Lewy dorównał legendzie

Robert Lewandowski w meczu 22. kolejki Bundesligi Bayernu Monachium z FC Kolen (4:1) znów zdobył bramkę, już 23. w obecnych rozgrywkach, czym wyrównał rekord Gerda Muellera, który był jak dotąd jedynym graczem w niemieckiej ekstraklasie, któremu udało się strzelić 23 gole w pierwszych 22 ligowych kolejkach.

Kapitan reprezentacji Polski może być już trochę znudzony wynajdywanymi mu co rusz przez niemieckie media takimi rekordami, bo dla niego liczą się wymierne splendory – zdobycie kolejnego, piątego już tytułu króla strzelców Bundesligi (Gerd Mueler ma na koncie takich tytułów siedem) oraz zwycięstwo w klasyfikacji „Złotego Buta”, bo tę prestiżową nagrodę przyznawaną najskuteczniejszemu strzelcowi lig europejskich jak do tej pory wywalczył nie kto inny, jak Gerd Mueller, ale bardzo dawno temu, bo w sezonie 1971/1972. Trzecim celem „Lewego” jest też zapewne zaatakowanie owianego już legendą innego rekordu Gerda Muellera – 40 goli strzelonych w jednym sezonie. Z tym może być jednak kłopot, bo do wyrównania tego osiągnięcia Lewandowskiemu brakuje jeszcze 17 bramek, a do zakończenia rozgrywek pozostało już tylko 12 kolejek. Ale jest na dobrej drodze do wywalczenia tytułu króla strzelców, bo jego najgroźniejszy konkurent, Timo Werner z RB Lipsk, ostatnio się zaciął i zatrzymał na 20 trafieniach.
Kapitan reprezentacji Polski w tym sezonie skompletował natomiast już 40 trafień we wszystkich rozgrywkach, licząc występy w Bayernie i reprezentacji Polski. W tym sezonie jest pierwszym piłkarzem w ligach europejskich, który może pochwalić się takim osiągnięciem. Na owe 40 trafień „Lewego” złożyły się 23 bramki w Bundeslidze, 10 w Lidze Mistrzów, trzy w Pucharze Niemiec oraz cztery dla reprezentacji Polski. Do zgromadzenia tego bramkowego dorobku potrzebował 37 występów i 3170 minut spędzonych na boisku. Najgroźniejszymi rywalami 31-letniego polskiego napastnika w tej nieformalnej klasyfikacji są 19-letni Norweg Erling Haaland (37 bramek), 35-letni portugalski gwiazdor Cristiano Ronaldo (35 bramek) oraz Włoch Ciro Immobile (32 bramki).
Tak się składa, że ten kwartet napastników oraz wspomniany wcześniej Niemiec Timo Werner tworzą w tej chwili także ścisłą czołówkę klasyfikacji „Złotego Buta”. W miniony weekend swój bramkowy dorobek z tego grona powiększyli jedynie Immobile, Lewandowski i Haaland, którzy zgodnie zaliczyli po jednym trafieniu. Werner jak już zostało wspomniane w spotkaniu RB Lipsk z Werderem Brema (3:0) zaliczył po raz trzeci z rzędu występ bez trafienia, natomiast Cristiano Ronaldo potyczkę Juventusu Turyn z Brescią (2:0) obejrzał wygodnie z trybun, bo dostał od trenera wolne.
Tak więc Immobile (26 goli, 52 pkt) utrzymał trzybramkową przewagę nad drugim w zestawieniu Lewandowskim (23 gole, 46 pkt), ale na trzecim miejscu jest w tej chwili już trzech graczy. Do Wernera i Cristiano Ronaldo, którzy mieli po 20 goli i 40 pkt na koncie, w miniony weekend dołączył Haaland. Norweski napastnik zdobył bramkę w wygranym 4:0 przez Borussię Dortmund meczu z Eintrachtem Frankfurt. Było to jego ósme trafienie w piątym występie w Bundeslidze.
Tu wypada przypomnieć zasady klasyfikacji „Złotego Buta”. Ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy, „2”, ma pięć najwyżej notowanych w rankingu UEFA lig europejskich. Obecnie są to: hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Miejsce w rankingu zależy od wyników klubów w europejskich pucharach w ostatnich pięciu sezonach.
Haaland w rundzie jesiennej występował w RB Salzburg, dla którego strzelił 16 goli, a że liga austriacka ma współczynnik „1,5”, dawało mu to 24 punkty. W niemieckiej ekstraklasie norweski napastnik za każde trafienia dostaje już 2 punkty, zatem za osiem bramek zgarnął ich już 16, co po zsumowaniu z dorobkiem przywiezionym z Austrii daje mu łączną sumę punktów 40. I trzecie miejsce w klasyfikacji, chociaż pod względem tylko liczby goli Haaland z 24 bramkami jest drugi za Immobile, a przed Lewandowskim. Ten wyścig snajperów będzie zapewne do samego końca wyrównany i zacięty.

Lewy odzyskał pozycję lidera

W Bundeslidze w jej 57-letniej historii tylko dwóch piłkarzy w 19. kolejkach strzeliło 21 goli. Pierwszy tej sztuki dokonał w sezonie 1972/1973 słynny Gerd Mueller, a w minioną sobotę wyczyn legendarnego niemieckiego napastnika powtórzył Robert Lewandowski, który znów samodzielnie przewodzi w klasyfikacji strzelców tego sezonu.

W obecnych rozgrywkach Bundesligi rywalizacja o tytuł króla strzelców jest nie mniej interesująca niż walka o mistrzostwo Niemiec. W obu przypadkach biją się gracze dwóch klubów – Bayernu Monachium i RB Lipsk. Sponsorowana przez Red Bulla drużyna z Lipska rzuciła bawarskiemu potentatowi podwójne wyzwanie, bo chce mu odebrać mistrzowski tytuł, a przy okazji umożliwić Timo Wernerowi przerwanie strzeleckiej hegemonii Lewandowskiego.
Kapitan reprezentacji Polski był samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców przez całą rundę jesienną, a już po 9. kolejce, gdy miał na koncie 13. trafień i o siedem wyprzedzał drugiego w zestawieniu Wernera, w mediach pojawiły się opinie, że „Lewemu” właściwie już można gratulować zdobycia piątego w karierze tytułu króla strzelców Bundesligi. Przypominano, że w sezonie 2013/2014 wygrał rywalizację strzelając 20 goli, w sezonie 2015/2016 zwyciężył wynikiem 30 trafień, w sezonie 2017/2018 potrzebował do tego 29 bramek, ale już w poprzednim sezonie (2018/2019) wystarczyły mu tylko 22 gole.
Sytuacja zmieniła się po 10. kolejce, bo wtedy ekipa RB Lipsk rozbiła FC Mainz 8:0, a Werner skompletował w tym spotkaniu hat-tricka i zaliczył trzy asysty. A potem poszedł za ciosem i w ośmiu kolejnych ligowych meczach zdobył aż 11 bramek, co pozwoliło mu zbliżyć się do kroczącego wolniejszym tempem Lewandowskiego na jedno trafienie. Polak kończył rundę jesienną z 19. bramkami na koncie, a Werner z 18. Ale już w pierwszej kolejce wiosennej rundy napastnik RB Lipsk zaliczył dwa trafienia i zrównał się w ich liczbie z „Lewym”, który odpowiedział tylko jedną bramką. Przed 19. kolejką obaj mieli zatem po 20 trafień. A to już był strzelecki dorobek, który aż w 12 poprzednich sezonach niemieckiej ekstraklasy zapewniał koronę króla strzelców (choćby Lewandowskiemu w 2014 roku).
Zmagania „Lewego” i Wernera już budzą emocje nie tylko w Niemczech, bo wcześnie rywalizację na takim poziomie prowadzili jedynie w lidze hiszpańskiej Leo Messi z Cristiano Ronaldo, ale nawet ci dwaj genialni gracze w sezonach, gdy bili strzeleckie rekordy, w żadnym po 18 kolejkach nie mieli we dwójkę po 20 bramek na koncie.
W miniony weekend Werner nie dotrzymał jednak kroku Lewandowskiemu, po w przegranym przez RB Lipsk 0:2 spotkaniu z Eintrachtem Frankfurt zaliczył pusty przebieg, podczas gdy polski napastnik Bayernu w wygranym z Schalke 5:0 meczu strzelił gola i zaliczył asystę. tym samym po 19. kolejkach Lewandowski znów jest samodzielnym liderem z dorobkiem 21 bramkę, a takim osiągnięciem przed nim mógł się pochwalić jedynie legendarny Gerd Mueller w sezonie 1972/1973. Warto przypomnieć, że w sezonie 2016/2017 kibice w Niemczech ekscytowali się strzeleckim pojedynkiem Lewandowskiego z Pierre-Emerickiem Aubameyangiem, w którym „Lewy” zdobył 30, a jego rywal 31 bramek. Był to najlepszy wynik w Bundeslidze od 40 lat, ale warto wiedzieć, że po 19. kolejce Polak i Gabończyk mieli odpowiednio 14 i 17 goli.
Tocząca się w tym sezonie rywalizacja 31-letniego Lewandowskiego z 23-letnim Wernerem jest rzecz jasna dla Niemców znacznie bardziej ekscytująca. Tym bardziej, że wcale nie jest przesądzone, że wygra ją Polak. A to dlatego, że trenerem zespołu RB Lipsk jest Julian Nagelsmann, uznawany obecnie za najlepszego szkoleniowca w Bundeslidze, który już pokazał, że potrafi świetnie pracować z napastnikami. Życiowe osiągnięcia pod jego reką uzyskali tacy gracze, jak Andrej Kramarić, Ishak Belfodil, Mark Utha, Joelinton, Adam Szalai czy Sandro Wagnera. Żaden z nich nie był tak skuteczny jak obecnie Werner, ale też żaden z nich nie miał takiego talentu. Poza tym Niemiec jest najważniejszym trybem w zbudowanej w Lipsku przez Nagelsmann świetnie pracującej piłkarskiej maszynerii i korzysta na pracy całego zespołu, podczas gdy „Lewy” często musi pracować na cały zespół Bayernu i wyciągać go za uszy z tarapatów.
Co nie zmienia faktu, że dzięki temu w tym sezonie rywalizacja o mistrzostwo Bundesligi póki co daleka jest do rozstrzygnięcia. Na razie liderem wciąż jest RB Lipsk (40 pkt), ale po wpadce z Eintrachtem ma już tylko jeden punkt przewagi nad Bayernem, dwa punty nad trzecią Borussią M’gladbach (3:1 z FC Mainz) i cztery „oczka” na czwartą Borussią Dortmund (5:1 z FC Koeln), w której właśnie rozkwita wielki talent 19-letniego Erlinga Halanda. Norweg w dwóch tegorocznych kolejkach zdobył już pięć bramek.

Lewandowski dogonił Juppa Heynckesa

Robert Lewandowski przerwał serię trzech ligowych meczów bez gola. W 15. kolejce Bundesligi zdobył dwie bramki dla Bayernu w wygranym 6:1 spotkaniu z Werderem. Kapitan reprezentacji Polski ma teraz na koncie 220 goli w niemieckiej ekstraklasie, tyle samo co trzeci w klasyfikacji wszech czasów Jupp Heynckes. W Bayernie skuteczniejszy od niego jest już tylko Gerd Mueller.

Bohaterem był Philippe Coutinho, który popisał się hat-trickiem, ale polski napastnik również zebrał bardzo dobre noty w niemieckich mediach. Najwyższą notę przyznał mu „Die Tageszeitung” i „Bild”, gdzie Lewandowski otrzymał 1 (1w Niemczech oznacza ocenę najwyższą, 6 najniższą). Niemieckie media bardziej jednak ekscytuje to, że polski napastnik wyrównał osiągnięcie trzeciego w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii Bundesligi Juppa Heynckesa. Już od dawna było oczywiste, że „Lewy” dogoni w tym prestiżowym zestawieniu swojego byłego trenera z Bayernie i w minioną sobotę w końcu tego dokonał, bo dzięki bramkom wbitym drużynie Werderu powiększył swój łączny dorobek strzelecki w Bundeslidze do 220 trafień.

Tyle samo ma na koncie Heynckes, ale on na trzeciej pozycji na pewno długo się nie utrzyma i być może nawet w następnej kolejce wypadnie już na zawsze z podium. Przed Lewandowskim w klasyfikacji strzelców wszech czasów są już tylko Gerd Mueller z 365 golami na koncie oraz Klaus Fischer, który ma w dorobku 268 trafień. Pierwszego z nich Polak raczej nie ma szans dogonić, ale Fischera z pewnością jest w stanie.

Dla Lewandowskiego awans do pierwszej trójki klasyfikacji wszech czasów Bundesligi to kolejny rekord. W tym sezonie zdołał pobić osiągnięcie Gerda Muellera, gdy w pierwszych 11 spotkaniach sezonu zdobył 16 bramek. Sam ustanowił nowy rekord Bundesligi, strzelając gole w każdym meczu w pierwszych 11 kolejkach sezonu. Został również z dorobkiem 10 goli najskuteczniejszym strzelcem fazy grupowej Ligi Mistrzów, czym wyrównał swój życiowy rekord w tych rozgrywkach. W edycji 2012/2013 strzelił dla Borussii Dortmund także 10 goli, ale wtedy uzyskał ten wynik w 13 meczach – drużyna z Dortmundu dotarła wtedy aż do finału rozgrywek. Wiosną „Lewy” będzie miał co najmniej dwie okazje do poprawienia życiowego rekordu, bowiem jak wiadomo Bayern awansował do 1/8 finału (losowanie par odbędzie się 16 grudnia). Polski napastnik Bayernu jest na dobrej drodze do powiększenia swojej kolekcji indywidualnych trofeów o koronę króla strzelców Champions League, bo to jedyne, obok Pucharu Polski i polskiej IV ligi rozgrywki klubowe, w których uczestniczył, a w których nie został najlepszym strzelcem. Ma już w dorobku 13 tytułów króla snajperów – w trzech najwyższych liga w Polsce, Bundeslidze (4) i Pucharze Niemiec (4) oraz w eliminacji Euro 2016 i MŚ 2018.

Jesienią Lewandowski powiększył swój strzelecki dorobek w Lidze Mistrzów do 63 goli i awansował na piąte miejsce w klasyfikacji wszech czasów tych elitarnych rozgrywek. Więcej bramek od niego zdobyli jedynie Karim Benzema (64), Raul Gonzalez (72), Lionel Messi (114) i Cristiano Ronaldo (128). „Lewy” jest jednak najlepszym strzelcem niemieckich klubów w historii Champions League, a także najskuteczniejszym graczem zarówno Borussii, jak i Bayernu. Dla zespołu z Dortmundu zdobył w Lidze Mistrzów 17, a dla Bayernu 46 bramek.

W tym sezonie jest też na najlepszej drodze do wywalczenia po raz piąty w karierze i po raz trzeci z rzędu słynnej armatki, którą Bundesliga nagradza najskuteczniejszego gracza sezonu. „Lewy” po 15 kolejkach prowadzi z dorobkiem 18 trafień. Jak bardzo jest to imponujące osiągnięcie niech świadczy fakt, że w pięciu sezonach niemieckiej ekstraklasy tyle bramek wystarczyło do zdobycia tytułu króla strzelców (1988/89, 1989/90, 1993/94, 1995/96 i 2001/02). Nasz piłkarz ma jednak w tym sezonie godnego konkurenta w osobie napastnika reprezentacji Niemiec i RB Lipsk Timo Wernera, który w sobotę zdobył bramkę w spotkaniu z Fortuną Duesseldorf (3:0) i ma ich teraz na koncie 16. Kolejni gracze w zestawieniu mają już ogromną stratę, bo trzeci Rouwen Hennings z Fortuny Duesseldorf ma w dorobku 10 trafień, czwarty Marco Reus z Borussii Dortmund dziewięć, a jego kolega z zespołu Jadon Sancho osiem. Kapitan reprezentacji Polski będzie zatem musiał pewnie do ostatniej kolejki ścigać się jedynie z Wernerem, co może przyczynić się do jakiegoś kolejnego rekordowego osiągnięcia, bo wygląda na to, że obaj ci gracze mogą znacznie przekroczyć magiczną w Bundeslidze barierę 30 goli. Jeśli to Lewandowski wygra ten wyścig i zdobędzie trzecią z rzędu nagrodę dla króla strzelców, dorówna tym Gerdowi Muellerowi, który jak na razie jest jedynym piłkarzem, który w niemieckiej ekstraklasie trzykrotnie z rzędu zdobywał ten tytuł (dokonał tego w latach 1971-1974).
W spotkaniu z Werderem Brema Lewandowski przerwał krótkotrwałą, trwającą 330 minut strzelecką niemoc, w wyniku której w trzech kolejnych meczach nie zdobył bramek. Nie szło też w Bundeslidze Bayernowi, bo przegrał u siebie z Bayerem Leverkusen 1:2 i na wyjeździe z Borussią Moenchengladbach także 1:2, przez co przed 15. kolejką zajmował dopiero szóste miejsce. Po wygranej 6:1 z Werderem bawarska ekipa wróciła do czołówki, lecz wiadomo już, że na zimową przerwę na pewno nie uda się w roli lidera Bundesligi.

Ale Lewandowski ma się jeszcze o co bić, bo w całym 2019 strzelił już 53 gole w 54 meczach i może zostać najskuteczniejszym piłkarzem roku w Europie. Drugi w tej klasyfikacji Leo Messi ma aktualnie na koncie 49 bramek w 56 spotkaniach. Obaj mogą rozegrać jeszcze w 2019 po dwa mecze. W ostatnich latach najskuteczniejszym graczem roku zostawał albo Messi, albo Cristiano Ronaldo, z wyjątkiem 2017 roku, gdy obu prześcignął angielski snajper Tottenhamu Harry Kane, zdobywając aż 56 bramek.

W tym roku może tego dokonać Lewandowski. Przed nim jeszcze mecze z Freiburgiem (18 grudnia) i Wolfsburgiem (21 grudnia), a te zespoły należą do jego ulubionych, bo w 31 występach przeciwko nim zdobył aż 35 bramek.

 

Lewy wygrał z legendą

Oficjalna strona niemieckiej Bundesligi opublikowała ranking 10 najlepszych napastników w historii Bayernu Monachium. Na pierwszym miejscu umieszczono Roberta Lewandowskiego, przed legendarnym Gerdem Muellerem.

Ten wybór był zaskoczeniem, bo w Niemczech niesamowite strzeleckie wyczyny Lewandowskiego wciąż konfrontuje się z dokonaniami Gerda Muellera, oczywiście zazwyczaj na korzyść legendy niemieckiego futbolu. Tym razem wyżej oceniono osiągnięcia Polaka. Kolejne miejsca w zestawieniu zajęli: Claudio Pizarro, Giovane Elber, Miroslav Klose, Luca Toni, Jurgen Klinsmann, Mario Gomez, Carsten Jancker oraz Karl-Heinz Rummenigge.

Lewandowski w miniony weekend w 12. kolejce Bundesligi nie strzelił gola w 12. meczu z rzędu, chociaż Bayern wygrał z Fortuną Duesseldorf (z Dawidem Kownackim w składzie) 4:0. Fortuna to jedyny zespół Bundesligi, któremu „Lewy” jeszcze nigdy nie strzelił gola. Tym razem także mu się nie udało, zaliczył jedynie asystę. Nadal jest jednak liderem strzelców z 16 trafieniami, a drugiego w zestawieniu Timo Wernera wyprzedza o cztery gole.

 

Lewy trafił po raz trzynasty

Gol strzelony przez Roberta Lewandowskiego w meczu 9. kolejki Bundesligi z Unionem Berlin (2:1) był jego 13. ligowym trafieniem w tym sezonie. Polski napastnik Bayernu Monachium jest liderem klasyfikacji strzelców – nad drugim w stawce Timo Wernerem z RB Lipsk ma aż siedem bramek przewagi.

Lewandowski zdobywał bramki we wszystkich dziewięciu ligowych kolejkach obecnego sezonu, a zaliczając trafienie w spotkaniu z Unionem Berlin został pierwszym piłkarzem w historii Bundesligi, który strzelił przynajmniej jednego gola w każdym z pierwszych dziewięciu meczów sezonu. Wcześniej dzielił na spółkę z Pierre -Emerickiem Aubameyangiem rekord trafień w pierwszych ośmiu spotkaniach ligowych z rzędu. Niewykluczone, że w 10. kolejce, jeśli znów zdobędzie bramkę, ustanowi nowy rekord. „Lewy” jest w tej chwili w życiowej formie i na każdym froncie uzyskuje niesamowite statystyki. W reprezentacji Polski doszedł do granicy 60 trafień, w Lidze Mistrzów ma 58 goli w klasyfikacji wszech czasów, a w Bundeslidze dogania powoli trzeciego na liście wszech czasów Juppa Heynckesa – brakuje mu jeszcze tylko pięciu bramek. Odskoczył także Leo Messiemu w rankingu najlepszych klubowych strzelców w 2019 roku. Polak zdobył do tej pory 37 bramek w 36 spotkaniach, natomiast argentyński gwiazdor FC Barcelona ma na koncie 33 trafienia w 37 meczach. Trzecie miejsce w tym zestawieniu z 28 bramkami zajmują Kylian Mbappe (30 meczów) i Sergio Aguero (34 mecze).

Niemieckie media nie szczędzą kapitanowi reprezentacji Polski komplementów, ale zarazem podkreślają, że w tej chwili Bayern jest niepokojąco uzależniony od Lewandowskiego, a na domiar złego słabo prezentuje się jako zespół, szczególnie w grze defensywnej. Bawarska jedenastka pokonała Union Berlin z najwyższym trudem i odzyskała prowadzenie w tabeli Bundesligi. Warto odnotować, że w bramce beniaminka z Berlina stał polski bramkarz Rafał Gikiewicz.
Kapitan reprezentacji Polski jest na dobrej drodze do zdobycie kolejnego tytułu króla strzelców Bundesligi – piątego w ogóle, a trzeciego z rzędu. Jeśli wygra rywalizację po raz trzeci, wyrówna osiągnięcie legendarnego Gerda Muellera, który wygrywał rywalizację snajperów Bundesligi w latach 1972-1974. W liczbie tytułów króla strzelców „Lewy” z czterema triumfami już jest drugi, a więcej od niego wygrywał tę prestiżową rywalizacje tylko wspomniany Gerd Mueller, który ma na koncie siedem tytułów.

W klasyfikacji strzelców obecnego sezonu jest pierwszy z dorobkiem 13 goli. Drugi w zestawieniu Timo Werner z RB Lipsk ma na koncie sześć bramek. Trzecią lokatę zajmuje pięciu graczy z pięcioma trafieniami – Paco Alcacer (Borussia Dortmund), Rouwen Hennings (Fortuna Duesseldorf), Goncalo Paciencia (Eintracht Frankfurt), Marco Reus (Borussia Dortmund), Wout Weghorst (VfL Wolfsburg). Dorobek „Lewego” jest imponujący nie tylko na tle rywali z Bundesligi, ale także w porównaniu z dokonaniami snajperów w innych czołowych ligach europejskich. W Hiszpanii najskuteczniejsi z siedmioma trafieniami są Gerard Moreno (Villarreal) i Artur Moron (Betis Sewilla), w Anglii z dziewięcioma golami w dorobku prowadzi Jamie Vardy (Leicester City), we Włoszech także z dziewięcioma trafieniami przewodzi Ciro Immobile z Lazio Rzym, a we Francji z tyloma golami na czele jest klubiwy kolega Kamila Glika z AS Monaco Wissam Ben Yedder.

 

Lewy z czwartą armatą

Bayern Monachium z Robertem Lewandowskim w składzie pokonał u siebie w ostatniej kolejce Eintracht Frankfurt 5:1 i zdobył siódme z rzędu mistrzostwo Niemiec. Reprezentant Polski nie zdobył bramki, ale z dorobkiem 22 goli wywalczył swój czwarty tytuł króla strzelców Bundesligi. Więcej razy od niego najskuteczniejszym strzelcem w Bundeslidze był jedynie legendarny snajper Bayernu Gerd Mueller.

W tym sezonie po raz pierwszy od wielu lat rywalizacja w Bundeslidze o mistrzostwo Niemiec toczyła się do ostatniej kolejki. Prowadzący w tabeli Bayern Monachium przed ostatnia serią gier miał na koncie 75 punktów, a druga Borussia Dortmund tylko o dwa mniej, ale Bawarczykom wystarczał remis w starciu z Eintrachtem Frankfurt, by po raz siódmy z rzędu i 29. w historii zdobyć mistrzowski tytuł bez oglądania się na wynik potyczki dortmundczyków z Borussią Moenchengladbach. W sobotę na Allianz Arena w Monachium nikt jednak nie zakładał takiego minimalistycznego scenariusza. Z klubem i fanami Bayernu żegnało się przecież aż trzech wybitnych i wielce zasłużonych graczy – Francuz Franck Ribery, Holender Arjen Robben i Brazylijczyk Rafinha. Pierwszy grał w Bayernie przez 12, drugi przez 10, a trzeci przez osiem lat. „Będziemy za nimi tęsknić. Gdy trzech takich piłkarzy opuszcza Bayern po tak wielu latach, zawsze jest to smutna chwila. Jednak gdy coś się kończy, coś innego się rozpoczyna. Musimy być na to gotowi” – skomentował odejście tego tercetu na łamach klubowego serwisu Bayernu Lewandowski.

Na efektownym zakończeniu ligowego sezonu zależało w Bayernie wszystkim, ale najbardziej chyba trenerowi Niko Kovacowi, którego posada wisiała na włosku. W niemieckich mediach od wielu tygodni pojawiały się spekulacje, że po tym sezonie dojdzie nie tylko do rewolucji kadrowej w Bayernie, lecz także do zmiany szkoleniowca. Pewnie dlatego Kovac zaczął mecz w najsilniejszym składzie, na jaki obecnie stać bawarski klub, czyli jednak bez Riberego i Robbena. Oni na boisku pojawili się dopiero po przerwie, gdy Bayern prowadził już 3:1. Obaj przy solidarnym wsparciu kolegów, w tym Lewandowskiego, zdążyli jednak zaliczyć po pożegnalnym trafieniu i ostatecznie Bayern wygrał 5:1, pieczętując tym samym siódmy tytuł z rzędu i 29. w historii, co w obu klasyfikacjach jest rekordem niemieckiej Bundesligi.

„Lewy” w tym spotkaniu gola nie strzelił, ale mimo to z dorobkiem 22 bramek został po raz drugi z rzędu, a czwarty w ogóle królem strzelców Bundesligi, odbierając po meczu zwyczajową nagrodę dla najlepszego snajpera rozgrywek – pamiątkową statuetkę armaty. Kapitan reprezentacji Polski swój bramkowy dorobek uzyskał w 33 ligowych występach. W pokonanym polu zostawił napastnika Borussii Dortmund Paco Alcacer (18 goli), Kaia Havertza (Bayer 04 Leverkusen), Lukę Jovicia (Eintracht Frankfurt), Andreja Kramaricia (Hoffenheim), Marco Reusa (Borussia Dortmund) i Wouta Weghorsta (VfL Wolfsburg), autorów 17 trafień w obecnym sezonie.

Trzy poprzednie armaty Lewandowski zdobywał w 2014 roku, jeszcze jako gracz Borussii Dortmund oraz już w barwach Bayernu w 2016 i 2018 roku. W liczbie tych trofeów jest teraz drugi na liście wszech czasów – lepszy od niego jest już tylko legendarny Gerd Mueller, który w latach 70. ub. wieku sięgał po te trofeum siedmiokrotnie.

Dla Bawarczyków to jeszcze nie koniec sezonu. W najbliższą sobotę (25 maja) zagrają w Berlinie w finale Pucharu Niemiec z RB Lipsk. Lewandowski, dla którego zdobyte mistrzostwo Niemiec było 16. drużynowym trofeum w karierze, ma więc szansę poprawić swój dorobek o kolejny tytuł. Ale już i tak jest najbardziej utytułowanym polskim piłkarzem w historii.

 

Lewy skompletował drugą setkę

Robert Lewandowski w meczu na szczycie Bundesligi wykorzystał błąd obrońcy Borussii Dortmund i po efektownej indywidualnej akcji zdobył bramkę. Było to jego jubileuszowe dwusetne trafienie w Bundeslidze. Przed nim tylko czterech graczy dokonało tej sztuki. Potem dorzucił jeszcze jednego gola, a Bayern wygrał z Borussia 5:0 i odzyskał pozycję lidera.

Na tego gola fani Lewandowskiego czekali już od kilku tygodni. W poprzedniej kolejce kapitan reprezentacji Polski w spotkaniu z Freiburgiem (1:1) zdobył swoją 199. bramkę w Bundeslidze i przygotował sobie grunt pod jubileuszowe dwusetne trafienie, które tak się szczęśliwie złożyło, mógł zaliczyć w kolejnym ligowym starciu akurat, które wypadło w meczu na szczycie z jego poprzednim klubem, Borussią Dortmund. W Niemczech ten mecz był oczywiście hitem 28. kolejki, bo po kilku sezonach totalnej dominacji Bayernu w Bundeslidze, w obecnych rozgrywkach Borussia Dortmund w końcu nawiązała wyrównaną walkę i przed sobotnim starciem na Allianz Arena w Monachium prowadziła w tabeli z przewagą dwóch punktów. W przypadku zwycięstwa szanse zespołu z Dortmundu na mistrzostwo wzrosłyby znacznie.

Statystyki przemawiały jednak na korzyść bawarskiego potentata. Sobotni mecz był setnym starciem tych dwóch klubów – 46 z nich wygrał Bayern, 29 zakończyło się remisem, a 25 razy zwyciężała Borussia. Bilans bramkowy 190:122 na korzyść Bayernu. Co ciekawe, w czterech ostatnich potyczkach na Allianz Arena Borussia nie zdobyła bramki, tracąc ich aż 22, z czego 10 było autorstwa Lewandowskiego. Polak w sumie w meczach ze swoim poprzednim klubem strzelił już 15 goli i jest pod tym względem rekordzistą bawarskiego klubu.

Swoją dwusetną bramkę w Bundeslidze „Lewy” strzelił w 17. minucie spotkania, przechwytując piłkę zagraną niestarannie przez przez stopera Borussii Dana-Axela Zagado. Polak błyskawicznie ruszył na bramkę rywali, sprytnie przelobował nadbiegającego bramkarza gości Romana Buerki i efektownymi „nożycami” z półobrotu wpakował piłkę do pustej bramki Borussii Dortmund.
Lepszej oprawy kapitan reprezentacji Polski dla swojego wyczynu nie mógł wymarzyć. Został piątym graczem w historii Bundesligi, który przekroczył granicę 200 strzelonych goli. Przypomnijmy, że przed nim tej sztuki dokonało tylko czterech legendarnych niemieckich graczy – Manfred Burgsmueller (212 goli), Jupp Heynckes (220), Klaus Fischer (268) i Gerd Mueller (365). „To wiele dla mnie znaczy. Nigdy nie pomyślałbym, że mogę strzelić tyle goli w Bundeslidze. A teraz jestem dumny, że znalazłem sie obok czterech takich wspaniałych piłkarzy” – powiedział Polak po meczu z Borussią.

W końcówce spotkania „Lewy” zaliczył jeszcze drugie trafienie i w klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy prowadzi teraz z dorobkiem 21 goli i przewagą czterech bramek nad drugim w zestawieniu Luką Joviciem z Eintrachtu Frankfurt.

Klęska Borussii Dortmund w meczu na szczycie mimo wszystko jest jednak niespodzianką. Co prawda nikt nie miał złudzeń, że Bayern odpuści walkę o mistrzowski tytuł, ale ostatnio nawet szefowie bawarskiego potentata dawali do zrozumienia, że uważają ten sezon za „przejściowy”. Nie na tyle jednak, żeby po odpadnięciu zespołu z Ligi Mistrzów nie domagać się od zespołu zdobycia dubletu na krajowym podwórku, bo mają świadomość, że tylko mistrzostwo i puchar Niemiec zrekompensują kibicom rozczarowanie brakiem sukcesu na europejskiej arenie.

Lewandowski znów zebrał za swój występ wysokie noty i niemal we wszystkich mediach dostał „1”, co w Niemczech oznacza „klasę światową” (w skali 1-6 szóstka jest najgorszą oceną). „Lewy” dostał pochwały nie tylko za dwa gole i asystę, lecz także za to, że nie oszczędzał sił także w defensywie.

Po drugiej stronie Odry w opiniach większości piłkarskich ekspertów losy mistrzowskiego tytułu w Bundeslidze nie zostały jeszcze rozstrzygnięte. Bayern pokonał Borussię wprawdzie 5:0, lecz w ligowej tabeli ma nad nią tylko jeden punkt przewagi. Na ten istotny fakt zwrócił uwagę też Lewandowski w pomeczowych wypowiedziach. „Zdobędziemy mistrzostwo, jeśli wygramy wszystkie mecze jakie zostały do końca rozgrywek” – ocenił trafnie sytuacje najskuteczniejszy zawodnik Bayernu Monachium.

 

Lewy blisko drugiej setki

Robert Lewandowski zdobył bramkę w sobotnim spotkaniu z Freiburgiem i było to już jego 199. gol w niemieckiej Bundeslidze. Granicę dwustu trafień, którą przekroczyło dotąd tylko czterech graczy, będzie miał okazję osiągnąć w kolejnym meczu, z Borussią Dortmund.

W niemieckiej Bundeslidze o mistrzowski tytuł ścigają się już tylko zespoły Bayernu Monachium i Borussii Dortmund. W 27. kolejce broniąca tytułu bawarska jedenastka niespodziewanie straciła punkty w wyjazdowej potyczce z Freiburgiem (1:1), z czego skwapliwie skorzystała ekipa z Dortmundu i pokonując 2:0 VfL Wolfsburg odzyskała pozycję lidera. Ale w następnej kolejce Borussię czeka wyjazdowa potyczka w Monachium na Allianz Arena. Wynik tego meczu może przesądzić o tym, która z tych drużyn w tym sezonie sięgnie po mistrzostwo.

Może to być też wyjątkowy wieczór dla Roberta Lewandowskiego, który w spotkaniu z Freiburgiem zdobył 199. bramkę w Bundeslidze. Z tego bogatego dorobku 74 gole strzelił w barwach Borussii Dortmund, a pozostałe 125 już jako zawodnik Bayernu Monachium. W historii Bundesligi tylko czterech piłkarzy zdołało przekroczyć granicę 200 ligowych trafień. Absolutnym rekordzistą jest pod tym względem legendarny napastnik Bayernu Monachium Gerd Mueller, który w latach 1964-1979 strzelił dla bawarskiego klubu 365 goli. Drugi na liście z dorobkiem 268 trafień plasuje się inny legendarny niemiecki napastnik Klaus Fisher (bramki zdobywał w barwach czterech klubów – TSV 1860 Monachium, Schalke 04 Gelsenkirchen, FC Koeln i VfL Bochum), na trzecim miejscu znajduje się Jupp Heynckes z 220 golami (strzelał je dla Borussii Moenchengladbach i Hannoveru), a ostatni na liście „dwusetników” jest Manfred Burgsmueller, który w barwach Borussii Dortmund, FC Nuernberg i Werderu Brema zgromadzi 213 trafień. Z tego kwartetu poza zasięgiem „Lewego” jest chyba tylko Gerd Mueller.

Kapitan naszej reprezentacji w meczu z Freiburgiem zdobył efektowną bramkę, ale w starciu z Borussią Dortmund o kolejnego gola będzie mu piekielnie trudno. Jego dawni koledzy z tego zespołu z pewnością nie będą przebierać w środkach, żeby uniemożliwić mu strzelenie jubileuszowego gola. Nie chodzi tylko o kwestie ambicjonalne. Zespół z Dortmundu w tym sezonie miał już nad Bayernem przewagę dziewięciu punktów, którą jednak roztrwonił w lutym i marcu. Teraz odskoczył Bawarczykom na dwa „oczka”, ale gdyby na Allianz Arena udało się monachijczykom wygrać, ich przewaga urosłaby do pięciu punktów. W sześciu ostatnich kolejkach taka różnica byłaby możliwa do obronienia, zwłaszcza że ekipa Borussii zdaje się mieć kryzys formy za sobą. A Lewandowskiemu z laurów do zdobycia zostałaby już tylko tytuł króla strzelców.

 

Lewy się rozkręca

Fot. Robert Lewandowski w tym sezonie zdobył już 19 bramek, z tego 6 w Lidze Mistrzów i 9 w Bundeslidze

 

 

Robert Lewandowski zdobył dwie bramki dla Bayernu Monachium w wygranym 3:0 ligowym meczu z FC Nuernberg. Kapitan reprezentacji Polski w tym sezonie strzelił już we wszystkich rozgrywkach 19 goli i jest skuteczniejszy od Neymara i Messiego.

 

W obecnym sezonie Lewandowski we wszystkich rozgrywkach rozegrał 20 meczów, w których strzelił 19 goli, co czyni go najskuteczniejszym strzelcem w pięciu najsilniejszych ligach europejskich (angielskiej, niemieckiej, hiszpańskiej, włoskiej i francuskiej). Kapitan reprezentacji Polski o jedno trafienie wyprzedza brazylijskiego asa Paris Saint-Germain Neymara i o dwa trafienia argentyńskiego gwiazdora Barcelony Leo Messiego (w miniony weekend też strzeli dwa gole i ma ich na koncie 17). W Lidze Mistrzów „Lewy” prowadzi na spółkę z Messim w klasyfikacji strzelców – obaj mają po sześć bramek na koncie. W Bundeslidze Polak z dorobkiem dziewięciu bramek jest trzeci w wśród najskuteczniejszych – o jedno trafienie lepsi od niego są Paco Alcacer z Borussii Dortmund i Luka Jović z Eintrachtu Frankfurt, a tyle samo goli na koncie co „Lewy” mają też Marco Reus z Borussii Dortmund i Sebastien Haller z Eintrachtu Frankfurt.

Niemieckie media znów wychwalają polskiego napastnika i przytaczają jego niebywałe strzeleckie statystyki. Okazało się, że dwa gole wbite drużynie z Norymbergi to był 47. „dwupak” uzyskany przez naszego piłkarza w Bundeslidze. Lepszy pod tym wzgledem jest od niego tylko legendarny Gerg Mueller, który meczów z podwójnymi trafieniami ma na koncie 55. Statystycy wyliczyli te, że mecz z FC Nuernberg był dla Lewandowskiego jubileuszowymj, 50. występem w Bundeslidze, w którym zdobywa więcej niż jednego gola. Pod tym względem znów lepszy od niego jest Gerd Mueller (87), ale w klasyfikacji wszech czasów „Lewego” wyprzedza jeszcze jego niedawny trener Jup Heynckes, który takich spotkań zaliczył 51. W 270 występach w Bundeslidze Lewandowski strzelił już 189 goli.

Drużyna z Monachium podniosła się po serii rozczarowujących wyników. Mistrz Niemiec zawodził zwłaszcza w Bundeslidze, remisując z Freiburgiem (1:1), Fortuną Duesseldorf (3:3) i przegrywając mecz na szczycie z Borussią Dortmund (2:3), wygrał jednak dwa ostatnie spotkania ligowe i dzięki temu nie pozwolił Borussii Dortmund na powiększenie punktowej przewagi. Ekipa z Dortmundu wyprzedza jednak monachijczyków o dziewięć „oczek” i na razie nie widać po niej żadnych symptomów kryzysu. W miniony weekend pokonała na wyjeździe Schalke 2:1. Łukasz Piszczek rozegrał cały mecz i zaliczył udany występ. Jakuba Błaszczykowskiego nie było nawet w kadrze meczowej VfL Wolfsburg (2:2 z Hoffenheim), a Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf) zagrał słabo w przegranym 1:3 spotkaniu z Werderem.