Siatkówka: Polacy dostali lanie od Brazylii

Trener Vital Heynen nie potraktował meczu z Brazylią wyjątkowo i nie wystawił do gry przeciwko canarinhos najsilniejszego składu. A że rywale postąpili dokładnie odwrotnie, skutek był dla biało-czerwonych opłakany – przegrali gładko 0:3 (17:25, 26:28, 19:25) i stracili pozycję lidera rozgrywanego w Rimini turnieju Ligi Narodów.

To nie był zły występ naszych siatkarzy, a na pewno dużo lepszy niż w również przegranym meczu ze Słowenią, ale na świetnie w piątkowy wieczór usposobionych Brazylijczyków trzeba było rzucić na szalę zdecydowanie więcej. Heynen z sobie tylko wiadomego powodu tego nie zrobił i na parkiecie nie zobaczyliśmy ani Bartosza Kurka, ani Wilfredo Leona, którego selekcjoner posłał do walki tylko na kilka chwil w końcówce drugiego seta. Takie niefrasobliwe podejście trochę dziwi, bo co najmniej od dekady potyczki polsko-brazylijskie są uważane za hitowe. Siatkarze Polski i Brazylii stawali naprzeciw siebie w trzech z czterech ostatnich finałów mistrzostw świata.
Spotkanie w fazie grupowej tegorocznej Ligi Narodów miało pokazać, w jakim miejscu są oba zespoły na niespełna dwa miesiące przed olimpijskim turnieje w Tokio, w którym wystąpią w roli faworytów. Brazylijczycy wyszli na ten mecz w najsilniejszym składzie, z Bruno, Wallace’em, Lucarellim i Lealem, natomiast Polacy zagrali w składzie ustalonym przez trenera Heynena jeszcze przed wejściem do „bańki” w Rimini. Z jedną korektą – za Bartosza Kurka (ponoć miał kłopoty zdrowotne) w wyjściowym składzie pojawił się Łukasz Kaczmarek. A oprócz niego na boisko wyszli Michał Kubiak, Fabian Drzyzga, Jakub Kochanowski, Damian Wojtaszek (libero) i Kamil Semeniuk, dla którego był to pierwszy w karierze mecz w biało-czerwonych barwach przeciwko tak renomowanemu przeciwnikowi. Gracz ZAKSY Kędzierzyn-Koźle wytrzymał presję i był najlepszym graczem w naszym zespole. Dzielni walczący Semeniuk to było za mało, żeby pokonać Brazylijczyków. Po zwycięstwie nad Polakami ekipa canarinhos z dorobkiem 24 punktów awansowała na pozycję lidera Ligi Narodów. Nasza reprezentacja z 21 punktami zajmuje ex aequo z Francją drugą lokatę, na czwartej pozycji z 19. punktami są ekipy Słowenii i Serbii. We wtorek Polacy w 10. kolejce gier zmierza się z Kanadą, następnie w środę zagrają z Japonią, a w czwartek z Niemcami.

Liga Narodów: Polscy siatkarze szykują formę na Brazylię

Na półmetku rozgrywek w tegorocznej Lidze Narodów reprezentacja Polski z dorobkiem 18 punktów prowadziła w stawce 16 drużyn, przed Brazylią (18 pkt) i Francją (17 pkt). W trzeciej serii gier biało-czerwoni mieli za przeciwników Bułgarów (3:0), Holendrów (3:0) oraz Brazylijczyków, z którymi zmierzą się w piątek w hicie 9. kolejki spotkań.

Poza wpadką w przegranym 1:3 meczu ze Słowenią (w tabeli na półmetku zajęła 4. lokatę z dorobkiem 15 pkt) biało-czerwoni w pozostałych spotkaniach zmiatali przeciwników z parkietu, w tym także zespoły siatkarskich potęg – Stanów Zjednoczonych i Rosji. Potyczki ze słabymi zespołami Bułgarii i Holandii były tylko przystawką do dania głównego w trzeciej serii gier, czyli piątkowego starcia z kolejnym z potentatów – Brazylią. Chociaż trener Vital Heynen powtarza, że wynik w tegorocznej edycji Ligi Narodów nie ma dla niego znaczeni, bo miesiąc spędzony przez jego ekipę w Rimini ma mu pomóc w dokonaniu właściwego wyboru 12-osobowej kadry olimpijskiej, ale ponieważ każdy z 19 siatkarzy powołanych przez niego na turniej Ligi Narodów chce zagrać w Tokio i nie czuje się gorszy od kolegów, toteż obojętnie jaką szóstkę Belg wystawi do gry, to – pomijając niefortunny występ przeciwko Słoweńcom – leje ona rywali bez litości. Dlatego biało-czerwoni są liderem i mają szansę na zakwalifikowanie się do Final Four. Ale mecz z Brazylijczykami będzie dla nich początkiem serii starć z silnymi drużynami, bo w czwartej i piątej serii gier nasi siatkarze zmierzą się z Francją, Iranem, Japonią, Niemcami, Kanadą i Argentyną.
Rywalizacja w naszej ekipie jest ogromna, a żadna inna nie ma tak wyrównanej grupy graczy. Trener Heynen nie będzie więc musiał w tych ostatnich sześciu meczach nadmiernie eksploatować wąskiej grupy kadrowiczów, bo ma komfort kłopotu bogactwa, którego zazdroszczą mu szkoleniowcy wszystkich bez wyjątku ekip rywalizujących w Rimini.
Jakim potencjałem dysponuje dzisiaj reprezentacja Polski, boleśnie przekonali się w środę Bułgarzy, którzy w swojej kadrze dokonują pod wodzą włoskiego trenera Silvano Prandiego przebudowę pokoleniową. Po raz ostatni Polacy grali z nimi we wrześniu 2018 roku, w pierwszej rundzie mistrzostw świata. W Warnie, przy dopingu pięciu tysięcy swoich fanów, Bułgaria przegrała z Polską 1:3. Już wtedy środowi przeciwnicy naszej drużyny byli na wylocie ze ścisłej światowej czołówki, a dzisiaj już bez wątpienia do niej nie należą. W zespole prowadzonym przez 73-letniego włoskiego szkoleniowca Silvano Prandiego jedynym graczem światowej klasy jest Cwetan Sokołow. Atakujący Dynama Moskwa jest czwartym najlepiej punktującym zawodnikiem w tegorocznej edycji Ligi Narodów. Ale jego dobra gra to za mało, by przechodząca zmianę warty bułgarska reprezentacja była w stanie przeciwstawić się aktualnym mistrzom świata. Tym bardziej, że ze słabszymi przeciwnikami Bułgarzy też sobie nie radzą, bo w Rimini z sześciu wcześniej rozegranych spotkań wygrali tylko jedno i zajmują dopiero 14. miejsce. Przegrali z Francją (0:3), Niemcami (2:3), Włochami (2:3), Kanadą (0:3) i Iranem (0:3), a pokonali tylko Australię (3:0).
Vital Heynen posłał do boju z nimi inną szóstkę graczy w porównaniu z poprzednimi meczami. Na parkiet wyszli: Fabian Drzyzga, Łukasz Kaczmarek, Wilfredo Leon, Bartosz Bednorz, Jakub Kochanowski, Norbert Huber i Damian Wojtaszek. Wielu trenerów chciałoby mieć taką szóstkę pod swoja komendą, a na pewno Silvano Prandi, bo jego podopieczni stawili czoło polskiej drużynie tylko na początku pierwszego seta, ale tylko do stanu 10:10 Potem biało-czerwoni odjechali im na siedem punktów i do końca kontrolując przebieg gry zwyciężyli w tej partii 25:19.
W drugim secie Polacy zagrali jeszcze lepiej, na co Bułgarzy nie byli już w stanie odpowiedzieć i już do końca mecz z nimi bardziej przypominał sparing, niż grę o stawkę w poważnym turnieju. Drzyzga swobodnie uruchamiał wszystkie opcje w ataku, a Bednorz, Leon i Kochanowski bezlitośnie je wykorzystywali. Drugą partię polski zespół zakończył rezultatem 25:15, a w trzecie odsłonie meczu wręcz roznieśli bułgarski zespół wygrywając 25:12. Heynen przez większość meczu uśmiechał się zadowolony z gry swojej drużyny.
Dla biało-czerwonych starcie z Bułgarami, podobnie jak czwartkowy mecz z przedostatnią w stawce drużyną Holandii, również wygrany przez Polaków 3:0 (25:14, 25:17, 25:16), miały być w założeniu tylko rozgrzewką przed prestiżowym starciem z Brazylią, która w środę pokonała Holendrów 3:0 (25:19, 25:22, 27:25). Siatkarski klasy z udziałem biało-czerwonych i canarinhos odbędzie się w piątek. Początek godz. 21:00.

Liga Narodów FIVB: Zmienna forma biało-czerwonych

W pierwszych trzech meczach w Lidze Narodów reprezentacja Polski odniosła dwa zwycięstwa (3:0 z Włochami i 3:1 z Serbią) oraz poniosła porażkę 1:3 ze Słowenią. Vital Heynen podkreśla jednak, że dla niego liczy się przede wszystkim postawa zawodników, bo przecież turniej w Rimini ma mu pomóc w wyborze kadry olimpijskiej.

Analizując występy naszych siatkarzy pod kątem statystyk można postawić tezę, że na początku turnieju w Rimini najlepsze wrażenie swoją grą zrobił Wilfredo Leon, a poza nim dobrze wypadli też Paweł Zatorski, Fabian Drzyzga i Bartosz Kurek. A tak wyglądają podstawowe statystyki graczy ekipy Vitala Heynena.
Wilfredo Leon: 25 punktów, 13 asów serwisowych, 39 procent skuteczności przyjęcia przy 33 piłkach, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. Wyróżniał się perfekcją przy serwisach. Siłą nadrabiał punkty, które rywali mogli zdobywać w zagrywkach i atakach skierowanych prosto w niego. Przy nich i tak prezentował się lepiej niż można było oczekiwać. Michał Kubiak: 8 punktów, 35 procent skuteczności przyjęcia, 30 procent skuteczności ataku. Trener Heynen już na rok przed igrzyskami zapewniał, że tylko Kubiak może być pewny wyjazdu do Tokio, ale jak na razie kapitan biało-czerwonych zawodzi zarówno w przyjęciu, jak i ataku. Kamil Semeniuk: 15 punktów, 58 procent skuteczności przyjęcia, 39 procent skuteczności ataku, 4 bloki. Zaliczył udany debiut w reprezentacji w meczu o punkty. Grał odważnie, a jeśli ma coś do poprawy, to tylko zagrywkę. Aleksander Śliwka: 14 punktów, 1 as serwisowy, 38 procent skuteczności przyjęcia, 41 procent skuteczności ataku. Dużo kiwał, za to za rzadko kończył akcje silnymi atakami. Nie do końca rozumiał się z rozgrywającym Grzegorzem Łomaczem. Jego występ był rozczarowaniem, bo więcej oczekiwaliśmy. Tomasz Fornal: 10 punktów, 1 as serwisowy, 65 procent skuteczności przyjęcia, 60 procent skuteczności ataku. Mistrz Polski z Jastrzębskim Węglem na starcie przygotowań miał najmniejsze szanse na wyjazd do Tokio, ale jego akcje idą w górę. Z Włochami był solidny w przyjęciu i w ataku.
Bartosz Bednorz: 7 punktów, 3 asy serwisowe, 64 procent skuteczności przyjęcia, 17 procent skuteczności ataku, 1 blok). Bronił nieźle i tworzył zagrożenie zagrywką, ale przy tak niskim procencie ataku trudno mu wystawić dobre noty za występ przeciwko ekipie Italii. To chyba największy przegrany po pierwszej serii meczów Ligi Narodów. Heynen miał do niego wiele cierpliwości, bo postanowił, że pozostawi go na boisku do końca meczu, choć na lewym skrzydle nie tworzył praktycznie żadnego zagrożenia. Paweł Zatorski (libero): 62 procent przyjęcia przy 16 piłkach w meczu z Serbami. Pewność w przyjęciu i dobra asekuracja kolegów, poparta solidną i ofiarną grą w obronie – to był Zatorski jak za swoich najlepszych lat. Damian Wojtaszek (libero): 78 procent skuteczności przyjęcia przy 9 piłkach z Włochami, 47 procent skuteczności przyjęcia przy 23 piłkach ze Słowenią). Nie miał takiej pewności w grze jak Zatorski i w tej chwili na pozycji libero jest jednak numerem 2.
Mateusz Bieniek: 28 punktów, 4 asy serwisowe, 53 procent skuteczności ataku, 7 bloków). Wilfredo Leon jest w tej chwili w polskiej ekipie poza wszelką konkurencją, ale Bieniek przynajmniej próbuje za bardzo od niego nie odstawać. W spotkaniu ze Słowenią walczył, gdy inni już chowali głowy, nie bał się podejmować ryzyka. To dzięki niemu biało-czerwoni nie przegrali do zera. Jakub Kochanowski: 13 punktów, 1 as serwisowy, 62 procent skuteczności ataku, 4 bloki). Końcówki setów były w jego wykonaniu popisowe. Jakość jaką pokazał w spotkaniu z Serbią napawa optymizmem. Karol Kłos: 19 punktów, 72 procent skuteczności ataku, 5 bloków. Walka środkowych o miejsce w olimpijskiej kadrze będzie bardzo wyrównana. Kłos był świetny w ataku, ale imponował także grą na siatce. Czy był na poziomie Bieńka? Pewnie jeszcze nie, ale z Kochanowskim po tak dobrym występie z Włochami można go było porównywać. Norbert Huber: 8 punktów, 1 as serwisowy, 56 procent skuteczności ataku, 2 bloki). Nie miał wybitnych akcji, ale potrafił zrobić użytek z mocnej zagrywki, wykorzystać dograną mu piłkę i spełniał zadania, które wyznaczył mu trener Heynen. Przed turniejem w Rimini selekcjoner twierdził, że Huber ma dwa procent szans na wyjazd do Tokio.
Bartosz Kurek: 12 punktów, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. Zagrał tylko z Serbią i zagrał solidnie. W tym meczu na skrzydłach większe wrażenie robili Leon i Semeniuk, ale do Kurka nie można było mieć pretensji. Łukasz Kaczmarek: 17 punktów, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. W statystykach jego występ nie wygląda wybitnie, ale też w meczu ze Słowenią chyba oczekiwania wobec niego go przerosły. Maciej Muzaj: 14 punktów, 3 asy serwisowe, 44 procent skuteczności ataku. Zyskał najwięcej z atakujących. Kurka w ogólnym rozrachunku przeskoczyć będzie trudno, ale przy nieco gorszej postawie Kaczmarka, solidna gra Muzaja w meczu z Włochami wysunęła go w rankingu przed konkurentów.
Fabian Drzyzga: 1 punkt, 1 as serwisowy. Drzyzga potwierdził, że w tej chwili jest numerem jeden na pozycji rozgrywającego. Musi tylko popracować nad lepszą współpracą zwłaszcza z lewym skrzydłem. Cieszy natomiast to, że coraz lepiej dogaduje się z przyjmującym.
Grzegorz Łomacz: 2 punkty, 1 as serwisowy, 100 procent skuteczności ataku po jednym zagraniu). Wielu ekspertów obarcza go winą za słabą grę naszej drużyny przeciwko Słowenii. Faktem jest, że Łomacz nie zagrał w tym meczu dobrze, ale polskim zespole nic nie funkcjonowało dobrze, więc trudno wszystkie grzechy zrzucać na rozgrywającego.
Kolejne mecze Ligi Narodów Polacy zagrają od czwartku. Tego dnia o 18:00 zagrają z Australią, w piątek z USA (18:00), a w sobotę zmierzą się z Rosją (początek godz. 16:00). Od poniedziałku do środy w Rimini grają natomiast siatkarki. Polki w tej serii gier zmierzyły się z Koreą Południową (3:0), Belgią (2:3) i Dominikaną.

Liga Narodów FIVB: Ludzie Heynena biją rywali

Reprezentacja Polski siatkarzy z impetem rozpoczęła walkę w tegorocznej edycji Ligi Narodów. Na początek biało-czerwoni łatwo pokonali 3:0 grających w rezerwowym składzie gospodarzy turnieju w Rimini Włochów, a w sobotę zwyciężyli 3:1 aktualnych mistrzów Europy Serbów. W niedzielę ekipa trenera Vitala Heynena zmierzyła się ze Słowenią.

W tym roku celem głównym dla naszej siatkarskiej reprezentacji jest zdobycie medalu olimpijskiego, na który fani siatkówki w Polsce czekają już 45 lat. Oczywiście biało-czerwoni zamierzają przywieźć z Tokio krążek z najcenniejszego kruszcu. Drugim pod względem ważności celem jest sukces we wrześniowych mistrzostwach Europy, których Poilski Związek Piłki Siatkowej jest współgospodarzem. W poprzednim europejskim czempionacie nasi siatkarze zdobyli brązowe medale, więc powtórzenie tego wyniku to plan minimum, ale wiadomo, że Vital Heynen i jego ekipa zamierzają powalczyć o tytuł. Rozgrywana w turniejowej bańce epidemicznej w Rimini Liga Narodów nie znajduje się na liście najważniejszych celów w tym sezonie i jest jedynie pierwszym etapem przygotowań do olimpijskiego występu.
W pierwszym meczu biało-czerwoni zmierzyli się z gospodarzami turnieju, Włochami. Nie był to zbyt wymagający przeciwnik, bo Włosi jako jedyna drużyna ze światowej czołówki w przygotowaniach do igrzysk odpuściła Ligę Narodów i w Rimini wystawiła do gry rezerwy, w których dominują debiutujący w kadrze młodzi zawodnicy. Nie prowadzi ich w meczach nawet selekcjoner reprezentacji Italii Gianlorenzo Blenginiego (w jego zastępstwie drużynę w Lidze Narodów prowadzi Antonio Valentini). Trener Heynen nie posłał zatem w piątek do gry naszych najlepszych graczy, ale Muzaj, Kłos, Bednorz, Łomacz, Bieniek, Fornal, Wojtaszek (libero) oraz Huber dali sobie radę i rozbili włoską drużynę 3:0 (25:19, 25:20, 25:18).
Był to pierwszy mecz o stawkę naszej reprezentacji od 15 października 2019 roku. Wówczas na zakończenie zmagań w Pucharze Świata biało-czerwoni gładko pokonali drużynę Iranu 3:0. W Rimini obie ekipy mieszkają w hotelu obok siebie, co było ze strony gospodarzy imprezy decyzją mocno ryzykowną, bo przecież w przeszłości w relacjach między siatkarzami polskimi, zwłaszcza Michałem Kubiakiem, a irańskimi mocno iskrzyło. Na razie nie słychać o nowych konfliktach, ale przed meczem Polska – Iran, a zwłaszcza po meczu, tłumiona niechęć może eksplodować po obu stronach. Trener Heynen w pierwszych meczach Ligi Narodów postanowił dać pograć wszystkim 19 kadrowiczom, z którymi przyjechał do Rimini. Paweł Woicki, nasz znakomity jeszcze do niedawna siatkarz, a dzisiaj jeden z asystentów belgijskiego szkoleniowca, zdradził w wypowiedzi dla Polsatu Sport, że selekcjoner biało-czerwonych ma precyzyjnie ustalone składy na pierwszych dziewięć kolejek i każdy z zawodników już wie, w których meczach dostanie okazję do wykazania się. W piątek Wilfredo Leon, Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski i Fabian Drzyzga przyglądali się popisom kolegów z perspektywy trybun, ale następnego dnia role się odwróciły, bo do meczu z aktualnymi mistrzami Europy Serbami (w pierwszym spotkaniu turnieju pokonali Słowenię 3:1) Heynen posłał na boisko zupełnie inna drużynę. Zagrali w niej: Kurek, Leon, Drzyzga, Kochanowski, Semeniuk, Huber, Zatorski (libero) oraz Kaczmarek, Śliwka i Wojtaszek. Selekcjoner serbskiej kadry Slobodan Kovac rotował trochę mniej, ale w podstawowym składzie nie wystawił dwóch najlepszych zawodników ze spotkania ze Słowenią – Urosa Kovacevicia i Drażena Luburicia.
W meczu z Serbią w polskiej drużynie pierwsze skrzypce gra Wilfredo Leon. Kubańczyk z polskim paszportem zdobył w tym spotkaniu w sumie 26 punktów, połowę z nich wywalczając serwisem. Te 13 „oczek” to nowy rekord Ligi Narodów. Pokaz swoich umiejętności w tym elemencie gry dał dopiero w drugiej odsłonie spotkania, doprowadzając serwisami wynik od stanu 16:12 do 20:12. Biało-czerwoni wygrali tego seta ostatecznie 25:19, ale Leon już nie zwolnił ręki przy zagrywce do końca spotkania. Chyba jednak tymi swoimi wyczynami trochę zdekoncentrował kolegów, bo nasz zespół przegrał trzecią partię 21:25, ale w czwartej rozbił Serbów 25:15.
Wilfredo Leon poprawił najlepszy dotąd wynik, uzyskany przez Japończyka Yuji Nishidę w 2019 roku w spotkaniu z Bułgarią(3:2), o sześć asów. Warto też odnotować, że punkty z zagrywki w meczu z Serbami zdobyli też inni nasi gracze – Fabian Drzyzga, Jakub Kochanowski, Norbert Huber i Aleksander Śliwka. W sumie nasi siatkarze wywalczyli tym zagraniem aż 17 punktów, co również jest nowym rekord Ligi Narodów. Poprzedni należał do Włochów, którzy w 2018 roku posłali 14 asów w wygranym 3:2 spotkaniu z Brazylią.

Siatkówka: Liga Narodów bez reprezentacji Chin

Reprezentacja Chin w siatkówce mężczyzn została przez macierzystą federację wycofana z tegorocznej edycji Ligi Narodów, które rozpoczną się w maju. Jej miejsce w stawce 16 zespołów zajmie ekipa Holandii.

Rozgrywki, w których wystartuje między innymi także reprezentacja Polski, odbędą się w tzw. turniejowej bańce z zachowaniem surowego epidemicznego reżimu. Działacze chińskiej federacji siatkarskiej po głębszym przeanalizowaniu wszystkich argumentów uznali, że korzyści ze startu ich drużyny w takich warunkach będą nieadekwatne do poniesionych kosztów i na dodatek będą wymagały przezwyciężenia ogromnych trudności logistycznych. Wycofanie chińskiej drużyny na nieco ponad miesiąc przed rozpoczęciem zmagań postawiło władze światowej siatkówki przed nie lada wyzwaniem, by znaleźć zastępstwo. Ostatecznie w oficjalnym komunikacie poinformowano, że reprezentację Chin w tegorocznej edycji Ligi Narodów FIVB zastąpi zespół Holandii. „Wyboru dokonaliśmy po uwzględnieniu poziomu sportowego drużyny i potencjału marketingowego” – napisano w uzasadnieniu. W imprezie wystąpią ostatecznie ekipy Argentyny, Australii, Brazylii, Bułgarii, Francji, Holandii, Iranu, Japonii, Kanady, Niemiec, Polski, Rosji, Serbia, Słowenia, Stanów Zjednoczonych oraz Włoch.
W zeszłym tygodniu FIVB poinformowała, że w związku z odwołaniem tegorocznego turnieju Challenger Cup, system awansów i spadków w tej edycji Ligi Narodów został wstrzymany. Oznacza to, że wszystkie 16 zespołów, które biorą udział w tym roku, będą w nim uczestniczyły również w roku 2022. To dobra informacja także dla naszej kobiecej reprezentacji, która jest zespołem „pływającym” i musi bronić się przed spadkiem. Liga Narodów zostanie rozegrana w tzw. turniejowej bańce we włoskim Rimini. Siatkarki zaczną rywalizację 25 maja i zakończą 25 czerwca, natomiast siatkarze rozpoczną zmagania 28 maja, a zakończą je 27 czerwca. Obie nasze siatkarskie ekipy zostaną zaszczepione przeciwko Covid-19 w ramach akcji szczepienia olimpijskiej reprezentacji Polski. Postanowiono, że sportowcy dostana preparat firmy Johnson&Johnson. W pierwszym z czterech wyznaczonych terminów zaszczepionych zostanie trzynastu siatkarzy i sześć siatkarek. Na liście znaleźli się: Bartosz Bednorz, Bartosz Kurek, Fabian Drzyzga, Tomasz Fornal, Marcin Janusz, Karol Kłos, Marcin Komenda, Dawid Konarski, Bartosz Kwolek, Grzegorz Łomacz, Jakub Popiwczak, Artur Szalpuk i Damian Wojtaszek. Siatkarki dołączyły do programu, żeby nabyć odporność przed udziałem w Lidze Narodów. W pierwszej kolejności szczepionkę otrzymały kadrowiczki z Chemika Police i Developresu Rzeszów.
Kolejne terminy szczepień wyznaczono na 29 kwietnia, 6 maja i 10 maja. Preparatem Johnson&Johnson zaszczepiony został też belgijski selekcjoner kadry siatkarzy Vital Heynen. Oprócz startu w Lidze Narodów naszych siatkarzy czeka występ w igrzyskach olimpijskich w Tokio oraz we wrześniu w mistrzostwach Europy, których Polska jest współorganizatorem.

Siatkarska Liga Narodów zagra w Rimini

Włoskie Rimini będzie gospodarzem tegorocznej Ligi Narodów kobiet i mężczyzn – podała w piątek Międzynarodowa Federacja Siatkówki. Zawody zostaną rozegrane zostaną w turniejowej „bańce”.

Koncepcja bezpiecznej „bańki” została zatwierdzona przez Radę Ligi Narodów w styczniu. Pozwoli ona na przyjęcie 32 męskich i żeńskich reprezentacji na czas trwania całego wydarzenia w jednym bezpiecznym miejscu bez konieczności przemieszczania się. Tak jak w poprzednich edycjach Ligi Narodów, drużyny będą rywalizować w formacie każdy z każdym, rozgrywając w sumie po 15 meczów. Jedyną zmianą jest zmniejszenie liczby uczestników turniejów finałowych z sześciu do czterech. W rozgrywkach wezmą udział także reprezentacje Polski – męska pod wodzą trenera Vitala Heynena oraz żeńska prowadzona przez Jacka Nawrockiego.
Kobiece reprezentacje rozgrywki rozpoczną 25 maja i zakończą 20 czerwca. Męskie zespoły rywalizować będą w dniach 28 maja – 23 czerwca. Po cztery najlepsze zespoły z rundy zasadniczej awansują do półfinałów. Jak wyliczyli organizatorzy, w ciągu nieco ponad miesiąca w każdym z turniejów rozegranych zostanie po 124 spotkania. Półfinały i finały kobiet odbędą się odpowiednio 24 i 25 czerwca, a mecze mężczyzn zostaną rozegrane 26 i 27 czerwca.
Międzynarodowa Federacja Siatkówki (FIVB) poinformowała, że w trakcie imprezy wdrożone zostaną najnowsze środki ochronne przeciwko COVID-19, aby do minimum zmniejszyć ryzyko przenoszenia wirusa, w tym częste testy na obecność koronawirusa, ścisła izolacja oraz rygorystyczne środki ochrony epidemicznej. Ubiegłoroczna edycja LN z powodu pandemii COVID-19 została odwołana.
W zmaganiach zespołów męskich wezmą udział ekipy Argentyny, Brazylii, Chin, Francji, Niemiec, Iranu, Włoch, Japonii, Polski, Rosji, Serbii, USA, Australii, Bułgarii, Kanady i Słowenii. W rywalizacji pań wystartują: Brazylia, Chiny, Niemcy, Włochy, Japonia, Holandia, Rosja, Serbia, Korea Południowa, Tajlandia, Turcja, USA, Belgia, Kanada, Dominikana i Polska.

Siatkówka: FIVB chce Ligę Narodów w jednym kraju

Międzynarodowa Federacja Siatkówki (FIVB) dokonała zmiany w sposobie rozegrania turnieju Ligi Narodów w 2021 roku. W poprzednich edycjach organizowano kilkanaście turniejów w różnych krajach oraz finał z udziałem sześciu najlepszych drużyn. W zeszłym roku właśnie ze względu na brak możliwości częstego podróżowania w trakcie pandemii odwołano całą edycję imprezy. Teraz FIVB chce ją przeprowadzić w formule tzw. turniejowej bańki, koszarując na 40 dni 16 drużyn w jednym kraju, w zamkniętej strefie i z częstymi testami na Covid-19.

Takie rozwiązanie bez wątpienia znacznie zminimalizuje ryzyko zakażenia koronawirusem, chociaż rozwiązanie takie, znane choćby z wyścigów Formuły 1 czy ligi NBA, nie daje takich gwarancji. Dla reprezentacji, w tym także polskiej, które w tym roku mają w perspektywie także olimpijski występ, zaproponowane przez FIVB rozwiązanie jest jednak mocno kłopotliwe. Trener biało-czerwonych Vital Heynen nie kryje zaskoczenia decyzją światowej federacji. Nie tylko on, bo też działacze FIVB nie sygnalizowali wcześniej, że w ogóle rozważają takie rozwiązanie. Skoszarowanie kadry na 40 dni to poważne wyzwanie przede wszystkim w sferze mentalnej zawodników. Do tej pory nawet na najdłuższych zgrupowaniach siatkarze przebywali maksymalnie 20 dni, teraz musieliby przebywać w swoim towarzystwie nieustannie dwa razy dłużej, nikt więc nie wie jak wpłynęłoby to na ich samopoczucie i motywację do pracy. Ale z Ligi Narodów nie da się zrezygnować, zatem możliwe jest, że do gry w tym turnieju federacje, których zespoły mają w perspektywie występ olimpijski, poślą do walki albo tylko niektórych graczy z podstawowego składu, albo w jedynie zawodników z zaplecza kadry narodowej. Do tej pory w Lidze Narodów była możliwość zgłoszenia 20 zawodników i wymieniania składów na poszczególne turnieje, co chętnie wykorzystywał Vital Heynen. Teraz będzie to mocno utrudnione, albo nawet wręcz niemożliwe, bo po zamknięciu ekip w „bańce” każda wymiana zawodników wymagałaby odesłania ich na kwarantannę i serię dodatkowych testów na obecność Covid-19.
W przypadku mężczyzn Liga Narodów w formule „bańki” jest zatem mocno kontrowersyjnym pomysłem, bo wiele ekip wskazuje na możliwość zorganizowania rywalizacji w formie turniejów w krajach położonych blisko siebie, co pozwoliłoby na wymianę składu drużyn przy zachowaniu wszystkich niezbędnych przepisów epidemicznych. Trener naszej kobiecej reprezentacji Jacek Nawrocki nie ma na głowie, jak Vital Heynen, olimpijskiego występu, więc na pomysł nowej formuły Ligi Narodów nie reaguje nerwowo. „W rywalizacji kobiet tegoroczny sezon będzie podzielony niejako na dwie części – przed igrzyskami i po igrzyskach. My nie zagramy w Tokio, a naszym głównym celem są mistrzostwa Europy, więc wszystko przed tą imprezą będzie dla nas cennym sprawdzianem. Co do formuły Ligi Narodów, to w moim odczuciu wygląda ona na wymyśloną na poczekaniu. Nie mam pewności, że światowa federacja będzie zdolna tak te zmagania przeprowadzić” – twierdzi Nawrocki.
Ale w kobiecej siatkówce jest o wiele więcej niewiadomych dotyczących tegorocznego sezonu reprezentacyjnego. Europejska Federacja Siatkówki (CEV) przeniosła na połowę maja kwalifikacje do mistrzostw Europy, czyli niedługo przed planowanym rozpoczęciem Ligi Narodów. Mistrzostwa nie mają nawet oficjalnego terminu i rozplanowania poszczególnych faz turnieju. Nie wiadomo, gdzie odbędzie się finał, a jedynie, że mecze będą rozgrywane podobnie jak cztery lata temu w czterech krajach, w Rumunii, Bułgarii, Chorwacji i Serbii.
Co do Ligi Narodów, to jej organizator w formule „bańki” ma zostać wyłoniony w lutym. Zatem FIVB nie wie jeszcze, czy zgłoszony przez nią pomysł da się w ogóle zrealizować. Jak zawsze liczy na „jelenia”, czyli na jakąś ambitną federację krajową, która weźmie na siebie organizację turnieju. Całkiem niewykluczone, że tym „jeleniem” zostanie Polski Związek Piłki Siatkowej, bo jego prezes, Jacek Kasprzyk, w rozmowie z telewizją Polsat Sport wygadał się, że zamierza wystąpić o organizację tego turnieju. Pcha się więc w kosztowny projekt choć wie, że nie będzie można rozegrać turnieju z udziałem kibiców, a i z zainteresowaniem telewizji też może być problem. Rzecz jasna jeśli PZPS dostanie organizację turnieju, z pewnością zmusi Heynena do wystawienia w nim olimpijskiej kadry, ale wtedy wywoła to trudne do przewidzenia konflikty między szkoleniowcem a działaczami oraz wewnątrz zespołu, co może przyczynić się do porażki w Tokio, a za taką zostanie uznany każdy wynik, oprócz złotego medalu. Nie jest to cena, którą warto zapłacić za przypochlebienie się działaczom FIVB.

FIVB ustaliła terminarz

Rozgrywki Ligi Narodów w siatkówce rozpoczną się w drugim tygodniu maja 2021 roku, a zakończą 27 czerwca, na niespełna miesiąc przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio.

Taką informacje podała światowa federacja siatkarska. Gospodarzami turniejów finałowych (Final Six) Ligi Narodów 2021 będą kraje, które miały je zorganizować w tym roku – Chiny (kobiety) oraz Włochy (mężczyźni). FIVB poinformowała również, że mistrzostwa poszczególnych kontynentów odbędą się po zakończeniu igrzysk w Tokio. Na ich rozegranie wyznaczono ramy czasowe między 19 sierpnia a 19 września 2021 roku. Polska będzie współgospodarzem mistrzostw Europy siatkarzy, obok Czech, Estonii i Finlandii, natomiast turniej kobiet ma się odbyć w Serbii, Chorwacji, Bułgarii i Rumunii.
Ponadto FIVB potwierdziła, że wszystkie ligi krajowe będą mogły od 1 czerwca 2020 roku kontynuować sezon 2019/2020 lub rozpocząć nowy, ale przy zachowaniu wszystkich środków bezpieczeństwa, jakie zalecą władze państwowe lub lokalne. Ligi siatkarskie w Polsce zakończyły lub anulowały rozgrywki już w marcu.