Biało-czerwoni zakończyli sezon

Reprezentacja naszych siatkarzy w niedzielę i poniedziałek miała rozegrać w Łodzi dwa mecze towarzyskie z Estonią, ale rywale odwołali przyjazd. W zamian kadrowicze rozegrali dwa wewnętrzne sparingi. Tak zakończył się najdziwniejszy i najkrótszy w historii reprezentacyjny sezon biało-czerwonych.

Przełożenie z powodu pandemii igrzysk na 2021 rok oraz odwołanie zmagań w Lidze Narodów sprawiło, że w tym roku nie było rywalizacji na poziomie reprezentacji narodowych. PZPS zorganizował jednak w czerwcu i lipcu zgrupowania drużyn narodowych – siatkarze trenowali w Spale, a siatkarki w Szczyrku. Zwieńczeniem tych letnich treningów miały być mecze towarzyskie. Ekipa trenera Vitala Heynena w Zielonej Górze zagrała dwa spotkania z reprezentacją Niemiec (oba wygrała), a w niedzielę i poniedziałek w Łodzi miała jeszcze zagrać z ekipą Estonii. Rywale w ostatniej chwili odwołali jednak swój przyjazd, a ponieważ PZPS miał już zawarte umowy z Polsatem na transmisje z tych spotkań, postanowiono rozegrać w miejsce odwołanych potyczek z Estończykami dwa wewnętrzne sparingi. Trener Heynen podzielił kadrę na cztery zespoły, a do ich poprowadzenia wyznaczył swoich asystentów – Sebastiana Pawlika i Michała Gogola. Umówiono się też z telewizyjnym nadawcą, że w obu meczach siatkarze rozegrają tylko po trzy sety.
Wyniki spotkań nie były istotne, bo były to tylko treningowe potyczki, tyle że z udziałem telewizji i w oficjalnych strojach meczowych. Ich celem nie była rywalizacja o miejsce w olimpijskiej kadrze, bo na to przyjdzie jeszcze czas, lecz o sprawienie przyjemności fanom siatkówki, którzy w tym roku byli skazani na oglądanie powtórek spotkań kadry Polski z poprzednich lat.

Rejterada Estończyków

Zaplanowane na niedzielę i poniedziałek towarzyskie mecze reprezentacji siatkarzy z Estonią w Łodzi zostały odwołane. Rywale w ostatniej chwili zrezygnowali na wieść, że w Polsce wzrosła liczba zakażonych koronawuirusem.

Nagła decyzja zastała polską ekipę już w Łodzi. O całkowitej rezygnacji z gry nie było mowy, bo PZPS musiał wywiązać się ze zobowiązań wobec sponsorów i nadawców telewizyjnych. W tej sytuacji sztab trenerski naszej reprezentacji zdecydował, że kadrowicze w niedzielę (godz. 20:00) oraz poniedziałek (18:00) rozegrają mecze sparingowe do trzech setów, bez względu na wynik. Spotkania odbędą się w Sport Arena Łódź im. Józefa Żylińskiego.
Trener naszej reprezentacji Vital Heynen nie krył oburzenia na zachowanie ekipy Estonii. „Ich decyzję, a zwłaszcza moment jej ogłoszenia, uważam co najmniej za dziwne. Szacunek wobec nas nakazywałby poinformowanie o odwołaniu przyjazdu wcześniej niż jeden dzień przed pierwszym spotkaniem” – grzmiał belgijski szkoleniowiec. Ostatecznie nasi siatkarze rozwiązali problem dzieląc kadrę na dwie ekipy. Liderem jednego zespołu został wyznaczony Michał Kubiak, a jego trenerem został Sebastian Pawlik, natomiast na lidera drugiej drużyny wybrano Fabiana Drzyzgę, a w roli szkoleniowca wystąpił Michał Gogol, drugi z asystentów Vitala Henena. Grający na pozycji przyjmującego Kubiak do swojej ekipy zaprosił: rozgrywających Marcina Komendę i Grzegorza Łomacza, atakujących Dawida Konarskiego i Macieja Muzaja, środkowych Karola Kłosa i Piotra Nowakowskiego, przyjmujących Tomasza Fornala i Bartosza Kwolka oraz libero Pawła Zatorskiego.
Natomiast w drużynie rozgrywającego naszej reprezentacji, Fabiana Drzyzgi, znaleźli się: atakujący Bartosz Kurek, środkowi Norbert Huber i Jan Nowakowski, przyjmujący Bartosz Bednorz, Wilfredo Leon, Artur Szalpuk i Aleksander Śliwka oraz libero Damian Wojtaszek.
Wcześniej, w środę i czwartek, biało-czerwoni zmierzyli się towarzysko w Zielonej Górze z zespołem Niemiec wygrywając je 3:2 i 3:1.

Mistrzowie świata wrócili do gry

Reprezentacja Polski siatkarzy w minioną środę meczem z drużyną Niemiec w Zielonej Górze rozpoczęła serię spotkań towarzyskich. W tym nietypowym z powodu pandemii sezonie dla wybranych przez selekcjonera kadry Vitala Heynena zawodników będą to jedyne występy w biało-czerwonych barwach. Po dwóch potyczkach z Niemcami przeniosą się do łodzi, gdzie dwukrotnie zmierzą się z ekipą Estonii.

Powołani przez trenera Heynena kadrowicze mają za sobą dwuczęściowe zgrupowanie w Spale, które rozpoczęło się 1 czerwca, a zakończyło w pierwszej połowie lipca. Jego celem nie było przygotowanie zespołu do gry o stawkę, bo w tym roku z powodu koronawirusa odwołano wszystkie tego typu imprezy. Belgijski selekcjoner ekipy biało-czerwonych nalegał mocno na możliwość spotkania się z zespołem, bo chciał podtrzymać „team spirit”, czyli ducha zespołu i wypracowaną w dwóch poprzednich latach dobrą atmosferę w kadrze. Oba etapy zgrupowania rozdzielone były okresem odpoczynku, ale w Spale nasi siatkarze spędzili na wspólnych treningach prawie miesiąc. Po zakończeniu drugiej części zgrupowania zawodnicy dostali wolne i rozjechali się do domów lub do macierzystych klubów, w których już trwają przygotowania do nowego sezonu. W minioną niedzielę wszyscy kadrowicze musieli ponowie oddać się pod komendę Vitala Heynena. Tym razem belgijski szkoleniowiec czekał na nich w Zielonej Górze, gdzie w środę 22 i czwartek 23 lipca działacze PZPS zorganizowali dwa sparingowe mecze z reprezentacją Niemiec.
Polski Związek Piłki Siatkowej najpierw chciał zorganizować w Łodzi miniturniej z udziałem zespołów Estonii i Finlandii, ale okazało się, że fińska ekipa miałaby problem z dotarciem do Polski. Ostatecznie stanęło więc na tym, że w środę i czwartek mistrzowie świata zagrali z Niemcami, zaś w niedzielę i poniedziałek zmierzą się jeszcze z Estończykami. PZPS reklamował te sparingowe potyczki jako „pierwsze międzynarodowe mecze siatkarskie po przerwie związanej z koronawirusem”. Ze względów bezpieczeństwa spotkania z reprezentacją Niemiec odbyły się bez publiczności, ale po zluzowaniu w miniony wtorek obostrzeń epidemicznych przez polski rząd działacze federacji podjęli starania, żeby w hali Arena Łódź fani siatkówki mogli już się pojawić choćby w śladowej liczbie.
W kadrze biało-czerwonych zabrakło środkowych Mateusza Bieńka, który podczas pierwszej części zgrupowania w Spale poddał się operacji kolana i obecnie przechodzi rehabilitację oraz Jakuba Kochanowskiego, który nabawił sie urazu barku. Rozegrane w środę pierwsze spotkanie z Niemcami (drugie, rozegrane w czwartek, zakończyło się po zamknięciu wydania) miało dziwny przebieg. Trenerzy Vital Heynen i Andrea Giani umówili się na co najmniej cztery sety. Selekcjoner biało-czerwonych wcześniej rozpisał precyzyjnie role dla swoich graczy na wszystkie cztery spotkania, a wedle jego ustaleń w pierwszych dwóch setach w środowej potyczce zagrała grupa młodszych kadrowiczów (Fornal, Kwolek, Muzaj, Jan Nowakowski, Huber), a dopiero potem na parkiet weszli nasi najlepsi gracze, z Bartoszem Kurkiem i Wilfredo Leonem na czele. Niemcy zagrali w dwóch pierwszych partiach zaskakująco dobrze jak na zespół, który wrócił do gry po tak długiej przerwie. Moritz Karlitzek i Simon Hirsch byli trudni do powstrzymania w ataku, w obronie piłki podbijał nawet mierzący 211 centymetrów środkowy Tobias Krick, wszyscy serwowali mocno i przeważnie celne. To sprawiło, że niemal od początku zespół Heynena miał kilkupunktową stratę do rywali i nie zdołał jej odrobić, przegrywając ostatecznie pierwszego seta 18:25. W drugiej partii gra polskiej drużyny była już trochę lepsza, ale nie na tyle dobra, by zdominować rywali i uzyskać nad nimi bezpieczna przewagę punktową. W decydujących momentach to nasi siatkarze popełniali błędy, więc także drugą partię przegrali, tym razem 23:25.
Przed trzecim setem trener Heynen wymienił aż sześciu graczy, wystawiając do gry między innymi Kurka, Leona i Bednorza. Selekcjoner kadry Niemiec zostawił zwycięski skład, ale gdy zobaczył co przemeblowana polska drużyna wyczynia na boisku, szybko zaczął wprowadzać zmienników. Nasi siatkarze trzeciego seta wygrali 25:17, a czwartego 25:22, zatem wyrównali stan meczu na 2:2 i zwycięzcę musiał wyłonić tie-break. W piątej partii biało-czerwoni także jednak zdecydowanie przeważali wygrywając ją 15:10 i całe spotkanie 3:2. W czwartek belgijski szkoleniowiec także planował wystawi do gry wszystkich zdolnych do gry zawodników.

Pograją dopiero w lipcu

Siatkarska reprezentacja Polski w lipcu ma rozegrać trzy mecze sparingowe. Rywalami biało-czerwonych wedle przecieków z PZPS najprawdopodobniej będą drużyny Niemiec, Finlandii i Estonii.

Nasza kadra siatkarzy przebywa na zgrupowaniu w Spale i jak na razie bez przeszkód trenują pod okiem trenera Vitala Heynena. Belgijski selekcjoner biało-czerwonych chciałby jednak w lipcu rozegrać kilka meczów sparingowych. Władze PZPS też do tego dążą. „Planujemy pod koniec lipca rozegrać cztery spotkania towarzyskie. Robimy to dla naszych kibiców i dla naszych sponsorów, żeby tak całkiem nie zapomnieli o siatkówce” – przekonuje prezes naszej siatkarskiej federacji Jacek Kasprzyk.
Szczegółów na razie działacze PZPS nie podają, co nie dziwi, bo z powodu pandemii trudno dzisiaj cokolwiek planować, ale z przecieków wynika, że prawdopodobnie pod koniec lipca nasza reprezentacja zmierzy się w turnieju towarzyskim z zespołami Finlandii, Estonii oraz Niemiec. Miejsce jego rozegrania jeszcze nie ogłoszono, ale być może będzie to Arena Kraków, w której nie odbędzie się na początku lipca Memoriał Huberta Wagnera.

Niemcy w PlusLidze?

Działacze najsilniejszego obecnie niemieckiego klubu siatkarskiego, Berlin Recycling Volleys, sondują możliwość przystąpienia do rywalizacji w polskiej PlusLidze. Chęć taką zgłosił też ukraiński Barkom-Każany Lwów.

W niemieckiej ekstraklasie siatkarskiej nie dzieje się ostatnio najlepiej, bo z rywalizacji wycofały się już trzy zespoły, a kilka jest tego bliskich. W tej sytuacji szefowie Berlin Recycling Volleys rozważają przeniesienie się do polskiej PlusLigi. „Uważamy że w nadchodzących latach klubowa siatkówka będzie cierpieć z powodu kryzysu wywołanego przez koronawirusa. Oczywistym pomysłem było przyjrzenie się możliwości gry w Polsce, która ma jedną z najlepszych lig siatkarskich na świecie. „Nawiązaliśmy kontakt i wymieniliśmy się pomysłami. Nic więcej i nic mniej” – wyjawił dyrektor berlińskiego klubu Kaweh Niroomand. I przyznał, że reakcja strony polskiej była w jego opinii „całkiem pozytywna”. W Niemczech jednak te przymiarki Recycling Volleys są jednak mocno krytykowane.
Grą w PlusLidze zainteresowany jest również zespół z Ukrainy, Barkom-Każany Lwów. Potwierdził to oficjalnie prezes tego klubu Oleg Baran.

Ligę Narodów także odwołano

W tym roku nie odbędzie się żadna siatkarska impreza z udziałem zespołów narodowych. Władze FIVB odwołały też tegoroczną edycję Ligi Narodów kobiet i mężczyzn. Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) natomiast dla poprawy nastrojów przeprowadziła w gronie ekspertów wybór najlepszych graczy ostatniej dekady. W wybranej szóstce znalazło się dwóch reprezentantów Polski.

Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) poinformowała krajowe federacje, które w tym roku miały uczestniczyć w rozgrywkach siatkarskiej Ligi Narodów, że impreza została odwołana z powodu pandemii koronawirusa. Pierwotnie rozpoczęcie zmagań planowano na 19 maja (kobiety) i 22 maja (mężczyźni), ale już marcu podjęto decyzję o przełożeniu imprezy na późniejszy termin, zaś teraz nawet z tego rozwiązania FIVB ostatecznie zrezygnowała. „Biorąc pod uwagę zmieniający się charakter pandemii, złożoność zorganizowania globalnego wydarzenia w wielu krajach oraz zaangażowanie w ochronę zdrowia uczestników, Rada Ligi Narodów, Rada Administracyjna FIVB i organizatorzy wydarzeń, zgodnie zgodzili się odwołać tegoroczną edycję” – napisano w oświadczeniu opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej FIVB. Decyzję trudno uznać za niespodziankę, bo już od jakiegoś czasu spekulowano, że tegoroczna edycja Volleyball Nations League zostanie anulowana.
Kiedy zatem odbędzie się kolejna? Wiadomo, że w 2021 roku, ale na razie nie wiadomo kiedy dokładnie. Trwają w tej kwestii jeszcze dyskusje, bo z powodu pandemii koronawirusa na przyszły rok przełożono przecież igrzyska olimpijskie oraz mistrzostwa Europy. Mimo to organizatorzy VNL są dobrej myśli i po cichu liczą, że impreza odbędzie się w maju jako przetarcie przez lipcowym turniejem olimpijskim. Przypomnijmy, że w rozegranej w ubiegłym roku pierwszej edycji tych rozgrywek nasza męska reprezentacja wywalczyła trzecią lokatę, a żeńska piątą. Odwołanie Ligi Narodów ma jednak i ten skutek, że w tym sezonie reprezentacyjnym nie odbędzie się już żadna oficjalna impreza międzynarodowa.
Z braku sportowych emocji Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) zafundowała więc fanom siatkówki wybory „zespołu dekady”. Najpierw podano listę 30 zgłoszonych do plebiscytu siatkarzy, a następnie podczas panelu dyskusyjnego CEV zaproszone do jury autorytety ze środowiska siatkówki, wśród których znaleźli się m.in. Vital Heynen, Philippe Blain i Andrea Zorzi, dokonali wyboru najlepszej szóstki z podziałem na pozycje na boisku. Wśród nominowanych 30 zawodników znalazło się sześciu reprezentantów Polski: Mariusz Wlazły, Piotr Nowakowski, Fabian Drzyzga, Paweł Zatorski, Wilfredo Leon oraz Michał Kubiak. A oto lista nominowanych zawodników: rozgrywający – Fabian Drzyzga (Polska), Simone Giannelli (Włochy), Siergiej Grankin (Rosja), Benjamin Toniutti (Francja); przyjmujący – Osmany Juantorena (Włochy), Matej Kazijski (Bułgaria), Uros Kovacević (Serbia), Michał Kubiak (Polska), Wilfredo Leon (Polska), Earvin N’Gapeth (Francja), Nemanja Petrić (Serbia), Siergiej Tietiuchin (Rosja); atakujący – Aleksandar Atanasijević (Serbia), Georg Grozer (Niemcy), Maksim Michajłow (Rosja), Cwetan Sokołow (Bułgaria), Mariusz Wlazły (Polska), Ivan Zaytsev (Włochy); środkowi – Wiktor Josifow (Bułgaria), Kevin Le Roux (Francja), Srecko Lisinac (Serbia), Dmitrij Muserski (Rosja), Piotr Nowakowski (Polska), Marko Podrascanin (Serbia), Aleksandr Wołkow (Rosja), Artiom Wolwicz (Rosja); libero – Massimo Colaci (Włochy), Jenia Grebennikov (Francja), Aleksiej Wierbow (Rosja), Paweł Zatorski (Polska).
Ostatecznie w najlepszej szóstce dekady wedle CEV znalazło się dwóch reprezentantów Polski – dwukrotny mistrz świata Piotr Nowakowski oraz Wilfredo Leon, którego doceniono głównie za sukcesy osiągane w rywalizacji klubowej z Zenitem Kazań.A cała ”drużyna dekady CEV” wygląda tak: rozgrywający – Benjamin Toniutti (Francja); przyjmujący – Wilfredo Leon (Polska), Osmany Juantorena (Włochy); atakujący – Maksim Michajłow (Rosja); środkowi: Dmitrij Muserski (Rosja), Piotr Nowakowski (Polska); libero – Jenia Grebennikov (Francja).

Koniec siatkarskiego sezonu w Italii

Siatkarka włoskiego zespołu Igor Gorgonzola Zuzanna Górecka opuściła w miniony wtorek Novarę i na własną odpowiedzialność wróciła do Polski. Prezes klubu Enrico Marchioni wyraził na to zgodę, bo dzień wcześniej zapadła decyzja, iż zmagania w kobiecej Serie A nie zostaną już wznowione i sezon uznano za zakończony.

W poniedziałkowy wieczór władze kobiecej ligi, której rozgrywki wstrzymano półtora miesiąca temu, postanowiły zakończyć rywalizację w tym sezonie. Zwyciężczyniami fazy zasadniczej ogłoszono zajmującą w chwili zawieszenia pierwsze miejsce w tabeli drużynę Imoco Volley Conegliano, w której rozgrywającą jest reprezentantka Polski Joanna Wołosz. Zespołowi Zuzanny Góreckiej, Igor Gorgonzola Novarra, przypadła trzecia lokata, czwartą zajęła ekipa Savino Del Bene Scandicci, w której występują dwie kolejne z naszych reprezentacyjnych siatkarek – Agnieszka Kąkolewska i Magdaleny Stysiak, natomiast dopiero na ósmej pozycji znalazła się drużyna Zanetti Bergamo mająca w składzie najlepszą obecnie polską siatkarkę Malwinę Smarzek-Godek.
„Uważamy, że zakończenie sezonu z uwagi na obecne warunki było właściwą decyzją. Na razie nie zanosi się raczej, by sytuacja wkrótce się zmieniła. Długa przerwa w grze i wyjazd wielu zagranicznych siatkarek znacząco zmieniły sytuację. Ale jeśli warunki się poprawią, to nasz klub, podobnie jak pięć pozostałych z czołowej szóstki, jest gotów rozegrać turniej finałowy, lecz tylko pod warunkiem, że będzie miał jedynie rolę promocyjną. Inaczej być nie może, bo zespół nie ma możliwości prowadzenia wspólnych treningów. Z kadry Igor Gorgonzola we wtorek ubyły kolejne dwie zagraniczne zawodniczki, Słowenka Iza Mlakar i Polka Zuzanna Górecka, które wróciły do swoich krajów na własną odpowiedzialność. Przed nimi tak samo zrobiły Amerykanki Megan Courtney i Micha Hancock” – powiedział prezes klubu z Novary Enrico Marchioni. Dodał jednak, że reprezentantka Polski i wszystkie pozostałe zawodniczki zagraniczne zapewniły go, że są gotowe wrócić do Włoch jeśli tylko będzie taka potrzeba. A może być, bo wciąż jeszcze nie podjęto decyzji co dalej z zawieszonymi z powodu epidemii koronawirusa zmaganiami w Lidze Mistrzyń. Drużyna z Novary awansowała do ćwierćfinału tych rozgrywek.
We wtorek śladem działaczy żeńskiej ligi podążyli też szefowie męskiej Serie A i także ogłosili zakończenie sezonu. Z tą jednak różnicą, że – podobnie jak zrobiła to nasza PlusLiga – anulowano cały sezon. Liderem włoskiej ekstraklasy siatkarzy po 21 kolejkach była ekipa Cucine Lube Civitanova, której barw broni Mateusz Bieniek. Drugie miejsce zajmował zespół Leo Shoes Modena Bartosza Bednorza, a trzecie prowadzona przez trenera reprezentacji Polski Vitala Heynena drużyna Sir Safety Conad Perugia, której gwiazdą jest Wilfredo Leon, zaś zespół Bartosza Kurka, Vero Volley Monza, plasował się na dziewiątej pozycji. Teraz to już tylko liczby porządkowe, bowiem władze Serie A zakończyły rozgrywki bez przyznawania medali, awansów oraz spadków.

Ligę Narodów też chcą odwołać

W tegorocznym terminarzu imprez z udziałem reprezentacji narodowych jedyną imprezą jeszcze nie odwołaną, jest przełożona na jesień Liga Narodów. Ale nawet jej los jest niepewny. Włoski dziennik „La Gazetta dello Sport” zapewnia, że FIVB także te rozgrywki zamierza odwołać, ale decyzję ogłosi dopiero pod koniec kwietnia.

Jeśli te spekulacje okażą się prawdziwe, reprezentacja Polski w tym roku nie rozegra ani jednego meczu o stawkę. W pierwotnej wersji rozgrywki w Lidze Narodów (VNL) miały się odbyć w maju i czerwcu, czyli przed igrzyskami w Tokio. Wybuch epidemii koronawirusa sparaliżował jednak rozgrywki ligowe i w europejskich pucharach, więc żeby zyskać dodatkowe terminy na dokończenie tych zmagań, władze światowej federacji siatkarskiej zadecydowały o przeniesieniu Ligi Narodów na jesień i wstępnie zaplanowały rozpoczęcie tych rozgrywek od połowy września.
„Decyzja o przełożeniu VNL zagwarantuje zawodnikom możliwość skupienia się na własnym zdrowiu i formie i pozwoli krajowym ligom, które musiały teraz zawiesić swoje mecze, rozegrać do końca sezony, gdy sytuacja ulegnie poprawie. FIVB patrzy oczywiście z optymizmem w przyszłość i czujemy się zobowiązani do rozegrania naszych zawodów po igrzyskach olimpijskich. Będziemy też starali się znaleźć dla nich odpowiedni termin w przyszłości” – napisano w oficjalnym komunikacie FIVB, opublikowanym m.in. na stronie internetowej Polskiego Związku Piłki Siatkowej.
Takie rozwiązanie początkowo nie zostało życzliwie przyjęte, co nie dziwi, bo decyzja zapadła zanim jeszcze MKOl przełożył igrzyska na przyszły rok. Dlatego niezadowoleni byli zwłaszcza trenerzy 12 zespołów, które miały uczestniczyć w olimpijskim turnieju. Ale potem sytuacja z powodu rozwoju epidemii koronawirusa coraz bardziej się komplikowała. Włosi jeszcze w marcu ogłosili, że rezygnują z udziału swojej reprezentacji w tegorocznej edycji Ligi Narodów, ale ich decyzja wydaje się oczywista zważywszy na straszliwe skutki pandemii, jakich obecnie doświadczają.
Przeniesienie igrzysk olimpijskich w Tokio na 2021 rok sprawiło, że w tym sezonie Liga Narodów, wcześniej uznawana za niepotrzebną, stała się nagle w wymiarze reprezentacyjnym główną imprezą sezonu. Mistrzostwa Europy mają się odbyć za rok, tuż po igrzyskach, a mistrzostwa świata dopiero za dwa lata. Nie ma zatem jakiegoś specjalnego powodu, żeby na siłę organizować kosztowne dla federacji i męczące dla zawodników z uwagi na wyczerpujące podróże rozgrywki. Tym bardziej, że nikt nie jest w stanie w tej chwili przewidzieć, czy we wrześniu i październiku świat upora się już całkowicie z koronawirusem. Wiadomo jednak, że nawet jeśli pandemia wygaśnie, to jest ekonomiczne skutki świat sportu zacznie odczuwać właśnie dopiero w drugiej połowie roku. I to z tego powodu FIVB rozważa odwołanie Ligi Narodów, bo zewsząd otrzymuje sygnały od sponsorów, że zamierzają się wycofać.
Dla PZPS odwołanie Ligi Narodów będzie oznaczało utratę zaplanowanych w Polsce trzech turniejów. Zgodnie z harmonogramem, reprezentacja siatkarzy miała grać w Krakowie z ekipami Serbii, Słowenii i Włoch, a w Łodzi z Bułgarią, Chinami i Brazylią. Z kolei reprezentacja siatkarek miała w czwartym tygodniu rozgrywek zmierzyć się u siebie z ekipami Niemiec, Tajlandii i Brazylii.
Wygląda jednak na to, że po raz pierwszy w historii, w światowej siatkówce w czasie pokoju nie będzie sezonu reprezentacyjnego. Teoretycznie jest możliwość wypełnienia tej luki spotkaniami towarzyskimi, ale zważywszy na fakt, że w tym czasie zaczną się rozgrywki klubowe, nie będzie łatwo zebrać kadry narodowe, bowiem raczej nie ma co liczyć na zwolnienia zawodników na imprezy nie uwzględnione w oficjalnym kalendarzu FIVB.
Właściciele klubów, które przetrwają finansową zapaść po pandemii Covid-19, będą zawzięcie walczyć o każdego centa. Europejska Konfederacja Siatkówki (CEV) chcąc wesprzeć ich coraz bardziej dziurawe budżety, planuje wypłacić 2,6 miliona euro przeznaczone na nagrody pieniężne za wszystkie mecze rozegrane do zawieszenia rozgrywek w europejskich pucharach. Skorzystają na tym też wszystkie polskie zespoły klubowe, które występowały w europejskich pucharach. Ale zważywszy na poniesione straty, taka kwota w skali Europy to kropla w morzu potrzeb. Siatkarze chcą więc grać i są gotowi to robić nawet niezbyt dotąd przez nich cenionej Ligi Narodów. A to jest argument, który FIVB także bierze pod uwagę.

Pobili Kanadę w Opolu

Reprezentacja Polski zrewanżowała się Kanadyjczykom za porażkę 1:3 w Katowicach i w Opolu pokonała ich 3:2. Trener biało-czerwonych Vital Heynen w trzech ostatnich zwycięskich setach wystawił pierwszy skład kadry.

Heynen w Opolu w pierwszych dwóch setach mocno mieszał w składzie, natomiast trener Kanadyjczyków Stephane Antiga postawił na tych samych zawodników, którzy pokonali Polaków w sobotę w Katowicach. Po dwóch przegranych partiach selekcjoner biało-czerwonych wymienił wszystkich zawodników i nasz zespół zaczął dominować. Zwłaszcza że Antiga dla odmiany po dwóch wygranych setach dał pograć mniej doświadczonych siatkarzy, za co został skarcony porażkami w trzecim secie do 17 i w czwartym do 18. W tie-breaku oba zespoły grały już w najsilniejszych składach, ale rywale dawali radę tylko do stanu 8:7, bo potem zdobyli już tylko dwa punkty. Polacy wygrali partię 15:9 i cały mecz 3:2. Po tym występie znów możemy być optymistami.