Awans szczypiornistów w bardzo kiepskim stylu

Reprezentacja Polski piłkarzy ręcznych po straszliwych męczarniach zdołała wywalczyć awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Ale sukcesu w nich nie odniesie.

Po tym co nasi szczypiorniści pokazali w eliminacjach do mistrzostw Europy, które w przyszłym roku odbędą się w Austrii, Norwegii i Szwecji, fani tego sportu w Polsce nie mają co liczyć na ich sukcesy. Miarą upadku reprezentacji Polski jest wrzucenie jej przed losowaniem grup do czwartego koszyka, w którym znalazły się najsłabsze europejskie drużyny. Degrengolada trwa od kilku lat i zaczęła się jeszcze za selekcjonerskiej kadencji Tałanta Dujszebajewa, a jego następca, Piotr Przybecki, zamiast powstrzymać zjazd po równi pochyłej, tylko go przyspieszył. Na jesieni ubiegłego roku biało-czerwoni pod jego wodzą skompromitowali się przegrywając na wyjeździe z na poły amatorską ekipą Izraela, za co Przybecki zapłacił utratą posady.

Jego miejsce w lutym 2019 roku zajął Patryk Rombel, ale nowy selekcjoner miał mało czasu, żeby cokolwiek poprawić w grze zespołu. Nikt nawet nie miał do niego pretensji za dwie porażki z najmocniejszą w naszej grupie eliminacyjnej reprezentacją Niemiec, ale oczekiwano, że nasi szczypiorniści pewnie pokonają na wyjeździe amatorski zespół Kosowa oraz u siebie wygrają w rewanżu z Izraelem. Dwa zwycięstwa zapewniały awans do mistrzostw Europy. Niestety, w Kosowie biało-czerwoni z trudem wywalczyli remis, a w spotkaniu z Izraelem długo przegrywali i dopiero w końcówce spotkania zdołali przechylić szalę na swoją korzyść (26:23).

Przyszłoroczne mistrzostwa Europy po raz pierwszy zostaną rozegrane z udziałem 24 zespołów. Dzięki temu do imprezy zakwalifikowały się ekipy z europejskiej drugiej ligi, jak Portugalia, Łotwa czy Holandia. Podziału na koszyki dokonano jednak wedle niejasnych kryteriów, które niezbyt starannie odzwierciedlają aktualny układ sił w tej dyscyplinie sportu na naszym kontynencie. Dla polskiego zespołu nie ma to większego znaczenia, bo został umieszczony w ostatnim, czwartym koszyku i w losowaniu, które odbędzie się 28 czerwca, trafi do jednej z sześciu grup jako najsłabszy w stawce.

Podział na koszyki:
Koszyk 1: Hiszpania, Szwecja, Francja, Dania, Chorwacja, Czechy;
Koszyk 2: Norwegia, Słowenia, Niemcy, Macedonia Północna, Węgry, Białoruś;
Koszyk 3: Austria, Islandia, Czarnogóra, Portugalia, Szwajcaria, Łotwa;
Koszyk 4: Polska, Rosja, Serbia, Ukraina, Bośnia i Hercegowina, Holandia

 

Pochopna dymisja selekcjonera

Związek Piłki Ręcznej w Polsce poinformował, że Piotr Przybecki przestał pełnić funkcję trenera męskiej reprezentacji. Umowa ze szkoleniowcem została rozwiązana za porozumieniem stron. Oficjalnym powodem dymisji było podpisanie przez szkoleniowca kontraktu z drugoligowym niemieckim klubem VfL Luebeck-Schwartau.

Oficjalny komunikat zamieszczonym na oficjalnej stronie internetowej ZPRP wyjaśnia sprawę tak: „Zarząd przychylił się do nowego stanowiska Rady Trenerów, zgodnie z którym obowiązkiem trenera reprezentacji Polski jest stała praca w strukturach związku i konieczność nadzoru wszystkich reprezentacji narodowych w pionie męskim. Piotr Przybecki, ze względu na sytuację osobistą, nie ma możliwości realizacji tych uwarunkowań”. Do czasu znalezienia nowego selekcjonera kadrę maja poprowadzić na spółkę Patryk Rombel i Sławomir Szmal.

Czas ma tu znaczenie, bowiem już za niespełna dwa miesiące biało-czerwoni zmierzą się z Niemcami w kwalifikacjach do mistrzostw Europy w 2020 roku. Pierwszy mecz zostanie rozegrany 10 kwietnia w Gliwicach, zaś rewanż trzy dni później w Halle. Potem nasz zespół czekają jeszcze mecze z Kosowem i kluczowy dla wywalczenia ewentualnego awansu rewanżowy mecz z Izraelem. Pierwszy nasi szczypiorniści sensacyjnie przegrali 24:25 i u siebie w czerwcu muszą pokonać Izraelczyków różnicą co najmniej dwóch bramek, co i tak może okazać się niewystarczające, jeśli jakimś cudem rywale wyszarpią punkty w starciu z Niemcami.
W tej sytuacji zwolnienie Przybeckiego nie wygląda na przemyślane posunięcie. Były już selekcjoner przez ostatni rok pracował wyłącznie z reprezentacją Polski, ale wcześnie tyle samo czasu godził te obowiązki z pracą trenera Orlenu Wisły Płock. Dostał ofertę z VfL Luebeck-Schwartau i zanim podjął negocjacje, zapytał o zgodę prezesa związku. Andrzej Kraśnicki nic przeciwko temu nie miał, sam przecież siedzi na dwóch posadach, jako prezes ZPRP i PKOl, wyraził więc zgodę. Co się zatem stało, że po niespełna miesiącu zmienił radykalnie zdanie? Przekonała go ponoć opinia Rady Trenerów ZPRP, która w swojej opinii wyraziła przekonanie, iż łączenie funkcji przez Przybeckiego zaszkodzi kadrze Polski. I zasugerowała Kraśnickiemu dymisję szkoleniowca, na co prezes, nie bacząc na swoje wcześniejsze przyzwolenie, ostatecznie przystał. Niezbyt to z jego strony eleganckie zachowanie, ale w sportowym światku bynajmniej wcale nie wyjątkowe.

Gdyby Przybeckiego zwolniono zaraz po ubiegłorocznej październikowej porażce z Izraelem, pewnie nikt by wtedy nawet palcem nie kiwnął w jego obronie, taka była na niego złość za przegraną potyczkę z outsiderem światowego szczypiorniaka. Teraz widocznie ktoś w ZPRP nie spojrzał na daty. bo Przybecki podpisał kontrakt z niemieckim klubem obowiązujący dopiero od lipca tego roku, a wtedy kadra będzie miała już za sobą eliminacje do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Teraz zrobi się kłopot, bo nowy selekcjoner będzie miał mało czasu na skonstruowanie zespołu zdolnego wywalczyć awans do europejskiego czempionatu.

 

Motor skarcił PGE Vive

Szykujący się do nowego sezonu szczypiorniści PGE Vive Kielce w meczach sparingowych zmiatali rywali z parkietu. Ale w przededniu rozpoczęcia rozgrywek nieoczekiwanie przegrali z Motorem Zaporoże 29:32.

 

Kielczanie na ostatni sprawdzian formy wybrali udział w turnieju Dniepr Cup. Najpierw po bardzo dobrym występie pokonali węgierski MOL-Pick Szeged, a potem białoruski SKA Mińsk. W finałowej potyczce z gospodarzami imprezy Motorem Zaporoże aktualni mistrzowie Polski byli murowanymi faworytami, zwłaszcza że w niedawnym turnieju Szczypiorno Cup pokonali ukraińska ekipę 36:33. Na własnym terenie mistrz Ukrainy, prowadzony przez Polaka Patryka Rombla i z polskimi zawodnikami, Pawłem Paczkowskim i Mateuszem Kusem w składzie, nieoczekiwanie postawił się drużynie trenera Tałanta Dujszebajewa. Do 25. minuty nic nie zapowiadało porażki kielczan, wśród których rej wodzili niezawodni w okresie przygotowawczym Luka Cindrić i Alex Dujshebaev. W ostatnich minutach pierwszej części gry coś się jednak w zacięło i gospodarze schodzi na przerwę z prowadzeniem 17:15.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ już zmianie. Mistrzom Polski nie pomogła ani zmiana w ataku (trener Dujszebajew postawił na dwóch obrotowych, Julena Aguinagalde i Artioma Karaleka), ani rotacja na flankach. W grze kieleckiego zespołu było zbyt dużo błędów, niedokładności i nieporozumień, żeby osiągnąć zwycięstwo. Dla PGE Vive była to pierwszą i zarazem jedyną porażką w serii przedsezonowych sparingów. Do 31 sierpnia, czyli do inaugurującej nowy sezon naszej ekstraklasy piłkarzy ręcznych potyczki z Gwardią Opole, kielczanie nie zagrają już żadnego sparingu. Ich kibice będą więc z niepokojem czekać na wieści o wyniku.