Siatkówka: Biało-czerwoni wciąż w czubie Ligi Narodów

Reprezentacja Polski siatkarzy w turnieju Ligi Narodów w Rimini po 12 kolejkach spotkań jest już o krok od awansu do Final Four. W czwartej serii gier biało-czerwoni rozprawili się po 3:0 z Kanadyjczykami i Japończykami.

Po porażce z Brazylią w 9. kolejce spotkań trener Vital Heynen zapowiedział, że w sześciu ostatnich meczach nie będzie już rotował składem wedle ustalonych jeszcze przed rozpoczęciem turnieju w Rimini schematów. W założeniu te występy plus wielce prawdopodobne dwa spotkania w Final Four mają posłużyć do złapania rytmu startowego zawodnikom, których zamierza powołać do kadry na igrzyska w Tokio. Przeciwko ekipie Kanady w wyjściowej szóstce biało-czerwonych pojawili się więc wszyscy najważniejsi gracze w naszej reprezentacji – Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Piotr Nowakowski, Fabian Drzyzga i Paweł Zatorski (libero), których wejściami z ławki uzupełniali głównie Jakub Kochanowski i Maciej Muzaj.
Polacy pokonali Kanadyjczyków 3:0, ale nie od razu złamali ich opór. Gdy świetnie serwujący w tegorocznej Lidze Narodów Nicolas Hoag zdobył kolejny punkt po zagrywce, biało-czerwoni przegrywali 5:7. Nie do zatrzymania dla naszych graczy był w tym fragmencie spotkania Sharone Vernon-Evans, który bezlitośnie punktował w ataku i Kanada odskoczyła biało-czerwonym nawet na cztery punkty. Trener Heynen poprosił o czas i po wznowieniu gry Polacy zaczęli już grać na swoim normalnym poziomie. Najpierw zablokowali Vernona-Evansa, ale potem zanotowali serię udanych akcji i wyszli na prowadzenie, kończąc pierwszego seta przy wyniku 25:23. Nasz reprezentacja nigdy jeszcze nie przegrała z Kanadą w oficjalnym meczu i chociaż rywale stawili mocny opór, do sensacji nie doszło. Dwie kolejne partie nasi siatkarze wygrali 25:23 i 25:19, a cały mecz 3:0.
Wydawało się, że więcej problemów sprawią biało-czerwonym Japończycy, którzy w Rimini wygrali wcześniej sześć meczów, w tym z reprezentacją Rosji. Ekipę z Kraju Kwitnącej Wiśni prowadzi dobrze w Polsce znany francuski szkoleniowiec Philippe Blain (w latach 2013-2016 był asystentem trenera naszej reprezentacji Stephane’a Antigi, ). Chyba musiał być trochę zaskoczony faktem, że Vital Heynen do gry wystawił zupełnie inną szóstkę, niż w spotkaniu z Kanadą. Na parkiecie pojawili się Grzegorz Łomacz, Maciej Muzaj, Mateusz Bieniek, Karol Kłos, Tomasz Fornal, Kamil Semeniuk i Paweł Zatorski (libero) oraz Marcin Komenda. Zaskoczeni trochę nieobecnością Leona, Kurka czy Kubiaka Japończycy w pierwszym secie dostali od polskie drużyny straszliwy łomot, przegrywając 14:25, w drugiej partii zdołali ugrać tylko cztery „oczka” więcej (18:25), a w trzeciej pięć (19:25).
Po wygranej z Kanadą i Japonią nasza reprezentacja utrzymała druga lokatę i jest już o krok od zapewnienia sobie miejsca w czołowej czwórce turnieju. Poza rozegranym w czwartek meczu z Niemcami (zakończył się po zamknięciu wydania) czekają ich jeszcze starcia z Argentyną, Iranem i Francją.

Polskie siatkarki tylko tłem w Lidze Narodów

Polskie siatkarki po trzech kolejnych porażkach z rzędu w Lidze Narodów w końcu przerwały fatalną serię i wygrały mecz, pokonując 3:0 (25:23, 25:15, 25:20) drużynę Tajlandii. Ale kończącym czwartą serię gier poniedziałkowym spotkaniu z Niemkami biało-czerwone znów doznały porażki, ulegając drużynie Niemiec 0:3 (23:25, 20:25, 23:25).

W rozgrywanym w Rimini turnieju Ligi Narodów nasze siatkarki grają poniżej oczekiwań. Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego z dwunastu rozegranych dotychczas spotkań wygrały tylko cztery – z Włochami 3:2, Koreą Południową 3:0, Kanadą 3:2 i najsłabszą w stawce Tajlandią 3:0, przegrały natomiast z Serbią 1:3, Turcją 1:3, Belgią 2:3, Dominikaną 1:3, Japonią 2:3, Holandią 2:3, Brazylią 0:3 i Niemcami 0:3.
Siatkarki Stanów Zjednoczonych po wygranej nad Turcją 3:2 na trzy mecze przed końcem rundy zasadniczej zapewniły sobie awans do Final Four Ligi Narodów, który rozegrany zostanie w dniach 24-25 czerwca. Ekipa USA szykuje się do turnieju olimpijskiego i jej trener, Karch Kiraly, wybrał start w Lidze Narodów jako sposób przygotowań do występu w Tokio, więc zabrał do Włoch najlepsze zawodniczki. Amerykanki grają więc w Rimini znakomicie i na razie są poza zasięgiem innych zespołów – w 12 spotkaniach straciły zaledwie trzy sety.
O sile zespołu Amerykanek w ostatniej serii gier fazy zasadniczej turnieju przekona się reprezentacja Polski, która po 12 rozegranych spotkaniach zajmuje w tabeli dopiero 11. miejsce z dorobkiem 13 punktów. Za plecami biało-czerwonych są zespoły Niemiec (12 pkt), Kanady (11 pkt), Korei Południowej (9 pkt), Włoch (9 pkt) i Tajlandii (3 pkt). Prowadzą wspomniane wcześniej Amerykanki z kompletem 36 punktów na koncie, druga jest Brazylia (31 pkt), a trzecia Japonia (25 pkt). Kolejne lokaty zajmują: Turcja (24 pkt), Rosja (23 pkt), Dominikana (23 pkt), Chiny (21 pkt), Belgia (11 pkt) i Serbia (14).
W tym roku żaden z zespołów występujący w LN nie zostanie zdegradowany, bowiem z powodu pandemii COVID-19 nie rozegrano turniejów kwalifikacyjnych. Międzynarodowa Federacja Siatkówki (FIVB) postanowiła, że cała stawka uczestników przystąpi do rozgrywek w kolejnej edycji.

Liga Narodów: Polscy siatkarze szykują formę na Brazylię

Na półmetku rozgrywek w tegorocznej Lidze Narodów reprezentacja Polski z dorobkiem 18 punktów prowadziła w stawce 16 drużyn, przed Brazylią (18 pkt) i Francją (17 pkt). W trzeciej serii gier biało-czerwoni mieli za przeciwników Bułgarów (3:0), Holendrów (3:0) oraz Brazylijczyków, z którymi zmierzą się w piątek w hicie 9. kolejki spotkań.

Poza wpadką w przegranym 1:3 meczu ze Słowenią (w tabeli na półmetku zajęła 4. lokatę z dorobkiem 15 pkt) biało-czerwoni w pozostałych spotkaniach zmiatali przeciwników z parkietu, w tym także zespoły siatkarskich potęg – Stanów Zjednoczonych i Rosji. Potyczki ze słabymi zespołami Bułgarii i Holandii były tylko przystawką do dania głównego w trzeciej serii gier, czyli piątkowego starcia z kolejnym z potentatów – Brazylią. Chociaż trener Vital Heynen powtarza, że wynik w tegorocznej edycji Ligi Narodów nie ma dla niego znaczeni, bo miesiąc spędzony przez jego ekipę w Rimini ma mu pomóc w dokonaniu właściwego wyboru 12-osobowej kadry olimpijskiej, ale ponieważ każdy z 19 siatkarzy powołanych przez niego na turniej Ligi Narodów chce zagrać w Tokio i nie czuje się gorszy od kolegów, toteż obojętnie jaką szóstkę Belg wystawi do gry, to – pomijając niefortunny występ przeciwko Słoweńcom – leje ona rywali bez litości. Dlatego biało-czerwoni są liderem i mają szansę na zakwalifikowanie się do Final Four. Ale mecz z Brazylijczykami będzie dla nich początkiem serii starć z silnymi drużynami, bo w czwartej i piątej serii gier nasi siatkarze zmierzą się z Francją, Iranem, Japonią, Niemcami, Kanadą i Argentyną.
Rywalizacja w naszej ekipie jest ogromna, a żadna inna nie ma tak wyrównanej grupy graczy. Trener Heynen nie będzie więc musiał w tych ostatnich sześciu meczach nadmiernie eksploatować wąskiej grupy kadrowiczów, bo ma komfort kłopotu bogactwa, którego zazdroszczą mu szkoleniowcy wszystkich bez wyjątku ekip rywalizujących w Rimini.
Jakim potencjałem dysponuje dzisiaj reprezentacja Polski, boleśnie przekonali się w środę Bułgarzy, którzy w swojej kadrze dokonują pod wodzą włoskiego trenera Silvano Prandiego przebudowę pokoleniową. Po raz ostatni Polacy grali z nimi we wrześniu 2018 roku, w pierwszej rundzie mistrzostw świata. W Warnie, przy dopingu pięciu tysięcy swoich fanów, Bułgaria przegrała z Polską 1:3. Już wtedy środowi przeciwnicy naszej drużyny byli na wylocie ze ścisłej światowej czołówki, a dzisiaj już bez wątpienia do niej nie należą. W zespole prowadzonym przez 73-letniego włoskiego szkoleniowca Silvano Prandiego jedynym graczem światowej klasy jest Cwetan Sokołow. Atakujący Dynama Moskwa jest czwartym najlepiej punktującym zawodnikiem w tegorocznej edycji Ligi Narodów. Ale jego dobra gra to za mało, by przechodząca zmianę warty bułgarska reprezentacja była w stanie przeciwstawić się aktualnym mistrzom świata. Tym bardziej, że ze słabszymi przeciwnikami Bułgarzy też sobie nie radzą, bo w Rimini z sześciu wcześniej rozegranych spotkań wygrali tylko jedno i zajmują dopiero 14. miejsce. Przegrali z Francją (0:3), Niemcami (2:3), Włochami (2:3), Kanadą (0:3) i Iranem (0:3), a pokonali tylko Australię (3:0).
Vital Heynen posłał do boju z nimi inną szóstkę graczy w porównaniu z poprzednimi meczami. Na parkiet wyszli: Fabian Drzyzga, Łukasz Kaczmarek, Wilfredo Leon, Bartosz Bednorz, Jakub Kochanowski, Norbert Huber i Damian Wojtaszek. Wielu trenerów chciałoby mieć taką szóstkę pod swoja komendą, a na pewno Silvano Prandi, bo jego podopieczni stawili czoło polskiej drużynie tylko na początku pierwszego seta, ale tylko do stanu 10:10 Potem biało-czerwoni odjechali im na siedem punktów i do końca kontrolując przebieg gry zwyciężyli w tej partii 25:19.
W drugim secie Polacy zagrali jeszcze lepiej, na co Bułgarzy nie byli już w stanie odpowiedzieć i już do końca mecz z nimi bardziej przypominał sparing, niż grę o stawkę w poważnym turnieju. Drzyzga swobodnie uruchamiał wszystkie opcje w ataku, a Bednorz, Leon i Kochanowski bezlitośnie je wykorzystywali. Drugą partię polski zespół zakończył rezultatem 25:15, a w trzecie odsłonie meczu wręcz roznieśli bułgarski zespół wygrywając 25:12. Heynen przez większość meczu uśmiechał się zadowolony z gry swojej drużyny.
Dla biało-czerwonych starcie z Bułgarami, podobnie jak czwartkowy mecz z przedostatnią w stawce drużyną Holandii, również wygrany przez Polaków 3:0 (25:14, 25:17, 25:16), miały być w założeniu tylko rozgrzewką przed prestiżowym starciem z Brazylią, która w środę pokonała Holendrów 3:0 (25:19, 25:22, 27:25). Siatkarski klasy z udziałem biało-czerwonych i canarinhos odbędzie się w piątek. Początek godz. 21:00.

Reprezentacja Polski na czele Ligi Narodów

Porażka ze Słowenią chyba podrażniła mocno ambicję naszych reprezentacyjnych siatkarzy, bo w drugiej serii spotkań biało-czerwoni zagrali fenomenalnie gromiąc Australię 3:0, USA 3:0 i Rosję 3:1. Po sześciu rozegranych w Rimini meczach Ligi Narodów Polacy objęli prowadzenie w stawce 16 drużyn.

Nasi siatkarze zaczęli zmagania w Rimini od łatwej wygranej 3:0 z grającymi w rezerwowym składzie gospodarzami turnieju Włochami, następnie pewnie pokonali Serbię 3:1, lecz ostatnim spotkaniu tej serii, ze Słowenią, przegrali nadspodziewanie łatwo 1:3. Na zawodników, których trener Vital Heynen wystawił do gry w tym spotkaniu, spadła fala krytyki, a najmocniej oberwało się kapitanowi drużyny Michałowi Kubiakowi. Ale ta porażka w żaden sposób nie zmieniła personalnych planów belgijskiego szkoleniowca i na kolejne spotkanie, z Australią, wystawił skład, jaki rozpisał na długo przed rozpoczęciem turnieju w Rimini. Posłał na parkiet m.in. oszczędzanego do tej pory Piotra Nowakowskiego. Obok niego pojawili się po raz drugi w tej imprezie Kamil Semeniuk, Tomasz Fornal i Łukasz Kaczmarek, a wyjściową szóstkę uzupełnili pewniacy w olimpijskiej kadrze Fabian Drzyzga i Paweł Zatorski. Australijczycy nie stawili aktualnym mistrzom świata wielkiego oporu i przegrali 0:3 w trzech krótkich setach (16:25, 10:25, 12:25). To była siatkarska demolka, a w drugim secie biało-czerwoni wyrównali nawet rekordowe osiągnięcie w Lidze Narodów ekipy Niemiec, która w edycji 2019 pokonała Portugalię także wynikiem 25:10. Reprezentacja Polski ma jednak w dorobku jeszcze lepsze osiągnięcia. W 2011 roku w Pucharze Świata w wygranym 3:2 meczu z Iranem nasi siatkarze jeden z setów wygrali 25:8. A z Australijczykami w październiku 2019 roku w Pucharze Świata wygrali 25:9. W czwartkowej potyczce trener Vital Heynen wystawił do gry Drzyzgę, Kaczmarka, Semeniuka, Fornala, Nowakowskiego, Hubera, Zatorskiego (libero) oraz Kochanowskiego. Mistrzowie świata wrócili zatem na zwycięską ścieżkę. „W każdy meczu gramy tak, by go wygrać, ale głównym celem naszego występu w Lidze Narodów jest doprowadzenie wszystkich kadrowiczów do jak najlepszej formy. Dzięki temu będziemy mieli lepszy wybór przy ustalaniu składu olimpijskiej reprezentacji” – podkreśla belgijski selekcjoner biało-czerwonych.
Ale w drugiej serii spotkań po meczu z Australią nasz zespół czekały dwie „siatkarskie wojny” – najpierw z ekipą Stanów Zjednoczonych, a potem z Rosją. Rywalizacja Polaków z Amerykanami od lat ekscytuje kibiców. Nasi siatkarze pokonali ich m.in. w finale Ligi Światowej w 2012 w Sofii (3:0) i w pamiętnym półfinale MŚ 2018 w Turynie (3:2), amerykański zespół był za to górą chociażby w drugiej fazie grupowej MŚ 2014 (3:1), a była to jedyna porażka polskiej drużyny w tym zwycięskim dla niej turnieju. Po raz ostatni przed potyczką w Rimini obie drużyny zmierzyły się w październiku 2019 roku w Pucharze Świata. Amerykanie wygrali wtedy 3:1. W Lidze Narodów ekipy Polski i USA rywalizowały wcześniej trzykrotnie. W 2018 roku Amerykanie wygrali 3:0 (Hoffman Estates, faza grupowa) i 3:0 (Lille, turniej Final Six), a Polacy zwyciężyli w 2019 roku pokonując ich w Katowicach w fazie grupowej 3:2.
Na mecz w Rimini trener Heynen do walki z Amerykanami posłał Łomacza, Kurka, Kochanowskiego, Bieńka, Śliwkę, Bednorza, Wojtaszka (libero) oraz Muzaja, Semeniuka i Drzyzgę. Trener ekipy USA John Speraw po przegranym dzień wcześniej meczu z Rosją wystawił inny skład, z wracającym do wielkiej formy Matthew Andersonem, ale z pewnością nie była to reprezentacja USA w jej najlepszym wydaniu. Nasza zresztą także nie, lecz w tym zestawieniu zagrała na poziomie niedostępnym dla rywali, którzy tylko w drugim secie zdołali nawiązać wyrównaną walkę, zaś w dwóch pozostałych byli tylko bladym tłem dla świetnie grających Polaków, którzy wygrali mecz 3:0 (25:17, 28:26, 25:17).
W sobotę biało-czerwoni zmierzyli się z Rosją, przeciwnikiem wyjątkowym. Historia potyczek obu zespołów jest długa i pełna spektakularnych triumfów i bolesnych porażek. Rosjanie triumfowali w obu dotychczasowych edycjach Ligi Narodów, a w tegorocznej po pięciu kolejkach z 13 punktami na koncie byli liderami. Przed meczem z Polakami przegrali tylko z Japonią, ale z ekipą USA pewnie wygrali 3:1. Biało-czerwoni z czterema zwycięstwami i jedną porażka na koncie zajmowali drugą lokatę w stawce. Żeby wyjść na prowadzenie, musieli pokonać „Sborną” za trzy punkty.
Vital Heynen posłał do walki z rosyjskim zespołem Drzyzgę, Kubiaka, Bieńka, Muzaja, Leona, Kłosa oraz Zatorskiego (libero), Nowakowskiego, Kaczmarka i Łomacza, zaś fiński trener reprezentacji Rosji Tuomas Sammelvuo postawił na Pankowa, Kliuka, Wolwicza, Michajłowa, Wołkowa, Muserskiego oraz Gołubiewa (libero), Polietajewa, Senyszewa, Kobzara i Bogdana. Rosjanie byli bliscy porażki już w pierwszym secie, bo przegrywali już 17:20, ale uratował ich serią fenomenalnych serwisów Maksim Michajłow i dzięki temu wygrali pierwszą partię 25:21. Naszych siatkarzy to niepowodzenie jednak nie zdeprymowało i w trzech kolejnych setach mistrzowie świata zafundowali Rosjanom bolesną lekcję nowoczesnej siatkówki, wygrywając 25:19, 25:19 i 25:14.
Heynen konsekwentnie rotuje składem, ale akurat na spotkanie z rosyjską drużyną wystawił zaprawionych w bojach graczy. Taki skład mógłby spokojnie zagrać nawet o olimpijskie złoto, a jeśli kogoś w nim brakowało, to chyba tylko Bartosza Kurka. On miał jednak w sobotę wolne i dopingował kolegów z trybun.
W czwartym secie rozbici kompletnie Rosjanie stracili ochotę do walki i przegrali w upokarzającym dla nich stylu 14:25. Polacy rozbili rywali ich własną bronią. W zagrywce było (11:6), w bloku (11:4). Biało-czerwoni z bilansem 5–1 i 15 punktami na koncie objęli prowadzenie w tabeli Ligi Narodów, a w następnej serii spotkań zmierzą się z Bułgarią (środa), Holandią (czwartek) i Brazylią (piątek). Po sześciu kolejkach w stawce 16 zespołów nie ma już niepokonanych ekip.

Liga Narodów FIVB: Zmienna forma biało-czerwonych

W pierwszych trzech meczach w Lidze Narodów reprezentacja Polski odniosła dwa zwycięstwa (3:0 z Włochami i 3:1 z Serbią) oraz poniosła porażkę 1:3 ze Słowenią. Vital Heynen podkreśla jednak, że dla niego liczy się przede wszystkim postawa zawodników, bo przecież turniej w Rimini ma mu pomóc w wyborze kadry olimpijskiej.

Analizując występy naszych siatkarzy pod kątem statystyk można postawić tezę, że na początku turnieju w Rimini najlepsze wrażenie swoją grą zrobił Wilfredo Leon, a poza nim dobrze wypadli też Paweł Zatorski, Fabian Drzyzga i Bartosz Kurek. A tak wyglądają podstawowe statystyki graczy ekipy Vitala Heynena.
Wilfredo Leon: 25 punktów, 13 asów serwisowych, 39 procent skuteczności przyjęcia przy 33 piłkach, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. Wyróżniał się perfekcją przy serwisach. Siłą nadrabiał punkty, które rywali mogli zdobywać w zagrywkach i atakach skierowanych prosto w niego. Przy nich i tak prezentował się lepiej niż można było oczekiwać. Michał Kubiak: 8 punktów, 35 procent skuteczności przyjęcia, 30 procent skuteczności ataku. Trener Heynen już na rok przed igrzyskami zapewniał, że tylko Kubiak może być pewny wyjazdu do Tokio, ale jak na razie kapitan biało-czerwonych zawodzi zarówno w przyjęciu, jak i ataku. Kamil Semeniuk: 15 punktów, 58 procent skuteczności przyjęcia, 39 procent skuteczności ataku, 4 bloki. Zaliczył udany debiut w reprezentacji w meczu o punkty. Grał odważnie, a jeśli ma coś do poprawy, to tylko zagrywkę. Aleksander Śliwka: 14 punktów, 1 as serwisowy, 38 procent skuteczności przyjęcia, 41 procent skuteczności ataku. Dużo kiwał, za to za rzadko kończył akcje silnymi atakami. Nie do końca rozumiał się z rozgrywającym Grzegorzem Łomaczem. Jego występ był rozczarowaniem, bo więcej oczekiwaliśmy. Tomasz Fornal: 10 punktów, 1 as serwisowy, 65 procent skuteczności przyjęcia, 60 procent skuteczności ataku. Mistrz Polski z Jastrzębskim Węglem na starcie przygotowań miał najmniejsze szanse na wyjazd do Tokio, ale jego akcje idą w górę. Z Włochami był solidny w przyjęciu i w ataku.
Bartosz Bednorz: 7 punktów, 3 asy serwisowe, 64 procent skuteczności przyjęcia, 17 procent skuteczności ataku, 1 blok). Bronił nieźle i tworzył zagrożenie zagrywką, ale przy tak niskim procencie ataku trudno mu wystawić dobre noty za występ przeciwko ekipie Italii. To chyba największy przegrany po pierwszej serii meczów Ligi Narodów. Heynen miał do niego wiele cierpliwości, bo postanowił, że pozostawi go na boisku do końca meczu, choć na lewym skrzydle nie tworzył praktycznie żadnego zagrożenia. Paweł Zatorski (libero): 62 procent przyjęcia przy 16 piłkach w meczu z Serbami. Pewność w przyjęciu i dobra asekuracja kolegów, poparta solidną i ofiarną grą w obronie – to był Zatorski jak za swoich najlepszych lat. Damian Wojtaszek (libero): 78 procent skuteczności przyjęcia przy 9 piłkach z Włochami, 47 procent skuteczności przyjęcia przy 23 piłkach ze Słowenią). Nie miał takiej pewności w grze jak Zatorski i w tej chwili na pozycji libero jest jednak numerem 2.
Mateusz Bieniek: 28 punktów, 4 asy serwisowe, 53 procent skuteczności ataku, 7 bloków). Wilfredo Leon jest w tej chwili w polskiej ekipie poza wszelką konkurencją, ale Bieniek przynajmniej próbuje za bardzo od niego nie odstawać. W spotkaniu ze Słowenią walczył, gdy inni już chowali głowy, nie bał się podejmować ryzyka. To dzięki niemu biało-czerwoni nie przegrali do zera. Jakub Kochanowski: 13 punktów, 1 as serwisowy, 62 procent skuteczności ataku, 4 bloki). Końcówki setów były w jego wykonaniu popisowe. Jakość jaką pokazał w spotkaniu z Serbią napawa optymizmem. Karol Kłos: 19 punktów, 72 procent skuteczności ataku, 5 bloków. Walka środkowych o miejsce w olimpijskiej kadrze będzie bardzo wyrównana. Kłos był świetny w ataku, ale imponował także grą na siatce. Czy był na poziomie Bieńka? Pewnie jeszcze nie, ale z Kochanowskim po tak dobrym występie z Włochami można go było porównywać. Norbert Huber: 8 punktów, 1 as serwisowy, 56 procent skuteczności ataku, 2 bloki). Nie miał wybitnych akcji, ale potrafił zrobić użytek z mocnej zagrywki, wykorzystać dograną mu piłkę i spełniał zadania, które wyznaczył mu trener Heynen. Przed turniejem w Rimini selekcjoner twierdził, że Huber ma dwa procent szans na wyjazd do Tokio.
Bartosz Kurek: 12 punktów, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. Zagrał tylko z Serbią i zagrał solidnie. W tym meczu na skrzydłach większe wrażenie robili Leon i Semeniuk, ale do Kurka nie można było mieć pretensji. Łukasz Kaczmarek: 17 punktów, 43 procent skuteczności ataku, 2 bloki. W statystykach jego występ nie wygląda wybitnie, ale też w meczu ze Słowenią chyba oczekiwania wobec niego go przerosły. Maciej Muzaj: 14 punktów, 3 asy serwisowe, 44 procent skuteczności ataku. Zyskał najwięcej z atakujących. Kurka w ogólnym rozrachunku przeskoczyć będzie trudno, ale przy nieco gorszej postawie Kaczmarka, solidna gra Muzaja w meczu z Włochami wysunęła go w rankingu przed konkurentów.
Fabian Drzyzga: 1 punkt, 1 as serwisowy. Drzyzga potwierdził, że w tej chwili jest numerem jeden na pozycji rozgrywającego. Musi tylko popracować nad lepszą współpracą zwłaszcza z lewym skrzydłem. Cieszy natomiast to, że coraz lepiej dogaduje się z przyjmującym.
Grzegorz Łomacz: 2 punkty, 1 as serwisowy, 100 procent skuteczności ataku po jednym zagraniu). Wielu ekspertów obarcza go winą za słabą grę naszej drużyny przeciwko Słowenii. Faktem jest, że Łomacz nie zagrał w tym meczu dobrze, ale polskim zespole nic nie funkcjonowało dobrze, więc trudno wszystkie grzechy zrzucać na rozgrywającego.
Kolejne mecze Ligi Narodów Polacy zagrają od czwartku. Tego dnia o 18:00 zagrają z Australią, w piątek z USA (18:00), a w sobotę zmierzą się z Rosją (początek godz. 16:00). Od poniedziałku do środy w Rimini grają natomiast siatkarki. Polki w tej serii gier zmierzyły się z Koreą Południową (3:0), Belgią (2:3) i Dominikaną.

Liga Narodów FIVB: Ludzie Heynena biją rywali

Reprezentacja Polski siatkarzy z impetem rozpoczęła walkę w tegorocznej edycji Ligi Narodów. Na początek biało-czerwoni łatwo pokonali 3:0 grających w rezerwowym składzie gospodarzy turnieju w Rimini Włochów, a w sobotę zwyciężyli 3:1 aktualnych mistrzów Europy Serbów. W niedzielę ekipa trenera Vitala Heynena zmierzyła się ze Słowenią.

W tym roku celem głównym dla naszej siatkarskiej reprezentacji jest zdobycie medalu olimpijskiego, na który fani siatkówki w Polsce czekają już 45 lat. Oczywiście biało-czerwoni zamierzają przywieźć z Tokio krążek z najcenniejszego kruszcu. Drugim pod względem ważności celem jest sukces we wrześniowych mistrzostwach Europy, których Poilski Związek Piłki Siatkowej jest współgospodarzem. W poprzednim europejskim czempionacie nasi siatkarze zdobyli brązowe medale, więc powtórzenie tego wyniku to plan minimum, ale wiadomo, że Vital Heynen i jego ekipa zamierzają powalczyć o tytuł. Rozgrywana w turniejowej bańce epidemicznej w Rimini Liga Narodów nie znajduje się na liście najważniejszych celów w tym sezonie i jest jedynie pierwszym etapem przygotowań do olimpijskiego występu.
W pierwszym meczu biało-czerwoni zmierzyli się z gospodarzami turnieju, Włochami. Nie był to zbyt wymagający przeciwnik, bo Włosi jako jedyna drużyna ze światowej czołówki w przygotowaniach do igrzysk odpuściła Ligę Narodów i w Rimini wystawiła do gry rezerwy, w których dominują debiutujący w kadrze młodzi zawodnicy. Nie prowadzi ich w meczach nawet selekcjoner reprezentacji Italii Gianlorenzo Blenginiego (w jego zastępstwie drużynę w Lidze Narodów prowadzi Antonio Valentini). Trener Heynen nie posłał zatem w piątek do gry naszych najlepszych graczy, ale Muzaj, Kłos, Bednorz, Łomacz, Bieniek, Fornal, Wojtaszek (libero) oraz Huber dali sobie radę i rozbili włoską drużynę 3:0 (25:19, 25:20, 25:18).
Był to pierwszy mecz o stawkę naszej reprezentacji od 15 października 2019 roku. Wówczas na zakończenie zmagań w Pucharze Świata biało-czerwoni gładko pokonali drużynę Iranu 3:0. W Rimini obie ekipy mieszkają w hotelu obok siebie, co było ze strony gospodarzy imprezy decyzją mocno ryzykowną, bo przecież w przeszłości w relacjach między siatkarzami polskimi, zwłaszcza Michałem Kubiakiem, a irańskimi mocno iskrzyło. Na razie nie słychać o nowych konfliktach, ale przed meczem Polska – Iran, a zwłaszcza po meczu, tłumiona niechęć może eksplodować po obu stronach. Trener Heynen w pierwszych meczach Ligi Narodów postanowił dać pograć wszystkim 19 kadrowiczom, z którymi przyjechał do Rimini. Paweł Woicki, nasz znakomity jeszcze do niedawna siatkarz, a dzisiaj jeden z asystentów belgijskiego szkoleniowca, zdradził w wypowiedzi dla Polsatu Sport, że selekcjoner biało-czerwonych ma precyzyjnie ustalone składy na pierwszych dziewięć kolejek i każdy z zawodników już wie, w których meczach dostanie okazję do wykazania się. W piątek Wilfredo Leon, Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski i Fabian Drzyzga przyglądali się popisom kolegów z perspektywy trybun, ale następnego dnia role się odwróciły, bo do meczu z aktualnymi mistrzami Europy Serbami (w pierwszym spotkaniu turnieju pokonali Słowenię 3:1) Heynen posłał na boisko zupełnie inna drużynę. Zagrali w niej: Kurek, Leon, Drzyzga, Kochanowski, Semeniuk, Huber, Zatorski (libero) oraz Kaczmarek, Śliwka i Wojtaszek. Selekcjoner serbskiej kadry Slobodan Kovac rotował trochę mniej, ale w podstawowym składzie nie wystawił dwóch najlepszych zawodników ze spotkania ze Słowenią – Urosa Kovacevicia i Drażena Luburicia.
W meczu z Serbią w polskiej drużynie pierwsze skrzypce gra Wilfredo Leon. Kubańczyk z polskim paszportem zdobył w tym spotkaniu w sumie 26 punktów, połowę z nich wywalczając serwisem. Te 13 „oczek” to nowy rekord Ligi Narodów. Pokaz swoich umiejętności w tym elemencie gry dał dopiero w drugiej odsłonie spotkania, doprowadzając serwisami wynik od stanu 16:12 do 20:12. Biało-czerwoni wygrali tego seta ostatecznie 25:19, ale Leon już nie zwolnił ręki przy zagrywce do końca spotkania. Chyba jednak tymi swoimi wyczynami trochę zdekoncentrował kolegów, bo nasz zespół przegrał trzecią partię 21:25, ale w czwartej rozbił Serbów 25:15.
Wilfredo Leon poprawił najlepszy dotąd wynik, uzyskany przez Japończyka Yuji Nishidę w 2019 roku w spotkaniu z Bułgarią(3:2), o sześć asów. Warto też odnotować, że punkty z zagrywki w meczu z Serbami zdobyli też inni nasi gracze – Fabian Drzyzga, Jakub Kochanowski, Norbert Huber i Aleksander Śliwka. W sumie nasi siatkarze wywalczyli tym zagraniem aż 17 punktów, co również jest nowym rekord Ligi Narodów. Poprzedni należał do Włochów, którzy w 2018 roku posłali 14 asów w wygranym 3:2 spotkaniu z Brazylią.

Biało-czerwone drużyny walczą w siatkarskiej Lidze Narodów

Tegoroczna edycja Ligi Narodów siatkarek i siatkarzy rozgrywana jest w jednym miejscu, we włoskiej Rimini, w warunkach turniejowej „bańki”. Pierwsze rywalizację zaczęły panie. Nasza reprezentacja na otwarcie pokonała we wtorek zespół Włoch 3:2, ale w środę przegrała z aktualnymi mistrzyniami świata Serbkami 1:3. W piątek do walki przystąpią panowie.

Polskie siatkarki efektownie rozpoczęły udział w turnieju Ligi Narodów w Rimini, pokonując Włoszki, aktualne wicemistrzynie świata, 3:2 (25:22, 22:25, 20:25, 25:22, 17:15). Gwiazdą spotkania była grająca na pozycji atakującej Magdalena Stysiak. 20-letnia polska siatkarka zdobyła aż 25 punktów, kończąc udanie 21 z 52 przeprowadzonych ataków. Zaliczyła też trzy bloki. Żadna inna zawodniczka z występujących w turnieju nie zdobyła tak dużej liczby punktów pierwszego dnia. Mecz Polska – Włochy był też najdłuższy w pierwszej serii gier – trwał 149 minut. Dzięki tej wygranej biało-czerwone zdobyły do rankingu FIVB, aktualizowanego podczas imprezy w Rimini po każdym dniu zawodów, dziewięć punktów i awansowały z 11. na 12. miejsce.
Po udanym występie przeciwko Włoszkom fani siatkówki liczyli na równie dobry występ biało-czerwonych w środowym spotkaniu z aktualnymi mistrzyniami świata Serbkami. Trener Zoran Terzic do Rimini posłał rezerwowy skład, bo najlepsze zawodniczki szykują formę na igrzyska w Tokio. Mocno odmłodzonym drużyna Serbii w rozegranym we wtorek meczu z Turcją była jednak o krok od zwycięstwa nad grającymi w niemal najsilniejszym składzie rywalkami. Stawiły faworyzowanym rywalkom twardy opór i przegrały dopiero po tie-breaku 2:3. Liderką serbskiej drużyny w tym turnieju jest doskonale znana z gry w ŁKS Commercecon Łódź 21-letnia przyjmująca Katarina Lazović. Ona też nadawała ton w swojej drużynie w środowym spotkaniu z Polkami.
Świetnie grały też atakująca Sara Carić i przyjmująca Sara Lozo. W ekipie biało-czerwonych tym razem najlepiej wypadły obie libero, Maria Stenzel i Monika Jagła. Nasze siatkarki na przyzwoitym poziomie zagrały tylko w pierwszym secie, który wygrały, ale w kolejnych partiach były już tylko dla rywalek bladym tłem i ostatecznie uległy im 1:3 (25:20, 17:25, 16:25, 21:25). Z taką grą jaką biało-czerwone zaprezentowały w starciu z Serbkami nikt nie dawał im szans w czwartkowej potyczce z ekipą Turcji. W turnieju pań rywalizują ponadto zespoły Japonii, Rosji, Holandii, USA, Brazylii, Korei Południowej, Chin, Niemiec, Belgia, Kanada, Tajlandia i Dominikana.
Reprezentacja Polski siatkarzy do rywalizacji przystąpi w piątek i w pierwszym meczu zmierzy się z Włochami (początek godz. 19:30), następnie w sobotę zagra z Serbią (18:00), a w niedzielę ze Słowenią (19:30). Potem nasz zespół będzie miał przerwę do 3 czerwca, kiedy to zmierzy się z ekipą Australii (18:00).

Kłopoty prezydenta FIVB

Prezydent Światowej Federacji Siatkówki (FIVB) Brazylijczyk Ary Graca jest podejrzany o udział w korupcji. Jak donoszą brazylijskie media, policja w tych dniach dokonała przeszukania w domu działacza.

W imieniu swojego klienta sprawę publicznie skomentował adwokat Ary’ego Gracy, który w oświadczeniu dla mediów napisał: „Doktor Ary Graca ze zdziwieniem przyjął fakt przeszukania jego mieszkania oraz medialne doniesienia w tej sprawie. Mój klient, przebywający obecnie w Lozannie ze względu na pełnione obowiązki, wezwał swoich prawników do podjęcia natychmiastowych działań w celu zakwestionowania postawionych zarzutów. Ary Graca w tej sprawie już wcześniej złożył wszelkie potrzebne wyjaśnienia, ale nadal pozostaje do dyspozycji władz i jest gotów do współpracy”.
Zarzuty wobec Gracy dotyczą spraw z lat 2010-2013, gdy oprócz pełnienia funkcji prezydenta Międzynarodowej Federacji Siatkówki (FIVB), był także prezesem Brazylijskiej Konfederacji Siatkówki (CBV) – funkcję tę pełnił od 1997, ale w 2014 roku zrezygnował z jej pełnienia po skandalu, jaki wybuchł po wykryciu podczas kontroli w CBV nieprawidłowości sięgających 30 mln reali (4,65 mln euro). Dotyczyły one 13 kontraktów podpisanych przez CBV w latach 2010-2013, czyli jeszcze za rządów Gracy. Kontrola wykryła, że z kont CBV pieniądze pochodzące od sponsorów federacji, głównie z Banco do Brasil, dokonywano nielegalnych płatności na rzecz firm należących do krewnych działaczy, w tym także Ary’ego Gracy. Jak donoszą media, wśród osób, które skorzystały z tych pieniędzy byli zięciowie prezydenta FIVB. W 2013 roku należące do nich firmy LG Video Filme Producoes Ltda i Acquatic Confeccao de Artigos do Apparel Ltda otrzymały 1,1 oraz 1,6 mln reali.
Po wybuchu skandalu sponsorujący wówczas drużynę narodową Banco do Brasil zagroził zawieszeniem wsparcia, jeśli prezydent CEV pozostanie na stanowisku. Ulegając naciskom Ary Graca zrezygnował ze stanowiska, oskarżając na odchodnym ówczesnego selekcjonera kadry narodowej Bernardo Rezende o spisek.

Wołosz zostaje w Italii

Rozgrywająca reprezentacji Polski, Joanna Wołosz, zdecydowała się przedłużyć kontrakt na kolejny sezon z zespołem Imoco Volley Conegliano, zwycięzcą tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń i mistrzostw Włoch.

Dla 31-letniej polskiej siatkarki będzie to piąty sezon spędzony w ekipie Imoco Volley Conegliano. W poprzednich czterech jej drużyna zdobyła wszystkie możliwe do zdobycia trofea w kobiecej siatkówce klubowej – trzy mistrzostwa kraju, trzy Superpuchary Włoch, dwa Puchary Włoch, Klubowe Mistrzostwo Świata, a oprócz tegorocznego triumfu w Lidze Mistrzyń CEV także srebrny i brązowy medal tych prestiżowych rozgrywek. „Zawsze gramy, aby wygrywać, dlatego naszej drużynie nigdy nie brakuje motywacji. Ten rok był dla nas wyjątkowo udany i mam świadomość, że nasze rywalki w nowym sezonie będą chciały z nami za wszelką cenę wygrywać. Ale właśnie to wyzwanie przesądziło, że postanowiłam kontynuować karierę w Imoco Volley” – powiedziała Wołosz w wywiadzie opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej włoskiego klubu.
Wołosz występuje w barwach Imoco Volley Conegliano od 2017 roku. Przeszła do tego zespołu z Chemika Police, po zdobyciu dwukrotnie z rzędu mistrzostwa Polski. Włoska liga nie była dla niej nowością, bo miała już za sobą dwa lata gry w ekipie Busto Arizzio (2013-2015), z którą wywalczyła wicemistrzostwo Italii. Ale wielkie sukcesy, także indywidualne, zaczęła odnosić dopiero z Imoco Volley. Został uznana za najlepszą zawodniczkę (MVP) włoskiej ligi w sezonie 2017/2018, zdobyła też nagrody dla najlepszej rozgrywającej Final Four Ligi Mistrzyń 2018 i Klubowych Mistrzostw Świata 2019. „Każdy z czterech moich dotychczasowych sezonów spędzonych w Imoco Volley był niesamowity i z każdego mam wiele pięknych wspomnień” – zapewnia polska siatkarka. I dodaje: „Jeszcze kilka lat temu nie myślałam, że pozostanę w tym klubie tak długo. Dzisiaj łączy mnie z nim silna więź, bo jesteśmy klubowymi mistrzyniami Europy i świata. To fantastyczne uczucie”.

Mistrz Europy zagra w Warcie Zawiercie

Do hitowego transferu doszło w PlusLidze. W nowym sezonie w naszej ekstraklasie siatkarzy występować będzie serbski przyjmujący Uros Kovacević, najlepszy zawodnik ostatnich mistrzostw Europy.

Ciekawostką w tym transferze jest to, że znakomity 28-letni serbski siatkarz nie związał się kontraktem z którymś z czołowych klubów PlusLigi, lecz wybrał ofertę siódmego zespołu minionego sezonu, czyli Aluronu CMC Warty Zawiercie. Trenerem tej drużyny jest Czarnogórzec Igor Kolaković, pod wodzą którego Kovacević grał siedem lat temu w słoweńskim klubie ACH Lublana oraz w reprezentacji Serbii. Obaj panowie znają się więc dobrze i pewnie to był jeden z kluczowych argumentów, jaki przekonał serbskiego gwiazdora do gry w drużynie z Zawiercia.
Uros Kovacević został uznany za najlepszego gracza (MVP) ostatnich mistrzostw Europy, które odbyły się dwa lata temu w Belgii, Francji, Holandii i Słowenii, ale od lat cieszy się zasłużoną opinią jednego z najlepszych przyjmujących na świecie. Był mocnym punktem reprezentacji Serbii, która w 2019 zdobyła mistrzostwo naszego kontynentu pokonując w finale Słowenię 3:1. Dla Kovacevicia było to już drugi złoty medal mistrzostwo Europy, bo pierwszy wywalczył w 2011 roku w czempionacie organizowanym przez Austrię i Czechy. Ma też w dorobku brązowy medal wywalczony w 2017 roku oraz triumf w Lidze Światowej.
Ostatnio serbski przyjmujący był zawodnikiem chińskiego klubu Beijing Baic Motors (2020/2021), a wcześniej występował w barwach włoskiego Itasu Trentino (2017–2020), katarskiego Al-Arabi Ad-Dauha (2016) oraz kolejnych włoskich drużynach Calzedonia Werona (2015–2017) i Casa Modena (2012–2015).
„Uros Kovacević to wybitny siatkarz, który dzięki nieprzeciętnym umiejętnościom jest w stanie poprowadzić drużynę do sukcesów. A u nas na dodatek po latach znowu będzie pracował z Igorem Kolakoviciem, który ukształtował go jako siatkarza. Wierzę, że w takiej konfiguracji odnajdzie się w roli lidera i pomoże nam nawiązać walkę z najsilniejszymi ekipami PlusLigi” – wyraził przekonanie przez Aluronu CMC Warty Zawiercie Kryspin Baran.