Wyborczy pic Patryka Jakiego

Patryk Jaki, zaraz po wyznaczeniu go przez Jarosława Kaczyńskiego na kandydata PiS-u w wyborach na Prezydenta Warszawy, przystąpił do pracy nad wykreowaniem swoje­go nowego wizerunku na potrzeby najbliższej kampanii wyborczej.

 

Z pewnością chciałby, by Suweren przynajmniej na czas tej kampanii zapomniał o jego niezbyt chlubnej działalno­ści politycznej w ostatnich trzech latach. Skoro zdecydował się na kandydowanie, ma z pew­nością nadzieję, że jeżeli PiS-owi udał się taki blef w kampanii wyborczej na Prezydenta RP i w ostatnich wyborach do Parlamentu, to dlaczego z jego kampanią miałoby stać się ina­czej. Jeszcze przed oficjalną kampanią wyborczą Patryk Jaki postanowił pójść za ciosem. Wspólnie z kolegami rozpoczął prace nad wykreowaniem swojego nowego wizerunku. O ile amnezja Suwerena pozwoli, Nowy Patryk Jaki ma być otwarty, tolerancyjny, wiarygodny, wsłuchującego się w głos Suwerena no i oczywiście reagujący na jego potrzeby, uczciwy i konsekwentnie zwalczający różnego rodzaju patologie oraz oczywiście brzydzący się wszel­kiego rodzaju przejawami nepotyzmu.

Aby być uczciwym wobec wyborców, warto przypomnieć Patryka Jakiego z ostatniej kampanii wyborczej do Parlamentu, w tym szczególnie Jego postawę w okresie kiedy stał się człowiekiem władzy?

W trakcie ostatniej kampanii wyborczej do Parlamentu Patryk Jaki nie unikał kontak­tów z „narodowcami”, między innym z Panem Piotrem Rybakiem. To jemu jako Wice Mini­strowi Sprawiedliwości dziękował nan Jacek Międlar za to, że uniknął wyroku za swoje rasi­stowskie publiczne występy, przy okazji tej wypowiedzi nazywając Panią Prezydentową „Żydówą” i też bez poniesienia konsekwencji. Jako katolicki polityk walczył o zamknięcie granic naszego kraju przed uchodźcami z państw ogarniętych działaniami wojennymi, na­wet jeżeli byli to „nasi bracia w wierze”. A dzisiaj kandydat na Prezydenta Warszawy chce uczynić Warszawę miastem otwartym. Biedny człowiek, mieszka w Warszawie od kilku lat (przyjechał z Opola) i nie zauważył, że nasza stolica jest właśnie takim miastem. Rodzi się zatem pytanie dla kogo Patryk Jaki chce otworzyć stolicę? Sądząc, po jego dotychczasowych działaniach, kiedy to szeroko otworzył dla swoich kolegów dostęp do stanowisk w Spółkach Skarbu Państwa i spółkach samorządowych, urzędach centralnych to można przypuszczać, że kandydatowi chodzi o szerokie otwarcie dla swoich kolegów dostępu do stanowisk w Sto­łecznym Ratuszu. Zwłaszcza, że po tym jak poróżnił się z Prezydentem Opola może dla nich nie być stanowisk w Opolu.

Słowa o tolerancji, szacunku do drugiego człowieka w ustach Patryka Jakiego brzmią groteskowo, bo to on uchodźców utożsamia z terrorystami a jego koledzy poszli dalej, bo ich „szacunek” do uchodźców to nazywanie ich „gwałcicielami kóz”. Czy w przypadku Pa­tryka Jakiego jest granica zakłamania? A może to brak szacunku do wyborcy i przekonanie „że ciemny naród to kupi”?
Konsekwentne zwalczanie patologii w życiu publicznym oczywiście miało miejsce w życiu, ale było to na początku kariery politycznej Patryka Jakiego tj. w czasach kiedy działał on w opozycji. Są to tak „odległe czasy”, że Patryk Jaki mógł o nich zapomnieć. Władza szybko dokonała jego deprawacji. W lokalnej prasie pojawił się nawet przydomek nadany mu przez Jego kolegów „Patryk – wszystko mogę”.

Fakty, że dziwnym trafem były barman w knajpie będącej własnością żony Patryka Jakiego, a potem jego asystent został wiceprezydentem Opola, zaś jego ojciec – prezesem opolskich wodociągów – wskazują, że jego nepotyczne zdolności deklasujące dotychczasowych liderów na tym polu, którym zdawało się nie być równych.

Wsłuchiwanie się w głos Suwerena, realizacja jego oczekiwań, to ponoć najważniej­sze zasady, którymi kieruje się Zjednoczona Prawica a tym samym Patryk Jaki. Zasady te bardzo skutecznie w sposób przewrotny przećwiczył on na mieszkańcach gmin; Dąbrowa, Dobrzeń Wielki, Prószków i Komprachcice, kosztem których zostało powiększone Opole. To właśnie oni mogą bardzo wiele powiedzieć na ten temat. Proces powiększenia Opola od początku prowa­dzony był na nieczystych zasadach, w pośpiechu bez analizy skutków tych działań i przy całkowitej ignorancji społeczności ościennych gmin. Mieszkańcy Opola, jak wskazywał sondaż, nie byli zainteresowani poszerzeniem granic miasta. W ogłoszonym przez władze Opola sondażu, ze względu na pośpiech nie było możliwości zorganizowania referendum, wzięło udział zaledwie 6 proc. mieszkańców. W odróżnieniu do Opolan w podobnym sondażu zorganizowanym w zainteresowanych wsiach frekwencja wyniosła prawie 90 proc. Stanowisko tych mieszkańców było ignorowane na wszystkich szczeblach władzy. Wykorzystując ukła­dy lokalne (Wojewodę) i Rządowe „walec” powiększenia Opola parł do przodu. Patryk Jaki wbrew wspomnianym deklaracjom Zjednoczonej Prawicy nie odważył się spotkać z prote­stującym Suwerenem, który chcąc zmusić go do spotkania zdecydował się poczekać na niego w Jego biurze poselskim. Zamiast dialogu w biurze, poseł postanowił przeprowadzić rozmowę z Suwerenem na sali sądowej. Ten arogant swoimi wypowiedziami starał się zdys­kredytować samorządowców i organizatorów sondaży w ościennych gminach, podważać wiarygodność tych sondaży. Gdy Pani Sołtys jednej ze wsi skierowała sprawę do sądu o na­ruszenie dóbr osobistych, partyjni koledzy „schowali” posła „Patryka – wszystko mogę” za immunitetem poselskim.

Ostatecznym i największym przejawem ignorowania samorządów było niespodziewane włączenie na posiedzeniu Rady Ministrów, na dzień przed planowanym spotkaniem Komisji Wspólnej Rządu z Samorządem Terytorialnym, kwestii Rozporządzenia dotyczącego zmiany granic Opola. W trakcie tego spotkania miały zapaść ostatecznie roz­strzygnięcia w tej sprawie. Ten manewr sprawił, że spotkanie to stało się bezprzedmiotowe. I tak ta źle przygotowana reforma stała się faktem, a to że wiele spraw nie zostało uregulo­wanych dowodzą różne nie rozwiązane do dzisiaj problemy. Skutkiem tej bezczelnej gry jest brak zaufania ościennych gmin w stosunku do Opola. Aglomeracja Opolska, która miała być motorem napędowym rozwoju Opolszczyzny funkcjonuje praktycznie na papierze.

Ignorant samorządów Patryk Jaki chce teraz zostać najważniejszym samorządowcem w kraju – Prezydentem Warszawy. A może wielki strateg PiS-u Jarosław Kaczyński wyzna­czył mu nowe zadanie, by korzystając z opolskich doświadczeń podobnie ograć samorządy ościenne gmin Warszawy i utworzyć wielką stolicę? Wszystko jest możliwe.

Krótka, bo zaledwie ponad 2-letnia kariera Patryka Jakiego jako polityka władzy sprawiła, że utracił wiarygodność jako człowiek i polityk, co potwierdziła również jego działalność w Komisji Reprywatyzacyjnej, którą traktuje głównie jako trampolinę do wybi­cia się na fotel Prezydenta Warszawy. Jego pozycja pozwoli mu w ramach tej komisji z pewnością przygotować konkurentom wyborczą niespodziankę.

Komu się marzy merytoryczna i uczciwa kampania z Patrykiem Jakim to lepiej niech zrezygnuje z kandydowania lub pogodzi się ze swoją klęską. Będzie to kampania demagogicznych haseł, oszczerstw a być może i fauli. Warto prześledzić losy faworyta na Prezydenta Opola w ostatnich wyborach samorządowych. Jak niewiele znaczą deklaracje Patryka Jakiego, można było się już nie raz przekonać. W trakcie rozmowy z Konradem Piaseckim w Radiu Zet stwierdził, że jeżeli będzie kandydatem PiS-u w wyborach samorządowych to zrezygnuje z komisji Reprywatyzacyjnej. Oczywiście jako „rasowy” polityk zmienił zdanie.

Na zakończenie jeszcze tylko jedna uwaga. Hasło kandydata na Prezydenta Warsza­wy Patryka Jakiego, przybysza z naszego miasta, „ambitna Warszawa” – obraża War­szawiaków. Warszawa zawsze była i musiała być ambitna, by móc się podnieść z wojennych zgliszczy.

Wielki „ambitny” Patryk, który w swoim życiu nic jeszcze nie zdołał zbudować, bę­dzie starał się zarazić mieszkańców stolicy ambicją, by zbudowali sobie drugą Warszawę.

Mega korupcja à la PiS

Trudno, że by zwykłym człowiekiem nie zatrzęsło.

 

Dowiadujemy się otóż (www.forbes.pl), że państwowa spółka paliwowa LOTOS udziela rabatów na paliwo i niektóre produkty sprzedawane na stacjach m.in. księżom, członkom związków zawodowych i części zatrudnionych w budżetówce oraz ich rodzinom. Oczywiście uzasadnienie jest czysto biznesowe: spółka ma w ten sposób budować poparcie przed jej planowanym przejęciem przez Orlen. Jak donosi ANGORA, podobną promocję rozważał kiedyś i ORLEN, ale projekt nie został zaakceptowany przez radę nadzorczą. Trudno tą akcję nazwać inaczej jak mega korupcją polityczną à la PiS.

Beneficjentami są środowiska, które bądź oficjalnie wspierają PiS (NSZZ „Solidarność”, funkcjonariusze Kościoła Katolickiego, urzędnicy administracji publicznej), bądź są potencjalnym zapleczem, elektoratem PiS – inne związki zawodowe. Dla jasności – nie chodzi o związkowców LOTOS-u lecz o wszystkich związkowców w kraju. Przekaz jest jasny: popierasz PiS – możesz liczyć na bonus. Będziesz głosować na „innych” – to jak ONI przyjdą to zabiorą ci ten cukierek. Jasne, proste, skandaliczne.

PiS wielokrotnie już pokazywał jak atrybuty władzy wykorzystać do kupowania ludzi. Nie dla wprowadzania konkretnych zmian – to tylko zewnętrzne opakowanie – ale do wpajania „suwerenowi”, że PiS jest dobry – bo daje swoim. W tym przypadku tańsze paliwo. Jutro mogą być tańsze leki, szybszy dostęp do lekarza itp.

Co to wszystko ma wspólnego ze społeczną sprawiedliwością, którym to hasłem PiS szermuje na prawo i lewo? NIC. Jeżeli firma LOTOS prowadzona jest według zasad określonych w Kodeksie Handlowym i w Kodeksie Karnym, to za te bonusy płacą wszyscy pozostali jej klienci, w tym również renciści i emeryci.

Nie interesuje mnie lotosowska „Solidarność”. Nie zamierzam wnikać w etyczne rozterki kleru (jeśli takie w ogóle są) przy tankowaniu paliwa taniej niż inni. Trzy wątki są natomiast ciekawe. Pierwszy, to gremialna aprobata wszystkich niemal związkowych central. Ich wodzowie kupują tą bajkę o „budowaniu poparcia przed spodziewanym połączeniem LOTOS-u z ORLEN-em”. Czy nie dostrzegają tego, że zakładając sobie samym pasek, na którym prowadzi ich PiS osłabiają swoją gotowość do protestów wobec tej władzy? Czy z tyłu głowy związkowych działaczy nie pojawi się cichy głosik: „zastanów się, po co strajkować? Jeszcze odbiorą Ci bon paliwowy?”. Przecież, wbrew temu, co głosi przewodniczący WZZ „Sierpień’80”, nie chodzi o „poszerzanie bazy klientów”. Są przecież dla tego celu programy lojalnościowe, a tak w ogóle, to najlepszym sposobem na poszerzenie bazy klientów jest powszechna obniżka cen paliw przez te koncerny. Jestem zniesmaczony.

Drugi ciekawy wątek to owa „część zatrudnionych w budżetówce”. Trochę enigmatyczne sformułowanie i warto by dowiedzieć się czegoś więcej: chodzi o policjantów, urzędników skarbowych czy tylko nauczycieli?

I wreszcie sprawa ostatnia, pytanie za 10 punktów. Czy jeżeli dojdzie od fuzji LOTOS-u i ORLEN-u, do powstania mega koncernu zawiadującego ponad 34 proc. rynku paliwowego w Polsce, to bonusy dla księży, związkowców i budżetówki zostaną zniesione czy utrzymane? Daje się łatwo, odbiera trudniej. Coś mi się wydaje, że manewr LOTOS-u to postawienie ORLEN-u pod przysłowiową ścianą, to próba obejścia rady nadzorczej tej spółki. Pożyjemy, zobaczymy.

W każdym bądź razie, jeżeli nowy koncern państwowy utrzyma te skandaliczne formy politycznej korupcji to to, co ja, zwykły człowiek, mogę zrobić, to zrezygnować z jego usług. Nie będą płacić na pseudo-związkowców, na pozbawionych przyzwoitości księży i urzędników.

 

Tekst ukazał się na blogu „Wołania na puszczy”