Odszedł Wojciech Zabłocki

W sobotę 5 grudnia, na dzień przed 90. urodzinami, zmarł prof. dr hab. Wojciech Zabłocki, wybitny polski szermierz, architekt, były prezes i prezes honorowy Polskiej Akademii Olimpijskiej. O jego śmierci poinformował Polski Komitet Olimpijski.

Wojciech Zabłocki należał do najwybitniejszych polskich szermierzy. Szablista, także wybitny znawca broni białej i szermierki historycznej, czterokrotnie startował w igrzyskach olimpijskich (Helsinki 1952, Melbourne 1956, Rzym 1960, Tokio 1964). Na podium stawał trzykrotnie – dwa razy zdobywając srebrny (1956 i 1960) i raz brązowy medal (1964) w drużynie szablistów. Ponadto zdobył dziewięć medali mistrzostw świata – osiem w drużynie i brązowy indywidualnie w 1961 roku. W czasie kilkunastoletniej kariery zawodniczej reprezentował kluby MKS Katowice, Budowlani Kraków, Krakowski Klub Szermierzy i Marymont Warszawa.
Był o odznaczony m. in. Krzyżem Kawalerskim (1960), Oficerskim (1996) i Komandorskim OOP, a także Wawrzynem Olimpijskim PKOl (1969 – srebro, 1980 – brąz, 2016 – złoto) i Medalem MKOl Sport and Science (1992). Poza sportem był znakomitym architektem, twórcą wielu obiektów sportowych, akwarelistą, autorem wielu książek, a prywatnie mężem Aliny Janowskiej, znanej i cenionej aktorki, a także uczestniczki Powstania Warszawskiego oraz ojcem Michała Zabłockiego, znanego poety i reżysera. W latach 1982–1985 wystawiał swoje prace malarskie i rysunkowe w Warszawie, Aleppo i Damaszku. W 1987 brał udział w realizacji serialu dokumentalnego pt. Biała broń, jako konsultant i autor sekwencji pojedynków, w których brał udział razem ze swoim synem, Michałem. Wydał też wiele książek poświęconych szermierce i architekturze.

Zawiesili żużlowca za wlewkę

Żużlowiec Sparty Wrocław Maksym Drabik we wrześniu ub. roku po przegranym przez wrocławian finale PGE Ekstraligi z Unią Leszno przyznał się w trakcie kontroli antydopingowej przyjęcia tzw. wlewki witaminowej. Polska agencja antydopingowa (POLADA) uznała to za niedozwolone wspomaganie.

Dla przypomnienia: gdy wyszło na jaw, że Drabik przed meczem skorzystał z tzw. wlewki witaminowej, prawnicy reprezentujący interesy żużlowca usiłowali przekonać POLADA, że był to po prostu niezgłoszony przez niedopatrzenie przypadek TUE (Therapeutic Use Exemption – czyli to prawo do użycia przez sportowca substancji zabronionej lub metody zabronionej) i wnioskowali o przyznanie Drabikowi tzw. wstecznego TUA. Funkcjonariusze POLADA są jednak w tym względzie raczej trudni do przekonania i zazwyczaj nie podejmują decyzji na korzyść wnioskującego. Tak też było w przypadku 22-letniego żużlowca.
Jego odwołanie do Trybunału Arbitrażowego przy Polskim Komitecie Olimpijskim także nie przyniosło mu powodzenia, bo w ubiegłym tygodniu Trybunał je oddalił, więc POLADA zawiesiła zawodnika i wszczęła postępowania w sprawie dyskwalifikacji.
W najgorszym wariancie Drabikowi grozi czteroletnia dyskwalifikacja, ale tyle raczej POLADA mu nie wlepi, bo na jego korzyść przemawia fakt, że sam przyznał się do przyjęcia wspomagania. W takich przypadkach agencja skraca wyrok o połowę, co oznacza, że Drabikowi realnie grozi co najwyżej dwuletnia dyskwalifikacja, ale ponieważ podobne przewinienia były dotąd przez POLADA karane zawieszeniem maksymalnie na okres od 16 do 18 miesięcy, więc pewnie i w tym przypadku takim wyrokiem się skończy. Ale to oznacza, że przyszłoroczny sezon Drabik już może spisać na straty.

Będzie machać szablą dla USA

Szablistka Aleksandra Shelton, polskim kibicom bardziej znana pod nazwiskiem Socha, wygrała z Polskim Komitetem Olimpijskim sprawę przed Trybunałem Arbitrażowym ds. Sportu w Lozannie (CAS). W myśl wyroku, który oficjalnie ma zostać ogłoszony za kilka dni, będzie mogła teraz reprezentować barwy USA.

Urodzona w 1982 roku Aleksandra Socha jest wielokrotną mistrzynią Polski w szabli, a także dwukrotną mistrzynią Europy oraz czterokrotną uczestniczką igrzysk olimpijski (Ateny 2004, Pekin 2008, Londyn 2012 i Rio de Janeiro 2016). Rok po igrzyskach w Brazylii urodziła syna, a w 2018 roku wyszła za mąż za Amerykanina i przeprowadziła się na stałe do USA. W przeszłości była jedną z najlepszych i najbardziej doświadczonych osób w naszej reprezentacji, jedną z nielicznych, która jeździła na każde igrzyska olimpijskie. Druga – swoje największe sukcesy odnosiła jakiś czas temu. Ostatni medal z europejskiego czempionatu przywiozła w 2013 roku z Zagrzebia. Na mistrzostwach świata na podium stanęła natomiast 10 lat wcześniej, w 2003 roku, gdy była n a początku sportowej kariery. Rok po igrzyskach w Rio de Janeiro (24 czerwca 2017 roku) urodziła synka i potem przebywała na urlopie macierzyńskim. Ale 8 września powiadomiła PZSzer. o zamiarze powrotu do treningu i reprezentacji. „Chciałabym prosić o wygenerowanie środków finansowych, które byłyby przeznaczone na moją osobę podczas zgrupowań kadry i które pomogłyby mi w pokryciu kosztów jakie do tej pory poniosłam na treningi przygotowania motorycznego oraz które zabezpieczyłyby koszt dalszych treningów do końca roku” – pisała w listopadzie 2017 roku do władz szermierczego związku. Ponieważ wciąż na nią liczono, 20 grudnia 2017 roku dostała powołanie na zaplanowane w lutym 2018 roku zawody Pucharu Świata w Baltimore. 11 stycznia 2018 roku przeszła badania wysiłkowe, a wiosną startowała m.in. w Atenach oraz była na zgrupowaniu w Spale. W czerwcu tego roku walczyła w mistrzostwach Europy w Nowym Sadzie. Potem wyjechał już na stałe do USA, gdzie przygotowywała się do lipcowych mistrzostw świata w Chinach. Na tej imprezie reprezentacja Polski nie odniosła jednak sukcesu, ale Shelton indywidualnie zaszła najdalej z Polek, zajmując 14. miejsce. Drużynowo nasze szablistki wywalczyły 15. lokatę. Miesiąc po mistrzostwach globu wysłała do Polskiego Związku Szermierczego zawiadomienie o chęci zmiany barw narodowych wraz z prośbą o wyrażenie zgody na występy w reprezentacji Stanów Zjednoczonych. „W związku ze zmianą stanu cywilnego, poprzez zawarcie związku małżeńskiego z obywatelem Stanów Zjednoczonych oraz posiadaniem podwójnego obywatelstwa niniejszym informuję o podjęciu przeze mnie decyzji o zmianie dotychczasowej reprezentacji i przejściu do Amerykańskiego Związku Szermierczego” – napisała Shelton. Wtedy jeszcze sądziła, że będzie to tylko formalność, bo chciała skorzystać z przepisu 9.2.2 punktu C statutu Światowej Federacji Szermierczej (FIE): „Szermierz, który nabywa nową narodowość w wyniku małżeństwa, może reprezentować nowy kraj bez trzyletniego okresu zawieszenia”. Ku swojemu zaskoczeniu takiej zgody nie dostała.
I tak zaczęła się trwająca kilkanaście miesięcy walka zawodniczki z władzami Polskiego Związku Szermierczego, a potem także Polskiego Komitetu Olimpijskiego, gdy stało się jasne, że 38-letnia szablistka ma duże szanse znaleźć się w szermierczej ekipie USA na igrzyska w Tokio. Dla Shelton byłyby to piąty olimpijski występ i zapewne ostatnia szansa na zdobycie wymarzonego medalu na największej sportowej imprezie na świecie. Niewykluczone, że właśnie ten czynnik okazał się dla działaczy naszego szermierczego związku najtrudniejszy do zaakceptowania i dlatego z takim uporem blokowali jej starania.
Najpierw były to przeszkody natury finansowej, gdy polski związek zażądał od amerykańskiej federacji rekompensaty za poniesione w ostatnim czasie koszty szkolenia i utrzymania zawodniczki w wysokości 43 tys. euro, ale znalazł się w USA prywatny sponsor gotów zapłacić tę kwotę, a jeszcze sama zawodniczka sięgnęła do swojego portfela. Gdy Shelton zwróciła się o pomoc do Polskiego Komitetu Olimpijskiego, działacze tego gremium przyznali rację głównemu oponentowi szablistki, prezesowi PZSzerm Adamowi Konopce, który w mediach tak tłumaczył swój opór: „Nie chcę nikogo uziemiać, ale dlaczego mieliśmy płacić za szkolenie zawodniczki, którą finansowaliśmy z myślą o igrzyskach w Tokio, a która jednak chce jechać na nie, ale pod flagą USA?”.
Aleksandra Shelton okazała się jednak równie nieustępliwa jak prezes Konopka. Gdy wyczerpała wszystkie możliwości w Polsce, postanowiła odwołać się do najwyższej instancji w sporcie – Trybunału Arbitrażowego w Lozannie (CAS). Z powodu wybuchu pandemii koronawirusa sprawa ciągnęła się ponad pół roku, ale w końcu sędziowie CAS rozpatrzyli sprawę i z nieoficjalnych informacji wynika, że przyznali rację zawodniczce. Od tej decyzji, która ma zostać publicznie ogłoszona 6 października, nie ma już odwołania, a to oznacza, że Aleksandra Shelton będzie mogła walczyć o zakwalifikowanie się do amerykańskiej ekipy szermierczej na igrzyska w Tokio.

Igrzyska też odwołali

Międzynarodowy Komitet Olimpijski uległ rosnącej presji i z powodu pandemii koronawirusa także przełożył zaplanowane na przełomie lipca i sierpnia igrzyska w Tokio. Wcześniej udział swoich reprezentacji odwołały już Kanada i Australia, a taką samą decyzję rozważała większość narodowych komitetów, z PKOl włącznie.

Kanadyjski Komitet Olimpijski oraz Kanadyjski Komitet Paraolimpijski jako pierwsze podjęły decyzję, iż z powodu pandemii koronawirusa nie wyślą w tym roku swoich sportowców na igrzyska olimpijskie i paraolimpijskie w Tokio. Kanadyjczycy postulują przeniesienie imprezy na przyszły rok. Po nich taką samą decyzję podjęli też Australijczycy. Ich narodowy komitet olimpijski zalecił swoim sportowcom podjęcie przygotowań do startu w igrzyskach w 2021 roku. O przełożenie terminu igrzysk w Tokio apeluje też wiele innych narodowych komitetów olimpijskich, w tym PKOl.
Igrzyska w Tokio pierwotnie miały się odbyć w dniach 24 lipca – 9 sierpnia tego roku. Rozwój pandemii koronawirusa spowodował, że dotrzymanie tego terminu, mimo zapewnień ze strony organizatorów, że zrobią wszystko aby zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom i kibicom, w tej chwili nierealne.
Nawet nie ma gdzie trenować
Także dlatego, że z powodu nakładanych przez władze poszczególnych krajów zakazy i ograniczenia sportowcy nie mają gdzie trenować, nie mówiąc o uczestnictwie z zawodach kwalifikacyjnych, co jest o tyle istotne, że do obsadzenia tą drogą pozostało jeszcze ponad 40 procent olimpijskich nominacji.
Przewodniczący MKOl Thomas Bach jeszcze kilka dni temu zapewniał, że igrzyska odbędą się w ustalonym terminie, spadła jednak na niego taka ogromna lawina krytyki, że nikt więcej z członków komitetu wykonawczego nie odważył się powtórzyć tego zapewnienia. Wręcz odwrotnie, w oficjalnym komunikacie MKOl podał, iż decyzję w tej kwestii podejmie w ciągu najbliższych czterech tygodni. Ale w mediach pojawiły się przecieki, że tak naprawdę decyzja o przeniesieniu igrzysk już zapadła, a dyskusja toczyła się jedynie nad wyborem nowego terminu imprezy. Rozpatrywane były ponoć trzy warianty.
Wariant 1: jesień 2020
Przeniesienie igrzysk na jesień tego roku miałoby nawet historyczne uzasadnienie, bowiem poprzednie igrzyska w Tokio, zorganizowane w 1964 roku, odbyły się w październiku. Poza tym pozwoliłoby utrzymać czteroletni cykl olimpijski, a sportowcy nie musieliby obawiać się panujących zwykle latem w stolicy Japonii upałów i wysokiej wilgotności powietrza. Na przełomie lipca i sierpnia przeciętna temperatura w Tokio wynosi30-35 stopni, jesienią natomiast średnia temperatura spada do poziomu 20-25 stopni. Dla wielu dyscyplin sportu jesienna data nie koliduje z innymi imprezami. Możliwe byłoby utrzymanie wywalczonych już kwalifikacji olimpijskich oraz rozegranie przełożonych zawodów kwalifikacyjnych. Dla Japończyków takie rozwiązanie byłoby zbawienne, bo ograniczyłoby ich straty ekonomiczne. Nie trzeba by było np. tworzyć nowej wioski olimpijskiej, w której mieszkania są juz sprzedane. Nabywcy musieliby jedynie o kilka miesięcy opóźnić zasiedlenie lokali. Problemy mogłyby sprawić jednak zdarzające się jesienią kaprysy pogodowe, jak choćby tajfuny, które zakłóciły rozgrywany o tej porze roku w Japonii ubiegłoroczny Puchar Świata w rugby czy też kwalifikacje do wyścigu Formuły 1 na torze Suzuka.
To są jednak drobne problemy w porównaniu z zagrożeniem, jakie także w jesiennym terminie niesie pandemia koronawirusa. Zdaniem niemieckich wirusologów w tym roku możemy zapomnieć o imprezach sportowych z udziałem publiczności. W ich opinii kibice będą mogli wrócić na stadiony dopiero w 2021 roku, przynajmniej w ograniczonej liczbie.
„Nie ma lepszego środowiska do rozwoju wirusa, niż właśnie widownie wielkich sportowych wydarzeń. A wygaśnięcie epidemii nastąpi dopiero za kilka miesięcy, a teraz wciąż jesteśmy w bardzo zaawansowanej fazie wzrostu zachorowań” – przekonuje na łamach „Sterna” wirusolog dr Alexander Kekule.
Wariant 2: lipiec 2021
Przeniesienie igrzysk na lato przyszłego roku spowoduje mnóstwo perturbacji w sportowym kalendarzu. W 2021 roku zaplanowane są m.in. mistrzostwa świata w lekkiej atletyce (Eugene – USA, 6-15 sierpnia) i pływaniu (Fukuoka – Japonia, 16 lipca – 1 sierpnia), ale także w wioślarstwie i kajakarstwie. MKOl na razie negocjuje z federacjami, ale już wiadomo, że nie będą to łatwe rozmowy, bo każda federacja ma swoich sponsorów i każda impreza rangi mistrzostw świata czy kontynentu także. Przesunięcie o rok igrzysk rozwali też system kwalifikacji olimpijskich, w większości dyscyplin trzeba by było przeprowadzić je od nowa.
Dla organizatorów problemem będzie stworzenie nowej wioski olimpijskiej dla 11 tysięcy sportowców i renegocjacja umów o rezerwacjach hoteli dla działaczy, sportowców, sztabów olimpijskich, dziennikarzy, kibiców.
Wariant 3: lato 2022
Ten termin też jest rozważany, chociaż wydaje się najbardziej abstrakcyjny. Gdyby MKOl na to się zdecydował, po raz pierwszy od 1992 roku letnie i zimowe igrzyska obyłyby się w tym samym roku. Wtedy gospodarzami były Albertville i Barcelona, teraz są nimi Pekin i Tokio. Ale to ryzykowne posunięcie. MKOl w tym roku ma zaplanowane Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie w Dakarze. Największym problem przełożenia igrzysk o dwa lata byłby jednak przekreślenie szans na ostatni olimpijski start zaawansowanych wiekowo sportowców. w polskiej reprezentacji wśród poszkodowanych znalazłaby się m.in. Anita Włodarczyk, dwukrotna złota medalistka olimpijska w rzucie młotem, aktualna rekordzistka świata i wielka faworytka zawodów w Tokio. Za dwa lata polska młociarka będzie jednak miała 37 lat i nawet jeśli dotrwa do tego czasu jako czynna zawodniczka, jej szanse na trzeci złoty medal niepomiernie zmaleją.
Dla Japończyków ten wariant jest jednak nie do przyjęcia ze względu na koszty. Dlatego ostatecznie przystali na wariant drugi, czyli przełożenie igrzysk na lato 2021 roku. W miniony wtorek poinformował o tym w oficjalnym komunikacie premier Japonii Shinzo Abe.

Olimpijska gala na stulecie PKOl

W minioną sobotę w Teatrze Wielkim w Warszawie odbyła się uroczysta gala z okazji 100-lecia powstania Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Wśród zaproszonych gości znaleźli się m. in. nasi medaliści olimpijscy, prezydent RP Andrzej Duda, prezydent MKOl Thomas Bach i prezydent Stowarzyszenia Europejskich Komitetów Olimpijskich Janez Kocijańcić.

Wśród gości nie zabrakło też byłych prezesów PKOl: Bolesława Kapitana, Aleksandra Kwaśniewskiego i Andrzeja Szalewicza. Ważnym punktem uroczystości było wręczenie Anicie Włodarczyk złotego medalu olimpijskiego igrzysk 2012 roku w Londynie, który przyznano Polce w wyniku dyskwalifikacji za doping rosyjskiej młociarki Tatiany Łysenko. Olimpijskie trofeum wręczył naszej lekkoatletce przewodniczący MKOl Thomas Bach.

Kolejny sportowym akcentem wieczoru było ogłoszenie wyników dziewiątej edycji Nagrody EOC im. Piotra Nurowskiego dla najlepszych młodych sportowców Europy. Nominacje w tym roku otrzymali: chorwacki pływak Franco Grgić, ukraińska skoczkini wzwyż Jarosława Mahuchikh, estoński kolarz Madis Mihkels, węgierska medalistka Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich w szermierce Lisa Pusztai oraz włoska gimnastyczka sportowa Giorgia Villa. Wyróżnienie przyznano Jarosławie Mahuchikh.
PKOl powołano do życia 12 października 1919 roku w Krakowie, a jego zadaniem miało być wysłanie reprezentacji na igrzyska olimpijskie, dlatego do 1924 roku działała pod nazwą Polski Komitet Igrzysk Olimpijskich. Patronat nad organizacja objął Józef Piłsudski.

W olimpijskich zmaganiach w latach 1924-2018 polscy sportowy łącznie wywalczyli 305 medali: 75 złotych, 90 srebrnych i 140 brązowych. Na ten dorobek składają się 283 medale w letnich igrzyskach (68-83-132) oraz 22 w zimowych (7-7-8).

 

Jubileusz stulecia PKOl

W minioną sobotę w krakowskim Hotelu Francuskim odbyła się uroczystość odnowieniem aktu założycielskiego Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Sto lat temu (12 października 1919 roku) właśnie w tym hotelu powołano do życia PKOl. Ceremonii asystował liczna grupa wybitnych sportowców i działaczy ruchu olimpijskiego.

Prezes PKOl Andrzej Kraśnicki podkreślił znaczenie Krakowa dla polskiego ruchu olimpijskiego, jako jego kolebki. „Idea olimpijska jest niezmienna, choć teraz funkcjonuje w innych realiach niż sto lat temu. Dla nas najważniejsze jest pielęgnowanie tych wartości, które dla ruchu olimpijskiego są najistotniejsze, czyli: doskonałość, przyjaźń, szacunek, fair play i tolerancja. Na tym się skupiamy i chcemy, żeby sport był czysty, a wszystko, co zakłóca tę wspaniałą ideę, będziemy się starali eliminować” – zapewnił sternik PKOl. Krakowskie uroczystości zgromadziły wielu znakomitych sportowców i medalistów igrzysk. Pojawili się na nich m.in. wybitny chodziarz, czterokrotny mistrz olimpijski Robert Korzeniowski, panczeniści Luiza Złotkowska i Zbigniew Bródka, piłkarze Henryk Kasperczak i Kazimierz Kmiecik, dwukrotna złota medalistka olimpijska w rzucie młotem Anita Włodarczyk.

Uroczystości związane z obchodami 100-lecia PKOl trwają w Krakowie od piątku i mają też naukowy charakter. Zorganizowano pięć sesji: „Olimpizm w świetle polskiej nauki”, „Olimpijska wspólnota i wartości edukacyjne”, „Sztuka i sport”, „Historia i idee polskiego olimpizmu” oraz „Olimpijskie słowo”. Punktem kulminacyjnym obchodów jubileuszu będzie jednak zaplanowana na 26 października Gala Olimpijska 100-lecia PKOl w Teatrze Wielkim w Warszawie.

Po raz 11. wręczono też medale Kalos Kagathos. Są one przyznawane wybitnym sportowcom, którzy osiągnęli sukcesy również poza sportem. Z języka greckiego „kalos kagathos” znaczy dosłownie piękny i dobry. Wyróżnienie ustanowiono w 1985 pod patronatem Rektora UJ, prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego oraz redakcji Tempa. Laureatów Medalu wybiera kapituła, której przewodniczy Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego. W tym roku medale przyznano siedmiu laureatom, a wręczono je w auli Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego. W tym roku w gronie nagrodzonych osób znaleźli się: Anna Czerwińska, Krystyna Chojnowska-Liskiewicz, Bohdan Gonsior, Marek Jóźwik, Marek Koźmiński, Maciej Pietrzyk i Bogdan Wenta.

Czerwińska to pierwsza Polka, która skompletowała Koronę Ziemi. W sumie sześciokrotnie stawała na szczytach ośmiotysięczników. Z wykształcenia jest doktorem nauk farmaceutycznych. Chojnowska-Liskiewicz jest pierwszą kobietą, która samotnie opłynęła Ziemię (w latach 1976 roku – 1978 na jachcie „Mazurek”). Skończyła Politechnikę Gdańską na Wydziale Budowy Okrętów, zdobyła też patent kapitana żeglugi wielkiej. Parała się też piórem uwieczniając swoje morskie przygody. Gonsior był znakomitym szpadzistą, czterokrotnie startował w igrzyskach olimpijskich. W 1968 roku w Meksyku zdobył brązowy medal w turnieju drużynowym szpadzistów. Był lekarzem-chirurgiem, który stosował innowacyjne metody leczenia laserem. Jóżwik, znakomity przed laty płotkarz, po zakończeniu kariery sportowej został cenionym dziennikarzem.

Koźmiński to wicemistrz olimpijski z 1992 roku z Barcelony w piłce nożnej. Od siedmiu lat pełni funkcję wiceprezesa PZPN, ale notuje też osiągnięcia w działalności biznesowej. Pietrzyk, były koszykarz Wisły Kraków, obecnie jest emerytowanym profesorem na Wydziale Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, autorem ponad pięciuset prac naukowych, zaś Wenta to jeden z najwybitniejszych polskich piłkarzy ręcznych, także wybitny trener, potem był europosłem, a obecnie jest prezydentem Kielc.

 

Wojna Sochy z Polską

Znakomita niegdyś polska szablistka Aleksandra Socha po wyjściu za mąż za Amerykanina chciała wystąpić na igrzyskach w Tokio w barwach USA, ale napyskowała na działaczy i PKOl nie wyraził jej zgody na zmianę barw.

W maju tego roku Aleksandra Socha, która po wyjściu za mąż za Bradleya Sheltona przyjęła jego nazwisko i amerykańskie obywatelstwo, pochwaliła się na portalach społecznościowych, że zamierza wystartować w Tokio. Gdyby do tego doszło, byłby to jej piąty olimpijski występ, ale pierwszy w barwach Stanów Zjednoczonych. 37-letnia już zawodniczka musiał jednak uzyskać zgodę Polskiego Związku Szermierczego na skrócenie obowiązkowej trzyletniej karencji nakładanej w przypadku zmiany barw narodowych. Działacze naszej szermierczej federacji wstępnie wyrazili nawet na to zgodę, ale zażądali od Amerykańskiego Związku Szermierczego zwrotu kosztów szkolenia zawodniczki od zakończenia igrzysk w Rio de Janeiro do czasu jej rezygnacji z występów w reprezentacji Polski. Wyliczyli te koszty na kwotę 185 tys. złotych i zgodzili się przyjąć zapłatę w sprzęcie sportowym.

Pani Socha-Shelton uznała jednak kwotę za wygórowaną i w publicznych wypowiedziach zarzuciła działaczom Polskiego Związku Szermierczego chęć wyłudzenia ekwiwalentu za szkolenie, bo jej zdaniem nie miała opieki sportowej i finansowania na poziomie żądanej kwoty. Polska federacja zażądał od niej publicznych przeprosin. Ponieważ Socha-Shelton tego nie zrobiła, związek wystąpił do sądu z pozwem o naruszenie dóbr osobistych, a ponadto zerwał negocjacje w sprawie skrócenia karencji. Polski Komitet Olimpijski na posiedzeniu z 10 września jednomyślnie poparł stanowisko Polskiego Związku Szermierczego. To oznacza, że Aleksandra Socha-Shelton igrzyska w Tokio obejrzy przed telewizorem.