Zmarzlik może obronić tytuł

Bartosz Zmarzlik wygrał oba turnieje Speedway Grand Prix rozegrane w miniony weekend w Pradze. Aktualny mistrz świata z dorobkiem 99 punktów po sześciu wyścigach objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej tegorocznej edycji SGP. Drugie miejsce zajmuje Szwed Fredrik Lindgren (92 pkt), a trzecie Brytyjczyk Tai Woffinden (89 pkt). Czwartą lokatę zajmuje Maciej Janowski.

Do zawodów w stolicy Czech Bartosz Zmarzlik przystępował z pozycji wicelidera klasyfikacji generalnej. Żużlowiec Stali Gorzów mógł być na pierwszym miejscu, gdyby tydzień wczesniej nie pokpił sprawy w sobotnim turnieju SGP na gorzowskim torze. Po wygranej w piątek wydawało się, że na obiekcie, na którym się wychował, zwycięży w obu turniejach. Niestety, w drugiej odsłonie zmagań w stadionie imienia E. Jancarza nie był juz taki szybki jak dzień wcześniej i nawet nie zakwalifikował sie do finału. Z okazji skorzystał Szwed Fredrik Lindgren, który po czterech rundach objął prowadzenie z minimalną przewagą nad Zmarzlikiem i drugim z Polaków w czołówce, Maciejem Janowskim ze Sparty Wrocław.
W Pradze Zmarzlik wcześniej zwykle zawodził, dlatego jego znakomita jazda była zaskoczeniem. Gorzowianin wygrał pewnie dwa pierwsze biegi, ale w trzech kolejnych zajmował kolejno drugą trzecia i druga lokatę. Do półfinału awansował jednak pewnie i jako jedyny z naszych zawodników.
W półfinale Zmarzlik trafił do czwórki z Woffindenem, Duńczykiem Leonem Madesenem i Australijczykiem Jasonem Doyle’m. Sędzia za falstart wykluczył najpier Madsena, a następnie Doyle, co oznaczało, że Zmarzlik i Woffinden mieli awans do finału zapewniony, a ścigali się jedynie o prawo wyboru pola startowego. Trzecią lokatę wywalczył Słowak Martin Vaculik, a czwarty linię mety minął Rosjanin Emil Sajfutdinow. Nasz żużlowiec po tym zwycięstwie awansował na pozycję lidera klasyfikacji generalnej. Na drugie miejsca spadł Lindgren, a na trzecie awansował Woffinden kosztem Janowskiego.
Przed sobotnim turniejem organizatorzy trochę bardziej przyłożyli się do przygotowania toru, co od razu poprawiło atrakcyjność zawodów, bo kibice w końcu mogli obejrzeć trochę walki. „Dzisiaj tor jest inny” – podkreślał w telewizyjnej wypowiedzi Zmarzlik, ale zmiana warunków zupełnie mu nie przeszkadzała. Gorzowianin wygrał pewnie trzy pierwsze biegi, a dwóch kolejnych był drugi i z dorobkiem 13 punktów pewnie awansował do półfinału. Zdecydowanie lepiej niż piątek spisał się Janowski, który także przebił się do czołowej ósemki. Wrocławianin miał pecha w 13. biegu, bo unikając zderzenia z Woffindenem musiał zwolnić i już potem nie odrobił dystansu do rywali. Brytyjski sędzia Craig Ackroyd nie ukarał swojego rodaka za niebezpieczną jazdę i nie wykluczył go z jazdy w półfinale. W walce o miejsce w czołowej czwórce zawodów zmierzyli się Zmarzlik, Doyle, Madsen, Janowski i w takiej kolejności mijali metę. W drugim półfinałowym biegu zmierzyli się Lindgren, Woffinden, Vaculik, Sajfutdinow i w takim zestawieniu zakończyli wyścig. W finale wystartowali zatem Zmarzlik, Woffinden, Doyle, Lindgren.
Bieg finałowy trzeba było rozgrywać na raty. W pierwszym podejściu Zmarzlik świetnie ruszył spod taśmy, ale na pierwszym łuku zderzyli się Woffinden i Doyle, w wyniku czego Australijczyk zaliczył groźnie wyglądający upadek. W powtórce mistrz świata z 2017 roku popełnił falstart i sędzia Ackroyd musiał ponownie przerwać przygotowania do startu. Dopiero w trzecim podejściu udało się żużlowcom ruszyć spod taśmy bez błędów. Zmarzlik wygrał start, ale po wyjściu z wirażu wyprzedził go Woffinden. Polak walczył z Brytyjczykiem do ostatniego okrążenia i odważnym atakiem zdołał o na mecie o włos wyprzedzić trzykrotnego mistrza świata.
Do zakończenia zmagań pozostały już tylko dwie rundy, które zostaną rozegrane w dniach 2-3 października na Motoarenie w Toruniu. Zmarzlik ma wielka szansę na obronę mistrzowskiego tytułu, czego jak dotąd nie dokonał żaden polski żużlowiec, a po raz ostatni taka sztuka udała się w sezonach 2007 i 2008 Duńczykowi Nickiemu Pedersenowi.

Klasyfikacja generalna po 6 turniejach:

  1. Bartosz Zmarzlik – 99 pkt; 2. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 92; 3. Tai Woffinden (W. Brytania) – 89; 4. Maciej Janowski (72); 5. Leon Madsen (Dania) – 70; 6. Jason Doyle (Australia) – 69; 7. Martin Vaculik (Słowacja) – 63; 8. Artiom Łaguta (Rosja) – 60; 9. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 59; 10. Max Fricke (Australia) – 40; 11. Matej Zagar (Słowenia) – 37; 12. Niels Kristian Iversen (Dania) – 30; 13. Patryk Dudek – (29); 14. Mikkel Michelsen (Dania) – 27; 15. Gleb Czugunow(Rosja/Polska) – 16; 16. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 12; 17. Anders Thomsen (Dania) – 10; 18. Vaclav Milik (Czechy) – 1.

Piątek Zmarzlika, sobota Lindgrena

Bartosz Zmarzlik nie powtórzył wyczynu Tomasza Golloba i nie zdołał wygrać dwóch turniejów Speedway Grand Prix z rzędu. W piątek aktualny indywidualny mistrz świata nie miał na torze swojego macierzystego klubu konkurencji i pewnie wygrał zawody, dobrze też zaczął zmagania w sobotę wygrywając rundę zasadniczą, ale odpadł w półfinale. Triumfował Szwed Fredrik Lindgren, który na półmetku rywalizacji został nowym liderem klasyfikacji generalnej.

W piątek żużlowiec Stali Gorzów w pełni wykorzystał atut doskonale znanego sobie toru. W cuglach wygrał fazę zasadniczą zawodów (zgromadził 14 punktów w pięciu biegach) i pewnie też wygrał bieg półfinałowy. Wyrównaną walkę stoczył dopiero w finale z naciskającym go do ostatniego wirażu Australijczykiem Jasonem Doyle’em. Na trzeciej pozycji linię mety minął Szwed Fredrik Lindgren, a na czwartej Duńczyk Leon Madsen. Maciej Janowski, który po dwóch pierwszych turniejach SGP rozegranych we Wrocławiu był liderem klasyfikacji generalnej cyklu, w piątkowych zawodach na gorzowskim torze odpadł w półfinale, lecz z dorobkiem 48 punktów jeszcze utrzymał pierwszą lokatę. Na drugie miejsce awansował Zmarzlik (47 pkt), trzecie zajmował Lindgren (46 pkt), a czwarte trzykrotny mistrza świata Brytyjczyk Tai Woffinden (43 pkt). Pierwszą dziesiątkę uzupełniali: 5. Artiom Łaguta (Rosja) – 40 pkt, 6. Madsen (32 pkt), 7. Doyle (26 pkt), 8. Martin Vaculik (Słowacja) – 24 pkt, 9. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 22 pkt i 10. Matej Zagar (Słowenia) – 21 pkt. Do fazy półfinałowej awansował Maciej Janowski, ale nie zdołał wywalczyć miejsca w finale. Trzeci z Polaków, Patryk Dudek, wycofał się z turnieju po dwóch startach z powodu poważnego upadku, który zaliczył już w pierwszym wyścigu po kolizji z jadącym z dziką kartą Duńczykiem Andersem Thomsenem. W powtórce mocno poobijany Dudek pojechał mimo to wybornie i uczcił zwycięstwem swój jubileuszowy 200. wyścig w cyklu Grand Prix. Niestety, w drugim starcie było już jednak widać, że wicemistrz świata z 2017 roku nie czuje się najlepiej. Przed trzecią serią biegów jeździec Falubazu Zielona Góra wycofał się z dalszej rywalizacji. To mocno komplikuje jego sytuację w walce o pozostanie w cyklu SGP na sezon 2021.
Piątkowy triumf Zmarzlika narobił gorzowskim kibicom apetytu także na jego sobotnie zwycięstwo na Stadionie im. Edwarda Jancarza. Fani czarnego sportu mieli nadzieję, że zawodnik Stali Gorzów utrzyma fenomenalny poziom jazdy i po raz pierwszy w karierze zwycięży w zawodach cyklu Grand Prix dwukrotnie z rzędu. Z żużlowców wcześniej udało się to tylko Tomaszowi Gollobowi w sezonach 1998, 1999 i 2010.
I długo wszystko wskazywało na powtórkę, bo Zmarzlik wygrywał wyścig za wyścigiem, robiąc to w każdym kolejnym coraz bardziej przekonująco. Coś stało się z nim jednak w jego ostatnim, piątym biegu fazy zasadniczej, w którym po przegranym starcie mimo wielu prób nie zdołał wyprzedzić Jasona Doyle’a i metę minął dopiero na trzeciej pozycji, bo w tym biegu obu pokonał Tai Woffinden. Mimo tej nieoczekiwanej porażki Zmarzlik awansował do półfinału z pierwszej pozycji po zasadniczej części zawodów. Natomiast Janowski o miejsce w czołowej ósemce musiał walczyć do ostatniego biegu. Słabsza dyspozycja żużlowca Sparty Wrocław wyszła jednak na jaw w wyścigu półfinałowym, w którym przyjechał na ostatniej pozycji za Doyle’em, Lindgrenem i Vaculikiem. Nie awansując do finału Janowski stracił pozycję lidera klasyfikacji generalnej.
Znacznie bardziej przykrą niespodziankę fanom żużla sprawił jednak Zmarzlik, który także nie zakwalifikował się do finału. Gorzowianin w drugim półfinale rywalizował z Sajfutdinowem, Madsenem i Woffindenem. Po dobrym starcie dał się jednak przyblokować rosyjskiemu zawodnikowi i mimo starań nie zdołał już wyprzedzić ani jego, ani też pilnującego drugiej lokaty Madsena i przyjechał na metę na trzecim miejscu. Takim oto sposobem po raz pierwszy w historii turniejów Speedway Grand Prix w Gorzowie w finałowym wyścigu zabrakło reprezentanta Polski.
Decydujący bieg wygrał Fredrik Lindgren. Szwedzki żużlowiec w trzech poprzednich turniejach za każdym razem dochodził do finału i w czwartym starcie wreszcie okazał się najlepszy w stawce. On więc objął na półmetku pozycję lidera klasyfikacji generalnej mając na koncie 66 punków. Drugą lokatę utrzymał Bartosz Zmarzlik (59 pkt), a na trzecią spadł Maciej Janowski (57 pkt). Kolejne miejsca w czołowej „10” zajmują: 4. Tai Woffinden (W. Brytania) – 53 pkt, 5. Leon Madsen (Dania) – 50 pkt, 6. Artiom Łaguta (Rosja) – 45 pkt, 7. Jason Doyle (Australia) – 42 pkt, 8. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 36 pkt, 9. Martin Vaculik (Słowacja) – 35 pkt, 10. Matej Zagar (Słowenia) – 27 pkt.
Kolejne dwa turnieje SGP odbędą się w najbliższy weekend w Pradze. Zakończenie rywalizacji zaplanowano w dniach 2-3 października na Motoarenie w Toruniu.

Janowski znów mistrzem Polski

Rozegrany w poniedziałek w Lesznie finał indywidualnych mistrzostw Polski był popisem żużlowca Sparty Wrocław Macieja Janowskiego, który odzyskał mistrzowski tytuł po pięciu latach przerwy. Dwa kolejne miejsca na podium zajęli zawodnicy Stali Gorzów – srebrny medal wywalczył aktualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik, za brązowy Szymon Woźniak.

Tegoroczny finał IMP na żużlu stał na wysokim poziomie. Szesnastu najlepszych polskich zawodników na świetnie przygotowanym torze Unii Leszno niemal w każdym biegu tworzyli emocjonujące spektakle. Już w pierwszym biegu doszło do pojedynku na szczycie, czyli bezpośredniego starcia aktualnego mistrza świata Bartosza Zmarzlika z liderem obecnej edycji Speedway Grand Prix Maciejem Janowskim. Wyścig wygrał Janowski przed Zmarzlikiem, a trzecią lokatę zajął broniący tytułu mistrza Polski zawodnik gospodarzy Janusz Kołodziej. Tych trzech jeźdźców ponownie spotkało się w wielkim finale, w którym dołączył do nich jeszcze Szymon Woźniak.
Wygrana Janowskiego nie była przypadkiem – zawodnik Sparty Wrocław w rundzie zasadniczej turnieju dzielił i rządził, czym wyraźnie zdeprymował Zmarzlika, któremu bardzo zależało na zwycięstwie, bowiem tytuł indywidualnego mistrza Polski to jedyne z najważniejszych trofeów, jakiego nie ma jeszcze w swojej kolekcji. Ale żużlowiec gorzowskiej Stali nie miał jednak najlepszego dnia i o miejsce w wielkim finale musiał walczyć w barażu z udziałem dwóch zawodników gospodarzy, Kołodzieja i Piotra Pawlickiego oraz jeźdźca Falubazu Zielona Góra Patryka Dudka. Na dwóch najlepszych żużlowców w tym dodatkowym biegu czekali już zakwalifikowani w rundzie zasadniczej Janowski oraz Szymon Woźniak, który trzy lata temu wywalczył tytuł mistrza Polski, ale w tym sezonie idzie mu słabo i nic dziwnego, że uznano go za „czarnego konia” turnieju w Lesznie. Finałowy wyścig znów był jednak teatrem jednego aktora, bo Maciej Janowski był tego dnia poza zasięgiem rywali i zdobył koronę po razu drugi w karierze (wcześniej dokonał tego w 2015 roku). Drugą lokatę zajął Bartosz Zmarzlik, trzecią jego kolega ze Stali Gorzów Szymon Woźniak, stawkę zaś zamknął najlepszy z zawodników gospodarzy Janusz Kołodziej. Kolejne miejsca zajęli: 5. Patryk Dudek (Falubaz Zielona Góra), 6. Piotr Pawlicki (Unia Leszno), 7. Maksym Drabik (Sparta Wrocław), 8. Jarosław Hampel (Motor Lublin), 9. Bartosz Smektała (Unia Leszno), 10. Krystian Pieszczek (Wybrzeże Gdańsk), 11. Kacper Woryna (ROW Rybnik), 12. Paweł Przedpełski (Włókniarz Częstochowa), 13. Dominik Kubera (Unia Leszno), 14. Przemysław Pawlicki (GKM Grudziądz), 15. Norbert Kościuch (Orzeł Łódź), 16. Krzysztof Kasprzak (Stal Gorzów).

Janowski liderem pod dwóch rundach

Po rozegranych na torze we Wrocławiu dwóch rundach Speedway Grand Prix 2020 liderem klasyfikacji generalnej został Maciej Janowski, który w piątek zajął drugą lokatę, a w sobotę był pierwszy. Broniący tytułu indywidualnego mistrza świata Bartosz Zmarzlik pierwszego dnia był szósty, a drugiego trzeci i ze stratą 11 punktów do Janowskiego jest na piątym miejscu. Przed nim sa jeszcze Brytyjczyk Tai Woffinden i Szwed Fredrik Lindgren.

W piątek królem wrocławskiego toru był jeżdżący w polskiej lidze w barwach GKM Grudziądz rosyjski żużlowiec Artiom Łaguta, który tego wieczoru przegrał tylko raz, z Maciejem Janowskim (Sparta Wrocław), ale w fazie eliminacji. W biegu finałowym zrewanżował się Polakowi, który był drugi i wygrał pierwszy turniej tegorocznego cyklu SGP. Trzeci linię mety minął Szwed Fredrik Lindgren (Włókniarz Częstochowa), zaś na czwartej pozycji Brytyjczyk Tai Woffinden (Sparta Wrocław).
W tym sezonie dokonano zmiany w regulaminie indywidualnych mistrzostw świata. Punkty do klasyfikacji generalnej są przyznawane za miejsca wywalczone w turnieju, natomiast w poprzednich latach sumowano zdobycze punktowe z całych zawodów. Teraz triumfator każdej z eliminacji otrzymuje 20 punktów, drugi zawodnik 18, trzeci 16, czwarty 14, piąty 12 i tak aż do 16. miejsca, za które przyznawany jest jeden punkt. Takie zasady punktacji powodują, że decydujące znaczenie ma awans do finału i zajęte w nim miejsce, natomiast liczba wywalczonych punktów w eliminacjach i półfinale ma znaczenie jedynie porządkowe. I tak np. Janowski do swojego ostatniego, piątego biegu w eliminacjach mógł podejść treningowo, bo po czterech startach miał dziewięć punktów na koncie i pewne miejsce w półfinale. Ale już Zmarzlik musiał do ostatniego biegu walczyć o zakwalifikowanie się do najlepszej ósemki, lecz niewiele mu to dało, bo w półfinale trafił na lepiej tego dnia dysponowanych Łagutę i Woffindena, z którymi przegrał walkę o finał. Z drugiej półfinałowej czwórki do finałowego biegu awansowali Janowski i Lindgren. Dla zwycięskiego w finale Łaguty był to pierwszy triumf w zawodach cyklu SGP, ale obaj zawodnicy wrocławskiej Sparty, czyli Maciej Janowski i Tai Wofinden, w sobotę zamierzali lepiej wykorzystać atut dobrze im znanego toru.
Lepiej z obietnicy wywiązał się Janowski, który w sobotę zdominował rywalizację na Stadionie Olimpijskim i pewnie wygrał drugą rundę tegorocznego cyklu SGP. W półfinale znów wystrzelił spod taśmy jak z armaty i nie dał sobie odebrać prowadzenia. Za nim linię mety minął Lindgren. Szwed podobnie jak w piątek znów wymęczył awans do finału, ale liczy się efekt. W drugim półfinale porywający pojedynek stoczyli mistrzowie świata – Woffinden i Zmarzlik. Tasowali się niemal do ostatniego wirażu, ale ostatecznie na mecie jako pierwszy zameldował się Brytyjczyk. Tym razem ścigający się z nimi Artiom Łaguta wystąpił w roli statysty.
Finałowy wyścig był popisem jednego aktora. Janowski prowadził niezagrożony od startu do mety, a za jego plecami trwała porywająca walka o dwa pozostałe miejsca na podium. Zamknięty na pierwszym wirażu Zmarzlik wręcz szalał na torze, zdołał jednak wyprzedzić tylko Lindgrena, bo Woffindenowi udało się odeprzeć jego ataki. Tak więc sobotni turniej zakończył się podwójnym zwycięstwem żużlowców Sparty Wrocław, po którym Janowski awansował na pozycję lidera klasyfikacji generalnej cyklu SGP, a Woffinden podzielił się drugą lokata z Łagutą. Za tym tercetem uplasował się Fredrik Lindgren, który oba wrocławskie turnieje ukończył na czwartej pozycji.
Aktualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik w „generalce” przesunął się na piątą lokatę, ale kolejne dwa turnieje odbędą się 11 i 12 września w Gorzowie, co będzie na pewno jego atutem, bo przecież na co dzień ściga się w barwach gorzowskiej Stali. Potem karuzela SGP przeniesię się do czeskiej Pragi, gdzie powalczy o punkty 18 i 19 września, zaś tegoroczny cykl SGP, okrojony z powodu pandemii do ośmiu turniejów, zakończą 2 i 3 października zmagania na Motoarenie w Toruniu.

Klasyfikacja generalna SGP 2020:

  1. Maciej Janowski (Polska) – 38 pkt
  2. Artiom Łaguta (Rosja) – 32 pkt
    – Tai Woffinden (W. Brytania) – 32 pkt
  3. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 30 pkt
  4. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 27 pkt
  5. Leon Madsen (Dania) – 18 pkt
  6. Gleb Czugunow (Polska) – 16 pkt
  7. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 15 pkt
  8. Niels Kristian Iversen (Dania) – 14 pkt
  9. Patryk Dudek (Polska) – 13 pkt
  10. Martin Vaculik (Słowacja) – 12 pkt
  11. Matej Zagar (Słowenia) – 12 pkt
  12. Max Fricke (Australia) – 12 pkt
  13. Mikkel Michelsen (Dania) – 11 pkt
  14. Jason Doyl (Australia) – 8 pkt
  15. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 2 pkt

Zmarzlik mistrzem!

Bartosz Zmarzlik jako trzeci z polskich żużlowców, po Jerzym Szczakielu i Tomaszu Gollobie, wywalczył tytuł indywidualnego mistrza świata. W minioną sobotę w Toruniu w ostatnich zawodach tegorocznej edycji Speedway Grand Prix zawodnik Stali Gorzów zajął czwartą lokatę, ale obronił przewagę punktową jaką miał nad Duńczykiem Leonem Madsenem i Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem.

Zmarzlik przystępował do Grand Prix Polski w Toruniu z przewagą siedem punktów nad drugim w klasyfikacji generalnej Sajfutdinowem i dziewięciu nad trzecim Madsenem. 24-letni polski żużlowiec, który ma już w dorobku brązowy medal cyklu SGP zdobyty w 2016 roku i srebrny wywalczony w poprzednim sezonie, wytrzymał presję i w sobotni wieczór na toruńskiej Motoarenie zdobył tak wyczekiwany przez kibiców żużla w naszym kraju tytuł indywidualnego mistrza świata. Do koronacji Zmarzlika doszło po drugim biegu półfinałowym Grand Prix Polski w Toruniu, w którym gorzowianin okazał się najlepszy. W tym momencie było już przesądzone, że odrabiający zaciekle straty Leon Madsen już nie wyjdzie na prowadzenie, nawet w przypadku wygranej w finale.

A po fazie zasadniczej w grze o złoto pozostawali już tylko Polak i Duńczyk. W swoim wyścigu półfinałowym Zmarzlik potrzebował dwóch punktów, aby zapewnić sobie upragniony mistrzowski tytuł. Na wejściu w pierwszym łuku wyprzedził Sajfutdinowa i już nie dał sobie odebrać prowadzenia, czym wprowadził kibiców w euforię.

Tytuł potrzebny potentatom

Radość z tego triumfu podzielają nie tylko fani czarnego sportu, ale też całe żużlowe środowisko, mocno już podrażnione faktem, że chociaż Polska jest absolutną i niekwestionowaną potęgą w tej odmianie sporu motorowego, ma najsilniejszą ligę, najpiękniejsze stadiony, fantastyczną oglądalność i sukcesy w rywalizacji zespołowej, to w rywalizacji o najbardziej prestiżowy tytuł zwyciężali reprezentanci innych nacji. Kiepska passa została jednak w końcu przerwana i wcale nie musi skończyć się na tegorocznym sukcesie Zmarzlika. Od wygranej Szczakiela na kolejną, autorstwa Golloba, fani speedaway’a musieli czekać 37 lat, przerwa między triumfem Golloba a Zmarzlika trwała dziewięć. .

O ile Gollob swój tytuł zdobył już u schyłku kariery, bo w wieku 39 lat, to 24-letni Zmarzlik jest tak naprawdę dopiero u jej progu. Żużlową licencję świeżo upieczony indywidualny mistrz globu zdobył w 2010 roku, ale miał taki talent, że już w następnym roku zadebiutował w żużlowej ekstralidze w barwach gorzowskiej Stali, dla której nieprzerwanie zdobywa punkty do dzisiaj. To właśnie w Gorzowie poznał Tomasza Golloba, który w latach 2008-2012 był zawodnikiem Stali i stał się mentorem utalentowanego nastolatka, a gdy kończył karierę w reprezentacji Polski, oficjalnie namaścił Zmarzlika na swojego następcę.
Wielki talent to jeszcze za mało, żeby w tym trudnym sporcie wspiąć się na szczyt. Potrzebne są jeszcze tytaniczne wręcz pracowitość, wytrwałość oraz perfekcjonizm w pracy ze sprzętem. No i trzeba całe swoje życie podporządkować żużlowej rywalizacji. Zmarzlik wszystkie te warunki bezwzględnie spełnił i dlatego dzisiaj święci triumf. Zapewne nie po raz ostatni, bo ma przed sobą jeszcze wiele lat ścigania się na najwyższym poziomie. Ale póki co zapisał się złotymi zgłoskami w historii polskiego żużla, bo jest dopiero trzecim naszym zawodnikiem, który wywalczył tytuł indywidualnego mistrza świata. Przed nim dokonali tego Jerzy Szczakiel w roku 1973 roku oraz dziewięć lat temu Tomasz Gollob (w 2010).

Może to nie ostatni tytuł?

W cyklu Grand Prix Zmarzlik debiutował podczas GP Polski w Gorzowie w 2012 roku. Był to debiut błyskotliwy, bo 17-letni wtedy żużlowiec startując z dziką kartą wywalczył trzecią lokatę. Dwa lata później w turnieju na gorzowskim stadionie nie miał już sobie równych, zostając najmłodszym zwycięzcą turnieju GP w historii. Jako stały uczestnik w mistrzostwach świata pojawił się w sezonie 2016 i od razu zdobył brązowy medal. W ubiegłym roku dołożył do kolekcji srebrny krążek, a ten sezon zakończył w trofeum z najcenniejszego kruszcu.

A początek zmagań wcale tego sukcesu nie zapowiadał. Podczas inauguracyjnej rundy na PGE Narodowym nie zdołał awansować do finału. Wygrał kolejny turniej w Krsko, by w Pradze znaleźć się nawet poza półfinałami. Dopiero od piątej rundy, we Wrocławiu, Zmarzlik rozpoczął marsz po złoto. W pięciu kolejnych turniejach tylko raz nie stanął na podium, a zwyciężył jeszcze w Vojens.

Pozostały Polakom powiodło się gorzej. Na szóstej pozycji zmagania ukończył as Sparty Wrocław Maciej Janowski. Rzutem na taśmę miejsce wśród uczestników przyszłorocznych zmagań w SGP uratował wicemistrz świata z 2017 roku Patryk Dudek, który zajął ósmą lokatę. Niestety, z elity wypadł lider Unii Leszno Janusz Kołodziej, który w klasyfikacji generalnej zajął dopiero 14. miejsce, chociaż wygrał turniej w Pradze i z dobrej strony pokazał się też we Wrocławiu. W pozostałych zawodach cyklu Kołodziej jeździł jednak słabo. Jedno miejsce wyżej przed naszym żużlowcem uplasował się ustępujący mistrz Tai Woffinden, ale Brytyjczykowi w osiągnięciu lepszego wyniku przeszkodziła kontuzja. Poza pierwszymi ośmioma żużlowcami, pewna jazdy w SGP 2020 jest też najlepsza trójka z GP Challenge – Matej Zagar, Niels Kristian Iversen i Max Fricke. Cztery pozostałe miejsca są na stałe „dzikie karty”.

 

Mistrza świata poznamy w Toruniu

Bartosz Zmarzlik zajął trzecie miejsce w Grand Prix Wielkiej Brytanii w Cardiff, przedostatniej eliminacji mistrzostw świata. Wygrał Duńczyk Leon Madsen, przed Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem, ale przed ostatnim turniejem cyklu, Grand Prix Polski w Toruniu, Zmarzlik utrzymał pozycje lidera klasyfikacji generalnej.

Nawierzchnia toru w Cardiff na początku zawodów bardziej sprzyjała zawodnikom startującym z pól wewnętrznych. Pierwsze cztery biegi wygrywali żużlowcy w kaskach czerwonych. Wiele zmieniło się po pierwszym równaniu toru. Świetnie spod taśmy w piątej odsłonie wyszli z zewnętrznych pól Maciej Janowski i Bartosz Zmarzlik, którzy między sobą rozstrzygnęli walkę o trzy punkty. Z kwartetu naszych żużlowców kiepski występ zaliczył Janusz Kołodziej, niewiele lepiej od niego wypadł też Patryk Dudek. Janowski był bliski awansu do półfinału, ale w ostatnim biegu fazy zasadniczej przegrał z Matejem Zagarem i także jak Dudek i Kołodziej zakończył zawody po 20 biegach. Na placu boju pozostał tylko Zmarzlik, ale on jest liderem klasyfikacji generalnej cyklu i walczy o pierwszy w karierze tytuł indywidualnego mistrza świata.

Żużlowiec Stali Gorzów nie mógł odpuścić nawet na chwilę, bo na walijskim torze dobrze radzili sobie jego najpoważniejsi konkurenci do tytułu – Duńczyk Leo Madesn i Rosjanin Emil Sajfutdinow.

W finale zmierzyli się Zmarzlik, Madsen i Sajfutdino oraz walczący o miejsce w przyszłorocznej edycji cyklu Grand Prix Australijczyk Jason Doyle. Najważniejszy start wieczoru fenomenalnie rozegrał Madsen i nie dał odebrać sobie zwycięstwa do mety. Sajfutdinow po zaciętej walce ze Zmarzlikiem zajął drugą pozycję, a Polak minął metę na trzecim miejscu. Przed ostatnim turniejem, Grand Prix Polski, która odbędzie się 5 października w Toruniu, Zmarzlik z dorobkiem 118 pkt utrzymał prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Za nim ze stratą siedem punktów jest Sajfutdinow, a trzecią lokatę ze stratą dziewięciu „oczek” do lidera okupuje Madsen.

Dawno już nie było w rywalizacji o indywidualne mistrzostwo świata sytuacji, by lider klasyfikacji generalnej miał tak niewielka przewagę nad kolejnymi w zestawieniu rywalami. Ostatni raz, gdy pierwszy zawodnik miał zapas mniejszy niż 10 punktów, zdarzyło się siedem lat temu. Wtedy także wszystko rozstrzygało się na Motoarenie w Toruniu. Australijczyk Chris Holder miał dwa punkty przewagi nad Duńczykiem Nickiem Pedersenem i wytrzymał presję, zdobywają swój jedyny w karierze mistrzowski tytuł.

Do zmiany lidera po ostatnim turnieju dochodziło jak dotąd trzykrotnie. W 1996 roku w duńskim Vojens Amerykanin Billy Hamill odrobił z nawiązką dziewięć punktów do Duńczyka Hansa Nielsena. Trzy lata później, także w Vojens, obolałego po karambolu w finale Złotego Kasku Tomasza Golloba wyprzedził Szwed Tony Rickardsson, odrabiając w ostatnim turnieju stratę czterech punktów. Trzeci przypadek miał miejsce w 2003 roku, kiedy to Nicki Pedersen w norweskim Hamar wyrwał ostatnich zawodach tytuł Australijczykowi Jasonowi Crumpowi.

Ostatni turniej tegorocznej edycji cyklu Grand Prix odbędzie się w Toruniu 5 października.

Top 10 klasyfikacji generalnej Grand Prix:
1. Bartosz Zmarzlik (Polska, 118 pkt); 2. Emil Sajfutdinow (Rosja, 111); 3. Leon Madsen (Dania, 109); 4. Fredrik Lindgren (Szwecja, 98); 5. Martin Vaculik (Słowacja, 88); 6. Maciej Janowski (Polska, 80); 7. Patryk Dudek (Polska, 75); 8. Matej Zagar (Słowenia, 74); 9. Jason Doyle (Australia, 73); 10. Artiom Łaguta (Rosja, 69).

 

Grand Prix Danii dla Zmarzlika

Bartosz Zmarzlik wygrał Grand Prix Danii na torze w Vojens i znacznie zwiększył swoje szanse na zdobycie pierwszego w karierze tytułu indywidualnego mistrza świata na żużlu. Polak na dwa turnieje przed końcem zmagań jest liderem klasyfikacji generalnej z przewagą 9 pkt nad drugim w zestawieniu Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem.

Komplet widzów na stadionie w Vojens trzymał kciuki za Leona Madsen w nadziei, że ich rodak wygra zawody o Grand Prix Danii i samodzielnie obejmie pozycję lidera w klasyfikacji generalnej indywidualnych mistrzostw świata, która do soboty dzierżył na spółke z Bartoszem Zmarzlikiem. Te nadzieje przekreślił jednak świetnie jeżdżący tego dnia polski żużlowiec. W miniona sobotę warunki do ścigania na torze w Vojens były bardzo trudne. Opady deszczu, z powodu których odwołano piątkowe kwalifikacje, utrudniły należyte przygotowanie nawierzchni, zwłaszcza na łukach. Najlepiej w tych warunkach radził sobie Zmarzlik, który zdobył w sumie 18 punktów. W finale gorzowianin okazał się lepszy od Słoweńca Mateja Zagara (13 pkt), Szweda Fredrika Lindgrena (15 pkt) i Rosjanina Emila Sajfutdinowa (16 pkt). Madsen w tych trudnych warunkach zawiódł i po raz drugi z rzędu nie awansował do półfinału kończąc zawody z zaledwie siedmioma punktami.

Dla Zmarzlika triumf w Vojens był szóstym w cyklu Grand Prix, a trzecim w tym roku. Dzięki zwycięstwu został samodzielnym liderem klasyfikacji generalnej z dorobkiem 103 punktów. Drugi jest Rosjanin Emil Sajfutdinow (94 pkt), a trzeci Madsen (92 pkt). Maciej Janowski zajmuje szóste miejsce, o jedną pozycje niżej plasuje się Patryk Dudek, zaś Janusz Kołodziej jest 12. Kolejne zawody odbędą się 21 września na Millenium Stadium w Cardiff, a cykl zakończy turniej o Grand Prix Polski w Toruniu (5 października).

Popis Janowskiego i Zmarzlika

Turniej o Grand Prix Niemiec na torze w niemieckim Teterow zakończył się sukcesem polskich żużlowców – zawody wygrał Maciej Janowski, ale drugą lokatę zajął Bartosz Zmarzlik, który dzięki temu dogonił w klasyfikacji generalnej Duńczyka Leona Madsena i znowu ma szanse za zdobycie tytułu indywidualnego mistrza świata.

Polscy żużlowcy wreszcie odczarowali tor w Teterow, na którym do tej pory nie odnosili sukcesów. Przed zawodami o Grand Prix Niemiec Zmarzlik tracił do Madsena sześć punktów i jego szanse na odrobienie tej straty nie wyglądały realnie. Gorzowian tymczasem już od pierwszego wyścigu na niemieckim torze spisywał się świetnie i pewnie wygrał fazę zasadniczą. Duńczyk natomiast jeździł w kratkę i dopiero w ostatniej serii zapewnił sobie awans do półfinału. Zmarzlik i Madsen zmierzyli się walce o miejsce w finale. Obu pogodził w tym wyścigu znakomicie dysponowany w ten sobotni wieczór Janowski, ale większe powody do zadowolenia miał drugi na mecie Zmarzlik, trzeci Madsen odpadł z dalszej rywalizacji.

Z drugiego półfinału miejsce w finałowej czwórce zapewnili sobie Słoweniec Matej Żagar oraz Duńczyk Niels Kristian Iversen, odpadli natomiast trzeci w klasyfikacji generalnej Rosjanin Emil Sajfutdinow i trzeci z naszych żużlowców w półfinale, Patryk Dudek. W Teterowie nie powiodło się jedynie czwartemu z kwartetu naszych zawodników, Januszowi Kołodziejowi. On swój występ zakończył na rundzie zasadniczej.

W finale Janowski nie dal rywalom żadnych szans. Prowadził od startu do mety i wygrał szósty turniej z cyklu Grand Prix w karierze. Ogromne możliwości i wielką formę potwierdził także Zmarzlik, który zaliczył słaby start, ale z czwartego miejsca zdołał się przebić na drugą pozycję przed Żagara i Iversena. Jego sukces jest tym bardziej cenny, że gorzowianin ścigał się na nowym motocyklu, którego wcześniej nie miał okazji przetestować.

Na trzy eliminacje przed zakończeniem mistrzostw Zmarzlik i Madsen mają po 85 punktów i o siedem punktów wyprzedzają trzeciego w zestawieniu Sajfutdinowa oraz o 13 zajmujących wspólnie czwarta lokatę Szweda Fredrika Lindgrena i Słowaka Martina Vaculika. Z Polaków Dudek jest szósty (70 pkt), Janowski ósmy (67 pkt), a Kołodziej 11. (50 pkt).

Następny turniej z cyklu Grand Prix odbędzie się w najbliższa sobotę (7 września) w duńskim Vojens. Potem żużlowców czekają jeszcze starty w Grand Prix Wielkiej Brytanii w Cardiff (21 września) oraz w kończących zmagania Grand Prix Polski na Motoarenie w Toruniu (5 października).

Wyniki GP Niemiec:
1. Maciej Janowski – 16 pkt (2,2,2,2,2,3,3); 2. Bartosz Zmarzlik – 16 (3,2,2,3,2,2,2); 3. Matej Zagar – 15 (3,3,1,3,1,3,1); 4. Niels Kristian Iversen – 13 (2,3,1,2,3,2,0); 5. Emil Sajfutdinow – 10 (0,0,3,3,3,1); 6. Leon Madsen – 10 (3,1,2,0,3,1); 7. Fredrik Lindgren – 9 (1,1,3,2,2,0); 8. Patryk Dudek – 8 (0,3,3,1,1,0); 9. Antonio Lindbaeck – 8 (3,2,2,0,1); 10. Artiom Łaguta – 8 (1,2,0,3,2); 11. Tai Woffinden – 8 (2,3,1,1,1); 12. Jason Doyle – 6 (2,0,3,1,0); 13. Robert Lambert – 4 (0,1,0,0,3); 14. Martin Vaculik – 4 (1,1,0,2,0); 15. Janusz Kołodziej – 2 (0,0,1,1,0); 16. Martin Smolinski – 1 (1,0,0,0,-).

Top 10 klasyfikacji generalnej:
1. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 85 pkt; 2. Leon Madsen (Dania) – 85; 3. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 78; 4. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 72; 5. Martin Vaculik (Słowacja) – 72; 6. Patryk Dudek (Polska) – 70; 7. Maciej Janowski (Polska) – 67; 8. Artiom Łaguta (Rosja) – 57; 9. Niels-Kristian Iversen (Dania) – 54; 10. Matej Żagar (Słowenia) – 52; 11. Janusz Kołodziej (Polska) – 50 . Miejsce pozostałych Polaków: 17. Bartosz Smektała (Polska) – 10; 20. Maksym Drabik (Polska) – 4.

 

Emil Sajfutdinow wrócił do gry

Rozegrany w minioną sobotę na torze w Hallstavik turniej o Grand Prix Szwecji wygrał Rosjanin Emil Sajfutdinow i awansował na pozycję lidera klasyfikacji generalnej. Tyle samo punktów co on mają też Polak Patryk Dudek oraz Duńczyk Leon Madsen.

Na fatalnie przygotowanym torze w Hallstavik w stawce najlepiej radził sobie Sajfutdinow i on też wygrał zawody, pierwsze w cyklu Grand Prix od sześciu lat. Organizatorzy cyklu mają w tym roku spore problemy z utrzymaniem przyzwoitego poziomu rywalizacji, bo albo sędziowie wypaczają jej przebieg karygodnymi błędami, albo źle przygotowane tory psują jakość żużlowych spektakli, jak ten w szwedzkiej edycji Grand Prix. Na nim pogrzebał swoje szanse Janusz Kołodziej, który zwyciężył w poprzedniej odsłonie cyklu, w GP Czech w Pradze.

Tym razem żużlowiec Unii Leszno był jedynie statystą i zakończył udział w zawodach w Hallstavik na fazie zasadniczej. Niewiele lepiej poszło Duńczykowi Leonowi Madsenowi, który przed GP Szwecji był na spółkę z Dudkiem liderem klasyfikacji generalnej. W Szwecji zdobył tyle samo punktów co Kołodziej i też zakończył udział w zawodach po fazie zasadniczej.
Polscy kibice największe nadzieje wiązali jednak z występem Bartosza Zmarzlika, który od wielu sezonów ściga się z powodzeniem w szwedzkiej lidze, a w obecnym wręcz ją zdominował. Zmarzlik w tym sezonie Elitserien aż sześć z dotychczasowych 10 meczów kończył w kompletem punktów, a w 51 biegach stracił zaledwie sześć punktów. Dzięki temu może popisać się znakomitą średnią 2,88 pkt na bieg.

Niestety, na grząskim torze Zmarzlik przepadł w półfinale. Lepiej od niego z polskich żużlowców poradził sobie Maciej Janowski, który przed rokiem wygrał Grand Prix Szwecji, a tym razem zajł w finale trzecie miejsce. Dwaj pozostali nasi zawodnicy, Patryk Dudek i wspomniany Kołodziej zakończyli rywalizacje na fazie zasadniczej. Imprezę wygrał Sajfutdinow, dla którego był to pierwszy triumf w cyklu po sześciu latach przerwy. Dzięki wygranej Rosjanin z polskim paszportem dogonił Dudka i Madsena w „generalce”.

Kolejna runda Grand Prix odbędzie się 3 sierpnia we Wrocławiu. Wcześniej w rosyjskim Togliatti rozegrane zostaną finały Speedway of Nations (20-21 lipca). Biało-czerwoni wystąpią tam w składzie: Bartosz Zmarzlik, Maciej Janowski i Maksym Drabik.

Najlepsi w GP Szwecji:
1. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 17 (3,3,2,3,1,2,3); 2. Martin Vaculik (Słowacja) – 16 (3,3,3,0,3,2,2); 3. Maciej Janowski (Polska) – 13 (2,1,3,2,1,3,1); 4. Max Fricke (Australia) – 11 (1,1,3,0,3,3,0); 5. Matej Zagar (Słowenia) – 10 (3,2,3,1,0,1); 6. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 10 (0,3,1,3,2,1); 7. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 8 (2,2,2,1,1,0); 8. Niels Kristian Iversen (Dania) – 8 (2,1,2,1,2,u).
Top 10 klasyfikacji generalnej SGP:
1. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 47 pkt; Patryk Dudek (Polska) – 47; Leon Madsen (Dania) – 47; 4. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 44; 5. Martin Vaculik (Słowacja) – 44; 6. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 42; 7. Niels Kristian Iversen (Dania) – 32; 8. Jason Doyle (Australia) – 30; 9. Janusz Kołodziej (Polska) – 29; 10. Artiom Łaguta (Rosja) – 27.

 

Zwycięski sprawdzian żużlowej kadry

Reprezentacja Polski okazała się wyraźnie lepsza od zespołu Reszty Świata w towarzyskim turnieju rozegranym w wielkanocny poniedziałek w Rzeszowie. Biało-czerwoni wygrali 51:38, ale spotkanie wypaczyły nieco problemy z maszyną startową.

Stal Rzeszów nie otrzymała licencji na starty w Nice 1. Lidze Żużlowej i rzadko wykorzystywany tor oraz infrastruktura stadionowa były dalekie od doskonałości. Dopisała jednak pogoda, co sprawiło, że na stadionie przy Hetmańskiej zjawiło się ponad osiem tysięcy spragnionych żużla miejscowych kibiców. Reklamowana szeroko impreza zapowiadała się znakomicie, bo do Rzeszowa zjechało wielu znakomitych zawodników, wśród których było ośmiu stałych uczestników tegorocznego cyklu Grand Prix.

Niesforna maszyna startowa

Widowisko stało jednak na przeciętnym poziomie, na co wpływ miały przede wszystkim słabo przygotowany i przez to trudny tor oraz problemy z maszyna startową, która po dziesiątym biegu całkowicie odmówiła posłuszeństwa. Do końca zawodów zawodnicy startowali na zielone światło, a że udany start decydował w zasadzie o zwycięstwie, wszyscy żużlowcy mocno przy nim oszukiwali, ale potem już praktycznie po pierwszym wirażu rezygnowali z walki o uzyskanie lepszego miejsca. Nie była to najlepsza reklama żużla, zwłaszcza że zawody transmitowała telewizja publiczna.
Trener biało-czerwonych Marek Cieślak przed meczem z Resztą Świata został uhonorowany wprowadzeniem do Galerii Sław Żużlowej Reprezentacji Polski, miał zatem mocna motywację, żeby to wyróżnienie uświetnić wygraną. Poza tym turniej w Rzeszowie był dla niego ostatnim sprawdzianem formy jego wybrańców przed zbliżającym się wielkimi krokami turniejem barażowym Speedway of Nations, który odbędzie się 4 maja w niemieckim w Landshut. Dlatego na rzeszowskim torze filarami polskiego zespołu byli Maciej Janowski i Bartosz Zmarzlik, a zabrakło jedynie powołanych do kadry Maksyma Drabika i Bartosza Smektały. W Rzeszowie jedynym juniorem w polskim zespole był zawodnik miejscowej Stali 17-letni Wiktor Lampart, który jeździł bez kompleksów.

A nasi gwiazdorzy zaczęli nie najlepiej, zwłaszcza Zmarzlik. Gorzowianinowi brakowało mocy w silniku i dopiero od trzeciego biegu zaczął wygrywać. Aktualny indywidualny wicemistrz świata zakończył spotkanie z dorobkiem 10 punktów. „To moja wina, źle dopasowałem przełożenia i źle startowałem” – skwitował swój nie najlepszy występ Zmarzlik. Na szczęście pozostali polscy żużlowcy jeździli jeśli nie lepiej, to na takim samym poziomie jak Zmarzlik i dzięki wyrównanemu poziomowi ostatecznie wygrali zawody z przewagą 13 punktów
W ekipie „Reszty Świata”, prowadzonej przez wciąż pamiętanego w Rzeszowie ze startów w latach 90. ub. wieku Węgra Zoltana Adorjana, pierwsze skrzypce grał duński weteran Nicki Pedersen, jakby chciał się przypomnieć rzeszowskiej publiczności, która oklaskiwała go w czasach, gdy Stal ścigała się jeszcze w PGE Ekstralidze. Duńczyk zakończył zawody z 11 punktami i bonusem na koncie. Szansę na komplet punktów zmarnował w końcówce, bo został wykluczony przez sędziego zawodów Piotra Lisa za dwa lotne starty. W parze z Glebem Czugunowem Pedersen napsuł jednak Polakom sporo krwi. Adorjan mógł być też zadowolony z postawy Słowaka Martina Vaculika.

Cała para na Landshut

W sumie był to jednak pożyteczny sprawdzian przed czekających naszą żużlową kadrę startem w Landshut, gdzie odbędzie się pierwszy półfinał Speedway of Nations. Rywalizować w nim będą reprezentacje siedmiu krajów – Czech, Niemiec, Włoch, Polski, Słowenii, Szwecji oraz Ukrainy. Trener Cieślak ogłosił, że w składzie biało-czerwonych pojadą w tych zawodach Maciej Janowski, którego mianował kapitanem drużyny oraz Bartosz Zmarzlik, zaś zawodnikiem do lat 21 będzie Bartosz Smektała. W rezerwie znaleźli się Patryk Dudek oraz drugi z juniorów Maksym Drabik.

Drugi półfinał Speedway of Nations odbędzie się 11 maja w Manchesterze, a wezmą w nim udział ekipy gospodarza Wielkiej Brytanii oraz Australii, Francji, Finlandii, Danii, Stanów Zjednoczonych i Łotwy.

Po dwie najlepsze drużyny z obu półfinałów zakwalifikują się automatycznie do finału. Po trzy sklasyfikowanie niżej wezmą udział w dwóch wyścigach fazy knock-out, które wyłonią ostatnią drużynę z awansem z każdego barażu. Szóstym zespołem będą Rosjanie, triumfatorzy rozegranej w ub. roku pierwszej edycji Speedway of Nations i zarazem gospodarze finałowego turnieju w Togliatti (20-21 lipca).

Polska – Reszta Świata 51:38
Polska: Piotr Pawlicki – 8+2 (2,2,2,1,1); Janusz Kołodziej – 9+4 (3,1,1,2,2); Maciej Janowski – 9 (1,3,0,3,2); Patryk Dudek – 8 (3,1,1,d,3); Bartosz Zmarzlik – 10 (1,0,3,3,3); Wiktor Lampart – 7 (0,3,1,2,1).
Reszta Świata: Emil Sajfutdinow – 2 (0,2,0,d,ns); Niels Kristian Iversen – 6+1 (1,0,2,2,1); Martin Vaculik – 9+1 (2,1,3,d,3); Antonio Lindbaeck – 5 (0,2,0,1,2); Nicki Pedersen – 11+1 (2,3,3,3,w); Gleb Czugunow – 5+1 (3,0,2,w,ns).

Awizowane składy na pierwszy półfinał SoN w Landshut:
Czechy: 1. Vaclav Milik (kapitan), 2. Eduard Krcmar, 3. Jan Kvech; rezerwowi – Josef Franc, Petr Chlupac.
Niemcy: 1. Kai Huckenbeck (kapitan), 2. Martin Smolinski, 3. Michael Haertel; rezerwowi – Erik Riss, Lukas Fienhage.
Włochy: 1. Nicolas Covatti (kapitan), 2. Michael Paco Castagna, 3. Michele Menani; rezerwowy – Nicolas Vicentin.
Polska: 1. Maciej Janowski (kapitan), 2. Bartosz Zmarzlik, 3. Bartosz Smektała; rezerwowi – Patryk Dudek, Maksym Drabik.
Słowenia: 1. Matej Zagar (kapitan), 2. Matic Ivacic, 3. Nick Skorja.
Szwecja: 1. Fredrik Lindgren (kapitan), 2. Peter Ljung, 3. Filip Hjelmland; rezerwowi – Antonio Lindbaeck, Alexander Woentin.
Ukraina: 1. Andriej Karpow (kapitan), 2. Aleksandr Łoktajew, 3. Marko Lewiszyn.