Kadra Polski już ćwiczy w Opalenicy

W poniedziałek powołana przez Paulo Sousę kadra Polski na mistrzostwa Europy zebrała się w hotelu Remes Sport&Spa w Opalenicy. PZPN zajął na wyłączność cały ośrodek, w którym w komfortowych warunkach nasi piłkarze będą szlifować formę do 8 czerwca.

Portugalski selekcjoner biało-czerwonych nie chciał tracić czasu i nie dał swoim wybrańcom nawet kilku dni wolnego, więc większość z nich przyjechała do Opalenicy „z marszu”, po rozegraniu w miniony weekend ostatnich ligowych meczów w tym sezonie. Dla kadrowiczów z dłuższym stażem w reprezentacji, pamiętających jeszcze przygotowania pod wodzą trenera Adama Nawałki do turniejów Euro 2016 i MŚ 2018, była to pewnie niemiła niespodzianka, bo Nawałka dawał kilka dni wolnego i dopiero potem zaczynał treningowa pracę. Portugalczyk chce jednak odbyć z wybranymi przez siebie piłkarzami jak najwięcej treningów. W trakcie marcowego zgrupowania zdoła przeprowadzić ich tylko siedem, w tym zaledwie dwa przed pierwszym meczem eliminacji MŚ 2022 z Węgrami.
Ośrodek Remes Sport&Spa został przez PZPN wynajęty na wyłączność. Z powodu obostrzeń epidemicznych kibice i dziennikarze nie będą mieli tam tak łatwego dostępu do piłkarzy, jak mieli w Arłamowie podczas zgrupowań przed Euro 2016 i MŚ 2018. W bieszczadzkim ośrodku pod hotel przychodziły całe pielgrzymki kibiców, a polowanie na autografy piłkarzy trwało przez cały dzień. W Opalenicy czegoś takiego nie będzie. PZPN chcąc ograniczyć do minimum ryzyko zakażenia koronawirusem zorganizował zgrupowanie w stylu tzw. turniejowej bańki. Nie będzie spotkań z fanami ani otwartych treningów. Na terenie odizolowanego od świata zewnętrznego ośrodka porządku pilnują stewardzi i ochroniarze, a dziennikarze, aby obejrzeć trening czy wejść na konferencję prasową, muszą przejść szybkie antygenowe testy. Zaszczepieni, ozdrowieńcy, bez wyjątku wszyscy. Bezpieczeństwo zawodników jest najważniejsze – twierdzą działacze naszej piłkarskiej federacji.
Lokalizację zgrupowania przed Euro 2020 Sousa przejął niejako w spadku po zwolnionym w styczniu tego roku przez prezesa PZPN Zbigniewa Bońka Jerzym Brzęczku, ale nie domagał się zmiany ośrodka. Pewnie dlatego, że jako Portugalczyk wiedział, że hotel Remes był bazą pobytową portugalskiej reprezentacji podczas turnieju Euro 2012, a jej piłkarze i sztab szkoleniowy wystawili mu potem znakomite recenzje. Kadra Polski ma tu do dyspozycji kilka boisk treningowych usytuowanych wokół hotelu, a także korty tenisowe, pole golfowe, kręgielnię oraz spa z basenem.
Co do standardu hotelu to nawet kapryśny Cristiano Ronaldo nie miał żadnych zastrzeżeń. Gwiazdor czuł się w nim znakomicie. Właściciele hotelu zajmowany przez niego apartament numer 202 nazwali jego imieniem i do dzisiaj traktują jako specjalna ofertę dla gości. Pakiet dla Ronaldo obejmował nie tylko dwupoziomowy pokój, ale także udogodnienia, z których lubił korzystać zawodnik. Na przykład pobyt w spa, ulubiony masaż Ronaldo oraz jedzenie, które preferował Portugalczyk. Jego ulubionym daniem był między innymi tuńczyk, co dość mocno rzucało się w oczy w przygotowanym dla tego pakietu menu. Podobnej, specjalnej oferty ma się również doczekać Robert Lewandowski, który na czas zgrupowania kadry Polski wprowadził się do tego apartamentu.
Kapitan naszej reprezentacji przyjechał do Opalenicy już w poniedziałek. Najpierw wziął udział w konferencji prasowej, podczas której zebrał owacje od polskich dziennikarzy za pobicie blisko półwiecznego rekordu Gerda Muellera,a potem wraz z 20 innymi kadrowiczami wziął udział w lekkim popołudniowym treningu (zabrakło Arkadiusza Milika, Pawła Dawidowicza, Grzegorza Krychowiaka, Dawida Kownackiego, Łukasza Skorupskiego i Radosława Majeckiego, którzy nie zdążyli dojechać). Ze strony kolegów spotkała go miła niespodzianka, bo zdobyli się na ładny gest honorując jego rekord strzelonych goli w Bundeslidze szpalerem, a u piłkarzy taki dowód uznania to rzadkość. „Lewy” był tym dowodem uznania nawet trochę zawstydzony.
Adam Nawałka przed obozem w Arłamowie organizował zgrupowania regeneracyjne w Juracie. Sousa od razu zaprosił wszystkich do Opalenicy, ale w plany treningowe zgrabnie wmontował też czas na psychiczną regenerację oraz na integrację. W środę do piłkarzy dołączą rodziny i zostaną z nimi do końca tygodnia. W tym czasie zaplanowany jest m.in. grill i koncert zespołu Golec uOrkiestra. Pierwszy sprawdzian formy czeka biało-czerwonych już 1 czerwca we Wrocławiu, gdzie zagrają z drużyną Rosji. Kolejny test przejdą 8 czerwca w Poznaniu w spotkaniu z reprezentacją Islandii. A dzień później przeniosą się do bazy pobytowej w Sopocie.

Kadra Polski na Euro 2021 według Paulo Sousy

Na zgrupowanie do Opalenicy portugalski selekcjoner biało-czerwonych Paulo Sousa zaprosił 26 piłkarzy plus czwartego bramkarza Radosława Majeckiego, który jednak jest tylko w grupie graczy rezerwowych, wraz z Kamilem Grosickim, Rafałem Augustyniakiem, Robertem Gumnym i Sebastianem Szymańskim.

Najwięcej emocji wzbudziło pominięcie przez selekcjonera biało-czerwonych Kamila Grosickiego. „W takich chwilach emocje trzeba odstawić na bok. Musiałem podjąć trudne decyzje. Wiem, jaki Kamil potrafi reprezentować poziom, ale na ten moment Grosickiego w kadrze na Euro nie ma, bo wybraliśmy inną ścieżkę” – wyjaśnił Paulo Sousa podczas prezentacji składu kadry na mistrzostwa Europy. Jeśli liczył na powszechną akceptację w tej sprawie, to mocno się przeliczył. Zwykle powściągliwy w wyrażaniu opinii o decyzjach trenerów Robert Lewandowski w mediach podkreślał, że brak Grosickiego w kadrze był dla niego zaskoczeniem i że jest mu z tego powodu bardzo przykro. W podobnym tonie wypowiedział się też prezes PZPN Zbigniew Boniek. Grosicki znalazł się jednak w grupie graczy rezerwowych, którzy mogą dołączyć do kadry w zastępstwie zawodników kontuzjowanych lub zakażonych koronawirusem. Oprócz niego w odwodzie Sousa pozostawił jeszcze Radosława Majeckiego (on jako czwarty bramkarz będzie z kadrą tylko na zgrupowaniu w Opalenicy), Sebastiana Szymańskiego, Rafała Augustyniaka
i Roberta Gumnego.
Do kadry biało-czerwonych wrócili pominięci przez Paulo Sousę w powołaniach na marcowe mecze z Węgrami, Andorą i Anglią w eliminacjach MŚ 2022 Tomasz Kędziora i Karol Linetty. „Wtedy nie powołałem Kędziory, bo potrzebowaliśmy piłkarza o trochę innej charakterystyce. Mówiłem jednak, że z niego nie rezygnuję i teraz wrócił do drużyny. Podobnie jak Linetty, który wcześniej chorował na Covid-19 i nie był w marcu w optymalnej formie. Poza tym w jego klubie doszło do zmiany trenera, więc nie był najlepszy czas na powołanie. Karol ma jednak duże doświadczenie, a jego uniwersalność daje nam sporo opcji taktycznych – zapewniał Sousa.
Powołanie Kędziory nie wzbudziło żadnych kontrowersji, bo jest on podstawowym graczem Dynama Kijów, ale już zaproszenie Linettego tak, bo w tym roku od 5 lutego zagrał on w barwach AC Torino tylko 156 minut. Podobnie rzecz się ma z Przemysławem Płachetą, który w rundzie jesiennej jeszcze jako tako radził sobie w drugoligowym angielskim Norwich, lecz od 5 lutego rozegrał niespełna 100 minut. Wydaje się, że jednak bardziej bulwersującą decyzją selekcjoner podjął w przypadku Sebastiana Szymańskiego. Pomocnik Dynama Moskwa ma za sobą chyba swój najlepszy sezon w rosyjskiej ekstraklasie, ale z jakiegoś tajemniczego powodu nie zyskał uznania Paulo Sousy, który twierdzi, iż „czuje się bardziej komfortowo wystawiając na pozycji Szymańskiego innych zawodników”. Czy była to słuszny wybór, przekonamy się już niebawem, na razie jednak możemy jedynie się dziwić, dlaczego wykreślił ze swojej kadry wszechstronnego i kreatywnego w grze Szymańskiego, a zdecydował się powołać Linettego, który w AC Torino zaliczył swój najgorszy sezon w Serie A. Tak na marginesie to warto zauważyć, że w kadrze na Euro 2021 nie ma ani jednego piłkarza z zespołu mistrza Polski Legii Warszawa. Uznania w oczach portugalskiego szkoleniowca nie zyskał ani defensywny pomocnik Bartosz Slisz, ani rozgrywający Bartosz Kapustka.
Na miejsce kontuzjowanego Arkadiusza Recy powołanie otrzymał lewy obrońca Lecha Poznań Tymoteusz Puchacz, a ten wybór Paulo Sousa skomentował krótko: „Nie miałem na tej pozycji wielkiego wyboru, a Puchacz jest młodym zawodnikiem, silnym, ze świetną kondycją i tężyzną fizyczną. Mam nadzieję, że szybko przyswoi sobie naszą koncepcję gry”.
Pewnym zaskoczeniem jest powrót do kadry Dawida Kownackiego, który w drugoligowej Fortunie Duesseldorf dopiero w ostatnich miesiącach zaczął w miarę regularnie grać i strzelać gole, lecz nie pomógł drużynie w tym sezonie wrócić do 1.Bundesligi. Z całą pewnością w tej chwili nie jest to napastnik zdolny wypełnić lukę po kontuzjowanym Krzysztofie Piątku, ale może przyda się bardziej w roli prawoskrzydłowego. „Zastanawiałem się nad tym, czy można wykorzystać Kownackiego na skrzydle, gdzie też by się odnalazł, gdyż ma sporą siłę. Ale takiego grającego w bliskim kontakcie zawodnika jak on potrzebuję w ataku. Nie jako głównego napastnika, ale wsparcie ataku. Tam na pewno sobie poradzi. Wiem, że pokładano w nim wielkie nadzieje, a potem przechodził bardzo trudny okres. Uważam, że teraz dojrzał i jestem entuzjastycznie nastawiony do tego powołania” – przekonuje Paulo Sousa.
Skoro już jesteśmy przy napastnikach, to cieszy rosnąca forma Arkadiusza Milika, bo Robert Lewandowski potrzebuje nie tylko dobrego zmiennika, ale także dobrego partnera w linii ataku w ustawieniu z dwoma napastnikami. Karol Świderski oraz Jakub Świerczok będą jedynie dublerami i chociaż pierwszy z n ich zdobył kilkanaście goli w greckiej, a drugi w polskiej ekstraklasie, to trzeba się modlić, żeby Lewandowskiemu i Milikowi nie przydarzyła się kontuzja.
Sousa nie zmienił zdania co do bramkarzy, powołując Wojciecha Szczęsnego, Łukasza Fabiańskiego i Łukasza Skorupskiego, ale obecność Radosława Majeckiego w roli dublera jest dużym zaskoczeniem, bo w AS Monaco ten młody golkiper spędził ten sezon głównie na ławce rezerwowych. Zdecydowanie bardziej zasłużyli na to występujący w Augsburgu Rafał Gikiewicz oraz robiący furorę w Fiorentinie Bartłomiej Drągowski.

Kadra Polski na Euro 2021:
Bramkarze:
Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy), Łukasz Fabiański (West Ham, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Radosław Majecki (AS Monaco, Francja);
Obrońcy:
Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), Jan Bednarek (Southampton FC, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Paweł Dawidowicz (Hellas Verona, Włochy), Michał Helik (Barnsley, Anglia), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa), Tymoteusz Puchacz (Lech Poznań);
Pomocnicy:
Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia), Karol Linetty (AC Torino, Włochy), Jakub Moder (Brighton & Hove Albion, Anglia), Przemysław Płacheta (Norwich City, Anglia), Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin);
Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (Olympique Marsylia, Francja), Dawid Kownacki (Fortuna Düsseldorf, Niemcy), Karol Świderski (PAOK Saloniki, Grecja), Jakub Świerczok (Piast Gliwice).
Gracze rezerwowi:
Rafał Augustyniak (Urał Jekaterynburg, Rosja), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Robert Gumny (FC Augsburg, Niemcy), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja).

Kadra piłkarzy ręcznych na eliminacje ME 2022

Selekcjoner kadry Polski piłkarzy ręcznych rozesłał powołania na czekające biało-czerwonych w marcu mecze eliminacyjne do przyszłorocznych mistrzostw Europy ze Słowenia i Holandią.

Nasi reprezentacyjni szczypiorniści po niezłym występie w tegorocznych mistrzostwach świata w Egipcie do meczów ze Słoweńcami i Holendrami powinni przystąpić z wiarą w zwycięstwo, bo jeśli zagrają nie gorzej niż podczas światowego czempionatu, mają duże szanse na zdobycie cennych punktów. Kadra ma zebrać się 7 marca we Wrocławiu, a już dwa dni później biało-czerwoni w Celje mają zaplanowany mecz z reprezentacją Słowenii, a 14 marca we Wrocławiu zagrają
z ekipą Holandii.
Mistrzostwa Europy 2022 odbędzie się w dniach 13-30 stycznia na Węgrzech i Słowacji. W turnieju wezmą udział dwadzieścia cztery zespoły. Reprezentacja Polski w eliminacjach rywalizuje w grupie 5, w której oprócz ekip Holandii i Słowenii gra jeszcze drużyna Turcji, z którą biało-czerwoni na początku stycznia rozegrali oba mecze, wygrywając 29:24 i 35:24. W pozostałych odbytych do tej pory spotkaniach Turcja przegrała z Holandią 26:27, a Słowenia wygrała z Holandią 34:23 i zremisowała 27:27. Liderem w grupie obecnie jest Polska (4 pkt), przed Słowenią i Holandią (po 3 pkt). Bezpośredni awans do ME 2022 uzyskają dwa najlepsze
zespoły w grupie.

Kadra Polski:
Bramkarze: Mateusz Kornecki (Łomża Vive Kielce), Adam Morawski (Orlen Wisła Płock), Mateusz Zembrzycki
(Azoty Puławy).
Gracze z pola: Jan Czuwara (Górnik Zabrze), Piotr Chrapkowski (SC Magdeburg, Niemcy), Damian Przytuła, Arkadiusz Ossowski (MMTS Kwidzyn), Tomasz Gębala, Szymon Sićko, Michał Olejniczak, Arkadiusz Moryto (wszyscy Łomża Vive Kielce), Maciej Pilitowski, Kacper Adamski (obaj Energa MKS Kalisz), Szymon Działakiewicz (Gwardia Opole), Michał Daszek, Przemysław Krajewski (Orlen Wisła Płock), Dawid Dawydzik, Rafał Przybylski (obaj Azoty Puławy), Maciej Gębala (SC DHfK Lipsk, Niemcy), Kamil Syprzak (Paris Saint-Germain, Francja), Patryk Walczak (Vardar Skopje, Macedonia).

Szewczenko przebił Brzęczka

W środę 11 listopada reprezentacja Polski zmierzy się z zespołem Ukrainy w towarzyskim meczu na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Trener ekipy naszych wschodnich sąsiadów Andrij Szewczenko powołał na zgrupowanie kadry aż 32 piłkarzy, bo ekipa Ukrainy po meczu z Polską rozegra jeszcze dwa spotkania w Lidze Narodów – z Niemcami 14 listopada w Lipsku i trzy dni później ze Szwajcarią w Lucernie.

Selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek na listopadowe mecze z Ukrainą, Włochami i Holandią powołał 28 zawodników, Szewczenko przebił go o czterech graczy, ale jeszcze większą przezornością wykazała się trener reprezentacji Włoch Roberto Mancini, który wysłał powołania do aż 41 piłkarzy. Jedynie szkoleniowiec kadry Holandii Frank de Boer nie przestraszył się pandemii koronawirusa i zaprosił na zgrupowanie standardową grupę 23 zawodników. Wcześniej jednak w szerokiej kadrze miał 31 graczy, należy zatem przypuszczać, że w przypadku wykrycia zakażenia Covid-19 u któregoś z wybrańców w każdej chwili selekcjoner reprezentacji „Oranje” w każdej chwili będzie mógł w miejsce odizolowanego wezwać któregoś z rezerwowych. Inni trenerzy wybrali inną strategię i chcą mieć na zgrupowaniu pod ręką większą grupę zawodników.

Kadra Ukrainy na mecz z Polską:
Bramkarze: Andrij Pjatow (Szachtar Donieck), Heorhij Buszczan (Dynamo Kijów), Andrij Łunin (Real Madryt, Hiszpania).
Obrońcy: Serhij Krywcow, Mykoła Matwijenko, Wałerij Bondar, Wiktor Kornijenko (Szachtar Donieck), Witalij Mykołenko, Illa Zabarnyj, Denys Popow, Ołeksandr Karawajew, Ołeksandr Tymczyk (Dynamo Kijów), Jewhen Czeberko (Linzer ASK, Austria), Juchym Konopla (Desna Czernihów), Eduard Sobol (Club Brugge, Belgia), Bohdan Mychajliczenko (Anderlecht Bruksela, Belgia).
Pomocnicy: Taras Stepanenko, Wiktor Kowałenko, Marlos (Szachtar Donieck), Serhij Sydorczuk, Mykoła Szaparenko, Wiktor Cyhankow (Dynamo Kijów), Jewhen Makarenko (KV Kortrijk, Belgia), Ihor Charatin, Ołeksandr Zubkow (Ferencvaros Budapeszt, Węgry), Rusłan Malinowśkyj (Atalanta Bergamo, Włochy), Ołeksandr Zinczenko (Manchester City, Anglia), Jewhen Szachow (AEK Ateny, Grecja), Andrij Jarmołenko (West Ham United, Anglia).
Napastnicy: Roman Jaremczuk (KAA Gent, Belgia), Junior Moraes (Szachtar Donieck), Władysław Supriaha (Dynamo Kijów).

Nowa kadra szczypiornistów

Trener reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych Patryk Rombel podał nazwiska 24 zawodników, których powołał do szerokiej kadry na listopadowe mecze eliminacji mistrzostw Europy 2022. Biało-czerwoni zmierzą się w nich ze Słowenią (5 listopada) i Holandią (8 listopada), natomiast zgrupowanie przed tymi spotkaniami rozpoczną 29 października.

Powołania otrzymali: bramkarze – Mateusz Kornecki (Łomża Vive Kielce), Adam Morawski (Orlen Wisła Płock), Mateusz Zembrzycki (Azoty Puławy), Piotr Wyszomirski (Grundfos Tatabanya, Węgry); pozostali gracze – Tomasz Gębala, Szymon Sićko, Michał Olejniczak, Arkadiusz Moryto (Łomża Vive Kielce), Przemysław Krajewski, Michał Daszek (Orlen Wisła Płock), Dawid Dawydzik (Azoty Puławy), Jan Czuwara (Górnik Zabrze), Kacper Adamski, Maciej Pilitowski (obaj Energa MKS Kalisz), Arkadiusz Ossowski (MMTS Kwidzyn), Maciej Zarzycki (Gwardia Opole), Dawid Fedeńczak (Pogoń Szczecin), Piotr Chrapkowski (SC Magdeburg), Paweł Paczkowski (Mieszkow Brześć), Maciej Majdziński (Bergischer HC), Maciej Gębala (DHfK Lipsk), Patryk Walczak (Vardar Skopje), Kamil Syprzak (PSG HB).

Kadrowicze Brzęczka

Jerzy Brzęczek powołał piłkarzy klubów zagranicznych na towarzyski mecz z Finlandią (7 października w Gdańsku) oraz w Lidze Narodów z Włochami (11.10 w Gdańsku) oraz Bośnią i Hercegowiną (14.10 we Wrocławiu).

Selekcjoner biało-czerwonych wysłał powołania do 25 graczy. Kadrę mają uzupełnić jeszcze zawodnicy z klubów naszej ekstraklasy, ale dla nich powołania Brzęczek poda dopiero po zakończeniu piątej kolejki ligowej, czyli 28 września. Z grona kadrowiczów z rodzimej ligi wypadli Kamil Jóźwiak, który na poprzednim zgrupowaniu przed meczami w Lidze Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną był jeszcze graczem Lecha Poznań, zaś teraz przyjedzie już jako zawodnik występującego w angielskiej Championship Derby County, oraz Paweł Bochniewicz, który w tym samym czasie zdążył odejść z Górnika Zabrze do holenderskiego Heerenveen.
A oto pełna lista powołanych kadrowiczów: bramkarze – Bartłomiej Drągowski (AC Fiorentina, Włochy), Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia), Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy); obrońcy – Jan Bednarek (FC Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Paweł Bochniewicz (SC Heerenveen, Holandia), Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Sebastian Walukiewicz (Cagliari Calcio, Włochy); pomocnicy – Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Kajrat Ałmaty, Kazachstan), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia), Damian Kądzior (SD Eibar, Hiszpania), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (AC Torino, Włochy), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy); napastnicy – Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (AS Roma, Włochy), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin, Niemcy).

Kadra znów podzielona

Na początku maja Polski Związek Narciarski połączył kadry A i B w skokach narciarskich w jedną 12-osobową grupę, która trenował wspólnie pod okiem trenera reprezentacji Michala Doleżala i jego asystentów.

Teraz jednak PZN ponownie zmienił koncepcję i jednak rozdzielił kadrowiczów na dwie grupy. Na zgrupowanie do Oberhofu pojechali Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Tomasz Pilch, Paweł Wąsek i Klemens Murańka, natomiast pozostali skoczkowie – Stefan Hula, Jakub Wolny, Maciej Kot, Aleksander Zniszczoł, Andrzej Stękała i Kacper Juroszek – w tym czasie będą trenować w Zakopanem pod szkoleniową opieką Macieja Maciusiaka, Andrzeja Zapotocznego i Daniela Kwiatkowskiego. „Oddajemy po 4-5 skoków na każdym treningu, pogoda dopisuje i możemy spokojnie trenować” – zapewnia weteran w gronie ćwiczących w Zakopanem zawodników Stefan Hula.
Dyrektor sportowy PZN Adam Małysz przyznał na łamach portalu skijumping.pl, że wyjazd do Oberhofu jest dla grupy najlepszych obecnie w kadrze skoczków formą nagrody za dobrą pracę. W Niemczech Stoch. Kubacki i spółka trenują pod okiem trenera Doleżala i Grzegorza Sobczyka.

Kadra się skurczyła

Z 27 powołanych przez trenera Jerzego Brzęczka graczy odpadło już trzech: występujący w MLS Adam Buksa i Przemysław Frankowski, których kluby nie puściły na zgrupowanie kadry oraz kontuzjowany Damian Kądzior. Ponadto z urazem przyjechał do Warszawy Grzegorz Krychowiak i jego występ stoi pod znakiem zapytania.

Na wrześniowe mecze Ligi Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną trener Brzęczek nie mógł powołać kontuzjowanego Arkadiusza Recy, a po zwycięskim finale Bayernu Monachium w Lidze Mistrzów nie miał odwagi domagać się przyjazdu na zgrupowanie Roberta Lewandowskiego, który szczerze przyznał, że teraz bardziej potrzebuje odpoczynku. Rolę kapitana reprezentacji przejął pod jego nieobecność Kamil Glik, gorzej będzie w zastąpieniem „Lewego” na boisku, ale to stwarza też okazję do wykazania się dla Arkadiusza Milika, któremu w SSC Napoli ostatnio pali się grunt pod nogami oraz zwłaszcza dla wciąż rozczarowującego w Herthcie Berlin Krzysztofa Piątka.
W poniedziałek okazało się też, że występujący w MLS Adam Buksa (New England Revolution) oraz Przemysław Frankowski (Chicago Fire) także nie przyjadą do Warszawy, bo nie zgodziły się na to ich kluby. PZPN wyjaśnił sytuacje w oficjalnym komunikacie:
„Z uwagi na epidemię koronawirusa w tym tygodniu FIFA wprowadziła tymczasowe przepisy, które dały klubom piłkarskim na całym świecie możliwość odmowy wysłania swoich zawodników na zgrupowania reprezentacji. W opublikowanym przez FIFA 24 sierpnia okólniku stwierdzono, że klub ma prawo odmówić wysłania zawodnika na zgrupowanie reprezentacji w sytuacji, w której po powrocie zawodnik musiałby przejść obowiązkową, co najmniej pięciodniową kwarantannę. W regulaminie amerykańskiej ligi MLS postanowiono, że zawodnicy powracający z Europy muszą poddać się dziesięciodniowej kwarantannie. Chicago Fire oraz New England Revolution wykorzystały zatem zmienione przez FIFA przepisy i nie zgodziły się na przyjazd reprezentantów Polski na zgrupowanie” – podano w oficjalnym komunikacie opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej Polskiego Związku Piłki Nożnej.
Ale to nie jedyny kłopot kadrowy selekcjonera podczas tego zgrupowania kadry, bo w poniedziałek okazało się, że skrzydłowy pomocnik Damian Kądzior, który właśnie jest w trakcie zmiany barw klubowych i przechodzi z Dinama Zagrzeb do hiszpańskiego Eibar, przyjechał na zgrupowanie z kontuzją kolana. Po dokładnych badaniach piłkarz został odesłany do domu.
Z urazem mięśniowym przyjechał też do Warszawy Grzegorz Krychowiak, który z tego powodu nie zagrał w hicie rosyjskiej ekstraklasy, czyli meczu aktualnego wicemistrza kraju Lokomotiwu Moskwa z mistrzowską ekipą Zenita Petersburg. W jego przypadku nic jednak nie jest jeszcze przesądzone i jego występy, choć pod dużym znakiem zapytania, są jednak możliwe.
Dla Brzęczka każdy kadrowy ubytek to problem, bo on nie może odpuścić rywalizacji w Lidze Narodów. „Wyniki w tych rozgrywkach będą miały wpływ na losowanie grup eliminacyjnych do mistrzostw świata w Katarze, więc podchodzimy do nich z właściwą powagą i koncentracją” – zapewniał podczas prasowej wideokonferencji. Zaraz jednak dodał: „Spotykamy się po 10 miesiącach przerwy i niektóre rzeczy trzeba będzie sobie przypomnieć, a czasu mamy na to bardzo mało. Z drugiej strony, powołaliśmy debiutantów i będziemy chcieli się im przyjrzeć, a niewykluczone, że jeden czy nawet dwóch dostanie szansę pierwszego występu w drużynie narodowej”
Biało-czerwoni na inaugurację drugiej edycji Ligi Narodów zagrają 4 września w Amsterdamie z Holandią. Brzęczek wysoko ocenił najbliższego przeciwnika biało-czerwonych. „Reprezentacja Holandii to obecnie ścisła światowa czołówka i jeden z głównych faworytów do medalu przyszłorocznych mistrzostw Europy, więc także w Lidze Narodów będzie chciał odegrać znaczącą rolę. Holendrzy znów mają generację świetnych piłkarzy, którzy grają w najlepszych europejskich klubach. Mamy świadomość tego, jak trudny to przeciwnik. Nie będzie to dla nas łatwe spotkanie, ale cieszymy się, że w Lidze Narodów zagramy z europejską czołówką. To pomoże nam rozwijać reprezentację” – przekonuje selekcjoner biało-czerwonych.
Gwoli przypomnienia: nasza reprezentacja w pierwszej edycji Ligi Narodów spadła z Dywizji A, jednak dzięki reformie rozgrywek została do niej przywrócona, podobnie jak zespoły Niemiec, Chorwacji oraz Islandii.
Dywizje A, B i C składają się z czterech grup, a najniższa D – tylko z dwóch. Zwycięzcy grup najwyższej dywizji awansują do turnieju finałowego (Final Four), zaplanowanego na 2-6 czerwca 2021. Polska stara się o rolę jego gospodarza.

Pierwsza zbiórka kadry

Trener Jerzy Brzęczek podał w poniedziałek ostateczny skład reprezentacji Polski na wrześniowe mecze w Lidze Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną. W kadrze złożonej z 27 piłkarzy zabrakło Roberta Lewandowskiego, który po triumfie Bayernu Monachium w Lidze Mistrzów dostał urlop do 7 września.

W pierwszej wersji składu kadry na mecze z Holandią oraz Bośnia i Hecegowiną Lewandowski był w grupie powołanych przez selekcjonera biało-czerwonych 23 graczy z klubów zagranicznych. Na upartego mógłby stawić się na zgrupowanie, ale trener Bayernu Hansi Flick po niedzielnym finale Ligi Mistrzów dał swoim piłkarzom dwa tygodnie wolnego (do 7 września), a Bundesliga nowy sezon rozpocznie już 18 września. „Lewy” wprawdzie pod względem fizycznym wciąż prezentuje się nienagannie, ma już jednak 32 lata i musi coraz rozważniej szafować siłami. A finisz Ligi Mistrzów w Lizbonie, licząc z rewanżowym spotkaniem 1/8 finału z Chelsea Londyn, to były jednak cztery ciężkie mecze rozegrane w krótkim czasie. Zasłużył więc na porządny odpoczynek. Poza tym to nie pierwszy raz, gdy kadra musi sobie w mniej ważnych potyczkach radzić bez niego i ciekawie będzie zobaczyć, jak poradzi sobie tym razem.
Nieobecność Arkadiusza Recy to dla kadry pod względem sportowym strata znacznie mniejszego kalibru, stwarzająca na dodatek szansę do boiskowego debiutu dla grającego w Legii Warszawa na tej samej pozycji lewego obrońcy 19-letniego Michała Karbownika. A skoro o debiutantach w kadrze mowa, wśród powołanych do tego ekskluzywnego towarzystwa po raz pierwszy oprócz Karbownika znaleźli się także 24-letni obrońca Górnika Zabrze Paweł Bochniewicz oraz 21-letni pomocnik Lecha Poznań Jakub Moder. Zaproszony na zgrupowanie w miejsce Lewandowskiego Adam Buksa też nie ma jeszcze zaliczonego debiutu na boisku, ale do kadry był już wcześniej powołany, w listopadzie 2018 roku, ale Brzęczek nie dał mu zagrać ani w meczu towarzyskim z Czechami, ani w spotkaniu Ligi Narodów z Portugalią. Być może zdecyduje się na to teraz, bo Buksa za oceanem radzi sobie w rozgrywkach MLS całkiem dobrze.
Polska rozegra dwa mecze w ramach Ligi Narodów – 4 września z Holandią i 7 września z Bośnią i Hercegowiną (oba na wyjeździe). W październiku rozegra trzy spotkania (z Finlandią, Włochami i Bośnią, wszystkie w Polsce), natomiast w listopadzie zagra z Ukrainą, Włochami i Holandią.

Kadra Polski

Bramkarze:
Bartłomiej Drągowski (Fiorentina, Włochy), Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus, Włochy).
Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Paweł Bochniewicz (Górnik Zabrze), Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Michał Karbownik (Legia Warszawa), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Sebastian Walukiewicz (Cagliari Calcio, Włochy).
Pomocnicy:
Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Kajrat Ałmaty, Kazachstan), Kamil Grosicki (West Bromwich, Anglia), Kamil Jóźwiak (Lech Poznań), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Jakub Moder (Lech Poznań), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy).
Napastnicy:
Adam Buksa (New England Revolution, USA), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin, Niemcy).

Nie było źle, ale bywało już lepiej

Ekipa naszych skoczków po spowodowanym epidemią koronawirusa przedwczesnym zakończeniu sezonu, w miniony piątek wróciła z Norwegii do kraju wyproszonym przez Adama Małysza prezydenckim samolotem, co nie uchroniło zawodników i sztab trenerski przed kwarantanną. Nie jest to komfortowa sytuacja, ale przymusowe odosobnienie daje sposobność do przeanalizowania występów biało-czerwonych i oceny osiągniętych przez nich wyników.

Ma o czym myśleć zwłaszcza czeski trener naszej kadry skoczków Michal Doleżal. On ma świadomość, że jego osiągnięcia w tym sezonie są przez jego zwierzchników w Polskim Związku Narciarskim porównywane z osiągnięciami poprzednika – Stefana Horngachera. Austriacki szkoleniowiec jak wiadomo przed rokiem po trzech latach pracy zostawił reprezentację Polski i przejął obowiązki selekcjonera kadry Niemiec. Najbardziej widocznym efektem tej zmiany jest klasyfikacja Pucharu Narodów. W poprzednim sezonie triumfatorami klasyfikacji drużynowej byli Polacy, przez zespołami Niemiec, Japonii, Austrii, Norwegii i Słowenii, w tym pierwsze miejsce zajęli Niemcy, przed Austriakami i Norwegami, a biało-czerwoni zajęli dopiero czwartą lokatę, co trzeba uznać za ich porażkę. Horngacher ma więc powody do świętowania, bo wygrał Puchar Narodów dwa razy z rzędu prowadząc dwie różne reprezentacje. Warto przypomnieć, że pod jego wodzą nasi skoczkowie w ciągu trzech sezonów dwukrotnie wygrali rywalizację drużynową (2016/2017 i 2018/2019), a raz zajęli trzecie miejsce (2017/2018). Gdy 24 marca 2016 roku austriacki trener przejmował kadrę Polski po Łukaszu Kruczku, miała za sobą wybitnie nieudany sezon, bo w Pucharze Narodów zajęła 6. miejsce, a w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata najlepszy z naszych zawodników, Kamil Stoch, był dopiero 22. W trzeciej dziesiątce zestawienia znaleźli się ponadto Stefan Hula (26) i Dawid Kubacki (29), a Maciej Kot (31) był przed Piotrem Żyłą (35).
W sezonie 2018/2019, ostatnim pod wodzą Horngachera, w „generalce” Pucharu Świata Stoch był trzeci, Żyła czwarty, Kubacki piąty, a Jakub Wolny 22, ale Hula zajął już odległą 40. lokatę, a Kot dopiero 47. To pokazuje, że wyraźna różnica w wynikach osiąganych przez tercet Stoch-Kubacki-Żyła w porównaniu z resztą kadry nie pojawiła się za rządów Doleżala, lecz była już problemem jego poprzednika.
W obecnym sezonie miejsca w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej utrzymali jedynie Kubacki (był czwarty) i Stoch (zajął piąta lokatę), a Żyła zakończył rywalizację na 11. pozycji. Lokaty pozostałych polskich skoczków były dalekie od oczekiwań – Wolny zajął 38. miejsce, Kot 42., Hula 46., Aleksander Zniszczoł 51., a Klemens Murańka 61. Porównanie wyników nie wypada w sumie aż tak źle na niekorzyść czeskiego szkoleniowca. Owszem, nie dorównał Horngacherowi w Pucharze Narodów, ale indywidualnie Karl Geiger zajął drugie miejsce w „generalce”, lecz drugi z niemiecki skoczków w Top 10, Stephan Leyhe, był już szósty, czyli za plecami Kubackiego i Stocha. Natomiast za Żyłą uplasowali się 16. w zestawieniu Constantin Schmid i 23. Markus Eisenbichler. Pozostali zawodnicy z kadry Horngachera wyladowali na miejscach równie odległych jaku Wolny, Hula i Murańka – Richard Freitag był 44., Moritz Baer 48., a Luca Roth 61.
To porównanie pokazuje, że pozycję naszej reprezentacji w tym sezonie rozłożył brak równorzędnego dla Stocha, Kubackiego i Żyły zawodnika. Niestety, Hula, Wolny, Kot i Zniszczoł wyraźnie odstawali formą, a już największym rozczarowaniem był Murańka. Ale w rywalizacji turniejowej nasi czołowi zawodnicy należeli jednak do ścisłej czołówki. W sezonie 2019/2020 biało-czerwoni wygrali osiem konkursów – Kubacki cztery, Stoch trzy, Żyła jeden. Warto jednak podkreślić, że biało-czerwoni triumfowali w dwóch z czterech mini-turniejów: Kubacki zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni, zaś Stoch w norweskim cyklu Raw Air, a Kubacki był jeszcze drugi w cyklu Titisee-Neustadt Five i na dodatek zaliczył imponującą serię dziesięciu konkursów z rzędu, w których stawał na podium. Stoch nie powtórzył świetnych wyników z dwóch poprzednich sezonów, ale też nie ma powodów do narzekania – wygrał Raw Air i trzy konkursy. Swoje „pięć minut” miał też Żyła, który wygrał konkurs w lotach narciarskich w Bad Mitterndorf.
Na przeciwnym biegunie znaleźli się natomiast pozostali kadrowicze – Wolny, Kot, Hula, Zniszczoł, Murańka i Wąsek. To właśnie przez brak czwartego mocnego skoczka polska drużyna zanotowała słabsze wyniki. Na początku było jeszcze dobrze, bo biało-czerwoni wywalczyli 3. miejsce w Wiśle, a potem wygrali „drużynówkę” w Klingenthal. W trzech kolejnych konkursach nie załapali się jednak nawet na najniższy stopień podium, a w Oslo zajęli dopiero na 6. miejsce. Nie obronili zatem pierwszej lokaty w Pucharze Narodów z poprzedniego sezonu i ostatecznie zajęli czwartą lokatę.
I właśnie na wyeliminowaniem tej słabości będzie musiał popracować teraz Doleżal. O ile rzecz jasna Stoch, Kubacki i Żyła będą do jego dyspozycji także w nowym sezonie. To ważne, bo na zapleczu kadry A nie objawili się jak na razie zawodnicy rokujący nadzieję na zastąpienie w tego tercetu mistrzów.