Głos lewicy

Kłamstwo ekologiczne

Czesław Cyrul o COP24:

Obrońcy brudnego powietrza w Polsce, a tym samym zwolennicy palenia mułem węglowym w piecach, spalania śmieci i demontażu wiatraków czyli politycy PiS tak odpowiadają na zarzuty trucia krajowego powietrza. Ale Niemcy emitują więcej dwutlenku do atmosfery niż w Polsce.
To prawda, ale. Niemcy liczą 83 miliony mieszkańców, a w Polsce mieszka 38 mln obywateli. I dalej, gospodarka niemiecka jest ponad czterokrotnie większa od polskiej. Zatem choć Niemcy wiele robią, by zmniejszyć emisję dwutlenku do atmosfery, póki co, emitują, z powyższych powodów, tego gazu do atmosfery więcej. Tego oczywiście politycy PiS i ich dziennikarski dwór nie wyjaśniają, bo po co. Ciemny lud ma kupić taką wersję: Niemcy to brudasy i niszczyciele środowiska naturalnego. My, rząd polski, rąbiemy wiele, ale to Niemcy naganiają do nas gazy cieplarniane. I do wielu to trafia.

 

Pokonać PiS, wprowadzić lewicowych posłów!

– Moim celem nie jest samo pokonanie PiS. To tylko wstęp do celu, jakim jest realizacja programu – mówiła w #RZECZoPOLITYCE Anna-Maria Żukowska.
Rzeczniczka prasowa SLD podkreśliła, że do zrealizowania tego celu niezbędne jest to, by „spotkała się w Sejmie i w Senacie z politykami myślącymi podobnie”. Dlatego, jak dodała, jej celem jest „wspólna lista lewicy” obejmująca m.in. powstającą formację Roberta Biedronia czy Partię Razem.
Jak przekonywała Żukowska taka lista miałaby szansę wprowadzić do Sejmu na tyle dużo posłanek i posłów o poglądach lewicowych, że mogliby oni „wynegocjować część postulatów, które są dla lewicy ważne”. Polityczka SLD zaznaczyła przy tym, iż jest świadoma, że taka lista „nie przeskoczyłaby listy Platformy Obywatelskiej – Koalicji Obywatelskiej”. Pytana o ewentualny start polityków Sojuszu z listy Koalicji Obywatelskiej Żukowska podkreśliła, iż „negocjacje można prowadzić, kiedy ma się zaufanie do partnera”. Tymczasem – jak dodała – po tym jak po wyborach samorządowych część posłów Nowoczesnej przeszła do klubu PO (który zmienił nazwę na Klub Platforma Obywatelska – Koalicja Obywatelska), co pozbawiło Nowoczesną klubu w Sejmie, „zaufanie do PO, jako godnego partnera, na którego ramieniu można się oprzeć, zostało zachwiane”.
– Pytanie czy nie jesteśmy potrzebni tylko po to, żeby być listkiem figowym – dodała.
Żukowska oceniła, że sytuacja Nowoczesnej „zapaliła na pewno żółte światło mocno bijące po oczach”.
Info z sld.org.pl

Martwi, ale suwerenni

Suwerenność to modus operandi polskich władców. Za każdym razem obsesja na punkcie niezależności ośrodków władzy kończyła się tragicznie. Odmowa przyjęcia modernizacyjnych trendów i bezkrytyczne zadowolenie ze „szlacheckiej wolności” doprowadziło do katastrofy Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Suwerenna jak jasna cholera była też II Rzeczpospolita. Tak bardzo, że kiedy w 1939 roku wybuchła wojna, okazało się, że może liczyć tylko na siebie. Teraz dowiadujemy się, że Polska nie zamierza uczestniczyć w ratowaniu planety przez klimatyczną zagładą, bo rezygnacja z węgla stoi w sprzeczności z „suwerennością energetyczną”.
Taką informacją uraczył nas sam prezydent. Andrzej Duda jest jednym z najczęściej cytowanych polityków szczytu COP24. Politycy, aktywiści, pracownicy organizacji pozarządowych z ust polskiej głowy państwa mają okazję usłyszeć stwierdzenia niespotykane na takim szczeblu. Duda oznajmił, że porzucenie węgla byłoby z punktu widzenia polityki, którą realizuje nasze państwo – dziwne. Tego samego dnia, gdy Bank Światowy poinformował o przekazaniu 200 miliardów USD na transformację energetyczną gospodarek rozwijających się, a przedstawiciele organizacji chroniących klimat apelowali o przyspieszenie rezygnacji z paliw kopalnych, Andrzej Duda z przekonaniem stwierdził, że nasz kraj stać będzie czarnym kruszcem i żadne siły nie przekonają nas do zboczenia z tego kursu. W efekcie Katowice znalazły się na ustach całego świata. Nie tylko z powodu szczytu, ale również z uwagi na to, czym gospodarze się szczycą. A szczycą się dokładnie tym, z czym szczyt klimatyczny walczy – oporem podpartym ignorancją i partykularyzmem. Hasło promującym stolicę województwa śląskiego brzmiało do niedawna „Katowice – dla odmiany”. I chyba jeszcze nigdy nie było tak dosłowne. W Katowicach bowiem, gdy cała społeczność międzynarodowa skupia wysiłki na ochronie klimatu, polski prezydent, dla odmiany postanowił się tym nie przejmować.
Polska, na europejskiej mapie zanieczyszczenia powietrzna nie jest już czerwoną plamą, oznaczającą krytyczny stopień zawartości toksycznych pyłów i substancji. Kontury naszego kraju pokrywają się z obłokiem koloru fioletowego. Działacze Alarmu Smogowego zaprezentowali niedawno nagrania z centrów polskich miast przedstawiające „dopuszczalne” stężenie zanieczyszczeń. Wygląda to tak, że nic nie wygląda, bo trująca mgła jest tak gęsta. że spod Novotelu nie widać Pałacu Kultury. „Nie mamy płuc ze stali” – apelują aktywiści. Rządzący mają ich jednak w dupie, bo co tam ludzie zdrowie, życie i wzrastająca temperatura planety, kiedy my tu walczymy o obronę polskiego interesu narodowego. Jak zawsze, w miarę intensyfikacji walki o suwerenność, pogłębia się koszmar zwykłego człowieka, mającego nieszczęście zamieszkiwać te ziemie.
Obecnie, każdego roku od chorób układu krążenia i oddechowego spowodowanych zanieczyszczeniem powietrza umiera w naszym kraju prawie 50 tysięcy osób. To tylko trochę mniej od populacji Bełchatowa – miasta, w którym znajduje się zakład produkcji energii, oczywiście węglowy, trzeci największy truciciel Starego Kontynentu. Plan ministra Krzysztofa Tchórzewskiego zakłada rozprawienie się z wiatrową produkcją energii do roku 2035, a kolejne węglowe siłownie wyrastają jak grzyby po deszczu, jest zatem szansa, że roczna liczba ofiar złożonych na ołtarzu suwerenności przebije wkrótce bełchatowską społeczność.
Andrzej Duda w wigilię rozpoczęcia COP24 spotkał się z Sekretarzem Generalnym ONZ. Dla Antonio Guterresa była to okazja nie tylko do tego, by posłuchać karbonowych mądrości polskiego przywódcy, ale również do przyjrzenia się nietypowej prezencji naszego prezydenta. Duda miał na sobie strój górala z charakterystycznymi parzenicami. Pewnie było to nawet ciekawe złamanie oficjalnej uniformizacji, ale biorąc pod uwagę, że powiaty tatrzańskie należą do najbardziej skażonych, outfit nabiera szczególnie niefrasobliwego wymiaru. Duda podlizuje się góralom, udając jednego z nich. Jednego dnia zapewnia górników, że żadne siły nie doprowadzą do wygaszenia polskiego przemysłu wydobywczego. Drugiego podpisuje deklarację o sprawiedliwej transformacji, z której wynika, że jednak za kilkadziesiąt lat kopalnie zamkniemy, z tym, że państwo mądrze ten proces zaplanuje i zapewni zwalnianym inne zajęcie. Wnioski niestety nasuwają się przykre. Po raz kolejny nasza prawica generuje tylko puste komunikaty, które w jej mniemaniu w danym momencie zapewnią wzrost słupków poparcia. Refleksji długoterminowej – ani społecznej, ani ekologicznej – nie ma po jej stronie żadnej.
Andrzej, zrozum – Polacy nie są sami na tym świecie. Jesteśmy drugim największym producentem węgla w Unii Europejskiej. 80 procent energii wytwarzanej w tym kraju pochodzi z węgla. Kiedy następnym razem zaczniesz mamrotać coś o suwerenności, weź po uwagę, że nasze uzależnienie od węgla jest tak duże, że musimy importować ten surowiec, o zgrozo, z Federacji Rosyjskiej. Zdaję sobie sprawę, że zatruwanie Niemców Łużyckich, Słowaków, Czechów oraz ryb w oceanach nieszczególnie Cię niepokoi, ale pomyśl o tych dzieciach,co dzięki pięciu stówom przychodzą teraz na świat. Polskie to dzieci. Koniecznie chcesz je ukatrupić?

Paranoja i Schizofrenia

Polska święci właśnie swój kolejny triumf międzynarodowy goszcząc w Katowicach światowy szczyt energetyczny COP24.

 

Uroczyście otwierając obrady Prezydent RP ogłosił światu całemu, że „Polska, tak jak 100 lat temu, gotowa jest do wzięcia części swojej odpowiedzialności za międzynarodowe bezpieczeństwo, tym razem w obszarze polityki klimatycznej”. A. Duda poczuł się więc jak bohaterski żołnierz na froncie Bitwy Warszawskiej 1920 r przyrównując walkę o czyste powietrze z walką z Rosją radziecką. Co tam szeregowy żołnierz – wódz prawdziwy! Coś w tym jest, gdyż i dzisiaj liczyć możemy tylko na cud. Zwłaszcza, że dalej prezydent przekonywał zdumiony świat, że „użytkowanie węgla nie stoi tym samym w sprzeczności z ochroną klimatu” – wzbudzając powszechne zaskoczenie a i oburzenie ekologów.
Skąd ta miłość polskich rządów do węgla? Jej wyznawcy odwołują się do tradycji i do wymogów bezpieczeństwa energetycznego kraju. Tradycję najlepiej kultywować jest w skansenach i muzeach. Mam prawo twierdzić, że Śląsk byłby wdzięczny za uwolnienie go od zmory górnictwa. Uznajmy strój górniczy za rodzaj stroju regionalnego, pielęgnujmy tradycje, literaturę, piosenki, ale nie prowadźmy Polski w XXI wiek przy dźwiękach górniczej orkiestry.
Dla uczczenia obrad COP24 w Katowicach w ich przeddzień Minister Gospodarki ogłosił, że węgiel jeszcze przez dziesięciolecia będzie podstawą polskiej energetyki. Właśnie uruchomiono dwa nowe bloki energetyczne na nim bazujące. Co to oznacza? Oznacza to dalsze uzależnianie się energetyczne Polski od Rosji i Ukrainy. Polska skazana jest bowiem na import węgla, gdyż ten krajowy, znacznie zasiarczony, nie nadaje się do spalania w kotłach polskich elektrociepłowni. Trzeba go uszlachetniać dodając lepsze asortymenty, a te najbliższe i najtańsze są właśnie w Rosji i na Ukrainie, skąd pokrywamy 70 proc. zapotrzebowania. Oczywiście możemy z tego importu zrezygnować na rzecz droższego np. z Kolumbii, tym bardziej że patriotyczny odbiorca z radością zapewne zaakceptuję kolejną informację o kolejnej podwyżce cen energii elektrycznej. Alternatywą mogły by być elektrownie opalane gazem, ale tu również ekonomia wskazuje na wschód. Mogą też być odnawialne źródła energii (głównie wiatr), ale, nie wiedzieć czemu, rząd ogłosił właśnie szlaban na lądowe elektrownie wiatrowe. Są takie podstawą strategii energetycznej Austrii czy Niemiec – w Polsce nie mogą. Musi być węgiel.
Swoją małą, lecz znamienną cegiełkę do uczczenia COP24 dołożył również Sejm odrzucając na tydzień przed katowickim szczytem projekt ustawy przewidujący istotne i skuteczne zaostrzenie kar za demontaż filtra cząstek stałych w samochodach z silnikiem diesla. W Unii Europejskiej jest to wprawdzie karane bardzo dotkliwie, ale nie będzie Unia nam narzucać jak mamy się karać!
A tymczasem rosną ceny energii elektrycznej. Właśnie Prezydent Rzeszowa zaniepokoił opinię publiczną informacją, że dostawca podniósł jej cenę dla miasta na 2019r. o ponad 60 procent. Rząd nie ukrywa, że ceny energii wzrosną, ale od razu uspokaja, że indywidualni odbiorcy tego nie odczują, gdyż tą podwyżkę rząd zrekompensuje dystrybutorom. Minister Tchórzewski w kabaretowy wręcz sposób ucieka od konkretnych odpowiedzi na pytania mediów w jaki sposób rząd chce to przeprowadzić, pogłębiając tym samym odczucie, że po prostu rząd robi z nas wariata. Po pierwsze, skoro ceny energii dla odbiorców komercyjnych wzrosną w tak znacznym stopniu jak dla Rzeszowa, to jest oczywistą oczywistością, że za ten wzrost zapłacimy my wszyscy wyższymi cenami za produkcję, transport i usługi. Po drugie, skąd rząd weźmie na rekompensaty za wzrost cen energii dla odbiorców indywidualnych? Przy założeniu, że mamy w Polsce około 14 mln mieszkań, że w każdym przeciętne koszty energii elektrycznej to 200 zł miesięcznie, a wzrost cen będzie na poziomie 50 proc., szacunkowy wzrost wydatków budżetowych z tego tytułu to około 17 mld zł rocznie. Skąd? Czyim kosztem?
Rząd pogubił się w rozdawanych na prawo i lewo obietnicach i w wyliczeniach ich kosztów. Nic dziwnego więc, że ten stan chaosu prowokuje do zupełnie nieuzasadnionych i z gruntu nieprawdziwych spekulacji, że oto przychylność dla PiS niedawno jeszcze pozującej na niezależną stacji telewizyjnej ma jakiś związek z energetycznymi interesami jej właściciela. Nie zdziwiłbym się, gdyby wielu z uczestników COP24, poważnych polityków, fachowców, w prywatnych rozmowach kwitowało gospodarza krótko: paranoja i schizofrenia. Pozostaje tylko refleksja, że każdy szczyt kiedyś się kończy, a za nią ta, że po szczycie zwykle przychodzi dołek. Niestety.

 

Tekst ukazał się na blogu „Jacka Uczkiewicza wołania na puszczy”.

Taki mamy klimat Szczyt klimatyczny

3 grudnia rozpoczął się w Katowicach Szczyt klimatyczny ONZ (COP24). Wystąpienie inauguracyjne wygłosił pan Prezydent RP Andrzej Duda. Dowiedziałem się z niego, że Polska jest w czołówce krajów działających na rzecz ochrony klimatu.

 

Uczestniczymy we wdrażaniu proekologicznych programów takich jak przeciwdziałanie pustynnieniu, ochronie terenów leśnych, czy też ograniczeniu emisji, CO2. Dowiedziałem się także, że nie zrezygnujemy z energetyki opartej o spalanie paliw kopalnych (węgla), jako podstawowej metody wytwarzania energii elektrycznej.
W mojej opinii kluczową informacją na temat COP24 jest to, kto w nim NIE bierze udziału. Nie przybyli do Katowic między innymi prezydenci USA, Francji, Rosji, czy kanclerz Niemiec Angela Merkel. Bez „możnych tego świata” katowicki szczyt może przejść do historii, jako kolejna impreza, która urodzi pakiet deklaracji i stanowisk bez żadnego wpływu na rzeczywistość.
Degradacja klimatu to problem palący. Nie rozwiążą go „słuszne głosy” To USA, Chiny, Rosja, są kluczowymi graczami w rozwiązaniu problemu, bo to ich potężne gospodarki emitują lwią część gazów cieplarnianych i zanieczyszczeń. Prawdziwym zagrożeniem dla przyszłości planety jest obojętność a nawet niechęć (wycofanie się prezydenta Trampa z Porozumienia Paryskiego z 2015) czy też spowolnienie realizacji postanowień traktatu z Kioto.
Unia Europejska, która także zalicza się do wiodących gospodarek świata, wykazuje relatywnie duże zainteresowanie problematyką ekologiczną. Pojawiają się inicjatywy a co ważniejsze, realne działania. Przykładem niech będzie ograniczanie dopuszczalnej emisji CO2 czy też projekt „Europy bez emisyjnej do 2050 roku.
Niestety jest w tym trochę hipokryzji. Funkcjonujemy w erze globalizmu i gospodarki neoliberalnej. Przepływ kapitału i sił wytwórczych jest powszechny. Europejscy przemysłowcy przenoszą zakłady o wysokiej emisji ciepła i zanieczyszczeń do Chin, Indii lub krajów rozwijających się, gdzie przed ekologią mają pierwszeństwo problemy podstawowe, i już mają sumienie spokojne a ręce czyste.
Czy Katowice staną się kamieniem milowym w procesie ratowania ziemi przed katastrofą klimatyczną czy też źródłem różnych deklaracji i dezyderatów, których kluczową frazą będzie „trzeba by…”?
Pewna część naszych elit skłania się do poglądu „Nasza chata z kraja”, nasz kraj nie zbawi całego świata, to, co emitujemy (2 razy mniej niż Niemcy) ma znikomy wpływ na globalny bilans zjawiska cieplarnianego a Emisją CO2, smogu i trujących wyziewów szkodzimy głównie sobie.
Warto oceniać jak deklaracje kolejnych rządów mają się do rzeczywistości.
Według dostępnych danych ponad 40 000 Polaków umiera rocznie na choroby spowodowane złą jakością powietrza a 38 polskich miast jest na czele europejskiej listy przekraczających dopuszczalne normy zanieczyszczenia.

 

Co jest źródłem zanieczyszczeń?

Ok. 70 proc. to nasze gospodarstwa domowe (ogrzewanie) 15 proc. to motoryzacja a reszta to przemysł. (Dane liczbowe różnią się nieznacznie w zależności od źródła)
Działania państwa, z tego, co możemy zaobserwować, to głównie samorządowe akcje wymiany pieców, ocieplanie budynków, kontrola gospodarstw domowych, co ma zapobiec spalaniu śmieci. Pan prezydent pochwalił się 30 proc. obniżeniem emisji, CO2, ale w komentarzu wyjaśnia, że odniesieniem jest poziom emisji z epoki Polski Ludowej, która budowała przemysł ciężki i wydobywczy. Obecnie to ułamek naszej gospodarki. Można by przypuszczać, że powrót do pierwotnych metod wytwarzania zlikwiduje problem.
Mamy wiele akcji edukacyjnych i uświadamiających wagę zagadnienia. Mam świadomość tego, że są one potrzebne, ale same z siebie nie wiele zmienią. Wstrzymywanie oddechu przez celebrytów nie pomaga, jeżeli przesadzą o parę minut, poniesiemy straty w sferze kultury, sztuki a nawet kulinariów.
Nasza energetyka opiera się w 80 proc. na spalaniu paliw kopalnych. (Węgiel kamienny i brunatny, gaz i pochodne ropy). Energetyki węglowej, jak mówi pan Prezydent, będziemy bronić jak niepodległości.

 

Czy są rozwiązania alternatywne?

Polska jest płaska jak naleśnik. Hydroenergia może jedynie uzupełniać potrzeby. Edward Gierek w epoce minionej próbował tworzyć program „Wisła” (10 progów na Wiśle), lecz została z niego tylko zapora we Włocławku. Sądzę, że tak wielkie programy inwestycyjne są nieosiągalne w neoliberalnej Polsce gdyż brak wystarczająco dużych i zainteresowanych źródeł finansowania.
Energetyka jądrowa to wielkie koszty i jeszcze większa odpowiedzialność Pierwszy projekt, Żarnowiec, został złożony na ołtarzu demokracji obecny jest tak odległy w czasie, że prawie nie realny. Na dzień dzisiejszy wygenerował tylko kilka lukratywnych posad.
Program OZE (odnawialne źródła energii) miał być wielkim otwarciem na technologie, rozpowszechniające się na świecie: elektrownie wiatrowe, energia solarna, bioenergia, elektromobilność, geotermia itp. Niestety kolejne inicjatywy okazują się medialnymi efemerydami. Przypominam plantacje wierzby energetycznej, kolektory biomasy, syntezę paliw z odpadów czy kolektory słoneczne na dachach, że nie wspomnę o geotermii, która miała być źródłem ciepła a zaowocowała aferami finansowymi w Toruniu. Większość okazywała się nieopłacalna lub zanikała z powodu braku środków na inwestycje. Energetyka wiatrowa została storpedowana przez lobby węglowe ustawą wygaszającą lądowe wiatraki. Nawet środowiska proekologiczne i samorządy lokalne miały w tym swój udział. Podobno kury się nie niosły.
Nie widzę też specjalnej troski o tereny zielone, o nasze lasy, to 10 proc. wydzielanego do atmosfery tlenu. Wyczyny pana Ministra Szyszki z trudem ograniczone przez ekologów i UE, wycinanie drzew w miastach, wyrąb lasów karpackich (Bieszczady), których mało, kto chce bronić nie rokuje dobrze na przyszłość.

 

Czy spalanie węgla to jedyna realna alternatywa?

Za nim stwierdzimy, że nie obchodzi nas, co będzie za 50 lat, ważne jak dożyjemy do końca miesiąca rozważmy kilka faktów.
Zasoby węgla nie są odnawialne. Według lobby węglowego ma ich starczyć na 200 lat, ale to, co zostało jest coraz głębiej lub znajduje się pod miastami i zasobami biologicznymi. Wydobycie jest coraz droższe i ryzykowne.
To właśnie elektrownie węglowe odpowiadają za zbliżającą się podwyżkę cen energii elektrycznej (opłaty emisyjne) i wzrost cen węgla. Żadne dopłaty dla odbiorców indywidualnych nie zrekompensują wzrostu kosztów zależnych od cen energii.
Brak dywersyfikacji energetycznej to efekt wieloletnich zapóźnień. Nie było takiej formacji politycznej, która odważyłaby się narazić sektorowi górniczemu, to obecnie 300 000 miejsc pracy. To także gałąź gospodarki rozpieszczana przez władze całej powojennej Polski, kiedyś podstawa naszej gospodarki i powód do dumy. Kilka formacji próbowało, lecz musiało się wycofać przed społecznym niezadowoleniem. Patrząc na wydarzenia we Francji trudno się dziwić, przecież Macron chciał podniesienia akcyzy paliwowej uzasadniając to ekologią.
Można jedynie w miarę możliwości łagodzić skutki wieloletnich zaniedbań. Wymiana pieców i docieplanie mieszkań na pewno poprawia jakość powietrza i oszczędza energię, ale biorąc pod uwagę, że to właśnie gospodarstwa domowe są głównym źródłem smogu trzeba dążyć do ogrzewania centralnego. Elektrociepłownia (nawet węglowa) dzięki możliwościom filtrowania i oczyszczania spalin jest bardziej ekologiczna niż tysiące piecyków, kominków i tzw. „kóz” z rurą sterczącą z okna. Takie elektrociepłownie budowano w Polsce Ludowej i to dzięki nim Warszawa ma nieco czystsze powietrze.
Odnawialne źródła energii muszą być dofinansowywane. Nie wystarczy pisać o nich ciepło w dziale ciekawostki. Indywidualnego odbiorcę bez wyraźnego bodźca finansowego nie namówimy do inwestowania w coś, co jest nowinką techniczną a przy tym kosztuje znacznie więcej niż spalanie byle jakiego węgla lub śmieci, które ma za darmo.
Podobnie jest z elektromobilnością. Musi ona być konkurencyjna dla pojazdów spalinowych. A działacze miejscy promujący rowery i hulajnogi powinni pamiętać, że nie każdego da się na nie wsadzić. Podstawą jest i będzie transport publiczny.
O potrzebie ochrony zasobów leśnych napisano już tyle, że jedyne, co potrzeba naszej przyrodzie to system prawny realnie ją chroniący, niezależny od lobby myśliwskiego, meblarskiego i kilku innych tak miłych części naszych elit.
Niestety powyższe działania jedynie złagodzą nasze problemy. Żeby je rozwiązywać w skali kraju czy świata potrzebna jest wizja i siły, które zechcą ją zrealizować.
Musimy pogodzić się z tym, że ludzie zamieszkają w ekologicznych miastach zamiast betonowych klocków z łuczkiem i kolumienką, rozwijających się w górę i w dół wykorzystujących wytwarzane ciepło regenerujących wodę korzystających z odnawialnych zasobów energii, miasta ze zintegrowanym transportem i powiązane z miejscami pracy.
Samowystarczalność żywieniowa będzie oparta o rolnictwo intensywne, w minimalnym stopniu zależne od pogody i ograniczonym wpływie na zasoby naturalne.
Musimy pozwolić otaczającej nas przyrodzie na samo regenerację, naturalną odbudowę zasobów wodnych i oczyszczenie powietrza.

 

Brzmi jak science fiction?

Na pewno tak. Ale jeżeli nasze prawnuki mają żyć w przyzwoitych warunkach trzeba iść tą drogą.
Martwi mnie jedynie, że neoliberalny system, gdzie imperatywami kategorycznymi są własność i swoboda gospodarowania, a fetyszem zysk, gdzie prezydent uważa, że unijny zakaz produkcji żarówek żarowych to atak na demokrację wizja pozostanie w świecie s/f.

Głos lewicy

Co dalej (robić) z lewicą?

 

Jesteśmy tam, gdzie wg Kisielewskiego jedni się mimo wszystko urządzają a nieliczni jednak szukają wyjścia. Polska lewica nawet ta ledwie nominalna ma za sobą błędy, wypaczenia i potknięcia. Ocena przeszłości nie powinna jednak służyć do rozliczeń, tym bardziej personalnych a do unikania tych samych błędów w przyszłości.
Problemy są w zasadzie w każdej z perspektyw, dalszej, ideologicznej i bliższej taktycznej.
O ile powrót do wartości socjaldemokratycznych można zauważyć np. Stanach Zjednoczonych gdzie rozwija się lewe skrzydło Partii Demokratycznej to w Europie, po za może Hiszpanią, lewica jest nadal na równi pochyłej.
W większość krajów Europy partie „starej” są raczej w rozsypce i nic nie wskazuje, że przed wyborami do Parlamentu Europejskiego coś może się poprawić. W Polsce jest cień szansy, że właśnie eurowybory mogą pozwolić lewicy na odbicie się od dna.
Tak się składa, że tylko lewica opowiada się w Polsce konsekwentnie za rozwojem projektu wspólnej Europy. Tylko lewica chciałaby dalszej integracji i wzmocnienia roli instytucji europejskich oraz zakresu współodpowiedzialności Europy nie tylko za polityką zagraniczną i obronną. Konieczna jest zmiana wspólnej polityki gospodarczej, szczególnie wobec globalnego kapitału globalnych firm.
Wyposażenie instytucji europejskich w narzędzia kontroli globalnego kapitału, uczynienie z Unii Europejskiej jednolitego obszaru podatkowego dla działających na tym terenie podmiotów gospodarczych, powinno się spodobać zarówno lewicowym wyborcom jak i prawicowym krytykom globalizacji.
Lewica nie powinna sprzeciwiać się dalszej integracji i współpracy na wszystkich również poza traktatowych płaszczyznach. Powinna również wypracować politykę współpracy ze wszystkimi sąsiadami Unii Europejskiej , włącznie z Rosją i krajami basenu Morza Śródziemnego.
Należąca do Europejskiej Partii Ludowej Platforma Obywatelska czy to sam, czy razem z pożartymi przystawkami, nie jest w stanie zaproponować żadnego nowego rozwiązania czy to w ramach Unii Europejskiej, czy na lokalnym Polskim gruncie. Nie ma żadnych przesłanek programowych, które mogłyby zachęć kogokolwiek, kto wcześniej nie był w PO, do wspólnego startu. Wiedzą o tym również w PSL i raczej nie zdecydują się na koalicję wyborczą, pomimo tego, że i tak należą do tej samej grupy w europarlamencie.
I ile PiS i jemu podobne ugrupowania są reliktami XIX wieku, to PO jest intelektualnie pusta jak wielkanocna pisanka.
Dla wyborów europejskich istotne będą dwie sprawy. Pierwsza to ewentualna zmian linii politycznej w Niemczech, która musi wpłynąć na całe liberalne centrum w Europie. Druga to związanie wyborów Europejskich z sytuacją polityczną wewnątrz poszczególnych krajów Unii. Szczególnie istotne będzie to we Włoszech, Hiszpanii i Francji. We Włoszech i Francji można się spodziewać dalszej dekompozycji sceny politycznej. W Hiszpanii pojawiła się opozycja neofaszystowska na prawo od Partii Ludowej co może wstrząsnąć sceną polityczną bardziej niż powstanie Podemos.
Powołanie nowej komisji europejskiej może okazać się bardzo problematyczne. Zbliżające się wybory europejskie mogą stać politycznym wstrząsem i spowodować kryzys o wiele większy niż Brexit.
Mobilizacja na lewej stronie polskiej polityki jest więc niezwykle ważna nie tylko dla Polski ale i dla całej Europy. Utrzymanie polskiej lewicy w europejskim parlamencie staje się niezwykle ważne. I mogłoby też dać sygnał do powrotu ugrupowania lewicowego do polskiej parlamentu – pisze na swoim blogu „Aristokr’s” Adam Jaśków.

 

 

Doczekaliście się!

 

I żeście się cieszyli jak nakręceni na myśl, że policja rozbije narodowców 11 listopada, żeście postulowali, żeby kiboli lać pałą i poszczuć koniem. Bez pomyślunku, że dzisiaj oni, jutro Wy. Zobaczyliśmy dzisiaj demokratyczne standardy – które wcale nie zaczęły się za PiS: prowadzenie uczestników marszu dla klimatu w kordonie sanitarnym, policyjną inwigilację, prowokacje, bezpodstawne aresztowania, kilkukrotne przeszukiwanie autokarów po drodze. Tak wygląda państwo policyjne, pacyfikacja swobód obywatelskich, kupowanie przez elity bezpieczeństwa pod pretekstem zapewniania go nam i poprzez przekupywanie karierą w służbach mundurowych – komentuje zabezpieczenie COP24 Łukasz Moll.

Nasza ekologiczna kompromitacja

Górnicza orkiestra grająca na powitanie, poczęstunek z mięsa dzika i jelenia, jednorazowe kubki i serwetki, prezydent Duda mówiący o tym, że węgiel nie szkodzi klimatowi… a to Polska właśnie.

 

– Mamy węgla na 200 lat i trudno, żebyśmy z tego naszego surowca, który daje nam suwerenność energetyczną, zrezygnowali. (…) Użytkowanie własnych zasobów naturalnych, czyli w przypadku Polski węgla, i opieraniu o te zasoby bezpieczeństwa energetycznego nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu i z postępem w dziedzinie ochrony klimatu — taką myślą podzieliła się głowa polskiego państwa 3 grudnia.
Natychmiast zareagowało Greenpeace: „Ta wypowiedź stoi również w całkowitej sprzeczności ze stanem nauki. Wszyscy naukowcy na świecie, wszyscy ludzie, którzy zajmują się klimatem mówią, że jest odwrotnie niż mówi prezydent Duda. (…) Kraje rozwinięte, takie jak Polska, muszą odejść od węgla już do 2030 roku. Wypowiedź prezydenta jest afrontem wobec osób, które przyjechały na negocjacje klimatyczne po, to żeby znaleźć sposób na zatrzymanie tej gigantycznej katastrofy, która będzie zagrażać setkom milionów ludzi na całym świecie”. Sytuację musiał ratować również minister środowiska Henryk Kowalczyk, do którego z opóźnieniem dotarło, co właśnie nawygadywał Andrzej Duda: — Nie będzie zwiększane spalanie węgla. Natomiast przez następne lata będziemy rozwijać energetykę bezemisyjną. To jest zresztą nasze wyzwanie i temu musimy sprostać — plątał się w TVN24, próbując złagodzić słowa prezydenta. — Teraz mamy gospodarkę opartą na węglu i to jest fakt. Na pewno jeszcze przez wiele lat będzie oparta na węglu, chociaż ten udział będzie malał.
Po internecie krążą już dziesiątki memów z Andrzejem Dudą i Arnoldem Schwarzeneggerem, aktorem i byłym gubernatorem Kalifornii, znanym z zaangażowania na rzecz ochrony środowiska i klimatu. Zarówno Arnie, jak i David Attenborough, znany w Polsce lektor filmów przyrodniczych nadawanych w telewizji publicznej, musieli słowa Dudy słyszeć i jeśli nie było dla nich jeszcze jasne, dlaczego w polskim szczycie nie wzięli udziału najważniejsi światowi przywódcy (Putin, Macron, Merkel), to po tej wypowiedzi takim się stało.
Polskie stoiska na COP24 obfitowały w poczęstunek z mięsa dzika i jelenia, dekoracje zrobione z węgla kamiennego (mogliśmy sobie na to pozwolić, w końcu mamy zapasy na 2 stulecia), a także zdjęcia przedstawiające wycinkę drzew (rząd pochwalił się, jak świetną gospodarkę drzewną prowadzą Lasy Państwowe), jednorazowe kubki i serwetki. Zgromadzonym gościom ze 190 krajów zagrała górnicza orkiestra.
A to dopiero początek szczytu COP24, który potrwa 2 tygodnie. Czekają nas zatem jeszcze 2 tygodnie dalszego kompromitowania się przed europejskimi i pozaeuropejskimi sąsiadami. Jeszcze 2 tygodnie zastanawiania się, czy nasi uprawiają trolling idei przyświecających szczytowi sami z siebie, czy może ktoś im za to płaci.
Według Andrzeja Dudy Polska gospodarzy szczytowi „po to, żeby mówić prawdę w sposób wolny od politycznej poprawności dyktowanej przez nie nasze, nie polskie interesy”. To stanowisko zbieżne z poglądami wyrażonymi na antenie TVN24 przez Mariana Piłkę, który uparcie udowadniał, że kiedy jest cieplej i lato trwa dłużej, to ludziom na Ziemi żyje się przyjemniej.
To tak, jakby na światową konferencję zaprosić gremium najbardziej cenionych w świecie specjalistów od chirurgii dziecięcej i forsować na nim pomysł, że operacje są zbędną ingerencją w ciało człowieka.
Polska znów postrzegana będzie jak kuzyn z żółtymi papierami, którego nie należy traktować poważnie, ale śmiechu dostarcza co niemiara. Na 200 kolejnych lat.

Głos lewicy

Przed szczytem

 

Robert Maślak, biolog z Partii Razem podaje „przepis”: Jak szybko ośmieszyć kraj? Przepis podaje polski rząd i Ministerstwo Środowiska.

Najwięksi truciciele patronami szczytu klimatycznego w Katowicach COP24! Sam Bełchatów, który jest największym trucicielem w Europie, to 40 mln ton CO2, 3 tony rtęci i 1200 zgonów rocznie. Przedstawiciele 195 państw będą zapewne ucieszeni obradami w jednym z najbardziej zatrutych krajów świata, gdzie szef jednego z patronów mówi: „chcemy na międzynarodowym forum umocnić nasz wizerunek jako największego producenta węgla koksowego i koksu”. Obrady szczytu rozpoczynają się w poniedziałek. Do Katowic przyjadą delegacje 195 państw, które w 2015 r. podpisały porozumienie paryskie. Jego cel to powstrzymanie globalnego wzrostu temperatury, by świat uniknął katastrofy klimatycznej, która grozi nam z powodu emisji gazów cieplarnianych pochodzących w 80 proc. ze spalania paliw kopalnych. Tymczasem wybrani przez rząd PiS partnerzy szczytu są jednymi z głównych w Polsce emitentów dwutlenku węgla, metanu, tlenków siarki, azotu i rakotwórczego benzenu. To Jastrzębska Spółka Węglowa, Tauron, Polska Grupa Energetyczna oraz PGNiG.