Zmarzlik w Lublinie wyszedł na czoło

Broniący mistrzowskiego tytułu Bartosz Zmarzlik wygrał rozegrane w miniony piątek w Lublinie zawody Grand Prix Polski na żużlu, a w sobotnim turnieju zajął drugą lokatę, dzięki czemu w klasyfikacji generalnej wyprzedził dotychczasowego lidera Macieja Janowskiego. Drugi w piątek i trzeci w sobotę był jadący z dziką kartą żużlowiec Motoru Lublin Dominik Kubera.

Piątkowy turniej był zagrożony z powodu intensywnych opadów deszczu, ale organizatorzy zdołali na czas zakryć tor plandekami i przez to nie nasiąkł zbyt mocno wodą. Mimo to tor był trudny, ale Zmarzlik od pierwszego wyścigu czuł się na nim wybornie i wygrywał bieg po biegu. Znakomicie jeździł też Kubera, znający przecież lubelski tor jak własną kieszeń. Fatalnie natomiast spisywał się obchodzący tego dnia 30. urodziny lider klasyfikacji generalnej Maciej Janowski. Wrocławianin był cieniem samego siebie z poprzednich turniejów. Kiepsko startował, co zdarzało mu się także w poprzednich rundach Speedway Grand Prix na torach w Pradze i Wrocławiu, lecz potem bez problemu odrabiał straty na kolejnych okrążeniach. Na torze Motoru Lublin zostawał na starcie kilka metrów i potem już najczęściej aż do mety oglądał plecy rywali. Ostatecznie w piątkowym turnieju z dorobkiem ledwie pięciu punktów zajął dopiero 13. lokatę. Słaby występ kosztował asa Sparty Wrocław utratę prowadzenia w klasyfikacji generalnej cyklu na rzecz Zmarzlika, który w piątek przegrał tylko dwa biegi – w jednym lepszy od niego był Kubera, a w drugim Australijczyk Jason Doyle i Brytyjczyk Robert Lambert.
Ale pierwszy półfinał był tak naprawdę walką o drugie miejsce. Zmarzlik popisał się kapitalnym wyjściem spod taśmy i już na prostej przeciwległej miał z 15 metrów przewagi nad resztą stawki. Za jego plecami walkę o awans do finału z drugiego miejsca toczyli Szwed Fredrig Lindgren i Brytyjczyk Tai Woffinden. Ostatecznie wygrał ten pierwszy. W drugim półfinale nie gorzej od Zmarzlika wystartował Kubera, ale lublinianin został szybko wyprzedzony przez znakomicie usposobionego tego dnia Rosjanina Artema Łagutę, a na ostatniej prostej przed metą popełnił błąd i o mały włos straciłby drugą lokatę na rzecz Jasona Doyle’a. Kuber obronił jednak pozycję i wszedł do finału ku uciesze lubelskich kibiców. Decydujący wyścig był rozgrywana na dwa razy. Za pierwszym razem upadek zaliczył Łaguta i sędzia zarządził powtórkę w pełnym składzie. W obu przypadkach najlepiej startował Zmarzlik i niezagrożony m,knął do mety, a tuż za nim jechał Kubera, zaś za dwójką Polaków o trzecie miejsce bili się Lindgren z Łagutą.
Po piątkowych zawodach po raz pierwszy w tym sezonie doszło do zmiany lidera w klasyfikacji generalnej cyklu Grand Prix. Bartosz Zmarzlik na fotelu lidera zajął miejsce Macieja Janowskiego (prowadził od pierwszych zawodów w Pradze), a trzecią lokatę obsadził Artiom Łaguta. Dla Zmarzlika był to trzeci wygrany turniej z rzędu w tegorocznej edycji SGP. Po znakomitym debiucie w GP aż 18 punktów dopisał sobie Dominik Kubera. Startujący z „dziką kartą” zawodnik Motoru Lublin wskoczył od razu na miejsce 14., wyprzedzając dwóch stałych uczestników tegorocznego cyklu – Krzysztofa Kasprzaka i Olivera Berntzona.
Drugi turniej w Lublinie odbył się w sobotę. Zmarzlik utrzymał znakomitą dyspozycję i pewnie awansował do finału. Gdyby wygrał, powtórzyłby wyczyn (sześciokrotnego mistrza świata Tony’ego Rickardssona, który w 2005 roku wygrał, jako jedyny w historii SPG, cztery turnieje z rzędu. W pierwszych biegach Zmarzlik miał pewne problemy, ale wydawało się, że jest to tylko szukanie idealnego dopasowania motocykli. W inauguracyjnej serii mocno naciskał go Robert Lambert, w kolejnym wyścigu stoczył zwycięską walkę bark w bark na przeciwległej prostej z Leonem Madsenem, a w trzeciej serii o grubość opony przegrał nawet z Maxem Fricke. Gdy jednak w przedostatniej serii fazy zasadniczej z łatwością objechał niepokonanego do tej pory Artioma Łagutę i Emila Sajfutdinowa. Mistrz świata dzięki temu triumfowi wygrał fazę zasadniczą, w półfinale zdystansował Fredrika Lindgrena, a i finał ułożył się dla niego idealnie. Startując z drugiego toru mocno wypchnął na zewnętrzną Artioma Łagutę i łatwo minął Dominika Kuberę. Rosjanin zdawał się być na przegranej pozycji, a jednak nie odpuścił. Wyprzedził startującego z „dziką kartą” Kuberą i rzucił się w pogoń ze Zmarzlikiem. W końcu odważnie wjechał przed gorzowianina, a ten nie zdołał już skontrować. Tym występem Łaguta pokazał, że będzie głównym rywalem Zmarzlika w walce o mistrzostwo świata. Po sześciu turniejach w klasyfikacji generalnej prowadzi Polak, ale Rosjanin ma do niego ledwie punkt straty. Trzeci Fredrik Lindgren ma już 21 punktów straty do Zmarzlika, Sajfutdinow 22, a Janowski aż 29. Siódma runda Grand Prix odbędzie się 14 sierpnia w szwedzkiej Malilli.

Zmarzlik górą w dwóch turniejach SGP we Wrocławiu

W rozegranych w miniony weekend zawodach Grand Prix Polski we Wrocławiu klasą dla siebie był żużlowiec Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik. Dwukrotny mistrz świata wygrał oba turnieje i zmniejszył do trzech punktów dystans dzielący go od prowadzących w klasyfikacji generalnej cyklu zawodników Sparty Wrocław Macieja Janowskiego i Artioma Łaguty.

Po pierwszych dwóch turniejach tegorocznego cyklu Grand Prix, rozegranych w Pradze na stadionie Marketa, liderem klasyfikacji generalnej został Maciej Janowski, tuż za nim plasował się inny z żużlowców Sparty Wrocław Rosjanin Artem Łaguta, za w czołówce był jeszcze brytyjski as wrocławian Tai Woffinden. Broniący tytułu Bartosz Zmarzlik zdołał zgromadzić w dwóch turniejach tylko 23 punkty i tracił do Janowskiego aż 15 „oczek”. Nic zatem dziwnego, że przed drugą podwójną turą wyścigów cyklu Speedway Grand Prix, która w miniony weekend odbyła się na stadionie żużlowym we Wrocławiu, spodziewano się zdominowania obu turniejów przez zawodników Sparty. Gdyby te prognozy się potwierdziły, Janowski i Łaguta odskoczyliby Zmarzlikowi już na taki dystans, że gorzowianin straciłby praktycznie szanse na obronę mistrzowskiego tytułu. Dwukrotny indywidualny mistrz świata zaskoczył jednak swoich najgroźniejszych konkurentów i na ich rodzimym torze wygrał zarówno w piątek, jak i w sobotę.
W piątkowych zawodach nie obyło się bez kontrowersji, głównie za sprawą sędziego zawodów Craiga Ackroyda. W półfinale brytyjski arbiter wykluczył z powtórki wyścigu jeżdżącego na co dzień w barwach Włókniarza Częstochowa Duńczyka Leona Madsena, za rzekomy atak na rosyjskiego asa Unii Leszno Emila Sajfutdinowa, w wyniku którego Rosjanin zaliczył niegroźny upadek, chociaż z perspektywy trybun można było odnieść wrażenie, że mógł utrzymać się na motocyklu. W wyścigu finałowym brytyjski sędzia znów podgrzał atmosferę podejmując mocno sporną decyzję po zderzeniu Janowskiego z Sajfutdinowem. Po tym zdarzeniu nawet wrocławscy kibice byli pewni, że to Janowski zostanie wykluczony z powtórki, tymczasem Ackroyd ukarał żużlowca Unii Leszno. Niezadowolony z przerwania biegu był też niewątpliwie Zmarzlik, który genialnie wystartował i był na czele stawki.
Ale aktualny mistrz świata opanował nerwy i w powtórce finałowego biegu jeszcze tylko z udziałem Janowskiego i Łaguty, pojechał kapitalnie i metę minął przed zawodnikami Sparty. Cała trójka walczyła na torze bez pardonu. „Może nawet trochę było za ostro, ale przecież o to chodzi w Grand Prix” – stwierdził po biegu Zmarzlik. To była zapowiedź kolejnej bitwy na torze, bo w tym sezonie tylko tak można nazwać rywalizację Zmarzlika z Janowskim. Obaj żużlowcy nie są w najlepszych relacjach, co ich zmaganiom dodaje tylko dodatkowego smaczku. Ostatecznie w piątek Zmarzlik zdobył 18 pkt, Janowski 14, Łaguta 17, a Sajfutdinow 12.
W sobotnich zawodach rundę zasadniczą wygrał Tai Woffinden przed Leonem Madsenem. W pierwszym półfinale ścigali się Madsen, Woffinden, Sajfutdinow i Lambert, a w drugim Zmarzlik, Łaguta, Fricke i Janowski. Do finału awansowali Zmarzlik, Łaguta, Madsen i Woffinden. Gdyby nie fenomenalna akcja Bartosza Zmarzlika w finale, samodzielnym liderem klasyfikacji generalnej po czterech turniejach byłby Łaguta, bo obecny system punktacji w SGP nie wybacza błędów, a Janowskiemu przydarzył się słabszy występ i zajął dopiero siódme miejsce, przez co roztrwonił przewagę jaka miał nad konkurentami po trzech pierwszych turniejach. Zmarzlik w finale słabiej wystartował od Łaguty i długo oglądał plecy Rosjanina, ale na ostatnim wirażu wykonał kapitalny atak i metę minął o pół koła przed rywalem. Drugie z rzędu zwycięstwo pozwoliło obrońcy tytułu na awans z czwartego na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej oraz zmniejszenie do trzech punktów dystansu dzielącego go od prowadzących ex aequo Janowskiego i Łaguty. Z polskich żużlowców ponownie zawiódł Krzysztof Kasprzak. Wicemistrz świata z 2014 roku znowu zajął ostatnią lokatę i jest w tej chwili najniżej sklasyfikowanym zawodnikiem spośród stałych uczestników cyklu.
Kolejne rundy Grand Prix (piąta i szósta) odbędą się 5 i 6 sierpnia w Lublinie. Z „dziką kartą” wystartuje wówczas Dominik Kubera, a rezerwowymi będą Wiktor Lampart i Mateusz Świdnicki. Zawody sędziować będzie Krister Gardell ze Szwecji. Przypomnijmy, że w tym roku w cyklu Grand Prix utrzyma się tylko sześciu najlepszych zawodników klasyfikacji generalnej. Po czterech turniejach miejsca te zajmują Maciej Janowski i Artiom Łaguta (obaj po 66 pkt), Zmarzlik (63 pkt), Sajfutdinow (58 pkt), Fredrig Lidgren (50) i Leo Madsen (44 pkt).

Żużlowcy zaczęli walkę o mistrzostwo świata

W miniony weekend w Pradze odbyły się pierwsze zawody tegorocznego cyklu Grand Prix na żużlu. Rywalizację o tytuł indywidualnego mistrza świata udanie rozpoczął żużlowiec Sparty Wrocław Maciej Janowski, który w piątek triumfował w stolicy Czech, a w niedzielę zajął drugą lokatę i objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Broniący tytułu indywidualnego mistrza świata Bartosz Zmarzlik po dwóch turniejach rozegranych w stolicy Czech zajmuje na razie szóstą lokatę.

Tegoroczna edycja zawodów Grand Prix, która wyłoni indywidualnego mistrza świata na żużlu, składać się ma z jedenastu rund. Pandemia koronawirusa już drugi sezon z rzędu powoduje komplikacje w kalendarzu. Zmagania zamiast jak zawsze w kwietniu, rozpoczęto dopiero od połowy lipca, przez co aż na czterech torach odbędą się podwójne turnieje. I właśnie taki dublet na inaugurację zmagań odbył się w Pradze, gdzie w piątek oraz przełożonych z powodu deszczu z soboty na niedzielę zawodach żużlowcy na torze Marketa walczyli o punkty do klasyfikacji generalnej. Podwójne turnieje odbędą się także na trzech polskich stadionach – we Wrocławiu, Lublinie i Toruniu. Cykl Speedway Grand Prix potrwa do 2 października. Tytułu mistrzowskiego broni Bartosz Zmarzlik, a z polskich żużlowców uczestniczą w rywalizacji jeszcze Maciej Janowski i Krzysztof Kasprzak. Zwycięzca pojedynczych zawodów otrzymuje 20 punktów do klasyfikacji generalnej, drugi 18, trzeci – 16, a ostatni w stawce szesnasty zawodnik jeden punkt.
Najwięcej triumfów w organizowanym od 1997 roku turnieju o Grand Prix Czech ma na koncie trzech żużlowców – na torze w Pradze po trzy razy zwyciężali Australijczyk Jason Crump (2002, 2003, 2004), Duńczyk Nicki Pedersen (2007, 2008, 2012) i Brytyjczyk Tai Woffinden (2013, 2014, 2015). Z Polaków po dwa zwycięstwa mieli na koncie Tomasz Gollob (1999, 2010) i Bartosz Zmarzlik (dwa razy w 2020), a jedno Janusz Kołodziej (2019).
Na liście medalistów z dorobkiem jednego trzeciego miejsca znajdował się też Maciej Janowski, lecz ten rezultat żużlowiec Sparty Wrocław osiągnął dawno, bo w 2015 roku. Bartosz Zmarzlik, dwukrotny indywidualny mistrz świata, w ubiegłym roku wygrał podwójne zawody w Pradze, ale w inaugurującym zmagania w tegorocznej edycji piątkowym turnieju gwiazdor Stali Gorzów zamierzonego celu nie osiągnął, bo zajął dopiero szóstą lokatę.
Polscy kibice nie mieli jednak powodu do narzekania, bowiem w walce o najwyższe miejsce na podium dzielnie zastąpił go inny z reprezentantów Polski, Maciej Janowski, który zwyciężył przed jeżdżącym na co dzień w barwach Unii Leszno Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem oraz kolegą z zespołu Sparty Wrocław Brytyjczykiem Taiem Woffindenem. Najsłabiej w trójki naszych zawodników wypadł zawodnik GKM Grudziądz Krzysztof Kasprzak, któremu nie pomogło nawet wsparcie w parku maszyn znakomitego duńskiego specjalisty od silników Flemminga Graversena. Kasprzakowi pokrzyżował szyki groźny wypadek w drugiej serii, gdy bez kontaktu z rywalem z dużym impetem wpakował się w dmuchaną bandę i uszkodził ramę motocykla, przez co nie mógł używać swojego najlepszego silnika. „Niepotrzebnie tak mocno zbronowali zewnętrzny łuk toru. Dopiero po moim wypadku to poprawili” – żalił się Kasprzak.
Janowskiego w tym sezonie mocno wspiera z kolei wybitny amerykański żużlowiec Greg Hancock, który sam dwukrotnie wygrywał GP Czech oraz kilka razy stawał na niższych stopniach podium. 29-letni reprezentant Polski nie kryje aspiracji do zdobycia pierwszego w karierze tytułu indywidualnego mistrza świata i liczy, że doświadczony Amerykanin, który zakończył już sportową karierę, w osiągnięciu tego celu mu pomoże. „My tak naprawdę nigdy nie przestaliśmy współpracować, ale Greg po zakończeniu kariery ma dużo więcej czasu i teraz najwięcej pomaga mi w sprawach technicznych. On ma ogromne doświadczenie, a ja próbuję wszystkiego, co proponuje, chociaż nie wszystko co jemu przynosiło sukcesy działa równie skuteczne u mnie. Ale jestem otwarty na testowanie nowych rozwiązań. Moja obecna forma nie wzięła się znikąd. Musiałem wykonać wiele okrążeń i treningów, aby być w miejscu, w którym jestem. Teraz ciężko pracuję, żeby utrzymać formę do końca sezonu”
– zapewnia Janowski.
As wrocławskiej Sparty imponował w piątek potężnym przyspieszeniem i w stolicy Czech, gdzie nie potrafił stanąć na podium od 2015 roku, pewnie dotarł do finału, w którym pokonał po wspaniałej walce Emila Sajfutdunowa. Zmarzlik natomiast nie trafił z ustawieniem swoich motocykli i w tej sytuacji już awans do półfinału mógł uznać za sukces. Na wywalczenie miejsca w najlepszej czwórce szans nie miał, bo w swoim półfinale startował z najgorszego czwartego pola i w rywalizacji z dobrze dysponowanymi Sajfutdinowem oraz dwójką zawodników Włókniarza Częstochowa – Szwedem Fredrikiem Lindgrenem i Duńczykiem Leonem Madsenem, zdołał pokonać tylko ostatniego z wymienionych.
W drugim półfinale jeżdżący na co dzień w Falubazie Zielona Góra Australijczyk Max Fricke nie miał większych szans w potyczce z trójką zawodników Sparty Wrocław i do finału awansowali pewnie Janowski oraz Woffinden, a ich klubowy kolega Rosjanin Artiom Łaguta tym razem odwalił „czarną robotę” i pilnując trzeciej lokaty poświęcił własne ambicje na blokowanie australijskiego zawodnika.
W finale z rywalizacji wykluczył się Lindgren wjeżdżając przy starcie w siatkę. Powtórka odbyła się już bez niego i w niej świetnie wystartował Sajfutdinow, ale piekielni szybki Janowski dopadł Rosjanina na trzecim okrążeniu i zdołał wyprzedzić, a potem odparł jego atak i dojechał do końca na pierwszej pozycji. Tym samym Janowski wygra ósmy turniej Grand Prix w karierze.
W sobotę drugiego z zaplanowanych w Pradze turniejów nie udało się przeprowadzić do końca. Z powodu ulewnego deszczu zawody przerwano po 11. wyścigu i przeniesiono na niedzielę. Do tego momentu na torze brylował Leon Madsen, a na drugim miejscu był Bartosz Zmarzlik, który wreszcie dobrał odpowiednie ustawienia w motocyklu. Decyzja organizatorów wywołała wiele kontrowersji w żużlowym środowisku. Władysław Komarnicki, były prezes Stali Gorzów, w wypowiedzi na łamach portalu SportoweFakty nie zostawił na nich suchej nitki: „To jest dla mnie niepojęte. Promotorzy cyklu biorą za to wielkie pieniądze, a nie potrafią profesjonalnie zorganizować imprezy rangi mistrzostw świata. To był pokaz braku profesjonalizmu. Najpierw tempo było szalone, bo po zakończeniu jednego biegu zapalało się zielone światło do kolejnego. Po 11. wyścigach wszystko zostało zatrzymane. W Polsce to nie do pomyślenia. Cieszę się, że za rok zmieni się promotor cyklu Grand Prix i miejsce BSI zajmie Eurosport Events” – stwierdził Komarnicki.
Przełożone na niedzielę zawody rozpoczęły się o 13:00. Od pierwszych wyścigów pierwsze skrzypce na torze znów grali Janowski, Sajfutdinow, Woffinden i Łaguta, ale tym razem Zmarzlik już toczył z nimi wyrównaną walkę, do której włączył się jeszcze Australijczyk Jason Doyle. Ostatecznie jednak w turnieju triumfowali zawodnicy Sparty Wrocław – wygrał tym razem Artiom Łaguta, który w finale pokonał Macieja Janowskiego, Fredrika Lindgrena i Emila Sajfutdinowa. Bartosz Zmarzlik w półfinale popełnił błąd i zakończył wyścig na trzeciej pozycji, nie wchodząc do finału. Obrońca tytułu ma już po dwóch turniejach 15 punktów straty do Janowskiego w klasyfikacji generalnej SGP.

Klasyfikacja generalna po 2. turniejach:

  1. Janowski – 38 punktów;
  2. Łaguta – 32,
  3. Sajfutdinow – 32,
  4. Lindgren – 30,
  5. Woffinden – 24,
  6. Zmarzlik – 23,
  7. Vaculik – 18,
  8. Madsen – 17,
  9. Doyle – 16,
  10. Fricke – 15,
  11. Thomsen – 12,
  12. Zagar – 11,
  13. Lambert – 9,
  14. Kvech – 5,
  15. Kasprzak – 4,
  16. Berntzon – 3
    Terminy kolejnych rund SGP 2021:
    30 lipca (piątek) – III runda, GP Polski (Wrocław); 31 lipca (sobota) – IV runda, GP Polski (Wrocław); 6 sierpnia (piątek) – V runda, GP Polski (Lublin); 7 sierpnia (sobota) – VI runda, GP Polski (Lublin); 14 sierpnia (sobota) – VII runda, GP Szwecji (Malilla); 28 sierpnia (sobota) – VIII runda, GP Togliatti (Togliatti); 11 września (sobota) – IX runda, GP Danii (Vojens); 1 października (piątek) – X runda, GP Polski (Toruń); 2 października (sobota) – XI runda, GP Polski (Toruń).

Janowski źle zniósł sukces Zmarzlika

W minioną niedzielę na torze w Lesznie odbył się finał indywidualnych mistrzostw Polski na żużlu. Pierwszy mistrzowski tytuł w karierze wywalczył Bartosz Zmarzlik. Srebrny medal wywalczył Maciej Janowski, a brązowy Janusz Kołodziej. Kontrowersje wywołał konflikt między Janowskim a Zmarzlikiem.

Janowski niechętnie pogratulował Zmarzlikowi zwycięstwa i szybko uciekł z podium, a wcześniej obaj pokłócili się na torze. Jeśli wierzyć plotkom powodem waśni było pismo protestacyjne do BSI, organizatora cyklu Grand Prix, w sprawie zbyt miękkich opon firmy Anlasa, na których ściga się między innymi Janowski. W gronie żużlowców protestujących przeciwko ich używaniu był też Zmarzlik, stąd przypuszczenia, że o to miał do niego w Lesznie pretensje Janowski.
Żużlowcy napisali, żeby BSI przeprowadził testy opon, bo ich zdaniem Anlasa oferuje ogumienie z twardością na poziomie 60-65 procent w skali Shore’a, zamiast 70 procent, co czyni rywalizację na torze nierówną, bo miękkie opony są przyczepniejsze i pomagają w osiąganiu większych prędkości. Nie wszyscy zawodnicy chcą ich jednak używać, bo takie ogumienie może być także niebezpieczne, ale z drugiej strony rezygnacja z nich skazuje ich na nierówną walkę na torze. Było to widoczne w poprzednim sezonie, gdy korzystający z opon Anlasa odbiegających od norm żużlowcy, w tym Janowski, wygrywali zawody w cuglach. Nic dziwnego, że poszkodowana tym część zawodników, wśród nich Zmarzlik, postanowili wyrównać szanse i posłała protest do BSI.
Dlaczego jednak Janowski zezłościł się tylko na Zmarzlika, pozostanie zapewne jego tajemnicą, bo dwukrotny mistrz świata, który w Lesznie wreszcie zdobył pierwszy w karierze tytuł indywidualnego mistrza Polski, na pytania o przyczyny konfliktu odpowiedział wymijająco. „Myślę, że nie można tego nazwać konfliktem. Wszyscy o tym mówią i powstał wokół tej sprawy duży kurz. Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie. Ja nie odebrałem szybkiego zejścia Macieja z podium jako brak szacunku wobec mnie. Każdy z nas robi to, co uważa za stosowne. Skoro nie mogę mieć na to wpływu, to skupiam się na sobie. A co do lekkiej scysji między nami po dwunastym wyścigu, to możliwe że była to moja wina, bo faktycznie trochę za bardzo przyspieszyłem, bo chciałem jeszcze przyjrzeć się ścieżce startowej na trzecim torze. Z mojej strony nie było to nic złośliwego, zwłaszcza po adresem Maćka, ale on chyba tak to odebrał. Nie zamierzałem wdawać się z nim wtedy w dyskusję i nie zamierzam drążyć tego tematu. Ani z jednej, ani z drugiej strony nie wydarzyło się nic wielkiego, co można uznać jako konflikt. Przynajmniej w mojej ocenie” – stwierdził Zmarzlik.
Żużlowiec Stali Gorzów nie krył zadowolenia ze zdobycia pierwszego w karierze tytułu indywidualnego mistrza Polski, ale po zawodach w Lesznie wyjawił główny swój cel na ten sezon. „Teraz przede mną dwie rundy Grand Prix i na nich koncentruję całą swoją uwagę. W Pradze chcę dobrze zacząć rywalizację, bo żeby obronić mistrzowski tytuł trzeba być w czołówce każdych zawodów cyklu” – podkreślił Zmarzlik.

Zmarzlik znów mistrzem

Bartosz Zmarzlik w znakomitym stylu wygrał tegoroczną Speedway Grand Prix i jako pierwszy polski żużlowiec w historii wywalczył po raz drugi z rzędu tytuł indywidualnego mistrza świata na żużlu. Przed nim w erze Grand Prix takiego wyczynu dokonało tylko dwóch legendarnych zawodników – Szwed Tony Rickardsson i Duńczyk Nicki Pedersen.

W piątkowym turnieju na toruńskiej Motoarenie Zmarzlikowi szło jak po grudzie i z trudem przedarł się do półfinału, a w finale zajął ostatnie miejsce. Wygrał Australijczyk Max Fricke, drugi był Maciej Janowski, a trzeci Brytyjczyk Tai Woffinden. Przed ostatnimi zawodami tegorocznego cyklu, który z powodu pandemii został ograniczony do ośmiu turniejów rozegranych w czterech miastach (Wrocław, Gorzów, Praga, Toruń), w klasyfikacji generalnej SGP stawce przewodził Zmarzlik z dorobkiem 113 punktów, mający osiem punktów przewagi nad drugim Woffindenem i 10 nad trzecim Duńczykiem Fredrikiem Lindgrenem.
Złoty medal jeżdżący na co dzień w barwach Stali Gorzów Zmarzlik zapewnił sobie już w półfinale sobotnich zawodów na Motoarenie, ostatnich w tegorocznym cyklu ośmiu turniejów SGP. Potrzebował jedynie wywalczyć awansu do finału, ale zadanie miał niełatwe, bo w półfinałowym wyścigu musiał zmierzyć się ze swoimi największymi konkurentami do złota, czyli Brytyjczykiem Taiem Woffindenem i Szwedem Fredrikiem Lindgrenem. Gorzowianin startował na dodatek z najgorszego, czwartego pola, ale mimo to po fenomenalnej walce przez cztery okrążenia zdołał wywalczyć drugą lokatę, przegrywając jedynie z Lidgrenem, a wyprzedzając Woffindena oraz Duńczyka Leona Madsena.
W drugim półfinale znakomicie pojechał gwiazdor Sparty Wrocław Maciej Janowski, który pewnie wygrał bieg przed Rosjaninem Artiomem Łagutą, Australijczykiem Jasonem Doylem i kolejnym Rosjaninem, Emilem Sajfutdinowem.
I tak kibice mogli w finałowym wyścigu oglądać walkę dwóch polskich żużlowców z Łagutą i Lindgrene. Duńczyka dopadł straszliwy pech, bo na starcie jego motocykl odmówił posłuszeństwa. Ostatecznie finałowy bieg zakończył się podwójnym triumfem biało-czerwonych, bo wygrał Zmarzlik, przyklepując efektownie już należący do niego tytuł mistrza świata, przed Janowskim, który ostatecznie w klasyfikacji generalnej uplasował się na czwartej pozycji oraz trzecim na mecie Łagutą i czwartym Lindgrenem. W tym momencie w klasyfikacji generalnej Woffinden i Lindgren mieli tyle samo punktów i zarządzono dodatkowy bieg z ich udziałem, któego stawką był tytuł indywidualnego wicemistrza świata. Wygrał go bezdyskusyjnie Brytyjczyk i on też odebrał srebrny medal, zaś jego duński rywal musiał zadowolić się brązowym.
Polska ma teraz trzech mistrzów świata w jeździe na żużlu, ale zarówno Jerzemu Szczakielowi jak Tomaszowi Gollobowi nie udało się triumfować dwukrotnie, na dodatek rok po roku. A 25-letni Bartosz Zmarzlik tego dokonał i już na trwałe zapisał się w historii polskiego żużla. A także światowego, bo w erze Grand Prix, która obowiązuje od 1995 roku, tytuł mistrza świata potrafili obronić jedynie Szwed Tony Rickardsson i Duńczyk Nicki Pedersen.
Zmarzlik nie jest najmłodszym mistrzem świata w historii, bo ten splendor należy do brytyjskiego żużlowca Petera Cravena, który zdobył tytuł w 1955 roku w wieku 21 lat (po raz drugi triumfował siedem lat później), ale gorzowianin ma jeszcze mnóstwo czasu, żeby pobić rekord w liczbie mistrzowskich tytułów, należący do Nowozelandczyka Ivana Maugera i Rickardssona, którzy po sześć razy stawali na najwyższym podium.
Zmarzlik od początku swojej kariery jeździ w barwach Stali Gorzów. Z gorzowskim klubem lada moment zwiąże się nowym kontraktem, który uczyni go najlepiej zarabiającym żużlowcem na świecie. Za sam podpis pod umową ma otrzymać ponad milion złotych, a za jeden sezon ma inkasować trzy razy tyle. Do tego dochodzi jeszcze indywidualny kontrakt sponsorski z PKN Orlen, o wysokości którego już w żużlowym światku krążą legendy. Szefowie gorzowskiego klubu nie mogli się targować, bo doskonale wiedzieli, że Zmarzlik ma kilka innych intratnych ofert.


Końcowa klasyfikacja SGP 2020:

  1. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 133 pkt;
  2. Tai Woffinden (W. Brytania)– 117;
  3. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 117;
  4. Maciej Janowski (Polska) – 107;
  5. Leon Madsen (Dania) – 89;
  6. Jason Doyle (Australia) – 87;
  7. Artiom Łaguta (Rosja) – 84;
  8. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 81;
  9. Martin Vaculik (Słowacja) – 78;
  10. Max Fricke (Australia) – 64
  11. Matej Zagar (Słowenia) – 46
  12. Patryk Dudek (Polska) – 39;
  13. Niels Kristian Iversen (Dania) – 32;
  14. Mikkel Michelsen (Dania) – 32;
  15. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 22;
  16. Gleb Czugunow (Polska) – 16;
  17. Jack Holder (Australia) – 12;
  18. Andres Thomsen (Dania) – 10;
  19. Vaclav Milik (Czechy) – 1;
  20. Eduard Krcmar (Czechy) – 1.

Zmarzlik może obronić tytuł

Bartosz Zmarzlik wygrał oba turnieje Speedway Grand Prix rozegrane w miniony weekend w Pradze. Aktualny mistrz świata z dorobkiem 99 punktów po sześciu wyścigach objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej tegorocznej edycji SGP. Drugie miejsce zajmuje Szwed Fredrik Lindgren (92 pkt), a trzecie Brytyjczyk Tai Woffinden (89 pkt). Czwartą lokatę zajmuje Maciej Janowski.

Do zawodów w stolicy Czech Bartosz Zmarzlik przystępował z pozycji wicelidera klasyfikacji generalnej. Żużlowiec Stali Gorzów mógł być na pierwszym miejscu, gdyby tydzień wczesniej nie pokpił sprawy w sobotnim turnieju SGP na gorzowskim torze. Po wygranej w piątek wydawało się, że na obiekcie, na którym się wychował, zwycięży w obu turniejach. Niestety, w drugiej odsłonie zmagań w stadionie imienia E. Jancarza nie był juz taki szybki jak dzień wcześniej i nawet nie zakwalifikował sie do finału. Z okazji skorzystał Szwed Fredrik Lindgren, który po czterech rundach objął prowadzenie z minimalną przewagą nad Zmarzlikiem i drugim z Polaków w czołówce, Maciejem Janowskim ze Sparty Wrocław.
W Pradze Zmarzlik wcześniej zwykle zawodził, dlatego jego znakomita jazda była zaskoczeniem. Gorzowianin wygrał pewnie dwa pierwsze biegi, ale w trzech kolejnych zajmował kolejno drugą trzecia i druga lokatę. Do półfinału awansował jednak pewnie i jako jedyny z naszych zawodników.
W półfinale Zmarzlik trafił do czwórki z Woffindenem, Duńczykiem Leonem Madesenem i Australijczykiem Jasonem Doyle’m. Sędzia za falstart wykluczył najpier Madsena, a następnie Doyle, co oznaczało, że Zmarzlik i Woffinden mieli awans do finału zapewniony, a ścigali się jedynie o prawo wyboru pola startowego. Trzecią lokatę wywalczył Słowak Martin Vaculik, a czwarty linię mety minął Rosjanin Emil Sajfutdinow. Nasz żużlowiec po tym zwycięstwie awansował na pozycję lidera klasyfikacji generalnej. Na drugie miejsca spadł Lindgren, a na trzecie awansował Woffinden kosztem Janowskiego.
Przed sobotnim turniejem organizatorzy trochę bardziej przyłożyli się do przygotowania toru, co od razu poprawiło atrakcyjność zawodów, bo kibice w końcu mogli obejrzeć trochę walki. „Dzisiaj tor jest inny” – podkreślał w telewizyjnej wypowiedzi Zmarzlik, ale zmiana warunków zupełnie mu nie przeszkadzała. Gorzowianin wygrał pewnie trzy pierwsze biegi, a dwóch kolejnych był drugi i z dorobkiem 13 punktów pewnie awansował do półfinału. Zdecydowanie lepiej niż piątek spisał się Janowski, który także przebił się do czołowej ósemki. Wrocławianin miał pecha w 13. biegu, bo unikając zderzenia z Woffindenem musiał zwolnić i już potem nie odrobił dystansu do rywali. Brytyjski sędzia Craig Ackroyd nie ukarał swojego rodaka za niebezpieczną jazdę i nie wykluczył go z jazdy w półfinale. W walce o miejsce w czołowej czwórce zawodów zmierzyli się Zmarzlik, Doyle, Madsen, Janowski i w takiej kolejności mijali metę. W drugim półfinałowym biegu zmierzyli się Lindgren, Woffinden, Vaculik, Sajfutdinow i w takim zestawieniu zakończyli wyścig. W finale wystartowali zatem Zmarzlik, Woffinden, Doyle, Lindgren.
Bieg finałowy trzeba było rozgrywać na raty. W pierwszym podejściu Zmarzlik świetnie ruszył spod taśmy, ale na pierwszym łuku zderzyli się Woffinden i Doyle, w wyniku czego Australijczyk zaliczył groźnie wyglądający upadek. W powtórce mistrz świata z 2017 roku popełnił falstart i sędzia Ackroyd musiał ponownie przerwać przygotowania do startu. Dopiero w trzecim podejściu udało się żużlowcom ruszyć spod taśmy bez błędów. Zmarzlik wygrał start, ale po wyjściu z wirażu wyprzedził go Woffinden. Polak walczył z Brytyjczykiem do ostatniego okrążenia i odważnym atakiem zdołał o na mecie o włos wyprzedzić trzykrotnego mistrza świata.
Do zakończenia zmagań pozostały już tylko dwie rundy, które zostaną rozegrane w dniach 2-3 października na Motoarenie w Toruniu. Zmarzlik ma wielka szansę na obronę mistrzowskiego tytułu, czego jak dotąd nie dokonał żaden polski żużlowiec, a po raz ostatni taka sztuka udała się w sezonach 2007 i 2008 Duńczykowi Nickiemu Pedersenowi.

Klasyfikacja generalna po 6 turniejach:

  1. Bartosz Zmarzlik – 99 pkt; 2. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 92; 3. Tai Woffinden (W. Brytania) – 89; 4. Maciej Janowski (72); 5. Leon Madsen (Dania) – 70; 6. Jason Doyle (Australia) – 69; 7. Martin Vaculik (Słowacja) – 63; 8. Artiom Łaguta (Rosja) – 60; 9. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 59; 10. Max Fricke (Australia) – 40; 11. Matej Zagar (Słowenia) – 37; 12. Niels Kristian Iversen (Dania) – 30; 13. Patryk Dudek – (29); 14. Mikkel Michelsen (Dania) – 27; 15. Gleb Czugunow(Rosja/Polska) – 16; 16. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 12; 17. Anders Thomsen (Dania) – 10; 18. Vaclav Milik (Czechy) – 1.

Piątek Zmarzlika, sobota Lindgrena

Bartosz Zmarzlik nie powtórzył wyczynu Tomasza Golloba i nie zdołał wygrać dwóch turniejów Speedway Grand Prix z rzędu. W piątek aktualny indywidualny mistrz świata nie miał na torze swojego macierzystego klubu konkurencji i pewnie wygrał zawody, dobrze też zaczął zmagania w sobotę wygrywając rundę zasadniczą, ale odpadł w półfinale. Triumfował Szwed Fredrik Lindgren, który na półmetku rywalizacji został nowym liderem klasyfikacji generalnej.

W piątek żużlowiec Stali Gorzów w pełni wykorzystał atut doskonale znanego sobie toru. W cuglach wygrał fazę zasadniczą zawodów (zgromadził 14 punktów w pięciu biegach) i pewnie też wygrał bieg półfinałowy. Wyrównaną walkę stoczył dopiero w finale z naciskającym go do ostatniego wirażu Australijczykiem Jasonem Doyle’em. Na trzeciej pozycji linię mety minął Szwed Fredrik Lindgren, a na czwartej Duńczyk Leon Madsen. Maciej Janowski, który po dwóch pierwszych turniejach SGP rozegranych we Wrocławiu był liderem klasyfikacji generalnej cyklu, w piątkowych zawodach na gorzowskim torze odpadł w półfinale, lecz z dorobkiem 48 punktów jeszcze utrzymał pierwszą lokatę. Na drugie miejsce awansował Zmarzlik (47 pkt), trzecie zajmował Lindgren (46 pkt), a czwarte trzykrotny mistrza świata Brytyjczyk Tai Woffinden (43 pkt). Pierwszą dziesiątkę uzupełniali: 5. Artiom Łaguta (Rosja) – 40 pkt, 6. Madsen (32 pkt), 7. Doyle (26 pkt), 8. Martin Vaculik (Słowacja) – 24 pkt, 9. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 22 pkt i 10. Matej Zagar (Słowenia) – 21 pkt. Do fazy półfinałowej awansował Maciej Janowski, ale nie zdołał wywalczyć miejsca w finale. Trzeci z Polaków, Patryk Dudek, wycofał się z turnieju po dwóch startach z powodu poważnego upadku, który zaliczył już w pierwszym wyścigu po kolizji z jadącym z dziką kartą Duńczykiem Andersem Thomsenem. W powtórce mocno poobijany Dudek pojechał mimo to wybornie i uczcił zwycięstwem swój jubileuszowy 200. wyścig w cyklu Grand Prix. Niestety, w drugim starcie było już jednak widać, że wicemistrz świata z 2017 roku nie czuje się najlepiej. Przed trzecią serią biegów jeździec Falubazu Zielona Góra wycofał się z dalszej rywalizacji. To mocno komplikuje jego sytuację w walce o pozostanie w cyklu SGP na sezon 2021.
Piątkowy triumf Zmarzlika narobił gorzowskim kibicom apetytu także na jego sobotnie zwycięstwo na Stadionie im. Edwarda Jancarza. Fani czarnego sportu mieli nadzieję, że zawodnik Stali Gorzów utrzyma fenomenalny poziom jazdy i po raz pierwszy w karierze zwycięży w zawodach cyklu Grand Prix dwukrotnie z rzędu. Z żużlowców wcześniej udało się to tylko Tomaszowi Gollobowi w sezonach 1998, 1999 i 2010.
I długo wszystko wskazywało na powtórkę, bo Zmarzlik wygrywał wyścig za wyścigiem, robiąc to w każdym kolejnym coraz bardziej przekonująco. Coś stało się z nim jednak w jego ostatnim, piątym biegu fazy zasadniczej, w którym po przegranym starcie mimo wielu prób nie zdołał wyprzedzić Jasona Doyle’a i metę minął dopiero na trzeciej pozycji, bo w tym biegu obu pokonał Tai Woffinden. Mimo tej nieoczekiwanej porażki Zmarzlik awansował do półfinału z pierwszej pozycji po zasadniczej części zawodów. Natomiast Janowski o miejsce w czołowej ósemce musiał walczyć do ostatniego biegu. Słabsza dyspozycja żużlowca Sparty Wrocław wyszła jednak na jaw w wyścigu półfinałowym, w którym przyjechał na ostatniej pozycji za Doyle’em, Lindgrenem i Vaculikiem. Nie awansując do finału Janowski stracił pozycję lidera klasyfikacji generalnej.
Znacznie bardziej przykrą niespodziankę fanom żużla sprawił jednak Zmarzlik, który także nie zakwalifikował się do finału. Gorzowianin w drugim półfinale rywalizował z Sajfutdinowem, Madsenem i Woffindenem. Po dobrym starcie dał się jednak przyblokować rosyjskiemu zawodnikowi i mimo starań nie zdołał już wyprzedzić ani jego, ani też pilnującego drugiej lokaty Madsena i przyjechał na metę na trzecim miejscu. Takim oto sposobem po raz pierwszy w historii turniejów Speedway Grand Prix w Gorzowie w finałowym wyścigu zabrakło reprezentanta Polski.
Decydujący bieg wygrał Fredrik Lindgren. Szwedzki żużlowiec w trzech poprzednich turniejach za każdym razem dochodził do finału i w czwartym starcie wreszcie okazał się najlepszy w stawce. On więc objął na półmetku pozycję lidera klasyfikacji generalnej mając na koncie 66 punków. Drugą lokatę utrzymał Bartosz Zmarzlik (59 pkt), a na trzecią spadł Maciej Janowski (57 pkt). Kolejne miejsca w czołowej „10” zajmują: 4. Tai Woffinden (W. Brytania) – 53 pkt, 5. Leon Madsen (Dania) – 50 pkt, 6. Artiom Łaguta (Rosja) – 45 pkt, 7. Jason Doyle (Australia) – 42 pkt, 8. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 36 pkt, 9. Martin Vaculik (Słowacja) – 35 pkt, 10. Matej Zagar (Słowenia) – 27 pkt.
Kolejne dwa turnieje SGP odbędą się w najbliższy weekend w Pradze. Zakończenie rywalizacji zaplanowano w dniach 2-3 października na Motoarenie w Toruniu.

Janowski znów mistrzem Polski

Rozegrany w poniedziałek w Lesznie finał indywidualnych mistrzostw Polski był popisem żużlowca Sparty Wrocław Macieja Janowskiego, który odzyskał mistrzowski tytuł po pięciu latach przerwy. Dwa kolejne miejsca na podium zajęli zawodnicy Stali Gorzów – srebrny medal wywalczył aktualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik, za brązowy Szymon Woźniak.

Tegoroczny finał IMP na żużlu stał na wysokim poziomie. Szesnastu najlepszych polskich zawodników na świetnie przygotowanym torze Unii Leszno niemal w każdym biegu tworzyli emocjonujące spektakle. Już w pierwszym biegu doszło do pojedynku na szczycie, czyli bezpośredniego starcia aktualnego mistrza świata Bartosza Zmarzlika z liderem obecnej edycji Speedway Grand Prix Maciejem Janowskim. Wyścig wygrał Janowski przed Zmarzlikiem, a trzecią lokatę zajął broniący tytułu mistrza Polski zawodnik gospodarzy Janusz Kołodziej. Tych trzech jeźdźców ponownie spotkało się w wielkim finale, w którym dołączył do nich jeszcze Szymon Woźniak.
Wygrana Janowskiego nie była przypadkiem – zawodnik Sparty Wrocław w rundzie zasadniczej turnieju dzielił i rządził, czym wyraźnie zdeprymował Zmarzlika, któremu bardzo zależało na zwycięstwie, bowiem tytuł indywidualnego mistrza Polski to jedyne z najważniejszych trofeów, jakiego nie ma jeszcze w swojej kolekcji. Ale żużlowiec gorzowskiej Stali nie miał jednak najlepszego dnia i o miejsce w wielkim finale musiał walczyć w barażu z udziałem dwóch zawodników gospodarzy, Kołodzieja i Piotra Pawlickiego oraz jeźdźca Falubazu Zielona Góra Patryka Dudka. Na dwóch najlepszych żużlowców w tym dodatkowym biegu czekali już zakwalifikowani w rundzie zasadniczej Janowski oraz Szymon Woźniak, który trzy lata temu wywalczył tytuł mistrza Polski, ale w tym sezonie idzie mu słabo i nic dziwnego, że uznano go za „czarnego konia” turnieju w Lesznie. Finałowy wyścig znów był jednak teatrem jednego aktora, bo Maciej Janowski był tego dnia poza zasięgiem rywali i zdobył koronę po razu drugi w karierze (wcześniej dokonał tego w 2015 roku). Drugą lokatę zajął Bartosz Zmarzlik, trzecią jego kolega ze Stali Gorzów Szymon Woźniak, stawkę zaś zamknął najlepszy z zawodników gospodarzy Janusz Kołodziej. Kolejne miejsca zajęli: 5. Patryk Dudek (Falubaz Zielona Góra), 6. Piotr Pawlicki (Unia Leszno), 7. Maksym Drabik (Sparta Wrocław), 8. Jarosław Hampel (Motor Lublin), 9. Bartosz Smektała (Unia Leszno), 10. Krystian Pieszczek (Wybrzeże Gdańsk), 11. Kacper Woryna (ROW Rybnik), 12. Paweł Przedpełski (Włókniarz Częstochowa), 13. Dominik Kubera (Unia Leszno), 14. Przemysław Pawlicki (GKM Grudziądz), 15. Norbert Kościuch (Orzeł Łódź), 16. Krzysztof Kasprzak (Stal Gorzów).

Janowski liderem pod dwóch rundach

Po rozegranych na torze we Wrocławiu dwóch rundach Speedway Grand Prix 2020 liderem klasyfikacji generalnej został Maciej Janowski, który w piątek zajął drugą lokatę, a w sobotę był pierwszy. Broniący tytułu indywidualnego mistrza świata Bartosz Zmarzlik pierwszego dnia był szósty, a drugiego trzeci i ze stratą 11 punktów do Janowskiego jest na piątym miejscu. Przed nim sa jeszcze Brytyjczyk Tai Woffinden i Szwed Fredrik Lindgren.

W piątek królem wrocławskiego toru był jeżdżący w polskiej lidze w barwach GKM Grudziądz rosyjski żużlowiec Artiom Łaguta, który tego wieczoru przegrał tylko raz, z Maciejem Janowskim (Sparta Wrocław), ale w fazie eliminacji. W biegu finałowym zrewanżował się Polakowi, który był drugi i wygrał pierwszy turniej tegorocznego cyklu SGP. Trzeci linię mety minął Szwed Fredrik Lindgren (Włókniarz Częstochowa), zaś na czwartej pozycji Brytyjczyk Tai Woffinden (Sparta Wrocław).
W tym sezonie dokonano zmiany w regulaminie indywidualnych mistrzostw świata. Punkty do klasyfikacji generalnej są przyznawane za miejsca wywalczone w turnieju, natomiast w poprzednich latach sumowano zdobycze punktowe z całych zawodów. Teraz triumfator każdej z eliminacji otrzymuje 20 punktów, drugi zawodnik 18, trzeci 16, czwarty 14, piąty 12 i tak aż do 16. miejsca, za które przyznawany jest jeden punkt. Takie zasady punktacji powodują, że decydujące znaczenie ma awans do finału i zajęte w nim miejsce, natomiast liczba wywalczonych punktów w eliminacjach i półfinale ma znaczenie jedynie porządkowe. I tak np. Janowski do swojego ostatniego, piątego biegu w eliminacjach mógł podejść treningowo, bo po czterech startach miał dziewięć punktów na koncie i pewne miejsce w półfinale. Ale już Zmarzlik musiał do ostatniego biegu walczyć o zakwalifikowanie się do najlepszej ósemki, lecz niewiele mu to dało, bo w półfinale trafił na lepiej tego dnia dysponowanych Łagutę i Woffindena, z którymi przegrał walkę o finał. Z drugiej półfinałowej czwórki do finałowego biegu awansowali Janowski i Lindgren. Dla zwycięskiego w finale Łaguty był to pierwszy triumf w zawodach cyklu SGP, ale obaj zawodnicy wrocławskiej Sparty, czyli Maciej Janowski i Tai Wofinden, w sobotę zamierzali lepiej wykorzystać atut dobrze im znanego toru.
Lepiej z obietnicy wywiązał się Janowski, który w sobotę zdominował rywalizację na Stadionie Olimpijskim i pewnie wygrał drugą rundę tegorocznego cyklu SGP. W półfinale znów wystrzelił spod taśmy jak z armaty i nie dał sobie odebrać prowadzenia. Za nim linię mety minął Lindgren. Szwed podobnie jak w piątek znów wymęczył awans do finału, ale liczy się efekt. W drugim półfinale porywający pojedynek stoczyli mistrzowie świata – Woffinden i Zmarzlik. Tasowali się niemal do ostatniego wirażu, ale ostatecznie na mecie jako pierwszy zameldował się Brytyjczyk. Tym razem ścigający się z nimi Artiom Łaguta wystąpił w roli statysty.
Finałowy wyścig był popisem jednego aktora. Janowski prowadził niezagrożony od startu do mety, a za jego plecami trwała porywająca walka o dwa pozostałe miejsca na podium. Zamknięty na pierwszym wirażu Zmarzlik wręcz szalał na torze, zdołał jednak wyprzedzić tylko Lindgrena, bo Woffindenowi udało się odeprzeć jego ataki. Tak więc sobotni turniej zakończył się podwójnym zwycięstwem żużlowców Sparty Wrocław, po którym Janowski awansował na pozycję lidera klasyfikacji generalnej cyklu SGP, a Woffinden podzielił się drugą lokata z Łagutą. Za tym tercetem uplasował się Fredrik Lindgren, który oba wrocławskie turnieje ukończył na czwartej pozycji.
Aktualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik w „generalce” przesunął się na piątą lokatę, ale kolejne dwa turnieje odbędą się 11 i 12 września w Gorzowie, co będzie na pewno jego atutem, bo przecież na co dzień ściga się w barwach gorzowskiej Stali. Potem karuzela SGP przeniesię się do czeskiej Pragi, gdzie powalczy o punkty 18 i 19 września, zaś tegoroczny cykl SGP, okrojony z powodu pandemii do ośmiu turniejów, zakończą 2 i 3 października zmagania na Motoarenie w Toruniu.

Klasyfikacja generalna SGP 2020:

  1. Maciej Janowski (Polska) – 38 pkt
  2. Artiom Łaguta (Rosja) – 32 pkt
    – Tai Woffinden (W. Brytania) – 32 pkt
  3. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 30 pkt
  4. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 27 pkt
  5. Leon Madsen (Dania) – 18 pkt
  6. Gleb Czugunow (Polska) – 16 pkt
  7. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 15 pkt
  8. Niels Kristian Iversen (Dania) – 14 pkt
  9. Patryk Dudek (Polska) – 13 pkt
  10. Martin Vaculik (Słowacja) – 12 pkt
  11. Matej Zagar (Słowenia) – 12 pkt
  12. Max Fricke (Australia) – 12 pkt
  13. Mikkel Michelsen (Dania) – 11 pkt
  14. Jason Doyl (Australia) – 8 pkt
  15. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 2 pkt

Zmarzlik mistrzem!

Bartosz Zmarzlik jako trzeci z polskich żużlowców, po Jerzym Szczakielu i Tomaszu Gollobie, wywalczył tytuł indywidualnego mistrza świata. W minioną sobotę w Toruniu w ostatnich zawodach tegorocznej edycji Speedway Grand Prix zawodnik Stali Gorzów zajął czwartą lokatę, ale obronił przewagę punktową jaką miał nad Duńczykiem Leonem Madsenem i Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem.

Zmarzlik przystępował do Grand Prix Polski w Toruniu z przewagą siedem punktów nad drugim w klasyfikacji generalnej Sajfutdinowem i dziewięciu nad trzecim Madsenem. 24-letni polski żużlowiec, który ma już w dorobku brązowy medal cyklu SGP zdobyty w 2016 roku i srebrny wywalczony w poprzednim sezonie, wytrzymał presję i w sobotni wieczór na toruńskiej Motoarenie zdobył tak wyczekiwany przez kibiców żużla w naszym kraju tytuł indywidualnego mistrza świata. Do koronacji Zmarzlika doszło po drugim biegu półfinałowym Grand Prix Polski w Toruniu, w którym gorzowianin okazał się najlepszy. W tym momencie było już przesądzone, że odrabiający zaciekle straty Leon Madsen już nie wyjdzie na prowadzenie, nawet w przypadku wygranej w finale.

A po fazie zasadniczej w grze o złoto pozostawali już tylko Polak i Duńczyk. W swoim wyścigu półfinałowym Zmarzlik potrzebował dwóch punktów, aby zapewnić sobie upragniony mistrzowski tytuł. Na wejściu w pierwszym łuku wyprzedził Sajfutdinowa i już nie dał sobie odebrać prowadzenia, czym wprowadził kibiców w euforię.

Tytuł potrzebny potentatom

Radość z tego triumfu podzielają nie tylko fani czarnego sportu, ale też całe żużlowe środowisko, mocno już podrażnione faktem, że chociaż Polska jest absolutną i niekwestionowaną potęgą w tej odmianie sporu motorowego, ma najsilniejszą ligę, najpiękniejsze stadiony, fantastyczną oglądalność i sukcesy w rywalizacji zespołowej, to w rywalizacji o najbardziej prestiżowy tytuł zwyciężali reprezentanci innych nacji. Kiepska passa została jednak w końcu przerwana i wcale nie musi skończyć się na tegorocznym sukcesie Zmarzlika. Od wygranej Szczakiela na kolejną, autorstwa Golloba, fani speedaway’a musieli czekać 37 lat, przerwa między triumfem Golloba a Zmarzlika trwała dziewięć. .

O ile Gollob swój tytuł zdobył już u schyłku kariery, bo w wieku 39 lat, to 24-letni Zmarzlik jest tak naprawdę dopiero u jej progu. Żużlową licencję świeżo upieczony indywidualny mistrz globu zdobył w 2010 roku, ale miał taki talent, że już w następnym roku zadebiutował w żużlowej ekstralidze w barwach gorzowskiej Stali, dla której nieprzerwanie zdobywa punkty do dzisiaj. To właśnie w Gorzowie poznał Tomasza Golloba, który w latach 2008-2012 był zawodnikiem Stali i stał się mentorem utalentowanego nastolatka, a gdy kończył karierę w reprezentacji Polski, oficjalnie namaścił Zmarzlika na swojego następcę.
Wielki talent to jeszcze za mało, żeby w tym trudnym sporcie wspiąć się na szczyt. Potrzebne są jeszcze tytaniczne wręcz pracowitość, wytrwałość oraz perfekcjonizm w pracy ze sprzętem. No i trzeba całe swoje życie podporządkować żużlowej rywalizacji. Zmarzlik wszystkie te warunki bezwzględnie spełnił i dlatego dzisiaj święci triumf. Zapewne nie po raz ostatni, bo ma przed sobą jeszcze wiele lat ścigania się na najwyższym poziomie. Ale póki co zapisał się złotymi zgłoskami w historii polskiego żużla, bo jest dopiero trzecim naszym zawodnikiem, który wywalczył tytuł indywidualnego mistrza świata. Przed nim dokonali tego Jerzy Szczakiel w roku 1973 roku oraz dziewięć lat temu Tomasz Gollob (w 2010).

Może to nie ostatni tytuł?

W cyklu Grand Prix Zmarzlik debiutował podczas GP Polski w Gorzowie w 2012 roku. Był to debiut błyskotliwy, bo 17-letni wtedy żużlowiec startując z dziką kartą wywalczył trzecią lokatę. Dwa lata później w turnieju na gorzowskim stadionie nie miał już sobie równych, zostając najmłodszym zwycięzcą turnieju GP w historii. Jako stały uczestnik w mistrzostwach świata pojawił się w sezonie 2016 i od razu zdobył brązowy medal. W ubiegłym roku dołożył do kolekcji srebrny krążek, a ten sezon zakończył w trofeum z najcenniejszego kruszcu.

A początek zmagań wcale tego sukcesu nie zapowiadał. Podczas inauguracyjnej rundy na PGE Narodowym nie zdołał awansować do finału. Wygrał kolejny turniej w Krsko, by w Pradze znaleźć się nawet poza półfinałami. Dopiero od piątej rundy, we Wrocławiu, Zmarzlik rozpoczął marsz po złoto. W pięciu kolejnych turniejach tylko raz nie stanął na podium, a zwyciężył jeszcze w Vojens.

Pozostały Polakom powiodło się gorzej. Na szóstej pozycji zmagania ukończył as Sparty Wrocław Maciej Janowski. Rzutem na taśmę miejsce wśród uczestników przyszłorocznych zmagań w SGP uratował wicemistrz świata z 2017 roku Patryk Dudek, który zajął ósmą lokatę. Niestety, z elity wypadł lider Unii Leszno Janusz Kołodziej, który w klasyfikacji generalnej zajął dopiero 14. miejsce, chociaż wygrał turniej w Pradze i z dobrej strony pokazał się też we Wrocławiu. W pozostałych zawodach cyklu Kołodziej jeździł jednak słabo. Jedno miejsce wyżej przed naszym żużlowcem uplasował się ustępujący mistrz Tai Woffinden, ale Brytyjczykowi w osiągnięciu lepszego wyniku przeszkodziła kontuzja. Poza pierwszymi ośmioma żużlowcami, pewna jazdy w SGP 2020 jest też najlepsza trójka z GP Challenge – Matej Zagar, Niels Kristian Iversen i Max Fricke. Cztery pozostałe miejsca są na stałe „dzikie karty”.