Ceny rosną, wartość naszych oszczędności spada

W bieżącym roku zwiększa się prawdopodobieństwo wyższej dynamiki cen w kolejnych miesiącach.

Inflacja w lutym 2021 r. wzrosła o 2,4 proc. w ujęciu rok do roku, i było to nieco mniej (o 0,2 punktu procentowego) niż w styczniu bieżącego roku. Dynamika zmian cen w pierwszych dwóch miesiącach roku także była nieco mniejsza niż w analogicznym okresie 2020 r. Jednak dynamika cen usług wynosi już aż 7 proc., co jest z pewnością odczuwalne przez konsumentów.
W stosunku do stycznia 2021 r. ceny towarów i usług wzrosły w lutym o 0,5 proc. W tym miesiącu w porównaniu ze styczniem, największy wpływ na wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) miały wyższe ceny w zakresie transportu oraz żywności, które podwyższyły CPI odpowiednio o 0,16 p.p. i 0,11 p.p. Coroczna zmiana wag wskaźnika CPI spowodowała bardzo wyraźny wzrost udziału cen żywności, co jeszcze bardziej zwiększa znaczenie tych kategorii cen, na którą wpływ ma wiele czynników niezależnych bezpośrednio od banku centralnego.
Zbliżamy się do okresu, kiedy dynamika inflacji będzie przekraczała 3 proc., co z punktu widzenia banku centralnego powinno spowodować prowadzenie polityki pieniężnej, która będzie sprzyjała ograniczaniu nadmiernych oczekiwań inflacyjnych – zwraca uwagę Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Analizy wskaźników inflacji w dłuższym okresie nie ułatwiają dokonywane każdego roku aktualizacje systemu wag stosowanego w obliczeniach wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. Przypomnijmy, że nowe wagi wynikają z przeprowadzanych badań budżetów gospodarstw domowych i oparte są na strukturze wydatków gospodarstw domowych na zakup towarów i usług konsumpcyjnych z roku poprzedzającego badany rok.
Nowy system wag uwzględnia zmiany w strukturze konsumpcji wywołane pandemią COVID-19. W efekcie, w porównaniu z 2020 r. najwyraźniej, bo aż o 2,53 p.p. wzrósł udział wydatków na żywność i napoje bezalkoholowe oraz o 0,7 p.p. udział wydatków związanych z użytkowaniem mieszkania. Najwyraźniej obniżył się udział wydatków w zakresie restauracji i hoteli (o -1,56 p.p.), transportu (-1,01 p.p.), rekreacji i kultury (-0,84 p.p.). Zastosowanie nowych wag spowodowało, że w styczniu 2021 r. w stosunku do stycznia ubiegłego roku inflacja wzrosła o 2,6 proc., wobec wstępnie szacowanego wzrostu o 2,7 proc.
Najnowsze dane o inflacji powinny skłaniać do zastanowienia się nad przyszłą ścieżką zmian cen. Procesy inflacyjne w okresie pandemii przebiegają inaczej niż w przypadku typowych sytuacji recesyjnych – zauważa TEP.
Wbrew oczekiwaniom, które pojawiły się powszechnie po rozpoczęciu pandemii w ubiegłym roku, w Polsce nie mamy do czynienia z dłuższym okresem deflacyjnym. Inflacja po dwóch pierwszych miesiącach jest o 1,1 p.p. powyżej projekcji Narodowego Banku Polskiego z lipca ubiegłego roku. Pamiętajmy, że w styczniu i lutym 2020 roku mieliśmy wyraźniejsze, miesięczne wzrosty cen, natomiast od marca do maja ubiegłego roku dynamika cen spowalniała.
W 2021 roku zwiększa się prawdopodobieństwo wyższej dynamiki cen w kolejnych miesiącach. W projekcji NBP dynamika inflacji w drugim kwartale ma wynieść 3,4 proc. Mając to na uwadze, wkrótce możemy znaleźć się w strefie dyskomfortu wynikającego z rosnącego ryzyka wzrostu dynamiki inflacji do wartości, które wywołują zaniepokojenie konsumentów i podwyższenie oczekiwań inflacyjnych.
Z punktu widzenia osób oszczędzających, rosnąca inflacja może być coraz większym problemem, skoro ujemne realne stopy procentowe powodują spadek siły nabywczej oszczędności niezabezpieczonych przed inflacją. Natomiast z punktu widzenia banku centralnego dzisiejsza dynamika inflacji nie stanowi problemu, ale wkrótce może to ulec zmianie, gdyż w otoczeniu międzynarodowym pojawiają się coraz wyraźniejsze oczekiwania wzrostu cen (m.in. wzrost oczekiwań inflacyjnych w Stanach Zjednoczonych).
Z tego powodu wymagana jest szczególna ostrożność w formułowaniu przez bank centralny kierunków przyszłych działań. Powinny one być skoncentrowane przede wszystkim na ograniczaniu oczekiwań inflacyjnych oraz odpowiednio wczesnej reakcji w sytuacji ryzyka zbyt wysokiej dynamiki cen w przyszłości.

Tankujemy coraz drożej

Na to, ile płacimy na stacjach benzynowych wpływają podatki, marże i ceny hurtowe.
Dlaczego paliwa są najdroższe od roku i ciągle drożeją? Pytanie jest uzasadnione, bo tylko przez poprzednie trzy miesiące paliwa na polskich stacjach podrożały o około 10 proc., osiągając najwyższe ceny od marca 2020 roku – zauważa Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl. Jak to możliwe, że pomimo trwającego częściowego lockdownu tankujemy niemal tak drogo jak na początku pandemii?
Na półmetku lutego za litr benzyny Pb95 płaciliśmy średnio 4,76 zł – wynika z danych BM Reflex. To o 5 groszy więcej niż tydzień wcześniej oraz już o 36 gr/l więcej niż trzy miesiące temu i najwięcej od połowy marca 2020 roku. Średnia krajowa cena benzyny Pb98 przekroczyła już 5 zł/l.
Olej napędowy kosztował przeciętnie 4,74 zł/l, czyli także o 5 gr/l więcej niż tydzień wcześniej. W przypadku tego paliwa mówimy o wzroście średniej ceny detalicznej o 44 gr/l w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni. Aż o 6 gr/l podniosła się średnia cena autogazu, osiągając poziom 2,33 zł/l. Podobnie jak w przypadku benzyny, także ON i LPG są obecnie najdroższe od 11 miesięcy.
Pamiętajmy, że mówimy tu o cenach uśrednionych dla całego kraju. Stawki na stacjach mogą się między sobą różnić o kilkadziesiąt groszy na litrze. Takie różnice znajdziemy, jeśli porównamy ze sobą oferty na stacjach „przymarketowych” z cennikami stacji na przykład przy autostradach.
Różnice widać też między regionami. W najdroższych województwach (np. w dolnośląskim czy lubelskim) litr benzyny kosztuje średnio 4,83 – 4,84 zł, podczas gdy w najtańszych (pomorskim i łódzkim) średnia cena to 4,68 zł/l. Takie średnie oznaczają, że w Polsce można znaleźć punkty, gdzie ta sama benzyna kosztuje już prawie 5 zł/l i takie, gdzie jest to jeszcze 4,50 z/l.
Od czego zależą ceny paliw? Otóż, cena przy dystrybutorze zależy od trzech podstawowych czynników – wskazuje analityk Bankiera.pl Krzysztof Kolany. Pierwszym – i w Polsce najważniejszym – są podatki. Gdyby nie one, to dziś tankowalibyśmy po ok. 2,30 – 2,50 zł/l. Tyle że podatki od paliw w ciągu ostatnich trzech miesięcy akurat nie wzrosły. O ile więc to one w znacznym stopniu winne są temu, że tankujemy tak drogo, to nie są przyczyną niedawnego wzrostu cen paliw.
Drugi element tej „petrozagadki” stanowią marże operatorów stacji. To różnica pomiędzy cenami płaconymi przez kierowców, a kosztami zakupu paliwa w rafinerii. To jednak także ślepy zaułek. W przypadku benzyny Pb95 implikowana marża detaliczna obniżyła się w lutym do ok. 15 gr/l i jest o połowę niższa niż w listopadzie.
Trzecim czynnikiem są ceny w rafineriach. Od początku listopada cena benzyny w PKN Orlen podniosła się o 58 gr/l, a oleju napędowego – aż o 76 gr/l. I to właśnie coraz wyższe ceny hurtowe przez ostatnie tygodnie napędzały galopadę cen przy dystrybutorach. Nie jest to żaden spisek czy też nadużycie pozycji monopolistycznej przez płocki koncern. Ten podnosi ceny, ponieważ od początku listopada mamy do czynienia z dynamicznym wzrostem notowań ropy naftowej.
Jeszcze pod koniec października baryłka ropy Brent kosztowała niespełna 38 dolarów. Później „czarne złoto” zaczęło szybko drożeć. Doprowadziły do tego zarówno stopniowa odbudowa popytu na paliwa w Azji i w Stanach Zjednoczonych, jak również nadzieje związane z antycovidowymi szczepionkami i utrzymywane przez naftowy kartel obniżone limity wydobycia. W rezultacie, cena baryłki właśnie przekroczyła poziom 63 USD i jest najwyższa od stycznia 2020 roku.
Dodatkowo sprawę pogarsza nowa polityka Narodowego Banku Polskiego. Pod koniec roku polski bank centralny przeprowadził kilka bezpośrednich interwencji walutowych obniżających wartość polskiego pieniądza. Zostaliśmy więc pozbawieni rynkowego bufora ochronnego, jakim w czasach poprawiającej się koniunktury gospodarczej był umacniający się złoty.
Mamy do czynienia z sytuacją, gdy ceny ropy naftowej idą mocno w górę przy bardzo słabym złotym. W takim układzie kolejne podwyżki hurtowych cen paliw są w zasadzie nieuniknione. A to z kilkunastodniowym opóźnieniem przekłada się na wyższe koszty tankowania.

Gospodarka 48 godzin

Alarm cenowy
Według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w styczniu 2021 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły realnie o 2,7 proc. w porównaniu ze styczniem ubiegłego roku. Natomiast w stosunku do poprzedniego miesiąca (grudnia 2020) ceny towarów i usług zwiększyły się o 1,2 proc. Ciekawe, że jeszcze miesiąc temu prezes Narodowego Banku Polskiego prof. Adam Glapiński oświadczał: „Żadne dane nie potwierdzają wzrostu cen. Jeśli zaniepokojenie mieć to raczej przeciwnym trendem”. Tak więc, prezes NBP wyrażał obawę o to, że inflacja w Polsce może być wręcz… za niska. Wydaje się, że dziś szef naszego banku centralnego już nie powinien mieć powodu do takiego zmartwienia. Nie ulega bowiem wątpliwości, iż inflacja wynosząca realnie 1,2 proc. w skali miesiąca jest bardzo wysoka. Wzrost cen w Polsce nie od dziś podgryza nasze oszczędności i sprawia, że odkładanie pieniędzy w bankach przynosi straty. Teraz jednak sytuacja stała się wręcz alarmująca. Jeśli obecna skala inflacji się utrzyma, to w ciągu bieżącego roku ceny wzrosną o ponad 15 proc., co oczywiście wpędzi w skrajną nędzę setki tysięcy Polaków, którzy do tej pory jakoś wiązali koniec z końcem. Ciekawe, czy i teraz prezes Adam Glapiński będzie mówił, iż żadne dane nie potwierdzają wzrostu cen?

Spadek sprzedaży
W ubiegłym roku w Polsce, po raz pierwszy od 2010 r. odnotowano spadek sprzedaży detalicznej ogółem – o 3,8 proc w porównaniu z 2019 r. Sprzedaż najbardziej obniżyła się w grupach: tekstylia, odzież, obuwie, pojazdy samochodowe, motocykle, części oraz paliwa stałe ciekłe i gazowe. Mniejsza niż przed rokiem była również sprzedaż żywności, napojów i wyrobów tytoniowych. Wzrost sprzedaży utrzymał się natomiast w meblach oraz sprzęcie rtv i agd, choć był wyraźnie słabszy niż w 2019 r.

Chłopi tracą
Produkcja rolnicza w Polsce wzrosła po spadku w 2019 r. Znacznie wzrosła produkcja roślinna, przy niewielkim ograniczeniu produkcji zwierzęcej (choć mamy więcej bydła i świń). W rezultacie, na rynku rolnym obniżyły się przeciętne ceny skupu większości podstawowych produktów rolnych. Powyżej poziomu z 2019 r. kształtowały się w ubiegłym roku ceny pszenicy, żywca wołowego i mleka. Niekorzystna dla producentów rolnych (odwrotnie niż w 2019 r.) była relacja cen sprzedawanych przez nich produktów rolnych do cen towarów i usług zakupywanych na cele bieżącej produkcji rolniczej i na cele inwestycyjne. Pod rządami Prawa i Sprawiedliwości mamy więc taką sytuację, jak w przedwojennej Polsce, na której wzoruje się PiS: nożyce cenowe się rozwierają, wieś biednieje, a miasto się bogaci.

Węgiel z Brzezinki
Państwowa firma Tauron Wydobycie rozpoczęła wydobycie węgla kamiennego z nowego złoża pod znaną skądinąd nazwą Brzezinka, eksploatowanego przez kopalnię Sobieski. W ciągu dziesięciu lat z nowego złoża Brzezinka kopalnia Sobieski ma pozyskać 20 mln ton węgla. Węgiel kamienny będzie dostarczany do elektrowni w Jaworznie. Nie bardzo wiadomo, jak wydobycie z nowego złoża będzie kalkulować się finansowo, skoro importowany do Polski węgiel kamienny jest dużo tańszy od wydobywanego u nas (z wyjątkiem Lubelszczyzny).

Mieszkaniówka kwitła na tle zapaści

Niedobór mieszkań w Polsce jest tak dotkliwy, ze nawet kryzys spowodowany pandemią nie zdołał zahamować rozwoju budownictwa i zmniejszyć dochodów deweloperów.
W III kwartale ubiegłego roku nastąpił powrót do aktywności na rynku mieszkaniowym, po restrykcjach wynikających z pandemii COVID-19, obowiązujących od marca 2020 r. Liczba zawartych kontraktów na budowę mieszkań na największych rynkach pierwotnych była o połowę wyższa w porównaniu do historycznie niskiego, poprzedniego kwartału.
W wspomnianym III kwartale 2020 r. odnotowano zaś w Polsce historycznie wysoką liczbę zarówno mieszkań oddanych do użytkowania (59,1 tys.), jak i tych, których budowę rozpoczęto (67,3 tys.).
Wyższe stopy zwrotu z projektów mieszkaniowych oraz utrzymujący się popyt przyczyniały się do występowania inwestorów o wydawanie kolejnych pozwoleń na budowę mieszkań. Mimo tego udzielono ich mniej niż w II kwartale oraz rok do roku, na co wpływ miały ograniczenia pracy urzędów związane z COVID-19. Takie są podstawowe wnioski, zawarte w analizie sytuacji na rynku nieruchomości w Polsce sporządzonej przez Narodowy Bank Polski.
Koszty budowy mieszkań nieznacznie wzrosły, jednak tempo tego wzrostu było znacznie niższe, natomiast ceny ziemi nadal istotnie rosły. Zaobserwowano nieznaczny wzrost średnich, transakcyjnych cen mieszkań na rynku pierwotnym większych miast oraz ich stagnację lub spadek na rynku wtórnym.
Wpływ pandemii na rynek mieszkaniowy jest złożony, a ceny na rynku pierwotnym i wtórnym zmieniały się w różnych kierunkach. Ceny ofertowe nowo wprowadzanych mieszkań na rynku pierwotnym wyhamowały wzrost, a jednocześnie deweloperzy zwiększyli nieco podaż mieszkań. Wysokie ceny ofertowe mogą też podlegać różnego rodzaju promocjom, co ułatwia sprzedaż.
Ceny transakcyjne na rynku pierwotnym wzrosły we wszystkich grupach miast, zwłaszcza w Warszawie (efekt częstszej sprzedaży lepiej zlokalizowanych mieszkań). Na rynku wtórnym w największych miastach spadł nieco popyt na kupowanie mieszkań na własność. Podobne mieszkania sprzedawane były drożej niż miało to miejsce kwartał wcześniej.
W Warszawie spadły w trzecim kwartale średnie (ofertowe i transakcyjne) stawki najmu metra kwadratowego mieszkań (nie uwzględniające opłat eksploatacyjnych i opłat za media). Nastąpił też spadek stawek czynszów w najmie długoterminowym w 6 największych miastach Polski, co wpłynęło też na spadek opłacalności najmu mieszkań. Nadal jednak inwestycja mieszkaniowa (nie uwzględniając kosztów transakcyjnych) była konkurencyjna na tle oprocentowania lokat gospodarstw domowych, inwestycji w 10-letnie obligacje skarbowe, bądź w nieruchomości komercyjne.
W największych miastach systematycznie rośnie oferta internetowa mieszkań na rynkach najmu długoterminowego, w tym nabywanych w celach inwestycyjnych. Może to sprzyjać spadkom stawek najmu w przyszłości.
Kwartalna sprzedaż mieszkań i kontraktów na ich budowę na 6 największych rynkach pierwotnych w Polsce wyniosła w trzecim kwartale ponad 13,3 tys. lokali – co znaczy, że podwoiła się wobec poprzedniego kwartału, mimo skutków obowiązywania ograniczeń związanych z pandemią COVID-19. Nie osiągnęła jednak poziomu sprzed pandemii.
Zapas niesprzedanych mieszkań wystawionych na rynek zwiększył się wobec poprzedniego kwartału o 0,4 tys. lokali i wyniósł na koniec okresu 49,3 tys. Liczba mieszkań gotowych do zamieszkania w ofercie sprzedaży w 6 największych miastach wzrosła wobec poprzedniego kwartału o 0,2 tys. (do 5,5 tys.), a czas sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym w tych miastach się wydłużył.
Wskaźnik tak zwanej szacowanej dostępności mieszkań w dużych miastach (bazujący na przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw) wyniósł w trzecim kwartale 0,76 metra kwadratowego czyli nieznacznie zmniejszył się wobec poprzedniego kwartału. Nadal jednak był wyższy o 0,28 m.kw. w porównaniu z minimum zanotowanym w III kwartale 2007 r., za poprzednich rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Wskaźniki szacowanego maksymalnego dostępnego kredytu mieszkaniowego oraz kredytowej dostępności mieszkania dla przeciętnego gospodarstwa domowego również nieznacznie wzrosły. Głównym powodem lekkiego zwiększenia się tych dwóch wskaźników dostępności były niskie stopy procentowe kredytu mieszkaniowego.
Do końca III kwartału 2020 r. obserwowano tylko nieznaczny wpływ ograniczeń związanych z pandemią COVID-19 na dotychczasowe wypłaty kredytów. Wartość nowych, złotowych umów kredytów mieszkaniowych dla gospodarstw domowych według danych NBP wyniosła w III kwartale ok. 13,9 mld zł, tj. była wyższa o ok. 0,9 mld zł (6,5 proc.) wobec wielkości z poprzedniego kwartału oraz niższa o ok. 0,7 mld zł (- 4,8 proc.) względem III kwartału 2019 r. Łącznie w trzech kwartałach 2020 r. udzielono ok. 41,7 mld zł kredytów mieszkaniowych, czyli o 0,7 mld zł więcej w porównaniu do tego samego okresu 2019 r.
Wyniki ankiety NBP na temat sytuacji na rynku kredytowym w III kwartale ubiegłego roku wskazują, że banki złagodziły nieco kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych ale zarazem kolejny raz podniosły marżę kredytową oraz marżę dla kredytów obarczonych wyższym ryzykiem. W IV kwartale 2020 r. banki spodziewały się nieznacznego łagodzenia polityki kredytowej i kontynuacji wzrostu popytu na kredyty mieszkaniowe.
„Należy dodać, że przejściowe trudności ze spłatą kredytu mieszkaniowego, będące skutkiem wyjątkowo dużego szoku na początku epidemii, nie skutkowały niewypłacalnością kredytobiorców” – podkreśla NBP. Wpływ na to miały moratoria kredytowe i obniżki stóp procentowych.
Szacowana stopa zwrotu kapitału własnego z projektów inwestycyjnych deweloperów mieszkaniowych wyniosła w III kwartale 2020 r. około 21 proc. Na tle innych branż pozostaje ona na bardzo wysokim poziomie. To skutkek wzrostu cen transakcyjnych, pokrywających z nadwyżką wzrost kosztów producentów mieszkań.
Według ekspertów Coface liczba upadłości i postępowań restrukturyzacyjnych w branży budowlanej nieznacznie zmniejszyła się rok do roku. Spadł także udział budownictwa w ogólnej liczbie upadłości i restrukturyzacji (o 1,2 p.p). Dane te, jak stwierdza NBP, są jednak obarczone niedoszacowaniem wynikającym z zaburzonej pracy sądów. Jak widać, także i instytucje będące w rękach PiS-u zauważają fatalny wpływ zmian narzucanych polskiemu sądownictwu na sprawność postępowań.
Rynek nieruchomości komercyjnych również został dotknięty przez pandemię COVID-19, a związane z tym ograniczenia w działalności przedsiębiorstw będą mieć jeszcze długo wpływ na czynsze i transakcje sprzedaży nieruchomości. Należy pamiętać, że czynsze w obiektach komercyjnych są podpisywane na kilka lat, a zerwanie tych kontraktów wiąże się z kosztami. Gdy jednak najemca powierzchni staje się niewypłacalny, nie jest w stanie płacić czynszu i próbuje obniżyć jego poziom. Natomiast transakcje kupna i sprzedaży nieruchomości są wynikiem długich negocjacji, zatem na rynku inwestycyjnym ewentualny wpływ pandemii widoczny będzie z opóźnieniem.
Pandemia przyspieszyła zmiany zachodzące na rynku biurowym. „Obserwujemy wzrost pustostanów i zmniejszenie popytu na powierzchnie biurowe. Firmy w celu ograniczenia kosztów związanych z wynajmem powierzchni biurowej decydują się na model pracy zdalnej lub pracy hybrydowej” – zauważa NBP. Wiele firm jednak nie chce całkowicie rezygnować z powierzchni biurowej.
Na rynkach nieruchomości biurowych w IIIkwartale 2020 r. zwiększyła się nierównowaga, wynikająca z nadmiaru podaży powierzchni do wynajęcia w stosunku do popytu na nią. Podaż nowych powierzchni oraz powierzchni w budowie nadal utrzymuje się na wysokim poziomie. Wynika to z rozpoczęcia budowy bardzo dużej ilości obiektów jeszcze przed pandemią. Inwestorzy chcą zakończyć te budowy – i prawdopodobnie oczekują, że przyciągną najemców nowoczesną powierzchnią.
Według informacji firm doradczych, na koniec III kwartału ub.r. zasoby powierzchni biurowej na dziewięciu największych rynkach biurowych wyniosły ok. 11,5 mln m.kw., a w budowie było 1,4 mln m.kw. Stopa pustostanów biurowych wzrosła do 10,7 proc. wobec 9,0 proc. na koniec II kw. Liczba pustostanów w powierzchni biurowej zależy od wieku oraz od lokalizacji biurowca. Stopy zwrotu z nowo wybudowanych nieruchomości biurowych pokazują jednak, że taka inwestycja jest wciąż opłacalna.
Czynsze transakcyjne (w euro/mk.kw) powierzchni biurowych klasy A w Warszawie oraz w innych dużych polskich miastach nieznacznie spadały. W stolicy wynosiły ok. 19 euro/m. kw., a w 8 największych miastach wojewódzkich od 11 do 14 euro/m.kw. Czynsze w budynkach biurowych klasy B na największych rynkach także nieznacznie spadły. Umowy najmu podpisywane są zazwyczaj na kilka lat, zatem ewentualne zmiany w nowo podpisanych czynszach tylko nieznacznie wpływają na średnią z czynszów obowiązujących w danym okresie.
Pandemia COVID-19 dotknęła sektor nieruchomości w okresie szczytu koniunktury, kiedy zarówno sprzedaż, jak i ceny były na wysokim poziomie. Dotychczas jednak przedsiębiorcy z tej branży nie ucierpieli.

Gospodarka 48 godzin

Strata zostanie

Aktywność gospodarcza w Polsce wyraźnie wzrosła w III kwartale 2020 r., ale nowa „pełzająca” blokada gospodarki, wprowadzona przez rząd Prawa i Sprawiedliwości doprowadziła kraj do drugiego dna recesji w IV kwartale. Krótkoterminowy koszt ekonomiczny drugiej blokady będzie stanowił jednak tylko niewielką część negatywnych skutków gospodarczych, jakie Polska poniosła w dotychczasowym okresie pandemii. Analitycy Euler Hermes prognozują spadek realnego produktu krajowego brutto w Polsce o około 4,3 proc. w IV kwartale w porównaniu z trzecim kwartałem. W całym 2020 roku nasz PKB, wedle tych przewidywań, ma spaść o 3,7 proc. Natomiast całoroczna prognoza wzrostu gospodarczego w Polsce w 2021 r. przewiduje, że PKB zwiększy się o 3,2 proc. Czyli, w przyszłym roku polska gospodarka jeszcze nie odrobi wszystkich strat.

Znowu drożej
Wzrost cen w Polsce wciąż jest wysoki. W listopadzie średnio towary i usługi konsumpcyjne były wyższe o 3 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku. Wpływ na to mają w największym stopniu ceny energii podwyższone na początku roku. Inflacja może spaść do 2,5 proc. w przyszłym roku. Ponadto nastąpiły podwyżki cen wywozu śmieci oraz opłat mieszkaniowych.

Chcą się dogadać
Jak było do przewidzenia, PiS-owska ekipa zaczęła rakiem wycofywać się z konfliktu z Unią Europejską. Do zapoczątkowania tej tendencji odkomenderowany został wicepremier Jarosław Gowin, który w rozmowie z Business Insider oświadczył, że Polska nie powinna skorzystać z opcji atomowej wetowania budżetu UE. Powiedział także: „Polska do dynamicznego rozwoju potrzebuje środków unijnych, w tym także środków z Funduszu Odbudowy. Liczę zatem, że rzutem na taśmę uda się wypracować kompromis w sprawie ostatecznego kształtu „zasady praworządności”/…/ Podkreślam raz jeszcze: należy zrobić wszystko, by uniknąć weta budżetowego, a tym samym i zawieszenia Recovery Fund”.

Lepiej od oczekiwań
Wskaźnik koniunktury PMI dla sektora produkcyjnego w Polsce pozostał w listopadzie na poziomie z poprzedniego miesiąca i wyniósł 50,8 proc., co wskazuje na tendencje rozwojowe (powyżej 50 proc.). Przedsiębiorcy, nieco wbrew oczekiwaniom nadal zwiększali zatrudnienie. Wzrost liczby nowych miejsc pracy w przemyśle był w listopadzie najszybszy od czerwca 2018 – wynika z raportu firmy badawczej IHS Markit. To jeden z czynników, który mimo spadku nowych zamówień pomógł we wzroście wskaźnika PMI, obrazującego koniunkturę w produkcji. Pomimo spadku liczby zamówień, przedsiębiorcy z sektora wytwórczego zwiększyli zatrudnienie, do czego przyczyniła się pandemia. Trzeba było bowiem zastąpić pracowników przebywających na kwarantannie. Ponadto, oprócz wysokiego wzrostu zatrudnienia w przemyśle, przyczyną lepszej koniunktury był też wzrost zapasów. Widmo kolejnych restrykcji związanych z pandemią koronawirusa spowodowało bowiem zapełnienie stanów magazynowych w polskich fabrykach – wskazuje IHS Markit. Nastąpił także piąty miesiąc spadku zapasów wyrobów gotowych, co spowodowane zostało ograniczonymi mocami przerobowymi. Te zapasy trzeba będzie odtworzyć, co także może poprawiać koniunkturę.

Czarny dzień dla naszych portfeli?

Nie dajmy się oszukiwać przy okazji Black Friday – apeluje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
70 proc. zniżki na wszystko? Drugi produkt gratis? – to często zwykłe bajki. Ruszyły wyprzedaże, które niejednokrotnie są próbą nabierania klientów. Handlowcy już od kilku tygodni kuszą konsumentów różnymi ofertami.
W tym roku Black Friday nie ma takiego rozmachu jak w poprzednich latach, bo większość sklepów w galeriach handlowych pozostaje zamknięta ze względu na obostrzenia związane z COVID-19. Akcja wielkich wyprzedaży przenosi się więc w dużej mierze do internetu. Odbywa się tam Cyber Monday – internetowy odpowiednik Black Friday. W wielu e-sklepach również reklamowane są zniżki, rabaty i promocje.
Co roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów otrzymuje skargi dotyczące rzekomych promocji, wyprzedaży i specjalnych okazji. Stanowią one ok. 10 proc. wszystkich zgłaszanych nieprawidłowości. – Kilka tygodni temu, wspólnie z Inspekcją Handlową, rozpoczęliśmy monitoring najpopularniejszych sklepów internetowych aby sprawdzić, czy nie oszukują oni konsumentów, wprowadzając w błąd co do rzeczywistego opustu cenowego. Może się zdarzyć, że któryś z przedsiębiorców będzie podnosił ceny przed wyprzedażą aby uatrakcyjnić zakup poprzez prezentację nieprawdziwej wartości obniżki ceny. Podobne działania mogą stanowić naruszenie zbiorowych interesów konsumentów, dlatego konsumentom zalecamy ostrożność, zaś przedsiębiorców zachęcamy do rzetelności i uczciwości – oświadczył prezes UOKiK Tomasz Chróstny, który nie powiedział jednak, jakie rezultaty przyniósł ten kilkutygodniowy monitoring sklepów internetowych.
Z jakimi problemami najczęściej mierzą się konsumenci? To przede wszystkim żonglerka cenami – czyli stwarzanie pozoru, że promocja jest atrakcyjna poprzez podnoszenie cen kilka dni wcześniej, by przy okazji słynnego święta zakupowego je obniżyć.
Zastawiane są też promocyjne „przynęty” – czyli zachęcanie rzekomo wysoką obniżką do zakupu różnych artykułów, podczas gdy w rzeczywistości promocja dotyczy jedynie wybranych produktów. Klient widzi informację „drugi produkt za 50 proc”, po czym okazuje się, że chodzi wyłącznie o towary konkretnej marki a nie cały asortyment sklepu – podkreśla UOKiK.
Niejasne bywa naliczanie rabatów – zamiast deklarowanej wysokiej obniżki ceny, klient otrzymuje w istocie znacznie mniejszy upust. Zdarza się także anulowanie już opłaconych zamówień – najczęściej rzekomo z powodu „błędu systemu”.
Black Friday i Cyber Monday to okazje nie tylko do zakupów w Polsce, ale i poza nią. Prawa e-konsumenta są w całej Unii Europejskiej jednolite. Problemy z dochodzeniem roszczeń mogą się natomiast pojawić przy zakupach poza Unią, np. w krajach azjatyckich.
Jak wyjść cało z szału zakupów i wyprzedaży? UOKiK zaleca porównanie cen w wiarygodnych porównywarkach. Niektóre porównywarki oferują też sprawdzenie historii cen, dzięki którym można ocenić, czy promocja jest faktycznie korzystna.
Warto sprawdzić opinie o produkcie na niezależnych portalach, ponieważ zdarza się, że sklep usuwa niekorzystne komentarze z własnej strony. Należy też zwrócić uwagę na cechy charakterystyczne produktu, bo w dzień masowych wyprzedaży łatwo nabrać się na przykład na produkty łudząco podobne do znanej marki lub podrobione.
Wreszcie, trzeba uważać na reklamy i zawarte w nich informacje, szczególnie te wyglądające na nieformalne, które przychodzą w mediach społecznościowych – mogą pochodzić od oszustów.

Jeszcze drożeją ale wolniej

Ceny ofertowe mieszkań używanych wskazują na rynki dwóch prędkości. W stolicach obecnych województw stawki ofert są nawet trzykrotnie wyższe ale rosną znacznie wolniej, niż w mniejszych miastach które w 1999 r. przestały być stolicami wojewódzkimi. Naturalnie realne ceny transakcyjne są zwykle sporo niższe.
W trzynastu spośród obecnych miast wojewódzkich ceny ofertowe mieszkań wzrosły w ciągu roku poniżej 10 proc. Znacznie większe wzrosty panują w mniejszych miastach, które utraciły statusy stolic województw – ocenia Bankier.pl na podstawie danych udostępnionych przez serwis nieruchomości Otodom.pl
We wrześniu 2020 r. średnie stawki dyktowane w Warszawie, Krakowie i Gdańsku wyraźnie odskoczyły od pozostałych. To jedyne trzy polskie miasta, w których średnia cena ofertowa przekroczyła lub zbliżyła się do bariery 10 000 zł/mkw..
W stolicach obecnych szesnastu województw wraz z wyższymi stawkami ofertowymi idą w parze mniejsze wzrosty. W miastach, które w 1999 r. utraciły status wojewódzkich stolic, stawki są niższe nawet trzykrotnie, lecz wzrosły w ciągu ostatniego roku zdecydowanie mocniej.
Na 15. miejscu w zestawieniu polskich miast z najwyższymi cenami ofertowymi są Skierniewice (stolica b. woj. skierniewickiego), gdzie we wrześniu sprzedający oczekiwali średnio 5908 zł/mkw. – więcej, niż w posiadających wciąż status miast wojewódzkich Kielcach (5901 zł/mkw.), Opolu (5813 zł/mkw.), oraz w dwóch stolicach woj. lubuskiego (które i przed 1999 r były stolicami województw): Zielonej Górze (5230 zł/mkw) i Gorzowie Wielkopolskim (4759 zł/mkw).
Najniższą średnią cenę ofertową odnotowano we wrześniu w Wałbrzychu na Dolnym Śląsku. Oferujący mieszkania położone w tym mieście oczekiwali średnio 2982 zł/mkw. – niemal trzykrotnie mniej niż w Warszawie. Najniższe średnie stawki można było znaleźć także w byłych miastach wojewódzkich znajdujących się obecnie w woj. podkarpackim: Krośnie – 4121 zł/mkw., Tarnobrzegu – 3718 zł/mkw. i Przemyślu – 3378 zł/mkw. oraz w łódzkim: Piotrkowie Trybunalskim – 4207 zł/mkw. i Sieradzu – 3367 zł/mkw.
W blisko połowie – dwudziestu spośród analizowanych miast – średnia cena ofertowa nie przekroczyła bariery 5000 zł/mkw., natomiast w 36 (73 proc. ogółu) była niższa niż 6000 zł/mkw.
W miastach z najniższymi średnimi stawkami, sprzedający mieszkania najmocniej podnieśli swoje oczekiwania.
Wzrost w relacji rocznej powyżej 10 proc. odnotowano w ponad połowie analizowanych miast (27 spośród 49). Wśród nich znalazło się pięć obecnych miast wojewódzkich, w tym Kraków (plus 11,6 proc., wrost o 932 zł/mkw. r/r) i Łódź (plus 10,3 proc., wzrost o 563 zł/mkw. r/r).
Najbardziej znaczący wzrost średniej ceny ofertowej odnotowano jednak w Białej Podlaskiej (woj. lubelskie), gdzie mieszkania wyceniano średnio na 4409 zł/mkw. – o 17,3 proc. wyżej niż rok wcześniej. Nominalnie wzrost wyniósł 715 zł/mkw. Na podium pod względem najwyższych rocznych wzrostów średnich stawek ofertowych znalazła się jeszcze Jelenia Góra (plus 17,5 proc. czyli 691 zł/mkw. r/r) oraz Kalisz (plus 16,7 proc. i 684 zł/mkw. r/r).
Najmniej wzrosła średnia cena ofertowa w Piotrkowie Trybunalskim – o 0,5 proc. więcej niż we wrześniu 2019 r. Wzrost o 3,6 proc. odnotowano w Elblągu (woj. warmińsko-mazurskie), gdzie oczekiwano średnio 4971 zł/mkw., a o 4 proc. w Olsztynie (5996 zł/mkw.).
W dwóch miastach miały miejsce spadki oczekiwań sprzedających. Lokale oferowane w Sieradzu były wyceniane średnio aż o 24,4 proc. niżej niż rok wcześniej (3367 zł/mkw.) a w Ciechanowie średnia wycena obniżyła się w tym czasie o 6,7 proc. (3719 zł/mkw.).
Mocniejsze wzrosty można zaobserwować, porównując średnie stawki z września 2020 r. z tymi sprzed dwóch lat. Najbardziej wybija się Zamość (woj. lubelskie), gdzie średnia cena ofertowa w ciągu wzrosła w tym czasie o 45,7 proc. (do 5251 zł/mkw.). Wzrost powyżej 30 proc. odnotowano jeszcze w siedmiu innych byłych miastach wojewódzkich: Legnicy (38,3 proc. r/r), Radomiu (32,9 proc. r/r), Siedlcach (32,7 proc. r/r), Chełmie (32,4 proc. r/r), Włocławku (32,3 proc. r/r), Jeleniej Górze (31 proc. r/r) oraz Białej Podlaskiej (30,8 proc. r/r).
Obecne miasta wojewódzkie dominowały wśród rynków, na których w relacji dwuletniej odnotowano wzrosty średnich cen ofertowych pomiędzy 15 a 25 proc. Jednak w Katowicach e sprzedający oczekiwali we wrześniu średnio o 27,8 proc. więcej niż dwa lata wcześniej, a w Szczecinie i Toruniu o ok. 26 proc. więcej.
Najstabilniejsze stawki w ciągu ostatnich dwóch lat panowały w Tarnobrzegu (woj. podkarpackie) oraz Pile (woj. wielkopolskie). Wzrost średniej stawki ofertowej w relacji do września 2018 r. wyniósł w tych miastach odpowiednio 0,7 proc. i 8,2 proc. Generalnie, im mniejsze miasto, tym większy wzrost – ocenia Bankier.pl.
Podobnie jak w przypadku relacji rocznej, tak i wobec września 2018 r. spadek oczekiwań sprzedających zanotowano w Sieradzu: minus 31,2 proc.
W większości analizowanych miast (30 spośród 49) wzrost średnich stawek zwolnił w porównaniu z 2019 r. W Ciechanowie średnia cena ofertowa w relacji do września 2019 r. spadła o 6,7 proc., a rok wcześniej wzrost roczny wyniósł 20,5 proc.
W Zamościu (woj. lubelskie) nastąpił wzrost o 11 proc. r/r we wrześniu 2020 r. w porównaniu z 31,2 proc. r/r we wrześniu 2019 r. Ponad 10-procentowy skok w relacji rocznej odnotowano także w Nowym Sączu (woj. małopolskie): plus 13,9 proc. r/r we wrześniu 2020 r. wobec plus 1,2 proc. we wrześniu 2019 r. oraz w Krośnie (woj. podkarpackie): plus 16,6 proc. r/r we wrześniu 2020 r. wobec 5,4 proc. r/r we wrześniu 2019 r.
Natomiast w Tarnobrzegu wycena nowych mieszkań względem września 2019 r. wzrosła o 13,4 proc., podczas gdy pomiędzy wrześniem 2018 a wrześniem 2019 r. odnotowany został spadek o 11,2 proc.
W dwóch miastach na identycznym poziomie utrzymuje się wzrost oczekiwań sprzedających mieszkania: w Krakowie zarówno we wrześniu 2020 r. jak i 2019 r. mieszkania były wyceniane średnio o 10,3 proc. r/r wyżej, a w Siedlcach o 15,2 proc. wyżej.
Wzrost cen mieszkań na podobnym poziomie jak w ubiegłym roku utrzymuje się w Lublinie (plus 11 proc. r/r we wrześniu 2020 r. wobec plus 10,8 proc. r/r we wrześniu 2019 r.) oraz Warszawie (plus 8,9 proc. r/r we wrześniu 2020 r. wobec plus 10,1 proc. r/r we wrześniu 2019 r.). Wśród obecnych miast wojewódzkich, w Katowicach oczekiwania sprzedających nie rosły tak mocno jak w 2019 r. (plus 6,6 proc. r/r w 2020 r. w porównaniu z plus 19,9 proc. r/r we wrześniu 2019 r.).
Najmocniej drożeją mikromieszkania i największe apartamenty. Wycena najmniejszych lokali (do 24 mkw.) w relacji do września 2019 r. najbardziej wzrosła w Radomiu, gdzie we wrześniu 2020 r. oczekiwano średnio 5888 zł/mkw. (plus 26,5 proc. r/r) oraz Kielcach (średnio 7165 zł/mkw., wzrost o 26,5 proc. r/r).
Na drugim biegunie znalazły się najmniejsze mieszkania w Płocku (woj. mazowieckie) oraz Wałbrzychu. Sprzedający w ogłoszeniach wpisywali tam średnio 4533 zł/mkw. oraz 3257 zł/mkw., co oznaczało spadek średniej stawki w relacji rocznej odpowiednio o 7 proc. oraz 6,9 proc.
W przypadku nieco większych mieszkań o powierzchni od 25 do 39 mkw. średnie żądania sprzedających najmocniej, o 40 proc. wzrosły w Krośnie, gdzie oczekiwali oni średnio 5908 zł/mkw. Spadek średniej stawki w tym segmencie zanotowano jedynie w Elblągu (średnio 4884 zł/mkw. i minus 4,8 proc. r/r). W obecnych miastach wojewódzkich wzrost średnich cen ofertowych tych mieszkań w skali roku wahał się pomiędzy 3,9 proc. w Olsztynie przez 8,5 proc. w Warszawie po 15 proc. w Gorzowie Wielkopolskim.
Zmiana średnich stawek za największe apartamenty, o powierzchni przekraczającej 100 mkw. w obecnych miastach wojewódzkich wahała się od minus 6 proc. r/r w Bydgoszczy (cena 4904 zł/mkw.) po plus 17 proc. r/r w Poznaniu, gdzie za metr kwadratowy sprzedający oczekiwali średnio 7310 zł.
Wśród byłych miast wojewódzkich najmocniej obniżyły się oczekiwania sprzedających największe mieszkania w Siedlcach (woj. mazowieckie). Oczekiwali oni średnio 3750 zł/mkw. – o 32,9 proc. i 1836 zł/mkw. mniej niż we wrześniu 2019 r. Niezmienna pozostała średnia cena ofertowa tego typu lokali w Ciechanowie (średnio 2350 zł/mkw.).
W przypadku pozostałych metraży panowały znacznie mniejsze dysproporcje dotyczące zmian średnich stawek ofertowych. Największy spadek średniej ceny ofertowej odnotowano w Sieradzu (woj. łódzkie). Lokale o tej powierzchni wyceniano tam we wrześniu 2020 r. średnio na 3673 zł/mkw. – o 12,7 proc. niżej niż we wrześniu 2019 r. Z kolei w Jeleniej Górze, Skierniewicach, Tarnobrzegu i Łomży szukający tego typu metraży musieli liczyć się ze wzrostem średnich stawek względem ubiegłego roku o ponad 20 proc.
Wycena większych mieszkań o powierzchni od 60 do 79 mkw. najmocniej obniżyła się w Sieradzu (średnio 3928 zł/mkw. i minus 23,7 proc. r/r) oraz Ciechanowie (średnio 3462 zł/mkw. i minus 12,7 proc. r/r). Wśród obecnych miast wojewódzkich nie zanotowano spadków w skali roku. Najstabilniej średnie stawki prezentowały się w Gdańsku (średnio 9438 zł/mkw. i plus 3,9 proc. r/r) oraz Olsztynie (średnio 5815 zł/mkw., o 4 proc. wiecej).
Można zatem znaleźć miasta, w których oczekiwania sprzedających oraz ceny mieszkań spadły w relacji do ubiegłego roku.

Gospodarka 48 godzin

PKB w dół, ceny rosną

Według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego polski produkt krajowy brutto w III kwartale 2020 r. był niższy niż przed rokiem o 2,0 proc. Natomiast w porównaniu z drugim kwartałem obecnego roku zwiększył się realnie o 7,7 proc, do czego przyczyniło się odmrożenie polskiej gospodarki w drugiej połowie tego roku. Nasz PKB spadł w porównaniu z tym samym kwartałem 2019 r., natomiast ceny rosną. .Jak podaje GUS, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w październiku 2020 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosły o 3,1 proc., przy wzroście cen samych usług aż o 7,3 proc. Ten wzrost cen najdotkliwiej odczuwają oczywiście ubożsi mieszkańcy naszego kraju. Ceny wzrosły także w stosunku do poprzedniego miesiąca, września. W październiku, w porównaniu z poprzednim miesiącem największy wpływ na wskaźnik cen towarów i usług miały wyższe ceny odzieży i obuwia (o 3,0 proc.), a także wzrost ceny związanych z mieszkaniem (o 6,0 proc.), cen żywności (o 2,5 proc.) oraz usług restauracyjnych i hotelarskich (o 5,1 proc.). Niższe były natomiast ceny transportu (o 0,4 proc), rekreacji i kultury (o 0,6 proc) i łączności (o 0,9 proc.

Samorządy w kłopotach
Inwestycje samorządów mogą spaść nawet o 30 proc. w związku z pandemią – oceniają włodarze miast w badaniu Banku Gospodarstwa Krajowego. Epidemia eskaluje, a wraz z nią ryzyko wzrostu cięć w wydatkach bieżących i inwestycjach. Z badania BGK “Sytuacja finansowa jednostek samorządu terytorialnego w Polsce w świetle COVID-19” wynika, że samorządy przewidują znaczące spadki przychodów z tytułu wpływów z podatków. Efektem będzie ograniczenie wydatków bieżących i inwestycji rozwojowych. Eksperci zwracają także uwagę, że spadnie efektywność funkcjonowania jednostek samorządu terytorialnego jako organizacji – w tym ich zdolność świadczenia usług publicznych w dobie pandemii. Wyniki badania wskazują, że w czerwcu i lipcu tego roku, czyli po wycofaniu większości obostrzeń, samorządy przewidywały, że ich dochody z tytułu wpływów z podatków dochodowych od firm (CIT) i od osób fizycznych (PIT) spadną odpowiednio o 15 proc. i 11 proc. Przewidywany spadek podatku od nieruchomości wynosił 4 proc. W sumie w skali kraju może to oznaczać zmniejszenie dochodów samorządów o około 8 – 9 mld PLN. Z badania wynika także, że znaczny odsetek samorządów (przeciętnie od 15 proc. do 25 proc.) spodziewał się dużych spadków dochodów własnych z innych źródeł, takich jak pozostałe podatki, opłaty lokalne i dochody z majątku. W odpowiedzi na spadki dochodów własnych oraz wzrost wydatków z tytułu przeciwdziałania skutkom COVID-19 samorządy w pierwszej kolejności ograniczają wydatki bieżące oraz inwestycje. W zależności od regionu kraju redukcję inwestycji zaplanowało od ok. 10 proc. do ok. 30 proc.samorządów.

Ruszą z CPK?
Rada Ministrów wydłużyła czas obowiązania ustawy o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie lotnisk użytku publicznego. Dotychczasowe przepisy umożliwiały korzystanie ze specustawy lotniskowej jedynie do 31 grudnia 2020 r. Teraz będzie to możliwe do końca 2025 r. Wydłużenie czasu obowiązywania spec-przepisów ma pomóc w rozpoczęciu prac związanych z Centralnym Portem Komunikacyjnym, bo na razie w sprawie jego budowy nic się nie dzieje.

Gospodarka 48 godzin

Ważny jak Jacek Kurski
Prezes PIS-owskiej telewizji „publicznej” Jacek Kurski otrzymał obstawę Służby Ochrony Państwa. Zgodnie z ustawą osobami, którym przysługuje ochrona SOP są: Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Marszałek Sejmu, Marszałek Senatu, Prezes Rady Ministrów, wiceprezes Rady Ministrów, minister spraw wewnętrznych, minister spraw zagranicznych, a także byli prezydenci RP oraz dygnitarze wchodzący w skład delegacji państw obcych przebywających na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
Jacek Kurski nie należy do żadnej z tych zaszczytnych kategorii, lecz otrzymał ochronę SOP na mocy przepisu, mówiącego, iż minister spraw wewnętrznych, z zachowaniem przepisów o ochronie informacji niejawnych, podejmuje decyzję o objęciu ochroną innych osób ze względu na dobro państwa. W tym przypadku jak widać, ochrona informacji niejawnych nie miała miejsca. Czyżby Jacek Kurski nie wytrzymał i pękając z dumy zawiadomił świat o tym, iż uznano go za tak ważnego, że przyznano mu ochronę?. Telewizja oświadczyła tylko, że przyznanie ochrony Jackowi Kurskiemu nastąpiło bez udziału spółki, a „Pan Prezes Jacek Kurski zastosował się do tej decyzji” – podaje komunikat TVP.
Jak widać, Mariusz Kamiński uznał, iż nachalna, propisowska propaganda uprawiana w TVP jest tak ważna dla „dobra państwa”, że jej animator zasługuje na szczególną troskę, aby broń Boże nic mu się nie stało. Do tej sytuacji bardzo dobrze nadaje się cytat z Fredry: ” Kto by się tam i łakomił na waszmości nędzne życie”. Ktoś mógłby tu powiedzieć: ale przecież zdarzały się w Polsce okrutne morderstwa na tle politycznym, by wspomnieć osobę Pawła Adamowicza? No tak, ale pamiętajmy, że Prezydent Adamowicz przez lata był pod szczególną „opieką” propagandystów z telewizji Jacka Kurskiego.

Kolej się zwija

Państwowy przewoźnik pasażerski PKP Intercity zawiesił kursowanie 62 pociągów. To zapewne nie koniec, gdyż oświadczenie PKP Intercity głosi, że przewoźnik „może wprowadzać dalsze zmiany w siatce połączeń”. Odwołanie pociągów nastąpiło ze względu na spadek liczby podróżnych w czasie epidemii.

Inflacja i kryzys

Według ocen Komisji Europejskiej, ceny w Polsce rosną najszybciej w całej Unii Europejskiej. Na koniec tego roku wskaźnik wzrostu cen pójdzie w górę o 3,6 proc. przy średniej dla całej UE wynoszącej tylko 0,7 proc. Najnowsze prognozy Komisji Europejskiej mówią zaś, że w bieżącym roku produkt krajowy brutto naszego kraju spadnie o 3,6 proc. Mamy więc do czynienia z klasyczną, acz nieczęstą stagflacją. Natomiast w przyszłym roku nasz PKB ma wzrosnąć o o 3,3 proc. Są to oceny jeszcze sprzed ostatniego skoku zakażeń i zgonów z powodu koronawirusa, który bardzo boleśnie uderzył w nieprzygotowaną Polskę. KE, mimo dość optymistycznych przewidywań, uważa, że odrabianie strat po pandemicznym zamknięciu gospodarki potrwa u nas dłużej niż jeden rok. Polskie inwestycje mają w tym roku zmniejszyć się o 6,2 proc. ale w przyszłym roku powinny wzrosnąć o 4,2 proc. Największej recesji w tym roku Komisja Europejska spodziewa się w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i we Włoszech, gdzie spadki PKB mają wynieść odpowiednio 12,4, 10,3 i 9,9 proc. Najniższe zaś mają być na Litwie, w Irlandii i Szwecji.

Rządy PiS drenują kieszenie Polaków

Wywóz śmieci jest o ponad połowę droższy niż przed rokiem, ceny usług bankowych są o prawie 43 proc. wyższe, opieka społeczna zdrożała o 12,4 proc. Tę listę ciągnąć można długo, a tempo wzrostu cen przyśpiesza z roku na rok.
Główny Urząd Statystyczny zaprezentował dane o inflacji w sierpniu 2020. W miesiącu tym ceny okazały się przeciętnie o 0,1 proc. niższe w lipcu i jednocześnie wyższe niż przed rokiem o 2,9 proc. (w lipcu ten wzrost wynosił 3,0 proc.).
Ceny towarów okazały się o 0,3 proc. niższe niż w ubiegłym miesiącu i były o 1,5 proc. wyższe niż w sierpniu przed rokiem. Natomiast w przypadku usług ceny w sierpniu wzrosły o 0,2 proc., zaś w skali roku zwiększyły się aż o 6,6 proc.
Generalnie, ceny w sierpniu 2020 tak w ujęciu miesięcznym, jak i rocznym okazały się zbliżone do prognozowanych wcześniej oraz publikowanych jako wstępny szacunek inflacji w sierpniu. Szczególnie zwracają uwagę głębsze sezonowe spadki cen żywności, odzieży i obuwia, a także obserwowane w grupie rekreacja i kultura – wskazuje raport Krajowej Izby Gospodarczej
Jak wynika z szczegółowej analizy przygotowanej przez KIG, wzrosty cen w obszarze usług, to połączenie wprowadzania nowych cenników po otwarciu części działalności, uwzględniające konieczność sprostania dodatkowym kosztom (choćby związanym z wymaganiami sanitarnymi) – ale również próba choć częściowego odrobienia strat z okresu zamknięcia. W usługach wciąż też odczuwalny jest efekt wzrostu płacy minimalnej z początku roku (w większości usług udział kosztu pracownika w ogółach kosztów jest znaczący).
W ujęciu miesięcznym najbardziej odczuwalny był wzrost cen w transporcie (o 1,9 proc od lipca 2020). Rosły też ceny w grupach: użytkowanie mieszkania (0,3 proc.), restauracje i hotele (0,2 proc.), łączność (0,2 proc.), zdrowie (0,2 proc.), edukacja (0,1 proc.). W przypadku alkoholu i tytoniu oraz innych towarów i usług ceny w sierpniu pozostały na tym samym poziomie co miesiąc wcześniej.
Spadki cen miały miejsce w grupach: odzież i obuwie (minus 1,5 proc.), żywność i napoje bezalkoholowe (- 1,1 proc.) oraz rekreacja i kultura (- 0,4 proc.). We wszystkich trzech przypadkach spadki miały charakter typowo sezonowy. Do tego taniały też artykuły z grupy wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego (- 0,3 proc.).
Inaczej już wygląda porównanie z sierpniem 2019 r. Istotnie wyższe niż przed rokiem były ceny towarów oraz usługi w następujących grupach: użytkowanie mieszkania (7,2 proc.), edukacja (5,8 proc.), restauracje i hotele (5,7 proc.), zdrowie (5,4 proc.), alkohol i tytoń (4,8 proc.), inne towary i usługi (4,4 proc.), łączność (3,4 proc.).
Umiarkowany wzrost zanotowano w grupach: żywność i napoje bezalkoholowe (3,0 proc.), rekreacja i kultura (2,2 proc.), wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego (0,9 proc.). Skalę inflacji spłycały zaś spadki cen w grupach transport ( – 7,1 proc.) oraz odzież i obuwie ( – 1,9 proc.).
Spośród towarów i usług, które szczególnie mocno podrożały od ubiegłego roku, wypada wymienić: wywóz śmieci (aż 50,5 proc.), usługi finansowe (42,9 proc.), owoce (18,5 proc.).
Wzrost cen ma też swoje źródła w zmianach notowanych w innych grupach towarów i usług. Wystarczy wspomnieć kategorię zdrowie, gdzie największe wzrosty odnotowano w grupie usługi lekarskie (o 9,3 proc.) i stomatologiczne (14,5 proc.), albo rekreację i kulturę, gdzie przykładowo w ujęciu rocznym ceny usług związanych z rekreacją i sportem wrosły o 6,5 proc., a turystyka zorganizowana w kraju o 6,6 proc. Sporo drożały też usługi fryzjerskie: o 13,5 proc., czy opieka społeczna (12,4 proc.).
Kolejne miesiące roku powinny przynieść nieznaczny wzrost rocznego wskaźnika inflacji, do około 3,3 proc. − 3,4 proc., a później wyraźniejszy jego spadek w grudniu do około 2,8 proc.
Średnioroczny wskaźnik inflacji w roku 2020 wyniesie około 3,5 proc. – wobec 2,3 proc. z roku 2019 i 1,7 proc. z roku 2018.
Czynnikami ryzyka są tu kurs walutowy (w sytuacji silnego osłabienia się złotego inflacja może wzrosnąć, umocnienie złotego zaś może zbijać inflację), sytuacja na rynkach surowców (obecnie inflację coraz słabiej zbijają niskie ceny paliw) – ale również skala recesji spowodowanej wpływem na gospodarkę koronawirusa wraz z mogącymi nastąpić silnymi zmianami w strukturze popytu, tak konsumentów jak i klientów biznesowych oraz instytucjonalnych.