Lewy ustanowił nowy rekord Bundesligi

Piłkarzom Augsburga z Rafałem Gikiewiczem i Robertem Gumnym w składzie zabrakło dosłownie sekund, aby obronić legendarny rekord Gerda Muellera. Ale w ostatniej akcji meczu fortuna w końcu uśmiechnęła się do Roberta Lewandowskiego, który w swoim 29. ligowym występie w tym sezonie strzelił 41. gola i ustanowił nowy rekord niemieckiej Bundesligi.

Gerd Mueller swoje rekordowe osiągnięcie uzyskał w rozgrywkach 1971/1972. W historii Bundesligi, która zaczęła się w 1963 roku (wcześniej mistrzów Niemiec wyłaniano w rozgrywkach międzyregionalnych), tylko Gerd Mueller zdołał w jednym sezonie strzelić 40 goli. Przez prawie 50 lat żaden inny napastnik nawet nie zbliżył się do tego osiągnięcia. „Od zawsze byłem przekonany, że rekordowy wynik Gerda Muellera nigdy nie zostanie pobity. Kolejne lata tylko umocniły mnie w tym przekonaniu. Ale w Bundeslidze pojawił się Robert. Gdy w poprzednim sezonie zdobył 34 bramki, pojawiła się pierwsza wątpliwość. Przed jego kontuzją w meczu reprezentacji byłem niemal pewny, że rekord pobije, lecz potem zwątpiłem, że da radę. Ale jak widać niepotrzebnie” – przyznał w wypowiedziach dla polskich mediów prezydent Bayernu
Karl-Heinz Rummenigge.
Już wyrównanie przez Lewandowskiego „niepobijalnego” rekordu wszech czasów Gerda Muellera uznano za wyczyn nieprawdopodobny, o którym setki jego poprzedników na niemieckich boiskach nawet nie marzyło. A on potrzebował do tego tylko 29 występów, w których strzelał gola co 60 minut, zdobywając średnio 1,41 bramki na mecz. A trzeba podkreślić, że nie zdobywał bramek we wszystkich rozegranych meczach, leczy tylko w 26. Wykręcił jednak dzięki temu wręcz obłędne statystyki. Trochę żal, że przez kontuzje stracił pięć meczów, bo pewnie jego końcowy dorobek bramkowy byłby jeszcze okazalszy.
Lewandowski dokonał wielkiego wyczynu nie tylko w skali Bundesligi. Naprawdę wąskie grono zawodników, szczególnie grających w XXI wieku w pięciu najsilniejszych ligach europejskich, może pochwalić się przekroczeniem bariery 40 goli w jednym sezonie. Takiego zawodnika nie ma we francuskiej Ligue 1, piątej siły w Europie. Najbliżej tej granicy w XXI w. był Zlatan Ibrahimović w barwach Paris Saint-Germain w sezonie 2015/2016. Wówczas strzelił 38 goli. To najlepszy wynik w historii rozgrywek – pobił rekord legendy FC Nantes Philippe’a Gondeta z sezonu 1965/1966 (36 bramek). Podobnie ma się sytuacja w Serie A, gdzie rekord należy do Ciro Immobile. Włoch w zeszłym sezonie trafiał do siatki rywali 36 razy. Wtedy pobił osiągnięcie Szweda Nilsa Gunnara Nordahla, który w sezonie 1949/1950 zdobył 35 ligowych goli dla Milanu. Na boiskach Premier League, czyli od 1992 r., nie biegał jeszcze tak bramkostrzelny piłkarz. W XXI w. Mohamed Salah był najskuteczniejszym w jednym sezonie. W porównaniu do pozostałych lig ten dorobek jest mniej okazały, ale również godny podziwu. Egipcjanin w sezonie 2017/2018 strzelił 32 gole. Rekord rozgrywek współdzielą jednak Andy Cole (1993/1994) i Alan Shearer (1994/1995) – obaj wbili w swoich rekordowych sezonach po 34 gole. Hiszpańska La Liga ma to szczęście, że przez ostatnią dekadę grało tam dwóch najlepszych zawodników na świecie – Lionel Messi i Cristiano Ronaldo. Obaj dwukrotnie przekraczali barierę 40 goli. Argentyńczyk robił to w sezonach 2011/2012 (50 bramek, rekord rozgrywek) i 2012/2013 (46). Z kolei Portugalczyk kosmiczną skutecznością popisywał się w sezonach 2010/2011 (41) i 2014/2015 (48). Do magicznej „40” doskoczył jeszcze Luis Suarez w sezonie 2015/2016. I nikt więcej. Osiągnięcie Lewandowskiego wyróżnia jednak to, że swój rekord ustanowił w lidze 18-zespołowej, podczas gdy w pozostałych czterech z Top-5 gra po 20 drużyn.
Rekordowy strzelecki dorobek „Lewego” zapewnił mu w tym sezonie już czwarty z rzędu, a szósty w ogóle tytuł króla strzelców Bundesligi. Wypada zauważyć, że pod tym względem polski piłkarz także pobił rekord Gerda Muellera, który tytuł króla strzelców zdobył wprawdzie siedem razy, ale z rzędu tylko trzykrotnie. Legendarny „Bomber” ma jednak jeszcze jeden rekord – łącznej liczby goli strzelonych w Bundeslidze. Ma ich na koncie 365, a Lewanowski po tym sezonie 278, zatem do odrobienia pozostało mu jeszcze 88 bramek. Nie jest to dla niego różnica niemożliwa do zniwelowania, ale musiałby pograć w Bundeslidze na wysokim poziomie jeszcze co najmniej trzy, a nawet cztery sezony.
W pogoni za legendarnym rekordem Lewandowski zostawił w tyle konkurentów do zdobycia słynnej „armatki” – tradycyjnej nagrody na króla strzelców Bundesligi. Wiceliderem zestawienia z dorobkiem 28 trafień został portugalski napastnik Eintrachtu Frankfurt Andre Silva, a dopiero trzecią lokatę z 27 bramkami na koncie zajął typowany na następcę „Lewego” w Bayernie norweski snajper Borussii Dortmund Erling Haaland, który w ostatniej kolejce strzelił dwa gole w zwycięskim meczu z Bayerem Leverkusen (3:1). Kolejne miejsca na liście strzelców niemieckiej ekstraklasy z dorobkiem 20 trafień zajęli Holender Wout Weghorst w VfL Wolfsburg i Chorwat Andrej Kramarić z Hoffenheim. Dopiero na ósmej pozycji z 11. bramkami na koncie w zestawieniu znalazł się kolejny gracz Bayernu Monachium, Thomas Mueller, a na 12. z 10 golami Serge Gnabry.
Co ciekawe, Lewandowski mimo rekordu bramek w Bundeslidze nie pobił swojego rekordu strzeleckiego z zeszłego sezonu. Tym razem zdobył we wszystkich rozgrywkach w klubie i reprezentacji 53 gole, co jest osiągnięciem imponującym ale o osiem trafień gorszym od wyniku z poprzedniego sezonu. „Lewy” zagrał jednak w ośmiu spotkaniach mniej niż w zeszłym sezonie, ponieważ Bayern szybko odpadł z Ligi Mistrzów i Pucharu Niemiec, a w dodatku miał przerwy z powodu kontuzji.
Ale te jego 53 gole to i tak najlepszy wynik wśród czołowych graczy. Lewandowski ma więcej trafień niż niedoścignieni dotychczas Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Argentyńczyk zakończył sezon z dorobkiem 39 bramek we wszystkich rozgrywkach w klubie i reprezentacji, a Portugalczyk przed ostatnim w w tym sezonie meczu w Serie A z Bologną miał na koncie 40. trafień. Aspirującego do „Złotej Piłki” Francuz Kyliana Mbappe strzelił 44 gole, a Haaland 47.
Zaraz po fecie z okazji kolejnego mistrzostwa dla Bayernu Lewandowski wybrał się wraz z Karlem-Heinz Rummenigge do muzeum Bayernu, gdzie obaj spotkali się tam z żoną Gerda Muellera. „Lewy” przekazał jej koszulkę ze słynnym już nadrukiem „4ever Gerd”, który zaprezentował tydzień wcześniej po strzeleniu 40. gola, na której dopisał odręczną dedykację dla legendarnego niemieckiego piłkarza („Dla legendy Gerda, wielkiej inspiracji”). Zdjęcie napastnika Bayernu Monachium i Uschi Mueller zrobione przy ekspozycji upamiętniającej wyczyn jej męża w sezonie 1971/1972 obiegło internet. To był ładny gest i dobrze w Niemczech odebrany.

Lewy dogania Gerda Muellera

Piłkarze Bayernu Monachium w 32. kolejce Bundesligi po raz dziewiąty z rzędu i 31. w historii zostali mistrzami Niemiec. Tytuł zdobyli zanim wyszli z szatni na mecz z Borussią Moenchengladbach, bo godzinę wcześniej drugi w tabeli RB Lipsk przegrał 2:3 z Borussią Dortmund i stracił matematyczne szanse na wyprzedzenie bawarskiej drużyny.

Ekipa trenera Hansiego Flicka sama jednak przyklepała tytułu gromiąc zespół z M’gladbach aż 6:0. Połowę z tych goli strzelił Robert Lewandowski, któremu brakuje już tylko jednego trafienia do wyrównania legendarnego rekordu 40 bramek w jednym sezonie należącego od blisko pół wieku do Gerda Muellera. „Lewy” powiększył swój strzelecki dorobek w tym sezonie Bundesligi do 39 goli i przy okazji ustanowił nowy polski rekord w liczbie ligowych bramek. Do tej pory od 1927 roku rekordzistą był piłkarz Wisły Kraków Henryk Reyman, który w pierwszym ligowym sezonie rozegranym w Polsce zdobył 37 bramek i wyniku tego od 94 lat nie był w stanie nikt pobić. Cztery lata później trzy trafienia mniej w barwach Ruchu Chorzów uzyskał Ernest Wilimowski, w 1948 roku 31 goli dla Wisły Kraków strzelił Józef Kohut, a 12 lat Janusz Kowalik w barwach Chicago Mustangs zaliczył 30 ligowych trafień. Barierę 30 trafień w latach 90. ub. wieku dwukrotnie przekroczył jeszcze tylko Krzysztof „Gucio” Warzycha, który w sezonach 1992/1993 i 1997/1998 strzelił po 32 gole dla Panathinaikosu Ateny. Przebił ich osiągnięcia dopiero Robert Lewandowski. W sezonach 2015/2016 i 2016/2017 osiągnął barierę 30 trafień, w poprzednim sezonie strzelił 34 gole, a w tym już teraz z 39. trafieniami stał się polskim rekordzistą, a ma przecież jeszcze do rozegrania dwa mecze. Jeszcze nigdy legendarny rekord Gerda Muellera nie był tak zagrożony pobiciem, jak w tym sezonie. Na dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek jest już de facto przesądzone, że „Lewy” sięgnie w tym sezonie po szósty w karierze tytuł króla strzelców Bundesligi i przy okazji po raz pierwszy zdobędzie „Złotego Buta” – nagrodę dla najlepszego strzelca lig europejskich. Ścigający go Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Erling Haaland i Andre Silva mają zbyt wielką stratę, żeby byli w stanie dogonić Polaka w klasyfikacji. Drugi w zestawieniu argentyński gwiazdor FC Barcelona ma na koncie 28 goli i trzy mecze do zakończenia rozgrywek.
Piłkarze Bayernu Monachium o tym, że właśnie zdobyli dziewiąte z rzędu mistrzostwo Niemiec dowiedzieli się w szatni Allianz Areny w Monachium, w której przygotowywali się do zaplanowanego w sobotę o 18:30 meczu z Borussią M’gladbach. Zwycięstwo Borussii Dortmund nad RB Lipsk 3:2 zakończył wyścig o prymat w Bundeslidze w obecnym sezonie i bawarska jedenastka mogła sobie pozwolić nawet na trzy porażki w ostatnich trzech ligowych kolejkach. Lecz najwyraźniej ekipa Hansiego Flicka srodze się wynudziła nieróbstwem w poprzedni weekend (miała wolne, bo nie grała już ani w Pucharze Niemiec, ani w Lidze Mistrzów), a że miała dość czasu nie tylko na relaks i wypoczynek, ale także na solidny trening, nie dziwi zatem iż do meczu z Borussią M’gladbach przystąpiła z niesamowitym animuszem.
Gracze ekipy „Źrebaków” do soboty szczycili się, że mają skuteczny sposób na powstrzymanie Lewandowskiego. Polski snajper Bayernu faktycznie miał z nimi problem. W sumie przeciwko Borussii w Bundeslidze rozegrał 17 meczów – zaliczył w nich 5 goli i asystę. To zdecydowanie nie są osiągnięcia, jakie notował w starciach z innymi zespołami Bundesligi. Pierwszego gola tej drużynie zdobył co prawda w 2011 roku, kiedy był jeszcze zawodnikiem Borussii Dortmund, ale na kolejne trafienie czekał aż do marca 2019 roku – Bayern wygrał wtedy z ekipa BMG na wyjeździe 5:1, a nasz piłkarz zdobył dwie bramki. Warto podkreślić, że cztery ze swoich pięciu goli strzelonych ekipie z M’gladbach „Lewy” strzelił w ostatnich pięciu występach przeciwko tej drużynie. Ale chcąc choćby tylko wyrównać rekord Gerda Muellera, kapitan reprezentacji Polski musiał w sobotę zaliczyć przynajmniej „dwupak”.
Lewandowski zaczął sobotni mecz z impetem, strzelając pierwszego gola już w 2. minucie. Ale chociaż było widać, że bardzo mu zależy na kolejnych bramkach i pobiciu rekordu Muellera, to jednak ponad swoje osobiste ambicje stawiał interes drużyny. Gdy Kingsley Coman znalazł się na lepszą pozycję, zagrał mu piłkę i Francuz zdobył bramkę. Mając już hat-tricka przy stanie 5:0 mógł pokusić się o czwartą bramkę, ale na lepszej pozycji był Serge Gnabry i to jemu „Lewy” tak dograł piłkę, że z akcji wyszła bramkowa sytuacja zamieniona na szóstego gola przez Leroy’a Sane’a. Za swój występ Polak dostał w niemieckich mediach notę „1” (klasa światowa), ale on sam bardziej podkreślał fakt, że Bayern zdobył dziewiąty mistrzowski tytuł. Dłużej trwa tylko zwycięska seria zespołu Łudogorca Razgrad, który w tym sezonie sięgnie po dziesiąte z rzędu mistrzostwo Bułgarii. Inni „seryjni mistrzowie”, jak Juventus Turyn we Włoszech i Celtic Glasgow w Szkocji, po dziewięciu triumfach z rzędu w tym sezonie zostali zrzuceni z tronów.

Lewandowski dogonił Klausa Fischera

Bayern Monachium w 25. kolejce Bundesligi pokonał na wyjeździe Werder Brema 3:1. Robert Lewandowski strzelił w tym spotkaniu jednego gola i z łącznym dorobkiem 268 bramek zrównał się z wiceliderem klasyfikacji strzelców wszech czasów niemieckiej ekstraklasy Klausem Fischerem. Przed „Lewy” jest już tylko legendarny Gerd Mueller i jego 365 trafień.

W spotkaniu z Werderem Lewandowski trafił do bramki w 67. minucie meczu, wykorzystując przypadkową sytuację jaka pod bramką rywali stworzyła się po rzucie rożnym, ale wcześniej kapitan reprezentacji Polski aż trzykrotnie trafiał w słupki i poprzeczkę bramki rywali. W 53. minucie gry po jego strzale głową piłka obiła słupek bramki Werderu, a następnie trafiła w ręce czeskiego golkipera Werderu Jiriego Pavlenki. Cztery minuty później Lewandowski znakomicie zabrał się z piłką w pole karne, ale dwukrotnie nie zdołał pokonać czeskiego bramkarza. Po drugiej świetnej interwencji Pavlenki piłka trafiła jeszcze w poprzeczkę bramki Werderu. Mistrzowie Niemiec od 22. minuty prowadzili 2:0 po golach Leona Goretzki i Serge’a Gnabrego (przy obu asysty zaliczył Thomas Mueller) i mieli pełną kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, w końcu więc gol aktywnego w tym spotkaniu „Lewego” musiał paść. Zwłaszcza że Werder to jeden z ulubionych przeciwników polskiego snajpera. Częściej pokonywał bramkarzy tylko czterech innych zespołów Bundesligi – 24 razy pokonywał bramkarzy Wolfsburga, 22 razy Borussii Dortmund, 21 razy Schalke Gelsenkirchen i 20 razy Augsburga. W starciach z ekipą z Bremy „Lewy” po sobotnim meczu ma na koncie 19 bramek w lidze i dwie w pucharze Niemiec.
Swoje występy przeciwko Werderowi Lewandowski rozpoczął dekadę temu, w sezonie 2010/2011, kiedy był zawodnikiem Borussii Dortmund. Jego pozycja w niemieckiej piłce nie była jeszcze ugruntowana, toteż w pierwszym spotkaniu pojawił się na boisku na ostatnie pół godziny, a w drugim grał do 76. minuty, kiedy został zmieniony. Nie zdobył wtedy bramek, podobnie jak w kolejnych dwóch konfrontacjach Werderu z Bayernem. Po raz pierwszy do siatki bremeńczyków trafił 19 stycznia 2015 roku, a BVB wygrało wtedy 5:0. Ich katem stał się jednak rok później. Zadecydowały o tym trzy bramki w dwóch kolejnych meczach z tym samym rywalem. Po przejściu do Bayernu w sezonie 2014/2015 tylko umocnił swoją pozycję. Dwa gole na początek, trzy w sezonie 2016/2017. Drugie spotkanie z Werderem w sezonie we wspomnianym sezonie uznano za show Lewandowskiego. Warto też dodać, że we wspomnianych spotkaniach Bayern głównie gromił Werder. W poprzednim sezonie wygrał z nim u siebie 6:1 i znów bohaterem, choć nie jedynym tego dnia, był autor dwóch trafień, czyli Robert Lewandowski. W tym sezonie Werder postawił się Bayernowi na Allianz Arena w Monachium i po zaciętym boju wyszarpał remis 1:1, a Lewandowski, chociaż rozegrał cały mecz, nie zdołał trafić do siatki. W rewanżu na stadionie Werderu lider Bundesligi odegrał się z nawiązką, a trener Hansi Flick w 79. minucie przy prowadzeniu 3:0, mając w pamięci, że w środę jego drużynę czeka rewanżowy mecz Ligi Mistrzów z Lazio Rzym, dokonał hurtem zmiany aż czterech graczy, w tym Lewandowskiego.
Kapitan reprezentacji Polski dokonał więc wielkiego wyczynu doganiając w klasyfikacji strzelców Bundesligi wszech czasów Klausa Fischera. Ten znakomity niemiecki napastnik w latach 1968-1988 także zdobył w barwach TSV 1860 Monachium, Schalke 04 Gelsenkirchen, FC Koeln i VfL Bochum 268 bramek. Lewandowski taki sam strzelecki dorobek uzyskał po niespełna 11 sezonach występów w niemieckiej ekstraklasie. Na jego dorobek składają się 74 bramki zdobyte w barwach Borussii Dortmund (2010-2015) oraz 194 gole strzelone dotąd dla Bayernu Monachium.
Najlepszym strzelcem w historii Bundesligi pozostaje legendarny Gerd Mueller, który uzbierał niewiarygodną liczbę 365 bramek. „Lewy” traci do niego w tej chwili 97 trafień. Żeby go dogonić potrzebowałby z pięć sezonów, a póki co kapitan reprezentacji Polski ma kontrakt z bawarskim klubem do końca czerwca 2023 roku. Warto jednak przypomnieć, jakich tuzów futbolu zdołał wyprzedzić w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Oto pozostali strzelcy w Top 10 tego zestawienia: 4. Jupp Heynckes (220 goli), 5. Manfred Burgsmueller (213), 6. Claudio Pizarro (197), 7. Ulf Kirsten (182), 8. Stefan Kuntz (179), 9. Dieter Mueller (177) i Klaus Allofs – 177.
Warto też przypomnieć, że Lewandowski goni także inny z rekordów Gerda Muellera – 40 goli w jednym sezonie Bundesligi, ustanowiony w rozgrywkach 1971/1972. W tej chwili Polak ma na koncie 32 bramki i dziewięć kolejek do końca zmagań. Warto zaznaczyć, że w 52 z 57 sezonów Bundesligi już w tym momencie zdobyłby tytuł króla strzelców.

Lewandowski rządzi w Bundeslidze

W minioną sobotę obyła się ostatnia, 34. kolejka niemieckiej ekstraklasy piłkarskiej. Bayern Monachium wygrał na wyjeździe 4:0 z VfL Wolfsburg, a jedną z bramek zdobył Robert Lewandowski. Było to jego 34. ligowe trafienie w tym sezonie. Z takim wynikiem Polak po raz piąty zdobył tytuł króla strzelców, został też uznany za najlepszego gracza sezonu.

W głosowaniu przeprowadzonym przez oficjalny serwis internetowy Bundesligi Lewandowski zwyciężył przeważającą liczbą głosów. W plebiscycie uczestniczyli kibice, ale też znaczący wpływ na wynik głosowania miały wskazania ekspertów. Polski napastnik Bayernu Monachium otrzymał 57 procent oddanych głosów. Daleko za jego plecami uplasował się angielski gwiazdor Borussii Dortmund Jadon Sancho (13 procent), a na najniższym stopniu podium stanął niemiecki pomocnik Bayeru Leverkusen Kai Havertz (12 procent). To pierwsze takie wyróżnienie w karierze Lewandowskiego. Oprócz wymienionej trójki nominacje do nagrody piłkarza sezonu dostali jeszcze Amine Harit (Schalke Gelsenkirchen), Serge Gnabry (Bayern Monachium), Timo Werner (RB Lipsk) oraz Erling Haaland (Borussia Dortmund). Lewandowskiego doceniono za znakomity sezon, w którym zdobył 34 ligowe bramki, wyrównując osiągnięcie Dietera Muellera z sezonu 1976/1977. Więcej ligowych goli strzelonych w jednym sezonie od tych dwóch graczy ma tylko legendarny Gerd „Bomber” Mueller”, który częściej trafiał w sezonach 1971/1972 (40 razy), 1969/1970 (38 razy) oraz 1972/1973 (36 razy).
To nie jedyne indywidualne wyróżnienie Lewandowskiego w ostatnich dniach. Wcześniej został już wybrany piłkarzem sezonu Bundesligi. Jego pozycję na niemieckich boiskach potwierdza także ranking „Kickera”, stworzony na podstawie średniej ocen pomeczowych, wystawianych w każdej kolejce. Ostateczna nota „Lewego” wyniosła 2,43 (gdzie 1 to najwyższa ocena). Drugie miejsce w zestawieniu zajął bramkarz Bayeru Leverkusen Lukas Hradecky (2,74), a podium uzupełnił klubowy kolega Lewandowskiego – Joshua Kimmich (2,78).
Nic dziwnego, że niemieckie media poświęcają Lewandowskiemu w ostatnich tygodniach mnóstwo miejsca, przypominając jego dokonania, cytując statystyki i nie skąpiąc komplementów. Wygląda na to, że po 10 latach występów na boiskach niemieckiej Bundesligi „Lewy” wreszcie wspiął się na sam szczyt. Wydaje się wręcz niewiarygodne, że stało się to dopiero teraz, chociaż w 462 występach w barwach Borussii Dortmund i Bayernu Monachium zdobył 338 bramek, a w samej Bundeslidze w 321 meczach strzelił 236 goli,co daje mu trzecią pozycję w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Przed nim są tylko Klaus Fischer – 268 trafień i Gerd Mueller – 365.
Zdobyte w tym sezonie 34 ligowe gole to najlepszy wynik „Lewego” w historii występów na niemieckich boiskach. Drugiego w klasyfikacji strzelców, Timo Wernera z RB Lipsk, wyprzedził o sześć trafień i pewnie zdobył po raz trzeci z rzędu, a piąty w karierze słynna replikę armaty, nagrodę dla zdobywcy tytułu króla strzelców niemieckiej ekstraklasy. Pięć tytułów króla strzelców Bundesligi to też niecodzienne dokonanie. Lepszy od niego pod tym względem jest już tylko Gerd Mueller, który najskuteczniejszy w lidze był siedmiokrotnie.
Z 10 sezonów spędzonych dotąd w Bundeslidze Lewandowski aż osiem kończył jako mistrz Niemiec – sześciokrotnie z rzędu z Bayernem Monachium, a wcześniej dwukrotnie z Borussią Dortmund. W dwóch pozostałych sezonach też nie było źle, bo jeszcze w barwach ekipy z Dortmundu kończył rozgrywki jako wicemistrz Bundesligi. „Lewy” znalazł się w elitarnym gronie piłkarzy, którzy mogą się pochwalić ośmioma tytułami mistrza Niemiec. O jeden więcej od niego mają w tej chwili przebywający już na futbolowej emeryturze Francuz Franck Ribery oraz dwaj jego koledzy z obecnego zespołu Bayernu – Thomas Mueller i Austriak David Alaba.
Warto też odnotować, że Lewandowski 4 lipca stanie przed szansą na zdobycie kolejnego trofeum, bo tego dnia Bayern na Stadionie Olimpijskim w Berlinie zmierzy się w finale Pucharu Niemiec z Bayerem Leverkusen. Nasz piłkarz ma w swojej kolekcji trzy triumfy w tych rozgrywkach i dużą szansę na czwarty. Jeśli w finale zdobędzie bramkę, obejmie też samodzielne prowadzenie w klasyfikacji strzelców Pucharu Niemiec, a w tej chwili pierwsze miejsce dzieli z Rouwenem Henningsem z Fortuny Duesseldorf (obaj strzelili po cztery gole).
W ostatnich pięciu sezonach Polak zdobył 215 bramek dla Bayernu oraz 35 w narodowych barwach, co daje razem 250 trafień. To więcej niż w tym samym czasie strzelili dwaj futbolowi giganci – Leo Messi (241 goli) i Cristiano Ronaldo (236). Te wszystkie liczby potwierdzają tylko klasę Lewandowskiego. W polskim futbolu więcej niż 34 ligowe gole w jednym sezonie ma tylko legendarny Henryk Reyman, a rekord ten ustanowił w pierwszym sezonie polskiej ligi w 1927 roku. Lewandowski jednak od soboty jest samodzielnym rekordzistą pod względem liczby tytułów króla strzelców wywalczonych przez Polaka w zagranicznych ligach. Do tej pory dzielił się miejscem z Łukaszem Sosinem, który cztery razy był najlepszym snajperem w ekstraklasie Cypru. Oprócz tej dwójki jeszcze tylko sześciu naszych piłkarzy sięgało po ten laur w ligach zagranicznych.
W statystykach wygląda to teraz tak: Robert Lewandowski (20 goli w sezonie 2013/2014, Borussia Dortmund, 30 w sezonie 2015/2016, 28 w sezonie 2017/2018, 22 w sezonie 2018/2019 i 34 w obecnym – cztery ostatnie w barwach Bayernu); Łukasz Sosin (21 w 2003/2004, 21 w 2004/2005, 28 w 2005/2006 jako gracz Apollonu FC) oraz 16 w 2007/2008 w barwach Anorthosis Famagusta); Krzysztof Warzycha (24 w 1993/1994, 29 w 1994/1995, 32 w 1997/1998 – wszystkie jako gracz Panathinaikosu Ateny); Janusz Kowalik (30 w 1968 w barwach Chicago Mustangs); Marek Czakon (16 w 1990 w barwach fińskiego FC Ilves); Andrzej Kubica ( 21 w 1998/1999 jako gracz Maccabi Tel Awiw); Radosław Gilewicz ( 22 w 2000/2001 w barwach Tirolu Innsbruck); Wojciech Kowalczyk ( 24 w 2001/2002 w barwach Anorthosis Famagusta oraz Łukasz Teodorczyk ( 22 w 2016/2017 jako zawodnik Anderlechtu Bruksela). Warto też odnotować, że Lewandowski ma też na koncie jeden tytuł króla strzelców polskiej ekstraklasy (18 goli dla Lecha Poznań w sezonie 2009/2010), w sumie zatem ma w dorobku sześć takich trofeów i pod tym względem także jest liderem wśród polskich piłkarzy, mając za plecami nie tylko wspomnianego Sosina, lecz także tak uznanych graczy, jak Włodzimierz Lubański, Kazimierz Kmiecik, Krzysztofa Warzycha i Tomasz Frankowski, którzy także mają w dorobku cztery tytuły najlepszego snajpera rozgrywek (Warzycha był raz królem także w polskiej ekstraklasie, w barwach Ruchu).
A to przecież jeszcze nie koniec kariery „Lewego”. Trudno będzie poprawić jego rekordy.

Lewy zadziwia świat

W 30. kolejce Bundesligi Bayern Monachium wygrał na wyjeździe z Bayerem Leverkusen 4:2. Jedną z bramek dla monachijskiej drużyny zdobył Robert Lewandowski, dla którego był to 30. ligowy gol w bieżących rozgrywkach, 44. w sumie trafienie tym sezonie oraz jubileuszowa 400. bramka w karierze w barwach klubowych.

Każde z tych osiągnięć jest godne uznania. Granicę 400 bramek w rozgrywkach klubowych z czynnych zawodników przekroczyli przed Lewandowskim jedynie Cristiano Ronaldo (627 goli), Leo Messi (626) i Zlatan Ibrahimović (460). Na dorobek „Lewego” złożyło się 235 bramek zdobytych dla Bayernu, 103 dla Borussii Dortmund, 41 dla Lecha Poznań i 21 dla Znicza Pruszków.
Z kolei 44 gole strzelone w 38 spotkaniach w obecnym sezonie we wszystkich rozgrywkach klubowych to nowy rekord życiowy kapitana reprezentacji Polski. Lewandowski już w tej chwili jest zdecydowanie najskuteczniejszym piłkarzem na Starym Kontynencie. Już w poprzedniej kolejce Bundesligi dwoma trafieniami w meczu z Fortuną Duesseldorf (5:0) wyrównał swój życiowy rekord z sezonu 2016/2017, w którym strzelił 43 gole w 57 występach. W miniony weekend w spotkaniu z Bayerem Leverkusen poprawił swoje najlepsze osiągnięcie o jedną bramkę, ale z pewnością do końca sezonu swój rekord znacznie wyśrubuje. Będzie miał na to jeszcze co najmniej pięć szans: trzy w lidze, jedną w półfinale Pucharu Niemiec i jedną w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów.
A jeśli Bayern awansuje dalej, co wydaje się raczej pewne, bo gra rewanż z Chelsea u siebie, a w pierwszym meczu w Londynie wygrał 3:0, „Lewy” zyska kolejne okazje do powiększenia snajperskiego dorobku. Warto podkreślić, że nasz piłkarz granicę 40 goli przekroczył już w piątym sezonie z rzędu, czego z czynnych graczy przed nim dokonali tylko Cristiano Ronaldo i Leo Messi, a teraz ma realną szansę na przebicie kolejnej granicy – 50 bramek.
No i wreszcie 30. bramka w Bundeslidze w tym sezonie. „Lewy” wyrównał tym samym swoje życiowe rekordy strzeleckie z sezonów 2015/2016 i 2016/2017, w których zdobywał tytuły króla strzelców właśnie z dorobkiem 30 trafień. Wszystko wskazuje, że chociaż z powodu przekroczenia limitu żółtych kartek w następnej kolejce w meczu przeciwko Borussii Moenchengladbach będzie musiał pauzować, to na ustanowienie nowego życiowego rekordu w Bundeslidze będzie miał jeszcze okazje w trzech ligowych spotkaniach. Wygląda też na to, że Lewandowski zdobędzie swój piąty w karierze tytułu króla strzelców Bundesligi, bo jego najgroźniejszy konkurent, napastnik RB Lipsk Timo Werner, w meczu 30. kolejki z Padeborn (1:1) zaliczył pusty przebieg i nadal ma 25 goli, czyli jego strata do „Lewego” urosła do pięciu trafień. Teoretycznie jest do odrobienia, ale chyba tylko teoretycznie.
Tak więc Lewandowski w tej chwili jest liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi (30 goli), Ligi Mistrzów (11 goli), a z 44 golami we wszystkich rozgrywkach klubowych prowadzi na liście najskuteczniejszych piłkarzy w Europie. Kolejni w tym zestawieniu są wspomniany Timo Werner (31 goli), napastnik Paris Saint-Germain Kylian Mbappe (30 goi) i napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile (30 goli). W tym kontekście nie ma co narzekać, że Lewandowski nie pobije już w tym sezonie legendarnego rekordu Gerda Muellera 40 ligowych trafień. Musiałby w trzech meczach zdobyć aż 10 bramek, co jest nierealne nawet dla niego.
Realne za to do pobicia jest osiągnięcie innego Muellera – Dietera, który w sezonie 1976/1977 został królem strzelców Bundesligi z dorobkiem 34 trafień. To czwarty wynik w historii niemieckiej ekstraklasy, bo trzy najlepsze należą do Gerda Muellera: 40 goli w sezonie 1971/1972, 38 goli w sezonie 1969/1970 i 36 goli w sezonie 1972/1973.
Drużyna Bayernu też może pobić rekord zdobytych bramek w jednym sezonie, ustanowiony w rozgrywkach 1971/1972 przez monachijską jedenastkę. Gerd Mueller, Franz Beckenbauer i spółka strzelili wtedy 101 goli, a obecna ekipa po 30 kolejkach ma na koncie 90 trafień i cztery mecze do końca rozgrywek. Wystarczy, że utrzyma średnią goli na mecz i przejdzie do historii. Ale w następnym spotkaniu, z Borussią M’gladbach może mieć z tym kłopot, bo oprócz Lewandowskiego za żółte kartki pauzował w tym meczu będzie też Thomas Mueller.
Dla Lewandowskiego wygrana z Bayerem Leverkusen i strzelony tej drużynie gol miały też aspekty ambicjonalne. W rundzie jesiennej „Aptekarze” utarli nosa ekipie Bayernu, pokonując ją w 13. kolejce w Monachium 2:1. Polski napastnik przed tym spotkaniem błysnął w meczu Ligi Mistrzów z Crveną Zvezdą Belgrad (6:0) i w euforii napisał na portalu społecznościowym, że jest uzależniony od strzelania goli. „Możemy ci pomóc to uleczyć” – zakpili na swoim profilu „Aptekarze” i cel osiągnęli, bo „Lewy” gola im nie wbił. Tym razem ich „lekarstwo” okazało się nieskuteczne.

Rosną oczekiwania wobec Lewego

Robert Lewandowski nie zmarnował czasu podczas przymusowej przerwy spowodowanej przez pandemię koronawirusa. W pierwszym meczu po restarcie Bundesligi, z Unionem Berlin, należał do najlepszych graczy Bayernu Monachium. Gola strzeliłz rzutu karnego, ale było to jego 26. trafienie w obecnych rozgrywkach niemieckiej ekstraklasy i zarazem 40. w obecnym sezonie licząc wszystkie rozgrywki. Granicę 40 bramek w sezonie osiągnął po raz piąty z rzędu, co stawia go w jednym rzędzie z największymi gigantami współczesnego futbolu – Leo Messim i Cristiano Ronaldo, bo tylko oni w XXI wieku w jednym sezonie także pięciokrotnie z rzędu przekraczali barierę 40 trafień.

To wcale nie musi być ostatnia bariera w strzeleckich dokonaniach, jaką Lewandowski w tym sezonie przekroczy. Występ w niedzielnym spotkaniu 26. kolejki Bundesligi z Unionem Berlin był 24. ligowym meczem „Lewego” w obecnych rozgrywkach, o oznacza, że strzelił dotąd więcej goli niż rozegrał meczów. Przed nim jeszcze osiem spotkań w Bundeslidze, więc jeśli utrzyma regularność, powinien po raz trzeci w karierze osiągnąć granicę 30. trafień w niemieckiej ekstraklasie w jednym sezonie.
Ale już 26 goli strzelonych w 24 ligowych występach jest wyczynem godnym podziwu. Dość powiedzieć, że aż w 36 z 57 wcześniejszych sezonów Bundesligi tyle trafień wystarczyło do zgarnięcia tytułu króla strzelców. Sam Lewandowski strzelił więcej goli w rozgrywkach 2015/2016 (30), 2016/2017 (30) i 2017/2018 (29).
Rekord Muellera poza zasięgiem
Do wyrównania legendarnego już strzeleckiego rekordu Gerda Muellera, który w jednym sezonie zdobył 40 bramek, brakuje kapitanowi reprezentacji Polski jeszcze 14 goli. W Niemczech chyba większe emocje towarzyszą właśnie temu zagrożeniu, jakie stanowi polski napastnik dla owianego sławą wyczynu ikony niemieckiego futbolu sprzed blisko pół wieku (sezon 1971/1972). Tak na marginesie – Mueller dwa sezony wcześniej zdobył tytuł króla strzelców z dorobkiem 38 trafień, w sezonie 1972/1973 strzelił 36 goli, a jeszcze dwukrotnie kończył rozgrywki z 30. trafieniami na koncie. Najbardziej jednak na wyobraźnię działa owe 40 bramek, bo to osiągnięcie w dzisiejszych czasach zdawało się nie do pobicia.
I nadal jego pobicie wydaje się nieosiągalne nawet dla Lewandowskiego, bo musieliby mu w tym pomóc wszyscy gracze Bayernu, a na to „Lewy” chyba nie ma raczej co liczyć. Chociaż odkąd zrezygnował z marzeń o Realu Madryt i całe serce oddał bawarskiemu klubowi, jego pozycja w zespole umocniła się, a relacje z kolegami znacznie ociepliły, to chyba nie na tyle, żeby wszyscy nagle zaczęli go traktować jak gracze Barcelony traktują Messiego, a gracze Juventusu (wcześniej Realu Madryt) Cristiano Ronaldo. Lewandowski nie dostanie raczej w Bayernie takich specjalnych praw, ani też nie statusu największej gwiazdy zespołu, nawet jeśli dla kibiców i mediów już jest taką wyjątkową postacią jak Argentyńczyk i Portugalczyk.
W szatni Bayernu wciąż jednak więcej znaczą od niego Thomas Mueller, Manuel Neuer, Joshua Kimmisch czy Leon Goretzka. I na boisku też to będzie widoczne – nie będą szukać „Lewego”, nie będą mu zagrywać piłki za każdym razem, bo w Bayernie każdy piłkarz czuje się gwiazdą.
Dlatego nie ma co się nastawiać, że kapitan reprezentacji Polski w kolejnych meczach znowu zacznie strzelać po dwa czy trzy gole, a tylko w ten sposób byłby w stanie wyrównać lub pobić rekord Gerda Muellera.
Dobrze, że chociaż Lewandowski wciąż w drużynie Bayernu jest numerem 1 na liście egzekutorów rzutów karnych. Ten właśnie przywilej pozwolił mu zaliczyć trafienie w spotkaniu z Unionem Berlin. Przy okazji warto podkreślić, że „Lewy” jest w tej chwili chyba najlepszym, a na pewno najpewniejszym wykonawcą „jedenastek” na świecie.
Mistrz rzutów karnych
Rzut karny w meczu z Unionem, w bramce którego stał Polak, Rafał Gikiewicz, był 42. egzekwowanym przez Lewandowskiego w barwach Bayernu. Nie wykorzystał z nich tylko dwóch – w marcu 2018 roku przeniósł piłkę nad poprzeczką w meczu z Hamburgerem SV, a w styczniu 2019 roku trafił w słupek w spotkaniu z VfB Stuttgart. Czterdzieści pozostałych „jedenastek” zamienił na bramki, co jest wyczynem naprawdę wymykającym się nawet z reguł rachunku prawdopodobieństwa. Co ciekawe, doprowadził też do mistrzostwa swoją oryginalna technikę mylenia bramkarzy przed strzałem. Tylko w sześciu przypadkach na 42 golkiperzy potrafili odczytać jego zamiary i rzucali się we właściwy róg. Ostatnim, który trafnie wybrał, był Gikiewicz, ale i tak nie zdołał zapobiec nieszczęściu.
Lewandowski nie może rzecz jasna liczyć, że w każdym spotkaniu sędziowie będą dyktować „jedenastki” dla Bayernu. Jeśli chce po raz piąty w karierze zdobyć tytuł króla strzelców Bundesligi, musi też zdobywać bramki z gry. Jeśli nie dostanie wsparcia od kolegów, będzie miał z tym problem w każdym z ośmiu pozostałych do rozegrania spotkań. A to może zrodzić poważne problemy, z czego doskonale zdaje sobie sprawę trener monachijskiego zespołu Hansi Flick. On po meczu z Unionem przyznał, że osobiście uważa, iż Lewandowski jest w stanie pobić rekord Gerda Muellera. „To nie będzie łatwe, ale Robert ma odpowiednią jakość. Jeśli ktoś może tego dokonać, to właśnie on” – stwierdził w wypowiedzi dla portalu Goal.com.
Atak norweskiego nastolatka
Utrzymanie przez „Lewego” strzeleckiej formy będzie jak zawsze w ostatnich sezonach kluczowym czynnikiem w walce o mistrzostwo Niemiec, która póki co nie została jeszcze rozstrzygnięta. W 26. kolejce swój mecz wygrała także Burussia Dortmund, chyba najgroźniejszy obecnie przeciwnik bawarskiego potentata w wyścigu po tytuł, która ma cztery punkty straty. A we wtorek 26 maja ekipa BVB gościć będzie Bayern w 28. kolejce ligowej. Co prawda wcześniej, w weekend, w ramach 27. kolejki bawarska jedenastka zagra u siebie z Eintrachtem Frankfurt, zaś ekipa z Dortmundu na wyjeździe z VfL Wolfsburg, więc ta różnica punktowa może się zmienić, niemniej jednak dopiero bezpośrednie starcie zespołów Lewandowskiego i Łukasza Piszczka da odpowiedź na pytanie, który z nich ma obecnie większą moc.
Ale można już teraz zakładać, że nie tylko w Niemczech, w Polsce i w Norwegii kibice będą jednak bardziej ekscytować się wielkim pojedynkiem Lewandowskiego z Erlingiem Haalandem. Norweski nastolatek przebojem wszedł na salony Bundesligi i zdobywa bramki z taką samą regularnością, jak polski snajper Bayernu. Czy stary mistrz wyjdzie z konfrontacji z pretendentem, przekonamy się już za niespełna tydzień.

Lewy dorównał legendzie

Robert Lewandowski w meczu 22. kolejki Bundesligi Bayernu Monachium z FC Kolen (4:1) znów zdobył bramkę, już 23. w obecnych rozgrywkach, czym wyrównał rekord Gerda Muellera, który był jak dotąd jedynym graczem w niemieckiej ekstraklasie, któremu udało się strzelić 23 gole w pierwszych 22 ligowych kolejkach.

Kapitan reprezentacji Polski może być już trochę znudzony wynajdywanymi mu co rusz przez niemieckie media takimi rekordami, bo dla niego liczą się wymierne splendory – zdobycie kolejnego, piątego już tytułu króla strzelców Bundesligi (Gerd Mueler ma na koncie takich tytułów siedem) oraz zwycięstwo w klasyfikacji „Złotego Buta”, bo tę prestiżową nagrodę przyznawaną najskuteczniejszemu strzelcowi lig europejskich jak do tej pory wywalczył nie kto inny, jak Gerd Mueller, ale bardzo dawno temu, bo w sezonie 1971/1972. Trzecim celem „Lewego” jest też zapewne zaatakowanie owianego już legendą innego rekordu Gerda Muellera – 40 goli strzelonych w jednym sezonie. Z tym może być jednak kłopot, bo do wyrównania tego osiągnięcia Lewandowskiemu brakuje jeszcze 17 bramek, a do zakończenia rozgrywek pozostało już tylko 12 kolejek. Ale jest na dobrej drodze do wywalczenia tytułu króla strzelców, bo jego najgroźniejszy konkurent, Timo Werner z RB Lipsk, ostatnio się zaciął i zatrzymał na 20 trafieniach.
Kapitan reprezentacji Polski w tym sezonie skompletował natomiast już 40 trafień we wszystkich rozgrywkach, licząc występy w Bayernie i reprezentacji Polski. W tym sezonie jest pierwszym piłkarzem w ligach europejskich, który może pochwalić się takim osiągnięciem. Na owe 40 trafień „Lewego” złożyły się 23 bramki w Bundeslidze, 10 w Lidze Mistrzów, trzy w Pucharze Niemiec oraz cztery dla reprezentacji Polski. Do zgromadzenia tego bramkowego dorobku potrzebował 37 występów i 3170 minut spędzonych na boisku. Najgroźniejszymi rywalami 31-letniego polskiego napastnika w tej nieformalnej klasyfikacji są 19-letni Norweg Erling Haaland (37 bramek), 35-letni portugalski gwiazdor Cristiano Ronaldo (35 bramek) oraz Włoch Ciro Immobile (32 bramki).
Tak się składa, że ten kwartet napastników oraz wspomniany wcześniej Niemiec Timo Werner tworzą w tej chwili także ścisłą czołówkę klasyfikacji „Złotego Buta”. W miniony weekend swój bramkowy dorobek z tego grona powiększyli jedynie Immobile, Lewandowski i Haaland, którzy zgodnie zaliczyli po jednym trafieniu. Werner jak już zostało wspomniane w spotkaniu RB Lipsk z Werderem Brema (3:0) zaliczył po raz trzeci z rzędu występ bez trafienia, natomiast Cristiano Ronaldo potyczkę Juventusu Turyn z Brescią (2:0) obejrzał wygodnie z trybun, bo dostał od trenera wolne.
Tak więc Immobile (26 goli, 52 pkt) utrzymał trzybramkową przewagę nad drugim w zestawieniu Lewandowskim (23 gole, 46 pkt), ale na trzecim miejscu jest w tej chwili już trzech graczy. Do Wernera i Cristiano Ronaldo, którzy mieli po 20 goli i 40 pkt na koncie, w miniony weekend dołączył Haaland. Norweski napastnik zdobył bramkę w wygranym 4:0 przez Borussię Dortmund meczu z Eintrachtem Frankfurt. Było to jego ósme trafienie w piątym występie w Bundeslidze.
Tu wypada przypomnieć zasady klasyfikacji „Złotego Buta”. Ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy, „2”, ma pięć najwyżej notowanych w rankingu UEFA lig europejskich. Obecnie są to: hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Miejsce w rankingu zależy od wyników klubów w europejskich pucharach w ostatnich pięciu sezonach.
Haaland w rundzie jesiennej występował w RB Salzburg, dla którego strzelił 16 goli, a że liga austriacka ma współczynnik „1,5”, dawało mu to 24 punkty. W niemieckiej ekstraklasie norweski napastnik za każde trafienia dostaje już 2 punkty, zatem za osiem bramek zgarnął ich już 16, co po zsumowaniu z dorobkiem przywiezionym z Austrii daje mu łączną sumę punktów 40. I trzecie miejsce w klasyfikacji, chociaż pod względem tylko liczby goli Haaland z 24 bramkami jest drugi za Immobile, a przed Lewandowskim. Ten wyścig snajperów będzie zapewne do samego końca wyrównany i zacięty.

Lewy odzyskał pozycję lidera

W Bundeslidze w jej 57-letniej historii tylko dwóch piłkarzy w 19. kolejkach strzeliło 21 goli. Pierwszy tej sztuki dokonał w sezonie 1972/1973 słynny Gerd Mueller, a w minioną sobotę wyczyn legendarnego niemieckiego napastnika powtórzył Robert Lewandowski, który znów samodzielnie przewodzi w klasyfikacji strzelców tego sezonu.

W obecnych rozgrywkach Bundesligi rywalizacja o tytuł króla strzelców jest nie mniej interesująca niż walka o mistrzostwo Niemiec. W obu przypadkach biją się gracze dwóch klubów – Bayernu Monachium i RB Lipsk. Sponsorowana przez Red Bulla drużyna z Lipska rzuciła bawarskiemu potentatowi podwójne wyzwanie, bo chce mu odebrać mistrzowski tytuł, a przy okazji umożliwić Timo Wernerowi przerwanie strzeleckiej hegemonii Lewandowskiego.
Kapitan reprezentacji Polski był samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców przez całą rundę jesienną, a już po 9. kolejce, gdy miał na koncie 13. trafień i o siedem wyprzedzał drugiego w zestawieniu Wernera, w mediach pojawiły się opinie, że „Lewemu” właściwie już można gratulować zdobycia piątego w karierze tytułu króla strzelców Bundesligi. Przypominano, że w sezonie 2013/2014 wygrał rywalizację strzelając 20 goli, w sezonie 2015/2016 zwyciężył wynikiem 30 trafień, w sezonie 2017/2018 potrzebował do tego 29 bramek, ale już w poprzednim sezonie (2018/2019) wystarczyły mu tylko 22 gole.
Sytuacja zmieniła się po 10. kolejce, bo wtedy ekipa RB Lipsk rozbiła FC Mainz 8:0, a Werner skompletował w tym spotkaniu hat-tricka i zaliczył trzy asysty. A potem poszedł za ciosem i w ośmiu kolejnych ligowych meczach zdobył aż 11 bramek, co pozwoliło mu zbliżyć się do kroczącego wolniejszym tempem Lewandowskiego na jedno trafienie. Polak kończył rundę jesienną z 19. bramkami na koncie, a Werner z 18. Ale już w pierwszej kolejce wiosennej rundy napastnik RB Lipsk zaliczył dwa trafienia i zrównał się w ich liczbie z „Lewym”, który odpowiedział tylko jedną bramką. Przed 19. kolejką obaj mieli zatem po 20 trafień. A to już był strzelecki dorobek, który aż w 12 poprzednich sezonach niemieckiej ekstraklasy zapewniał koronę króla strzelców (choćby Lewandowskiemu w 2014 roku).
Zmagania „Lewego” i Wernera już budzą emocje nie tylko w Niemczech, bo wcześnie rywalizację na takim poziomie prowadzili jedynie w lidze hiszpańskiej Leo Messi z Cristiano Ronaldo, ale nawet ci dwaj genialni gracze w sezonach, gdy bili strzeleckie rekordy, w żadnym po 18 kolejkach nie mieli we dwójkę po 20 bramek na koncie.
W miniony weekend Werner nie dotrzymał jednak kroku Lewandowskiemu, po w przegranym przez RB Lipsk 0:2 spotkaniu z Eintrachtem Frankfurt zaliczył pusty przebieg, podczas gdy polski napastnik Bayernu w wygranym z Schalke 5:0 meczu strzelił gola i zaliczył asystę. tym samym po 19. kolejkach Lewandowski znów jest samodzielnym liderem z dorobkiem 21 bramkę, a takim osiągnięciem przed nim mógł się pochwalić jedynie legendarny Gerd Mueller w sezonie 1972/1973. Warto przypomnieć, że w sezonie 2016/2017 kibice w Niemczech ekscytowali się strzeleckim pojedynkiem Lewandowskiego z Pierre-Emerickiem Aubameyangiem, w którym „Lewy” zdobył 30, a jego rywal 31 bramek. Był to najlepszy wynik w Bundeslidze od 40 lat, ale warto wiedzieć, że po 19. kolejce Polak i Gabończyk mieli odpowiednio 14 i 17 goli.
Tocząca się w tym sezonie rywalizacja 31-letniego Lewandowskiego z 23-letnim Wernerem jest rzecz jasna dla Niemców znacznie bardziej ekscytująca. Tym bardziej, że wcale nie jest przesądzone, że wygra ją Polak. A to dlatego, że trenerem zespołu RB Lipsk jest Julian Nagelsmann, uznawany obecnie za najlepszego szkoleniowca w Bundeslidze, który już pokazał, że potrafi świetnie pracować z napastnikami. Życiowe osiągnięcia pod jego reką uzyskali tacy gracze, jak Andrej Kramarić, Ishak Belfodil, Mark Utha, Joelinton, Adam Szalai czy Sandro Wagnera. Żaden z nich nie był tak skuteczny jak obecnie Werner, ale też żaden z nich nie miał takiego talentu. Poza tym Niemiec jest najważniejszym trybem w zbudowanej w Lipsku przez Nagelsmann świetnie pracującej piłkarskiej maszynerii i korzysta na pracy całego zespołu, podczas gdy „Lewy” często musi pracować na cały zespół Bayernu i wyciągać go za uszy z tarapatów.
Co nie zmienia faktu, że dzięki temu w tym sezonie rywalizacja o mistrzostwo Bundesligi póki co daleka jest do rozstrzygnięcia. Na razie liderem wciąż jest RB Lipsk (40 pkt), ale po wpadce z Eintrachtem ma już tylko jeden punkt przewagi nad Bayernem, dwa punty nad trzecią Borussią M’gladbach (3:1 z FC Mainz) i cztery „oczka” na czwartą Borussią Dortmund (5:1 z FC Koeln), w której właśnie rozkwita wielki talent 19-letniego Erlinga Halanda. Norweg w dwóch tegorocznych kolejkach zdobył już pięć bramek.

Lewandowski dogonił Juppa Heynckesa

Robert Lewandowski przerwał serię trzech ligowych meczów bez gola. W 15. kolejce Bundesligi zdobył dwie bramki dla Bayernu w wygranym 6:1 spotkaniu z Werderem. Kapitan reprezentacji Polski ma teraz na koncie 220 goli w niemieckiej ekstraklasie, tyle samo co trzeci w klasyfikacji wszech czasów Jupp Heynckes. W Bayernie skuteczniejszy od niego jest już tylko Gerd Mueller.

Bohaterem był Philippe Coutinho, który popisał się hat-trickiem, ale polski napastnik również zebrał bardzo dobre noty w niemieckich mediach. Najwyższą notę przyznał mu „Die Tageszeitung” i „Bild”, gdzie Lewandowski otrzymał 1 (1w Niemczech oznacza ocenę najwyższą, 6 najniższą). Niemieckie media bardziej jednak ekscytuje to, że polski napastnik wyrównał osiągnięcie trzeciego w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii Bundesligi Juppa Heynckesa. Już od dawna było oczywiste, że „Lewy” dogoni w tym prestiżowym zestawieniu swojego byłego trenera z Bayernie i w minioną sobotę w końcu tego dokonał, bo dzięki bramkom wbitym drużynie Werderu powiększył swój łączny dorobek strzelecki w Bundeslidze do 220 trafień.

Tyle samo ma na koncie Heynckes, ale on na trzeciej pozycji na pewno długo się nie utrzyma i być może nawet w następnej kolejce wypadnie już na zawsze z podium. Przed Lewandowskim w klasyfikacji strzelców wszech czasów są już tylko Gerd Mueller z 365 golami na koncie oraz Klaus Fischer, który ma w dorobku 268 trafień. Pierwszego z nich Polak raczej nie ma szans dogonić, ale Fischera z pewnością jest w stanie.

Dla Lewandowskiego awans do pierwszej trójki klasyfikacji wszech czasów Bundesligi to kolejny rekord. W tym sezonie zdołał pobić osiągnięcie Gerda Muellera, gdy w pierwszych 11 spotkaniach sezonu zdobył 16 bramek. Sam ustanowił nowy rekord Bundesligi, strzelając gole w każdym meczu w pierwszych 11 kolejkach sezonu. Został również z dorobkiem 10 goli najskuteczniejszym strzelcem fazy grupowej Ligi Mistrzów, czym wyrównał swój życiowy rekord w tych rozgrywkach. W edycji 2012/2013 strzelił dla Borussii Dortmund także 10 goli, ale wtedy uzyskał ten wynik w 13 meczach – drużyna z Dortmundu dotarła wtedy aż do finału rozgrywek. Wiosną „Lewy” będzie miał co najmniej dwie okazje do poprawienia życiowego rekordu, bowiem jak wiadomo Bayern awansował do 1/8 finału (losowanie par odbędzie się 16 grudnia). Polski napastnik Bayernu jest na dobrej drodze do powiększenia swojej kolekcji indywidualnych trofeów o koronę króla strzelców Champions League, bo to jedyne, obok Pucharu Polski i polskiej IV ligi rozgrywki klubowe, w których uczestniczył, a w których nie został najlepszym strzelcem. Ma już w dorobku 13 tytułów króla snajperów – w trzech najwyższych liga w Polsce, Bundeslidze (4) i Pucharze Niemiec (4) oraz w eliminacji Euro 2016 i MŚ 2018.

Jesienią Lewandowski powiększył swój strzelecki dorobek w Lidze Mistrzów do 63 goli i awansował na piąte miejsce w klasyfikacji wszech czasów tych elitarnych rozgrywek. Więcej bramek od niego zdobyli jedynie Karim Benzema (64), Raul Gonzalez (72), Lionel Messi (114) i Cristiano Ronaldo (128). „Lewy” jest jednak najlepszym strzelcem niemieckich klubów w historii Champions League, a także najskuteczniejszym graczem zarówno Borussii, jak i Bayernu. Dla zespołu z Dortmundu zdobył w Lidze Mistrzów 17, a dla Bayernu 46 bramek.

W tym sezonie jest też na najlepszej drodze do wywalczenia po raz piąty w karierze i po raz trzeci z rzędu słynnej armatki, którą Bundesliga nagradza najskuteczniejszego gracza sezonu. „Lewy” po 15 kolejkach prowadzi z dorobkiem 18 trafień. Jak bardzo jest to imponujące osiągnięcie niech świadczy fakt, że w pięciu sezonach niemieckiej ekstraklasy tyle bramek wystarczyło do zdobycia tytułu króla strzelców (1988/89, 1989/90, 1993/94, 1995/96 i 2001/02). Nasz piłkarz ma jednak w tym sezonie godnego konkurenta w osobie napastnika reprezentacji Niemiec i RB Lipsk Timo Wernera, który w sobotę zdobył bramkę w spotkaniu z Fortuną Duesseldorf (3:0) i ma ich teraz na koncie 16. Kolejni gracze w zestawieniu mają już ogromną stratę, bo trzeci Rouwen Hennings z Fortuny Duesseldorf ma w dorobku 10 trafień, czwarty Marco Reus z Borussii Dortmund dziewięć, a jego kolega z zespołu Jadon Sancho osiem. Kapitan reprezentacji Polski będzie zatem musiał pewnie do ostatniej kolejki ścigać się jedynie z Wernerem, co może przyczynić się do jakiegoś kolejnego rekordowego osiągnięcia, bo wygląda na to, że obaj ci gracze mogą znacznie przekroczyć magiczną w Bundeslidze barierę 30 goli. Jeśli to Lewandowski wygra ten wyścig i zdobędzie trzecią z rzędu nagrodę dla króla strzelców, dorówna tym Gerdowi Muellerowi, który jak na razie jest jedynym piłkarzem, który w niemieckiej ekstraklasie trzykrotnie z rzędu zdobywał ten tytuł (dokonał tego w latach 1971-1974).
W spotkaniu z Werderem Brema Lewandowski przerwał krótkotrwałą, trwającą 330 minut strzelecką niemoc, w wyniku której w trzech kolejnych meczach nie zdobył bramek. Nie szło też w Bundeslidze Bayernowi, bo przegrał u siebie z Bayerem Leverkusen 1:2 i na wyjeździe z Borussią Moenchengladbach także 1:2, przez co przed 15. kolejką zajmował dopiero szóste miejsce. Po wygranej 6:1 z Werderem bawarska ekipa wróciła do czołówki, lecz wiadomo już, że na zimową przerwę na pewno nie uda się w roli lidera Bundesligi.

Ale Lewandowski ma się jeszcze o co bić, bo w całym 2019 strzelił już 53 gole w 54 meczach i może zostać najskuteczniejszym piłkarzem roku w Europie. Drugi w tej klasyfikacji Leo Messi ma aktualnie na koncie 49 bramek w 56 spotkaniach. Obaj mogą rozegrać jeszcze w 2019 po dwa mecze. W ostatnich latach najskuteczniejszym graczem roku zostawał albo Messi, albo Cristiano Ronaldo, z wyjątkiem 2017 roku, gdy obu prześcignął angielski snajper Tottenhamu Harry Kane, zdobywając aż 56 bramek.

W tym roku może tego dokonać Lewandowski. Przed nim jeszcze mecze z Freiburgiem (18 grudnia) i Wolfsburgiem (21 grudnia), a te zespoły należą do jego ulubionych, bo w 31 występach przeciwko nim zdobył aż 35 bramek.

 

Lewy wygrał z legendą

Oficjalna strona niemieckiej Bundesligi opublikowała ranking 10 najlepszych napastników w historii Bayernu Monachium. Na pierwszym miejscu umieszczono Roberta Lewandowskiego, przed legendarnym Gerdem Muellerem.

Ten wybór był zaskoczeniem, bo w Niemczech niesamowite strzeleckie wyczyny Lewandowskiego wciąż konfrontuje się z dokonaniami Gerda Muellera, oczywiście zazwyczaj na korzyść legendy niemieckiego futbolu. Tym razem wyżej oceniono osiągnięcia Polaka. Kolejne miejsca w zestawieniu zajęli: Claudio Pizarro, Giovane Elber, Miroslav Klose, Luca Toni, Jurgen Klinsmann, Mario Gomez, Carsten Jancker oraz Karl-Heinz Rummenigge.

Lewandowski w miniony weekend w 12. kolejce Bundesligi nie strzelił gola w 12. meczu z rzędu, chociaż Bayern wygrał z Fortuną Duesseldorf (z Dawidem Kownackim w składzie) 4:0. Fortuna to jedyny zespół Bundesligi, któremu „Lewy” jeszcze nigdy nie strzelił gola. Tym razem także mu się nie udało, zaliczył jedynie asystę. Nadal jest jednak liderem strzelców z 16 trafieniami, a drugiego w zestawieniu Timo Wernera wyprzedza o cztery gole.