Mały gest dla cyklistów

PKP Intercity postanowiło włączyć się w działania w ramach Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu. Z tej okazji ten przewoźnik pasażerski przygotował promocję taryfową dla cyklistów – „Rower za złotówkę z PKP Intercity”. W jej ramach w pociągach spółki będzie można przewieźć rower za symboliczną złotówkę, niezależnie od długości trasy pokonywanej pociągiem. Bilety promocyjne są już dostępne w sprzedaży, w kasach biletowych oraz na stronie internetowej.
Rower za złotówkę to brzmi dobrze, ale promocja będzie trwać tylko od 16 do 22 września bieżącego roku, więc niewielu rowerzystów da radę z niej skorzystać. Szkoda, że tej obniżki nie wprowadzono w sezonie wakacyjnym. Pamiętać też trzeba, że przewóz roweru jest możliwy jedynie w wyznaczonych pociągach PKP Intercity.
Rowerzyści, którzy będą wsiadać do pociągu na mniejszych stacjach, gdzie nie ma kas biletowych, mogą kupić bilet na rower u konduktora, ale nie wtedy, gdy już znajdą się w pociągu ze swym pojazdem, lecz wyłącznie wówczas jeśli zgłoszą się do niego przed wejściem do pociągu. Konduktor sprzeda zaś bilet tylko wtedy, jeśli będzie dostępne miejsce dla osoby przewożącej rower na całej trasie jej podróży.
Bilety rowerowe za złotówkę będą ważne jedynie na przewóz roweru w tym pociągu, w którym zostały sprzedane. Ktoś kto ma podróż z przesiadką i kupił już dla siebie bilet na całą trasę, po zmianie pociągu musi więc kupić następny bilet rowerowy za złotówkę – oczywiście pod warunkiem, że w pociągu do którego się przesiadł będzie miejsce na rower. „Należy pamiętać, że liczba miejsc na przewóz jednośladów w danym pociągu jest ograniczona” – przypomina PKP Intercity.
Niestety, pociągi z miejscami dla rowerów to nie jest oczywistość w ofercie tego przewoźnika. Jak oświadczył prezes PKP Intercity Marek Chraniuk, dopiero po zakończeniu prowadzonego obecnie największego w historii PKP Intercity, wieloletniego programu inwestycyjnego wartego około 7 mld zł, w każdym pociągu tej spółki znajdą się miejsca na rowery.

Warto nosić kask

Ile osób musi zginąć, zanim wreszcie przyjęty zostanie przepis, mogący zmniejszyć liczbę ofiar?
Czasem potrzeba tragedii, aby zmotywować tłumy do działania. Niestety, tak było i tym razem. Dominik miał 16 lat i całe życie przed sobą. Rower był jego pasją. W kaliskim skateparku spędzał bardzo dużo czasu.
18 maja tego roku podczas jednej z jego akrobacji zajechała mu drogę mała dziewczynka. Dominik, żeby uniknąć zderzenia, musiał gwałtownie zmienić kierunek lotu, spadł i uderzył głową o beton. Mimo starań lekarzy nie udało się go uratować. Zmarł w szpitalu. Podczas tego feralnego skoku niestety nie miał na głowie kasku, a gdyby go miał – z pewnością byłyby większe szanse na przeżycie.
W ostatniej drodze Dominika uczestniczyły setki osób. “Czy moglibyście pomóc w tym aby jego śmierć coś zmieniła?” – zaapelowali znajomi chłopaka i jego rodziny.
Parę tygodni później w Kaliszu powstało stowarzyszenie Kask jest cool, którego celem jest propagowanie uprawiania sportów rekreacyjnych w świadomy i bezpieczny sposób – w kasku i ochraniaczach. Członkowie aktywnie zabiegają o zmianę przepisów polskiego prawa i wprowadzenie ustawowego nakazu noszenia kasku podczas jazdy rowerem i hulajnogą przez dzieci i młodzież do 18 roku życia. Pomysłodawcami akcji są znajomi rodziców tragicznie zmarłego Dominika. Honorowym członkiem stowarzyszenia został prezydent Kalisza Krystian Kinastowski.
Stowarzyszenie Kask jest cool powstało z inicjatywy znajomych i rodziców Dominika, którzy postanowili uczcić jego pamięć. We współpracy z Radą Rodziców Szkoły Podstawowej nr 6 w Kaliszu będą się starać o edukację społeczeństwa – zarówno tych młodszych, jak i starszych. W sprawę udało im się zaangażować media i niektórych polityków. Dwie interpelacje w sprawie zmiany przepisów polskiego prawa i wprowadzenie ustawowego nakazu noszenia kasku, złożył już w Sejmie poseł Piotr Kaleta.
Okazją do rozpropagowania tej idei był obchodzony 21 czerwca Dzień Deskorolki. W kaliskim skateparku, w którym zginął Dominik, odbyła się impreza skierowana do miłośników jazdy na deskorolce, hulajnodze i BMX, były pokazy w wykonaniu wyczynowców. Podczas tego wydarzenia organizatorzy zachęcali młodych ludzi do zakładania kasków ochronnych.
“Kask i ochraniacze są bardzo ważne, a skatepark to nie jest plac zabaw dla dzieci. Bezpieczeństwo jest kluczowe podczas uprawiania wszelakich sportów, szczególnie tych ekstremalnych, a wypadek może zdarzyć się każdemu, niezależnie od stopnia zaawansowania. Ta tragedia jest tego doskonałym przykładem, nie pozwólmy, aby poszła na marne. Wypadek Dominika był impulsem do tego, aby w ramach naszych działań profilaktycznych, które prowadzimy jako Rada Rodziców Szkoły Podstawowej nr 6 w Kaliszu dążyć do zmiany przepisów prawa. Chcemy pokazywać, że kask jest cool, tworzyć modę na noszenie kasków. Wychowajmy dzieci i młodzież w kaskach, aby jako dorośli mieli to jako element swojego życia” – powiedział Rafał Wieczorek, prezes stowarzyszenia „Kask jest cool”.
Kaliską akcję wsparły między innymi minister sportu Danuta Dmowska-Andrzejuk, minister rodziny, pracy i polityki społecznej Marlena Maląg oraz wojewoda wielkopolski wraz z samorządem Kalisza. Zapowiedzieli oni poparcie działań zmierzających do wprowadzenia obowiązku noszenia kasków dla młodzieży do 18 roku życia – choć wiadomo, że sam prawny obowiązek niewiele tu zmieni, jeśli nie powstanie dobry zwyczaj noszenia kasków, taki jaki upowszechnia się już, także wśród dorosłych, na stokach narciarskich.
Warto, byśmy, jako Polacy byli mądrzy po szkodzie i sięgnęli do doświadczeń naszych sąsiadów. Otóż, na Słowacji kask jest wymagany wszędzie dla rowerzystów poniżej 15 roku życia, zaś poza obszarami zabudowanymi, obowiązkowy również dla rowerzystów powyżej 15 lat. W Czechach jest zaś obowiązkowy dla młodzieży poniżej 18 roku życia.
Niestety, w Polsce nie istnieje pojęcie dyscypliny społecznej, a wszelkie przepisy mające ją budować, są torpedowane jako niedopuszczalne ograniczenie świętych swobód osobistych. Dlatego w naszym kraju nie ma dotychczas obowiązku jazdy w kasku, nawet dla najmłodszych dzieci.
W przeszłości były u nas podejmowane próby uchwalenia przepisu, wprowadzającego obowiązek jazdy rowerowej w kaskach chociaż dla dzieci. Oczywiście bezskuteczne. Udało się natomiast wprowadzić obowiązek jazdy w kaskach na nartach, dla młodzieży do 16 roku życia. W rezultacie, na polskich stokach narciarskich kaski się już przyjęły, także wśród starszych miłośników białego szaleństwa.

Rower jaki jest każdy widzi

Hulajnogi elektryczne będą uznane za rowery. Ale deski, rolki i segwaye już nie.

Po długich deliberacjach Ministerstwo Infrastruktury przedstawiło wreszcie projekt przepisów regulujących korzystanie z hulajnóg elektrycznych. Ponieważ postęp techniczny idzie naprzód, ministerstwo ma ambicję, by nowe uregulowania dotyczyły także i tych urządzeń, które jeszcze się nie pojawiły.
– Nowe technologie stawiają nowe wyzwania. Chcemy, aby prawo nadążało za zmieniającym się światem. Dlatego nowe przepisy określają ramy, w ramach których mogą funkcjonować nie tylko hulajnogi elektryczne, ale i wszystkie urządzenia transportu osobistego, które już się pojawiły i które w przyszłości mogą się pojawić – powiedział wiceminister infrastruktury Rafał Weber.

W krótkiej wersji

Według propozycji Ministerstwa Infrastruktury, zostanie wprowadzona definicja urządzenia transportu osobistego.
Zostanie ono zdefiniowane jako „urządzenie konstrukcyjnie przeznaczone do poruszania się wyłącznie przez kierującego znajdującego się na tym urządzeniu, o szerokości nieprzekraczającej w ruchu 0,9 m, długości nieprzekraczającej 1,25 m, masie własnej nieprzekraczającej 20 kg, wyposażone w napęd elektryczny, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 25 km/h”.
Co więcej, do definicji roweru zostanie dodane zdanie „określenie to obejmuje również urządzenie transportu osobistego”.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że w świetle polskiego prawa, rower to: „ pojazd o szerokości nieprzekraczającej 0,9 m poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem; rower może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 wat, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h”. W świetle tej definicji roweru, są nim także elektryczne riksze rowerowe (wąskie).
Od razu widać, że obie te definicje, nawet pożenione ze sobą, nie bardzo trzymają się kupy. Określenie roweru ma obejmować również urządzenie transportu osobistego – ale w definicji urządzenia transportu osobistego jest napisane, że jego długość nie może przekroczyć 1,25 m. Tymczasem długość wielu rowerów przekracza 1,25 m. Pytanie więc, czy wszystkie rowery będą uznane za urządzenia transportu osobistego, czy tylko te krótsze?

Z pedałami czy bez?

Można by powiedzieć, że akurat długość nie ma większego znaczenia, bo rower, jaki jest, każdy widzi (choć nie do końca, bo są przecież i rowery poziome) – ale problem w tym, że są i inne różnice, nieco ważniejsze. Projekt nowych przepisów mówi, iż definicja roweru ma obejmować również urządzenia transportu osobistego – ale definicja roweru nic nie mówi o ilości osób, jakie można nim przewozić – i słusznie, bo są przecież tandemy, foteliki rowerowe dla dzieci, a choćby i dziewczyny przewożone na ramie, czy na tylnym bagażniku. Natomiast projekt definicji urządzenia transportu osobistego wyraźnie stwierdza, że jest to urządzenie przeznaczone konstrukcyjnie do poruszania się wyłącznie przez kierującego.
I wreszcie kwestia napędu elektrycznego. Definicja urządzenia transportu osobistego nic nie mówi o sposobie uruchamiania tego napędu, natomiast definicja roweru uściśla, że jego ewentualny napęd elektryczny ma być uruchamiany naciskiem na pedały.
Hulajnogi elektryczne nie mają pedałów. Mają przycisk, który od biedy może zostać uznany za pedał. Segwaye nie mają jednak i tego – uruchamia się je odchyleniem drążka trzymanego oburącz. I co teraz, czy segwaye mają być traktowane jako rowery i urządzenia transportu osobistego, czy też nie?
W każdym razie, niezależnie od trudności definicyjnych, chodzi o to, by wszystkie te prawa i obowiązki, które dzisiaj obowiązują rowerzystów, objęły także i tych, co jeżdżą hulajnogami elektrycznymi. Ci, co jeżdżą zwykłymi, rolkami, wrotkami lub na deskach, będą nadal uważani za pieszych.