Pięć najlepszych filmów Nowych Horyzontów

21. edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty we Wrocławiu została już oficjalnie zakończona. Ponad 200 filmów dostępnych było stacjonarnie, a więcej niż 100 produkcji z tegorocznego programu można było obejrzeć na specjalnie przygotowanej na platformie internetowej. Z tej okazji prezentujemy pięć najciekawszych tytułów, które warto wziąć pod uwagę przy planowaniu jesiennych wypadów do kina.

Tegorocznym zwycięzcą Grand Prix MFF Nowe Horyzonty został film Theo i jego metamorfozy (2021) w reżyserii Damiena Odoula. Jury w składzie Olga Tokarczuk, Catarina Vasconcelos, Jagoda Szelc, Adina Pintile i Burhan Qurbani, uzasadniło swój werdykt w następujący sposób:
“Film dowodzi, że stawanie się sobą może być olśniewającym i niewyrachowanym przedstawieniem, w którym główny bohater inspiruje, pokazując nam swoje słabości i lęki oraz swoją moc, poprzez poetyckie, a zarazem radykalne doświadczenie. Mamy do czynienia nie tylko z metamorfozą głównego bohatera oraz naszego spojrzenia na rzeczywistość.”
Wyróżnieniem nagrodzono egipski film Pióra (2021) w reżyserii Omara El Zohairy’ego. Publiczność doceniła natomiast inną produkcję – najwięcej fanów podczas stacjonarnej wersji festiwalu zgromadził sobie projekt George’a Petera Barbariego Śmierć niewinności i grzech istnienia (2021) – libańskie kino inicjacyjne opowiadające o losach młodych mężczyzn wybierających się na przygodny seks.
Piątka wspaniałych
Niefortunny numerek lub szalone porno (2021), reż. Radu Jude, Rumunia, Chorwacja, Czechy, Luksemburg
Najnowszy film twórcy Aferim! (2015) i Nie obchodzi mnie czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy (2018) jest zdecydowanie jedną z najważniejszych europejskich premier tego roku. Rumuński reżyser za “Niefortunny numerek” otrzymał Złotego Niedźwiedzia na festiwalu Berlinale.
Nie bez powodu zyskał także fanów w Polsce. Krytyka społeczeństwa rumuńskiego, faszyzacji jaka w nim następuje i nierówności w traktowaniu kobiet oraz mężczyzn równie dobrze mogłaby powstać w naszym kraju. Dotychczas niestety nikt nie miał na to odwagi.
Krwiopijcy (2021), reż. Julian Radlmaier | Niemcy
Choć film Radlmaiera sprzedawany jest jako “marksistowska komedia o wampirach”, to opis ten nie jest do końca zgodny z rzeczywistością. Wampiryzmu, o jaki zdaje się chodzić jest tu bowiem stosunkowo niewiele. Marksizmu i humoru jednak – znacznie więcej.
Jak pisałem w swojej recenzji – Wyjęta z tradycyjnego postrzegania linii czasu opowieść przedstawia nam losy dwóch głównych bohaterów. Octavia, córka fabrycznika i zblazowana przyziemnością egzystencji swoich rodziców arystokratka, w końcu znajduje obiekt westchnień, wynikających nie tylko z miłości romantycznej. Ljowushka, samozwańczy baron i była-niedoszła gwiazda radzieckiego kina urzeka ją również intelektualnie. Mężczyzna łamie bowiem wszystkie dotychczasowe granice, jakie postawili na jej drodze bogaci rodzice.
Ulbolsyn (2020), reż. Adilkhan Yerzhanov, Kazachstan, Francja
Kino Azji środkowej nie należy do najbardziej popularnych kierunków, po które sięgają Polscy widzowie. Najnowszy film kazachskiego twórcy ma jednak szansę to zmienić. Feministyczne kino zemsty konfrontujące wiejską bierność z wielkomiejskim poczuciem wyższości ma bardzo dużą siłę oddziaływania, zwłaszcza w naszych, polskich warunkach.
Operująca podobnym poziomem absurdu sytuacyjnego co Fargo (1996) braci Coen kazachsko-francuska produkcja swój wysoki poziom zawdzięcza także fenomenalnym kadrom i muzyce skompowanej przez Aluę Orentai. Pozycja obowiązkowa dla fanów rosyjskiego pust-punku, ale też wszystkich, którzy mieli w swoim życiu wątpliwą przyjemność użerania się ze skostniałą biurokracją.
Planeta (2021), reż. Amalia Ulman, Hiszpania, USA
Mainstreamowy antykapitalizm z amerykańskiej akademii spotyka się z prawdziwą historią ułomności globalnej koniunktury. Miasteczko Gijón położone na północy Hiszpanii zbiera się do kupy po kilkunastu latach od pierwszego uderzenia globalnego kryzysu finansowego. Wydarzenia te uwidacznia na ekranie los córki i matki (grane kolejno przez Ale Ulman i Amalię Ulman), które z dnia na dzień straciły status klasy wyższej.
Nieumiejętność pogodzenia się z bolesnym upadkiem z drabiny społecznej dodaje do tej historii nutę nihilizmu i beznadziei. 32-letnia reżyserka umiejętnie jednak wytworzyła więcej punktów odniesienia w swoim filmie, niż sam kryzys gospodarczy. Dochodzą do niego dylematy światopoglądowe (kwestia prostytucji i kradzieży) oraz wizerunkowe, tożsamościowe.
W pętli ryzyka i fantazji (2021), reż. Ryûsuke Hamaguchi, Japonia
Hamaguchi rośnie na nowego mistrza współczesnego japońskiego kina. Wychowanek Kiyoshiego Kurosawy przedstawił w tym roku dwa filmy. Oba z nich dostępne były na Nowych Horyzontach, ale tylko W pętli ryzyka i fantazji, które swoją światową premierę miało na Berlinale można zobaczyć online.
Mamy tu do czynienia z melodramatem podzielonym na trzy nowelki. Każda z nich opowiada o miłości, namiętności i pożądaniu. Nie bez powodu film Hamaguchiego porównany został do kina Erica Rohmera. Japoński reżyser nie uległ jednak francuskim wpływom do końca – umiał zawrzeć w każdej z tych historii cząstkę japońskości, bez której nagranie ich w innym kraju nie miałoby takiego impaktu.

We Wrocławiu rusza 21. edycja MFF Nowe Horyzonty

231 filmów – w tym aż 175 pełnometrażowych – z kilkudziesięciu krajów znalazło się w programie 21. edycji Nowych Horyzontów. Widzowie Kina Nowe Horyzonty, Dolnośląskiego Centrum Filmowego, Teatru Capitol oraz kina plenerowego na wrocławskim rynku będą uczestniczyć w ponad 600 seansach. Organizatorzy zadbali również o miłośników kina z innych części naszego kraju – ponad połowa festiwalowych tytułów będzie dostępna online.

MFF Nowe Horyzonty od 21 lat ściągają do Polski najważniejsze dzieła światowego kina artystycznego z wielu renomowanych festiwali. W roku 2019, bezprecedensowym hitem wrocławskiego wydarzenia były seanse Parasite, które kilka miesięcy później nagrodzone zostało aż czterema Oscarami. W tym roku, zwycięzca Cannes ponownie zagości w programie Nowych Horyzontów – Titane (2021) w reżyserii francuskiej twórczyni Julii Ducournau otworzy festiwal.
Program tegorocznej edycji obfituje w długo wyczekiwane premiery najważniejszych twórców współczesnego kina. Organizatorzy Nowych Horyzontów zdobyli prawa do wyświetlania łącznie 20 tytułów z tegorocznego festiwalu w Cannes. Są to m.in. Memoria Apichatponga Weerasethakula (z Tildą Swinton w głównej roli), Kolano Ahed Nadava Lapida (wyróżnione Nagrodą Jury), Annette Leosa Caraxa (twórcy, który dziewięć lat temu zachwycił wrocławską publiczność swoją surrealistyczną krytyką współczesnej sztuki – Holy Motors), Drive My Car Ryusuke Hamaguchiego (nagrodzony we Francji za scenariusz) oraz Bohater Asghara Farhadiego (reżyser Klienta, który w 2016 wygrał Oscara w kategorii Najlepszy film nieanglojęzyczny).
Nowe Horyzonty kina autorskiego
Najważniejszą sekcją MFF Nowe Horyzonty nie są jednak Pokazy Galowe, w tym roku znajdujące się pod patronatem firmy OPPO. Najwięcej świeżego powiewu zaznać będziemy mogli oglądając filmy zakwalifikowane do udziału w Grand Prix festiwalu. W tym roku o nagrodę Jury powalczy 12 pozycji, w tym jedna z Polski. Będzie to film Ćmy w reżyserii Piotra Stasika. Właśnie tutaj prezentowane są świeże, bezkompromisowe dzieła twórców i twórczyń poszukujących oryginalnych form wyrazu – tak konkursowe tytuły zapowiadają organizatorzy.
Nowe Horyzonty to także czas poznawania nowych narracji w kinie artystycznym. Klasycznie, dwiema najciekawszymi sekcjami festiwalowymi wydają się być Lost, lost, lost oraz Nocne szaleństwo. W programie tej pierwszej znajdują się m.in. Cmentarzysko (2019) w reżyserii hiszpańskiego twórcy Carlosa Casasa i eksperyment filmowy Cenote (2019) autorstwa Kaori Ode z Japonii.

Nocne szaleństwo, które uczestnikom wrocławskiego święta kina kojarzy się głównie z pełnieniem funkcji before party przed spędzaniem późnych godzin wieczornych, obfituje w filmy twórców znacznie większego formatu. W jego ramach zobaczyć będzie można m.in. obraz Lux Æterna (2019) – „krótką, acz treściwą wyprawę w filmowe trzewia, gdzie aktorska udręka wywołuje reżyserską ekstazę”. Za kamerą stanął uznany francuski twórca Gaspar Noé, który niejednokrotnie zachwycał już fanów kina psychodelicznego. Drugą ciekawą pozycją zdaje się być Mandibules (2020) w reżyserii Quentina Dupieux, którego Deerskin (2019) cieszył się sporą, popularnością w polskich kinach.
Filmy dostępne w całym kraju
Poza pokazami stacjonarnymi, organizatorzy festiwalu zdecydowali się, na stworzenie bazy filmów dostępnych online. Co najważniejsze, widzowie zdalnej wersji Nowych Horyzontów, zyskają dostęp do wszystkich pozycji walczących o nagrodę Grand Prix, kilkunastu tytułów znajdujących się w retrospektywach (tam czekają na nas dzieła Chantal Akerman, Angeli Schanelec i Apichatponga Weerasethakula). Będzie to również dobra okazja do nadrobienia hitów z minionego sezonu, w tym m.in. Berlin Alexanderplatz (2020), współczesną adaptację kultowej powieści Alfreda Döblina, słowacki dramat historyczny Słudzy (2020) czy Zabij to i wyjedź z tego miasta (2020) w reżyserii Mariusza Wilczyńskiego, które wygrało zeszłoroczny festiwal w Gdyni.
Sprzedaż dostępów na pokazy online ruszyła 5 sierpnia. Nabyć można je za pomocą strony nowehoryzonty.pl

Teatr (plenerowy) w Remizie

Już po raz czternasty w Helu odbyły się spotkania monodramów w Teatrze w Remizie. Tym razem jednak w plenerze.

Ze względu na pandemię i obostrzenia sanitarne po raz pierwszy spektakle grane były na nabrzeżu, nieopodal remizy, około stu metrów od siedziby OSP, i pod jej czujną opieką – przy pobudowanej letniej scenie stał pięknie wypucowany wóz strażacki, a spektakle anonsowała strażacka syrena.
Pomysł utworzenia sezonowego teatru w Helu wyszedł od Olgierda Łukaszewicza – to właśnie on wraz z żoną Grażyną Marzec zaproponowali burmistrzowi powołanie do istnienia Teatru w Remizie. Miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo – chodziło o zapewnienie niezwykłego otoczenia dla prezentowanych spektakli. Burmistrz Mirosław Wądołowski pomysł pobłogosławił, wyskrobał jakieś skromne fundusze i artyści ruszyli z festiwalem, któremu początek dał sławny monodram Olgierda Łukaszewicza „A kaz ta Polska, kaz ta” wedle Stanisława Wyspiańskiego.
Festiwal szybko zapuścił w Helu korzenie, pozyskał sympatyków i bywalców, nierzadko tak planujących swoje urlopy, aby na spektakle festiwalowe trafić na Hel. Po pięciu sezonach Olgierd Łukaszewicz przekazał ster festiwalowy w doświadczone ręce Wiesława Gerasa, niestrudzonego twórcy festiwali teatrów jednego aktora w całej Polsce, a nawet poza jej granicami. I tak od dziewięciu sezonów Geras jako dyrektor artystyczny Teatru w Remizie prowadzi ten najmniejszy festiwal świata. W roku ubiegłym miała miejsce wymuszona pandemią przerwa, ale w tym roku – mimo nadal obowiązujących obostrzeń – burmistrz postanowił do festiwalu doprowadzić, ale ze względu na sanitarne bezpieczeństwo – w plenerze. Pomysł okazał się trafiony, pogoda dopisała, publiczność też i przez dwa tygodnie na nabrzeżu helskim można było oglądać zaproszone na Hel spektakle. Kto wie, czy w kolejnych latach festiwal nie przeniesie się na nabrzeże na stałe.
Przegląd zapoczątkował koncert Pawła Ruszkowskiego „Wędrówka po świecie”, muzyka związanego z nurtem piosenki literackiej i poezji śpiewanej. Był to wieczór adresowany w szczególności do rdzennych mieszkańców Helu – Ruszkowski śpiewał po kaszubsku (stąd kaszubski tytuł recitalu „Wanoga pò swiece”), co miejscowi widzowie przyjęli ze zrozumiałym entuzjazmem. Przybysze z innych stron dopytywali wprawdzie, po jakiemu artysta śpiewa – kaszubski nie jest przecież powszechnie znany – ale dowiedziawszy się, że to język tutejszy słuchali z wielkim zainteresowaniem. Jako drugi wystąpił Wojtek Kowalski z Częstochowy, związany z tamtejszym Teatrem From Poland, dobrze znany miłośnikom monodramu. Swoim spektaklem o dorastaniu „Uwolnić słowo miłość” wg Janusza Rudnickiego i Piotra Macierzyńskiego zjednał sobie sympatię publiczności.
Jako trzeci pojawił się na scenie na nabrzeżu Adam Walny, artysta-lalkarz tworzący od ponad ćwierć wieku autorski teatr przedmiotu Walny-Teatr. W Helu zaprezentował spektakl „Noe”, adresowany do widzów od lat sześciu do stu sześciu. Zrozumiała treść, wywiedziona z Biblii, powszechnie znana historia potopu, zyskała zupełnie niebywałą formę. Artysta, będący też dyplomowanym snycerzem, zbudował wiele metalowych form, symbolizujących wirtuozów różnych instrumentów, nota bene zupełnie nieznanych orkiestrom filharmonicznym, i jednocześnie będących obiektami sztuki. To wyjątkowe praktyczne arte-fakty, przedmioty do podziwiania i wydobywania z nich niezwykłych dźwięków, co zresztą Walny podczas spektaklu z wielką energią demonstrował. Przy czym prezentował nie tylko sam, bo w pewnym momencie zaprosił na scenę kilkoro dzieci, przydzielając im do wykonania określone zadania – mieli uruchamiać przedziwne instrumenty, podczas gdy on sam jako dyrygent królował przy pulpicie. Walny tym spektaklem wielu widzów oszołomił, nawet olśnił, walcząc z nieprzyjaznym wiatrem, utrudniającym słyszalność, ale przezwyciężając zwycięsko wszelkie trudności. Jedno jest pewne – takiego teatru jeszcze w Helu nie widziano, a warto dodać, że Adam Walny ze swoimi przedstawieniami teatru przedmiotu objechał już ponad 300 festiwali w kraju i na świecie.
Największą jednak niespodziankę sprawił występujący na zakończenie przeglądu aktor-poeta, Bogusław Kierc ze spektaklem „Powroty do Odejścia Głodomora” wedle własnego scenariusza i we własnej reżyserii. Tak się złożyło, że na prośbę Żanny Stępińskiej, organizatorki spotkań w Remizie, zapowiadałem ten spektakl. Nie było to zaplanowane, ale Wiesław Geras nie mógł być obecny – a to on zawsze anonsował spektakle – a ja z kolei jako „biograf” monodramatycznych dokonań Kierca (mam na myśli moją książkę o jego teatrze jednoosobowym „Zakochany pielgrzym”, 2016) przystałem na to nagłe zastępstwo bez oporu. Zwłaszcza że ten monodram nawiązujący do dramatu Tadeusza Różewicza, jak sądziłem, już widziałem. W zapowiedzi nie szczędząc słów uznania dla maestrii warsztatowej artysty, kilka słów poświęciłem monodramowi, który miał być prezentowany. Nie wiedziałem jednak, że spektakl, który mieliśmy obejrzeć, znacznie różnić się będzie od premierowego pokazu sprzed kilku lat we Wrocławiu.
Na festiwalach wrocławskich utwory Różewicza wiele razy stawały się źródłem literackim monodramów, a co warte podkreślenia ta ścisła więź autora z festiwalem datuje się do pierwszego przeglądu, zorganizowanego w roku 1966 przez ówczesnego kierownika Klubu Młodzieży Pracującej „Piwnica Świdnicka” Wiesława Gerasa. To na jego zaproszenie przybył wtedy Tadeusz Różewicz i kto wie, czy nie pod wpływem tego spotkania nie podjął decyzji o przenosinach do Wrocławia. Tak czy owak, przybył o godzinie 12.57 (podobno pociąg przyjechał z pięciominutowym opóźnieniem) na Dworzec Główny.
51 lat później (2017), o tej samej porze, w siedzibie filii biblioteki miejskiej, która mieści się na Dworcu Głównym, odbył się pokaz spektaklu Bogusława Kierca, opartego na „Odejściu Głodomora” Tadeusza Różewicza. Spektakl trwał niewiele ponad pół godziny, ale poruszył do głębi wszystkich zebranych. Kierc ma za sobą aż trzy premiery „Odejścia Głodomora” – pracując z różnymi reżyserami (Helmutem Kajzarem, Zdzisławem Wardejnem i Piotrem Kruszczyńskim) stworzył na scenie trzech sugestywnych Głodomorów. Teraz zmierzył się z ułamkami tekstu Różewicza sam, dając zachwycający pokaz swej aktorskiej maestrii. Piosneczka o Brysiu, który „wpadł do kuchni i porwał mięsa ćwierć”, stała się motywem przewodnim tego spektaklu, dając aktorowi możliwości wielokrotnego opracowania głosowego tego utworu (różne tempa, różne wysokości tonu, różne sensy). Kierc uczynił z tej dziecięcej makabrycznej rymowanki klucz do emocjonalnego wejrzenia w świat Głodomora-inteligenta, który wystawia się na pokaz, aby być przedmiotem pogardy. Aktor idealnie związał techniczną biegłość z głębią przekazu, w którym szlo przecież o życie, o los artysty. I w tym duchu zapraszałem na pokaz spektaklu w Helu.
A mogłem się spodziewać, że tym razem zdarzy się coś wyjątkowego i odmiennego, a w każdym razie niestandardowego. Po pierwsze, Kierc miał wystąpić (i wystąpił) w innym miejscu od poprzednich uczestników festiwalu – nie na scenie, ale na niewielkiej estradce z boku placu. Umieszczono na niej tylko jedno krzesło (tak jak we Wrocławiu), ale także po bokach atrybuty strażaka: gaśnice, węże, hełmy (nie tak jak we Wrocławiu). Po drugie, zaraz po piosence o Brysiu wdał się Kierc w opowieści o swojej admiracji dla profesji strażaka (to ukłon w stronę Helu), a potem wspomnienia o swoich wcieleniach w Głodomora w różnych przedstawieniach. Po trzecie, a to clou tego spektaklu, radykalnie zmienił jego wymowę. Tym razem nie opowiadał wcale o bezradności przegranego inteligenta, ale swoich pasjach poetyckich, o swoim „głodomorstwie”, które tak naprawdę okazało się nienasyconym głodem poetyckim, potrzebą obcowania z najwybitniejszymi tekstami, jakie powstały w języku polskim. Stąd obok Różewicza królem tego przedstawienia okazała się improwizacja Adama Mickiewicza i jej matematyczne piękno, które zawsze tak zachwycało Bogusława Kierca i słuchaczy Improwizacji w jego niedościgłym wykonaniu. Głodomór w takim ujęciu stawał się swego rodzaju nigdy niezaspokojonym przez swój niebywały apetyt żarłokiem, który chce połknąć cały świat poezji i cały świat wartości. Takie wnioski wysnuł aktor z rozmów, jakie było mu dane odbyć z Tadeuszem Różewiczem, dla którego głodomór tak naprawdę był maską żarłoka, czyhającego na piękno. Niezwykle przewrotna interpretacja, dowodząca jak wiele sensów można wysnuć z genialnej metafory Tadeusza Różewicza.

Festiwal lampionów w Zigong wzbogacił program Międzynarodowych Chińskich Targów Importu (CIIE) o dodatkowe wydarzenia kulturalne sprzyjające dalszej współpracy międzynarodowej

Tradycja pokazów lampionów w Zigong sięga czasów dynastii Tang (618-907) i Song (960-1279). Już wtedy prezentacje lampionów przekształciły się w większe wydarzenia kulturalne połączone występami artystycznymi i z nocnymi targami. Obecnie, każdego roku ponad 2 miliony osób odwiedza przeróżne pokazy lampionów odbywające się w tym mieście.
Do dziś miasto Zigong zorganizowało festiwalowe pokazy lampionów w ponad 500 chińskich miastach, a także 70 krajach i regionach świata przyciągając ponad 400 milionów zwiedzających.
Na terenie Zigong znajduje się też inna atrakcja turystyczna. Dashanpu, to miejsce wykopalisk archeologicznych z okresu jurajskiego. W 1979 podczas budowy parkingu odkryto tam przypadkowo dużą liczbę skamielin dinozaurów. W 198)roku otworzono tam muzeum dinozaurów. Zawiera ono tak rzadkie gatunki jak: Omeisaurus, Gigantspinosaurus, Yangchuanosaurus hepingensis, Huayangosaurus i Xiaosaurus.

Pozdro z Polandrocka! Ważny tunajt

Kupiłem sobie ostatnio w zagranicznym sklepie z towarami przecenionymi, piękne białe dresy z tęczowym lampasem. Za chwilę będę je ubierał i szedł w nich grać dla niespełna miliona ludzi, którzy zjechali się w tym roku na festiwal Poland Rock a.k.a. Woodstock. Tymczasem siedzę sobie jeszcze w hotelu w Gorzowie, popijam ciecz wielkiej wykwintności i zastanawiam się, ileż to jadu i złego trzeba w sobie nosić, żeby mącić ludziom w głowach w tak perfidny sposób, jak to robi rządowa telewizja Kurskiego.

Byłem dziś na hotelowej siłowni. Tak czasami mam. Kiedy konserwowałem swoją tężyznę fizyczną, grał akurat informacyjny kanał państwowej telewizji, bo prywatnej w odbiorniku nie było. W „Teleexpresie extra”, głównym niusem dnia był piknik rodzinny z udziałem Jarosława Kaczyńskiego, dalej nowojorska wystawa kotów (to sporo wyjaśnia), a na koniec alarmistyczny materiał o topieniu się lodowców na biegunie. Ani słowa o festiwalu Poland Rock, gdzie akuratnie stworzyło się na mapie trzecie co do wielkości miasto w Polsce. Specjalnie mnie to jednak nie zdziwiło, bo niczego innego się po telewizji w wydaniu Jacka Kurskiego od dawna nie spodziewam, także dysonans poznawczy nie wystąpił. Jednakowoż stacja nie była by sobą, gdyby na odchodne nie wbiła szpili. I to w sposób tak strasznie chamski, że rada etyki mediów powinna z miejsca przyrżnąć towarzystwu karę za zdeptanie podstawowych prawideł zawodu i nierzetelność. Podano bowiem w „Teleexpresie”, że w Kostrzynie na d Odą, w którym akurat trwa festiwal Poland Rock, agresywny, nagi mężczyzna dopuścił się naruszenia nietykalności cielesnej policjanta, informację ilustrując obrazkiem ulicznej szarpaniny naćpanego golasa z funkcjonariuszem. Dodano jeszcze, że na tym samym festiwalu znaleziono na polu namiotowym zwłoki 35-latka, a przyczyna zgonu nie jest znana. I tyle. Kropka. Innemi słowy, festiwal w Kostrzynie to miejsce niebezpieczne. Można za frajer dostać w cymbał, albo się przekręcić od nie wiadomo czego. Matki, zostawcie w domach swoje córki, bo jak tam pojadą, to najpewniej wrócą z brzuchem i to pewnie z czarnym. Takich przekazów nie powstydziłaby się nawet telewizja ojca dyrektora.
Byłem wczoraj w Kostrzynie. Nie widziałem zajścia z policjantem i golasem. Widziałem za to tłumy młodych, wolnych na ciałach i umysłach ludzi. Dla takich ludzi wczoraj grałem. Grał będę też dla nich dzisiaj. I dumny jestem, że dane mi było i będzie robić taką robotę dla tych wszystkich, którym się w tej Polsce nie widzi.
W naszej kapeli rozstrzał polityczny idzie od prawa do lewa, przez liberalne centrum. Nikomu jednak do głowy by nie przyszło, żeby odrzucić zaproszenie na scenę, przed którą stanie kilkaset tysięcy ludzi, tylko dlatego, że wierzymy w innego Boga albo nie wierzymy w niego wcale. Zresztą, czy Bóg jest czy go nie ma, mam nadzieję, że ktoś tam kiedyś zliczy te bezczelne manipulacje Kurskiego i ekipy i wystawi im za to rachunek. To, że towarzystwo nie lubi Owsiaka to ich sprawa. Owsiak to nie zupa pomidorowa, żeby go każdy lubił. To jednak, że za cel bierze sobie młodych ludzi i dzieli ich na tych lepszych, z marszu 11 listopada, i na młodzież gorszego sortu, z festiwalu gdzie ćpają, kradną i gwałcą, o nie, co to ot nie. Historia i gniew młodzieży, a ten wśród młodych ludzi jest, zmiecie ich kiedyś, i zostaną sami, jak prącie po kastracji. Mam nadzieję, że kiedyś, jeszcze za tej Polski, to zobaczę, choć, co by nie było, źle nikomu nie życzę i czekam na opamiętanie, ale nie robię sobie na to specjalnych nadziei…
Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”

Lato w teatrze

W okresie międzywojennym (i wcześniej) okres letniej kanikuły oznaczał dla aktorów czas wielkich łowów na widza. Powstawały wówczas doraźnie organizowane zespoły krążące po Polsce w poszukiwaniu grosza.

Potem, w czasach bardziej zgrzebnych objazdy przejęły teatry państwowe, udające się zwykle latem na zasłużone leże. Z czasem letnie eskapady poczęły ożywać dzięki estradzie i rozmaitym impresariatom. Aż wreszcie, kiedy nastał nowy początek, krok po kroku nastąpił powrót do letniego grania. Wprawdzie nadal teatry pauzują latem, ale już nie wszystkie i nie przez całe lato.
Najbardziej radykalny program letniego wypoczynku wytyczyła Krystyna Janda. Teatry jej Fundacji grają cały rok, a latem szczególnie intensywnie, bo nie tylko na swoich scenach,. Ale jeszcze ponadto ad hoc w plenerze. I tak tego lata na Placu Konstytucji między 10 a 31 lipca będzie można zobaczyć 23 przedstawienia. Polonia zagra lubiane tytuły dla dorosłych „Flamenco namiętnie”, „Związek otwarty” i „Lament na Placu Konstytucji” oraz spektakle dla dzieci i młodzieży – „Czerwony Kapturek” oraz „2 000 000 kroków”.
W sierpniu spektakle plenerowe grane będą na scenie Och-Grójecka 65 przed Och-Teatrem codziennie od 1 do 21 sierpnia (z wyłączeniem 15 sierpnia). Pokazanych zostanie 26 przedstawień, wśród nich propozycje dla dorosłych i dla dzieci.
Pracowicie spędza – już tradycyjnie – czas wakacji Teatr Dramatyczny miasta stołecznego Warszawy. Od lat bowiem lipiec to czas przeglądu repertuaru Dramatycznego. W latach ubiegłych Dramatyczny dawał nawet w lipcu najnowszą premierę, w tym roku już to nie nastąpi, ale i tak możemy się spodziewać nie lada atrakcji. Dramatyczny wystawi aż 34 tytuły, a zagra aż 61 razy na wszystkich swoich scenach, w tym 20 razy z angielskimi napisami, czyli z myślą o turystach.
Letni Przegląd Dramatycznego to nie tylko okazja, aby zobaczyć wszystkie premiery kończącego się sezonu, ale także sporo dawno już niepokazywanych spektakli. Część z nich będzie można zobaczyć po raz ostatni – Dramatyczny żegna się bowiem w lipcu aż z pięcioma swoimi tytułami. I tak będzie można obejrzeć pożegnalne spektakle: „Rosyjskiego kontraktu”, „Harper”, „Plastików”, „Sinobrodego – nadzieję kobiet” oraz na zakończenie Przeglądu, 28 lipca „Miarkę za miarkę” w reżyserii sławnego litewskiego reżysera Oskarasa Koršunovasa.
W lipcu gra jeszcze Komedia i w zasadzie przez cale lato, choć nie tak intensywnie, jak w sezonie, Teatr Capitol i w kratkę, ale raczej niewiele Kamienica. Okazjonalnie coś pokazuje Studio, ale głównie wypoczywa. Inni pauzują – Współczesny do 21 sierpnia, Ateneum do 10 września, Narodowy do 2 września, Syrena do 14 września i Polski do 19 września. W zasadzie zamykają się do września teatry lalkowe – wyjąwszy akcję Baj na Pradze, którą od czasu do czasu zaznacza swoją obecność latem Teatr Baj.
Zamknięty pozostanie TR Warszawa – po gościnnym pokazie „Innych ludzi” na Openerze wraca do gry dopiero pod koniec września, i w zasadzie pauzuje Nowy Teatr po premierze „Erazma” w reżyserii Anny Smolar, która odbywa się w tych dniach (11 lipca).
Pracują i konkurują dwie małe opery, czyli Królewska i Kameralna, gdzie w lipcu odbywają się festiwale, w Operze Kameralnej oficjalnie Mozartowski, w Królewskiej po prostu Festiwal, podczas którego króluje repertuar Mozartowski. Po tym współzawodnictwie obie opery do września milkną, podobnie jak Opera Narodowa, w której w lipcu odbywają się jedynie zajęcia edukacyjne dla najmłodszych uczniów w ramach akcji „Lato w mieście”. W Romie w lipcu działa tylko mała scena – Scena Nova, gdzie szczęśliwcy mogą zobaczyć m.in. „Tuwima dla dorosłych”.
Podobnie jest w innych dużych aglomeracjach Trochę grania i dużo urlopu. Najbardziej zaprasowane są teatru trójmiejskie. Pracowity jest tradycyjnie Teatr Wybrzeże. 6 lipca otworzył już 11. z rzędu sezon Sceny Letniej w Pruszczu Gdańskim. Zainaugurował go spektaklem „Reset” Alma De Groen w reżyserii Anny Grzyszkówny. Podczas wakacyjnych miesięcy na Scenie Letniej odbędzie się premiera spektaklu „Niezwyciężony” Torbena Bettsa w reżyserii Jarosława Tumidajskiego oraz przedstawienia „Ruskich”, „Par paranoje”, „Dam i huzarów albo play Fredro”, „Randki z feministą”, „Seansu”. „Scena Letnia Teatru Wybrzeże – pisze rzecznik Teatru Grzegorz Kwiatkowski – to wspólna inicjatywa gdańskiego teatru i Centrum Kultury i Sportu w Pruszczu Gdańskim. W zeszłym roku nasze spektakle cieszyły się ogromną frekwencją – obejrzało je 14 tysięcy widzów! Mamy nadzieję, że w tym roku zainteresowanie będzie równie duże. Scena Letnia Teatru Wybrzeże mieści się w Międzynarodowym Parku Kulturowym Faktoria przy ulicy Zastawnej w Pruszczu Gdańskim. Wstęp na wszystkie spektakle jest bezpłatny”. Wypada tylko dołączyć się zaproszenia.
Pełną parą pracuje Teatr Dramatyczny im. Witolda Gombrowicza w Gdyni. W okresie wakacji gra na Scenie Letniej w Gdyni Orłowie i na Darze Pomorza w Gdyni, a w każdy poniedziałek od 8 lipca do 5 sierpnia włącznie, zaprasza rodziny i grupy zorganizowane do udziału w spacerach teatralnych i warsztatach, które będą się odbywały w siedzibie Teatru na Bema 26. Na Scenie Letniej można zobaczyć m.in. najnowszą premierę „Osiecka. Archipelagi” w reżyserii Jacka Bały, spektakl muzyczny oparty na tekstach najpopularniejszej polskiej autorki piosenek – Agnieszki Osieckiej, a także Szekspirowską „Komedie omyłek” w reżyserii Tadeusza Bradecki. Na Darze Pomorza zaś zobaczyć można głośny spektakl „Kursk” Pawła Huelle w reżyserii Krzysztofa Babickiego i „Tango. Na pełnym morzu” Sławomira Mrożka, również w reżyserii Babickiego.
Sporo przedstawień oferuje też Gdyńskie Centrum Kultury, które zaplanowało m.in. premierę sztuki „Lekko nie będzie” Jean-Claude Islerta w reżyserii Tomasza Sapryka. W Teatrze Atelier w Sopocie André Hübner-Ochodlo szykuje wkrótce premierę Thomasa Bernharda – „Siła przyzwyczajenia” (Die Macht der Gewohnheit) – Cyrk Egzystencjalny w przekładzie Moniki Muskały, czyli „słynną komedię, która jest tragedią, jednego z największych pisarzy XX wieku” – jak zapowiada reżyser.
Jak widać, Trójmiasto zadbało o turystów. A jeśli dodać do tego, że wspomaga ten wysyp spektakli i premier dodatkowo kilka festiwali, na czele z międzynarodowym festiwalem szekspirowskim w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku, na przełomie lipca i sierpnia, to rzeczywiście oferta wygląda poważnie. Zresztą festiwale bardzo pomagają głodnym teatru widzom przetrwać sezon letni.
Jak wiadomo, Polska festiwalami stoi. Jak podaje Instytut Teatralny w swoje dorocznej publikacji „Teatr w Polsce”, podsumowującej dokonania scen polskich, mamy ich w naszym kraju grubo ponad czterysta. Wynika z tego, że częściej niż codziennie rozpoczyna się i kończy jakiś festiwal. Są to oczywiście wydarzenia rozmaitej rangi – nie wszystkie tak znaczące, jak wspomniany Festiwal Szekspirowski. Ale nie brakuje latem takich ważnych wydarzeń. Dość przypomnieć tylko trwający już festiwal Malta w Poznaniu, który od dawna zyskał markę europejską, jeśli nie światową. Podobną rangę ma Festiwal Warszawa Singera, organizowany w tym roku już po raz szesnasty z inicjatywy Gołdy Tencer i prowadzonej przez nią Fundacji Shalom. Festiwal Singerowski, który zrósł się silnie z Warszawą, trwać będzie jak zwykle pod koniec sierpnia i na początku września. Obejmuje tradycyjnie wszystkie obszary kultury, ale jego ważnym jądrem będą zdarzenia teatralne. Będzie można zobaczyć najnowsze realizacje Teatru Żydowskiego w Warszawie, zespoły teatralne z Hiszpanii i Włoch, spektakle dla dzieci i dorosłych. Widzów czeka różnorodność gatunków i form teatralnych wystawianych w języku jidysz, po hiszpańsku, włosku i polsku. Z Hiszpanii na festiwal przyjedzie spektakl „Kartograf” w reżyserii Juana Mayorga. „Akcja sztuki – zapowiadają organizatorzy festiwalu – rozgrywa się w Warszawie roku 1940 i współcześnie. Jej osią dramaturgiczną jest legenda o kartografie getta, a właściwie o Starcu i Dziewczynce, którzy razem tworzą mapę swojego, kurczącego się do ostatecznych granic, świata”. Szczególną atrakcją tego spektaklu będzie udział jednej z najwybitniejszych aktorek hiszpańskich, nagradzanej w Cannes aktorki Pedro Almodóvara, Blanki Portillo Martínez de Velasco. Włosi przywiozą spektakl „To już było” [Questo è stato] w reżyserii Fabia Fiori, ukazujący recydywę antysemityzmu. Teatr Żydowski pokaże najlepsze swoje spektakle, a wśród najnowszy, świetnie przyjęty musical „Śpiewak jazzbandu” Wojciecha Kościelniaka.
Jak widać, letnia oferta teatralna przedstawia się dość atrakcyjnie, a przecież przywołałem dla przykładu tylko fragmenty większej całości. Na koniec tylko wymienię jeden z najmniejszych, ale smakowity festiwal w nadmorskim w Helu, Teatr w Remizie, skąd przesyłam pozdrowienia „od wód”.

Weganmania w Warszawie

W niedzielę 12 maja w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich
przy ul. Brackiej 25 odbędzie się największy festiwal wegański w Polsce – Veganmania.

Oprócz kultowych roślinnych dań i innowacyjnych produktów z całej Polski na miejscu będzie można kupić nietestowane na zwierzętach kosmetyki i pozbawione materiałów odzwierzęcych ubrania oraz wziąć udział w licznych wykładach i warsztatach.
Festiwal Veganmania organizowany jest przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki, promujące dietę roślinną oraz walczące o prawa zwierząt hodowlanych. Impreza cieszy się dużą popularnością – średnia liczba odwiedzających to około 6 tysięcy osób.
Uczestnicy warszawskiej edycji festiwalu będą mieli okazję spróbować wegańskich potraw serwowanych przez restauracje i firmy z całej Polski.
Na miejscu będą dostępne roślinne wersje potraw m.in. kuchni polskiej, włoskiej, koreańskiej, wietnamskiej, czy syryjskiej, a także pozbawione składników odzwierzęcych wypieki i słodkości oraz substytuty serów i mięs. Będzie można też spróbować roślinnej nowości – Beyond Burgera, który smakiem przypomina wołowinę.
Na imprezie obecne będą ponadto marki oferujące naturalne, ręcznie robione kosmetyki, odzież i akcesoria wykonane bez użycia materiałów pochodzenia zwierzęcego, czy produkty dla zwolenników idei zero waste, takie jak przenośne składane kubki, czy wielorazowe słomki.
Goście będą również mogli wziąć udział w wykładach dotyczących m.in. roli diety w sporcie, czy etycznej mody oraz w szeregu spotkań autorskich. Dodatkowo organizatorzy przewidzieli panel dyskusyjny o roślinnych innowacjach kulinarnych.
Wydarzenie rozpocznie się w niedzielę, 12 maja, o godzinie 11:00 i potrwa do 19:00. Wstęp na imprezę kosztował będzie 5 zł, a pakiet VIP – 29 zł. Całkowity dochód z biletów przeznaczony zostanie na działalność Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Veganmania 2018 w Warszawie

Festiwal inicjatyw wegańskich – Veganmania po raz pierwszy od kilku lat zagości w stolicy. Wydarzenie odbędzie się w niedzielę, 25 listopada 2018 r. w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich przy ul. Brackiej 25 w Warszawie. Event organizowany jest przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki i ma na celu promocję roślinnego stylu życia.

 

Veganmania to największe tego typu targi w Polsce. Festiwal organizowany jest na terenie całego kraju, w największych miastach Polski. Z roku na rok cieszy się coraz większym zainteresowaniem – w zeszłym roku w Krakowie odwiedziło go około 6 tysięcy osób.
Uczestnicy warszawskiej edycji festiwalu będą mieli okazję spróbować wegańskich potraw serwowanych przez restauracje i firmy z całej Polski, zapoznać się z szeroką ofertą kosmetyków nietestowanych na zwierzętach, a także zakupić modną odzież i akcesoria wykonane bez użycia materiałów pochodzenia zwierzęcego.
Goście będą także mogli wziąć udział w zaplanowanych spotkaniach i wykładach. Prelegentami tej edycji będą m.in. Jakub Stencel, aktywista związany od wielu lat z ruchem prozwierzęcym oraz Radosław Zarzyski z kanału „Być jak Herkules”, trener personalny i pasjonata zdrowego stylu życia. Na uczestników wydarzenia czekają także interesujące warsztaty m.in. wspólne gotowanie dań roślinnych oraz wytwarzanie własnych kosmetyków naturalnych. Dodatkowo organizatorzy przewidzieli konkurs kulinarny dla kucharzy-amatorów.
Nie zabraknie także inspirujących spotkań z osobami związanymi ze środowiskiem wegańskim, autorami książek (m. in. z Dariuszem Gzyrą, Jasiem Kapelą), czy przedstawicielami ciekawych inicjatyw wegańskich. Goście w trakcie wydarzenia będą mieli okazję wziąć udział w loterii z nagrodami, a także wykonać tatuaż w ramach akcji Tatuaże Zamiast Futra.
Drzwi Domu Towarowego Braci Jabłkowskich dla uczestników wydarzenia otwarte będą w godzinach 11:00-19:00.

Antyfaszystowski Mundial na festiwalu Owsiaka

W tym roku podczas Pol’and’Rock Festival (dawnego Przystanku Woodstock) odbyła się wyjątkowa edycja Turnieju „Wykopmy Rasizm ze Stadionów” organizowanego przez Stowarzyszenie NIGDY WIĘCEJ.

 

Wydarzeniu temu w nawiązaniu do niedawno zakończonych Mistrzostw Świata nadano miano alternatywnego Antyrasistowskiego Mundialu. Zawodnicy symbolicznie reprezentowali drużyny z całego świata.
W finale Polska grała z Iranem, zaś nagrodę fair play otrzymała Chorwacja.
Odbył się też mecz pomiędzy drużyną Stowarzyszenia NIGDY WIĘCEJ i artystów zaangażowanych w kampanię „Muzyka Przeciwko Rasizmowi” a drużyną Rzecznika Praw Obywatelskich. Turniej uroczyście otworzył dr Adam Bodnar, który osobiście sędziował w pierwszym meczu. Wydarzenie objął patronatem także Dariusz Dziekanowski, przewodniczący Klubu Wybitnego Reprezentanta.
„Podczas Mistrzostw Świata w Rosji nie obeszło się bez rasistowskich zachowań, np. Jimmiemu Durmazowi, piłkarzowi reprezentacji Szwecji pochodzącemu z Syrii, po jednym z meczów pseudokibice grozili śmiercią, opublikowali też w mediach społecznościowych mnóstwo obelg pod jego adresem, m.in. «karaluch», «talib» i «terrorysta». Z kolei w strefie kibica w Antwerpii Polacy obrzucili rasistowskimi wyzwiskami kibiców z Senegalu i wdali się z nimi w bójkę.
Po pierwszym meczu reprezentacji Polski wiele obraźliwych sformułowań pojawiło się także w internecie, np.: «K…wa ci murzyni zachowują się na boisku jak jeb…e małpy które dopiero co wypuszczone zostały z zoo» czy «ci murzyni to jakieś małpy uciekłe z dziczy»” – powiedział Piotr Ciołkowski, animator kampanii ‘Wykopmy Rasizm ze Stadionów’ Stowarzyszenia NIGDY WIĘCEJ. – „Podczas Antyrasistowskiego Mundialu na Pol’and’Rock Festival przypomnieliśmy o tym, jak ważne w świecie sportu są różnorodność i szacunek”.
„W trakcie festiwalu odbywają się również spotkania z zespołami zaangażowanymi w kampanię społeczną Muzyka Przeciwko Rasizmowi.
Na zaproszenie Stowarzyszenia NIGDY WIĘCEJ o swojej twórczości opowiedzieli po raz pierwszy przed woodstockową publicznością muzycy z grupy Na Górze, wśród których są również osoby z niepełnosprawnościami. Oni pokazali, że można przełamać bariery i że są pełnosprawnymi artystami” – mówi Joanna Naranowicz, wieloletnia współpracowniczka NIGDY WIĘCEJ i wokalistka zespołu Qulturka. Podczas spotkania 3 sierpnia do muzyków Na Górze dołączył Czesław Mozil.
We współpracy z nim zespół nagrał utwór z przesłaniem: „Jeden naród to nienawiść, lepiej pokój robić tu! Jedna wiara to niewola, lepiej miłość robić tu!” („Jesteśmy po to” z płyty „Mieszanka wybuchowa”). Mozil aktywnie wspiera inicjatywy na rzecz równości i różnorodności.
Uczestnicy Pol’and’Rock Festival w symboliczny sposób wyrazili swoje poparcie dla wartości takich jak szacunek i przyjaźń, przygotowując wspólnie z przedstawicielami Stowarzyszenia NIGDY WIĘCEJ specjalne naszywki do umieszczenia na koszulkach, bluzach czy torbach.
Wśród szablonów znaleźć można było jeden z najbardziej rozpoznawalnych antyrasistowskich emblematów: biało-czarną, przyjaźnie otwartą dłoń, która wpisana jest w logo stowarzyszenia.
Ponadto z okazji przypadającej w tym roku setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości goście odwiedzający stanowisko NIGDY WIĘCEJ robili selfie z hasztagiem #PolskaDlaWszystkich2018, by w taki sposób nawiązać do tradycji wielokulturowości.
Stowarzyszenie NIGDY WIĘCEJ od wielu lat organizuje Turniej „Wykopmy Rasizm ze Stadionów” na Przystanku Woodstock (obecnie Pol’and’Rock Festival).
Wydarzenie to wspiera Burmistrz Miasta Kostrzyna nad Odrą dr Andrzej Kunt, a także Dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Kostrzynie nad Odrą Zygmunt Mendelski. Za wieloletnie zaangażowanie we wspólne działania z Jerzym Owsiakiem stowarzyszenie otrzymało Medale XV-lecia, XX-lecia oraz XXV-lecia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
W 2018 roku na Pol’and’Rock Festival zagrały zespoły od lat zaangażowane w kampanię „Muzyka Przeciwko Rasizmowi”, m.in. Lao Che oraz Pablopavo. Wśród gwiazd tegorocznego festiwalu znaleźli się: izraelski Balkan Beat Box, który łączy bliskowschodnie dźwięki z muzyką klezmerską, elektroniką i punkiem, heavymetalowe Judas Priest i Soulfly, rockowy Goo Goo Dolls oraz jazzman Wojtek Mazolewski.
Stowarzyszenie NIGDY WIĘCEJ jest powstałą w 1996 roku niezależną, apolityczną organizacją, która monitoruje incydenty na tle ksenofobicznym. Prowadzi kampanie społeczne, m.in. „Muzyka Przeciwko Rasizmowi” i „Wykopmy Rasizm ze Stadionów”.‎