Teraz powalczą w Norwegii

W najbliższy weekend kadra naszych skoczków narciarskich rozpocznie rywalizację w norweskim cyklu Raw Air. W jego ramach odbędzie się sześć konkursów – cztery indywidualne i dwa drużynowe.

Po nieudanych dla biało-czerwonych występach w fińskim Lahti, gdzie żaden z naszych reprezentantów nie stanął na podium, Kamil Stoch i spółka przenieśli się do Norwegii. Rywalizacja w ramach cyklu Raw Air toczyć się będzie do 15 marca na czterech obiektach – w Oslo, Lillehammer, Trondheim oraz na mamuciej skoczni w Vikersund. Trener polskiej kadry skoczków Michal Doleżal powołał na te zawody siedmiu zawodników: oprócz Kamila Stocha, także Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Jakuba Wolnego, Aleksandra Zniszczoła i Klemensa Murańkę oraz przywróconego do pierwszego składu reprezentacji Macieja Kota. W przededniu imprezy kontuzji nadgarstka podczas treningu doznał Murańka i ostatecznie Polska wystawi w kończącym sezon Pucharu Świata Raw Air tylko sześciu skoczków.
Czwarta edycja tego prestiżowego cyklu składać się będzie z sześciu konkursów, w tym dwóch drużynowych. Do końcowej klasyfikacji wliczane będą wyniki wszystkich skoków, także oddanych w kwalifikacjach, które w Raw Air nazywane są prologami. Na zwycięzcę czeka dodatkowa premia finansowa w wysokości 60 tys. euro. Triumfatorami trzech poprzednich edycji norweskich zawodów byli Austriak Stefan Kraft, Kamil Stoch i Japończyk Ryoyu Kobayashi.
Raw Air 2020 zacznie się w piątek 6 marca w Oslo prologiem (początek godz. 19:30). A tak wygląda terminach kolejnych konkursów. Sobota: konkurs drużynowy (15:15). Niedziela: konkurs indywidualny (14:30). Lillehammer. Poniedziałek: prolog (17:30). Wtorek: konkurs indywidualny (17:00). Trondheim. Środa: prolog (17:30). Czwartek: konkurs indywidualny (17:00). Vikersund. Piątek: prolog (18:00). Sobota: konkurs drużynowy (16:30). Niedziela: konkurs indywidualny (16:30). Zawody będą transmitowane na żywo przez TVP 1, TVP Sport i Eurosport.

Koniec serii Kubackiego

Wiatr wiejący przez cały weekend na skoczki Okurayama w Sapporo nie sprzyjał naszym skoczkom. Z trudnymi warunkami w obu konkursach nie poradzili Kamil Stoch i Piotr Żyła, a niezawodny dotąd Dawid Kubacki dotrzymał kroku najlepszym jedynie w sobotę, zajmując trzecią lokatę, Były to dziesiąte z rzędu zawody Pucharu Świata, w których stanął na podium. W niedzielę Kubacki zajął jednak tylko szóste miejsce, ale i tak był najlepszy z biało-czerwonych.

W sobotnim konkursie Kubackiemu trochę dopisało szczęście. W pierwszej serii skoczył 136 m, ale w drugiej wiatr mu przeszkodził i wylądował na 126. metrze, ale z notą 229,5 pkt zajmował drugą lokatę, za zawodnikiem gospodarzy Yukiya Sato, który w drugiej próbie jako jeden z nielicznych skoczył dalej niż w pierwszej (137,5 i 138,5 m, nota 244,3 pkt). Po naszym reprezentancie skakało jednak jeszcze dwóch zawodników – Austriak Stefan Kraft i prowadzący po pierwszej serii Japończyk Ryoyu Kobayashi. Obaj nie wytrzymali presji i zawalili swoje skoki – Kraft uzyskał tylko 125 m, ale w pierwszej serii zaliczył 138 m i dlatego z łączną notą 234,1 pkt awansował na drugą pozycję. W tym momencie w polskiej ekipie upadła nadzieja na podtrzymanie dobrej passy Kubackiego i zajęcie przez niego po raz dziesiąty z rzędu miejsca w czołowej trójce, bo Kobayashi w pierwszej serii pokazał moc skacząc na odległość 141 metrów. W drugiej próbie wiatr nie był jednak dla niego łaskawy i Japończyk wylądował na 110. metrze i w klasyfikacji sobotniego konkursu spadł z pierwszego aż na 15. miejsce. Dzięki potknięciu Kobayashiego Kubacki utrzymał trzecią lokatę i po raz dziesiąty w tym sezonie stanął na podium.
Pozostały polskim skoczkom poszło znacznie gorzej. Na półmetku szanse na podium miał jeszcze Piotr Żyła, który uzyskał odległość 132,5 m przy niezbyt mocnym wietrze pod narty. W drugiej serii miał podobne warunki, lecz tym razem skoczył o dziewięć metrów bliżej i ostatecznie zajął ósme miejsce. Kompletnie nieudane zawody zaliczył natomiast Kamil Stoch. W pierwszej serii mimo kłopotów z wiatrem uzyskał 130 metrów, ale sędziowie odjęli mu aż 24 punkty i na półmetku zajmował dopiero 21. pozycję. W drugiej próbie zaliczył jednak tylko 115,5 metra i pozostał w klasyfikacji na 21. miejscu. Trójka pozostałych naszych skoczków nawet nie zakwalifikowali się do finałowej serii. Zawodnicy z kadry B znów nie wykorzystali szansy. Aleksander Zniszczoł miał świetne warunki atmosferyczne, ale skoczył zaledwie 109 metrów, co dało mu dopiero 41. miejsce. Jeszcze gorzej wypadli Andrzej Stękała – 98 m i dopiero 45 lokata oraz Klemens Murańka (98,5 m i 46. miejsce). Zwłaszcza słaby wynik Murańki rozczarowuje, bo ten skoczek przecież tydzień wcześniej w Sapporo w Pucharze Kontynentalnym wygra turniej skaczą ponad 138 metrów. Dlaczego w Pucharze Świata nie zdołał nawet przekroczyć bariery 100 metrów?
W niedzielnym konkursie nasi skoczkowie wypadli jeszcze gorzej. Po pierwszej serii nastroje w polskiej ekipie były jednak dobre, bo Kubacki po skoku na odległość 131,5 m przegrywał jedynie ze Stefanem Kraftem i miał sporą przewagę nad kolejnymi zawodnikami, zatem wywalczenie przez niego po raz jedenasty z rzędu miejsca na podium wydawało się zadaniem realnym do wykonania. A było o co się bić, bowiem w klasyfikacji wszech czasów dłuższe serie miało już tylko dwóch skoczków – drugi w zestawieniu Słoweniec Peter Prevc 12 razy z rzędu stawał na podium, a lider, Fin Janne Ahonen 13 razy. Niestety, Kubacki drugi niedzielny skok w Sapporo popsuł i doleciał tylko do 126. metra, przez co ostatecznie zajął w konkursie dopiero szóstą lokatę. Ale dziesięć razy na podium z rzędu to najlepszy wynik polskiego skoczka w historii. A z szóstą lokatą i tak była najlepszy z biało-czerwonych. W niedzielę natomiast miejscami zamienili się Stoch i Żyła. Po pierwszej próbie nasz trzykrotny mistrz olimpijski uzyskał na 128 metrów i był siódmy. W drugiej poleciał nawet metr dalej,lecz znów odjęto mu sporo punktów za wiatr pod narty i ostatecznie zajął dziewiąte miejsce. Żyła natomiast, który wcześniej w sześciu konkursach plasował się w czołowej dziesiątce, tym razem zawalił oba skoki (121 i 124 m) i zajął dopiero 21. lokatę. Ponownie zawiedli zawodnicy z kadry B. Zniszczoł skoczył 110 m i został sklasyfikowany na 40. miejscu, Murańkę w kwalifikacjach zdyskwalifikowano, a Stękała znów nie przekroczył bariery 100 metrów i nawet nie zakwalifikował się do konkursu.
W niedzielnych zawodach klasa dla siebie był Austriak Stefan Kraft, który wygrał w cuglach i z łącznym dorobkiem 1063 pkt umocnił się na pozycji lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Drugą lokatę ze stratą 63 pkt zajmuje Niemiec Karl Geiger (1000), a trzecią utrzymał Dawid Kubacki (924), ale traci już do Krafta 139 punktów. Na piąte miejsce awansował Kamil Stoch (613 pkt), ale Piotr Żyła (396 pkt) z kolei spadł z 13. na 14. miejsce. Reszta naszych skoczków zajmuje miejsca poza czołową „30” zawodników. W klasyfikacji Pucharu Narodów Polska zajmuje 4. miejsce z dorobkiem 2927 pkt. Prowadzą Austriacy (3365), przed Niemcami (3008) i Norwegami (2981).
Kolejne zawody odbędą się już w najbliższy weekend w Willingen.

Kubacki walczył do końca

Dobre skoki Dawida Kubackiego i Kamila Stocha nie wystarczyły. Reprezentacja Polski w drużynowym konkursie PŚ w Zakopanem zajęła dopiero piąta lokatę. Triumfowała prowadzona przez Stefana Horngachera ekipa Niemiec, a Dawid Kubacki na dodatek stracił rekord Wielkiej Krokwi, który Japończyk Yukiya Sato wyśrubował do poziomu 147 metrów.

Zawody Pucharu Świata w Zakopanem po raz kolejny były wielkim sportowym wydarzeniem. Komplet widzów na trybunach jak zawsze w ostatnich latach stworzył niepowtarzalna atmosferę, którą tak zachwycają się skoczkowie z innych krajów. W sobotę w konkursie drużynowym zabrakło jednak najważniejszego dla gospodarzy składnika, czyli zwycięstwa polskiej drużyny. Co prawda mało kto na nie liczył, bo ostatnie wyniki biało-czerwonych nie napawały optymizmem. W rywalizacji drużynowej do sukcesu potrzebne są dalekie skoki całej czwórki zawodników, a w polskiej ekipie wysoki poziom gwarantowali jedynie znajdujący się w tej części sezonu w znakomitej formie Dawid Kubacki oraz nie schodzący poniżej mistrzowskiego poziomu Kamil Stoch. Pewną niewiadomą był jak zawsze występ Piotra Żyły, natomiast z góry można było przewidzieć słaby wynik czwartego skoczka, albowiem w ostatnich tygodniach Maciej Kot, Stefan Hula, Jakub Wolny czy Aleksander Zniszczoł mocno odstawali od czołówki. Trener polskiej kadry Michal Doleżal wystawił w drużynie Wolnego, mimo iż ten skoczek przepadł w kwalifikacjach. „Mamy teraz problem, bo brakuje nam czwartego, stabilnie skaczącego skoczka w drużynie. Postawiłem na Wolnego, bo u niego najmniej jest do poprawy, a poza tym on zawsze lepiej radził sobie w drużynie. Zaryzykowaliśmy i wyszło jak wyszło” – tłumaczył się po zawodach czeski szkoleniowiec. Do rywalizacji drużynowej przystąpiło dziewięć reprezentacji. Po pierwszej serii ostatnie 9. miejsce zajęła ekipa Rosji. Wygrali Niemcy (1182,2 pkt), przed Norwegią (1142,2), Słowenią (1125), Japonią (1122,5), Polską (1118,6), Austrią (1114,9), Czechami (974,6) i Szwajcarią (965,1).
Zgodnie z przewidywaniami w naszej ekipie nie zawiedli jedynie Kubacki i Stoch, którzy w obu próbach skakali daleko i dotrzymywali kroku rywalom. W pierwszej serii najbardziej zawiódł jednak nie Wolny, który uzyskał odległość 122,5 m, lecz Żyła, bo w jego przypadku 123 metry to była przykra wpadka. Gdyby w pierwszej serii skoczył równie dobrze jak zrobił to w drugiej (136,5 m), to nawet mimo słabego wyniku Wolnego w drugiej próbie (118 m) biało-czerwoni znaleźliby się na najniższym stopniu podium, przed Słoweńcami i Japończykami. Na wyprzedzenie bezkonkurencyjnych w sobotę Niemców oraz drugich w klasyfikacji Norwegów już by to nie wystarczyło, ale miejsce na podium, nawet to najniższe, byłoby dla polskich kibiców piękną nagrodą za fantastyczną frekwencję i żywiołowy doping.
Wypada mieć nadzieję, że selekcjoner naszej kadry ma należyte rozeznanie w formie poszczególnych zawodników, ale trochę zastanawia decyzja o wysłaniu Klemensa Murańki akurat w ten weekend na zawody Pucharu Kontynentalnego do Sapporo. W sobotę zawodnik ten zajął tam drugą lokatę skacząc 135,5 i 130 m, zaś w niedzielę wygrał bezdyskusyjnie uzyskując 138 i 133 m. Kto wie, może na Wielkiej Krokwi w Zakopanem szybowałby równie daleko.
Ale przed niedzielnym konkursem indywidualnym (zakończył się po zamknięciu wydania) obiecujące było to, że w drużynówce liderzy kadry, Dawid Kubacki i Kamil Stoch, trzymali wysoki poziom i nie odstawali od najlepszych.

Japończycy gonią Polaków

Po niezbyt udanym dla naszych skoczków narciarskich niedzielnym konkursie indywidualnym w Klingenthal, reprezentacja Polski z trudem utrzymała trzecie miejsce w Pucharze Narodów.

W sobotnim konkursie drużynowym biało-czerwoni spisali się wybornie i pewnie go wygrali, lecz w rywalizacji indywidualnej nie poszło im już tak dobrze. Na skoczni znowu królował dominator z poprzedniego sezonu Ryoyu Kobayashi, któremu skoki na 136,5 oraz 134 metry zapewniły pierwsze miejsce. Za jego plecami uplasował się Stefan Kraft, a na najniższym stopniu podium stanął Marius Lindvik. Dzięki wygranej Kobayashi został nowym liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, bo dotychczasowy lider, Daniel Andre Tande, zakończył zawody dopiero na 18. pozycji. Polacy nie odegrali znaczących ról. Najlepszy z nich, Piotr Żyła, zajął 9. lokatę, tuż za nim uplasował się Kamil Stoch, a Dawid Kubacki był 14. Punkty zdobyli jeszcze Klemens Murańka, który był 27., oraz 28. w konkursie Jakub Wolny.

W klasyfikacji Pucharu Narodów przewagę nad pozostałymi ekipami powiększyli Austriacy, którzy zgromadzili 1533 pkt i wyprzedzają drugą w zestawieniu drużynę Norwegii (1285) o 248 punktów. Biało-czerwoni z dorobkiem 1108 pkt zajmują miejsce trzecie, lecz depczący im po piętach Japończycy (1079) mają już do nich tylko 29 punktów straty. Na piątej pozycji plasuje się ekipa Słowenii (886 pkt), a zaledwie na szóstej prowadzona przez byłego trenera kadry Polski Stefana Horngachera reprezentacja Niemiec (829 pkt). W czołowej ósemce zespołów znajdują się jeszcze Szwajcarzy z dorobkiem 351 „oczek oraz ekipa Finlandii (68 pkt). znajdująca się na 9. miejscu Rosja ma na koncie 58 pkt, ale już dziesiąta w zestawieniu Bułgaria tylko jeden.

Kolejne dwa konkursy indywidualne Pucharu Świata odbędą się już w najbliższy weekend w szwajcarskim Engelbergu. Będzie to generalny sprawdzian formy przed 68. edycją Turnieju Czterech Skoczni. Sobotnie zawody rozpoczną się o godz. 16:00, a niedzielny o 15:00.

 

Nawet Stoch nie zachwyca

Po konkursach w Wiśle, Kuusamo i Niżnym Tagile rywalizacja w Pucharze Świata w skokach narciarskich przenosi się do Niemiec. W najbliższy weekend w Klingenthal odbędą się dwa kolejne konkursy – w sobotę drużynowy, a w niedzielę indywidualny. Dla naszych skoczków, którym jak na razie nie wiedzie się najlepiej, to szansa na przełamanie impasu, bo skocznia w Klingenthal zawsze była przyjazna dla biało-czerwonych.

Po trzech turniejach Pucharu Świata w polskiej ekipie nikt nie ma powodów do zadowolenia. Na podium udało się stanąć tylko Kamilowi Stochowi, który w inauguracyjnym konkursie w Wiśle zajął trzecią lokatę. W Finlandii i Rosji nasi zawodnicy byli tylko tłem dla rywali. W dużym stopniu winne temu były fatalne warunki pogodowe, które powodowały, że wyniki każdego skoczka były loterią. Niektórym fortuna jednak sprzyjała, ale dziwnym trafem wśród jej wybrańców nie było żadnego z siedmiu uczestniczących w zawodach Polaków.

Fatalne wyniki biało-czerwoni zanotowali zwłaszcza na nielubianej przez nich skoczni w Niżnym Togile. Na Uralu było śniegu dostatek, ale wiało okropnie i każdy podmuch był loterią. Także dla sędziów, którzy w tych zmiennych warunkach mogli bezkarnie dokładać lub odejmować punkty za wiatr wedle swojej subiektywnej oceny. Nie wiadomo jednak dlaczego dorzucili z tego tytułu do oceny Ryoyu Kobayashiemu, a nie zrobili tego w przypadku choćby Kamila Stocha, trzykrotnego mistrza olimpijskiego. Inna sprawa, że Stoch, jeśli jest w swojej optymalnej formie, w żadnych warunkach pogodowych nie potrzebuje wsparcia, ale przy wyrównanej stawce to oceny za styl czy rekompensaty za warunki pogodowe często decydują o kolejności. Fortuna mocno jednak nie sprzyjała Piotrowi Żyle, który niespodziewanie zakończył swój udział po pierwszej serii, podobnie jak Klemens Murańka. W finale wystąpiło pięciu naszych zawodników, ale żaden nie znalazł się w czołowej dziesiątce, a najlepszy z nich, Stoch, był dopiero 15.

Nowy sezon Pucharu Świata, pierwszy pod wodzą nowego trenera Michala Doleżala, nasi skoczkowie zaczęli więc grubo poniżej oczekiwań, ale ich słaby występ w Niżnym Tagile, najgorszy w tym cyklu zawodów od blisko trzech lat, to już wyraźny sygnał alarmowy. W ostatnich latach konkurs Pucharu Świata bez Polaka w pierwszej dziesiątce to rzadkość. po raz ostatni tak zły występ biało-czerwonych miał miejsce w marcu 2016 roku w Planicy, jeszcze za trenerskich rządów Łukasza Kruczka. Wówczas najlepszy z naszych Maciej Kot także był na 15. miejscu.

Dyrektor sportowy PZN Adam Małysz tak na swoim profilu w mediach społecznościowych ocenił występ kadry skoczków na Uralu: „To był kolejny dziwny konkurs, w którym równie ważne, co umiejętności, było szczęście. Nam go tym razem zabrakło, a wyniki były poniżej oczekiwań i możliwości. Mam nadzieję, że na doskonale znanej nam skoczni w Klingenthal konkursy będą bardziej sprawiedliwe i przekonamy się, na co rzeczywiście stać naszych reprezentantów” – stwierdził Małysz.
Trener Doleżal na razie konsekwentnie stawia na siódemkę zawodników i do Klingenthal ponownie zabrał oprócz Stocha i Kubackiego, także Piotra Żyłę, Macieja Kota, Stefana Hulę, Jakuba Wolnego i Murańkę.

Turniej Pucharu Świata w Klingenthal odbędzie się po trzyletniej przerwie. Ostatnio skoczkowie gościli tam w 2016 roku i Polacy wypadli wtedy znakomicie, wygrywając po raz pierwszy konkurs drużynowy. W sobotę będą mogli powtórzyć ten wyczyn. Na niedzielę zaplanowano zmagania indywidualne. To będzie 11. taki konkurs na skoczni Vogtland Arena (HS 140) w Klingenthal. Do tej pory na podium stawało tam trzech polskich skoczków. Adam Małysz był trzeci w 2007 i drugi w 2010 roku, Stoch wygrał tu w 2011 roku, a w 2013 sensacyjnie zwyciężył Krzysztof Biegun, dla którego był to jedyny taki triumf w karierze.
W grudniu 2016 Polacy wygrali tu konkurs drużynowy, a zwycięski zespół tworzyli Piotr Żyła, Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Maciej Kot. W konkursie indywidualnym trzy lata temu zwyciężył jednak Domen Prevc przed Danielem-Andre Tande i Stefanem Kraftem.

Rywalizacja w Klingenthal rozpocznie się w piątek 13 grudnia od kwalifikacji. W sobotę odbędzie się konkurs drużynowy (początek godz. 16:00), a w niedziele indywidualny (początek także o 16:00).

Liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata jest Tande (260 punktów), który wyprzedza Krafta (196 punktów), Karla Geigera (192 punkty) i Ryoyu Kobayashiego (190 punktów). Najlepszy z Polaków Kamil Stoch zajmuje 8. miejsce (120 pkt). Dawid Kubacki jest 9. (117 pkt), Maciej Kot 28. (30), Piotr Żyła 30. (27), Jakub Wolny 33. (19), a Stefan Hula 35. (15 pkt).

 

Koniec miłości do Stefana

Szef związku narciarskiego Apoloniusz Tajner w końcu szczerze przyznał, co sądzi o byłym trenerze kadry skoczków Stefanie Horngacherze. Prezes PZN stwierdził, że nie żałuje odejścia Austriaka.

W najbliższy weekend na skoczni w Wiśle odbędą się pierwsze zawody Letniej Grand Prix. W niedzielnym konkursie indywidualnym weźmie udział 12 naszych skoczków: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Maciej Kot, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Stefan Hula, Paweł Wąsek, Klemens Murańka, Tomasz Pilch, Andrzej Stękała, Aleksander Zniszczoł i debiutujący w zawodach tej rangi Kacper Juroszek. Prezes Tajner jest optymistą w ocenie formy biało-czerwonych i zapewnia, że jest bardzo zadowolony z pracy wykonywanej przez obecnego szkoleniowca kadry, Czecha Michala Doleżala. Do tego stopnia, że pozwolił sobie nawet na publiczne wyrażenie kilku cierpkich uwag pod adresem poprzednika Doleżala, Stefana Horngachera, który wybrał pracę selekcjonera reprezentacji Niemiec. „W ogóle mi nie żal, że odszedł. Po zakończeniu zimowego sezonu nasi zawodnicy mieli trochę więcej wolnego. Po dwóch i pół roku pracy z Horngacherem troszeczkę zatem odpoczęli, bo przy nim nie było o tym mowy” – powiedział Tajner.

Sternik polskiego narciarstwa ujawnił przy okazji, że trener Doleżal od samego początku zamieszania z przedłużeniem kontraktu Horngachera z PZN był przygotowany i Zdecydowany na zajęcie miejsca austriackiego szkoleniowca. „Sytuacja ze Stefanem za bardzo się przeciągała. Wszyscy wiedzieliśmy, jak to się skończy, dlatego pozostał nam po tej sprawie niesmak” – podsumował prezes PZN.

Tajner chwali Doleżala za zmiany wprowadzone w pracy sztabów szkoleniowych wszystkich reprezentacji, ale dopiero wyniki konkursów w Wiśle zweryfikują jego opinie.

 

Zakopane czeka na kolejną fetę

W najbliższy weekend odbędą się zawody PŚ w skokach narciarskich w Zakopanem. Udział zapowiedziało 74 skoczków z 17 krajów, w tym 12 Polaków: Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Stefan Hula, Maciej Kot, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Paweł Wąsek, Tomasz Pilch, Klemens Murańka, Andrzej Stękała i Przemysław Kantyka.

Rywalizacja na Wielkiej Krokwi w Zakopanem rozpocznie się od piątkowych kwalifikacji. W sobotę odbędzie się konkurs drużynowy, w którym Polacy będą bronić pierwszego miejsca w klasyfikacji Pucharu Narodów. Warto przypomnieć, że przed rokiem biało-czerwoni triumfowali tu w „drużynówce”. Zakopane to matecznik polskich skoków narciarskich, nie tylko z uwagi na tłumy kibiców obecne na organizowanych tu imprezach, lecz także pod względem liczby zwycięstw. Na Wielkiej Krokwi nasi skoczkowie osiągnęli najwięcej zwycięstw w turniejach Pucharu Świata. Listę zwycięzców otwiera Stanisław Bobak, który 26 stycznia 1980 roku okazał się najlepszy w premierowym konkursie na Średniej Krokwi. Dzień później, już na dużym obiekcie, konkurs wygrał Piotr Fijas. Były to pierwsze trofea polskich skoczków w Pucharze Świata.

22 lata bez triumfu Polaka

Potem nastał czas posuchy, a na kolejne zwycięstwo polskiego zawodnika kibice musieli czekać 22 lata. Pasmo niepowodzeń przerwał dopiero Adam Małysz, który 20 stycznia 2002 roku wygrał ze Svenem Hannawaldem o zaledwie 0,6 pkt. Z kolei 29 stycznia 2005 roku nasz „Orzeł z Wisły” uzyskał taką samą łączną notę za dwa skoki co Norweg Roar Ljoekelsoey (268,9 pkt) i musiał podzielić się z nim triumfem. Ale już następnego dnia Małysz był poza zasięgiem rywali i już sam stanął na najwyższym stopniu podium. Nasz legendarny skoczek o raz ostatni wygrał na Wielkiej Krokwi w cyklu Pucharu Świata 21 stycznia 2011 roku. Dwa dni później w kolejnym konkursie na Wielkiej Krokwi triumfował już jednak Kamil Stoch, który przejął pałeczkę lidera kadry skoczków. Trzykrotny mistrz olimpijski zwyciężał w Zakopanem także w 2012, 2015 oraz 2017 roku. Szczególnie dwa lata temu (22 stycznia 2017) jego triumf stał pod dużym znakiem zapytania. Stoch po pierwszej serii zajmował dopiero szóste miejsce, lecz finałowy skok na odległość 131 metrów, uzyskany przy silnym wietrze w plecy, zapewnił mu pierwszą lokatę. Jeżeli wygra także niedzielne konkurs, nasz mistrz dołączy do Gregora Schlierenzauera i zarazem zostanie pierwszym polskim zawodnikiem z dorobkiem pięciu triumfów w konkursach indywidualnych PŚ rozgrywanych w Zakopanem. Póki co w klasyfikacji wszech czasów dzieli pierwsze miejsce z Małyszem, który także ma na koncie cztery indywidualne triumfy w stolicy polskich Tatr.

Trwa era Kamila Stocha

Nie ulega jednak wątpliwości, że Stoch jest jednym z faworytów niedzielnego konkursu indywidualnego. Niewykluczone, że jego najgroźniejszym konkurentem będzie kolega z kadry Dawid Kubacki, który w Predazzo przerwał serię zwycięstw Ryoyu Kobayashiego. Japończyk rzecz jasna także jest jednym z faworytów zmagań na Wielkiej Krokwi, w których udział zapowiedziało 74 skoczków z 17 krajów. Kilku wybitnych zawodników jednak z różnych powodów zabraknie, choćby Niemca Andreasa Wellingera. W piątek odbędą się kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego, w sobotę turniej drużynowy. Organizatorzy podają, że mimo napadu zimy i obfitych opadów śniegu sprzedali wszystkie bilety na te imprezy – na kwalifikacje 10 tys. wejściówek, a na drużynówkę i konkurs indywidualny po 23 tysiące.
Burmistrz Zakopanego Leszek Dorula apeluje do kibiców, żeby z uwagi na trudne warunki drogowe, zalegający śnieg i zamknięcie niektórych ulic, poruszać się po Zakopanem pieszo lub komunikacją zbiorową. „Zakopane gościć będzie największą sportową imprezę roku – Puchar Świata w skokach narciarskich. Spodziewamy się tysięcy kibiców, którzy w tych dniach odwiedzą nasze miasto, tworząc niepowtarzalną atmosferę zawodów i fetując wspaniałe wyniki polskich skoczków. Chcąc usprawnić poruszanie się po Zakopanem, w tym roku utrudnione dodatkowo przez intensywne opady śniegu, zwracam się z prośbą o pozostawienie samochodów przy hotelach i pensjonatach oraz korzystanie z komunikacji miejskiej” – zaapelował burmistrz Zakopanego.

Byle tylko pogoda dopisała

Znalezienie miejsca parkingowego może okazać się trudne i czasochłonne, a przejście pieszo z dowolnego miejsca w Zakopanem w rejon Wielkiej Krokwi nie zajmuje więcej niż kilkanaście minut. Dodatkowym utrudnieniem dla kierowców będzie zamknięcie ulic i parkingów w okolicach skoczni narciarskiej.
Kibice nie powinni obawiać się odwołania zawodów. Zakopiańska Stacja Hydrologiczno-Meteorologiczna IMGW-PIB podaje, że pogoda podczas zawodów Pucharu Świata powinna być dobra, chociaż okresowo mogą pojawiać się silniejsze porywy wiatru. Według prognoz opady śniegu mogą powrócić podczas konkursu drużynowego, jednak meteorolodzy uspokajają, że będą one niewielkie i przelotne.

 

Poskaczą w Wiśle

Inauguracja Pucharu Świata w skokach narciarskich po raz drugi z rzędu odbędzie się w Wiśle. W niedzielnym konkursie indywidualnym wystartują zawodnicy z 15 krajów. Dzień wcześniej zostanie rozegrany konkurs drużynowy.

 

Dodatnie temperatury nie sprzyjają organizacji zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich. Skocznia w Wiśle będzie gotowa dopiero na oficjalne piątkowe treningi i kwalifikacje. „Jeszcze dwa tygodnie temu, jak przyszedł halny i deszcze, stopniało nam trochę śniegu. Mimo dużego doświadczenia z poprzedniego roku, nie obyło się bez problemów. Pogoda sprawiła nam psikusa, ale sytuację dało się opanować i w przededniu imprezy nie ma już zagrożenia, że nie będzie śniegu” – zapewniał w połowie tygodnia dyrektor sportowy PZN Adam Małysz. Mimo tych kłopotów organizatorzy zapewniają, że skoczni będzie w piątek odpowiednio naśnieżona i kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego odbędą się bez komplikacji. Kibice na pewno nie będą narzekać na brak emocji, chociaż do Wisły nie przyjechało kilku znakomitych skoczków.

Na skoczni im. Adama Małysza o punkty Pucharu Świata nie powalczy m.in. Niemiec Severin Freund, Słoweńcy Peter Prevc, Domen Prevc oraz Robert Kranjec i Jurij Tepes, którzy nie prezentują jeszcze odpowiedniej formy. Kontuzje przeszkodziły też w starcie indywidualnemu wicemistrzowi świata w lotach z 2016 roku Norwegowi Kennethowi Gangnesowi.
W pierwszych zawodach nowego sezonu na skoczni w Wiśle zaprezentują się zatem skoczkowie z 15 państw. Przed rokiem polska drużyna zajęła drugie miejsce, a na tej samej pozycji w konkursie indywidualnym uplasował się Kamil Stoch. Zwyciężył dość niespodziewanie Japończyk Junshiro Kobayashi. Tym razem nasi skoczkowie zamierzają w pełni wykorzystać pozycję gospodarza i zgarnąć dla siebie wszystkie trofea. Na pewno ich na to stać.

 

Lista startowa zawodów PŚ w Wiśle:

Polska – Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Stefan Hula, Piotr Żyła, Maciej Kot, Jakub Wolny, Tomasz Pilch, Przemysław Kantyka, Klemens Murańka, Andrzej Stękała, Paweł Wąsek, Aleksander Zniszczoł; Austria – Stefan Kraft, Michael Hayboeck, Manuel Fettner, Daniel Huber, Clemens Aigner, Gregor Schlierenzauer, Philipp Aschenwald; Japonia – Ryoyu Kobayashi, Junshiro Kobayashi, Daiki Ito, Naoki Nakamura, Noriaki Kasai, Taku Takeuchi, Yukiya Sato; Niemcy – Markus Eisenbichler, Richard Freitag, Karl Geiger, Stephan Leyhe, Andreas Wellinger, Pius Paschke, David Siegel; Norwegia– Daniel Andre Tande, Robert Johansson, Johann Andre Forfang, Andreas Stjernen, Anders Fannemel, Halvor Egner Granerud; Słowenia – Jernej Damjan, Anze Semenić, Timi Zajc, Bor Pavlovcić, Anze Lanisek, Zak Mogel, Tomaz Naglić; Czechy – Roman Koudelka, Viktor Polasek, Lukas Hlava, Cestmir Kozisek; Finlandia – Antti Aalto, Eetu Nousiainen, Andreas Alamommo, Jarkko Maatta; Włochy – Alex Insam, Sebastian Colloredo; Kanada – Mackenzie Boyd-Clowes; USA– Kevin Bickner.