Polska drugą Kanadą Ważny tunajt

W czasie gdy młodzież z całego świata, w tym i nasza, protestuje na ulicach w związku katastrofą klimatyczną, którą niechybnie sprowadzimy sobie na głowy, Polska przed wyborami emocjonuje się tym, czy jeden i drugi aktor celowo obrażali niepełnosprawnych umysłowo, a jeśli tak, to kto im za to zapłacił. Z kolei w Kanadzie, którą też czekają niebawem wybory, premier tłumaczy się, dlaczego za młodu przerabiał się szuwaksem na Murzyna. Przypadek?

Wybory w Polsce odbędą się 13 października. Wybory w Kanadzie-21 października. Polską rządzi premier z ojca opozycjonisty-nominat naczelnika państwa. Kanadą-premier z ojca premiera-ekscentryka, który nawet brytyjskiej Królowej się nie kłaniał. Polski premier podkreśla swoje przywiązanie do tradycyjnego modelu wszystkiego-od rodziny po gospodarkę, choć w patrzeniu na tą ostatnią, w nieoficjalnych rozmowach, dał się był poznać jako ortodoksyjny liberał. Premier Kanady jest liberałem-deklaratywnym i faktycznym; tworzy jedną z bardziej progresywnych polityk na globie, która z kolei buduje takież same społeczeństwo. Premier Polski, nagrany w knajpie parę lat temu, wciąż jest premierem. W Kanadzie po czymś podobnym mógłby co najwyżej startować na wójta. Coś ich jednak łączy. Justin Trudeau też dał się nagrać.
Premier Kanady ma kłopot, bo wyciągnięto mu w kampanii, że dawno temu, kiedy był nauczycielem, a jeszcze wcześniej, studentem, pomalował sobie twarz i kończyny na czarno, żeby udawać Murzyna. Taka idiotyczna zabawa dla dzieciaków, jak za czasów przedinternetowych, kiedy czarnoskórzy nie mogli występować np. w teatrze czy telewizji i ich role odgrywali biali pomalowani na czarno. Kiedyś nikogo to specjalnie nie ruszało, bo pamiętano, że czasy się zmieniają, i to co śmieszyło kiedyś, dziś może być odgrzewanym kotletem-patrz Jan Pietrzak i jego kabaret. W społeczeństwach takich jak kanadyjskie, gdzie doprowadzono, m.in. za sprawą polityki Trudeau, poprawność polityczną do granic absurdu, taka wpadka z czasów młodości może kosztować obecnego premiera premierostwo, zważywszy na to, że sondaże dają niewielką przewagę konserwatystom. Innymi słowy, Trudeau, który wspiera multikulturowe, wielonarodowe idee, który ma rządzie trzech czy czterech Sikhów, może polec sam od swojej tęczowej broni, co osobiście uważam za chichot historii, bo to facet, który jest dla mnie jednym z mądrzejszych mężów stanu w tym stuleciu.
W Polsce, w XXI wieku, nie ma na szczęście aż tak rozbuchanej i rozkręconej histerii na temat tzw. poprawności politycznej. Piszę na szczęście, bo choć sam ruguję skąd się da nienawistny język i hejt, to nie uważam, że słowo Żyd, Murzyn czy Arab jest w jakikolwiek sposób obraźliwe i oceniające, co już w Kanadzie nie byłoby takie oczywiste. Podobnie jak nie uważam, że hasło: „Nie świruj, idź na wybory”, oraz kampania internetowa z nim powiązana, miała na celu obrażanie ludzi chorych umysłowo bądź niepełnosprawnych. Mogła-to inna rzecz, choć i to bardzo, jak dla mnie, naciągane. Nikt jednak przy, nomen omen, zdrowych zmysłach, nie zaryzykowałby grania na tak cienkiej i fałszywie brzmiącej strunie.
Mnie ta kampania w ogóle się nie podoba. Ani znane twarze mnie nie przekonują, ani ich zachęty, ani sposób podania. Ale być może kogoś jednak przekonają. Człowiek pójdzie na wybory. Odda głos. I dobrze. Choćby dla jednego sprawiedliwego-było warto. Może akurat jego Wojciech Pszoniak z twarzą w gargantuicznym grymasie bawi. Mnie, na ten przykład, śmieszy Kisiel z Miłoszem w gombrowiczowskim pojedynku na miny, który urządzili sobie w Sztokholmie po odebraniu przez tego drugiego Nagrody Nobla. Śmieszy mnie Monty Python i ich skecz z biegiem dla ludzi nietrzymających moczu albo dla ludzi z zachwianiem błędnika. Czyż nie jest to jawna prowokacja i policzek w twarz niepełnosprawnego? Bez wątpienia. Według dzisiejszych, kanadyjskich standardów. I choć żałuję, że nie możemy się zamienić z Kanadą za premierów, to za standardy, co już jest w polityce obraźliwe a co nie jest, zamieniać się nie chcę. U nas, mimo wszystko, pod tym względem, panuje jeszcze jako taka wolność i normalność. Obrusza się za to pan premier i pan prezydent. Obrusza się telewizja rządowa. Nawet opozycja wzywa już do wygaszenia akcji, bo może rzeczywiście jednak trochę głupio wyszło. O dziwo, milczy pan prezes. Słyszałem od wtajemniczonych, że prócz pokazów rodeo, swego czasu lubował się był Jarosław Kaczyński w angielskim humorze, ale może to tylko gadanie złośliwych…
Jarek Ważny
Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”.

Przeprosiny po latach

Premier Kanady Justin Trudeau wygłosił w środę w Izbie Gmin oficjalne przeprosiny za odmówienie schronienia 907 niemieckim Żydom przybyłym w czerwcu 1939 roku na pokładzie statku „St. Louis”. Do przeprosin dołączyli się przedstawiciele wszystkich partii parlamentarnych.

 

Statek „St. Louis” przybił do wybrzeży Nowej Szkocji 7 czerwca 1939 roku, po odmowie znajdującym się na pokładzie uchodźcom wstępu do Kuby i Stanów Zjednoczonych. Statek zawrócił do Europy, gdzie schronienia Żydom udzieliły Wielka Brytania, Belgia, Francja i Holandia. Ostatecznie 254 osoby spośród pasażerów statku zginęły w obozach koncentracyjnych. „Chylimy głowy przed wszystkimi, którzy stali się ofiarami straszliwego Holokaustu” – powiedział szef kanadyjskiego rządu.

Trudeau przeprosił potomków uchodźców żydowskich za prowadzoną wtedy antysemicką politykę imigracyjną realizowaną pod hasłem „żaden to już za dużo”. Przeprosił też Żydów niesłusznie uwięzionych w czasie II wojny światowej oraz członków żydowskiej społeczności w Kanadzie, których apele o pomoc były ignorowane. – Poprzez te przeprosiny, mam szczerą nadzieję, że uda nam się naświetlić ten bolesny rozdział naszej historii i sprawić, żeby lekcja ta nigdy nie była zapomniana – powiedział premier w oficjalnym komunikacie. – Antysemityzm, ksenofobia i nienawiść nie mają miejsca w tym kraju, ani nigdzie na świecie – dodał.

Zarówno Trudeau, jak i przedstawiciele partii opozycyjnych w swoich wystąpieniach przywołali też niedawny atak na synagogę w Pittsburghu, w którym zginęło 11 osób. – Niedawne ataki na społeczność żydowską pokazują, ile jeszcze przed nami pracy – stwierdził premier. Jak podkreślił, 17 procent przestępstw motywowanych nienawiścią w Kanadzie wymierzonych jest w Żydów, co czyni z nich najczęściej atakowaną grupę w kraju.

Ze względu na restrykcyjną politykę imigracyjną, w okresie od 1933 do 1945 roku Kanada przyjęła tylko około pięć tysięcy uchodźców żydowskich. Po zakończeniu wojny w Kanadzie osiedliło się około 40 tysięcy ocalałych z Holokaustu Żydów. „Prawdziwym wstydem byłoby zapomnienie” Również lider głównej partii opozycyjnej, konserwatysta Andrew Scheer, wyraził żal z powodu incydentu sprzed wybuchu II wojny światowej. Jak powiedział, „umiejętność wyraźnego spojrzenia na historię i zobaczenia zarówno jej jasnych jak i ciemnych stron jest oznaką zdrowego społeczeństwa (…). Jako państwo, nie jest wstydem przyznanie się do haniebnych czynów z naszej przeszłości. Prawdziwym wstydem byłoby ich zapomnienie”.

Eskalacja dla przykładu

Spór między Arabią Saudyjską wybuchł niespodziewanie. Jeszcze bardziej niespodziewanie – zaostrza się się coraz bardziej.

 

Po wypowiedzi kanadyjskiej minister spraw zagranicznych, która wezwała do zwolnienia Samar Badawi i innych działaczek na rzecz praw kobiet reakcja Rijadu była natychmiastowa. Z dnia na dzień persona non grata stał się w Arabii Saudyjskiej ambasador Kanady, Rijad zapowiedział przeniesienie do innych krajów wszystkich Saudyjczyków studiujących w Kanadzie dzięki rządowym stypendiom, zamroził wszelkie nowe inwestycje i transakcje handlowe z kanadyjskimi partnerami, wstrzymał loty saudyjskich linii lotniczych do tego kraju oraz kanadyjsko-saudyjskie programy medyczne. Wreszcie – saudyjski bank centralny przystąpił do masowej sprzedaży posiadanych przez siebie kanadyjskich aktywów. Jak na karę za jedną krytyczną wypowiedź – są to sankcje wręcz zadziwiające swoją surowością, niemal na granicy wojny. A może to jeszcze nie być wszystko, gdyż w środę szef saudyjskiej dyplomacji Adel al-Dżubjr zapowiedział, że jego rząd myśli o dodatkowych retorsjach.

Rijad nie jest przyzwyczajony do krytyki – mocarstwa zawsze obchodziły się z nim jak z jajkiem, starając się nie widzieć, że jego „dorobek” w zakresie przestrzegania praw człowieka jest porażający – w negatywnym sensie. Represje, publiczne egzekucje, stosowanie prawa religijnego zamiast karnego, faktyczny absolutyzm, wspieranie terroryzmu, prowadzenie zabójczej wojny w Jemenie – żadna z tych spraw nie przeszkodziła ani Londynowi, ani Waszyngtonowi, ani Paryżowi – i w zasadzie też żadnej innej stolicy – aby nie hołubić saudyjskich królów i książąt. A do tego jeszcze książę-regent Mohammed bin-Salman przecież zaczął kraj modernizować. Pozwolił kobietom prowadzić samochody. Zaczął zwalczać korupcję – czyli wtrącać do więzień swoich skorumpowanych przeciwników. Za to przecież należały mu się same pochwały.

Premier Kanady Justin Trudeau nie zamierza jednak przepraszać za to, że minister jego rządu powiedziała, co wreszcie należało o saudyjskiej monarchii powiedzieć – zresztą krytycznie, ale i tak w bardzo wyważony sposób. „Kanadyjczycy zawsze oczekiwali od swojego rządu, że będzie wypowiadał się mocno, stanowczo, wyraźnie i uprzejmie o konieczności respektowania praw człowieka tak w kraju, jak i na całym świecie. I tak będziemy nadal robić” – stwierdził Trudeau.

Arabia Saudyjska oświadczyła ustami swojego ministra spraw zagranicznych, że nie widzi potrzeba mediacji, której ewentualnie miałaby się podjąć Wielka Brytania. Zresztą – dla większości państw sprawa stała się kłopotliwa, bo jakiekolwiek stanowisko wobec saudyjsko-kanadyjskiego sporu może oznaczać konieczność zadeklarowania się po którejś ze stron. A tego czynić otwarcie nikt nie ma wielkiej ochoty, bo albo dostanie się etykietę państwa relatywizującego kwestię praw człowieka, albo dostanie się rykoszetem od Rijadu. Stąd wypowiedzi innych stolic są generalnie oględne i dystansujące się.

Analitycy zwracają jednak uwagę, że przypisywanie ostrości saudyjskiej reakcji tylko urazie monarchy nieprzyzwyczajonego do krytyki byłoby uproszczeniem, gdyż to, co zrobił Rijad robi wrażenie wykalkulowanej akcji dyplomatycznej. Dlaczego akurat wobec Kanady? Nie tylko dlatego, że nadarzył się pretekst, ale również dlatego, że Kanada z punktu widzenia monarchii Saudów nie jest superważnym strategicznym partnerem, więc koszt zaostrzenia dwustronnych relacji jest względnie zbywalny, a za to reszcie świata – i to tej, która Dla Strażników Świętych Meczetów jest ważna – da się jednoznaczny i twardy sygnał: od tego, co robimy wara. Przyjmujemy tylko komplementy i pochwały.

Rozłam w G-7

Najpierw było źle, potem dobrze, teraz znowu źle. Tak falowały nastroje i wzajemne relacje państw uczestników szczytu G7. Trump znowu namieszał.

 

Spotkanie najbardziej rozwiniętych gospodarczo państw G7 w kanadyjskim La Malabaie zaczęło się od ostrzeżenia skierowanego do Trumpa przez prezydenta Francji i premiera kanady, że bez znaczących ustępstw ze strony USA, może nie udać się podpisanie końcowego komunikatu ze szczytu. Potem jednak wszystko wróciło do normy i komunikat zaczyna się od słów: „My, przywódcy G7…” Ale nie na długo. Donald Trump, który wyjechał ze szczytu wcześniej, śpiesząc się na spotkanie z przywódcą KRLD, nagle zagroził, że nie podpisze końcowego komunikatu. A to z powodu tego, że Trump obraził się na premiera Kanady z powodu jego jakoby nieprawdziwych słów o polityce gospodarczej Stanów Zjednoczonych.

„Biorąc pod uwagę nieprawdziwe słowa Justina Trudeau na konferencji prasowej oraz fakt, że Kanada nakłada ogromne cła na naszych rolników i robotników oraz nasze firmy, poleciłem przedstawicielom Stanów Zjednoczonych, by nie popierali wspólnej deklaracji, bo myślimy już o cłach na samochody, które zalewają amerykański rynek” – ogłosił tradycyjnie w Twitterze Donald Trump.

Amerykański przywódca był rozczarowany, że Trudeau zachował się podczas szczytu „potulnie i łagodnie”, zaś po wyjeździe z Trumpa miał zmienić ton i retorykę w sprawach amerykańskich ceł, co ubodło Trumpa.

Kanadyjski premier oznajmił, że nie powiedział niczego, czego nie powiedział wcześniej podczas spotkań w ramach siódemki, więc nie rozumie reakcji amerykańskiego przywódcy.

Uczestnicy szczytu wezwali Rosję do zaniechania działań destrukcyjnych, jednocześnie przywódcy USA i Włoch zadeklarowali, że Rosja powinna jak najszybciej dołączyć do G7/G8, po zrealizowaniu porozumień Mińsk 2. Problem w tym, że sama Rosja dość wstrzemięźliwie podchodzi do możliwości swojego powrotu.

Wiele wskazuje na to, że szczyt G7 zamieni się w „G6 + Trump” i kolejną rundę wzajemnych przepychanek między wiodącymi państwami kapitalistycznymi, co nie dziwi, jednak dla świata to niedobra wiadomość, bo nieporozumienia wśród największych graczy mogą odbić się na światowej gospodarce.