Jastrzębski Węgiel pierwszy w finale PlusLigi

Pierwsze półfinałowe mecze siatkarskiej PlusLigi rozstrzygnęli na swoją korzyść faworyci – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała u siebie Skrę Bełchatów 3:0, a Jastrzębski Węgiel VERVĘ Warszawa 3:2. Jako pierwsi do finału awansowali jednak nie faworyzowani kędzierzynianie, lecz jastrzębianie, którzy w drugim meczu w Warszawie nadspodziewanie łatwo ograli VERVĘ 3:1, podczas gdy ZAKSA nieoczekiwanie przegrała w Bełchatowie 1:3.

Zaprogramowaną na wygrywanie przez trenera Nikolę Grbicia drużynę ZAKSY w tym sezonie mogła zatrzymać chyba tylko jakaś poważna awaria w ich siatkarskiej maszynie. Kędzierzynianom w drodze po trzecie krajowe trofeum (wcześniej zdobyli Superpuchar i Puchar Polski) właśnie coś takiego się przytrafiło – kontuzja jednego z podstawowych graczy jakim jest bez wątpienia libero Paweł Zatorski. W pierwszym spotkaniu ze Skrą zagrał i ZAKSA gładko zwyciężyła 3:0, ale przed drugim spotkaniem Zatorskiemu, dwukrotnemu mistrzowi świata, zaczął dokuczać ból pleców i mimo szczerych chęci musiał zrobić sobie przerwę. Zatorski daje zespołowi pewność w defensywie, której jest filarem i opoką. Ale gdy musiał zostać w domu, w Bełchatowie trener Grbić do gry na pozycji libero musiał na zmianę desygnować przyjmującego Adriana Staszewskiego i okazjonalnie rezerwowego libero Korneliusza Banacha. Ale chociaż obaj starali się jak mogli, nie zdołali nawet na spółkę zapełnić luki po Zatorskim.
Bełchatowianie też mieli swoje problemy kadrowe, bo nie mógł u nich zagrać kontuzjowany Milan Katić, lecz ten zawodnik nie odgrywa w ekipie Skry tak znaczącej roli jak Zatorski w ZAKSIE i jego nieobecność nie była aż tak odczuwalna. I to jest główna przyczyna, że w drugim meczu półfinałowym drużyna PGE Skry po sześciu porażkach z rzędu poniesiony w starciach z ZAKSĄ wreszcie zakończyła spotkanie zwycięsko. Bohaterem w zespole gospodarzy był tym razem Amerykanin Taylor Sander, który tym występem zrehabilitował się za kiepską grę w pierwszym starciu półfinałowym w Kędzierzynie-Koźlu. W Bełchatowie reprezentant USA grał jak za swoich najlepszych lat sprzed kontuzji barku. Do jego poziomu dostroili się też pozostali podopieczni trenera Michała Mieszko Gogola, a ponieważ gracze ZAKSY nie sprzedali tanio skóry, w hali w Bełchatowie nie brakowało kapitalnych akcji i popisowych zagrań. Obie drużyny stworzyły emocjonujące i stojące na wysokim sportowym poziomie siatkarskie widowisko.
Kędzierzynianie po porażce w pierwszym secie 29:31 nie stracili rezonu, bo w tym sezonie zdarzyły im się mecze, w których przegrywali pierwsze partie, choćby w dwóch spotkaniach 1/4 finału ze Ślepskiem Suwałki. Tak więc gdy drugiego seta wygrali 25:17 z drużyny trochę „zeszło powietrze”, bo uznała, że teraz pójdzie jej już z górki. I to był błąd, bo gdy bełchatowianie w dwóch kolejnych partiach stawili twardy opór, nie znaleźli już w sobie dość mocy na jego przełamanie. Ale w niedzielę na swoim boisku pewnie już tego błędu nie popełnią.
Na wynik tego spotkania czekają już siatkarze Jastrzębskiego Węgla, którzy po ciężkiej przeprawie 3:2 z VERVĄ Warszawa w pierwszym meczu u siebie jechali do stolicy raczej z przekonaniem, że o awansie do finału przyjdzie im powalczyć w trzecim meczu, ponownie na własnym boisku. Porażka w pierwszym secie 27:29 zdawała się potwierdzać te obawy, ale wtedy na parkiecie w ekipie jastrzębian pojawił się Jakub Bucki i odwrócił losy spotkania. Drugą partię ekipa Jastrzębskiego Węgla wygrała 29:27, a trzecią, najsłabszą w wykonaniu zespołu VERVY, 25:20. Prowadząc w meczu 2:1 podopieczni trenera Andrei Gardiniego zwietrzyli szansę na zwycięstwo i wywalczenie awansu już po dwóch spotkaniach, więc walczyli twardo o każdą piłkę. Ofiarność opłaciła się, bo wygrali IV seta 26:24, a awans do finału zapewnił im kolejną kapitalną zagrywką Jakub Bucki, którego uznano za najlepszego zawodnika meczu.

Wyniki meczów 1/2 finału PlusLigi:
VERVA Warszawa – Jastrzębski Węgiel 1:3
(29:27, 27:29, 20:25, 24:26)
VERVA: Kwolek, Król, Trinidad, Wrona, Nowakowski, Grobelny, Wojtaszek (libero) oraz Superlak, Kowalczyk, Szalpuk
Jastrzębski Węgiel: Wiśniewski, Kampa, Al Hachdadi, Gladyr, Fornal, Szymura, Popiwczak (libero) oraz Louati, Bucki, Tervaportti, Kosok.
Pierwszy mecze: 3:2 dla Jastrzębskiego Wegla. Wynik rywalizacji do dwóch zwycięstw: 2-0 dla Jastrzębskiego Węgla.

PGE Skra Bełchatów
– ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:1
(31:29, 17:25, 27:25, 25:20)
Stan rywalizacji (do 2 zwycięstw): 1–1. Ostatni mecz: 11 kwietnia w Kędzierzynie-Koźlu (godz. 14:45).
Skra: Łomacz 1, Sander 14, Bieniek 16, Petković 22, Ebadipour 16, Kłos 6 oraz Piechocki (l), Filipiak.
ZAKSA: Toniutti 1, Śliwka 18, Kochanowski 11, Kaczmarek 19, Semeniuk 20, Smith 1 oraz Staszewski (l), Banach (l), Rejno 3, Kluth 1.

Półfinałowe boje w siatkarskiej PlusLidze

Siatkarze zespołów Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębskiego Węgla w miniony weekend wygrały pierwsze mecze półfinałowe i są bliskie awansu do wielkiego finału PlusLigi. Kędzierzynianie pokonali na swoim boisku PGE Skrę Bełchatów 3:0, a jastrzębianie także u siebie po zaciętej walce zwyciężyli VERVĘ Warszawa 3:2.

Ekipa ZAKSY w tym sezonie jest piekielnie trudna do pokonania. Przekonały się o tym w Lidze Mistrzów największe europejskie potęgi – Cucine Lube Civitanova i Zenit Kazań, a w minioną sobotę po raz kolejny w ostatnich miesiącach gorycz porażki w starciu z kędzierzynianami doznali gracze z Bełchatowa. W meczu ZAKSY ze Skrą na parkiecie walczyli reprezentancie Polski, ale też gracze innych siatkarskich potęg, m.in. Francji, USA i Iranu. Ale wbrew oczekiwaniom fanów siatkówki pierwsza potyczka między tymi zespołami o awans do finału PlusLigi okazał się zaskakująco jednostronny. Zespół trenera Nikoli Grbicia wygrał gładko 3:0 i w zasadzie jedynie w pierwszym secie musiał mocno powalczyć o zwycięstwo, bo chociaż ZAKSA prowadziła praktycznie od początku tej partii, to bełchatowianie w końcówce przycisnęli i zbliżyli się do gospodarzy na jeden punkt (22:23). Ale do gry na przewagi nie doszło, bo przy piłce setowej dla ZAKSY przy stanie 24:23 zagrywkę wykonywaną przez zespół gości zepsuł zepsuł Amerykanin Taylor Sander.
W dwóch pozostałych setach finaliści tegorocznej edycji Ligi Mistrzów już bezdyskusyjnie dominowali, wygrywając je 25:17 i 25: 20. Na najlepszego zawodnika spotkania wybrano Aleksandra Śliwkę (zdobył w sumie 17 punktów i miał skuteczność w ataku na poziomie 60 procent.
W rewanżu kędzierzynianom będzie trudniej uzyskać tak wyraźną przewagę, ale także na boisku w Bełchatowie będą faworytami do zwycięstwa. „Spodziewam się kolejnej bitwy i lepszej gry Skry w drugim spotkaniu. Dobrze, że tym razem nie utrudniliśmy sobie zadania nieudanym początkiem meczu. Gramy dobrze, więc każdy przeciwnik jest świadomy, że pokonanie nas wymaga wykorzystania stu procent potencjału. Dlatego oczekiwaliśmy presji i podjęcia ryzyka przez Skrę. Cieszymy się ze zwycięstwa po świetnym meczu, ale wiemy, że to jeszcze nie koniec rywalizacji. W środę czeka nas trudna walka” – twierdzi trener ZAKSY Nikola Grbić. Początek meczu w Bełchatowie o 20:30.
Zdecydowanie więcej emocji przyniosła druga półfinałowa potyczka, bo Jastrzębski Węgiel na własnym parkiecie dopiero w tie-breaku pokonał ekipę VERVY Warszawa Orlen Paliwa. W ćwierćfinale play off gracze z Jastrzębia-Zdroju nie mieli zbyt wiele pracy, bo bez większych problemów wygrali oba mecze z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. Natomiast zawodnicy z Warszawy zaliczyli trzymeczową przeprawę z Treflem Gdańsk i byli dosłownie o krok od wyeliminowania. Przegrali pierwszy mecz na wyjeździe, a w drugim gdańszczanie u siebie prowadzili w tie-breaku, ale ekipa trenera Andrei Anastasiego zdołała się zmobilizować i zwyciężyła 3:2, zaś w trzecim starciu, ponownie w Gdańsku, nadspodziewanie łatwo wygrała z Treflem 3:0 i jako ostatnia z czwórki zespołów zameldowała się w fazie półfinałowej.
Jastrzębianie w fazie zasadniczej sezonu wywalczyli drugie miejsce, za ZAKSĄ, ale w fazie play off nie miało to większego znaczenia, bo pod względem sportowego potencjału drużyna VERVY w niczym im nie ustępowała. Gospodarze pewnie wygrali jedynie pierwszego seta (25:20), a w kolejnych partiach toczyła się już bardzo wyrównana gra. W zespole gospodarzy brylował Marokańczyk Mohamed Al Hachdadi, który zdobył 25 punktów, atakując ze skutecznością na poziomie 66 procent. Dobrze grali też obaj środkowi, zwłaszcza Jurij Gładyr, który zdobył 11 punktów i został wybrany na najlepszego zawodnika spotkania. Drugiego seta 25:23 wygrali warszawianie, a trzecim ponownie lepsi okazali się jastrzębianie wygrywając 25:23, lecz czwartą partię na swoją korzyść rozstrzygnęła ekipa VERVY (25:22).
O zwycięstwie musiał zatem przesądzić tie-break, w którym na początku lepiej grali goście, lecz po zmianie stron fortuna zaczęła bardziej sprzyjać gospodarzom. Zespół Jastrzębskiego Węgla zdołał wywalczyć trzypunktową przewagę, która utrzymał już do końca i zwyciężył 15:12 i w całym meczu 3:2, robiąc duży krok do wielkiego finału, chociaż stołeczni gracze pokazali, że tanio skóry nie sprzedadzą w tej rywalizacji. Drugi mecz tej rywalizacji zaplanowano w środę 7 kwietnia o 17:30.
Pierwsze mecze 1/2 finału PlusLigi:
Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – PGE Skra Bełchatów 3:0
(25:23, 25:17, 25:20)
Stan rywalizacji: 1:0.
Jastrzębski Węgiel – Verva Warszawa 3:2
(25:20, 23:25, 25:23, 22:25, 15:12)
Stan rywalizacji: 1:0

ZAKSA idzie po dwa kolejne trofea

W drodze do finału Ligi Mistrzów CEV siatkarze Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle pokonali w ćwierćfinale aktualnych klubowych mistrzów świata i Europy, włoski Cucine Lube Civitanova, a w półfinale po ciężkim boju zwyciężyli kolejnego giganta światowej siatkówki – rosyjski Zenit Kazań.

Siatkarze ZAKSY Kędzierzyn-Koźle są na dobrej drodze do wywalczenia w tym sezonie aż czterech trofeów. Prowadzona przez trenera Nikolę Grbicia drużyna zdobyła już Superpuchar i Puchar Polski. Dwa kolejne trofea, zdecydowanie bardziej cenne, są wciąż do zdobycia. W rozgrywkach PlusLigi kędzierzynianie awansowali do półfinału fazy play off, w którym zmierzą się z PGE Skrą Bełchatów, natomiast 1 maja zagrają z Itas Trentiono w wielkim finale Ligi Mistrzów. „Nasz zespół był budowany od dłuższego czasu. Część zawodników gra ze sobą już od kilku lat. Kamil Semeniuk i Jakub Kochanowski, którzy dołączyli do nas najpóźniej, byli ostatnimi elementami tej układanki. Z nimi oraz z wracającym po kłopotach zdrowotnych Łukaszem Kaczmarkiem ta drużyna wreszcie stała się kompletna, a przynajmniej taka, jaką chciałem stworzyć. Na dodatek mamy szczęście, bo omijają naszych graczy kontuzje. No i jesteśmy tu, gdzie jesteśmy” – przekonuje trener Grbić.
ZAKSA przebiła się do finału Ligi Mistrzów po ciężkich bojach. Po nieoczekiwanym zwycięstwie 3:2 w Kazaniu z Zenitem rosyjski zespół odegrał się w rewanżu i także wygrał w Kędzierzynie 3:2, chociaż ZAKSA miała aż osiem piłek meczowych w czwartym i piątym secie. O awansie musiał więc rozstrzygnąć tzw. złoty set, w którym lepsi okazali się kędzierzynianie wygrywając 15:13. Dzięki temu, po raz trzeci w historii rozgrywanej od 2000 roku Ligi Mistrzów CEV polski zespół dotarł do finału tych elitarnych rozgrywek i 1 maja w Weronie zagra w wielkim finale z włoskim Itasem Trentino. Polscy kibice są niepocieszeni, bo liczyli, że rywalem ZAKSY będzie zespół Vitala Heynera, Wilfredo Leona i Macieja Muzaja – Sir Safety Perugia, ale w półfinale ekipa belgijskiego selekcjonera reprezentacji Polski nieoczekiwanie okazała się słabsza. Dla zespołu z Kędzierzyna-Koźla nie ma to istotnego znaczenia, bo Itas Trentino będzie równie trudnym przeciwnikiem – ma w składzie kilku wybitnych siatkarzy, choćby Brazylijczyka Lucarelliego, Serbów Srecko Lisinaca i Marco Podrascanina czy Holendrów Nimira Abdel-Aziza i Dicka Kooya.
„No cóż, mogę tylko powiedzieć, że my jesteśmy gotowi na skuteczną rywalizację nawet z najsilniejszymi drużynami na świecie. Musimy jednak pamiętać, że Cucine Lube Civitanova ograło nas w rewanżu w naszej hali 3:0, że byliśmy bardzo bliscy porażki 0:3 w Kazaniu, bo rywale mieli piłkę meczową i gdyby ją wykorzystali, nie mógłbym powiedzieć moim zawodnikom złego słowa, bo robili co w ich mocy, ale Zenit był do tego przełomowego momentu po prostu lepszy. Potem losy meczu się odwróciły, ale przecież pamiętamy, że Zenit w rewanżu wygrał z nami na naszym parkiecie 3:2, a w złotym secie wszystko ważyło się do ostatniej piłki. W finale Ligi Mistrzów zagramy z kolejnym doświadczonym zespołem na europejskich parkietach, bo skoro wyeliminował Perugię, jeden z najlepszych obecnie zespołów na świecie, to musi grać siatkówkę w najlepszym wydaniu. To będzie niezwykle trudny mecz i jestem pewny tylko tego, że moi zawodnicy zagrają w nim na maksimum swoich możliwości. Czy to wystarczy, przekonamy się 1 maja w Weronie” – przyznaje Nikola Grbić, który jako zawodnik występował w pierwszej dekadzie XXI wieku w zespole Itasu Trentino i nawet wygrał z nim Ligę Mistrzów.
Pokonanie Cucine Lube uświadomiło ekipie ZAKSY, że w tej edycji Ligi Mistrzów może wiele osiągnąć. W Kazaniu polska drużyna obroniła pięć piłek meczowych i odwróciła losy spotkania z 0:2 na 3:2. W ten sposób osiągnęła najwyższy poziom gry, dlatego w rewanżu z Zenitem, gdy atakujący Maksim Michajłow kończył praktycznie każdy atak, a francuski gwiazdor Earvin Ngapeth potwierdzał w każdej akcji swoją wielką siatkarską klasę, kędzierzynianie potrafili przetrzymać napór i w rozstrzygających momentach żadnemu z nich nie zadrżała ręka. Zespół z Kazania przegrał, bo był tylko odrobinę gorszy. „Graliśmy z nimi naprawdę dobrze, mimo to rywale wykorzystywali wszystkie szanse na wygranie decydujących setów. A nam się to nie udawało. W takich sytuacjach nie jest łatwo zachować odpowiednią koncentrację i utrzymać wiarę w zwycięstwo. Moim zawodnikom to się udało i teraz jestem z nich naprawdę dumny” – przyznaje trener Grbić. Sukces ma jednak swoją cenę. „Nie mamy czasu na świętowanie. Po meczu z Zenitem czekała nas długa podróż do Suwałk na rewanżowy mecz ćwierćfinałowy w PlusLidze z zespołem Ślepsk Malow (ZAKSA oba mecz z tym zespołem wygrała po 3:1 – przyp. JTK)). Ja sam byłem wyzuty z energii, a co dopiero moi zawodnicy. Ale gdy drużyna z Suwałk wygrała pierwszego seta, ogień rozpalił się w nich na nowo i trzy kolejne partie były już nasze. Dla nas najważniejsza jest walka o zwycięstwo w Lidze Mistrzów, ale chcemy też obronić tytuł mistrza Polski. W półfinale czeka nas starcie z PGE Skrą Bełchatów i to też nie będzie łatwa przeprawa.
Dla Grbicia będzie to pierwszy finał Ligi Mistrzów w trenerskiej karierze. Wcześniej zwyciężał w tych rozgrywkach jako zawodnik (2000, 2009) jako gracz włoskich klubów – Sisley Treviso i Itas Trentino. Halę w Weronie, w której 1 maja odbędą się finałowe potyczki w Lidze Mistrzów i Lidze Mistrzyń, serbski szkoleniowiec doskonale zna, bo w latach 2016-2019 trenował drużynę Calzedonii Werona.
Awans ZAKSY Kędzierzyn-Koźle do finału Ligi Mistrzów pokrzyżował nieco plany selekcjonerowi reprezentacji Polski, Vitalowi Heynenowi, który już na drugą połowę kwietnia wyznaczył początek zgrupowania przed rywalizacją w Lidze Narodów i igrzyskami olimpijskimi w Tokio. Belgijski trener powołał do szerokiej kadry aż pięciu zawodników ZAKSY – Jakuba Kochanowskiego, Pawła Zatorskiego, Aleksandra Śliwkę, Łukasza Kaczmarka oraz Kamila Semeniuka. Cała piątka w aktualnej dyspozycji ma realne szanse na wywalczenie sobie miejsca w 12-osobowej kadrze na IO 2021 w Tokio. Gdy dorzuci się do tego Amerykanina Davida Smitha oraz Francuza Benjamina Toniuttiego, mających pewne miejsce w swoich drużynach narodowych, w igrzyskach może wziąć udział aż siedmiu podopiecznych Nikoli Grbicia. „Sam byłem czterokrotnie na igrzyskach, za każdym razem było to niezwykłe przeżycie. Wierzę, że wszyscy moi zawodnicy będą mieli okazję zagrać w Tokio. Trzymam za nich kciuki” – zapewnia serbski trener ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.

Kurek bije się z Kubiakiem w Japonii

Dwóch reprezentantów Polski występujących obecnie w japońskiej ekstraklasie siatkarzy, Bartosz Kurek i Michał Kubiak, w miniony weekend zagrali przeciwko sobie. I niewykluczone, że czeka ich wkrótce kolejne starcie.

Rozegrane w sobotę i niedzielę dwa mecze siatkarskiej J-League między zespołami Panasonic Panthers i Nagoya Wolfdogs miały mocne polskie akcenty. Na parkiecie postarali się o to Michał Kubiak, który był kluczowym graczem w ekipie Panasonic Panthers oraz Bartosz Kurek, który brylował w drużynie Wolfdogs Nagoya. W sobotę zespół Kubiaka wygrał z zespołem Kurka 3:1 (22:25, 25:22, 25:23, 27:25), ale w niedzielę przegrał z nim 0:3 (21:25, 24:26, 23:25). Największym sportowym wydarzeniem tych dwóch potyczek była fenomenalne osiągnięcie Kurka w sobotnim spotkaniu, w którym sam zdobył dla swojej ekipy aż 51 punktów. Niewykluczone, że to nowy rekord wśród polskich siatkarzy.
W lidze japońskiej rywalizacja w fazie zasadniczej toczy się dwumeczami rozgrywanymi najczęściej w weekendy – dlatego drużyny Kubiaka i Kurka grały w sobotę i niedzielę. Chcąc uhonorować swoich najlepszych graczy Japończycy urządzili „polski dzień” – przed halą można było posmakować polskich potraw, a w środku paradowali wolontariusze w polskich strojach ludowych i wszędzie widoczne były nasze narodowe flagi. Kurek mi Kubiak mogli więc czuć się prawie jak w domu. Na parkiecie rywalizowali jednak bez sentymentów, ale dwumecz zakończył się remisowo – w sobotę wygrał Kubiak i jego Panasonic Panthers, zaś w niedzielę lepszy okazał się Kurek i Wolfdogs wygrywając gładko 3:0.
W walce o medale mistrzostw Japonii w lepszej sytuacji znajduje się drużyna Kubiaka, która już zapewniła sobie awans do półfinału play off i teraz spokojnie czeka na przeciwnika. A może nim być… zespół Wolfdogs, jeśli wygra ostatni dwumecz fazy zasadniczej sezonu z FC Tokio. Zdobyć mistrzostwo naszym siatkarzom będzie jednak niezmiernie trudno, bo w finale już czeka na rywala najlepsza drużyna w Japonii, Suntory Sunbirds.

Vital Heynen powołał szeroką kadrę na IO 2021

Coraz bliżej do rozpoczęcia reprezentacyjnej części sezonu. Selekcjoner kadry Polski Vital Heynen w minionym tygodniu ogłosił szeroki 24-osobowy skład na rozgrywki w Lidze Narodów, z którego w czerwcu wybierze 12 graczy do reprezentacji na igrzyska olimpijskie w Tokio. Biało-czerwoni pod koniec kwietnia rozpoczną przygotowania w ośrodku olimpijskim w Spale.

W szerokiej kadrze powołanej przez Heynena nie ma większych zaskoczeń. Belgijski szkoleniowiec zaprosił na zgrupowanie zawodników, których znał już z wcześniejszych występów w reprezentacji, a nową twarzą jest rewelacyjnie spisujący się w tym sezonie w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle Kamil Semeniuk. Z liczącej 24 zawodników grupy selekcjoner wybierze 18 graczy do rywalizacji w Lidze Narodów, a potem wąską, 12-osobową kadrę olimpijską.
Belg powołał wszystkich najlepszych zawodników, z którymi miał okazję już dłużej współpracować, przynajmniej podczas zgrupowań. Nie brakuje mistrzów świata oraz tych, którzy mieli wkład w trofea podczas mistrzostw Europy czy Pucharu Świata. Największa rywalizacja szykuje się wśród przyjmujących, bo w kadrze jest aż ośmiu siatkarzy grających na tej pozycji, w tym wspomniany Kamil Semeniuk, który jest odkryciem tego sezonu. Ale jego konkurentami będą takie siatkarskie tuzy, jak Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Bartosz Kwolek czy Bartosz Bednorz.
Ciekawie zapowiada się też walka o miejsce w kadrze między środkowymi. Na tej pozycji Heynen ma do dyspozycji trzech graczy PGE Skra Bełchatów – Karola Kłosa, Norberta Hubera i Mateusza Bieńka oraz Jakuba Kochanowskiego z ZAKSY i Piotra Nowakowskiego z VERVY Warszawa. gwarantują bardzo wysoki poziom i Vital Heynen będzie miał twardy orzech do zgryzienia. Do kadry powrócił Marcin Janusz, bardzo dobrze spisujący się w tym sezonie w Treflu Gdańsk. Na rozegraniu nie zabrakło żelaznych kandydatów do gry na tej pozycji – Fabiana Drzyzgi, Grzegorza Łomacza i Marcina Komendy.
Wśród atakujących faworytem do wyjazdu na igrzyska będzie Bartosz Kurek, który zalicza rewelacyjny sezon w lidze japońskiej. Heynen wysłał też powołanie dla Łukasza Kaczmarka, który uporał się z problemami zdrowotnymi i obecnie jest bardzo mocnym punktem ekipy z Kędzierzyna-Koźla, która jest bliska awansu do finału Ligi Mistrzów CEV. Na zgrupowanie przyjadą też Maciej Muzaj i Dawid Konarski.
Żadnych niespodzianek nie ma za to na pozycji libero, choć przed samymi igrzyskami Heynen będzie mieć trudny wybór, bo na tę imprezę będzie mógł zabrać tylko jednego z nich. „Od początku było jasne, że powołam wszystkich zawodników, którzy byli na zgrupowaniu także rok temu. Według mnie to spodziewana lista. Jeśli chodzi o Kamila Semeniuka, to jest on przykładem zawodnika, który najbardziej stracił na koronawirusie. Gdyby nie to, że ubiegłoroczna Liga Narodów została odwołana z powodu pandemii, to już wtedy miałby szansę występu w reprezentacji, bo był wcześniej na mojej liście. Wybrałem 24 zawodników, bo na igrzyska w Tokio mogę powołać dwunastu graczy. Żeby mieć pole manewru na wypadek nieprzewidzianych sytuacji, jak na przykład kontuzja któregoś z siatkarzy, potrzebowałem co najmniej jednego dublera na każdej pozycji. Z tego względu do gry w Lidze Narodów wybiorę ostatecznie 18 zawodników” – potwierdził w medialnych wypowiedziach belgijski selekcjoner biało-czerwonych.
Liga Narodów odbędzie się w całości w Rimini i potrwa od 28 maja do 23 czerwca. Igrzyska olimpijskie polscy siatkarze zainaugurują 24 lipca meczem z Iranem. Finał zaplanowano na 7 sierpnia.

Szeroka kadra Polski:
Rozgrywający:
Fabian Drzyzga (Asseco Resovia Rzeszów), Marcin Janusz (Trefl Gdańsk), Marcin Komenda (Stal Nysa), Grzegorz Łomacz (PGE Skra Bełchatów).
Atakujący:
Łukasz Kaczmarek (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Dawid Konarski (Cerrad Czarni Radom), Bartosz Kurek (Wolfdogs Nagoya), Maciej Muzaj (Sir Safety Perugia).
Środkowi:
Mateusz Bieniek (PGE Skra Bełchatów), Norbert Huber (PGE Skra Bełchatów), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Jakub Kochanowski (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Piotr Nowakowski (VERVA Warszawa Orlen Paliwa).
Przyjmujący:
Bartosz Bednorz (Zenit Kazań), Tomasz Fornal (Jastrzębski Węgiel), Michał Kubiak (Panasonic Panthers), Bartosz Kwolek (VERVA Warszawa Orlen Paliwa), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia), Kamil Semeniuk (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Artur Szalpuk (VERVA Warszawa Orlen Paliwa), Aleksander Śliwka (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).
Libero:
Jakub Popiwczak (Jastrzębski Węgiel), Damian Wojtaszek (VERVA Warszawa Orlen Paliwa), Paweł Zatorski (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).
Sztab trenerski i medyczny:
Vital Heynen – trener, Michał Mieszko Gogol – asystent trenera, Sebastian Pawlik – asystent trenera, Paweł Woicki – asystent trenera, Jakub Gniado – trener przygotowania fizycznego, Robert Kaźmierczak – statystyk.

Facet grał jako siatkarka

W siatkarskim światku w Azji wybuchła potężna afera gdy wyszło na jaw, że Aprilia Manganang, jedna z najlepszych siatkarek reprezentacji Indonezji, została potwierdzona jako biologiczny mężczyzna.

Temat płci Aprilii Manganang budził kontrowersje od dawna. Przy okazji większych imprez inne reprezentacje domagały się od organizatorów przeprowadzenia u zawodniczki ekipy Indonezji testów na określenie płci. Z różnych przyczyn tego nie robiono i tak Manganang regularnie pojawiała się na parkiecie. Sportową karierę zakończyła w ubiegłym roku, dość wcześnie, bo w wieku ledwie 28 lat. W ubiegłym tygodniu gruchnęła jednak wiadomość, że Manganang przeszła w szpitalu w Dżakarcie korektę płci i teraz jest w pełni biologicznym mężczyzną.
Jak to zatem możliwe, że przez te wszystkie lata mógł uchodzić za siatkarkę? Okazało się, że wcześniej cierpiał na niezwykle rzadką chorobę zwaną spodziectwem. Jest to deformacja narządów płciowych, której na ogół doświadczają chłopcy. U Aprilii odkryto spodziectwo dopiero niedawno, gdy postanowiła wstąpić do wojska. Podczas obowiązkowych badań w szpitalu wojskowym Gatot Subroto przeprowadzono u niej badania urologiczne i hormonalne, które potwierdziły, że jest mężczyzną. Manganang przeszedł operację korekcyjną, a następnie zmienił w dokumentach płeć. „Teraz jestem bardzo szczęśliwy” – powiedział podczas konferencji prasowej.
W siatkarskim środowisku w Azji wybuchła jednak potężna awantura i pojawiły się żądania anulowania wyników wszystkich meczów reprezentacji Indonezji w siatkówce kobiet. Oburzenie wzrosło jeszcze bardziej po informacji ujawnionej przez szefa sztabu indonezyjskiej armii generał Andika Perkasa, że Manganang urodził się jako mężczyzna i nie jest osobą transseksualną. Jako siatkarka Aprilia budziła podziw imponującym wyskokiem oraz siłą z jaką zbijała piłkę. Z mierzącą 170 cm Manganang w składzie Indonezja wywalczyła m.in. srebrny i brązowy medal na igrzyskach Azji południowo-wschodniej w 2015 i 2017 roku.

Siatkarska Liga Narodów zagra w Rimini

Włoskie Rimini będzie gospodarzem tegorocznej Ligi Narodów kobiet i mężczyzn – podała w piątek Międzynarodowa Federacja Siatkówki. Zawody zostaną rozegrane zostaną w turniejowej „bańce”.

Koncepcja bezpiecznej „bańki” została zatwierdzona przez Radę Ligi Narodów w styczniu. Pozwoli ona na przyjęcie 32 męskich i żeńskich reprezentacji na czas trwania całego wydarzenia w jednym bezpiecznym miejscu bez konieczności przemieszczania się. Tak jak w poprzednich edycjach Ligi Narodów, drużyny będą rywalizować w formacie każdy z każdym, rozgrywając w sumie po 15 meczów. Jedyną zmianą jest zmniejszenie liczby uczestników turniejów finałowych z sześciu do czterech. W rozgrywkach wezmą udział także reprezentacje Polski – męska pod wodzą trenera Vitala Heynena oraz żeńska prowadzona przez Jacka Nawrockiego.
Kobiece reprezentacje rozgrywki rozpoczną 25 maja i zakończą 20 czerwca. Męskie zespoły rywalizować będą w dniach 28 maja – 23 czerwca. Po cztery najlepsze zespoły z rundy zasadniczej awansują do półfinałów. Jak wyliczyli organizatorzy, w ciągu nieco ponad miesiąca w każdym z turniejów rozegranych zostanie po 124 spotkania. Półfinały i finały kobiet odbędą się odpowiednio 24 i 25 czerwca, a mecze mężczyzn zostaną rozegrane 26 i 27 czerwca.
Międzynarodowa Federacja Siatkówki (FIVB) poinformowała, że w trakcie imprezy wdrożone zostaną najnowsze środki ochronne przeciwko COVID-19, aby do minimum zmniejszyć ryzyko przenoszenia wirusa, w tym częste testy na obecność koronawirusa, ścisła izolacja oraz rygorystyczne środki ochrony epidemicznej. Ubiegłoroczna edycja LN z powodu pandemii COVID-19 została odwołana.
W zmaganiach zespołów męskich wezmą udział ekipy Argentyny, Brazylii, Chin, Francji, Niemiec, Iranu, Włoch, Japonii, Polski, Rosji, Serbii, USA, Australii, Bułgarii, Kanady i Słowenii. W rywalizacji pań wystartują: Brazylia, Chiny, Niemcy, Włochy, Japonia, Holandia, Rosja, Serbia, Korea Południowa, Tajlandia, Turcja, USA, Belgia, Kanada, Dominikana i Polska.

Kurek w wielkiej formie

Bartosz Kurek imponuje formą w japońskiej lidze. Polski siatkarz w miniony weekend w dwóch meczach z ekipą JT Thunders zdobył dla drużyny lidera rozgrywek Wolfdogs Nagoya łącznie 72 punkty.

Zespół Wolfdogs Nagoya po 22 kolejkach spotkań prowadzi w japońskiej ekstraklasie siatkarzy z dorobkiem 51 punków, ale wicelider rozgrywek, Suntory Sunbirds ma tylko jeden punkt mniej, a ma dwa zaległe mecze do rozegrania. W walce o mistrzowski tytuł liczy się jeszcze trzeci w tabeli zespół Michała Kubiaka Panasonic Panthers, który po 22 spotkaniach ma na koncie 47 pkt. Kolejna ekipa w zestawieniu, JTEKT Stings, zgromadziła w 22 występach 39 pkt i raczej nie ma już szans na włączenie się do walki o miejsca na podium.
Mimo fantastycznej postawy Bartosza Kurka, który w pierwszym meczu z JT Thunders w pojedynkę zdobył dla swojej drużyny aż 40 punktów (dokonał teju sztuki po raz drugi w tym sezonie), Wolfsdog przegrali po tie-breaku 2:3 25:22, 19:25, 26:24, 22:25, 8:15). W rozegranym dzień później spotkaniu rewanżowym rywale nie mieli już nic do powiedzenia i ekipa naszego reprezentacyjnego siatkarza rozgromiła ich 3:0 (25:22, 25:23, 25:23).
Kurek w drugim spotkaniu zdobył 32 punkty, co dało mu najlepszy weekendowy urobek w tych rozgrywkach – 72 pkt. Jego wcześniejszy najlepszy wynik wynosił 65 „oczek”. Kurek z łącznym dorobkiem 587 pkt jest najlepiej punktującym zawodnikiem w J-League. Drugi w zestawieniu Japończyk Yuji Nishida ma na koncie o 59 pkt mniej.
Potknięcia ekipy Wolfdogs w pierwszym spotkaniu z JT Thunders nie wykorzystała ekipa Panasonic Panthers z Michałem Kubiakiem w podstawowym składzie, bo w sobotę przegrała z Toray Arrows 1:3 (17:25, 25:22, 22:25, 21:25), zaś w niedzielę wygrała 3:0 (25:18, 25:14, 25:20). Kapitan naszej siatkarskiej reprezentacji zdobył 22 punkty w obu spotkaniach, ale wyróżniał się skuteczności w przyjęciu – odbierał zagrania przeciwników ze skutecznością na poziomie 67 procent.

Siatkarze ZAKSY poprawiają własne rekordy

ZAKSA Kędzierzyn Koźle pobiła swój rekord serii zwycięstw w PlusLidze! Kędzierzynianie wygrali w sobotę ze Ślepskiem Suwałki 3:1 i było to ich 18 kolejne zwycięstwo w obecnym sezonie. Tym samym poprawili swoje osiągnięcie z sezonu 2017/2018, gdy w PlusLidze wygrali 17 spotkań z rzędu.

Ekipa ZAKSY traciła do tej pory tylko dziesięć setów i tylko w jednym spotkaniu nie zdobyła kompletu trzech punktów, pokonując w grudniu ub. roku PGE Skrę Bełchatów w tie-breaku. Zwycięstwo ze Ślepskiem Suwałki pozwoliło siatkarzom z Kędzierzyna-Koźla poprawić klubowy rekord zwycięstw z rzędu w PlusLidze z sezonu 2017/2018 – ZAKSA wygrała wtedy 17 spotkań z rzędu. Ale do rekordu ligowego ustanowionego w sezonie 2010/2011 przez Skrę Bełchatów (24 mecze z rzędu) jeszcze sporo brakuje.
We wtorek 19 stycznia zaplanowano rozegranie przełożonego meczu 11. kolejki, w którym ZAKSA zmierzy się na wyjeździe z Wartą Zawiercie. Następnie siatkarze lidera PlusLigi zagrają w Bełchatowie w drugim turnieju fazy grupowej Ligi Mistrzów CEV, w którym zmierzą się z PGE Skrą, Fenerbahce oraz Lindemans Aalst. Po pierwszym turnieju, rozegranym w Kędzierzynie-Koźlu, ZAKSA jest liderem grupy A z przewagą trzech punktów nad drugą Skrą. Bełchatowianie mają teraz kryzys formy. W sobotę przegrali u siebie z Jastrzębskim Węglem 0:3 i była to ich trzecia porażka z rzędu (wcześniej ulegli Treflowi Gdańsk 1:3 i Asseco Resovi Rzeszów 2:3) oraz dziesiąta w tym sezonie.
Liderem PlusLigi jest ZAKSA (53 pkt), przed Jastrzębskim Węglem (40), Treflem Gdańsk (36) i VERVĄ Warszawa (32). Te zespoły rozegrały po 18 spotkań, tyle samo co szósta PGE Skra, która ma na koncie 27 pkt i za plecami gorsze tylko o jeden punkt Asseco Resovię, Ślepsk i GKS Katowice.

Kara dla trenera VERVY za wybuch złości

Polska Liga Siatkówki poinformowała, że Komisja Dyscyplinarna nałożyła na trenera VERVY Warszawa Orlen Paliwa Andreę Anastasiego grzywnę w wysokości 15 tysięcy złotych i dyskwalifikację na cztery mecze w zawieszeniu na dziewięć miesięcy. To sankcje za jego niestosowne zachowanie podczas meczu 12. kolejki z Wartą Zawiercie.

Do incydentu doszło 8 listopada ubiegłego roku podczas meczu z Aluronem CMC Wartą Zawiercie w Warszawie, który zakończył się zwycięstwem gości 3:0. Była to czwarta z rzędu porażka stołecznego zespołu. Znany z emocjonalnych reakcji na boiskowe wydarzenia Andrea Anastasi w trakcie pierwszego seta, przy wysokim prowadzeniu rywali, uznał, że autowa piłka po zagrywce Artura Szalpuka została w locie dotknięta przez gracza ekipy gości Piotra Orczyka. Ponieważ sędziowie nie podzielili jego poglądu w tej kwestii, włoski szkoleniowiec zwyzywał w swoim ojczystym języku siatkarza i całą drużynę Warty, a z sędziami kłócił się zawzięcie, aż w końcu zelżony przez niego arbiter Piotr Skowroński ukarał go żółtą kartką. Komisja Dyscyplinarna PLS wydała werdykt w tej sprawie dopiero po kilku tygodniach . Trenera VERVY Warszawa będzie musiał zapłacić grzywnę w wysokości 15 tysięcy złotych, a ponadto został zdyskwalifikowany na cztery mecze, lecz na jego szczęście wykonanie tej kary zawieszono na dziewięć miesięcy. Dla włoskiego szkoleniowca będzie to ciężka tortura, bo będzie musiał przez ten czas w trakcie meczów zważać na to co mówi i jak się zachowuje.
A ekipa VERVY Warszawa w tabeli siatkarskiej PlusLigi po 17 rozegranych spotkaniach zajmuje póki co piątą lokatę, za niepokonaną ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, Jastrzębskim Węglem, Treflem Gdańsk i Aluronem CMC Wartą Zawiercie. W miniony weekend w rozegranych spotkaniach 20. kolejki beniaminek ekstraklasy Stal Nysa sensacyjnie pokonała we własnej hali 3:1 (18:25, 25:18, 25:18, 25:23) Jastrzębski Węgiel. Dla wicelidera tabeli była to dopiero trzecia porażka w tym sezonie, ale dotkliwa, bo dwie wcześniejsze porażki ponieśli w starciach z ZAKSĄ. Wydarzeniem była też porażka PGE Skry Bełchatów na swoim boisku z Treflem Gdańsk 1:3, bo do porażki bełchatowian przyczynił się ich wychowanek i wieloletni lider zespołu Mariusz Wlazły, dla którego był to pierwszy w karierze występ w Bełchatowie przeciwko swojej dawnej drużynie.