Ekstraklasa zarabia coraz mniej

Firma Deloitte opublikowała swój coroczny raport na temat stanu finansów naszej piłkarskiej ekstraklasy. Jej kluby zarobiły w w 2018 roku w sumie 528 mln złotych, ale drugi rok z rzędu zanotowały jednak spadek przychodów.

To już trzynasty raport finansowy przygotowany przez Deloitte, a dotyczący stanu finansów klubów polskiej ekstraklasy piłkarskiej. Łączny przychód wszystkich 16 klubów w 2018 roku wyniósł 528 mln złotych. Największy kęs z tego tortu przypadł Legii Warszawa, która zarobiła 100,20 mln złotych, niemal o połowę więcej od zajmującego drugą lokatę w tym zestawieniu Lecha Poznań (zarobił 57,14 mln złotych) oraz ponad połowę od trzeciej Lechii Gdańsk (48,34 mln złotych). Co ciekawe, dopiero na jedenastym miejscu uplasował się tegoroczny mistrz Polski Piast Gliwice z przychodem 24,92 mln złotych.

Z raportu wynika też, że aż dziewięć klubów ekstraklasy musiało w ubiegłym roku pogodzić się z obniżką przychodów. Największy spadek zanotowała właśnie Legia – aż o 38 milionów. Suma przychodów wszystkich klubów, 528 mln zł, to o 22 mln mniej niż przed rokiem. To już drugi rok z rzędu jak ekstraklasa notuje spadek przychodów. W raporcie uwzględniono trzy źródła przychodów: komercyjne (278,3 mln złotych), z transmisji (166,5) oraz dnia meczowego (83,1). W porównaniu do 2017 roku łączny przychód klubów okazał się niższy o 22,4 mln złotych. Jeszcze większy spadek zanotowano względem 2016 roku – 50,9 mln zł.

Spadki przychodów mają wiele przyczyn – najpoważniejszą z nich jest spadek wpływów z UEFA za wyniki w europejskich pucharach, bo tych wyników w ostatnich sezonach nie ma. Spadają też zarobki z tytuły transferów, chociaż ekstraklasę opuszcza coraz więcej polskich piłkarzy. W 2018 roku kluby zarobiły na nich 96,8 mln zł, czyli o połowę mniej niż rok wcześniej. Spadły tez przychody ze sprzedaży biletów. W ostatnim sezonie, co ciekawe, frekwencja na ligowych stadionach pogorszyła się, chociaż w lidze nie grały już Bruk-Bet i Sandecja Nowy Sącz, przyjmujące rywali na kameralnym obiekcie w Niecieczy. Średnio spotkania zakończonego w maju sezonu oglądało 8878 widzów. Najwyższą frekwencją mogła pochwalić się Legia – 17609 widzów, która wyprzedziła Wisłę Kraków (16 135) i Lechię (14 746).

Deloitte przygotowuje raporty na podstawie danych otrzymywanych przez kluby. Uwzględnia w nich przychody z tzw. dnia meczowego (wpływy ze sprzedaży biletów, karnetów i cateringu), praw do transmisji meczów oraz źródeł komercyjnych.

 

Lotto Ekstraklasa: Podzielili się kasą

Spółka Ekstraklasa, prowadząca rozgrywki najwyższej lidze piłkarskiej w Polsce, wypłaciła w minionym sezonie 16 klubom 155 mln złotych. Największe kwoty trafiły do Legii Warszawa i Piasta Gliwice.

Z puli 155 mln każdy z klubów otrzymał 5,26 mln kwoty stałej, co łącznie daje 84,15 mln zł. Za miejsce w tzw. rankingu historycznym było 26,78 mln do podziału), za wynik w minionym sezonie 26,78 mln zł. Około 2,3 mln to łączna wysokość opłaty solidarnościowej wypłacanej ośmiu drużynom grupy spadkowej. Cztery kluby występujące w rozgrywkach UEFA otrzymały do podziału 13 mln zł.

Tyle wypłaciła Ekstraklasa: Legia (15 887 807 zł), Piast (15 230 002), Lechia (13 357 282,50), Lech (10 935 102,50), Jagiellonia (10 547 437), Cracovia (10 503 832), Zagłębie Lubin (9 513 922), Pogoń (9 298 910), Korona (9 281 362), Wisła Kraków (9 278 685), Górnik (8 119 567,50), Śląsk (7 519 567), Arka (6 692 220), Wisła Płock (6 692 220), Miedź (6 071 040) i Zagłębie Sosnowiec (6 071 040).mln złotych. Największe kwoty trafiły do Legii Warszawa i Piasta Gliwice.

 

Lotto Ekstraklasa: W pucharach prawda wyjdzie na jaw

Triumf Piasta Gliwice w piłkarskiej ekstraklasie wciąż jest przedmiotem dyskusji, ale w niej coraz częściej zaczyna się rozważać szanse świeżo upieczonego mistrza Polski w Champions League. Przed rokiem wszystkie cztery nasze zespoły odpadły z europejskich rozgrywek już sierpniu. Nie ma powodów sądzić, że w tym roku będzie lepiej. Wręcz przeciwnie, może być gorzej.

Rok temu wszystkie cztery polskie zespoły klubowe zakończyły udział w europejskich rozgrywkach pucharowych już w sierpniu, co było najgorszym wynikiem w historii startów naszych drużyn w tych zmaganiach. Pierwszy odpadł Górnik Zabrze, który w kwalifikacjach Ligi Europy w dwumeczu ze słowackim AS Trenczyn przegrał aż 1:5. Legia Warszawa z Ligi Mistrzów wyleciała już w drugiej rundzie, ulegając słowackiemu Spartakowi Trnava 0:2 i 1:0, ale miała jeszcze prawo do walki o fazę grupową Ligi Europy.

Niestety, 9 sierpnia 2018 roku legioniści w trzeciej rundzie kwalifikacji przegrywają u siebie 1:2 z mistrzem Luksemburga Football 1991 Dudelange. Tego dnia porażek doznają też dwie pozostałe polskie drużyny, którym los za przeciwników wyznaczył przeciwników z Belgii – Lech Poznań na wyjeździe przegrał z KRC Genk 0:2, a Jagiellonia Białystok u siebie z KAA Gent 0:1. Tydzień później jest już „po zawodach” – Legia w rewanżu tylko remisuje w Luksemburgu 2:2 i odpada, a jej los dzielą też Lech (1:2 u siebie) i Jagiellonia (1:3 na wyjeździe). Dzień 16 sierpnia 2018 roku przeszedł do historii jako data graniczna – nigdy wcześniej w europejskich pucharach nie zdarzyło się, żeby o tej porze nie było już żadnej polskiej drużyny.

W tym roku nasz klubowy futbol reprezentować będą: w kwalifikacjach Ligi Mistrzów Piast Gliwice, zaś w kwalifikacjach Ligi Europy Legia Warszawa, Lechia Gdańsk i Cracovia. Z tego kwartetu tylko warszawski klub ogłosił, że w przerwie letniej zamierza przeprowadzić kadrową rewolucję. Trudno zatem przewidzieć jakie przyniesie to skutki, ale praktyka mówi, że gruntownie przebudowany zespół potrzebuje czasu na osiągnięcie pełnej sprawności.

Niby wszyscy mają aspiracje, ale…

W Piaście Gliwice trwa jeszcze euforia po zdobyciu mistrzowskiego tytułu, zawodnicy rozjechali się na zasłużone urlopy, więc na razie nikt tam nie ma głowy do myślenia o starcie w drużyny, Lidze Mistrzów. Działacze gliwickiego klubu deklarują tylko, że będą chcieli zatrzymać wszystkich najważniejszych zawodników drużyny, z którą trener Waldemar Fornalik zdobył historyczne, bo pierwsze mistrzostwo. Trudno jednak w tej chwili stwierdzić, czy ta sztuka im się powiedzie. Do opuszczenia Piasta przymierza się choćby Patryk Dziczek, uznany za najlepszego młodzieżowca minionego sezonu ekstraklasy i pewniak w kadrze Czesława Michniewicza, szykującej się do występu w mistrzostwach Europy U-21 we Włoszech. A tak się akurat składa, że największe zainteresowanie Dziczkiem przejawiają kluby Serie A. Poza tym nie wiadomo czy uda się zatrzymać najlepszego gracza ekstraklasy w minionym sezonie Joela Valencię, bo Ekwadorczyk dostaje w tej chwili mnóstwo ofert, a nigdy nie ukrywał, że dla niego polska liga jest jedynie przystankiem. Odejść może też Aleksandar Sedlar, któremu kończy się kontrakt, a interesuje się nim Real Mallorca.

Trener Fornalik jest jednak dobrej myśli. „Wierzę, że po urlopach spotkamy się nie tylko w tym samym gronie, ale jeszcze dołączą do nas nowi, wartościowi gracze. Z ust szefów klubu padły deklaracje, że kadra będzie jeszcze mocniejsza i liczę, że nie był to efekt jedynie euforii po zwycięstwie. Dla naszego zespołu to dopiero początek drogi. Pokazaliśmy, że mistrzowskie tytuł nie są tylko dla bogatych. Nie liczy się to, kto ma więcej pieniędzy, tylko jak pracuje. Pora to pokazać także w europejskich pucharach” – powiedział trener aktualnych mistrzów Polski.

Lekko gliwiczanom na pewno nie będzie. Piast w klubowym rankingu UEFA ma ledwie 3.850 pkt, co oznacza, że nie będzie rozstawiony w żadnej fazie eliminacji Ligi Mistrzów, czyli już w I rundzie może trafić na silnego przeciwnika. Jego potencjalni rywale to Celtic Glasgo, BATE Borysów (Białoruś), FK Astana (Kazachtan), Karabach Agdam (Azerbejdżan), NK Maribor (Słowenia), Crvena Zvezda Belgrad (Serbia), Sheriff Tyraspol (Mołdawia), Rosenborg Trondheim (Norwegia), HJK Helsinki (Finlandia), Dundalk FC (Irlandia), Football 1991 Dudelange (Luksemburg), Szkendija Tetowo (Macedonia), The New Saints (Walia), Slovan Bratysława (Słowacja), AIK Sztokholm (Szwecja), Suduva Mariampol (Litwa) oraz mistrzowie Bułgarii i Armenii.
Losowanie pierwszej rundy eliminacji Ligi Mistrzów odbędzie się 18 czerwca. Pierwsze mecze zostaną rozegrane 9-10 lipca, a rewanże tydzień później. Eliminacje zakończą się 27 i 28 sierpnia, gdy poznamy wszystkie drużyny, które zagrają w fazie grupowej LM.
Z trzech naszych zespołów startujących w kwalifikacjach Ligi Europy w najlepszej sytuacji jest Legia, bo ma najwyższy współczynnik punktowy w rankingu UEFA (24,500), dzięki czemu będzie rozstawiona w pierwszych dwóch rundach eliminacyjnych. Cracovia ze swoim współczynnikiem 3,850 zostanie rozstawiona jedynie w pierwszej rundzie, ale już w kolejnych nie ma co na to liczyć. W podobnej sytuacji jest Lechia (3,850), która jednak jako triumfator Pucharu Polski zacznie zmagania dopiero od II rundy.
Ale Legii i Cracovia nie powinny mieć większych problemów z przebrnięciem przez pierwszą fazę kwalifikacji. Zestaw ich potencjalnych przeciwników nie rzuca na kolana, choć znajdują się wśród nich niewygodne dla naszych drużyn ekipy Levadii Tallin (Estonia), Buducnost Podgorica (Czarnogóra), MFF Ruzomberok (Słowacja) czy CSU Krajowa (Rumunia). Z drugiej strony polskie zespoły mogą trafić na całkiem egzotyczne zespoły jak Gzira United z Malty czy Jeunesse Esch z Luksemburga. Oczywiście przed losowaniem zespoły zostaną podzielone jeszcze na grupy i wtedy grono potencjalnych rywali się zawęzi.

W II rundzie Lechia może trafić na AS Roma czy półfinalistę obecnej edycji LE Eintracht Frankfurt. Z mniej wymagających przeciwników są: Żalgiris Wilno, Aberdeen czy FK Gabala. Na podobny zestaw rywali trafi też Cracovia. Legia będzie w tej fazie rozstawiona, ale może wpaść na ekipy z Kazachstanu, Kajrat Ałmaty czy Toboł Kostanaj, ale też na Lewskiego Sofia, CSKA Sofia czy Maccabi Hajfa. W tym roku mecze rewanżowe w III rundzie zostaną rozegrane 15 sierpnia. Miejmy nadzieję, że nie będzie to nowa kompromitująca data w czarnej księdze polskiego futbolu.

 

Piast został królem Lotto Ekstraklasy

Ekstraklasa SA doceniła sukces Piasta Gliwice. Piłkarze świeżo upieczonego mistrza Polski zgarnęli większość nagród indywidualnych za miniony sezon, a tytuł najlepszego trenera otrzymał Waldemar Fornalik.

Waldemar Fornalik zdobył swój pierwszy mistrzowski tytuł jako trener. Tak się złożyło, że dokonał tego wyczynu w okrągłą 30. rocznicę zdobycie tego trofeum w roli piłkarza. Miało to miejsce w sezonie 1988/1989, a Fornalik był wtedy skromnym prawym obrońcą w Ruchu Chorzów, który dwa sezony wcześniej w kuriozalnych okolicznościach spadł do niższej ligi, po roku wrócił i z marszu zdobył mistrzostwo Polski, 14. w dorobku tego klubu i na razie ostatnie. Do minionej niedzieli był to także ostatni tytuł wywalczony przez śląski klub. Trzy dekady niemocy przerwał dopiero malutki i niebogaty przecież klub z Gliwic.

Pieniądze nie grają

Jeśli wierzyć publikowanym w tej kwestii informacjom, gliwicki klub miał w minionym sezonie budżet w wysokości 25 mln złotych. W porównaniu z Legią Warszawa, która deklarowała budżet na poziomie 170 mln złotych, Piast jawi się jak ubogi krewny. Na tle innych klubów też pod tym względem nie wypada najlepiej, bo większym budżetem mogła pochwalić się większość klubów. Drugi na liście krezusów Lech Poznań deklarował 75 mln złotych, Lechia Gdańsk, która długo była liderem i faworytem do wygrania ligi, dysponowała budżetem na poziomie 45 mln zł. Te różnice miały swoje odzwierciedlenie w płacowych dysproporcjach. Artur Jędrzejczyk zarabiał w Legii miesięcznie 215 tys. złotych netto, najlepszy strzelec warszawskiego zespołu Carlitos 210 tysięcy. Następni na liście płac Kasper Hamalainen, Miroslav Radović i Adam Hlousek dostawali po 120 tysięcy. Tyle zarabiał też najlepiej opłacany piłkarz Piasta Gliwice Tomasz Jodłowiec, ale to piłkarz Legii jedynie wypożyczony do gliwickiego klubu, co oznacza, że połowę pensji płaciła mu Legia, czyli de facto Piast płacił mu miesięcznie 60 tys. złotych. To i tak więcej od pozostałych graczy, zarabiali maksymalnie 40-45 tys. złotych netto.

Pod względem wartości transferowej piłkarze Piasta także sporo odstawali od konkurentów – wartość wszystkich piłkarzy Legii wyceniano na 37,5 mln euro, Lecha na 21, a trzecią w tym zestawieniu Pogoń Szczecin na niecałe 14 mln euro. Graczy z Gliwic wyceniono na 6,8 mln euro, co daje im w ekstraklasie dopiero 11. miejsce.

Deszcz indywidualnych wyróżnień

Nie pierwszy raz się jednak okazało, że pieniądze nie grają na boisku decydującej roli. Przyznała to poniekąd Ekstraklasa SA, przyznając na podsumowującej sezon piłkarskiej gali nagrody indywidualne. Wyróżnienie „Piłkarza sezonu” otrzymał Joel Valencia, „Młodzieżowca sezonu” Patryk Dziczek. Za najlepszego bramkarza uznano pomocnika uznano Frantiska Placha, za najlepszego obrońcę Aleksandara Sedlara, a najlepszym pomocnikiem uznano Joela Valencię. Oczywiście trenerem sezonu został Waldemar Fornalik. Do stołu z nagrodami poza wymienionymi reprezentantami Piasta z innych klubów zaproszono tylko Igora Angulo z Górnika Zabrze, który odebrał dwie nagrody – dla króla strzelców rozgrywek i najlepszego napastnika

Rycerze wiosny z Gliwic

Zespół Piasta zawdzięcza sukces rewelacyjnej grze w rundzie wiosennej. Ubiegły rok podopieczni trenera Fornalika kończyli na znakomitym trzecim miejscu. Znakomitym zważywszy na fakt, że poprzedni sezon zakończyli na 14. pozycji i do końca rozgrywek musieli bronić się przed degradacją. O mistrzowskim tytule nikt w ich szeregach poważnie nie myślał, bo mieli 11 punktów straty do znajdującej się na czele tabeli Lechii, a po porażce w pierwszej kolejce wiosennej części sezonu z Cracovią (1:2) ich strata urosła do 14 punktów. Potem jednak Piast w 16 kolejnych meczach 13 razy wygrał, dwa razy zremisował i doznał tylko jednej porażki. Ogółem wiosną zdobył 41 punktów – najwięcej ze wszystkich. O 11 więcej od drugiej pod tym względem Cracovii, 12 więcej od Legii i aż o 15 od Lechii. Drużyna Fornalika odniosła najwięcej zwycięstw (21) i poniosła najmniej porażek (7), była druga pod względem skuteczności (55 goli) i najlepsza w defensywie (33 stracone bramki). Na swoim stadionie gliwiczanie przegrali tylko jedno spotkanie, w 4. kolejce z Legią, ale w sumie zdobyli na nim 48 z 57 możliwych do zdobycia punktów.

Dla gliwiczan złoto to największy sukces w 74-letniej historii klubu. W sezonie 2015/2016 prowadzony przez czeskiego trenera Radoslava Latala Piast zdobył wicemistrzostwo. Też do ostatniej kolejki rywalizował z warszawską Legią. Potem klubowi nie wiodło się już tak dobrze. Fornalik przejął zespół we wrześniu 2017 po Dariuszu Wdowczyku. Piast zajmował wtedy 14. miejsce i do samego końca rozgrywek musiał zawzięcie bronić się przed spadkiem. O pozostaniu w elicie przesądziło dopiero zwycięstwo u siebie z Bruk-Betem Nieciecza 4:0 w ostatniej kolejce. Dwanaście miesięcy później niemal ta sama ekipa piłkarzy także w ostatnim meczu sezonu, tym razem z Lechem Poznań, przypieczętowała zdobycie mistrzowskiego tytułu. Sukces ma zwykle wielu ojców, ale w Gliwicach na to miano zasłużył tylko jeden – Waldemar Fornalik. Może teraz coś zwojuje także w europejskich pucharach? Oby…

 

Angulo królem strzelców

Najlepszym strzelcem ekstraklasy został Igor Angulo, piłkarz grającego w grupie spadkowej ekstraklasy Górnika Zabrze. Hiszpan w zakończonym w niedzielę sezonie ekstraklasy zdobył 24 bramki. Rok temu z takim samym dorobkiem koronę wywalczył jego rodak Carlitos.

Jako pierwsi zakończyli rozgrywki piłkarze zespołów rywalizujących w grupie spadkowej. W sobotnich meczach niemal do ostatnich minut ważyły się losy Miedzi Legnica i Wisły Płock. Te dwa zespoły walczyły o uniknięcie spadku z ekstraklasy. W lepszej sytuacji byli płocczanie, którzy u siebie podejmowali zdegradowane już wcześniej Zagłębie Sosnowiec, a do zachowania miejsca w ligowej elicie wystarczał im remis. Cudu w Płocku nie było i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Nie wiedzieli jednak o tym piłkarze Miedzi Legnica i w Krakowie wściekle walczyli z Wisłą do ostatniego gwizdka. W 68. minucie prowadzili już 4:2, ale potem sędzia Tomasz Kwiatkowski z Warszawy (czyli reprezentant tego samego Wojewódzkiego Związku Piłki Nożnej co Wisła Płock) podyktował na korzyść wiślaków dwa rzuty karne, najpierw w 78. minucie, a potem w 90., dzięki którym „Biała Gwiazda” doprowadziła do remisu 4:4. Taki obrót sytuacji nie złamał jednak w graczach z Legnicy woli zwycięstwa, bo w doliczonym czasie gry zdołali strzelić piątego gola. Zwycięstwo nic im jednak nie dało, bo dzięki punktowi wywalczonemu w meczu z Zagłębiem Sosnowiec Wisła Płock właśnie o jedno „oczko” wyprzedziła ekipę Miedzi w tabeli.

W tym samym czasie w Kielcach Górnik Zabrze kończył z przytupem nieudany dla siebie sezon, gromiąc w Kielcach Koronę 3:0. Wszystkie trzy gole zabrzanie strzelili w ostatnich dwudziestu minutach meczu, a dwa z nich na swoje konto zapisał Igor Angulo. Hiszpański napastnik w poprzednim sezonie był wicekrólem snajperów w naszej ekstraklasie z dorobkiem 22 trafień, a lepszy od niego w wyścigu po koronę króla strzelców okazał się Carlitos, wtedy jeszcze grający w barwach Wisły Kraków.
Co ciekawe, przed niedzielnymi meczami w grupie mistrzowskiej (zakończyły się po zamknięciu wydania) wiceliderem klasyfikacji snajperów z 18 golami na koncie był Marcin Robak ze Śląska Wrocław, czyli także gracz zespołu z grupy spadkowej. Dopiero za nim pędził peleton napastników drużyn walczących w tym sezonie w elicie. 16 goli miał Jesus Imaz z Jagiellonii Białystok, 15 Carlitos (Legia Warszawa), Flavio Paixao (Lechia Gdańsk), 14 Airam Cabrera (Cracovia)), 13 Filip Starzyński (Zagłębie Lubin), 12 Christian Gytkjaer (Lech Poznań) i 11 goli Adam Buksa (Pogoń Szczecin). Na dogonienie Igora Angulo żaden z wymienionych zawodników nie miał jednak żadnych szans i hiszpański napastnik mógł spokojnie czekać na wyniki niedzielnych potyczek.

 

Piast wyprzedził Legię

Piast Gliwice pokonał 2:1 Jagiellonię. Białostoczanie mogli jeszcze wyrównać w czwartej minucie doliczonego czasu gry, bo dostali rzut karny, ale „jedenastkę” egzekwowana przez Jesusa Imaza kapitalnie obronił Jakub Szmatuła. Gliwiczanie są nowym liderem.

W gliwickim zespole z powodu kontuzji nie mógł zagrać jeden z najlepszych bramkarzy w naszej lidze Frantiszek Plach, a za kartki musiał pauzować Anglik Tom Hateley. Zastąpili ich Jakub Szmatula i Tomasz Jodłowiec. Dla tego pierwszego z nich był to pierwszy w tym roku występ w ekstraklasie. Natomiast trener Jagiellonii Ireneusz Mamrot nie wystawił do gry dwóch swoich asów – kapitana drużyny Tarasa Romanczuka oraz Brazylijczyka Guilherme. Pierwszego gola dla Piasta strzelił Ekwadorczyk Joel Valencia, który wykorzystał podanie Hiszpana Gerarda Badi. Sędzia nie od razu wskazał na środek boiska, tylko skorzystał z systemu VAR, ale po obejrzeniu powtórki uznał trafienie, bo piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową. Był to tzw. gol do szatni.

Po zmianie stron długo toczyła się względnie wyrównana walka, ale w 86. minucie po interwencji VAR (rządził nim Szymon Marciniak), sędzia Marek Przybył podyktował jedenastkę dla Jagiellonii. Wykorzystał ją Jesus Imaz, na co widownia zareagowała skandowaniem „Złodzieje! Złodzieje!”.

Nadzieje przyjezdnych na remis rozwiał jednak Jodłowiec i Piast objął prowadzenie 2:1. Ale sędziowie ponownie dali szansę białostocczanom dyktując na ich korzyść rzut karny w czwartej minucie doliczonego czasu gry, za problematyczny faul. Ponownie do jedenastki podszedł Imaz, lecz tym razem Szmatuła go przejrzał i obronił. Gliwiczanie objęli prowadzenie w tabeli ekstraklasy i spokojnie czekali na wynik meczu Legii z Pogonią. A warszawianie sensacyjnie zremisowali u siebie 1:1 spadli na drugą pozycję ze stratą jednego punktu do Piasta.

Zestaw par 36. kolejki Lotto Ekstraklasy

Grupa spadkowa
Poniedziałek (13 maja): Arka Gdynia – Wisła Kraków, godz. 18:00, sędziuje Paweł Raczkowski. Wtorek: Miedź Legnica – Śląsk Wrocław, godz. 20:30, sędziuje Piotr Lasyk; Zagłębie Sosnowiec – Korona Kielce, godz. 20:30, sędziuje Artur Aluszyk; Górnik Zabrze – Wisła Płock, godz. 20:30, sędziuje Jarosław Przybył.

Grupa mistrzowska
Środa: Lech Poznań – Lechia Gdańsk, godz. 20:30, sędziuje Bartosz Frankowski; Zagłębie Lubin – Cracovia, godz. 20:30, sędziuje Paweł Gil; Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa, godz. 20:30, sędziuje Szymon Marciniak; Pogoń Szczecin – Piast Gliwice, godz. 20:30, sędziuje Łukasz Szczech.

 

Lotto Ekstraklasa: Miliony dla agentów

W minionym tygodniu PZPN podał do publicznej wiadomości zestawienie wydatków, jakie kluby uczestniczące w rozgrywkach szczebla centralnego przeznaczyły na prowizje dla piłkarskich agentów. W ekstraklasie oraz I i II lidze w sumie zmarnowano na ten cel ponad 34 mln złotych.

Raport opublikowany przez PZPN obejmuje okres od 1 kwietnia 2018 do 31 marca 2019 roku. W tym czasie kluby ekstraklasy wydały na prowizje dla reprezentujących interesy piłkarzy agentów 32 mln złotych, pierwszoligowe dwa miliony złotych, a drugoligowe 700 tys. złotych. Rekordzistą pod tym względem okazał się poznański Lech, który przekazał do kieszeni handlarzy piłkarskim towarem dokładnie 6 936 559 złotych. Działacze „Kolejorza” mają lekką rękę do tego typu wydatków, bo rok wcześniej wydali na ten cel 7,5 mln złotych. Niewiele mniej szczodrzy dla agentów są włodarze warszawskiej Legii, bo w ostatnim roku przeznaczyli na ich prowizje 5 915 600 złotych, ale zważywszy na fakt, że rok wcześniej była to kwota bliska 10 mln złotych, widać już jakiś umiar.

Zdumiewa natomiast wysoka pozycja w tym rankingu rozrzutników zagrożonej spadkiem Wisły Płock. Szefowie „Nafciarzy” nie dysponują wielkim budżetem, a mimo to z klubowej kasy wywalili na transferowych pośredników aż 5 260 495 złotych. Kolejne miejsca w zestawieniu zajmują Pogoń Szczecin (3 115 244), Zagłębie Lubin (2 605 523), Cracovia (1 633 362), Lechia Gdańsk (1 608 682), Jagiellonia Białystok (1 461 771), Górnik Zabrze (798 240), Śląsk Wrocław (643 215), Zagłębie Sosnowiec (533 997), Piast Gliwice (494 602), Korona Kielce (368 455), Arka Gdynia (314 062), Miedź Legnica (312 233), a ostatnie miejsce zajęła Wisła Kraków, która na prowizje dla agentów wydała zaledwie 66 916 złotych, chociaż w przerwie zimowej z powodu ogólnie znanych problemów musiała wymienić niemal połowę kadry zespołu.

Najbardziej intrygujące w tym procederze jest to, że przepisy FIFA i UEFA, a siłą rzeczy także PZPN, w ogóle dopuszczają możliwość pobierania przez agentów piłkarzy prowizji od klubów, chociaż powinni je otrzymywać jako procent od wynegocjowanych przez nich kontraktów zawodników. Ktoś tu kręci gigantyczne „lody” w majestacie piłkarskiego prawa.

Zestaw par 30. kolejki Lotto Ekstraklasy
Wszystkie mecz 13 kwietnia w sobotę, początek godz. 18:00:
Arka Gdynia – Miedź Legnica, sędziuje Piotr Lasyk (Bytom); Cracovia – Lechia Gdańsk, sędziuje Krzysztof Jakubik (Siedlce); Lech Poznań – Jagiellonia Białystok, sędziuje Bartosz Frankowski (Toruń); Legia Warszawa – Pogoń Szczecin, sędziuje Wojciech Myć (Lublin); Piast Gliwice – Korona Kielce, sędziuje Jarosław Przybył (Kluczbork); Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze, sędziuje Tomasz Kwiatkowski (Warszawa); Zagłębie Lubin – Wisła Kraków, sędziuje Paweł Raczkowski (Warszawa); Zagłębie Sosnowiec – Wisła Płock, sędziuje Daniel Stefański (Bydgoszcz).

 

Pięć drużyn liczy na cud

Przed ostatnią kolejką fazy zasadniczej sezonu pięć zespołów (Lechia, Legia, Piast, Cracovia i Zagłębie Lubin) jest już pewnych gry w grupie mistrzowskiej. Na obsadzenie pozostałych trzech miejsc szanse ma jeszcze pięć drużyn.

Sytuacja jest skomplikowana dla całej piątki zespołów aspirujących do zajęcia miejsca w czołowej ósemce, ale w najtrudniejszym położeniu znalazła się Korona. Szanse kielczan na zakwalifikowanie się do elity są w zasadzie tylko teoretyczne, bo muszą w ostatniej kolejce wygrać na wyjeździe z z Piastem Gliwice, a także liczyć na bardzo wysoką porażkę Pogoni Szczecin z Legią oraz Wisły Kraków z Zagłębiem Lubin, a także na remis Lecha z Jagiellonią.

Koroniarzom degradacja jednak nie zagraża, bo nawet jeśli ostatecznie wylądują w grupie spadkowej, to będą mieli ogromną przewagę punktową nad niżej obecnie klasyfikowanymi zespołami Zagłębia Sosnowiec, Wisły Płock, Arki, Górnika, Miedzi i Śląska.

W niewiele lepszym położeniu znalazła się Pogoń. Gdyby „Portowcy” wygrali z Arką w 29. kolejce (zremisowali 3:3), mieliby awans do grupy mistrzowskiej w kieszeni, a tak muszą teraz pokonać w ostatniej serii spotkań Legię, bo tylko zwycięstwo da im miejsce w Top 8 bez oglądania sie na wyniki innych spotkań. W przypadku remisu szczecinianie będą musieli liczyć na porażkę Wisły Kraków lub porażkę albo remis Lecha. Pogoń zapewni sobie miejsce w grupie mistrzowskiej także w przypadku remisu lub porażki Wisły Kraków, jednoczesnych porażkach Wisły i Lecha, porażki Lecha oraz remisu lub porażki Korony.

Pokonać jednak Legię nie będzie „Portowcom” łatwo, bo po zwolnieniu portugalskiego trenera-zamordysty Ricardo Sa Pinto legioniści pod wodzą duetu Aleksandar Vuković – Marek Saganowski wyraźnie odżyli i z każdym kolejnym meczem nabierają wiatru w żagle. W dwóch meczach (z Jagiellonią i Górnikiem) zdobyli komplet punktów, strzelając pięć goli i tracąc jednego. W Zabrzu o swoich strzeleckich umiejętnościach przypomniał Carlitos. Jego dwie bramki zapewniły Legii zwycięstwo, na uwagę zasługuje jednak łatwość, z jaką hiszpański napastnik dochodził do strzeleckich sytuacji. Niewykluczone, że w jego rosnąca forma może w końcówce sezonu okazać się decydującym czynnikiem w wyścigu o mistrzostwo.

Wprawdzie pod względem jakości i stylu gry wielkiej poprawy u legionistów nie widać, ale na ich szczęście równie topornie na boisku prezentuje się drużyna prowadzącej w tabeli Lechii. Gdańszczanie nadrabiają to walecznością, lecz taka siłowa gra ma swoją cenę, którą przyjdzie im zapłacić właśnie na finiszu.

 

Lotto Ekstraklasa: Bałagan na finiszu

Wygrane Legii Warszawa i Lecha Poznań w 28. kolejce przeczą tezie, że nagłe zmiany trenerów niczemu dobremu nie służą. Zmiennikom Ricardo Sa Pinto i Adama Nawałki wystarczyły dwa dni na dokonanie radykalnej zmiany w stylu gry legionistów i lechitów. Ale już w najbliższy weekend okaże się, czy zwyżka formy jest trwała, czy były to tylko jednorazowe zrywy.

Nasza piłkarska ekstraklasa jak wiadomo nie prezentuje wysokiego poziomu sportowego. Dowodzą tego choćby słabiutkie w ostatnich latach wyniki polskich zespołów klubowych w europejskich rozgrywkach pucharowych. Ale ma to też pewien walor, bo dzięki temu liga jest wyrównana i nieprzewidywalna. Wisła Kraków w niedzielę gromi aspirującą do mistrzowskiego tytułu Legię 4:0, a trzy dni później przegrywa w Sosnowcu z broniącym się przed spadkiem Zagłębiem 3:4. Tymczasem zdewastowana przez wiślaków Legia w tym samym czasie dokonuje zmiany trenera i w środę rozbija na swoim boisku Jagiellonię 3:0.

Podobną metamorfozę przeszła drużyna Lecha Poznań, która pod wodzą Adama Nawałki w sobotę w żenującym stylu ledwo zremisowała w Kielcach z Koroną 0:0, a w środę niemal w tym samym składzie wygrywa z Pogonią Szczecin 3:2, prowadząc do 86. minuty 3:0. W tych trzech spotkaniach padło aż 15 goli, a w pozostałych pięciu zaledwie sześć, chociaż były wśród nich mecze z udziałem lidera Lechii Gdańsk, trzeciego w tabeli Piasta Gliwice i czwartej Cracovii. I mówiąc pół żartem, pół serio – to chyba jest znak rozpoznawczy naszej rodzimej ekstraklasy, że zajmowane aktualnie w tabeli miejsce rzadko kiedy odzwierciedla faktyczną klasą sportową zespołu.

Jeśli drużyna nagle przestaje zdobywać punkty, powodów tego stanu rzeczy może być kilka, ale ich źródłem zawsze są pieniądze i czyjejś zagrożone interesy – piłkarzy, ich agentów, klubowych działaczy, a także właścicieli klubów. Trener w tym „łańcuchu pokarmowym” jest najsłabszym ogniwem i w gruncie rzeczy chronią go tylko zapisy w kontrakcie gwarantujące wypłatę odszkodowania w przypadku jego przedwczesnego zerwania. Jak bardzo jest to złudna osłona świadczą choćby ostatnie dymisje Adama Nawałki w Lechu, Portugalczyka Ricardo Sa Pinto w Legii, Hiszpana Jose Antonio Vicuny w Wiśle Płock i Zbigniewa Smółki w Arce Gdynia.

Tego ostatniego właściciel klubu zdymisjonował na godzinę przed derbowym meczem z Lechią, ponoć pod wpływem szantażu ze strony gdyńskich kiboli, chociaż równie wiarygodnie brzmi teza, że Smółkę uwalił pewien agent, którego kilku piłkarzy ten trener nie wystawiał do gry. Oni pewnie w poniedziałek w meczu ze Śląskiem zagrają i Arka wreszcie w tym roku wygra.

Zestaw par 29. kolejki
Piątek: Korona – Zagłębie Lubin, godz. 18:00; Miedź – Cracovia, godz. 20:30. Sobota: Wisła Kraków – Piast, godz. 18:00; Lechia – Lech, godz. 20:30; Jagiellonia – Zagłębie Sosnowiec, godz. 15:30. Niedziela: Pogoń – Arka, godz. 15:30; Górnik – Legia, godz. 18:00. Poniedziałek: Wisła Płock – Śląsk Wrocław, godz. 18:00.

 

Lotto Ekstraklasa: Rekordy frekwencji padają w derbach

W 26. kolejce padł rekord frekwencji w tym sezonie naszej piłkarskiej ekstraklasy. Derby Krakowa Wisła – Cracovia obejrzało 28 235 widzów. Dotychczasowy rekord, ustanowiony w derbach Trójmiasta Lechia Gdańsk – Arka Gdynia został pobity o trzy tysiące.

Wbrew pozorom rekordowa liczba widzów na stadionie Wisły w Krakowie jest tak naprawdę frekwencyjną porażką Lotto Ekstraklasy. A to dlatego, że najlepszy w tym sezonie wynik, ustanowiony dopiero w 26. kolejce po rozegraniu 206 meczów z udziałem publiczności, w poprzednim byłby dopiero na siódmym miejscu. Co prawda rekord frekwencji padł w spotkaniu 30. kolejki Lecha z Górnikiem, na które przyszło w Poznaniu 36 941 osób, ale pięć pozostałych lepszych niż w tym sezonie wyników ustanowiono wcześniej.

Wracając do 26. kolejki obecnych rozgrywek, to poza Krakowem przyzwoita liczba widzów stawiła się jeszcze tylko w Warszawie na Łazienkowskiej. Starcie Legii ze Śląskiem (1:0) obejrzało w stolicy 18 342 osób. Na pozostałych sześciu stadionach nigdzie frekwencja nie przekroczyła 10 tysięcy, nawet w Białymstoku, gdzie na spotkanie Jagiellonii z Korona Kielce stawiło się zaledwie 7 660 kibiców.

Księgowy Lecha musi rwać włosy z głowy, bo po słabych w tym roku wynikach fani „Kolejorza” obrazili się na swój zespół. Przegrany 0:3 mecz z Górnikiem Zabrze obejrzało tylko 9 881 widzów, a pamiętajmy, że stadion w Poznaniu ma ponad 42 tysiące miejsc.

Ale w naszej ekstraklasie nawet dobre wyniki nie zawsze przekładają się na wzrost frekwencji. Przekonują o tym przykłady Zagłębie Lubin (5823 widzów w spotkaniu z Arką Gdynia) i rewelacji wiosennej rundy Piasta Gliwice (5573 osoby na meczu z Miedzią Legnica). Tradycyjnie już niewielu fanów wybrało się na stadion w Płocku (2511 na przegranym 0:2 meczu z Pogonią) i w Sosnowcu (tylko 2624 widzów przyszło zobaczyć jak ich zespół gra z liderem ligi Lechią Gdańsk). Po 26. kolejkach najliczniejszą widownią może pochwalić się Legia (średnia na mecz 13 392). Druga jest Wisła Kraków (15 791), trzecia Lechia (13 892), czwarty Lech (13 183, a piąty Górnik (12 405 widzów).