Mało Polaków w Pucharze Anglii

W miniony weekend na angielskich boiskach rozegrano trzecią rundę Pucharu Anglii. Wystąpiły w niej zespoły polskich piłkarzy, ale nie wszyscy z nich walczyli na boisku. Większość, w tym reprezentanci Łukasz Fabiański, Jan Bednarek, Kamil Grosicki i Mateusz Klich, tylko przyglądała się popisom swoich dublerów.

 

W brytyjskich mediach trwa festiwal zachwytów nad metamorfozą, jaką pod wodzą Ole Gunnara Solskjaera przeszedł zespół Manchesteru United. W spotkaniu III rundy Pucharu Anglii „Czerwone Diabły” pokonały na własnym stadionie Reading 2:0. Było to ich piąte zwycięstwo z rzędu odkąd zespół po odejściu Jose Mourinho przejął norweski szkoleniowiec, przed laty świetny napastnik United. Wcześniej „Czerwone Diabły” prowadzone przez Solskjaera wygrały cztery spotkania ligowe. W meczu z Reading Norweg zamieszał w składzie w porównaniu ze składem zespołu w Premier League. Od pierwszej minuty szansę pokazania się dostał tępiony wcześniej przez Mourinho napastnik Romelu Lukaku. Początek był trochę niemrawy w wykonaniu „Czerwonych Diabłów”, a częściej przy piłce utrzymywali się goście. Podopieczni Solskjaera podkręcili tempo po kwadransie, a sygnał do ataku dał Sanchez. W 22. minucie United objęli prowadzenie po rzucie karnym wykorzystanym przez Juana Matę. W końcówce pierwszej połowy goście kilka razy groźniej zaatakowali, ale niemal równo z gwizdkiem na przerwę Lukaku podwyższył wynik na 2:0, wykorzystując świetne podanie od Sancheza. Po zmianie stron gospodarze już tylko pilnowali wyniku i chociaż piłkarze Reading bardzo się starali, nie zdołali sforsować defensywy „Czerwonych Diabłów”.

W innych meczach trzeciej rundy Pucharu Anglii AFC Bournemouth przegrał z Brighton&Hove Albion 1:3. Oba zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli Premier League. W bramce zespołu gospodarzy stanął Artur Boruc, dla którego był to dopiero piąty mecz w obecnym sezonie. I zapewne ostatni, bo w lidze broni Bośniak Asmir Begovic. Goście w 31. minucie objęli prowadzenie. Gola zdobył Anthony Knockaert, który wykorzystał błąd jednego z obrońców. Strzelił pomiędzy jego nogami, a zaskoczony Boruc nie miał szans na skuteczną interwencję. Po chwili było już 2:0 dla przyjezdnych. Yves Bissouma zdecydował się na strzał z dystansu, a Boruc ruszając do piłki poślizgnął się i nie zdążył zatrzymać piłki. Po przerwie miejscowi starali się odrobić straty, ale stać ich było tylko na zdobycie jednej bramki, a Boruc nie obronił jeszcze strzału Fna 3:1. West Ham United, z Łukaszem Fabiańskim na ławce rezerwowych, wygrał z Birmingham City 2:0. W bramce „Młotów” stanął dubler reprezentanta Polski, Hiszpan Adrian del Castillo. Bolton z Pawłem Olkowskim w składzie rozgromił Walsall FC 5:2. Jan Bednarek nie grał w meczu Southamptonu z Derby (2:2), ale drużyny czeka powtórka. Kamil Grosicki nie wystąpił w spotkaniu z Millwall, podobnie jak i Mateusz Klich (Leeds) w starciu tych zespołów.

 

Mistrz wydawania

Fot. Jose Mourinho niezmiennie uważa, że to on jest najlepszym trenerem piłkarskim na świecie

 

 

Zwolniony w miniony wtorek z posady trenera Manchesteru United Jose Mourinho pracował w tym klubie od wiosny 2016 roku. W tym czasie wydał na transfery piłkarzy blisko pół miliarda funtów, ale mimo to nie odniósł znaczących sukcesów.

 

Wielka trenerska kariera Mourinho zaczęła się w 2002 roku w FC Porto. Już w pierwszym sezonie zdobył z tym zespołem mistrzostwo Portugalii, Puchar Portugalii oraz Puchar UEFA. W kolejnym sezonie obronił krajowe mistrzostwo i wygrał najważniejsze futbolowe rozgrywki w Europie, czyli Ligę Mistrzów. Po tych sukcesach pracę w Chelsea Londyn zaproponował mu właściciel klubu Roman Abramowicz. Rosyjski miliarder dokonał trafnego wyboru, bo portugalski szkoleniowiec zapewnił mu dwa tytuły mistrza Anglii (2005, 2006), ale nie wygrał dla niego wymarzonej Ligi Mistrzów. Magia Mourinho przygasła i po serii słabszych wyników został zwolniony. W sezonie 2008/2009 przejął zespół Interu Mediolan, z którym już w pierwszym roku zdobył mistrzostwo Włoch, a w następnym sięgnął po potrójną koronę, czyli wygrał krajową ligę, krajowy puchar oraz Ligę Mistrzów. Został trzecim trenerem w historii futbolu, który dwukrotnie wygrał Ligę Mistrzów z dwoma różnymi zespołami. W maju 2010 roku Mourinho podpisał kontrakt z Realem Madryt, który uczynił go najlepiej zarabiającym trenerem na świecie. Ale zaraz potem przestał odnosić sukcesy.

Mimo to po zwolnieniu z Realu wrócił do Chelsea, ale znowu nie wygrał Ligi Mistrzów 17 grudnia 2015 roku został zwolniony. Pół roku później dostał pracę w Manchesterze United, najbogatszym piłkarskim klubie na świecie. Pewnie dlatego postawił nowemu pracodawcy ogromne wymagania finansowe. Sam zarabiał krocie, ale też lekką ręką wydawał setki milionów funtów na kolejnych piłkarzy. Na Old Trafford trafili tacy gracze, jak choćby Paul Pogba, za którego Manchester United zapłacił rekordową wówczas kwotę 105 mln euro. 25-letni Francuz w ekipie „Czerwonych Diabłów” nie rozwinął jednak swojego talentu. Z zawodnika, który zachwycał kreatywnością, stał się obiektem drwin. Po mundialu w Rosji Pogba, który w reprezentacji Francji odbudował markę, wszedł z Mourinho na wojenną ścieżkę. Portugalczyk, lubiący nazywać siebie „The Special One”, nie znosił takiej niesubordynacji i zaczął francuskiego piłkarza ostentacyjnie gnębić.

Po dymisji Mourinho media przypomniały, że Portugalczyk ściągnął na Old Trafford Romelu Lukaku za 85 mln euro, Erica Bailly (38 mln euro), Nemanję Maticia (45), Victora Lindeloefa (35), Alexisa Sancheza (34), Freda (59), Diogo Dlaota (22). I z nimi w tym sezonie tracił do lidera Premier League 19 pkt. Ale nie za to „The Special One” poleciał na bruk, tylko za skargi w mediach, że latem władze klubu nie dały mu dość pieniędzy na kolejne transfery.

 

Mourinho został bez pracy

Manchester United poinformował we wtorek o dymisji trenera Jose Mourinho. Tymczasowo ma go zastąpić jego asystent Michael Carrick, były piłkarz „Czerwonych Diabłów”, ale poszukiwania nowego szkoleniowca już trwają.

 

Mourinho był trenerem United od maja 2016 roku. Poprowadził zespół w 144 meczach, zdobywając średnio 1,97 pkt na mecz. Pod jego wodzą ekipa „Czerwonych Diabłów” wygrała Ligę Europejską, Puchar Ligi Angielskiej i Superpuchar Anglii, a w poprzednim sezonie wywalczyła wicemistrzostwo kraju. W obecnych rozgrywkach Manchester United spisuje się jednak w Premier League bardzo słabo i po 17 kolejkach zajmuje dopiero szóste miejsce ze stratą aż 19 punktów do prowadzącego Liverpoolu. W Lidze Mistrzów zdołała wywalczyć awans do 1/8 finału, w którym zmierzy się z Paris Saint-Germain.

Mourinho nie miał ostatnio dobrych relacji z większością zawodników, a z francuskim gwiazdorem Paulem Pogbą znajdował się wręcz w otwartym konflikcie. Władze klubu już od jakiegoś czasu sygnalizowały swoje niezadowolenie ze słabej gry zespołu, prowokując tym spekulacje o planowanej dymisji „The Special One”, jak lubi się nazywać portugalski szkoleniowiec. Czarę goryczy przechyliła porażka w 17. kolejce z liderem angielskiej ekstraklasy FC Liverpool 1:3, lecz nie tyle jej wynik, co styl gry zespołu United, który został kompletnie zdominowany przez graczy „The Reds”.

Zdaniem brytyjskich mediów faworytem właścicieli United na nowego szkoleniowca jest obecny trener Tottenhamu, Mauricio Pochettino. Ale na giełdzie personalnej pojawiają się też nazwiska bezrobotnego aktualnie po odejściu z Realu Madryt Zinedine’a Zidane’a oraz Antonio Conte i Laurenta Blanca. Ale na razie zespół poprowadzi Michael Carrick.

 

Podzieli zyski z rosyjskiego mundialu

Na mundialu w Rosji wystąpili piłkarze występujący na co dzień w 416 klubach. FIFA zapłaci za ich udział w światowym czempionacie w sumie 209 mln dolarów.

 

Z polskich klubów najwięcej, z tej puli, bo ponad pół miliona dolarów (dokładnie 550 435), dostanie Legia Warszawa. O ponad połowę mniej otrzymają Górnik Zabrze i Lechia Gdańsk (po 254 700 dolarów), z kolei Lech Poznań dostanie 169 800 dolarów, a Jagiellonia Białystok 84 900 dolarów. Nie są to oszałamiające kwoty, ale w budżetach polskich klubów rzecz jasna każdy grosz się liczy.

Najwięcej z tego „worka” wyciągnęła rzecz jasna te kluby, które oddelegowały na mundial największą liczbę zawodników. Czołową dziesiątkę w zestawieniu tworzą: Manchester City, Real Madryt, Tottenham Hotspur, FC Barcelona, Paris Saint-Germain, Chelsea, Manchester United, Atletico Madryt, Juventus i AS Monaco. Rekordzista pod tym względem, Manchester City, otrzyma z tego tytułu rekompensatę w wysokości 5 003 440 dolarów, drugi w zestawieniu Real Madryt 4 813 830, a trzeci Tottenham 4 385 792.

Program podziału zysków pomiędzy FIFA a klubami (Club Benefits Programme) został po raz pierwszy uruchomiony w 2010 roku przed mundialem w RPA.

 

UEFA nie chce Superligi

Prezydent UEFA Aleksander Ceferin w publicznych wypowiedziach stanowczo sprzeciwia się pomysłowi utworzenia przez najbogatsze europejskie kluby elitarnej Superligi, alternatywy dla Ligi Mistrzów.

 

Plany stworzenia nowych rozgrywek z udziałem 16 najbogatszych europejskich klubów ujawnił portal „Football Leaks”. Okazało się, że pomysł zrodził się podczas tajnego spotkania przedstawicieli siedmiu największych klubów naszego kontynentu – Arsenalu Londyn, Barcelony, Bayernu Monachium, Juventusu Turyn, Manchesteru United, Milanu i Realu Madryt. Akces do grupy założycielskiej Superligi zgłosiły ponadto Chelsea Londyn, FC Liverpool, Manchester City i Paris Saint-Germain. Te jedenaście klubów w założeniu miałoby zagwarantowany udział w rozgrywkach przez dwadzieścia pierwszych sezonów, a stawkę uczestników w pierwszych edycjach uzupełniałyby drużyny Atletico Madryt, Borussii Dortmund, Interu Mediolan, Olympique Marsylia i AS Roma.

Narada odbyła się za plecami UEFA, co rzecz jasna od razu wywołało podejrzenia, że bogate kluby chcą zrealizować swój projekt kosztem Ligi Mistrzów. Nic dziwnego, że pomysł Superligi nie spodobał się w piłkarskim środowisku i jest mocno krytykowany. Wyraz niezadowoleniu dał między innymi prezydent europejskiej federacji Aleksander Ceferin.
„Realizacja tej idei zniszczy futbol. W zamkniętym systemie rozgrywek nie ma miejsca na solidarności i nie będzie mechanizmów stymulujących rozwój futbolu. Na dłuższym dystansie wszyscy przegrają, także kluby deklarujące chęć przystąpienia do Superligi. Dlatego zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ona nie została powołana do życia” – zapewnił słoweński działacz w wypowiedzi udzielonej tygodnikowi „Kicker”.

 

Podzieleni na grupy w Lidze Mistrzów i Lidze Europy

W ubiegłym tygodniu UEFA dokonała losowania grup w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Pierwsze mecze na tym etapie rozgrywek zostaną rozegrane 18 września, a faza grupowa zakończy się w grudniu. W Lidze Mistrzów zagra ośmiu polskich piłkarzy.

 

W fazie grupowej tegorocznej edycji Ligi Mistrzów zobaczymy ośmiu polskich piłkarzy: Roberta Lewandowskiego z Bayernu Monachium, Łukasza Piszczka z Borussii Dortmund, Kamila Glika z AS Monaco, Wojciecha Szczęsnego z Juventusu Turyn, Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego z Napoli oraz Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa z Lokomotiwu Moskwa. FC Liverpool co prawda zgłosił do rozgrywek 19-letniego Kamila Grabarę, ale nasz młody bramkarz ekipie „The Reds” jest dopiero numerem trzecim w hierarchii, po Brazylijczyku Alissonie i Belgu Simonie Mignoletcie, więc jego szanse na występ w Champions League są praktycznie zerowe.

W Lidze Europy też nie mamy zespołu, ale w kadrach 48 drużyn które znalazły się w fazie grupowej znalazło się ośmiu polskich piłkarzy. W Dynamie Kijów zagra Tomasz Kędziora, w Łudogorcu Razgrad Jacek Góralski i Jakub Świerczok, w azerskim Karabachu Agdam Jakub Rzeźniczak, w Girondins Bordeaux Igor Lewczuk, w KRC Genk Jakub Piotrowski, w Dinamie Zagrzeb Damian Kądzior, a w słowackim Spartaku Trnava wypożyczony w ostatniej chwili z Wisły Kraków Patryk Małecki.

 

Liga Mistrzów

Grupa A: Atletico Madryt, Borussia Dortmund, AS Monaco, Club Brugge
Grupa B: FC Barcelona, Tottenham, PSV Eindhoven, Inter Mediolan
Grupa C: PSG, SSC Napoli, Liverpool FC, Crvena Zevzda Belgrad
Grupa D: Lokomotiw Moskwa, FC Porto, Schalke 04, Galatasaray AS
Grupa E: Bayern Monachium, Benfica Lizbona, Ajax Amsterdam, AEK Ateny
Grupa F: Manchester City, Szachtar Donieck, Olympique Lyon, TSG Hoffenheim
Grupa G: Real Madryt, AS Roma, CSKA Moskwa, Viktoria Pilzno
Grupa H: Juventus, Manchester United, CF Valencia, Young Boys Berno

 

Liga Europy

Grupa A: Bayer Leverkusen, Łudogorec Razgrad, FC Zurich, AEK Larnaka.
Grupa B: FC Salzburg, Celtic Glasgow, RB Lipsk, Rosenborg Trondhem.
Grupa C: Zenit Petersburg, FC Kopenhaga, Girondins Bordeaux, Slavia Praga.
Grupa D: RSC Anderlecht, Fenerbahce Stambuł, Dinamo Zagrzeb, Spartak Trnawa.
Grupa E: Arsenal Londyn, Sporting Lizbona, Karabach Agdam, Worskła Połtawa.
Grupa F: Olympiakos Pireus, AC Milan, Real Betis, F91 Dudelange.
Grupa G: Villarreal CF, Rapid Wiedeń, Spartak Moskwa, Glasgow Rangers.
Grupa H: Lazio Rzym, Olympique Marsylia, Eintracht Frankfurt, Apollon Limassol.
Grupa I: Besiktas Stambuł, KRC Genk, Malmoe FF, Sarpsborg FF.
Grupa J: Sevilla FC, FK Krasnodar, Standard Liege, Akhisar Belediyespor.
Grupa K: Dynamo Kijów, FK Astana, Stade Rennes, FK Jablonec.
Grupa L: Chelsea Londyn, PAOK Saloniki, BATE Borysów, MOL Vidi

 

Liga Mistrzów UEFA: Elita coraz bardziej elitarna

W środę 29 sierpnia zakończyły się kwalifikacje do Ligi Mistrzów. W obecnej edycji tych rozgrywek po cztery drużyny mają Anglicy, Niemcy, Hiszpanie i Włosi, trzy Francuzi, po dwie Rosjanie, Holendrzy i Portugalczycy, a po jednej Grecy, Serbowie, Turcy, Belgowie, Czesi, Szwajcarzy i Ukraińcy. My musimy zadowolić się jedynie obecnością w ich zespołach ośmiu polskich piłkarzy.

 

Przed sezonem doszło do niewielkiej reorganizacji rozgrywek, a zmiany dotknęły przede wszystkim drużyny kwalifikujące się do Ligi Mistrzów. Zaledwie sześć spośród wszystkich drużyn biorących udział w eliminacjach awansowało do fazy grupowej, podczas gdy aż 25 ekip miało zapewniony udział na podstawie wyników osiągniętych w rozgrywkach krajowych, a jedno miejsce otrzymał triumfator poprzedniej edycji Ligi Europy (Atletico Madryt).

 

Liga dla najbogatszych

Udział w fazie grupowej, bez konieczności przechodzenia przez eliminacje, miały po cztery najlepsze drużyny z lig hiszpańskiej, niemieckiej, angielskiej i włoskiej. Francuzi i Rosjanie mieli zagwarantowane po dwa miejsca w fazie grupowej i jedno w III rundzie eliminacji, z kolei kolejni w rankingu UEFA Portugalczycy, Belgowie i Ukraińcy dostali jedno miejsce w fazie grupowej i jedno w III rundzie kwalifikacji. Pewne miejsce w fazie grupowej miała też czeska Viktoria Pilzno.

We wtorek występ w fazie grupowej zapewniły sobie: AEK Ateny (Grecja), Young Boys Berno (Szwajcaria) oraz Ajax Amsterdam (Holandia), w środę tej sztuki dokonały PSV Eindhoven (Holandia), Benfica Lizbona (Portugalia) oraz Crvena Zvezda Belgrad (Serbia). O prawo występu w LM walczył także mistrz Polski Legia Warszawa, ale już w drugiej rundzie kwalifikacji znalazł się za burtą. Wojskowi najpierw pokonali irlandzkie Cork City FC (1:0 i 3:0), ale w kolejnym dwumeczu zostali wyeliminowani przez Słowaków ze Spartaka Trnawa (0:2 i 1:0). Ci z kolei odpadli w kolejnej rundzie ze Crveną Zvezdą Belgrad (1:1 i 1:2), która w ostatnie batalii zapewniła sobie awans kosztem Red Bull Salzburg (0:0 i 2:2).

Obrońcą tytułu jest Real Madryt, który w maju na Stadionie Olimpijskim w Kijowie pokonał FC Liverpool. Był to trzeci z rzędu triumf „Królewskich” w tych elitarnych rozgrywkach. W obecnej edycji piłkarzom Realu będzie trudno podtrzymać serię zwycięstw, bo z klubu latem odeszli trener Zinedine Zidane i najlepszy zawodnik Cristiano Ronaldo. Portugalczyk przeniósł się do Juventusu Turyn, z którym Real wygrał w finale Ligi Mistrzów dwa lata temu 4:1.

Zmianie ulegną godziny rozgrywania meczów. Dotychczas wszystkie spotkania LM rozpoczynały się o godzinie 20.45, teraz będą odbywać się w dwóch porach – o godzinie 19:00 oraz 21:00. Pierwsza kolejka fazy grupowej odbędzie się w dniach 18-19 września, a ostatnia 11-12 grudnia. Finał zaplanowano na 1 czerwca 2019 roku na stadionie Wanda Metropolitano w Madrycie, gdzie na co dzień rozgrywa swoje mecze Atletico.

 

El Dorado nie dla polskich drużyn

W nowej odsłonie zmagań w Lidze Mistrzów polski futbol będzie reprezentować ośmiu piłkarzy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn), Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus (obaj Lokomotiw Moskwa), Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński (obaj SSC Napoli) oraz Kamil Glik (AS Monaco). Awans we wtorek mogli wywalczyć jeszcze Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb) i Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), ale ich zespoły nie sprostały swoim przeciwnikom w ostatniej rundzie eliminacji.

Klęska polskich zespołów w tegorocznych kwalifikacjach europejskich pucharów jeszcze bardziej pogłębi finansową przepaść dzielącą polskie kluby od europejskiej elity. Ten blamaż nie ułatwi spółce Ekstraklasa SA negocjacji nowej umowy dotyczącej sprzedaży praw telewizyjnych, zwłaszcza że na europejskim rynku zaczęła się właśnie recesja w tym segmencie rynku. Kluby piłkarskie, także polskie, żyły dotąd w błogim przeświadczeniu, że ceny transmisji będą rosnąć o co najmniej 40-50 procent w każdym kolejnym cyklu. Tymczasem w Europie daje się zauważyć spadek progresji dochodów z tego tytułu. Pierwsze symptomy tego zjawiska już widać. W tym sezonie kluby z Anglii w letnim oknie transferowym wydały o 200 mln funtów mniej niż rok wcześniej. Ograniczenia wydatków na transfery i pensje dla zawodników po cichu zaczynają wprowadzać też kluby w Niemczech i Hiszpanii.
Zdaniem ekspertów spadek dochodów z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych oraz sponsoringu doprowadzi w ciągu kilku najbliższych lat do powstania już naprawdę elitarnej superligi piłkarskiej, do której zaproszenie dostaną wyłącznie najbogatsze i najbardziej nośne medialnie kluby. W tej lidze nie będzie kwalifikacji i nie będzie spadków, a zarobki zawodników będą regulowane systemowo. Polskiej drużyny w tym towarszystwie na pewno nie będzie.

 

Uczestnicy LM 2018-2019:

Manchester City, Tottenham Hotspur, Manchester United, FC Liverpool (Anglia), Real Madryt, Atletico Madryt, Valencia CF, FC Barcelona (Hiszpania), Bayern Monachium, Borussia Dortmund, Schalke 04 Gelsenkirchen, TSG Hoffenheim (Niemcy), Juventus Turyn, SSC Napoli, AS Roma, Inter Mediolan (Włochy), Paris Saint-Germain, AS Monaco, Olympique Lyon (Francja), Benfica Lizbona, FC Porto (Portugalia), PSV Eindhoven, Ajax Amsterdam (Holandia), Lokomotiw Moskwa, CSKA Moskwa (Rosja), Viktoria Pilzno (Czechy), Club Brugge (Belgia), Szachtar Donieck (Ukraina), Galatasaray Stambuł (Turcja), Young Boys Berno (Szwajcaria), AEK Ateny (Grecja), Crvena Zvezda Belgrad (Serbia).

 

Wyniki IV rundy eliminacji:

AEK Ateny – Vidi FC 2:1 i 1:1; Dinamo Zagrzeb – Young Boys Berno 1:1 i 1:2; Dynamo Kijów – Ajax Amsterdam 1:3 i 0:0; AEK Ateny – Benfica Lizbona 1:1 i 1:4; PSV Einhoven – BATE Borisow 3:2 i 3:0, RB Salzburg – Crvena Zvezda Belgrad 0:0 i 2:2.

 

Koniec szarpaniny Lewandowskiego?

Sensacją minionego tygodnia w mediach po obu stronach Odry było przyznanie się przez Roberta Lewandowskiego w wywiadzie zamieszczonym w tygodniku „Sport Bild”, że faktycznie chciał latem odejść z Bayernu Monachium.

 

Kapitan reprezentacji Polski przyznał, że w końcówce poprzedniego sezonu nie czuł się dobrze w monachijskim klubie. „Jestem już w Niemczech tak długo, w Bayernie cztery lata, a wyglądało to tak, jakbym nic w tym klubie jeszcze nie zrobił i nie miał tu żadnego kredytu zaufania. Gdy idzie dobrze, wszyscy uznają to za oczywistość. Gdy idzie źle, to zawsze tylko Lewandowski jest winny. Zgadzam się, że można mi czasem zarzucić brak skuteczności, ale nie tego, że brakuje mi zaangażowania w grę” – stwierdził w wywiadzie Lewandowski.

I przypomniał, że gdy Bayern go potrzebował, to grał nawet z kontuzjami. „W kwietniu i w maju niemal wszyscy mnie atakowali, a ja nie czułem żadnej ochrony ze strony klubu. Nie czułem się wtedy dobrze w Monachium. Wszystko się we mnie skumulowało i dlatego zacząłem na serio myśleć o odejściu” – przyznał szczerze „Lewy”.
Najskuteczniejszy napastnik Bayernu nie dostał jednak zgody szefów bawarskiego potentata na zmianę klubowych barw i wbrew pozorom ta stanowczość Ulego Hoenessa i Karla Heinza-Rummenigge mocno podbudowała samopoczucie „Lewego”.

Ale wedle jego relacji prawdziwym przełomem w jego sporze z monachijskim klubem była rozmowa w cztery oczy z nowym trenerem Bayernu Niko Kovaczem. W wywiadzie dla „Sport Bildu” Polak tak ją ocenił: „Kovacz wyjaśnił mi, jak chce żeby drużyna grała, jaki ma pomysł na nią. Ta wizja bardzo mi się spodobała. Po tej rozmowie podjąłem decyzję, że chcę tutaj zostać. Zmieniłem tego dnia sposób myślenia. Zdaję sobie sprawę również z tego, że sam popełniłem również błędy, w końcu nie jestem przecież maszyną” – przyznał Lewandowski.

Kapitan reprezentacji Polski wyjawił też, że na zmianę jego stanowiska wpłynęły relacje z fanami Bayernu. „Zauważyłem, że wbrew temu co podawały na ulicach w Monachium nie spotkałem się z jakimiś objawami niechęci. Wręcz przeciwnie, ludzie podchodzą do mnie i mówią mi dobre rzeczy. Również życzliwość widowni na pierwszym meczu po przerwie letniej rozegranym na Allianz Arena z Manchesterem United mile mnie zaskoczyła. Wsparcie kibiców dla mnie bardzo dużo znaczy, a ja je poczułem i wtedy zobaczyłem wszystko z zupełnie innej perspektywy” – stwierdził „Lewy”.

Ta jego wypowiedź powinna na jakiś czas zakończyć nieustające medialne spekulacje o jego chęci odejścia z Bayernu. W tym klubie jest najlepiej opłacaną gwiazdą, w Bundeslidze najdroższym graczem (jego wartość wyceniana jest na 85 mln euro), a kontrakt ma ważny do czerwca 2021 roku.

 

Atak z pozycji przewróconego

Czołgany niemiłosiernie przez niemieckie media Robert Lewandowski w końcu zaczął walczyć o swój szargany od miesięcy po obu stronach Odry wizerunek. Nasz najlepszy piłkarz po mundialowym niepowodzeniu nie ma teraz najmocniejszej pozycji, ale mimo to postanowił postawić się szefom Bayernu Monachium.

 

W środowym wydaniu „Bilda”, tego samego, który niespełna tydzień temu obwieścił, że Robert Lewandowski nie chce już opuszczać Bayernu Monachium i zamierza w nim występować do końca kontraktu, na nowo wznowiono krucjatę przeciwko polskiemu piłkarzowi. Tym razem dziennikarze niemieckiego tabloidu, zapewne poruszeni lekturą wywiadu z Lewandowskim, zamieszczonym dzień wcześniej w wydawanym w Polsce, ale należącym do tego samego koncernu wydawniczego „Przeglądzie Sportowym”, zbulwersowali swoich czytelników rewelacją, że polski napastnik Bayernu jest zniesmaczony postawą władz bawarskiego klubu. „Lewy” zdaniem „Bilda” ma pretensje do szefów Bayernu, że nie bronili go przed atakami mediów i nie zamierza podjąć treningów zanim nie odbędzie z nimi rozmowy w tej sprawie.

Przypomnijmy tylko pokrótce o co chodziło. Po słabych występach Lewandowskiego w półfinałowych potyczkach Ligi Mistrzów z Realem Madryt w niemieckich mediach rozpoczęła się na niego regularna nagonka. Media krytykowały go za wszystko i nie cofały sie przed stawianiem najdurniejszych zarzutów – że rozwala atmosfer w szatni, bo myśli tylko o transferze do Realu Madryt.

Faktem jest, że wszystko na co przez ostatnie dwa miesiące zdobyli się w tej sprawie szefowie Bayernu, to były jedynie zapewnienia, że Lewandowski ma ważny kontrakt i nigdzie nie odejdzie. Ale na zdementowanie zarzutów sie nie zdecydowali, choć akurat w przypadku stwierdzeń użytych w mediach, że rozbija atmosferę w zespole i nie przykłada się do gry oraz treningów, to powinni choćby z poczucia przyzwoitości. Lewandowskiemu z pewności nie można tego zarzucić, bo jest on rzadkim w światowym futbolu przykładem profesjonalisty, za co chwalili go wszyscy trenerzy, z którymi pracował.
I choćby dlatego rewelacje, że zawsze akuratny i zdyscyplinowany Lewandowski nagle zaczął stawiać jakieś warunki swoim przełożonym, trzeba odłożyć między bajki.

Ale to wcale nie znaczy, że problemu nie ma. Tym problemem jest odpowiedź na pytanie – czy Bayern jeszcze go chce i czy on ma jeszcze chęć gry w Bayernie. Przed mistrzostwami świata w Rosji „Lewy” miał swoją piłkarską karierę pod kontrolą, ale teraz po raz pierwszy odkąd został profesjonalnym zawodnikiem jego kariera wyhamowała. Inaczej mówiąc, na rosyjskich boiskach nasz piłkarz wyłożył się jak długi, a w pozycji przewróconego nie wygląda się atrakcyjnie.

Jeśli więc postanowił zostać w Bayernie i w tym klubie odbudować swoja markę, to z pewnością nie wchodziłby w zwarcie z szefami klubu. Chyba że jest coś na rzeczy w doniesieniach brytyjskiego dziennika „The Independent” sugerujących, że Manchester United podjął właśnie negocjacje z Bayernem w sprawie łączonego transferu Hiszpana Thiago Alcantary i… Lewandowskiego.

 

Juventus Turyn już zarabia na CR7

Cristiano Ronaldo został oficjalnie zaprezentowany jako nowy zawodnik Juventusu Turyn. Portugalczyk w ekipie „Starej Damy” też będzie grał z numerem 7.

 

Kibice Juventusu już oszaleli na punkcie Cristiano Ronaldo. Portugalczyk przeszedł do turyńskiego klubu z Realu Madryt za 105 mln euro i podpisał czteroletni kontrakt, który gwarantuje mu roczne zarobki na poziomie 31 mln euro. Ale chociaż jeszcze nie kopnął piłki w nowych barwach, to już przyniósł nowemu pracodawcy pierwsze zyski. Cristiano Ronaldo będzie grał ze swoim ulubionym numerem „7” na koszulce.

Turyński klub już zdążył sprzedać ponad pół miliona replik koszulek z tym numerem i nazwiskiem portugalskiego piłkarza. „Będę ciężko pracować, żeby pokazać, jak dobrym jestem piłkarzem. Mam nadzieję, że uda mi się wprowadzić Juve na jeszcze wyższy poziom. Tworzyłem historię z Manchesterem United i Realem Madryt, teraz chcę ją tworzyć z Juventusem” – obiecał na swojej pierwszej konferencji prasowej w Turynie 33-letni gwiazdor. „Piłkarze w moim wieku odchodzą do Kataru albo do Chin, a ja przyszedłem do tak mocnego klubu jak Juventusu. Lubię wyzwania, a to jest dla mnie nowe wyzwanie” – wytłumaczył swój wybór CR7.