Hofer chce do Zakopanego

Fot. Wielka Krokiew w Zakopanem

 

 

Polacy potrafią przygotować skocznię na Puchar Świata nawet przy kilkunastu stopniach ciepła. Niedawno dowiodła tego Wisła, natomiast nie poradzili sobie z tym problemem organizatorzy konkursu w niemieckim Titisee-Neustadt.

 

We wtorek Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) poinformowała, że w najbliższy weekend z powodu fatalnych prognoz pogodowych odwołuje konkursy na skoczni w Titisee-Neustadt. Zapowiadane wysokie temperatury, opady deszczu i silny wiatr uniemożliwiły przeprowadzenie zawodów w Niemczech, co oznacza, że z programu obecnej edycji Pucharu Świata wypadł zaplanowany tam konkurs drużynowy oraz zawody indywidualne. FIS ma teraz problem, bo niekorzystne prognozy stawiają pod znakiem zapytania możliwość przeprowadzenia także kolejnego konkursu, w szwajcarskim Engelbergu (15-16 grudnia). Federacja ma prawo po prostu wykreślić te imprezy z programu, albo zastąpić je zawodami zorganizowanymi w innych krajach lub w innych terminach.

Propozycję przejęcia jednego z odwołanych konkursów otrzymało od dyrektora cyklu Pucharu Świata Waltera Hofera między innymi Zakopane. Poinformował o tym portal internetowy sport.tvp.pl, cytując wypowiedź Wojciecha Gumnego z komitetu organizacyjnego PŚ w Zakopanem, że Hofer wręcz zapytał, czy dałoby się zorganizować konkurs na Wielkiej Krokwi już w najbliższy weekend.

Na szczęście nasi narciarscy działacze nie dali się nabrać na czułe słówka i grzecznie odmówili. W tak krótkim czasie nie tylko nie znaleźliby sponsorów, ale nawet nie zdołaliby uzyskać stosownych zezwoleń na przeprowadzenie imprezy masowej. Zgodnie z polskim prawem, imprezę masową, w której mogłoby uczestniczyć więcej niż 999 widzów, należy zgłosić co najmniej miesiąc wcześniej, by uzyskać niezbędne pozwolenia i zabezpieczenie.

Możliwe jednak, że FIS ulokuje w Zakopanem dodatkowy konkurs w styczniu. Mógłby się odbyć w piątek 18 stycznia, przed zaplanowanymi już w terminarzu drużynowym konkursem 19 stycznia i indywidualnym dzień później.
Przed świętami skoczkowie mają w kalendarzu jeszcze tylko turniej w Engelbergu 15 i 16 grudnia. Na razie nie został odwołany. Trener naszej reprezentacji skoczków Stefan Horngacher zdecydował, że na szwajcarskiej skoczni wystąpią – Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Jakub Wolny, Stefan Hula i Maciej Kot. Szkoleniowiec biało-czerwonych nie zmienia zatem żelaznego składu kadrowiczów.

Przypomnijmy, że w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata prowadzi rewelacyjny w tym sezonie Japończyk Ryoyu Kobayashi (420 pkt), przed Piotrem Żyłą (285) i Kamilem Stochem (276). Dawid Kubacki jest na 14. miejscu (89 pkt), Jakub Wolny na 21. (52 pkt), Stefan Hula zajmuje 31. lokatę (21 pkt), a Maciej Kot 48. (2 pkt).

 

Pierwsze pół setki Horngachera

Fot. Kamil Stoch, Japończyk Ryoyu Kobayashi i Piotr Żyła na początku sezonu dominują w klasyfikacji generalnej PŚ

 

 

Piotr Żyła w sobotnim konkursie Pucharu Świata w Niżnym Tagile odczarował ten niezdobyty dotąd przez polskich skoczków obiekt i jako pierwszy z biało-czerwonych stanął tu na podium, zajmując 2. miejsce za Norwegiem Johannem Andre Forfangiem. W klasyfikacji generalnej przed niedzielnym konkursem prowadził Japończyk Ryoyu Kobayashi (320 pkt), przed Kamilem Stochem (226) i Żyłą (225).

 

Wywalczona przez Piotra Żyły w Niżnym Togile druga lokata okazała się powodem do świętowania, bo jak wyliczyli statystycy, było to już 50. miejsce na podium zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich zajęte przez reprezentanta Polski od kiedy kadrę prowadzi austriacki szkoleniowiec Stefan Horngacher. 3 grudnia 2016 roku nasi skoczkowie pod jego wodzą wywalczyli pierwsze podium w PŚ wygrywając konkurs drużynowy w Klingenthal, a 1 grudnia 2018 roku Żyła wyskakał „50” w Niżnym Tagile. Do wywalczenia tylu sukcesów biało-czerwoni potrzebowali 67 startów, z których wygrali co trzeci – w sumie 22.

Znakomity bilans uzupełnia 17 drugich miejsc i 11 trzecich. Dla porównania – w całej historii Pucharu Świata polscy skoczkowie indywidualnie i w drużynie w sumie 204. razy zajmowali miejsca na podium. Zanim nastał Horngacher przez 37 sezonów stawali „na pudle” 154 razy, a przez dwa ostatnie sezony i trzy tygodnie obecnego 50 razy. Progres jest wręcz szokujący.
Jak bardzo są to imponujące statystyki niech świadczy ich porównanie z dokonaniami największych rywali. Norwegowie, którzy w poprzednim sezonie wygrali Puchar Narodów i są chwaleni za szeroki i wyrównany skład kadry, w omawianym czasie byli na podium 37 razy. Zwycięstw też uzbierali mniej od Polaków, bo 17. Jedynym zespołem, którego zawodnicy podobnie często jak Polacy lądowali na podium, są Niemcy. Podopieczni Wernera Schustera w tym samym czasie stawali „na pudle” 45 razy, ale Polacy maja na koncie 22 wygrane konkursy, a Niemcy tylko osiem.

Z 22 polskich zwycięstw w Pucharze Świata aż 16 osiągnął Kamil Stoch. Zasługą austriackiego szkoleniowca jest jednak zbudowanie wokół naszego potrójnego mistrza olimpijskiego wyrównanej drużyny, jakiej nigdy wcześniej nie mieliśmy. Biało-czerwoni wygrali cztery konkursy drużynowe w PŚ, a na podium stawali aż w 13 na 15 rozegranych za kadencji Horngachera zawodach.Pod wodzą Austriaka zwycięstwa w Pucharze Świata świętowali też Maciej Kot (dwukrotnie), Dawid Kubacki (dwukrotnie), swój najlepszy okres w karierze przeżywa Żyła (był drugi w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni, w tym sezonie jest trzeci w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata), wielką formę osiągnęli też Stefan Hula i Jakub Wolnym, którzy co prawda sukcesy osiągali wyłącznie w „drużynówkach”, ale i w występach indywidualnych notowali najlepsze wyniki w karierach. Początek sezonu 2018/2019 zapowiada kolejne zdobycze biało-czerwonych. Nasz zespół wygrał „drużynówkę” w Wiśle, tydzień temu w Kuusamo Stoch i Żyła przełamali klątwę skoczni w Kuusamo, a w miniony weekend Żyła odczarował obiekt w Niżnym Tagile. Niedzielny konkurs zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Twarde metody Horngachera

Fot. Stefan Horngacher

 

 

Nasi skoczkowie zaczęli sezon znakomicie. Po trzech konkursach prowadzą w klasyfikacji drużynowej, a w indywidualne Kamil Stoch jest drugi, a Piotr Żyła trzeci.

 

Nie ulega wątpliwości, że te wyniki to zasługa morderczego reżimu treningowego Stefana Horngachera. Przed obecnym sezonem austriacki szkoleniowiec dał zawodnikom tylko tydzień urlopu, po czym wszyscy wrócili do ciężkich treningów. Nasi skoczkowie nigdy nie rozpoczynali przygotowań do Pucharu Świata tak wcześnie. Decyzja trenera rzecz jasna nie przypadła zawodnikom do gustu, bo czterech miesiącach intensywnych startów w Pucharze Świata wszyscy byli zmęczeni i marzyli o długim urlopie gdzieś w ciepłych krajach. Horngacher nie podjął jednak w tej kwestii nawet dyskusji.

Czy postąpił słusznie przekonamy się już w najbliższy weekend w rosyjskim Niżnym Tagile. To kolejna skocznia w cyklu Pucharu Świata, na której nasi zawodnicy nie notowali dotąd sukcesów. Rywalizacja zacznie się w piątek o 13:45 od oficjalnego treningu, a dwie godziny później odbędą się kwalifikacje do sobotniego konkursu indywidualnego (początek, godz. 15:45). Niedzielny konkurs zacznie się o 14:30 od kwalifikacji, a zawody zaczną się o 16:00.

 

Stoch zaczął jak nigdy wcześniej

Fot. Kamil Stoch nigdy wcześniej talk dobrze nie zaczynał sezonu Pucharu Świata

 

 

Czwarte, drugie i trzecie – to miejsca zajmowane w pierwszych trzech indywidualnych konkursach obecnej edycji Pucharu Świata. Tak dobrego początku sezonu nasz potrójny mistrz olimpijski jeszcze nie miał. Z polskich kadrowiczów kroku dotrzymuje mu jak na razie tylko Piotr Żyła, który w każdym z tych konkursów plasował się w czołowej szóstce.

 

Stoch na początku sezonu zwykle nie dominował. Z 31 pucharowych zwycięstw w karierze tylko trzy odniósł przed świętami Bożego Narodzenia. Najszybciej udało mu się wygrać w sezonie 2016-2017, kiedy to triumfował w zawodach w Lillehammer, piątych w terminarzu tamtego sezonu. Trzykrotnemu mistrzowi olimpijskiemu nigdy wcześniej nie udało się trzech pierwszych zawodów ukończyć w czołowej dziesiątce.

Ta wysoka forma jest chyba niespodzianką także dla samego Stocha, bo stonuje oczekiwania kibiców: „Nie chcę deklarować, że za miesiąc to już będę nie wiadomo jaki mocny. Cały czas pracuję nad sobą, ale czas pokaże jak to się przełoży na moja dyspozycję w kolejnych konkursach” – powiedział w sobotę przed kamerami TVP tuż po zakończeniu sobotniego konkursu w Kuusamo, w którym zajął drugie miejsce. Było to jego pierwsze podium w karierze wywalczone na skoczni Rukatunturi. W najbliższy weekend nasz najlepszy skoczek będzie miał okazję odczarować kolejny obiekt – w Niżnym Tagile. Jak na razie jego najlepszy rezultat uzyskany w Rosji to szóste miejsce.

Wysoką formą imponuje też Piotr Żyła. Brązowy medalista mistrzostw świata 2017 w Lahti i drugi zawodnik Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 2016-2017, jeszcze w swojej karierze nie zakończył rywalizacji w Pucharze Świata w czołowej dziesiątce. Jego najlepszy wynik to 11. lokata. W tym sezonie może w końcu ten cel osiągnąć. W sobotę w Kuusamo był trzeci i po raz piąty w karierze stanął na podium zawodów Pucharu Świata.

Tydzień wcześniej w Wiśle Żyła był szósty, a w drugim konkursie w Kuusamo, tym niedzielnym, zajął piąta lokatę. Jeśli utrzyma tę regularność także w kolejnych zawodach, może pokusić się o uzyskanie najlepszego w karierze wyniku w Pucharze Świata. Za stabilną formę z kadrowiczów Stefana Horngachera pochwalić można jeszcze Jakuba Wolnego. Mistrz świata juniorów z 2014 roku w trzech pierwszych konkursach zajmował 23., 11. i 13. lokatę.

Dawid Kubacki w sobotnim konkursie w Kuusamo zaliczył wpadkę zajmując dopiero 35. pozycję, ale w Wiśle był ósmy, a w niedzielę dwunasty. I to głównie dzięki tej czwórce skoczków nasza reprezentacja jest liderem w Pucharze Narodów, prowadząc z przewagą 24 punktów nad drugą w klasyfikacji ekipą Niemiec. W klasyfikacji generalnej PŚ prowadzi podwójny zwycięzca z Kuusamo i trzeci w Wiśle Ryoyu Kobayashi. Japończyk ma 70 punktów przewagi nad Stochem i 115 nad trzecim w klasyfikacji Żyłą.

Wielka szkoda, że dalecy od formy są Stefan Hula (zajmował miejsca 38., 20. i 44.), a zwłaszcza Maciej Kot (29., 53. i wyeliminowany w kwalifikacjach).

 

Drużyna Kamila Stocha

Fot. Kamil Stoch w piątek z trudem zakwalifikował się do niedzielnego konkursu, ale w sobotę znów skakał jak na mistrza przystało

 

 

Nasi skoczkowie narciarscy trochę postraszyli kibiców słabym występem w piątkowych kwalifikacjach, ale już następnego dnia sprawili im mnóstwo radości zwycięstwem w konkursie drużynowym. Znów najlepszy w stawce był Kamil Stoch.

 

Kamil Stoch po słabych skokach w piątkowych kwalifikacjach (zajął w nich dopiero 48. miejsce) jeszcze w serii próbnej przed sobotnią „drużynówką” miał problemy z odległością, ale co mistrz, to mistrz – jak zaczęło się poważne skakanie, trzykrotny zloty medalista olimpijski natychmiast „odpalił” i już w pierwszej serii osiągnął 126,5 metra. Jeszcze dalej poszybował w drugiej próbie, bo musiał walczyć o zwycięstwo naszej drużyny w konkursie z Richardem Freitagiem. No i dał radę, szybując na odległość 129 metrów w nienagannym stylu, co zapewniło mu najlepszy wynik końcowy ze wszystkich skoczków, a biało-czerwonym czwarty w historii triumf w konkursie drużynowym Pucharu Świata i pierwszy triumf na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle. Bardzo dobrze spisali się także nasi pozostali reprezentanci. Piotr Żyła miał trzeci, natomiast Jakub Wolny ósmy wynik w całym konkursie. Tylko Dawid Kubacki, który zepsuł swój drugi skok zajął ostatecznie 11. lokatę.

Polacy uzyskali notę łączną 1026,6 pkt, druga na podium ekipa Niemiec straciła do biało-czerwonych 11,1 pkt, trzecia Austria zgromadziła 972 punkty. Na dalszych miejscach znalazły się drużyny Japonii, Szwajcarii, Rosji, Czech, Finlandii, Norwegii oraz Kazachstan. Norwegowie zajęli odległą lokatę z powodu dyskwalifikacji Roberta Johanssona.
Trener polskiej kadry Stefan Horngacher trochę był zaskoczony zwycięstwem swoich podopiecznych, bo po piątkowych kwalifikacjach na to się nie zapowiadało. Ale odkąd prowadzi biało-czerwonych, w Pucharze Świata w konkursach drużynowych niemal w każdym konkursie nasi zawodnicy plasują się na podium. Zdobyli złoto mistrzostw świata, brąz mistrzostw w lotach i brąz na igrzyskach w Pjongczangu. Póki mamy takich asów jak Stoch, Żyła, Kubacki, Kot, Wolny i Hula, to w konkursach drużynowych nasi skoczkowie mają szansę znacznie wzbogacić kolekcję trofeów.

W niedzielnym konkursie indywidualnym już tak dobrze naszym zawodnikom nie poszło. W zmiennych warunkach pogodowych wygrał zaskakujący już od Letniej Grand Prix wysoką formą Rosjanin Jewgienij Klimow, drugi był Niemiec Stephan Leyhe, a trzeci Japończyk Ryoyu Kobayashi. Stoch uplasował się dopiero na czwartej pozycji, a w czołowej dziesiątce z naszych zawodników zmieścili się jeszcze Żyła (był szósty) i Kubacki (zajął ósma lokatę). Jakub Wolny skończył zawody na 23. miejscu, Maciej Kot na 29., a Stefan Hula na 38. Przez piątkowe kwalifikacje przeszło tylko sześciu Polaków z dwunastu zgłoszonych do konkursu.

 

Stoch nie odzyskał pozycji lidera

Lider naszej kadry skoczków Kamil Stoch nie odzyskał w rumuńskim Rasnowie pozycji lidera klasyfikacji generalnej Letniej Grand Prix.

 

W miniony weekend po raz pierwszy w historii najlepsi skoczkowie świata rywalizowali w Rumunii. Premierowe zawody na normalnej skoczni zakończyły się zwycięstwem Killiana Peiera. Szwajcar wyprzedził Piotra Żyłę, a trzecie lokat zajął lider Letniej Grand Prix Jewgienij Klimow. Rosjanin odebrał prywat Kamilowi Stochowi, bo nasi skoczkowie na półtora miesiąca zostali przez trenera Stefana Horngachera wycofani z rywalizacji. Stoch w sobotnim konkursie wypadł słabiutko i zajął dopiero 13. pozycję.

Lepiej mu poszło w niedzielę, bo był piąty, ale Klimow był drugi tylko powiększył przewagę nad trzykrotnym mistrzem olimpijskim. Drugi konkurs w Rasnovie wygrał Karl Geiger, który w drugiej serii poszybował na odległość 100,5 metra. Niemiec wyprzedził Klimowa o 5,4 pkt. Najniższy stopień na podium zajął Dawid Kubacki, czwarty był Piotr Żyła, piąty Stoch, a szósty Stefan Hula. W czołowej dziesiątce znaleźli się jeszcze Jakub Wolny (był ósmy) i Maciej Kot (wywalczył 10. lokatę). Na zawody do Rumunii przyjechało zaledwie 41 zawodników.

 

Żyłę mobilizują kłopoty

Piotr Żyła zajął drugie miejsce podczas inauguracji letniego Grand Prix w Wiśle, potem wywalczył czwartą lokatę w Hinterzarten, a w miniony weekend w szwajcarskim Einsiedeln triumfował ex aequo z Kamilem Stochem.

 

Taka seria udanych występów nie może być dziełem przypadku ani splotu sprzyjających okoliczności. Żyła jest tego lata po prostu w życiowej formie i wielu ekspertów uważa, że taką wysoką dyspozycję utrzyma też w sezonie zimowym, którego najważniejszą imprezą będą mistrzostwa świata. Wygląda na to, że problemy małżeńskie 31-letniego skoczka, o których szeroko rozpisują się bulwarowe media, przestały mu przeszkadzać w treningach i startach. Wręcz przeciwnie, wiele wskazuje, że mocno go zmotywowały do pracy, a poddając się całkowicie reżimowi narzuconemu przez Stefana Horngachera uzyskał stabilną formę, wypracował wreszcie właściwą pozycję dojazdową, a jeśli dodamy do tego siłę odbicia z której zawsze słynął, to wyniki Żyły przestają dziwić i każą z optymizmem oczekiwać jego startów w Pucharze Świata, który startuje za trzy miesiące.

W sobotnim konkursie w Einsiedeln Piotr Żyła i Kamil Stoch przeszli do historii skoków narciarskich. Polacy zajęli ex aequo pierwsze miejsce, wyprzedzając o 0,4 pkt. Rosjanina Jewgienija Klimowa. Dla 31-letniego Żyły było to premierowe zwycięstwo w zawodach letniego cyklu, ale po zawodach w wypowiedzi dla portalu skijumping.pl przyznał, że czuje lekki niedosyt. „Moje skoki ogólnie były w porządku, ale zawsze można skoczyć trochę lepiej. Przed rozpoczęciem letniego sezonu spodziewałem się udanych startów. To efekt tego, że więcej teraz pracuję nad sobą”.

Skoczek nie lubi się wypowiada o swoich problemach rodzinnych, ale zapewnia swoich fanów, w tych sprawach stara się zachowywać spokój.

 

 

Stoch znów najlepszy

Kamil Stoch znów nie miał sobie równych w konkursie Letniej Grand Prix w Hinterzarten. W obu seriach oddał najdłuższe skoki i pewnie wygrał. Drugie miejsce zajął Niemiec Karl Geiger, a trzecie Szwajcar Kilian Peier. Tuż za podium uplasował się Piotr Żyła.

 

Lider naszej kadry skoczków był faworytem konkursu i nie zawiódł swoich fanów. Po znakomitej inauguracji letniego sezonu w Wiśle, gdzie wygrał Stoch przed Piotrem Żyłą, a na dodatek nasza ekipa triumfowała w konkursie drużynowym, polscy kibice liczyli, że również w Hinterzarten, drugim przystanku w tegorocznym cyklu Letniej Grand Prix, nasi skoczkowie również odegrają czołowe role. Podopieczni trenera Stefana Horngachera pokazali moc już podczas sobotniej serii próbnej. Wygrał ją Żyła, a na 2. miejscu ex aequo uplasowali się Stoch i Dawid Kubacki.

W konkursie już tak dobrze nie było, ale powodów do zadowolenia też nie brakowało. Po pierwszej serii prowadził Stoch, który skokiem na odległość 110 metrów wręcz znokautował rywali. Ale lekkie zachwianie przy lądowaniu, słabsze niż zwykle nowy za styl oraz dużo odjętych punktów sprawiły, że nasz trzykrotny mistrz olimpijski prowadził z przewagą zaledwie 3,4 punktu nad Karlem Geigerem, chociaż Niemiec skoczył o 6 metrów krócej. Po pierwszej serii zawodów czołową trójkę zamykał Killian Peier. Blisko Szwajcara była czwarty Piotr Żyła, który do rywala tracił tylko 3,5 pkt. Z naszych Stefan Hula był siódmy, 11. miejsce zajmował Maciej Kot, 12. Jakub Wolny, a dopiero 15. Dawid Kubacki.

W drugiej serii szyki skoczkom mieszał wiatr. Na trudne warunki trafił zwłaszcza Maciej Kot i zaliczył tylko 94 metry, zajmując ostatecznie 17. lokatę, najsłabszą z szóstki naszych reprezentantów. Awansowali natomiast Kubacki i Wolny. Pierwszy zajął 10. miejsca, a były mistrz świata juniorów wywalczył znakomitą 8. pozycję. Stoch miał szczęście do pogody, bo gdy usiadł na belce startowej, miał delikatny wiatr pod narty. Nie omieszkał z tego skorzystać i uzyskał odległość 106,5 metra, do tego w znakomitym stylu i mógł cieszyć się z drugiego z rzędu triumfu w cyklu zawodów Letniej Grand Prix. Drugiego w klasyfikacji Geigera nasz mistrz wyprzedził aż o 14,8 punktu. Na normalnej skoczni to prawdziwy nokaut.

Trzecie miejsce utrzymał Kilian Peier. Co prawda w finale Szwajcar skoczył bliżej niż Żyła (100,5 do 102 metrów), ale miał mniej odjętych punktów za wiatr i znacznie wyższe noty, co wystarczyło do utrzymania przewagi i zdobycia pierwszego w karierze miejsca na podium zawodów letniego cyklu. Z naszych zawodników dobrze też wypadł Stefan Hula, który ukończył zawody na 6. pozycji. Po sobotnim zwycięstwie Stoch z kompletem 200 punktów umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej LGP 2018. Następne zawody odbędą się 4 sierpnia w Einsiedeln.

 

Udany początek sezonu w skokach narciarskich

Reprezentacja Polski w cuglach wygrała drużynowe zawody Letniej Grand Prix w skokach narciarskich w Wiśle. Na skoczni im. Adama Małysza Maciej Kot, Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Piotr Żyła wręcz zdeklasowali rywali.

 

O formę naszych skoczków mogliśmy być spokojni już po piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego. Wygrał je Stoch uzyskując najlepszą tego dnia odległość – 137 m. Drugi w kwalifikacjach Żyła wylądował sześć metrów bliżej. Trzecie miejsce zajął Niemiec Karl Geiger (127 m). Wszyscy z jedenastu zgłoszonych do konkursu indywidualnego polskich skoczków przeszli pomyślnie przez kwalifikacje. Wysoka formą błysnął Aleksander Zniszczoł, który był szósty (126,5 m). Na miejscach od 10. do 13. sklasyfikowano: Macieja Kota (124 m), Tomasza Pilcha (125 m), Pawła Wąska (127 m) i Jakuba Wolnego (126 m). Dawid Kubacki zajął 16. lokatę (121,5 m) , Stefan Hula 17. (122,5 m), Przemysław Kantyka 22. (124 m), a Andrzej Stękała 42. (118 m).

Do startu w sobotnim konkursie drużynowym trener naszej kadry Stefan Horngacher wystawił „żelazny kwartet”, czyli Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Macieja Kota i Piotra Żyłę, który wrócił do drużyny na miejsce Stefana Huli, który w poprzednim sezonie był pewnym punktem biało-czerwonych. Wywalczył z zespołem brązowy medal zimowych igrzysk w Pjongczangu oraz mistrzostwo świata w lotach. Ale na początku nowego sezonu w lepszej formie od niego znajduje się Żyła, który w piątkowych seriach treningowych i kwalifikacyjnych trzy razy zajmował drugie lokaty. Warto jednak przypomnieć, że przed rokiem w zawodach LGP w Wiśle także triumfowali biało-czerwoni, a skakali w składzie Stoch, Żyła, Kubacki, Kot.

I tym razem nasza drużyna wygrała konkurs drużynowy Letniej Grand Prix w cuglach. Na skoczni im. Adama Małysza nawet przez moment ich zwycięstwo nie było zagrożone. W pierwszej serii daleko skoczyli Kot i Kubacki, ale kibiców zachwycili Stoch, który poleciał na odległość 135 metrów oraz startujący na ostatniej zmianie Żyła. On wylądował o metr dalej od lidera naszej kadry. Po pierwszej serii biało-czerwoni prowadzili z przewagą 44,7 pkt nad Niemcami i 46,1 pkt nad Norwegami. Na dalszych miejscach plasowały się ekipy Słowenii i Austrii. Drug seria także odbyła się pod dyktando naszych zawodników. Mimo obniżenia belki startowej Kot skoczył 127 metrów, Kubacki uzyskał 131 metrów, Stoch 126,5 m, a kropkę na i postawił Żyła skokiem na odległość 130,5). Polacy wygrali z przewagą 71,2 pkt nad ekipa Niemiec i 75,2 pkt na trzecia na podium ekipą Norwegii.
Niedzielny konkurs indywidualny miał się zgodnie z planem rozpocząć o godzinie 17:30, ale prognozy pogody zapowiadały w Wiśle potężną burzę.