Gospodarka 48 godzin

Lepiej w handlu zagranicznym
Najnowsze dane o polskim handlu zagranicznym mówią, że w listopadzie nadwyżka eksportu naszych towarów nad importem wyniosła 7,9 mld zł. To dobry wynik, oznaczający nadwyżkę większą o 4,4 mld w porównaniu z listopadem 2019 r. Przyczyniła się do niego obniżka kursu złotego oraz jeden dzień roboczy więcej w porównaniu z listopadem 2019 r. W rezultacie znacząco wyższa była sprzedaż za granicę wytwarzanych w Polsce baterii samochodowych, urządzeń łączności bezprzewodowej, odbiorników telewizyjnych, odzieży oraz części motoryzacyjnych. Wartość eksportu w porównaniu do listopada 2019 r. wzrosła o 15,1 proc. i wyniosła 103,4 mld zł. Natomiast import zwiększył się o 10,6 proc. i osiągnął 95,5 mld zł. Największy wzrost importu również objął odzież i urządzenia łączności bezprzewodowej, a także preparaty diagnostyczne oraz komputery.

Orlen myśli o PGNiG
Organizacja przedsiębiorców Business Centre Club negatywnie ocenia zapowiedź przejęcia Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa przez PKN Orlen. Jak ocenia ekspert BCC Janusz Steinhoff, decyzja o łączeniu tych podmiotów z punktu widzenia funkcjonowania rynku jest nieracjonalna, a przyczyny jej podjęcia należy ocenić jako kolejny przejaw powrotu do ręcznego sterowania gospodarką. Przejęcie PGNiG przez Orlen planowano już w 2004 r. za rządów koalicji Sojusz Lewicy Demokratycznej – Unia Pracy, lecz dotychczas nie doszło do skutku. Prawo i Sprawiedliwość, powielając działania swych lewicowych poprzedników, wróciło do pomysłu włączenia PGNiG do Orlenu. Realizacja tego pomysłu jednak się opóźnia, gdyż PKN Orlen w ramach umacniania siły propagandy PiS-owskiej zajął się na razie przejęciem prasy lokalnej w Polsce. Obecny prezes Orlenu Daniel Obajtek oświadczył jednak, że jego firma nie rezygnuje z PGNiG, a PKN Orlen planuje złożyć wniosek do Komisji Europejskiej w sprawie przejęcia PGNiG na przełomie stycznia i lutego tego roku.

Mieszkania tanieją w stolicy
Polacy przyzwyczaili się, że ceny transakcyjne i ofertowe na warszawskim pierwotnym rynku mieszkaniowym stale rosną. Od 2017 r. zwiększały się tak szybko, że w ciągu jednego kwartału wzrosty często przekraczały 10 proc. W ubiegłym roku sytuacja zaczęła się jednak zmieniać za sprawą restrykcji rządowych, wprowadzanych w związku z pandemią. Popyt spadł, a w połowie ubiegłego roku dynamika cen mieszkań w Warszawie wyhamowała. W III kwartale 2020 r. średnia cena transakcyjna nowych mieszkań sprzedawanych w stolicy spadła o 0,9 proc. w porównaniu z II kwartałem 2019 r. – i wyniosła 10 144 zł/m.kw. W skali rocznej, w stosunku do III kwartału 2019 r. cena była wprawdzie wyższa o 6,4 proc., ale jeszcze w II kwartale ubiegłego roku ten wzrost wyniósł aż 9,9 proc. w porównaniu z tym samym kwartałem 2019. Jak wskazuje Narodowy Bank Polski, deweloperzy częściej zgadzają się na upusty, gdy dochodzi do sprzedaży. W latach 2018–2019 średnio w przypadku 33 proc. transakcji w stolicy dochodziło do obniżki ceny ofertowej, a w czasie pandemii w przypadku 48 proc. i obniżki te są większe. Jednocześnie średnio o dwa tygodnie wydłużył się czas dokonywania transakcji, co także jest przejawem nieco gorszej koniunktury na rynku mieszkaniowym.

Obietnice i różnice

Bilans wizyty Prezydenta Dudy w Ukrainie jest pozytywny, choć o przełomie i nowej jakości relacji bilateralnych nie można jeszcze mówić. To trzeba wypracować, w codziennym trudzie przedsiębiorców, Polsko- Ukraińskiej Izby Gospodarczej i innych organizacji, grupujących polski biznes w Ukrainie i ukraiński biznes w Polsce.

Liczymy na wsparcie administracji obu państw, zwłaszcza celników oraz instytucji bankowo- ubezpieczeniowych. Oczekujemy, że wreszcie spotka się ( po trzech latach…) Polsko- Ukraińska Komisja Rządowa ds. Współpracy Gospodarczej. W tym miejscu wypada podziękować Prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu, że w wystąpieniu na forum infrastrukturalnym w Odessie docenił działalność naszych organizacji, zaś Polsko- Ukraińską Izbę Gospodarczą wymienił na pierwszym miejscu.
Jakie ustalenia biznesowe zapadły w obecności prezydentów Polski i Ukrainy?

PGNiG poinformowało, że we współpracy z amerykańską firmą Energy Resources of Ukrainie rozpocznie poszukiwania gazu ziemnego na zachód od Lwowa, na obszarze łączącym się z eksploatowanym po polskiej stronie polem gazowym „Przemyśl”. To obiecujący biznesowo projekt, o którym PGNIG i ERU rozmawiają już z korporacjami ubezpieczeniowymi z Polski i USA.

PGNiG podpisało też umowę o zachowaniu poufności z ukraińskim Funduszem Mienia Państwowego, która umożliwi spółce ewentualny udział w procesie prywatyzacji ukraińskiego sektora energetycznego. Słowo „ewentualny” wymienione w oficjalnym komunikacie ma swoje znaczenie. Otóż kluczowe dla Ukrainy przedsiębiorstwa z sektora energii, według złożonego w Radzie Najwyższej projektu ustawy, mają być wyłączone z prywatyzacji. Zaś te firmy energetyczne, które już podlegają prywatyzacji, z reguły nie są duże i mają kiepski standing finansowy. Pewnie dlatego zaliczono je do tzw. małej prywatyzacji, w której wartość firmy nie przekracza 250 mln hrywien. W tym zasobie PGNiG-wi raczej trudno będzie znaleźć jakąś „perłę”.

Port w Gdańsku podpisał moratorium o współpracy z Administracją Portów Morskich Ukrainy. Otwiera to ciekawą perspektywę biznesową dla portów obu krajów, którą wzmocni drogowy korytarz transportowy Gdańsk- Odessa. Możliwe będzie prowadzenie przewozów intermodalnych, wykorzystujących różne środki transportu. Towar będzie można „przerzucić” z portu w Odessie, korytarzem drogowym w Ukrainie do polskich lądowych terminali przeładunkowych na granicy, i dalej przez port w Gdańsku do Skandynawii i Wielkiej Brytanii. Ukraińscy eksperci wyliczyli, że towary na trasie Odessa- Gdańsk zamiast 18 dni drogą morską, będzie można dostarczyć ciężarówką w ciągu 18 godzin. Ta trasa lądowa ma tylko 1570 km długości, podczas gdy żegluga przez Cieśninę Gibraltarską wymaga pokonania 8000 km. Ukraińscy urzędnicy twierdzą, że już trwają pracę naprawcze i inwestycje na 60 proc. gdańsko-odesskiej GO Highway. W ten sposób powstaje projekt, który wpisuje się w koncepcję Trójmorza, promowaną przez Polskę i Chorwację od 2015 roku. Eksperci naszej Izby na wielu konferencjach wskazywali, że Trójmorze- jako koncepcja współpracy regionalnej i gospodarczej- nie rozwinie się bez udziału dużych i ważnych krajów spoza Unii Europejskiej. Takimi graczami pomiędzy Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym są przecież Ukraina i Turcja.

I na tym protokół zbieżności można zamykać. W trakcie rozmów minister infrastruktury Ukrainy podkreślił potrzebę zapewnienia ukraińskim przewoźnikom drogowym wystarczającej liczby zezwoleń z RP na wykonywanie międzynarodowych przewozów drogowych. Strona ukraińska oczekuje, że limit polskich zezwoleń nie powinien być mniejszy niż 200 000 rocznie. Tymczasem do tej pory Polska ograniczała tę pulę- maksymalnie- do 160 000. Ukraińskie ciężarówki jechały więc dłuższymi trasami do Zachodniej Europy, przez Słowację a nawet poprzez Litwę i dalej promami morskimi do Niemiec. Ukraina dość często krytykowana jest za protekcjonizm, polegający na ograniczeniach importowych dla towarów, znajdujących ukraińską „konkurencję”. A czym, jeśli nie protekcjonizmem wobec polskich firm, jest ograniczanie swobody przewozów z Ukrainy?
Prezydenci zajęli się też polityką historyczną. Politycy Polski i Ukrainy mają tu na „sumieniu” brak właściwej empatii wobec partnerów, spierają się o sposoby upamiętnienia, oczekują zadośćuczynienia za niszczenie miejsc pamięci. W wystąpieniach podczas wizyty słychać było „godnościowe” podejście obu prezydentów, ale nie było w tym konfrontacji. To już jakiś postęp.

Wizyta prezydenta Dudy nie była hitem politycznego sezonu w Ukrainie. W ostatnich tygodniach prezydent Zełenski był bardzo aktywny na arenie międzynarodowej. Złożył wizytę na Słowacji. Uczestniczył w bardzo ważnym szczycie Ukraina- Unia Europejska. Był w Londynie, skąd przywiózł przyrzeczenie 1,25 mld funtów pożyczki na zakup kilku nowoczesnych kutrów rakietowych. Już po spotkaniu z prezydentem Dudą, Zełenski wybrał się do Turcji, która staje się strategicznym, gospodarczym partnerem Ukrainy. Nie jesteśmy już jedynym pomostem Ukrainy do Unii i biznesowego świata. Pamiętając o tym, trzeba jednak docenić wizytę prezydenta Polski w Ukrainię. Współpraca gospodarcza potrzebuje lepszego klimatu politycznego.

Kapitalizm w służbie propagandy

Zakład Tworzyw Sztucznych „Artgos”, spółka z udziałem skarbu państwa, wyprodukowała 200 tys. różańców, a w zamian nie otrzymała pieniędzy, tylko cykl reklam w „Naszym Dzienniku”. Żaden z posłów partii rządzącej nie widzi jednak nic złego w tej transakcji. Dzieje się tak być może dlatego, że nie jest to pierwszy przypadek wydawania setek tysięcy złotych ze spółek państwowych na cele związane z Kościołem lub propagandą rządową.

 

Przykładowo, kilkanaście miesięcy temu fundacja PGiNG kupiła 4 tys. rocznych prenumerat miesięczników „Historia do Rzeczy” oraz „W Sieci Historii”, a Polska Grupa Zbrojeniowa wsparła finansowo klasztor ojców Oblatów. W październiku zeszłego roku odbyła się akcja „Różaniec bez granic”, w ramach której wierni ze wszystkich zakątków Polski zamierzali otoczyć różańcem cały kraj i modlić się o ratunek dla świata. Mało kto zwrócił uwagę, że nie była to po prostu oddolna inicjatywa obywatelska, lecz przedsięwzięcie obficie finansowane z pieniędzy publicznych. W inicjatywę zaangażowała się między innymi Grupa Energa, której większościowym udziałowcem jest skarb państwa, i państwowa Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. Do akcji przyłączyły się też samorządowe Przewozy Regionalne, które sponsorowały bilety promocyjne do kościołów. Innymi słowy podatnicy finansowali akcję fundamentalistów katolickich, a na dodatek nikt nie poinformował, ile to właściwie kosztowało.

Również Polska Fundacja Narodowa jest obficie finansowana ze środków publicznych. Rząd nie bierze za nią odpowiedzialności poprzez finansowanie z budżetu, lecz ściąga środki z największych spółek państwowych. W finansowaniu fundacji udział mają: Enea SA, Energa SA, PGE Polska Grupa Energetyczna, Grupa Azoty, Grupa Lotos, Tauron, PKN Orlen, PGNiG, PZU, PKO BP, Giełda Papierów Wartościowych, KGHM, Totalizator Sportowy, Polska Grupa Zbrojeniowa, Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, Polskie Koleje Państwowe i Polski Holding Nieruchomości. Docelowo fundacja ma dysponować majątkiem o wartości aż pół miliarda złotych, a cele Fundacji są wskazywane przez rząd. Innymi słowy kontrolowana przez władze centralne fundacja wykorzystuje środki spółek publicznych do propagandy rządowej.

Skala wyprowadzania środków ze spółek skarbu państwa jest nieznana, ponieważ firmy nie chcą informować o wszystkich swoich wydatkach. Prawie każda z nich ma fundację, do której nominowani politycznie członkowie zarządów transferują środki, przeznaczane potem na propagandę rządową i wsparcie dla kleru. To mechanizm, który w demokratycznym państwie nie powinien mieć miejsca, tymczasem dokonuje się on za przyzwoleniem władzy, a wręcz przy jej aktywnym wsparciu.

Afera Amber Gold to przykład, jak państwo nie zainterweniowało na czas, aby uchronić ludzi przed nieuczciwością jednej prywatnej firmy. Finansowanie kleru i propagandy rządowej przez większość spółek skarbu państwa to rozkradanie mienia publicznego na dużo większą skalę. Być może ten mechanizm trwa od lat, być może państwo traci na nim nie dziesiątki milionów, tylko miliardy złotych, być może środki idą do prywatnych osób. Niestety nie ma nadzoru nad fundacjami, które działają przy państwowych spółkach, a ministrowie odpowiedzialni za ich funkcjonowanie odmawiają szczegółowych informacji na ten temat. Jeżeli ktoś trwoni środki publiczne, a instytucje kontrolne nie są w stanie przerwać patologicznych zjawisk, to powinna powstać komisja śledcza.

Najwyższy czas, abyśmy jako społeczeństwo dowiedzieli się, jaka jest skala marnotrawienia środków publicznych, a przede wszystkim ten oburzający proceder powinien być natychmiast przerwany.