Gospodarka 48 godzin

Reanimacja programu
Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o efektywności energetycznej. Chodzi w niej o skłonienie przedsiębiorstw, by to one dofinansowywały wymianę starych urządzeń grzewczych (kopciuchów) u odbiorców końcowych. Rząd PiS, uwalniając się od tego obowiązku i przerzucając go na barki przedsiębiorstw, chce kosztem firm reanimować swój program „Czyste Powietrze”, który nie przyniósł żadnych efektów.

Jeszcze się trzymają
W ubiegłym roku Główny Urząd Statystyczny odnotował 311 794 rejestracje nowych podmiotów gospodarczych, czyli o 12,4 proc. mniej niż w 2019 r. Chodzi tu o podmioty, które zostały wpisane do Krajowego Rejestru Urzędowego Podmiotów Gospodarki Narodowej. Rejestracje obejmują także osoby fizyczne, które zlikwidowały i ponownie podjęły działalność gospodarczą. Spadek rejestracji nowych przedsiębiorstw to niewątpliwy efekt pandemii koronawirusa. W tym samym roku GUS stwierdził łącznie 528 upadłości, to jest o 8,7 proc. mniej niż w 2019 r. Liczba upadłości dotyczy podmiotów gospodarczych, wobec których zostało wydane przez sąd postanowienie o ogłoszeniu upadłości. Mogłoby się zatem wydawać, że pandemia nie spowodowała przewidywanej fali upadłości wśród przedsiębiorców. Przeciwnie, było ich mniej, niż w roku, w którym jeszcze mieliśmy w Polsce prosperity. Jest to jednak wynik czasu trwania postępowań przed polskimi sądami. Postępowania upadłościowe nie toczą się błyskawicznie i po prostu firmy, które wpadły w kłopoty w ubiegłym roku, jeszcze „nie zdążyły” upaść prawomocnie w tym samym roku. Jedynie w czwartym kwartale 2020 r. nastąpił minimalny wzrost upadłości firm z branż hotelarskiej i gastronomicznej, czyli tych, które najbardziej ucierpiały w wyniku działań rządowych podejmowanych w związku z pandemią. Dopiero więc liczba upadłości w bieżącym roku dokładniej pokaże skalę kłopotów, jakich przedsiębiorcom przysporzyła pandemia. Na razie więcej można mówić o ich nastrojach, które od dawna są kiepskie. Około 70 proc. przedsiębiorców ankietowanych przez Narodowy Bank Polski oceniło, że w skali całego 2020 r. pandemia COVID-19 oddziaływała na ich sytuację w stopniu co najmniej umiarkowanie negatywnym, w tym dla około jednej piątej z nich, zdecydowanie negatywnym. Prawie jedna trzecia badanych doświadczyła wpływu rządowych restrykcji przeciwpandemicznych. Nieco lepiej wygląda spojrzenie w przyszłość. Większość przedsiębiorców sądzi, że odbudowa poziomu produkcji ich firm dokona się jeszcze w tym roku, ale odbudowa aktywności inwestycyjnej będzie wolniejsza. W dodatku, jak zauważa NBP, ich oceny cechuje wysoki poziom niepewności – duży odsetek przedsiębiorstw deklaruje że nie wie, kiedy powróci do przedkryzysowego poziomu aktywności, ze względu na ryzyko związane z dalszym przebiegiem pandemii w Polsce.

Mniej chęci na kredyty
Banki w Polsce utrzymały dotychczasowe kryteria udzielania kredytów dla dużych przedsiębiorstw oraz nieznacznie złagodziły je dla firm małych i średnich. Jednocześnie zaostrzone zostały warunki udzielania kredytów, w tym marża kredytowa i wymogi dotyczące zabezpieczenia, co dotyczy także i osób fizycznych. W efekcie nastąpił dalszy, po spowodowanym przez pandemię, spadek popytu na kredyty zgłaszanego przez przedsiębiorstwa oraz lekki spadek popytu na kredyty mieszkaniowe i konsumpcyjne.

Polska przed poważnymi wyzwaniami

Utrzymanie wzrostu gospodarczego w naszym kraju będzie wymagać zwiększenia wydajności pracy oraz inwestycji publicznych i prywatnych, czego nie da się osiągnąć bez nowych funduszy unijnych.
Eksperci Międzynarodowego Funduszu Walutowego zalecają, aby polska polityka gospodarcza w większym niż dotychczas stopniu ułatwiała przemiany modernizacyjne, likwidowała luki w umiejętnościach fachowców i kadry kierowniczej naszego przemysłu oraz przygotowywała gospodarkę do czasu po pandemii, kiedy konieczne będzie odchodzenie od węgla oraz nadrabianie zapóźnień w cyfryzacji.
Przedstawiciele MFW wskazują na „znaczną niepewność co do ożywienia gospodarczego” w Polsce. Prognozują, iż nastąpi spadek średniej inflacji z 3,4 proc. w 2020 r. do 2,4 proc. w roku przyszłym. W tym kontekście zauważają, iż Narodowy Bank Polski odpowiednio złagodził politykę pieniężną, a jego program skupu aktywów był skutecznym narzędziem polityki gospodarczej.
Przy niekorzystnym scenariuszu dla Polski, przewidującym dodatkowe zakłócenia aktywności gospodarczej i zmienną sytuację na rynku, NBP mógłby zwiększyć skalę zakupów aktywów, która, jak zauważa MFW, od lata znacznie się zmniejszyła.
Eksperci funduszu zwracają uwagę, że trwający w Polsce kryzys stanowi wyzwanie dla naszego systemu finansowego. Konieczność zwiększania rezerw i niskie marże odsetkowe zmniejszają zyski systemu bankowego. Utrzymywanie w naszym kraju niskich stóp procentowych może być szczególnie trudne dla małych banków spółdzielczych – ponieważ w większym stopniu niż duże banki komercyjne opierają się one na dochodach z odsetek.
Generalnie, ryzyko kredytowe w Polsce jeszcze wzrośnie, gdy skończą się programy antykryzysowego wsparcia dla rozmaitych sektorów gospodarki. Dlatego szczególnie ważne jest dokładne monitorowanie zmian w zakresie kredytów zagrożonych w 2021 r.
Banki w Polsce funkcjonują w warunkach zwiększonej niepewności, spowodowanej licznymi sprawami sądowymi dotyczącymi kredytów hipotecznych w walutach obcych (czyli głównie we frankach). Dlatego banki zwiększyły swoje rezerwy na ryzyko prawne już od końca ubiegłego roku.
Wielkość potencjalnych strat dla banków jeszcze nie jest znana. Będzie ona zależeć od orzeczeń sądowych oraz wielkości zaciągniętych kredytów i może stanowić poważne wyzwanie dla niektórych banków. Dlatego eksperci MFW zalecają, by organy nadzoru i banki tak prowadziły swe strategie działania, żeby wyprzedzać możliwe konsekwencje orzeczeń sądowych.
Jest to tym ważniejsze, że utrzymanie poziomu kredytowania sektora prywatnego będzie mieć kluczowe znaczenie dla ożywienia gospodarczego w Polsce po pandemii. Banki, którym brakuje płynności, ratują się obligacjami skarbu państwa. Zwolnienie skarbowych papierów wartościowych z bankowego podatku od aktywów zachęca bankierów do ich zakupów.
„Kryzys prawdopodobnie pozostawi blizny, co będzie miało długofalowy wpływ na poziom produkcji” – zauważają eksperci MFW, choć pojęcie „blizn” nie stanowi jakiejkolwiek kategorii ekonomicznej. W każdym razie, ich zdaniem, przed Polską stoją poważne wyzwania.
Przede wszystkim, utrzymanie naszego wzrostu gospodarczego będzie wymagać zwiększenia wydajności pracy, aby zrównoważyć nadchodzące niekorzystne zmiany demograficzne. Konieczne są też duże inwestycje publiczne i prywatne, czego nie da się osiągnąć bez nowych funduszy unijnych. Należy też rozszerzyć aktywne programy rynku pracy, by ułatwić przepływy siły roboczej w gospodarce.

Frankowicze ruszyli do sądów

Szybko przybywa pozwów przeciwko bankom, które niegdyś udzielały kredytów opartych na frankach szwajcarskich.
Banki zaczynają mieć już problem z sprawami sądowymi. Notowane na warszawskiej giełdzie banki mają w portfelach łącznie ponad 80 mld zł kredytów hipotecznych opartych na frankach szwajcarskich, wynika z analizy Bankier.pl. Na koniec września wartość umów objętych sporami sądowymi wyniosła już 5 mld zł. Coraz więcej jest pozwów sądowych przeciw bankom, w przeszłości udzielających kredytów hipotecznych opartych na frankach szwajcarskich.
Notowani na warszawskiej giełdzie kredytodawcy na koniec III kwartału 2020 r. uczestniczyli w 24,1 tys. spraw indywidualnych. Skala zjawiska nie jest już marginalna, a dynamika przyrostu pozwów osiągnęła 30 proc. kwartał do kwartału.
Bankier.pl porównał dane o wielkości portfela kredytów hipotecznych w CHF giełdowych banków, z informacjami o łącznej wartości przedmiotów sądowych sporów. Na czele zestawienia znajduje się PKO BP, który obsługuje umowy o wartości brutto ponad 24 mld zł. Kredyty będące przedmiotem indywidualnych sporów sądowych w tej instytucji odpowiadają za około 1 mld zł. Drugą lokatę zajmuje Bank Millennium (14,7 mld zł kredytów hipotecznych „walutowych”), a trzecią mBank (13,6 mld zł). Kolejne instytucje na liście to Santander Bank Polska (9,9 mld zł) oraz Getin Noble Bank (8,9 mld zł).
Porównując łączną wartość przedmiotów sporu z wartością portfela kredytów hipotecznych opartych na franku można uszeregować banki pod względem obciążenia pozwami sądowymi. Na czele takiego zestawienia znalazłby się Getin Noble Bank (13,2 proc.), a na kolejnych miejscach ING Bank Śląski (10,5 proc.) oraz mBank (8,5 proc.). „Raportowane przez banki wartości spornych kredytów mogą wydawać się niewielkie, jeśli porównać je z całością portfela hipotek opartych na walutach obcych. Warto jednak pamiętać, że szybki napływ spraw sądowych obserwujemy dopiero od roku, czyli rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości UE. Tempo wzrostu liczby pozwów jest wysokie. W III kwartale 2020 r. wyniosło 30 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem. Sądowe potyczki nie pozostają bez wpływu na finanse kredytodawców. Banki zmuszone są zawiązywać rezerwy na ryzyko prawne, a to istotnie obniża wynik sektora” – komentuje dr Michał Kisiel, analityk Bankier.pl.

Gospodarka 48 godzin

Bankowe oszczędności
Banki działające w Polsce, chcąc chronić swoje zyski, muszą szukać oszczędności. Dlatego tną koszty, rezygnują z reklam, podnoszą opłaty, zwalniają pracowników, likwidują oddziały, ograniczają obsługę kasową. O ile z obroną zysków jakoś radzą sobie większe banki komercyjne (zwłaszcza zagraniczne, bo krajowe mają już trudniej, co pokazuje przykład banków Leszka Czarneckiego), o tyle mniejsze banki spółdzielcze są zagrożone. – Obecna sytuacja makroekonomiczna stwarza szczególne wyzwanie dla spółdzielczego sektora bankowego. Bankom spółdzielczym, aby obniżyć koszty, w zasadzie pozostaje likwidacja części mniej rentownych placówek, pomimo tego, że zapotrzebowanie na tę bankowość jest w niektórych miejscowościach nadal dość duże – uważa dr. Mieczysław Grodzki, ekspert do spraw spółdzielczości w Business Centre Club. Jego zdaniem, aby poprawić warunki funkcjonowania banków spółdzielczych na trudnych rynkach lokalnych, należy ułatwić uzyskiwanie kredytów dla rolnictwa z dopłatami do oprocentowania finansowanymi przez budżetu państwa. Czyli, bez dodatkowej pomocy państwa się nie obejdzie. Dodatkowym kłopotem banków spółdzielczych jest to, że długotrwałe utrzymywanie przez Radę Polityki Pieniężnej niskich (a praktycznie zerowych) stóp procentowych powoduje sukcesywny odpływ z banków depozytów terminowych. Może to być szczególnie dotkliwe właśnie dla banków spółdzielczych, dla których depozyty są w zasadzie jedynym źródłem finansowania portfela kredytowego. Szkodzi to także klientom, bo „wychodząc” z lokat bankowych, często lokują oni swoje środki w instrumenty finansowe wysokiego ryzyka, co może skończyć się dla nich stratami. Innym bardzo ważnym problemem jest konieczność poprawy skuteczności w dochodzeniu przez banki spółdzielcze niespłacanych kredytów. Bez tego, zdaniem eksperta BCC, koszt kredytu musi być wyraźnie wyższy i tym samym mniej korzystny dla kredytobiorcy.

Złodzieje rowerów
Ze statystyk policyjnych w Warszawie wynika, że w czasie pandemii koronawirusa, czyli w okresie od marca do końca sierpnia bieżącego roku, w stolicy doszło do 630 przypadków kradzieży rowerów. W tym samym okresie ubiegłego roku było ich 540. Tego wzrostu nie należy jednak wiązać wyłącznie z pandemią, lecz z generalnie rosnącym odsetkiem liczby warszawiaków korzystających z rowerów. Im bowiem jest więcej rowerów, tym więcej jest też kradzieży – zwłaszcza, że stołeczni hipsterzy coraz częściej popisują się kosztownymi rowerami, budzącymi zrozumiałe zainteresowanie złodziei. Poza tym w Warszawie, tak jak w wielu innych polskich miastach, stopniowo rośnie liczba niektórych kategorii przestępstw – w tym także kradzieży rowerów. Wreszcie, do wzrostu statystyk kradzieży przyczyniła się też pogoda, która wiosną bieżącego roku była nieco łagodniejsza niż w 2019 r. Skoro było zaś cieplej, to więcej rowerów wyjeżdżało na stołeczne ulice, a więc przybywało także przypadków ich kradzieży. Policja stale zachęca do znakowania rowerów oraz zakładania solidniejszych blokad, co utrudni pracę złodziejom.

Już nie na łasce i niełasce banków

Los kredytobiorcy, który wpadł w kłopoty, przestał wreszcie zależeć od widzimisię menadżerów bankowych. Przynajmniej na trzy miesiące.

Rządowa tarcza antykryzysowa numer 4,0 wprowadziła możliwość uzyskania wakacji kredytowych. Takie wakacje są rozwiązaniem, funkcjonującym w naszym kraju już od wielu lat, lecz do tej pory ich uzyskanie zależało od widzimisię i łaskawości szefostwa banku, w którym zaciągnęło się kredyt. Od ponad miesiąca wakacje kredytowe są już elementem polskiego prawa, a banki w Polsce nie mogą odmówić ich przyznania.
„Mamy świadomość, że banki już wcześniej oferowały możliwość zawieszenia spłat rat kredytu. Jednakże przedstawiane przez nie oferty nie były jednolite. Ponadto nie zawsze i nie każdy dany bank oferował kompleksowe i bezpłatne rozwiązanie. Dlatego też została podjęta decyzja o odgórnej regulacji tego zagadnienia” – informują przedstawiciele rządu.
Ta „odgórna regulacja” polegała na przyjęciu przepisów, które w ramach wakacji kredytowych daje prawo do zawieszenia na okres do trzech miesięcy wykonanywania umowy kredytów konsumenckich, hipotecznych oraz wszelkich innych kredytów w rozumieniu ustawy prawo bankowe. Zawieszona zostaje spłata zarówno części kapitałowej, jak i odsetkowej.
W tym okresie kredytodawca nie może naliczać ani pobierać odsetek, ani żadnych innych opłat, z wyjątkiem tych z tytułu składek za umowy ubezpieczenia powiązane z umową kredytu.
Nowe przepisy dotyczą jednak nie każdego, kto by chciał z takiego zawieszenia spłat skorzystać, lecz odnoszą się tylko do osób najbardziej potrzebujących – czyli takich, które po dniu 13 marca 2020 r. straciły pracę lub inne główne źródło dochodu. Zawieszenie spłaty następuje automatycznie z chwilą doręczenia kredytodawcy stosownego wniosku. Konsument sam zdecyduje, czy zawiesi spłatę na jeden, dwa czy trzy miesiące.
Według szacunków, przepisy mogą łącznie umożliwić uzyskanie wakacji kredytowych przez osoby, które zaciągnęły ok. 3,7 mln kredytów konsumenckich oraz 0,5 mln kredytów hipotecznych (tu w grę wchodzą znacznie wyższe kwoty niż w przypadku kredytów konsumenckich).
Rząd ocenia, że w zależności od scenariusza dotyczącego sytuacji na rynku pracy, wakacje kredytowe łącznie przyniosą korzyść dla gospodarstw domowych na poziomie od około 1 do 1,5 mld zł – choć przecież o faktycznych korzyściach finansowych trudno tu mówić, gdyż kredyty i tak trzeba będzie spłacić, tyle, że najwyżej o trzy miesiące później.
Rzeczywistym ułatwieniem jest natomiast to, że los kredytobiorcy, który wpadł w kłopoty, nie zależy już od łaskawości menadżerów bankowych. Przynajmniej przez trzy miesiące. Wedle oceny Związku Banków Polskich, do połowy lipca wpłynęło ponad 230 tys. wniosków o wakacje kredytowe. -To rozwiązanie nie ma charakteru stałego i wyważa interesy kredytobiorców oraz kredytodawców. Nie jest też skierowane do wszystkich kredytobiorców, ale jedynie do tych, którzy najbardziej ucierpieli w wyniku rozprzestrzeniania się COVID-19 – podkreśla podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju Marek Niedużak.
Mechanizm wakacji kredytowych nie budzi natomiast aprobaty części polskich przedsiębiorców – oczywiście zwłaszcza tych, którzy są związani z branżą bankową. Organizacja Business Centre Club wskazuje na możliwe, negatywne skutki tych rozwiązań dla bankowości spółdzielczej.
Zdaniem BCC, istotą wakacji kredytowych jest to, iż każdy kredytobiorca posiadający zadłużenie z tytułu kredytu ma prawo do odroczenia terminu spłaty swoich zobowiązań na okres do 3 miesięcy, informując jedynie bank o zamiarze skorzystania z tego rozwiązania, podając jako powód utratę pracy lub innego źródła dochodów.
Jak wskazuje BCC, oznacza to, że tak naprawdę o zastosowaniu tego rozwiązania decyduje wyłącznie jedna strona umowy. Przesunięcie spłat powodować zaś będzie utratę przychodów odsetkowych banków spółdzielczych, co jest szczególnie istotne dla tego sektora w tak trudnym 2020 r.
BCC uważa, że przy korzystaniu z wakacji kredytowych powinny obowiązywać pewne ograniczenia. Z takiego prawa nie powinni bowiem korzystać klienci, którzy już wcześniej mieli kłopoty ze spłatą kredytów. To rozwiązanie nie powinno mieć również zastosowania wobec zadłużenia z tytułu kredytów odnawialnych i kart kredytowych. Dochodzić może bowiem do sytuacji, że klient zwiększy swoje zadłużenie – i od razu skorzysta z wakacji kredytowych. Gdy wielu kredytobiorców wpadnie na taki pomysł, sytuacja ich wierzycieli (czyli banków) znacznie się pogorszy.
Można powiedzieć, że ewentualne kłopoty bankierów nie muszą obchodzić kredytobiorców. Z dugiej jednak strony, i dla dłużników, i dla całej naszej gospodarki lepiej byłoby, gdyby sektor bankowy zachował stabilność finansową.

Hipoteki w czasie epidemii

Tych kredytów nie da się załatwić bez wizyty w oddziale banku.
Banki komercyjne działające w Polsce deklarują, że nadal bez przeszkód obsługują wnioski składane przez klientów, starających się o kredyty hipoteczne. Część instytucji wprowadza zmiany w procedurach – wynika z informacji zebranych przez Bankier.pl. Umożliwiają na przykład uruchomienie finansowania bez wizyty w oddziale lub wydłużają terminy ważności decyzji.
Bankier.pl zapytał banki o losy wniosków kredytowych składanych przed wprowadzeniem ograniczeń związanych z pandemią oraz zmiany w polityce kredytowania wprowadzone w ostatnim tygodniu. Na pytanie odpowiedziały między innymi Alior Bank, BNP Paribas Bank, Bank Pocztowy, PKO BP, BOŚ oraz mBank.
Aplikacje złożone przed 12 marca są przetwarzane bez zmian – zgodnie deklarują zapytane instytucje. Kredytodawcy wskazują, że nie obserwują na razie opóźnień, ale kilka banków wypowiedziało się nieco ostrożniej. PKO BP podkreśla, że dokłada wszelkich starań, aby utrzymać najwyższą jakość świadczonych usług. W podobnym tonie odpowiada Bank Ochrony Środowiska.
Kilka instytucji wskazuje, że wprowadzało w ostatnim czasie zmiany w samych procedurach przetwarzania wniosków kredytowych. Przykładowo, BNP Paribas Bank wymienia w tym kontekście możliwość złożenia wniosku o produkt hipoteczny bez wizyty w oddziale jeśli wnioskodawca jest już klientem banku (np. posiada już inny produkt banku) i wydłużenie terminu ważności decyzji kredytowej z 60 dni do 90 dni. Bank w imieniu klienta przekazuje wymagane dokumenty do sądu w celu złożenia wniosku o wpis hipoteki. Kredyt można także uruchomić (ostatni element procesu) bez wizyty w oddziale.
Alior Bank podkreśla, że zmniejszył liczbę wymaganych w procesie kontaktów z bankiem. „Wybrane formy standardowych zaświadczeń zastąpiliśmy dokumentami wygenerowanymi elektronicznie. Obejmuje to np. dokumentację fotograficzną nieruchomości, zaświadczenia generowane z portali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Urzędów Skarbowych” – wskazano w stanowisku banku.
– Większość najprostszych operacji bankowych można wykonać z powodzeniem zdalnie, za pomocą bankowości elektronicznej. Niestety udzielenie kredytu hipotecznego w całości online to nadal pieśń przyszłości. Spora część dokumentacji musi mieć formę papierową, a niektóre etapy procedury wymagają fizycznej obecności klienta w banku. Podczas epidemii koronawirusa to dodatkowa przeszkoda dla osób, które nadzwyczajne okoliczności zastały w trakcie wnioskowania o kredyt mieszkaniowy – komentuje Michał Kisiel, analityk Bankier.pl.

Tarcza wciąż za mała

Rząd nie jest w stanie stworzyć spójnego planu ratunkowego, odpowiadającego rzeczywistym potrzebom naszej gospodarki.

Zdaniem ekspertów, polski rząd powinien rozważyć 100-procentową odpowiedzialność państwa za kredyty udzielane w ramach tarczy antykryzysowej. Uważa tak między innymi Lars Gutheil, dyrektor zarządzający Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Jego opinia jet o tyle istotna, że Niemcy są przecież głównym partnerem gospodarczym naszego kraju.
Problemy z stosowaniem tarczy kryzysowej zaczęły się od razu po jej wdrożeniu. Średnie przedsiębiorstwa w Polsce już teraz zgłaszają problemy z uzyskaniem pomocy w ramach rozwiązań tarczy antykryzysowej. Kredyty gwarantowane przez Bank Gospodarstwa Krajowego, udzielane firmom przez ich banki w ramach pomocy w utrzymaniu płynności w czasie pandemii koronawirusa, BGK gwarantuje w 80 proc. Problem jednak z pozostałymi 20 proc.
Należy oczywiście docenić, że państwowy BGK wychodząc przedsiębiorcom naprzeciw, nie pobiera prowizji za udzielenie gwarancji kredytowej i przedłuża okres jej obowiązywania do 39 miesięcy. Wciąż jednak firmy muszą zapewnić poręczenie spłaty pozostałych 20 proc., co w sytuacji załamania rynku okazuje się barierą nie do pokonania.
Zdaniem bardzo wielu banków komercyjnych działających w Polsce, ryzyko to, nawet ograniczone do 20 proc. sumy kredytu, jest nadal zbyt wysokie. Niestety, na rynku kredytowym nie ma równości stron. To banki komercyjne dyktują warunki. W rezultacie, mogą one powszechnie dokonywać negatywnej weryfikacji wniosków kredytowych.
Okazuje się, że jest to nie tylko polski problem, lecz także i niemiecki.
„Jak pokazały pierwsze dni po uruchomieniu rozwiązań tarczy antykryzysowej w Niemczech, liczne małe i średnie przedsiębiorstwa nie otrzymywały kredytów od swoich banków mimo gwarancji ze strony państwa – nawet jeśli przed pandemią koronawirusa prosperowały one bez zarzutu. W związku z tym rząd niemiecki podniósł pierwotny pułap gwarancji dla kredytów w wysokości 80 proc. (dla dużych firm) i 90 proc. (dla małych i średnich przedsiębiorstw) na pełne gwarancje 100-procentowe. Szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które stanowią absolutną większość firm w Niemczech – ale także w Polsce – oznacza to w wielu przypadkach gwarancję przetrwania. Warto więc, aby rząd polski rozważył podobne rozwiązanie” – stwierdza w swojej opinii dyr. Lars Gutheil.
Jego zdaniem, upadek wielu dobrych firm byłaby ostatecznie dużo droższym rozwiązaniem dla państwa. Jedyne, co się obecnie liczy, to utrzymanie egzystencji wcześniej zdrowych ekonomicznie firm i zabezpieczenie miejsc pracy, aby gospodarka mogła wrócić na właściwe tory po zakończeniu pandemii.
Z tego samego powodu w ramach poprawianej tarczy 2.0 należy rozważyć rozszerzenie proponowanych instrumentów w zakresie skracania czasu pracy. Zdaniem Larsa Gutheila, dla zachowania dotychczasowych miejsc pracy byłoby dobrze, gdyby firmy w kryzysie mogły w razie potrzeby skrócić czas pracy swoich pracowników o ponad 20 proc.
Pytanie tylko, co wtedy z płacami, które już dziś w wielu przedsiębiorstwach zaczynają być głodowe? Czy w Polsce pogłębi się proces podziału na korzystającą z bezpiecznych form zatrudnienia i wysoko opłacaną kastę urzędniczą, oraz na całą resztę? Ale urzędnicy nie wyprowadzą naszego kraju z kryzysu.

Europa pomaga swojej gospodarce

Polska tarcza antykryzysowa nie dorównuje planom potentatów, ale zrozumiałe, że mamy mniejsze możliwości.
Państwa unijne zapowiedziały rozliczne działania dla złagodzenia kryzysu gospodarczego, jaki sprowadza pandemia. Są to środki z zakresu polityki fiskalnej i pieniężnej, mające zapobiegać gwałtownemu wzrostowi upadłości firm oraz bezrobocia.
Komisja Europejska poinformowała o utworzeniu funduszu inwestycyjnego dla członków Unii Europejskiej w wysokości 25 mld euro, którego celem będzie wspieranie utrzymania płynności przez sektor prywatny oraz zwiększenie zdolności operacyjnych krajowych systemów ochrony zdrowia. Poluzowane zostaną również unijne i krajowe przepisy podatkowe, aby poszczególne kraje mogły zwiększyć wydatki na systemy opieki zdrowotnej i zastosować ulgi podatkowe dla sektora prywatnego.
Prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde oświadczyła, że bank poluzuje politykę finansową. Światowa grupa ubezpieczeniowo-finansowa Euler Hermes przewiduje, że EBC obniży stopę depozytową z minus 0,5 proc do poziomu minus 0,6 proc.
Środki z zakresu kompleksowej polityki pieniężnej, takie jak właśnie obniżki stóp, raczej nie pomogą jednak w rozwiązaniu problemów wynikających z zakłóceń produkcji i łańcuchów dostaw, ani też nie przekonają ludzi do zwiększania wydatków, skoro ci nie wychodzą z domów. Dlatego większość działań EBC powinna koncentrować się na zapewnieniu wystarczającej płynności w rzeczywistej gospodarce.
Chodzi na przykład o TLTRO czyli o udzielanie bankom komercyjnym długoterminowych pożyczek, skonstruowanych w taki sposób, by stanowiły zachętę do nasilenia akcji kredytowej na rzecz firm i konsumentów w strefie euro – zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw. EBC prawdopodobnie zwiększy też zakupy aktywów finansowych do poziomu 40 mld euro miesięcznie.
Obniżenie kosztów kredytu powinno być czynnikiem skłaniającym banki do zwiększania i wydłużania obowiązywania linii kredytowych. Bardziej efektywnym rozwiązaniem byłoby przyjęcie przez rządy roli „pożyczkodawcy ostatniego ratunku” – poprzez oferowanie gwarancji publicznych, do których mogłyby uciekać się banki dla ograniczenia własnego ryzyka kredytowego.
Najbardziej dotknięte koronawirusem Włochy wprowadzają pakiet fiskalny o wartości 25 mld euro. Połowa pakietu została uruchomiona 13 marca, zaś reszta stanowi rezerwę. Pakiet obejmuje rekompensaty dla pracowników zmuszonych do czasowego powstrzymania się od pracy; fundusz gwarancyjny dla małych i średnich przedsiębiorstw; moratorium podatkowe i odroczenie spłat kredytów (we współpracy z bankami prywatnymi); rekompensaty dla firm dotkniętych spadkiem obrotów o ponad 25 proc.
Wielka Brytania zapowiada, że zrobi wszystko, co konieczne w celu ochrony firm. Bank Anglii obniżył stopy procentowe do 0,25 proc. oraz wprowadził program finansowania teminowego dla małych i średnich przedsiębiorstw, którego wartość szacowana jest na 100 mld funtów. Ma on stanowić wsparcie dla udzielania kredytów.
Poinformowano też o wdrożeniu pakietu fiskalnego o wartości 30 mld funtów oraz o przeznaczeniu 7 mld funtów na wsparcie firm i osób fizycznych, poprzez obniżki podatków, odroczenia spłaty kredytów oraz dotacje dla małych i średnich przedsiębiorstw.
Rząd brytyjski zobowiązał się: zrekompensować małym i średnim firmom koszty ustawowych zasiłków chorobowych do 14 dni (przeznacza na to 2 mld funtów); udzielić wsparcia w postaci dalszych kredytów w wysokości 1 mld funtów [program kredytów z tytułu zakłóceń spowodowanych przez koronawirus]; zagwarantować kredyty udzielane małym i średnim przedsiębiorstwom (w kwotach do 1,2 mln funtów); pokryć do 80 proc. strat banków z powodu epidemii.
Stawki podatków od przedsiębiorstw zostaną obniżone dla małych firm w sektorach handlu detalicznego, rozrywki oraz hotelowym (obniżka podatków do 1 mld funtów). Ulgi podatkowe udzielone przedsiębiorcom wyniosą zaś 3 mld funtów. Ulgę podatkową z tytułu działalności badawczo-rozwojowej podwyższono z 12 do 15 proc. Małe firmy otrzymają też dotację gotówkową w całkowitej wysokości 2 mld funtów.
Przyspieszone zostaną również wydatki związane z infrastrukturą: 27 mld funtów przeznaczone zostanie na budowę nowych dróg, zaś 5 mld na internet szerokopasmowy w odległych obszarach kraju. Zwiększone będą inwestycje w publiczny system ochrony zdrowia (do wysokości 5 mld funtów). W sumie wydatki na rekompensowanie skutków wybuchu epidemii Covid-19 przekroczą oczekiwania o około 10 mld funtów.
Kanclerz Angela Merkel także zadeklarowała wolę zrobienia „wszystkiego, co będzie konieczne” w celu stawienia czoła kryzysowi. Rząd Niemiec zapowiedział, że udzieli wszelkiej pomocy firmom, które najmocniej ucierpią z powodu epidemii koronawirusa. Można ją szacować na 550 mld euro. Nie ma jednak górnej granicy kredytu oferowanego przez państwowy bank rozwoju.
Rząd poluzował również ograniczenia dotyczące rekompensat pracowniczych z tytułu skrócenia czasu pracy. Rekompensaty te są obecnie wypłacane przez państwo, jeżeli już 10 proc. pracowników ma istotnie skrócony czas pracy (wcześniejszy wymóg to 1/3 pracowników). Władze zadeklarowały znaczące zwiększenie inwestycji w latach 2021-24.
Francja zagwarantuje państwowe pożyczki o wartości do 300 miliardów euro. Na bezpośrednie wsparcie zostanie przeznaczona pula 45 mld euro dla firm krajowych, aby ograniczyć wpływ koronawirusa na gospodarkę.
Rząd Hiszpanii zapowiada program pomocy dla obywateli i firm, szacowany łącznie na 200 mld euro.
Jak widać, skala europejskich działań antykryzysowych jest rekordowa. Na tym tle polska „tarcza antykryzysowa”, wynosząca około 66 miliardów złotych (14,5 miliarda euro) prezentuje się znacznie skromniej.

Głód mieszkań sprzyja bankom

Nieruchomości drożeją, kredyty mieszkaniowe także – ale chętnych na ich zaciąganie wciąż nie brakuje.

Marże banków w górę, zdolność kredytowa Polaków w dół – tak należy podsumować mijający rok jeśli chodzi o rynek kredytów hipotecznych. W każdym z kolejnych kwartałów można było zaobserwować tę prawidłowość (o ile uznawać, że rzeczywiście jest to prawidłowość).
W grudniu banki narzucały klientom oprocentowanie kredytów mieszkaniowych średnio wyższe o 0,15 punktu procentowego niż na początku 2019 r. – taki wniosek płynie z analizy Bankier.p.
Rynek kredytowy podgrzewają niskie stopy procentowe i kiepska oferta lokat, co zachęca do zakupów inwestycyjnych mieszkań, które finansowane są właśnie kredytami.
Tak więc, kredyt z 20-procentowym wkładem własnym jest obecnie średnio o wspomniane 0,15 pp. droższy niż w styczniu, ale kwota jaką może uzyskać kredytobiorca – niższa o ok. 10 tys. zł. Czyli, trochę tak jak w „Chłopcach z Placu Broni”: „teraz chałwa jest droższa, więc daję mniej”.
W rezultacie, średnia zdolność kredytowa amatora własnego M w naszym kraju osiągnęła w listopadzie najniższą wartość od początku 2018 r. – czyli 551 tys. zł. W grudniu powróciła do poziomu nieco poniżej 570 tys. zł. Dla porównania, w styczniu 2018 r. przeciętni kredytobiorcy byli w stanie średnio pożyczyć 606 tys. zł, a w styczniu 2019 r. – 581 tys. zł.
Od stycznia 2018 r. Bankier.pl śledzi, jak zmienia się rynkowa oferta kredytów hipotecznych dla jednego, niezmiennego profilu klienta. W symulacji przyjęto, że kwota kredytu hipotecznego zaciąganego przez standardowych kredytobiorców będzie zbliżona do średniej wartości kredytu zaciąganego obecnie w Polsce. Założono więc, że o finansowanie stara się bezdzietne małżeństwo mieszkające w mieście mającym powyżej 500 tys. mieszkańców, kupujące na rynku pierwotnym mieszkanie o wartości 337,5 tys. zł (o powierzchni 50 metrów kwadratowych), zarabiające łącznie 6,2 tys. zł miesięcznie netto, pracujące w oparciu o umowy o pracę na czas nieokreślony, posiadające pozytywną historię kredytową, bez żadnych dodatkowych i obecnie spłacanych obciążeń.
Ci standardowi klienci gotowi są skorzystać z dodatkowych produktów banku, aby obniżyć marżę kredytową. Jako ludzie unikający zbędnego ryzyka, nie chcą jednak nabywać produktów inwestycyjnych czy ubezpieczeń z funduszami kapitałowymi.
Ich kredyt mieszkaniowy zaciągany jest na 30 lat i spłacane w ratach równych. Przy badaniu cen kredytu i kwoty finansowania, prezentowane są średnie wartości zaczerpnięte z ofert 14 banków, dla kredytów z 10 – i 20-procentowym wkładem własnym.
– Drożeją nieruchomości, ale chętnych na kredyty mieszkaniowe nie brakuje. Chociaż na ostateczne podsumowanie roku jeszcze za wcześnie, to jest niemal pewne, że kredytodawcy odnotują rekordową sprzedaż.
W takim otoczeniu bankom nie jest trudno stopniowo, przez korekty cenników o kilka punktów bazowych, podnosić ceny. Efekty pełzających zmian widać wyraźnie w porównaniach obejmujących kilkanaście miesięcy – podsumowuje analityk Bankier.pl dr Michał Kisiel.
Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku sytuacja się nie zmieni. Brak jakiegokolwiek wsparcia ze strony rządu PiS dla Polaków, kupujących swoje własne M, sprawia, że banki mogą spokojnie łupić skórę kredytobiorców, a ci muszą się na to godzić.

TSUE – Polska 1:0 Ważny tunajt

Z zasady nie śledzę zbyt uważnie szczekania probankowej sfory, bo parokroć się przekonałem, że jej opinie są podyktowane grubością pęgi, którą towarzystwo przytula co miesiąc, w ramach „obsługi medialnej” sektora, a ten, jak chce, to z kasą się nie liczy. Jak chce. Bo jak nie chce, to wyczyści człowieka z ostatniego grosza i zostawi na bruku. To akurat potrafi.

Wyczekiwany przez środowisko frankowiczów wyrok TSUE zapadł; nie należy zastępować klauzul niedozwolonych polską licentia poetica sądu. Klient wybiera, czy kredyt jest nieważny czy nie. Konsument był oszukiwany przez banki i widać to jak na dłoni. Taka jest po krótce sentencja orzeczenia przedsądowego luksemburskiego Trybunału. Innym słowy, wypełniły się pisma, o których wieszczył rzecznik tegoż Trybunału jeszcze w wakacje, a przed którymi to bankowe środowisko w Polsce drżało, bo to bodaj pierwszy raz, kiedy ktoś znajduje na nich bat. I to do tego na Zachodzie, bo w Polsce żaden rząd, jak dotąd, nie wszedł banksterce w paradę.
W środę, dzień przed wyrokiem TSUE, przemogłem się, i przeczytałem kilka mądrych artykułów na temat tego, czym może grozić korzystny dla frankowiczów, potencjalny wyrok TSUE. Na głównej stronie jednego z dużych, ogólnopolskich portali, pewien mądry Pan, nie wiem, czy w szale uniesienia, czy też może w pomroczności jasnej, pisał był wprost, że nawet jeśli bank „zdecyduje się unieważnić w umowach klauzule niedozwolone (…)”. Dosłownie! Złapałem się za głowę, i długo nie mogłem uwierzyć, w to co czytam. Są w zapisach umów klauzule niedozwolone i wszyscy to wiedzą, ale bank, po uważaniu, decyduje, które są mu na rękę, a które nie. Gorzej na wątrobie zrobiło mi się jeszcze bardziej, gdym przeczytał tekst samego Witolda Gadomskiego, guru polskiego dziennikarstwa ekonomicznego, i to gdzie-w „Gazecie”, tej samej, której nie jest wszystko jedno. Pisał tamże jeszcze wczoraj Gadomski Wiktor, że „(…) Oczywiście zdarzało się, że banki ustalały własne, niekorzystne dla klientów kursy kupna i sprzedaży franków, co było nadużyciem, ale problem ten już dawno został rozwiązany”. Po pierwsze, nie „zdarzało się”, ale było normą. Po drugie: nie było „nadużyciem”, ale zapisem niezgodnym z prawem i zgodnie z tym, na podstawie art. 385 KC, „ustalanie własnych niekorzystnych kursów” jest i powinno być usuwane z umów przez sądy. Jest to konsekwencja stosowania prawa, a nie widzimisizm. Po trzecie, problem „nie został rozwiązany” – ani dawno, ani niedawno. Chyba, że za rozwiązanie można uznać dzisiejszy wyrok TSUE, choć wyrok ów jest li tylko wskazówką dla sędziów, istotną i ważną, ale nie wytyczną i obligiem. Doprawdy, zastanawiam się, ileż trzeba mieć w sobie a) cynizmu, b) naiwności, c) złej woli, d) wszystkiego naraz, żeby wierzyć, że po orzeczeniu TSUE, które przywraca normalność w relacji klient-bank, system polskiej finansjery zawali się na łeb na szyję, korporacje pójdą z torbami a ludzie stracą swoje oszczędności. Metoda szczucia biednych złotówkowiczów na pazernych frankowiczów, akurat w Polsce, gdzie jeden drugiego utopiłby w łyżce wody, a poziom empatii wobec współobywatela sięga holenderskich depresji, została przez lobby bankowe opanowana do perfekcji. Gorzej jest, kiedy pisząc podobne do przytoczonych pamflety, autor naprawdę wierzy, w to co pisze i uważa, że w starciu kredytobiorca versus międzynarodowy bank, to ten drugi jest na straconej pozycji. Leczy się podobne przypadki w Alpach Szwajcarskich. Drogo, jak to w Szwajcarii, ale jest szansa, że z każdym dniem od dziś będzie ciut taniej. Jest więc i dla nich nadzieja.
Mało kto wierzył, że wyrok TSUE może być inny. Mam wrażenie, że samo lobby bankowe pogodziło się z porażką, bo przed 3 października spodziewałem się w mediach zmasowanego ataku na chytrusów, co to mają po kilka mieszkań i spekulantów, którzy śmieją się w twarz polskim „Rodzinom na swoim”. Tymczasem, owszem, wypuszczono parę brzydkich bąków, ale bez totalnej nagonki. Taka sytuacja zawsze budzi moje podejrzenia, że coś się jednak szykuje. Że jest za spokojnie i że towarzystwo przygotowuje odwet. Jak z dziećmi; kiedy w pokoju, w którym się bawią robi się zbyt cicho, to znak, że dziatwa patrzy na płonącą firankę. Spodziewam się wiec w najbliższych dniach mocnych uderzeń i próby polaryzowania społeczeństwa, oczywiście, rękami polityków. Bo chyba tylko naiwny uwierzy, że ci, nie wszyscy, ale zwłaszcza ci, którzy bronią wolnego rynku jak dogmatu, nie siedzą u bankierów w kieszeniach. Ktoś musi przecież dawać kredyty na kampanie i komuś trzeba je spłacać.
Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”.