Dowcip roku

Ambasador Iranu poprosił Polskę, jako niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, by wpłynęły na Stany Zjednoczone w sprawie relacji z jego krajem.

 

Istota apelu polega na tym, by Polska skłoniła USA do przestrzegania zawartych wcześniej przez Stany Zjednoczone umów międzynarodowych, w tym podpisana przed trzema laty z trudem wynegocjowana umowę z Iranem. Umowa ta zakładała zdjęcie sankcji nałożonych na ten kraj przez społeczność międzynarodową w zamian za zmniejszenie produkcji uranu i odstąpienie od programu nuklearnego. Umowa uchroniła świat i region przed eskalacją napięcia i konfliktem zbrojnym na trudna do przewidzenia skalę i była postrzegana jako sukces pokojowego kursu międzynarodowej polityki.

Jednak na początku roku prezydent Trump jednostronnie zerwał tę umowę i na dodatek próbuje zmusić Europę, by poszła w jego ślady, choć wszelkie instytucje kontrolujące zapewniają, że Iran wywiązuje się ze swych zobowiązań. Ocenione to zostało jednoznacznie jako przygotowanie do interwencji militarnej w Iranie.

Na specjalnej konferencji prasowej ambasador Iranu w Polsce – Ramin Mehman Parast zaapelował do Polski o mediację między jego krajem a USA, by przestrzegały one międzynarodowych umów przez siebie podpisanych.

– Gdybyśmy byli przekonani, że bezpośrednie negocjacje z Amerykanami mają jakikolwiek sens, to byśmy je podjęli. Ale widzimy, że bez względu na to, co się ze Stanami Zjednoczonymi wynegocjuje, to nie można im ufać. Od Polski, jako od niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ oczekujemy, że będzie skłaniać Stany Zjednoczone do przestrzegania i egzekwowania postanowień ONZ – powiedział ambasador.

Na razie brak oficjalnych sygnałów, jak na tę propozycje zareaguje strona polska.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że ambasador Iranu zbyt wielkie nadzieje pokłada naszym kraju. Lokajski stosunek Polski do USA raczej wyklucza możliwość wpływu na Donalda Trumpa.

Bez niespodzianki

Niespodzianki nie było: Amerykanie zawetowali rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ potępiającą „nieproporcjonalne” użycie siły przeciw manifestantom w Strefie Gazy, gdzie od końca marca zginęły co najmniej 123 osoby a ponad 4 tys. zostało rannych od izraelskich kul. USA sprzeciwiły się postulatowi ustanowienia międzynarodowej ochrony Palestyńczyków: zaproponowały inną rezolucję, w której odpowiedzialność za śmierć i rany manifestantów ponosi nie Izrael, lecz palestyński Hamas administrujący Strefą.

 

Z powodu amerykańskiego weta upadła negocjowana od dwóch tygodni rezolucja projektu kuwejckiego, która po licznych międzynarodowych poprawkach zwracała się o więcej „środków gwarantujących bezpieczeństwo i ochronę” Palestyńczyków. Według tekstu, sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres miał w ciągu dwóch miesięcy stworzyć „mechanizm ochrony międzynarodowej”.

Ambasadorka amerykańska Nikki Haley określiła tę propozycję jako „bezczelnie jednostronną”. Według niej, to nie izraelska blokada, lecz Hamas jest winien „opłakanych warunków życia w Strefie Gazy”. „Albo popieracie Hamas, albo go nie popieracie. Wasze głosy to powiedzą” – mówiła Haley w swym tradycyjnym, mocnym stylu i ogłosiła weto w imieniu swego kraju. Dyplomacji amerykańskiej, po silnych naciskach, udało się jedynie uzyskać 4 głosy wstrzymujące się: Etiopii, Polski, Wielkiej Brytanii i Holandii, pozostałe 10 państw, w tym Francja, głosowały za.

Pierwszy raz w historii Rady Bezpieczeństwa Stany Zjednoczone zdobyły tylko jeden pozytywny głos dla swego projektu rezolucji – swój własny. 11 państw (w tym Polska) wstrzymało się od głosu, a trzy były przeciw. Nikki Haley natychmiast potępiła to głosowanie: „Oto dowód, że Narody Zjednoczone są tendencyjne w stosunku do Izraela”.