Nie ładować, ale wymieniać

Potrzebna jest technologia szybkiej wymiany baterii w samochodach – tylko w ten sposób można ułatwić osiągnięcie powszechnej elektromobilności.
Pod koniec czerwca 2021 r. po polskich drogach jeździło 26 985 elektrycznych samochodów osobowych. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) stanowiły 49 proc. (13 119 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostała część (51 proc. ) to hybrydy typu plug-in (PHEV, plug-in hybrid electric vehicles), czyli takie, których baterię można doładowywać tylko z gniazdka elektrycznego lub korzystając z publicznych stacji szybkiego ładowania – 13 866 szt. Takie dane podaje Licznik Elektromobilności uruchomiony przez Polskie Zrzeszenie Przemysłu Motoryzacyjnego i Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych
Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 001 szt. W dalszym ciągu rośnie też w Polsce flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec czerwca składała się z 10 544 pojazdów. Pod koniec tego miesiąca liczba autobusów elektrycznych w naszym kraju zwiększyła się do 532. Od stycznia do czerwca 2021 r. flota elektrobusów wzrosła o 100 tych zeroemisyjnych pojazdów. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 r., kiedy zarejestrowano 67 takich autobusów, oznacza to wzrost o 49 proc. rok do roku.
Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec czerwca w Polsce funkcjonowało 1 521 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (2 964 punkty). 33 proc. z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 67 proc. – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W czerwcu uruchomiono 23 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (33 punkty).
W rzeczywistości jednak budowa nowych stacji ładowania to niepotrzebne wyrzucanie pieniędzy i brnięcie w ślepy zaułek. Szybkie rozwijanie elektromobilności stanie się możliwe tylko wtedy, gdy w samochodach będzie można szybko montować baterię naładowaną w miejsce rozładowanej. Potrzebne są zatem stacje wymiany baterii, a nie stacje ich ładowania. Polska mogłaby zająć się rozwojem tej technologii i osiągnąć światowy sukces, ale jak zawsze jesteśmy tylko naśladowcami, zamiast autentycznymi innowatorami – więc i technologię wymiany baterii będą wkrótce rozwijać inni zamiast nas.
14 lipca Komisja Europejska w ramach programu „Fit for 55” zaproponowała nowe cele emisyjne dla samochodów, do roku 2030 i 2035. Do roku 2030 – w przypadku samochodów osobowych – emisja dwutlenku węgla ma spaść o 55 proc., a w przypadku samochodów dostawczych – o 50 proc., w porównaniu do roku 2021. Oznacza to propozycję wzrostu wartości redukcji o ponad 50 proc. w przypadku aut osobowych i niemal 70 proc. dla dostawczych, w stosunku do celu wyznaczonego zaledwie trzy lata temu. – To bardzo ambitny cel, który przekłada się na bardzo znaczące ograniczenie liczby samochodów z silnikami spalinowymi na drogach. W 2035 redukcja miałaby wynieść 100 proc. Jednak, aby te ambitne cele zostały spełnione w ciągu najbliższych 10 lat musi powstać w Europie sieć ładowania i tankowania wodorem, która odpowie na zapotrzebowanie użytkowników samochodów elektrycznych i wodorowych. Bez niej nie ma szans na zachowanie mobilności na dzisiejszym poziomie. Oczywiście, na tym etapie jest to tylko propozycja Komisji Europejskiej, która musi jeszcze zostać uzgodniona w tzw trilogu, z udziałem Parlamentu Europejskiego i krajów członkowskich, dopiero wtedy poznamy ostatecznie przyjęte rozwiązanie – mówi Jakub Faryś, prezes PZPM.
O elektromobilności mówi się często wyłącznie w kontekście samochodów osobowych, pomijając pojazdy użytkowe, które w znacznym stopniu przyczyniają się do zanieczyszczenia powietrza w polskich miastach. Tymczasem Polska dysponuje drugim co do wielkości parkiem ciężarówek w Unii Europejskiej i jedną z największych flot spalinowych „dostawczaków”. Zdecydowana większość z nich jest wyposażona w silniki Diesla. – Na pierwsze 1 000 samochodów użytkowych z napędem elektrycznym musieliśmy czekać aż do połowy 2021 r. Według naszych prognoz kolejny 1 000 pojawi się na polskich drogach maksymalnie do końca 2023 r. Wsparcie finansowe musi jednak iść w parze z logicznymi działaniami na szczeblu legislacyjnym w tym m.in. umożliwieniem kierowcom z prawem jazdy kategorii B poruszanie się elektrycznymi dostawczakami o maksymalnej masie do 4,25 t. Taką opcję przewidują regulacje unijne. Dalszym krokiem powinno być wdrażanie rozwiązań pozwalających na elektryfikację ciężkiego transportu drogowego, przede wszystkim budowa dedykowanej infrastruktury ładowania wysokiej mocy – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA, który jak widać także nie rozumie, że przyszłość to auta, w których można błyskawicznie wymieniać baterię. Potrzebne są więc stacje wymiany baterii zamiast stacji ładowania.
Wszystkie wskaźniki elektromobilności są jednak bardzo małe, nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Jak nikły jest to odsetek w porównaniu z pojazdami spalinowymi, pokazują dane o rejestracjach nowych aut w pierwszej połowie 2021 r.
W pierwszej połowie 2021 r. popyt na nowe samochody w Unii Europejskiej zwiększył się o 25,2 proc. Zarejestrowano łącznie prawie 5,4 mln aut. Jest to jednak nadal o 1,5 miliona mniej samochodów, niż zarejestrowano w ciągu pierwszych sześciu miesięcy w roku sprzed pandemii COVID -2019.
Spadek rejestracji samochodów to wiadomość dobra dla środowiska naturalnego, ale silne wzrosty rok do roku, zaobserwowano na czterech głównych rynkach: Włochy (+ 51,4 proc.), Hiszpania (+ 34,4 proc.), Francja (+ 28,9 proc. ) i Niemcy (+ 14,9 proc. – informuje Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego. To zaś może wskazywać na kontynuację tendencji wzrostowych.
W samym czerwcu 2021 r. rejestracje samochodów osobowych w Unii Europejskiej wzrosły o 10,4 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku. Był to jednak wzrost w bardziej umiarkowanym tempie niż w poprzednich miesiącach. Biorąc pod uwagę główne rynki samochodów w UE, Niemcy odnotowały najwyższy wzrost, bo o 24,5 proc., a następnie są Hiszpania (+ 17,1 proc.) i Włochy (+ 12,6 proc.). Pozytywnym przykładem okazała się natomiast Francja, gdzie sprzedaż samochodów osobowych w czerwcu zmniejszyła się o 14,7 proc. Czy doczekamy się, że za Francją pójdą inni?

Go spodarka 48 godzin

Covidowy przemysł opiekuńczy
Według stanu na 31 grudnia 2020 r. na terenie całego naszego kraju działało 1 851 zakładów pomocy społecznej oraz 48 filii. Wszystkie posiadały łącznie 119,3 tys. miejsc. Przebywało w nich 105,2 tys. mieszkańców, w tym 49,9 tys. kobiet. Ponad 15 proc. tych placówek, głównie schronisk i noclegowni, nie posiadało żadnych udogodnień dla osób niepełnosprawnych – wskazuje GUS. Największa liczba miejsc w domach pomocy społecznej była w województwie mazowieckim, a najmniejsza w opolskim. Natomiast w przeliczeniu na 10 tys. ludności najwięcej miejsc było w województwie opolskim (43,8), a najmniej w wielkopolskim (26,7). Wskaźnik dla całej Polski wyniósł 31,2. Większość pensjonariuszy to osoby starsze, które ukończyły 60 rok życia (67,2 tys.), natomiast najmniej liczną grupę stanowiły osoby w wieku 17 lat i mniej (1,6 tys.). Co czwarty mieszkaniec domów pomocy społecznej (aż 37,1 tys.) zachorował na COVID-19.

A jednak się kręciło
W 2020 r. w obliczu stanu zagrożenia epidemicznego wprowadzono ograniczenia w organizowaniu imprez masowych. W rezultacie, w porównaniu z 2019 r. liczba zorganizowanych masowych imprez artystyczno-rozrywkowych w Polsce spadła o 89,5 proc. Niektóre jednak się odbywały. Najwięcej imprez masowych zorganizowano w województwie kujawsko-pomorskim (285). Wzięło w nich udział 0,7 mln uczestników. Najliczniejsze imprezy masowe zostały zorganizowane w województwie świętokrzyskim. Przeciętnie w jednej imprezie w tym województwie uczestniczyło 5,6 tys. osób. W 2020 r. większość imprez masowych stanowiły wydarzenia sportowe (75,8 proc. ogólnej liczby imprez masowych).

Pandemia nie zagraża starociom
W ubiegłym roku wartość sprzedaży dzieł sztuki i antyków wyniosła 418,5 mln zł i w porównaniu z 2019 r. wzrosła aż o 255,9 mln zł!. Najwięcej podmiotów prowadzących działalność na rynku dzieł sztuki i antyków odnotowano oczywiście w województwie mazowieckim (22,6 proc. ogólnej liczby), a w dalszej kolejności w województwie małopolskim. Przeważająca część z nich działała w stolicach województw. W Warszawie na rynku dzieł sztuki i antyków funkcjonowało 40 jednostek, a w Krakowie 38.W 2020 r. w województwie mazowieckim odnotowano najwyższą wartość sprzedaży dzieł sztuki i antyków, która osiągnęła kwotę 328,5 mln zł, co stanowiło 78,5 proc. łącznej kwoty sprzedaży dzieł sztuki i antyków w Polsce. Najczęściej przedmiotem transakcji były obrazy, których sprzedaż stanowiła 83,1 proc. łącznej kwoty sprzedaży dzieł sztuki i antyków, z czego 52,6 proc. to sprzedaż dzieł malarstwa dawnego (wykonanego przed 1945 r.), a reszta – sprzedaż malarstwa współczesnego. W 2020 r. największą część łącznej wartości sprzedaży dzieł sztuki i antyków uzyskano poprzez organizację tradycyjnych aukcji – 266,7 mln zł. Drugim wybieranym kanałem dystrybucji była sprzedaż w placówkach handlowych – 88,7 mln zł. Sprzedaż w placówkach handlowych w województwie mazowieckim stanowiła 55,9 proc. wartości sprzedaży dzieł sztuki i antyków tą drogą w Polsce – podsumował GUS. Za pośrednictwem internetu sprzedano dzieła sztuki i antyki za kwotę 58,4 mln zł, co w porównaniu z 2019 r. stanowiło wzrost o 248,5 proc.

Gospodarka 48 godzin

Wspieranie przez wykluczanie
Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Wspieranie rodziny ma polegać na tym, że rząd będzie mógł określić w rozporządzeniu (i z pewnością to zrobi), iż składanie wniosku i załączników do wniosku o przyznanie świadczeń, a także wnoszenie innych pism w sprawie świadczeń odbywać się może wyłącznie w drodze elektronicznej, tylko za pomocą systemów teleinformatycznych określonych w rozporządzeniu Rady Ministrów. Ponieważ spora część najbiedniejszych rodzin jest wykluczona cyfrowo, więc nowe przepisy skutecznie spowodują, że zmniejszy się liczba osób ubiegających się o rozmaite świadczenia. Rada Ministrów wprawdzie zaznacza, że organ realizujący świadczenia „będzie musiał zapewnić – w swojej siedzibie, oddziale lub innej wyznaczonej jednostce organizacyjnej – dostęp do środków technicznych umożliwiających złożenie wniosku i odbiór korespondencji oraz pomoc przy wnoszeniu i odbiorze dokumentów”. Ten zapis najprawdopodobniej pozostanie jednak tylko teorią.

Trwa pandemiczny kryzys
Po dokładnym podsumowaniu tegorocznego stycznia Główny Urząd Statystyczny stwierdził, że w pierwszym miesiącu roku sprzedaż detaliczna w cenach stałych była niższa niż przed rokiem o 6,0 proc. (wobec wzrostu o 3,5 proc. w styczniu 2020 r.). Kryzys przesuwa się więc także na bieżący rok, a będzie jeszcze głębszy, bo kolejna fala pandemii powoduje w Polsce prawdziwe spustoszenie. W porównaniu z grudniem 2020 r. miał miejsce spadek sprzedaży detalicznej aż o 24,9 proc. W styczniu 2021 r. najgłębszy spadek sprzedaży detalicznej odnotowały podobnie jak w poprzednich miesiącach podmioty handlujące tekstyliami, odzieżą i obuwiem (o 40,8 proc. wobec wzrostu o 10,5 proc. przed rokiem). Mniejsza była także między innymi sprzedaż paliw (o 16,4 proc, co jest związane z spowolnieniem gospodarczym w Polsce) oraz prasy i książek (o 15,3 proc. – Polacy nie należą do narodów o rozwiniętym czytelnictwie, więc gdy biednieją, łatwo rezygnują z podobnych wydatków). Wzrost sprzedaży wykazały jedynie, z nie do końca jasnych powodów, placówki handlujące meblami oraz sprzętem rtv i agd (o 7,1 proc.). Zapewne zakupom sprzyjał poświąteczny spadek cen tych produktów oraz przypuszczenie, że przy kolejnej fali pandemii zamknięta zostanie część sklepów więc warto zrobić zakupy zawczasu. W styczniu 2021 r. w porównaniu z grudniem 2020 r. odnotowano spadek wartości sprzedaży detalicznej przez Internet (o 18,9 proc. ). Natomiast udział tej sprzedaży stale rośnie i zwiększył się z 9,1 proc. w grudniu ubiegłego roku do 9,8 proc. w styczniu 2021. Wzrost udziału sprzedaży przez Internet zaobserwowano w większości grup, a największy w przedsiębiorstwach zaklasyfikowanych do grupy „tekstylia, odzież, obuwie”. W styczniu niższa też była produkcja budowlano – montażowa w całym kraju (w przedsiębiorstwach budowlanych o liczbie pracujących powyżej 9 osób) – spadła o 10,0 proc. w porównaniu z styczniem ubiegłego roku. Przed rokiem jej wzrost wyniósł zaś 6,4 proc. Tu jednak powodem regresu jest nie tyle kryzys, co surowsza w tym roku zima.

Optymizm urzędowy czy uzasadniony?

Sprzedaż detaliczna w naszym kraju zmniejszyła się w styczniu tego roku, spadło zatrudnienie, inflacja wzrosła ponad rządowe oczekiwania, mamy kolejne lockdowny. Podobno wszystko to nie stanowi jednak żadnego powodu do niepokoju.
Trzecia fala pandemii bez przeszkód dotarła do Polski. Tendencje wzrostu średniej tygodniowej liczby zgonów z powodu COVID-19 wykazują już bardziej zdecydowany ruch w górę. Rząd przywrócił zaostrzony reżim pandemiczny w czterech województwach (warmińsko-mazurskim, pomorskim, lubuskim i mazowieckim). Jeśli nic się nie zmieni, kolejnymi na liście mogą być kujawsko-pomorskie, śląskie i podkarpackie.
Jak ocenia Paweł Durjasz, główny ekonomista państwowej grupy PZU, te nowe, regionalne obostrzenia nie powinny znacząco wpłynąć na polski produkt krajowy brutto w I kwartale tego roku. Po danych za styczeń, ostrożnie można prognozować nieznaczny wzrost PKB w stosunku do poprzedniego kwartału i zmniejszenie spadku PKB w skali roku do około minus 2,0 proc. Wezbranie trzeciej fali pandemii czyni jednak bardzo prawdopodobnym rozszerzenie ograniczeń aktywności gospodarczej na inne obszary Polski i ich utrzymanie w kwietniu. Może to oznaczać nieco słabsze odbicie PKB w II kwartale i lekkie przesunięcie w czasie ścieżki ożywienia wzrostu gospodarczego. Ale wzrost PKB w 2021 roku powinien sięgnąć 4 proc., z możliwością wejścia w okolice 5,5 proc. rok później.
Dane o aktywności gospodarczej w styczniu były nadspodziewanie dobre (właściwy obraz sytuacji pokazują dane wyczyszczone z wpływu efektów kalendarzowych). Odnotowano dziewiąty już z rzędu miesięczny przyrost produkcji przemysłowej – i to największy od czterech miesięcy (1,7 proc. miesiąc do miesiąca). Produkcja sprzedana przemysłu jest już wyższa od poziomu sprzed pandemii, czyli z lutego 2020 r., o 4,5 proc. – i wybiła nawet ponad przedpandemiczny trend. Jest to tym bardziej godne podkreślenia, że styczniowy wynik uzyskany został w warunkach obowiązujących od szeregu tygodni ograniczeń aktywności gospodarczej w Polsce i w krajach istotnych dla naszego eksportu.
Do tego indeks koniunktury w przemyśle przetwórczym mocno w lutym wzrósł nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech oraz w całej strefie euro, szczególnie za sprawą wzrostu nowych zamówień. Wzrostowa tendencja produkcji powinna być zatem kontynuowana. W samym styczniu sprzedaż detaliczna obniżyła się wprawdzie o 1,4 proc. miesiąc do miesiąca, po grudniowym wzroście o 1,4 proc. m/m. W porównaniu do wyników z marca (minus 13,2 proc. m/m) czy kwietnia 2020 r. (minus 14,6 proc. m/m) był to jednak tym razem spadek niewielki w warunkach wzmożonych antypandemicznych obostrzeń. Wzrosła natomiast produkcja budowlano-montażowa, kontynuując pozytywną tendencję z poprzedniego kwartału.
W styczniu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw obniżyło się o ok. 15 tys. etatów m/m, co nie zdarzyło się od dawna w tym miesiącu roku. W styczniu co roku aktualizowana jest próba przedsiębiorstw spełniających kryterium co najmniej 10 zatrudnionych i ten styczniowy spadek zatrudnienia jest najprawdopodobniej konsekwencją trudnej sytuacji mniejszych firm, które zmuszone były ograniczyć działalność w 2020 r. Badania koniunktury wskazują z kolei, że większe firmy – zwłaszcza przemysłowe – poszukują nowych pracowników. Przy tym liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotne rosła od jesieni wolniej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.
Nadspodziewanie silny wzrost cen paliw – w warunkach podwyżek cen regulowanych (w tym opłaty „cukrowej” i „mocowej”) – przyczynia się do wyższej niż oczekiwaliśmy inflacji na początku 2021 r. Według szybkiego szacunku GUS, wzrosła ona do 2,7 proc. r/r w styczniu i – jak ocenia Paweł Durjasz – już w kwietniu może wyraźnie przekroczyć 3 proc. r/r, pozostając powyżej tej granicy do końca roku. Podobnie ocenia sytuację NBP. Według marcowej projekcji, inflacja obniży się następnie nieco poniżej 3 proc. w roku 2022, po czym ponownie wzrośnie, nie wychodząc jednak powyżej górnej granicy dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego NBP (3,5 proc. r/r). Paweł Durjasz nie spodziewa się zmiany stóp procentowych NBP do końca 2022 r. Podobnie jak inne banki centralne, Rada Polityki Pieniężnej nie chce zbyt wcześnie hamować popytu w warunkach odbudowy gospodarki po wstrząsie związanych z pandemią (bo podobno mamy teraz odbudowę gospodarki).
Na świecie sytuacja pandemiczna w głównych ośrodkach gospodarczych jest bardzo zróżnicowana. W ostatnich tygodniach kontynuowany był wyraźny spadek nowych zachorowań w USA i Wielkiej Brytanii. Zmniejszyła się liczba nowych zakażeń w Chinach po tegorocznym styczniowym wzroście. Jednocześnie od końca lutego rośnie liczba zakażeń w Unii Europejskiej, przy mocnym spadku w Hiszpanii i Portugalii, ale wyraźnym wzroście w Europie Centralnej i Włoszech oraz umiarkowanym wzroście we Francji czy Niemczech.
Sytuacja pandemiczna determinuje stopień stosowanych ograniczeń aktywności gospodarczej i – głównie poprzez sytuację sektora usług – wpływa na dynamikę PKB i jej krótkookresowe perspektywy. Jednak optymistyczne oczekiwania co do wzrostu gospodarczego w roku 2021, pomimo pojawiania się nowych mutacji koronawirusa i narzekań na wolne tempo procesu szczepień w wielu krajach, ostatnio się nawet wzmocniły. Oprócz nadspodziewanie dobrych bieżących danych o aktywności gospodarczej (szczególnie w USA) i perspektyw coraz większej dostępności szczepionek, wynika to z sygnałów o mocnym, trwałym wsparciu procesu odbudowy gospodarczej ze strony polityki fiskalnej i monetarnej.
Jak stwierdza główny ekonomista grupy PZU, istotne znaczenie ma tu m.in. uchwalony właśnie przez Kongres USA pakiet stymulacyjny, zakładający dość szybkie wydatkowanie 1,9 biliona dolarów w postaci bezpośrednich transferów, wydłużenia dodatkowych zasiłków dla bezrobotnych, pomocy w spłacie kredytów, a także środków na sfinansowanie kluczowych inwestycji infrastrukturalnych, procesu szczepień oraz wsparcia dla szkół, władz lokalnych i mniejszych firm poszkodowanych w wyniku pandemii.
Banki centralne z kolei deklarują utrzymywanie ultra luźnej polityki pieniężnej przez dłuższy okres, szczególnie w odniesieniu do stóp procentowych. Poprawa perspektyw wzrostu gospodarczego oraz oczekiwania wzrostu inflacji przyczyniły się ostatnio do wyraźnego wzrostu rentowności obligacji, zwłaszcza w USA (już nawet powyżej 1,5 proc. dla 10-letnich). Dla banków centralnych, które poprzez skup obligacji na dużą skalę próbują przeciwdziałać zbyt szybkiemu wzrostowi rynkowych realnych stóp procentowych, może być to problem. Starają się więc studzić optymistyczne oczekiwania i wskazywać zagrożenia dla postpandemicznego ożywienia gospodarczego. O ile jednak amerykański bank centralny (FED) ocenia wzrost rentowności obligacji jako naturalną reakcję na poprawę perspektyw gospodarczych, to jego europejski odpowiednik (EBC) obawia się pogorszenia warunków finansowania w strefie euro i negatywnego wpływu tego zjawiska na wzrost PKB. Deklaruje przy tym gotowość do przeciwdziałania mu poprzez zwiększony skup aktywów.
Ostatnie dane o aktywności gospodarczej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, zaskakują pozytywnie. W styczniu 2021 r. silnie odbiła w górę sprzedaż detaliczna, wskaźniki koniunktury – w tym w usługach – utrzymały w lutym bardzo wysoki poziom. Utrzymuje się niezła sytuacja w przemyśle i ożywienie w budownictwie mieszkaniowym. Do tego sytuacja na rynku pracy zaczęła się znowu poprawiać, a w miarę spadku liczby nowych zakażeń niektóre stany zaczynają rozluźniać sanitarne restrykcje.
W strefie euro z kolei, zwłaszcza w Niemczech, bardzo mocno poprawia się ciągle koniunktura w przemyśle. W lutym w wielu krajach przestała się pogarszać sytuacja w usługach. Sprzedaż detaliczna w strefie euro odnotowała jednak w styczniu bardzo mocny spadek w warunkach pandemicznych ograniczeń. Prognozy instytucji międzynarodowych i banków inwestycyjnych wskazują na mocne odbicie globalnego PKB w drugim i trzecim kwartale, a okres 2021-2022 ma być czasem najsilniejszego wzrostu PKB od wielu lat.
Jak wskazuje Paweł Durjasz, kluczowym założeniem jest tu zneutralizowanie wpływu koronawirusa na gospodarkę. W tym kontekście największym zagrożeniem dla tej prognozy jest pojawianie się nowych, groźniejszych jego mutacji

Gdy Niemcy mają katar…

Tym razem mają także koronawirusa. Jednak mimo zachwiania niemieckiej gospodarki, reszta Europy, a w tym Polska, niekoniecznie musi zacząć kichać.
Niemiecka gospodarka skurczyła się o 5 proc. w ubiegłym roku. To wynik kiepski, ale nie tragiczny, który mimo wszystko może sugerować, że pomimo drugiego lockdownu aktywność gospodarcza RFN w ostatnim kwartale ubiegłego roku utrzymała się na stosunkowo dobrym poziomie. Niestety, wedle przewidywań ekspertów z początku 2021 roku, z powodu nowych obostrzeń niemiecką gospodarkę czeka ostre załamanie – a w przekroju całego roku prawdziwa jazda na rollercoasterze: tak w górę jak i w dół.
Niemiecka gospodarka, po słabym początku 2021 roku spowodowanym twardym lockdownem, po Wielkanocy zacznie nabierać rozpędu. Głównie dzięki postępującej liczbie szczepień i w konsekwencji poluźnianiu obostrzeń.
Prognoza wzrostu produktu krajowego brutto Niemiec na bieżący rok oscyluje na poziomie plus 3,5 proc., a w 2022 r. plus 3,8 proc. W efekcie niemiecka gospodarka powinna osiągnąć poziom PKB sprzed kryzysu około pierwszej połowy 2022 r.
Główne czynniki ryzyka w gospodarce Niemiec to trudny do całkowitego przewidzenia rozwój pandemii oraz wybory parlamentarne w 2021 roku, i w konsekwencji odłożenie kluczowych decyzji na okres po uformowaniu nowego rządu – oceniają specjaliści Allianz Research i Euler Hermes .
Na tym tle dobrze wygląda polsko-niemiecka wymiana handlowa. Polska jest obecnie piątym najważniejszym partnerem handlowym Niemiec
Według wstępnych wyników Niemieckiego Urzędu Statystycznego opublikowanych w lutym 2021 r., Polska po raz pierwszy została piątym najważniejszym partnerem handlowym Niemiec, wyprzedzając w tym zestawieniu Włochy. Świadczy to o rosnącym znaczeniu Polski dla niemieckiego handlu zagranicznego. Obroty handlowe między Polską a Niemcami wyniosły w 2020 roku 122,9 mld euro.
Zdaniem Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK) na sukces bilateralnego handlu w czasach pandemii złożyło się kilka czynników. „Z jednej strony Polska w ostatnich latach z powodzeniem zdywersyfikowała swój rynek” – mówi Lars Gutheil, dyrektor generalny AHK – „Mimo, że poszczególne sektory znalazły się pod silną presją w wyniku pandemii, spadki w nich zostały zaabsorbowane przez inne branże”. Ponadto kraj zdołał szybko ustabilizować swoje łańcuchy dostaw, co zaowocowało wolumenem handlu, który był tylko o pół procenta (0,5 proc.) niższy od poziomu z 2019 r.
Z drugiej strony z 5 500 niemieckimi inwestorami i siecią wysoko wyspecjalizowanych firm dostawczych, Polska ma coraz mocniejsze powiązania z Niemcami. Polskie firmy widzą w kryzysie szansę na nawiązanie kontaktów z niemieckimi małymi i średnimi przedsiębiorstwami, o czym świadczą choćby liczne zapytania kierowane do Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.
Polska w 2020 r. poprawiła swoją pozycję przede wszystkim jako dostawca do Niemiec. Zajęliśmy w zestawieniu naszego zachodniego sąsiada czwarte miejsce pod względem wielkości importu z kwotą 58,1 mld euro (wzrost o 1,0 proc. rok do roku), wyprzedzając Francję. Wyżej plasują się tylko Chiny (116,2 mld euro, plus 5,6 proc.), Holandia (88,4 mld euro, minus 9,6 proc.) i Stany Zjednoczone (67,8 mld euro, minus 5,0 proc.).
Pod względem niemieckiego eksportu Polska awansowała z ósmej na szóstą pozycję, wyprzedzając Włochy i Austrię. W sumie niemieckie firmy sprzedały w Polsce towary o wartości 64,7 mld euro (spadek o 1,8 proc.).
„Nawet jeśli sprzedaż nieco się zmniejszyła, nadal mówimy o względnej stałości w porównaniu z innymi klasycznymi rynkami sprzedaży, takimi jak Francja, które odnotowały wyraźny dwucyfrowy spadek” – ocenia Lars Gutheil. Świadczy to o tym, że również Polska staje się coraz bardziej atrakcyjna jako kierunek eksportu dla niemieckich produktów. Chociaż konsumpcja prywatna w Polsce obecnie przechodzi trudny okres, siła nabywcza prawie nie ucierpiała. Polska jest nadal bardzo interesująca dla niemieckich przedsiębiorstw, zarówno jako rynek dla klientów prywatnych, jak i dla klientów komercyjnych” – dodaje dyrektor Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.
Szansę na dalszy rozwoj stanowią obecnie programy rozwoju cyfryzacji, które zostały zainicjowane między innymi w wyniku pandemii koronawirusa w Polsce. Na przykład, polskie firmy dużo inwestują obecnie w automatyzację i robotyzację. Z drugiej strony można zaobserwować także zmianę na rynku energetycznym, który w dużej mierze oparty jest na węglu. Do 2040 r. ogromne sumy mają jednak zostać przeznaczone na rozwój technologii odnawialnych w Polsce, co daje obu stronom większe możliwości bliskiej współpracy. Klasycznie silne sektory w Polsce, takie jak przemysł motoryzacyjny, budowa maszyn, przemysł spożywczy oraz sektor farmaceutyczny i opieki zdrowotnej, również oferują wiele wspólnych, niezłych perspektyw.

Gospodarka 48 godzin

Alarm cenowy
Według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w styczniu 2021 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły realnie o 2,7 proc. w porównaniu ze styczniem ubiegłego roku. Natomiast w stosunku do poprzedniego miesiąca (grudnia 2020) ceny towarów i usług zwiększyły się o 1,2 proc. Ciekawe, że jeszcze miesiąc temu prezes Narodowego Banku Polskiego prof. Adam Glapiński oświadczał: „Żadne dane nie potwierdzają wzrostu cen. Jeśli zaniepokojenie mieć to raczej przeciwnym trendem”. Tak więc, prezes NBP wyrażał obawę o to, że inflacja w Polsce może być wręcz… za niska. Wydaje się, że dziś szef naszego banku centralnego już nie powinien mieć powodu do takiego zmartwienia. Nie ulega bowiem wątpliwości, iż inflacja wynosząca realnie 1,2 proc. w skali miesiąca jest bardzo wysoka. Wzrost cen w Polsce nie od dziś podgryza nasze oszczędności i sprawia, że odkładanie pieniędzy w bankach przynosi straty. Teraz jednak sytuacja stała się wręcz alarmująca. Jeśli obecna skala inflacji się utrzyma, to w ciągu bieżącego roku ceny wzrosną o ponad 15 proc., co oczywiście wpędzi w skrajną nędzę setki tysięcy Polaków, którzy do tej pory jakoś wiązali koniec z końcem. Ciekawe, czy i teraz prezes Adam Glapiński będzie mówił, iż żadne dane nie potwierdzają wzrostu cen?

Spadek sprzedaży
W ubiegłym roku w Polsce, po raz pierwszy od 2010 r. odnotowano spadek sprzedaży detalicznej ogółem – o 3,8 proc w porównaniu z 2019 r. Sprzedaż najbardziej obniżyła się w grupach: tekstylia, odzież, obuwie, pojazdy samochodowe, motocykle, części oraz paliwa stałe ciekłe i gazowe. Mniejsza niż przed rokiem była również sprzedaż żywności, napojów i wyrobów tytoniowych. Wzrost sprzedaży utrzymał się natomiast w meblach oraz sprzęcie rtv i agd, choć był wyraźnie słabszy niż w 2019 r.

Chłopi tracą
Produkcja rolnicza w Polsce wzrosła po spadku w 2019 r. Znacznie wzrosła produkcja roślinna, przy niewielkim ograniczeniu produkcji zwierzęcej (choć mamy więcej bydła i świń). W rezultacie, na rynku rolnym obniżyły się przeciętne ceny skupu większości podstawowych produktów rolnych. Powyżej poziomu z 2019 r. kształtowały się w ubiegłym roku ceny pszenicy, żywca wołowego i mleka. Niekorzystna dla producentów rolnych (odwrotnie niż w 2019 r.) była relacja cen sprzedawanych przez nich produktów rolnych do cen towarów i usług zakupywanych na cele bieżącej produkcji rolniczej i na cele inwestycyjne. Pod rządami Prawa i Sprawiedliwości mamy więc taką sytuację, jak w przedwojennej Polsce, na której wzoruje się PiS: nożyce cenowe się rozwierają, wieś biednieje, a miasto się bogaci.

Węgiel z Brzezinki
Państwowa firma Tauron Wydobycie rozpoczęła wydobycie węgla kamiennego z nowego złoża pod znaną skądinąd nazwą Brzezinka, eksploatowanego przez kopalnię Sobieski. W ciągu dziesięciu lat z nowego złoża Brzezinka kopalnia Sobieski ma pozyskać 20 mln ton węgla. Węgiel kamienny będzie dostarczany do elektrowni w Jaworznie. Nie bardzo wiadomo, jak wydobycie z nowego złoża będzie kalkulować się finansowo, skoro importowany do Polski węgiel kamienny jest dużo tańszy od wydobywanego u nas (z wyjątkiem Lubelszczyzny).

Nowe auta mają pod górkę

Ubiegły rok przyniósł spadek sprzedaży samochodów w Polsce. Co gorsza, znacznie spadła też ich produkcja.

W ubiegłym roku w Polsce zarejestrowano 428,3 tys. nowych samochodów osobowych – o 23 proc. mniej w porównaniu do 2019 r. Spadki rejestracji dotyczą również aut dostawczych, ciężarowych, przyczep i naczep, autobusów oraz motorowerów.
Przez pandemię COVID-19 spadła także produkcja pojazdów mechanicznych. W całym 2020 roku w Polsce wyprodukowano ogółem 451,4 tys. pojazdów – o 30,5 proc. mniej niż w poprzednim roku. Najgłębszy spadek wynoszący 35,8 proc. odnotowano w produkcji samochodów osobowych, których w polskich fabrykach wytworzono 278,9 tys. Przemysł motoryzacyjny, zdominowany przez zagranicznych właścicieli, znacznie zmniejszył swoje obroty w naszym kraju.
Spadki odnotowano w rejestracjach nowych aut dokonywanych zarówno przez klientów instytucjonalnych, których w tym okresie było 311,1 tys. (minus 20,8 proc.), jak i indywidualnych: 117,3 tys. rejestracji nowych samochodów osobowych w ubiegłym roku, co oznacza, że tu spadek był jeszcze głębszy i wyniósł minus 28 proc. Takich informacji dostarczył raport za 2020 r. sporządzony przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego i firmę doradczą KPMG. – Ubiegły rok przyniósł bezprecedensowy regres zarówno w rejestracjach pojazdów, jak i produkcji motoryzacyjnej. Tak drastycznego obniżenia popytu na wszystkie kategorie pojazdów – z wyjątkiem motocykli – nie notowano w powojennej historii Europy. Co oczywiste, brak popytu przełożył się na wyhamowanie produkcji w całym sektorze motoryzacyjnym. Niestety, obserwując wstępne wyniki stycznia 2021 r. można przyjąć, że powrót do sytuacji sprzed roku 2020 potrwa wiele lat. Kryzys wywołany pandemią zbiegł się ponadto z trwającymi rewolucyjnymi zmianami w motoryzacji, mającymi na celu radykalne obniżenie emisji szkodliwych substancji. Cała branża stoi obecnie przed koniecznością przechodzenia na niskoemisyjne napędy, co pociąga za sobą i ogromne koszty, i konieczność przewartościowania dotychczasowego podejścia do tradycyjnej motoryzacji – mówi Jakub Faryś, prezes PZPM.
Rynek samochodów wyższej klasy i luksusowych (premium plus) okazał się bardziej odporny na skutki pandemii niż sektor marek popularnych. Zamożnym nabywcom mimo kryzysu zostało tyle pieniędzy, że mogli sobie pozwolić na kupowanie kosztownych aut – natomiast ci ubożsi, którzy dotychczas nabywali tańsze modele nowych samochodów, w ubiegłym roku przerzucili się na auta używane.
W całym 2020 roku liczba rejestracji nowych samochodów osobowych marek premium plus w Polsce wyniosła 76,6 tys. i była niższa tylko o 4,8 proc. w porównaniu do 2019 r. Na rynku aut luksusowych jak zwykle dominuje segment klientów instytucjonalnych – urzędów i instytucji państwowych, które nie muszą liczyć się z kosztami nowych aut dla swych kierownictw. Nieco inaczej jest w firmach prywatnych, gdzie ograniczano wydatki na nowe auta – i dlatego liczba rejestracji dokonywanych przez klientów instytucjonalnych zmniejszyła się o 6,7 proc. Ludzi bogatych w Polsce natomiast przybywa, poplecznicy PiS-u są nagradzani lukratywnymi posadami, więc mają za co kupować drogie samochody. W rezultacie liczba rejestracji aut premium plus dokonywanych przez klientów indywidualnych wzrosła o 13,2 proc. w porównaniu z 2019 r.
Wspomnianą zmianę w podejściu do tradycyjnej motoryzacji było widać na rynku nowych pojazdów z napędami alternatywnymi. W ubiegłym roku liczba ich rejestracji wyniosła 79,2 tys. i była wyższa o 50,2 proc. niż w 2019 r. Wzrost liczby rejestracji odnotowały samochody z wszystkimi rodzajami napędów hybrydowych oraz elektryczne. 60,2 tys. pojazdów z napędami alternatywnymi kupili klienci instytucjonalni, zaś 18,9 tys. indywidualni. – 2020 roku Polacy zarejestrowali 3,7 tys. pojazdów z napędem elektrycznym. Jest to wzrost aż o 147 proc. w stosunku do 2019 roku. Trend rozwoju elektromobilności wciąż rośnie. Niezmiennie znacznie więcej aut z napędem alternatywnym nabywają klienci instytucjonalni w stosunku do klientów prywatnych – wskazuje Mirosław Michna z KPMG.
Owszem, przyrost procentowy jest znaczny – ale 3,7 tys. nowych aut elektrycznych to żałosna wielkość w porównaniu z mrzonkami snutymi przez premiera Morawieckiego. Warto też zauważyć, że podobne lub jeszcze większe przyrosty aut z napędem alternatywnym nastąpiły także w całej Unii Europejskiej. Ogółem w 2020 r. hybrydy stanowiły 11,9 proc. całkowitej sprzedaży samochodów osobowych w UE, w porównaniu z 5,7 proc. w 2019 r. Natomiast pojazdy z napędem elektrycznym osiągnęły 10,5 proc. wszystkich nowych rejestracji w Unii Europejskiej, w porównaniu z 3,0 proc. ich udziałem w rynku rok wcześniej.
Bogatych ludzi, jak wspomniano, w Polsce przybywa, więc rośnie także sprzedaż nowych motocykli. Ten rynek kontynuuje kierunek dynamicznego rozwoju, wyraźnie widoczny już w 2019 r. W całym ubiegłym roku zarejestrowano 21,8 tys. nowych motocykli, czyli o 14,2 proc. więcej niż w 2019 r. Najwięcej przybyło kosztownych motorów typu sport – ich zarejestrowano o 49 proc. więcej.
Spadek liczby nowych rejestracji nastąpił natomiast w grupie motorowerów i skuterów, kupowanych przez mniej zamożnych klientów. W 2020 r. zarejestrowano ich 18,3 tys., czyli o 4,3 proc. mniej niż o rok wcześniej.
Kryzys odbił się także na pojazdach użytkowych – autobusach oraz samochodach ciężarowych. W 2020 roku nowych autobusów i autokarów zarejestrowano zaledwie 1486 – aż o 39,9 proc. mniej niż w 2019 r. Samych pojazdów ciężarowych zarejestrowano zaś 20,6 tys., co oznacza spadek o 27 proc. Podobnej wielkości spadki odnotowano w segmencie przyczep i naczep – w całym ubiegłym roku zarejestrowano ich 16,4 tys., czyli o 28,4 proc. mniej niż w 2019 r. W recesji przewozi się mniej – i ludzi, i towarów.

Handel chce niższych czynszów

Część sieci sprzedaży rezygnuje z lokali w galeriach handlowych, przenosząc swoje sklepy do Internetu lub mniejszych sklepów.
Branża handlowa w ubiegłym roku boleśnie odczuwała skutki pandemii COVID-19. I jeszcze dotkliwiej odczuwa je teraz. Nakaz zamknięcia wielu sklepów spowodował, że duża część sieci sprzedaży renegocjuje umowy najmu w centrach handlowych, pragnąc dostosować je do nowych, trudniejszych warunków.
Starania o obniżkę czynszów nie spotykają się raczej z życzliwym podejściem właścicieli powierzchni handlowych, więc negocjacje idą opornie. Czynsze transakcyjne powierzchni handlowych znajdujących się w dużych centrach w Warszawie tylko nieznacznie spadły pod koniec drugiego kwartału 2020 r., a na rynkach innych dużych miast pozostały stabilne – wskazuje raport Narodowego Banku Polskiego o sytuacji na rynku nieruchomości w Polsce w III kwartale 2020 r.
Jak widać, pandemia nie spowodowała w ubiegłym roku obniżki czynszów za wynajem powierzchni handlowych. Rzecz w tym, że umowy najmu podpisywane są zazwyczaj na kilka lat, nie ma w nich klauzul przewidujących obniżkę z powodu epidemii – a zatem ewentualne zmiany w nowo podpisanych umowach wynajmu tylko bardzo nieznacznie wpływają na średnią z czynszów, obowiązujących w ostatnich latach. Sytuacja zmienia się jednak dynamicznie, gdyż zagrożenie ze strony handlu internetowego, nie potrzebującego wielkich obiektów, coraz bardziej zagląda w oczy właścicielom powierzchni handlowych.
Nikt dokładnie nie wie, ile wynoszą średnie wysokości cen za wynajem powierzchni handlowych w Polsce. Wiosną ubiegłego roku serwis Otodom szacował, że czynsze za najlepsze lokale kształtują się średnio na poziomie około 180 – 220 zł od metra miesięcznie, a w Warszawie mogą sięgać 400 – 500 zł za metr kwkadratowy.
Wkrótce zaczęła jednak obowiązywać tzw. Tarcza Antykryzysowa, która stanowiła, że na czas obowiązywania zakazu prowadzenia działalności handlowej w obiektach handlowych mających powyżej 2 tys. m² wygasają zobowiązania stron umów najmu. Najemca był zwolniony z płatności czynszu na czas zamknięcia lokalu, o ile złożył wynajmującemu ofertę przedłużenia umowy najmu według dotychczasowych warunków na okres obowiązywania zakazu działalności plus 6 miesięcy. To rozwiązanie sprawiło, że dziś już w ogóle nie wiadomo, ile rzeczywiście płaci się za wynajem powierzchni handlowej w Polsce.
Wiadomo natomiast, że zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej pod koniec ubiegłego roku wynosiły w Polsce ponad 12,2 mln metrów kwadratowych. Kończone budowy obejmowały natomiast około 0,3 mln m.kw. powierzchni handlowej. To niewiele, a niski przyrost nowych powierzchni może oznaczać, że inwestorzy uważają nasz rynek za nasycony, co potwierdza pojawianie się projektów przekształcających istniejące centra handlowe w kombinaty handlowo-usługowo-rozrywkowe
Część sieci sprzedaży w ogóle rezygnuje z lokali w galeriach handlowych, przenosząc swoje sklepy do Internetu lub mniejszych sklepów zlokalizowanych przy ulicach handlowych. Obserwujemy systematyczny wzrost zakupów on-line.
Duże centra handlowe już przed wybuchem pandemii przekształcały się w centra rozrywki, aby przyciągnąć klientów. Jednak obecne obostrzenia sanitarne uniemożliwiają prowadzenie także i tej części działalności.
Nieco inaczej wygląda sytuacja w przypadku powierzchni magazynowych – bo magazynów nie da się przenieść do internetu. Jak wskazuje raport NBP, rynek nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce pozostawał, mimo pandemii, w fazie dynamicznego rozwoju, a popyt i podaż utrzymywały się na wysokim poziomie.
Nowe powierzchnie magazynowe lokalizowane są zwłaszcza w pobliżu dużych miast. Koszty ziemi nie mają już takiego znaczenia, jak przed kilkoma laty, zaś możliwość niezwłocznej obsługi klienta i powiększenia obrotów skłania najemców do wyboru magazynów w bardzo dobrych lokalizacjach.
Na początku IV kwartału 2020 r. całkowite zasoby rynku powierzchni magazynowej w Polsce wzrosły do 20,3 mln metrów kwadratowych, a w budowie znajdowało się ponad 1,53 mln m.kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej.
Mimo rozwoju, wielkość pustostanów magazynowych w całym kraju odnotowała jednak lekki wzrost, do poziomu 8,2 proc, wobec 7,3 proc. w 2019 r. Generalnie jednak, rynek nowoczesnej powierzchni magazynowej w ubiegłym roku okazał się mało podatny na trudną sytuację gospodarczą i nie odczuł negatywnych skutków pandemii.
Przyrost powierzchni mieszkaniowych, biurowych, handlowych i magazynowych w Polsce możliwy jest w duże mierze dzięki kredytom. Wartość kredytów na nieruchomości, udzielonych przedsiębiorstwom przez banki krajowe, wynosiła na początku IV kwartału ubiegłego roku 64,8 mld zł. Składały się na to kredyty na nieruchomości mieszkaniowe, deweloperskie, biurowe, przemysłowe, handlowe i usługowe.
Połowa tych kredytów denominowana jest w walutach obcych, zatem zmiany kursu miały istotny wpływ na obniżenie ich wartości. Na przykład wartość kredytów na nieruchomości biurowe spadła w ciagu trzeciego kwartału ubiegłego roku z 17,7 mld zł do 17,2 mld zł. Udział kredytów zagrożonych pozostał zaś w zasadzie niezmienny, wynosząc, zależnie od rodzaju nieruchomości, od 6,1 proc. do 19,4 proc. (najwięcej kredytów zagrożonych jest w budownictwie mieszkaniowym). Są to jednak ubiegłoroczne wskaźniki, które w 2021 r. mogą się znacząco pogorszyć.
Polski rynek nieruchomości na różne sposoby próbuje sobie radzić ze skutkami pandemii. Bez odmrożenia gospodarki niemożliwy będzie jednak powrót na ubiegłoroczną ścieżkę rozwoju.

Motoryzacja wciąż buksuje w dołku

Samochodów ciągle kupujemy mniej, ich produkcja w Polsce także spadła, ale motocykle zdołały wyjechać już z kryzysu.
Pandemia negatywnie wpływa na branżę motoryzacyjną. Zmniejszyła się liczba wszystkich rodzajów samochodów produkowanych nad Wisłą. W ciągu 9 miesięcy 2020 roku w Polsce wyprodukowano ogółem 325,5 tys. pojazdów – o 34,8 proc. mniej niż w poprzednim roku. Najgłębszy spadek wynoszący 40,4 proc. dotyczy samochodów osobowych, których wyprodukowano około 200 tysięcy, a produkcja autobusów zmniejszyła się o 19,5 proc. Wielkość produkcji nie jest nigdy równa wielkości sprzedaży, bo dochodzą jeszcze pojazdy z importu.
Do końca września 2020 r. sprzedano w naszym kraju 241,7 tys. nowych aut osobowych marek popularnych, co oznacza spadek o 31,6 proc. w stosunku do tego samego okresu 2019 r. Zdecydowanie lepiej wygląda sytuacja w przypadku segmentu aut osobowych premium plus, kupowanych głównie przez urzędy państwowe, gdzie nie trzeba liczyć się z kosztami. Sprzedano 53,4 tys. takich samochodów, co oznacza, że po trzech kwartałach br. spadek w tej grupie wyniósł tylko 7,2 proc. r/r. Klienci indywidualni w omawianym okresie kupili 6,1 tys. aut klasy premium plus (wzrost o 15,9 proc), a klienci instytucjonalni aż 47,2 tys. (spadek o 9,5 proc.).
W ciągu trzech kwartałów 2020 roku zmniejszyła się liczba rejestracji wszystkich segmentów pojazdów osobowych. Najsilniejsze spadki odnotowano w kategorii minivanów, o 63 proc. r/r. – Dobrą wiadomością jest fakt, że proporcja rejestracji dokonywanych przez firmy i klientów indywidualnych utrzymała się w zasadzie na poziomie ubiegłego roku, co dowodzi, że firmy pomimo pandemii wciąż wymieniają park samochodowy. Jak zwykle w sytuacjach kryzysowych najlepiej broni się segment premium, ponieważ te pojazdy trafiają do najwyższej kadry menedżerskiej czy zamożnych nabywców indywidualnych – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
Niższa jest też sprzedaż samochodów dostawczych i ciężarowych. Rezultaty po trzech kwartałach 2020 r. są gorsze o 23,4 proc. r/r. W grupie samych ciężarówek spadek był jeszcze głębszy, 40,4 proc. r/r przy sprzedaży 13,2 tys. pojazdów. Podobne załamanie wynoszące 42,7 proc. r/r dotyczy przyczep i  naczep – do końca września br. zarejestrowano ich 10,9 tys. Niższą jest także sprzedaż autobusów i autokarów. Po trzech kwartałach 2020 r. łącznie wyniosła 1028 sztuk czyli o 47,8 proc. mniej.
Polacy kupują mniej skuterów, ale stopniowo odbudowuje się rynek zakupów motocykli. Do końca września br. zarejestrowano 17 tys. nowych motocykli wszystkich rodzajów, czyli o 1 proc. więcej niż w tym samym okresie 2019 r. To pozytywna różnica na tle powszechnie występujących spadków.
Największy wzrost odnotowano w ciągle niewielkiej grupie motocykli sport, których sprzedaż wzrosła aż o 49 proc. w porównaniu z wynikami trzech kwartałów ubiegłego roku.
Najgłębsze spadki, po 10 proc. r/r odnotowano natomiast w segmencie dużych skuterów oraz motocykli turystycznych. Jeszcze gorzej wygląda sprzedaż motorowerów. W czasie trzech kwartałów zarejestrowano ich 13,2 tys. co oznacza spadek o 21,5 proc.
W najliczniejszej grupie motocykli, segmencie street (udają sportowe, ze zdjętymi owiewkami i innymi zmianami mającymi zmienić ich wygląd na bardziej „agresywny”) spadek jest niewielki i wynosi 3 proc. W grupie ON/OFF (motory mające jednocześnie cechy turystyczne i rajdowe, pozwalające jeździć w nietrudnym terenie), która teraz wyszła na drugą pozycję, wzrost jest zaś dwucyfrowy i wynosi 15 proc.
Generalnie, załamanie w polskiej branży motoryzacyjnej, choć widoczne, nie powinno raczej przynieść złowrogich skutków dla dzialających w naszym kraju fabryk pojazdów i podzespołów.

Wrześniowe wyjeżdżanie z dołka

Koronawirus jeszcze nie odpuścił branży motoryzacyjnej, a nadchodzące miesiące mogą być ciężkie.
We wrześniu 2020 roku na unijnym rynku nowych samochodów osobowych zanotowano pierwszy wzrost w tym roku. Rejestracje zwiększyły się w ubiegłym miesiącu o 3,1 proc. W całej Unii Europejskiej sprzedano 933 987 nowych samochodów. Na czterech największych rynkach wyniki były jednak zróżnicowane. Spadek odnotowano w Hiszpanii (-13,5 proc.) i Francji (-3,0 proc.), a wzrost we Włoszech (+ 9,5 proc.) i Niemczech (+ 8,4 proc.). Polska była w grupie wzrostowej – we wrześniu liczba rejestracji nowych aut osobowych zwiększyła się o 8 proc., , z 35 325 do 38 147 sztuk.
Dobry wrzesień nie zmienił tego, że w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2020 r. popyt na samochody osobowe w UE skurczył się o 28,8 proc. Od stycznia do września zarejestrowano siedem milionów nowych aut, prawie 2,9 mln mniej niż w tym samym czasie okresie w ub.r.. Wpływ COVID-19 wciąż w dużym stopniu odbija się na wynikach samochodowego rynku. Hiszpania odnotowała od stycznia do września najgłębszy spadek (-38,3 proc.), następnie Włochy (-34,2 proc.), Francja (-28,9 proc.) i Niemcy (-25,5 proc.). Nasz kraj w tym okresie odnotował regres wynoszący 28,2 proc. W Europie zdecydowanie najlepiej wypadła Norwegia, kraj spoza UE – tylko o 13,8 proc. mniej nowych samochodów.
Największy producent w Europie, koncern Volkswagen, od stycznia do września 2020 r. sprzedał tylko 1 mln 812 tys. nowych aut. W tym samym okresie ubiegłego roku: 2 mln 476 tys., co oznacza spadek o 26,8 proc. Najlepiej wypadła Toyota, spadek tylko o 18,1 proc. Jak widać, pandemia sprawiła, że klienci cenią sobie przede wszystkim samochody dobrej jakości, trwałe i o ekonomicznej cenie. Na drugim biegunie, z największym regresem od stycznia do września 2020 r. jest także japoński producent, Mazda (minus 43,2 proc.).
Spośród konkretnych marek najlepiej wypadły samochody Porsche (z grupy VW). Ich sprzedaż zmniejszyła się w tym czasie zaledwie o 10,6 proc., gdyż zamożni nabywcy tych aut nie czują skutków kryzysu wywołanego koronawirusem. Najbardziej zjechała zaś od stycznia do września sprzedaż miejskich Smartów (grupa Daimler), aż o 82,1 proc.