Czy Afganistan mógł być socjalistyczny?

W dzisiejszych mediach Afganistan jest przedstawiany wyłącznie w odniesieniu do fundamentalizmu islamskiego, dżihadu, lokalnych watażków i karteli narkotykowych. Te problemy to smutny fakt – ale nie zawsze tak było. 40 lat temu rewolucja niemal wyrwała ten kraj z zacofania, lecz została pokonana przez wspieraną przez imperialistów fundamentalistyczną kontrrewolucję.

– Położenie geograficzne Afganistanu, a także osobliwy charakter jego mieszkańców, nadają temu krajowi znaczenie polityczne, które trudno przecenić w sprawach Azji Środkowej – pisał już Engels. Afganistan łączy Azję Środkową z Azją Południową, a jego położenie odegrało i odgrywa bardzo ważną rolę. W XX wieku kraj ten stanowił strefę buforową między Indiami Brytyjskimi a carską Rosją. Brytyjczycy próbowali go zająć, ale nie udało im się to całkowicie. Udało im się jednak zająć część regionu zamieszkiwanego przez Pasztunów i podporządkować go sobie poprzez Indie Brytyjskie. Tamten podział miał znaczące konsekwencje i został wykorzystany przez Amerykę i Pakistan do przeciwdziałania rewolucji i kontrolowania kraju.
Wróćmy jednak do początku XX stulecia. Wówczas to król Amanullah – antyimperialista, inspirujący się w swoich działaniach reformami Kemala Ataturka – próbował zmodernizować Afganistan, ale nie odniósł sukcesu. Jak zauważył wówczas, w 1923 r., Lew Trocki: „Oto inny naród na Wschodzie, który zasługuje dziś na szczególną wzmiankę […]. Jest to Afganistan. Rozgrywają się tam dramatyczne wydarzenia, w które wplątana jest ręka brytyjskiego imperializmu. Afganistan będąc krajem zacofanym robi pierwszy krok w kierunku europeizacji i zagwarantowania sobie niepodległości na bardziej kulturalnych podstawach. Postępowe narodowe elementy Afganistanu są u władzy, więc brytyjska dyplomacja mobilizuje i uzbraja wszystko, co jest w jakikolwiek sposób reakcyjne zarówno w tym kraju, jak i wzdłuż jego granic z Indiami, i rzuca to wszystko przeciwko postępowym elementom w Kabulu. Napaść na Kabul, zorganizowana przy pomocy środków brytyjskich, odbywa się pod rządem pacyfisty MacDonalda.”. Porażka Amanullaha w modernizacji Afganistanu wynikała też z braku narodowej burżuazji, klasy, która przeprowadziła rewolucję przemysłową w Europie i założyła państwa narodowe.
Afganistan i rewolucja kolonialna
W wielu częściach świata rok 1968 był rokiem masowych ruchów i protestów. Afganistan i sąsiedni Pakistan nie były wyjątkiem. Wskazany rok przyniósł im falę strajków studenckich i robotniczych. Żądania studentów obejmowały reformę edukacji i programów nauczania, protesty przeciwko polityce przyjmowania imigrantów itp. Żądania robotników obejmowały podwyżki płac, lepsze warunki pracy, urlopy, mniejszą liczbę godzin pracy, ubezpieczenie zdrowotne i medyczne. – Sporadyczne wsparcie studentów – w niektórych przypadkach nawet wsparcie nastoletniej młodzieży – dla strajku robotników zaskoczyło wielu w Kabulu – pisze o tych dniach znana badaczka dziejów Afganistanu Louise Dupree. Zaznacza ona, że poziom świadomości politycznej wśród uczniów był wysoki. – W niektórych klasach uczniowie często odmawiają słuchania anty-marksistowskich poglądów. Wytworzyła się atmosfera, w której niewielu pracowników naukowych może przychylnie dyskutować o czymkolwiek związanym z Zachodem.
Historyczka zauważyła również, że do demonstracji studenckich i pracowniczych zachęcała dostępność wiadomości ze świata. Choćby wieści o studentach i robotnikach na barykadach Paryża inspirowały młodych Afgańczyków. Niemniej za wystąpieniami klasy pracującej stała również zorganizowana praca Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu (PPDA). Strategią tej partii było prowadzenie pracy politycznej wśród robotników.
Garść marksistowskiej teorii: w krajach kolonialnych i byłych koloniach niemożliwy jest dalszy postęp w oparciu o stare stosunki społeczne. We wszystkich tych krajach problemy rewolucji narodowo-demokratycznej, rewolucji agrarnej, likwidacji pozostałości feudalnych i przedfeudalnych nie mogą być rozwiązane na wzór klasycznych rewolucji burżuazyjnych z Francji 1789 roku. Burżuazja krajów kolonialnych powstała zbyt późno, w sytuacji, gdy stosunki kapitalistyczne dominowały już na całym świecie. Z tego powodu burżuazja narodowa w krajach kolonialnych nie była w stanie odegrać żadnej postępowej roli, jaką burżuazja zachodnia odegrała w rozwoju społeczeństwa kapitalistycznego w swoich krajach setki lat wcześniej.
Burżuazja w krajach kolonialnych jest zbyt słaba, jej własne zasoby są zbyt małe, aby konkurować z przemysłowymi gospodarkami kapitalistycznego Zachodu. Jest związana tysiącem nici z jednej strony ze starym społeczeństwem, a z drugiej z imperializmem, co czyni je siłą broniącą status quo. To proletariat ma za zadanie przeprowadzić narodowo-demokratyczną rewolucję przeciwko feudalnym pozostałościom, a jednocześnie – rewolucję socjalistyczną przeciw burżuazji.
Zgnilizna stosunków społecznych, względna słabość imperializmu oraz potężny wzrost przemysłu i stabilizacja Chin w okresie powojennym doprowadziły do wielkich wstrząsów społecznych i rewolucji w krajach kolonialnych. Ale stalinowska degeneracja rewolucji rosyjskiej i deformacja, która od samego początku dotknęła i rewolucję chińską (mimo jej niezaprzeczalnych osiągnięć) oznaczały z kolei, że rewolucja w krajach kolonialnych zaczynała się z ograniczonymi perspektywami narodowymi i z zasadniczymi problemami. Takie było tło rewolucji w Afganistanie, a z kolei podstawa jej porażki i zwycięstwa kontrrewolucji.
Lewicowa organizacja
Ludowo-Demokratyczna Partia Afganistanu (PDPA) została założona 1 stycznia 1965 roku w domu Nur Muhammeda Tarakiego. Cel partii został opisany w tych słowach, wygłoszonych na pierwszym partyjnym kongresie: „Wiemy, że walczymy w imieniu jednych klas przeciwko innym klasom i że zamierzamy zbudować takie społeczeństwo na zasadach społecznych w interesie pracujących, które jest pozbawione indywidualnego wyzysku”.
Jednak wkrótce po założeniu, w 1967 r. partia stanęła w obliczu rozłamu, głównie w kwestii opozycji wobec króla. Dwa główne ugrupowania, które się wyłoniły, nazwane zostały tak, jak wydawane przez nie pisma. Parczam (dosł. Sztandar) zorientowany był bardziej narodowo, jego baza znajdowała się głównie wśród miejskiej klasy średniej, a praca działaczy – bardziej skoncentrowana w siłach zbrojnych. Przeciwna jej frakcja Chalk (Lud) działała według ściślej rozumianych linii klasowych, a jej bazą była miejska klasa robotnicza i biedota wiejska. To, że PDPA nie miała szerokiej bazy, jest mitem – afgańscy historycy wykazali, że PDPA miała masowe poparcie nawet na wsi afgańskiej. Była nawet zdolna założyć swoje koła wśród Pasztunów pakistańskich, po drugiej stronie granicy.
W 1973 r. Mohammad Daud Chan, kuzyn króla Zahera, obalił afgańską monarchię drogą przewrotu pałacowego. Miał przy tym poparcie działaczy Parczamu. Daud utrzymywał bliskie stosunki ze Związkiem Radzieckim, a w pierwszych latach jego rządów afgańscy socjaliści cieszyli się swobodą działalności. Jednak po zjednoczeniu dwóch frakcji partyjnych w 1977 r., w obliczu ich rosnących wpływów wśród urzędników i w wojsku, komunistów uznano za zagrożenie.
Rewolucja
18 kwietnia 1978 r. związkowiec i przywódca Parczamu, Mir Akbar Chajber, został w tajemniczy sposób zamordowany. Tysiące ludzi zebrało się na jego pogrzebie w Kabulu. 26 kwietnia reżim Dauda aresztował tysiące członków partii, w tym jej przywódcę Nur Muhammada Tarakiego. Dwa dni później 28 kwietnia 1978 r., PDPA przejęła władzę w wyniku zamachu stanu, kierowanego przez ludzi z frakcji Chalk. Nie zamierzali oni czekać, aż władze zdławią ruch komunistyczny.
Rewolucja była zaskoczeniem – i dla ZSRR, i dla samych działaczy PDPA, którzy przystąpili do akcji, bo rozumieli, że jest to po prostu kwestia przetrwania. Rząd zaczął już wszak nakręcać czystkę wymierzoną w komunistów. W zamachu stanu wzięło udział ok. 250 czołgów i pojazdów opancerzonych, a oficerowie, będący członkami partii, objęli dowództwo nad siłami naziemnymi i powietrznymi. Do godziny 17:30 28 kwietnia władza była w rękach rebeliantów. Aresztowany przywódca partii został wypuszczony z więzienia jako zwycięzca. Radio Kabul, a także lotniska w Bagram i Kabulu były pod ich kontrolą.
– Zamach stanu z kwietnia 1978 roku opierał się na ruchu elity armii, intelektualistów i najwyższych warstw zawodowych klasy średniej w miastach. Zorganizowali oni przewrót przede wszystkim jako środek zapobiegawczy przeciwko przygotowywanym próbom eksterminacji ich samych i ich rodzin. Działali z pobudek samozachowawczych, ale także z myślą o wprowadzeniu Afganistanu do nowoczesnego świata – pisał o rewolucji kwietniowej, albo, od nazwy afgańskiego miesiąca, sauryjskiej, brytyjski marksista Ted Grant.
Naturalnym modelem dla afgańskich rewolucjonistów był Związek Radziecki – kraj, w którym życie polityczne było sterowane odgórnie, z gospodarką planową.
Walka o emancypację Afganistanu
PDPA odziedziczyła kraj w ponurych warunkach. Problemy społeczne były głębokie i rozległe. Był to jeden z najbiedniejszych krajów na świecie. W chwili wybuchu rewolucji ludność kraju liczyła około 15,1 mln, z czego 13 mln żyło na wsi, a półtora miliona było koczownikami. Analfabetyzm dotyczył 95 proc. społeczeństwa. Z ogólnej powierzchni kraju jedynie 12 proc. stanowiły ziemi uprawne. 60 proc. ziemi potencjalnie nadającej się pod uprawę leżało co roku odłogiem, tyleż z powodu braków wody, co z powodu niewydolności zacofanego, feudalnego systemu, który dominował na wsi. Rząd PDPA szacował, że 45 proc. ziemi uprawnej znajdowało się w rękach 5 proc. właścicieli ziemskich. Drobni chłopi żyli w nędznych warunkach pod ciężarem narosłych przez pokolenia długów, głównie wobec wielkich właścicieli.
W 1978 r. ani jedna wioska w Afganistanie nie miała elektryczności. Pod względem zdrowia, edukacji, komunikacji i innej infrastruktury społecznej kraj ten był jednym z najbardziej zacofanych na świecie. Baza przemysłowa była słaba, zaspokajała jedynie 10-15 proc. popytu konsumentów na odzież, obuwie czy cukier. Proletariat przemysłowy liczył zaledwie 40-50 tys. osób i był skoncentrowany w czterech lub pięciu ośrodkach miejskich, z Kabulem na czele.
Mimo niezwykle trudnych warunków, w jakich znalazł się rząd PDPA po przejęciu władzy, był on zdeterminowany, by zmienić losy Afganistanu. Natychmiast po przejęciu władzy rząd rozpoczął serię radykalnych reform.
Pierwszym znaczącym aktem była nacjonalizacja przemysłu, co przyniosło efekty po kilku latach. Na przykład w 1978 r. przemysł przetwórczy i wydobywczy przynosił tylko 3,3 proc. dochodu narodowego. W 1983 roku było to 10 proc.
Rządowy dekret nr 6 znosił długi chłopów wobec bogatych rolników i właścicieli ziemskich, zdejmując z barków biednych chłopów ogromny ciężar, który ciążył na nich od wieków, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Dekret nr 7 wprowadzał reformy małżeńskie. Zakazano małżeństw kilkuletnich dzieci i zdelegalizowano nakaz zapłaty za żonę.
Rozdzielano ziemię i wprowadzono rolnictwo kolektywne. Nałożono limity na własność ziemi. Były to niezwykle ważne reformy z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej i ekonomicznej, ale jeszcze ważniejsze z punktu widzenia poprawy produkcji rolnej. Po pierwszym roku sprawowania władzy szacowano, że 822 500 akrów zostało rozdzielonych pomiędzy 132 000 rodzin. Dystrybucja wody przeszła w ręce państwa pod zarząd Ministerstwa Rolnictwa. Podobne reformy wprowadzono w celu zlikwidowania analfabetyzmu. Ważną reformą w tym zakresie było upaństwowienie prasy drukarskiej, co miało znaczenie dla zwiększenia dostępności materiałów edukacyjnych, ale także umożliwiło przygotowanie materiałów dydaktycznych i edukacyjnych w małych regionalnych językach. Wprowadzono równouprawnienie kobiet, a także płatne urlopy macierzyńskie.
Były to reformy były niespotykane w całym regionie.
W ciągu pięciu lat poprzedzających rok 1983 wybudowano 100 nowych fabryk. W zakresie infrastruktury nastąpił 84-procentowy wzrost liczby łóżek szpitalnych i 45-procentowy wzrost liczby lekarzy.
Powszechnie panuje błędne przekonanie, że amerykański imperializm zaczął interweniować w Afganistanie dopiero po zaangażowaniu się w tym kraju Związku Radzieckiego. Było inaczej: już w marcu 1979 roku CIA wysłała do prezydenta Jimmy’ego Cartera swoją pierwszą tajną propozycję wsparcia kontrrewolucji w Afganistanie. Amerykanie dotarli do Arabii Saudyjskiej i Pakistanu, aby dopracować jej strategię. Dolary i liberalizm świata zachodniego w połączeniu z wahhabizmem Arabii Saudyjskiej, wspierane strategicznie przez pakistańskiego dyktatora wojskowego, generała Zia ul-Haqa, stworzyły nieświęty sojusz w celu przeciwdziałania rewolucji. Tego lata administracja Cartera upoważniła CIA do wydania 500 000 dolarów na kampanię. Tak hodowano islamski fundamentalizm.
Rewolucja miała swoje specyficzne słabości. Jedna z nich była obiektywna: głębokie zacofanie gospodarcze i społeczne kraju, które oznaczało, że mała klasa robotnicza nie odegrała niezależnej roli w rewolucji. Inną słabością była organizacja PDPA: wkrótce po przejęciu władzy rozpoczęła się wewnętrzna i krwawa walka o władzę wzdłuż linii frakcyjnych. Inna sprawa, że podziały frakcyjne były również podsycane przez interwencję Związku Radzieckiego. Moskwa poparła skrzydło Parczam przeciwko Chalk, która to frakcja sprzeciwiała się wkroczeniu wojsk radzieckich do Afganistanu. W grudniu 1979 r., gdy Związek Radziecki podjął interwencję militarną, frakcja Parczam pozbyła się rywali. Ludziom Chalk wydawało się, że ogłoszenie, że Afganistan jest w polityce międzynarodowej państwem niezaangażowanym może stworzyć dla rządu przyjazne środowisko. W rzeczywistości kraj stał się polem bitwy dwóch potęg, a jego specyfika tylko sprzyjała kontrrewolucji:w górzystym kraju armia radziecka nie mogła sobie poradzić ze wspieranymi przez USA fundamentalistami.
Stopniowo wszystkie reformy były cofane, ponieważ reżim próbował pogodzić się z opozycją. W 1988 r. Związek Radziecki wycofał się. Rząd PDPA utrzymał się jeszcze do 1992 r., Potem władzę przejęła grupa mudżahedinów wspierana przez Pakistan, która przejęła władzę i brutalnie zamordowała przywódcę Parczamu Nadżibullaha. Byli to właśnie talibowie.
Trwająca 26 lat fundamentalistyczna kontrrewolucja zepchnęła Afganistan z powrotem w barbarzyństwo. Dotknęła nie tylko Afganistan, ale cały region, a zwłaszcza Pakistan. Heroina była wykorzystywana jako środek do finansowania kontrrewolucji i mudżahedinów. Ta strategia doprowadziła do powstania pierwszego na świecie państwa narkotykowego.

Oryginalny tekst ukazał się na stronie marxist.com. Tłumaczenie: Wojciech Łobodziński (strajk.eu)..

„Szturmem chcieli zdobyć niebo…” (cz. X)

„Około drugiej nad ranem Dąbrowski przychodzi na Ratusz. Jest blady, znużony, kontuzjowany w pierś odłamkiem kamienia. Opisuje Komitetowi Ocalenia Publicznego wkroczenie wersalczyków, popłoch w Passy i własne nadaremne usiłowania zmierzające do zebrania ludzi. Komitet tak dalece nie znał sytuacji wojskowej, że to nagłe najście nieprzyjaciela wywołało u wszystkich jego członków wielkie zdziwienie. Dąbrowski, który niedokładnie zrozumiał, o co im chodzi, woła: Jak To? Komitet Ocalenia Publicznego ma mnie za zdrajcę! Życie moje należy przecież do Komuny. Jego wzburzenie i głos świadczą o miotającej nim wielkiej rozpaczy”
(Lissagaray, „Historia Komuny Paryskiej 1871”)

Jarosław Dąbrowski przystąpił do Komuny Paryskiej już w pierwszym dniu jej istnienia tj. 18 marca. Na jednej z pierwszych narad (być może nawet na pierwszej) Komitetu Centralnego Gwardii Narodowej przedstawił śmiały plan podjęcia natychmiastowej ofensywy przeciwko zbiegłym z Paryża wojskom wersalskim i rządowi. Przekonywał, że należy wykorzystać ich chwilową słabość i demoralizację oraz entuzjazm pierwszych chwil zwycięstwa wśród gwardzistów i ludu paryskiego. Kiedy członkowie Komitetu gasili jego zapał zasłaniając się „brakiem mandatu od narodu”, powiedział: „Całe swe życie byłem żołnierzem, przywykłem rozumować po wojskowemu. Jesteście krótkowzroczni, widzicie tylko o dwa kroki przed sobą… Prędzej czy później, a będziecie musieli walczyć. Ale może być już za późno”. Dąbrowski ostrzegał ich także przed podejmowaniem jakimikolwiek prób rokowań z rządem wersalskim. Już wtedy było wiadomo, że stojący na jego czele Adolf Thiers, to zaciekły wróg robotników, nie zamierzający pertraktować z Komuną, którą uważał za „bunt przestępczy”.
„Uwag Dąbrowskiego – cytuję fragment książki Eligiusza Kozłowskiego pt. „Na barykadach Paryża 1871 (Wydawnictwo MON, Warszawa 1971) – nie wzięto jednak pod uwagę, natomiast Komuna zajęła się przez dziesięć dni wyborami, marnotrawiąc drogocenny czas. Zamiast organizować wojska i machinę dowodzenia, wybierano urzędników, delegatów, rozsyłano ogólniki, pisma… Komunie grozi zalew papierków. Strona przeciwna zaś nie chciała rokowań i szykowała się do krwawej rozprawy. Uruchomiła w tym celu najbardziej niewybredną propagandę, zwiększyła siły, zadbała o pomoc u swych pogromców – Prusaków.
Dąbrowski jednak nie skapitulował. Gdzie tylko mógł, stale podkreślał konieczność podjęcia działań ofensywnych, ofiarował w tej mierze swoje usługi, rozmawiał na ten tematy z generałem Cluseretem, działaczem Komuny, lecz ten zdecydowanie odrzucał oferty Dąbrowskiego. (…) Dąbrowski, który wstąpił do Komuny, aby walczyć o wolność przeciw ciemiężycielom takim jak Thiers, otrzymał tylko dowództwo 12 legii, która wypowiedziała się za nim jednogłośnie.
Mianowani przez Komunę trzej dowódcy: Duval, Berget, Edoux nie uderzyli również od razu, jak radził Dąbrowski, na Wersal, a nawet z nie znanych bliżej przyczyn nie zdobyli się na zajęcie potężnego fortu Mont Vlerian, którego załoga chciała podporządkować się Komunie. Działania zaczepne podjęli oni dopiero 3 kwietnia, które, choć przeprowadzone znacznymi siłami, zakończyły się pełnym niepowodzeniem już następnego dnia. Porażka ta otworzyła oczy niektórym przywódcom na niedomagania w dowództwie i w organizacji. Podniosły się również głosy krytyki, wśród których najczęściej powtarzały się żądania postawienia na czele wojsk Komuny odpowiedzialnych dowódców. Wówczas to po raz pierwszy na posiedzeniach władz Komuny padło nazwisko Jarosława Dąbrowskiego.
Wolą większości Rady Komuny i Komitetu Centralnego Gwardii Narodowej 7 kwietnia przekazano Polakowi komendanturę miasta oraz oddział podlegający dotychczas generałowi Bergerowi, którego zdymisjonowano. Generał Cluseret otrzymał stanowisko delegata Komuny do spraw wojskowych.”
„Jeszcze tego samego dnia sfederowani z Neuilly – pisał o Dąbrowskim Lissagaray w swoich wspomnieniach – ujrzeli młodego człowieka niskiego wzrostu, odzianego w skromny mundur; obchodził pieszo przednie straże pod ogniem nieprzyjaciela. Zamiast francuskiej porywczości, pełnej werwy i blasku – zimna i jakby nieświadoma odwaga Słowianina. W ciągu kilku godzin nowy dowódca podbił serca wszystkich podkomendnych. Pokazał też niebawem co potrafi. W noc na dziewiątego kwietnia w towarzystwie Vermorela z dwoma batalionami z Montmartre zaskoczył wersalczyków w Asniéres, wypędził ich stamtąd, zdobył ich działa i, zająwszy tory kolejowe wraz z pociągiem pancernym, ostrzelał ogniem flankowym Courbevoie i most Neuilly. Brat jego [Teofil – przyp. L.F) zdobył zamek Bécon.” Tym sposobem – jak ocenił te działania historyk Eligiusz Kozłowski – zostało zażegnane niebezpieczeństwo opanowania prawego brzegu Sekwany przez wersalczyków i stworzenia na tam przez nich przyczółków do ofensywy w głąb Paryża.
Aparat sztabu generalnego Komuny – pisze dalej Lissagaray: „działał tak nieudolnie, że Paryż nie dowiedział się nawet o tym zwycięstwie. Ten wspaniały atak był dziełem jednego człowieka, podobnie jak obrona fortów była żywiołowym odruchem gwardii narodowej. Wciąż jeszcze nie było ogólnego kierownictwa. Każdy robił, co uważał za stosowne. Gdy komu potrzeba było dział czy posiłków, biegł starać się o nie dokąd tylko mógł: do komendy placu, na Ratusz, do Komitetu Centralnego, czy do generalissimusa Clusereta. (…)
Ludzie, którzy często bywali na Ratuszu, mogli spodziewać się jeszcze gorszych rzeczy. Jakżeż nieliczni spośród wybranych zdawali się rozumieć, jaki ogrom odpowiedzialności na nich ciąży; jak wielu z nich stale opuszczało posiedzenia! W dniach trzydziestym marca, czwartym i piątym kwietnia już po upływie kilku godzin na sali nie było niezbędnego quorum. Dnia dziewiątego kwietnia trzeba było uchwalić, że nieobecnym wstrzyma się wypłatę diet. Większość przychodzi na posiedzenia nie przygotowana, skora go głosowania pod pierwszym wrażeniem. Ratusz przypomina obradujący klub la Corderie. Wczorajsze postanowienia idą w zapomnienie.(…) Sprawy rozstrzygało się w sposób połowiczny. Komuna powołuje sądy wojskowe i sąd polowy, pozostawia jednak Komitetowi Centralnemu ustalenie procedury i wykonanie wyroków. (…) Znosi szarżę generała, jej delegat zaś nadaje ją wyższym dowódcom.” Po wymienieniu jeszcze innych przykładów braku konsekwencji i błędnych postanowień wydanych przez organy Komuny Paryskiej Lissagaray, stwierdza z ubolewaniem, że „pozostaje [ona] głucha na rozpaczliwe wołania Dąbrowskiego” o przysłanie mu posiłków na przydzielony mu najważniejszy odcinek obrony Paryża, bez przerwy szturmowany przez wersalczyków.
„Przez sześć tygodni – cytuję ponownie fragment książki Eligiusza Kozłowskiego –Dąbrowski bronił tego odcinka, odpowiadając na każdy atak wersalczyków kontratakiem, lecz jego siły były niewystarczające, aby złamać przeciwnika lub też zadać mu miażdżący cios. Miał podobno 1800, według innych zaś 4000–5000 żołnierzy oraz znikomą ilość dział. Rzadko otrzymywał natomiast uzupełnienia, o wymianie walczących jednostek w ogóle nie było mowy. Żołnierze przebywali na linii frontu w nieustannym ogniu po kilkanaście dni. Szwankował dowóz amunicji i żywności. W swoich raportach o zwycięskich bojach na próżno wspominał o brakach w zaopatrzeniu i fizycznym wyczerpaniu żołnierzy.(…)
W swoich raportach wskazywał również Dąbrowski na fakt, iż dalsza walka będzie możliwa tylko wtedy, jeśli ulegnie zmianie cały system dowodzeni i organizacji, a na czele wojsk i sztabów Komuny staną ludzie w pełni odpowiedzialni i świadomi swoich zadań i obowiązków. Podkreślał konieczność wprowadzenia surowej dyscypliny oraz respektowania wszystkich wyroków sądów polowych. Często bowiem zdarzało się tak, że skazany prawomocnym wyrokiem dezerter w imię źle rozumianej idei rewolucji zwalniały go od wszelkiej odpowiedzialności”.
W okresie od 12 do 19 kwietnia dowodzone przez Dąbrowskiego nieliczne oddziały komunardów, bez wsparcia artylerii, dokonywały cudów waleczności, odpierając wielokrotne natarcia wojsk wersalskich. Pisał o tym dowódca 192 batalionu „sfederowanych”(tak nazywano oddziały komunardów): „Męstwo i zimna krew Dąbrowskiego są godne podziwu. Rzadko spotyka się wodzów takiej energii i inicjatywy… Z takim wodzem i z takimi żołnierzami odnieślibyśmy zwycięstwo, gdyby niedbalstwo idące z góry nie było tak wielkie…Zwycięstwa nie odniesiemy jednak, jeśli minister wojny, organizator dezorganizacji, nie przyśle artylerii…Przysyłając nam armaty bez pocisków, bataliony bez dowódców, oficerów bez żołnierzy…Zamiast niszczyć domy artylerią, zdobywa się je za pomocą bagnetów lub podpala zapałkami”.
„Oburzenie wśród gwardzistów – pisze Eligiusz Kozłowski – na najwyższe dowództwo Komuny osiągnęło w tych dniach granice najwyższego napięcia, zagrażając przede wszystkim dyscyplinie, która i tak pozostawała wiele do życzenia. Dały się słyszeć głosy o nieudolności, a nawet o zdradzie. Najcięższe gromy spadały oczywiści na generała Clusereta jako delegata Komuny do spraw wojskowych”. (…)
„Cluseret pomijał milczeniem raporty Dąbrowskiego, a nawet chował je przed władzami zwierzchnimi. Przejawiała się w tym wyraźna zawiść Clusereta i jakieś osobiste animozje.(…)
Usiłując podreperować nadszarpnięta reputacje Cluseret zaatakował Dąbrowskiego. Czynił to z tym większa zaciętością, jako że wszędzie zaczęły podnosić się glosy, iż Polakowi należy oddać naczelną komendę.(…)
W związku z niepowodzeniami na frontach walki z wersalczykami, blankiści stanowiący najsilniejszą grupę polityczną w Komunie, rzucili hasło ogłoszenia dyktatury wojskowej i zastąpienia nią nieudolnych organów komisji wojskowej. Wśród ewentualnych kandydatów na dyktatora wymieniono nazwisko Dąbrowskiego, który poparł bez zastrzeżeń wniosek blankistów, widząc w nim jedyny ratunek dla ginącej Komuny. Żądania powołania takiej władzy wyszły również od niektórych dowódców batalionów. Jeden z nich pisał: Chociaż nienawidzę dyktatury, to jednak wychodzę z siebie, gdy widzę, że minister – zamiast działać – wydaje dekrety. Zaniepokojone tymi głosami głosami naczelne władze Komuny zdecydowały się wręczyć generałowi Cluseretowi dymisję, a nawet aresztować go. (…) Cluseretowi brak było pełnej świadomości celów Komuny, a jeśli nawet ją znał, należy wątpić, czy je podzielał. W Komunie szukał raczej osobistego wybicia się i laurów.
27 kwietnia odbyła się w kole blankistów decydująca narada, na której byli obecni Dąbrowski i Wróblewski. (…) Dąbrowski (…) ostro krytykując niedowład organizacji wojskowej przedstawił własny, jasny i konkretny plan zmiany położenia wojskowego Komuny. Opowiedział się więc za dyktaturą, której zadaniem byłaby przede wszystkim reorganizacja sił zbrojnych i systemu dowodzenia, proponował następnie podjęcie ofensywy przeciw wersalczykom (uważał bowiem, iż istniały jeszcze szanse jej powodzenia) oraz pociągnięcie do wojny rewolucyjnej w całej Francji. Był też rzecznikiem surowej dyscypliny i zasady jednoosobowego dowództwa. Sprzeciwiał się również systemowi obieralności dowódców. Dąbrowskiego poparli: blankista Gerardin, który wystąpił z żądaniem powołania, na wzór 1793 roku Komitet Ocalenia Publicznego, oraz Rossel. Ten ostatni zastąpił już bodajże 30 kwietnia generała Clusereta na stanowisku delegata do spraw wojskowych.(…)
Rządy Rossela rozpoczęły się od prób uporządkowania hierarchii urzędów wojskowych i ich kompetencji, szczególnie zarządzania artylerią, amunicją i zaopatrzeniem. 5 maja wydał on rozkaz o podziale linii frontu na trzy odcinki, z których prawy przekazał generałowi Dąbrowskiemu, lewy generałowi Wróblewskiemu, a centralny – generałowi La Cécilia. Równocześnie oddziały walczące na poszczególnych odcinkach zostały scalone w jednostki zwane armiami. Reformy Rossela, jakkolwiek zdążały we właściwym kierunku, nie przyniosły jednak dodatnich wyników.
Tuż po upadku bardzo ważnego w systemie obrony Paryża fortu Issy, Rossel stwierdził, że sytuacja wojskowa jest niemal beznadziejna i podał się do dymisji. Niemalże w tym samym czasie (albo tuż przed), powołany, zapewne pod naciskiem blankistów, Komitet Ocalenia Publicznego mianował naczelnym wodzem Komuny generała Jarosława Dąbrowskiego, dotychczasowego dowódcę 1 armii. „Rossel – pisze Eligiusz Kozłowski – był tą decyzją zaskoczony, jako że została podjęta bez jego wiedzy, i spowodował odwołanie nominacji. Wypadek ten jest niewątpliwie bardzo pouczającym przykładem całkowitego chaosu, jaki opanował Komunę w przełomowych dla niej chwilach”.
Rossel został wkrótce aresztowany przez Komunę. Udało mu się jednak uciec. Między innymi szukał u Dąbrowskiego opieki i pomocy. Dąbrowski niemal bez przerwy przebywał na pierwszej linii frontu, więc Rossel ukrywał się gdzie indziej. Po upadku Komuny został wzięty do niewoli przez wersalczyków i skazany na śmierć. Wyrok wykonano 28 listopada 1871r.
Cokolwiek by sądzić o zdymisjonowanych przez Komunę dowódcach wojskowych: Rosselecie, Cluserecie, Bergrecie, ich los mógł stanowić swoistego rodzaju przestrogę dla Dąbrowskiego. Poniekąd tym motywem można by było tłumaczyć jego gwałtowną reakcję, na widok wielkiego zdziwienia w twarzach członków Komitetu Ocalenia Publicznego, gdy o drugiej rano 22 maja 1871 r. składał im meldunek o tragicznej sytuacji na froncie walki. Jego pełne oburzenia słowa: „Jak To? Komitet Ocalenia Publicznego ma mnie za zdrajcę! Życie moje należy przecież do Komuny”, bardziej jednak wynikały z innego – acz chwilowego – źródła nieporozumienia. Ale o tym napiszę w następnym odcinku niniejszego cyklu.

Czy wiek XXI będzie wiekiem Azji i socjalistycznych Chin?

Na Azję zwrócone są oczy całego świata. Budzi ona podziw a u niektórych nieukrywany strach. Nawet w poważnych dyskusjach w tzw. „towarzystwach” formułowane są poglądy, że już królowa Saba przepowiadała, że Azja zaleje świat i przyszłość należy do żółtej rasy.

Znany politolog amerykański Samuel Huntington obwieścił przed laty, że w 21. stuleciu będą miały miejsce wielkie konflikty a nawet wojny cywilizacji, których wymienił kilka, ale najważniejszy ma polegać na sprzeczności między Wschodem a Zachodem, a w szczególności między cywilizacją amerykańską (w rzeczywistości europejsko-amerykańską, czyli cywilizacją białego człowieka), a cywilizacją chińską.
Czy światu grozi nowa wojna tym razem między USA a Chinami?
Oczywiści dostrzegał także inne np. hinduską, judaistyczno-żydowską, islamsko-arabską, a także rosyjską jako kulturowo-religijną kontynuację bizantyńskiej, ale ze względu na potencjały gospodarcze, ludnościowe i militarne decydujący będzie konflikt interesów między USA i ewentualnie Europy a Chinami.
Tezę tę potwierdzają wydarzenia ostatnich lat, a w szczególności polityka i wypowiedzi prezydenta D.Trumpa, który w trakcie swych rządów wielokrotnie definiował Chiny jako główny problem amerykańskiej polityki. Już nie Rosja, nawet więcej znaków zapytania pojawiło się w relacjach USA z partnerami z Europy zachodniej, ale głównym zagrożeniem gospodarczym i handlowym stały się Chiny, na co Trump odpowiadał szantażem politycznym i wojskowym, wojną handlową, sankcjami, embargiem. Doprowadził do zimnej wojny i kryzysu handlowego z Chinami. Trump przegrał wybory i utracił stanowisko prezydenta USA, ale skutki jego polityki nowej wojny handlowej z Chinami ponosić będzie gospodarka amerykańska pod rządami nowego prezydenta. Ocenia się, że w wyniku wojny handlowej Trumpa z Chinami deficyt USA z tym państwem przyniesie w latach 2021- 2025 spadek amerykańskiego PKB o 1,6 bln dol. Przyroda, podobnie jak polityka i handel nie znoszą próżni, na miejsce firm amerykańskich już szykują się firmy europejskie. Zapewne osłabia to zaangażowanie głównie Niemiec w przygotowywanej awanturze wojennej. Obserwatorzy relacji USA – Chiny coraz częściej mówią o wzroście napięcia politycznego, a nawet możliwościach konfliktu wojennego. Świadczą o tym konflikty zastępcze w relacjach z KRLD, Tajwanem, na Morzu Południowo-Chińskim podsycanie secesji w Tybecie, a przede wszystkim w Sincjangu, gdzie od wielu lat ośrodki na zachodzie pomagają w dążeniach turkiestańskich separatystów do oderwania się od ChRL. Niemałą rolę w tych działaniach pełnią tybetański „rząd” na uchodźdztwie w Indiach, podobnie jak „rząd” Sincjangu na uchodźdztwie w RFN.
Generał Ben Hodges (najwyższy dowódca sił zbrojnych USA w Europie) stwierdził w 2018 r., że „za 15 lat będziemy (USA-Z.W.) mieli wojnę z Chinami” ( Cyt. za R.Hohmann, „Unsere Zeit”, Essen, Nr 15 z 19.II.2021 r.). Ostatnio (3.II.b.r) potwierdził tę prognozę admirał Charles Richard – szef Strategicznego Dowództwa USA w magazynie „US Naval Institute”. Chiny, jego zdaniem, demonstrują „agresywną” siłę gospodarczą i militarną, co dowodzi, że w przewidywanej przyszłości nie można wykluczyć nuklearnego konfliktu z NATO („nuclear employment is a very real possibility”). Wnioski takie wynikają także z dokumentu „NATO 2030”, powstałego pod kierownictwem Sekretarza Generalnego NATO Jensa Stoltenberga. Kwestia ta nie jest rozwijana już tylko w planach akcji wojennych przeciwko Rosji z krajów bałtyckich, ale chodzi głównie o izolowanie Chin, gdyż obecnie „wróg znajduje się nie tylko w bezpośrednim sąsiedztwie, ale także w rejonie Indo-Pacyfiku”. Potwierdza to tezę, że obecnie w opinii amerykańskich ośrodków władzy głównym konkurentem, rywalem i wrogiem USA jest Chińska Republika Ludowa.
W następstwie w rejon Morza Południowo-Chińskiego skierowany został lotniskowiec US Theodor Roosevelt z armadą wspierających go okrętów. Plany tej akcja przygotowane zostały jeszcze przez ekipę D.Trumpa, która wpisuje się w politykę jego następcy J.Bidena odnośnie Chin. Ten ostatni przeprowadził już odpowiednie rozmowy szefami Tajwanu, Japonii. Korei Płdn., Filipin, Australii i Nowej Zelandii. Zapowiada to na Dalekim Wschodzie nowe napięcie, może nawet nową wojnę. W związku z tym trwają intensywne konsultacje co do angażowania się w realizacji tych planów pozostałych państw NATO. Znając sposób postępowania USA w przygotowaniach poprzednich agresji, np. W Korei, Iraku, Afganistanie, Libii, USA będą dążyć do stworzenia międzynarodowej koalicji, przy wykorzystaniu autorytetu i parasola ONZ, by ukryć prawdziwe cele nowej agresji. Trwają intensywne rozmowy między ministrami obrony narodowej państw europejskich i Kanady. Dotyczy to głównie Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, także Polski. Niemcy chciałyby ugrać w tym rozdaniu nowe atuty i wzmocnić swe miejsce już w akcji o światowym wymiarze. Z drugiej strony koncerny niemieckie prowadzą wielkie interesy z Chinami i nie chcą ich utracić, volumen handlu zagranicznego Niemiec i Chin wynosi ponad 200 mld euro rocznie (a całej Unii wzrósł w 2020 r. mimo pandemii covid-19 do 572 mld euro), dlatego zachowują się powściągliwie. Ostatnio RFN podniosła poziom wydatków na zbrojenia (53 mld dol.), co oznacza 1.57 proc. PKB, ale i tak jest to znacznie poniżej średniej natowskiej. Przodują Stany: 3,87 proc. , Anglia: 2,43 proc. , a także inne państwa postsocjalistyczne: Polska: 2,37 proc. , Rumunia: 2,38 proc. , Estonia: 2,38 proc. , Łotwa: 2,32, Litwa: 2,28 proc. PKB.
Azja jako najszybciej rozwijający się kontynent i wrzący kocioł współczesnego świata
Azja jest najszybciej rozwijającym się kontynentem świata, zamieszkuje ją ok. 60 proc. ludności globu, w ostatnich latach odnotowuje największe raty przyrostu światowego PKB, 30 proc. światowego produktu. Międzynarodowe korporacje inwestują w krajach azjatyckich olbrzymie kapitały, liczące na wielkie zyski. USA i inne czołowe potęgi gospodarcze i imperialistyczne z dużym niepokojem patrzą na wzrost państw azjatyckich, z jednej strony robią tam wielkie interesy, z drugiej obawiają się Chin i tzw. państw wschodzących (Indie, Indonezja, nie mówiąc o Japonii), które skutecznie bronią swej suwerenności i nie chcą stać się satelitami USA i neokolonializmu. Jednocześnie w Azji utrzymały się państwa socjalistyczne, przede wszystkim Chińska Republika Ludowa, która od lat osiągała zawrotne raty wzrostu (średnio ok. 10 proc. rocznie), obecnie nieco mniejsze. W Azji są liczne ogniska zapalne, od lat toczone są wojny na Bliskim i Środkowym Wschodzie, przed laty toczyły się krwawe wojny w Korei, Wietnamie i szerzej w Indochinach, mają miejsce także inne konflikty wojenne. Narastają symptomy nowej zimnej wojny (na razie handlowej) między USA a Chinami, czy przekształcą się w prawdziwy konflikt wojenny, okaże czas. Istotny wpływ na rozwój sytuacji w Azji ma także Rosja, która nadal ma duże atuty. Na przemiany we współczesnej epoce, nie tylko w Rosji, także w Azji silny wpływ wywarła Rewolucja Październikowa, której 103. jubileusz niedawno obchodzono, obecnie jej dzieło uległo pewnemu osłabieniu, ale jednocześnie jej kontynuacją i pogłębieniem w nowej epoce są osiągnięcia Komunistycznej Partii Chin, która w 2021 r. obchodzi jubileusz 100-lecia powstania (1. lipca).
Przed 30-tu laty upadł Związek Radziecki i kraje demokracji ludowej w Europie. Była to wielka porażka socjalizmu i ruchu komunistycznego, osłabiająca ruch robotniczy nie tylko w tych rejonach świata. Kapitalizm miał powody święcić triumfy, czemu dawali wyraz rodzimi kontrrewolucjoniści jak i ówcześni przywódcy państw kapitalistycznych a także czołowi koryfeusze naukowi jak Francis Fukuyama -autor głośnej książki o „końcu historii” i zmarły przed kilkoma laty prof. Zbigniew Brzeziński, uważany za głównego naukowego stratega wojny z komunizmem, współtwórca kategorii „nowy światowy porządek” (new world order). Zdaniem obu uczonych ZSRR i realny socjalizm były „błędem historii” i nie miały prawa wystąpić, (co jednak się zdarzyło) i po 1991 r. świat wrócił w prawidłowe koleiny (kapitalistyczne), oficjalnie określane jako „demokracja” i w dalszym ciągu historia będzie się toczyć zgodnie z interesami USA i pod ich łaskawą hegemonią. Miało to oznaczać niekwestionowaną pozycję a nawet hegemonię Stanów Zjednoczonych i uznawanie jej przez wszystkie państwa świata, a USA jako „dobrotliwy hegemon” miał się cieszyć powszechnym szacunkiem i poważaniem.
Początek końca amerykańskiej hegemonii
Obecnie, po 30 latach widać, że niewiele pozostało z tych naukowych prognoz, a raczej mrzonek politycznych. Stany wstrząsane są wewnętrznymi konfliktami, co potwierdziła prezydentura D.Trumpa, są potwornie zadłużone (nawet do 200 bln dol., biorąc pod uwagę wszystkie rodzaje zadłużenia) i utrzymują chwiejny pokój klasowy dzięki wyzyskowi ludów Ameryki Łacińskiej i innych kontynentów oraz wzrostowi autorytarnych metod rządzenia. Chwieje się pozycja nie tylko demokracji ale i dolara na rynkach walutowych, gospodarka USA nie jest w stanie skutecznie konkurować nie tylko z towarami produkowanymi w Chinach, także w Unii Europejskiej. Wyrosły nowe potęgi gospodarcze jak Chiny i Unia Europejska, które nie chcą uznawać panowania i dyktatu USA, świat ponownie stał się wielobiegunowy. Nowe aspiracje polityczne zgłaszają zjednoczone Niemcy i Japonia, a także tzw. państwa wschodzące np. Indie, Brazylia.
Jest to sytuacja korzystna dla sił pokojowych i postępowych, tworzy ona gwarancję powstrzymania sił imperialistycznych i dyktatu made in USA. Szczególnie godne podkreślenia jest, że w tym czasie na czołowe mocarstwo światowe wyrosła Chińska Republika Ludowa, dysponująca już tak wielkim potencjałem gospodarczym i obronnym, że nie można bez niej rozwiązać żadnego wielkiego problemu światowego. Autorytet Chin rośnie nie tylko w Azji, także w krajach postkolonialnych, nazywanych dawniej państwami 3. Świata. Dzięki wielkiej inicjatywie nowych szlaków jedwabnych (One Belt One Road) kooperują one z około 150 państwami świata, głównie w Azji, Afryce i Ameryce płd., należy do nich także Rosja i liczne państwa Europy środkowo-wschodniej.
Na podkreślenie zasługuje, że Chiny są państwem socjalistycznym, które stworzyło nowy model budownictwa socjalizmu tzw. socjalistyczną gospodarkę rynkową, która przyniosła rewelacyjne rezultaty nie tylko w ekonomii, także w sferze socjalnej. Model ten z uwagą studiowany jest w krajach rozwijających się (w niektórych nawet naśladowany) i może mieć daleko idące następstwa dla ich dalszych losów, szczególnie w krajach azjatyckich. Poza Chinami imperializm nie był w stanie zniszczyć także KRLD, Wietnamu, Laosu, Kambodży, Kuby, a jednocześnie w ciągu ostatnich lat w Azji rozwinęły się nowe wielkie państwa, odgrywające coraz większą rolę w gospodarce i polityce współczesnego świata, żeby wymienić Japonię, Indie, Indonezję a w Azji środkowej Iran i bliżej Europy Turcja.
Zmiany w Azji centralnej i na Dalekim Wschodzie
Swego miejsca wśród suwerennych państw poszukują niepodległe republiki Azji centralnej, (dawniej radzieckie), a także państwa kaukaskie. Przed Rewolucją Październikową należały one do najbardziej zacofanych rejonów carskiej Rosji i faktycznie były jej koloniami. Po Rewolucji Październikowej rozwinęły się one tak pod względem gospodarczym, społecznym jak i kulturowym. Rozwojowi przemysłu i nowoczesnej infrastruktury towarzyszyła zmiana struktury zawodowej ludności, społeczeństwa rozstawały się z zajęciami rolno-wiejskimi, przenosiły się do miast, stając się robotnikami, technikami, inżynierami, czemu towarzyszył szybki wzrost wykształcenia i kultury. Rewolucyjnym zmianom w polityce towarzyszyły przemiany w sposobie życia. Ich podstawą była społeczna własność środków produkcji, likwidacja wyzysku, wyzwolenie i równouprawnienie kobiet, oddzielenie Kościoła- Cerkwi i Islamu od państwa i inne wartości socjalistyczne, w tym radziecki patriotyzm i internacjonalizm proletariacki. Czołową siłą klasową ludu pracującego była nowoczesna klasa robotnicza, kierowana przez partię komunistyczną i zorganizowana w masowe związki zawodowe i inne organizacje społeczne, kulturalne. W centrum zainteresowania twórców kultury stał człowiek pracy i jego potrzeby oraz postępowe wartości uciskanych przez carat narodów Wschodu. Szczególną opieką otoczono małe narody i grupy etniczne w rejonie Kaukazu i na Syberii, często bytujące na poziomie stosunków feudalnych i z pozostałościami wcześniejszych formacji społecznych.
Po obaleniu władzy radzieckiej w republikach tych zwyciężyły siły reakcyjno-burżuazujne, rekrutujące się z reguły ze zdeklasowanych członków dawnej nomenklatury partyjnej, renegatów socjalizmu, marksizmu-leninizmu, którzy wykorzystując dawną pozycję w strukturach władzy, odrodzony nacjonalizm i islam, przeszły na pozycje reakcyjne, antykomunistyczne, antyradzieckie i antyrosyjskie. Stały się one głównymi rzecznikami i propagatorami american way of life, co skutkuje pogłębianiem różnic społeczno-klasowych na miarę najbardziej zacofanych struktur krajów tzw. 3. świata. Podobnie jak w innych dawnych państwach socjalistycznych szybko zagrabiły one wielki majątek narodowy, stając się nową oligarchiczną burżuazją. Wielką destrukcyjną rolę w tych procesach odegrał odrodzony kapitał oligarchiczny Rosji w czasach Jelcyna (będący modelowym przykładem burżuazji kompradorskiej), a także kapitał USA i wielkich koncernów z Europy zachodniej, które dążą do opanowania nowych rynków zbytu i obszarów niesłychanie ważnych z powodów geo-strategicznnych.
Przyszłość tych państw stoi pod licznymi znakami zapytania, krzyżują się w nich interesy różnych państw i międzynarodowych grup kapitałowych. Rosja od czasu objęcia prezydentury przez W.Putina (a więc ponad 20 lat temu) próbuje odbudować swe wpływy w Azji Centralnej i na Kaukazie, integruje je politycznie i gospodarczo w ramach Wspólnoty Niepodległych Państw czy obecnie Związku Europejsko-Azjatyckiego. Państwa te są także przedmiotem zainteresowania Chin, tak ze względu na ich znaczenie geostrategiczne jak i bliskie sąsiedztwo. Ważną rolę we wzroście chińskich wpływów w tych republikach mają tzw. nowe szlaki jedwabne, będące nie tylko dogodnymi drogami tranzytowymi na Zachód, ale także ekspansji kapitału chińskiego. Na masową skalę na chińskich uniwersytetach i innych szkołach wyższych kształci się studentów z tych państw, korzystających z dogodnych form pomocy. Jest to kolejny przykład chińskiej soft power. W związku z tym wątpliwe są prognozy ośrodków rosyjskich o możliwościach ponownego zintegrowania tych republik z Rosją, może z wyjątkiem Armenii, Gruzji i Kazachstanu, szczególnie północnego, wobec zerwania licznych wcześniejszych więzi i masowego odpływu z tych republik ludności rosyjskiej. Dlatego trudno jest prognozować dalszy kierunek rozwoju tych obecnie zacofanych, zadłużonych i wielce niedoinwestowanych obszarów. Potencjalnie mają one wielkie znaczenie jako teren ekspansji wielkiego zagranicznego kapitału oraz miejsce do ewentualnego ataku na Rosję od południa Azji.
Godnym odnotowania faktem politycznym jest obalenie przed ok. 20 laty w Nepalu monarchii i ustanowienia rządów demokracji ludowej, której przywódcy nawiązywali w okresie walki o władzę do doświadczenia maoizm. Rewolucja nepalska ma charakter demokratyczny, ludowy i antykapitalistyczny. W polityce gospodarczej Nepal korzysta z niektórych rozwiązań z „socjalistycznej gospodarki rynkowej” w sąsiedniej (za Himalajami) Chińskiej Republice Ludowej. Bardzo duże zmiany następują w Hongkongu i Makao – dawnych koloniach brytyjskiej i portugalskiej, włączonych pokojowo do Chin pod koniec XX w. Mają one zagwarantowany odrębny status gospodarczo-społeczny i administracyjny na okres 50 lat i po upływie ponad 20 lat można stwierdzić, że są one coraz mocniej integrowane gospodarczo z systemem Chin kontynentalnych. Nadzieje światowej burżuazji, że będą one rozsadzać Chiny ludowe od środka poniosły całkowite fiasko.
Jednocześnie coraz mocniej integrowany jest gospodarczo z Chińską Republiką Ludową Tajwan, określony w konstytucji ChRL jako „święte terytorium Chin”. Dalsza przyszłość Tajwanu będzie uzależniona od stanowiska USA, które ciągle traktują go jako bastion swego panowania w tym rejonie Pacyfiku. Prezydent ChRL Xi Jinping podkreślił ostatnio z naciskiem, że Chiny są zdecydowane na pokojowe zjednoczenie z Tajwanem. W rejonie Morza Południowo-Chińskiego sytuacja od lat jest skomplikowana. Chiny ogłosiły ten basen wraz z licznymi wyspami i bogactwami naturalnymi jako swoje wody wewnętrzne, nad którymi umacnia także militarnie swą suwerenność. Przypomnijmy także, że w latach 60-tych ub,w. bardzo silny wpływ na rząd prezydenta Sukarno w Indonezji wywierała Komunistyczna Partia Indonezji (pozostająca pod silnymi wpływami ideologicznymi maoizmu), która miała realne szanse zdobycia władzy w ramach demokratycznego frontu narodowego, czemu przeszkodził kontrrewolucyjny pucz gen. Suharto. Ostatnio na korzyść zmienił się reżim polityczny na Filipinach, a Japonia dąży do rozluźnienia swych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi.
Przyszłość Syberii
Pełna zagadek jest obecnie dalsza perspektywa Syberii, która po upadku socjalizmu w ZSRR znalazła się na peryferiach nie tylko Rosji, ale Azji i świata. W czasach ZSRR Syberia była ze względu na wielkie bogactwa naturalne i duże znaczenie geostrategiczne swoistym „oczkiem w głowie” władz moskiewskich, napływały tam wielkie środki z Rosji europejskiej i z innych zachodnich republik radzieckich, a także organizowane były przez władze centralne liczne fundusze pomocowe dla olbrzymich dziewiczych terenów Syberii, także ochotnicze zaciągi młodzieży komsomolskiej, np. przy budowie Bajkalsko-Amurskiej Linii Kolejowej (BAM), co przyniosło wzrost ludności o ok. 1 mln. Ogółem na obszarach na wschód od Bajkału (ok. 4 mln km 2) zamieszkiwało ok. 8 mln ludzi. Powstawały nowe ośrodki przemysłowe, miasta, na dogodnych obszarach rozwijano nowoczesne rolnictwo i usługi.
Po upadku ZSRR w 1991 r. prawie wszystkie te projekty upadły, okazało się, że Syberia nie jest w stanie prawidłowo żyć i rozwijać się bez wielkiej pomocy materialnej i finansowej Centrum. Upadały państwowe i spółdzielcze przedsiębiorstwa, rosło bezrobocie, pojawiły się niedostatki w zaopatrzeniu, energii elektrycznej, ciepłownictwie. Ocenia się, że w tym czasie Daleki Wschód opuściło ok. 1 mln mieszkańców, a dawne „wielkie budowy komunizmu” jak BAM zarastają syberyjską samosiejką. Miejscowi coraz częściej powtarzali, że Moskwa o nich zapomniała. Narastające problemy mieszkańcy rozwiązywali na własną rękę, nawiązywano współpracę z Chińczykami za Amurem, a w Chabarowsku i Władywostoku z Japończykami. W blokach mieszkalnych pojawiły cię stare prymitywne, ale zbawienne „ciepłuszki” czyli żeleźniaki, które pozwalały ogrzać przynajmniej jedno pomieszczenie w mieszkaniu. Zmieniał się stereotyp Chińczyków w oczach przeciętnego Rosjanina, a w szczególności Rosjanek, które w bogatych Chińczykach zaczęły postrzegać potencjalnych partnerów. Przedstawiciele miejscowych elit („novyje Russkije”) coraz bardziej uświadamiali sobie, że obszary te zdane są na własne siły, dla gospodarki i pracy zapraszano firmy chińskie i japońskie, pojawili się nie tylko chińscy robotnicy, podejmujący każdą pracę za tanie pieniądze, także inwestorzy. Uświadamiano sobie, że za Amurem w pobliskich prowincjach chińskich żyje ok. 100 mln Chińczyków, a w zamorskiej Japonii ok. 150 mln Japończyków.
Coraz częstszymi gośćmi na Syberii byli wielcy biznesmeni z USA i Europy zachodniej , którzy jak np. z Holandii w nieoficjalnych rozmowach sugerowali Jakutom całkowite oddzielenie Jakuckiej Republiki Autonomicznej od Rosji i przyłączenie się do Holandii. Pomysł wydawał się z kręgu fantazji, ale w Jakucji są największe na świecie złoża diamentów, a Holendrzy mają wielkie tradycje i moce przerobowe w ich obróbce na bezcenne brylanty. Sytuacja nieco na korzyść zmieniła się w czasach prezydentury W.Putina, kiedy rząd rosyjski znacząco zwiększył dostawy na Syberię, a także próbował uzyskać dodatkowe formy pomocy od Unii Europejskiej, nawet odbyło się w tej kwestii nadzwyczajne posiedzenie przedstawicieli Unii Europejskiej i rządu rosyjskiego w Chabarowsku, a także stroną chińską, m.in. spotkanie W.Putina z Xi Jinpingiem w Nowosybirsku.
Stosunki z Japonią zaczęły się komplikować w następstwie coraz częściej zgłaszanych przez Japończyków roszczeń do Wysp Kurylskich.
Na Rosję i jej bezkresne obszary i naturalne bogactwa z niekłamanym zainteresowaniem patrzą politycy, wielcy biznesmeni a także uczeni amerykańscy. Prof. Z.Brzeziński w wydanej przed ponad 20 laty pracy „Wielka Szachownica” dał wyraz prognozie, która miała być korzystna dla Rosji i dla świata, ale przede wszystkim dla interesów USA, mianowicie, że najlepiej byłoby, gdyby Rosja podzieliła się na co najmniej trzy wielkie obszary geo-polityczne: Rosję europejską, która mogłaby integrować się z Unią Europejską, Syberię z jej wielkimi bogactwami naturalnymi, która mogłaby stać się „niezależnym państwem” i Daleki Wschód, który także mógłby być w centrum zainteresowania USA, ale tam sytuacja nie jest tak klarowna wobec potencjalnych aspiracji Chin i Japonii. W obecnej epoce rodzi to przed Rosją, Syberią, republikami Azji Centralnej, krajami kaukaskimi i wieloma innymi państwami azjatyckimi szereg nowych problemów. W związku z tym warto zwrócić uwagę na ich rozwój w ostatnich stu latach i zastanowić się nad ich dalszymi losami, głównie w aspekcie rosnącej roli gospodarczej i politycznej socjalistycznych Chin.
Wpływ Rewolucji Październikowej na zmiany polityczno-społeczne w Azji
Truizmem jest twierdzenie, że Rewolucja Październikowa w Rosji w 1917 r. była epokowym wydarzeniem, które zasadniczo zmieniło oblicze nie tylko Rosji i Europy, ale wręcz całego świata, w tym oczywiście Azji. Jej znaczenie polegało na obaleniu władzy burżuazyjno-obszarniczej, ustanowieniu państwa socjalistycznego, państwa dyktatury proletariatu, które od czasów Komuny Paryskiej (1871) na trwałe zakotwiczyło się na dwóch kontynentach i które przeorało zacofaną strukturę gospodarczą Rosji oraz stworzyło podwaliny pod socjalistyczne stosunki własnościowe. Twórcami tego państwa była Rosyjska Partia Komunistyczna (bolszewików), wywodząca się z rewolucyjnego nurtu Rosyjskiej Socjaldemokracji (SDPRR(b), kierowanej przez Włodzimierza Lenina, a po jego śmierci w styczniu 1924 r. przez jego kontynuatorów na czele z Józefem Stalinem.
Obecnie minęło ponad 103 lata od jej wybuchu. Przy tej okazji warto zastanowić się nad jej wpływem na zmiany polityczno-ustrojowe w szczególności w Azji. Rosja była największym obszarowo państwem świata, rozciągającym się na dwóch kontynentach od Bałtyku do Pacyfiku. W jej granicach poza narodem rosyjskim bytowały liczne inne narody słowiańskie, a także ponad 100 innych narodów, narodowości i grup etnicznych, o różnym stopniu rozwoju cywilizacyjnego. Na Syberii i Dalekiej Północy znajdowały się grupy etniczne z pozostałościami struktur wspólnoty pierwotnej, na niskim poziomie rozwoju kultury materialno-produkcyjnej i duchowej. Z drugiej strony Rosja carska w trakcie swej ekspansji imperialistyczno-kolonialnej podbijała narody na wysokim poziomie rozwoju, szczycących się liczącą 2 tysiące lat własną państwowością i wysoką kulturą, opartą na religii chrześcijańskiej np. Gruzja, Armenia a także na islamie w Azji centralnej.
Rosja była głównym udziałowcem w rozbiorach Rzeczypospolitej Polskiej pod koniec XVIII w. a w jej granicach od 1815 r. znalazły się także etniczne ziemie polskie tzw. Królestwa Kongresowego. Nie bez powodu Rosja carska nazywana była więzieniem narodów.
W toku ekspansji na Wschód Rosja carska już w XVII w. zderzyła się z Cesarstwem Chińskim i podbiła niektóre ludy, wyznające buddyzm, w szczególności na pograniczu syberyjsko-mongolskim. W poł. XIX w. Rosja wymusiła na Państwie Środka (na podstawie tzw. nierównoprawnych traktatów) odstąpienie licznych obszarów przygranicznych (np. Kraju Chabarowskiego, Przymorskiego), które były kolonizowane przez osadników z europejskiej części Rosji. Rosja carska była wiodącym podmiotem wśród mocarstw kolonialnych (Anglia, Francja, Niemcy) szykującym się do rozbioru Chin, okazując apetyty terytorialne na wielką prowincję zachodnią Sincjang, zwaną Turkiestanem wschodnim jak również na Mongolię i Mandżurię, wykorzystując odrębności etniczno-religijne (islam, lamaizm mongolski i separatyzm mandżurski). W tych ostatnich ekspansja rosyjska napotkała na zdecydowany opór ze strony imperializmu japońskiego, co doprowadziło do wojny japońsko-rosyjskiej (1904-1905), zakończonej klęską armii (w szczególności floty wojennej) Rosji, która była bezpośrednią przyczyną wybuchu Rewolucji Lutowej 1905 r.
Rewolucja Październikowa poprzedzona była głębokimi zmianami spowodowanymi działaniami wojennymi. Po pierwszych sukcesach na froncie niemieckim i austriackim armia carska od 1915 r. musiała się cofać, ponosząc liczne klęski. Ewakuowane zostały Królestwo Polskie, kraje bałtyckie, co zagroziło stolicy państwa Piotrogrodowi, utracone zostały zachodnie obszary Białorusi i Ukrainy. Wojna rujnowała kraj i gospodarkę, uderzała głównie w klasy pracujące i stawała się niepopularna nawet wśród części rosyjskiej burżuazji. Odpowiedzialnością za niepowodzenia obarczano cara i jego generałów. W lutym 1917 r. wybuchła Rewolucja Lutowa, która obaliła carat i wprowadziła republikańskie rządy burżuazyjno-obszarnicze, na czele z księciem Lwowem a później Kiereńskim, które jednak kontynuowały główne kierunki polityki wewnętrznej i zagranicznej Rosji carskiej, przede wszystkim nie zamierzały wycofać się z imperialistycznej wojny. Dotychczasowy udział Rosji w wojnie położył się wielkim ciężarem na gospodarce i materialnym położeniu ludności. Armia doznawała licznych klęsk na frontach, narastał chaos i rozprzężenie, ludność w miastach i na wsi głodowała, rosła liczba przeciwników wojny. W Rosji narastały warunki i przesłanki sytuacji rewolucyjnej. Oznaczało to, mówiąc słowami Lenina, że nastąpiło takie zaostrzenie sprzeczności między siłami wytwórczymi a charakterem stosunków produkcji, które prowadzą do najwyższego zaostrzenia sprzeczności między klasami panującymi a uciskanymi. Znajduje to wyraz w tym, ze klasy panujące nie są w stanie utrzymać dotychczasowego panowania, jednocześnie klasy niższe nie mogą żyć „po dawnemu”. Bieda i nędza zaostrzają się ponad zwykłe granice. W rezultacie znacząco wzrasta aktywność mas, które osiągają możliwość samodzielnego działania w skali historycznej.
7 listopada 1917 r. (według nowego kalendarza) bolszewicy przeprowadzili zbrojne powstanie, które obaliło rząd Kiereńskiego i ustanowili rząd ludowy (Radę Komisarzy Ludowych) na czele z Leninem, który ogłosił powstanie Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Z czasem rewolucja ogarnęła Moskwę i dalsze rejony Rosji europejskiej, a w następnej kolejności, przezwyciężając opór kontrrewolucji, objęła tereny Azji środkowej i Syberię. Nowy rząd wprowadzał rewolucyjne zmiany w polityce wewnętrznej i zagranicznej, co potwierdzały pierwsze dekrety o pokoju i o ziemi. Ten ostatni znosił prywatną własność ziemi i bogactw naturalnych, przekształcając je we własność ogólnonarodową. W kolejności uchwalono dekrety mające na celu kształtowanie nowych socjalistycznych stosunków produkcji, w tym nacjonalizacja Banku Państwa i innych banków i towarzystw kredytowych. Unieważniono wszystkie pożyczki zagraniczne Rosji, co umożliwiło finansową kontrolę nad podstawowymi gałęziami gospodarki. Do poł. 1918 r. znacjonalizowano cały wielki przemysł, środki transportu i łączność, uspołeczniono wszystkie towarzystwa akcyjne i wprowadzono państwowy monopol handlu zagranicznego. W wyniku rewolucyjnych zmian w 1917-1920 r. nastąpiła zasadnicza zmiana politycznej, ekonomicznej i prawnej sytuacji ludzi pracy w Rosji.
Rewolucja socjalistyczna w Rosji przyczyniła się do rozwiązania kwestii narodowej w Rosji. Powstała Rosyjska Federacyjna Socjalistyczna Republika Radziecka, oparta na internacjonalizmie proletariackim, patriotyzmie radzieckim i prawie do samostanowienia wszystkich narodów Rosji. Z czasem powstały inne socjalistyczne republiki: Białoruska Socjalistyczna Republika Radziecka, Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka i Zakaukaska Federacyjna Republika Radziecka, obejmująca narody azerbejdżański, gruziński i ormiański, a także inne narody i narodowości kaukaskie. Republiki te w grudniu 1922 r. zjednoczyły się w socjalistyczne państwo federacyjne Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Rozwiązanie kwestii narodowej w Rosji miało wielkie znaczenie dla umocnienia suwerenności narodu (ludu) ZSRR jako wielkiej wspólnoty równoprawnych narodów i narodowości oraz możliwości ich rozwoju we wszystkich sferach życia politycznego, ekonomicznego i społecznego. Było to w szczególności ważne dla licznych narodów kolonialnych i półkolonialnych Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej, dla których przykład Rewolucji Październikowej był drogowskazem i programem własnej walki o wyzwolenie narodowe.
Zwycięstwo Rewolucji Październikowej było następstwem licznych czynników wewnętrznych i międzynarodowych, obiektywnych i subiektywnych, które potrafili przewidzieć i wykorzystać komuniści rosyjscy na czele z Leninem. Główne państwa europejskie znajdowały się w sytuacji beznadziejnej wojny, która pochłonęła miliony ofiar i do 1917 r. nie wyłoniła zdecydowanego zwycięzcy. Gospodarka była w ruinie, miliony ludzi pracy po obu stronach frontów głodowały, a na wojnie tuczyły się jedynie wielkie kapitalistyczne spółki. Na sile przybierały ruchy antywojenne, słabły struktury polityczno-wojskowe, narastały wrzenie i tendencje rewolucyjne. Wybuch 1.wojny światowej był możliwy m.in. jako następstwo krachu partii socjaldemokratycznych i 2. Międzynarodówki, których kierownictwa narodowe ostatecznie poparły imperialistyczne dążenia „swych narodowych rządów”. W rezultacie nastąpił głęboki podział europejskiego ruchu robotniczego i dopiero w czasie wojny zaczęło konsolidować się antywojenne i rewolucyjne skrzydło, m.in. Karl Liebknecht, Róża Luksemburg w Niemczech a w Rosji Lenin i jego towarzysze. Rosyjscy bolszewicy i ich klasowi sojusznicy z innych krajów zapoczątkowali w czasie wojny na konferencjach w szwajcarskim Kienthalu i Zimmerwaldzie odrodzenie ruchu robotniczego na zasadach komunistycznych i rewolucyjnych, które było kontynuowane po Rewolucji Październikowej i w okresie powojennym w postaci 3. Międzynarodówki – Komunistycznej.
Lenin był twórcą teorii o imperialistycznym stadium rozwoju kapitalizmu, zakładającej m.in. jego nierównomierny, globalny, kolonialny i finansowo-ekspansjonistyczny charakter. Kapitalizm rozwinął się i zagnieździł głęboko nie tylko w państwach rozwiniętych, także znajdujących się na jego peryferiach, m.in. w Rosji. W odróżnieniu od Marksa i Engelsa, którzy w „Manifeście Komunistycznym” prognozowali obalenie władzy kapitalistów i ustanowienie państwa dyktatury proletariatu w jego najbardziej rozwiniętych metropoliach, co było zgodne ze sprzecznościami kapitalizmu wolnokonkurencyjnego, Lenin zakładał, że kapitalizm w fazie imperialistycznej jest globalny i rozwija się nierównomiernie, ma zatem słabsze i silniejsze ogniwa. Jego zdaniem powstała sytuacja sprzyjająca dla proletariatu Rosji, skoncentrowanego w głównych miastach i wielkich zakładach przemysłowych, gdzie jednocześnie władztwo kapitału było stosunkowo słabe a władza caratu zmurszała, znienawidzona i osłabiona przez niepopularną wojnę, które tworzyły sprzyjające przesłanki dla zwycięstwa rewolucji proletariackiej. Rosja określona została jako słabe ogniwo łańcucha kapitalistycznego. Jego przerwanie może oznaczać rozwój rewolucyjnego procesu w innych państwach kapitalistycznych i stać się początkiem światowej rewolucji socjalistycznej.
Rosyjscy bolszewicy umiejętnie wykorzystali obiektywne i subiektywne warunki, możliwości i szanse przeprowadzenia rewolucji w Rosji, zdobyli władzę i zapoczątkowali budowę podstaw socjalizmu. Jednocześnie oczekiwali i wspierali ruchy rewolucyjne w innych państwach, głównie europejskich, licząc na zdobycie władzy przez proletariat Niemiec, Austrii, Węgier, Polski, Francji itd. Burżuazja jednak w tych państwach wyciągnęła wnioski polityczne, wojskowe i ekonomiczno-społeczne z rewolucji rosyjskiej. Potrafiła zdusić siłą własne wrzenia rewolucyjne głównie w Niemczech i na Węgrzech, poczyniła znaczne ustępstwa w zakresie polityki społecznej na rzecz mas pracujących, dopuściła czasowo do rządów partie socjaldemokratyczne, co w sumie osłabiło ruch rewolucyjny w Europie zachodniej i przyczyniło się do izolowania Rosji Radzieckiej a później Związku Radzieckiego na arenie międzynarodowej. Po upadku rewolucji niemieckiej na przełomie 1918/1919, węgierskiej w 1919 i polskiej w 1920 r., a następnie powstań proletariatu niemieckiego w 1922 i 1923 r. kapitalizm w Europie wszedł w fazę względnej stabilizacji, a jego siłą kierowniczą w kategoriach międzynarodowych stał się kapitał amerykański, który za sprawą potęgi gospodarczej i militarnej USA, Planu Dawes’a odbudowy gospodarki powojennej Europy, a szczególnie Niemiec, zaczął odgrywać wiodącą rolę w nasilającej się konfrontacji z pierwszym państwem socjalistycznym.
W tej wymuszonej i niekorzystnej sytuacji międzynarodowej dla Związku Radzieckiego i międzynarodowego proletariatu powstały głębokie różnice i spory ideowo-polityczne w międzynarodowym ruchu robotniczym i w samej WKP(b). Kierownictwo Partii na czele z Leninem musiało wykazać dużą elastyczność, by wyjść z sytuacji kryzysowych w zakresie utrzymania władzy w walce z kontrrewolucją, zaspokoić minimum potrzeb społeczeństwa w ramach tzw. komunizmu wojennego, otworzyć się po 1920 r. na Nową Politykę Ekonomiczną (NEP) i kapitalizm państwowy, a od 1928/29 r. przejść na tory scentralizowanej gospodarki planowej. Podstawową kwestią w tym skomplikowanym czasie było, czy w sytuacji odpływu fali rewolucyjnej i czasowej stabilizacji światowego kapitalizmu możliwe jest utrzymanie władzy w Rosji przez komunistów i budowy socjalizmu w państwie ze słabo rozwiniętym przemysłem, a co za tym szło, nielicznym proletariatem wielkoprzemysłowym, w sytuacji braku głębszych tradycji i instytucji demokratycznych, a także w warunkach nasilającej się izolacji ZSRR na arenie międzynarodowej. Te sprzeczności i spory ideowo-polityczne głęboko podzieliły kierownictwo partii bolszewickiej, w której powstały w zasadzie dwa bloki: leninowsko-stalinowski i trockistowski, dodatkowo mocno konfrontujące się w sytuacji słabnącej pozycji chorego Lenina i jego śmierci w styczniu 1924 r. Skrzydło trockistowskie generalnie stało na stanowisku niechybnej klęski rewolucji rosyjskiej w sytuacji porażki hasła światowej rewolucji. Wyjście z kryzysu widziało w utrzymywaniu stanu „permanentnej rewolucji” wewnątrz kraju i eksporcie rewolucji poza granice Związku Radzieckiego, co wpychało kraj w nieuchronne konflikty wewnętrzne i awanturnictwo międzynarodowe. Lenin i Stalin byli ideowymi komunistami, gotowymi nawet oddać życie w obronie swych poglądów i władzy ludu. Trocki był przykładem karierowicza, dla którego władza była niezbędna dla realizacji egoistycznych interesów.
Stalin i jego grupa uważali, że sytuacja międzynarodowej rewolucji pogorszyła się, ale prognozowali, że odpływ rewolucji jest czasowy i sprzeczności między pracą a kapitałem i nieuchronne kryzysy w państwach kapitalistycznych będą ponownie narastać, co osłabi ofensywę państw imperialistycznych na Związek Radziecki i ta prognoza w zasadzie sprawdziła się do końca lat 30-tych XX wieku, co przyniosło pewien oddech dla ZSRR. Związek Radziecki z sukcesem wykorzystał ten czas dla odbudowy zrujnowanej wojną ekonomiki i budowy podstaw gospodarczych socjalizmu, głównie przemysłu ciężkiego i w zasadzie w ciągu jednego pokolenia zasadniczo przekształcił strukturę gospodarczą i klasowo-społeczną dawnej zacofanej Rosji w przodujący kraj socjalistyczny. Jednocześnie Stalin i jego towarzysze wychodzili z założenia, że co prawda jak na razie rewolucja zwyciężyła w jednym kraju, ale wielkim terytorialnie, ludnościowo i zawierającym olbrzymie potencjalne możliwości rozwojowe, dysponującym także dużymi środkami pomocy materialnej dla proletariatu innych krajów i dzielenia się z nim swym doświadczeniem rewolucyjnym. Komuniści rosyjscy liczyli na pomoc proletariatu zachodnich państw a także wzrost walki z imperializmem narodów kolonialnych i półkolonialnych, głównie w Azji. W tych warunkach duże znaczenie uzyskała III. Międzynarodówka – Komunistyczna.

Hasta la victoria siempre!

53 lata temu, 9 października 1967 roku, w małej boliwijskiej wiosce La Higuera śmierć poniósł Ernesto Guevara – bohater, którego historia powinna być wyrzutem sumienia dla wszystkich działaczy i polityków, którzy traktują lewicową sprawę jako trampolinę do stołków i kariery.

Che Guevary nie trzeba raczej nikomu przedstawiać – jego postać zdążyła już obrosnąć legendą, a on sam stał się jedną z ikon XX wieku. W naszym kraju, jak mało która historyczna osobistość wywołuje dziką histerię prawicowych komentatorów, którzy w typowy dla siebie sposób (tzn. bez podania dowodów) oskarżają go o masowe zbrodnie, sadystyczne skłonności, nienawiść do rodzaju ludzkiego i wiele innych rzeczy, które roją się umysłom ogarniętym ,,czerwoną paniką”. Tekstów dyskutujących z nimi i dementujących te bzdury jest wystarczająco dużo, bym nie musiał brać udziału w tej walce z wiatrakami. Zamiast tego, wspominając w rocznicę śmierci Ernesto Guevarę, chciałbym zwrócić uwagę na to, co czyni jego biografię szczególnie wyjątkową i wartą przypominania.
Po zwycięstwie kubańskiej rewolucji, której Che był jednym z przywódców, objął wiele wysokich stanowisk w nowych władzach Kuby. Był ministrem finansów i prezesem Banku Centralnego, ministrem przemysłu, odpowiadał za reformy gospodarcze i nacjonalizację wielkich przedsiębiorstw, prowadził szeroko zakrojoną kampanię alfabetyzacji i budowy szkół oraz służył w dyplomacji, m. in.: przewodząc kubańskiej delegacji w ONZ. Jako załogant jachtu ,,Granma”, niezłomny żołnierz z gór Sierra Maestra i zwycięski dowódca spod Santa Clary miał status żywej legendy rewolucji i mógł się spodziewać długiego życia wypełnionego względnie spokojną pracą w eleganckich gabinetach ministerialnych oraz wyjazdami na przyjmowane z honorami dyplomatyczne delegacje. Słowem, miał przed sobą przyszłość, jaka stała się udziałem zdecydowanej większości ważnych postaci kubańskiej rewolucji.
Ale życie gabinetowego urzędnika nie było dla idealisty, jakim był Ernesto Guevara. Wielką irytację zbudzała w nim postępująca biurokratyzacja rewolucji (według nieszczęśliwych wzorców z ZSRR) oraz godzenie się przez rząd na daleko idące i wątpliwe moralnie ,,kompromisy dyplomatyczne”.
Che wiedział, że zwycięstwo kubańskiej rewolucji nie jest celem samym w sobie, ale jedynie krokiem w stronę sprawiedliwszego świata. Jako szczery ideowiec nie potrafił wieść w spokoju życia ministra czy dyplomaty prowadzącego zakulisowe interesy z kapitalistycznymi mocarstwami, gdy w tym samym czasie tyle ludów cierpiało pod ich imperialistycznym butem. Widział w tym hipokryzję i zdradę ideałów, którym był wierny od czasu swojej motocyklowej podróży przez Ameryką Łacińską.
24 lutego 1965, na seminarium gospodarczym solidarności afro-azjatyckiej Guevara wygłosił swoje ostatnie przemówienie na arenie międzynarodowej. Otwarcie mówił o moralnym obowiązku budowy sprawiedliwszego świata, jaki spoczywa na krajach socjalistycznych i oskarżył je o niewywiązywanie się z niego oraz milczący współudział z krajami zachodnimi w eksploatacji państw trzeciego świata. Bardzo ostro skrytykował politykę ZSRR, nazywając go ,,wspólnikiem imperialnego wyzysku”. Dwa tygodnie później Che Guevara zrezygnował z życia publicznego, zrzekł się wszystkich godności oraz stanowisk i zdecydował się na powrót do organizowania działań partyzanckich, celem szerzenia rewolucji po świecie i walki z imperializmem. W liście pożegnalnym do Fidela pisał: ,,Obecnie potrzebna jest moja skromna pomoc w innych stronach kuli ziemskiej. (…) Uniosę z sobą na nowe pola bitew wiarę, którąś mnie natchnął, rewolucyjny duch mego narodu, świadomość, że spełniam najświętszy swój obowiązek – walki z imperializmem wszędzie tam, gdzie tylko on istnieje; to umacnia me zdecydowanie i stokrotnie wynagradza wszelki ból”. Ernesto najpierw wyjechał walczyć do Konga, gdzie prowadził operację wsparcia ruchu marksistowskiego „Simba”. Tamtejszy klimat spowodował jednak u Che ostry nawrót astmy i zmusił go do opuszczenia Afryki.
W następnym roku przybył do Boliwii, gdzie także zorganizował oddział partyzancki i rozpoczął kampanię partyzancką przeciwko juncie wojskowej generała Rene Barrientosa. Wojska dyktatora, korzystając z pomocy CIA i zbiegłego nazistowskiego zbrodniarza Klausa Barbie (rzeźnika z Lyonu), rozbiły oddział Guevary, a on sam został pojmany i rozstrzelany. Przed egzekucją boliwijski żołnierz zapytał go, czy myśli o nieśmiertelności, Che odpowiedział: „Nie, myślę o nieśmiertelności rewolucji”. Chwilę później dziewięć kul zakończyło krótkie życie bohaterskiego rewolucjonisty.
Jakże blado na tle Guevary wypadają rzesze dawnych i dzisiejszych ,,lewicowych” działaczy: biurokratów – karierowiczy z Bloku Wschodniego, ,,socjaldemokratów” z SLD, SPD czy Partii Pracy, którzy sprzedając się wielkiemu biznesowi forsowali neoliberalizm czy posłów polskiej ,,Lewicy”, głosujących za podwyżkami pensji dla posłów i ograniczających swoją ,,lewicowość” do czasu kampanii wyborczej. Jak bardzo poświęcenie Che kontrastuje z naszą obecną praktyką polityczną, gdzie prospołeczne hasła służą jedynie zdobyciu głosów, a wierność im kończy się po uzyskaniu stołków i wejściu na salony władzy. Historia Ernesto Guevary, który mógł dożyć starości w wygodnym fotelu ministra, a mimo to wybrał wierność ideałom i walkę do końca o lepszy świat, powinna być zawsze wyrzutem sumienia dla takich właśnie hipokrytów i karierowiczów, którzy instrumentalnie traktują lewicowe ideały.

Lenin dziś, czyli kto?

O Włodzimierzu Iljiczu Uljanowie (1870-1924) – historycznie i bez idolatrii.

Religijny niemal, a nawet bałwochwalczy – w formach – kult, do granic groteski doprowadzona idolatria, jakim przez dziesięciolecia, w ZSRR i krajach bloku radzieckiego, jaką otaczano postać Włodzimierza Iljicza Lenina, nie ułatwia ani wspominania, ani wyważonego opisu tej postaci. Także dziś, gdy upływa 150 rocznica jego urodzin.
Również – używając najdelikatniejszego określenia – dyskusyjne politycznie, ustrojowo i ekonomicznie rezultaty Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej w Rosji sprawiają, że postać Lenina otacza aura, w najlepszym przypadku, „czarnego Piotrusia”, w najgorszym – „krwawego komunistycznego tyrana”, jak określił go Antoni Ossendowski, jeden z jego pierwszych biografów, w swojej książce „Cień ponurego Wschodu” (1923).
W końcu jednak, mimo jego zasadniczego błędu, jakim było uznanie hegemonii klasy robotniczej i jej dyktatury za awangardę przemian społecznych ludzkości, błędem też byłoby zlekceważenie 150 rocznicy urodzin człowieka, którego hasło biograficzne w wikipedii zajmuje przeszło pięćdziesiąt stron, bohatera kilkunastu biografii i setek tysięcy wzmianek, który został uczczony największą, spośród wielkich postaci historycznych, liczbą pomników, wizerunków oraz różnego rodzaju upamiętnień na świecie.
Biografia – w telegraficznym skrócie
W życiu Włodzimierza Iljicza Uljanowa, urodzonego 22 kwietnia 1870 roku w Symbirsku (obecnie Uljanowsk), w rodzinie inspektora szkół ludowych, pierwszym i bardzo ważnym wstrząsem była śmierć na szubienicy brata Aleksandra, skazanego za udział w zamachu na cara Aleksandra III.
W tym samym 1887 roku 17-letni Włodzimierz wstąpił na wydział prawa uniwersytetu w Kazaniu, ale jego studia przerwało aresztowanie, skazanie i zesłanie w głąb guberni kazańskiej za podjęcie działalności rewolucyjnej. W tym czasie, w czasie pobytu w Samarze, młody Uljanow zaczął zapoznawać si dziełami Marksa i Engelsa, a studia wznowione po zwolnieniu z zesłania sfinalizował zdaniem egzaminów w 1891 roku na Uniwersytecie w Petersburgu. Gdy w 1893 roku przybył, w celu zamieszkania, do Petersburga, był i już powszechnie uznanym marksistą i liderem środowisk hołdujących ideom Marksa. W 1894 związał się z działaczką socjaldemokratyczną, Nadieżdą Krupską, z którą cztery lata później zawarł ślub w cerkwi.
W 1894 roku po raz pierwszy objawił się jako teoretyk i utalentowany, pełen stylistycznego, wybujałego temperamentu publicysta. Jego praca „Co to są „przyjaciele ludu” i jak oni wojują przeciwko socjaldemokratom” była pierwszym manifestem rosyjskich komunistów.
Punktem wyjścia tekstu był atak na tzw. „narodników”, ale jego istotą – wskazanie „klasy robotniczej jako przodującej siły rewolucyjnej” , a chłopstwa jako jej sojusznika. W 1895 roku Lenin zjednoczył w Petersburgu marksistowskie kółka robotnicze scalając je w Związek Walki o Wyzwolenie Klasy Robotniczej, który stał się „zalążkiem rewolucyjnej partii robotniczej w Rosji.
Ponownie w tym roku aresztowany, Uljanow znów znalazł się na zesłaniu w guberni jenisejskiej, gdzie napisał kolejną pracę programową „Zadania socjaldemokratów rosyjskich” oraz ukończył studium naukowe „Rozwój kapitalizmu w Rosji”.
Z zesłania powrócił w 1900 roku, a po pewnym czasie wyjechał za granicę, do Europy Zachodniej (przez szereg lat przebywał m.in. w Berlinie, Monachium, Londynie, Genewie, Zurichu) gdzie założył pierwszą ogólnorosyjską gazetę polityczną rewolucyjnych marksistów, „Iskrę”. W 1903 roku uczestniczył w opracowaniu programu partii marksistowskiej na II Zjazd Socjaldemokratycznej Partii Robotników Rosji (SDPRR). Wbrew wewnątrzpartyjnej opozycji (tzw. mienszewikom) do programu socjaldemokracji wniesione zostały postulaty rewolucji socjalistycznej i dyktatury proletariatu, Lenin zaś stanął na czele frakcji bolszewickiej w SDPRR.
Wcześniej, w 1901 roku przybrał przydomek Lenin, od nazwy rzeki Leny, nieopodal której przez pewien czas przebywał w ukryciu. Jeszcze w 1902 roku, w pracy „Co robić?” Lenin zaatakował, jako ideologię reakcyjną, tzw. „ekonomizm”, którego zasadniczym założeniem było uznanie „żywiołowych”, „naturalnych” praw ekonomicznych jako jedynej drogi do przemian społecznych.
Rozpoczął też budowę podstaw Partii Komunistycznej, radykalnie odmiennej od reformistycznych partii II Międzynarodówki. W wydanej w 1904 roku pracy „Krok naprzód, dwa kroki wstecz” Lenin opracował naukę o partii jako kierowniczej organizacji proletariatu w walce o dyktaturę.
Utraciwszy wpływ na przejętą przez mienszewików „Iskrę”, założył w 1905 roku nowe pismo „Naprzód”. Powróciwszy u schyłku tego samym roku z zagranicy do Rosji, włączył się w toczącą się od stycznia rewolucję. Szeroko rozwinął front walki przeciwko kadetom (konstytucyjnym demokratom Pawła Milukowa i Piotra Struve), lewicowym eserowcom (socjalistom rewolucjonistom Marii Spiridonowej), mienszewikom i trockistom, wzywając do zbrojnego powstania.
W 1905 roku wydał pracę „Dwie taktyki socjaldemokracji w rewolucji demokratycznej” zarysował podwaliny rewolucyjnej taktyki partii komunistycznej, relacje między rewolucją burżuazyjną a socjalistyczną, zagadnienie hegemonii proletariatu oraz przerastania rewolucji burżuazyjno-demokratycznej w socjalistyczną.
Po klęsce rewolucji 1905-1907 Lenin ponownie udał się na emigrację, do Paryża i zamieszkał przy ulicy Marie Rose. Tam w 1909 roku wydał filozoficzną pracę „Materializm a empiriokrytycyzm”, w której wydał walkę idealizmowi subiektywnemu, przeciwstawiając mu materializm dialektyczny i historyczny. Było to rozwinięcie marksizmu jako filozofii stanowiącej materialistyczne uogólnienie nowych zdobyczy nauki, w szczególności przyrodoznawstwa.
W 1910 roku Lenin przedstawił wiele swoich idei politycznych w pracy „Dwie taktyki socjaldemokracji w rewolucji demokratycznej”. Przewidywał, że rosyjska liberalna burżuazja będzie w zupełności zadowolona z ustanowienia monarchii konstytucyjnej, nie będzie kontynuować rewolucji i zdradzi ją.
Przekonywał do sojuszu proletariatu i chłopstwa celem obalenia caratu i ustanowieniem systemu władzy, który nazywał „tymczasową rewolucyjną demokratyczną dyktaturą proletariatu i chłopstwa”. Pod wpływem rosyjskich agrarnych socjalistów oraz ideologii jakobinów z Wielkiej Rewolucji Francuskiej, zaczął głosić hasła „zbrojnego powstania”, „masowego terroru” i „wywłaszczenia ziemi szlacheckiej”. Z tego powodu przywarło do niego określenie „rosyjskiego Robespierre’a”.
W 1912 roku, na Konferencji Praskiej udało mu się wyrzucić z SDPRR mienszewików i zapoczątkować konsolidację obozu bolszewików. W tym samym roku w Petersburgu powstało bolszewickie pismo „Prawda”, a Lenin przyjechał z Paryża na dłuższy czas do Krakowa, przy czym przez pewien czas mieszkał także na Podhalu, w Białym Dunajcu obok Zakopanego.
Tu, latem 1914 roku zastał go wybuch Wielkiej Wojny, co spowodowało aresztowanie go i odstawienie do Nowego Targu przez policję austriacką jako poddanego rosyjskiego. Zwolniony dzięki protekcjom polskich towarzyszy i przyjaciół wyjechał do Szwajcarii i przebywał głównie w Zurichu.
Tam opracował teorię i praktykę partii komunistycznej w kwestiach wojny, pokoju i rewolucji. Wtedy też wypracował podstawy teorii rewolucji ogólnoświatowej, zwycięstwa rewolucji jednocześnie we wszystkich krajach kapitalistycznych.
Zaangażował się w ruch, który miał stanowić socjalistyczną odpowiedź na wojnę. We wrześniu 1915 roku uczestniczył w antywojennej konferencji w Zimmerwaldzie, a następnie w drugiej konferencji antywojennej w Kiental w kwietniu 1916 roku.
Lenin wezwał socjalistów na całym kontynencie do przekształcenia „wojny imperialistycznej” w wojnę domową – w każdym kraju europejskim robotnicy mieliby wystąpić przeciwko burżuazji i arystokracji.
Zachęcał do tworzenia organizacji rewolucyjnych strajków, fraternizowania się żołnierzy walczących po przeciwnych stronach, do krytyki nacjonalizmu i tworzenia nowych grup rewolucyjnych.
W 1916 roku wydał pracę „Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu”, w której zdemaskował grabieżczy, imperialistyczny charakter wojny, uzasadnił odkryte przez siebie prawo nierównomiernego rozwoju kapitalizmu w stadium imperializmu, zdefiniował imperializm, jako „kapitalizm gnijący i umierający w przeddzień rewolucji socjalistycznej”. Wzywał też do przekształcenia wojny imperialistycznej w wojnę domową i hasło klęski rodzimych rządów.
Uderzył też w przywódców II Międzynarodówki jako „odszczepieńców i zdrajców klasy robotniczej”, występujących w roli „obrońców ojczyzny” czyli dyktatury burżuazji. Personalnie zaatakował Karola Kautsky’ego, określanego jako „papież marksizmu” ( któremu dwa lata później poświęcił polemiczną pracę „Rewolucja proletariacka jako renegat Kautsky”), a także Lwa Trockiego.
Jego działalność publicystyczna w dużym stopniu nasycona była ostrymi polemikami z liderami ruchu socjaldemokratycznego. Kontynuował też prace filozoficzne, które zawarł w „Zeszytach filozoficznych”. Z emigracji powrócił do Rosji po obaleniu caratu przez rewolucję lutową 1917 roku.
Do Petersburga przemianowanego na Piotrogród przybył na Dworzec Finlandzki słynnym pociągiem, 16 kwietnia, a nazajutrz ogłosił tzw. Tezy Kwietniowe, plan rewolucji socjalistycznej pod hasłem „Cała władza w ręce Rad”.
W lipcu Rząd Tymczasowy wydał rozkaz aresztowania Lenina, który zdołał jednak uciec i kierował organizacją w warunkach konspiracyjnych w Finlandii.
Wykorzystał ten czas także dla napisania pracy „Państwo a rewolucja”, w której wezwał do „zdruzgotania burżuazyjnej machiny państwowej i zastąpienia jej Republiką Rad”.
7 października Lenin przybył nielegalnie z Finlandii do Piotrogrodu, a 10 października Komitet Centralny partii bolszewickiej przyjął rezolucję o powstaniu zbrojnym. 24 października Lenin przybył do pałacu Instytutu Smolnego, skąd rozpoczął kierowanie rewolucją w noc 25 października (7 listopada).
Siedziba Rządu Tymczasowego została ostrzelana z krążownika „Aurora” i zdobyta. Nazajutrz, na posiedzeniu II Zjazdu Rad Lenin przedstawił projekty historycznych dekretów o pokoju i ziemi oraz stanął na czele rewolucyjnego rządu, Rady Komisarzy Ludowych, określanej jako „pierwszy w świecie rząd robotniczo-chłopski”.
W listopadzie 1917 roku nakazał utworzenie policji politycznej pod nazwą Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem, znanej potocznie jako „CzeKa”. Na czele tej organizacji postawił polskiego rewolucjonistę Feliksa Dzierżyńskiego.
Wiosną 1918 roku przeniósł się do Moskwy i zamieszkał na Kremlu. Wtedy też wycofał Rosję z wojny i zawarł pokój z Niemcami.
Wywołało to kontratak ze strony najważniejszego i zarazem najtrudniejszego sojusznika bolszewików, jakim byli lewicowi eserowcy (socjaliści-rewolucjoniści), którzy atakowali Lenina z pozycji lewicowych (jako „bardziej lewi od Lenina”).
6 lipca 1918 roku doszło do buntu lewicowych eserowców, który został stłumiony, ale 30 sierpnia obaleni eserowcy ciężko ranili Lenina w zamachu (był to kolejny z zamachów, których ofiarą padł). Wbrew stereotypowemu wyobrażeniu, że 7 listopada (25 października) 1917 roku Lenin i bolszewicy zdobyli władzę niepodzielną, musieli oni jeszcze długo toczyć ostrą, wewnętrzną walkę o jej utrzymanie i dopiero zdławienie buntu eserowców ostatecznie to umożliwiło.
Czas po 1918 roku poświęcił Lenin na budowanie zrębów nowego państwa. Kraj przekształcił się w jeden wielki obóz wojenny, całe życie gospodarcze podporządkowano potrzebom wojny (komunizm wojenny).
W latach 1921-1922 panował też Wielki Głód. Trwała wojna domowa oddziałami Białej Gwardii oraz obrona przed obcymi wojskami interwencyjnymi. Po zakończeniu wojny Lenin przygotował i wprowadził plan polityki ekonomicznej, tzw. Nową Politykę Ekonomiczną (NEP), która była odpowiedzią głównie na opustoszały rynek konsumpcyjny oraz zmierzała do zjednania dla rewolucji części nieprzychylnych jej kręgów społecznych, głównie mieszczaństwa.
W 1920 roku ukazała się jego praca „O dziecięcej chorobie „lewicowości” w komunizmie” – wykład strategii i taktyki leninizmu. Rok 1923 był de facto ostatnim rokiem życia Lenina. Jego wyniszczony organizm nie pozwalał już na aktywność inną niż publicystyczna. Zmarł 21 stycznia 1924 roku w Gorkach pod Moskwą.
Jego ciało zabalsamowano i umieszczono w Mauzoleum na placu Czerwonym w Moskwie. Przez dziesięciolecia odwiedziły je miliony wyznawców i turystów z całego świata.
Postać Lenina w sztuce i historiografii
Ze swojego dzieciństwa dobrze pamiętam kwiecień 1970 roku, gdy w krajach całego bloku radzieckiego, w tym w Polsce, obchodzona była bardzo uroczyście 100 rocznica urodzin Lenina. W miejscach publicznych, na frontonach gmachów urzędowych, w szkołach, w witrynach kin, teatrów, księgarń, a nawet na wystawach sklepowych eksponowano wizerunki Lenina.
W telewizji pokazywano uroczyste, okolicznościowe koncerty i akademie, emitowano klasyczne dzieła kinematografii radzieckiej, poświęcone Leninowi i Rewolucji Październikowej, takie jak „Październik” Sergiusza Eisensteina (1927) czy „Lenin w Październiku” Michaiła Romma (1937).
Przypominano jeden z najwybitniejszych artystycznie utworów literackich poświęconych wodzowi Rewolucji, poemat „Włodzimierz Iljicz Lenin” Włodzimierza Majakowskiego (1924).
W koprodukcji polsko-radzieckiej zrealizowano film „Lenin w Polsce” w reżyserii Siergieja Jutkiewicza (1970). W teatrach całej Polski, a także w Teatrze Telewizji wystawiono w rocznicowym roku sztuki: „Szósty lipca” i „Bolszewicy” Michała Szatrowa, „Pierwszy interesant” Daniła Granina i inne.
Do muzeum i pomnika Lenina w Poroninie przybywały niezliczone wycieczki szkolne z całego kraju (pomnik w Nowej Hucie powstał dopiero w 1973 roku). Ukazała się też antologia utworów literackich pod redakcją Stefana Klonowskiego, „Lenin: poezja, pieśń, proza”. Ubocznym skutkiem obchodów była moda na czapki „leninówki”. Oczywiście, w ZSRR czczenie rocznicy leninowskiej odbyło się na nieporównywalnie większą skalę.
Lenin, bezdyskusyjnie wielka postać historyczna najwyższej rangi, stał się też bohaterem szeregu biografii naukowych, m.in. Louisa Fischera, „Życie Lenina” (1964), Davida Shuba, „Lenin. Biografia” (1966) Christophera Rice, „Lenin: życie zawodowego rewolucjonisty” (1990), Dmitrija Wołkogonowa, „Lenin” (1994), Roberta Service, „Lenin. Biografia” (2000), Christophera Reada, „Życie rewolucjonisty” (2005), a także setek tysięcy passusów i wzmianek w różnego rodzaju publikacjach historycznych na całym świecie.
Mieszczanin w kawiarni i z gazetą. Intelektualista
Pewnego rodzaju paradoksem było to, że zewnętrzny wizerunek Lenina, będącego uosobieniem rewolucji, nie różnił się od wizerunku statecznego mieszczanina tamtych czasów, w ciemnym garniturze, w stosowanym kapeluszu, z laską i gazetą czytaną na tarasie kawiarni Paryża czy Zurichu.
Lenin nigdy nie przywdział quasi-wojskowego munduru, z jakim kojarzeni są n.p. Dzierżyński czy Stalin. Historyk Richard Pipes zauważył, że Lenin posiadał dużą charyzmę i osobisty magnetyzm oraz wykazywał „niezwykłą zdolność do zdyscyplinowanej pracy i całkowitego zaangażowania w sprawę rewolucyjną”. Przyjaciel Lenina, Maksym Gorki, opisywał go z kolei jako osobę „zbyt zwyczajną” i nie dającą „wrażenia bycia liderem”.
Biograf Louis Fischer opisał go jako „miłośnika radykalnej zmiany”, dla którego „na ziemi nigdy nie było niczego pośrodku, wszystko było albo czarne albo czerwone”. Inny biograf Robert Service podkreślał jego silną emocjonalność. Według niego Lenin był silnie „emocjonalnie przywiązany” do swoich ideologicznych bohaterów (Marksa, Engelsa i Czernyszewskiego) i posiadał portret każdego z nich, a także, że był człowiekiem „kapryśnym i niestabilnym”.
Pipes i Fischer zgodnie twierdzili, że przywódca Wielkiej Rewolucji Październikowej i twórca ZSRR był nietolerancyjny wobec opozycji i będąc osobą nieskłonną do kompromisów, odrzucał opinie, które różniły się od jego własnych poglądów.
Według Service’a bardzo rzadko przyznawał się do własnych błędów, a Fischer określił go mianem „zdeterminowanego ideologicznego fanatyka”. Z kolei według Dmitrija Wołkogonowa był człowiekiem prywatnie dobrodusznym, łagodnym (co silnie akcentowano w filmach i tekstach literackich), lubiącym zwierzęta, który lubił się śmiać się i żartować (wykazywał skłonności do czarnego humoru), z drugiej zaś strony jego zachowanie zupełnie zmieniało się, jeśli chodziło o politykę.
W niej wg rosyjskiego historyka pozostawał bezkompromisowy, brutalny i mściwy. Lenin był człowiekiem świetnie wykształconym, rasowym intelektualistą, wszechstronnym erudytą i poliglotą. Poza językiem rosyjskim biegle mówił i czytał po francusku, niemiecku i angielsku. Cenił też kulturę fizyczną. Nie cierpiał wszelkiego nieporządku. Według Fischera cechowała go „minimalna próżność”.
Stąd też nie lubił kultu jednostki, który radziecka administracja zaczęła budować wokół niego pod koniec życia (zauważając jednak, że może on w przyszłości mieć wpływ jednoczący na stworzony przez niego ruch). Po godzinnym spotkaniu z Leninem, filozof Bertrand Russell stwierdził, że był on człowiekiem bardzo przyjacielskim i skromnym w obejściu. Choć był politycznym radykałem, zajmował konserwatywną postawę wobec życia płciowego i instytucji małżeństwa.
W związku małżeńskim z Nadieżdą Krupską pozostał do końca życia. Lenin był ateistą i uważał, że socjalizm jest z natury sprzeczny z religią, odrzucając w ten sposób socjalizm chrześcijański.
Prywatnie był krytyczny wobec swojej rosyjskiej ojczyzny, opisując ją jako kraj będący daleko w tyle za Europą i bliższy Azji. Już od lat młodzieńczych pragnął, aby Rosja zbliżyła się kulturowo do Zachodu.
Pozostawił liczące kilkadziesiąt tysięcy stron 54 tomy dzieł zebranych.
Amerykański tygodnik „Time” umieścił go na liście stu najważniejszych ludzi stulecia i wśród dwudziestu pięciu najważniejszych ikon politycznych wszechczasów.

Nadchodzi światowa rewolucja

– Dziś walczymy i spieramy się o jakieś rzeczy, które wydają się niesłychanie ważne, a które za kilka lat przestaną istnieć, bo zmiecie je fala zmian – mówi Boris Kagarlicki, rosyjski lewicowy filozof i publicysta w rozmowie z Maciejem Wiśniowskim i Małgorzatą Kulbaczewską-Figat (Strajk.eu).

Na konferencji poświęconej obrazom przeszłości i ich rzutowaniu na teraźniejszość i przyszłość powiedział Pan wczoraj, że wszystkie zamierzenia i budowanie planów jest nic nie warte. Jeżeli tak, to po co o przyszłości w ogóle rozmawiać?

Niezupełnie o to mi chodziło. Mówiłem o tym, że nie ma sensu planować przyszłości opierając się na zasadach, którymi rządzą się dzisiejsze procesy, jednocześnie nie stawiając przed sobą zadania radykalnej zmiany obecnego stanu rzeczy. Jeśli nie podejmiemy się tego zadania, to w najlepszym wypadku przyszłość będzie przypominała teraźniejszość…

Nad czym więc musimy się zastanawiać?

Problem polega na tym, jak obecny system zmienić. I tutaj w moim odczuciu lewica ciągle zawodzi. Tak wielu jej działaczy powtarza: „nie ma odpowiedniej partii, nie ma Związku Radzieckiego, nie ma tamtej klasy robotniczej”. Mówiąc tak, tracimy z pola widzenia drugą okoliczność: obiektywne warunki do walki o politykę socjalistyczną są teraz o wiele lepsze niż w XIX i XX wieku.

Dlaczego? Jakie czynniki temu sprzyjają?

Od technologii informatycznych zaczynając, a kończąc ma poziomie światowej produkcji. Na przykład nigdy jeszcze w historii planety nie było tak, że ludzie pracy najemnej stanowią absolutną większość w skali światowej.

Paradoks współczesnego świata polega na tym, że jest on o wiele bardziej jednorodny niż za czasów Marksa. Sprzeczności takich, jak w XIX w., już nie ma. Są przeciwieństwa między Centrum a Peryferiami, ale ludzi pracy najemnej jest o wiele więcej w krajach Peryferii niż kiedykolwiek. Mówiąc inaczej, poziom proletaryzacji tak naprawdę jest ogromny i bezprecedensowy. Tylko to już jest inny proletariat niż za czasów Marksa.

Jest rozproszony.

Tak, jest go dużo, ale nie tych miejscach, gdzie byśmy chcieli. To nasz problem, a nie proletariatu, oczywiście. Kolejną sprawą jest poziom rozwoju technologii informatycznych. Pojawiła się dużo większa ilość czasu wolnego niż za czasów Marksa, Lenina i Engelsa. Burżuazyjna odpowiedź na tę sytuację jest taka: zostawiamy stosunki produkcji bez zmian, tylko zwiększymy ilość wolnego czasu. Albo wprowadzimy minimalny dochód gwarantowany, który ja uważam za całkowicie reakcyjny pomysł, bo gwarantuje on utrzymanie burżuazyjnych stosunków produkcji i społecznych. A przecież w istocie spór dotyczy czego innego: więcej wolnego czasu daje ludziom możliwość współuczestniczenia w zarządzaniu społeczeństwem. Czas wolny nie powinien być restrykcyjnie oddzielony od czasu pracy. Praca, zarządzanie i odpoczynek mogą był połączone w jeden proces dzięki technologii. Komputer może być narzędziem pracy, zarządzania i odpoczynku.

Proletariat, dzięki technologii pracuje w warunkach rozrzuconej (rozsianej) manufaktury. Freelancerzy to klasyczny przykład proletariuszy, tylko pracują jak kiedyś tkacze we Flandrii, przy swoim warsztacie w domu. Tyle, że tym warsztatem jest komputer. Ale relacje są takie same.

I teraz różnica: wszystkie te komputery mogą połączyć się w sieć. Inaczej niż kiedyś we Flandrii, gdzie robotnicy nie mogli zostać połączeni inaczej jak przez kapitalistę, który od nich odbierał towar, płacił i był komunikatorem łączącym cały system w jedną całość. Teraz pracownicy mogą się świetnie bez tego kapitalisty obejść.

Co z tego wynika?

Mamy obiektywne możliwości samoorganizacji i samozarządzania pracowników oraz stworzenia demokratycznych programów rozwoju w dużo większym stopniu niż kiedykolwiek w historii. A kryzys kapitalizmu w jego neoliberalnej formie doszedł do granic wytrzymałości. Oznacza to, że z jednej strony jest obiektywna możliwość, a z drugiej konieczność radykalnych zmian.
Coś jednak stoi im na przeszkodzie, skoro te zmiany nie zachodzą.

Czynnik subiektywny, czyli poziom rozwoju idei lewicowej i świadomość samych pracowników. Problemem naszej świadomości jest to, że tworzymy koncepcje przebudowy społecznej i rewolucji opierając się na doświadczeniach rewolucji rosyjskiej z 1917 r. Niejako instynktownie zakładamy, że to podstawowy model dla wszystkich rewolucji w ogóle. A to przecież nie tak: chińska rewolucja ma inne doświadczenia, inne ma kubańska, inne Wielka Rewolucja Francuska, nawet rosyjska 1905 roku, która dla dzisiejszych lewicowców może być szczególnie wartościowym punktem odniesienia.

Co może wyniknąć z analizowania tak odległych historycznie doświadczeń?

Pierwszy, ważny dla współczesnej lewicy wniosek jest taki: nie trzeba czekać, aż powstanie lewicowa partia i dopiero potem przygotowywać się do rewolucji. Tak naprawdę to proces rewolucyjny formuje partię rewolucyjną. Owszem, organizacja pracująca nad sformowaniem projektu przyszłej struktury społecznej jest bez wątpienia ważna i niezbędna dla ostatecznego zwycięstwa rewolucji, ale ma to znaczenie dopiero na etapie końcowym. Społeczeństwo musi przejść przez fazę buntu, żywiołowego burzenia, powstania i spontanicznej samoorganizacji. W Rosji też tak było, 1917 rok byłby niemożliwy bez 1905. Dzisiaj znajdujemy się na etapie globalnej rewolucji 1905 roku, w przededniu, jakoś w 1903 roku. Dziś walczymy i spieramy się o jakieś rzeczy, które wydają się niesłychanie ważne, a które za kilka lat przestaną istnieć, bo zmiecie je fala zmian. Globalne powstanie jest nieuniknione i lewica powinna się w nie włączyć.

No dobrze, a w jaki sposób?

Znajdujemy się w epoce, w której podstawową formą politycznej ekspresji jest populizm. A co to jest populizm w ujęciu marksowskim? To działalność, która nie ma jednorodnej bazy klasowej. Populista podoba się wszystkim. I dobrze, ale to nie znaczy, że to jest skuteczne. Populizm może być równie dobrze lewicowy, jak i prawicowy. Dlatego też lewica, jeśli nie bierze udziału w dzisiejszych protestach na całym świecie popełnia fundamentalny błąd. Puszcza prawicę w lukę, którą czeka na zapełnienie. I faszyści to robią. Ostrożność lewicy jest niesłuszna. Niepotrzebnie aktywiści rezygnują z udziału w protestach, twierdząc, że są za mało klasowe, albo odwrotnie, że tam za mało tam walczą o prawa LGBT. Taki błąd zrobiła Die Linke nie rozumiejąc, że protesty nie tylko były antyliberalne ale w istocie antykapitalistyczne.

Nie może lewica marszczyć noska, że jeżeli protestujący nie czytali Foucaulta, czy też nie chcą rozmawiać o toaletach dla osób transseksualnych, to my z nimi nie będziemy rozmawiali o ich problemach. W Polsce jest, jak się zdaje, podobnie.

To prawda.

Myślenie, że jak ktoś jest niewykształcony i nie posługuje się pojęciami, których lewica od niego oczekuje, to jest faszystą, jest błędne. To nieprawda, on faszystą jeszcze nie jest. Ale będzie, jeśli lewica go faszystom odda. Oni się nie brzydzą niewykształconych, oni z nimi będą pracowali. I wychowają nowych faszystów.Niemiecka lewica mówi: „Wszyscy zwolennicy AfD to faszyści”. Nie, to nie faszyści. Oni mogą się nimi stać, jeśli lewica będzie tak do nich podchodzić.

Odnoszę wrażenie, że Lewica, nawet, gdy włącza się w oddolne ruchy społeczne, to nie jest w stanie przekonywać do swojego programu, idei. Weźmy ruch Żółtych Kamizelek, który przez okrągły rok demonstrowania pozostał ideowo zagubiony…

To prawda, lewica tutaj zawiodła. Jean-Luc Melenchon włączył się w ten ruch, ale chciał potraktować go instrumentalnie. Chciał być nieformalnym liderem, który w parlamencie wyraża żądania Żółtych Kamizelek. Chciał pokazać się jako ich lider. Ale postawił się od razu nad nimi i to wyraźnie było widać. Hierarchiczność francuskiej kultury to duży problem. Tak jak zresztą i rosyjskiej. Wszyscy od razu chcą być wodzami. Melenchon był jedynym, który chciał z nimi pracować, ale zrobił to źle. Nie zrozumiał istoty tego ruchu, bardzo równościowego. On chciał być wodzem i dlatego go nie przyjęli. Żółte Kamizelki według mnie, wyczerpały już swój potencjał. Co nie znaczy, że kryzys został zażegnany i że bunt nie zacznie się znowu, w innej politycznej formie.

A gdzie w tej globalnej kryzysowej sytuacji są ludzie pracy w Rosji?

Wyczerpaliśmy potencjał, który dawała nam putinowska stabilizacja. Otoczenie Putina i sam Putin zresztą nie wiedzą, co robić dalej. Nie ma już drogiej ropy, nie ma światowej koniunktury, która pozwoliła podtrzymać poziom życia przez 20 lat, wyczerpano potencjał intensywnego wzrostu, opierający się na strukturze jeszcze z czasów radzieckich. Władza rozumie, że trzeba coś zmieniać, ale zmieniać nie chce, bo to, co jest, ich urządza. Tyle, że niedługo nie będzie już w ogóle mowy o utrzymaniu obecnego porządku. Rosja, tak jak cały świat, znajduje się na progu poważnych politycznych wstrząsów. Najbliższe 2-3 lata będą bardzo ciekawe. Ludzie będą szukać sposobów politycznego samookreślenia, samoorganizacji.

Obserwuję protesty społeczne. Stały się lepiej zorganizowane, bardziej racjonalne. będzie bunt, przemoc, rozlew Z drugiej strony ludzie boją się sami siebie i to ich hamuje. Ludzie boją się o państwo i nie chcą, by społeczny ład zawalił się z dnia na dzień. Istnieje obawa, że jeśli zaczniemy to wszystko, co osiągnęliśmy przez te lata, burzyć, to nie wiadomo, czym to się może skończyć.

Nasza rewolucja

To nie jest książka dla miłośników, szybkiego bezrefleksyjnego czytania. To nie jest powszechny dziś księgarski „Fast food”. Lektura do jednorazowego użytku.

Ten zbiór politycznych felietonów i esejów trzeba czytać bez pośpiechu. Odkrywając i kosztują ukryte tam smaki. Czytać i potem wracać do wybranych, inspirujących nas tekstów. Zawarta w nich mądrość gwarantuje, że nie zestarzeją się.
Bo jest to opis rzeczywistości dokonany przez socjalistę. Czasem przez okulary byłego wieloletniego przewodniczącego Rady Naczelnej PPS i Komisji Historycznej PPS. Czasem przez polityka myśliciela, który wznosi się ponad partyjne schematy. Bada konsekwencje i przewiduje skutki podejmowanych właśnie decyzji politycznych.
Dlatego jest to książka bardzo ważna dla całego ruchu socjalistycznego. Przypomina jego chlubną historię. Ale też pełni rolę współczesnego drogowskazu ideowego i politycznego.
Miło mi też przypomnieć, że zebrane w „Rewolucji konstytucyjnej” teksty miały swe premiery na łamach naszej „Trybuny”.

Andrzej Ziemski „Rewolucja konstytucyjna”. Wydawnictwo „Kto jest Kim”. Warszawa 2019. 500

Przywrócić blask PPS

Z nowym przewodniczącym Rady Naczelnej PPS Wociechem Koniecznym rozmawia Przemysław Prekiel.

W połowie marca zmieniły się władze PPS. To tylko zmiana pokoleniowa?
W rzeczywistości zmiana władz to dłuższy proces. Od Kongresu poprzez pierwsze posiedzenie Rady Naczelnej, ukonstytuowanie się władz, rejestrację w sądzie… Na pewno dokonała się zmiana pokoleniowa, chociaż istotniejsza pewnie jest zmiana mentalna. Wiek nie jest tak istotny, ważne jest podejście do polityki, do postrzegania siebie jako jej części. Polskiej Partii Socjalistycznej potrzeba wyjścia do ludzi, większej aktywności, uczestnictwa w codziennym życiu politycznym m.in. w wyborach. Do tego potrzeba działaczy chcących się zaangażować, poświęcić czas, co w dzisiejszym świecie, jeśli nie jest się zawodowym politykiem jest coraz trudniejsze. Krótko mówiąc – mniej mówienia, pisania, więcej pracy. Nie oznacza to odrzucenia dotychczasowego dorobku Partii, ludzi którzy pracowali aby przetrwała i kontynuowała swoją misję. Ale teraz musimy wszyscy ruszyć do przodu, rozwijać się, rozbudowywać struktury, pozyskiwać nowych członków i sympatyków. Podstawy, dorobek, tradycje mamy doskonałe, najlepsze nie tylko na lewicy. To, plus nowa energia w działaniu, nowe otwarcie na różne środowiska, powinno skutkować sukcesem.
Komu jest dziś potrzebna PPS?
Niewątpliwie żyjemy dzisiaj szybko, chcemy prostego, jasnego przekazu. Szybkiej identyfikacji. Polska Partia Socjalistyczna musi się do tego dostosować. Mamy wiele partii, organizacji lewicowych. Każda dba o swoją tożsamość, chce się uwiarygodnić programem, wykreować liderów, dotrzeć ze swoją nazwą i ideałami do jak największej części społeczeństwa. My części tej pracy nie musimy wykonywać, chciałbym, aby nasz program był dla ludzi lewicy, bo to im jesteśmy potrzebni, intuicyjny. Wszyscy bowiem wywodzimy się z jednego kamienia, z tego kamienia na Placu Grzybowskim.
Polska lewica potrzebuje partii, która nie zawiedzie, będzie nie tylko sercem, ale również rozumem i całym ciałem po lewej stronie. Wiadomo, polityka wymaga kompromisów, czasem jest grą kompromisów. Ale istnieją granice, których my nigdy nie przekroczymy – bo po prostu nie możemy, bo jesteśmy to winni całym pokoleniom tych, którzy byli przed nami jak i dzisiejszym zwolennikom lewicy.
Kapitalizm w Polsce wymaga korekty czy rewolucji?
Rewolucja to wielkie, może nawet niebezpieczne słowo. Żyjemy tu i teraz, mamy takie a nie inne problemy. Czas wielkich rewolucji przeminął. Dokonują się inne rewolucje – informatyczna, technologiczna, przemiany wewnątrz społeczeństw, zmiany podejścia do roli jednostek w społeczeństwie.
Naszą rolą jest ciągle dbanie o człowieka, o wartości humanistyczne, etyczne, aby uczynić ten zmieniający się świat lepszym, przyjaznym, pełnym wolności i sprawiedliwości społecznej. Nie dokonamy tego drogą rewolucji, bo musielibyśmy ich wywołać kilka, albo nawet kilkanaście. Kapitalizm też się zmienia, chociaż nie na lepsze. W Polsce musimy teraz dbać o to, by nie utracić tego, co udało się wywalczyć – wolności, demokracji, praworządności, udziału w wielkiej europejskiej rodzinie narodów.
Mamy wiele do zrobienia, musimy być czujni na co dzień, zanim zdążymy przygotować rewolucje, świat nas przegoni i pojawią się już nowe cele
czy zagrożenia.
Jednocześnie przyznam, że nie wierzę w samoistną czy dobrowolną korektę kapitalizmu. Musimy więc ciągle wywierać presję, w innym razie wyjdą demony o których istnieniu mogliśmy już zapomnieć. A nic nie jest dane raz na zawsze.
Towarzysz Przewodniczący jest lekarzem i dyrektorem jednego z częstochowskich szpitali. Służba zdrowia będzie oczkiem w głowie dla PPS?
Dla mnie na pewno. Dla PPS będzie jednym z ważnych punktów programu. Ochrona zdrowia powinna być na sztandarach lewicy, jest to sfera bliska ludziom, zarówno pacjentom jak i pracownikom. Z punktu widzenia politycznego jest też dla nas dobrym polem do działania. Osobiście dziwię się dość małemu zaangażowaniu różnych partii lewicowych w rozwiązywaniu problemów w tym zakresie, czy choćby temu, że nie przedstawiamy społeczeństwu jasnego programu poprawy jakości ochrony zdrowia w Polsce. Jest to dziedzina zaniedbana przez wszystkie rządy, obecnie ze złymi perspektywami.
Trzeba się zmierzyć z tym problemem, pomysły prawicy są śmieszne lub żadne, czasem groźne – jak na przykład zamiary liberałów chcących wszystko sprywatyzować i w ten sposób zrzucić odpowiedzialność państwa za zdrowie Polaków. Gdy lewica przedstawi spójny, realny plan naprawy ochrony zdrowia i zacznie go skutecznie wprowadzać w życie dostanie premię od społeczeństwa.
Mówiłem o tym na Kongresie Lewicy ponad dwa lata temu i odniosłem wrażenie, że nie jest to temat ,,nośny”, albo że nikt nie wierzy, że można tutaj odnieść sukces. A można, choć to wymaga ogromnej pracy, konsekwencji i pieniędzy.
Jesteście otwarci na współpracę z SLD i Razem? Pytam, bowiem PPS nie startuje w wyborach do PE. Dziwna decyzja.
Musimy w tym miejscu wrócić do pierwszego pytania… Poprzednie władze PPS nie podjęły decyzji co do udziału w wyborach do Europarlamentu. Wynikało to również z przyczyn, nazwijmy to, obiektywnych – przesunięcia daty Kongresu, więc naszych wewnętrznych spraw organizacyjnych. W kwietniu Rada Naczelna PPS podjęła decyzję o wsparciu kandydatów do Parlamentu Europejskiego startujących z list Lewicy Razem i tych kandydatów, którzy zostali zarekomendowani przez SLD na listę Koalicji Europejskiej. Po prostu będziemy wspierać tych, którzy prezentują socjalistyczną wrażliwość i jesteśmy przekonani o ich trwałych, lewicowych przekonaniach.
W poszczególnych województwach wygląda to różnie, ja jestem z Częstochowy, w Województwie Śląskim wspieramy Marka Balta, krajowego wiceprzewodniczącego SLD. Myślimy o jesiennych wyborach do Sejmu i Senatu, mamy zamiar czynnie w nich uczestniczyć, przygotowujemy się do tego.
Możemy współpracować ze wszystkimi, z którymi znajdziemy wspólnotę programową. Mamy nadzieję, że tym razem powstanie jedna, lewicowa lista do Sejmu co będzie czytelnym sygnałem dla wyborców i pozwoli na zaistnienie tak potrzebnej lewicy w parlamencie. Osobną sprawą są wybory do Senatu. Ze względu na specyfikę okręgów jednomandatowych można tutaj pomyśleć o szerszej, prodemokratycznej koalicji.
Jak towarzysz chce przywrócić blask PPS? O tej partii słyszymy głównie w kontekście historycznym.
To prawda. Nasza historia jest piękna. Czerpiemy z niej, jak już wcześniej wspomniałem wszyscy się z niej wywodzimy. Czasem również powoduje nieporozumienia, zwłaszcza w kontaktach z młodszym pokoleniem – przykładowo słowo ,,towarzysz”, wywodzące się z ponad stuletniej tradycji, towarzyszami byli Daszyński, Piłsudski, Limanowski, Pużak, dziś brzmi anachronicznie, nawet dla niektórych dziwnie. To jednak właśnie nasza tożsamość, z której nie możemy i nie chcemy rezygnować.
W Europie działają partie o tradycjach jeszcze dłuższych niż nasza, do dziś zachowują swoje historyczne nazwy, np SPD obchodziła w 2013 roku 150 rocznicę powstania… A sposób na przywrócenie blasku to praca, rozbudowa struktur i lewicowa wiarygodność. Tutaj koła
nie wymyślimy.

Głos lewicy

Wielki powrót pirata

Publicysta Łukasz Moll dzieli się refleksją o ACTA2:
1) autorem piosenki może być jakiś tam Zenon Martyniuk – i jego autorstwo nadaje tej piosence „wartość użytkową” (jej „słuchalność”)
2) autorem „wartości wymiennej” tej piosenki (jej ceny) są dystrybutorzy, wydawcy – obojętnie czy dystrybucja odbywa się za pośrednictwem płyt czy serwisów z plikami mp3 – a konkretną wielkość tej ceny ustalają w oparciu o kalkulacje rynkowe
3) ale o „wartości” piosenki – czyli o tym, że w ogóle może ona zaistnieć i jako „wartość użytkowa” i jako „wartość wymienna” – decydują jej słuchacze, a więc ci wszyscy, którzy chcą tej piosenki słuchać, przekazywać ją dalej, pożyczać sobie, wymieniać się nią, zachęcać do jej słuchania, zabierać w podróż, na imprezę, podśpiewywać ją sobie, nucić, wykonywać na karaoke, tańczyć do niej na ślubach, przerabiać ją, recenzować, fałszować, mylić tekst, nie trafiać w dźwięk, rano grasować z nią po ulicach, po południu łowić przy niej ryby, wieczorem paść z nią w słuchawkach bydło, a wieczorem ją krytykować. Co więcej, autorami „wartości” piosenki są także wszyscy jej nie-słuchacze: ci, którzy krzyczą „wyłącz to”, ci, co zmieniają kanał, wyśmiewają piosenkę, pozostają głusi na jej walory, wybierają inne melodie itd. Popularne piosenki mogą istnieć tylko dlatego, że istnieją niepopularne. Rock istnieje, bo istnieje techno. Hip hop istnieje, bo istnieje muzyka klasyczna. Wartość jest, inaczej mówiąc, zawsze relacyjna. Bez bogactwa wielości, bez krążenia piosenki – a zwłaszcza jej refrenu – w tym, co społeczne, piosenka nie ma, nie może mieć żadnej wartości, bo nie odpowiada na żadną potrzebę, nie staje się dobrem pożądanym. I Internet jest doskonałą manifestacją tego procesu, choć sam proces jest przecież starszy niż internet. Najpierw użytkownicy stworzyli sieci wymiany plików – np. piosenek – nadając im społeczną wartość. Na to kapitał zwietrzył interes i przy pomocy prawa autorskiego ogradza nam ten obieg kulturalny, szatkując sieć na kawałki z metką właścicielska i przypisaną do niej ceną. Jest to klasyczne grodzenie oddolnie wytworzonych dóbr wspólnych. Nie ma sensu walczyć z piractwem, z łamaniem praw autorskich na Facebooku czy YouTubie. Prawdziwymi grabieżcami są tutaj wszystkie te platformy, które zarabiają na dawnych sieciach pirackich. Tak, nie powinny zarabiać! Ale rozwiązaniem nie jest ACTA2, która ogranicza resztki pirackiej swobody na tych wielkich tankowcach. Rozwiązaniem jest zatopienie tych tankowców i wyciągnięcie na powrót pirackiej bandery.

Polska i świat

Nie mam wątpliwości, że Europa wkroczyła w fazę nowego Świętego Przymierza chroniącego możnych przed demokratycznymi artykulacjami. Spójrzmy tylko na to, co się dzieje:
We Francji policja tydzień w tydzień brutalnie leje manifestujących, zakazuje się demonstracji, wyprowadza się wojsko na ulice – wszystko po to, by ochronić reformy korzystne dla bogaczy i niekorzystne dla większości społeczeństwa – a odpowiedzialny za to prezydent uchodzi za symbol europejskości,
W Wielkiej Brytanii premier jest głucha nie tylko na opinię publiczną, ale i na głosy Parlamentu, mającego być tejże opinii publicznej wyrazem – przedkłada ponad interes powszechny dobro własnej, fatalnie podzielonej partii i koalicji, a także własną, coraz bardziej zagrożoną posadę,
W Hiszpanii doszło do gorszącej kryminalizacji aspiracji Katalończyków do samostanowienia – z demonstracjami władze w Madrycie obeszły się bezwzględnie, a działaczom niepodległościowym postawiono zarzuty,
Niemcy ponownie weszły w samozwańczego centrum Europy, które lansuje wizję integracji, zgodnie z którą to co jest dobre dla niemieckiego kapitału, ma być dobre dla ludów Europy,
Włosi są na populistycznej wojnie ze zdesperowanymi uchodźcami, którym w bestialski sposób utrudniają przekraczanie Morza Śródziemnego,
Na Wschodzie Rosja na powrót stała się żandarmem, który poszerza swoją strefę wpływów, a Turcja robi za sojusznika Europy w powstrzymywaniu przepływów ludności i w walce z islamistami, odpłacając sobie przyzwoleniem Europy na dziesiątkowanie Kurdów,
A Polacy nie są już barometrem rewolucji w Europie, jakim byli w XIX wieku.
I w tych przerażających warunkach zamiast nowej Wiosny Ludów, dostajemy z lewej strony jakieś pastelowe, infantylne Wiosny i projekty dla kosmopolitycznych wykształciuchów…