Do pracy, towarzysze!

Widać Koalicja Obywatelska pogodziła się z wygraną PiS w październikowych wyborach parlamentarnych. Zamiast tworzenia szerokiej koalicji anty PiSowskiej, która miała szansę odsunąć PiS od władzy, wybrała ona strategię tworzenia własnego, przyszłego, zapewne opozycyjnego klubu parlamentarnego.
Na pewno na wybór takiej decyzji wpłynęła postawa PSL. Ludowcy jako pierwsi pogodzili się z kolejną wygraną PiS. I zaczęli pozycjonować się jako ewentualny, przyszły koalicjant partii pana prezesa Kaczyńskiego.
Mają już ludowcy tradycje współpracy z nim. W 1989 roku to Jarosław Kaczyński rozbił sejmową koalicję PZPR- ZSL- SD, co umożliwiło powstanie rządu Tadeusza Mazowieckiego.
Strategię tworzenia Koalicji Obywatelskiej ale bez lewicy propagandziści KO tłumacza wolą swych członków. „Dołów partyjnych”, czyli regionalnych działaczy.
Oni mieli licznie i usilnie protestować przeciwko koalicji z lewicą. Zwłaszcza z SLD. Oni mieli protestować przeciwko wspólnym listom z takimi działaczami SLD jak Joanna Senyszyn, Marek Dyduch czy Jerzy Jaskiernia.
Przez ostatnie lata słyszałem z ust liderów obecnej Koalicji Obywatelskiej, że dalsze rządy PiS to kres polskiej demokracji parlamentarno- gabinetowej. Koniec „państwa prawa”. Ustanowienie w Polsce dyktatury podobnej do istniejącej już na Węgrzech.
A teraz okazuje się, że obywatele z Koalicji Obywatelskiej wolą likwidację „państwa prawa”, wolą „Budapeszt w Warszawie” od współpracy z SLD i innymi partiami lewicowymi.
Chociaż SLD jest ugrupowaniem proeuropejskim, jest ugrupowaniem które nigdy nie psuło demokratycznego systemu.
Okazuje się jednak, że aktyw Koalicji Obywatelskiej woli Antoniego Macierewicza, Beatę Mazurek i Ryszarda Terleckiego od Joanny Senyszyn, Marka Dyducha i Jerzego Jaskierni.
Cóż mamy wolny kraj. Oni mają wolny wybór.
Tak to liderzy KO i PSL nie pozostawili liderom lewicy wyboru.
Teraz liderzy lewicy muszą stworzyć jedną, maksymalnie pojemną lewicową listę wyborczą.
Będzie to możliwe, jeśli liczni liderzy licznych, niestety niekiedy nielicznych, ugrupowań nie pohamują swoich ambicji na rzecz wspólnego interesu lewicy polskiej. Czyli powrotu lewicy do parlamentu.
Lewica polska musi być obecna w polskim Sejmie i Senacie, bo bez niej Sejm i Senat są nieme.
Zatem wszyscy lewicowcy w Polsce łączcie się !
Mamy swoje, podobne programy.
Mamy aktywistów kompetentnych do pracy w Sejmie i Senacie.
Zapomnijmy o dawnych sporach i urazach!
Stwórzmy jedną lewicową listę!
Dość hamletyzowania, dość mazgajenia!
Do pracy, towarzysze!

Jaka koalicja?

Zbliżają się wybory do sejmu. SLD jak i inne partie rozważają różne scenariusze startu w wyborach.

Ma ona moim zdaniem trzy możliwości: start samodzielny, w koalicji lewicowej Biedronia i w koalicji z Platformą Obywatelską (koalicji wyborczej). Z punktu widzenia ideowego najlepszy byłby start samodzielny, a jeżeli chodzi o ilość zdobytych mandatów to w koalicja z Platformą Obywatelską.
Uważam jednak, że można zawrzeć takie porozumienie wyborcze, które będzie spełniało ambicje poszczególnych partii jej liderów i nie będzie wymagało od nich heroicznych decyzji. To znaczy, że wszyscy członkowie koalicji zachowają swoje wartości i swoje programy. Będzie tylko część wspólna dotycząca przywrócenia w Polsce praworządności, trójpodziału władzy i dobrych stosunków z UE. Pozostałe części programów różnych członków koalicji mogły być odmienne a nawet sprzeczne. Po wyborach członkowie koalicji wyborczej zachowają odrębność organizacyjną będą mieli własne kluby i koła poselskie oraz posłów niezależnych.
Wspólna część programu koalicji nie powinna być prostym cofnięciem ustaw PIS-u, które są sprzeczne z konstytucją i wartościami europejskimi, ale także modernizacją systemu sprawiedliwości uwzględniające dobre rozwiązania, które wprowadził PIS np.: losowanie sędziów czy wzmocnienie roli nadzorczej prokuratora generalnego wobec prokuratorów niższego szczebla. Ta wspólna część programu musi być stosunkowo szczegółowa.
Trzeba oddzielić koalicję wyborczą od koalicji rządowej. Dopiero po rozdzieleniu mandatów mogła by się tworzyć koalicja rządowa, która powinna mieć jeden spójny program. Nie wszyscy członkowie koalicji wyborczej muszą wejść do koalicji rządowej, która w swoim składzie może mieć członków spoza koalicji wyborczej.
Najtrudniejszym zadaniem będzie przygotowanie list kandydatów na posłów i senatorów. Modele konstrukcji takich list mogą być różne. Najpierw trzeba ustalić ilu kandydatów na liście będzie miał każdy z członków koalicji bo do rozdzielenia będzie tylko 460 mandatów poselskich i 100 senatorskich. Można to ustalić na przykład na: podstawie preferencji wyborczych, ilości pieniędzy przeznaczonych na cele kampanii, popularności poszczególnych kandydatów lub w wyniku negocjacji. Ponadto trzeba tak ustawić listy w poszczególnych okręgach poselskich, aby wyborcy mieli w każdym okręgu partię pierwszego lub drugiego wyboru. Jeżeli w którymś okręgu nie ma kandydata SLD to jest kandydat Razem, albo jeżeli nie ma kandydata PO to jest z Nowoczesnej. Nie ma znaczenia kto jest na pierwszym miejscu listy ogólnej ma znaczenie kto jest pierwszy z danej partii. Głosujący najpierw w większości będą szukali partii potem wybierali człowieka z tej partii. Kolejność list partyjnych na liście ogólnej może być ustawiana na przemian tak, aby każda lista partyjna była pierwsza w jednym okręgu i następnie zajmowała kolejne miejsca w następnych okręgach. W przypadku mandatów senatorskich kandydat na jedno miejsce powinien być jeden dla całej koalicji. Jego ustalenie powinno się odbyć na podstawie badań sondażowych z pośród różnych kandydatów zgłoszonych przez członków koalicji.
Warunkiem przystąpienia do koalicji wyborczej będzie:
• Zaakceptowanie wspólnej części programu,
• Umieszczenie wspólnej części programu w swoim programie
• Zobowiązanie, że każdy członek koalicji bez względu na to czy koalicja wygra wybory czy nie czy utworzy koalicję rządową będzie dążył do realizacji wspólnej części programu
• Zgoda się uczestnictwo finansowe w proporcji do swoich możliwości w kampanii wyborczej,
• Pieniądze uzyskane od budżetu za uzyskane mandaty zostaną podzielone nie w proporcji do otrzymanych mandatów ale ilości głosów,
• Pieniądze uzyskane z budżetu nie będą wypłacane członkom koalicji jednorazowo tylko proporcjonalnie do upływu czasu kadencji.
Powołanie koalicji wyborczej ma wiele zalet:
• Będzie to pierwsza w historii Polski koalicja celowa do realizacji wspólnej części programu bez względu na to czy koalicja utworzy rząd
• Koalicja może uzyskać więcej głosów niż gdyby startowały poszczególne partie samodzielnie.
• Partie zachowują swoją tożsamość i swoje programy nie musząc się zgadzać na kompromisy programowe.
• Wyborcy nie boją się głosować na małe partie z powodu tego, że ich głos zostanie stracony.
• Istnieje swoboda wyboru partii do koalicji rządowej jak i udziału w innych koalicjach rządowych.
• Mali członkowie koalicji mimo, że nie uzyskają mandatu otrzymają pieniądze w proporcji do otrzymanych głosów.
W tak zorganizowanej koalicji może się zmieścić zarówno PSL, Razem, Wiosna jak i partia Gowina oraz różne organizacje społeczne. Jeżeli powstanie koalicja wyborcza to są duże szanse, że wygra ona wybory i będzie mogła przegłosować ustawy przywracające praworządność nawet wtedy gdy nie utworzy koalicji rządowej.
Skoro w tak skonstruowanej koalicji SLD nie musi godzić się na kompromisy programowe i nie musi się obawiać że nie wejdzie do sejmu to może przedstawić atrakcyjny lewicowy program. Moim zdaniem powinien on się składać między innymi z następujących elementów:
• Propozycji zmiany konstytucji w celu wprowadzenia w Polsce demokracji bezpośredniej zamiast parlamentaryzmu i wprowadzenia euro. Zlikwidowania przywilejów kościołów, które nie mogą mieć specjalnego statusu, a powinny być zorganizowane na ogólnych zasadach jako stowarzyszenia fundacje lub spółki prawa handlowego w zależności od prowadzonej działalności.
• Należy zwiększyć ilość i jakość programów misyjnych przy mniejszych kosztach poprzez zamianę telewizji i radia publicznego na państwową oraz stworzenie funduszu programów misyjnych o które rywalizowałyby jakością i kwotą dofinansowania telewizje i radia zarówno państwowe i prywatne na takich samych zasadach.
• Wprowadzenie możliwości aborcji na żądanie.
• Zalegalizowanie związków partnerskich z możliwością adopcji dzieci.
• Całkowitej zmiany systemu socjalnego w taki sposób aby każdy kto chce z niego skorzystać osiągał co najmniej dochody na poziomie minimum socjalnego. Aby to osiągnąć trzeba przyjąć kryterium dochodowości przy udzielaniu pomocy socjalnej i wykorzystać narzędzia rynkowe do racjonalnego wydawania środków przeznaczonych na systemy socjalne.
• Działań na rzecz utworzenia wspólnej operacyjnej armii europejskiej zdolnej do obrony Unii Europejskiej przed wszystkimi zagrożeniami w zakresie działań konwencjonalnych bez pomocy USA. Z jednej strony obniży to koszty obrony (oszczędności na zakupach broni i wyposażenia, drugiej strony uwolnienie się od szantażu Stanów Zjednoczonych w dziedzinie bezpieczeństwa państw europejskich.
• Wprowadzenia podatku obrotowego zamiast CIT, zmiana PIT-u na podatek jednostawkowy o bardzo wysokiej stopie oprocentowania i wysokiej kwocie wolnej od podatku i likwidacji wszystkich ulg. Wprowadzenie podatku katastralnego przy likwidacji podatku od nieruchomości i założeniu, że suma wpływów z podatku katastralnego będzie równa sumie wpływów z podatku od nieruchomości.
Przedstawione powyżej punkty mogę rozszerzyć przedstawiając bardziej konkretne rozwiązania jeżeli zajdzie taka potrzeba.
Biorąc to co wyżej napisałem, a szczególnie to że koalicja wyborcza zawarta będzie na zasadach przedstawionych opowiadam się za udziałem SLD w koalicji wyborczej.

Wyobraźmy sobie…

Wyobraźmy sobie taką sytuację: powstaje szeroka Koalicja Obywatelska od lewa do prawa – od PSL-u, przez PO, nieistniejącą już [edit: jako samodzielny byt] Nowoczesną, nieistniejący jeszcze Ruch Biedronia, Partię Razem, Zielonych i SLD. Wygrywa wybory. Uff, „pokonaliśmy PiS”. Schetyna zostaje premierem.
I co dalej? Teraz jest ten moment, zapowiadany zresztą przez wielu zwolenników Frontu Jedności Narodu, w którym następuje „a potem się kłóćcie do woli”. No to tak:
– na pierwsze 100 dni rządu Razem i SLD oczekują od rządu progresywnych podatków i wyższej stawki godzinowej
– Fasadowa Nowoczesna żąda obniżki podatków i zajęcia się losem ciemiężonych przedsiębiorców (przywrócenia elastycznych form zatrudnienia)
– SLD, Razem i Zieloni domagają się natychmiastowej liberalizacji aborcji i wypowiedzenia konkordatu
– PSL chce utrzymania konkordatu i zachowania status quo w sprawie aborcji
– Nowoczesna z Biedroniem chcą, by kobieta musiała konsultować swoją decyzję dotyczącą ciąży z jakąś komisją
– Platforma chce obniżenia podatków, podwyższenia wieku emerytalnego i niezajmowania się sprawami które „dzielą Polaków”. Premier Schetyna wygłasza mocne orędzie, w którym mówi, że właśnie wreszcie udało się naród scalić i pogodzić, i apeluje do Polek i Polaków, by nie zajmowali się tematami ideologicznymi. „Teraz jest czas odbudowy państwa po PiS-ie, musimy się zająć przywróceniem demokracji i niezależnego sądownictwa, o sprawy takie, jak aborcja, spierać się będziemy mogli później, teraz trzeba odbić z pisowskich rąk kluczowe instytucje demokratyczne: TK i SN. Musimy napisać specustawy, które to wszystko odkręcą”.
– Schetyna pisze specustawy, Duda, który jest prezydentem jeszcze przez rok, ich nie podpisuje. Ponieważ do Sejmu dostały się tylko dwa bloki: PiS i Anty-PiS, nie ma jak odrzucić prezydenckiego weta, bo d’Hondt spowodował, że opozycyjny klub PiS to 48% składu Sejmu. Duda nie podpisuje generalnie ŻADNEJ ustawy. Te mniej ważne kieruje od razu do wciąż obsadzonego nominatami PiS-u TK. TK je uwala (nie będzie przecież kręcił sobie sznura na własną szyję).
– Jest grudzień 2019 roku, trzeba uchwalić budżet. Jeśli nie uda się go przegłosować w Sejmie, to za 4 miesiące oznacza to koniec rządu Anty-PiSu i przedterminowe wybory, bo prezydent zarządzi skrócenie kadencji. No więc lewica chce w budżecie zwiększenia pomocy socjalnej dla emerytów i rencistów i obniżenia wydatków na zbrojenia, zamiast tego chce te pieniądze przekazać na oświatę. Nie zgadza się PO i N. W nocy 16 grudnia przychodzi do tzw. „Pieczary” Grzegorza Schetyny Kamila Gasiuk-Pihowicz i komunikuje mu, że albo ona zostaje premierem, albo ma w dupie budżet i ona i inni dysydenci z Nowoczesnej nie zagłosują za uchwaleniem budżetu. Schetyna każe jej wyp***, ale ona i jej frakcja nie przychodzą na głosowanie w sprawie budżetu. By się ratować, Schetyna zamyka wszystkie wyjścia z Sejmu, ale i tak nie ma wystarczającej liczby posłów, bo niektórzy skorzystali z metody opracowanej przy okazji głosowania nad projektem Ratujmy Kobiety i zacięli się w kiblu. Rządowi nie udaje się uchwalić budżetu. Prezydent Duda ogłasza skrócenie kadencji Sejmu i muszą się odbyć nowe wybory.

Łyknąć Nowoczesną

Grzegorz Schetyna, w przeciwieństwie do Donalda Tuska (fasadowe komisje śledcze złożone ze swoich ludzi, które nic nie miały ustalić, a nie takie na serio, z dominującym udziałem opozycji), nie uczy się na naszych błędach.

 

Leszek Miller też przyjął hurtowo posłów z Twojego Ruchu (NB wszyscy oni głosowali za podwyższeniem wieku emerytalnego) do klubu SLD, czym upokorzył Janusza Palikota, sprowadził go do parteru, pomimo wcześniejszej dżentelmeńskiej umowy o niepodbieraniu posłów i partnerskiej współpracy w parlamencie.
Potem zawiązał z nim koalicję. Wyborcy jednak nie ocenili jej jako wiarygodnej. Przegraliśmy.
Wprawdzie na osłodę zostało nam to, że SLD istnieje, a Twój Ruch praktycznie nie, ale czy to głównie o to chodziło? W praktyce cała lewica została na aucie. Jeżeli Grzegorz Schetyna nie zrobi resetu i dalej będzie prowadził wobec reszty opozycji politykę mocarstwową, to efekt może być podobny: ewentualna późniejsza koalicja może zostać przez wyborców oceniona jako mało wiarygodna propozycja wyborcza.
Nie mówiąc już o tym, jaka będzie atmosfera przy budowaniu list i później w sztabie. Ten brak zaufania zaowocuje brakiem synergii. Ciężko się robi wspólną kampanię w takiej atmosferze, o czym wiedzą doskonale wszyscy, którzy mieli okazję zasiadać w sztabie Zjednoczonej Lewicy.
PS Grzegorz Schetyna postąpił w sumie dużo bardziej perfidnie i mniej etycznie, bo o ile Leszek Miller ogrywał swojego ówczesnego konkurenta politycznego, to Schetyna ograł swojego OBECNEGO‼️ koalicjanta.
Na pytanie, czy „miał wziąć kij i odganiać posłów Nowoczesna od drzwi klubu PO”, odpowiedź brzmi: kiedy się szanuje koalicjanta i planuje rzeczywiście partnerski z nim układ, to wtedy się mówi takiej pani Gasiuk-Pihowicz: Kamila, troszkę przeszarżowałaś, obiecywałaś, że wygrasz na posiedzeniu klubu .N. to głosowanie o wspólnym klubie, ale wygrałaś je tylko w niepełnym prezydium. Więc ja ogólnie uważam pomysł, żebyś startowała do PE za super i go popieram, ale wiesz, listy będziemy ustalać na wspólnym posiedzeniu zarządów partii, więc tam są drzwi, Kamila, jak przyjdziesz z decyzją całego klubu, to pogadamy. Buziaki dla szefowej

Harakiri Koalicji Obywatelskiej

Trudno było posądzać Grzegorza Schetynę o taki brak wyobraźni politycznej. Spędził przecież tyle lat w polityce więc powinien wiedzieć, że Koalicja Obywatelska jako sojusz dwóch, a być może nawet kilku niezależnych podmiotów może zyskać więcej niż jako jeden podmiot. Przewodniczący PO powinien zdawać sobie sprawę z faktu, że są wyborcy którzy niekoniecznie zagłosują na Platformę Obywatelską, ale już na Nowoczesną lub innego uczestnika szerokiej koalicji może tak. Powielanie na siłę formy koalicji PiS-owskiej dowodzi, że czasem myślenie nie jest mocną stroną polityków opozycji.
Koalicja Obywatelska w wyborach do Parlamentu Europejskiego mogła prze-testować wspólny udział przed ewentualnym startem opozycji w szerokiej koalicji w wyborach do Sejmu. Tym działaniem, które rozbiło Nowoczesną, Platforma Obywatelska spowodowała ograniczone zaufanie do siebie innych potencjalnych uczestników szerokiej koalicji. Zaprezentowała się nie jako partia propaństwowa, której działania nakierowane są na dobro naszej Ojczyzny, lecz jako ugrupowanie małostkowe, którego nadrzędnym celem jest redukowanie liczby podmiotów politycznych po stronie opozycji. Teraz, po tych niefortunnych wydarzeniach potrzeba będzie wiele wysiłku by odbudować wzajemne zaufanie. Przez ten nierozważny ruch na scenie opozycji parlamentarnej, Koalicja Obywatelska znalazła się znowu w punkcie wyjścia. Stała się za to pożywką złośliwych PiS-owskich komentarzy i przykryła aferę w KNF i nie mniejszą aferę tej partii związaną z aresztowaniem byłego szefa KNF i kilku urzędników tej instytucji.
Zachowanie Kamili Gasiuk-Pihowicz jest kompletnie niezrozumiałe. Pracowała na swój autorytet oraz prestiż i trzeba przyznać, że osiągnęła w tej kwestii sukcesy. Ostatecznie okazała się jednak politykiem niedojrzałym, a poprzez przerost chorej ambicji zniszczyła cały swój dorobek. Walczyła o demokrację, która w konsekwencji ją zniszczyła. Nie potrafiła pogodzić się z demokratycznym werdyktem swoich klubowych kolegów, postanowiła bowiem dokonać rokoszu i w sposób niedemokratyczny zmusić swoje koleżanki i kolegów do realizacji jej planu, pozbawiając tym samym swoją partię klubu poselskiego. Miała szansę być sztandarem walki o prawo-rządność i demokrację, a stała się kawałkiem białego prześcieradła zawieszonego na patyku – sztandarem klęski i poddaństwa. Można jej tylko przypomnieć cytat z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego – „Miałeś chamie, złoty róg, miałeś ……….”. Teraz, niezależnie od tego jak będzie zaklinała rzeczywistość, będzie osobą mało wiarygodną, a przez to w niedalekiej przyszłości może się okazać mało przydatną Platformie Obywatelskiej. Kamila Gasiuk-Pihowicz nadzieja opozycji na skuteczną i charyzmatyczną polityczkę okazała się polityczką o słabym charakterze, którą zniszczyła jej chorobliwa i wybujała ambicja. Jedynym ratunkiem dla posłanki to przy-wdzianie na siebie „wora pokutnego” i prośba o zgodę na powrót do Nowoczesnej.
Niestety, Paweł Kukiz dosadnie ale i celnie określił posłów takich jak posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz.

W liberalnym kąciku

500+ I PLATFORMA OBYWATELSKA – OSTATNIE ZASZŁOŚCI

Politycy Platformy Obywatelskiej wielokrotnie wypowiadali się na temat 500+. Najczęściej kolejne wypowiedzi merytorycznie się zupełnie od siebie różniły. Począwszy od stwierdzenia, że 500+ trzeba zlikwidować, skończywszy na oskarżeniu PiS, że ten program jest za słaby.
Ostatnio rzecznik prasowy PO poseł Jan Grabiec w wywiadzie dla popularnego tabloidu stwierdził, że PO po dojściu do władzy odbierze to świadczenie ludziom bezrobotnym. „500+ sprawia, że rodzice, którzy od lat nie pracują, są trwale bezrobotni, nie podejmują pracy, bo mają 500+. To jest szkodliwe i trzeba to zmienić. Poseł stwierdził, że w kolejnej kadencji Sejmu Platforma zajmie się sprawą 500+, bo nie może być tak, „że czy się stoi, czy się leży, 500+ się należy.”
Później na twitterze stwierdził, że został źle zrozumiany, a „ograniczać 500+ można tylko wtedy, gdy ktoś nie chce pracować mimo, że ma taką możliwość”.
Czyli programu 500+ Platforma nie zlikwiduje, tylko zabierze, ale tylko niektórym.
Zabranie 500+ rodzinom, które nie mają innych źródeł dochodów, bo są bezrobotne, należy uznać za szczególny dowód humanitaryzmu Platformy Obywatelskiej.

 

SEJMOWA KOMISJA ŚLEDCZA DS. VAT A WYŁUDZENIA

Biorąc pod uwagę ustalenia sejmowej komisji śledczej ds. VAT, a w szczególności wypowiedzi niektórych działaczy PO, to wielomiliardowe straty budżetu państwa na VAT-cie nie były żadnymi stratami budżetu, wyłudzeniami czy kradzieżami, a jedynie realizacją programu wyborczego Platformy Obywatelskiej o zmniejszeniu fiskalizmu państwa – choć niestety tylko dla jej wyborców.

 

NOWOCZEŚNIE W .NOWOCZESNEJ

Przewodnicząca .Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer wielkim przywódcą jest i do tego nieomylnym. Tak wynika z decyzji władz .Nowoczesnej, które najpierw zawiesiły w prawach członka .N posła Piotra Misiłę, a następnie wykluczyły go z partii za słowa wypowiedziane w wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej”. Poseł odważył się skrytykować przewodniczącą partii Katarzynę Lubnauer, a co więcej oskarżył starą partyjną wyjadaczkę o brak doświadczenia. A Katarzyna Lubnauer zanim znalazła się w .Nowoczesnej była przecież działaczką Unii Demokratycznej, Unii Wolności, Partii Demokratycznej i Platformy Obywatelskiej. Tak więc zarzut o braku doświadczenia był zwykłym pomówieniem. Dlatego nie może dziwić, że poseł Misiło nie doczekał się procesu przed koleżeńskim sądem partyjnym tylko został wyrzucony z partii przez zarząd w drodze głosowania sms-ami. Trzeba podkreślić fakt głosowania sms-ami. To prawdziwie nowoczesny akcent w partyjnych porachunkach w .Nowoczesnej.

Hrabia Schetula na łowach

Grzegorz Schetyna połknął jeszcze niedawno konkurencyjną, wczoraj już koalicyjną, partię Nowoczesna. Nie całą jeszcze, ale tak już „POobgryzana” Nowoczesna nie ma szansę na dalszy polityczny byt.

 

Zresztą historyczny połyk odbył się za pełną zgodą grupy parlamentarzystów- secesjonistów z Nowoczesnej. Przeszyli do klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej za bieżące korzyści finansowe i dobre, bo gwarantujące reelekcję, miejsce na przyszłych listach do polskiego parlamentu. Czyli za korupcję polityczną.
Uosobieniem tej korupcji jest posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz. Liderka secesjonistów, która dostała stanowisko wiceprzewodniczącej klubu parlamentarnego PO – posada słabo płatna, ale prestiżowa – oraz miejsce drugie na przyszłej liście PO+ do Sejmu RP w okręgu warszawskim.
Przewodniczący Schetyna widać uznał, że warszawiacy tak bardzo kochają PO, iż zagłosują nawet za „Kałużą numer dwa”. Są tak anty PiSowscy i tak bezideowi, że przełkną każdą podsuniętą im kandydaturę.
Zabawne jest, że jeszcze niedawno liberalne media pastwiły się nad Wojciechem Kałużą, radnym Nowoczesnej, który sprzedał się kaczystom za osobiste korzyści polityczne i finansowe.
Kiedy posłanka Gasiuk- Pihowicz sprzedała się z całym bajorem parlamentarzystów Nowoczesnej, to krajowe Autorytety Moralne milczą. Okazuje się raz jeszcze, że polityczne korumpowanie się dla PiS jest wielce niemoralne. Za to polityczne sprzedawanie się PO jest już aktem dojrzałości politycznej. To „obrona demokracji”, to patriotyczny obowiązek.

 

 

 

Połyk podwójny

Połkniecie partii Nowoczesna przez schetynową Platformę to także koniec politycznego bytu zwanego „Koalicją Obywatelską”.
Zauważył to już poseł Piotr Zgorzelski z PSL. Uznał on, że ten polityczny projekt „zakończył swój byt na wyborach samorządowych, a przypieczętowany został przejściami posłów do PO de facto/../ Nie może być współpracy miedzy partiami, kiedy zaczyna się podbieranie posłów”. Poodbieranie posłów, które doprowadzi niebawem do upadku Nowoczesnej jako samodzielnej partii politycznej i jednego z koalicjantów „Koalicji Obywatelskiej”
Grzegorz Schetyna już popieczętował zgon „Koalicji Obywatelskiej” zmianą nazwy swego klubu parlamentarnego. Teraz zwie się on „Klub parlamentarny Platforma Obywatelska- Koalicja Obywatelska”. Nowoczesnej w nazwie ani śladu.
Zresztą nominalna jeszcze szefowa Nowoczesnej, Katarzyna Lubnauer stwierdziła, że „nowy klub nie jest klubem „Koalicji Obywatelskiej”. Taki klub powstaje na drodze porozumienia, a nie wrogiego przejęcia posłów. To co stało, nadwyręża nasze zaufanie do PO, utrudni rozmowy, ale myślę, że ich nie zamyka”. I złożyła tym hołd lenny przewodniczącemu Schetynie.
Za to w Internecie odnotowano głos posła Nowoczesnej, który teraz woli pozostać anonimowym: „Powiem Wam szczerze, że jak słyszę że połączenie klubów jest po to, by „obronić Polskę przed PiS” i „musimy to robić dla demokracji” to zbiera mnie na wymioty, bo są to tylko hasła ukrywające prawdziwe intencje. Jak tak można? Jak można sprzedać prawie cały klub, w imię czego? Pozostaje mi się domyślać…”

 

Ożywcza krew

Bez wątpienia na takim „wrogim przejęciu” walorów Nowoczesnej zyskuje przewodniczący Grzegorz Schetyna. Wzmocniony zasobami byłej Nowoczesnej może skuteczniej zaproponować PSL- owi „dzieło zbudowania polskiej chadecji, na wzór rodziny chrześcijańskie demokracji, czyli Europejskiej Partii Ludowej.
Warto przypomnieć, że w Parlamencie Europejskim PO i PSL należą do międzynarodowej frakcji europejskich chadeków i partii ludowych.
Tak wzmocniony przewodniczący Schetyna może dalej kokietować media i liderów partii lewicowych ideą wielkiego „Bloku Demokratycznego”. Popieranego przez anty PiSowskich byłych prezydentów RP, byłych premierów RP, licznych komentatorów i celebrytów politycznych. Bloku „wszyscy przeciw PiS”. Od Partii Razem aż po PSL.
Wizja takiego zjednoczenia i potem wielkiego zwycięskiego Grunwaldu nad „krzyżakami” z PiS jest wielce atrakcyjna medialnie. Problem w tym, że po ewentualnym odsunięciu PiS od władzy trzeba będzie znów zacząć Polską rządzić.
Czy wyobrażacie sobie koalicję rządową od Adriana Zandberga, z Czarzastym, Schetyną, Kosiniakiem -Kamyszem, aż po Romana Giertycha?
Zapewne taka Akcja Wyborcza „Anty PiS” może w przyszłym roku dojść do władzy, ale długo utrzymać jej nie zdoła.
Ważna jest też kolejność nadchodzącego trójskoku wyborczego.
W najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego można zbudować „pro europejskie” porozumienia wykluczające „antyeuropejski PiS”.
W wyborach do parlamentu krajowego trudno będzie o wspólną listę do Sejmu RR. Choć do Senatu RP takie porozumienia „Wszyscy przeciw PiS” jest całkiem możliwe.
Na końcu są wybory prezydenckie. Wtedy każda z uważających się za poważną partia wystawi własnego kandydata i dopiero druga tura wyborów skłoni je do koalicji. Do poparcia kandydata komitetu wyborczego Koalicyjnej Platformy Obywatelskiej.
Czyli poparcia kandydata starej Platformy Obywatelskiej po koalicyjnym liftingu politycznym. Platformy odświeżonej, bo zasilonej nowymi, pozyskanymi z Nowoczesnej, SLD działaczami politycznymi.
Platforma Obywatelska jest jak wampir. Raz po raz ożywia się, bo wzmacnia swą żywotność transfuzją świeżej politycznej krwi. Zasysanej u konkurencji politycznej.
I to czynią ją politycznie nieśmiertelną.

Nie przenoście nam lewicy do Platformy

Nie przenoście nam lewicy do Platformy – niech już lepiej pozostanie tam, gdzie jest – po lewej stronie polskiej sceny politycznej, jako siła wiarygodna, z dużym potencjałem koalicyjnym. Lewicowe transfery do całkowicie kontrolowanej przez Grzegorza Schetynę Koalicji Obywatelskiej to niedobry pomysł. Dlaczego?

Po pierwsze, to nie da zwycięstwa z PiS. Żadne znaki, w tym sondaże, nie wskazują na to, by wzmocniona o lewicowe skrzydło Koalicja Obywatelska wygrała z PiS. Mało tego, PiS mógłby liczyć na koalicję z Kukizem lub z inną w prawicowo-narodowo-populistyczną formacją, która najpewniej na gruzach Kukiza by powstała. Tak ochoczo używany argument, że „chodźcie z nami, bo tylko tak wygramy z PiSem” jest z gruntu chybiony, ponieważ lewica pod auspicjami PO nie ściąga wystarczająco dużo lewicowego elektoratu. Lepiej mieć samodzielną lewicową reprezentacje w Sejmie, która odbierze Kaczyńskiemu mandaty. Nie trzeba chyba przypominać, że gdyby Zjednoczona Lewica w 2015 roku zdobyła 80 tys. głosów więcej i przekroczyła próg nie byłoby bezwzględnej większości dla PiS.

Polska demokracja jest dziś w stanie oblężenia i skrajnego zagrożenia – tu nie ma żadnej wątpliwości.

W obozie prodemokratycznym instynktowne nawoływania w stylu szlacheckiego „kupą mości panowie” nie przystoją, w żaden sposób nie przyspieszają też końca szkodliwej władzy PiS. Znacząca część społeczeństwa nigdy nie zagłosuje na ugrupowanie, którego twarzą jest Grzegorz Schetyna.

Cenię organizacyjne talenty przewodniczącego PO, ale tak wygląda społeczna rzeczywistość. By pokonać PiS potrzebna jest trzecia siła, która powstać może jedynie po lewej stronie.
Nie zastąpi jej propagandowe rozciąganie w lewo Koalicji Obywatelskiej – na polu lewicowym poczynania lidera Platformy są i będą po prostu niewiarygodne.

Po drugie, transfer lewicowych działaczy w okolice Platformy to swoista kanibalizacja „lewaka” – cudzysłów jest w tym miejscu konieczny – w oczach PiS „lewakiem” jest zapewne również Donald Tusk (ciekawe, że nikt z elit PiS nie nazywa „lewakiem” Grzegorza Schetynę). Ile to już pierwszorzędnych polityków lewicy rozpuściło się w Platformie Obywatelskiej? Borowski, Rosati, Hübner, Arłukowicz, Napieralski. Niegdysiejsi ministrowie, marszałek, komisarz europejski, szef partii znaczą w PO i w polskiej polityce niewiele, a przynajmniej nieadekwatnie do kompetencji i umiejętności. Szkoda. Nie życzę tego Basi Nowackiej. Niemniej jednak logika historii pokazuje, że może się tak stać kolejny raz.

Po trzecie, lewicowe transfery nie dają gwarancji realizacji lewicowych postulatów. Pomimo udziału Lewaków w PO nie poskutkowało to realizacją lewicowej agendy. Związki partnerskie? Liberalizacja ustawy antyaborcyjnej? Anty-śmieciówkowe zmiany w prawie pracy? Progresja podatkowa? Religia poza szkołą? Legalizacja medycznej marihuany? Żaden z tych i wielu innych postulatów nie zadział się podczas rządów PO. Basia Nowacka tłumaczy, że w koalicji z PO zyska większe możliwości walki o prawa kobiet. Oby. Tylko znowu ta logika historii.
Dlatego (uwaga – banał) róbmy swoje i po swojemu. Liberałowie, lewica, chadecy, socjaldemokraci. Kopmy i siejmy każdy we własnym ogródku. Tak, żeby wyrosło z tego w sumie poparcie na pięćdziesiąt i jeden procent. Tak będzie lepiej dla wszystkich.

Ratujmy lewicę 2018

Mam prośbę do konserwatysty – pana Schetyny, do neoliberałki – pani Lubnauer i do świeżo upieczonej konserwatywnej neoliberałki – pani Nowackiej: przestańcie kłamać!

 

W przeciwieństwie do tej trójki jestem socjologiem. W przeciwieństwie do tej trójki umiem czytać sondaże. W przeciwieństwie do tej trójki umiem wyciągać z nich wnioski. W przeciwieństwie do tej trójki leży mi na sercu dobro Polski, a nie tylko zapewnienie sobie krzesła w Sejmie na kolejną kadencję.
Twierdzenie, że tylko Koalicja Obywatelska może powstrzymać PiS jest niebezpiecznym kłamstwem. Kłamstwem, ponieważ przez trzy lata PO i N. nie potrafili stać się skuteczną opozycją. W niektórych sondażach KO mam obecnie połowę poparcia, które zdobywa PiS! Co więcej, PO ma obecnie gorsze notowania niż wynik wyborczy w 2015 r.! Jakim cudem zatem koalicja PO+N+Nowacka (o skuteczności tej ostatniej zmilczę) ma powstrzymać PiS? Otóż jeśli w Sejmie, który zostanie wybrany w 2019 r. zostanie powtórzony dotychczasowy układ (KO+PSL, PiS+Kukiz) to mafia Kaczyńskiego będzie rządzić następną kadencję! Pokazują to jasno twarde dane sondażowe prognozowanych wyników wyborczych do sejmików oraz badania aktualnego poparcia dla partii politycznych!
Mamy dwie propagandy: propagandę PiS, która mówi, że tylko mądrość Ukochanego Przywódcy, który tu i ówdzie „przebywał”, zapewni Polsce rozwój i dostatek oraz propagandę PO, która robi aktualnie za partię postępową, europejską i poza którą nie ma życie. Problem polega na tym, że to tylko propaganda! Fakty, liczby i twarde dane pokazują zupełnie coś innego: tylko silne wejście lewicy do Sejmu w 2019 pozwoli zakończyć rządy stada małp z brzytwą. Kilka pracowni badawczych wykonało badania pokazujące oczywisty scenariusz: jeśli założymy ostrożnie, że do Sejmu wejdą dwa ugrupowania lewicowe: to skupione wokół Biedronia i to skupione wokół SLD i jeśli oba uzyskają minimum 7-8 proc. (a pamiętajmy, że poparcie dla SLD rośnie i w niektórych sondażach sięga 12 proc.), to daje to ok. 60 lewicowych mandatów. A wtedy i tylko, podkreślam, tylko wtedy PiS utraci możliwość zbudowania większościowej koalicji. I to jest jedyny realny scenariusz na odsunięcie PiS od władzy.
Dlatego już w tych wyborach należy głosować na lewicę po to, by zachęcić liderów do dalszego odnawiania socjalistycznej i socjaldemokratycznej oferty. Siła ugrupowania politycznego to siła ludzi, którzy to ugrupowanie popierają! Bądźmy zatem realistami, nie dajmy się uwieść żadnej propagandzie i głosujmy na lewicę.

Głos prawicy

PO skłóci PiS z Adrianem?

Z największym zaangażowaniem do prezydenckiego referendum konsultacyjnego w sprawie konstytucji podchodzi Platforma Obywatelska. Jej politycy widzą bowiem w referendum sprawę do politycznego rozegrania, a przede wszystkim do skłócenia prezydenta Andrzeja Dudy z Prawem i Sprawiedliwością. W PO dostrzega się także możliwości antagonizowania wyborców dobrej zmiany. Chodzi o to, żeby część wyborców PiS wystąpiła przeciwko prezydentowi pochodzącemu z tego obozu i uznała go za tego, który rozbija jedność dobrej zmiany – pisze w artykule „Klincz referendalny” Stanisław Janecki („Sieci”). Schetyna podgrzewa atmosferę, zapowiadając konfrontację w obozie władzy i negatywne stanowisko Senatu w kwestii referendum. Przede wszystkim z powodu „zdemolowania kampanii wyborczej do samorządu” – analizuje.

Zdaniem Janickiego PiS jest świadomy zagrożeń: Konfliktowy potencjał referendum widzą też oczywiście politycy PiS. Poza konfliktowaniem ich z prezydentem i dzieleniem własnego zaplecza obawiają się, że opozycja zamieni referendum i kampanię wokół niego w sąd nad rządem. Nie nad prezydentem, ale nad rządem, gdyż to jest dla opozycji najkorzystniejsze z punktu widzenia kampanii wyborczych roku 2019, czyli do Parlamentu Europejskiego oraz do Sejmu i Senatu – tłumaczy publicysta. Janecki pisze także o spotkaniu marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego z odpowiedzialnym za referendum prezydenckim ministrem Pawłem Muchą: Marszałek Karczewski powiedział, że dostrzega determinację prezydenta, by do referendum doszło, nic nie mówiąc o stanowisku PiS, a tym bardziej o jakiejkolwiek jego determinacji. Wyraźnie było widać, że marszałek Karczewski zostawia sobie, a przez to także PiS, pole do negocjacji, minister Mucha zaś tego pola stara się nie ograniczać – podsumowuje autor (za stroną www.wsieciprawdy.pl).

 

Kurski jest odporny

Jacek Kurski jest twardy i odporny na to, co się dzieje w internecie, natomiast rzeczywiście Krzysztof Ziemiec bardzo głęboko rozmaite rzeczy przeżywa. Nie miał świadomości tego, jaki napis znalazł się na tzw. pasku, czyli w podpisie do materiału. On za ten pasek nie ponosi odpowiedzialności. A co do hejtu, to szkoda, że nie ma ludzi, którzy mogliby lub chcieli zahamować go swoim autorytetem. Ale dostrzeżmy też belkę w swoim oku, że tak samo możemy czasem powstrzymać wypowiedzi w swoich środowiskach, które idą za daleko i które również mogą się przerodzić – powiedział w rozmowie z Jackiem Karnowskim prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztof Skowroński. Wywiad również ukazał się również w tygodniku „Sieci” (źródło: www.wsieciprawdy.pl).