Gospodarka potrzebuje odpowiedzialności

Recesja gospodarcza zmusza przedsiębiorców do silniejszego zabiegania o względy klientów. Oby świat biznesu szybko to zrozumiał.

Pandemia pandemia COVID-19 będzie miała istotny wpływ na przyszłość całej polskiej gospodarki. Już teraz zmieniły się nasze nawyki zakupowe, a brak poczucia stabilności zwiększył skłonność do rozsądnego zarządzania swymi pieniędzmi. Recesja gospodarcza zmusza zaś przedsiębiorców do silniejszego zabiegania o względy klientów. W rezultacie, firmy powinny wykazywać się rosnącą społeczną odpowiedzialność biznesu – bo to pozwoli im skuteczniej zdobywać zaufanie nabywców.
Społeczna odpowiedzialność biznesu nie przekłada się na natychmiastową poprawę wyników finansowych przedsiębiorstwa, jednak może wpłynąć na pojawienie się szeregu długofalowych korzyści, takich jak poprawa wizerunku marki czy zwiększenie grona lojalnych klientów i partnerów biznesowych.
Jak jednak przekonać klientów, że mają do czynienia z rzetelną i odpowiedzialną firmą? Oczywiście, najlepiej uczynić to poprzez codzienne, dobre praktyki biznesowe. Żeby jednak klient się przekonał, że firma, której produkty czy usługi kupuje, rzeczywiście tak działa, potrzeba czasu. Tymczasem chodzi o to, by zachęcić klienta, który dopiero zastanawia się, którą firmę wybrać i potrzebuje jakiegoś dowodu na jej solidność.
W takiej sytuacji przydają się naturalnie ustne referencje od kogoś zaufanego, ale także zaświadczenie – czy lepiej mówiąc, certyfikat, potwierdzający że rzeczywiście stykamy się z firmą, która nie od dziś postępuje rzetelnie i gra fair. Po to właśnie wymyślony został certyfikat „Przedsiębiorstwo Fair Play”, od dawna rozpoznawalny i respektowany w środowisku biznesowym. Potwierdza on, że firma realizuje politykę społecznej odpowiedzialności biznesu i działa zgodnie z wszelkimi obowiązującymi przepisami oraz zasadami etyki. Program afiliowany jest przy Krajowej Izbie Gospodarczej.
Do programu „Przedsiębiorstwo Fair Play” mogą się zgłaszać wszystkie firmy zarejestrowane i posiadające siedzibę w Polsce, prowadzące swoją działalność co najmniej przez cały rok kalendarzowy poprzedzający daną edycję. Certyfikat trafia do tych, które terminowo regulują zobowiązania finansowe, rzetelnie przeprowadzają procesy reklamacji, zapewniają pracownikom bezpieczne warunki pracy, wykazują dbałość o środowisko i przestrzegają zasad uczciwej konkurencji.
Certyfikat „Fair Play” przyznawany jest na podstawie dwuetapowego procesu weryfikacji. W pierwszym etapie uczestnicy udzielają szczegółowych informacji o ocenianych w programie aspektach działalności firmy. Drugi etap polega na potwierdzeniu przekazanych danych. Weryfikacja odbywa się poprzez audytora na podstawie dokumentów źródłowych i wywiadów z osobami zarządzającymi firmą, przedstawicielami działu księgowości, kadr, marketingu, związków zawodowych i z wybranymi pracownikami.  – Przedsiębiorca dzięki uzyskanemu certyfikatowi zyskuje zaufanie klientów, potencjalnych inwestorów i pracowników. Rynek staje się coraz bardziej wymagający. Od firm oczekuje się pewnych standardów zarządzania. Ten certyfikat to rzetelna informacja, że dana firma działa z poszanowaniem środowiska, godności człowieka i wykazuje wrażliwość na problemy społeczeństwa – mówi Anna Szcześniak, prezes programu „Przedsiębiorstwo Fair Play”.
Wszystkie te wartości stają się coraz ważniejsze w dobie pandemii koronawirusa. Sytuacja, z którą obecnie zmaga się cała europejska gospodarka pokazuje, że dotychczasowe strategie i plany, koncentrujące się głównie na osiągnięciu jak najlepszych wyników finansowych, okazały się niewystarczające. Pandemia COVID-19 to bowiem test nie tylko dla przywódców, szefów rządów czy służby zdrowia, ale również dla biznesu – dla trafności jego decyzji, odpowiedzialności, rzetelności i umiejętności odnalezienia się w nowej rzeczywistości.

Małe firmy – dużo patologii

Politycy prawie wszystkich opcji politycznych od wielu lat powtarzają, że mikroprzedsiębiorstwa są największym bogactwem Polski, o które należy się troszczyć.

Stąd kolejne programy ulg, zwolnień i dopłat, licytacja, kto bardziej obniży podatki i składki dla najmniejszych firm, obietnice dotyczących ułatwień w prowadzeniu działalności gospodarczej. Dane jednak pokazują, że warunki pracy w mikroprzedsiębiorstwach pozostawiają wiele do życzenia i trudno zgodzić się, że najmniejsze firmy są naszym największym dobrem. Wydaje się raczej, że w najmniejszych firmach panuje największy wyzysk, zazwyczaj niepoddany niczyjej kontroli.

Kilka dni temu Główny Urząd Statystyczny przedstawił szczegółowe dane dotyczące działalności przedsiębiorstw o liczbie pracujących do 9 osób w 2018 r. To rzadko prezentowane dane, ponieważ zazwyczaj GUS prezentuje wskaźniki dla podmiotów zatrudniających ponad 9 osób. Z raportu wynika, że sytuacja w małych przedsiębiorstwach jest znacznie gorsza niż w tych większych.

W 2018 r. działalność gospodarczą w Polsce prowadziło aż 2,15 mln przedsiębiorstw o liczbie pracujących do 9 osób, co oznacza wzrost ich liczby o 3,5 proc. w skali roku. W 2017 r. w mikroprzedsiębiorstwach pracowało 4,17 mln osób, czyli o 83,4 tys. więcej niż rok wcześniej. GUS wskazuje, że od lat regularnie rośnie liczba mikrofirm oraz osób w nich zatrudnionych. Od 2013 r. przybyło blisko 400 tys. mikrofirm i ponad 700 tys. osób w nich pracujących!

Niestety wciąż płace w małych firmach są bardzo niskie. W 2018 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w mikroprzedsiębiorstwach wyniosło 3081 zł brutto, czyli zaledwie 2169 zł na rękę. Wynagrodzenia w mikroprzedsiębiorstwach są wciąż radykalnie niższe niż w firmach zatrudniających ponad 9 osób – w tych ostatnich średnia płaca w 2018 r. wynosiła 4852 zł, czyli aż o 1771 zł więcej!

Z danych GUS wynika, że branżami o najniższych płacach w mikroprzedsiębiorstwach w 2018 r. były: zakwaterowanie i gastronomia – 2420 zł oraz Rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo – 2439. We wszystkich branżach istnieje przepaść w porównaniu z poziomem wynagrodzeń w większych przedsiębiorstwach. Innymi słowy najmniejsze firmy ciągną w dół standardy płacowe. Dotyczy to również handlu, gdzie rząd wielokrotnie bronił najmniejsze sklepy. Tymczasem płace w większych placówkach są średnio o ponad wyższe 1000 zł miesięcznie niż w tych małych! Dążenie do zmiany struktury rynku mające na celu wzmocnienie drobnego handlu nie jest więc korzystne dla pracowników.

W mikroprzedsiębiorstwach dominują umowy niestandardowe. Umowę o pracę ma tylko 1,43 mln na 4,17 mln pracujących, czyli 34,3 proc. Reszta, czyli blisko dwie trzecie pracowników mikrofirm, ma umowy innego rodzaju. Ponadto w mikroprzedsiębiorstwach uzwiązkowienie jest bliskie zeru, a łamanie praw pracowniczych ma miejsce na masową skalę i zazwyczaj nieuczciwi pracodawcy pozostają bezkarni. Do zdecydowanej większości mikrofirm nie docierają kontrole Państwowej Inspekcji pracy, co sprawia, że w wielu z nich panują stosunki folwarczne. Stąd olbrzymia skala nadużyć odnośnie wypłaty wynagrodzeń na czas, ewidencji czasu pracy czy płacenia za nadgodziny.

Duża liczba mikroprzedsiębiorstw nie stanowi o sile gospodarki, lecz jej słabości. W najmniejszych firmach są najniższe płace, największa skala wyzysku, najmniejsze uzwiązkowienie, najniższa jakość usług. Ponadto małe firmy są najbardziej podatne na kryzys i najmniej innowacyjne. Zamiast wspierać drobny biznes, państwo powinno dbać o przestrzeganie praw pracowniczych w całej gospodarce.

Firmy padają, gospodarka idzie dalej

Przedsiębiorstwa produkcyjne nie odczuwają korzyści ze wzrostu inwestycji (bardzo zresztą znikomego), a handlowe nie korzystają na wzroście konsumpcji (całkiem przyzwoitym).

 

W sierpniu 2018 r. w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 90 przypadkach niewypłacalności polskich przedsiębiorstw wobec 80 w sierpniu 2017 r. (wzrost rok do roku o 13 proc.
Taka sama skala wzrostu liczby niewypłacalności (plus 13 proc.) występuje w całym okresie 8 miesięcy tego roku – było ich 670 w porównaniu z 591 w tym samym okresie 2017. Jest to więc już stały trend, bo upadłości systematycznie przybywa.

 

Upadają, bo nie potrafią

Większość spośród niewypłacalnych w ostatnich miesiącach firm (ponad 80 proc. ) od dawna miała problemy z rentownością i gromadzeniem kapitału. Były to w większości przedsiębiorstwa małe i średnie, o obrotach do 20 mln złotych, a więc o lokalnej skali działalności. Bieżące zmiany prawne i podatkowe, polegające na wzrastającej kontroli administracji nad działalnością gospodarczą raczej nie ułatwiają działań naprawczych – ale to nie one są główną przyczyną kłopotów prowadzących do upadłości. w omawianych niewypłacalnościach.
Jak wynika z danych finansowych, źródłem problemów jest raczej model działalności, mało elastyczny i innowacyjny wobec zachodzących zmian rynkowych, takich jak konsolidacja czy coraz bardziej międzynarodowy charakter całych łańcuchów dostaw. Czyli, chodzi po prostu o niezbyt umiejętne prowadzenie biznesu.

 

Budowlanka niezmiennie dołuje

Nadal kłopoty ma budownictwo, borykające się z niskimi cenami, niszczącymi rentowność. Chwilowo notuje ono mniej upadłości, ale jedynie dzięki inwestycjom mieszkaniowym i komercyjnym.
Budownictwo przemysłowe i infrastrukturalne, finansowane ze środków publicznych, jest zdecydowanie mniej dochodowe. Wykonawcy z tego sektora stanowią ponad 70 proc. przypadków niewypłacalności w całej branży. Utrzymuje się znaczna liczba upadłości firm wykonujących prace związane z budową dróg i autostrad, rurociągów, instalacji wodno-kanalizacyjnych, obiektów inżynierii lądowej.
W handlu hurtowym zaczyna przybywać upadłości firm zaopatrujących rynek konsumencki – nie tylko w żywność, ale także odzież i obuwie czy artykuły wyposażenia mieszkań.
Nie wszyscy w Polsce korzystają w równym stopniu na wzroście konsumpcji, a tak naprawdę udaje się to przede wszystkim największym graczom. Na wzroście spożycia w największym stopniu zyskują duże przedsiębiorstwa handlowe, zaś mali tracą. Z drugiej strony, to właśnie w tej branży zanotowano dwa największe pod względem obrotów przypadki niewypłacalności.

 

Wszyscy mają kłopoty

W przemyśle problemy omijają eksporterów, natomiast coraz częściej dotykają zaczynają trapić firmy zaopatrujące rynek krajowy. Zwiększyła się liczba niewypłacalności producentów artykułów konsumpcyjnych (obok żywności – także odzieży i obuwia) oraz maszyn i urządzeń (zwłaszcza wykorzystywanych w budownictwie infrastrukturalnym i w przemyśle).
W porównaniu do ubiegłych miesięcy, zauważyć można spadek upadłości firm zaopatrujących rynek budowlano-mieszkaniowy (np. wyroby stolarskie, chemia budowlana, beton, płytki ceramiczne).
Usługi – to wzrost niewypłacalności w każdym właściwie segmencie, pomimo dużego przyrostu popytu na usługi turystyczne, medyczne, transportowe, gastronomiczne czy finansowe.

 

Zbierało im się od dawna

Generalnie, analizując przypadki niewypłacalności w oparciu o wskaźniki finansowe upadających firm za ostatnie lata widać wyraźnie, że w zdecydowanej większości przypadków, zanosiło się na nie od dawna.
– Niekoniecznie świadczą o tym obroty, które nie zawsze spadały, a w wielu przypadkach także rosły w tym czasie, ale wskaźniki rentowności sprzedaży czy ogólnego zadłużenia przedsiębiorstw. Pogarszały się one sukcesywnie rok po roku, niezależnie czy w przypadku danej firmy w tym czasie jej sprzedaż rosła czy spadała, czyli czy podejmowano działania restrukturyzacyjne starając skupić się na najbardziej rentownej działalności czy wręcz odwrotnie zwiększając skalę sprzedaży, aby efektem skali poprawić rentowność i „zasypać dziurę” w finansach – ocenia Tomasz Starus z firmy Euler Hermes specjalizującej się w ubezpieczeniach gospodarczych i ocenie ryzyka. Brzmi to mocno fatalistycznie i oznacza to, że cokolwiek by się robiło, nic to nie pomoże, jeśli w biznesie ma przydarzyć się klapa.
W rzeczywistości jednak, wszystko zależy właśnie od tego, co i jak się robi. Rzecz w tym, jak mówi zresztą Tomasz Starus, że wiele firm organizacyjnie i finansowo wykazuje się niezbyt dużą efektywnością działania, a co za tym idzie zwrotem z kapitału. Trwają na rynku, ale nie reagują na zmiany na nim, zaś najczęściej – spóźniają się z nimi. Ich model działalności jest mało elastyczny i innowacyjny, zbyt anachroniczny – nie mający często innej opcji niż na przykład bazowanie na niskich kosztach pracy.
Na czym, niestety bazuje zresztą niemal cała polska gospodarka.