Lotto Ekstraklasa: Porażka Wisły w Zabrzu

Kończący 21. kolejkę poniedziałkowy mecz Górnika Zabrze z Wisłą Kraków był sportowym wydarzeniem gównie ze względu na pierwszy po ponad 11 latach przerwy występ Jakuba Błaszczykowskiego w polskiej ekstraklasie.

Pierwszy po ponad 11 latach występ w polskiej ekstraklasie 105-krotnego reprezentanta Polski przyciągnął na stadion w Zabrzu 14 689 widzów, co było frekwencyjnym rekordem pierwszej po zimowej przerwie kolejce spotkań. Nie wszyscy fani Górnika potraktowali jednak Błaszczykowskiego życzliwie, taryfy ulgowej nie dostał też od graczy walczącej o unikniecie degradacji zabrzańskiej jedenastki. Był pieczołowicie pilnowany przez cały mecz i bezpardonowo atakowany, co sprawiło, że jego pierwszy po latach występ w barwach „Białej Gwiazdy” nie wypadł okazale, chociaż zarazem zaprzeczył sugestiom, że 33-letni skrzydłowy powinien już pomyśleć o piłkarskiej emeryturze.

Kapitan Wisły okazał się najszybszym zawodnikiem w swojej drużynie. Zmierzono mu, że podczas sprintu osiągnął 32,13 km/h. Drugi pod tym względem w krakowskim zespole Maciej Sadlok osiągnął 31,84 km/h. Cóż jednak z tego, skoro w swoim 52. występie w polskiej ekstraklasie Błaszczykowski nie stworzył żadnej okazji bramkowej ani dla siebie, ani dla kolegów, nie wykonał też an i jednego udanego dryblingu. W linii pomocy przyćmił go sprowadzony zimą z Zagłębia Lubin strzelec obu goli dla Górnika Mateusz Matras.

Cud zatem się nie zdarzył. Wisła Kraków po stracie siedmiu kluczowych zawodników jest już zupełnie innym zespołem niż jesienią ubiegłego roku. Chorwat Marko Kolar jest dużo słabszy od Zdenka Ondraszka i nie absorbuje obrony rywali w takim stopniu, jak robił to czeski napastnik. Sławomir Peszko zagrał ambitnie, podobnie jak Błaszczykowski, ale obaj nie dali zespołowi takiej kreatywności w grze, jaką zapewniali w środkowej linii Dawid Kort, Jesus Imaz i Tibor Halilović.

„Górnik Zabrze był lepszy. Szybko strzelił gola, a my nie byliśmy w stanie odpowiedzieć. Wiadomo, jakie mamy problemy, ale ja wierzę we wszystkich zawodników, którzy są w kadrze Wisły. Mamy umiejętności, musimy tylko w nie uwierzyć i pokazać je na boisku. Co do mnie, to czuję się dobrze fizycznie. W meczu z Górnikiem nie wszystko wyszło tak, jakbym chciał, ale sport daje szybką możliwość rehabilitacji” – podsumował Błaszczykowski.

Wiślacy po tej porażce wypadli z grupy mistrzowskiej, a ich miejsce zajęła Cracovia. Górnik dzięki zwycięstwu opuścił strefę spadkową awansując na 14. miejsce.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia trzyma poziom

Lechia Gdańsk utrzymała pozycję lidera wygrywając 2:1 z Pogonią Szczecin. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Flavio Paixao, dla którego była to 13. bramka w tym sezonie. Porażkę poniósł Lech Poznań, który stracił trzecią lokatę na rzecz Jagiellonii Białystok.

Lechia nie rozegrała może wielkiego spotkania i na tle kombinacyjnie grających graczy Pogoni wypadła nawet optycznie gorzej, lecz fakty są w oczywisty sposób korzystne dla ekipy trenera Piotra Stokowca – komplet punktów powędrował na ich konto i pozwolił Lechii utrzymać przewagę nad ścigającymi ją w tabeli zespołami Legii, Lecha i Jagiellonii. Zwycięskiego gola strzelił niezawodny Flavio Paixao. Portugalczyk z 13. trafieniami jest teraz liderem klasyfikacji strzelców, ale drugi na liście Hiszpan Igor Angulo (12 goli) mecz rozegra dopiero poniedziałek, bo tego dnia Górnik Zabrze zmierzy się z przebudowaną ekipą Wisły Kraków.

Nerwowo zrobiło się natomiast w Poznaniu po porażce Lecha z Zagłębiem Lubin (1:2). „Kolejorz” prowadził już 1:0 i miał przewagę, ale przez błędy obrońców najpierw stracił prowadzenie, a w doliczonym czasie gry samobójczego gola strzelił Nikola Vujadinović, czym wywołał furię u trenera Adama Nawałki. Porażka kosztowała poznańską ekipę utratę trzeciego miejsca w tabeli, które ich kosztem zajęła Jagiellonia Białystok. Zespół Ireneusza Mamrota bez większego trudu rozbił na wyjeździe Miedź Legnicę 3:0.

Powody do zadowolenia mają kibice Cracovii, którzy zawiesili bojkot i na mecz z Piastem stawili się w liczbie blisko sześciotysięcznej. Zespół „Pasów” wygrał 2:1 i było to jego piąte z rzędu ligowe zwycięstwo. Cracovia dzięki zdobytym punktom awansowała na ósme miejsce wypychając z grupy mistrzowskiej lokalną rywalkę Wisłę Kraków. Być może tylko do poniedziałku, bo wiślakom w spotkaniu z Górnikiem wystarczy remis, żeby odzyskać utraconą pozycję.

Minorowe nastroje zapanowały natomiast w Sosnowcu, bo przebudowany gruntownie w przerwie zimowej zespół przegrał we Wrocławiu ze Śląskiem 0:2 i nie zmniejszył dystansu dzielącego go od zespołów zajmujących miejsca niezagrożone degradacją, wśród których jest też wrocławska drużyna dowodzona od stycznia przez czeskiego trenera Vitezslava Lavickę. Cudzoziemskich szkoleniowców ma w tej chwili siedem zespołów ekstraklasy – oprócz Śląska jeszcze Zagłębie Sosnowiec (Litwin Valdas Ivanauskas), Zagłębie Lubin (Holender Ben van Dael), Pogoń Szczecin (Niemiec Kosta Runjaić), Korona Kielce (Niemiec Gino Lettieri), Wisła Płock (Hiszpan Jose Antonio Vicuna) i Legia Warszawa (Portugalczyk Ricardo Sa Pinto). Dwaj ostatni zmierzyli się w niedzielę w bezpośredni pojedynku.

 

Lotto Ekstraklasa: W kwartecie faworytów

Koniec zimowej przerwy w rozgrywkach piłkarskiej ekstraklasy. W najbliższy weekend odbędzie się 21. kolejka. Z czołowego kwartetu drużyn pierwsze staną do walki ekipy trzeciego w tabeli Lecha i czwartej Jagiellonii, które swoje mecze rozegrają już w piątek.

W zimowym oknie transferowym czołowe kluby zachowywały umiar. Lechia i Legia pozbyły się piłkarzy uznanych przez trenerów za nieprzydatnych, Lech dokonał tylko kosmetycznych korekt, zaś Jagiellonia na miejsce kilku kluczowych graczy pozyskała nie gorszych zastępców. Do największych zmian w zespołach grupy mistrzowskiej doszło w Wiśle Kraków, ale w tym klubie rewolucja kadrowa była efektem kryzysu finansowego, z którego wiślacy powoli się wygrzebują, czego dowodem podpisanie kontraktu przez Jakuba Błaszczykowskiego. Największą aktywność na rynku transferowych wykazywały zimą dwa ostatnie zespoły, czyli Zagłębie Sosnowiec i Górnik Zabrze.

Lechia lekko osłabiona

Lider ekstraklasy pozbył się zimą Sławomira Peszki i Ariela Borysiuka, ale podczas przygotowań do wiosennej rundy stracił z powodu kontuzji aż czterech piłkarzy z pierwszego składu. Największą stratą będzie absencja Rafała Wolskiego, który zerwał więzadła krzyżowe, bo ten piłkarz miał duży wpływ na organizację gry lechistów. „To zawodnik z kategorii artysta, na niego pracuje drużyna, na niego kibice przychodzą na stadion. Potrafi jednym zagraniem rozmontować obronę rywali. Kontuzja przydarzyła mu się w pierwszej grze z Bytovią w niegroźnej sytuacji. To dla nas wielka strata, ale musimy poradzić sobie wiosną bez niego” – stwierdził trener gdańskiej jedenastki Piotr Stokowiec. Poważnym problemem jest też kontuzja Słowaka Lukasa Haraslina, który dopiero w tym tygodniu zaczął mocniej trenować. W pierwszych kolejkach Stokowiec nie będzie mógł także liczyć na leczących urazy Patryka Lipskiego i Mateusza Lewandowskiego. Lechia w sobotę podejmie na swoim stadionie Pogoń Szczecin.

Legia pręży muskuły

W stołecznym zespole trener Ricardo Sa zimą dość znacząco zmniejszył tłok w szatni. Z Legią pożegnali się m. in. Krzysztof Mączyński, Michał Pazdan, Brazylijczyk z chorwackim paszportem Eduardo i Gwinejczyk Jose Kante, a do odlotu za ocean (chce go kupić klub MLS New York City FC) szykuje się pozyskany latem ubiegłego roku z Wisły Kraków hiszpański napastnik Carlitos. O dziwo, działacze warszawskiego klubu nie mają nic przeciwko tej transakcji i nawet zapewniają, że są przygotowani na odejście snajpera. Portugalski szkoleniowiec bardziej martwił się urazem rodaka Cafu, bo ten pomocnik jest kluczowym graczem legionistów w środku pola i nie bardzo jest go kim zastąpić. Na co w tej chwili stać Legię przekonamy się w niedzielę. Tego dnia zmierzy się na wyjeździe z Wisłą Płock.

Nawałka nie traci rezonu

Lech Poznań ma do odrobienia dziewięć punktów straty do prowadzącej Lechii, ale według opinii trenera Adama Nawałki nie jest to cel nieosiągalny dla jego podopiecznych. Kibice „Kolejorza” chyba nie podzielają optymizmu byłego selekcjonera reprezentacji Polski, bo nie robią szturmu na kasy po wejściówki na sobotni mecz z Zagłębiem Lubin. Problem jest chyba nawet większy, bo przed rundą wiosenną na stałe abonamenty zdecydowało się łącznie tylko 5,5 tys. kibiców. Wynik jest mizerny, zwłaszcza że przed rundą wiosenną ubiegłego sezonu abonamenty miało 7,1 tys. osób. Podobnie było dwa lata temu. Tak więc Lech mimo zatrudnienia Nawałki notuje wyraźny spadek zainteresowania. Nic dziwnego – lechici podczas zgrupowania w tureckim Belek rozegrali pięć meczów, z których aż cztery przegrali. Zimą klub pozyskał tylko dwóch piłkarzy – Juliusza Letniowskiego z Bytovii Bytów oraz Timura Żamaletdinowa z CSKA Moskwa.

Roszady w kadrze Jagiellonii

W zimowym oknie transferowym Jagiellonia Białystok straciła reprezentanta Polski i młodzieżowego reprezentanta Polski. Przemysław Frankowski zamienił Białystok na Chicago Fire, a Karol Świderski na PAOK Saloniki. To nie koniec. Z klubu odeszło jeszcze sześciu innych piłkarzy – Roman Bezjak (APOEL Nikozja), Łukasz Burliga (Wisła Kraków), Rafał Grzyb (koniec kariery), Lukas Klemenz (Wisła Kraków), Mateusz Machaj (Chrobry Głogów) i Cillian Sheridan (Wellington Phoenix FC). W Białymstoku twierdzą, że wiosną grać będzie lepsza drużyna od tej z rundy jesiennej. Mają to zapewnić nowi piłkarze, którzy dołączyli do zespołu: Zoran Arsenić, Jesus Imaz i Martin Kostal (wszyscy z Wisły Kraków), Andrej Kadlec (Spartak Trnava), Stefan Scepović (Videoton) i Martin Adamec (Wigry Suwałki).
Do końca fazy zasadniczej rozgrywek zostało 10 kolejek. Potem stawka 16 drużyn zostanie podzielona na dwie grupy – mistrzowską i spadkową. W tej chwili największe szanse na zajęcie bezpiecznego miejsca w czołowej ósemce spoza zespołów z tej grupy mają jeszcze Cracovia, Arka i Zagłębie Lubin.

Zestaw par 21. kolejki
Piątek: Miedź Legnica – Jagiellonia Białystok, godz. 18:00; Lech Poznań – Zagłębie Lubin, godz. 20:30. Sobota: Śląsk Wrocław – Zagłębie Sosnowiec, godz. 15:30; Cracovia – Piast Gliwice, godz. 18:00; Lechia Gdańsk – Pogoń Szczecin, godz. 20:30. Niedziela: Arka Gdynia – Korona Kielce, godz. 15:30; Wisła Płock – Legia Warszawa, godz. 18:00. Poniedziałek: Górnik Zabrze – Wisła Kraków, godz. 18:00.

 

Legia wietrzy szatnię

Zespoły naszej ekstraklasy, oczywiście za wyjątkiem rozpadającej się Wisły Kraków, rozpoczęły przygotowania do rundy wiosennej. Piłkarze broniącej tytułu Legii Warszawa pojechali wykuwać formę do Portugalii, czyli ojczyzny obecnego trenera „Wojskowych” Ricardo Sa Pinto. Jego pozycja na Łazienkowskiej staje się coraz mocniejsza.

Na Łazienkowskiej w przerwie zimowej też sporo się działo, ale były to normalne kadrowe ruchy jakie zwykle odbywają się w klubach w przerwach między rozgrywkami. Ponieważ trener Sa Pinto skutecznie opanował kryzys formy, jaki dopadł legionistów pod niezbyt udolnymi rządami chorwackiego trenera Deana Klafuricia, zaskarbił sobie zaufanie właściciela stołecznego klubu Dariusza Mioduskiego i ustawia teraz zespół wedle swojego uznania.

Bez litości dla zawodzących

Pinto przejął drużynę tuż przed rewanżowym meczem z luksemburskim F91 Dudelange i po nim natychmiast skreślił piłkarzy, którzy go zawiedli. Blisko połowa drużyny, która pojawiła się na boisku w tamtym spotkaniu, dzisiaj wypadła na margines – Arkadiusz Malarz, Michał Pazdan, Chris Philipps, Krzysztof Mączyński i Jose Kante. Malarz został odsunięty od gry w trakcie sezonu, gdy jego pozycję najpierw zajął Radosław Cierzniak, a potem Radosław Majecki. 38-letni golkiper był rozgoryczony degradacją w klubowej hierarchii, bowiem w poprzednich sezonach uznawano go za jednego z najlepszych graczy Legii, ale praw biologii nie zmieni.

Pazdan po słabym meczu z Dudelange dostał szansę w ligowym meczu z Cracovią, gdzie już po 12 minutach zarobił czerwoną kartkę, czym tak poirytował Sa Pinto, że Portugalczyk od tamtej pory wystawił go jedynie w dwóch meczach Pucharu Polski. Pazdan dostał zgodę na odejście z Legii, miał nawet jakieś oferty z powiatowych tureckich klubików, ostatecznie je odrzucił i pojechał na zgrupowanie do Portugalii. Philipps w meczu z Dudelange został zmieniony już po 45 minutach i kolejny raz na boisku pojawił się dopiero po czterech miesiącach, a Mączyński po przyjściu Andre Martinsa został przesunięty do drużyny rezerw.

Z kolei Kante spadł w hierarchii napastników nie tylko za Carlitosa, lecz także Sandro Kulenovicia oraz wracającego do zdrowia Jarosława Niezgody. W Legii nie ma już natomiast Chorwata Eduardo da Silvy, który przeciwko Dudelange wszedł z ławki rezerwowych i nic nie pokazał.

Odstrzał reprezentantów Polski

Wśród 26 zawodników, których zabrał na zgrupowanie w Portugalii, nie znalazł się też Tomasz Jodłowiec, którego wypożyczenie do Piasta Gliwice dobiegło końca i wrócił do „Wojskowych”, z którymi wiąże go jeszcze półtoraroczny kontrakt. To kolejny niedawny reprezentant Polski, którego nie chce w Legii Sa Pinto, a przecież Jodłowiec był podstawowym graczem biało-czerwonych podczas Euro 2016, ale portugalski trener chyba nie ma uprzedzeń, skoro przywrócił do łask pomiatanego wcześniej Artura Jędrzejczyka.

Nowych graczy szuka jednak na razie głównie wśród rodaków, więc jakoś specjalnie nie różni się od innych cudzoziemskich trenerów w Legii. Do sprowadzonego jeszcze latem Aandre Martinsa oraz grającego w warszawskim klubie już wcześniej Cafu, dołączyli niedawno Luis Rocha i Salvador Agra. Niestety, są to piłkarza nieznani i o umiejętnościach póki co nierozpoznanych. Ale portugalska kolonia w Legii liczy już czterech zawodników i niewykluczone, że jeszcze się powiększy.

Zobaczmy jak wygląda wybrana przez Sa Pinto kadra Legii: bramkarze – Radosław Majecki, Radosław Cierzniak, Cezary Miszta; obrońcy: Michał Pazdan, Inaki Astiz, Mateusz Wieteska, Adam Hlousek, Paweł Stolarski, William Remy, Artur Jędrzejczyk, Luis Rocha; pomocnicy – Domagoj Antolić, Michał Kucharczyk, Marko Vesović, Dominik Nagy, Kasper Hamalainen, Andre Martins, Cafu, Miroslav Radović, Sebastian Szymański, Salvador Agra, Mateusz Praszelik, Michał Karbownik; napastnicy – Carlitos, Jarosław Niezgoda, Sandro Kulenović.

Zwycięzcy się nie osądza

Stołeczny klub szuka też wzmocnień wśród polskich piłkarzy. Jak podał katowicki „Sport”, jego działacze zaproponowali Górnikowi Zabrze transakcję wymienną, oferując za 21-letniego Szymona Żurkowskiego czterech „odstrzelonych graczy” (Malarz, Kante, Jodłowiec, Mączyński) oraz pewną kwotę na dokładkę. Szefowie zabrzańskiego klubu jednak tę ofertę odrzucili, chociaż zespołowi grozi spadek i wsparcie czterech doświadczonych graczy byłoby bezcenne, może nawet cenniejsze, niż spodziewane cztery miliony euro z zagranicznego transferu Żurkowskiego.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że polityka transferowa Legii w ostatnich latach to więcej niż loteria. Jak ustalił portal Legionisci.com aż 15 z 26 pozyskanych w ostatnich dwóch latach piłkarzy okazało się nieprzydatnych. Na liście transferowych niewypałów znaleźli się: Daniel Chima Chukwu, Tomasz Necid, Hildeberto, Armando Sadiku, Krzysztof Mączyński, Cristian Pasquato, Eduardo da Silva, Chris Philipps, Mauricio, Vjaczeslavs Kudrjavcevs, Jose Kante, Łukasz Moneta, Vamara Sanogo, Brian Iloski, Mikołaj Kwietniewski. Trenera Sa Pinto trudno teraz krytykować za podejmowane decyzje personalne, bo odkąd przejął drużynę Legia przegrała zaledwie dwa spotkania.

 

Wiślacy szukają jelenia

Wisła Kraków jest bankrutem i przez normalnie działający związek piłkarski klub powinien zostać zdegradowany karnie do ligi amatorskiej. Taki los spotkał we Włoszech AC Parmę, a w Szkocji Glasgow Rangers.

PZPN normalnym związkiem widocznie nie jest, skoro wbrew oczywistym faktom przez ostatnie dwa lata przyznawał Wiśle licencję na występy w Lotto Ekstraklasie. Gdy pod koniec ubiegłego roku wybuchła afera ze sprzedażą akcji międzynarodowym hochsztaplerom, związek zawiesił licencję pod pretekstem niemożności ustalenia, kto jest rzeczywistym właścicielem klubu. Tymczasem w mediach już huczało od wieści, że piłkarze nie otrzymywali wynagrodzeń od lipca, a krakowski klub jest zadłużony na ponad 40 mln złotych. Ludzie, którzy do tego doprowadzili, z prezes Marzeną Sarapatą na czele, złożyli rezygnację z funkcji i rozpłynęli się we mgle, ale jeszcze w ostatnich godzinach urzędowania potrafili bezkarnie ogołocić klubowe konto z ostatnich pieniędzy.

Złodzieje uciekli, a długi pozostały. Można zrozumieć intencje kilku zamożnych facetów, którzy dla przyszłych korzyści zdecydowali się zainwestować swoje oszczędności w udzielenie Wiśle pożyczki. Wiadomo, że jeśli „Biała Gwiazda” przetrwa, to za jakiś czas będą mogli te pieniądze odzyskać. Tylko że zebrane przez nich cztery miliony złotych nie starczyły nawet na wypłacenie zaległych wynagrodzeń dla wszystkich piłkarzy. Ale pozwoliły powstrzymać masowy exodus zawodników, z których kilku już odeszło, a reszta złożyła wezwania do zapłaty. I co najważniejsze, dało też pretekst do odwieszenia licencji, chociaż przecież dług Wisły z powodu tej operacji bynajmniej nie zmalał. Nadal przekracza 40 mln złotych, tyle że teraz cztery „bańki” z tej kwoty klub wisi tercetowi pożyczkodawców. Trwają więc poszukiwania jelenia, który to spłaci.

 

To był przełomowy rok w karierze Piątka

Fot. Krzysztof Piątek rok temu był jeszcze mało znanym zawodnikiem Cracovii

 

 

Krzysztof Piątek zaczynał 2018 rok jako napastnik walczącej o utrzymanie w Lotto Ekstraklasie Cracovii, a kończył jako wicelider klasyfikacji strzelców Serie A, którym interesują się takie potęgi, jak Real Madryt, SSC Napoli czy Juventus Turyn.

 

Piątka można uznać za największego wygranego w polskim futbolu w ostatnich 12 miesiącach. A przecież wszyscy wiemy, że nie był to dobry rok dla naszych piłkarzy. Reprezentacja najpierw kompletnie zawaliła mundial w Rosji, a później jeszcze na dokładkę przegrała rywalizację z Włochami i Portugalią w Lidze Narodów i została zdegradowana z Dywizji A. Robert Lewandowski znów nie wygrał Ligi Mistrzów, Kamil Grosicki musiał grać w drugoligowym Hull City, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński przeżywali wzloty i upadki w SSC Napoli, Jakub Błaszczykowski stracił miejsce w VfL Wolfsburg, a Kamil Glik wraz z AS Monaco wyleciał z hukiem z europejskiej czołówki.

Natomiast Krzysztof Piątek w tym trudnym 2018 roku wciąż piął się w górę i nieoczekiwanie zdobył w nim aż 32 bramki. To osiągnięcie niebywałe, bo na początku roku jeszcze jako zawodnik Cracovii nie potrafił strzelić gola w trzech meczach z rzędu. Kibice „Pasów” zaczynali się już nawet domagać, żeby trener Michał Probierz posadzi go na ławce. Szkoleniowiec miał jednak w tej kwestii odmienne zdanie i dobrze na tym wyszedł, bo Piątek pod koniec lutego trafił wreszcie w spotkaniu z Wisła Płock i do końca sezonu strzelił jeszcze 11 goli, walnie przyczyniając sie do utrzymania Cracovii w Lotto Ekstraklasie.

Latem 23-letni napastnik został sprzedany do występującej w Serie A Genoi do grudnia z 13 bramkami na koncie zapracował na tytuł wicelidera klasyfikacji strzelców. Piątka wyprzedza tylko o jedno trafienie jego piłkarski idol Cristiano Ronaldo. Hiszpański dziennik „Marca” umieścił go wśród 11 najlepszych debiutantów jacy pojawili sie w klubach pięciu najsilniejszych lig europejskich.

Nic dziwnego, że imponującym skutecznością napastnikiem zaczęły interesować się piłkarskie potęgi. Występy Piątka regularnie obserwowali wysłannicy Chelsea Londyn, Realu Madryt, FC Barcelona, Juventusu Turyn, SSC Napoli. Prezes Genui nie kryje, że zamierza zrobić na polskim napastniku, za którego zapłacił Cracovii 4 mln euro, wielki interes i śmiało ogłasza, iż jest gotów rozmawiać tylko z tymi, których stać na wydatek co najmniej 40 mln euro.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia nadal liderem

Fot. Po 20 kolejkach najlepszym zespołem Lotto Ekstraklasy jest Lechia Gdańsk

 

 

Piłkarze Lotto Ekstraklasy przed świętami rozegrali ostatnią w tym roku, 20. serię spotkań. W roli lidera rozgrywek na przerwę zimową udała się ekipa Lechii Gdańsk, druga ze stratą trzech punktów jest Legia, na trzecią lokatę po trzech zwycięstwach z rzędu awansował Lech.

 

Pierwsze miejsce Lechii jest sporą niespodzianką. Przypomnijmy, że ten zespół w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu walczył o utrzymanie w grupie spadkowej. Piotr Stokowiec przejął zespół 5 marca i zakończył rozgrywki na 13. pozycji. Co ciekawe, o jeden szczebel niżej znalazła się prowadzona przez Waldemara Fornalika drużyna Piasta Gliwice. W obecnym sezonie Lechia i Piast walczą z powodzeniem w górnej połówce tabeli, a w grupie spadkowej ich miejsca zajęły rewelacyjnie spisujące się w poprzednim sezonie zespoły Górnika Zabrze i Wisły Płock.

Z elity wypadła też drużyna Zagłębia Lubin, z której Stokowca zwolniono w listopadzie 2017 roku, a awansowała do niej Pogoń Szczecin, która na początku rozgrywek zaliczyła falstart i długo zajmowała miejsce w strefie spadkowej. Szefowie „Portowców” nie stracili jednak zaufania do niemieckiego trenera Kosty Runjaica i nie postąpili jak działacze Zagłębia Lubin wobec Stokowca. Ich cierpliwość została nagrodzona, bo zespół w końcu zaskoczył i zaczął zdobywać punkty, a po 20. kolejkach zajmuje piąte miejsce w tabeli.

Równie wielką cierpliwością wobec trenera Michała Probierza wykazał się właściciel Cracovii Janusz Filipiak, bo go nie zdymisjonował chociaż zespół długo szorował po dnie ligowej tabeli. W końcu „Pasy” zaczęły wygrywać i poszybowały w górę zajmując po 20. kolejkach dziewiątą lokatę, pierwszą w grupie spadkowej, ale tylko z dwupunktową stratą do ostatniej w grupie mistrzowskiej Wisły Kraków.

 

Wisła tonie w długach

Skoro już o Wiśle mowa, to końcówka roku w tym klubie jest wręcz dramatyczna. „Biała Gwiazda” tonie pod ciężarem długu sięgającego 40 mln złotych i zalega piłkarzom z wypłatami od lipca, co może skutkować tym, że w styczniu trenera Maciej Stolarczyk będzie miał w szatni pustki, bo wszyscy czołowi gracze rozwiążą kontrakty z winy klubu. Przed świętami akcje Wisły od Towarzystwa Sportowego Wisła odkupiły ponoć dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne, ale transakcje zostanie sfinalizowana dopiero wówczas, jeśli do 28 grudnia wpłacą 12,2 mln złotych. Kibice „Białej Gwiazdy” czekają w napięciu, bo jeśli nieznane szerzej konsorcja Alelega, należąca do obywatel francuskiego kambodżańskiego pochodzenia Vanny Ly oraz Noble Capitall Partners będące własnością Szweda Matsa Hartlinga, nie wpłacą tych pieniędzy w ustalonym terminie, wtedy akcje wrócą do TS Wisła i 23-krotnych mistrzów Polski czeka nieuchronne bankructwo i degradacja do klasy okręgowej.

Skomplikowana sytuację wiślaków trafnie skomentował na Twitterze prezes PZPN Zbigniew Boniek. „Zadłużenie Wisły we Włoszech nikogo by nie zdziwiło, rzecz absolutnie do wyprowadzenia. Zdziwiłoby Włochów i to mocno, że klub z taką tradycją i rangą jest (był) zarządzany przez totalnych dyletantów”. Pełniący obowiązki prezesa Wisły wspólnik Vany Ly i Matsa Hartlinga Adam Pietrowski zapewnia, że pieniądze zostaną przelane. Przyszli właściciele Wisły odbyli już rozmowy z prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowski, a także spotkali się z Jakubem Błaszczykowskim, który deklaruje chęć powrotu do Wisły już w styczniu.

 

Kiepski poziom sportowy

O tym, że poziom sportowy naszej piłkarskiej ekstraklasy nie jest wysoki, świadczą najlepiej żenujące wyniki polskich zespołów w europejskich pucharach. Ale w starciach między sobą utrzymują przyzwoite statystyki. W 160 rozegranych dotąd meczach piłkarze strzelili 453 gole, co daje średnią 2,8 bramki na mecz. Z tego urobku 239 trafień zaliczyli gospodarze, a 214 goście.
Gospodarze częściej wygrywali(65 meczów) niż przegrywali (48) i remisowali (47). Ale najwyższą porażkę w obecnych rozgrywkach zaliczyła na swoim boisku drużyna Zagłębia Sosnowiec, przegrywając z odrodzonym pod wodza Adama Nawałki Lechem Poznań aż 0:6. Więcej bramek w jednym spotkaniu padło tylko w potyczkach Lecha z Wisłą Kraków i Wisły Kraków z Lechią (oba wygrane przez wiślaków po 5:2).

W 20 rozegranych dotąd kolejkach ligowych wystąpiło łącznie 394 piłkarzy, w tym 157 cudzoziemców. Średni wiek piłkarzy to 26 lat i 331 dni. Najwięcej graczy wystawiła do gry Legia Warszawa (30), Cracovia (29) i Lech Poznań (27), najmniej Korona Kielce (21), Wisła Płock (22) i Górnik Zabrze, Piast Gliwice i Wisła Kraków (po 23 zawodników).

Najskuteczniejszymi strzelcami po 20 kolejkach są obcokrajowcy – Portugalczyk Flavio Paixao (Lechia) i Hiszpan Igor Angulo (Górnik). Najlepszy z polskich piłkarzy jest Marcin Robak (Śląsk), który ma na koncie 11 trafień.

Najlepszą frekwencją na swoim stadionie może się pochwalić Legia Warszawa, której występy przy Łazienkowskiej oglądało średnio około 16 000 widzów. Druga w tym zestawieniu jest Lechia Gdańsk (14 500), trzecia krakowska Wisła (13 800), czwarty Górnik Zabrze (11 600), piąty Lech Poznań (11 500), szósta Jagiellonia Białystok (10 100). Najgorszą frekwencję miały Zagłębie Sosnowiec (3600), Piast Gliwice (4200), Wisła Płock (4200) i Cracovia (po 4700 widzów).

 

Wyniki 19. kolejki Lotto Ekstraklasy

Lotto Ekstraklasa

 

Wyniki 19. kolejki:

 

Miedź Legnica – Lechia Gdańsk 0:0

Żółte kartki: Fernandez, Bartczak, Purzycki – Augustyn, Łukasik. Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź). Widzów: 4521.

 

Legia Warszawa – Piast Gliwice 2:0

Gole: Sandro Kulenović (20), Carlitos (84). Żółte kartki: Szymański, Vesović, Jędrzejczyk, Philipps – Czerwiński, Korun, Sedlar. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 12 000.

 

Jagiellonia Białystok – Zagłębie Lubin 0:4

Gole: Patryk Tuszyński (6, 40), Damjan Bohar (37), Bartłomiej Pawłowski (84). Żółte kartki: Klemenz – Oko. Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce). Widzów: 5163.

 

Zagłębie Sosnowiec – Lech Poznań 0:6

Gol: Robert Gumny (22), Christian Gytkjaer (41), Tymoteusz Klupś (50), Joao Amaral (58, 79), Filip Marchwiński (86). Żółte kartki: Polczak, Wrzesiński – Gumny. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 2945.

 

Wisła Płock – Wisła Kraków 1:2

Gole: Giorgi Merebaszwili (48) – Zdenek Ondrasek (12 karny, 61). Żółte kartki: Łasicki, Varela, Merebaszwili – Ondrasek. Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork). Widzów: 1951

 

Cracovia – Pogoń Szczecin 2:1

Gole: Filip Piszczek (54), Sebastian Strózik (82) – Kamil Drygas (45 karny). Żółte kartki: Wdowiak, Datković, Dytiatjew – Rudol, Drygas. Czerwona kartka: Rudol (36., za drugą żółtą). Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Widzów: 3217.

 

Górnik Zabrze – Arka Gdynia 1:1

Gole: Dani Suarez (31) – Michał Nalepa (57). Żółte kartki: Matuszek, Suarez – Aankour, Nalepa, Deja, Danch. Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa). Widzów: 11 190.

 

Śląsk Wrocław – Korona Kielce 1:1

Gile: Robert Pich (27) – Michael Gardawski (64). Żółte kartki: Radecki, Broź, Chrapek – Petrak, Marquez, Gardawski, Żubrowski, Diaw. Czerwona kartka: Cotra (53., Śląsk, za uderzenie przeciwnika). Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów: 3710.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia                     19      39     30:17
2. Legia                      19       36     31:18
3. Jagiellonia            19       32    33:28
4. Lech                       19       30    31:23
5. Piast                       19       30   26:22
6. Korona                  19       30   25:23
7. Wisła K.                19       29    33:28
8. Pogoń                   19       28    26:23

 

Grupa spadkowa

9. Arka                      19       24    27:25
10. Zagłębie L.         19      24    30:30
11. Cracovia             19       24    18:20
12. Miedź                 19       20    21:35
13. Wisła P.             19       19    27:34
14. Śląsk                  19       18    26:28
15. Górnik               19       17    23:33
16. Zagłębie S.        19       12    22:42

Kanonada Lecha

Fot. Filip Marchwiński (z lewej) ma dopiero 16 lat, ale trenera Adam Nawałka nie wahał się wystawić go do gry o ligowe punkty

 

 

Przedostatnia w tym roku kolejka ekstraklasy przyciągnęła na trybuny niespełna 45 tysięcy widzów. Goli padło w niej sporo, bo 22, ale duży wkład w ten wynik włożyły Lech, który pokonał Zagłębie Sosnowiec 6:0 oraz Zagłębie Lubin wygrywając z Jagiellonią 4:0.

 

Adam Nawałka przejął zespół „Kolejorza” 25 listopada, a w nowej roli zadebiutował w 17. kolejce w meczu z Cracovią. Nie był to debiut udany, bo poznaniacy przegrali w Krakowie 0:1, ale w dwóch kolejnych występach zdobyli już komplet punktów i strzelili osiem bramek nie tracą żadnej. Najpierw u siebie wygrali ze Śląskiem 2:0, a w miniony weekend rozgromili beniaminka ekstraklasy Zagłębie Sosnowiec aż 6:0. Futbolowi statystycy ogłosili, że było to najwyższe wyjazdowe zwycięstwo Lecha w jego historii. Tak na marginesie sosnowiczanie okazali się wdzięcznym rywalem dla „Kolejorza, bo w rundzie jesiennej w Poznaniu przegrali z nim 0:4. W sumie zatem lechici w dwóch spotkaniach z Zagłębiem zdobyli aż 10 bramek, czyli niemal jedną trzecią ich strzeleckiego dorobku w 19 kolejkach. Nie umniejsza to bynajmniej zasług trenera Nawałki, wręcz przeciwnie – wypada docenić fakt, że w tak krótkim czasie zdołał przerwać ciągnącą się od 26 sierpnia serię wyjazdowych niepowodzeń. Do meczu z Sosnowcu z dziewięciu spotkań zdołali wygrać tylko dwa (oba przed 26 sierpnia), a potem jeszcze dwukrotnie wyszarpali wyniki remisowe, zaś w pięciu meczach zanotowali porażki.

Zagłębie Sosnowiec to co prawda w tej chwili najsłabszy zespół w ekstraklasie i niemal murowany kandydat do spadku, ale przed klęską z Lechem dał się dotkliwie zbić tylko Jagiellonii, z którą przegrał u siebie 1:4 i Lechii, z którą w takim samym rozmiarze przegrał w Gdańsku. Dlatego 6:0 Lecha zasługuje na uznanie, także dlatego, że trzy gole zdobyli młodzi piłkarze Lecha, którym trener Nawałka w tym spotkaniu dał szansę gry: 20-letni Robert Gumny, 18-letni Tymoteusz Klupś i, uwaga!, 16-letni Filip Marchwiński.

Lech awansował na czwarte miejsce w tabeli, ale o tym czy lechici trwale przezwyciężyli wyjazdową niemoc, przekonamy się w najbliższy weekend, bo w ostatniej tegorocznej kolejce ligowej czeka ich starcie w Krakowie z Wisłą. Ekipa „Białej Gwiazdy” przeżywa trudne chwile, ale nieopłacani od miesięcy piłkarze walczą dzielnie i na razie nie składają wniosków o rozwiązanie kontraktów. W 19. kolejce krakowski zespół pokonał imienniczkę z Płocka 2:1 i w ostatniej w tym roku kolejce z pewnością zrobi wszystko, żeby popsuć trenerowi Nawałce sentymentalny powrót na stadion przy Reymonta. Na szczycie tabeli utrzymała się Lechia, ale po remisie z Miedzią ma już tylko trzy punkty przewagi nad ścigającą ją Legią. W 20. kolejce gdańszczanie zmierzą się u siebie z grającym ostatnio w kratkę Górnikiem, a legioniści zagrają w Sosnowcu ze zdołowanym Zagłębiem.

 

Lotto Ekstraklasa dopiero 25. ligą w Europie

Fot. Legia Warszawa w 19. kolejce pokonała Piasta Gliwice 2:0

 

 

Słabe wyniki polskich drużyn w europejskich pucharach osłabiły pozycję Lotto Ekstraklasy w rankingu UEFA. W najnowszym zestawieniu została sklasyfikowana na 25. miejscu i od sezonu 2020/2021 nasze zespoły będą zaczynały eliminacje już od I rundy.

 

Ligowy ranking UEFA służy do rozdziału miejsc w europejskich pucharowych rozgrywkach. Kluby z lig krajowych zajmujących sklasyfikowane na miejscach 1-4 maja prawo do wystawiania czterech zespołów w Lidze Mistrzów i trzech w Lidze Europy. Ligi zajmujące pozycje 5-6 w rankingu dostają po trzy miejsca w LM i LE, a zajmujące lokaty od siódmej do piętnastej po dwie drużyny w Lidze Mistrzów i trzy w Lidze Europy. Pozostałe ligi krajowe, z wyjątkiem wyjątkiem Andory, Gibraltaru, Liechtensteinu, Kosowa i San Marino i Kosowa mogą wystawić po jednym zespole w kwalifikacjach Ligi Mistrzów i po trzy w Lidze Europy.

 

Kto przegrywa, ten spada

Przed obecnym sezonem nasza ekstraklasa zajmowała w ligowym rankingu UEFA 21. lokatę, ale po katastrofalnym występie Legii Warszawa w kwalifikacjach Ligi Mistrzów i równie beznadziejnym występie tego zespołu z kwalifikacjach Ligi Europy (legioniści przegrali rywalizację o awans do fazy grupowej z luksemburskim zespołem F91 Dudelange) oraz słabiutkich występach trzech pozostałych polskich zespołów w kwalifikacjach Ligi Europy (Górnik Zabrze odpadł w II rundzie ze Słowackim AS Trencin, a w III rundzie Jagiellonia Białystok z KAA Gent, zaś Lech Poznań z KRC Genk) Lotto Ekstraklasa spadła w klasyfikacji o cztery pozycje. To najgorszy wynik od 2010 roku, kiedy to nasza liga była klasyfikowana na 26. miejscu. 25. miejsce w rankingu sprawi, że od sezonu 2020/2021 wszystkie polskie drużyny będą musiały rozpoczynać rywalizację w obu pucharowych rozgrywkach już od pierwszej rundy.

Przywilej przystąpienia do gry dopiero od II rundy straci zdobywca Pucharu Polski. Przejmie go zespół z Kazachstanu, bo liga tego kraju wyprzedzi w rankingu naszą ekstraklasę. Teraz obie mają 19.250 pkt, ale Kazachstan był znacznie lepszy w tym sezonie (zdobył 4.250 pkt, a Lotto Ekstraklasa tylko 2.250). W tym sezonie nasza najwyższa klasa rozgrywkowa w europejskim rankingu zajęła dopiero 35. miejsce. Lepsze od niej okazały się ligi z Kosowa (jej dwa zespoły zdobyły średnio 2.5 pkt), Litwy (2.625 pkt) i Luksemburga (2.625 pkt). Jeśli nasze klubowe zespoły nie zaczną już od przyszłego sezonu lepiej radzić sobie w pucharowej rywalizacji, zjadą w rankingu jeszcze dotkliwiej. W kolejnych notowaniach odpadną jej wyniki z sezonów 2014/2015 i 2015/2016, które były całkiem niezłe, bo polskie drużyny zdobywały w nich odpowiednio 4.750 i 5.500 pkt. A to oznacza w 2020 roku spadek na 27. miejsce, a w 2021 na 30.

 

Przyszłość w czarnych barwach

Pozycja Lotto Ekstraklasy w najbliższych latach rysuje się w czarnych barwach, bo drużyny z lig z którymi ściga się w rankingu, lepiej sobie radzą. Czesi mają jeszcze dwie drużyny w Lidze Europy (Viktorię Pilzno i Slavię Praga), dzięki czemu mogą wyprzedzić Szwajcarię lub Danię i wywalczyć dwa miejsca w eliminacjach Ligi Mistrzów (gwarantuje to 15. miejsce w rankingu). Taki sam cel stawiają sobie Chorwaci, znajdujący się ledwie 0,5 pkt za Czechami. Naszej ekstraklasie mogą też uciec Szkocja, Białoruś i Szwecja, bo zespoły z tych lig nadal grają w LE (Celtic Glasgow, BATE Borisow i Malmoe). W świetle powyższych wyliczeń aż trudno uwierzyć, że Lotto Ekstraklasa, chociaż jest tak nisko notowana w Europie, właśnie wydębiła od telewizyjnych nadawców, w tym Telewizji Polskiej, dwuletni kontrakt na sprzedaż praw medialnych za pół miliarda złotych. W porównaniu z kwotami, które otrzymuje na podstawie obecnie obowiązującej umowy, jest to niczym nieuzasadniona podwyżka aż o 200 milionów złotych.

 

PZPN mobilizuje ekstraklasę

Polski Związek Piłki Nożnej niedawno narzucił klubom Lotto Ekstraklasy obowiązek wystawiania w meczach ligowych co najmniej jednego młodzieżowca w podstawowym składzie. Przepis ten zacznie obowiązywać o sezonu 2019/2020. Zmiana nie podoba się klubowym działaczom, sporo zastrzeżeń zgłaszają też pod jej adresem różnej maści eksperci. Ale jej gorącym orędownikiem jest prezes PZPN Zbigniew Boniek, co de facto oznacza, że dopóki on będzie stał na czele związku, to kluby będą musiały utrzymywać w kadrach swoich zespołów zawodników do lat 21. Boniek stwierdził wprost: „Musimy coś zmienić, bo inaczej umrzemy. Nasza liga jest bardzo słaba. Przepis o obowiązku wystawiania młodych zawodników na pewno nie wpłynie negatywnie na jakość rozgrywek. Jeśli ktoś kwestionuje sens tego przepisu i twierdzi, że na jego mocy młodzi piłkarze będą dostawali miejsce w zespołach klubowych praktycznie za darmo, to wygłasza absurdy. Żaden polski zawodnik w ekstraklasy nie dostaje nic za darmo. Ten zarzut pasuje natomiast do wielu obcokrajowców występujących w polskiej lidze. Wystarczy zobaczyć jak grają” – twardo stawia sprawę sternik polskiego futbolu.

 

19. kolejka Lotto Ekstraklasy

Wyniki piątkowych i sobotnich meczów: Legia Warszawa – Piast Gliwice 2:0, Jagiellonia Białystok – Zagłębie Lubin 0:4, Wisła Płock – Wisła Kraków, Górnik Zabrze – Arka Gdynia 1:1, Cracovia – Pogoń Szczecin 2:1. Niedzielne spotkania Zagłębia Sosnowiec z Lechem Poznań i Śląska Wrocław z Koroną Kielce zakończyły się po zamknięciu wydania. Mecz Miedzi Legnica z Lechią Gdańsk w poniedziałek.