Włochy: krajobraz po bitwie

Pewien były polski Minister Kultury opowiadał kiedyś na antenie radia że jak był w Stuttgarcie to nie mógł się nadziwić jak pewna kobieta prawie codziennie myła czysty mur przylegający do fabryki Mercedesa. W końcu nie wytrzymał i spytał się czemu to robi. Odpowiedź była prosta: „żeby się nie pobrudziła”. Takiego zdrowego rozsądku i zapobiegawczości zabrakło większości państw europejskich przy pandemii Covid-19. We Włoszech koszt był bardzo wysoki. Ponad 33 tysiące ludzi zmarło, a gospodarka włoska może być kolejną ofiarą wirusa w Italii.

Rzym – miasto, które przez większość roku tętni życiem i wypełnia się zagranicznymi turystami oglądających atrakcje turystyczne, w tym liczne muzea, kaplice, place czy piękne ruiny będącymi  pozostałością po upadłym Cesarstwie Rzymskim, wita teraz żelem do dezynfekcji rąk przy granicy. Przyjeżdżają tu teraz głównie okoliczni mieszkańcy pragnący po wypiciu tradycyjnej filiżanki kawy zacząć powitanie miasta po prawie trzech miesiącach kwarantanny. Docierają też pierwsi turyści z innych części Włoch, co jest możliwe dzięki otwarciu granic regionów od 3 czerwca.
W kawiarniach takich jak Caffe Greco czy  też mojego ukochanego Caffe Teichner, znajdującym się przy  Placu S. Lorenzo in Lucina, obowiązują nowe zasady sanitarne. Personel pilnuje, by za dużo osób nie gromadziło się przy barze, gdzie serwowana jest kawa, bo zdecydowana większość mieszkańców Włoch pije kawę przy barze – stoliki są bardziej dla turystów. I tak kolejne osoby cierpliwie czekają na swoją kolej, a stoliki są w większości puste, co niestety psuje trochę atmosferę włoskiej kawiarni, gdzie w standardzie jest gwar, kolejka, dźwięk rozmów i stukania kolejnych filiżanek o blat.
Jak pamiętam swój czas w Rzymie to okolice Schodów Hiszpańskich, kojarzyły się głównie z trudnością przeciśnięcia się przez turystów i męczących lokalnych sprzedawców, którzy nagminnie chcieli mi wcisnąć jakiś bubel. Dziś te same okolice wydają się jak wyjęte z filmu Danny’ego Boyle’a „28 dni później”. Teraz można tam zrobić zdjęcia takie jakie dotąd możliwe było tylko o świcie.
Po zniesieniu licznych restrykcji w historycznym centrum otwartych jest już wiele restauracji i pizzerii, przede wszystkim tych odwiedzanych codziennie przez pracowników ministerstw, urzędów, różnych instytucji, kancelarii, firm. To dzięki nim trzymają się one na powierzchni. Podobna sytuacja dotyczy legendarnej kawiarni Giolitti, słynącej z wyśmienitych lodów, w której przed pandemią należało solidnie pracować łokciami aby dotrzeć do lady. Teraz przychodzą tam głównie rzymskie rodziny, a przede wszystkim deputowani i senatorowie, ponieważ tuż obok znajduje się Izba Parlamentu. Patrząc na to wszystko i mając w świadomości ile ofiar pochłonęła epidemia covid-19, to aż trudno uwierzyć kiedy życie na półwyspie apenińskim wróci do normalności. Mimo wszystko włosi robią co mogą aby uratować już i tak mocno podniszczony budżet kraju i odzyskać to co pochłonęła pandemia.
Sytuacja jest o tyle trudna, że trzy regiony, gdzie epidemia uderzyła najmocniej, czyli Lombardia, Piemont i Wenecja Euganejska wytwarzają 40 % PKB Włoch. Dalszy postój może okazać się dramatyczny w skutkach dla włoskiej i tak kulejącej gospodarki.
Już 3 czerwca Włochy jako pierwszy europejski kraj otworzyły swoje granice dla wszystkich członków strefy Schengen mimo że tego dnia odnotowano 321 zarażeń w całym kraju.
Nie wszystkie państwa skaczą ze szczęścia na myśl o turystach z Italii. Dla przykładu Grecy owszem otworzyli granice, ale mieszkańcy Lombardii po przylocie są zobowiązani do przejścia kwarantanny, a granica z Francją wygląda jak granice sprzed czasów wejścia w życie Strefy Schengen – niekończące się kolejki. Z tego co udało mi się ustalić to Włosi liczą przede wszystkim turystykę wewnętrzną na podstawie programu państwowego pod hasłem „Bel Paese” (tł. wł. Piękny kraj), ale jednak już teraz turyści z całej Europy i z Wielkiej Brytanii mogą wjeżdżać na Półwysep Apeniński, gdzie nie będą poddani kwarantannie.
Minister Spraw Zagranicznych Luigi Di Maio wyraził satysfakcję, że tego samego dnia władze Szwajcarii zapowiedziały, że również od 15 czerwca otworzą swą granicę z Włochami. „15 czerwca powinien być ważnym dniem europejskiej turystyki, bo zostaną otwarte granice, z nielicznymi wyjątkami” – ocenił włoski Di Maio. Jako jeden z tych wyjątków wymienił Austrię, z którą władze w Rzymie prowadzą rozmowy.
Powoli schodzą demony lokalnych restrykcji, czy jak to lubią włosi nazywać „lockdown” . Są ponownie otwierane muzea w tym również watykańskie. „Odrodzenie kraju zaczyna się od sztuki” tak pisały gazety, po tym jak Eike Schmidt, Dyrektor florenckiego Uffizi, po 85 dniach przerwy wydał zgodę na otwarcie jednego z najbardziej popularnych muzeów w Europie. raca również główny żywioł włoskiej rzeczywistości, czyli piłka nożna. Podobnie jak w Polsce we Włoszech najpierw ruszy gra o krajowy puchar. Już zostały rozegrane rewanżowe spotkania między Juventusem i Milanem, a także Napoli i Interem i już wiemy kto zagra w finale 17 czerwca. Wznowienie Serie A przewidziano na 20 czerwca i oficjalnie potwierdzono decyzję podczas wspólnej wideokonferencji ministerstwa sportu i krajowej federacji (FIGC – Federazione Italiana Giuoco Calcio). Do przeprowadzenia pozostało tylko 13 kolejek. Pojawia się też pytanie co z okienkiem transferowym.
Niestety wciąż sektor służby zdrowia odnotowuje największe straty. Według Pierluigi Mariniego, przewodniczącego Włoskiego Stowarzyszenia Chirurgów Szpitalnych (ACOI – Associazione Chirurghi Ospedalieri Italia), który jest jednocześnie ordynatorem oddziału w rzymskim szpitalu San Camillo z powodu blokady szpitali w związku z covid-19 w całych Włoszech nie wykonano około 600 tys. planowanych operacji, w tym połowy ze 100 tys. planowanych zabiegów onkologicznych. Szpitale będą musiały teraz przyjmować o wiele więcej pacjentów niż planowano, żeby nadrobić stracony czas.
To będzie trudne do wykonania, zwłaszcza że wciąż obowiązują ograniczenia. Tymczasem politycy koalicji rządzącej spierają się o to, czy i jak korzystać z europejskiej pomocy. Ruch 5 Gwiazd, większy z koalicjantów rządowych, nie jest zainteresowane Europejskim Mechanizmem Stabilności, w ramach którego Włochy mogłyby otrzymać prawie 40 mld euro nieoprocentowanej pożyczki.
Z kolei koalicyjna Partii Demokratycznej, popierająca pomysł z użyciem pożyczki od Unii Europejskiej uważa, że rezygnacja z niej była zwyczajną głupotą. Jako przykład podają sytuację wybudowania nowego szpitala, kiedy pojawia się wybór: 4-5-proc. Kredytu w banku albo zero odsetek w ramach wyżej podanego programu unijnego.
Niestety wciąż Ruch 5 Gwiazd jest przywiązany jest do swojej idei antyeuropejskości oraz poczucia autonomii i braku zależności wobec Brukseli, ale tak zwyczajnie rezygnować z europejskich pieniędzy mogą tylko ci, którzy je posiadają, a to niestety od dawna nie jest przypadek Włoch.
W tym całym krajobrazie po bitwie nietrudno nie zauważyć złośliwy uśmiech na twarzy byłego koalicjanta Ruchu 5 Gwiazd – Matteo Salviniego. Z jednej strony może czuć niezadowolenie, że od jesieni 2019 nie jest już w ekipie rządzącej oraz że nie doszło do wyborów w których jego ugrupowanie mogło nawet uzyskać wynik nawet 35% i mieć teoretyczne szanse na samodzielne rządy, ale z drugiej strony teraz w żaden sposób nie może współodpowiadać za wywołany przez epidemią covid-19 kryzys na półwyspie apenińskim, wręcz może śmiało atakować ekipę rządzącą, że sobie nie poradziła w tak trudnej sytuacji.
Jak wiadomo wielkie kryzysy są okazją do wielkich zmian gospodarczych i społecznych, jak również każdy kryzys daje możliwość do przejęcia inicjatywy w przeprowadzeniu ruchów politycznych i stopniowego przełożenia tego na odpowiednią retorykę, a przewodniczący dawnej Ligii Północnej widząc na horyzoncie nowe możliwe ruchy może tylko szykować się. Istnieje szansa, że Włochy mają najgorsze za sobą, tylko pozostaje pytanie co będzie potem.
Mimo wszystko we Włoszech pojawiają się nowe zakażenia, które wykrywa się niemal w całym kraju, możliwe są ich nowe ogniska.
Dane podane przez włoskie Ministerstwo Zdrowia, nie są zbyt pocieszające. Epidemia, jak wynika z raportu sporządzonego na podstawie danych z pierwszego tygodnia czerwca, nie skończyła się mimo ogólnej poprawy. Można mieć tylko nadzieję, że takie koszmarne widoki jak wojskowe ciężarówki wywożące trumny z Bergamo może się nie powtórzą.

Księga Wyjścia (52)

Ballada o kompromitacji państwa i słabości rządzących.

Nikt kto walczy z cieniem mgły, nie powiedział teraz ty,
Nikt nie wyzwał mnie do tego, bo nie jestem ich kolegą, Ich kolegą – bit.
Nic się nie martw – pomyślałem i choć przekaz zrozumiałem, Nominacji tej nie czuje czego nawet nie żałuję, Nie żałuję – bit
I choć tego nie żałuję to tym tekstem zarapuję, bo mam gdzieś Umizgi wszystkich, od artystów – typów śliskich, Przez ważniaków – nieboraków, typów którzy krajem trzęsą i pieniędzy sobie szczędzą – sobie szczędzą – bit.
Zamiast dać z państwowej kiesy robią własne interesy, ten kapmanię talmudyczną, inny zrobi koraniczną. Bo na katolickich bitach, polski faszyzm już rozkwita, już rozkwita – bit
Tak więc dziś rządzący krajem, zamiast działać to śpiewają, bo pomysłów już nie mają, już nie mają – bit
Choć śpiewają to udają, bo jedyne to gadają, co gadają? Co gadają? Bit
Wulgaryzmy, zwykle bzdury, bez ogłady i kultury. Że w tle rytm się dostosował to nie czyni rapoboga, ale gdzież mu do muzyki, choćby takiej „riki tiki”.
Czemu tak na pośmiewisko, siebie, kraj i w okół wszystko, wystawiają politycy, czy im nie wstyd, a muzycy? czy protokół przewiduje, by prezydent – choć lirycznie, bzdury gadał oczywiste, oczywiste – bit
Przekonywał, że on nie ma, że rodacy, niech dołożą z własnej kasy.
Czy ze skąpstwa? zanim jeden z drugim się nadąsa, niech popatrzy na się z boku, to mu kretyn błyśnie w oku. Tacy to są prominenci, politycznie niewyklęci, szybko znikną w niepamięci, albo w cieniach ostrej tęczy, wyliczanka, będzie bit Raz, dwa, trzy – na zakaźnym będziesz ty.
Kto, nikt tego jeszcze nie wie, bo gdy kraj ten jest w potrzebie, to zabawę urządzili, jak na dawnym dworze carskim, pamiętacie – to nie żarty, jaki koniec był tych uciech. Że czmychniecie w jednym bucie, jak Twardowski, że na księżyc? Chyba, po eLGieBeTe tęczy, kto was w drogę poprowadzi i o dachy nie zawadzi. Jak fachowców zmieniliście na gówniarzy oczywiście.
Politycy, warci tyle, co ich życie bez osiągnieć lecz na szczycie- lecz na szczycie.
Nawet bitem ich żałosnym, szczęściem mi nie spsują wiosny, wręcz przeciwnie, ubaw mam. I nie jestem pewnie sam.
Nienawiścią nakarmieni, szczują ludzi, miedzy swemi, ciekaw jestem, czy załapie ten co czelendż trzyma w łapie, w drugiej śmiało dzierży hot. Leczy czy wie skąd słowo to? ze jest obce kulturowo, posługiwać się niezdrowo. Zwłaszcza władzy, zwłaszcza tej, która patriotyczny rej, wiedzie prym, wiedzie że hej.
A na ziemiach tych niedawno, piękny język płynął wartko. Pełen gwar, anachronizmów, lecz w angielskim teraz przyszło, jak nie łapiesz toś nie stąd, bośmy gwiazdką wśród pasiaków, pięćdziesiątym pierwszym Stanów – Stanów – Stanów
Pozwolili nam bez wiz, tak naprawdę to jest pic, ale się niektórzy łapią i czelendża teraz dają – bit
Miast wyzwania, nominacji – tak, to wina demokracji, demokracji – bit
Są niewarci tych emocji, by wyklinać, bez wartości? Po co, toż już tombak więcej wart. Jak wydmuszki, które miast z państwowej puszki odwołują się do ludu, by się zrzucił w celu cudu, celu cudu – bit
Więc posłuchaj prezydencie, państwa rola, to jest rzecz, by choroba poszła precz, by w szpitalach ich personel, miał zarobki i nagrodę. Oni ryzykują życie, w pracy, w domu nie w zaszczycie.
Tobie jeno śmieszność grozi, nawet nie, boś ją przegonił, ze trzy okrążenia przed nią, ech zastanów się gdzie pędzisz, widzisz mur? Nie? Nie szkoda zresztą – bit
Ale się nie hamuj pędź, łeb roztrzaskaj jak masz chęć. A sympatyk PiSWinista niechaj wie, ze socjalista, również może zrobić bit, taki, że wam spadnie kit
Filozofia upadku
To było jedynie preludium do właściwej treści tekstu i kpina z akcji hot16chellenge2. Kpina, którą sprowokowały dwie przyczyny. Po pierwsze w formie nominacji politycy uczestniczą w rapowania na szczytny cel czyli wspomaganie szpitali i szeroko rozumianej służby zdrowia. Mogą przy okazji zabłysnąć mądrością lub głupotą, wykorzystując to do wyborów prezydenckich. Przynajmniej tak im się wydaje. Mają przy tym świetną zabawę.
Politycy, a zwłaszcza ci z obozu władzy są od tego, by nie prosić, a nawet żebrać o datki, lecz z państwowych pieniędzy dofinansować służbę zdrowia. Stać ich na prezenty dla toruńskiego konglomeratu religijno, medialno, szkolno geotermalnego – celowo nie napisałem akademickiego, bo klawiatura nie przyjęłaby tego określenia odnośnie szkoły medialnej dyrektora Rydzyka.
Przy okazji wyszło trochę wpadek, czego prawica nigdy obecnemu prezydentowi nie wybaczy, czyli rapowania talmudycznych treści, najwyraźniej piąta kolumna socjalistów działa i gdzie się da nogę podstawia. Mam jednak obawy, że zyska na tym Bosak, chyba, że i tam znajdzie się ktoś, kto przetłumaczy mu wersy Koranu, twierdząc, że to autorski tekst. Zobaczymy.
Też podkusiło mnie by bez nominacji napisać, ale kto powiedział, że w tej ich zabawie obowiązują jakieś reguły. To w zasadzie nie jest warte felietonu, ot wzmianka plus tekst i tyle. Dużo ważniejszą sprawą jest to od czego zacząłem, czyli filozofia upadku.
Przed wczoraj – we środę – wziąłem udział w audycji w Radiu Fa, dotyczyła ona nałogów i tego początku staczania się na dno. Temat jak najbardziej na czasie, bo mimo tzw. odmrażania gospodarki, cześć ludzi nadal nie ma z czego żyć.
Wciąż mają zamknięte zakłady pracy, a znaczna cześć występujących w mediach głównego nurtu dziennikarzy celebrytów, jest uzależniona od kokainy. Kto miał ten problem, doskonale wie jak rozpoznać człowieka pod wpływem. Narkoman wszystko ma w oczach, a uważny obserwator dostrzeże również w ruchach, pobudliwości i sposobie mówienia.
Podobnie jak alkoholik z górnej półki, zanim spadnie zaczyna od najdroższej whisky, by skończyć na denaturacie, tak i u nich moda na kokainę, najdroższy chyba teraz w Polsce narkotyk – moja wiedza zatrzymała się na trzystu złotych za gram, podobno było już pięćset. Nawet jeśli dużo zarabiali, to w przypadku głębokiego uzależnienia, gram nie wystarczy na długo – kokaina ma taką „paskudną” cechę, że dosyć krótko działa. Będzie wiec, ten i ów – człowiek z pierwszych stron gazet i gwiazda wszelkich programów publicystycznych – musiał szukać tańszych zamienników. Nie będzie to łatwe, trudno znaleźć coś, co działa na te same receptory, ale jeśli nie pokonają wstydu, nie będą umieli przyznać się do nałogu, to pewnie na początku, trudno będzie znaleźć im nawet dilera.
A jeśli już, to mogą liczyć co najwyżej na dopalacze. Opisuję pewien schemat, ale tak czy inaczej, apeluję do dawnych kompanów z ławki, by lekko się przesunęli robiąc miejsce nowym, ponieważ nadchodzi fala upadłości. I to nie upadłości zakładów, gdzie wystarczy odpowiednie zarządzanie, by wyprowadzić je na prostą, ale upadłości ludzi. A upadek każdego człowieka, jest upadkiem człowieczeństwa całej wspólnoty. W tym wypadku kraju.
Piszę to bez złośliwości i satysfakcji, bo naprawdę niektórych mi żal. Przez jakiś czas będzie pożyczanie pieniędzy od znajomych, potem wyprzedawanie wszelkich cennych przedmiotów, rozpadnie się kilka związków, gdy skończą się już te cenne przedmioty, zacznie się wyprzedaż wszystkiego. Nie jestem ekonomistą, ale wiem, że odmrażanie gospodarki do stanu sprzed pandemii, będzie procesem długotrwałym i nie każdy z beneficjentów sukcesu zostanie odmrożony.
Znowu miasta zapełnią się lombardami i aptekami, gdzie bez recepty, ale już z odpowiednią wiedzą można będzie zaopatrzyć się bez recepty w leki zawierające wszelkie narkotyki, domowym sposobem oddzielić substancje zbędne od tych psychoaktywnych i w odpowiedniej dawce może to zastąpić uwielbianą wcześniej kokainę, podobnie jak dawnemu miłośnikowi Jonny Walkera, będzie musiał wystarczyć denaturat. Bardzo trudno jest mi pisać ten scenariusz, mimo że nie dotyczy on ludzi z którymi utrzymuję towarzyskie relacje. Po prostu, sam to przeszedłem i już chyba wiem, potrafię usłyszeć sygnał startu dla wszystkich uczestników biegu po równi pochyłej. Smutne.
Obawiam się, jednak że nieuniknione. Czy możemy temu zaradzić? My jako społeczeństwo czy wspólnota? Nie, ale rząd mógłby. Wiązałoby się to jednak z pełnym powrotem do stanu poprzedniego, czyli ci sami celebryci, na tych samych stanowiskach, za ciut większe pieniądze, bo już zdążyli się zadłużyć.
Lub selekcja i wsparcie wszelkich państwowych przychodni i szpitali odwykowych. Co jak zakładam nie wchodzi w grę, jeśli prezydent rapuje fragmenty Talmudu, by zebrać kasę w trakcie pandemii, to nie ma co liczyć, że zareaguje na skutki pospandemiczne, takie jak nędza i uzależnienia. Bo chyba nikt się specjalnie nie ludzi, że wygra ktoś inny.
Konkurenci wystawili w tym wyścigu dość marną reprezentację i obawiam się jedynie kogoś, o kim nigdy bym nie przypuszczał, że na tym tle zabłyśnie. Tak, tło jest najważniejsze, wśród głupków, miernota będzie geniuszem, na bieli szary wyda się czarnym i odwrotnie. Tak więc z braku konkurencji jedynie (o zgrozo) Bosak – w co nie wierzę – może zagrozić Andrzejowi Dudzie.
Tak więc czeka nas kolejna kadencja rapowania Rygwedy czy Brahmany – święte księgi hinduizmu, bo zarówno Talmud jak i Tora w końcu zostaną w całości wyrapowane. Na całe szczęście świat zna wiele religii, że jest w czym wybierać.
Na zakończenie i ku pokrzepieniu polecam film „Shugaley”, którego przedpremierowy seans udało mi się obejrzeć. Jest to o tyle na czasie, że pokazuje inny ludzki problem, a mianowicie współczesny świat i współczesnych ludzi, przetrzymywanych w Libii. Jest to film oparty na faktach, którego tłem jest zdemolowanie tego kraju przez nasz nowy kraj, którego powoli stajemy się 51 stanem. Ale zanim nabierzemy pełnych praw, czekają nas plantacje bawełny i niewolnictwo. W tym ekonomicznym już jesteśmy, pora na prawdziwy bat i prawdziwych właścicieli. Smutne, co? Smutniejsze jednak jest to, że sami sobie to zgotowaliśmy. Na ochotnika. Hawaje na tym pewnie zyskały, Polska straci. Zgodnie z przysłowiem, że miłe złego początki, więc po satyrycznym wstępie, smutne zakończenie. A film szczerze polecam, wkrótce pojawi się na srebrnych ekranach.

Tak otwierają się Włochy po kwarantannie

Od 4 maja Włochy przechodzą na 2 etap zmagań z pandemią Covid-19. Kończy się kwarantanna trwająca 55 dni, prawie dwa miesiące. Zaczynamy się „otwierać” powoli. Współżyć z wirusem w nowej normalności.

Od 4 maja będzie można poruszać się po mieście i po regionie z powodów zawodowych, zdrowotnych, sportowo-rekreacyjnych, a także w celu odwiedzenia najbliższych. W dalszym ciągu trzeba mieć przy sobie oświadczenie (obowiązujące do 18 maja). Zostaną otwarte parki i ogrody, do których jednak będzie mogła wchodzić ograniczona liczba osób. Sport można uprawiać w pojedynkę, zachowując bezpieczną odległość przynajmniej 1 metra. Do pracy wrócą rzemieślnicy. Ruszy handel hurtowy. Punkty gastronomiczne będą mogły sprzedawać jedzenie na wynos, do konsumpcji w domu lub w miejscu pracy. W środku lokali gastronomicznych może przebywać 1 osoba na 40 m2, przed lokalem nie można tworzyć zgromadzeń. Używanie maseczek będzie obowiązkowe w transporcie publicznym, w sklepach, w biurach, w każdym miejscu pracy, we wszystkich miejscach zamkniętych i w tych na zewnątrz, gdzie nie jest możliwe utrzymanie bezpiecznego dystansu. Również spotkania z najbliższymi będą odbywać się w maseczkach. Maseczki chirurgiczne będą sprzedawane w cenie narzuconej z góry przez rząd – 0,50 euro i powinny być już dostępne.
Ruszy przede wszystkim transport publiczny. Do autobusów będzie mogła wsiadać tylko ograniczona ilość osób i zajmować wyznaczone miejsca. Jeżeli autobus ma komplet pasażerów, może nie zatrzymać się na przystanku. W metrze będą kontrole ilości pasażerów i znaki świetlne umożliwiające im wsiadanie z zachowaniem bezpiecznej odległości. Bilety wskazane jest nabywać w automatach. Zachęca się do przemieszczania na rowerach i hulajnogach.
W mieście tak wielkim i chaotycznym jak Rzym, aż trudno sobie wyobrazić jak będzie wyglądała teraz jazda komunikacją miejską. Strach pomyśleć jakie szykują się korki na ulicach i problemy z parkowaniem, gdyż większość osób woli unikać autobusów i metra. Pora pożegnać się z czystym powietrzem, jakim oddychaliśmy w czasie kwarantanny.
Od 18 maja ruszy handel detaliczny i zostaną otwarte sklepy, w których będą obowiązywać takie same zasady, jak wszędzie. Otwarte zostaną muzea i biblioteki. Ruszą treningi grupowe, z zachowaniem zasad ostrożności.
Dopiero od 1 czerwca mają otworzyć bary i restauracje, salony kosmetyczne i fryzjerzy, przestrzegając rygorystycznych obostrzeń. To poważny problem, gdyż wiele osób z tej branży po trzech miesiącach przestoju i zmniejszeniu ilości klientów, może już nie otworzyć biznesu lub szybko splajtować. Przewiduje się, że kryzys dotknie 30 proc. lokali w branży restauracyjnej oraz 60 proc. salonów kosmetycznych i fryzjerskich.
17 czerwca rozpoczną się matury – tylko egzamin ustny. Powrót fizyczny uczniów do szkół i na uniwersytety jest przewidziany dopiero od września, choć myśli się o obozach letnich dla dzieci, które mają być próbą tego, jak będzie wyglądać otwarcie żłobków i przedszkoli. Co do tego nie ma jeszcze żadnych wskazań.
Od 4 maja zostaną wznowione również pogrzeby z udziałem 15 najbliższych osób, na wolnym powietrzu. Także duchowni są zobowiązani do noszenia maseczki i do mierzenia temperatury przez skaner. Rząd nie wydał jeszcze zezwolenia na celebrowanie mszy. Odpowiednie normy są opracowywane – najprawdopodobniej na razie tylko na wolnym powietrzu, bez całowania relikwii i bez przyjmowania hostii. Episkopat Włoch zaprotestował, ale papież Franciszek upomniał wszystkich: „Przeciwko pandemii ostrożność i respekt norm, aby zło nie powróciło”.
Od maja ma funkcjonować również App Immuni (Odporni) ostrzegająca, czy znaleźliśmy się w bliskim kontakcie z osobą zakażoną Covid-19. App nie jest obowiązkowa i nie opiera się na systemie geolokalizacji. Zadziała tylko jeśli zainstaluje ją przynajmniej 60 proc. Włochów. Inaczej okaże się bezużyteczna. Czy tak się stanie? – nie wiadomo. Będą prowadzone również testy serologiczne.
Wszystko to stanie się oczywiście pod warunkiem, że wskaźnik zakażalności Sars-CoV-2, spadnie poniżej 1 – czyli R0 (jedna osoba zaraża mniej niż jedną osobę). W lutym, gdy wybuchła epidemia R wynosił ponad 3 (jedna osoba zarażała co najmniej 3 osoby). Sytuacja epidemiologiczna we Włoszech poprawiła się. We wszystkich regionach Włoch wskaźnik zakażalności spadł poniżej 1. Jednak Lombardia i Piemont nie są jeszcze w pełni gotowe, by przejść do 2 etapu. Od początku epidemii całkowita oficjalna liczba zakażonych przekroczyła 200 tys., analizy matematyczne wskazują jednak, że najprawdopodobniej jest ich około 4 mln.
Program otwierania się Włoch, przedstawiony przez premiera Giuseppe Conte 26 kwietnia, wzbudził wiele protestów. Niektórzy oczekiwali, że nastąpi – jeżeli nie całkowite, to przynajmniej większe otwarcie. Modele matematyczne rozwoju epidemii w tym kraju przewidują jednak, że gdyby otworzono wszystko od razu 4 maja – wskaźnik R szybko wzrósłby do 2.25, czego wynikiem byłoby 150 tys. osób wymagających terapii intensywnej do końca roku. Na początku wszyscy pomyśleli, że to pomyłka, jakiś lapsus. Jednak szef Krajowego Instytutu Zdrowia Silvio Brusaferro potwierdził, że takie dane przedstawił premierowi Conte komitet naukowy wspierający rząd. W tej chwili Włochy mają 9 tys. miejsc na terapii intensywnej (przed wybuchem epidemii było 5 tys.) na 60 mln mieszkańców. Kiedy Włochy wchodziły w kwarantannę 10 marca 2020 r., było 619 nowych zakażeń i 168 nowych zmarłych w ciągu 24 godz. 26 kwietnia, gdy podjęto decyzję o przechodzeniu na 2 etap dane te wynosiły: 2324 nowych zakażeń i 260 zmarłych w ciągu doby. Na dzień dzisiejszy we Włoszech zmarło 27.682 osób, w tym 323 tylko w ciągu ostatniej doby.
Premier Conte zapowiedział również, że jeżeli dane epidemiologiczne polepszą się, nastąpi szybsze odmrożenie gospodarki.
Sytuacja ekonomiczna we Włoszech jest bardzo trudna. Szacuje się, że w pierwszym semestrze kraj utracił od 6 do 10 proc. PKB. Aż 44 proc. osób we Włoszech obawia się, że na skutek pandemii Covid-19 utraci pracę i żyje w niepewności. Recesja, która dawała znać o sobie przed wybuchem epidemii i trwała od kryzysu w 2008 r,. teraz może stać się depresją. Wiele osób uważa, że lepiej otworzyć wszystko, bo za chwilę Włochy będą umierać nie na Covid-19, lecz z głodu. Powrót do normalności jaką znaliśmy sprzed 10 marca 2020 r., jest jednak niemożliwy i oznaczałby w ciągu roku drugą falę epidemii oraz całkowitą zapaść zarówno sanitarną, jak i gospodarczą.