezes UOKiK nakazał spółce, aby zaprzestała stosowania zakwestionowanej praktyki. Ze względu na ważny interes konsumentów nałożył rygor natychmiastowej wykonalności. Topmed Plus musi się zastosować do nakazu bez względu na to, czy odwoła się od decyzji UOKiK do sądu.
Oprócz tego spółce wymierzono karę finansową – dokładnie 614 548 zł. Ma także zawiadomić listem poleconym o decyzji UOKiK wszystkich, z którymi zawarł na pokazach umowy sprzedaży po 1 lipca 2017 r. Dzięki temu dowiedzą się oni o naruszeniu prawa przez spółkę i mogą zdecydować się na dochodzenie swoich roszczeń.
Wszystkim zaś warto przypomnieć, że trzeba ostrożnie podchodzić do zaproszeń na bezpłatne wykłady czy badania. Z reguły są one połączone ze sprzedażą, a oferta bardzo rzadko bywa atrakcyjna. Dlatego zawsze należy porównać ją z propozycjami innych firm, oferujących podobne wyroby.