Lewandowski rządzi w Bundeslidze

W minioną sobotę obyła się ostatnia, 34. kolejka niemieckiej ekstraklasy piłkarskiej. Bayern Monachium wygrał na wyjeździe 4:0 z VfL Wolfsburg, a jedną z bramek zdobył Robert Lewandowski. Było to jego 34. ligowe trafienie w tym sezonie. Z takim wynikiem Polak po raz piąty zdobył tytuł króla strzelców, został też uznany za najlepszego gracza sezonu.

W głosowaniu przeprowadzonym przez oficjalny serwis internetowy Bundesligi Lewandowski zwyciężył przeważającą liczbą głosów. W plebiscycie uczestniczyli kibice, ale też znaczący wpływ na wynik głosowania miały wskazania ekspertów. Polski napastnik Bayernu Monachium otrzymał 57 procent oddanych głosów. Daleko za jego plecami uplasował się angielski gwiazdor Borussii Dortmund Jadon Sancho (13 procent), a na najniższym stopniu podium stanął niemiecki pomocnik Bayeru Leverkusen Kai Havertz (12 procent). To pierwsze takie wyróżnienie w karierze Lewandowskiego. Oprócz wymienionej trójki nominacje do nagrody piłkarza sezonu dostali jeszcze Amine Harit (Schalke Gelsenkirchen), Serge Gnabry (Bayern Monachium), Timo Werner (RB Lipsk) oraz Erling Haaland (Borussia Dortmund). Lewandowskiego doceniono za znakomity sezon, w którym zdobył 34 ligowe bramki, wyrównując osiągnięcie Dietera Muellera z sezonu 1976/1977. Więcej ligowych goli strzelonych w jednym sezonie od tych dwóch graczy ma tylko legendarny Gerd „Bomber” Mueller”, który częściej trafiał w sezonach 1971/1972 (40 razy), 1969/1970 (38 razy) oraz 1972/1973 (36 razy).
To nie jedyne indywidualne wyróżnienie Lewandowskiego w ostatnich dniach. Wcześniej został już wybrany piłkarzem sezonu Bundesligi. Jego pozycję na niemieckich boiskach potwierdza także ranking „Kickera”, stworzony na podstawie średniej ocen pomeczowych, wystawianych w każdej kolejce. Ostateczna nota „Lewego” wyniosła 2,43 (gdzie 1 to najwyższa ocena). Drugie miejsce w zestawieniu zajął bramkarz Bayeru Leverkusen Lukas Hradecky (2,74), a podium uzupełnił klubowy kolega Lewandowskiego – Joshua Kimmich (2,78).
Nic dziwnego, że niemieckie media poświęcają Lewandowskiemu w ostatnich tygodniach mnóstwo miejsca, przypominając jego dokonania, cytując statystyki i nie skąpiąc komplementów. Wygląda na to, że po 10 latach występów na boiskach niemieckiej Bundesligi „Lewy” wreszcie wspiął się na sam szczyt. Wydaje się wręcz niewiarygodne, że stało się to dopiero teraz, chociaż w 462 występach w barwach Borussii Dortmund i Bayernu Monachium zdobył 338 bramek, a w samej Bundeslidze w 321 meczach strzelił 236 goli,co daje mu trzecią pozycję w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Przed nim są tylko Klaus Fischer – 268 trafień i Gerd Mueller – 365.
Zdobyte w tym sezonie 34 ligowe gole to najlepszy wynik „Lewego” w historii występów na niemieckich boiskach. Drugiego w klasyfikacji strzelców, Timo Wernera z RB Lipsk, wyprzedził o sześć trafień i pewnie zdobył po raz trzeci z rzędu, a piąty w karierze słynna replikę armaty, nagrodę dla zdobywcy tytułu króla strzelców niemieckiej ekstraklasy. Pięć tytułów króla strzelców Bundesligi to też niecodzienne dokonanie. Lepszy od niego pod tym względem jest już tylko Gerd Mueller, który najskuteczniejszy w lidze był siedmiokrotnie.
Z 10 sezonów spędzonych dotąd w Bundeslidze Lewandowski aż osiem kończył jako mistrz Niemiec – sześciokrotnie z rzędu z Bayernem Monachium, a wcześniej dwukrotnie z Borussią Dortmund. W dwóch pozostałych sezonach też nie było źle, bo jeszcze w barwach ekipy z Dortmundu kończył rozgrywki jako wicemistrz Bundesligi. „Lewy” znalazł się w elitarnym gronie piłkarzy, którzy mogą się pochwalić ośmioma tytułami mistrza Niemiec. O jeden więcej od niego mają w tej chwili przebywający już na futbolowej emeryturze Francuz Franck Ribery oraz dwaj jego koledzy z obecnego zespołu Bayernu – Thomas Mueller i Austriak David Alaba.
Warto też odnotować, że Lewandowski 4 lipca stanie przed szansą na zdobycie kolejnego trofeum, bo tego dnia Bayern na Stadionie Olimpijskim w Berlinie zmierzy się w finale Pucharu Niemiec z Bayerem Leverkusen. Nasz piłkarz ma w swojej kolekcji trzy triumfy w tych rozgrywkach i dużą szansę na czwarty. Jeśli w finale zdobędzie bramkę, obejmie też samodzielne prowadzenie w klasyfikacji strzelców Pucharu Niemiec, a w tej chwili pierwsze miejsce dzieli z Rouwenem Henningsem z Fortuny Duesseldorf (obaj strzelili po cztery gole).
W ostatnich pięciu sezonach Polak zdobył 215 bramek dla Bayernu oraz 35 w narodowych barwach, co daje razem 250 trafień. To więcej niż w tym samym czasie strzelili dwaj futbolowi giganci – Leo Messi (241 goli) i Cristiano Ronaldo (236). Te wszystkie liczby potwierdzają tylko klasę Lewandowskiego. W polskim futbolu więcej niż 34 ligowe gole w jednym sezonie ma tylko legendarny Henryk Reyman, a rekord ten ustanowił w pierwszym sezonie polskiej ligi w 1927 roku. Lewandowski jednak od soboty jest samodzielnym rekordzistą pod względem liczby tytułów króla strzelców wywalczonych przez Polaka w zagranicznych ligach. Do tej pory dzielił się miejscem z Łukaszem Sosinem, który cztery razy był najlepszym snajperem w ekstraklasie Cypru. Oprócz tej dwójki jeszcze tylko sześciu naszych piłkarzy sięgało po ten laur w ligach zagranicznych.
W statystykach wygląda to teraz tak: Robert Lewandowski (20 goli w sezonie 2013/2014, Borussia Dortmund, 30 w sezonie 2015/2016, 28 w sezonie 2017/2018, 22 w sezonie 2018/2019 i 34 w obecnym – cztery ostatnie w barwach Bayernu); Łukasz Sosin (21 w 2003/2004, 21 w 2004/2005, 28 w 2005/2006 jako gracz Apollonu FC) oraz 16 w 2007/2008 w barwach Anorthosis Famagusta); Krzysztof Warzycha (24 w 1993/1994, 29 w 1994/1995, 32 w 1997/1998 – wszystkie jako gracz Panathinaikosu Ateny); Janusz Kowalik (30 w 1968 w barwach Chicago Mustangs); Marek Czakon (16 w 1990 w barwach fińskiego FC Ilves); Andrzej Kubica ( 21 w 1998/1999 jako gracz Maccabi Tel Awiw); Radosław Gilewicz ( 22 w 2000/2001 w barwach Tirolu Innsbruck); Wojciech Kowalczyk ( 24 w 2001/2002 w barwach Anorthosis Famagusta oraz Łukasz Teodorczyk ( 22 w 2016/2017 jako zawodnik Anderlechtu Bruksela). Warto też odnotować, że Lewandowski ma też na koncie jeden tytuł króla strzelców polskiej ekstraklasy (18 goli dla Lecha Poznań w sezonie 2009/2010), w sumie zatem ma w dorobku sześć takich trofeów i pod tym względem także jest liderem wśród polskich piłkarzy, mając za plecami nie tylko wspomnianego Sosina, lecz także tak uznanych graczy, jak Włodzimierz Lubański, Kazimierz Kmiecik, Krzysztofa Warzycha i Tomasz Frankowski, którzy także mają w dorobku cztery tytuły najlepszego snajpera rozgrywek (Warzycha był raz królem także w polskiej ekstraklasie, w barwach Ruchu).
A to przecież jeszcze nie koniec kariery „Lewego”. Trudno będzie poprawić jego rekordy.

Lewy zadziwia świat

W 30. kolejce Bundesligi Bayern Monachium wygrał na wyjeździe z Bayerem Leverkusen 4:2. Jedną z bramek dla monachijskiej drużyny zdobył Robert Lewandowski, dla którego był to 30. ligowy gol w bieżących rozgrywkach, 44. w sumie trafienie tym sezonie oraz jubileuszowa 400. bramka w karierze w barwach klubowych.

Każde z tych osiągnięć jest godne uznania. Granicę 400 bramek w rozgrywkach klubowych z czynnych zawodników przekroczyli przed Lewandowskim jedynie Cristiano Ronaldo (627 goli), Leo Messi (626) i Zlatan Ibrahimović (460). Na dorobek „Lewego” złożyło się 235 bramek zdobytych dla Bayernu, 103 dla Borussii Dortmund, 41 dla Lecha Poznań i 21 dla Znicza Pruszków.
Z kolei 44 gole strzelone w 38 spotkaniach w obecnym sezonie we wszystkich rozgrywkach klubowych to nowy rekord życiowy kapitana reprezentacji Polski. Lewandowski już w tej chwili jest zdecydowanie najskuteczniejszym piłkarzem na Starym Kontynencie. Już w poprzedniej kolejce Bundesligi dwoma trafieniami w meczu z Fortuną Duesseldorf (5:0) wyrównał swój życiowy rekord z sezonu 2016/2017, w którym strzelił 43 gole w 57 występach. W miniony weekend w spotkaniu z Bayerem Leverkusen poprawił swoje najlepsze osiągnięcie o jedną bramkę, ale z pewnością do końca sezonu swój rekord znacznie wyśrubuje. Będzie miał na to jeszcze co najmniej pięć szans: trzy w lidze, jedną w półfinale Pucharu Niemiec i jedną w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów.
A jeśli Bayern awansuje dalej, co wydaje się raczej pewne, bo gra rewanż z Chelsea u siebie, a w pierwszym meczu w Londynie wygrał 3:0, „Lewy” zyska kolejne okazje do powiększenia snajperskiego dorobku. Warto podkreślić, że nasz piłkarz granicę 40 goli przekroczył już w piątym sezonie z rzędu, czego z czynnych graczy przed nim dokonali tylko Cristiano Ronaldo i Leo Messi, a teraz ma realną szansę na przebicie kolejnej granicy – 50 bramek.
No i wreszcie 30. bramka w Bundeslidze w tym sezonie. „Lewy” wyrównał tym samym swoje życiowe rekordy strzeleckie z sezonów 2015/2016 i 2016/2017, w których zdobywał tytuły króla strzelców właśnie z dorobkiem 30 trafień. Wszystko wskazuje, że chociaż z powodu przekroczenia limitu żółtych kartek w następnej kolejce w meczu przeciwko Borussii Moenchengladbach będzie musiał pauzować, to na ustanowienie nowego życiowego rekordu w Bundeslidze będzie miał jeszcze okazje w trzech ligowych spotkaniach. Wygląda też na to, że Lewandowski zdobędzie swój piąty w karierze tytułu króla strzelców Bundesligi, bo jego najgroźniejszy konkurent, napastnik RB Lipsk Timo Werner, w meczu 30. kolejki z Padeborn (1:1) zaliczył pusty przebieg i nadal ma 25 goli, czyli jego strata do „Lewego” urosła do pięciu trafień. Teoretycznie jest do odrobienia, ale chyba tylko teoretycznie.
Tak więc Lewandowski w tej chwili jest liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi (30 goli), Ligi Mistrzów (11 goli), a z 44 golami we wszystkich rozgrywkach klubowych prowadzi na liście najskuteczniejszych piłkarzy w Europie. Kolejni w tym zestawieniu są wspomniany Timo Werner (31 goli), napastnik Paris Saint-Germain Kylian Mbappe (30 goi) i napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile (30 goli). W tym kontekście nie ma co narzekać, że Lewandowski nie pobije już w tym sezonie legendarnego rekordu Gerda Muellera 40 ligowych trafień. Musiałby w trzech meczach zdobyć aż 10 bramek, co jest nierealne nawet dla niego.
Realne za to do pobicia jest osiągnięcie innego Muellera – Dietera, który w sezonie 1976/1977 został królem strzelców Bundesligi z dorobkiem 34 trafień. To czwarty wynik w historii niemieckiej ekstraklasy, bo trzy najlepsze należą do Gerda Muellera: 40 goli w sezonie 1971/1972, 38 goli w sezonie 1969/1970 i 36 goli w sezonie 1972/1973.
Drużyna Bayernu też może pobić rekord zdobytych bramek w jednym sezonie, ustanowiony w rozgrywkach 1971/1972 przez monachijską jedenastkę. Gerd Mueller, Franz Beckenbauer i spółka strzelili wtedy 101 goli, a obecna ekipa po 30 kolejkach ma na koncie 90 trafień i cztery mecze do końca rozgrywek. Wystarczy, że utrzyma średnią goli na mecz i przejdzie do historii. Ale w następnym spotkaniu, z Borussią M’gladbach może mieć z tym kłopot, bo oprócz Lewandowskiego za żółte kartki pauzował w tym meczu będzie też Thomas Mueller.
Dla Lewandowskiego wygrana z Bayerem Leverkusen i strzelony tej drużynie gol miały też aspekty ambicjonalne. W rundzie jesiennej „Aptekarze” utarli nosa ekipie Bayernu, pokonując ją w 13. kolejce w Monachium 2:1. Polski napastnik przed tym spotkaniem błysnął w meczu Ligi Mistrzów z Crveną Zvezdą Belgrad (6:0) i w euforii napisał na portalu społecznościowym, że jest uzależniony od strzelania goli. „Możemy ci pomóc to uleczyć” – zakpili na swoim profilu „Aptekarze” i cel osiągnęli, bo „Lewy” gola im nie wbił. Tym razem ich „lekarstwo” okazało się nieskuteczne.

Rosną oczekiwania wobec Lewego

Robert Lewandowski nie zmarnował czasu podczas przymusowej przerwy spowodowanej przez pandemię koronawirusa. W pierwszym meczu po restarcie Bundesligi, z Unionem Berlin, należał do najlepszych graczy Bayernu Monachium. Gola strzeliłz rzutu karnego, ale było to jego 26. trafienie w obecnych rozgrywkach niemieckiej ekstraklasy i zarazem 40. w obecnym sezonie licząc wszystkie rozgrywki. Granicę 40 bramek w sezonie osiągnął po raz piąty z rzędu, co stawia go w jednym rzędzie z największymi gigantami współczesnego futbolu – Leo Messim i Cristiano Ronaldo, bo tylko oni w XXI wieku w jednym sezonie także pięciokrotnie z rzędu przekraczali barierę 40 trafień.

To wcale nie musi być ostatnia bariera w strzeleckich dokonaniach, jaką Lewandowski w tym sezonie przekroczy. Występ w niedzielnym spotkaniu 26. kolejki Bundesligi z Unionem Berlin był 24. ligowym meczem „Lewego” w obecnych rozgrywkach, o oznacza, że strzelił dotąd więcej goli niż rozegrał meczów. Przed nim jeszcze osiem spotkań w Bundeslidze, więc jeśli utrzyma regularność, powinien po raz trzeci w karierze osiągnąć granicę 30. trafień w niemieckiej ekstraklasie w jednym sezonie.
Ale już 26 goli strzelonych w 24 ligowych występach jest wyczynem godnym podziwu. Dość powiedzieć, że aż w 36 z 57 wcześniejszych sezonów Bundesligi tyle trafień wystarczyło do zgarnięcia tytułu króla strzelców. Sam Lewandowski strzelił więcej goli w rozgrywkach 2015/2016 (30), 2016/2017 (30) i 2017/2018 (29).
Rekord Muellera poza zasięgiem
Do wyrównania legendarnego już strzeleckiego rekordu Gerda Muellera, który w jednym sezonie zdobył 40 bramek, brakuje kapitanowi reprezentacji Polski jeszcze 14 goli. W Niemczech chyba większe emocje towarzyszą właśnie temu zagrożeniu, jakie stanowi polski napastnik dla owianego sławą wyczynu ikony niemieckiego futbolu sprzed blisko pół wieku (sezon 1971/1972). Tak na marginesie – Mueller dwa sezony wcześniej zdobył tytuł króla strzelców z dorobkiem 38 trafień, w sezonie 1972/1973 strzelił 36 goli, a jeszcze dwukrotnie kończył rozgrywki z 30. trafieniami na koncie. Najbardziej jednak na wyobraźnię działa owe 40 bramek, bo to osiągnięcie w dzisiejszych czasach zdawało się nie do pobicia.
I nadal jego pobicie wydaje się nieosiągalne nawet dla Lewandowskiego, bo musieliby mu w tym pomóc wszyscy gracze Bayernu, a na to „Lewy” chyba nie ma raczej co liczyć. Chociaż odkąd zrezygnował z marzeń o Realu Madryt i całe serce oddał bawarskiemu klubowi, jego pozycja w zespole umocniła się, a relacje z kolegami znacznie ociepliły, to chyba nie na tyle, żeby wszyscy nagle zaczęli go traktować jak gracze Barcelony traktują Messiego, a gracze Juventusu (wcześniej Realu Madryt) Cristiano Ronaldo. Lewandowski nie dostanie raczej w Bayernie takich specjalnych praw, ani też nie statusu największej gwiazdy zespołu, nawet jeśli dla kibiców i mediów już jest taką wyjątkową postacią jak Argentyńczyk i Portugalczyk.
W szatni Bayernu wciąż jednak więcej znaczą od niego Thomas Mueller, Manuel Neuer, Joshua Kimmisch czy Leon Goretzka. I na boisku też to będzie widoczne – nie będą szukać „Lewego”, nie będą mu zagrywać piłki za każdym razem, bo w Bayernie każdy piłkarz czuje się gwiazdą.
Dlatego nie ma co się nastawiać, że kapitan reprezentacji Polski w kolejnych meczach znowu zacznie strzelać po dwa czy trzy gole, a tylko w ten sposób byłby w stanie wyrównać lub pobić rekord Gerda Muellera.
Dobrze, że chociaż Lewandowski wciąż w drużynie Bayernu jest numerem 1 na liście egzekutorów rzutów karnych. Ten właśnie przywilej pozwolił mu zaliczyć trafienie w spotkaniu z Unionem Berlin. Przy okazji warto podkreślić, że „Lewy” jest w tej chwili chyba najlepszym, a na pewno najpewniejszym wykonawcą „jedenastek” na świecie.
Mistrz rzutów karnych
Rzut karny w meczu z Unionem, w bramce którego stał Polak, Rafał Gikiewicz, był 42. egzekwowanym przez Lewandowskiego w barwach Bayernu. Nie wykorzystał z nich tylko dwóch – w marcu 2018 roku przeniósł piłkę nad poprzeczką w meczu z Hamburgerem SV, a w styczniu 2019 roku trafił w słupek w spotkaniu z VfB Stuttgart. Czterdzieści pozostałych „jedenastek” zamienił na bramki, co jest wyczynem naprawdę wymykającym się nawet z reguł rachunku prawdopodobieństwa. Co ciekawe, doprowadził też do mistrzostwa swoją oryginalna technikę mylenia bramkarzy przed strzałem. Tylko w sześciu przypadkach na 42 golkiperzy potrafili odczytać jego zamiary i rzucali się we właściwy róg. Ostatnim, który trafnie wybrał, był Gikiewicz, ale i tak nie zdołał zapobiec nieszczęściu.
Lewandowski nie może rzecz jasna liczyć, że w każdym spotkaniu sędziowie będą dyktować „jedenastki” dla Bayernu. Jeśli chce po raz piąty w karierze zdobyć tytuł króla strzelców Bundesligi, musi też zdobywać bramki z gry. Jeśli nie dostanie wsparcia od kolegów, będzie miał z tym problem w każdym z ośmiu pozostałych do rozegrania spotkań. A to może zrodzić poważne problemy, z czego doskonale zdaje sobie sprawę trener monachijskiego zespołu Hansi Flick. On po meczu z Unionem przyznał, że osobiście uważa, iż Lewandowski jest w stanie pobić rekord Gerda Muellera. „To nie będzie łatwe, ale Robert ma odpowiednią jakość. Jeśli ktoś może tego dokonać, to właśnie on” – stwierdził w wypowiedzi dla portalu Goal.com.
Atak norweskiego nastolatka
Utrzymanie przez „Lewego” strzeleckiej formy będzie jak zawsze w ostatnich sezonach kluczowym czynnikiem w walce o mistrzostwo Niemiec, która póki co nie została jeszcze rozstrzygnięta. W 26. kolejce swój mecz wygrała także Burussia Dortmund, chyba najgroźniejszy obecnie przeciwnik bawarskiego potentata w wyścigu po tytuł, która ma cztery punkty straty. A we wtorek 26 maja ekipa BVB gościć będzie Bayern w 28. kolejce ligowej. Co prawda wcześniej, w weekend, w ramach 27. kolejki bawarska jedenastka zagra u siebie z Eintrachtem Frankfurt, zaś ekipa z Dortmundu na wyjeździe z VfL Wolfsburg, więc ta różnica punktowa może się zmienić, niemniej jednak dopiero bezpośrednie starcie zespołów Lewandowskiego i Łukasza Piszczka da odpowiedź na pytanie, który z nich ma obecnie większą moc.
Ale można już teraz zakładać, że nie tylko w Niemczech, w Polsce i w Norwegii kibice będą jednak bardziej ekscytować się wielkim pojedynkiem Lewandowskiego z Erlingiem Haalandem. Norweski nastolatek przebojem wszedł na salony Bundesligi i zdobywa bramki z taką samą regularnością, jak polski snajper Bayernu. Czy stary mistrz wyjdzie z konfrontacji z pretendentem, przekonamy się już za niespełna tydzień.

Lewy dorównał legendzie

Robert Lewandowski w meczu 22. kolejki Bundesligi Bayernu Monachium z FC Kolen (4:1) znów zdobył bramkę, już 23. w obecnych rozgrywkach, czym wyrównał rekord Gerda Muellera, który był jak dotąd jedynym graczem w niemieckiej ekstraklasie, któremu udało się strzelić 23 gole w pierwszych 22 ligowych kolejkach.

Kapitan reprezentacji Polski może być już trochę znudzony wynajdywanymi mu co rusz przez niemieckie media takimi rekordami, bo dla niego liczą się wymierne splendory – zdobycie kolejnego, piątego już tytułu króla strzelców Bundesligi (Gerd Mueler ma na koncie takich tytułów siedem) oraz zwycięstwo w klasyfikacji „Złotego Buta”, bo tę prestiżową nagrodę przyznawaną najskuteczniejszemu strzelcowi lig europejskich jak do tej pory wywalczył nie kto inny, jak Gerd Mueller, ale bardzo dawno temu, bo w sezonie 1971/1972. Trzecim celem „Lewego” jest też zapewne zaatakowanie owianego już legendą innego rekordu Gerda Muellera – 40 goli strzelonych w jednym sezonie. Z tym może być jednak kłopot, bo do wyrównania tego osiągnięcia Lewandowskiemu brakuje jeszcze 17 bramek, a do zakończenia rozgrywek pozostało już tylko 12 kolejek. Ale jest na dobrej drodze do wywalczenia tytułu króla strzelców, bo jego najgroźniejszy konkurent, Timo Werner z RB Lipsk, ostatnio się zaciął i zatrzymał na 20 trafieniach.
Kapitan reprezentacji Polski w tym sezonie skompletował natomiast już 40 trafień we wszystkich rozgrywkach, licząc występy w Bayernie i reprezentacji Polski. W tym sezonie jest pierwszym piłkarzem w ligach europejskich, który może pochwalić się takim osiągnięciem. Na owe 40 trafień „Lewego” złożyły się 23 bramki w Bundeslidze, 10 w Lidze Mistrzów, trzy w Pucharze Niemiec oraz cztery dla reprezentacji Polski. Do zgromadzenia tego bramkowego dorobku potrzebował 37 występów i 3170 minut spędzonych na boisku. Najgroźniejszymi rywalami 31-letniego polskiego napastnika w tej nieformalnej klasyfikacji są 19-letni Norweg Erling Haaland (37 bramek), 35-letni portugalski gwiazdor Cristiano Ronaldo (35 bramek) oraz Włoch Ciro Immobile (32 bramki).
Tak się składa, że ten kwartet napastników oraz wspomniany wcześniej Niemiec Timo Werner tworzą w tej chwili także ścisłą czołówkę klasyfikacji „Złotego Buta”. W miniony weekend swój bramkowy dorobek z tego grona powiększyli jedynie Immobile, Lewandowski i Haaland, którzy zgodnie zaliczyli po jednym trafieniu. Werner jak już zostało wspomniane w spotkaniu RB Lipsk z Werderem Brema (3:0) zaliczył po raz trzeci z rzędu występ bez trafienia, natomiast Cristiano Ronaldo potyczkę Juventusu Turyn z Brescią (2:0) obejrzał wygodnie z trybun, bo dostał od trenera wolne.
Tak więc Immobile (26 goli, 52 pkt) utrzymał trzybramkową przewagę nad drugim w zestawieniu Lewandowskim (23 gole, 46 pkt), ale na trzecim miejscu jest w tej chwili już trzech graczy. Do Wernera i Cristiano Ronaldo, którzy mieli po 20 goli i 40 pkt na koncie, w miniony weekend dołączył Haaland. Norweski napastnik zdobył bramkę w wygranym 4:0 przez Borussię Dortmund meczu z Eintrachtem Frankfurt. Było to jego ósme trafienie w piątym występie w Bundeslidze.
Tu wypada przypomnieć zasady klasyfikacji „Złotego Buta”. Ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy, „2”, ma pięć najwyżej notowanych w rankingu UEFA lig europejskich. Obecnie są to: hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Miejsce w rankingu zależy od wyników klubów w europejskich pucharach w ostatnich pięciu sezonach.
Haaland w rundzie jesiennej występował w RB Salzburg, dla którego strzelił 16 goli, a że liga austriacka ma współczynnik „1,5”, dawało mu to 24 punkty. W niemieckiej ekstraklasie norweski napastnik za każde trafienia dostaje już 2 punkty, zatem za osiem bramek zgarnął ich już 16, co po zsumowaniu z dorobkiem przywiezionym z Austrii daje mu łączną sumę punktów 40. I trzecie miejsce w klasyfikacji, chociaż pod względem tylko liczby goli Haaland z 24 bramkami jest drugi za Immobile, a przed Lewandowskim. Ten wyścig snajperów będzie zapewne do samego końca wyrównany i zacięty.

Lewy odzyskał pozycję lidera

W Bundeslidze w jej 57-letniej historii tylko dwóch piłkarzy w 19. kolejkach strzeliło 21 goli. Pierwszy tej sztuki dokonał w sezonie 1972/1973 słynny Gerd Mueller, a w minioną sobotę wyczyn legendarnego niemieckiego napastnika powtórzył Robert Lewandowski, który znów samodzielnie przewodzi w klasyfikacji strzelców tego sezonu.

W obecnych rozgrywkach Bundesligi rywalizacja o tytuł króla strzelców jest nie mniej interesująca niż walka o mistrzostwo Niemiec. W obu przypadkach biją się gracze dwóch klubów – Bayernu Monachium i RB Lipsk. Sponsorowana przez Red Bulla drużyna z Lipska rzuciła bawarskiemu potentatowi podwójne wyzwanie, bo chce mu odebrać mistrzowski tytuł, a przy okazji umożliwić Timo Wernerowi przerwanie strzeleckiej hegemonii Lewandowskiego.
Kapitan reprezentacji Polski był samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców przez całą rundę jesienną, a już po 9. kolejce, gdy miał na koncie 13. trafień i o siedem wyprzedzał drugiego w zestawieniu Wernera, w mediach pojawiły się opinie, że „Lewemu” właściwie już można gratulować zdobycia piątego w karierze tytułu króla strzelców Bundesligi. Przypominano, że w sezonie 2013/2014 wygrał rywalizację strzelając 20 goli, w sezonie 2015/2016 zwyciężył wynikiem 30 trafień, w sezonie 2017/2018 potrzebował do tego 29 bramek, ale już w poprzednim sezonie (2018/2019) wystarczyły mu tylko 22 gole.
Sytuacja zmieniła się po 10. kolejce, bo wtedy ekipa RB Lipsk rozbiła FC Mainz 8:0, a Werner skompletował w tym spotkaniu hat-tricka i zaliczył trzy asysty. A potem poszedł za ciosem i w ośmiu kolejnych ligowych meczach zdobył aż 11 bramek, co pozwoliło mu zbliżyć się do kroczącego wolniejszym tempem Lewandowskiego na jedno trafienie. Polak kończył rundę jesienną z 19. bramkami na koncie, a Werner z 18. Ale już w pierwszej kolejce wiosennej rundy napastnik RB Lipsk zaliczył dwa trafienia i zrównał się w ich liczbie z „Lewym”, który odpowiedział tylko jedną bramką. Przed 19. kolejką obaj mieli zatem po 20 trafień. A to już był strzelecki dorobek, który aż w 12 poprzednich sezonach niemieckiej ekstraklasy zapewniał koronę króla strzelców (choćby Lewandowskiemu w 2014 roku).
Zmagania „Lewego” i Wernera już budzą emocje nie tylko w Niemczech, bo wcześnie rywalizację na takim poziomie prowadzili jedynie w lidze hiszpańskiej Leo Messi z Cristiano Ronaldo, ale nawet ci dwaj genialni gracze w sezonach, gdy bili strzeleckie rekordy, w żadnym po 18 kolejkach nie mieli we dwójkę po 20 bramek na koncie.
W miniony weekend Werner nie dotrzymał jednak kroku Lewandowskiemu, po w przegranym przez RB Lipsk 0:2 spotkaniu z Eintrachtem Frankfurt zaliczył pusty przebieg, podczas gdy polski napastnik Bayernu w wygranym z Schalke 5:0 meczu strzelił gola i zaliczył asystę. tym samym po 19. kolejkach Lewandowski znów jest samodzielnym liderem z dorobkiem 21 bramkę, a takim osiągnięciem przed nim mógł się pochwalić jedynie legendarny Gerd Mueller w sezonie 1972/1973. Warto przypomnieć, że w sezonie 2016/2017 kibice w Niemczech ekscytowali się strzeleckim pojedynkiem Lewandowskiego z Pierre-Emerickiem Aubameyangiem, w którym „Lewy” zdobył 30, a jego rywal 31 bramek. Był to najlepszy wynik w Bundeslidze od 40 lat, ale warto wiedzieć, że po 19. kolejce Polak i Gabończyk mieli odpowiednio 14 i 17 goli.
Tocząca się w tym sezonie rywalizacja 31-letniego Lewandowskiego z 23-letnim Wernerem jest rzecz jasna dla Niemców znacznie bardziej ekscytująca. Tym bardziej, że wcale nie jest przesądzone, że wygra ją Polak. A to dlatego, że trenerem zespołu RB Lipsk jest Julian Nagelsmann, uznawany obecnie za najlepszego szkoleniowca w Bundeslidze, który już pokazał, że potrafi świetnie pracować z napastnikami. Życiowe osiągnięcia pod jego reką uzyskali tacy gracze, jak Andrej Kramarić, Ishak Belfodil, Mark Utha, Joelinton, Adam Szalai czy Sandro Wagnera. Żaden z nich nie był tak skuteczny jak obecnie Werner, ale też żaden z nich nie miał takiego talentu. Poza tym Niemiec jest najważniejszym trybem w zbudowanej w Lipsku przez Nagelsmann świetnie pracującej piłkarskiej maszynerii i korzysta na pracy całego zespołu, podczas gdy „Lewy” często musi pracować na cały zespół Bayernu i wyciągać go za uszy z tarapatów.
Co nie zmienia faktu, że dzięki temu w tym sezonie rywalizacja o mistrzostwo Bundesligi póki co daleka jest do rozstrzygnięcia. Na razie liderem wciąż jest RB Lipsk (40 pkt), ale po wpadce z Eintrachtem ma już tylko jeden punkt przewagi nad Bayernem, dwa punty nad trzecią Borussią M’gladbach (3:1 z FC Mainz) i cztery „oczka” na czwartą Borussią Dortmund (5:1 z FC Koeln), w której właśnie rozkwita wielki talent 19-letniego Erlinga Halanda. Norweg w dwóch tegorocznych kolejkach zdobył już pięć bramek.

Lewandowski dogonił Juppa Heynckesa

Robert Lewandowski przerwał serię trzech ligowych meczów bez gola. W 15. kolejce Bundesligi zdobył dwie bramki dla Bayernu w wygranym 6:1 spotkaniu z Werderem. Kapitan reprezentacji Polski ma teraz na koncie 220 goli w niemieckiej ekstraklasie, tyle samo co trzeci w klasyfikacji wszech czasów Jupp Heynckes. W Bayernie skuteczniejszy od niego jest już tylko Gerd Mueller.

Bohaterem był Philippe Coutinho, który popisał się hat-trickiem, ale polski napastnik również zebrał bardzo dobre noty w niemieckich mediach. Najwyższą notę przyznał mu „Die Tageszeitung” i „Bild”, gdzie Lewandowski otrzymał 1 (1w Niemczech oznacza ocenę najwyższą, 6 najniższą). Niemieckie media bardziej jednak ekscytuje to, że polski napastnik wyrównał osiągnięcie trzeciego w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii Bundesligi Juppa Heynckesa. Już od dawna było oczywiste, że „Lewy” dogoni w tym prestiżowym zestawieniu swojego byłego trenera z Bayernie i w minioną sobotę w końcu tego dokonał, bo dzięki bramkom wbitym drużynie Werderu powiększył swój łączny dorobek strzelecki w Bundeslidze do 220 trafień.

Tyle samo ma na koncie Heynckes, ale on na trzeciej pozycji na pewno długo się nie utrzyma i być może nawet w następnej kolejce wypadnie już na zawsze z podium. Przed Lewandowskim w klasyfikacji strzelców wszech czasów są już tylko Gerd Mueller z 365 golami na koncie oraz Klaus Fischer, który ma w dorobku 268 trafień. Pierwszego z nich Polak raczej nie ma szans dogonić, ale Fischera z pewnością jest w stanie.

Dla Lewandowskiego awans do pierwszej trójki klasyfikacji wszech czasów Bundesligi to kolejny rekord. W tym sezonie zdołał pobić osiągnięcie Gerda Muellera, gdy w pierwszych 11 spotkaniach sezonu zdobył 16 bramek. Sam ustanowił nowy rekord Bundesligi, strzelając gole w każdym meczu w pierwszych 11 kolejkach sezonu. Został również z dorobkiem 10 goli najskuteczniejszym strzelcem fazy grupowej Ligi Mistrzów, czym wyrównał swój życiowy rekord w tych rozgrywkach. W edycji 2012/2013 strzelił dla Borussii Dortmund także 10 goli, ale wtedy uzyskał ten wynik w 13 meczach – drużyna z Dortmundu dotarła wtedy aż do finału rozgrywek. Wiosną „Lewy” będzie miał co najmniej dwie okazje do poprawienia życiowego rekordu, bowiem jak wiadomo Bayern awansował do 1/8 finału (losowanie par odbędzie się 16 grudnia). Polski napastnik Bayernu jest na dobrej drodze do powiększenia swojej kolekcji indywidualnych trofeów o koronę króla strzelców Champions League, bo to jedyne, obok Pucharu Polski i polskiej IV ligi rozgrywki klubowe, w których uczestniczył, a w których nie został najlepszym strzelcem. Ma już w dorobku 13 tytułów króla snajperów – w trzech najwyższych liga w Polsce, Bundeslidze (4) i Pucharze Niemiec (4) oraz w eliminacji Euro 2016 i MŚ 2018.

Jesienią Lewandowski powiększył swój strzelecki dorobek w Lidze Mistrzów do 63 goli i awansował na piąte miejsce w klasyfikacji wszech czasów tych elitarnych rozgrywek. Więcej bramek od niego zdobyli jedynie Karim Benzema (64), Raul Gonzalez (72), Lionel Messi (114) i Cristiano Ronaldo (128). „Lewy” jest jednak najlepszym strzelcem niemieckich klubów w historii Champions League, a także najskuteczniejszym graczem zarówno Borussii, jak i Bayernu. Dla zespołu z Dortmundu zdobył w Lidze Mistrzów 17, a dla Bayernu 46 bramek.

W tym sezonie jest też na najlepszej drodze do wywalczenia po raz piąty w karierze i po raz trzeci z rzędu słynnej armatki, którą Bundesliga nagradza najskuteczniejszego gracza sezonu. „Lewy” po 15 kolejkach prowadzi z dorobkiem 18 trafień. Jak bardzo jest to imponujące osiągnięcie niech świadczy fakt, że w pięciu sezonach niemieckiej ekstraklasy tyle bramek wystarczyło do zdobycia tytułu króla strzelców (1988/89, 1989/90, 1993/94, 1995/96 i 2001/02). Nasz piłkarz ma jednak w tym sezonie godnego konkurenta w osobie napastnika reprezentacji Niemiec i RB Lipsk Timo Wernera, który w sobotę zdobył bramkę w spotkaniu z Fortuną Duesseldorf (3:0) i ma ich teraz na koncie 16. Kolejni gracze w zestawieniu mają już ogromną stratę, bo trzeci Rouwen Hennings z Fortuny Duesseldorf ma w dorobku 10 trafień, czwarty Marco Reus z Borussii Dortmund dziewięć, a jego kolega z zespołu Jadon Sancho osiem. Kapitan reprezentacji Polski będzie zatem musiał pewnie do ostatniej kolejki ścigać się jedynie z Wernerem, co może przyczynić się do jakiegoś kolejnego rekordowego osiągnięcia, bo wygląda na to, że obaj ci gracze mogą znacznie przekroczyć magiczną w Bundeslidze barierę 30 goli. Jeśli to Lewandowski wygra ten wyścig i zdobędzie trzecią z rzędu nagrodę dla króla strzelców, dorówna tym Gerdowi Muellerowi, który jak na razie jest jedynym piłkarzem, który w niemieckiej ekstraklasie trzykrotnie z rzędu zdobywał ten tytuł (dokonał tego w latach 1971-1974).
W spotkaniu z Werderem Brema Lewandowski przerwał krótkotrwałą, trwającą 330 minut strzelecką niemoc, w wyniku której w trzech kolejnych meczach nie zdobył bramek. Nie szło też w Bundeslidze Bayernowi, bo przegrał u siebie z Bayerem Leverkusen 1:2 i na wyjeździe z Borussią Moenchengladbach także 1:2, przez co przed 15. kolejką zajmował dopiero szóste miejsce. Po wygranej 6:1 z Werderem bawarska ekipa wróciła do czołówki, lecz wiadomo już, że na zimową przerwę na pewno nie uda się w roli lidera Bundesligi.

Ale Lewandowski ma się jeszcze o co bić, bo w całym 2019 strzelił już 53 gole w 54 meczach i może zostać najskuteczniejszym piłkarzem roku w Europie. Drugi w tej klasyfikacji Leo Messi ma aktualnie na koncie 49 bramek w 56 spotkaniach. Obaj mogą rozegrać jeszcze w 2019 po dwa mecze. W ostatnich latach najskuteczniejszym graczem roku zostawał albo Messi, albo Cristiano Ronaldo, z wyjątkiem 2017 roku, gdy obu prześcignął angielski snajper Tottenhamu Harry Kane, zdobywając aż 56 bramek.

W tym roku może tego dokonać Lewandowski. Przed nim jeszcze mecze z Freiburgiem (18 grudnia) i Wolfsburgiem (21 grudnia), a te zespoły należą do jego ulubionych, bo w 31 występach przeciwko nim zdobył aż 35 bramek.

 

Lewy wygrał z legendą

Oficjalna strona niemieckiej Bundesligi opublikowała ranking 10 najlepszych napastników w historii Bayernu Monachium. Na pierwszym miejscu umieszczono Roberta Lewandowskiego, przed legendarnym Gerdem Muellerem.

Ten wybór był zaskoczeniem, bo w Niemczech niesamowite strzeleckie wyczyny Lewandowskiego wciąż konfrontuje się z dokonaniami Gerda Muellera, oczywiście zazwyczaj na korzyść legendy niemieckiego futbolu. Tym razem wyżej oceniono osiągnięcia Polaka. Kolejne miejsca w zestawieniu zajęli: Claudio Pizarro, Giovane Elber, Miroslav Klose, Luca Toni, Jurgen Klinsmann, Mario Gomez, Carsten Jancker oraz Karl-Heinz Rummenigge.

Lewandowski w miniony weekend w 12. kolejce Bundesligi nie strzelił gola w 12. meczu z rzędu, chociaż Bayern wygrał z Fortuną Duesseldorf (z Dawidem Kownackim w składzie) 4:0. Fortuna to jedyny zespół Bundesligi, któremu „Lewy” jeszcze nigdy nie strzelił gola. Tym razem także mu się nie udało, zaliczył jedynie asystę. Nadal jest jednak liderem strzelców z 16 trafieniami, a drugiego w zestawieniu Timo Wernera wyprzedza o cztery gole.

 

Lewy trafił po raz trzynasty

Gol strzelony przez Roberta Lewandowskiego w meczu 9. kolejki Bundesligi z Unionem Berlin (2:1) był jego 13. ligowym trafieniem w tym sezonie. Polski napastnik Bayernu Monachium jest liderem klasyfikacji strzelców – nad drugim w stawce Timo Wernerem z RB Lipsk ma aż siedem bramek przewagi.

Lewandowski zdobywał bramki we wszystkich dziewięciu ligowych kolejkach obecnego sezonu, a zaliczając trafienie w spotkaniu z Unionem Berlin został pierwszym piłkarzem w historii Bundesligi, który strzelił przynajmniej jednego gola w każdym z pierwszych dziewięciu meczów sezonu. Wcześniej dzielił na spółkę z Pierre -Emerickiem Aubameyangiem rekord trafień w pierwszych ośmiu spotkaniach ligowych z rzędu. Niewykluczone, że w 10. kolejce, jeśli znów zdobędzie bramkę, ustanowi nowy rekord. „Lewy” jest w tej chwili w życiowej formie i na każdym froncie uzyskuje niesamowite statystyki. W reprezentacji Polski doszedł do granicy 60 trafień, w Lidze Mistrzów ma 58 goli w klasyfikacji wszech czasów, a w Bundeslidze dogania powoli trzeciego na liście wszech czasów Juppa Heynckesa – brakuje mu jeszcze tylko pięciu bramek. Odskoczył także Leo Messiemu w rankingu najlepszych klubowych strzelców w 2019 roku. Polak zdobył do tej pory 37 bramek w 36 spotkaniach, natomiast argentyński gwiazdor FC Barcelona ma na koncie 33 trafienia w 37 meczach. Trzecie miejsce w tym zestawieniu z 28 bramkami zajmują Kylian Mbappe (30 meczów) i Sergio Aguero (34 mecze).

Niemieckie media nie szczędzą kapitanowi reprezentacji Polski komplementów, ale zarazem podkreślają, że w tej chwili Bayern jest niepokojąco uzależniony od Lewandowskiego, a na domiar złego słabo prezentuje się jako zespół, szczególnie w grze defensywnej. Bawarska jedenastka pokonała Union Berlin z najwyższym trudem i odzyskała prowadzenie w tabeli Bundesligi. Warto odnotować, że w bramce beniaminka z Berlina stał polski bramkarz Rafał Gikiewicz.
Kapitan reprezentacji Polski jest na dobrej drodze do zdobycie kolejnego tytułu króla strzelców Bundesligi – piątego w ogóle, a trzeciego z rzędu. Jeśli wygra rywalizację po raz trzeci, wyrówna osiągnięcie legendarnego Gerda Muellera, który wygrywał rywalizację snajperów Bundesligi w latach 1972-1974. W liczbie tytułów króla strzelców „Lewy” z czterema triumfami już jest drugi, a więcej od niego wygrywał tę prestiżową rywalizacje tylko wspomniany Gerd Mueller, który ma na koncie siedem tytułów.

W klasyfikacji strzelców obecnego sezonu jest pierwszy z dorobkiem 13 goli. Drugi w zestawieniu Timo Werner z RB Lipsk ma na koncie sześć bramek. Trzecią lokatę zajmuje pięciu graczy z pięcioma trafieniami – Paco Alcacer (Borussia Dortmund), Rouwen Hennings (Fortuna Duesseldorf), Goncalo Paciencia (Eintracht Frankfurt), Marco Reus (Borussia Dortmund), Wout Weghorst (VfL Wolfsburg). Dorobek „Lewego” jest imponujący nie tylko na tle rywali z Bundesligi, ale także w porównaniu z dokonaniami snajperów w innych czołowych ligach europejskich. W Hiszpanii najskuteczniejsi z siedmioma trafieniami są Gerard Moreno (Villarreal) i Artur Moron (Betis Sewilla), w Anglii z dziewięcioma golami w dorobku prowadzi Jamie Vardy (Leicester City), we Włoszech także z dziewięcioma trafieniami przewodzi Ciro Immobile z Lazio Rzym, a we Francji z tyloma golami na czele jest klubiwy kolega Kamila Glika z AS Monaco Wissam Ben Yedder.

 

Lewy z czwartą armatą

Bayern Monachium z Robertem Lewandowskim w składzie pokonał u siebie w ostatniej kolejce Eintracht Frankfurt 5:1 i zdobył siódme z rzędu mistrzostwo Niemiec. Reprezentant Polski nie zdobył bramki, ale z dorobkiem 22 goli wywalczył swój czwarty tytuł króla strzelców Bundesligi. Więcej razy od niego najskuteczniejszym strzelcem w Bundeslidze był jedynie legendarny snajper Bayernu Gerd Mueller.

W tym sezonie po raz pierwszy od wielu lat rywalizacja w Bundeslidze o mistrzostwo Niemiec toczyła się do ostatniej kolejki. Prowadzący w tabeli Bayern Monachium przed ostatnia serią gier miał na koncie 75 punktów, a druga Borussia Dortmund tylko o dwa mniej, ale Bawarczykom wystarczał remis w starciu z Eintrachtem Frankfurt, by po raz siódmy z rzędu i 29. w historii zdobyć mistrzowski tytuł bez oglądania się na wynik potyczki dortmundczyków z Borussią Moenchengladbach. W sobotę na Allianz Arena w Monachium nikt jednak nie zakładał takiego minimalistycznego scenariusza. Z klubem i fanami Bayernu żegnało się przecież aż trzech wybitnych i wielce zasłużonych graczy – Francuz Franck Ribery, Holender Arjen Robben i Brazylijczyk Rafinha. Pierwszy grał w Bayernie przez 12, drugi przez 10, a trzeci przez osiem lat. „Będziemy za nimi tęsknić. Gdy trzech takich piłkarzy opuszcza Bayern po tak wielu latach, zawsze jest to smutna chwila. Jednak gdy coś się kończy, coś innego się rozpoczyna. Musimy być na to gotowi” – skomentował odejście tego tercetu na łamach klubowego serwisu Bayernu Lewandowski.

Na efektownym zakończeniu ligowego sezonu zależało w Bayernie wszystkim, ale najbardziej chyba trenerowi Niko Kovacowi, którego posada wisiała na włosku. W niemieckich mediach od wielu tygodni pojawiały się spekulacje, że po tym sezonie dojdzie nie tylko do rewolucji kadrowej w Bayernie, lecz także do zmiany szkoleniowca. Pewnie dlatego Kovac zaczął mecz w najsilniejszym składzie, na jaki obecnie stać bawarski klub, czyli jednak bez Riberego i Robbena. Oni na boisku pojawili się dopiero po przerwie, gdy Bayern prowadził już 3:1. Obaj przy solidarnym wsparciu kolegów, w tym Lewandowskiego, zdążyli jednak zaliczyć po pożegnalnym trafieniu i ostatecznie Bayern wygrał 5:1, pieczętując tym samym siódmy tytuł z rzędu i 29. w historii, co w obu klasyfikacjach jest rekordem niemieckiej Bundesligi.

„Lewy” w tym spotkaniu gola nie strzelił, ale mimo to z dorobkiem 22 bramek został po raz drugi z rzędu, a czwarty w ogóle królem strzelców Bundesligi, odbierając po meczu zwyczajową nagrodę dla najlepszego snajpera rozgrywek – pamiątkową statuetkę armaty. Kapitan reprezentacji Polski swój bramkowy dorobek uzyskał w 33 ligowych występach. W pokonanym polu zostawił napastnika Borussii Dortmund Paco Alcacer (18 goli), Kaia Havertza (Bayer 04 Leverkusen), Lukę Jovicia (Eintracht Frankfurt), Andreja Kramaricia (Hoffenheim), Marco Reusa (Borussia Dortmund) i Wouta Weghorsta (VfL Wolfsburg), autorów 17 trafień w obecnym sezonie.

Trzy poprzednie armaty Lewandowski zdobywał w 2014 roku, jeszcze jako gracz Borussii Dortmund oraz już w barwach Bayernu w 2016 i 2018 roku. W liczbie tych trofeów jest teraz drugi na liście wszech czasów – lepszy od niego jest już tylko legendarny Gerd Mueller, który w latach 70. ub. wieku sięgał po te trofeum siedmiokrotnie.

Dla Bawarczyków to jeszcze nie koniec sezonu. W najbliższą sobotę (25 maja) zagrają w Berlinie w finale Pucharu Niemiec z RB Lipsk. Lewandowski, dla którego zdobyte mistrzostwo Niemiec było 16. drużynowym trofeum w karierze, ma więc szansę poprawić swój dorobek o kolejny tytuł. Ale już i tak jest najbardziej utytułowanym polskim piłkarzem w historii.

 

Lewy skompletował drugą setkę

Robert Lewandowski w meczu na szczycie Bundesligi wykorzystał błąd obrońcy Borussii Dortmund i po efektownej indywidualnej akcji zdobył bramkę. Było to jego jubileuszowe dwusetne trafienie w Bundeslidze. Przed nim tylko czterech graczy dokonało tej sztuki. Potem dorzucił jeszcze jednego gola, a Bayern wygrał z Borussia 5:0 i odzyskał pozycję lidera.

Na tego gola fani Lewandowskiego czekali już od kilku tygodni. W poprzedniej kolejce kapitan reprezentacji Polski w spotkaniu z Freiburgiem (1:1) zdobył swoją 199. bramkę w Bundeslidze i przygotował sobie grunt pod jubileuszowe dwusetne trafienie, które tak się szczęśliwie złożyło, mógł zaliczyć w kolejnym ligowym starciu akurat, które wypadło w meczu na szczycie z jego poprzednim klubem, Borussią Dortmund. W Niemczech ten mecz był oczywiście hitem 28. kolejki, bo po kilku sezonach totalnej dominacji Bayernu w Bundeslidze, w obecnych rozgrywkach Borussia Dortmund w końcu nawiązała wyrównaną walkę i przed sobotnim starciem na Allianz Arena w Monachium prowadziła w tabeli z przewagą dwóch punktów. W przypadku zwycięstwa szanse zespołu z Dortmundu na mistrzostwo wzrosłyby znacznie.

Statystyki przemawiały jednak na korzyść bawarskiego potentata. Sobotni mecz był setnym starciem tych dwóch klubów – 46 z nich wygrał Bayern, 29 zakończyło się remisem, a 25 razy zwyciężała Borussia. Bilans bramkowy 190:122 na korzyść Bayernu. Co ciekawe, w czterech ostatnich potyczkach na Allianz Arena Borussia nie zdobyła bramki, tracąc ich aż 22, z czego 10 było autorstwa Lewandowskiego. Polak w sumie w meczach ze swoim poprzednim klubem strzelił już 15 goli i jest pod tym względem rekordzistą bawarskiego klubu.

Swoją dwusetną bramkę w Bundeslidze „Lewy” strzelił w 17. minucie spotkania, przechwytując piłkę zagraną niestarannie przez przez stopera Borussii Dana-Axela Zagado. Polak błyskawicznie ruszył na bramkę rywali, sprytnie przelobował nadbiegającego bramkarza gości Romana Buerki i efektownymi „nożycami” z półobrotu wpakował piłkę do pustej bramki Borussii Dortmund.
Lepszej oprawy kapitan reprezentacji Polski dla swojego wyczynu nie mógł wymarzyć. Został piątym graczem w historii Bundesligi, który przekroczył granicę 200 strzelonych goli. Przypomnijmy, że przed nim tej sztuki dokonało tylko czterech legendarnych niemieckich graczy – Manfred Burgsmueller (212 goli), Jupp Heynckes (220), Klaus Fischer (268) i Gerd Mueller (365). „To wiele dla mnie znaczy. Nigdy nie pomyślałbym, że mogę strzelić tyle goli w Bundeslidze. A teraz jestem dumny, że znalazłem sie obok czterech takich wspaniałych piłkarzy” – powiedział Polak po meczu z Borussią.

W końcówce spotkania „Lewy” zaliczył jeszcze drugie trafienie i w klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy prowadzi teraz z dorobkiem 21 goli i przewagą czterech bramek nad drugim w zestawieniu Luką Joviciem z Eintrachtu Frankfurt.

Klęska Borussii Dortmund w meczu na szczycie mimo wszystko jest jednak niespodzianką. Co prawda nikt nie miał złudzeń, że Bayern odpuści walkę o mistrzowski tytuł, ale ostatnio nawet szefowie bawarskiego potentata dawali do zrozumienia, że uważają ten sezon za „przejściowy”. Nie na tyle jednak, żeby po odpadnięciu zespołu z Ligi Mistrzów nie domagać się od zespołu zdobycia dubletu na krajowym podwórku, bo mają świadomość, że tylko mistrzostwo i puchar Niemiec zrekompensują kibicom rozczarowanie brakiem sukcesu na europejskiej arenie.

Lewandowski znów zebrał za swój występ wysokie noty i niemal we wszystkich mediach dostał „1”, co w Niemczech oznacza „klasę światową” (w skali 1-6 szóstka jest najgorszą oceną). „Lewy” dostał pochwały nie tylko za dwa gole i asystę, lecz także za to, że nie oszczędzał sił także w defensywie.

Po drugiej stronie Odry w opiniach większości piłkarskich ekspertów losy mistrzowskiego tytułu w Bundeslidze nie zostały jeszcze rozstrzygnięte. Bayern pokonał Borussię wprawdzie 5:0, lecz w ligowej tabeli ma nad nią tylko jeden punkt przewagi. Na ten istotny fakt zwrócił uwagę też Lewandowski w pomeczowych wypowiedziach. „Zdobędziemy mistrzostwo, jeśli wygramy wszystkie mecze jakie zostały do końca rozgrywek” – ocenił trafnie sytuacje najskuteczniejszy zawodnik Bayernu Monachium.