Nacjonalizm

Niech nam teraz wolno będzie zbadać charakter i źródła tej polityki, którą można by określić jako „nacjonalizm gospodarczy”. Metoda, którą zastosuję do tego celu, jest dobrze znaną marksistowską metodą badania zjawisk społecznych.

Można mieć dowolną opinię o marksizmie, jedno jest jednak pewne: jako metoda naukowego badania zjawisk społecznych daje doskonałe rezultaty.

Metoda ta opiera się na dwóch następujących zasadach: 1) każda ideologia społeczna czy ekonomiczna reprezentuje interesy pewnej klasy; innymi słowy, jest ona ideologią klasową; 2) podział nowoczesnego społeczeństwa na klasy, a także ich siła zależą od stopnia koncentracji przemysłu, który z kolei jest wynikiem rozwoju techniki przemysłowej. Te dwa założenia są podstawą metody marksistowskiej, którą zamierzam stosować do wyjaśnienia nacjonalizmu gospodarczego.

Rozwój historyczny przemysłu i handlu ma tendencję do przekształcania się z produkcji na małą skalę w produkcję masową, tzn. ma tendencję do koncentracji. Tendencja ta wynika z faktu, że masowa produkcja przynosi wiele korzyści natury technicznej i czysto ekonomicznej, co daje jej przewagę nad produkcją na małą skalę. Wynikiem przekształcenia produkcji na małą skalę w produkcję masową jest stałe rozszerzanie się strefy wymiany towarowej, ponieważ przemysł wytwarzający na większą skalę wymaga większych rynków zbytu dla swoich produktów. Terytorialne rozszerzanie się obiegu ekonomicznego jest stałym dowodem nadążania za postępem koncentracji przemysłu. Terytorialnym następstwem rozwoju średniowiecznego rzemiosła jest system gospodarki miejskiej (Stadtwirtschaft). W XVI wieku, w wyniku nieznacznej koncentracji produkcji przemysłowej, ta Stadtwirtschaft objęła system rozleglejszy terytorialnie (Territorialwirtschaft).

Rewolucja przemysłowa XVIII wieku doprowadziła do tego, że system terytorialny został zastąpiony przez większy narodowy system gospodarczy (Volkswirtschaft). Obecnie żyjemy znowu w okresie przejściowym. Rozwój technicznych sił produkcyjnych, zwycięstwo produkcji masowej i wielkich zakładów przemysłowych nad produkcją na małą skalę i nad małymi warsztatami poszły już tak daleko, że narodowy system gospodarczy stał się za małym rynkiem dla nowoczesnego, wielkiego, skoncentrowanego przemysłu kapitalistycznego; wielki kapitał wymaga nowych obszarów cyrkulacji gospodarczej, szerszych niż większość naszych narodowych systemów gospodarczych – w rzeczywistości wymaga światowego systemu gospodarczego (Weltwirtschaft).

Połączenie narodowych systemów gospodarczych w jeden światowy system (lub co najmniej utworzenie pewnych wielkich stref ekonomicznych, na które można by podzielić świat, jakkolwiek byłoby to tylko rozwiązaniem przejściowym między okresem narodowych systemów gospodarczych a okresem jednego systemu gospodarki światowej) jest koniecznym i nieuchronnym wynikiem postępującej koncentracji przemysłu. Zwycięstwo wielkich zakładów przemysłowych nad małymi warsztatami prowadzi do produkcji masowej, która przynosi znaczne korzyści, co jej daje przewagę nad produkcją nad małą skalę. Jest ona tańsza – albo innymi słowy, zwiększa produkcyjność pracy ludzkiej przez zastosowanie najnowszych zdobyczy nauk technicznych i naukowych metod zarządzania. Produkcja masowa jest możliwa jednak tylko wówczas, kiedy istnieje dostatecznie duży rynek, zdolny do jej wchłonięcia. Dlatego postępująca koncentracja produkcji kapitalistycznej musi doprowadzić do powiększenia rynku i rozszerzania terytorialnego zasięgu obiegu gospodarczego. Obecnie osiągnęliśmy etap, na którym terytoria poszczególnych krajów europejskich są zbyt małe na to, aby dalszy rozwój produkcji kapitalistycznej był możliwy, i dlatego musi ona dążyć do przełamania barier między różnymi narodowymi systemami gospodarczymi i utworzenia z nich większych obszarów cyrkulacji gospodarczej. Podobnie rozwijający się system gospodarki narodowej, opierając się na ideologii merkantylistycznej, zmierzał do złamania bariery średniowiecznej Stadtdwirtschaft, aż osiągnął zwycięstwo. Musi to spowodować międzynarodowy podział pracy, obalenie samowystarczalności poszczególnych krajów i połączenie ich w jeden system światowy, albo co najmniej – na razie – w europejski system gospodarczy.

Jeżeli rozwój ten będzie hamowany albo nawet uniemożliwiony, musi nastąpić kryzys o przewlekłym i chronicznym charakterze. Obecne cła i polityka handlu zagranicznego państw europejskich przeszkadzają ewolucji w kierunku większego terytorialnego systemu gospodarczego; wyjaśnia to w pełni trudności gospodarcze powojennej Europy. Jeżeli bowiem różne kraje są oddzielone wysokimi taryfami celnymi lub w inny sposób, wielki skoncentrowany przemysł nie może w pełni wykorzystać swojej mocy produkcyjnej; następuje stagnacja, redukcja zatrudnienia i ogromny wzrost bezrobocia, a więc wszystkie symptomy typowego kryzysu. Jednakże kryzys taki różni się od zwykłych kryzysów czasów przedwojennych tym, że jest on chroniczny i w rezultacie musi doprowadzić do katastrofy gospodarczej. Skoro produkcja masowa staje się niemożliwa, albo co najmniej bardzo ograniczona, a ostatnie osiągnięcia techniki i naukowych metod zarządzania nie mogą znaleźć zastosowania, koszty produkcji rosną, a zatem zmniejsza się wydajność pracy ludzkiej. Jeżeli wzrasta liczba ludności, musi nastąpić ogólna zwyżka cen, ogólne zubożenie i pauperyzacja. Prowadzi to w rezultacie nie tylko do katastrofy życia gospodarczego w Europie, lecz także do upadku całej cywilizacji europejskiej. Takie są perspektywy w przypadku zwycięstwa nacjonalizmu gospodarczego.

Możemy zadać sobie pytanie, dlaczego nacjonalizm gospodarczy tak ostro walczy przeciw nowej terytorialnej formie kapitalizmu, przeciw światowemu systemowi gospodarczemu. Odpowiedź będzie prosta, jeśli tylko poddamy analizie społeczne znaczenie różnych etapów terytorialnej ewolucji kapitalizmu. Narodowy system gospodarczy wywodzi się z kapitalizmu wczesnego, o niewielkim stopniu koncentracji i działającego na zasadzie wolnej konkurencji (podobnie jak Stadtwirtschaft zrodziła się ze średniowiecznego rzemiosła); światowy system gospodarczy natomiast jest rezultatem daleko posuniętej koncentracji kapitalistycznych monopoli. Przejście od narodowego do światowego systemu gospodarczego spowodowane jest jedynie przekształceniem się wczesnego kapitalizmu wolnokonkurencyjnego w gospodarkę wielkich monopoli kapitalistycznych; ale będąc wynikiem, jest zarazem niezbędnym warunkiem tej przemiany. Przekształcenie to jest procesem koncentracji i dokonuje się kosztem pewnej tylko części ludności, która dawniej składała się z niezależnych przedsiębiorców; obecnie na skutek koncentracji utracili oni swoją niezależność gospodarczą i są zagrożeni proletaryzacją.

Klasa kapitalistyczna, burżuazja, jest zatem podzielona na dwie grupy, z których jedna sprzyja dalszej ewolucji kapitalizmu, podczas gdy druga, dla której proces ten oznacza stratę niezależności gospodarczej, a nawet proletaryzację, usiłuje zatrzymać go na obecnym stadium. Ta ostatnia grupa musi, rzecz jasna, walczyć z postępem gospodarczym. Ta właśnie klasa, w swoim dążeniu do zatrzymania rozwoju kapitalizmu na etapie odrębnych narodowych systemów gospodarczych, utrudnia w najwyższym stopniu przejście do światowego systemu gospodarczego, ponieważ używa całej swej siły do rozdzielania krajów i państw, aby nie dopuścić do dalszej koncentracji. W tym celu stworzyła ona własną ideologią, którą jest nacjonalizm; zmierza on do rozdzielenia narodów, zniszczenia międzynarodowej współpracy i przeciwdziałania umiędzynarodowieniu życia gospodarczego. Z punktu widzenia postępu ekonomicznego i społecznego ideologia ta jest jak najbardziej reakcyjna. Z punktu widzenia czysto ekonomicznego ideologia ta stawia jako cel samowystarczalność, która jest zaprzeczeniem międzynarodowego podziału pracy i międzynarodowej współpracy gospodarczej; pociąga to za sobą utrwalenie wczesnego kapitalizmu małych zakładów pracy przemysłowych i produkcji na małą skalę. Ten ekonomiczny aspekt ideologii nacjonalistycznej można by nazwać „nacjonalizmem gospodarczym”. Jego następstwem są wysokie bariery celne między krajami europejskimi i wojny taryfowe, które działają niszcząco na życie gospodarcze.

Bronią, którą włada nacjonalizm gospodarczy w swojej walce przeciw światowemu systemowi gospodarczemu (lub też europejskiemu systemowi gospodarczemu), są wysokie cła ochronne, a nawet prohibicyjne zakazy importu, wyjątkowo wysokie frachty kolejowe i inne podobne utrudnienia w wymianie i handlu międzynarodowym. Nacjonalizm gospodarczy jest szczególnie szkodliwy dla Europy środkowej i wschodniej z jej licznymi małymi państwami. Wysokie ochronne taryfy celne mogły dobrze służyć (ale wątpliwe czy będą dobrze służyły w dalszym ciągu w przyszłości) Stanom Zjednoczonym Ameryki, które – jako federacja ponad czterdziestu stanów, rozciągająca się na ogromnym obszarze, licząca 100 milionów ludzi, posiadająca prawie wszystkie niezbędne bogactwa mineralne – mogą uchodzić za miniaturę samodzielnego światowego systemu ekonomicznego. Dla państw europejskich natomiast, z których największe jest karłem w porównaniu z wielką republiką amerykańską, taka polityka oznacza samobójstwo gospodarcze.

Nacjonalizm gospodarczy jest, jak powiedzieliśmy, ideologią pewnej klasy i dlatego może być przezwyciężony tylko wtedy, gdy istnieją inne klasy, dostatecznie silne do złamania jego wpływu. W społeczeństwie współczesnym istnieją dwie takie klasy, zainteresowane rozwojem nowoczesnego przemysłu w kierunku światowego systemu gospodarczego. Pierwsza z nich to część klasy kapitalistycznej – burżuazja – która, ściśle powiązana z wielkimi monopolami kapitalistycznymi o międzynarodowym charakterze, jest zainteresowana w przejściu do światowego systemu gospodarczego i w złamaniu nacjonalizmu gospodarczego. Przedstawiciele tej klasy ogłosili niedawno manifest, w którym oświadczyli: „Skoro wszyscy jesteśmy zależni od importu i eksportu oraz od procesów wymiany międzynarodowej, nie możemy patrzeć bez głębokiej troski na politykę, która oznacza zubożenie Europy”. Możemy mieć nadzieję, że ta międzynarodowa część burżuazji odniesie zwycięstwo w walce z nacjonalistycznym przeciwnikiem. W tej walce międzynarodowi kapitaliści będą popierani przez klasę robotniczą, którą z konieczności interesuje to, ponieważ wielki skoncentrowany przemysł może zapewnić robotnikom lepsze warunki pracy i płacy, aniżeli mały, słabo rozwinięty przemysł w samowystarczalnym kraju, stanowiącym ideał nacjonalizmu gospodarczego; ponadto, ponieważ rozwój kapitalizmu do jego ostatecznych granic, do maksymalnej koncentracji i internacjonalizacji, jest niezbędnym warunkiem realizacji społecznego ideału robotników, Wspólnoty Socjalistycznej. Takie oto są powody, które skłaniają klasę robotniczą do popierania międzynarodowych kapitalistów w ich walce o światowy system gospodarczy, przeciwko nacjonalizmowi gospodarczemu. Można mieć nadzieję, że ich zjednoczone wysiłki będą uwieńczone powodzeniem i w ten sposób uratują Europę od groźby gospodarczego i kulturalnego upadku.

Wysiłki tych dwóch klas są popierane przez trzeci czynnik; jest nim rosnący wpływ finansów amerykańskich na sprawy europejskie. W Niemczech wpływ ten jest bardzo silny; Anglia była w stanie powrócić do waluty złotej tylko dzięki pomocy amerykańskiej; jeżeli chodzi o Francję, to jest rzeczą wątpliwą, czy trudności gospodarcze występujące w procesie uzdrowienia finansowego będą pokonane bez pomocy amerykańskiego kapitału itd. Wzrastający wpływ amerykańskiego kapitału jest jednym z najważniejszych czynników przygotowujących klęskę nacjonalizmowi gospodarczemu i sprzyjających praktycznej współpracy ekonomicznej krajów europejskich.

W dzisiejszej Europie działają dwie siły. Jedna zmierza do samowystarczalności i do izolacji gospodarczej; jest to nacjonalizm gospodarczy. Druga prowadzi do zjednoczenia, współpracy, do europejskiej, a nawet światowej unii gospodarczej. Zwycięstwo pierwszej oznaczałoby dla Europy upadek gospodarczy i kulturalny, zwycięstwo drugiej zaś – niewyobrażalne możliwości dalszego rozwoju. Narody europejskie muszą dokonać wyboru; te, które dążą do uratowania Europy od nieuchronnego upadku, wynikającego z nacjonalizmu gospodarczego, muszą połączyć się pod sztandarem międzynarodowej wspólnoty gospodarczej.

Róża Luksemburg – ekonomia (bardzo) polityczna

W 100. rocznicę śmierci Róży Luksemburg prezentujemy artykuł stanowiący próbę wykazania aktualności i politycznej ważności jej dorobku w dziedzinie ekonomii politycznej.

Czym jest ekonomia polityczna?

Przedstawiając we Wstępie do ekonomii politycznej podstawowe założenia Marksowskiej teorii wartości opartej na pracy Róża Luksemburg dokonuje kluczowego przesunięcia, pokazując konieczne połączenie między wartością a pieniądzem. Jej zdaniem ”[o]dkrycie, że w wartości wymiennej każdego towaru, a więc i pieniądza, tkwi tylko praca ludzka, a zatem, że wartość każdego towaru jest tym większa, im więcej pracy potrzeba na jego wytworzenie i na odwrót – odkrycie to jest dopiero połową prawdy. Druga połowa prawdy polega na wyjaśnieniu, jakim sposobem i dlaczego praca ludzka przyjmuje tak osobliwą formę wartości wymiennej i zgoła już zagadkową formę pieniądza?”.

Postawione przez Luksemburg pytanie jest zarazem pytaniem o rolę wymiany w społeczeństwie, w szczególności w społeczeństwie kapitalistycznym. Pierwotna forma wymiany zachodząca między plemionami, będącymi niewielkimi gospodarkami planowymi, wraz z powstawaniem własności prywatnej uzyskuje nową kluczową rolę – staje się spoiwem, „jedynym środkiem zespolenia rozproszonych indywiduów i ich pracy w zwartą gospodarkę społeczną”.

Ogólna wymiana w gospodarce bezplanowej nie może oczywiście zachodzić bez pieniądza. Tylko produkt, który został wymieniony na pieniądz posiada wartość. Oznacza to, że praca prowadząca do wytworzenia danego produktu jest początkowo wyłącznie pracą prywatną. Staje się ona społeczna czy też społecznie niezbędna, dopiero jeżeli ktoś uzna, że produkt ten wart jest zapłacenia za niego jakiejś kwoty pieniężnej. W przeciwnym razie produkt ten nie posiada żadnej wartości, a praca wydatkowana na jego wykonanie staje się „wyrzuconą na darmo pracą”. A zatem, jak pisze Bellofiore, „pieniądz jest jedynie ekspresją pracy społecznej […] jest jedyną wspólną rzeczywistością łączącą różne prace prywatne, fragmenty pracy ludzkiej pozbawionej użyteczności”. Marksowska teoria wartości w ujęciu Róży Luksemburg nie jest teorią wyjaśniającą obiektywne zakotwiczenie cen w pewnym fizjologicznym wysiłku człowieka w produkcji, ale teorią odnoszącą się do pewnej specyficznej formy, w której jednostkowa praca staje się społeczna, właściwej wyłącznie gospodarce pieniężnej.

Nietrudno zauważyć także, że abstrakcja[12] związana z uznaniem pracy konkretnej za społecznie niezróżnicowaną, będąca podstawą wartości, ma zatem charakter realny, a nie teoretyczny. Jak pisze Luksemburg w pracy Reforma socjalna czy rewolucja?, abstrakcja ta „nie jest wymysłem, lecz odkryciem […]; istnieje ona nie w głowie Marksa, lecz w gospodarce towarowej”.

Społeczeństwo prywatnych wytwórców spajane wymianą posiada jeszcze jedną kluczową cechę. Procesy gospodarcze przestają być w nim zrozumiałe, przewidywalne dla uczestniczących w nich ludzi, wydają się być czymś zewnętrznym, niezależnym od człowieka, niczym zjawiska przyrodnicze. Dopiero tak wyizolowana i wyobcowana sfera gospodarki potrzebuje nauki zgłębiającej rządzące nią prawa – ekonomii politycznej. Jak pisze Luksemburg:

Nauka Marksa jest dzieckiem ekonomii burżuazyjnej, ale dzieckiem, którego narodziny kosztowały życie matki. W teorii Marksa ekonomia polityczna jako nauka znalazła swe uwieńczenie i swój kres. Potem – jeżeli nie liczyć rozwijania nauki Marksa w szczegółach – powinno nastąpić tylko przekształcenie tej nauki w działanie, a więc walka międzynarodowego proletariatu o urzeczywistnienie socjalistycznego ustroju gospodarczego. Koniec ekonomii politycznej jako nauki jest wydarzeniem historycznym, jest jej przekształceniem w praktykę planowo zorganizowanej gospodarki światowej.

Powyższe sformułowania w ustach ekonomistki, jaką była Róża Luksemburg, mogą dziwić, szczególnie gdy sięgniemy do klasyfikacji Harry’ego Cleavera umieszczającego odczytanie dokonane przez Luksemburg w grupie ekonomicznych i ideologicznych interpretacji Kapitału. Takie interpretacje muszą być prowadzone z perspektywy kapitału i „są zasadniczo biernymi interpretacjami sytuacji społecznej”. Takie zaklasyfikowanie Luksemburg wydaje mi się nie do końca trafne. Jej teoria zdaje się balansować pomiędzy perspektywą kapitału a perspektywą klasy robotniczej. Jest więc zatem przynajmniej częściowo polityczna w rozumieniu Cleavera, tzn. ukazuje związki kategorii i pojęć ekonomii z walką klas i wskazuje na „konsekwencje dla politycznej strategii klasy robotniczej”. Ujęcie przez nią najważniejszego dzieła Marksa jako ostatniego dzieła ekonomii politycznej, przynoszącego jej zniszczenie, nie jest co prawda tożsame z ujęciem amerykańskiego autora, kładącego nacisk na negatywną interpretację pierwszego słowa podtytułu Kapitału (Krytyka ekonomii politycznej), jednak z pewnością wskazanie na konieczność zniszczenia ekonomii politycznej jako nauki i przejścia do praktyki rewolucyjnej pokazują bardzo polityczny wymiar nawet z pozoru czysto „ekonomicznych” prac polskiej marksistki (do tego aspektu nawiążę jeszcze w dalszych częściach artykułu). Interesujące jest także to, że zarówno Luksemburg, jak i Cleaver definiują walkę z kapitalizmem jako walkę z formą towarową. Dla tego drugiego jest ona „podstawową formą kapitału”, zdolność do narzucania której decyduje o utrzymaniu się samego systemu, dla Luksemburg zaś formą, która wytworzyła podział między jednostką a społeczeństwem.

Wartość siły roboczej i związki zawodowe

W kontekście rozważań nad problematyką płac, warto zwrócić uwagę na usytuowanie związków zawodowych we Wstępie do ekonomii politycznej. Ich rolą jest dbałość o wzrost płac realnych robotników, a nie hamowanie spadku płac względnych. Ze swej natury mają one zatem charakter reformistyczny i funkcjonalny względem działania gospodarki kapitalistycznej.

Zdaniem Luksemburg „Dopiero dzięki istnieniu związku zawodowego siła robocza jako towar znajduje się w położeniu, w którym może być sprzedawana według jej wartości. Kapitalistyczne prawo wymiany towarowej w zastosowaniu do siły roboczej nie przestaje obowiązywać wskutek istnienia związków zawodowych, jak to błędnie sądził Lassalle, ale na odwrót, dopiero dzięki nim może być realizowane”.

To stwierdzenie jest próbą rozwiązania fundamentalnego problemu zawartego w samym rdzeniu Marksowskiej teorii wartości. Wartość każdego towaru jest mierzona niezbędnym czasem pracy potrzebnym do jej wytworzenia. Jednak z wartością siły roboczej jest inaczej – zależy ona od czasu niezbędnego do wytworzenia sumy środków utrzymania zgodnych z pewnym historycznie i geograficznie określonym standardem życia, a więc składników używanych w (re)produkcji tego „szczególnego towaru”. Marks „traktuje proces konsumpcji jako automatyczny, niewymagający żadnego wkładu ludzkiej pracy”. Co więcej, to raczej wielkość płac nominalnych określa wartość siły roboczej, a nie odwrotnie. Zdaniem Władysława Bortkiewicza, polskiego matematyka i ekonomisty, „wartość” siły roboczej nie może zostać określona w ten sam sposób, co w przypadku innych towarów. Ze względu na brak prywatnej produkcji siły roboczej na rynek oraz konkurencji między jej wytwórcami niemożliwe staje się ustanowienie przeciętnie niezbędnego czasu pracy potrzebnego do jej wytworzenia. Wartość siły roboczej jest tylko częściowo wytworem pracy abstrakcyjnej związanej z najemną pracą żywą wytwarzającą artykuły konsumpcyjne będące środkami utrzymania. Jest ona również wytwarzana w ramach pozarynkowych systemów edukacyjnych czy rodzinnych. Jeżeli odrzucimy zaś fakt, że siła robocza jest towarem, upada nie tylko rozróżnienie na cenę i wartość siły roboczej, ale także, co znacznie ważniejsze, niemożliwe jest określenie wielkości wartości dodatkowej, a co za tym idzie, także wyzysku.

Róża Luksemburg – ekonomia (bardzo) polityczna

Czym jest ekonomia polityczna?

Przedstawiając we Wstępie do ekonomii politycznej podstawowe założenia Marksowskiej teorii wartości opartej na pracy Róża Luksemburg dokonuje kluczowego przesunięcia, pokazując konieczne połączenie między wartością a pieniądzem. Jej zdaniem ”[o]dkrycie, że w wartości wymiennej każdego towaru, a więc i pieniądza, tkwi tylko praca ludzka, a zatem, że wartość każdego towaru jest tym większa, im więcej pracy potrzeba na jego wytworzenie i na odwrót – odkrycie to jest dopiero połową prawdy. Druga połowa prawdy polega na wyjaśnieniu, jakim sposobem i dlaczego praca ludzka przyjmuje tak osobliwą formę wartości wymiennej i zgoła już zagadkową formę pieniądza?”.
Postawione przez Luksemburg pytanie jest zarazem pytaniem o rolę wymiany w społeczeństwie, w szczególności w społeczeństwie kapitalistycznym. Pierwotna forma wymiany zachodząca między plemionami, będącymi niewielkimi gospodarkami planowymi, wraz z powstawaniem własności prywatnej uzyskuje nową kluczową rolę – staje się spoiwem, „jedynym środkiem zespolenia rozproszonych indywiduów i ich pracy w zwartą gospodarkę społeczną”.
Ogólna wymiana w gospodarce bezplanowej nie może oczywiście zachodzić bez pieniądza. Tylko produkt, który został wymieniony na pieniądz posiada wartość. Oznacza to, że praca prowadząca do wytworzenia danego produktu jest początkowo wyłącznie pracą prywatną. Staje się ona społeczna czy też społecznie niezbędna, dopiero jeżeli ktoś uzna, że produkt ten wart jest zapłacenia za niego jakiejś kwoty pieniężnej. W przeciwnym razie produkt ten nie posiada żadnej wartości, a praca wydatkowana na jego wykonanie staje się „wyrzuconą na darmo pracą”. A zatem, jak pisze Bellofiore, „pieniądz jest jedynie ekspresją pracy społecznej […] jest jedyną wspólną rzeczywistością łączącą różne prace prywatne, fragmenty pracy ludzkiej pozbawionej użyteczności”. Marksowska teoria wartości w ujęciu Róży Luksemburg nie jest teorią wyjaśniającą obiektywne zakotwiczenie cen w pewnym fizjologicznym wysiłku człowieka w produkcji, ale teorią odnoszącą się do pewnej specyficznej formy, w której jednostkowa praca staje się społeczna, właściwej wyłącznie gospodarce pieniężnej.
Nietrudno zauważyć także, że abstrakcja[12] związana z uznaniem pracy konkretnej za społecznie niezróżnicowaną, będąca podstawą wartości, ma zatem charakter realny, a nie teoretyczny. Jak pisze Luksemburg w pracy Reforma socjalna czy rewolucja?, abstrakcja ta „nie jest wymysłem, lecz odkryciem […]; istnieje ona nie w głowie Marksa, lecz w gospodarce towarowej”.
Społeczeństwo prywatnych wytwórców spajane wymianą posiada jeszcze jedną kluczową cechę. Procesy gospodarcze przestają być w nim zrozumiałe, przewidywalne dla uczestniczących w nich ludzi, wydają się być czymś zewnętrznym, niezależnym od człowieka, niczym zjawiska przyrodnicze. Dopiero tak wyizolowana i wyobcowana sfera gospodarki potrzebuje nauki zgłębiającej rządzące nią prawa – ekonomii politycznej. Jak pisze Luksemburg:
Nauka Marksa jest dzieckiem ekonomii burżuazyjnej, ale dzieckiem, którego narodziny kosztowały życie matki. W teorii Marksa ekonomia polityczna jako nauka znalazła swe uwieńczenie i swój kres. Potem – jeżeli nie liczyć rozwijania nauki Marksa w szczegółach – powinno nastąpić tylko przekształcenie tej nauki w działanie, a więc walka międzynarodowego proletariatu o urzeczywistnienie socjalistycznego ustroju gospodarczego. Koniec ekonomii politycznej jako nauki jest wydarzeniem historycznym, jest jej przekształceniem w praktykę planowo zorganizowanej gospodarki światowej.
Powyższe sformułowania w ustach ekonomistki, jaką była Róża Luksemburg, mogą dziwić, szczególnie gdy sięgniemy do klasyfikacji Harry’ego Cleavera umieszczającego odczytanie dokonane przez Luksemburg w grupie ekonomicznych i ideologicznych interpretacji Kapitału. Takie interpretacje muszą być prowadzone z perspektywy kapitału i „są zasadniczo biernymi interpretacjami sytuacji społecznej”. Takie zaklasyfikowanie Luksemburg wydaje mi się nie do końca trafne. Jej teoria zdaje się balansować pomiędzy perspektywą kapitału a perspektywą klasy robotniczej. Jest więc zatem przynajmniej częściowo polityczna w rozumieniu Cleavera, tzn. ukazuje związki kategorii i pojęć ekonomii z walką klas i wskazuje na „konsekwencje dla politycznej strategii klasy robotniczej”. Ujęcie przez nią najważniejszego dzieła Marksa jako ostatniego dzieła ekonomii politycznej, przynoszącego jej zniszczenie, nie jest co prawda tożsame z ujęciem amerykańskiego autora, kładącego nacisk na negatywną interpretację pierwszego słowa podtytułu Kapitału (Krytyka ekonomii politycznej), jednak z pewnością wskazanie na konieczność zniszczenia ekonomii politycznej jako nauki i przejścia do praktyki rewolucyjnej pokazują bardzo polityczny wymiar nawet z pozoru czysto „ekonomicznych” prac polskiej marksistki (do tego aspektu nawiążę jeszcze w dalszych częściach artykułu). Interesujące jest także to, że zarówno Luksemburg, jak i Cleaver definiują walkę z kapitalizmem jako walkę z formą towarową. Dla tego drugiego jest ona „podstawową formą kapitału”, zdolność do narzucania której decyduje o utrzymaniu się samego systemu, dla Luksemburg zaś formą, która wytworzyła podział między jednostką a społeczeństwem.

Wartość siły roboczej i związki zawodowe

W kontekście rozważań nad problematyką płac, warto zwrócić uwagę na usytuowanie związków zawodowych we Wstępie do ekonomii politycznej. Ich rolą jest dbałość o wzrost płac realnych robotników, a nie hamowanie spadku płac względnych. Ze swej natury mają one zatem charakter reformistyczny i funkcjonalny względem działania gospodarki kapitalistycznej.
Zdaniem Luksemburg „Dopiero dzięki istnieniu związku zawodowego siła robocza jako towar znajduje się w położeniu, w którym może być sprzedawana według jej wartości. Kapitalistyczne prawo wymiany towarowej w zastosowaniu do siły roboczej nie przestaje obowiązywać wskutek istnienia związków zawodowych, jak to błędnie sądził Lassalle, ale na odwrót, dopiero dzięki nim może być realizowane”.
To stwierdzenie jest próbą rozwiązania fundamentalnego problemu zawartego w samym rdzeniu Marksowskiej teorii wartości. Wartość każdego towaru jest mierzona niezbędnym czasem pracy potrzebnym do jej wytworzenia. Jednak z wartością siły roboczej jest inaczej – zależy ona od czasu niezbędnego do wytworzenia sumy środków utrzymania zgodnych z pewnym historycznie i geograficznie określonym standardem życia, a więc składników używanych w (re)produkcji tego „szczególnego towaru”. Marks „traktuje proces konsumpcji jako automatyczny, niewymagający żadnego wkładu ludzkiej pracy”. Co więcej, to raczej wielkość płac nominalnych określa wartość siły roboczej, a nie odwrotnie. Zdaniem Władysława Bortkiewicza, polskiego matematyka i ekonomisty, „wartość” siły roboczej nie może zostać określona w ten sam sposób, co w przypadku innych towarów. Ze względu na brak prywatnej produkcji siły roboczej na rynek oraz konkurencji między jej wytwórcami niemożliwe staje się ustanowienie przeciętnie niezbędnego czasu pracy potrzebnego do jej wytworzenia. Wartość siły roboczej jest tylko częściowo wytworem pracy abstrakcyjnej związanej z najemną pracą żywą wytwarzającą artykuły konsumpcyjne będące środkami utrzymania. Jest ona również wytwarzana w ramach pozarynkowych systemów edukacyjnych czy rodzinnych. Jeżeli odrzucimy zaś fakt, że siła robocza jest towarem, upada nie tylko rozróżnienie na cenę i wartość siły roboczej, ale także, co znacznie ważniejsze, niemożliwe jest określenie wielkości wartości dodatkowej, a co za tym idzie, także wyzysku.

Ludzie lubelskiej lewicy w 100-leciu niepodległej Polski

Referat wygłoszony przez prof. Emila Horocha na Konferencji „Czyn i ludzie lewicy Lubelszczyzny w 100-leciu niepodległej Polski” zorganizowanej przez Radę Wojewódzką Stowarzyszenia „Pokolenia” w Lublinie 15.IX. 2018 roku.

 

100 – lecie odzyskania niepodległości sprzyja formowaniu pewnych refleksji. To nie tylko listopad 1918 roku, ale całe 100 lat. Jest to okres, który tworzyło i uczestniczyło w nim pięć pokoleń. To lata II Rzeczpospolitej, lata wojny i okupacji, to wreszcie okres od 1944/1945 do 1989 r. i po transformacji ustrojowo – gospodarczej, zapoczątkowanej obradami i decyzjami ,,Okrągłego stołu”.
Rok 1918 – na plan pierwszy wybija się dzień 11 listopada. Było to dzień, który przeszedł do historii, bo wówczas, w wagonie kolejowym w podparyskim Compiegne cesarskie Niemcy poprosiły o pokój.
Co działo się wówczas na ziemiach polskich ( m.in. na Lubelszczyznie)
Jak doszło do wybicia się na niepodległość?
Dnia 28 października 1918 r. w Krakowie powstała Polska Komisja Likwidacyjna na czele z Wincentym Witosem. Popierały ją wszystkie stronnictwa galicyjskie, od konserwatystów po socjalistów.
W Lublinie rozpoczęło się rozbrajanie wojsk austriacko – węgierskich. Dnia 3 listopada Lublin było wolny od wojski okupacyjnych.
5 listopada 1918 roku powstała Lubelska Rada Delegatów Robotniczych. W jej skład weszli przedstawiciele SDKPiL, PPS – Lewicy, PPS i Poalej-Syjon. Reprezentowała ona skrajny kierunek, przemian społeczno – gospodarczych wzorowanych na modelu radzieckim i opartym na haśle europejskiej rewolucji socjalistycznej.
W nocy z 6 na 7 listopada, powstał w Lublinie Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej. Premierem w tym rządzie został przywódca PPSD – Ignacy Daszyński. Oceniając wydarzenia listopada 1918 r., należy pamiętać, że odzyskanie niepodległości przez Polskę, to wynik sprzyjających okoliczności na arenie europejskiej ( upadek carskiej Rosji i klęska Cesarstwa Austro-Węgierskiego oraz Cesarstwa Niemieckiego).
Bohaterem, często przesłoniętym przez bitwy i dyplomację – były masowe, oddolne ruchy społeczne, które oprócz hasła niepodległość, miały nadzieję na zmiany statusu upośledzonych grup społecznych, a nawet na zmianę struktury samego społeczeństwa.
To proponowała ówczesna polska lewica, a manifest ,, Do Ludu Polskiego”, wydany przez rząd Ignacego Daszyńskiego. Zapowiadano w nim m.in : zwołanie Sejmu, równouprawnienia wszystkich obywateli, 8 – godzinny dzień pracy, wniesienie do przyszłego Sejmu projektów reform (reforma rolna i upaństwowienie głównych gałęzi przemysłu), wprowadzenie powszechnego, obowiązkowego, bezpłatnego i świeckiego nauczania szkolnego oraz ,, organizowanie regularnej armii ludowej”.

 

Historia polskiego stulecia miała niejedno imię.

Miała również imię lewicowe, niezależnie od okresów historycznych, które składają się na te 100 lat. To nie tylko czerń i biel, ale również i czerwony kolor. To szereg wybitnych jednostek polskiej i lubelskiej lewicy. Często dzisiaj zapomnianej, zrzucanej z cokołów, wyrzucanej z nazw ulic.
Chciałbym przedstawić kilkanaście sylwetek ludzi Lubelskiej lewicy z tych minionych lat. Mój wybór z natury rzeczy, jest subiektywny, autorski. Ale każdy z obecnych na tej sali, może dokonać własnego wyboru – w swojej gminie, mieście, powiecie czy województwie. Z tego względu proszę o wyrozumiałość zebranych.
Na początek sylwetka, która nie mieści się w ramach czasowych 100 – lecia, ale warto ją przypomnieć. To postać księdza

 

Piotra Ściegiennego.

Syn chłopa, uczył się w Kolegium Pijarów w Opolu Lubelskim, nauczyciel, organizator organizacji spiskowej (Lublin, Hrubieszów, Zamość, Krasnystaw). Przygotował powstanie. Autor ,, Złotej książeczki”, w której nawoływał do rewolucji społecznej. Aresztowany w 1844 r. został skazany na pracę w kopalni ołowiu w Aleksandrowsku na Syberii. Po powrocie do kraju w lutym 1871 r. mieszkał w Tarnawie, Wilkołazie, aż w 1883 r. został kapelanem szpitalnym, w szpitalu u św. Jana Bożego w Lublinie. Opiekował się biedotą robotniczą z ulicy Lubartowskiej i przedmieścia Czwartek.
Stał się symbolem dla kolejnych pokoleń działaczy lewicy lubelskiej.
Zmarł 6 listopada 1890 r. w wieku 90 lat. Jego pogrzeb był pierwszą w dziejach Lublina, manifestacją, a zarazem pochodem robotniczo – chłopskim na Krakowskim Przedmieściu. Został pochowany na cmentarzu przy ulicy Lipowej.

 

Róża Luksemburg

urodzona w Zamościu 5 marca 1870 roku. Zamordowana przez skrajnie prawicową jednostkę tzw. „Freikorpsu” 15 stycznia 1919 roku. Jest obok Marii Curie – Skłodowskiej, najbardziej znaną na świecie Polką oraz najsłynniejszą zamościanką. Była związana z polskim i niemieckim ruchem robotniczym, wybitną działaczką II Międzynarodówki, teoretykiem i praktykiem ruchu robotniczego, walczyła o prawa kobiet.
Miała swoje zdanie w polemikach z Edwardem Bernesteinem, Karolem Kautskim i Włodzimierzem Leninem.
Najsłynniejszy jej ,,bon mot”, to ,, socjalizm albo barbarzyństwo”. Łączyła wiek XIX z wiekiem XX.

 

Andrzej Strug

(Tadeusz Gałecki) urodził się 28 listopada 1871 r., zmarł 9 grudnia 1937 r. Bohater pięknego wiersza autorstwa Władysława Broniszewskiego pt. ,, Na śmierć Andrzeja Struga”.
Mieszkaniec Lublina, uczeń zaangażowany w działalność antycarską. Więzień Cytadeli warszawskiej, zesłaniec do Archangielska, członek PPS-u. Legionista odznaczony Krzyżm Vilituti Militarii. Członek rządu ludowego Ignacego Daszyńskiego, senator II RP.
W 1934 r. utworzył Ligę Praw Człowieka i Obywatela. Był członkiem Polskiej Akademii Literatury, Wielki Mistrz Wielkiej Loży Narodowej Polski. Pisarz, dzisiaj postać zapomniana, godna jednak przypomnienia.
Wkraczamy w listopad 1918 roku.

 

Władysław Kunicki,

nauczyciel, uczestnik rewolucji 1905 r., dyrektor szkoły handlowej na ulicy Narutowicza 37, członek PPS-u. To w jego mieszkaniu przy ulicy Namiestnikowskiej w nocy z 6 na 7 listopada 1918 r. odbyła się narada członków przyszłego Tymczasowego Rządu Ludowego, którego premierem został Ignacy Daszyński. W. Kunicki był Komisarzem Rządu Ludowego. Jego grób znajduje się w Lublinie, na cmentarzu przy ul. Lipowej.

 

Józefa Kunicka,

siostra Władysława Kunickiego, nauczycielka, trzykrotnie wybierana do rady Miasta w Lublinie. Działaczka oświaty. Walczyła o godniejszą pensję dla robotników. Była jedną z osób, które starały się podnieść stan higieniczny Lublina. Była, jak jej brat, związana z lubelską lewicą.

 

Marian Buczek,

kiedyś była ulica jego imienia, później część ulicy, dzisiaj jej już nie ma. W listopadzie 1918 roku miał 22 lata. Należał do najmłodszych i najbardziej aktywnych uczestników lubelskiego listopada. Legionista. Członek PPS, POW. Odznaczony odznaką ,, Nocy 7-8 listopada”. Członek Milicji Ludowej, KPRP, KPP. Więzień polityczny w II RP o najdłuższym stażu. Ginie 10 września 1939 roku w walce z Niemcami pod Ożarowem. Był żołnierzem listopada 1918 roku oraz września 1939 roku.

 

Jan Hieronim Hempel,

ps. Jan Bezdomny, Jan Boży, Kwakier, Wolski. Publicysta, filozof, działacz ruchu robotniczego i spółdzielczego. Pracował w Chinach, był nauczycielem w Paranie ( Brazylia) w środowisku Polaków, później w Paryżu. Był redaktorem „Kuriera Lubelskiego”. Współzałożyciel loży masońskiej w Lublinie. Był inicjatorem założenia Lubelskiej Spółdzielni Spożywców, pierwotna nazwa – Stowarzyszenie Spożywców.
Legionista, członek PPS – Lewica, KPRP, KPP, więzień polityczny w II RP. To o nim Władysław Broniewski, więziony w jednej celi z Hemplem w 1931 roku napisał wiersz pt. ,,Magnitogorsk albo rozmowa z Janem”, aresztowany w ZSRR w ramach ,, czystek stalinowskich”, w styczniu 1937 roku został stracony.

 

Wanda Papiewska,

członkini Stowarzyszenia Sumienia Oświaty ,,Światło”’ w 1906 roku, członek PPS. Założycielka LSS, wspólnie z Janem Hemplem oraz Oktawianem Zabrowskim, przewodnicząca Abstynentów ,,Przyszłość” (działał w nim m.in. Bolesław Bierut). Była radną w samorządzie Lublina z listy PPS. Kierowała biblioteką w LSS-ie. Działaczka Ligi obrony Praw Człowieka i Obywatela. Była również członkinią Loży Masońskiej. Po drugiej wojnie, posłanka do Krajowej Rady Narodowej. Potrafiła od przewodniczącego KRN Bolesława Bieruta domagać się zwolnienia z więzień ludzi niesłusznie aresztowanych.

 

Ludwik Czugała,

nauczyciel, społecznik, przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie. Jeden z inicjatorów powołania wyższej uczelni Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Członek ZMW ,, Wici”, ZNP, BCh i AL. Zamordowany przez oddział ,,Żelaznego” (Edmund Edward Taraszkiewicz) 29 maja 1951 roku we wsi Wytyczno, pow. włodawski.

 

Paweł Dąbek

absolwent wydziału prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego z 1936 r. W okresie okupacji członek Służby Zwycięstwa Polsce, Robotniczo – Chłopskiej Organizacji Bojowej i Gwardii Ludowej, w której pełnił funkcję dowódcy Lubelskiego Okręgu w latach 1942 – 1943, do czasu aresztowania przez władze niemieckie. W latach 1943 – 1944 więzień obozu koncentracyjnego na Majdanku. Działacz PPR i PZPR. Przewodniczący WRN w Lublinie ( 1944-1946, 1951 – 1952, 1956 – 1969). Poseł do KRN i Sejmu PRL. Członek Rady Naczelnej i Zarządu Głównego ZBoWiD. W latach 1969 – 1976 dyrektor Wydawnictwa Lubelskiego. Posiadał stopień generała brygady WP. Zmarł 19 września 1987 roku, pochowany w Lublinie.

 

Władysław Kozdra,

absolwent historii na UMCS (1964). Członek PPR i PZPR w Lublinie. Od października 1956 r. (z krótką przerwą od 17.XI. do 12. XII. 1956 r. kiedy był sekretarzem rolnym KW) do sierpnia 1971 roku pełnił funkcję I Sekretarza KW PZPR w Lublinie. Po roku pracy w centralnym aparacie partyjnym, 12.10.1972 roku został wybrany na stanowisko 1 sekretarza KW PZPR w Koszalinie. Funkcję tę pełnił do 10.12.1980 roku. Był delegatem na wszystkie Zjazdy PZPR, był członkiem KC PZPR. Pełnił również funkcję posła na Sejm PRL. W okresie jego kadencji w rolnictwie i przemyśle Lubelszczyzny zaszły znaczące zmiany. To wtedy zbudowano także szereg szkół w ramach akcji ,,1000 szkół na Tysiąclecie”.’ Zmarł 12.IX. 1986 roku w Koszalinie.

 

Józef Dechnik

urodził się 26 stycznia 1910 roku we wsi Krzeszów Górny, w powiecie biłgorajskim. W 1928 roku wyjechał do Argentyny w poszukiwaniu pracy. Tam nawiązał kontakty z organizacjami lewicowymi. Powrócił do Polski w 1932 roku. Nawiązał wówczas kontakt z KD KPP w Biłgoraju. Aresztowany za działalność komunistyczną. Odsiedział wyrok, 4 lata, w więzieniu w Janowie Lubelskim. W okresie okupacji, w latach 1939 – 1940, przebywał w Związku Radzieckim, skąd powraca w 1940 roku do miejscowości Hucisko. Współpracował z BCh, organizował komórki PPR w powiecie biłgorajskim. Po wyzwoleniu pełnił funkcję I sekretarza KP PPR w Biłgoraju, był członkiem KW PPR. W 1947 roku obejmuje obowiązki I sekretarza w Zamościu i zostaje posłem do Sejmu RP. W roku 1948 pełni funkcję prezesa Wojewódzkiego Związku ,, Samopomoc Chłopska”, a następnie kierownika Wydziału Organizacyjnego KW PZPR w Lublinie. Po ukończeniu dwuletniej szkoły partyjnej przy KC PZPR, od 1 maja 1951 do 30 kwietnia 1953 r. był przewodniczącym ZG Związku Pracowników Rolnych. Poseł na Sejm. Następnie, od 1.IV.1953 r. do 31.X.1956 r, pełnił funkcję sekretarza do spraw rolnych w KW PZPR w Olsztynie. W wyniku starań społeczeństwa biłgorajskiego w 1956 roku Józef Dechnik wraca do Biłgoraja. Obejmuje funkcję I sekretarza KP PZPR, którą pełni do 1974 r. To w okresie jego kadencji „Biłgoraj i powiat biłgorajski przeszedł z wieku XIX w wiek XX”. Został odznaczony Orderem Budowniczych Polski Ludowej.
Był nietypowym przykładem członka aparatu partyjnego PPR i PZPR. Zawsze miał czas na spotkania i rozmowy z ludźmi. Tak go wspomina Stanisław Niedźwiedź, który pracował z J. Dechnikiem. ,,Słuchał ludzi, nawet tych należących do przeciwnych opcji politycznych” – ,, Przed podjęciem każdej decyzji prowadził szerokie konsultacje, chodziło mu o to, żeby decyzja jaką podejmie była najlepsza dla powiatu biłgorajskiego”. Prorocze były jego słowa wypowiedziane na konferencji powiatowej w grudniu 1956 r. ,,Partia musi być taka, jaką chcą masy. Urzędników w partii nam nie trzeba”. Zmarł 23 listopada 1983 roku w Biłgoraju.

 

Ryszard Wójcik,

po działalności w ruchu młodzieżowym w ZMP i ZMW, w latach 1960 – 1977 członek Egzekutywy KW PZPR w Lublinie. Był sekretarzem KW PZPR, pełnił funkcję przewodniczącego Prezydium WRN i wojewody lubelskiego. W 1975 roku został wybrany na I sekretarza KW PZPR w Lublinie. Na VII Zjeździe został wybrany członkiem KC PZPR. W latach 1973 – 1975 był prezesem Rady Główniej Centralnego Związku Kółek Rolniczych. We wspomnieniach koleżanek i kolegów jest wspominany jako człowiek życzliwy oraz dbający o rozwój Lubelszczyzny. Zmarł 25 czerwca 1977 roku, pochowany w Lublinie.

 

Prof. Grzegorz Seidler,

absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1935 r. Od 1950 związany z UMCS, a w latach 1959 – 1969 był jego rektorem. Za jego kadencji wyrosły nowe gmachy uczelni i 1000 róź. Redaktor naczelny ,,Annales Uniwersitis Marii Curie – Skłodowska”’. Członek Egzekutywy KW PZPR w Lublinie w okresie 1966 – 1969. Radny Wojewódzkiej Rady Narodowej. W latach 1969 – 1971 dyrektor Instytutu Kultury Polskiej w Londynie. Zmarł w 2004 roku w Lublinie.

 

Prof. Zdzisław Cackowski,

absolwent studiów filozoficznych na Państwowym Uniwersytecie im. M.W. Łomonosowa w Moskwie. Po powrocie podjął pracę na UMCS w Katedrze Filozofii. Był filozofem i marksistą. Pełnił funkcję prodziekana Wydziału Humanistycznego UMCS i rektora tej uczelni. Jako rektor chciał ,,otworzyć swój uniwersytet na Polskę i świat”. Był członkiem ZWM, ZMP i PZPR, członek KC PZPR, zasiadał w Radzie Konsultacyjnej przy przewodniczącym Rady Państwa (był nim gen. W. Jaruzelski). Zmarł w 2016 roku w Lublinie.

 

Prof. Stanisław Krzykała,

absolwent polonistyki w KUL. Członek OM TUR, PPR i PZPR. Wiceprezydent i prezydent Lublina. Historyk, który zapoczątkował i prowadził badania nad historią ruchu robotniczego na Lubelszczyźnie. Dyrektor Instytutu Historii UMCS, dziekan Wydziału Humanistycznego UMCS i prorektor uczelni. Zmarł w Lublinie w 1976 roku.

 

Leszek Siemion,

jeden z przedstawicieli słynnego rodu Siemionów z Krzczonowa. Uczestnik ruchu oporu II wojny światowej. Po okupacji żołnierz Wojska Polskiego i oficer MO. Członek ZMP, jeden z założycieli pisma ,, Pod wiatr” w 1956 roku oraz PPR i PZPR. Dziennikarz (Wielkopolska i Lubelskie). Historyk – autor wielu artykułów i opracowań opisujący ruchy partyzanckie w okresie II wojny światowej, Działacz społeczny. Aktywny członek ZBoWiD w Lublinie. Bardzo życzliwy dla ludzi. Zmarł w Lublinie 4 lutego 1981 roku.

Sylwetki osób które przedstawiłem, wiedli swoje życie, prowadzili działalność społeczną, polityczną, naukową, w różnych okresach historycznych, ale apogeum przypadło na lata po II wojnie światowej. Lata, które obecni rządzący chcą wykreślić z historii naszego państwa oraz naszej osobistej historii.
100 – lecie odzyskania niepodległości, to nie tylko święto prawicy. Każdy okres historyczny ma swoje czarne plamy. Ale po II wojnie dokonał się awans społeczny, zlikwidowano analfabetyzm, wprowadzono powszechną i bezpłatną oświatę, bezpłatną służbę zdrowia, w tym przychodnie w zakładach pracy, etaty lekarzy w szkołach.
Powstały liczne szkoły, w tym „1000 szkół na Tysiąclecie”, uczelnie wyższe, np. w Lublinie, w których kształcili się Ci , którzy teraz ten okres krytykują.
W sytuacji kobiet po II wojnie światowej nastąpiły także zasadnicze zmiany. W 1945 r. w Polsce wprowadzono małżeństwa cywilne i rozwody, a nowy kodeks rodzinny z 1955 roku zrównał małżonków w prawach i obowiązkach. Nastąpiła również aktywizacja zawodowa kobiet oraz otwarcie możliwości edukacyjnych na różnych szczeblach.
Nie można tych 45-ciu lat wymazać z historii. Pamięć ludzi jest czasem zawodna i koniunkturalna.
Kolejna kwestia – ekonomia. Gdyby nie lewica, mimo obecności w bloku wschodnim, Polska pozostała by krajem biednym, ekonomicznie zacofanym, zbudowanym na ostrych podziałach klasowych i wyzysku. To wtedy dokonał się, za cenę wielu wyrzeczeń, skok cywilizacyjny.
Do 1950 roku 100% dzieci w wieku od 7 do 15 lat zostało objętych obowiązkowym, bezpłatnym nauczaniem. Nauczanie średnie kończyło do 20% młodzieży. Nastąpił lawinowy wzrost liczby studentów w szkołach wyższych. Liczba inżynierów wzrosła z 7 do 110 tysięcy.
To było społeczeństwo nieźle wykształcone, zdrowe, uczestniczące w kulturze. To wtedy zrodziła się polska szkoła plakatu, polska szkoła filmu – mimo urzędu przy. ul Mysiej w Warszawie. Społeczeństwo było wolne od dramatu, masowego bezrobocia. Nastąpiło obalenie barier klasowych i społecznych oraz zniesienie tych barier w kulturze i obyczajach.
Reasumując – 100 lat dziejów polskiego państwa (w różnych okresach historycznych), to również 100 lat istnienia polskiej lewicy – różnych odcieni i emblematów na sztandarach. To również okres lat 1944/1945 – 1989, okres Rzeczpospolitej Polskiej, a od lipca 1952 roku Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Tego okresu nie można wymazać z historii 100 – lecia niepodległości.
To czyni i czynić będzie Stowarzyszenie ,, Pokoleń” Ziemi Lubelskiej.

Czerwona Róża Recenzja

W czerwcu bieżącego roku, będąc w Berlinie, postanowiłem odwiedzić miejsce śmierci Róży Luksemburg. Nad Landwehrkanal, gdzie w styczniu 1919 roku mordercy wrzucili jej ciało, znajduje się nietypowa, sugestywna, metalowa konstrukcja artystyczna, jakby rzut pionowy liter jej i imienia i nazwiska skierowany ku dołowi, ku nurtowi kanału.

 

Przypomniało mi się to miejsce, gdy sięgnąłem po wybór pism Róży Luksemburg, dotyczących głównie dwóch rewolucji rosyjskich XX wieku: 1905 i 1917. To zbiór mniej lub bardziej obszernych tekstów teoretycznych publikowanych na ogół w prasie niemieckiej, choć są także m.in. teksty z „Czerwonego Sztandaru”, pisma SDKPiL w Królestwie Polskim i z „Przeglądu Socjaldemokratycznego”. Róża Luksemburg jawi się w swoich pracach jako ciekawa analityczka polityki niemieckiej, rosyjskiej, ale i ogólnoeuropejskiej, analityczka procesów społecznych, jako analityczka współczesnego sobie kapitalizmu. Są też oczywiście reminiscencje polskie („Łódzka epopeja”), bo urodzona w Zamościu Róża Luksemburg, choć większość życia spędziła poza Królestwem Polskim, była bardzo przywiązana do polskiej kultury, w tym jako wielbicielka poezji Mickiewicza i jego „Pana Tadeusza”. Styl pisania Luksemburg jest na ogół spokojny, rzeczowy, daleki od tzw. publicystycznej, pamfletowej, szyderczej i agresywnej swady, tak charakterystycznej n.p. dla Lenina. Róża jest cokolwiek po kobiecemu wstrzemięźliwa w warstwie retorycznej, frazeologicznej, choć i na takie passusy można natrafić. Choć pisała swoje teksty na ogół w warunkach niełatwych, w ciągłym zagrożeniu aresztowaniem i w przerwach w gorączkowej działalności organizacyjnej, to wolne są one od pospiesznej doraźności i mają do dziś walor świadectwa uczestniczki i obserwatorki historii. Jak zauważa autor noty od wydawnictwa, wiele passusów pism Róży Luksemburg zachowuje jednak aktualność do dziś, jako że „współczesny kapitalizm z jego władzą korporacji, atakiem na prawa społeczne i nieograniczoną „wojną z terroryzmem” przypomina ten z początków minionego stulecia”, a i obecnie „mechanizmy akumulacji kapitału stanowią zagrożenie dla zdobyczy demokracji”. Tom opatrzony jest przedmową autorstwa Feliksa Tycha (1929-2015), wybitnego historyka polskiego ruchu rewolucyjnego i robotniczego, w tym znawcy życia i dzieła Róży Luksemburg. Tych jest zresztą także współbohaterem tej edycji, jako bohater tekstu o jego działalności naukowej, autorstwa Holgera Politta, także pomieszczonego w tym wydaniu.

 

Róża Luksemburg – „O rewolucji 1905, 1917”, wybór i opracowanie Przemysław Wielgosz, wstęp Feliks Tych, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2018, str. 319, ISBN 978-83-65304-59-9.

W Polsce, czyli nigdzie. Tymczasem w Europie

Pod naciskiem pisowskich fanatyków i nieuków z Zamościa, usunięto (lub zamierza się usunąć z fasady jednej z kamienic tego miasta – trudno nadążyć za skalą i tempem ich głupoty), na mocy tzw. ustawy dekomunizacyjnej, tablicę upamiętniającą miejsce urodzin Róży Luksemburg. Ta wybitna polska socjaldemokratka (SdKPiL) żydowskiego pochodzenia jest postacią, która ma poczesne miejsce we wszystkich europejskich, szkolnych podręcznikach historii nie tylko lewicy, ale także historii powszechnej. Tylko nie w polskich. Z kolei na naukową konferencję o Karolu Marksie w nadbałtyckim Pobierowie nasłano niedawno policję.

 

Podczas berlińskiej tzw. rewolucji Spartakusa w 1919 roku Luksemburg została zamordowana (wraz z Karlem Liebknechtem), w parku Tiergarten przez grupę reakcyjnych niemieckich oficerów, którzy wrzucili jej ciało do pobliskiego Landwehrkanal (śródmiejski kanał wodny). Właśnie dokładnie w tym miejscu, tuż obok Lichtensteinbrücke (mostu Lichtenstein), metalowe litery jej z jej imieniem i nazwiskiem posadowione zostały na metalowym cokole. Jednak, jako się rzekło, podczas gdy Niemcy i Europa pamiętają o wielkiej Róży, honorują jej miejsce w historii i mają dla niej co najmniej szacunek, dla pisowskich aparatczyków polsko-niemiecka komunistka żydowskiego pochodzenia, która podawała w wątpliwość celowość obudowywania państw narodowych, w tym Polski (tzw. luksemburgizm) jest postacią nienawistną. Na dźwięk jej imienia i nazwiska zawołali więc „A kysz!”

Z kolei niedaleko od słynnego Aleksanderplatz z monumentalną wieżą telewizyjną, będącą jednym z emblematów Berlina, można zobaczyć dubeltowy, figuralny pomnik Karola Marksa i Fryderyka Engelsa. To właśnie nazwisko pierwszego z nich zmobilizowało polską policję, kierowaną przez pisowski rząd, by zamiast ścigać przestępców, zajęła się represjonowaniem spokojnych filozofów z Uniwersytetu Szczecińskiego i ich gości. To samo zapewne spotkałoby historyków, gdyby zorganizowali konferencję poświęconą Róży Luksemburg lub Julianowi Marchlewskiemu, innemu wybitnemu działaczowi polskiej, niemieckiej i europejskiej lewicy, który jest patronem jednej z ulic we wschodniej części Berlina (Marchlewskistrasse).

Jak zatem widać, Polska pod rządami PiS pogrąża się w odmętach klerykalno-nacjonalistycznego błocka i coraz bardziej rozmija się z czuciem, myśleniem i ideami cywilizowanej Europy. Polsce bliżej już raczej do klimatu mentalnego rodem z innej berlińskiej historii, z roku 1906, tym razem groteskowej, w której główną rolę odegrał tzw. kapitan z Köpenick. Ten przebrany za oficera bezrobotny szewc nazwiskiem Voigt aresztował burmistrza naówczas podberlińskiego miasteczka, (dziś wschodniej dzielnicy miasta), wykorzystując ślepy pruski szacunek dla munduru. Kto wie czego mógłby dziś dokonać w Polsce ktoś, kto pragnąc podstępem wymusić jakąś administracyjną decyzję, podałby się fałszywie za pisowskiego aparatczyka…

Nie ma Róży bez kolców

Rada Miejska Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Zamościu podjęła uchwałę w sprawie tablicy upamiętniającą postać Róży Luksemburg.

– Stojąc na stanowisku, iż całokształt tzw. polityki historycznej prawicy nacjonalistyczno-konserwatywnej wyrządza niepowetowane szkody społeczeństwu i Państwu, w podjętej uchwale Rada Miejska SLD ogranicza się do wskazania bezprawności działania aparatu władzy, do którego zaliczamy również aparat IPN. Bierność wybieralnych organów samorządu terytorialnego zarówno w sprawach nazw ulic i obiektów użyteczności publicznej, a obecnie wobec usuwania pomników stanowi zagrożenie unicestwienia istoty samorządu terytorialnego. Nie można nie dostrzegać faktu, iż cała sfera samorządności realizowana poprzez organizacje samorządowe nie tylko nie jest wspomagana, ale wręcz przeciwnie jest tłamszona przez władze państwowe, chyba że są to organizacje wspierające obóz władzy. Wśród tych ostatnich zaś szczególnymi względami cieszą się organizacje nacjonalistycznej prawicy. Naszym zdaniem, przeciwstawienie się zakusom podporządkowania samorządu terytorialnego aparatowi administracji rządowej jest obowiązkiem każdego, niezależnie od sympatii politycznych. Mamy więc prawo sądzić, że sprawa ta znajdzie również wyraz w publikacjach reprezentowanych przez Państwa mediów. – mówi Roman Podświadek, przewodniczący Rady Miejskiej SLD w Zamościu.
Treść uchwały publikujemy poniżej.

Uchwała Rady Miejskiej Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Zamościu z dnia 27 marca 2018 r. w sprawie przywrócenia tablicy Róży Luksemburg

Rada Miejska Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Zamościu: oświadcza, że Prezydent Zaościa bezprawnie nakazał usunięcie tablicy upamiętniającej postać Róży Luxemburg z frontonu kamienicy przy ul. Stanisława Staszica 37; żąda podjęcia przez Radę Miasta Zamościa niezwłocznie skutecznych działań w celu ponownego umieszczenia tablicy upamiętniającej postać Róży Luxemburg na dotychczasowym miejscu jej ekspozycji; postanawia: przekazać uchwałę Przewodniczącemu, członkom Prezydium i Przewodniczącemu Komisji Rewizyjnej Rady Miasta oraz Prezydentowi Miasta Zamość; przekazać uchwałę do wiadomości publicznej.

Uzasadnienie

Dnia 13 bm. na podstawie polecenia Prezydenta Miasta Zamość Andrzeja Wnuka z frontonu kamienicy przy ul. Stanisława Staszica 37 wymontowano tablicę pamiątkową upamiętniająca postać Róży Luxemburg.
Prezydent Zamościa działał z rażącym naruszeniem obowiązującego prawa – ustawy o samorządzie gminnym oraz tzw. ustawy o zakazie propagowania komunizmu. Prezydent Miasta działał bezprawnie wkraczając w kompetencje Rady Miasta.
Z rażącym naruszeniem prawa działał również w tej sprawie Lubelski Urząd Wojewódzki oraz aparat Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. Żaden z tych urzędów nie posiada uprawnień do ingerowania w sferę kompetencji samorządu terytorialnego bez wyraźnego upoważnienia ustawowego. Samorząd terytorialny ma zagwarantowaną konstytucyjnie samodzielność podlegającą ochronie sądowej. Organy nadzoru mogą wkraczać w działalność gminną tylko w przypadkach określonych ustawami.
Żaden z przepisów ustawy, w tym ustawy z 1 kwietnia 2016r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki nie upoważniał i nie upoważnia ani Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego, ani aparatu urzędniczego lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej do wywierania w jakiejkolwiek formie presji na organ samorządu, jako właściwy do uznania pomnika za spełniający przesłanki uzasadniające zastosowanie art. 5a ust. 1 i 2 wspomnianej ustawy z 1 kwietnia 2016r. po nowelizacji dokonanej ustawą 22 czerwca 2017 r.
W myśl art. 3 ust. 1 ustawy nowelizującej z 22 lipca 2017 r. właściciel lub użytkownik wieczysty nieruchomości, na której w dniu wejścia w życie ustawy znajduje się pomnik upamiętniający osoby, organizacje, wydarzenia lub daty symbolizujące komunizm lub inny ustrój totalitarny, usuwa ten pomnik w terminie do 31 marca 2018 r. Oznacza to, że ustawodawca powierzył ocenę przesłanek usunięcia pomnika właścicielowi lub użytkownikowi gruntu, na którym znajduje się pomnik. Na tym etapie ustawa nie przewiduje opinii IPN, ani żadnego innego sposobu ingerencji w prawo właściciela do podjęcia decyzji, która uzna za właściwą. W przypadku nieusunięcia pomnika, wojewodzie przysługuje jednie prawo do żądania w drodze decyzji administracyjnej usunięcia pomnika, który – jego zdaniem – spełnia warunki określone w art. 5a ust. 1 znowelizowanej ustawy. Takie działanie wojewoda może podjąć – zgodnie z art. 3 ust. 1 ustawy – nie wcześniej niż po dniu 31 marca 2018 r.
Od decyzji wojewody przysługuje gminie droga odwoławcza na podstawie kodeksu postępowania administracyjnego.
Wydanie przez wojewodę decyzji o usunięciu pomnika wymaga opinii IPN.
W związku z tym presja, jaka według informacji Prezydenta Zamościa, była wywierana na niego przez aparat urzędniczy LUW oraz IPN stanowi niedopuszczalne naruszenia prawa.
Rada Miejska Sojuszu Lewicy Demokratycznej uważa, że posługując się instrumentem ustawy z 1 kwietnia 2016 r. PiS dokonuje pełzającego zamachu na samorząd terytorialny, w celu pełnego podporządkowania go administracji rządowej. Świadczy o tym m.in. opublikowana lista ponad stu pomników, tablic pamiątkowych i innych obiektów na terenie województwa lubelskiego przewidzianych do likwidacji przez Wojewodę Lubelskiego. W stosunku do tych obiektów zastosowano procedurę identyczną, albo przynajmniej podobną do tej, która miała miejsce w odniesieniu do tablicy Róży Luksemburg w Zamościu. We wszystkich tych przypadkach samorządy miast i gmin zostały całkowicie podporządkowane aparatowi Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego oraz aparatowi IPN w Lublinie.
Stanowi to poważny krok na drodze do podporządkowania samorządu terytorialnego aparatowi rządowemu oraz aparatowi partyjnemu PiS.

***

Uchwała przekazana została Przewodniczącemu, zastępcom przewodniczącego oraz przewodniczącemu Komisji Rewizyjnej Rady Miasta Zamościa.
O poparcie naszych działań apelowaliśmy do organizacji miejskich PO i Nowoczesnej.
W uzasadnieniu uchwały wykazaliśmy, że likwidacja tablicy Róży Luksemburg dokonana została z naruszeniem przepisów prawa, w szczególności ustawy o samorządzie gminnym, a także z naruszeniem przepisów tzw. ustawy dekomunizacyjnej. W sprawie tablicy Róży Luksemburg dwukrotnie występowałem również na Sesjach Rady Miasta.
O naszych działaniach w sprawie obrony pamięci Róży Luksemburg informowały zarówno media regionalne, jak i ogólnopolskie. Na temat likwidacji tablicy Róży Luksemburg w Zamościu ukazał się również artykuł w „Neues Deutschland”.
Dotychczas RM SLD nie doczekała się odpowiedzi Prezydenta Zamościa na zarzuty zawarte w uchwale z 27 marca br. Stanowiska nie zajęła również Rada Miasta. Nie wypowiedziały się również miejskie organizacje PO i Nowoczesnej. Milczą także poszczególni członkowie Prezydium RM.

***

Ciągnie się za nami „smród komuny”. Wyrazem tego „smrodu komuny”, jest przede wszystkim wzrost liczby mieszkańców Zamościa z 19.800 w 1944 do 66.300 w roku 1988 (2016 – formalnie 64.600, w rzeczywistości zapewne więcej) Prognoza na 2050 r. – ok. 35 tys. Oznacza to, że pradziadkowie i dziadkowie ponad 2/3 obecnych mieszkańców Zamościa wyszli za tym „smrodem” z okolicznych wsi, z kurnych chat krytych słomą, gdzie luksusem była „sławojka”, nie mówiąc o świetle elektrycznym.
„Smród komuny”, który się za nami ciągnie, to również likwidacja analfabetyzmu, elektryfikacja (także pełna elektryfikacja Zamościa), likwidacja „polskich dróg” itp. Tym „smrodem” były też zakłady mięsne, chłodnia składowa, fabryki mebli, metalplast, delia, fabryka domów, kombinat budowlany, PKZ, WZMOT i inne zakłady – łącznie w 1975 zatrudniające 22 tys. pracowników. „Smród” w postaci tych przedsiębiorstw – jak sądzę ku radości niektórych – został w przeważającej części skutecznie „zdekomunizowany” po roku 1990. Tym „smrodem komuny”, który się za nami ciągnie, jest także wpisanie Zamościa na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO, dzięki prawie 2 miliardom złotych wydatkowanym na rewaloryzację Starego Miasta w w latach 1975 – 1990 (według cen 1971, gdy średnie wynagrodzenie wynosiło 2.360 zł). Dla przypomnienia W 1961 r. na Zamojskiej Starówce 20 proc. budynków mieszkalnych było zniszczonych w 70 proc.;
50 proc. obiektów zniszczonych było w granicach od 50 proc. do 60 proc.; natomiast zniszczenie pozostałych 30 proc. budowli oceniono na 35 proc. do 50 proc.. Jest tym „smrodem” również doprowadzenie do miasta gazu w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Jest nim też wybudowanie osiedli mieszkaniowych z obiektami handlowymi, szkołami, przedszkolami, żłobkami, przychodniami zdrowia itp. Jest również „smrodem komuny” rozbudowa starego i wybudowanie nowego szpitala (obecnie im. Jana Pawła II). Dobrze byłoby również pamiętać, że wszystko to wykonaliśmy „pod okupacją, w państwie, którego nie było” i bez dotacji Unii Europejskiej.

Roman Podświadek, SLD Zamość