Brzęczek wybrał kadrę

Jerzy Brzęczek rozesłał powołania do kadry na dwa ostatnie mecze w eliminacjach mistrzostw Europy. Biało-czerwoni maja jeszcze do rozegrania wyjazdowy mecz z Izraelem, a zmagania zakończą starciem ze Słowenią na Stadionie Narodowym w Warszawie. Selekcjoner biało-czerwonych tym razem zaprosił na zgrupowanie 27 piłkarzy.

Wśród powołanych znalazło się dwóch zawodników znajdujących się na przeciwnych biegunach piłkarskiej kariery. 34-letni Łukasz Piszczek zrezygnował z dalszych występów w reprezentacji po nieudanym dla biało-czerwonych mundialu w Rosji, ale ponieważ jest to gracz nietuzinkowy i dla narodowej drużyny wielce zasłużony, władze PZPN postanowiły godnie go pożegnać. Celebra odbędzie się w trakcie ostatniego meczu naszej drużyny w eliminacjach Euro 2020, czyli w spotkaniu ze Słowenią na Stadionie Narodowym. Obrońca Borussii Dortmund przyjedzie na zgrupowanie kadry dopiero 17 listopada i jego udział w potyczce ze Słoweńcami ma być jedynie symboliczny. Drugi z piłkarzy ze szczególnym statusem to debiutant w kadrze Kamil Jóźwiak. 21-letni pomocnik Lech Poznań do pierwszej reprezentacji dołączy dopiero w Jerozolimie, bo najpierw zagra w meczu kadry U-21 z Bułgarią. Na występ w potyczce z Izraelem nie ma więc żadnych szans, wątpliwe też by zagrał przeciwko Słowenii.

Kilka dni temu pojawiła się plotka, że Robert Lewandowski, który przymierza się do operacji przepukliny pachwinowej, odpuści ostatnie dwa mecze eliminacyjne, ale ostatecznie kapitan biało-czerwonych postanowił uporać się z tym problemem dopiero po sezonie i znalazł się wśród powołanych. Na odpoczynek nie ma co jednak liczyć, bo chociaż nasza reprezentacja już w poprzedniej kolejce spotkań zapewniła sobie awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy, wciąż ma jednak o co grać, bo kończąc rozgrywki na pierwszym miejscu w grupie znajdzie się w gronie najsilniejszych zespołów i będzie losowana z pierwszego koszyka.

Dlatego Brzęczek nie kombinował z powołaniami, tylko postawił na sprawdzonych już wcześniej przez siebie zawodników, czyniąc wyjątek jedynie dla wspomnianych już wcześniej Piszczka i Jóźwiaka. I jest raczej pewne, że w spotkaniach z Izraelem i Słowenią wystawi do gry najsilniejszy skład, czyli z Lewandowskim. Ale niewykluczone, że przy korzystnym rozwoju wydarzeń na boisku „Lewy” będzie zmieniany przez Krzysztofa Piątka lub Arkadiusza Milika. Raczej na pewno biało-czerwoni w obu ostatnich spotkaniach eliminacyjnych zagrają w sprawdzonym ustawieniu 1-4-2-3-1. Selekcjoner ma komfort, bo kluczowi piłkarze utrzymują się w wysokiej formie. Na każdej praktycznie pozycji Brzęczek ma wybór między dwoma równorzędnymi graczami, może za wyjątkiem „Lewego”, Szczęsnego w bramce oraz Krychowiaka i Grosickiego w linii pomocy.

Kadra Polski:
Bramkarze:
Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy), Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), Radosław Majecki (Legia Warszawa).
Obrońcy:
Kamil Glik (AS Monaco, Francja), Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Thiago Cionek (SPAL 2013, Włochy), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Arkadiusz Reca (SPAL 2013, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund, Niemcy).
Pomocnicy:
Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Krystian Bielik (Derby County, Anglia), Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Kamil Jóźwiak (Lech Poznań), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Dominik Furman (Wisła Płock).
Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Krzysztof Piątek (AC Milan, Włochy).

 

Teraz powalczą o prymat w Europie

W piątek 13 września reprezentacja Polski siatkarzy rozpocznie swój udział w mistrzostwach Europy. Na początek imprezy rozgrywanej we Francji, Belgii, Holandii i Słowenii biało-czerwoni zagrają z Estonią. Trener Vital Heynen nie znalazł w kadrze miejsca dla wracającego po kontuzji Bartosza Kurka.

Tegoroczne mistrzostwa Europy w piłce siatkowej mężczyzn będą już 31. edycją tej imprezy. Gospodarzami są cztery kraje – Francja, Belgia, Holandia i Słowenia. W tegorocznym czempionacie Starego Kontynentu rywalizować będą 24 zespoły. W pierwszej fazie zostały one podzielone na cztery grupy po sześć drużyn.

W grupie A (Montpellier) zagrają: Francja, Włochy, Bułgaria, Portugalia, Grecja i Rumunia; w grupie B (Bruksela, Antwerpia): Serbia, Niemcy, Belgia, Austria, Słowacja i Hiszpania; w grupie C (Lublana): Rosja, Słowenia, Turcja, Białoruś, Macedonia Północna i Finlandia; zaś w grupie D (Rotterdam, Amsterdam) reprezentacja Polski walczyć będzie z Holandią, Estonia, Ukrainą, Czechami i Czarnogórą.

Biało-czerwoni, aktualni mistrzowie świata, są rzecz jasna zaliczani do wąskiego grona faworytów turnieju. Oprócz Polaków szanse na medale przyznaje się ekipom broniącej tytułu Rosji, Francji (mistrz Europy z 2015), Włoch, Serbii, Niemiec i Belgii.
Podopieczni trenera Vitala Heynena rozpoczną mistrzostwa w piątek 13 września od meczu z Estonią, następnie w niedzielę 15 września zmierzą się z Holandią, w poniedziałek z Czechami, we wtorek z Czarnogórą, a w czwartek 19 września z Ukraina. Polacy trzy pierwsze mecze rozegrają w Rotterdamie, dwa ostatnie w Amsterdamie. Do kolejne rundy awansują po cztery zespoły z każdej grupy. W 1/8 finału drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylkow Paryżu) w dniach 26-29 września.

Polacy rozpoczną udział w mistrzostwach Europy w piątek meczem z reprezentacją Estonii. W fazie grupowej zagrają także z Czechami, Holandią, Czarnogórą i Ukrainą. Pierwsze trzy spotkania biao-czerwoni rozegrają w Rotterdamie, kolejne dwa w Amsterdamie, a na ewentualne mecze 1//8 i 1/4 finału pojadą prawdopodobnie do Apeldoorn. Półfinały ME 2019 odbędą się w słoweńskiej Lublanie oraz w Paryżu, a mecze o medale już tylko w stolicy Francji.

Z 16-osobowej kadry zawodników, którą trener Heynen powołał na ostatnie przez mistrzostwami zgrupowanie w Arłamowie, wypadło dwóch graczy – Bartosz Kurek, bo nie zdążył osiągnąć optymalnej formy po operacji kręgosłupa, którą przeszedł w kwietniu tego roku oraz jego klubowy kolega z ONICO Warszawa Bartosz Kwolek. Kurek, najlepszy siatkarz ubiegłorocznych mistrzostw świata, od początku miał niewielkie szanse na wywalczenie miejsca w składzie, natomiast co do Kwolka, to tym razem ten 22-letni przyjmujący przegrał rywalizację z Arturem Szalpukiem i Aleksandrem Śliwką, bo Michał Kubiak i Wilfredo Leon byli na tej pozycji pewniakami. Przypomnijmy, że w sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskie w Gdańsku Heynen postawił na pięciu przyjmujących i tylko trzech środkowych, przez co z kadry wypadł Jakub Kochanowski. Tym razem to siatkarz PGE Skry Bełchatów znalazł się w składzie jako czwarty środkowy, obok Mateusza Bieńka, Piotra Nowakowskiego (jedyny z zawodników obecnej kadry, który w 2010 roku zdobył mistrzostwo Europy) oraz Karola Kłosa.

Kadra Polski:
Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk, Rosja), Marcin Komenda (Asseco Resovia Rzeszów).
Atakujący: Dawid Konarski (Jastrzębski Węgiel), Maciej Muzaj (Jurga Surgut, Rosja).
Środkowi: Mateusz Bieniek (Cucine Lube Civitanova, Włochy), Karol Kłos, Jakub Kochanowski (obaj PGE Skra Bełchatów), Piotr Nowakowski (ONICO Warszawa).
Przyjmujący: Michał Kubiak (Panasonic Panthers Hirakata, Japonia), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Wlochy), Artur Szalpuk (PGE Skra Bełchatów), Aleksander Śliwka (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).
Libero: Paweł Zatorski (ZAKSA), Damian Wojtaszek (ONICO Warszawa).

 

Kadra Brzęczka trochę się sypie

Z 28 piłkarzy powołanych przez Jerzego Brzęczka na mecze z Macedonią Północną i Izraelem, z kadry wypadli z powodu kontuzji Wojciech Szczęsny i Arkadiusz Reca, zaś Dawida Kownackiego, Sebastiana Szymańskiego i Roberta Gumnego selekcjoner odesłał na zgrupowanie szykującej się do mistrzostw Europy reprezentacji młodzieżowej.

Po marcowych meczach reprezentacja Polski prowadzi w grupie G z kompletem sześciu punktów i bilansem bramkowym 3:0 (z Austrią 1:0, z Łotwą 2:0). Najbliżsi przeciwnicy naszych piłkarzy zajmują dwa kolejne miejsca w tabeli. Drugi Izrael wygrał z Austrią 4:2 i zremisował ze Słowenią 1:1 (4 pkt, bramki 5:3), a trzecia Macedonia Północna pokonała 3:1 Łotwę i zremisowała 1:1 ze Słowenią (4 pkt, bramki 4:2). Oczywiście kibice w tych krajach nie dopuszczają nawet myśli, że ich drużyny przegrają z Polakami.

U nas też panuje powszechne przekonanie, że chociaż ostatnio reprezentacja nie zachwyca swoją grą, to w tej grupie Lewandowski i spółka „nie mają z kim przegrać”, dlatego oczekuje się od ekipy Brzęczka dwóch kolejnych zwycięstw. „Zdajemy sobie sprawę, że w marcowych spotkaniach z Austrią i Łotwą nie zagraliśmy tak, jak oczekiwaliśmy. Przeanalizowaliśmy te mecze i wiemy, co powinniśmy poprawić, żeby wejść na poziom, który ta drużyna jest w stanie zaprezentować. Ale mecze o punkty to nie jest czas na eksperymenty. Naszym celem jest zakwalifikowanie się do mistrzostw Europy, a sześć punktów jeszcze awansu nie daje, musimy w czekających nach meczach zagrać z maksymalnym zaangażowaniem. Macedonia i Izrael nie należą do światowej czołówki, ale to solidne drużyny. Trzeba będzie z nimi zagrać z maksymalnym zaangażowaniem, bo myślenie, że wystarczą tylko umiejętności, to wielki błąd” – mobilizuje swoich graczy Brzęczek.

W podobny ton uderzył też kapitan naszej reprezentacji Robert Lewandowski, ale on ostatnio apele o maksymalna mobilizację powtarza przed każdym zgrupowaniem. Niestety, nie zawsze są to apele skuteczne. Tym razem „Lewy” przypomniał kolegom, że w przeszłości nasza drużyna miała problemy z utrzymaniem koncentracji zwłaszcza w drugich spotkaniach, granych w krótkim odstępie czasowym po pierwszym meczu. Tym razem biało-czerwoni będą w tym drugim starciu walczyć z zespołem Izraela.

Czy to wystarczy, przekonamy się już w najbliższy piątek. Do gry o punkty eliminacji Euro 2020 zostało Brzęczkowi 23 zawodników, z których drobne problemy zdrowotne mają Kamil Glik (przeciążenie ścięgna Achillesa) i Maciej Rybus (naciągnięcie mięśnia dwugłowego). Pozostali są ponoć w pełni sił, chociaż na różnym poziomie wytrenowania, bo rozgrywki ligowe w Europie skończyły się w maju. Kamil Grosicki na przykład ostatni mecz zagrał na początku maja, potem zdążył wyskoczyć na dwutygodniowy urlop, z którego przyjechał prosto do Polski i ponownie podjął treningi.

Selekcjoner biało-czerwonych zapewniał jednak na zwyczajowej konferencji prasowej, że jest zadowolony stanem fizycznym kadrowiczów. „Większość piłkarzy zakończyła sezon więcej niż dziesięć dni przed meczami z Macedonią i Izraelem, dlatego też zaczęliśmy zgrupowanie nieco wcześniej. Intensywność czwartkowych i piątkowych treningów była już bardzo wysoka” – zapewniał Brzęczek. Uciął też spekulacje na temat obsady reprezentacyjnej bramki pod nieobecność Szczęsnego. „W tej kwestii sprawa jest jasna. Numerem jeden jest Wojtek, ale mamy wspaniałych zawodników na tej pozycji. Teraz podstawowym bramkarzem będzie oczywiście Łukasz Fabiański, który jest zawodnikiem na podobnym poziomie” – zakończył trener Jerzy Brzęczek.

 

Ostatnia szansa dla Kota

Konkurs drużynowy w sobotę oraz indywidualny w niedzielę – taki plan zajęć czeka kadrę naszych skoczków w najbliższy weekend w Lahti. Biało-czerwoni po znakomitych występach przed tygodniem w Oberstdorfie są faworytami „drużynówki”.

Zwycięstwo Kamila Stocha, drugie i trzecie miejsce Dawida Kubackiego oraz trzy czwarte lokaty Piotra Żyły – to dorobek podopiecznych trenera Stefana Horngachera w Oberstdorfie podczas poprzedniego weekendu. Dzięki tym wynikom biało-czerwoni umocnili się na prowadzeniu w Pucharze Narodów. Drugich w klasyfikacji Niemców wyprzedzają aż o 414 punktów. Konkurs drużynowy w Lahti będzie dopiero trzecią „drużynówką” w obecnym sezonie. Nasz zespół wygrał na inaugurację w Wiśle, ale w styczniu w Zakopanem zajął trzecią lokatę, za ekipami Niemiec i Austrii.

W klasyfikacji indywidualnej Pucharu Świata nadal zdecydowanym liderem jest Ryoyu Kobayashi. Japończyk co prawda ostatnio już nie dominuje tak wyraźnie jak na początku sezonu, ale wygrywając w minioną sobotę na mamuciej skoczni w Oberstdorfie pokazał rywalom, że nie zamierza odpuszczać walki o Kryształową Kulę. Po 19 z 28 konkursów 23-letni japoński skoczek ma 451 pkt przewagi nad drugim w klasyfikacji Kamilem Stochem. Trzecią lokatę zajmuje Austriak Stefan Kraft, czwartą Piotr Żyła, a piątą Dawid Kubacki.

Niedzielny triumf Stocha był jego pierwszym w tym sezonie. Na pucharowe zwycięstwo czekał od 25 marca 2018 roku, kiedy najlepszy był w Planicy, również na skoczni mamuciej. Na mniejszym obiekcie ostatnio wygrał 15 marca ubiegłego roku w Trondheim. Trzykrotny mistrz olimpijski w poprzednim sezonie w Lahti nie miał sobie równych, a w konkursie drużynowym Polacy zajęli drugie miejsce za Niemcami. Stoch wygrał tam również w 2014 roku, a dwa lata temu biało-czerwoni zostali w Lahti drużynowymi mistrzami świata.

Trener Horngacher na turnieje w Lahti postanowił przywrócić do kadry Macieja Kota, którego w Oberstdorfie zastąpił 19-letni Paweł Wąsek. Austriacki szkoleniowiec odesłał jednak do kraju weterana naszej ekipy 33-letniego Stefana Hulę, który też przeżywa kryzys formy. W ekipie jest jeszcze 23-letni Jakub Wolny, ale pewnie ostateczny skład na konkurs drużynowy poznamy dopiero po piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego.

Program zawodów w Lahti:
Piątek:16:00 – oficjalny trening; 18:00 – kwalifikacje. Sobota: 15:30 – seria próbna, 16:30 – pierwsza seria konkursu drużynowego. Niedziela: 15:15 – seria próbna, 16:15 – pierwsza seria konkursu indywidualnego.

 

Stoch mistrzem Polski

Fot. Kamil Stoch po trzech latach przerwy ponownie sięgnął po mistrzostwo Polski

 

 

Kamil Stoch został mistrzem Polski w skokach narciarskich. Nasz trzykrotny złoty medalista olimpijski na Wielkiej Krokwi w Zakopanem wyprzedził na podium Dawida Kubackiego, który zdobył srebrny medal oraz broniącego tytułu Stefana Hulę.

 

Tradycyjnie już w drugi dzień świąt odbyły się mistrzostwa Polski w skokach narciarskich. Dla zawodników z kadry „A” prowadzonej przez Stefana Horngachera był to ostatni sprawdzian formy przed zbliżającym się Turniejem Czterech Skoczni. Licznie przybyli kibice ostrzyli sobie apetyty na pojedynek Kamila Stocha z wiceliderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Piotrem Żyłą, najlepszym polskim skoczkiem w ostatnich przed świętami zawodach tego cyklu w szwajcarskim Engelbergu. Żyła w tym sezonie prezentował równą, wysoką formę i sądzono, że na Wielkiej Krokwi pokusi się o zdobycie mistrzostwa kraju. Ale chęć na ten tytuł miał najwyraźniej także Stoch, który po raz ostatni zdobył go w 2015 roku. I już w serii próbnej 31-letni lider naszej kadry pokazał moc, którą zgasił ambicje rywali. Stoch poszybował na odległość 143 metrów, w pierwszej serii konkursowej zaliczył 140,5 m i rzecz jasna objął prowadzenie.

Z kadrowiczów kroku utytułowanemu koledze próbował dotrzymać jedynie Dawid Kubacki, który w pierwszej próbie osiągnął 136 metrów i był drugi ze stratą zaledwie 1,2 pkt. Trzeci Stefan Hula tracił do Kubackiego 19,1 pkt i miał tylko iluzoryczne szanse na odrobienie strat. Żyła po pierwszej serii zajmował dopiero siódmą pozycję.

W drugiej serii nie doszło do przetasowań w pierwszej piątce. Podopieczni Stefana Horngachera skakali ze znacznie krótszego rozbiegu niż reszta stawki, co miało przełożenie na osiągane przez nich odległości. Pofrunął daleko jedynie świetnie dysponowany Stoch, który poszybował na odległość 134,5 m. Nasz najlepszy skoczek stanął na najwyższym stopniu podium krajowych mistrzostw Polski po raz pierwszy od 2015 roku. W dwóch ostatnich edycjach zajmował trzecie lokaty. Tym razem zdeklasował rywali uzyskując łączną notę 331 pkt. Drugi na podium Kubacki stracił do zwycięzcy aż 32,4 pkt.

Trzecie miejsce zajął broniący tytułu Stefan Hula (284,8 pkt), czwarte wracający do przyzwoitej formy Maciej Kot (281,5), piąte Jakub Wolny (277,1), a szóste Żyła (275,5). Miejmy nadzieję, że ten jego słabszy występ to tylko efekt świątecznego rozleniwienia, a nie zapowiedź regresu formy. Siódmą lokatę w zawodach zajął Aleksander Zniszczoł (274,2) i właśnie ta siódemka zawodników w piątek 28 grudnia wyruszy w podróż do Oberstdorfu, gdzie w sobotę odbędą się kwalifikacje do niedzielnego konkursu – pierwszego w Turnieju Czterech Skoczni. Kamil Stoch będzie w nim bronił trofeum wywalczonego przed rokiem.

 

Brzęczek nie uczy się na błędach

Jerzy Brzęczek nie wyciąga wniosków z popełnionych błędów. Do kadry na mecz z Czechami (15 listopada) i spotkanie w Lidze Narodów z Portugalią (20 listopada) znów powołał graczy, którzy nie grają w klubach, wśród nich swojego siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego, a także dwóch kompletnych nowicjuszy – Adama Buksę i Huberta Matynię.

 

Na wstępie przypomnijmy, że nasze reprezentacja za rządów trenera Brzęczka jeszcze nie wygrała meczu. We wrześniu zremisowała z Włochami (1:1) i Irlandią (1:1), a w październiku przegrała z Portugalią (2:3) i Włochami (0:1). Biało-czerwoni zajmują ostatnie miejsce w swojej grupie Ligi Narodów i wiadomo już, że w kolejnej edycji tych rozgrywek zagrają szczebel niżej. Wyniki nie zachwycają, ale jeszcze większe zaniepokojenie kibiców budzi styl gry naszej drużyny. Nic zatem dziwnego, że wszelkim kadrowym decyzjom selekcjonera wszyscy przyglądają się uważnie. Nie każda z nich jest zrozumiała. Najwięcej kontrowersji wzbudza regularne powoływanie Jakuba Błaszczykowskiego, chociaż w macierzystym klubie, VfL Wolfsburg, ten piłkarz w tym sezonie praktycznie w ogóle nie gra, co zresztą jest aż nadto widoczne w niskiej jakości jego występów w reprezentacji. Rodzinne koneksje Brzęczka i Błaszczykowskiego stawiają decyzję selekcjonera o ponownym powołaniu siostrzeńca w wyjątkowo niekorzystnym dla obu świetle. Obecność w kadrze znajdującego się w podobnej sytuacji w Southamptonie Jana Bednarka niczego w tej materii nie zmienia.
Wręcz przeciwnie. Każdy selekcjoner biało-czerwonych prędzej czy później popełnia ten sam grzech, to znaczy dla swoich ulubionych zawodników łamie zasadę, że do kadry mają być powoływani wyłącznie najlepsi piłkarze, ale znajdujący się aktualnie w najwyższej formie, czego dowodem są regularne występ w klubowych drużynach. Brzęczek dla Błaszczykowskiego złamał tę zasadę już na początku, a że sam był kiedyś piłkarzem reprezentacji, to musi wiedzieć, co o tym naprawdę myśli reszta kadrowiczów. Dlaczego jednak, mimo tej wiedzy, dalej brnie w tę kłopotliwą sytuację, pozostanie pewnie jego tajemnicą. O ile rzecz jasna wreszcie wygra mecz.

 

Kadra Polski

 

Bramkarze:
Łukasz Fabiański (West Ham, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy).

Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Monako), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Hubert Matynia (Pogoń Szczecin), Paweł Olkowski (Bolton, Anglia), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków).

Pomocnicy:
Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg, Niemcy), Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Damian Szymański (Wisła Płock).

Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Krzysztof Piątek (Genoa, Włochy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Adam Buksa (Pogoń Szczecin).

 

Polacy czekają w Soczi na pierwszy mecz

W środę kadra Polski w porze obiadowej dotarła do swojej bazy pobytowej w Soczi. Teraz trener Adam Nawałka ma wreszcie kilka dni na spokojne treningi i opracowanie taktyki na pierwszy mecz grupowy z Senegalem.

 

Reprezentacja Polski wróciła do światowej elity po 12 latach przerwy. Dla biało-czerwonych występ na mundialu w Rosji będzie ósmym w historii. Ich dotychczasowe osiągnięcia nie są może przesadnie oszałamiające, ale też nie musimy sie ich wstydzić. Dwa razy wywalczyli trzecią lokatę (1974, 1982), raz zajęli miejsca 5-8 (1978), raz wyszli z grupy (1986), a cztery razy kończyli turniej już po fazie grupowej (1938, 2002 i 2006). W XXI wieku zagrają po raz trzeci, ale kibice liczą, że tym razem polska drużyna spisze się lepiej niż ekipy Jerzego Engela na mundialu w Korei Południowej i Japonii oraz Pawła Janas w Niemczech. Ich występy zakończyły się kompletnymi porażkami, chociaż przed mistrzostwami aspiracje miały nie mniejsze niż mają teraz wybrańcy Adama Nawałki.

Czasy są też inne i kibice też są inni. Choć obecna reprezentacja wydaje się być znacznie mocniejsza od zespołów Engela i Janasa, to nikt nie oczekuje od niej gruszek na wierzbie. Celem jest wyjście z grupy, co wcale nie będzie łatwym zadaniem.
Zmieniło się też postrzeganie polskiej reprezentacji na świecie, co widać także w Soczi, gdzie tłumy łowców autografów polują na naszych piłkarzy, a szczególnie na Roberta Lewandowskiego. Nic nie ujmując zawodnikom występującym w naszej reprezentacji na poprzednich mundialach, to teraz po raz pierwszy mamy w jej składzie piłkarza o statusie światowej gwiazdy.

To rodzi też dodatkowe oczekiwania wobec Lewandowskiego, czego kapitan biało-czerwonych ma pełną świadomość. Dla niego dobry wynik polskiej reprezentacji w Rosji jest być może nawet ważniejszy niż dla niej samej, dla PZPN, a nawet dla nas wszystkich. „Wszyscy, którzy tu przyjechaliśmy, marzyliśmy o udziale w tym turnieju. Dzięki mundialowi można zostać zapamiętanym na zawsze. Zdajemy sobie sprawę, jakie sukcesy osiągaliśmy w latach 70. czy 80. Potem nastąpiła długa posucha. Niczego jednak nie obiecujemy. Po prostu z całych sił będziemy walczyć o nasz piękny sen” – zapewniał na pierwszej konferencji po przybyciu polskiej ekipy do Soczi. Ale w ocenach naszego zespołu, nawet po wygranym 4:0 sparingu z Litwą, „Lewy” pozostał malkontentem. Wciąż zwraca uwagę na niedociągnięcia, na to co trzeba poprawić, albo na co położyć jeszcze większy nacisk.

Naszej reprezentacji nie musimy się wstydzić. Piłkarze wyglądają jak z żurnala, podróżują i mieszkają w luksusowych warunkach, nawet w zachowaniu bardziej przypominają celebrytów niż piłkarzy – podczas treningów ich fryzury są nienaganne, a na twarzach próżno szukać potu i krwi. Może gdy już z boiska znikną kamery, a z trybun śledzący każdy ich ruch dziennikarze i kibice, przemieniają się na powrót w harujących w pocie czoła zawodowców, nabuzowanych od nadmiaru adrenaliny. Miejmy nadzieję, że tak właśnie się dzieje, gdy w kadrze gasną światła rampy.

Po wewnętrznej grze

Oczekiwany przez media sparing kadrowiczów, który miał trenerowi Adamowi Nawałce pomóc w podjęciu ostatecznych decyzji kadrowych, odbył się ostatecznie w niedziele w południe. Skład kadry poznamy w poniedziałek.

 

Niedziela była trudnym dniem dla dziewięciu piłkarzy obecnych w Arłamowie. Po grze kontrolnej trener Adam Nawałka ogłosił zawodnikom ostateczny skład kadry na mundial. „W grupie, która jest dzisiaj z nami, mamy dużo młodzieży. Dla wielu tych zawodników ogłoszeniu składu na mundial nie oznacza końca przygody z reprezentacją. Jeśli ktoś nie pojedzie do Rosji to wcale nie znaczy, że się nie nadaje. Nadal pozostanie jednym z nas, bo po mistrzostwach świata selekcja będzie trwać nadal” – przekonywał oddelegowany w niedzielę na zwyczajowe spotkanie z dziennikarzami asystent selekcjonera Bogdan Zając. W meczu sędzia podyktował dwa karne, z czego jeden anulował VAR. W efekcie „Czerwoni” pokonali „Białych” 1:0, a zwycięskiego gola z „jedenastki” strzelił Grzegorz Krychowiak.

„W sparingu zagrają wszyscy, składy są już rozpisane. To ważny mecz, ale nie wywróci hierarchii w kadrze do góry nogami” – zapewniał szef banku informacji kadry Hubert Małowiejski. Mecz pierwotnie miał sędziować Szymon Marciniak, ale oberwanie chmury i burza uniemożliwiły jego rozegranie w sobotę, w tego dnia nasz najlepszy arbiter musiał już wyruszyć w drogę do Rosji. Zastąpił go ściągnięty w trybie alarmowym z Krakowa Tomasz Musiał.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że zespół „Czerwonych” zaczął spotkanie w ustawieniu 4-4-2, a zespół „Białych” w ustawieniu 3-5-2.

Wyjściowe składy wyglądały ponoć tak:
„Czerwoni”: Fabiański – Piszczek, Glik, Cionek, Rybus – Błaszczykowski, Krychowiak, Zieliński, Grosicki – Lewandowski, Milik. „Biali”: Białkowski – Kędziora, Kamiński, Jędrzejczyk – Frankowski, Linetty, Mączyński, Kurzawa – Peszko, Wilczek, Kownacki.

Oficjalnie trener Nawałka ma podać 23-osobową kadrę w poniedziałek o 14:00. Przed wyjazdem na mundial nasza reprezentacja rozegra jeszcze dwa mecze kontrolne – 8 czerwca w Poznaniu z Chile, a cztery dni później na Stadionie Narodowym w Warszawie z Litwą. Te dwa spotkania dadzą nam dopiero odpowiedź na pytanie, w jakiej formie naprawdę są wybrani przez selekcjonera piłkarze. Na razie możemy jedynie spekulować, że jedenastka „Czerwonych” to skład na pierwszy mecz na mundialu, chociaż wątpliwość czy tak jest na pewno może budzić nieobecność w niej Wojciecha Szczęsnego.

Mundial w Rosji rozpocznie się 14 czerwca. Rywalami Polaków w grupie H będą kolejno: Senegal (19 czerwca w Moskwie), Kolumbia (24 czerwca w Kazaniu) oraz reprezentacja Japonii (28 czerwca w Wołgogradzie).

Kadra Polski na majówce w Juracie

Nasza piłkarska kadra od poniedziałku zbiera się w hotelu „Bryza” w Juracie. Na razie nie czuje się tu jeszcze mundialowych emocji. Nawet selekcjoner reprezentacji Adam Nawałka wygląda na wyluzowanego.

Pierwsi kadrowicz pojawili się w „Bryzie” w poniedziałek, wśród nich m. in. tercet z Sampdorii Genua, czyli Karol Linetty, Dawid Kownacki i Bartosz Bereszyński, obrońca VfB Stuttgart Marcin Kamiński oraz wystawiony na sprzedaż przez Hull City Kamil Grosicki. Wszyscy przybyli w towarzystwie najbliższych sobie osób i w wybitnie wakacyjnych nastrojach. Zgrupowanie kadry tak na serio ma się rozpocząć dopiero od środy, bo tego dnia na boisku w Jastarni kadrowicze mają odbyć pierwszy trening. Zajęcia będą jednak wybitnie rekreacyjne, bo trener Nawałka zgodził się na obecność kibiców i dziennikarzy. Otwarty dla publiczności ma też być trening piątkowy, ale w czwartek i w sobotę piłkarze będą ćwiczyć już tylko w obecności sztabu szkoleniowego kadry.

W tych zajęciach raczej nie będzie brał udziału Kamil Glik, który przyjechał na zgrupowanie z urazem ścięgna Achillesa. „Kamil jest przemęczony, uskarża się na Achillesa, dlatego w poniedziałek przeszedł badania USG. Słowa uznania dla niego, że w ogóle do Juraty przyjechał. Będzie się teraz leczył i pracował z fizjoterapeutami, ale na pewno zdąży wrócić do zdrowia. To drobny uraz” – uspokajał dziennikarzy trener Nawałka. Przyznał jednak, że drobne kłopoty zdrowotne ma też Michał Pazdan, przez które nie zagrał w niedzielnym meczu z Lechem, że inny z legionistów, Krzysztof Mączyński, wciąż zmaga się z kontuzją kolana, ale w Arłamowie zdaniem selekcjonera obaj gracze świeżo upieczonego mistrza Polski mają być już gotowi do ciężkich treningów.

Zanim jednak wszyscy przeniosą się w Bieszczady, czeka ich kilka dni laby na Helu. Wśród atrakcji jakie PZPN przygotował dla kadrowiczów w tym czasie jest wymieniana m.in. koncert zespołu Lady Punkt, herbatka u prezydenta Andrzeja Dydy, rowerowe przejażdżki, grill, spacery po plaży i turniej w siatkonogę. No cóż, szału nie ma, ale w końcu, jakby nie patrzeć, to jest jednak zgrupowanie sportowe przed najważniejszą piłkarska imprezą na świecie.

Nawałka znany jest jednak z tego, że nie lubi zmieniać czegoś, co już raz mu przyniosło pożądane efekty. Przed Euro 2016 piłkarze też tak byczyli się w Juracie, a potem doszli do ćwierćfinału. Harówka ma się zacząć od przyszłego wtorku w Arłamowie. Kadrowiczów czekają też dwie gry kontrolne – pierwsza jeszcze w Juracie, druga już w bieszczadzkim ośrodku.

Nietrudno się domyślić, do czego te mecze są selekcjonerowi potrzebne. Musi przecież do 4 czerwca wybrać 23 zawodników, których nazwiska PZPN zgłosi do FIFA. Potem już możliwości personalnych manewrów już nie będzie, a biało-czerwonych czekają po tym terminie dwie poważne towarzyskie potyczki – najpierw z Chile, a tuż przed wyjazdem do Rosji z Litwą na Stadionie Narodowym.

Wilczek gwiazdą w Danii

Kamil Wilczek w ostatnich tygodniach regularnie strzelał gole w meczach ligowych oraz pucharowych. Został za to doceniony przez trenerów duńskiej ekstraklasy, który uznali go za najlepszego gracza w rundzie wiosennej.

W głosowaniu brali udział wszyscy trenerzy klubów występujących w duńskiej Superligaen. Kamil Wilczek otrzymał 45 na 65 możliwych punktów i zajął pierwsze miejsce w plebiscycie. Tuż za jego plecami z 44 punktami znalazł się Viktor Fischer z FC Kopenhaga, a na najniższym stopniu podium uplasował się Jakob Poulsen z FC Midtjylland. Nagroda jest bardzo ważna nie tylko dla zawodnika, ale i dla Broendby. Pierwszy raz piłkarz tego klubu wygrał ten konkurs od 2005 roku. W kolejnych latach nagroda przypadała zawodnikom rywali. Wilczek w obecnym sezonie strzelił 20 goli w 37 spotkaniach Broendby. W rundzie finałowej w siedmiu występach zdobył osiem bramek. I znalazł się w szerokiej kadrze reprezentacji Polski na mundial w Rosji.