Na razie zbierają doświadczenie

W inauguracyjnym meczu mistrzostw Europy w piłce ręcznej reprezentacja Polski przegrała w Goeteborgu ze Słowenią 23:26 (11:13). To był niezły występ naszego zespołu, ale w niedzielę w spotkaniu ze Szwajcarią biało-czerwoni musieli już grać o wszystko.

Biało-czerwoni wrócili do walki o mistrzostwo Starego Kontynentu po przerwie, bo dwa lata temu w Chorwacji ich zabrakło. Wcześniej uczestniczyli w tej rywalizacji ośmiokrotnie, ale nigdy nie zdobyli medalu. Najbliżej szczęścia byli w 2010 roku, w Austrii, lecz wtedy w meczu o brąz przegrali z Islandią 26:29. W tegorocznej imprezie nikt nie dawał im nawet cienia szans na powtórkę tego wyczynu. Mało tego, w swojej grupie ekipa trenera Patryka Rombla miała status outsidera na tle wyżej notowanych drużyn Słowenii, Szwecji i Szwajcarii.
Pierwszy z rywali Polaków, Słowenia, to ekipa niemal w całości złożona z zawodników regularnie występujących w Lidze Mistrzów. I to w najmocniejszych klubach europejskich. W ostatnich igrzyskach, w Rio de Janeiro, zajęła szóstą lokatę, a w mistrzostwach świata w 2017 roku wywalczyła brązowy medal. Przegrana naszej radykalnie odmłodzonej reprezentacji ze Słoweńcami jedynie różnicą trzech bramek wstydu jej nie przynosi, ale porażka to porażka i w realiach turniejowych kolejny mecz urasta już do rangi „spotkania o wszystko”.
Tak właśnie było w niedzielnym starciu biało-czerwonych z zespołem Szwajcarii (spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania). W styczniu ubiegłego roku Polacy, jeszcze pod wodzą trenera Piotra Przybeckiego, przegrali z nimi dwukrotnie 28:32 i 27:29. W tamtych potyczkach w ekipie Helwetów nie wystąpił jednak ich najlepszy zawodnik Andy Schmid, uważany za jednego z najlepszych obecnie szczypiornistów na świecie. Szwajcarzy w swoim pierwszy występie na tegorocznych mistrzostwach przegrali ze Szwecją aż 21:34, starcie z nimi miało zatem dać naszym reprezentantom odpowiedź na pytanie, czy w czekającej ich we wtorek potyczce ze Szwedami, aktualnymi wicemistrzami Europy i współgospodarzami tegorocznego czempionatu, będą mieli jakiekolwiek szanse na nawiązanie walki. Na awans biało-czerwonych nikt nie stawia nawet centa. W tym turnieju nasza młoda ekipa ma zbierać tylko doświadczenie, które za kilka lat powinno pomóc jej w odzyskaniu utraconej pozycji w europejskiej i światowej hierarchii.

Mało obiecujący sprawdzian formy

Niepowodzeniem zakończył się występ reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych w rozegranym w Hiszpanii Memoriale Barcenasa. Nasi szczypiorniści przegrali wszystkie trzy mecze w turnieju – z Rosją, Hiszpania i Portugalią.

Te wyniki kiepsko rokują przed startem naszych szczypiornistów w rozpoczynających się 9 stycznia mistrzostwach Europy. Po raz pierwszy turniej odbędzie się w trzech krajach – Szwecji, Norwegii i Austrii. Reprezentacja Polski w pierwszej fazie zawodów trafiła do grupy F, która rywalizować będzie w Goeteborgu. Biało-czerwoni zagrają tam kolejno ze Słowenia (10 stycznia), Szwajcarią (12 stycznia) oraz Szwecją (14 stycznia). Do kolejnej rundy awansują dwa najlepsze zespoły z każdej z grup.
Ostatnim sprawdzianem formy naszych szczypiornistów przed wyjazdem do Szwecji był udział w rozegranym w miniony weekend w hiszpańskim mieście Torrelavega Memoriale Barcenasa. Wybrańcy trenera Rombla nie wypadli tam najlepiej. Na początek przegrali 25:30 z Rosją, a następnie 31:35 z ekipą gospodarzy – Hiszpanią. Te porażki nie są wstydliwe, bo dzisiaj obie te drużyny w europejskiej hierarchii stoją wyżej od naszej. Z pewnością nie da się jednak tego powiedzieć o zespole Portugalii, który zagra w europejskim czempionacie po 14 latach przerwy, a z którym biało-czerwoni przegrywali już do przerwy 16:18, a ostatecznie ulegli aż 27:34.

Do Hiszpanii trener Rombel zabrał 19 zawodników, ale po turnieju w Torrelavega zrezygnował z bramkarza Łukasza Zakrety i występującego na prawym rozegraniu Michała Szyby. Ostatecznie w kadrze na mistrzostwa Europy znalazło się 17 szczypiornistów, chociaż do kadry meczowej można zgłosić jedynie szesnastu. Selekcjoner biało-czerwonych chciał dać szansę na zebranie doświadczenia 18-letniemu Michałowi Olejniczakowi, wielkiej nadziei polskiego szczypiorniaka.

Kadra Polski na ME 2020:
Bramkarze: Adam Morawski (Orlen Wisła Płock), Mateusz Kornecki (PGE Vive Kielce).
Rozgrywający: Antoni Łangowski, Rafał Przybylski (wszyscy Azoty Puławy), Michał Olejniczak (SMS Gdańsk), Szymon Sićko, Adrian Kondratiuk (obaj NMC Górnik Zabrze), Maciej Pilitowski (Energa MKS Kalisz), Piotr Chrapkowski (SC Magdeburg), Maciej Majdziński (Bergischer HC).
Skrzydłowi: Piotr Jarosiewicz (Azoty), Krystian Bondzior (Górnik), Przemysław Krajewski (Orlen Wisła), Arkadiusz Moryto (PGE Vive).
Obrotowi: Dawid Dawydzik (Azoty), Kamil Syprzak (Paris Saint-Germain), Maciej Gębala (SC DHfK Lipsk).

 

Budują zespół na mistrzostwa świata

W styczniu w Szwecji, Norwegii i Austrii zostaną rozegrane mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. Selekcjoner kadry Polski Patryk Rombel do szerokiej kadry na tę imprezę wybrał 28 zawodników, z których wybierze ostatecznie 16 zawodników.

Powołania nie otrzymali kontuzjowani Paweł Paczkowski, Tomasz Gębala i Paweł Genda, bo oni na pewno nie zdążą wrócić do pełni sił, dostał je natomiast także leczący uraz Michał Daszek, bo w jego przypadku rokowania na powrót do gry są obiecujące. Trener Rombel do szerokiego składu powołał 22 zawodników z klubów naszej ligi, pięciu z ligi niemieckiej oraz występującego na co dzień w Paris Saint-Germain HB Kamila Syprzaka. Zgrupowanie reprezentacji Polski rozpocznie się 16 grudnia we Władysławowie. Wezmą w nim udział jedynie zawodnicy z polskiej ligi. Na turnieju w Tarnowie w dniach 27-29 grudnia, w którym biało-czerwoni zagrają z zespołami Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Białorusi i Hiszpanii II, skład wzmocnią Syprzak i Patryk Walczak. Po tym towarzyskim turnieju selekcjoner zmniejszy kadrę do 18 zawodników, z którymi wybierze się do Hiszpanii, gdzie zagra sparingi z Rosją, Hiszpanią i Portugalią (3-5 stycznia). W tej grupie będą już zawodnicy z niemieckiej ligi. Po hiszpańskich sprawdzianach Rombel wybierze ostateczna, 16-osobowa kadrę.

Przeszłoroczne Mistrzostwa Europy odbędą się w dniach 9-26 stycznia w Szwecji, Norwegii i Austrii. Biało-czerwoni trafili do grupy F i grać w niej będzie ze Słowenią (10 stycznia), Szwajcarią (12 stycznia) i Szwecją (14 stycznia) w Goeteborgu. Do fazy zasadniczej awansują dwie najlepsze reprezentacje z każdej grupy.

Szeroka kadra Polski na ME 2020:
Bramkarze: Adam Morawski (Orlen Wisła Płock), Mateusz Kornecki (PGE Vive Kielce), Łukasz Zakreta (Energa Kalisz), Piotr Wyszomirski (TBV Lemgo, Niemcy).
Rozgrywający: Antoni Łangowski, Michał Szyba, Rafał Przybylski, Paweł Podsiadło (wszyscy Azoty Puławy), Michał Olejniczak (SMS Gdańsk), Maciej Zarzycki (Gwardia Opole), Szymon Sićko, Adrian Kondratiuk (obaj NMC Górnik Zabrze), Marek Szpera, Maciej Pilitowski (obaj Energa Kalisz), Michał Potoczny (MMTS Kwidzyn), Piotr Chrapkowski (SC Magdeburg, Niemcy), Maciej Majdziński (Bergischer HC, Niemcy).
Skrzydłowi: Piotr Jarosiewicz (Azoty), Krystian Bondzior, Jan Czuwara (obaj Górnik), Przemysław Krajewski, Michał Daszek (obaj Orlen Wisła), Arkadiusz Moryto (PGE Vive).
Obrotowi: Mateusz Piechowski (Orlen Wisła), Dawid Dawydzik (Azoty), Kamil Syprzak (Paris Saint-Germain), Patryk Walczak (TuS N-Luebbecke, Niemcy), Maciej Gębala (DHfK Leipzig, Niemcy).

 

Awans szczypiornistów w bardzo kiepskim stylu

Reprezentacja Polski piłkarzy ręcznych po straszliwych męczarniach zdołała wywalczyć awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Ale sukcesu w nich nie odniesie.

Po tym co nasi szczypiorniści pokazali w eliminacjach do mistrzostw Europy, które w przyszłym roku odbędą się w Austrii, Norwegii i Szwecji, fani tego sportu w Polsce nie mają co liczyć na ich sukcesy. Miarą upadku reprezentacji Polski jest wrzucenie jej przed losowaniem grup do czwartego koszyka, w którym znalazły się najsłabsze europejskie drużyny. Degrengolada trwa od kilku lat i zaczęła się jeszcze za selekcjonerskiej kadencji Tałanta Dujszebajewa, a jego następca, Piotr Przybecki, zamiast powstrzymać zjazd po równi pochyłej, tylko go przyspieszył. Na jesieni ubiegłego roku biało-czerwoni pod jego wodzą skompromitowali się przegrywając na wyjeździe z na poły amatorską ekipą Izraela, za co Przybecki zapłacił utratą posady.

Jego miejsce w lutym 2019 roku zajął Patryk Rombel, ale nowy selekcjoner miał mało czasu, żeby cokolwiek poprawić w grze zespołu. Nikt nawet nie miał do niego pretensji za dwie porażki z najmocniejszą w naszej grupie eliminacyjnej reprezentacją Niemiec, ale oczekiwano, że nasi szczypiorniści pewnie pokonają na wyjeździe amatorski zespół Kosowa oraz u siebie wygrają w rewanżu z Izraelem. Dwa zwycięstwa zapewniały awans do mistrzostw Europy. Niestety, w Kosowie biało-czerwoni z trudem wywalczyli remis, a w spotkaniu z Izraelem długo przegrywali i dopiero w końcówce spotkania zdołali przechylić szalę na swoją korzyść (26:23).

Przyszłoroczne mistrzostwa Europy po raz pierwszy zostaną rozegrane z udziałem 24 zespołów. Dzięki temu do imprezy zakwalifikowały się ekipy z europejskiej drugiej ligi, jak Portugalia, Łotwa czy Holandia. Podziału na koszyki dokonano jednak wedle niejasnych kryteriów, które niezbyt starannie odzwierciedlają aktualny układ sił w tej dyscyplinie sportu na naszym kontynencie. Dla polskiego zespołu nie ma to większego znaczenia, bo został umieszczony w ostatnim, czwartym koszyku i w losowaniu, które odbędzie się 28 czerwca, trafi do jednej z sześciu grup jako najsłabszy w stawce.

Podział na koszyki:
Koszyk 1: Hiszpania, Szwecja, Francja, Dania, Chorwacja, Czechy;
Koszyk 2: Norwegia, Słowenia, Niemcy, Macedonia Północna, Węgry, Białoruś;
Koszyk 3: Austria, Islandia, Czarnogóra, Portugalia, Szwajcaria, Łotwa;
Koszyk 4: Polska, Rosja, Serbia, Ukraina, Bośnia i Hercegowina, Holandia

 

Pochopna dymisja selekcjonera

Związek Piłki Ręcznej w Polsce poinformował, że Piotr Przybecki przestał pełnić funkcję trenera męskiej reprezentacji. Umowa ze szkoleniowcem została rozwiązana za porozumieniem stron. Oficjalnym powodem dymisji było podpisanie przez szkoleniowca kontraktu z drugoligowym niemieckim klubem VfL Luebeck-Schwartau.

Oficjalny komunikat zamieszczonym na oficjalnej stronie internetowej ZPRP wyjaśnia sprawę tak: „Zarząd przychylił się do nowego stanowiska Rady Trenerów, zgodnie z którym obowiązkiem trenera reprezentacji Polski jest stała praca w strukturach związku i konieczność nadzoru wszystkich reprezentacji narodowych w pionie męskim. Piotr Przybecki, ze względu na sytuację osobistą, nie ma możliwości realizacji tych uwarunkowań”. Do czasu znalezienia nowego selekcjonera kadrę maja poprowadzić na spółkę Patryk Rombel i Sławomir Szmal.

Czas ma tu znaczenie, bowiem już za niespełna dwa miesiące biało-czerwoni zmierzą się z Niemcami w kwalifikacjach do mistrzostw Europy w 2020 roku. Pierwszy mecz zostanie rozegrany 10 kwietnia w Gliwicach, zaś rewanż trzy dni później w Halle. Potem nasz zespół czekają jeszcze mecze z Kosowem i kluczowy dla wywalczenia ewentualnego awansu rewanżowy mecz z Izraelem. Pierwszy nasi szczypiorniści sensacyjnie przegrali 24:25 i u siebie w czerwcu muszą pokonać Izraelczyków różnicą co najmniej dwóch bramek, co i tak może okazać się niewystarczające, jeśli jakimś cudem rywale wyszarpią punkty w starciu z Niemcami.
W tej sytuacji zwolnienie Przybeckiego nie wygląda na przemyślane posunięcie. Były już selekcjoner przez ostatni rok pracował wyłącznie z reprezentacją Polski, ale wcześnie tyle samo czasu godził te obowiązki z pracą trenera Orlenu Wisły Płock. Dostał ofertę z VfL Luebeck-Schwartau i zanim podjął negocjacje, zapytał o zgodę prezesa związku. Andrzej Kraśnicki nic przeciwko temu nie miał, sam przecież siedzi na dwóch posadach, jako prezes ZPRP i PKOl, wyraził więc zgodę. Co się zatem stało, że po niespełna miesiącu zmienił radykalnie zdanie? Przekonała go ponoć opinia Rady Trenerów ZPRP, która w swojej opinii wyraziła przekonanie, iż łączenie funkcji przez Przybeckiego zaszkodzi kadrze Polski. I zasugerowała Kraśnickiemu dymisję szkoleniowca, na co prezes, nie bacząc na swoje wcześniejsze przyzwolenie, ostatecznie przystał. Niezbyt to z jego strony eleganckie zachowanie, ale w sportowym światku bynajmniej wcale nie wyjątkowe.

Gdyby Przybeckiego zwolniono zaraz po ubiegłorocznej październikowej porażce z Izraelem, pewnie nikt by wtedy nawet palcem nie kiwnął w jego obronie, taka była na niego złość za przegraną potyczkę z outsiderem światowego szczypiorniaka. Teraz widocznie ktoś w ZPRP nie spojrzał na daty. bo Przybecki podpisał kontrakt z niemieckim klubem obowiązujący dopiero od lipca tego roku, a wtedy kadra będzie miała już za sobą eliminacje do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Teraz zrobi się kłopot, bo nowy selekcjoner będzie miał mało czasu na skonstruowanie zespołu zdolnego wywalczyć awans do europejskiego czempionatu.

 

Motor skarcił PGE Vive

Szykujący się do nowego sezonu szczypiorniści PGE Vive Kielce w meczach sparingowych zmiatali rywali z parkietu. Ale w przededniu rozpoczęcia rozgrywek nieoczekiwanie przegrali z Motorem Zaporoże 29:32.

 

Kielczanie na ostatni sprawdzian formy wybrali udział w turnieju Dniepr Cup. Najpierw po bardzo dobrym występie pokonali węgierski MOL-Pick Szeged, a potem białoruski SKA Mińsk. W finałowej potyczce z gospodarzami imprezy Motorem Zaporoże aktualni mistrzowie Polski byli murowanymi faworytami, zwłaszcza że w niedawnym turnieju Szczypiorno Cup pokonali ukraińska ekipę 36:33. Na własnym terenie mistrz Ukrainy, prowadzony przez Polaka Patryka Rombla i z polskimi zawodnikami, Pawłem Paczkowskim i Mateuszem Kusem w składzie, nieoczekiwanie postawił się drużynie trenera Tałanta Dujszebajewa. Do 25. minuty nic nie zapowiadało porażki kielczan, wśród których rej wodzili niezawodni w okresie przygotowawczym Luka Cindrić i Alex Dujshebaev. W ostatnich minutach pierwszej części gry coś się jednak w zacięło i gospodarze schodzi na przerwę z prowadzeniem 17:15.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ już zmianie. Mistrzom Polski nie pomogła ani zmiana w ataku (trener Dujszebajew postawił na dwóch obrotowych, Julena Aguinagalde i Artioma Karaleka), ani rotacja na flankach. W grze kieleckiego zespołu było zbyt dużo błędów, niedokładności i nieporozumień, żeby osiągnąć zwycięstwo. Dla PGE Vive była to pierwszą i zarazem jedyną porażką w serii przedsezonowych sparingów. Do 31 sierpnia, czyli do inaugurującej nowy sezon naszej ekstraklasy piłkarzy ręcznych potyczki z Gwardią Opole, kielczanie nie zagrają już żadnego sparingu. Ich kibice będą więc z niepokojem czekać na wieści o wyniku.