Heynen odchodzi, kto za niego?

Brązowy medal mistrzostw Europy zdobyty w katowickim Spodku przez reprezentację Polski siatkarzy jest szóstym trofeum zdobytym przez biało-czerwonych pod wodzą trenera Vitala Heynena. W tej kolekcji tylko jeden krążek jest z najcenniejszego kruszcu – wywalczone w 2018 roku złote medale mistrzostw świata. tylko jeden złoty. Po zakończeniu europejskiego czempionatu kontrakt belgijskiego szkoleniowca wygasł, a on sam pożegnał z drużyną i polskimi kibicami.

Koniec ery Heynena stał się oczywistym faktem już po półfinałowej porażce naszych siatkarzy ze Słowenią. Łzawe pożegnanie belgijskiego trenera z polskimi kibicami wsparte wyliczanką zdobytych medali ogólnej oceny wyników jego czteroletniej pracy z polska kadrą zmienić nie były w stanie. Ale nie sposób zaprzeczyć, że Belg odchodzi z posady w znacznie lepszej atmosferze, niż kilku jego poprzedników. Włoch Andrea Anastasi stracił sympatię po ćwierćfinałowej klęsce na IO 2012 w Londynie, a czarę goryczy przelał słaby występ naszych siatkarzy w ME 2013. Jego następca, Francuz Stephane Antiga podbił polskie serca triumfem w mistrzostwach świata w 2014 roku, ale zdobyty wówczas kapitał sympatii całkowicie roztrwonił ponosząc klęskę na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Włoch Ferdinando De Giorgi nawet nie zdążył zyskać uznania, bo zanim odniósł jakiś sukces musiał rejterować odsądzony od czci i wiary za porażkę biało-czerwonych w barażu o ćwierćfinał mistrzostw Europy w 2017 roku. Heynen zaczął pracę z polską kadrą od piątego miejsce w Lidze Narodów w 2018 roku, lecz potem obronił tytuł mistrza świata. Było to jego pierwsze i ostatnie złoto w roli selekcjonera polskiej kadry siatkarzy. Po nim zdobył dwa brązowe medale w mistrzostwach Europy, brąz i srebro w Lidze Narodów oraz srebrny krążek w Pucharze Świata w 2019 roku.
Garść medali, ale tylko jeden złoty
Tylu medalowych miejsc w ważnych turniejach nie zdobył żaden selekcjoner reprezentacji Polski w XXI wieku. To była jednak „drobnica”, bo głównym celem jaki przed nim postawiono był przecież złoty medal olimpijski, na który kibice polskiej siatkówki czekają od 1976 roku, kiedy to jedyny raz jak dotąd wywalczyła legendarna drużyna Huberta Wagnera. I z tego zadania Heynen się nie wywiązał, chociaż miał do dyspozycji być może najbardziej liczną i zarazem wyrównaną kadrę na świecie. Ale to tylko na początku było dla niego błogosławieństwem, bo gdy w 2019 roku rezerwowy skład kadry w finałowym turnieju Ligi Narodów zajął trzecią lokatę, bijąc w meczu o brąz zespół Brazylii, w Polsce zrodziło się przekonanie, nawiasem mówić w pełni usprawiedliwione, że mamy genialne pokolenie siatkarzy zdolne do sięgnięcia po najważniejsze trofeum, czyli olimpijskie złoto. Przekonanie to podsycał też sam Heynen, do czego uczciwie się przyznał po klęsce w Tokio: „Przybyłem tu, by zdobyć medal na igrzyskach, ale tego nie zrobiłem”. To dlatego poczucie porażki było nad Wisłą tak bolesne, co w sposób nieuchronny musiało też zmienić ocenę pracy belgijskiego szkoleniowca. Nagle zauważono, że od zwycięstwa w rozgrywanych w Polsce mistrzostwach świat w 2018 roku zespół pod jego wodzą nie wygrał już żadnego turnieju, nawet tegorocznych mistrzostw Europy, chociaż biało-czerwoni wszystkie spotkania w tym turnieju grali w Polsce i przy dopingu kompletów publiczności. Od jednego z najwybitniejszych pokoleń w historii polskiej siatkówki mamy prawo oczekiwać bardziej spektakularnych sukcesów, a Heynen w roli trenera kadry nie daje żadnych gwarancji na ich odniesienie, ma bowiem ten feler, że nie potrafi wygrywać decydujących meczów. Z Francją w Tokio Polacy przegrali w ćwierćfinale po tie-breaku, a ze Słowenią 1:3, lecz po trwającym prawie trzy godziny boju na przewagi. Następnego dnia w meczu o brązowy medal nasi siatkarze wygrali z Serbią gładko 3:0 (25:22, 25:16, 25:22), bo rywale, którzy nieoczekiwanie przegrali walkę o finał z odmłodzoną drużyną Włoch, byli już myślami w domu, bowiem dla nich już konieczność walki o brąz sama w sobie była porażką. Od samego początku Polacy przeważali i kontrolowali przebieg spotkania. Serbowie rzadko stwarzali zagrożenie. Świetnie prezentowali się przede wszystkim nasi najlepsi zawodnicy – Bartosz Kurek i Wilfredo Leon, którzy wspólnie zdobyli 25 punktów. Brązowy medal był dla polskiej drużyny powtórką wyniku z mistrzostw Europy sprzed dwóch lat. Mało kto w Polsce uznał zajęcie trzeciego miejsca za sukces.
Heynen w pomeczowej rozmowie z Polsatem Sport oświadczył: „Jestem bardzo logicznym człowiekiem. Plan był jasny. Nie udało się zdobyć złotego medalu na igrzyskach, nie udało teraz w mistrzostwach Europy, więc to logiczne, że na moje miejsce powinien przyjść ktoś inny, kto podejmie się zdobycia tych osiągnięć” – stwierdził belgijski szkoleniowiec.
Wielu siatkarskich ekspertów nie szczędziło mu słów krytyki. Mistrz olimpijski Ryszard Bosek wprost stwierdził, że belgijski trener w ostatnim czasie więcej uwagi poświęcał na reklamę swojej osoby, niż poprawianiu jakości gry reprezentacji. Mistrz świata Andrzej Wrona, który w kadrze ma jeszcze kilku kolegów z boiska, w swoich opiniach dawał do zrozumienia, że między zawodnikami a trenerem nie ma już dawnej „chemii”. Sprawę w końcu przesądził jeszcze urzędujący prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Jacek Kasprzyk, który zapowiedział, że po wyborach nowych władz zostanie rozpisany konkurs na nowego selekcjonera męskiej reprezentacji i jeśli Heynen chce pozostać na stanowisku, będzie musiał wziąć udział w konkursie.
W mediach od razu ruszyła giełda nazwisk ewentualnych następców Heynena na stanowisku selekcjonera. Początkowo wydawało się, że faworytem do tej roli będzie Nikola Grbić, ale według doniesień „Przeglądu Sportowego” większe szanse ma Lorenzo Bernardi. Były trener Jastrzębskiego Węgla sam niedawno zgłosił swoją kandydaturę. „Dla każdego szkoleniowca to byłby wielki honor i zaszczyt prowadzić reprezentację Polski. Polska ma być może jako jedna z niewielu reprezentacji na świecie tak wielki potencjał, by w każdym turnieju walczyć o złoto – przyznał Włoch w rozmowie z „Polsatem Sport”. „Dopóki na rynku nie pojawiła się oferta Bernardiego, najmocniej stały akcje Grbicia – czytamy w dzienniku. Jest to o tyle zadziwiające, że Włoch w przeciwieństwie do Serba nie ma żadnego doświadczenia w prowadzeniu reprezentacji. Niespodziewanie w stawce pojawił się także inny kandydat z Półwyspu Apenińskiego – Andrea Anastasi. 60-letni trener jest doskonale znany polskim kibicom, ponieważ był już trenerem naszej kadry w latach 2011-2013.
Wielu chętnych na posadę
Posada trenera polskiej kadry to dzisiaj łakomy kąsek, więc kandydatów do jej objęcia jest wielu. Na personalnej giełdzie pojawiło się już kilka znanych nazwiska. Akces zgłosił m.in. Andrea Anastasi, który zadomowił się w Polsce i jest ponoć zdecydowany zgłosić się do konkursu. Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy Heynen zapowiadał, że po wygaśnięciu kontraktu z PZPS zamierza odpocząć przez rok od siatkówki, na jego następcę kreowano Nikolę Grbicia, autora tegorocznych sukcesów Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. I choć serbski trener przeniósł się latem do Perugii, to w niedawnej rozmowie ze sport.pl przyznał, że jeśli otrzyma propozycję poprowadzenia polskiej reprezentacji, z pewnością jej nie odrzuci. O posadę w Polsce przed laty ubiegał się też Argentyńczyk Marcelo Mendez, który w Tokio doprowadził rodzimą reprezentację do olimpijskiego brązu.
Wyboru nowego trenera dokona nowy zarząd PZPS. Na razie nie wiadomo, kto będzie w nim zasiadać. Kandydatów ubiegających sie o stanowisko prezesa związku jest aż siedmiu: obecny prezes Jacek Kasprzyk, Witold Roman, Sebastian Świderski, Andrzej Lemek, Tomasz Paluch, Konrad Piechocki i mający najmniejsze szanse europoseł PiS Ryszard Czarnecki.
Obojętnie jednak która z opcji zwycięży i przejmie władzę w związku, raczej nie będzie pobłażliwa dla Heynena i nie zostawi go na posadzie selekcjonera kadry. Wątpliwe też by przystano na ofertę Belga przejęcia żeńskiej kadry Polski, po Jacku Nawrockim.
Już w 2018 roku roku działacze PZPS dawali do zrozumienia, że w karze nadchodzi czas na polskiego szkoleniowca. Wtedy na ostatniej prostej z Heynenem przegrali Andrzej Kowal i Piotr Gruszka. Kowal, obecnie opiekun Ślepska Malow Suwałki, dziś znów jest wymieniany wśród kandydatów do tej posady. Dwaj kolejni to Mariusz Sordyl, który odnosi sukcesy za granica oraz Michał Winiarski, robiący dobrą trenerską robotę w Treflu Gdańsk. „Czarnym koniem” w tej rywalizacji może okazać się jednak Michał Bąkiewicz, trener reprezentacji do lat 19, która w tym roku zdobyła w cuglach mistrzostwo świata. A przecież są jeszcze dwaj asystenci Heynena – Sebastian Pawlik i Michał Mieszko Gogol. Personalnych opcji jak widać jest mnóstwo. Wybory do władz PZPS odbędą się 27 i 28 września, więc praktyka podpowiada, że nazwiska nowych trenerów reprezentacji siatkarskich, żeńskiej i męskiej, poznamy dopiero pod koniec tego roku.
Bez względu na to, kto zostanie trenerem, zmiany czekają też samą drużynę. Heynen mocno postawił na doświadczonych graczy, z którymi osiągał sukcesy, ale na igrzyskach nie miał przez to żadnych asów w rękawie. Jego następca będzie miał do dyspozycji wszystkich członków obecnej drużyny, nawet 33-letniego Piotra Nowakowskiego, który zapowiedział już jakiś czas temu, że ten rok będzie jego ostatnim w reprezentacji Polski. Ale nawet on jeszcze niczego nie przesądził. Inni doświadczeni zawodnicy, z Bartoszem Kurkiem i Michałem Kubiakiem na czele, deklarują chęć gry w kadrze. Mimo wszystko drużyna w obecnym kształcie przestała istnieć w niedzielę po zwycięskim meczu o trzecie miejsce z obrońcami tytułu Serbami (3:0).
Nowych talentów zabraknąć nie powinno, bo w ekipie Heynena nie zmieściło się kilka głośnych nazwisk, a w odwodzie czeka kolejne pokolenie zdolnych nastolatków. Ci ostatni to dopiero melodia przyszłości, ale i gwarancja, że świetnych graczy w naszej reprezentacji w najbliższych latach nie zabraknie.

Z Rosją poszło łatwo, ale na drodze znów Słowenia

Zwycięstwo naszych siatkarzy w starciu z Rosjanami, aktualnymi wicemistrzami olimpijskimi, było sensacją tylko z powodu łatwości z jaką biało-czerwoni pokonali ekipę „Sbornej”– 3:0 w setach do 14, 24 i 19. Teraz reprezentację Polski czeka w 1/2 finału potyczka z drużyną Słowenii, z którą na tym etapie przegrali w mistrzostwach Europy w 2019 roku.

Po przeprowadzce z Krakowa do Gdańska forma polskiej drużyny jeszcze poszła w górę. Już w krakowskiej Tauron Arenie biało-czerwoni dwa ostatnie spotkania grupowe, z Belgią i Ukrainą, wygrali po 3:0, ale w żadnym nie zagrali tak perfekcyjnie niemal w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, jak uczynili to w obu meczach rozegranych w gdańskiej Ergo Arenie. Już w pierwszym występie w tej hali, w spotkaniu 1/8 finału z Finlandią podopieczni trenera Vitala Heynene pokazali pełną moc i nawet przez moment nie dali rywalom nadziei na wygranie choćby honorowego seta. Ich przewaga była tak duża, że belgijski selekcjoner już w połowie poszczególnych partii wpuszczał na boisko zmienników Bartosza Kurka, Wilfredo Leona czy Fabiana Drzyzgi. Blok, zagrywka, atak, przyjęcie – wszystko w ich grze funkcjonowało perfekcyjnie, a do tego dochodziła jeszcze zadowolenie, jakie czerpali z dopingu wypełnionych do ostatniego miejsca trybun. Dopingu, od którego przecież nie tylko siatkarze w czasie pandemii zdążyli się już odzwyczaić. „Na igrzyskach w Tokio trybuny świeciły pustkami, słyszeliśmy każdy pisk buta, każde słowo na boisku. Przychodzenie na salę, gdzie są tylko zawodnicy i dziennikarze, było smutne. Jesteśmy przyzwyczajeni do pełnych trybun w Polsce, czy to na meczach klubowych, czy reprezentacji. W czasie spotkania z Finlandią atmosfera była fantastyczna, tak samo było w meczu z Rosją. To nas niosło do walki o każdą piłkę” – przyznał rozgrywający naszej drużyny
Fabian Drzyzga.
Przed rozpoczęciem tegorocznego turnieju o mistrzostwo Europy przewidywano, że biało-czerwoni trafia na zespół Rosji dopiero w półfinale, bo był on murowanym faworytem do zwycięstwa w grupie C. Niespodziewanie jednak „Sborna” zajęła dopiero drugą lokatę, za Holandią. Co prawda rosyjska drużyna w fazie grupowej doznała tylko jednej porażki, ulegając Turcji, to jednak formą nie zachwycała. Także w meczu 1/8 finału z dużo niżej notowaną ekipą Ukrainy podopieczni fińskiego trenera Tuomasa Sammelvuo nie zachwycili swoją grą, chociaż wygrali bez większych problemów 3:1. Daleko im było jednak do dyspozycji prezentowanej w olimpijskim turnieju, w którym zmiatali kolejnych rywali z parkietu i dopiero w finale zostali zatrzymani przez grającą ponad swoje możliwości reprezentacje Francji.
W europejskim czempionacie trener Sammelvuo nie mógł jednak powołać do kadry wszystkich najlepszych rosyjskich siatkarzy. Jeszcze przed igrzyskami z gry w kadrze zrezygnował środkowy Dmitrij Muserski, a na ME 2021 z powodu problemów zdrowotnych nie mogli zagrać atakujący Maksim Michajłow i jego zmiennik na tej pozycji Wiktor Poletajew, a już w czasie turnieju urazu nabawił się kolejny atakujący – Kiriłł Klec. Fiński szkoleniowiec musiał załatać lukę przesuwając na tę pozycję przyjmującego Jegora Kliukę oraz wezwał w ramach tzw. transferu medycznego dodatkowego atakującego Maksima Żygałowa.
Potyczki z reprezentacją Rosji są dla sympatyków siatkówki w Polsce tym samym, co dla fanów piłki nożnej mecze z Niemcami czy Anglią. Triumfy nad tym zespołem pamięta się najbardziej i najbardziej docenia, co pewnie jest pokłosiem legendarnego już dzisiaj meczu ekipy Huberta Wagnera o złoto na igrzyskach 1976 roku w Montrealu. Z sześciu ostatnich spotkań z Rosj Polacy wygrali trzy, w tym 3:1 w tegorocznej Lidze Narodów i teraz 3:0 w europejskim czempionacie, które z pewnością zostanie na długo zapamiętane ze względu na niespotykaną we wcześniejszych potyczkach miażdżącą wręcz przewagę biało-czerwonych. Była ona widoczna zwłaszcza w pierwszym secie, wygranym przez Polaków 25:14. Bez wątpienia to był najlepszy mecz naszej siatkarskiej reprezentacji nie tylko w tym turnieju, ale w całym tegorocznym sezonie, a może nawet w ostatnich kilku latach. „Prym w polskim zespole wiedli Wilfredo Leon i Bartosz Kurek, którzy zdobyli po 14 punktów, ale też wspaniale walczyli w obronie i przyjęciu. Brawa należą się jednak całej drużynie, także zmiennikom. Rosjanie tylko w drugim secie stawili naszej drużynie mocniejszy opór i przegrali dopiero na przewagi 24:26, lecz nawet w tej partii nie potrafili przejąć inicjatywy i wypracować punktowej przewagi. Natomiast pierwsza i trzecia odsłona tego spotkania była koncertem gry w wykonaniu biało-czerwonych, co przyznały w pomeczowych recenzjach nawet rosyjskie media. „Cieszy mnie zwycięstwo, ale jeszcze bardziej cieszy to, że ta grupa po niepowodzeniu na igrzyskach wróciła do gry i prezentuje taki wysoki poziom. Ja mogę jedynie wejść do szatni i bić brawo. Jestem z nich dumny. Podnieść się z tak trudnej chwili i miesiąc później grać tak fantastycznie to naprawdę sztuka” – powiedział zadowolony z wygranej trener Vital Heynen.
W półfinale reprezentacja Polski będzie miała okazję do rewanżu na Słoweńcach za porażkę sprzed dwóch lat, poniesioną także w półfinale mistrzostw Europy 2019. Co ciekawe, zestaw półfinalistów w obu tych europejskich czempionatach różni się tylko jednym zespołem – dwa lata temu w 1/2 finału zagrały Polska ze Słowenią oraz Francja z Serbią, a w tym roku Polska ponownie zmierzy się ze Słowenią, zaś w drugiej parze Serbia zagra z Włochami. Po raz kolejny potwierdza się opinia, że łatwiej jest zdobyć olimpijskie złoto, niż wygrać mistrzostwo najsilniejszego pod względem siatkarskim na świecie Starego Kontynentu. Najlepszym dowodem jest choćby to, że w 1/8 finału odpadli złoci medaliści igrzysk 2020/21 roku w Tokio, a w ćwierćfinale srebrni medaliści Rosjanie.
Perspektywa półfinałowego starcia z zespołem Słowenii wzbudza jednak pewien niepokój w polskim obozie. To w ostatnich latach przeciwnik piekielnie dla biało-czerwonych niewygodny, a jeszcze na dodatek w ćwierćfinałowym spotkaniu z Czechami, którzy chwilę wcześniej w imponującym stylu wyrzucili za burtę turnieju Francuzów, Słoweńcy pokazali siatkówkę naprawdę na mistrzowskim poziomie, chociaż nie mieli większej przewagi w żadnych statystykach. Wielką formą błysnęli atakujący Toncek Stern i Tine Urnaut, legitymujący się 85 procentem skuteczność w ataku. Ale wszyscy gracze wicemistrzów Europy z 2015 i 2019 roku grali jak w transie, notując jako zespół 76-procentową skuteczność w ataku i 62-procentową w przyjęciu. Nic dziwnego, że ograli Czechów 3:0 (25:21, 25:19, 27:25) i pewnie awansowali do półfinału.
W drugiej parze Włosi, którzy łatwo pokonali Niemców 3:0, zmierzą się z Serbią, która z kolei wygrała z Holandią 3:0. Spotkania półfinałowe odbędą się w sobotę w katowickim Spodku. Polska rozpocznie mecz ze Słowenia o 17:30.

Leon zagra w Swarzędzu

Czołowy włoski zespół siatkarski Sir Safety Perugia, którego gwiazdą jest Wilfredo Leon, do nowego sezonu przygotowywać się będzie w Polsce. I zagra w XVI Memoriale Arkadiusza Gołasia.

Jedna z najlepszych klubowych drużyn na świecie zaplanowała zgrupowanie przed nowym sezonem XVI w Zalasewie pod Swarzędzem. W swoich planach szkoleniowych trener tej znakomitej drużyny Nikola Grbić, który do niedawna był przecież szkoleniowcem Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzy-Koźle, z którą w tym roku wygrał przecież Ligę Mistrzów CEV, umieścił występ ekipy Sir Safery Perugia w Memoriale Arkadiusza Gołasia. Na dodatek awizując kadrę w najsilniejszym składzie, w pełnym składzie. „Otrzymaliśmy już listę zawodników, których będzie można podziwiać na żywo w Zalasewie” – zapewnia Anna Sumelka, przedstawicielka organizatorów XVI Memoriału Arkadiusza Gołasia. „Są na niej wszystkie największe gwiazdy włoskiego zespołu – Wilfredo Leon, Amerykanin Matthew Anderson, Włoch Simone Giannelli i Argentyńczyk Sebastian Sole. Każdy z nich to siatkarz światowego formatu.
Dzięki temu rywalizacja w XVI Memoriale Arkadiusza Gołasia zapowiada się dla kibiców ekscytująco, bo w turnieju wystąpią też trzy mocne polskie zespoły – Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, Projekt Warszawa (do niedawna VERVA Warszawa Orlen Paliwa) i Aluron CMC Warta Zawiercie. A odkąd pojawiła się wieść o udziale w imprezie włoskiego giganta zastanawiano się, jaki skład wystawi do gry Nikola Grbić oraz czy znajdzie się w nim gwiazdor reprezentacji Polski Wilfredo Leon.
Znakomita większość biletów na imprezę została już sprzedana. Turniej rozpocznie się w sobotę 25 września od półfinałowych meczów, w których Sir Safety Perugia zmierzy się z Aluronem CMC Wartą Zawiercie, a Projekt Warszawa z Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. W niedzielę zwycięzcy zagrają w finale o pierwsze miejsce w turnieju, a pokonani o trzecią lokatę. Mecze będą sie rozpoczynały w dwóch porach – o godz. 12:30 i 15:30.

Nie będzie rewanżu polskich siatkarzy z Francuzami

Do nieprawdopodobnej sensacji doszło w 1/8 finału mistrzostw Europy siatkarzy. Reprezentacja Czech pokonała w trzech setach mistrzów olimpijskich z Tokio Francuzów (25:22, 25:19, 34:32) i w ćwierćfinale zmierzy się z zespołem Słowenii. W drabince turniejowej zwycięzca tego spotkania trafia na zwycięzcę meczu Polska – Rosja.

Porażka ekipy Francji, którą prowadził już nowy selekcjoner, Brazylijczyk Bernardo Rezende, jest dla jej siatkarzy szokiem nie mniejszym, niż dla Polaków była w Tokio porażka z nimi w ćwierćfinale. Trójkolorowi w fazie grupowej wygrali wszystkie pięć meczów tracąc w nich tylko jednego seta (w potyczce z Niemcami). Czechom tak dobrze nie poszło – wygrali tylko dwa z pięciu spotkań (3:1 ze Słowenią i 3:0 z Czarnogórą, natomiast ulegli 2:3 Bułgarii, 1:3 Włochom i 1:3 Białorusi). Dlatego nikt nie dawał im szans w starciu ze świeżo upieczonymi mistrzami olimpijskimi.
Tymczasem poniedziałkowe starcie z Francuzami nasi południowi sąsiedzi zaczęli od zdobycia czterech punktów z rzędu, potem prowadzili w tej partii już 18:11, by ostatecznie wygrać 25:22. Drugi set był bardziej zdecydowanie bardziej wyrównany, chociaż tylko do stanu 10:10, bo potem francuscy siatkarze zaczęli seryjnie popełniać błędy i Czesi odskoczyli im na 18:14 i już nie roztrwonili przewagi zwyciężając w drugiej partii 25:19.
Trójkolorowi dopiero w trzeciej odsłonie meczu zdołali nawiązać wyrównaną walkę z niesionym dopingiem swoich fanów czeskim zespołem. Do stanu 22:22 obie drużyny szły łeb w łeb, ale wtedy ekipa Francji odskoczyła na 24:22, lecz Czesi zdołali wyrównać i rozpoczęła się walka na przewagi, którą czeski zespół rozstrzygnął na swoją korzyść dopiero po 10 meczbolach 34:32. Odpadnięcie złotych medalistów olimpijskich już w 1/8 finału mistrzostw Europy to oczywiście największa sensacja tegorocznego czempionatu, której nic już w tym turnieju chyba nie przebije. Czeskie media natychmiast przypomniały, że ich siatkarska reprezentacja po raz ostatni grała w 1/4 finału europejskiego czempionatu w 2017 roku i wtedy także w 1/8 finału również wyeliminowała drużynę Francji.
O półfinał Czesi zagrają w środę z zespołem Słowenii i już będą wiedzieć, z kim zmierzą się w tej fazie turnieju, bo Polacy i Rosjanie o awans zagrali już we wtorek. Ten mecz zakończył się jednak po zamknięciu wydania.
Wyniki 1/8 finału ME 2021 siatkarzy:
Rosja – Ukraina 3:1
Polska – Finlandia 3:0
Włochy – Łotwa 3:0
Niemcy – Bułgaria 3:1
Serbia – Turcja 3:2
Słowenia – Chorwacja 3:1
Holandia – Portugalia 3:2
Francja – Czechy 0:3

Zestaw par 1/4 finału:
Polska – Rosja (wtorek, 14 września)
Holandia – Serbia (wtorek, 14 września)
Włochy – Niemcy (środa, 15 września)
Czechy– Słowenia (środa, 15 września)

Zestaw par 1/2 finału:
Polska/Rosja – Francja/Słowenia
Włochy/Niemcy – Holandia/Serbia
Finał i mecz o 3. miejsce:
Niedziela, 19 września

Finlandia pokonana, teraz czas na Rosjan

Reprezentacja Polski siatkarzy bez żadnych problemów pokonała w 1/8 finału mistrzostw Europy drużynę Finlandii 3:0 i w ćwierćfinale zagra z Rosjanami, wicemistrzami olimpijskimi z Tokio, którzy z kolei zwyciężyli zespół Ukrainy 3:1.

Nasi siatkarze fazę grupową europejskiego czempionatu zakończyli bez porażki, pokonując po kolei zespoły Portugalii (3:1), Serbii (3:2), Grecji (3:1), Belgii (3:0) i Ukrainy (3:0). Bez porażki do następnej rundy awansowały jeszcze tylko zespoły Francji i Włoch. Biało-czerwoni zajęli pierwsze miejsce w rozgrywającej wszystkie mecze w Krakowie grupie A i zgodnie z turniejową drabinką w 1/8 finału trafili na czwarty zespół grupy C – Finlandię. W pozostałych parach stworzonych z tych dwóch grup Rosja trafiła na Ukrainę, Holandia na Portugalię, a Serbia na Turcję. Cztery pozostałe pary 1/8 finału utworzyły drużyny z grup B i D – Włochy z Łotwą, Niemcy z Bułgarią, Słowenia z Chorwacją i Francja z Czechami. Te cztery spotkania odbędą się w Ostrawie, a ich zwycięzcy także w tym czeskim mieście powalczą w ćwierćfinale. Nasi siatkarze nie będą musieli się ruszać z Gdańska, bo w Ergo Arenie zaplanowano też spotkania ćwierćfinałowe zespołów z grup A i C. Jeśli polski zespół pokona we wtorek Rosjan, na półfinałowy mecz przeniesie się do Katowic. W „Spodku” w sobotę 18 września zostaną rozegrane oba spotkania 1/2 finału, a w niedzielę oba mecze o medale.
Wybrańcy trenera Vitala Heynena w fazie grupowej musieli wytężyć siły jedynie w spotkaniu z broniącymi tytułu mistrzów Europy Serbami. Był to jak do tej pory ich jedyny występ zakończony tie-breakiem. W starciu z zespołem Finlandii biało-czerwoni byli murowanymi faworytami. Ekipa „Suomi” w fazie grupowej wygrała trzy spotkania – z Macedonią Północną (3:1), Hiszpanią (3:0) i Turcją (3:2), przegrała natomiast z Holandią (1:3) i Rosją (1:3).
Belgijski selekcjoner biało-czerwonych w pięciu meczach w krakowskiej Tauron Arenie dał pograć wszystkim 14 zawodnikom powołanym na mistrzostwa Europy i żaden z graczy nie zawiódł jego zaufania. Dzięki temu liderzy kadry, Wilfredo Leon i Bartosz Kurek, nie byli nadmiernie eksploatowani, bo Łukasz Kaczmarek, Kamil Semeniuk, Grzegorz Łomacz, Meteusz Bieniek, Damian Wojtaszek (libero) i Aleksander Śliwka wielokrotnie udowodnili Heynenowi, że nie ustępują graczom z wyjściowego składu, który także w spotkaniu z Finami tworzyli: Fabian Drzyzga, Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski i Paweł Zatorski (libero).
Zespół Finlandii przegrał starcie z aktualnymi mistrzami świata po 83 minutach nierównej walki. „To była czysta przyjemność być dzisiaj w Ergo Arenie i oglądać grę polskiego zespołu. Aż sam miałem wielką ochotę wejść na boisko i żałowałem, że nie jestem już czynnym zawodnikiem oraz że nie jestem Polakiem. Między publicznością i polskimi siatkarzami była niezwykła więź, która dodatkowo napędzała graczy do jeszcze lepszej gry. Finlandia rozegrała dobry turniej, ale dzisiaj została przez mój zespół zmieciona” – stwierdził po meczu wyraźnie rozpromieniony Vital Heynen. I nawet pozwolił sobie na żart: „Przed meczem z Finlandią prosiłem tylko zawodników o jedno, żeby byli skoncentrowani od początku każdego seta. I proszę, podziałało. Czasem praca trenera jest bardzo prosta i przyjemna.
Ale w ćwierćfinale już tak łatwo z pewnością nie będzie. „Rosja to srebrni medaliści igrzysk olimpijskich w Tokio. To mówi samo za siebie. Czeka nas we wtorek bardzo trudny mecz” – przyznał belgijski trener reprezentacji Polski.
W innych dyscyplinach sportu Ukraińcy i Rosjanie unikają bezpośredniej rywalizacji, ale w trakcie dużych turniejów uniknąć konfrontacji czasem się nie da. Do takiej właśnie sytuacji doszło w mistrzostwach Europy siatkarzy, gdy zespół Rosji zajął drugą lokatę w swojej grupie, a Ukraina trzecią w swojej i zgodnie z drabinką turniejową oba zespoły trafiły na siebie w 1/8 finału. Była to pierwsza potyczka siatkarzy tych dwóch zwaśnionych krajów od 15 lat. Podczas przywitaniu obu zespołów na boisku nie doszło do żadnych zgrzytów, lecz na trybunach Ergo Areny ukraińscy kibice protestowali podczas odgrywania rosyjskiego hymnu. W trakcie spotkania do żadnych innych incydentów nie doszło. Zespół Ukrainy tylko w pierwszym secie stawił opór faworyzowanej drużynie Rosji, lecz w trzech kolejnych partiach nie był już w stanie nawiązać walki. „Sborna” wygrała 3:1 (22:25, 25:16, 25:22, 25:22) i w ćwierćfinale zmierzy się z reprezentacją Polski.

Siatkówka: Finowie na drodze Polaków w 1/8 finału mistrzostw Europy

Nasza siatkarska reprezentacja na pożegnanie z Krakowem pokonała Ukrainę 3:0 i z kompletem zwycięstw wygrała rywalizację w grupie A. Teraz biało-czerwoni przenoszą się do Gdańska, gdzie w 1/8 finału mistrzostw Europy zmierzą się z czwartym zespołem grupy C – Finlandią.

Ukraińcy rozpoczęli turniej z problemami. Zarówno z Grecją, jak i z Portugalią wygrali dopiero po tie-breaku. Awans do 1/8 finału zapewnili sobie jednak już we wtorek, pokonując Belgię 3:1, więc jeszcze przed meczem z Polską wiedzieli, że bez względu na wynik spotkania zakończą fazę grupową na trzecim miejscu. Na dobry wynik liczyć raczej nie mogli, ale z mistrzami świata walczyli dzielnie. Inna sprawa, że trafili na polski zespół w złym dla siebie momencie. Z biało-czerwonymi, którzy ewidentnie rozkręcają się z każdym kolejnym meczem w turnieju, lepiej było zagrać na początku zmagań, bo Portugalczycy, Serbowie i Grecy wprawdzie też z Polakami nie wygrali, ale przynajmniej na spółkę zdołali im urwać cztery sety. Belgowie i Ukraińcy stawali do walki z ekipą Vitala Heynena na końcu grupowych zmagań i już na promocję u niej się nie załapali, przegrywając swoje spotkania po 0:3.
Tak więc polski zespół opuszcza krakowską Tauron Arenę z kompletem zwycięstw i pierwszym miejscem w grupie A. W ostatnim meczu dwukrotni mistrzowie świata nie pozwolili siatkarzom Ukrainy na wiele. Po wygranym w poniedziałek w równie dobrym stylu spotkaniu z Belgią, w którym błysnęli Łukasz Kaczmarek i Grzegorz Łomacz, trener Heynen posłał do walki niemal podstawową szóstkę. Niemal, bo na ławce rezerwowych zostawił Michała Kubiaka, a w jego miejsce wystawił Kamila Semeniuka. Początek spotkania nie stał na najwyższym poziomie, obie drużyny popełniły w tym fragmencie sporo błędów w polu zagrywki. Biało-czerwoni szybciej opanowali sytuację i nie forsując tempa zbudowali trzypunktowe prowadzenie (10:7), do którego dwa „oczka” serwisem dołożył Bartosz Kurek i od wyniku 12:7 mistrzowie świata mieli już pełną kontrolę nad przebiegiem tego seta i skończyli go wynikiem 25:15 z wysoką, 88-procentową skutecznością ataków.
Dla reprezentacji Polski stawką spotkania było pierwsze miejsce w grupie. Co prawda takie rozstrzygnięcie może oznaczać, że jej rywalem w ćwierćfinale może zostać Rosja, ale grając przed kilkoma tysiącami kibiców w biało-czerwonych barwach Polacy nie zamierzali kalkulować. Wygrana w drugim secie również przyszła Polakom łatwo. Na początku partii mogły być co do tego wątpliwości, bo dwa razy dobrze spisał się ukraiński blok z Maksymem Drozdem w roli głównej, który powstrzymał Nowakowskiego i Wilfredo Leona. Przemeblowany w trakcie meczu skład Ukraińców nie był jednak w stanie na dłużej prowadzić z Polską równorzędnej walki. Mało widoczny w ataku był Ołeh Płotnicki, klubowy kolega Leona z Perugii. Heynen w końcówce dał odpocząć Leonowi wprowadzając w jego miejsce Tomasza Fornala, który zdążył błysnąć udanym rozegraniem na prawe skrzydło do Kurka, który atomowym zbiciem zakończył seta 25:20.
Na trzecią odsłonę na boisku został Fornal, ale Heynen dokonał wielu zmian w składzie i ustawieniu, lecz mimo to jego podopieczni wygrali trzecią partię 25:21 i całe spotkanie bez straty seta (3:0).
Tym samym biało-czerwoni wygrali grupę A przed Serbią, Ukrainą i Portugalią. Te cztery zespoły awansowały do 1/8 finału i w tej fazie imprezy zmierzą się z czterema najlepszymi zespołami z grupy C, która rywalizowała w fińskim Tampere. Awans wywalczył z niej zespoły Holandii, Rosji, Turcji i Finlandii. Z turnieju z grupy A odpadły zespoły Belgii i Grecji, a z grupy C Hiszpania i Macedonia Północna. Zgodnie z turniejową drabinką Zwycięska w grupie A Polska w 1/8 finału zagra z Finlandią – czwartym zespołem w grupie C. W kolejnych parach z tych dwóch grup zagrają: Holandia z Portugalią, Rosja z Ukrainą oraz Serbia z Turcją. W grupach B i D rywalizacja toczyła się jeszcze w czwartek.
Biało-czerwoni z Finlandią zmierzą w gdańskiej Ergo Arenie w sobotę 11 września. Jeśli nasi siatkarze zwyciężą, a mamy prawo uważać, że tak będzie, także spotkanie ćwierćfinałowe rozegrają w Gdańsku. Niestety, wszystko wskazuje, że o awans do półfinału polskiej drużynie przyjdzie stoczyć bój z drużyną Rosji, która jest murowanym faworytem w starciu z siatkarzami Ukrainy w 1/8 finału. A przypadku zwycięstwa całkiem możliwe jest półfinałowe starcie z Francuzami, mistrzami olimpijskimi z Tokio, czyli byłaby okazja do rewanżu za ćwierćfinałową porażkę w olimpijskim turnieju.
Tylko czy polską reprezentację na to stać? „Szczyt formy planowaliśmy na inny moment tego sezonu i trochę nam nie wyszło. Teraz po prostu cieszymy się grą, gramy dla kibiców, dla siebie i naszych rodzin. Dużo poświęciły abyśmy mogli spełniać marzenia. Dajemy z siebie maksa każdego dnia, tyle ile mamy. Czasami to wygląda lepiej, czasem gorzej. Najważniejsze, że jak na razie jesteśmy do przodu. Myślę, że mentalnie udało nam się podnieść po igrzyskach, także dzięki wsparciu kibiców. Teraz jednak czekają nas znacznie większe wyzwania. Do tej pory powtarzaliśmy sobie, że gramy każdy mecz tak, jakby to był finał turnieju, ale od 1/8 finału już tak będzie naprawdę. Mam nadzieję, że świadomość iż każda porażka oznacza odpadnięcie z turnieju i kolejny zawód sprawiony naszym fanom tylko sprawią, że nasza gra będzie jeszcze lepsza niż do tej pory” – przyznał Bartosz Kurek po środowym spotkaniu z zespołem Ukrainy.
Polscy siatkarze na kolejną rundę turnieju przeniosą się do Gdańska gdzie już w sobotę zawalczą o ćwierćfinał mistrzostw z Finlandią, która została sklasyfikowana na czwartej pozycji grupy C. Finowie w poprzednich mistrzostwach Europy w 2019 roku zajęli 14. lokatę, a najwyżej w europejskim czempionacie uplasowali się w 2007 roku, zajmując czwarte miejsce. Tegoroczna edycja jest ich ósmym startem w tej imprezie z rzędu. Jako gospodarze turnieju grupy C na swoim boisku siatkarze Finlandii pokonali Macedonię Północną 3:1 (25:20, 25:15, 24:26, 25:22), Hiszpanię 3:0 (25:19, 25:20, 25:18), przegrali z Rosją 1:3 (25:22, 15:25, 23:25, 17:25) i Holandią 1:3 (23:25, 25:21, 25:27, 20:25), a na koniec zmagań wygrali z Turcją 3:2 (25:17, 16:25, 27:29, 25:18, 15:13).

Tabela grupy A:
M Pkt Sety

  1. Polska 5 14 15:4
  2. Serbia 5 12 14:7
  3. Ukraina 5 7 9:11
  4. Portugalia 5 6 10:12
  5. Belgia 5 4 7:12
  6. Grecja 5 2 6:15
    Tabela grupy C
  7. Holandia 5 13 14:5
  8. Rosja 5 11 13:7
  9. Turcja 5 10 12:8
  10. Finlandia 5 8 11:9
  11. Hiszpania 5 3 5:13
  12. Macedonia 5 0 2:15

Pary 1/8 finałów siatkarskich mistrzostw Europy
Rosja – Ukraina (11 września 17:30, Ergo Arena Gdańsk)
Polska – Finlandia (11 września 20:30, Ergo Arena Gdańsk)
Holandia – Portugalia (12 września 17:30, Ergo Arena Gdańsk)
Serbia – Turcja (12 września 20:30, Ergo Arena Gdańsk)
Włochy – Łotwa (12 września, Ostravar Arena)
Niemcy – Bułgaria (12 września, Ostravar Arena)
Francja – Czechy (13 września, Ostravar Arena)
Słowenia – Chorwacja (13 września, Ostravar Arena)

Ekipa Heynena się rozkręca

Nasza siatkarska reprezentacja nie gra jeszcze w mistrzostwach Europy najlepiej jak potrafi, ale wygrała cztery mecze i jest bliska zajęcia pierwszego miejsca w grupie A. Biało-czerwoni jednak dopiero w czwartym spotkaniu, z Belgią, zakończyli potyczkę bez straty seta. Wcześniej wygrali po 3:1 z Portugalią i Grecją, a Serbię pokonali 3:2.

Reprezentacja Polski siatkarzy kontynuuje zwycięską passę w mistrzostwach Europy. Po ciężkim pięciosetowym sobotnim meczu z obrońcami mistrzowskiego tytułu Serbami selekcjoner biało-czerwonych na spotkanie z Grecją posłał na parkiet dublerów, dając odpocząć głównie Wilfredo Leonowi i Bartoszowi Kurkowi. W podstawowym składzie pojawili się zatem Łukasz Kaczmarek, Kamil Semeniuk i Aleksander Śliwka. Gdy jednak zaczęły się pojawiać problemy, Heynen sięgnął po rezerwowych,a w trzecim secie wymienił niemal całą szóstkę. „To normalne, korzystam ze zmian cały czas. Na końcu, kiedy pojawiają się problemy, trzeba wpuścić na boisko zawodników z większym doświadczeniem, by je rozwiązać. Tak zrobiłem, margines błędu był niewielki. Miałem trochę inne plany na to spotkanie, teraz muszę przeanalizuję wszystko na spokojnie, zobaczyć jak zmęczeni są zawodnicy. Dziś miałem zamiar dać wolne niektórym chłopakom, ale tak wyszło, że musieli zagrać” – przyznał trener Heynen.
Poniedziałkowa potyczka z Belgami była trzecim meczem biało-czerwonych z rzędu. Belgijski szkoleniowiec biało-czerwonych, który cztery lata temu zostawił kadrę swojego kraju dla pracy z reprezentacją Polski, nie ma z tego powodu najlepszych relacji z belgijską federacją i zawodnikami kadry Belgii, ale nawet jeśli bardzo mu zależało na zwycięstwie do zera, to ze swoich roszad kadrowych nie zrezygnował. W wyjściowym składzie znaleźli się rozgrywający Grzegorz Łomacz i atakujący Łukasz Kaczmarek, zastępując Fabiana Drzyzgę i Bartosza Kurka. Pierwszy set zdecydowanie należał do Kaczmarka, który skutecznie atakował (skończył 5 na 8 ataków), ale też zdobywał punkty blokiem. Zresztą w grze blokiem bardzo dobrze spisywał się cały nasz zespół i Polacy tym elementem gry zdobyli siedem punktów. Na rozegraniu z kolei świetnie sobie radził Łomacz.
W drugim secie selekcjoner zespołu Belgii Fernando Munoza Beniteza trochę poprzestawiał klocki w swojej ekipie i nagle belgijscy siatkarze zaczęli grać jak z nut. Bezbłędny w ataku był zwłaszcza Hendrik Tuerlinckx, który skończył skutecznie sześć akcji. Belgowie odskoczyli na trzy punkty i wtedy Heynen miejsce Łomacza i Kaczmarka wprowadził do gry Drzyzgę i Kurka. Biało-czerwoni odrobili straty i zakończyli seta zwycięsko. W trzeciej partii sytuacja się powtórzyła, bo Polacy niemal od początku seta musieli gonić wynik. W ataku znowu zawodził Kubiak. Zdumiewająca jest wiara Heynena w tego siatkarza. W całym meczu kapitan biało-czerwonych zdobył tylko dwa punkty w 13 atakach. Na szczęście inni zawodnicy grali wybornie. Od stanu 11:12 Polacy zdobyli siedem punktów z rzędu dzięki dobrym serwisom Kaczmarka i kapitalnej grze Nowakowskiego i Leona w bloku. Tej przewagi już nie roztrwonili i wygrali tego seta i cały mecz 3:0 (25:18, 26:24, 25:16). Punkty dla naszej drużyny zdobywali: Łukasz Kaczmarek (15), Wilfredo Leon (13), Piotr Nowakowski (12), Mateusz Bieniek (8), Michał Kubiak (5), Grzegorz Łomacz (2), Tomasz Fornal (1), a grali jeszcze Paweł Zatorski (libero), Damian Wojtaszek (libero), Fabian Drzyzga, Bartosz Kurek i Kamil Semeniuk. W belgijskiej drużynie najskuteczniejsi byli Hendrik Tuerlinckx (16), Sam Deroo (14) i Mathijs Desmet (12).
Chociaż nasi siatkarze w każdym z czterech dotychczasowych meczów mieli problemy, to jednak prowadzą w grupie A z kompletem zwycięstw i dorobkiem 11 punktów oraz bilansem setów 12:4. Jeśli w środę pokonają zespół Ukrainy, awansują do kolejnej fazy mistrzostw z pierwszego miejsca. Druga w tabeli Serbia ma 3 zwycięstwa i jedną porażkę, 10 punktów i bilans setów 11:5. Trzecia jest Ukraina (3-1, 6 pkt, 6:7 w setach), czwarta Belgia (1-3, 6 pkt, 6:9), piąta Portugalia (1-3, 3 pkt, 7-11), a ostatnią szósta lokatę zajmuje Grecja. Do następnej fazy awansują cztery pierwsze zespoły. W grupie B (gra w Ostrawie) praktycznie pewni awansu są już niepokonani jak na razie Włosi, trzy pozostałe premiowane przejściem do następnej rundy lokaty zajmują broniący wicemistrzowskiego tytułu Słoweńcy oraz Bułgarzy i Czesi, ale muszą oglądać się jeszcze na ostatnich w stawce Bułgarów i Czarnogórców. W grupie C (gra w fińskim Tampere) liderem jest Holandia, a kolejne miejsca zajmują ekipy Turcji, Finlandii i Rosji. Kolejność w tej grupie mocno interesuje zespoły w grupie A, bo z nimi zagrają w 1/8 finału. Jeśli Polska utrzyma pierwsza lokatę, zagra w czwartym zespołem z grupy C, ale raczej nie będzie to rosyjski zespół, bo „Sborna” wprawdzie zaczęła turniej od porażki z Turcją, ale potem pokonała Holandię i Finlandię, a ma do rozegrania jeszcze spotkania z najsłabszymi w grupie drużynami Hiszpanii i Macedonii Północnej. W grupie D (gra w Tallinnie) liderem jest niepokonany jeszcze zespół Francji, za nim plasują się Niemcy, Łotysze i Słowacy, ale szanse na awans wciąż mają także ekipy Estonii i Chorwacji.

Obiecujący triumf polskich kadetów w Teheranie

Naszej siatkarskiej kadrze rośnie nowe pokolenie wybitnych zawodników. Drużyna do lat 19 zdobyła Teheranie mistrzostwo świata w tej kategorii wiekowej, pokonując w finale Bułgarię 3:0.

Podopieczni trenera Michała Bąkiewicza w całym turnieju stracili tylko jednego seta, w półfinałowym spotkaniu z gospodarzami imprezy Irańczykami (3:1, 26:24, 25:23, 23:25, 25:20). Wcześniej biało-czerwoni wygrywali: w fazie grupowej z Nigeria 3:0 (25:10, 25:14, 25:18), Indiami 3:0 (25:14, 25:15, 25:18), z Iranem ran 3:0 (25:23, 25:23, 25:15), z Gwatemalą 3:0; w 1/8 finału z Kolumbią 3:0 (25:19, 25:22, 25:12); w 1/4 finału z Niemcami 3:0 (25:19, 25:23, 28:26). To drugi triumf Polaków w historii mistrzostw świata kadetów. Wcześniej zwyciężyli w 2015, a z tamtej drużyny, której trenerem był Sebastian Pawlik, dzisiaj w reprezentacji Polski pewne miejsce ma Jakub Kochanowski, a w szerokiej kadrze są jeszcze Tomasz Fornal i Bartosz Kwolek.
W ekipie trenera Bąkiewicza, który sam jako zawodnik ma w dorobku wicemistrzostwo świata i mistrzostwo Europy, w rozgrywanym w stolicy Iranu turnieju wystąpili: rozgrywający – Kajetan Kubicki i Damian Biliński; przyjmujący – Dominik Czerny, Jakub Olszewski, Kamil Szymendera i Piotr Śliwka (młodszy brat grającego obecnie w mistrzostwach Europy w pierwszej reprezentacji Aleksandra); środkowi – Mateusz Kufka, Jakub Majchrzak, Mateusz Nowak; atakujący – Kacper Ratajewski, Tytus Nowik; libero – Jakub Hawryluk.
W finałowym meczu z Bułgarią polski zespół nie był jednak murowanym faworytem, bo rywale także prezentowali się bardzo solidnie w tym turnieju. Wprawdzie w fazie grupowej podopieczni trenera Martina Stoewa przegrali jeden mecz, z Rosją, to jednak w kluczowym momencie zmagań, bo w półfinałowym spotkaniu z tym zespołem zwyciężyli w tie-breaku 3:2. Ale Polacy już w pierwszym secie pokazali rywalom swoją moc i odarli ich z nadziei na korzystny wynik. Wygrali tę partię do 20, a dwie następne do 19. W meczu o 3. miejsce Iran pokonał Rosję 3:2 (25:14, 22:25, 27:25, 21:25, 15:6).
FIVB w najlepszej drużynie turnieju umieścił aż czterech polskich siatkarzy. Za najlepszego atakującego uznano Tytusa Nowika, za najlepszego przyjmującego Kamil Szymendera (na spółkę z Bułgarem Aleksandarem Nikolovem), za najlepszego środkowego Jakuba Majchrzaka (wspólnie z Irańczykiem Yousefem Kazemim), a za najlepszego libero uznano Jakuba Hawrylika. Nagrodę dla najlepszego gracza turnieju (MVP) przyznano Tytusowi Nowikowi. Tych czterech młodych siatkarzy być może już wkrótce zobaczymy w kadrze Polski.
Na razie tylko przyglądali się jak graja ich starsi koledzy, bo PZPS zaprosił całą ekipę kadetów do Krakowa i zaprezentował kibicom przed sobotnim spotkaniem kadry Vitala Heynena z Serbią. Zostali przywitani owacyjnie.

Kibice wybaczyli kadrze Heynena wpadkę w Tokio

Polscy siatkarze w mistrzostwach Europy chcą zrehabilitować się za niepowodzenie w turnieju olimpijskim z Tokio. W dwóch pierwszych meczach w grupie A nie zachwycili jednak wysoką formą – z dużo niżej notowaną Portugalią stracili seta (3:1), a z broniącą tytułu Serbią wygrali dopiero w tie-breaku 3:2 (25:21, 23:25, 20:25, 25:20, 16:14).

Biało-czerwoni nie zaczęli więc zmagań o mistrzostwo Starego Kontynentu z impetem. Z Portugalczykami wygrali jeszcze dość pewnie 3:1 (25:16, 22:25, 25:16, 25:19) i co ważniejsze, pomijając słabszy moment w drugim secie, zagrali na wysokim poziomie. Trener polskiej reprezentacji Vital Heynen przekonywał, że pod względem fizycznym jego podopieczni są w dobrej formie, lecz zagadką jest ich nastawienie mentalne po klęsce na igrzyskach w Tokio. I dawał do zrozumienia, że nawet on sam nie wie czy gracze, których wystawi do gry w Krakowie, zdołają odzyskać sympatię polskiej publiczność. Spotkania z Portugalią i Serbią w Tauron Arenie pokazały jednak, że kibice wybaczyli naszym siatkarzom wpadkę w Tokio. Doping ponad 15 tysięcy kibiców okazał się szczególnie pomocny w sobotniej potyczce biało-czerwonych z Serbami.
W meczu z Portugalczykami trener Heynen posłał do walki Fabiana Drzyzgę, Bartosza Kurka, Michała Kubiaka, Wilfredo Leona, Jakuba Kochanowskiego, Piotra Nowakowskiego, Damiana Wojtaszka (libero) oraz zmienników Mateusza Bieńka, Pawła Zatorskiego (libero), Łukasza Kaczmarka, Grzegorza Łomacza i Kamila Semeniuka. Przeciwko Serbii belgijski selekcjoner wystawił Drzyzgę, Kurka, Kubiaka, Leona, Bieńka i Zatorskiego oraz w roli zmienników Wojtaszka, Nowakowskiego, Semeniuka, Kaczmarka i Łomacza.
Na taki mecz nasi siatkarze czekali od dawna, bo po raz pierwszy od dwóch lat zagrali przy pełnych trybunach. W spotkaniu z tak wymagającym przeciwnikiem jak drużyna Serbii to był potężny atut po stronie gospodarzy. Przyznał to otwarcie trener Heynen. „Gdybyśmy rozgrywali ten turniej na wyjeździe, to nie odnieślibyśmy zwycięstwa. Kibice, waleczność moich zawodników, to wszystko zaważyło w meczu z Serbami na naszą korzyść” – stwierdził belgijski szkoleniowiec. I dodał: „Dla mnie istotne jest też to, że był to nasz pierwszy wygrany tie-break w tym sezonie. Dwa razy przegraliśmy po pięciu setach z Francją – w Lidze Narodów i igrzyskach olimpijskich, gdzie także po pięciu setach pokonali nas Irańczycy. To wywalczone z takim trudem zwycięstwo wiele nas kosztowało, więc dopiero w południe ocenię których graczy będę mógł wystawić do meczu z Grekami. Dla mnie ważne też jest to, jak się będzie miewał Michał Kubiak”. Przywiązanie Heynena do kapitana naszej reprezentacji może go jednak sporo kosztować. Za upór w wystawianiu znajdującego się z słabej formie Kubiaka zapłacił porażką z Francją w ćwierćfinale igrzysk w Tokio, a w sobotę o mały włos przegrałby z tego powodu także z Serbią. Na szczęście w czwartym secie dokonał zmiany i to dublerzy Kubiaka, zwłaszcza Kamil Semeniuk, oraz wprowadzony za Drzyzgę rozgrywający Grzegorz Łomacz w kluczowych momentach przyczynili się do zwycięstwa polskiej drużyny. Pora by belgijski trener w końcu wyciągnął odpowiednie wnioski.
Po wygranych 3:1 z Portugalią i 3:2 z Serbią polscy siatkarze mają na koncie 5 punktów. W tabeli grupy A awansowali na drugą lokatę, za Serbami, którzy wcześniej rozegrali dwa wygrane mecze z Belgią i Ukrainą i mieli na koncie 7 punktów. Ale po niedzielnym meczu z najsłabszą jw grupie A drużyną Grecji (zakończył się po zamknięciu wydania) biało-czerwoni w przypadku wygranej za trzy punkty (przy wyniku 3:0 lub 3:1) mieli szansę objąć prowadzenie. Nikt nie przewidywał kłopotów polskiej drużyny z pokonaniem nie tylko Greków, ale też w poniedziałkowym meczu ekipy Belgii, która na dodatek nie jest chyba w najwyższej formie, skoro przegrała z Portugalią. Mecz z Serbią był więc de facto spotkaniem o pierwszą lokatę w grupie A i dobrze się stało, że na swoja korzyść rozstrzygnęli je Polacy.
W tegorocznym europejskim czempionacie 24 reprezentacje narodowe walczą nie tylko o medale, ale też rekordowe premie finansowe. Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) przeznaczyła na nagrody równy milion euro (ok. 4,5 mln złotych). To największa pula nagród w historii tej imprezy. Zdobywcy złotego medal otrzymają pół miliona euro, wicemistrzowie Europy 250 tys. euro, a brązowi medaliści 150 tys. euro. Czwarty zespół w stawce dostanie 100 tys. euro. Dla porównania – pula nagród podczas poprzednich mistrzostw Europy, w 2019 roku, wynosiła 750 tys. euro. Reprezentacja Polski, która w tym turnieju zajęła trzecią lokatę, zarobiła wówczas 100 tys. euro.

48 godzin sport

Włoszki mistrzyniami Europy
Reprezentacje Serbii i Włoch zmierzyły się w rozegranym w miniona sobotę finale mistrzostw Europy siatkarek. W półfinale broniące tytułu Serbki wyeliminowały zespół Turcji (3:1), a Włoszki pokonały Holenderki również 3:1. W meczu o złoty medal włoski zespół zrewanżował się serbskiej drużynie za ćwierćfinałową porażkę w turnieju olimpijskim w Tokio i zwyciężył 3:1 (24:26, 25:22, 25:19, 25:11). W spotkaniu o brązowy medal Turczynki bez większego trudu pokonały Holenderki 3:0. W tegorocznym europejskim czempionacie startowały też Polki, ale odpadły w ćwierćfinale po porażce z Turcją 0:3.

Legia sypnęła pieniędzmi na transfery
Serwis legia.net informuje, że mistrzowie Polski za pozyskanych w minionym tygodniu Igora Charatina i Lirima Kastratiego zapłacili w sumie 2,1 mln euro. Ukrainiec kosztował 800 tys. euro, a reprezentant Kosowa 1,3 mln. W sumie mistrzowie Polski, którzy wywalczyli awans do fazy grupowej Ligi Europy, w letnim oknie transferowym wydali na nowych graczy trzy miliony euro, najwięcej z klubów naszej piłkarskiej ekstraklasy. Ale tyle też stołeczny klub zarobił na sprzedaży Chorwata Josipa Juranovicia do Celticu Glasgow.

Częstochowa wsparła Raków
Raków Częstochowa zwyciężył w przetargu na zamówienie publiczne z zakresu „Promocja miasta poprzez sport – promocja poprzez piłkę nożną”. Klub w ramach zawartej umowy do końca roku 2021 otrzyma kwotę prawie 1,5 miliona złotych. W ramach wygranego przetargu klub będzie promował Częstochowę poprzez umieszczenie jej logotypu na rękawku koszulki i spodenkach meczowych pierwszej drużyny oraz pozostałym sprzęcie klubowym zawodników i sztabu szkoleniowego. Logo miasta pojawi się również na terenie obiektu klubowego, a także w jego materiałach promocyjnych.

W NHL muszą się szczepić
Rocky Thompson zakończył pracę jako asystent trenera San Jose Sharks, ponieważ z nieujawnionych powodów medycznych nie może otrzymać szczepionki przeciw koronawirusowi. 44-letni Kanadyjczyk był asystentem trenera Boba Boughnera od września ubiegłego roku. Zgodnie z nowymi zasadami dotyczącymi COVID-19, każda osoba pozostająca w bliskim kontakcie z hokeistami NHL musi zostać zaszczepiona. Zawodnicy tego obowiązku nie mają.

Kubica znów na torze F1
Zespół Formuły 1 Alfa Romeo tuż przed wyścigiem o Grand Prix Holandii został zmuszony do zastąpienia zakażonego koronawirusem fińskiego kierowcy Kimiego Raikkonena. Jego miejsce zajął pełniący w tym zawodach rolę pierwszego rezerwowego Robert Kubica. Polak w sobotnich kwalifikacjach zajął 18. lokatę, ale szef szwajcarskiej ekipy przed niedzielnymi zawodami nie stawiał przed nim wielkich celów. Kubica prawdopodobnie zastąpi też Raikkonena w kolejnym wyścigu, o Grand Prix na torze Monza, który odbędzie się 12 września.

Polkska koszykarka najlepsza w grze 3×3
Wielkie wyróżnienie dla Klaudii Sosnowskiej. W najnowszym rankingu najlepszych koszykarek 3×3 FIBA na pierwszym miejscu uplasowała się polska koszykarka, która występuje w kadrze. To ogromne docenienie dla świata polskiej koszykówki, nie należy ona bowiem do światowych potentatów. Sosnowska wyprzedziła rywalki z Francji, Kanady i Hiszpanii.

Wypadek kolarzy z Mazowsza
Najlepsza obecnie polska grupa kolarska Mazowsze Serce Polski podczas powrotu do hotelu po pierwszym etapie wyścigu Giro della Regione Friulli Venezia Giulia uległa wypadkowi na autostradzie. Do zdarzenia doszło na autostradzie, a w wyniku wypadku jeden z zawodników został przewieziony do szpitala z podejrzeniem złamania obojczyka. Nikt z pozostałych kolarzy oraz członków obsługi technicznej ekipy podróżujących busem nie odniósł poważniejszych obrażeń.

Mandżukić kończy karierę
Znakomity chorwacki piłkarz Mario Mandżukić w wieku 35 lat postanowił zakończyć sportową karierę. W przeszłości grał m.in. w Dinamie Zagrzeb, VfL Wolfsburg, Bayernie Monachium, Atletico Madryt i Juventusie Turyn. W styczniu tego roku podpisał kontrakt z AC Milan, ale z powodu kontuzji wystąpił tylko w 11 meczach i nie zdobył ani jednej bramki. W reprezentacji swojego kraju Mandżukić rozegrał 89 meczów i zdobył 33 bramki. Na mundialu w Rosji w 2018 roku strzelił trzy gole i pomógł drużynie wywalczyć wicemistrzostwo świata.

Śmierć meksykańskiej pięściarki w Kanadzie
W wyniku poważnych obrażeń mózgu doznanych podczas pięściarskiego pojedynku w Montrealu, 18-letnia Meksykanka Jeanette Zacarias Zapata zmarła w szpitalu kilka dni po przegranej przez techniczny nokaut walce z 31-letnią Kanadyjką Marie Pier Houle. Zapata na zawodowym ringu debiutowała w styczniu 2018 roku, zaczynając swoją krótką i tragicznie zakończoną karierę od zwycięstwa. Łącznie stoczyła sześć pojedynków, z czego wygrała dwa, a przegrała cztery, w tym trzy przez KO.

Grad medali paraolimpijczyków
Kończą się igrzyska paraolimpijskie w Tokio. Polacy w Japonii wywalczyli 25 medali (siedem złotych, sześć srebrnych oraz dwanaście brązowych), zajmując w klasyfikacji medalowej 17. miejsce. To najgorszy wynik biało-czerwonych od paraolimpiady w 1992 roku w Barcelonie (19 medali). Dla porównania w 2016 w Rio de Janeiro roku nasi paraolimpijczycy zdobyli 39 krążków (w tym 9 złotych), w 2012 w Londynie 36 (14 złotych), a w 2008 roku w Pekinie 54 (w tym 10 złotych).

Poskakali w Kazachstanie
Norweg Halvor Egner Granerud wygrała zawody Letniej Grand Prix w skokach narciarskich rozegrane na skoczni w Szczuczyńsku w Kazachstanie. Drugie miejsce na podium zajął jego rodak Marius Lindvik, a trzecie Bułgar Władimir Zografski. To pierwszy skoczek z tego kraju na podium zawodów pod egidą FIS. Polacy nie startowali.